To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Berrylane
leave your innocence behind

Tin ‘n’ Lint - Stoliki III

rowan mackenzie - 2019-12-14, 21:49

Nie kontynuowała już tego tematu, bo w sumie to było dość dołujące. Normalnie nie myślała o swoim piciu w ten sposób i szczerze powiedziawszy wolała się w to nie zagłębiać. Jeszcze by przypadkiem doszła do wniosku, że w sumie to powinna ograniczyć spożycie alkoholu albo, co gorsza, rzucić to w cholerę. A na to definitywnie nie była gotowa. Kace bywały okrutne, ale przyjmowała je z dobrodziejstwem inwentarza. Zdążyła jednak zauważyć, że z wiekiem pije coraz mniej i ciężej znosi alkohol. Trochę tego żałowała, ale musiała się z tym pogodzić, tak to już bywało jak się człowiek starzał. No ale pierdolę już od rzeczy to przejdę do następnego punktu programu.
- Ja mogłabym nawet teraz wstać i iść na scenę – oznajmiła z szerokim uśmiechem, ale tak czy siak wychyliła większość swojego drinka. Zaszkodzić to jej nie mogło. Uwielbiała śpiewać, nawet jeśli nie wychodziło jej to wybitnie, a stanie na scenie nie stanowiło dla niej żadnego problemu. Więc nie miała żadnych oporów przed wzięciem udziału w dzisiejszym karaoke. Ani tym bardziej przed zaciągnięciem Cornelii razem ze sobą. Nie protestowała gdy towarzyszka zamówiła drinki i shoty. Nie miała zamiaru protestować ani odmawiać. Po to dzisiaj tu przyszła, między innymi. Na zasłyszane pytanie Rowan wydęła usta w zastanowieniu. Było tyle piosenek, które uwielbiała, że ciężko jej było wybrać jedną. Jednak w tej chwili była jedna nutka, którą z chęcią by zaśpiewała. – Africa – powiedziała tylko radośnie znad swojego kieliszka i wypiła już do końca. Zaczynała już odczuwać skutki alkoholu, w postaci przyjemnego szumienia w głowie.
Słuchała, czekając aż kobieta wyzna na tyle dużo by mogła jakoś na to zareagować, powiedzieć coś sensownego. Zupełnie się tego nie spodziewała, choć nie znała Nel za dobrze. Ich przelotna znajomość nie pozwoliła na zgłębienie tych aspektów jej osobowości, więc Mackenzie nie mogła wiedzieć, że jej towarzyszce nie zdarza się płakać. – O coś poważnego wnioskuję – stąpała ostrożnie, nie chcąc wywołać jeszcze większej fali łez. Wciąż miała jednak za mało informacji i podejrzewała, że pani doktor jeszcze wszystkiego z siebie nie wyrzuciła. – Każdy czasami potrzebuje się wygadać, a po alkoholu to już w ogóle – dała jej perfekcyjne usprawiedliwienia dla niecodziennego zachowania, skoro dowiedziała się, że kobieta do płaczliwych nie należała. Uśmiechała się do niej lekko, ale ukradkiem rozejrzała się, żeby zobaczyć czy ktoś ich nie obserwuje. Kilka osób rzucało okiem, kilka otwarcie się gapiło. – Chcesz iść do łazienki? – zaproponowała, ze względu na widownie, która im się zebrała. Chyba nikt w tym stanie nie chciał, żeby ktoś widział i słyszał jego załamanie nerwowe.

Cornelia Powell - 2020-01-02, 12:13

- Będę główną grupies, słowo - obiecała rozbawiona mając nadzieję, że to ją zachęci. W tym stanie pewnie, gdyby miała przetarty szlak, zawitałaby na scenie. Umiała śpiewać. Znaczy na pewno lepiej, niż każdy z tych ludzi, którzy tak chętnie łapali za mikrofon. Gdyby wyjęła kołek z tyłka, nawet mogłaby przyznać, że to lubi. O ile robiło się w to w towarzystwie znajomych oczywiście. Te smutne piosenki pijanych, zapłakanych ludzi w ogóle jej nie kręciły. A skoro sama byłą teraz jednym z nich to nie mogła wejść na scenę. Za dużo dziwnych rzeczy w jeden wieczór. Pokiwała głową z aprobatą słysząc tytuł. Gdyby nie jej scena sama poszłaby teraz wpisać Rowan na listę. Oszukałaby mówiąc, że w jej głowie nie pojawiła się własnie Mackeznie śpiewająca utwór w tej seksownej sukience, którą mając na sobie zrobiła przysługę wszystkim ludziom w barze.
Gdyby ucieczka stąd nie byłaby większym wstydem Cornelii już by tu nie było. Rozmawianie z obcą osobą o swoich uczuciach to koszmar. Chociaż może właśnie tego potrzebowała? Może stąd to się wzięło. Sama nie wiedziała czemu zamiast wymigać się od wszystkich pytań zaczęła na nie odpowiadać. Słowa jakby same uciekały z jej ust - Nawet nie, ale zawsze do siebie wracamy - wyjaśniła - Tym razem to się chyba nie wydarzy - powiedziała na myśl o słowach, które usłyszała w windzie zły jakby same cisnęły jej się do oczu. Tak jak słowa na język. Udało jej się chociaż powstrzymać te pierwsze. Słysząc jak ją usprawiedliwia wcale nie zrobiło jej się lepiej. Wręcz gorzej, że jakaś obca osoba musi tłumaczyć jej głupie zachowanie. Chociaż to było miłe z jej strony. Wychodzi na to że wybrała najlepsza osobę do odwalenia takiej sceny. A nawet nie pamiętała jej imienia. W odpowiedzi pokiwała tylko głową i wstała ze stołka. Zachwiała się, gdy jej nogi tylko dotknęły podłogi. Pewnie gdyby nie stolik, na którym się oparła narobiłaby sobie kolejnego przypału - Wyglądam okropnie - rzuciła stoją przed lustrem w łazience i wycierając rozmazaną maskarę - Zepsułam Ci wieczór, więc stawiam przez resztę wieczoru. I taksówkę do domu - zadeklarowała mając nadzieję, że uniknie kolejnych pytań. Normalni ludzie pewnie chętnie by się wygadali, ale ona wolała tłumić w sobie uczucia. Dlaczego nie? Do tej pory wychodziło jej to świetnie, jak widać na załączonym obrazku - Mało kto widział, jak płaczę, więc musisz zostać moją przyjaciółką. Wiesz, żebyś nie chciała dotrzymać moją tajemnicę, że jednak mam uczucia - zażartowała, chociaż może nie do końca. Totalnie zepsułoby to jej reputację w szpitalu.

rowan mackenzie - 2020-01-26, 16:39

- Sama tam nie pójdę – odpowiedziała zaczepnie, bo jak już miała takie wyborne towarzystwo to miała zamiar je zaciągnąć na scenę ze sobą. Nawet jeśli zrobiło jej się ciepło w środku, kiedy usłyszała obietnicę Cornelii. Czuła, że tutejszej widowni zdecydowanie bardziej by się spodobało, gdyby obie tam stanęły i zaśpiewały. A co ważniejsze, one miałyby z tego większą frajdę. Nic z tego jednak nie miało nadejść, a im nie będzie dane się w najbliższym czasie przekonać jak sprawdzą się w duecie.
- Może tym razem też się uda – próbowała ją jakoś pocieszyć, choć nawet nie wiedziała jak wygląda sytuacja. Jednak Mackenzie była optymistką, więc wierzyła, że jeśli bardzo się czegoś chce i wkłada się w to coś wysiłek to jest się w stanie to osiągnąć. Też wpakowała się nieopatrznie w częściowo podobny bałagan. Więc musiała mieć nadzieję, że da się to jakoś odratować. Bo nie chciała nawet wyobrażać sobie sytuacji, w której nie są z Ephraimem przyjaciółmi. Kiedy kobieta wstała od stołu, Mackenzie też ruszyła się z miejsca, czując, że ma miękkie kolana. Alkohol jednak swoje zrobił. Wspólnie skierowały się do łazienki, gdzie Rowan oparła się o brzeg umywalki, przyglądając się Powell z uwagą. Nie była mistrzem w pocieszaniu, nie miała pojęcia, co powinna powiedzieć, żeby poprawić sytuację. Ale miała zamiar się postarać, bo blondynka wyglądała jakby potrzebowała teraz towarzystwa. – Jak wytrzesz rozmazany tusz to znów będziesz wyglądać cudownie – odpowiedziała jej, stawiając po prostu na szczerość. Nie dało się ukryć, że Cornelia była piękną kobietą i czerwony nos nie był w stanie tego zmienić. – Nie, jak już to zdecydowanie poprawiłaś mój wieczór – zaprzeczyła, uśmiechając się przy tym lekko. Zanim przysiadła się do jej stolika, czekało ją picie w samotności w wyjątkowo paskudny dzień. Alternatywa była zdecydowane lepsza, nawet jeśli oznaczała siedzenie z panią doktor w łazience. – Myślę, że da się to załatwić. A Twój sekret będzie ze mną bezpieczny – obiecała, kładąc dłoń na ręce towarzyszki. Pomogła Nel doprowadzić się do porządku, a potem wróciły na salę, gdzie wypiły jeszcze kilka drinków, rozmawiając o wszystkim, byleby nie o swoich problemach.

/zt x2 <3

Eldar B. Mackenzie - 2020-02-20, 23:06

// 5

Dziwnie było tak nagle wpadać na wszystkich dawnych znajomych, których nie widział od tych ośmiu lat i przez czas jego nieobecności kontakt się kompletnie urwał. Trudno było czasami stwierdzić, czy wypada jeszcze się witać i wdawać w bezsensowną dyskusję, czy może lepiej po prostu zignorować i udawać, że przez te osiem lat człowiek zmienił się na tyle, że nie udało się go poznać, chociaż prawda była zupełnie inna. Eldar chyba jednak niestety był zbyt dobrym człowiekiem, żeby tak brzydko zachowywać. Niestety często żałował, bo rozmowa okazywała się mocno beznadziejna i kompletnie się nie kleiła. A najgorzej było wtedy, gdy niektórzy udawali bezczelnie, że nie mają pojęcia o jego odsiadce, chociaż dobrze wiedział, że jest inaczej, a oni bezczelnie w to brnęli i pytali, czy był w podróży życia i o inne pierdoły. .I nie żeby Eldar był jakiś zarozumiały czy uważał się za pępek świata, ale niestety był świadomy aż za dobrze, że plotki w tej mieścinie roznosiły się z prędkością światła, a szczególnie takie plotki. O tym, że ktoś poszedł do więzienia, że Janek z końca ulicy zdradził żonę i się o tym dowiedziała czy że Grażynka spod czwórki zerwała zaręczyny – o takich rzeczach mówiło się najwięcej, zdecydowanie. No i oczywiście jeszcze o tym, kto umarł czy to naturalnie, czy z rąk Huntsmana, czy w jeszcze innych okolicznościach. Czasami te plotki nieco go przytłaczały, ale cóż. Starał się jednak mimo wszystko nie zaprzątać sobie nimi głowy. Zrobił, co zrobił. Swoje odsiedział i postara się już więcej błędu tego typu nie popełnić, więc chyba oznaczało to, że lekcje odrobił, prawda?
Wyjścia do barów bywały dość mocno ryzykowne, bo nigdy nie było wiadomo, na kogo się trafi, a niestety nie każdy potrafił zachować się jak należy po pijaku. Eldar jednak starał się podchodzić do tego mimo wszystko na luzie i nie bardzo też chciał się ograniczać w kwestii swoich rozrywek z tak błahego powodu, jak kilka niemiłych słów na temat ostatnich lat jego życia, bo i po co. Zbyt długo był przecież odizolowany od społeczeństwa, prawda? Dlatego też po pracy postanowił wybrać się na drinka. No, najpierw wrócił do domu się wykąpać, aby nie pachnieć wszystkimi możliwymi produktami spożywczymi i bardzo wybuchową mieszanką przypraw, ale efekt był taki sam, że dotarł tutaj i sączył drinka, zerkając na mecz koszykówki, który leciał gdzieś z tyłu, zapewne wyciszony, jak to często ma miejsce w typowych amerykańskich barach. I tak sobie zerkał, gdy kątem oka dostrzegł znajomą twarz. Nieco inną niż zapamiętał, bo jednak Neal był smarkaty dość przed jego pójściem do więzienia, ale mimo wszystko wspominaną raczej w pozytywny sposób (i to nie tylko dlatego, że Neal to piękny chłop, hehs). Nie do końca przemyślał swoje działanie, ale widząc, że mężczyzna jest sam, podszedł do niego, żeby zagadać i może nadrobić stare czasy, wierzył jednak mimo wszystko, że z nim nie będzie musiał zmagać się ani z chamstwem i pogardą, ani z jakimiś głupimi gadkami o pogodzie.
- W końcu urosła Ci broda, moje gratulacje - oznajmił mu z uznaniem, uśmiechając się do niego szeroko, bo pewnie kiedyś się nabijał z niego, jak dopiero swój zarost hodował i był taki trzy na dziesięć, a Eldar jako NIECO starszy kolega wyglądał już zdecydowanie lepiej. - Czekasz na kogoś czy nie przeszkadzam? - w sumie jedno nie wyklucza drugiego, ale no nieistotne, kulturalny z niego człowiek był to zapytał.

neal heatherton - 2020-02-23, 11:50

    [18]



Neal w tej chwili zdecydowanie potrzebował drinka. Miał przecież za sobą bardzo trudne tygodnie — z wizytą Maze i poważnych rozmowach porozwodowych, z rozmową ze Stellą, która niby mu coś miała wyjaśnić, a sprawiła, że poczuł się bardziej zagubiony i jeszcze z sytuacją z Poppy. I niestety na ten ostatni punkt składały się dwa główne czynniki. Nie chodziło tylko o randkowanie, w którym był chyba odrobinę lepszy niż przypuszczał, ale także o nieszczęsne walentynki. Sam nie wiedziała co mu do tego łba strzeliło, skoro pochwalić mógł się już pięknym, trzydziestoletnim wynikiem w życiu. A jednak święto zakochanych obudziło w nim głupiego nastolatka, który wskakuje w żenujący strój z króliczymi uszami i robi z siebie pośmiewisko. I to przed dwoma osobami, nie jedną nawet.
Otoczony kobietami, chociaż nie w taki sposób, w jaki mogłoby się wydawać, bo jednak porządnym facetem był, potrzebował chwilami takiego zupełnego spokoju i drinka wypitego w męskim towarzystwie. Napisał nawet do braci, by dowiedzieć się, który był chętny na jakikolwiek alkohol. Zwątpił jednak w powodzenie tego planu, gdy okazało się, że typ numer jeden wcale alkoholu już nie pijał. Pozostali rzecz jasna na głowie mieli ważniejsze plany, niż drinkowanie z najmłodszym bratem. Z tego powodu po prostu odpuścił sobie poszukiwanie towarzystwa decydując się na pogadanie z zaprzyjaźnionym barmanem najwyżej. W końcu osoba, które krąży po miasteczku i naprawia ludziom usterki w domu może pochwalić się całym wachlarzem znajomości — mniej lub bardziej dziwnych niestety.
Popijał sobie nawet jednego przy barze, ze wzrokiem utkwionym w meczu, gdy usłyszał jakiś głos za sobą. Wydawał mu się znajomy wprawdzie, ale nie potrafił przypisać do niego twarzy. Dopiero, gdy się odwrócił skojarzył kim mężczyzna był i na jego zarośniętej twarzy pojawił się szeroki uśmiech. Zastanawiał się kiedy wpadnie wreszcie na Eldara — przecież wieść o powrocie rozniosła się po tej mieścinie z prędkością światła.
— Teraz jest nawet lepsza od twojej — przyznał zadowolony i nawet ją bezczelnie palcami przeczesał. Wyglądał prawie tak, jak zapamiętał. A na pewno mu w głowie utkwił, bo swego czasu Neal wychodził z założenia, że mógłby być jak Eldar. Szczególnie, że posiadał wtedy brodę, a Heatherton nie. — Na nikogo nie czekam, siadaj. Ten mecz i tak jest całkiem do bani, więc zawsze to lepiej napić się drinka z kimś — dorzucił. Swoją drogą Eldar powinien wyruszyć w poszukiwaniu lepszych barów. Był zmuszony do niepicia alkoholu wystarczająco długo żeby uznać, że zasługiwał na coś lepszego niż marny, rozwodniony sikacz z niskiej półki. No ale niestety, to było tylko Berrylane.

Eldar B. Mackenzie - 2020-02-25, 20:46

Trudne tygodnie to coś, co Eldar doskonale potrafił zrozumieć. Może nieco miał inne doświadczenia ostatnio w tej kwestii, ale liczy się efekt, czy jakoś tak. A efekt był taki, że Eldar, chociaż powinien niby skakać z radości, że miał w końcu upragnioną wolność, to nie do końca w obecnej rzeczywistości potrafił się odnaleźć. I to wcale nie chodziło o to, że miał tony książek do nadrobienia, filmów i seriali jeszcze więcej, a technologia poszła przez te osiem lat do przodu bardziej niż przez całe jego życie przed pójściem do więzienia. Z tym wszystkim człowiek umiał sobie jako tako poradzić, naprawdę. Był dość prostym człowiekiem, ale na szczęście nie głupim, żeby nie potrafił nauczyć się obsługiwać dotykowego telefonu czy założyć subskrypcji na Netflixa i zacząć z niego korzystać w innej formie niż jako wypożyczalni DVD. Raczej chodziło o to, u nikogo dookoła życie nie stało w miejscu, a jego jednak trochę tak. Pewnie dlatego stale zapominał, ile ma tak naprawdę lat. Raczej uważał się za trzydziestoletniego faceta, a nie gościa przed czterdziestką, bo przecież prawie dekadę zgubił. To powinno się jakoś skasować, bo jednak przykra sprawa nie żyć tak długo w żaden sensowny sposób. Egzystować i oddychać owszem, ale żyć? Więzienie z tym niestety nie miało nic wspólnego.
Neal nie należał co prawda do jednej z tych osób, które postanowił odwiedzić od razu, gdy mógł w końcu przebrać ten obrzydliwy kombinezon więzienny na normalne ciuchy i wyjść do ludzi, ale na pewno zaliczał się do tego grona osób, na widok których Eldar się ucieszył. Tak zupełnie szczerze, bo Neal naprawdę był w porządku. No, przynajmniej te osiem lat temu, jak z nim było teraz, to się okaże – w końcu czas potrafi nieźle człowieka zmienić, prawda?
- Polemizowałbym z tym stwierdzeniem, moja po prostu jest już przeplatana mądrością - siwe włosy niestety zaczęły się pojawiać u niego już powoli. Uciekające lata robiły swoje. A na brak stresu, który podobno jest przyczyną siwości u większości ludzi, też nie mógł niestety narzekać z wiadomych przyczyn.
- To prawda. Grają tak, jakby sami wczoraj wypili o jednego drinka za dużo - przyznał mu rację, rzucając jeszcze jedno spojrzenie na telewizor, ale jednak nie było najmniejszego sensu dalej na te wygłupy patrzeć, bo szkoda się denerwować, a wiadomo przecież, jakie emocje sport potrafił wzbudzić u ludzi. Skorzystał z zaproszenia i dosiadł się ze swoją szklaneczką.
- Co słychać ciekawego, poza tym, że dorosłeś do brody i legalnego picia alkoholu, który swoją drogą nadal jest tutaj tak samo słaby? - zapytał z ciekawością w sumie, bo naprawdę go to interesowało. I co z tego, że nieco koloryzował, bo przecież te osiem lat temu, to Neal już też legalnie drinka mógł się napić. - Nie wyglądasz, jakbyś świętował - stwierdził bez owijania w bawełnę, bo po co kłamać, jak się widzi doskonale, jak się sprawy mają.

neal heatherton - 2020-03-22, 14:20

Prawdopodobnie potrafił zrozumieć lepiej pojęcie trudne, niż Neal. W zestawieniu z tym, co przeżywał Eldar te Heathertona mogły być co najwyżej niekomfortowe. Nie potrafił sobie zupełnie wyobrazić tego, jak wyglądało życie kogoś, komu kilka lat wycięli z życiorysu. Skoro Eldar był w wieku zbliżonym do Neala, gdy trafił do więzienia. I faktycznie, Neala też uderzyło to, że czas płynął dla niego tak samo — i po tym czasie wcale nie przypomina faceta, którego znał. Nie mówiąc już o tym, że nagle różnica wieku nie wydała mu się aż tak znaczna. Sam zdążył dotrzeć do momentu, kiedy może uznać się z powodzeniem za dorosłego.
— Jaką mądrością życiową? — zapytał lekko rozbawiony, odrobinę złośliwie. Na pewno broda Neala była jego dumą życiową i nie pozwoli sobie wmówić, że jakiś stary Eldar miał lepszą teraz. Szczególnie, że wystarczająco dużo nasłuchał się tak jak był młodszy. Teraz zamierzał się bronić dzielnie, nawet palcami ją znowu przygładził. Oczywiście było to co najmniej głupie, ale upór sprawił, że postanowił przy swoim obstawać. Pokiwał zaraz potem głową na słowa mężczyzny, bo zgadzał się niestety z jego stwierdzeniem. Nie radzili sobie szczególnie dobrze.
— Albo dziesięć. Szkoda patrzeć na to w ogóle — podsumował i napił się trochę alkoholu. Nie był największym fanem meczów, ale wyjątkowo dzisiaj tego typu rozrywki potrzebował. Prawdopodobnie po tym samodzielnym upokorzeniu się potrzebował rozrywek, które trochę jego męskie ego podbudują. Bo póki co cierpiało strasznie. A stało się tak, co najgorsze, na jego własne życzenie. Zachciało mu się przebierać w seksowne stroje na stare lata. Gdyby z tego Eldar sobie zdawał sprawę to z pewnością nie uznałby, że z Neala taki spoko ziomek był
— Niewiele. W sensie no, trochę czasu minęło, więc dużo rzeczy się działo, ale na szczęście dla ciebie to miasteczko bardzo stoi w miejscu — rzucił luźno, bo nie uważał tematu jego odsiadki za jakkolwiek nieodpowiedni. Przecież każdy wie co się z nim działo, więc głupio jakby z tego powodu zaczął zachowywać się nienaturalnie. No, mógł przecież odbić piłeczkę i zapytać jak jego życie mijało. Co byłoby maksymalnie niekomfortowe i zwyczajnie głupie. — Bo nie świętuję. Nie mam czego. Ale ty chyba powinieneś, nie? — podchwycił. W końcu zaczął nowe życie niedawno, a to chyba idealny powód ku temu, żeby się trochę nawalić. Neal mógł mu w tym towarzyszyć jak coś! Może odpowiednia dawka alkoholu by mu coś w tym łbie rozjaśniła.

Eldar B. Mackenzie - 2020-04-06, 17:33

To prawda, Neal nagle przestał być z jego punktu widzenia dzieciakiem. Co prawda Eldar tak zupełnie poważnie nie traktował go nigdy w ten sposób, to wszystko raczej były nieco złośliwe żarty, ale teraz różnica wieku między nimi była zdecydowanie mniej widoczna. I to nie tylko dlatego, że Eldar miał wrażenie momentami, że znowu ma 30 lat. Co prawda dla równowagi czuł się czasami jak totalny dinozaur, na przykład jak odkrywał, jak dużo zmieniło się w technologii podczas jego nieobecności, no ale chyba tak naprawdę całkiem nieźle sobie radził z tymi wszystkimi swoimi zaległościami.
- Siwą - stwierdził tylko krótko, uśmiechając się przy tym lekko i upijając łyka sporego swojego trunku. Okej, trzeba przyznać, że gdy zaczął siwieć w więzieniu, to nieco go to przytłoczyło. To trudny czas dla każdego człowieka, okej. A on tak naprawdę nie był nawet stary jakoś bardzo. Fakt, że na jego bardzo ciemnym zaroście i włosach te srebrne pasemka było bardzo mocno widać, też nie do końca pomagał. Teraz jednak już się z tym całkiem pogodził. Było, jak było, stres związany z tym całym bałaganem, który jakoś się skumulował w jego życiu nagle, zrobił swoje. Siwienie było zdecydowanie jednym z bardziej widocznych efektów. Pewnie trochę zmarszczek mądrości też mu na twarzy przybyło. Pozostawało mu tylko wierzyć, że należał do grona facetów, co są jak wino (jak coś, to miał rację), bo inaczej pewnie umrze samotnie. To znaczy tak nie do końca, ale no cóż. Skoro żona kopnęła go w tyłek, gdy siedział za kratkami, to jednak fajnie by było sobie znaleźć miłość jeszcze teraz, a nie dopiero, jak go Cora odda do domu starców, co nie?
Gdyby Eldar był świadomy tego, jaką Neal przeżył przygodę w stroju seksi króliczka, to zapewne by miał powód, aby rzucić jakimś złośliwym komentarzem. Bez przesady jednak, że od razu by go skreślił z listy porządnych ludzi. W sumie Eldar był romantykiem, szanował wielkie gesty podyktowane uczuciami i te sprawy, więc chyba uznałby, że gest należy docenić. Szkoda tylko, że wykonanie raczej było beznadziejne.
- To akurat zauważyłem - trudno było nie przyznać mu racji, skoro rzeczywiście w Berrylane wiele rzeczy dalej prezentowało się tak samo. - Ale życie ludzi na szczęście, więc nadrabiam zaległości - stwierdził dość luźno, nie wywierając na nim żadnej presji absolutnie, po prostu stwierdzając fakt. Skoro nie chciał mówić, to i po co.
- Niby tak, ale ile można świętować - przyznał zupełnie szczerze. - Zresztą po takim czasie za kratkami to nawet ta głupia codzienność wydaje się świętem - dodał jeszcze, unosząc lekko ramiona ku górze. Tak było, nic nie poradzi. Fakt, że mógł sobie tutaj przyjść bez jakichkolwiek przeszkód, był naprawdę przyjemną odmianą. Tak samo, jak posiadanie własnego mieszkania, a nie celi z dziwnym kolegą, czy wyjście do normalnej pracy.

neal heatherton - 2020-04-25, 15:00

Uniósł brwi w wyrazie lekkiego rozbawienia, gdy postanowił wmówić mu, że kolor brody jakkolwiek przekładał się na życiowe mądrości. Dobrze było jednak widzieć, że mimo wszystko Eldar niewiele się zmienił i — co najważniejsze chyba — nie przejmował się szczególnie wrednymi, podstarzałymi mieszkankami Berrylane, które dostrzegały w jego wyjściu z więzienia idealną okazję do plotek. Domyślał się, że musiało to być męczące. Przeżywał namiastkę tego, gdy wrócił do Berrylane i stał się tym Heathertonem od wypadku, co do córkę stracili.
— Dobra. Zapamiętam to na przyszłość, gdy uznam, że mam problem, którego nie umiem samodzielnie rozwiązać — zapowiedział, skoro tak. Chociaż niekoniecznie by mu głowę zawracał swoimi problemami, bo na pewno miał teraz od groma własnych. Mógł za to go od czasu do czasu na jakiegoś drinka wyciągnąć, bo jego bracia nagle stali się niesamowicie zajęci własnym życiem, a on nie mógł wiecznie pić ze Stellą, potrzebował także męskiego towarzystwa. Mógłby go nawet na jakąś randkę może umówić, chociaż nie wiedział jeszcze z jakim skutkiem, skoro sam najlepszy w te klocki tak naprawdę nie był. Wracanie do życia po sporym czasie było trudne, takie niestety są realia.
— Zostajesz tu na stałe? — zapytał gdzieś w międzyczasie, bo go to nagle zainteresowało. Miał tutaj jednak córkę, więc Neal mógł przypuszczać, że Mackenzie wcale nie zamierzał stąd gdziekolwiek wyjeżdżać. Poza tym ludzie w końcu przywykną do wszystkiego, prawda? Tym bardziej, że mężczyzna raczej żadnym bandytą nie był. W normalnych okolicznościach stwierdziłby, że tę rolę zajęły jaszczurki, ale nie zrobi tego, skoro się umawiał z jedną z nich od jakiegoś czasu. — Tylko nie zostać jakimś moralizatorem i kołczem, który wygłasza bzdury o szanowaniu codzienności i celebrowaniu chwil, bo wtedy miejsce obok mnie już zawsze będzie zajęte — ostrzegł go, ale z lekkim rozbawieniem. Zaraz potem się trochę alkoholu napił, przez co wykończył swojego drinka. A skoro tak to nie pozostawało im nic innego jak zamówić coś jeszcze, bo przecież wieczór jeszcze mody. Oni nawet też.

Eldar B. Mackenzie - 2020-05-05, 22:31

Przejmowanie się takimi osobami nie miało najmniejszego sensu. Szczególnie jeśli z jakichś powodów chciało się mieszkać w Berrylane. Ludzie zawsze będą gadać, a reagowanie na to tylko to wszystko podsycało. Najlepiej było się na to uodpornić, żeby mogło to spływać jak woda po kaczce, inaczej można dostać szału i narobić głupot, które tylko utwierdzą ludzi w przekonaniu, że się zwariowało/jest się niebezpiecznym/cokolwiek innego – zależnie od tego, co akurat się wydarzyło. Powrót Neala go ominął. A że nie miał w zwyczaju wsłuchiwać się w plotki, które pewnie i tak już przycichły w tym przypadku, to zapewne nie miał pojęcia o tym, co go spotkało. I pewnie jeszcze trochę się nie dowie, bo jednak ani on nie był specjalnie natrętny i nie lubił wypytywać ludzi o ich życie prywatne, ani też Neal raczej nie paplał o tym na prawo i lewo.
- No co dwie głowy to nie jedna, czy jakoś tak, także zapraszam - stwierdził, no bo przecież czemu nie. Zawsze łatwiej rozwiązuje się cudze problemy, a nie swoje, prawda? - Ale nie biorę odpowiedzialności za efekty - dodał jeszcze prędko, coby nie było. Nie ma tak lekko, że ten, co podpowiada rozwiązania, to powinien być sądzony za efekty, to na pewno wynika z braku odpowiedniego przedstawienia sprawy i tak dalej, także no. Było to wszytko raczej utrzymane w żartobliwym tonie, ale przezorny zawsze ubezpieczony. Tak mówili w Kubusiu Puchatku, to zapamiętałam. Ale co racja, to racja. Męskie towarzystwo do picia i pogadania zawsze się przyda. Eldar w sumie też w większości jakimś cudem zadawał się z kobietami, Neal to wyjątek potwierdzający regułę trochę. Pewnie to przez to, że miał same siostry i mocno przyzwyczaił się do kobiecego towarzystwa w życiu.
- Raczej tak - nigdy nie wiesz, ale planów na wyjazdy nie miał. - Cora jest tutaj, dostałem pracę w Ruby, więc na razie na pewno zostaję - sporo go tu rzeczywiście trzymało. Poza tym nie ma co się oszukiwać, po tym, jak przez osiem lat jego cały świat ograniczał się do niewielkiej celi, spacerniaka i zapuszczonej kuchni więziennej, to Berrylane wcale nie wydawało mu się takie małe. - A Ty? - w sumie kto wie, co go tu trzymało teraz. Jak już wspomniane zostało, Eldat nie bardzo był na bieżąco.
Zaśmiał się na jego ostrzeżenie, traktując je jednak całkiem poważnie i z szacunkiem. Czy ktoś zna normalnego coacha z prawdziwego zdarzenia? No chyba nie.
- O to się nie martw, na szczęście daleko mi do tego - skrzywił się lekko na samą myśl. Zdecydowanie się do tego nie nadawał. - Ale wiesz, jak jest, głupio tak wyjść z więzienia i narzekać na wszystko - dodał jakby na swoje usprawiedliwienie, ale trochę tak było przecież. Nie chciał być niewdzięczny, bał się pewnie już teraz złej karmy nieco.

neal heatherton - 2020-05-12, 21:47

To akurat prawda. Berrylane nie było najlepszym miejscem na to, by zaczynać od nowa. Bez względu na to, czy wracało się po nieprzyjemnych wydarzeniach, czy po życiowym wypadku próbowało wyjść na prostą. Wcale się jednak nie dziwił, że postanowił tutaj zostać, skoro miał córkę. Nie pamiętał w jakim wieku była dokładnie, ale z tego co Neal kojarzył nie była już chyba dzieckiem wcale. Chociaż mógł się mylić, bo nigdy nie by dobry w takich szacowankach.
— Zajebista reklama, Eldar. Właśnie to potrzebowałem usłyszeć dodatkowo — wytknął mu, bo skoro chciał być miły i obiecać mu, że radą w razie czego go zawsze poratuje to niepotrzebnie trochę dodawał, że może mu to wcale na dobre nie wyjść. Chociaż tak naprawdę wiedział, że wcale poważnie nie mówił. Dlatego w razie potrzeby może faktycznie by się z alkoholem do niego pokierował. Tym bardziej, że ostatnio ciągle otoczony babami był, a one jednak czasami miały trochę zbyt abstrakcyjne spojrzenie na niektóre kwestie, więc biedny Neal gubił się i nie ogarniał aż tak, jakby one tego chciały.
— No tak! Właśnie zastanawiałem się jak nazywała się twoja córka. Co u niej? — zapytał luźno. Gdyby los nie pozbawił go możliwości bycia ojcem nadal to sam z chęcią zawsze chwaliłby się Scarlett przy nadarzającej się okazji. Dlatego nie sądził, by pytanie, które zadał był jakkolwiek wścibskie. Nawet jeśli prawdopodobnie w życiu nie poznałby, która mijająca go kobieta była córką Eldara. Pewnie w głowie miał wizję takiego smarka, gdy jeszcze w liceum był. — No, w sumie to chyba źle mi było wszędzie indziej. Po rozwodzie tu wróciłem i pracuję w firmie budowlanej, jakbyś czegoś potrzebował — dodał luźno. No, Neal trochę złotą rączką był, więc mógł mu w razie czego pomóc ze wszystkimi drobnostkami.
— Nie wiem, ale wierzę na słowo. Powinieneś mieć całą listę rzeczy do nadrobienia, ale nie nadrabiaj Lostów, jeśli ktoś ci to sugerował. Kiepsko się kończą — dodał. To nic, że one kończyły się w czasie, gdy jeszcze w więzieniu chyba nie był. Pasowali mi do myśli.

Eldar B. Mackenzie - 2020-05-24, 17:52

Może to i lepiej, że przesadnie się wiekiem jego córki nie interesował, bo pewnie mieliby spory problem tutaj. Nawet jeśli Eldar go lubił i czasami nabijał się, że jest smarkaty, to jednak nie widział go w roli swojego zięcia. Czy jak się mówi na faceta córki, no chyba zięć, ale nie jestem pewna, sprawdzać teraz nie będę, bo jestem leniwa. W każdym razie lepiej, że sprawy wyglądały tak, a nie inaczej, po co mieli się panowie kłócić przy piwie i orzeszkach, jak można było po prostu sobie pogadać, prawda?
- Prawda, że nieźle mi wyszło? - zapytał, uśmiechając się szeroko. Powiedział to takim tonem, jakby co najmniej poważnie rzeczywiście rozmawiali, a nie został właśnie nieco wyśmiany przez kumpla. - Może rozważę karierę przedstawiciela handlowego i zacznę sprzedawać ludziom garnki? - po co ma w nich gotować, jak może zarabiać grube miliony na starszych ludziach? Ze dwa razy pojawiłby się na lokalnych spotkaniach kółka gospodyń i byłby ustawiony na najbliższe sto lat. Chociaż pewnie wcale nie, bo jednak nie cieszył się w tym gronie zaufaniem i najlepszą opinią, musiałby poszukać jakiejś innej wioski w okolicy. Pewnie nie będzie to trudne, po drugiej stronie Seattle na pewno też coś było takiego. Inna sprawa, że niestety kompletnie nie nadawał się do wciskania ludziom kitu zanadto i sprzedawania magicznych produktów, które wcale magiczne nie były. Był chyba na to zbyt prostym facetem. Jedyne kłamstwo, jakie mu naprawdę przez dłuższy czas wychodziło, zaprowadziło go ostatecznie do więzienia, więc no niestety. Zbyt dobrze się nie sprawdzał.
- Jakimś cudem jest już dorosła - stwierdził, jakby co najmniej był tym faktem szczerze zdziwiony. I w sumie to trochę był, bo jednak dzieci szybko rosną, jak się na nie patrzy codziennie, a co dopiero, jak widuje się je wyrywkowo podczas więziennych widzeń. Wtedy nagle pewnego dnia przychodzą dorosłe, już bez opiekuna dodatkowego. Generalnie dramat. - Wyprowadziła się z domu, pracuje i w ogóle jest taka… No samodzielna - to już zabrzmiało co najmniej, jakby Cora została superbohaterką i każdego dnia ratowała świat przed zagładą razem z innymi członkami Avengers. No bo czemu by nie miał być z niej dumny? Jasne, narzekała nieco na obecną pracę, nie wszystko było różowe w tym życiu jej, ale jednak radziła sobie jego zdaniem naprawdę świetnie. Pewnie lepiej niż on w jej wieku, a przecież był już wtedy ojcem.
- To dość zadziwiające, że wszystkich tu jakimś cudem ciągnie z powrotem - nie byli przecież jedynymi przypadkami, które wracały po latach do rodzinnej miejscowości, której w sumie nikt niby nie lubił, ale ostatecznie to tutaj chciał życie układać i wracał. Dziwne, dziwne. - Przykro mi z powodu rozwodu - rzucił jeszcze, no bo sam wiedział, żę to nie łatwa sprawa. Nie drążył jednak tego tematu i nie wypytywał. Mógł być dość ciekawskim facetem, ale jednak szanujmy się nieco. Jeśli Neal tego pociągnie sam, to on pytać nie będzie. A z oferty być może skorzysta, Eldar niby spor rzeczy naprawić też umiał, ale mimo wszystko lepiej czuł się wśród garów.
- Okej, skreślę to w takim razie z listy, przynajmniej jedna rzecz mniej - dobrze, nie będę czepiać się dat, bo i po co, to są głupie detale. Eldar to i tak chyba jedyna moja postać, która dość sensownie ma określone najważniejsze fakty w czasie. - Jeszcze tylko jakieś milion pięćset i będę na czysto - czyli podobnie, jak ja z postami, tylko jednak gorzej.

neal heatherton - 2020-06-02, 18:11

O to zdecydowanie nie musiał się martwić, bo jednak córka Eldara była raczej przez niego postrzegana właśnie w kategoriach córki Eldara. Do głowy by mu nie przyszło na pewno cokolwiek zmieniać w tym temacie, bo posiadał wystarczająco dużo rozsądku. Poza tym ona nadal wydawała mu się smarkata na tyle, że musiałoby to byś nielegalne zupełnie.
— Nie wiem, czy ktokolwiek by je kupił. Nawet z litości — dodał, żeby mu skrzydła podciąć. Nie w ramach złośliwości, ale jedynie z zamiarem zaoszczędzenia czasu Eldara. W końcu nie było sensu szczególnego marnować go na coś, w czym — no, zdaniem Neala — sprawdziłby się tak, jak Heatherton w balecie. Chociaż z drugiej strony... może jakby odpowiednio krzywo spojrzał na te wszystkie biedne padnie to bardzo chętnie by po portfel sięgnęły. W końcu na pewno były takie, które się go w realny sposób obawiały. Czego z pewnością by i tak nie wykorzystał, bo daleko mu do złego typa — zdaniem Neala na przykład.
— Nie ma się co dziwić, młodszy się nie stałeś — przypomniał mu i po drinka sięgnął. Trochę nagle go ubodło to, że on nie doczekał takich poważnych kroków w życiu córki, co nie było szczególnie miłą myślą. Zapił to więc alkoholem, by jakoś przełknąć to jakoś. W końcu cały czas uczył się żyć z tą świadomością i czasami wychodziło mu lepiej, czasami gorzej. Przy użyciu alkoholu częściej jednak skłaniał się ku temu pierwszemu na szczęście. Pokiwał zaraz potem głową, bo faktycznie coś w tym było.
— Prawda? A niby taka znienawidzona dziura — dodał. Z drugiej jednak strony Neal nigdy nie odczuwał większej potrzeby ku temu, by uciekać. Zrobił to jedynie ze względu na Maze. Kiedy jednak się rozstali to nic dziwnego, że wrócił. Tylko tutaj mógł odżyć względnie. — Tak się zdarza — dodał, bo nie było co rozwodzić się nad tym przesadnie. W końcu nie było to szczególnie wygodne, czy w tej chwili nawet odpowiednie. Mieli się napić alkoholu i posiedzieć w spokoju.
— No, to trochę dużo — zauważył mądrze. No, nie było się co spierać z taką mądrością nawet. Trochę go przecież w życiu opuściło i jak chciał na bieżąco być znowu to musiał się poświęcić.

Eldar B. Mackenzie - 2020-06-11, 20:14

Całe szczęście, takie głupie pomysły mogą na człowieka ściągnąć kłopoty. Eldar nauczył się przetrwania w więzieniu, należy brać to pod rozwagę. Pewnie umiał zrobić kosę ze wszystkiego i wybitnie specjalizował się w robieniu szubienicy z obrusów. Czy coś. Tak naprawdę to nie, pewnie mimo wszystko bardziej wykorzystywał do przetrwania swój spryt i dobrą gadkę, bo jednak mimo wszystko nie najgorzej sobie w tej kwestii radził, a nie na taką skrajną przemoc i zastraszanie, ale to nie istotne, nikt nie musiał tego wiedzieć, to była tajemnica i tak. To, co wydarzyło się w więzieniu, zostaje w więzieniu, to ważna zasada. Chociaż jakby się nad nią pochylić, to chyba nie brzmiała ona zbyt dobrze, więc może lepiej nieważne.
- Człowiek chce zacząć od nowa, interes legalny rozkręcić, a ten, zamiast wspierać to depcze marzenia - mruknął, niby oburzony tym faktem i zawiedziony, jednak uśmiechał się pod nosem, popijając alkohol ze szklaneczki, co raczej go zdradzało, że nie mówił zbyt poważnie. - Świetnie, Neal. Naprawdę świetnie - dodał jeszcze jednak dla podkreślenia dramaturgii. No po prostu skandal. Mimo wszystko tak naprawdę nie planował takich zmian i na pewno nie chciałby wykorzystywać swojej niezbyt chlubnej reputacji w miasteczku do wyciągania pieniędzy od starszych pań. Zresztą nie zdziwiłby się, gdyby zamiast kasy oddanej w strachu dostałby parasolką po głowie, a to na pewno nie jest przyjemne.
- A szkoda, teraz to dopiero miałbym życie, jakbym wyszedł młodszy, ale z większym bagażem doświadczenia - pokiwał głową lekko, w zamyśleniu delikatnym. No tak by było, młody i mądry to dopiero wyjątek. Chociaż czym byłoby życie bez popełnianych w młodości błędów? W sumie nudna chyba więc może jednak lepiej, że było, jak było.
- Dokładnie. Może jednak naprawdę mieszka tu ufo albo inne leśne skrzaty? - byli tacy, co w to wierzyli. On raczej się z tego śmiał, co łatwo można było wywnioskować po tonie jego głosu, ale jednak kto wie, może to on wychodził na głupka? Coś w tym miejscu musiało być, że ludzie tak tu przyjeżdżali i wracali po latach, żeby jednak starzeć się w rodzinnym miasteczku, z którego w młodości planowali wielkie ucieczki. Nigdy nie wiesz, co to za czarcie sztuczki są.
- Na szczęście udało mi się wyjść przed sześćdziesiątką, wtedy to dopiero by było - wyszczerzył zę by w uśmiechu, no bo wiadomo. Pozytywne nastawienie jest najważniejsze, a on naprawdę doceniał, że tak to wszystko się poukładało. Nie było różowo, ale znowu nie też tak najgorzej. Alkohol pomagał trzymania się takiego podejścia. Panownie jeszcze trochę go wypili, Neal zapewne miał dla Eldara jeszcze kilka cennych rad, czego nie opłaca się nadrabiać, bo jest bez sensu, pogadali o życiu nieco choć w bardzo luźny sposób, a potem się pożegnali i rozeszli się w chyba nie najgorszych nastrojach.

// zt x2

Woodrow Harris - 2020-07-07, 20:54

o4.

Szczerze mówiąc nie spodziewał się, że Cynthia zgodzi się na jego plan. Trochę go zaskoczyła, że tak szybko i bez większego gadania przystała na zostanie udawaną narzeczoną, ale hej, lepiej dla niego. Zdecydowanie wolał taki scenariusz niż jakby miał się za nią uganiać po całym miasteczku i błagać ją na kolanach o pomoc. Jeszcze ktoś by go nagrał i stałby się nowym internetowym przypałem, a tego nie chciał. Mimo wszystko trochę ludzi go oglądało i słabo byłoby, jakby te kilka milionów (tak, jego też wciąż dziwiło, że tyle osób ogląda jego idiotyzmy) subskrybentów odkryło, że takie akcje odwala. Więc tak, bardzo się cieszył, że wystarczyła jedna, długa rozmowa. Jeszcze bardziej się ucieszył, kiedy blondynka przystała na jego propozycję spotkania przed wprowadzeniem jego planu w życie. Bo musieli się trochę o sobie dowiedzieć, prawda? Póki co wiedział tylko, że jego udawana narzeczona nazywa się Cynthia, pracuje w Berrylane Clinic, miała chłopaka z którym była na odległość i była odporna na jego minę zbitego psa. A wiek, zainteresowania czy cała, dużo ważniejsza reszta informacji? Nope, nie wiedział nic. Nie był aż takim stalkerem, żeby szukać jej jeszcze bardziej po tych internetach. Tak czy siak, przyszedł do Tin 'N' Lint o ustalonej porze. Znaczy, oczywiście, jak to przystało na niego spóźnił się niesamowicie, ale to nie tak, że to zaplanował, okej? Naprawdę chciał dzisiaj być punktualny tylko po drodze zagadała go starsza pani i poprosiła go o pomoc z zakupami, a on nie potrafił jej odmówić i zgodził się targać te jej nieszczęsne siaty aż do jej mieszkania. A potem jeszcze zaproponowała mu herbatkę w ramach podziękowania i musiał się zgodzić, bo jak mógł odmówić starszej pani? Zanim się spostrzegł wybiła godzina o której miał być już w knajpie. I tak, to było jego wytłumaczenie dlaczego w lokalu pojawił się (znowu) zdyszany i ledwo ciepły. Momentalnie rozejrzał się po barze, szukając już trochę sobie znanej twarzy. Oczywiście, że Cynthia już na niego czekała. Okej, czyli nie zaliczała się do spóźnialskich, kolejna informacja! Zanotował to w głowie, a tak konkretniej zanotował, żeby to zanotować w telefonie, bo z jego pamięcią godną złotej rybki zaraz by o tym zapomniał i tak, jakby gdzieś sobie tego nie zapisał.
Cześć! Przepraszam za spóźnienie, ale nie uwierzysz, co mi się przytrafiło — rzucił, kiedy już doczłapał lekko zdyszany do stolika. Zanim jednak opowiedział jej o swojej przygodzie, wykonał to ćwiczenie na uspokojenie oddechu o którym mu powiedziała przy ich ostatnim spotkaniu w klinice i dopiero po tym zaczął swoją opowieść. — Słuchaj, jakaś starsza pani tak się męczyła z zakupami, że zaproponowałem jej pomoc. Myślałem, że może ma samochód albo chociaż mieszka blisko, a okazało się, że ona na drugim końcu miasta ma mieszkanie! Ale już głupio było się wycofać, więc zaniosłem jej te zakupy — mówił, nawet kiedy już usiadł na miejscu i zajął się przeglądaniem menu. — I wiesz, jak już zaniosłem te zakupy to zaproponowała mi herbatę. I znowu głupio mi było jej odmówić, także siedziałem, piłem jej wyjątkowo mocną herbatę i słuchałem o jej życiu — kontynuował. — I właśnie przez to się spóźniłem, ale tak na przyszłość to ogólnie trochę jestem na bakier z punktualnością — to powiedziawszy, błysnął ząbkami, jakby to była dobra rzecz, a nie mocno denerwująca cecha nad którą należy popracować. — Zamówiłaś już coś? — zapytał jeszcze, znowu wbijając wzrok w menu. Mieszkał już w Berrylane trochę ponad tydzień, ale wciąż słabo się orientował, które knajpy są okej, a już totalnie nie ogarniał, co takiego dobrego serwują. To, że przyjeżdżał do miasteczka za dzieciaka wcale mu nie pomagało, bo w tamtych czasach odwiedzał Berry głównie po to, żeby napić się w spokoju ze znajomymi, a nie zjeść coś porządnego.



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group