• Zaloguj
  • Rejestracja
  • Berrylane :: Most
    nieznajomy
  • ABY FORUM DZIAŁAŁO PRAWIDŁOWO, ZALECAMY WYKONANIE TWARDEGO RESETU - CTRL + F5, CTRL +FN +F5 LUB COMMAND +OPTION +R
  • Jedna z drużyn gry terenowej znalazła zwłoki ukamienowanego Edwarda Raymonda! Burmistrz obiecuje, że morderca zostanie znaleziony!
  • Las w White Hills sceną zbrodni! Podczas zabawy z okazji Armed Forces Day nie tylko znaleziono zwłoki zaginionego mężczyzny, ale doszło też do morderstwa jednego z opiekunów gry terenowej.
  • Wycinka w Crimson Woods nadal trwa! Aktywiści wyszli na ulicę żądając od miasta wyjaśnień.
  • Pink Waters jeszcze niebezpieczniejsze! Czy grozi nam wojna gangów? Czy Jaszczurki stracą pozycję?
  • WYKORZYSTAJ SWÓJ KUPON - WARUNKI REALIZACJI KUPONÓW GRACZA
  • DZIENNIKI ODZNACZEŃ - ZBIERAJ PUNKTY I WYMIENIAJ JE NA NAGRODY
  • WIADOMOŚCI LIPIEC/SIERPIEŃ
  • ZADANIA LOSOWE
  • - SZYBKIE POSZUKIWANIA ZNAJDŹ PARTNERA DO GIER
  • Stevie / ANKO
    Naomie / Martyna
    Lilianne / Lilka
    Kara / Jola
    Raine / Ada


    Berrylane Strona Główna » Berrylane » White Hills » Lazy Forest Place » Most
    Poprzedni temat «» Następny temat
    Berrylane



    -


    -


    -

    Berrylane
    administrator








      
    FALLEN CLOUD
       .

      
    .

      
    100 y.o.

      
    100 cm

      


    2017-11-03, 20:08


    Most

      

    berrylane
    .
    piszę posty
     
    Barry Thawne









    2018-01-06, 19:26


    #1
    outfit

    Powroty zawsze były trudne. Zwłaszcza do rodziny, której przypadkiem się powiedziało o swojej inności, nawet wiedząc, że to było jak machanie czerwoną płachtą przed nosem byka. Nie powinien był im nigdy mówić, ani o sobie ani o tym, że pracuje jako policjant. Był takim rodzinnym niewypałem, to aż bolało. Starał się jednak pozostać optymistą. Miał rodzeństwo. Nieco zwariowane, trochę niepoukładane ale mimo wszystko mógł na nich liczyć. Chyba. Miał nadzieję, że tak. Nie było wiec tak źle! Rodzice kiedyś może też mu wybaczą i wszystko będzie w porządku. Tak jak kiedyś, gdy jeszcze mieszkał z nimi w jednym domu zanim uciekł z niego aby zacząć żyć na własną rękę. Nawet jeśli babcia sporo włożyła w to pieniędzy aby się usamodzielnił.
    Sam nie wiedział jakim cudem znalazł się na moście. Szedł po prostu przed siebie a potem już tu był. Kiedyś spędzał sporo czasu w tym miejscu, uważając je za jedno z bardziej magicznych. Westchnął cicho, wdychając czyste, rześkie powietrze. Wreszcie faktycznie czuł jakby wrócił do domu. Nie spodziewał się aby kogoś miało tu przywiać. Okolica była słabo uczęszczana, przynajmniej tak to pamiętał.
    Całkiem skupił się na tym co to otaczało. Lubił tu przychodzić właśnie dlatego, że tutaj było tak cicho. Poprawił koszulę, opierając się zaraz o barierę mostu, patrząc w przestrzeń. To miejsce w ogóle się nie zmieniło ani trochę. Było dokładnie takie jakim je pamiętał.






    My heart's an artifice, a decoy soul

    Who knew the emptiness could be so cold?

    Glad you came Running home to you
      

     
    Apolinary K. Balzak
    [Usunięty]








    2018-01-08, 00:52


    d w a

    Biegł. Może uciekał. Sam nie był pewien. Obraz, który nawiedzał go z tyłu głowy – tak bardzo niewyraźny, nieokreślony i niejednoznaczny – migotał mu przed oczami. Był uczuciem, które nabierało kształtów. Był marą senną, która wkraczała w rzeczywistość.
    Śnił. Przedtem. Wtedy też biegł – wtedy na pewno uciekał. Też nie wiedząc przed czym.
    Może uciekał przed tym samym. Przed tym obezwładniającym uczuciem, które paraliżowało, krzyczało o twojej bezbronności i otumaniało, osaczając dookoła.
    Przyszpilało ręce i nogi do łóżka. A ty próbujesz się wyrwać, szarpiesz, ciągniesz, wiercisz się. A potem biegniesz.
    Tylko nie jest to już snem. Realizujesz to, czego pragnąłeś w nim tak bardzo. Uciekasz, dajesz swobodę swoim rękom i nogom. Dajesz ulgę ciemności. Pozbywasz się tego ciążącego uczucia, które siedziało na barkach cały dzień, które sprawiało, że każdy papieros wypalany był o wiele szybciej, że każdy dźwięk zza pleców napinał każdy mięsień na ciele. I to masowanie kostek i nadgarstków – niemalże natarczywe.
    Ale teraz, jedyne, co czujesz to wolność. Wolność biegu, wiatru, który chłodził spocone ciało. Nic nie stało na przeszkodzie. Wszystko było rytmiczne. Nie było już tego drżącego uczucia, które wkradało się pod naskórek i kąsało od środka, sprawiając, że każda cebulka unosiła się do góry, jeżąc włosy na ciele.
    Biegł, choć nie śnił. Biegł bo chciał. Bo mógł. Bo w pewien sposób musiał.
    Nie wiedział gdzie, nie wiedział po co, nie wiedział na jak długo. To uczucie było piękne. Jedyne chwile pełnej kontroli. Napięcie i rozluźnienie mięśni. Nic go nie trzymało. Mógł oczyścić myśli, mógł pozwolić im odejść. Skupiał się na rytmie, na pracy serca, oddechu, na krokach i zgięciu kolan.
    Trasa wybrała się sama. Z dala od świateł, z dala od ludzi, od hałasu, od wszystkiego. Niemalże z dala od rzeczywistości, a jednak tak bardzo w jej centrum.
    Wbiegł na most, czując kuszącą niestabilność pod nogami. Wąska przestrzeń chroniąca przed spadkiem w nieznane sprawiała, że na ciele zatańczyły iskierki – czy to strachu, czy ekscytacji, a może dziwnego połączenia obu. Biegł, nie zwalniając, akceptując wizję nieznanych scenariuszy, które przyszykował mu los – choć wcale w nie nie wierzył. Nie patrzył w dół – to była jedyna rzecz, przed którą się powstrzymywał.
    Człowiek z wieloma lękami. Nieuświadomionymi, niezaakceptowanymi. Sprawiającymi, że wychodził na słabego, że wychodził na tylko człowieka. A gdzieś w głębi duszy się za niego nie uważał. Choć wiedział też, że jest tylko zlepkiem pierwiastków.
    Niewiele z tego było istotne.
    Bo wtedy spojrzał na niego. Sylwetka, która nawet z daleka poruszyła neurony, spieszące na pomoc z obrazami przeszłości. Przyniosły to jedno spojrzenie, poprzedzone powolnym skinieniem głowy, trwające przewlekle, intensywnie i dogłębnie, aż głowa nie znalazła się w zbyt krępującej pozycji, gdy przechodzili obok siebie na szkolnym korytarzu.
    Deja vu.
    Znów to zrobił. Znów skinął głową, nie zwalniając biegu. Znów spojrzał w oczy tak długo, jak długo trwało wyminięcie. Znów ruszył dalej, jak robił to przez te wszystkie szkolne lata. A potem się zatrzymał. Kilka metrów dalej. Tylko po to, by oprzeć się o barierkę i spojrzeć w stronę tej nostalgicznej sylwetki, o której nie myślał, że pozostawiła ślad w jego pamięci. Zatrzymał się i czekał, kolejnym spojrzeniem wysyłając nieme zaproszenie.
    Wciąż nie patrzył w dół, choć opierał się nisko. Wolał patrzeć przed siebie.


     
    Barry Thawne









    2018-01-09, 07:27


    Nie wiedział czego się można spodziewać po tej okolicy. Jakkolwiek spokojna by nie była, podobno nie brakowało tutaj szaleńców. Ktoś w końcu musiał tworzyć te wszystkie legendy, które nie miały dla niego żadnego sensu. Polujący na ludzi Huntsman? Nonsens. Nie istniało nic takiego. Za każdą legendą stała prawda, coś co można było logicznie wyjaśnić. Nie było żadnego monstrum w szpitalu psychiatrycznym. Były ostre przedmioty i niezrównoważeni ludzie. Chociaż czy w każdym człowieku nie drzemie potwór czekający na uwolnienie? On sam nie był świadomy, jak blisko własnych demonów zawsze stał. Jak bardzo te zatruwały jego umysł, bez udziału woli i świadomości. One po prostu były obok, zmieniając jego całe myślenie, sprawiając że zawsze był na krawędzi. Może dzięki temu jeszcze nie oszalał? Po prostu już był szalony.
    Odruchowo zerknął w stronę zbliżającej się osoby, przywdziewając kolejny raz maskę nie tyle obojętności co wręcz chłodnej wyższości. Jeśli chciał tu pozostać, musiał zacząć grać według reguł jego rodziny, stać się tym kim chcieli aby był, nawet jeśli on sam przez to tracił oddech, dusząc się pod nadmiarem ról i obowiązków jakie na niego spadały. Ciężko było pogodzić momenty kiedy był po prostu sobą z tym co miał reprezentować według najbliższych. Może nie według Faith ani Richarda. Miał być idealny dla ludzi, którzy z taką łatwością byli w stanie o nim zapomnieć na cały czas trwania studiów.
    Maska natychmiast jednak spadła, kiedy rozpoznał znajomą osobę. Jak mógłby zapomnieć? Nie mógł. Dlatego pamiętał każde minięcie na szkolnym korytarzu, każde spojrzenie i rzucony ukradkiem uśmiech. I sytuację, która nie powinna się nigdy wydarzyć, a jednak miała miejsce i nie chciał za nic jej stracić. Powoli ruszył z miejsca. To już nie był szkolny korytarz, nie byli tamtymi dzieciakami, które miały wspólną tajemnicę. Teraz już byli dorośli, a dorośli nie zamiatają spraw pod dywan, oni się z nimi mierzą. Oni też musieli.
    - Prawdę mówiąc nie spodziewałem się ciebie tutaj. - Zauważył, wkładając ręce do kieszeni, kiedy powoli do niego podchodził. Berrylane najwyraźniej miało w sobie jakąś magiczną moc, która przyciągała wszystkich z powrotem, a tych którzy nie dali się rady wyrwać, więziło w swoje szpony, karmiąc jagodami. Mógłby się założyć, że w tych jagodach tkwił sekret. Gdyby tylko jego wiara w niemożliwe nie została całkiem wygaszona przez tę logiczną część natury. życie nie było bajką. Nigdy nią nie było. Stanął bliżej niego, zatrzymując się w odległości kilku kroków i spojrzał w dół. W przepaść, która czasem wyglądała tak kusząco.






    My heart's an artifice, a decoy soul

    Who knew the emptiness could be so cold?

    Glad you came Running home to you

     
    Apolinary K. Balzak
    [Usunięty]








    2018-01-14, 19:32


    Stał, tak bardzo niestabilnie na tym, kołyszącym się w jego wyobraźni i wrażeniach, moście. Wszystko przez te chwile wydawało się niestabilne. Jakby otchłań, która czekała na niego, tuż pod jego stopami, powoli wyciągała ku niemu swoje macki, by delikatnie, syrenim głosem, nakłonić go do skoku. Aktu pokonania lęku, którego formą jest skok.
    Ale to wszystko było tylko w jego głowie. Tej utrapionej, chowającej się pod mokrymi od potu kosmykami włosów, głowie. Nie umiał walczyć z irracjonalnością. Po części stanowiła 80% jego duszy i ciała. Irracjonalne myśli i czyny, przeplatające się między sobą, odrobinę przyprawione zdrowym rozsądkiem, które było zagubionym ziarenkiem wśród czeluści martwych plonów.
    Stał i czekał, nie będąc samemu pewien czy powinien, choć z ogródkami pożegnał się równie dawno co ze swoim licealnym Ja, które miało ostatnią krztę rozsądku i ogłady, nie wypierając świata takim, jakim jest i kreśląc z zmarnowanym zeszycie paskudne nadzieje na lepsze jutro, które nigdy nie miało nadejść.
    Nie patrzył w stronę nadchodzącego ciała. Nie było w tym zawstydzenia, czy skrępowania, które mogłoby go popchnąć w stronę podjęcia decyzji o dalszym biegu. Nic nie nakłaniało go do oderwania stóp od bujającej się nawierzchni i odbiegnięcia rytmicznym krokiem, pokazując co najwyżej swoje zlekceważenie kolejnej napotkanej osobie.
    W zamian usiadł. Ciężko opuścił swoje ciało na wilgotną i brudną nawierzchnię. Dopiero wtedy popatrzył na chłopaka, który był tuż przy nim. Z dołu, a jednak wciąż z odrobiną lekceważącego posmaku we wzroku, który towarzyszył mu chyba już na stałe.
    - Niełatwo się mnie pozbyć – oparł się dłoniach, odchylając się w tył. Wciąż patrzył, dając swym wzrokiem nieme zezwolenie na to, by Barry posadził swoje ciało obok niego.
    Bliska obecność nie powodowała nic. Żadnych pozazmysłowych wrażeń, które odbijałby się na jego naskórku, które wychodziłyby z głębokiej podświadomości, szukając swojego ujścia na widok tego chudego, arystokratycznego bodźca. Uśmiechnął się na tą myśl/ uczucie.
    - A ty? Dlaczego porzuciłeś swoją bajkę i wróciłeś do tej zabitej dechami dziury bez przyszłości?
    Uczucia pozostały na wygnaniu. Nie przepuszczał ich przez kurtyny historii, nie wydłubywał z zardzewiałych szafek. Przeszłość pozostała przeszłością. Teraz tylko igrał z nią odrobinę.
    Wystawił nogi poza obręcze i choć przez całe ciało przebiegły nieprzyjemne dreszcze, kumulujące się gdzieś w okolicy płuc – nie dał temu uczuciu za wygrane. Zaczął jedynie machać nogami, czekając aż te koszmarne macki w końcu go dopadną.


     
    Barry Thawne









    2018-01-15, 14:09


    Przed lękiem nie można było uciec, on ciągle gdzieś tam był, schowany głęboko ale jednocześnie zbyt płytko. Barry wiedział jak blisko on sam jest poddania się lękowi. Jak niewiele brakuje aby ten przejął nad nim kontrolę, zmuszając go do skoku czy do uwolnienia wewnętrznych demonów, tych samych które za nim podążały, odkąd odkrył że jest inny, co nie podobało się jego rodzinie. Westchnął ciężko, obserwując przepaść, zanim przeniósł na nowo wzrok na mężczyznę. Minęło tak wiele czasu, tak wiele się zmieniło. Nawet nie wiedział czemu nie pozwolił mu po prostu odejść, mijając go tak jak przez te wszystkie lata, kiedy jedynie skinięciem głowy dawał mu znać, że w ogóle go widzi.
    - Zauważyłem. - Uśmiechnął się mimowolnie, zajmując zaraz miejsce obok niego. Było zimno, sam most wydawał się wilgotny. Nie miało to jednak znaczenia, liczyło się tylko to, że siedząc czuł pewne oparcie i znikały myśli o skoku. Nie spodziewał się spotkać jego, myślał że tamte licealne lata już dawno zostawił za sobą, a wtedy zobaczył jego i wszystko wróciło. Te ukradkowe spojrzenia na korytarzu, skinięcia głową na powitanie, mijanie się na korytarzu i pocałunek, który nie powinien mieć miejsca, a który był tak dobry.
    - Moja bajka nie skończyła się happy endem, wbrew temu co myślałem. Okazało się, że życie nie przypomina tego, o czym czyta się w starych książkach. - Westchnął jedynie, jakby odrobinę się w sobie kuląc. Żył w bajce, a później nadeszła szara rzeczywistość, która nie tylko wkradła się do jego serca, ona je przebiła lodowym soplem, zostawiając go zranionego i samotnego w tej walce o oddech i każdy kolejny dzień. Aż w końcu wrócił tutaj. By zapomnieć? Chyba tak, może też podświadomie szukał oparcia w rodzinie, jednak nie zamierzał wprost o nie prosić.






    My heart's an artifice, a decoy soul

    Who knew the emptiness could be so cold?

    Glad you came Running home to you

     
    Hugo Lanaghan



    nie mam czasu, zaraz wracam


    pracuje na piekarni jak Peeta


    ale kiedyś był fajny jak Gale

    Hugo
    Lanaghan








      
    FALLEN CLOUD
       od zawsze

      
    I never meant to make you bleed I'll be a better man today

      
    23 y.o.

      
    179 cm

      


    2020-06-25, 20:06


    #14

    Zeszło mi z tym postem, bo robiłam research prawny, wiadomo. I przy okazji utwierdziłam się w przekonaniu, że w naszym kraju panuje bezprawie, a na świecie generalnie jest do dupy i niesprawiedliwie, dziękuję, mogę iść. W każdym razie... Hugo nadal nie dowierzał w wyrok - choć może powinien? Został uznany za winnego, skazany jednak na 3 lata w zawieszeniu i na ogromną sumę zadośćuczynienia poszkodowanej - sumę, którą na ową chwilę nie miał pojęcia, jak uzbiera, ale jakoś będzie musiał, jeśli faktycznie nie chce trafić do więzienia. Ach i oczywiście Hugo stracił wszelkie prawo do wykonywania zawodu policjanta, ale nie żeby i tak planował wrócić kiedykolwiek do tej pracy po wydarzeniach z czwartego lipca. Na tak minimalny - jego zdaniem - wyrok nałożyło się wiele okoliczności łagodzących. Przede wszystkim przyznanie się do winy, wystosowanie oficjalnych przeprosin, orzeczenie o niepoczytalności w momencie dokonywania czynu - przez to orzeczenie tak notabene Hugo będzie musiał pochodzić sobie na parę sesyjek do psychiatry (albo psychoterapeuty) nie jestem pewna, więc Hugo tym bardziej nie jest pewien. Poza tym gotowość do zadośćuczynienia ofierze, brak wcześniejszych konfliktów z prawem, etc. etc.
    Po tym wszystkim Hugo zapragnął się tylko napić piwa. Nie chciał by cała jego rodzina była obecna na sali sądowej, więc pewnie był tam tylko z prawnikiem, a całą rodzinę Lanaghanów informował na bieżąco. Czuł niesamowitą ulgę po usłyszeniu wyroku i choć przecież został uznany za winnego, to przecież nie miał trafić do więzienia, więc miał się z czego cieszyć. Po rozprawie uzgodnił z prawnikiem wszystko, co należało uzgodnić, poinformował swojego obecnego pracodawcę o wyroku również - bo jednak wciąż zależało mu na pracy na piekarni i był wdzięczny, że właściciel go przyjął bez względu na to wszystko - i później już mógł pójść do domu. Ostatecznie dopiero wieczorem postanowił wyjść z Bowie. Ustalmy, że do tego czasu po prostu poinformował wszystkich na jakiejś konfie rodzinnej albo każdego z osobna, jeśli konfy nie posiadali, że nie trafi do więzienia i wciąż będzie chodził swobodnie po Berrylane. Natomiast z Bowie planował się spotkać, bo już w zasadzie dawno się nie widzieli, bo zajęci byli swoimi sprawami.
    Spotkali się na moście na obrzeżach Lazy Forest Place, bo jednak Hugo wciąż zapobiegawczo wolał unikać ludzi, którzy reagowali na niego naprawdę różnie. I najpierw oczywiście jej wszystko ładnie streścił i opowiedział, a następnie już tylko czekał na reakcję. - Chyba mogę powiedzieć, że... udało mi się - oznajmił na koniec swojego wywodu z przekąsem i lekko wzruszył ramionami. Napił się swojego piwa z butelki i zerknął na siostrę.

      

    Anu
    Liv & reszta
    piszę posty
     
    bowie lanaghan



    Maybe you're what I never saw comin'


    kiedyś nakręci oscarową produkcję


    ale najpierw musi się stąd wyrwać

    bowie
    lanaghan








      
    WHITE LOG MEWS
       do berry wróciła rok temu

      
    you're the calm in the storm you're the voice saying come back to bed

      
    22 y.o.

      
    166 cm

      


    2020-06-30, 21:29


      [21]




    Bowie coraz częściej nachodziło przekonanie, że ich rodzina była na swój sposób przeklęta. Z każdej strony spadały na nich kolejne problemy. Starała się jednocześnie łatać te kryzysy na tyle, na ile byłą w stanie. Wiedziała, że sposób, do którego uciekła się w sprawie Erlantza sprowadzi na nią już niebawem gniew, ale była skłonna zaryzykować. Nie obchodziło ją, czy brat się wkurzy, skoro z pełnym przekonaniem wierzyła w to, co robi. Sprawa Hugo była odrobinę bardziej skomplikowana. Nic tak naprawdę nie należało od nich samych — gdyby tak było to już dawno temu nie musiałby przejmować się wyrokiem i konsekwencjami.
    Skłamałaby mówiąc, że nie siedziała jak na szpilkach tego dnia. Czekała na jakiekolwiek szersze wyjaśnienia, z ogromną nadzieją, że całą sprawa jakoś się rozejdzie. Nie wyobrażała sobie sytuacji, w której musiałaby odwiedzać go w więzieniu. Dlatego, gdy otrzymała smsa naprawdę mocno odetchnęła. Nic więc dziwnego, że poświęciła wcześniejsze plany (pewnie poszukiwania kiecki na urodziny Nico) na rzecz wyjścia z nim. Należało odpowiednio celebrować to, że wszystko chyba zakończyło się dobrze. Chyba, bo na tym etapie nie znała jeszcze dokładnego przebiegu z sądowej sali. Dopiero, gdy zajęła miejsce na moście Hugo opowiedział jej to wszystko. Sama Bowie nie wciskała się z żadnym komentarzem pozwalając mu, by streścił jej to wszystko bez większych przeszkód.
    — Pewnie, że się udało! — powiedziała do niego tonem, który jawnie sugerował, że nie doceniał tego. Trochę tylko teatralnym. Spojrzała tez na niego jakby to ona była tutaj starszą i mądrzejszą siostrą. Nawet zdecydowała się go lekko szturchnąć, a później sięgnęła po jedno ciastko, które zakupiła w drodze na most. Wpakowała je sobie do ust i dopiero, gdy przełknęła spojrzała na chłopaka w skupieniu. — A co z pieniędzmi? Myślałeś skąd weźmiesz? — zapytała. Ona sama nie byłaby mu w stanie pożyczyć, jednak pewna była, że Stella na pewno by to zrobiła, gdyby poprosił. Nie byli najbiedniejsi, więc mógł być pewien, że jakoś sobie z tym poradzą przecież.


    aneczka
    [dagny] [clyde] [boyd] [neal] [prudence]
    piszę posty
     
    Hugo Lanaghan



    nie mam czasu, zaraz wracam


    pracuje na piekarni jak Peeta


    ale kiedyś był fajny jak Gale

    Hugo
    Lanaghan








      
    FALLEN CLOUD
       od zawsze

      
    I never meant to make you bleed I'll be a better man today

      
    23 y.o.

      
    179 cm

      


    2020-07-06, 21:32


    Bowie była kochana, naprawdę. I Hugo zdecydowanie powinien bardziej ją doceniać. Doceniał ją wprawdzie, ale najwyraźniej za mało. Od teraz jak to typowy brat będzie ją podpytywał prawdopodobnie o każdego członka rodziny i ofiarował swoją pomoc. Niby nie był skory do wtrącania się, a w ostatnim czasie jednak co innego miał na głowie - zupełnie co innego i trochę skomplikowanego i zajmującego - ale jak tylko trochę zluzuje u niego sytuacja, to już obiecał sobie, że będzie bardziej pilnował Stelli i częściej ją odwiedzał. I faktycznie ich rodzina była trochę przeklęta.
    Odpowiedział jej tylko wymownym spojrzeniem, ale w duchu musiał przyznać jej rację. Może faktycznie tego nie doceniał? Przecież doskonale wiedział, że trafienie do więzienia jako były policjant było bardzo niekorzystne już na samym wstępie. Konsekwencje były ogromne i powinien się cieszyć, że wszystko zakończyło się właśnie w taki sposób i ława przysięgłych potraktowała go w tak łagodny sposób. – Na pewno coś wymyślę, nie martw się o to – powiedział jej takim radosnym tonem, na jaki go było stać w tym momencie. – Mam pracę i parę pomysłów, okej? Serio, nie martw się – dodał jeszcze z większym zapewnieniem, bo hej, skoro wszystko w miarę dobrze się skończyło to Hugo nie chciał, by Bowie czy generalnie reszta jego rodzeństwa poświęcali mu więcej uwagi, czy wciąż się o niego martwili. Dlatego już zupełnie szczerze uśmiechnął się do dziewczyny. – Powiedz lepiej, co u ciebie? Mam nadzieję, że nie przeszkodziłem ci dzisiaj w niczym ważnym? – spytał w miarę swobodnie i obdarzając ją poważnym spojrzeniem. Niby pytał czy ma czas, prawda? Ale mimo wszystko wolał się upewnić. No i przede wszystkim też dowiedzieć się, co się dzieje obecnie u jego młodszej siostrzyczki.


    Anu
    Liv & reszta
    piszę posty
     
    Wyświetl posty z ostatnich:   
    Odpowiedz do tematu
    Nie możesz pisać nowych tematów
    Nie możesz odpowiadać w tematach
    Nie możesz zmieniać swoich postów
    Nie możesz usuwać swoich postów
    Nie możesz głosować w ankietach
    Nie możesz załączać plików na tym forum
    Możesz ściągać załączniki na tym forum
    Dodaj temat do Ulubionych
    Wersja do druku

    Skocz do: