menu


Poprzedni temat «» Następny temat
w drodze do Seattle
Autor Wiadomość
Victoria Morgenstern


Wysłany: 2019-05-16, 18:52   w drodze do Seattle


Mgła spowila Berrylane i sprawiła, że wyglądało jakby było wyjęte z bajki. Albo raczej horroru. Wychodzenie z domu po zmroku wydawało się być czystą głupotą i proszeniem się o zostanie zamordowanym przez jakiegoś psychola. Więc Vicky postanowiła spędzać swoje wieczory razem ze współlokatorami albo innymi znajomymi. Odkrywali nowe gry z użyciem alkoholu, binge'owali nowe seriale Netflixa albo po prostu grali w planszówki. Jednak tym razem nie miała za bardzo wyboru. Kumpela, która mieszkała w Seattle zerwała właśnie z chłopakiem i potrzebowała wsparcia. Zadzwoniła do niej, płacząc i smarcząc, brzmiała jakby była na skraju załamania nerwowego. Vicky znalazła jeszcze jedną osobę, która miała jej w tym trudnym zadaniu pomóc. Pożyczyła samochód od jednego ze swoich współspaczy i bardzo ostrożnie poruszając się po mieście podjechała po Celię.
- Gotowa na ten niewiarygodnie głupi pomysł? - zapytała, zamiast przywitania, kiedy dziewczyna wsiadła do samochodu. Morgenstern była dość pragmatyczną osobą, więc dość daleka podróż w bardzo słabych warunkach nawet jej zdaniem nie była zbyt mądra. Jednak czego się nie robi dla przyjaciół? Ruszyła i zamiast na główną drogę łączącą Berry z wielkim miastem, która była zakorkowana, wjechała w tę prowadzącą przez las. Wolała być tam szybciej i uważała, że jak będzie mniej samochodów to zminimalizuje niebezpieczeństwo stłuczki. - Jak Ci się podoba nasze miasteczko jak połowy z niego nie widzisz? - zażartowała sobie, bo trochę się denerwowała tą wyprawą i potrzebowała się w jakiś sposób rozluźnić. Na razie tragedii nie było, widziała na dobre 200 metrów przed siebie, ale wiedziała, że w niektórych miejscach mgła będzie bardziej gęsta.
- Dobra, co nam będzie potrzebne, żeby jej pomóc? Lody i chusteczki na pewno, czekolada też. Alkohol? - nigdy nie była w związku, w związku z czym nigdy nie przeżyła zerwania. Nie zdarzyło jej się też wcześniej pomagać komuś przez to przejść. Nie miała pojęcia, czego kobiety w takich przypadkach potrzebują. Miała nadzieję, że Celia ma większe doświadczenie w tej dziedzinie.
_________________
    <img src="https://i.imgur.com/uor8evL.gif" style="with:240">
[Profil]
 
 
Celia Lewis


Lives in
fallen cloud

w Berrylane od dwóch lat


pracuje na kręgielni i studiuje psychologię

nie bardzo rozróżnia uczucia

Wysłany: 2019-05-16, 20:01   
  
Celia

  
Lewis

  

  

  

  

  


  
Am I the king of nothing at all? Then you're the queen of nothing at all

  
20 yo

  
163 cm

  


#2 przed wyjazdem pod namioty

W sumie Celia nie miała nic innego do roboty, stąd właśnie decyzja o wyprawie w kierunku Seattle. W zasadzie pocieszanie obcej laski nie sprawiało jej radości, ale kiedy w grę wchodził alkohol, biadolenie na facetów i być może gry na ps4 bądź jakieś domowe karaoke – Celia potrafiłaby wówczas spojrzeć na tę propozycję z przymrużeniem oka i ostatecznie wyrazić zgodę. Czego się zresztą nie robi dla kumpelki… i butelki nielegalnych procentów. – Gotowa. Pociesza mnie myśl, że przynajmniej nie spędzę kolejnego wieczoru z matką. – Ach tak, pani Lewis, podrywaczka facetów w Berrylane i pożal się Boże kelnereczka. Nic dziwnego, że Celia oczekiwała od niej o wiele więcej, zwłaszcza po tym jak porzuciła ją i jej ojca paręnaście lat temu. Zatem wszystko było lepsze aniżeli siedzenie z tą kobietą w mieszkaniu. Co prawda była lekko zaniepokojona tą mgłą i w ogóle warunkami na drodze, a kiedy Victoria wjechała w las, jej zaniepokojenie tylko jeszcze bardziej wzrosło. Nie żeby była osobą strachliwą, ale jednak przy takiej widoczności jeżdżenie po gęstym i ciemnym lesie było trochę… nierozsądne i niebezpieczne. Tyle, że Celia nie miała ochoty się kłócić. Zwłaszcza, że Vicky i tak już w głąb lasu wjechała. Nachyliła się w przód i zmrużyła oczy, próbując cokolwiek wypatrzeć.
Po chwili się zaśmiała, słysząc pytanie jasnowłosej kumpelki. – Alkohol zdecydowanie. Nawet zwędziłam jeden z barku matki. – I na dowód sięgnęła po swoją torebkę, by połowicznie wyjąć z niej butelkę wódki. – Nie wiem w sumie co to… Jakiś ruski czy tam polski trunek. Nie znam się – stwierdziła, spoglądając na niebieską etykietę wokół szyjki butelki. – Przydałoby się trochę zioła… Znasz kogoś? Jeśli nie to będziemy musiały chyba zadowolić się niezdrowym jedzeniem. Och! Możemy zamówimy pizzę? – Zastanowiła się na głos i spojrzała z błyskiem oku na Vicky. Ależ jej przyszła ochota na pizzę! – Czy ta twoja przyjaciółka jest typem imprezowym czy bardziej introwertyczką? Bo od tego w sumie zależy czy będziemy musiały wyjść na miasto czy wystarczy tylko Netflix. – Tak się głośno zastanawiała, bo warto było się psychicznie chociaż przygotować na ten wieczór.
_________________
[Profil]
  MÓW MI: Anu
MULTI: Caleb | Olivia | Chandler | Connor | Hugo | Cookie
 
Victoria Morgenstern


Wysłany: 2019-05-16, 21:48   

- Aż tak źle? - Vicky tego problemu również nie znała, jeśli jednak było to w połowie tak kijowo jak ona miała ze swoim ojcem, to szczerze współczuła. Celia jeszcze nie uciekła na drugi koniec kraju, zmieniając po drodze swoją całą tożsamość, ale jakby chciała to Morgenstern mogła służyć pomocą. Mgła wokół nich zmieniała się w czasie drogi, raz gęstniała, raz robiła się rzadsza i mogły zobaczyć las, przez który jechały. Nie była strachliwą ani przesądną osobą, ale otaczające je drzewa napawały ją niepokojem. Teraz pluła sobie w brodę, że wybrała tę drogę, a nie główną. Na jakiekolwiek zmiany było już jednak zdecydowanie za późno.
- Ja mam trochę ginu w torebce, więc będzie dobrze - zaśmiała się. Ona od miesiąca mogła już legalnie kupować alkohol, chociaż tak naprawdę 21 lat skończyła na początku stycznia. Cóż, nie mogła wybrzydzać jak dostawała nowe dokumenty, musiała brać to, co było w miarę zgodne z faktyczną sytuacją. - Jest taki jeden, poznałam go kilka miesięcy temu, zanim przyjechałam do Berry - pokiwała głową, zwalniając na zakręcie. Była dość ostrożnym kierowcą, a ta mgła sprawiała, że jeszcze bardziej uważała. - Ale jakaś pizza też się pewnie przyda - szczególnie po zielsku. - Coś czuję że raczej spędzimy ten wieczór pod kocem, oglądając jakiś denny serial, bo niestety laska nie ma najlepszego gustu - dzisiaj nie miała zamiaru się z nią kłócić, nawet jeśli wybierze jakieś kompletne dno, którego w normalnych warunkach Vick by kijem nie dotknęła. W tym momencie wyjechały z gęstszej części mgły i na drodze zobaczyły starszego pana. Blondynka próbowała go wyminąć, ale on uskoczył tę samą stronę, w którą ona skręcała, więc w efekcie zderzyli się, a dziadek poleciał gdzieś w bok.
- O kurwa! - wrzasnęła, naciskając pedał hamulca z całej siły. Aż pas wbił się boleśnie w jej ramię. - Celia? Wszystko ok? - zapytała się na początek, zbyt spanikowana, żeby logicznie myśleć. - Musimy mu pomóc!
_________________
    <img src="https://i.imgur.com/uor8evL.gif" style="with:240">
[Profil]
 
 
Celia Lewis


Lives in
fallen cloud

w Berrylane od dwóch lat


pracuje na kręgielni i studiuje psychologię

nie bardzo rozróżnia uczucia

Wysłany: 2019-05-16, 23:29   
  
Celia

  
Lewis

  

  

  

  

  


  
Am I the king of nothing at all? Then you're the queen of nothing at all

  
20 yo

  
163 cm

  


Sytuacja była nieciekawa z tego względu, że Celia wcale nie chciała tu być. I prawdopodobnie nie byłoby jej nawet w Berrylane gdyby dwa lata temu jej ojciec nie umarł na służbie. W taki właśnie sposób musiała zamieszkać z osobą, której szczerze nie cierpiała i którą od zawsze gardziła. Nie dogadywały się. Matka Celii była… cóż, zdecydowanie nie zachowywała się na miarę dorosłej osoby. i prawdopodobnie była największą plotkarą i rozbijaczką związków w całym Berrylane.
- Przepraszam, gdy usłyszałam taki jeden to nagle zapomniałam, że rozmawiamy o kimś, kto może nam załatwić zioło a nie o jakiejś gorącej randce – zaśmiała się nagle i spojrzała wymownie na dziewczynę. – Ale świetnie. Musisz do niego napisać gdy tylko dojedziemy – powiedziała i pokiwała przy tym głową dla lepszego efektu. – Wystarczysz mi ty, lody i alko – stwierdziła uroczo, lekko przekrzywiając głowę, na wieść o spędzeniu wieczoru pod kocem przy dennym serialu. Dadzą radę, zwłaszcza, że obydwie wiedziały jak ważne jest wspieranie zdołowanej kumpeli. Celia pewnie trochę lepiej przechodziła swoje ostatnie rozstanie, bo jednak kiedy przybyła do Berrylane i zaczęła kręcić z Noah to nigdy nie była do niego aż tak przywiązana jak do chłopak, którego zostawiła w Queens. Tamto rozstanie, choć dwa lata temu, bolało ją znacznie bardziej. Jakoś się wyzbierała, ale wtedy to trochę zajęło.
- O mój Boże – zawołała najpierw, gdy pojawił się ten staruszek tuż przed maską. Asekuracyjnie wystawiła ręce przed siebie, by w razie czego się odbić dłonią w razie gdyby poleciała do przodu. I wtedy nastąpił huk i zderzenie. – OCHMÓJ… – wykrzyknęła równocześnie z Victorią i wytrzeszczyła oczy. O. MÓJ. BOŻE. Wszystko w niej wrzeszczało. Ale skinęła głową potwierdzająco, gdy Vicky spytała czy wszystko w porządku. Odpięła od razu pas i spanikowana zaczęła wysiadać z samochodu. Cholernie bała się tego, co zaraz zobaczy na własne oczy. Pierwsze co rzuciło jej się w oczy to kałuża krwi. Momentalnie zrobiło jej się niedobrze.
_________________
[Profil]
  MÓW MI: Anu
MULTI: Caleb | Olivia | Chandler | Connor | Hugo | Cookie
 
Victoria Morgenstern


Wysłany: 2019-05-18, 11:53   

Rodzice potrafili przysporzyć więcej kłopotów niż było z nich pożytku. W teorii powinno się ich obdarzać bezwarunkową miłością, wybaczać im wszystkie błędy i zawsze chcieć do nich wrócić. Jednak gdy ich zachowanie wykraczało poza ramy jakiejkolwiek przyzwoitości, ciężko było przejść z tym do porządku dziennego.
- Złota zasada, Celia. Nigdy nie śpij ze swoim dealerem. Jak zepsujesz ten związek to będziesz musiała szukać nowego. A zdecydowanie łatwiej jest znaleźć chłopa niż dobrego dostawcę trawki – przybrała nauczycielski ton, ale chwilę później się roześmiała. – Och, jak romantycznie – westchnęła żartobliwie, ale wolała nie odrywać w tej chwili wzroku od drogi. W sumie nie brzmiało to tak źle, bo taki chillowy wieczór, każdemu się przydawał. Połowę spędzą słuchając chlipania przyjaciółki i starając się jakoś ją pocieszyć, ale laski zawsze muszą się nawzajem wspierać. Nawet jeśli jedna z nich ma beznadziejny gust jeśli chodzi o facetów i seriale. W wieku 21 lat Victoria powinna już mieć za sobą chociaż jeden poważny związek, ale przemieszczanie się z miejsca na miejsce, pozostawanie zawsze w cieniu i bezustanne zwracanie uwagi na to czy osoba, z którą rozmawia nie ma wobec niej złych zamiarów bardzo negatywnie wpływa na ten obszar życia uczuciowego.
Czuła jak serce jej wali, jak płuca rozpaczliwie próbują złapać oddech. Była w szoku, ale zachowała na tyle przytomności umysłu, żeby upewnić się, że jej pasażerka jest w dobrym stanie. Kiedy już to miała za sobą, pozostało im wysiąść i pomóc potrąconemu przez nią mężczyźnie. Wybiegła z samochodu i skierowała się do miejsca, w którym staruszek powinien leżeć. Widziała mnóstwo krwi, ale jego nigdzie nie było. Rozglądała się dookoła, w poszukiwaniu jego ciała, jednak nic nie mogła zobaczyć.
- Widzisz go? – zapytała brunetkę, nadal szukając jego śladu. Nie mogła uwierzyć w to, co się chwilę temu stało. Jak to było możliwe? Pojawił się dosłownie znikąd i miała wrażenie, że w to samo miejsce się rozpłynął. Nie powinna była ruszać się z domu w tej mgle. Wróciła do samochodu po swój telefon i przy okazji włączyła światła awaryjne. Włączyła latarkę i podeszła z powrotem do Celii i kałuży krwi. – Kurwa mać, gdzie on jest? – wyraźnie dało się usłyszeć panikę w jej głosie.
_________________
    <img src="https://i.imgur.com/uor8evL.gif" style="with:240">
[Profil]
 
 
Celia Lewis


Lives in
fallen cloud

w Berrylane od dwóch lat


pracuje na kręgielni i studiuje psychologię

nie bardzo rozróżnia uczucia

Wysłany: 2019-05-18, 14:46   
  
Celia

  
Lewis

  

  

  

  

  


  
Am I the king of nothing at all? Then you're the queen of nothing at all

  
20 yo

  
163 cm

  


Niestety, obydwie chyba wiedziały, że takie myślenie o rodzicach jest zazwyczaj tylko w teorii. Co prawda, Celia kochała swojego ojca i złego słowa by na niego nie dała powiedzieć, ale co się tyczyło matki… cóż, sytuacja była zupełnie inna. Roześmiała się na mądrość życiową przyjaciółki i spojrzała na nią z ukosa. – Postaram się o tym pamiętać – stwierdziła z rozbawieniem i pstryknęła palcami w jej stronę. Teraz sobie żartowała, ale w głębi serca czy rozsądku doskonale zdawała sobie z prawdziwości słów Vicky. Nawet jeśli nigdy nie była w takiej sytuacji to łatwo sobie wyobrazić konsekwencje i komplikacja związane ze stanem takich rzeczy. Jakby się nad tym trochę dłużej zastanowić… to Celia dość już miała komplikacji w swojej marnej egzystencji.
Kiedy tylko obydwie niemal wyskoczyły z samochodu, Celia powstrzymywała usilnie mdłości. Potrąciły kogoś, nie ulegało wątpliwości, że właśnie naraziły kogoś na poważne uszkodzenie ciała bądź nawet – o czym dziewczyna starała się nie myśleć – na utratę życia. Oddychała płytko, próbując zachować zimną krew, choć widok kałuży… cóż, krwi w niczym jej nie pomagał. Ale nigdzie nie było staruszka. Wówczas niepokój u Celii wzrósł jeszcze bardziej. Zaczęła nerwowo i gorączkowo wręcz rozglądać się wokół. – Przecież nie mógł nigdzie odejść… w każdym razie niezbyt daleko. Jest ranny… – wykrztusiła z niedowierzaniem. Kompletnie nie rozumiała dlaczego nigdzie nikogo nie było. Obeszła samochód dookoła. I nic. Już abstrahując od tego, że nie było szans by staruszek – bo przecież obydwie widziały STARUSZKA, był w stanie tak szybko się przemieścić. – Cholera – przeklęła pod nosem Celia. – Musimy chyba… no wiesz, zadzwonić po policję. Coś mogło mu się stać a my… – urwała niepewnie, spojrzała na Victorię wyczekująco, próbując wybadać jej reakcję. Takie rozwiązanie wydawało się Celii najrozsądniejsze. Była spanikowana, ale mimo wszystko starała się myśleć trzeźwo.
_________________
[Profil]
  MÓW MI: Anu
MULTI: Caleb | Olivia | Chandler | Connor | Hugo | Cookie
 
Victoria Morgenstern


Wysłany: 2019-05-19, 16:28   

- Tak, już dzwonię – pokiwała głową, patrząc przez chwilę na brunetkę. Dobrze, że Celia wpadła na ten pomysł, który powinien być pierwszym, jaki przyjdzie im do głowy. Jednak obie były w ciężkim szoku, więc trudno się spodziewać bardzo logicznego myślenia. Tyle że po spojrzeniu na ekran swojego telefonu zobaczyła, że nie ma ani jednej kreski zasięgu. – Masz zasięg? – zapytała, wyraźnie mocniej spanikowana. Planowała iść na ratownictwo medyczne, a nie potrafiła sobie zupełnie poradzić w takiej sytuacji. Podeszła bliżej samochodu, w nadziei, że złapie sieć, ale nic z tego. – Nosz kurwa – wciąż nic. Wróciła do Lewis, jej wzrok wciąż wracał do plamy krwi na drodze. – Nic z tego. Może spróbujemy podjechać samochodem trochę dalej i tam złapać zasięg? – zaproponowała, bo nie wiedziała, co innego mogłyby zrobić. – Ale on przecież nie mógł zniknąć, musi gdzieś tu być - musiały chociaż mieć jakieś pojęcie, o tym gdzie staruszek może być zanim zadzwonią po odpowiednie służby. Wdech, wydech, wdech, wydech. Próbowała odtworzyć w głowie ciąg wydarzeń. Wyjechały z gęstej mgły, on przechodził przez drogę. Oboje nieudolnie próbowali zapobiec potrąceniu i żadnemu z nich to nie wyszło. Jednak nie jechała na tyle szybko, żeby odrzuciło go gdzieś daleko. Dodatkowo plama krwi była przed nimi, ale nie widziała żadnego śladu ciała. Świeciła latarką prosto w kałużę czerwonej cieczy przed sobą i zauważyła, że najdalej od źródła światła jest smuga. Zrobiła krok do przodu, uważając, żeby na nic nie nadepnąć. Wyglądało to jakby mężczyzna wstał i zostawił krwawe odciski na ziemi. Wiodły prosto do lasu.
- Celia… – odwróciła się na chwilę do przyjaciółki. – On chyba wszedł do lasu – wydukała z siebie. Miała wrażenie, że serce podeszło jej do gardła.
_________________
    <img src="https://i.imgur.com/uor8evL.gif" style="with:240">
  
[Profil]
 
 
Celia Lewis


Lives in
fallen cloud

w Berrylane od dwóch lat


pracuje na kręgielni i studiuje psychologię

nie bardzo rozróżnia uczucia

Wysłany: 2019-05-20, 12:41   
  
Celia

  
Lewis

  

  

  

  

  


  
Am I the king of nothing at all? Then you're the queen of nothing at all

  
20 yo

  
163 cm

  


Niby faktycznie pierwsze co powinny zrobić to zadzwonić na policję i może karetkę i zgłosić ten wypadek, ale obydwie były w mocnym stresie i sama Celia długo się wahała przed wypowiedzeniem tych słów. Jasne, że jej moralność krzyczała, że właśnie to powinny uczynić, ale gdzieś tam w środku, w jej głowie złośliwy głosik podpowiadał, że powinny uciec, bo będą miały tylko kłopoty. Bo w istocie… kłopoty będą miały. Wzięła swój telefon i choć wyświetlacz pokazywał jedną kreskę, to gdy Celia spróbowała wykonać połączenie, automatyczny operator powiedział jej, że jest to w tej chwili niemożliwe. – Nie… Nie mogę do nikogo zadzwonić – oznajmiła gorączkowo Celia, poddając się po dłuższej chwili. W odpowiedzi na jej pytanie Celia wzruszyła niepewnie ramionami i sama zaczęła się przechadzać z latarką w telefonie wokół samochodu. Nic się tutaj nie trzymało kupy. Staruszek nie mógł tak po prostu rozpłynąć się w powietrzu. Nie mógł też odejść daleko. W zasadzie – tak biorąc całe to zdarzenie z dozą sceptyzmu i rozsądku – staruszek nie powinien nawet być w stanie się samodzielnie podnieść!
Z zamyślenia wyrwał ją głos przyjaciółki, do której od razu podeszła. Przełknęła głośno ślinę i podążyła zaniepokojonym spojrzeniem za tą strużką krwi. – Rozsądek mi podpowiada, że nie powinnyśmy tam wchodzić same, ale… – Nieco bezradnie potrząsnęła telefonem, dając Victorii do zrozumienia, że ma na myśli brak zasięgu. Nie mogły zostawić rannej osoby bez udzielenia pomocy, ale z drugiej strony nie uśmiechało jej się wchodzenie między drzewa w takiej mgle czy też po ciemku. – Ale chyba nie mamy wyboru – dokończyła z niechęcią i ostrożnie zaczęła iść w tamtym kierunku jako pierwsza. Po chwili nawet zawołała na cały głos coś w stylu halo, jest tu ktoś?, [b]chcemy tylko panu pomóc![/i].
_________________
[Profil]
  MÓW MI: Anu
MULTI: Caleb | Olivia | Chandler | Connor | Hugo | Cookie
 
Victoria Morgenstern


Wysłany: 2019-05-20, 13:47   

Gdyby tylko były w stanie zadzwonić po kogokolwiek. Nawet jedna kreska by wystarczyła, żeby mogły się skontaktować z cywilizacją i sprowadzić pomóc. Victoria nawet nie myślała o tym, żeby uciekać. Zawsze brała odpowiedzialność za swoje błędy, nawet tak straszliwe jak ten. Mimo że zazwyczaj starała się unikać policji, szpitali i innych służb pożytku publicznego, wiedziała, że pomóc temu mężczyźnie w tej sytuacji była jej obowiązkiem. Wsiadła do samochodu i spróbowała go odpalić. Jak na złość, silnik nie chciał nawet zaskoczyć. Próbowała jeszcze kilka razy, nadaremnie. – Nie, nie, nie, nie, nie. To chyba jakiś żart! – krzyknęła, waląc dłonią w deskę rozdzielczą. Zatrzasnęła za sobą drzwi, może odrobinę za mocno. – Samochód nie chce się uruchomić – poinformowała Celię z grobową miną na twarzy. – Jesteśmy w dupie – dwie młode dziewczyny, w środku nocy w lesie, nie mogąc odnaleźć staruszka, którego potrąciła. Brzmiało jak scena wyjęta z horroru. Takiego, który dobrze się nie skończy.
- Ale chyba nie mamy wyboru – powtórzyła za nią głucho, wpatrując się w wysokie drzewa. Podążyła za nią, powoli zanurzały się między drzewa. Aż podskoczyła, kiedy przyjaciółka zawołała. – Nie wiem czy krzyczenie to najlepszy pomysł – przełknęła ślinę, starała się uspokoić strach, który próbował przyćmić wszystkie inne emocje, w tym logikę. – Patrząc na to, co wiem o miasteczku to krzyczenie w lesie nie kończy się dobrze – dodała, drżąc lekko. Nie mieszkała w Berrylane długo, ale zdążyła usłyszeć historie, które w miasteczku krążyły. Nie wierzyła w czcicieli diabła, ale istnieniu seryjnego mordercy nie dało się zaprzeczyć. Strach ściskał jej gardło. – Patrz, tu jest ślad krwi - zaświeciła latarką na korę drzewa, na której lśniła czerwona smuga. – Widzisz następną gdzieś? – szukała kolejnego śladu, który mógłby doprowadzić je do mężczyzny. – Nie mógł przecież zajść daleko.
_________________
    <img src="https://i.imgur.com/uor8evL.gif" style="with:240">
  
[Profil]
 
 
Celia Lewis


Lives in
fallen cloud

w Berrylane od dwóch lat


pracuje na kręgielni i studiuje psychologię

nie bardzo rozróżnia uczucia

Wysłany: 2019-05-20, 15:48   
  
Celia

  
Lewis

  

  

  

  

  


  
Am I the king of nothing at all? Then you're the queen of nothing at all

  
20 yo

  
163 cm

  


Niemal podskoczyła, gdy Victoria wykrzyknęła te parę razy nie i w dodatku uderzyła w pulpit samochodu. Zamyśliła się na tyle, by faktycznie odpłynąć. Dopiero głos Vicky sprowadził ją z powrotem na ziemię. I nie wyczuwała w jej tonie niczego dobrego. Przeszedł ją dreszcz. Ugrzęzły niedaleko lasu pośrodku ciszy i całkowitych ciemności? W dodatku w Berrylane a w zasadzie na jego obrzeżach? Bo zakładam, że jednak nie zdążyły aż tak daleko odjechać. No bynajmniej nie brzmiało to dobrze. – Napiszę do kogoś… albo kilku osób nawet. Może do kogoś dojdzie wiadomość prędzej czy później – oznajmiła spokojnie, biorąc głęboki oddech. Oby jednak prędzej niż później. I później już tylko podążyła tą krwawą ścieżką.
Umilkła momentalnie, gdy Victoria zwróciła jej uwagę. Fakt. Może rzeczywiście to nie był najlepszy pomysł i należało się trochę wstrzymać. Celia skinęła głową w akcie zrozumienia. Dalszą wędrówkę pokonywała w milczeniu. I wzdrygnęła się lekko, gdy Victoria ponownie przemówiła i tym razem wskazała strużkę krwi na korze drzewa. Celia też czuła ogromny strach. Nawet jeśli starała się go nie pokazywać. Serce jej jednak dudniło w piersi i jakoś trudno je było uspokoić. Zaczęła szukać kolejnego śladu i już po chwili na niego natrafiła. – Zobacz, tutaj. – Poświeciła latarką na drzewo i wytężyła słuch. – Słyszysz ten szum? – spytała po chwili, gdy udało jej się zidentyfikować dźwięk. – To chyba… rzeka. Och, myślisz, że ten staruszek mógł pójść w tamtą stronę? – spytała z trwogą i przerażeniem. Było coraz gorzej i ta wyprawa coraz mniej zaczynała się podobać samej Celii. Chyba przez jakiś czas będzie z daleka omijać lasy.
_________________
[Profil]
  MÓW MI: Anu
MULTI: Caleb | Olivia | Chandler | Connor | Hugo | Cookie
 
Victoria Morgenstern


Wysłany: 2019-05-28, 15:13   

/przepraszam, że tyle mi to zajęło
- Jesteś geniuszem – również siliła się na spokój i zaczęła szybko wystukiwać kilka wiadomości, przede wszystkim do swoich współlokatorów. Nie miała nikogo innego, kogo mogłaby poinformować o tym, co się obecnie działo. Smutne, ale prawdziwe. Oddychała głęboko, podążając w głąb lasu. Próbowała się uspokoić, panikowanie w tym momencie nikomu nie pomagało. Jej umysł pracował na najwyższych obrotach, próbowała odnaleźć jakiekolwiek rozsądne wyjście z tej sytuacji. Jeśli nie znajdą mężczyzny, czekała je wędrówka w kierunku miasteczka i poszukiwanie zasięgu. Innej opcji nie widziała. Jak mogła być taka głupia i się w to wpakować? A co gorsza wpakować w to Celię?
Zwróciła wzrok w kierunku, który wskazała jej przyjaciółka. Pokiwała głową i przełknęła ślinę. Po pytaniu dziewczyny, wsłuchała się w otaczające dźwięki. – Nie wiem, ale jest to równie prawdopodobne jak każda inna opcja – myślała, że gorzej już nie będzie. Teraz miała ochotę wyśmiać to podejście. Oczywiście, że może być gorzej. Teraz miały się o tym przekonać. Coraz bardziej czuła się jak mała dziewczynka, zupełnie zagubiona i przerażona. Wyciągnęła dłoń w kierunku Celii, bo potrzebowała fizycznego wsparcia. Razem, kierując się słuchem, zaczęły zmierzać w kierunku rzeki. Im wyraźniej słyszała szum rzeki, tym bardziej obawiała się tego, co zobaczy. Przeczucie jej nie zmyliło, a w momencie, w którym zobaczyła mężczyznę, serce na chwilę jej stanęło. Podbiegła do leżącego nieopodal brzegu niewielkiej rzeki staruszka i przyklęknęła przy nim. Pierwsze, co zrobiła to sprawdziła jego puls. – Żyje - miała ochotę rozpłakać się z ulgi. Ale nie było na to czasu. Nie ruszał się, nie był przytomny. Świeciła latarką, szukając źródła krwawienia. Oberwał w bok, krew już nie leciała tak mocno jak musiała lecieć wcześniej. Musiała przyłożyć coś do rany. Ściągnęła jeansową kurtkę, którą miała założoną na sweter i przycisnęła do miejsca krwawienia. – Musimy go obudzić – powiedziała do Lewis.
_________________
    <img src="https://i.imgur.com/uor8evL.gif" style="with:240">
[Profil]
 
 
Celia Lewis


Lives in
fallen cloud

w Berrylane od dwóch lat


pracuje na kręgielni i studiuje psychologię

nie bardzo rozróżnia uczucia

Wysłany: 2019-06-03, 21:24   
  
Celia

  
Lewis

  

  

  

  

  


  
Am I the king of nothing at all? Then you're the queen of nothing at all

  
20 yo

  
163 cm

  


Mi też maks zeszło, bo uczelnia, ech.
Skinęła głową tylko pojednawczo i zaraz napisała te parę esemsków, licząc na to, że prędzej czy później ktoś je odczyta i być może je uratuje. Czy w jakikolwiek sposób im pomoże. Była przerażona, nawet jeśli w tym momencie próbowała zachować zimną krew i tego w żaden sposób nie okazywać. Modliła się w myślach, by ktoś wreszcie odczytał wiadomości i przybył im na ratunek. Albo żeby… no cokolwiek. Oby im tylko nie padły baterie… I jakoś w tym momencie kompletnie Celia zapomniała co było celem tej wyprawy.
Ufnie pochwyciła dłoń blondynki, bo przecież obydwie w tej chwili potrzebowały mentalnego wsparcia. W sumie w Celii przekonaniu, ona potrzebowała go chyba znacznie bardziej, ale tego w żaden sposób nie komentowała. Oddychała płytko i lekko ściskała dłoń koleżanki. Powoli kroczyła w kierunki rzeki a serce jej biło jak oszalałe, bo kompletnie nie wiedziała, co robić i co zrobią jeśli rzeczywiście kogoś spotkają. Możliwe, że nie było to najrozsądniejsze wyjście, by tak kierować się w głąb lasu, ale czy miały inny wybór? Nagle poczuła jak Victoria wyrywa swoją dłoń i wówczas dopiero Celia wyrwała się z zamyślenia. O matko, pomyślała tylko i podążyła za koleżanką w kierunku tego mężczyzny, którego potrąciły. Jak on mógł znaleźć się w tym miejscu tak szybko? Przecież się nie teleportował. Odetchnęła z ulgą, gdy okazało się, że staruszek żyje. – Jesteś pewna, że powinniśmy? – spytała, bo sama teraz miała pustkę w głowie. Niemniej jednak, padła na kolana i zaczęła poklepywać staruszka po policzkach. – Halo, słyszy mnie pan? Proszę pana!? – próbowała do niego przemawiać głośno i wyraźnie, ale choć była głośna to jednak głos jej drżał. Poklepywała go i szturchała, próbując go obudzić. Gdyby był nieprzytomny z powodu upojenia alkoholowego to po prostu by go spoliczkowała, ale w tym przypadku… nie uważała, by taka forma pobudki była odpowiednia.
_________________
[Profil]
  MÓW MI: Anu
MULTI: Caleb | Olivia | Chandler | Connor | Hugo | Cookie
 
Victoria Morgenstern


Wysłany: 2019-06-04, 19:50   

Ciepło dłoni towarzyszki dodało jej w tym momencie otuchy, której tak rozpaczliwie potrzebowała. Miała nadzieję, że Celia jej kiedyś wybaczy, że wpakowała ją w takie bagno. Czuła się naprawdę źle z tym, że wyciągnęła ją z domu w taką pogodę, pojechała rzadziej uczęszczaną drogą i teraz obie wędrowały przez las w poszukiwaniu mężczyzny, którego potrąciła. Podejrzewała, że przez kilka następnych tygodni, jeśli nie miesięcy będzie miała koszmary związane z tą nocą. Nie tak to miało być. Mogłyby już być w okolicach Seattle, dogadując z dilerem Vicky szczegóły spotkania. Nigdy więcej już chyba nie wsiądzie za kółko po ciemku.
Nie miała pojęcia, jakim cudem krwawiący staruszek zaszedł tak daleko. To nie powinno być możliwe. Po całym jej ciele przeszedł dreszcz strachu. Starała się skupić na zatamowaniu krwawienia, a nie zastanawiać się jak, co i gdzie. Potem będzie czas wszystko to analizować i dochodzić do bardzo niepokojących wniosków. Mocno przyciskała swoją kurtkę do jego boku, podczas gdy Lewis próbowała go ocucić.
- Nie wiem, chyba warto spróbować – wolała być pewna, że nic więcej mu nie jest, a tylko on mógł dostarczyć im tę informację. - Szlag – jęknęła, gdy starania brunetki spełzły na niczym. Myśl, Morgenstern, myśl. Chciała iść na ratownictwo medyczne, powinna wiedzieć, co należy w takich sytuacjach robić. Szkoda, że nie zaczęła czytać podręczników wcześniej. Tylko anatomię i trochę psychologii. – Chyba nie powinnyśmy go ruszać. Ale jeśli tego nie zrobimy to się tu wykrwawi, a nie wiem czy uda nam się znaleźć pomoc i do niego wrócić – intensywnie myślała, rozważała jakie opcje mają. Ruszenie go wydawało się jedyną możliwą, która oferowała jakiekolwiek pozytywne wyjście z tej sytuacji. – Spróbujemy wrócić do samochodu i znów go odpalić? – zaproponowała drżącym głosem, naprawdę nie widziała innego rozwiązania.
  
[Profil]
 
 
Celia Lewis


Lives in
fallen cloud

w Berrylane od dwóch lat


pracuje na kręgielni i studiuje psychologię

nie bardzo rozróżnia uczucia

Wysłany: 2019-06-09, 23:04   
  
Celia

  
Lewis

  

  

  

  

  


  
Am I the king of nothing at all? Then you're the queen of nothing at all

  
20 yo

  
163 cm

  


Celia w ogóle nie brała uwagę, by mieć cokolwiek za złe Victorii. W tej chwili nawet nie myślała o tym, że to w zasadzie przecież Victoria była sprawcą całego wypadku. Aczkolwiek faktycznie przez myśl w którymś momencie przeszło jej, że mogłyby być już daleko stąd w ciepłym domu i gadać o głupotach a tymczasem… Raz za razem, Celia odczuwała stres i przerażenie. I jedyne o czym marzyła w tej chwili to tylko powrót do domu.
- Jedna z nas musi uciskać ranę. To na pewno – oznajmiła Celia i tyle w zasadzie z jej wiedzy medycznej. Niczym więcej nie mogła się popisać. Zerknęła na swój telefon w celu sprawdzenia zasięgu. Niestety, nadal nic. Spróbowała mimo wszystko połączyć się z numerem alarmowym. – EJ, mam połączenie – zawołała uradowana, ale gdy tylko ktoś odebrał, Celia zorientowała się, że wykonanie zgłoszenia będzie ciężkie. – Szlag, same szmery i trzaski – poinformowała blondynkę. – Halo? Słyszy mnie pani? Chciałam zgło… Halo? Tak ja panią słyszę, a pani? Jestem przy drodze krajowej do Seattle, gdzieś w lesie pomiędzy… Halo? Mamy rannego człowieka… Czy…?.- Połączenie zostało przerwane, a Celia siarczyście przeklęła pod nosem. Nie udało jej się.
- Dobry pomysł, ale… czy któraś z nas nie powinna z nim zostać tutaj? – spytała bardzo niepewnie, bo sama w ogóle nie miała na to ochoty. I bynajmniej też nie chciała samodzielnie wracać przez las, ale chyba nie liczyło się nic w tej chwili poza uratowaniem staruszka, więc jakby nie patrzeć nie mogła tutaj skuczeć i wybrzydzać. Tyle, że póki co stała trochę niezdecydowana co robić. – Dobra… daj kluczyki, podjadę tutaj samochodem, okej? Spróbuję… – poprawiła się też zaraz i zerknęła na dziewczynę. Choć może rozsądniej byłoby pójść jednak razem? Przecież on nigdzie się raczej nie ruszy…
_________________
[Profil]
  MÓW MI: Anu
MULTI: Caleb | Olivia | Chandler | Connor | Hugo | Cookie
 
Victoria Morgenstern


Wysłany: 2019-06-10, 23:36   

- Tego nie przestanę robić dopóki nie pojawi się tu karetka – stwierdziła, spoglądając w dół, na swoją kurtkę. Nie przesiąkła nigdzie krwią, co dobrze rokowało. Znaczyło, że krwawienie musiało powoli ustawać albo chociaż się nie nasilać. Czuła się coraz bardziej spokojna, jakby przeszła już przez te chaotyczne, pełne emocji poziomy paniki i wkroczyła na zupełnie inny level. Teraz po prostu akceptowała tę przerażającą rzeczywistość. Patrzyła w milczeniu, prawie wstrzymując oddech w wyczekiwaniu. Głośno go wypuściła, kiedy Celii udało się połączyć, nie mogąc uwierzyć w ich szczęście. Trzymała kciuki i w duchu modliła się, żeby się udało. Słuchała, mając nadzieję, że ratunek niedługo się zjawi i wszystko będzie dobrze. Niestety, nic to nie dało i wróciły do punktu wyjścia. Przełknęła ślinę, spoglądając w dół na mężczyznę, który wyglądał jakby smacznie spał. Uświadomiła sobie, że i tak będą musiały go ruszyć, żeby włożyć go do samochodu i ta myśl wcale jej się nie spodobała.
- Chyba jedna musi – fakt, w jej planie była luka. Bardzo nie chciała, żeby się rozdzielały. Potwornie się bała, że Lewis coś się stanie po drodze, że się potknie, uderzy głową o kamień albo ktoś ją porwie i Vicky nie znajdzie jej na czas. Nigdy by sobie tego nie wybaczyła. Już wyciągała kluczyki z torebki, która leżała obok niej, kiedy na coś wpadła. Odwróciła głowę w stronę brunetki. – A może obwiążemy go to kurtką mocno i pójdziemy razem? Bo ani nie uśmiecha mi się puszczać Ciebie samej, ani zostawać tutaj – zaproponowała, rozdzielanie się naprawdę brzmiało źle. Gdyby były w horrorze to ludzie w kinie by teraz na nie krzyczeli, że mają iść razem.
_________________
    <img src="https://i.imgur.com/uor8evL.gif" style="with:240">
[Profil]
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  
Strona wygenerowana w 0,13 sekundy. Zapytań do SQL: 5