• Zaloguj
  • Rejestracja
  • Berrylane :: Pole ze strachem na wróble
    nieznajomy
  • ABY FORUM DZIAŁAŁO PRAWIDŁOWO, ZALECAMY WYKONANIE TWARDEGO RESETU - CTRL + F5, CTRL +FN +F5 LUB COMMAND +OPTION +R
  • Jedna z drużyn gry terenowej znalazła zwłoki ukamienowanego Edwarda Raymonda! Burmistrz obiecuje, że morderca zostanie znaleziony!
  • Las w White Hills sceną zbrodni! Podczas zabawy z okazji Armed Forces Day nie tylko znaleziono zwłoki zaginionego mężczyzny, ale doszło też do morderstwa jednego z opiekunów gry terenowej.
  • Wycinka w Crimson Woods nadal trwa! Aktywiści wyszli na ulicę żądając od miasta wyjaśnień.
  • Pink Waters jeszcze niebezpieczniejsze! Czy grozi nam wojna gangów? Czy Jaszczurki stracą pozycję?
  • WYKORZYSTAJ SWÓJ KUPON - WARUNKI REALIZACJI KUPONÓW GRACZA
  • DZIENNIKI ODZNACZEŃ - ZBIERAJ PUNKTY I WYMIENIAJ JE NA NAGRODY
  • WIADOMOŚCI LIPIEC/SIERPIEŃ
  • ZADANIA LOSOWE
  • - SZYBKIE POSZUKIWANIA ZNAJDŹ PARTNERA DO GIER
  • Stevie / ANKO
    Naomie / Martyna
    Lilianne / Lilka
    Kara / Jola
    Raine / Ada


    Berrylane Strona Główna » Berrylane » White Hills » Lazy Forest Place » Pole ze strachem na wróble
    Poprzedni temat «» Następny temat
    Berrylane



    -


    -


    -

    Berrylane
    administrator








      
    FALLEN CLOUD
       .

      
    .

      
    100 y.o.

      
    100 cm

      


    2017-11-10, 21:31


    Pole ze strachem na wróble
    Co takiego jest w tych strachach na wróble, że człowiek zawsze się ich obawia? Ten wydaje się wyjątkowo zwodzić ludzi. Każda osoba która wejdzie na to pole i minie strach na wróble, nie wróci do domu ani na główną trasę wcześniej niż po dwudziestu czterech godzinach. Zasięg w telefonach nagle przestaje działać.
    I czy to tylko szelest w tle? Czy może czyjeś kroki?

      

    berrylane
    .
    piszę posty
     
    Lowell Adams
    [Usunięty]








    2018-01-16, 16:35


    #1

    Legendy legendami - najstarszy (bo Morgan się nie liczy) Addams, nie miał zamiaru czekać, aż ktoś w końcu złapie Huntsmana albo nie złapie. Jak na dumnego nazistę przystało, nie zamierzał siedzieć w domu na tyłku i słuchać jak bardzo Lorka nim gardzi, jak Ves gnije i jak Matylda znowu robi jakieś swoje foszki. Tym bardziej nie miał ochoty słuchać brata, który udawał że jest bratem, a wyglądał jak żyd. Dlatego też założył na siebie skórzaną kurtkę, wziął telefon (wiadomo - Google Maps nawet Szatan aprobuje) i wyruszył na zwiedzanie, mocując do paska spodni krótki nóż, bo nigdy nie wiadomo co może się wydarzyć na starym polu obok strachu na wróble. Oczywiście przed wyjściem upewnił się, że jego Gnijący Młodszy Brat nie będzie mieć dostępu do pingwina ani do wiewiórki. Nie zamierzał mieć martwego pingwina, martwy nie mógł śmiesznie chodzić, cmon.
    Czy wierzył w strach na wróble? Nie. Nie miał zamiaru dawać się zwodzić bajkom. Strach nie mógł wpływać na błędnik, a co za tym idzie na orientację w terenie. Może był walnięty, ale nadal piekielnie zdolny i po prostu tego nie łapał jak coś martwego mogłoby wpływać na biologiczny aspekt ciała. A na biologii znał się całkiem nieźle. Warto w końcu znać budować szkieletu, położenie żył czy wszystkiego innego w organizmie. W końcu warto wiedzieć w co celować, jakby ktoś okazał się... idiotą.
    Takim właśnie cudem znalazł się wreszcie na polu, patrząc na kukłę z pogardą. Mało komu nie okazywał pogardy - strach nie był na liście jego znajomych na Facebooku, więc od razu wrzucało go to w dział "pogardzani". No cóż, takie życie.
    - I co teraz? - Skrzywił się lekko, niezadowolony z tego, że...no ciągle nic! Żadnych mackopotworów, żadnych UFO, żadnych ogni piekielnych. Tylko on. Strach na wróble, którego największym wrogiem była cholerna zapałka.


     
    Ruby Fields









    2018-01-16, 18:38


    #1


    Ostatnimi czasy Ruby zaniedbała swoją twórczość. Niespodziewanie wysypała się na nią góra zleceń i od razu po powrocie z pracy w kawiarni siadała do laptopa i starała się zrobić ich jak najwięcej. Z jednej strony przyniosło jej to całkiem sporo pieniędzy w porównaniu z poprzednim miesiącem, a z drugiej poświęcała swój cenny czas, pozbawiając się przyjemności. Kiedy akurat nie pracowała, wychodziła z domu ze znajomymi albo spędzała czas z rodziną, która była dla niej jak najbardziej realna. Postanowiła więc te dwa dni weekendu poświęcić całkowicie dla siebie. Z jednej strony obawiała się, czy taka dawka samotności nie uderzy jej do głowy, a z drugiej bardzo tego potrzebowała i nawet wizja totalnego ześwirowania nie była w stanie odwieść jej od tego pomysłu.
    Po południu wrzuciła więc do ulubionej torby szkicownik, węgle i ołówki, po czym wyszła szukać inspiracji do kolejnego dzieła. Blog na Tumblrze świecił ostatnio pustkami rysowniczymi, a Ruby dostała kilkanaście pytań o treści sprowadzającej się mniej więcej do “kiedy następna praca?!!one1one!!! czekam”. Nie żeby obchodziło ją zdanie tych ludzi, ale przypomniało jej to, że ma życie poza pracą. A od nadmiaru pracy też można zwariować.
    Takim sposobem spędziła kilka godzin w okolicach pola, wykonując w zeszycie kilka szkiców z założeniem, że wykończy je później. Na kartkach znalazła się również sylwetka stracha.
    Teraz gdy zaczynało się ściemniać, uznała, że czas chyba wracać do domu, bo takich warunkach trudno rysować. Wracała tą samą trasą, którą przyszła, i już z daleka widziała sylwetkę mężczyzny. Zastanowiło ją, co może tutaj robić o takiej porze, nie spodziewała się zobaczyć tutaj kogokolwiek. Odgarnęła włosy, które wiatr zawiewał jej na twarz, podchodząc bliżej — w końcu znajdował się na jej drodze. Mężczyzna odwrócony był do niej tyłem, więc do pewnego momentu mogła podejść zupełnie niezauważona; przez myśl jej nie przeszło, że może być niebezpieczny. Znajdowała się na czas wystarczająco blisko, aby usłyszeć jego słowa.
    To jedno z tych filozoficznych pytań skłaniających do rozmyślań nad ludzką egzystencją? — zapytała, przystając. Nie wiedziała, czy nieznajomy zwracał się do niej, czy też mówił sam do siebie. I tak odpowiedziała.

    <img src="http://funkyimg.com/i/2Jv9E.gif" class="rubyfls"

      

     
    Lowell Adams
    [Usunięty]








    2018-01-18, 17:58


    Nie wiedział nawet, że na kogoś wpadnie. Poza strachem, ale to tak swoją drogą. Szkoda, że jednak ten cholerny strach nie ożył. W filmach zawsze to się dzieje, z drugiej strony, według filmów alianci pokonali Rzeszę. Dobre sobie, propaganda żydowska i nic więcej. Przecież alianci z tymi swoimi żałosnymi tworami nie byli w stanie pokonać wielkiej, tysiącletniej Rzeszy. Jeszcze czego.
    Drgnął słysząc głos kobiety. Miała szczęście, że nie próbowała podejść bliżej. Wtedy, jeśli Lucyfer byłby jej łaskawy, mogłaby przeżyć, bo jego ręka już znalazła się na nożu. Odpuścił jednak, skoro ona nie zamierzała atakować, on nie czuł potrzeby aby odpowiadać przemocą. Miał dobry humor i był ciekawy tego miejsca, nie miał jakiegoś napadu sadyzmu. To bardziej była domena Lorki, z tego co zdążył już dawno zaobserwować. Ona miała takie napady, on miewał rzadko ale z przytupem - na przykład zamordował rodziców. Oops?
    - Nie. To jedno z tych pytań, kiedy czekasz na efekty specjalne, a one nie występują. - Poprawił ją zaraz, uśmiechając się do niej zaczepnie. Nawet jeśli zbliżała się noc, można było dostrzec w tym uśmiechu jakieś zadowolenie z siebie i przede wszystkim chęć przeżycia czegoś bardziej ekscytującego niż zwykłą podróż do stracha na wróble.


     
    Ruby Fields









    2018-01-19, 18:32


    Ruby nawet nie liczyła na żadne paranormalne zjawiska. Duchy, zjawy i mroczne strachy na wróble to była dla niej jedynie bajka, której mógł się przestraszyć co najwyżej pięciolatek. Zastanawiała się za to czasem, jakby to było, gdyby w jej okno nagle zapukał w środku nocy psychol z siekierą i postanowił zakończyć jej żywot. Wiele osób mówiło, że w takich chwilach, kiedy przypominają sobie sceny z horrorów i thrillerów, zaczynają odczuwać niepokój lub nawet strach, a Fields jakoś nigdy czegoś takiego nie doświadczyła. Potrafiła stanąć samotnie w środku nocy w nawet najbardziej upiornym dla przeciętnych osobników miejscu, a i tak nie odczuwała tego, co wszyscy opisywali jako dreszcz przerażenia. Po prostu nie potrafiła wydobyć z siebie tego nieodpartego wrażenia, że coś może jej grozić.
    Niestety również żaden psychol nigdy jej nie odwiedził i nie miała szans przekonać się na żywo, jak to jest być ofiarą krwawego, sadystycznego mordu. W końcu śmierć jej matki nie miała w sobie nic z finezyjnego, krwawego zabójstwa. Było w pewnym sensie wręcz wypadkiem, choć ona tego tak nie odbierała. W każdym razie nie było żadnego w tym okrucieństwa, sadyzmu czy znęcania się psychicznie i fizycznie nad ofiarą, która marzyłaby pod koniec już tylko o dobiciu i skróceniu cierpienia.
    Cóż… — Rozejrzała się dookoła, pozwalając włosom ponownie znaleźć się na twarzy, lecz zaraz automatycznym ruchem odgarnęła je do tyłu. — Żadnych efektów specjalnych raczej nie spodziewałabym się w tym miejscu — skwitowała z szerokim, rozbawionym uśmiechem. — Dookoła mamy tylko pola i tego tu kolegę. — Wskazała wymownym ruchem głowy stracha na wróble.
    Ruby nie miała zupełnie nic przeciwko drobnej (lub większej) przygodzie. W końcu miała wolny weekend, mogła zrobić wszystko, co chciała, i nic jej nie ograniczało.
    Szukasz wrażeń czy masz jakiś konkretny cel? - zapytała z ciekawością, decydując się podejść bliżej nieznajomego.

    <img src="http://funkyimg.com/i/2Jv9E.gif" class="rubyfls"


     
    Lowell Adams
    [Usunięty]








    2018-01-19, 18:52


    Podobno najgorsi nie są psychopaci, którzy biegają z siekierami, ale ci którzy nie wyglądają jak psychopaci. Na przykład Lowell. W końcu, kto powiedziałby, że za tymi jasnymi i niemal niewinnymi oczami ukrywa się satanista i nazista. Nazista, nie neonazista. Nienawidził wszystkiego co miało końcówkę neo, brzmiało to tak infantylnie! W każdym razie, był psychopatą, ba! mógł w każdej chwili zabić kobietę i nie miałby żadnych wyrzutów sumienia. Wszystko w końcu ku zadowoleniu Lucyfera, który nigdy morderstwa nie potępiał. Najwyżej byłoby tylko szkoda, że kobieta umarła na darmo, zamiast zostać ofiarą czarnej mszy. No ale! Podobno nie można mieć wszystkiego. W sumie guzik prawda. On mógł. Miał nawet pingwina.
    - Ludzie mówili, że można znaleźć tu coś ciekawego. Najwyraźniej trochę racji mieli. Ja na przykład widzę ciekawą kobietę. - Uśmiechnął się do niej. Nie byłby sobą, gdyby nie zaczął z nią flirtować. Po prostu już tak miał i - niech to wszyscy potępieni - nie zamierzał z tego powodu czuć się źle. Nie był Lorraine, aby na każdą wzmiankę o seksie parskać i prychać jak niedorozwinięty koń, tak samo jak nie był nią aby przy samym flirtowaniu krzywić się jak Emily Rose na widok księdza.
    - Za konkretny cel można uznać ucieczkę od rodzeństwa? - Odpowiedział pytaniem na pytanie - podobno dla takich ludzi Lucyfer ma specjalny kocioł VIP w piekle. Nie żeby narzekał. Prywatny kocioł brzmi cool.


     
    Ruby Fields









    2018-01-19, 22:44


    Najgorsze ataki nadchodzą ze strony, z której się tego nie spodziewamy. Taki psychopata z siekierą na pewno świetnie motywuje do ucieczki czy podjęcia prób walki, ale nikt go za swojego przyjaciela nie uzna, nie ma szans. Musiałby być mocno pomylony, żeby zaufać facetowi, który próbuje go zabić. Natomiast kiedy taki niepozorny psychopata zaskarbi sobie twoją przychylność, to po tobie.
    Ruby i Lowell byli niczym wilki w owczej skórze. Zarówno on, jak i ona zupełnie nie sprawiali na pierwszy rzut oka złego wrażenia. Gorzej kiedy spędzi się z Fields trochę czasu i zauważy, że zdarza jej się rozmawiać z “rodziną”, która tak naprawdę nie żyje od lat, lub będzie miało wątpliwą przyjemność przekonać się, że jest w stanie wykorzystać człowieka bez skrupułów na każdy możliwy sposób. Nie żeby miała opory również przed zabijaniem, choć starała się udowodnić wszystkim dookoła, w tym samej sobie, że wcale tak nie jest. Jedyne, co powstrzymywało ją przed mordowaniem, to próby dostosowania się do reszty społeczeństwa. Nie jakaś tam moralność czy obawa przed karą.
    A ojczym, którego zabiła… to był wypadek. Wypadek, prawda? W końcu zabił jej matkę, zrobiła to pod wpływem emocji. Prawda? Prawda? Prawda? Wypadek.
    A ja… ja również widzę niezwykle intrygującą postać. — Zmrużyła odrobinę oczy, patrząc na niego uważnie spod rzęs. Zdecydowanie podeszła wprost do nieznajomego, lecz zamiast przystanąć przed mężczyzną, minęła go i zatrzymała się kilka kroków dalej, wbijając wzrok w stracha. — Zdecydowanie. Samotny strażnik opuszczonego pola, można byłoby stworzyć o nim niezłą historię. — Spojrzała na Lowella przez ramię, żeby przyjrzeć się jego reakcji, przy okazji unosząc prawy kącik ust wyżej w uśmiechu, który znaczył mniej więcej tyle, co “nie ma tak łatwo”. W końcu Ruby nie da się złapać na pierwszy lepszy tekst na podryw. Aczkolwiek gdyby chciała tego gościa całkowicie zbyć, to pewnie po prostu udałaby, że nie usłyszała.
    Myślę, że tak — stwierdziła. — Ja też częściowo uciekam przed rodziną, choć głównie przed pracą, ale nie zmienia to faktu, że matka ostatnio cały czas narzeka na wszystko dookoła i trudno z nią wytrzymać. — Przewróciła przy tym oczami. Matka nie żyła, od trzech lat dla ścisłości. Jednak w urojeniach Ruby siadała co wieczór, opowiadając Fields, jakie to straszne trudności spotkały ją w ciągu dnia.

    <img src="http://funkyimg.com/i/2Jv9E.gif" class="rubyfls"


     
    Lowell Adams
    [Usunięty]








    2018-01-27, 17:59


    Psychopata zawsze pozostawał psychopatą, nieważne ile masek założył. Czy on poniekąd nie był lepszy? Wprost przyznawał, że nie jest zdrowy psychicznie więc był tego świadomy, a co za tym szło - znacznie lepszy od bandy nieświadomych durniów, prawda? Co prawda, nie biegał z nożem ani nie zabijał siekierą, ale poniekąd jego podejście było nawet gorsze. Był przecież nazi, a przynajmniej tak sam o sobie mówił kiedy wiedział, że rozmawia z osobą godną jego czasu i zaufania. Czyli nie ktoś obcy, kogo przypadkiem spotkał na polu ze strachem na wróble, nawet jeśli to miała być jego przyszła żona, o czym przecież jeszcze nie wiedział.
    - Więc lubisz takie otoczenie? I takich mężczyzn? Nie są zbyt sztywni jak na twój gust? No i... patrz, jaki jest mało rozrywkowy i milczący. W sumie to ostatnie to chyba plus. Przecież zamknięci w sobie mężczyźni są super. - Zaśmiał się mimowolnie. Dobrze, że nie było łatwo. Co to za radośc, kiedy coś ma się od ręki. Przecież to nawet nie jest fajne, nawet nie można trochę się wysilić.
    - Znam to. Znałem. Moja matka jednak już nie narzeka. - Wzruszył lekko ramionami. Śmierć matki nie robiła na nim wrażenia, żadnego. Ojca tak samo. Byli martwi, a martwi nie stanowią problemu. No chyba, że są Vesem.


     
    Ruby Fields









    2018-01-27, 22:23


    Problemem Ruby było to, że właściwie… nie wiedziała, kim jest. W końcu przyznanie, że coś jest z nią rzeczywiście nie tak, było jak podpisanie się dożywotnią etykietką “psychol”. Wygodniej było po prostu udawać, że wszystko z jej psychiką w porządku, choć często wiązało się to z przeczeniem samej sobie. Z drugiej strony oszukiwanie samego siebie nie jest aż tak trudne, jak mogłoby się wydawać. Wystarczy wyjątkowo mocno uwierzyć, że jest się do czegoś zdolnym, a Ruby bardzo chciała uwierzyć, że jest zdolna do normalności.
    Miejsce jest świetne. Wolne od nadmiaru ludzi, więc szanse, że znajdzie się ktoś, kto będzie chciał mi przeszkadzać, są znikome — odparła bez wahania. Nie dość, że nie przychodziło tu wiele osób, to mogła w spokoju próbować znaleźć w sobie strach, w końcu otoczenie sprzyjało. Niestety dotychczas nie poczuła choćby niewielkiego zastrzyku adrenaliny i nie spodziewała się go poczuć w najbliższym czasie.
    Odwróciła się do nieznajomego; żywa gestykulacja i przyjmowanie grymasów wszelkiego rodzaju było jedną z ulubionych czynności Ruby, więc i tym razem nie mogła odpuścić. Zrobiła minę jak dziecko, które rodzice przyłapali na podjadaniu słodyczy i próbowało uroczym uśmiechem udowodnić, że to wcale nie tak, jak im się wydaje. Utkwiła przy tym wzrok w bliżej nieokreślonym punkcie po prawej. Przecież dzieci złapane na gorącym uczynku nie patrzą mamie i tacie w oczy.
    Może i masz trochę racji. — Wróciła do normalnego wyrazu twarzy, a spojrzenie skierowała z powrotem na Lowella. — Sztywny jest, ale to swoją drogą. Mężczyzna powinien być wielofunkcyjny, a ten chyba nie ma zbyt wiele do zaoferowania.
    W przeciwieństwie do niego Ruby dotknęła śmierć matki. Może i nie była macierzyńskim wzorem do naśladowania, ale jednocześnie Fields nie miała nikogo poza nią. Nie żeby szczególnie długo opłakiwała jej śmierć, ale ją to ruszyło.
    Zazdroszczę — powiedziała, krzywiąc się lekko.

    <img src="http://funkyimg.com/i/2Jv9E.gif" class="rubyfls"


     
    Lowell Adams
    [Usunięty]








    2018-02-04, 15:42


    On wiedział kim jest, dokładnie wiedział i był z tego dumny. Był przecież nazistą, Addamsem na widok którego śmierć podwijała kiecę i uciekała, gubiąc po drodze kości i kosę. Był psycholem? Chyba nie. Przecież by wiedział jakby był. Raczej nazwał samego siebie nietuzinkowym, nie psychicznym. Bo taki akurat był. Nietuzinkowy, miał przecież magnetyczny charakter i małego pingwina. Wyróżniał się z tłumu jednakowych, niemal dokładnie takich samych ludzi. Był super, a kto tak nie uważał, temu kij w oko. Dosłownie najczęściej.
    - Coś w tym może być. Ciężko znaleźć kogoś, kto stroni od ludzi i najwyraźniej lubi się bać. Słyszałaś legendy o tym strachu na wróble? Znam kilka mało znanych, mogę ci opowiedzieć. W zamian... możesz zdradzić swoje imię. - Uśmiechnął się do niej w ten swój popisowy sposób numer pięć, starając się wyglądać słodko i niewinnie. Wcale nie było tak, że mógł w każdej chwili jej przeciąć gardło, patrząc jak krew wypływa z rany, zabawnie bulgocząc. Nie zamierzał jednak na razie tego robić.
    - Oferuje ciszę. Niektóre laski to kręci. - Zauważył, unosząc brew zanim rozejrzał się wokoło. Wyglądało na to, że na tym wypizdowie byli całkiem sami, nie licząc koleżki ze słomy. Dziwne, wydawało mu się, że będzie tu straszniej. Chyba za dużo bajek się nasłuchał w dzieciństwie. Oczywiście - wszystko wina matki, ona musiała mieć jakieś odpały.


     
    Ruby Fields









    2018-02-13, 15:34


    Mały pingwin zdecydowanie brzmiał jak coś, co było niewątpliwym atutem.
    Lowell był dumny ze swojej wyjątkowości, Ruby natomiast chciała być jak najbardziej zwyczajna. A przynajmniej wydawało jej się, że chciała. Określenie “psychopatka” kojarzyło jej się najmocniej z nastolatką, która starała się być cool. Bawiło ją, kiedy dziewczynki na siłę próbowały udawać małe psychopatki, ubierając czarne ciuchy i próbując stwarzać wokół siebie aurę mroku. Sama Ruby ubierała się w zupełnie zwyczajne ubrania, a z tajemniczością miała tyle wspólnego, co małe afrykańskie dzieci z jedzeniem. Czyli niewiele. Pewnie gdyby przyszło co do czego, to żadna z nich nie odważyłaby się skrzywdzić człowieka.
    Właściwie dawno nic mnie nie przestraszyło. Liczyłam tutaj na jakieś wrażenia — rzuciła. “Dawno” oznaczyło w tym akurat zdaniu “nigdy”, ale chłopak, którego dopiero co poznała, nie musiał znać aż tylu szczegółów. Jeszcze wystraszyłby się i uciekł.
    Zapytana o imię szybko zaczęła szukać jakiegoś ładnego, którego mogłaby użyć tym razem. Nie planowała dzielić się z nim swoim imieniem, rzadko kiedy podawała komuś to prawdziwe. Milczenie przedłużało się, a dziewczyna nadal nie mogła przywołać z pamięci czegoś odpowiedniego.
    Faaa… — zaczęła przeciągle, próbując przypomnieć sobie jakieś przyzwoite imię zaczynające się w taki sposób. Jak na złość, nic nie przychodziło jej do głowy. — Ruby. Jestem Ruby. — No to tym razem oszustwo z imieniem się nie udało. Obiecała sobie jednak, że zaraz po powrocie do domu przygotuje całą listę świetnych imion, którymi będzie przedstawiała się następny miesiąc. — A oprócz legend chcę dostać też twoje imię.
    Odwzajemniła uśmiech. Nie podejrzewała Lowella o takie myśli zdecydowanie. Prawdopodobnie gdyby swoje przemyślenia chciał wprowadzić w życie, udałoby się mu. Był dość dobrze zbudowany i miał nóż, a Ruby nie dysponowała ani bronią, ani żadnymi nadzwyczajnymi umiejętnościami. Cóż z tego, że była nieustraszona, sama odwaga nie była w stanie ochronić jej przed ostrzem.
    Zdecydowanie nie mnie — oświadczyła, kręcąc powoli głową. — Cisza jest do bani.

    <img src="http://funkyimg.com/i/2Jv9E.gif" class="rubyfls"


     
    Lowell Adams
    [Usunięty]








    2018-03-13, 09:16


    Mały pingwin był spoko i jak się okazywało, żaden miś go nie zje, przynajmniej dopóki Morgan nie ściągnie jakiegoś jednak nie wiadomo skąd. Nie wątpił, że to uczyni, w końcu każdy w tej rodzinie był co najmniej pojebany. Począwszy od martwego Vesa i kopniętej Matyldy, poprzez podtruwającą ludzi Pucimordkę Lorkę, aż do Morgana, który to bezczelnie rościł sobie prawa do bycia najstarszym przedstawicielem Addamsów. Jeszcze czego! Może od razu msze mu zabierze, żyd pieprzony przez jakiegoś pożal się Lucyferze agenta? No za to gotowy był zabić. Ciężko być jedyną normalną osobą w tym domu wariatów, naprawdę. Nie miał pojęcia jak wytrzymywał tyle z tymi pomiotami, które miał ochotę rozkwasić o ścianę ledwo się narodziły. Oprócz Vesa. Veselin był akurat wyjątkiem, bo jakby nie patrzeć - awansował na ulubionego brata, po tym jak biegał ze swastyką na czole jako dziecko. Matylda jakoś od początku była oporna na wielkość Rzeszy... ale mniejsza! Kogo obchodzi jakaś żydówka.
    Małe afrykańskie dzieci pewno byłby obrażone jakby to przeczytały, ale bądźmy szczerzy: feministek, małych czarnych dzieci, czarnych ogółem, komuchów, żydów, gejów, azjatów, aliantów oraz radców podatkowych nikt nie traktuje poważnie. Oprócz wielkiej Rzeszy, która ich wymienia jako dobry opał.
    - Powinnaś zwiedzić rezydencję Addamsów. Podobno jest się czego bać, tak mówiliby ludzie, gdyby wychodzili stamtąd żywi. - Uśmiechnął się w sposób sugerujący, że bawi się w uprawianie czarnego humoru. Swoją drogą, czarny humor to jedyne co było czarne, nie było mszą a on to szanował. Przyjrzał się jej uważniej, jakby czekając aż skłamie, w końcu jeśli wierzyć polakom, naziści mieli w oczach wykrywacz kłamstw, powstańców i winnych zbrodni przeciw naziolom.
    - Lowell. Dobrze panią więc poznać, nawet jeśli wolała pani towarzystwo tamtego jegomościa - Wskazał na stracha na wróble z rozbawieniem, zanim wyprostował się bardziej. - Jest. W ciszy nie ma nic fajnego, chyba, że mówimy o takiej ciszy, kiedy ktoś się chowa przed mordercą. To najlepsza wersja chowanego. Ludzie zapominają, że nie mogą oddychać TAK głośno. - Wywrócił lekko oczami, jakby sama myśl o ludzkiej głupocie powodowała jego zniechęcenie. No cóż, tak było.


     
    Ruby Fields









    2018-03-16, 21:17


    Rodzina Ruby była zbyt martwa, żeby miała cokolwiek do gadania. No… teoretycznie mieli coś do gadania w jej urojeniach, ale nie żeby ktokolwiek się nimi przejmował. Nawet sama Fields w pewien powalony sposób wiedziała, że są martwi, ale tego po prostu nie akceptowała i wolała żyć, dając się ponieść tym halucynacjom. Jednakże nawet za życia żadne z nich nie było choćby w połowie tak nienormalne jak rodzina Lowella. Właściwie to nikt z zewnątrz nie nazwałby ich nienormalnymi, wszyscy raczej współczuli matce Ruby tylu tragedii, które ją spotkały — najpierw śmierć męża, potem córki, a na koniec zostawił ją drugi mąż. Taka historia łapała za serce co wrażliwszych sąsiadów, cała reszta udawała z grzeczności. Trudno było jednak o kogoś, kto podejrzewałby Fieldsów o coś wybiegającego poza ogólnie przyjęte pojęcie normalności. Tragedie i rozwody zdarzały się w końcu powszechnie.
    Coś o tym wiesz? — Uniosła pytająco brew. — Czyżbyś był jednym z nich?
    Jak mogłaby nie słyszeć o Addamsach? Całe miasto uważało ich, delikatnie mówiąc, za dziwaków i parę razy obiły się jej o uszy teorie o ich licznych zbrodniach i poziomie niezrównoważenia psychicznego, jaki prezentowali. Zastanawiała się nawet kiedyś, czy nie zagadać do Lorraine Addams, żeby upewnić się, iż jest całkowicie różna od addamsowej grupy psychopatów. Były teoretycznie w tym samym wieku, chodziły do tej samej szkoły. Nie przekonywał jej jednak sposób bycia dziewczyny. Może i była dość inteligentna, ale popisywała się na potęgę, co dyskwalifikowało ją jako kogoś podobnego do Fields.
    Ruby, mimo że również była dość inteligentna jak na szkolne standardy, nie chodziła i nie rozpowiadała wszystkim na prawo i lewo o swojej pogardzie dla ich idiotyzmu oraz człowieczeństwa. Bądź co bądź identyfikowała się z gatunkiem ludzkim, a ukrywanie swojej inności i inteligencji uważała do dziś za świetną decyzję. Nikt nie podejrzewał jej o problemy psychiczne, a trudno później obronić im się przed atakiem, który nadchodzi z zaskoczenia.
    Na tym polegała przewaga Ruby Fields nad Addamsami.
    To brzmi, jakbyś miał doświadczenie w zabijaniu ludzi. Tropieniu ich po oddechu i mordowaniu, kiedy cisza jest już ich ostatnim zmartwieniem i zaczynają wrzeszczeć bez oporów — powiedziała, podchodząc bliżej. Dzieliły ich centymetry i musiała już zacząć lekko zadzierać głowę, żeby patrzeć mu w oczy. — Czyżbym spotkała Huntsmana we własnej osobie?

    <img src="http://funkyimg.com/i/2Jv9E.gif" class="rubyfls"


     
    Kirsten Waterhouse









    2018-08-01, 21:08


    #3.

    Może i chodzenie po Berrylane w towarzystwie obcego faceta było dziwne. W końcu miała tu innych znajomych, ale w tym wypadku było inaczej. Nie często bowiem, miała okazję do porozmawiania z kimś, kto faktycznie zajmował się antropologią. Wiedziała, że musiała skończyć jeszcze dwie klasy liceum, zanim będzie mogła na spokojnie studiować, jednak już teraz zaczynała się zastanawiać nad tym, jaki kierunek wybierze i właśnie antropologia była jednym z jej wyborów. Może fakt, że trafiła na profesora antropologii był jakimś znakiem, że właśnie w tę stronę powinna iść? Tak czy siak miała jeszcze trochę czasu na decyzję, jednakże warto mieć dobre znajomości. Nic więc dziwnego, że od razu zaoferowała swoją pomoc, gdy tylko podczas krótkiej rozmowy wyszło na jaw, czym mężczyzna się interesuje.
    Ona sama nie przejawiała większego zainteresowania miejscowymi opowieściami. Owszem znała je wszystkie, bo jej dziadkowie uwielbiali ją straszyć w młodości, a potem opowiadać co wiedzieli. Ona też lubiła słuchać, bo jednak historie te były ciekawe. Nie miała jednak samozaparcia, by samej na własną rękę zgłębiać te wszystkie tajemnice. Kogo niby miałaby o to poprosić Nie widziała w swoich znajomych ani odpowiednich ochotników, ani nawet chęci na to, by chodzić po miasteczku, szukając wrażeń. Teraz jednak sama nie miała co robić i nudziło jej się, no i w końcu zdobyła jakiegoś konkretnego kompana.
    Siedziała na płocie, a raczej jego pozostałościach i rozglądała się dookoła. Miejsce to, mimo że wiele o nim słyszała, nie wyróżniało się niczym szczególnym. Typowy polny krajobraz. Można było pokusić się nawet o stwierdzenie, że było tam spokojnie, jednakże ona już swoje wiedziała. Nie był to jej pierwszy raz w tym miejscu. Jej kuzyni nie raz chcieli ją tu zaciągnąć i zmusić do spaceru, jednakże oni zabierali ją tu pod wieczór, by obserwować, jak wraz z zachodzącym słońcem, na jej twarzy maluje się przerażenie. Teraz jednak była już starsza i na pewno dużo mądrzejsza, by wszystko racjonalnie sobie w głowie poukładać. W końcu jednak zeskoczyła z płotu, który był tak spróchniały, że dziwiła się, że wytrzymał tyle lat.
    Gotowy na przygodę? Dzisiaj przygotowałam dla nas prawdziwą gratkę. Można powiedzieć, że czeka nas prawdziwa podróż w czasie – powiedziała, jakby już od dłuższego czasu to planowała. Uśmiechnęła się lekko. – Słyszałeś o miejscowym strachu na wróble? To taka nasza mała i łagodniejsza wersja Trójkąta Bermudzkiego – wyjaśniła. Nie wiedziała, czy Malcolm już coś o tym wiedział, ale uznała, że będzie to dobre miejsce do pokazania, żeby zacząć zwiedzanie Berrylane.


     
    Malcolm Jackson









    2018-08-01, 22:45


    Czasami chęć poszerzenia wiedzy jest większa niż jakikolwiek leń, który potrafi dopaść człowieka i trzymać go w domu. Szczególnie w taki dzień jak dzisiaj - parny, duszny, a przede wszystkim wolny, bo dzisiaj zajęć nie prowadził. Tak więc wyszedł z domu, zapakował się w swoją starą Impalę, a po chwili stawał już w pobliżu rozwalającego się płotku, gdzie na polu stał samotny strach na wróble.
    Pomachał dziewczynie na powitanie. Dziwnie było spotykać się z osobą, która nie była nawet na tyle dorosła, aby iść na uniwerek. Potrzebował jednak zdobyć nowe źródło wiedzy na temat dziwacznych opowieści o miasteczku, przeczytał już wszystko co znalazł w starych wydaniach gazet, nadszedł aby znaleźć przewodnika. Jedyna osoba, którą znał, a która mieszkała tutaj dłużej od niego była wiecznie zajęta. Dlatego Kirsten - dziewczyna żywo zainteresowana antropologią, wręcz spadła mu z nieba. Będzie mógł zwiedzić z lokalsem miejsca związane z dziwnymi wydarzeniami, a przy okazji ją poduczyć. O ile tylko będzie chciała.
    Przekręcił kluczyk w stacyjce. Samochód zgasł.
    - Cześć. - przywitał się trzaskając drzwiami. Czarny lakier Impali wydawał się pęknąć na styku drzwi. A może tylko mu się wydawało? Oby, ojciec nie daruje mu kolejnej rysy.
    - Nie, nie słyszałem. Tutaj też podobno znikają ludzie? - zaczął podwijać rękawy koszuli.


     
    Wyświetl posty z ostatnich:   
    Odpowiedz do tematu
    Nie możesz pisać nowych tematów
    Nie możesz odpowiadać w tematach
    Nie możesz zmieniać swoich postów
    Nie możesz usuwać swoich postów
    Nie możesz głosować w ankietach
    Nie możesz załączać plików na tym forum
    Możesz ściągać załączniki na tym forum
    Dodaj temat do Ulubionych
    Wersja do druku

    Skocz do: