menu


Poprzedni temat «» Następny temat
Szczyt góry
Autor Wiadomość
Berrylane


Mieszka w
fallen cloud


It's too cold outside

for angels to fly

W Berrylane zawsze

berrylane

administrator

Wysłany: 2017-11-03, 20:24   Szczyt góry

Szczyt góry
  
[Profil]
 
 
Naomi Finch


Wysłany: 2018-03-30, 23:10   

klik

Odkąd wróciła do świata żywych była bardzo nieswoja. Z jednej strony łaknęła towarzystwa, była jej potrzebna bliskość drugiej osoby, jednak w niektórych momentach pragnęła się całkowicie odseparować od społeczeństwa. Nawet najmniejszy szmer był w stanie doprowadzić ją do szału, wariowała kiedy w pobliżu pojawiała się jakaś osoba, której w ogóle nie kojarzyła. Przez cały czas blondynka liczyła na to, że w końcu te dziwne odczucia ją opuszczą, dadzą jej choć trochę wytchnienia, którego tak bardzo teraz potrzebowała. Finchówna nie potrafiła siedzieć pośród czterech ścian swojego mieszkania bez kompletnie żadnego zajęcia. Postanowiła więc wybrać się na krótką wycieczkę po White Hills. Spakowała do plecaka niewielki lunch, w którego skład wchodziło kilka kanapek oraz jabłko, a oprócz tego zabrała ze sobą półlitrową butelkę wody. Zdecydowanie potrzebowała świeżego powietrza, gdyby zamiast kota zamieszkiwał z nią pies to na pewno wyciągnęłaby czworonoga na spacer. Temperatury na zewnątrz nadal nie zachwycały, więc na bluzę Naomi naciągnęła dodatkowo kurtkę, żeby nie zmarznąć na szczycie góry, bo to właśnie tam postanowiła udać się na swoją wycieczkę. Uwielbiała to miejsce i gdy była młodsza spędzała tam bardzo dużo czasu. Oglądanie Berrylane z tak dużej wysokości sprawiało jej mnóstwo frajdy. Krajobrazy tutaj były naprawdę przepiękne, a Finch doceniała każdego drzewo, każdą najmniejszą roślinkę, czy nawet jaszczurkę wygrzewającą się na jednym z kamieni. Teraz jednak wszystko wyglądało tak jakby do miasteczka wtargnęła Śmierć. Coś jednak w tym było. Tętniące życiem miasto jakby ucichło, a wszyscy mieszkańcy wyglądali tak jakby przechodzili obecnie bardzo ciężki okres w swoim życiu. Dwudziestodwulatka mogła się z nimi mentalnie połączyć, bo jednak sama doświadczyła zbyt wiele w ostatnim czasie.
Wędrówka na sam szczyt zajęła jej może godzinę albo dwie. Straciła rachubę przy pokonywaniu ostatnich kilkunastu metrów. Była z siebie niezwykle dumna, że udało jej się bez żadnego problemu dotrzeć do wyznaczonego celu. Uśmiechnęła się nawet pod nosem i podeszła do większego głazu, aby usiąść na nim po turecku i przyjrzeć się otoczeniu, które rozpościerało się przed jej niebieskimi tęczówkami.
_________________

[Profil]
 
 
Ariel de Beaumarchais
[Usunięty]

Wysłany: 2018-03-31, 00:28   

#2

Ariel z kolei czuł się bardzo dobrze, ale dla nikogo to raczej nie było nowością. Bardziej zastanawiającą kwestią było podjęcie się przez niego górskiej wycieczki, bo na co dzień de Beaumarchais był zajęty raczej bardziej przyziemnymi sprawami (jeśli naturalnie można tutaj uwzględniać spalanie ciasteczek na węgiel i częstowanie nimi przypadkowych ludzi na ulicy w ramach rzekomego zaliczenia na studia, a tak naprawdę dlatego, że nawet zwierzęta cierpiały po nich na niestrawności, więc trucie ludzi wydawało się bezpieczniejszą opcją, choć oczywiście odbywało się zupełnie nienaumyślnie, bo Ariel dokarmiał cywilów w dobrej wierze i zaufaniu, że czyni jak trzeba!). Jednak ten, kto go znał wiedział, że chłopak szybko zmieniał zdanie i wpadał na coraz to nowsze pomysły, które realizował zupełnie spontanicznie. Można powiedzieć, że tak było i tym razem, kiedy Francuz stwierdził, że zostanie alpinistą, bo żeby na swoje rodzime góry nie wejść, to trzeba być szczawiem i tyle. Jednak przed wyprawą na Mont Blanc oczywiście potrzebował małego zahartowania i pagórki Berrylane wydawały mu się być idealną opcją na rozgrzewkę.
Tak więc tego dnia spakował mały plecaczek, do którego wrzucił butelkę wody i przyszykowane wcześniej w akompaniamencie bólu, krwi i łez kanapki (czasem krojenie sera potrafi być wyjątkowo skomplikowane), aby następnie wyruszyć na swoją debiutancką wyprawę. O dziwo postanowił pójść sam i to trochę dlatego, żeby móc się potem chwalić, że jest odpowiedzialny, samowystarczalny i umiał zorganizować sobie wycieczkę i nie nawalić, a trochę też z tego powodu, że jakoś nie widział na horyzoncie chętnych do towarzyszenia mu w tym przedsięwzięciu. Chłopak dzielnie pokonywał trasę, potykając się tylko trzy razy, z czego raz nawet nie upadł na ziemię! Tak więc w końcu udało mu się zdobyć upragniony szczyt - absolutnie i niezaprzeczalnie pierwszy w jego życiu i już miał zacząć grzebać w plecaku za jakąś wykałaczką, ewentualnie rozglądać się za patykiem, żeby wbić w ziemię coś na wzór sztandaru, no bo hej! Wszedł na samą górę, może ktoś pozwoliłby mu ją nazwać? Tak czy siak nie udało mu się oznaczyć swojego terenu, bo wnet dostrzegł kilka metrów od siebie znajomą blond czuprynę i niemal bez zastanowienia zaczął zmierzać w stronę Naomi szybkim krokiem, finalnie prawie potykając się po raz kolejny i z pewnością gdyby miał odrobinę mniej szczęścia, nie skończyłoby się to zbyt ciekawie - niewątpliwie upadkiem z wysokości i kilkoma złamaniami, a kto wie czy nie także śmiercią, ale to jakoś mało interesowało Ariela w tamtej chwili. Był zdecydowanie zbyt zaabsorbowany spotkaniem znajomej w tej jakże ważnej dla niego chwili.
- Hej Naomi! - przywitał się wesoło, przysłaniając oczy przed słońcem, żeby przyjrzeć się głazowi, na którym siedziała. Czy znalazłoby się tam miejsce także dla niego? - Normalnie nie wierzę, że cię tutaj spotkałem! Co tu robisz? Też chciałabyś zostać alpinistką? Jak tak, to super się składa, moglibyśmy razem zdobywać szczyty, urządzać wyprawy i w ogóle! Bylibyśmy takim niepokonanym duetem i spacerowalibyśmy po Alpach o każdej porze dnia i nocy, kiedy tylko byśmy chcieli! Do Europy niby jest kawałek, ale myślę, że jak się zepniemy, to spokojnie uzbieramy na bilety, nie uważasz? Chyba, że celujesz bardziej w Himalaje, ale to zawsze możemy pojechać najpierw do Francji, a potem do Nepalu, no bo w końcu jak się rozkręcimy, to już nic nas nie zatrzyma, nie uważasz? Ale by było! Tylko sobie wyobraź zdobywanie razem tych wszystkich szczytów, jeden po drugim! Przygoda życia, nie uważasz? - spytał z rozmarzeniem, w końcu rezygnują ze wspięcia się na kamień i po prostu siadając w miejscu, w którym przed chwilą wstał. Utkwił w znajomej spojrzenie. - A jak ty się w ogóle czujesz, co? Wiem, że masz za sobą ciężkie chwile i w ogóle... Ale mam nadzieję, że jest już wszystko z tobą dobrze! Jest już dobrze? Jeśli nie jest dobrze, to może zostanie alpinistką faktycznie byłoby dobrą opcją dla ciebie, nie uważasz? Jesteś na dobrej drodze do osiągnięcia tego celu, poważnie! Takie górskie wycieczki z pewnością bardzo dobrze łagodzą stres i wpływają kojąco na zmęczoną ludzką psychikę. Poczekaj, może zapakowałem jakieś słodycze... - zsunął plecak z ramion i położył go sobie na kolana, żeby następnie zacząć uparcie go przeszukiwać.
 
 
Gemma Sullivan


Mieszka w
flamingo motel


w sercu ma zemstę

a w kieszeniach skradzione pieniądze

W Berrylane od kilku miesięcy

gemma

sullivan

Wysłany: 2019-05-13, 23:27   
  
"
You're like coming up for fresh air. Like I was drowning, and you saved me.

  
 29 y.o.

  
 178 cm

  

  

  

  

  

  


Bardzo była z siebie dumna, gdy przekonała go do tego by chociaż raz poszedł z nią pobiegać o poranku. Wiecznie upierał się, że biega tylko wieczorem i sam, że słuchawki, że podcasty. Cała masa wymówek, którym w końcu powiedziała stop. Nie wiedziała czemu tak bardzo musi się przy tym upierać, ale lubiła stawiać na swoim. Zdążyła też już zauważyć, że on również nie należy do najbardziej uległych ludzi na świecie, ale najwyraźniej w końcu jej sposoby i podchody zadziałały. I w ten właśnie sposób dopięła swego, wstając wcześnie rano. Przygotowała się w każdy możliwy sposób, bo ona bieganie traktowała bardzo poważnie. Wysłała mu nawet przypominajkę smsową, że jak się spóźni to biegnie bez niego.
Ubrana w odpowiedni strój do biegania, obuwie i z wysoko zawiązanym kucykiem, znalazła się na miejscu. Poprawiła związane włosy i czekała. Napisała mu co prawda, że nie zamierza zwlekać z przebieżką, ale i tak gdy godzina umówionego joggingu wybiła, nie mogła tak od razu ruszyć w ten bieg. Poczekała jeszcze parę minut, które dłużyły się jej w nieskończoność. Ostatecznie jednak zaczęła złościć się na siebie samą, że ciągle stoi w miejscu. Kopnęła nawet z tej irytacji jakiś nieduży kamień i odliczając w myślach kolejnych parę sekund, w końcu uznała, że nie będzie czekać ani chwili dłużej. Zdążyła przy okazji jeszcze go sobie poprzeklinać w myślach, aż w końcu rozpoczęła trening. Droga była prosta i nieskomplikowana. Głupio tylko zrobiła, bo założyła, że jej nie wystawi, ale czego w sumie mogła się spodziewać. Przez to tylko nie wzięła ze sobą słuchawek i muzyki, która na pewno by ją dodatkowo zmotywowała. Aż przyspieszyła biegu, bo potrzebowała się wyżyć bardziej niż przypuszczała. A jogging naprawdę pomagał.
_________________
  
[Profil]
  MÓW MI: kotleciku
MULTI: raine i reszta
 
Jasper Marvel


Mieszka w
white log mews


taki z niego zimny drań

adwokat diabła

W Berrylane mieszka przez całe życie

Jasper

Marvel

Wysłany: 2019-05-14, 11:23   
  
"
hell is empty and all the devils are here

  
 35 y.o.

  
 195 cm

  

  

  

  

  

  


1

Trafiła kosa na kamień - tak w czterech słowach można podsumować "związek" Gemmy i Jaspera. Nie mógł jej odmówić: była naprawdę uparta i przekonująca, uwielbiała stawiać na swoim i pewnie by jej się to udało, gdyby miała innego przeciwnika. Cały problem tkwił w tym, że nie doceniła Marvela (albo przeceniła go, zależy z której strony spojrzymy na sytuację) i, zupełnie błędnie, założyła, że rzeczywiście udało jej się jakimś cudem do niego dotrzeć. A on? Cóż, miał dość nieustannego wiercenia dziury w brzuchu (a potem się mówi, że to faceci biorą nie za tak), więc zgodził się jedynie po to, żeby w końcu zamknąć jej buzię. I zapomniał o tym dokładnie w tym samym momencie. Pewnie nie przypomniałby sobie o tym aż do chwili, gdy zjawiłaby się wkurzona w jego drzwiach i zrobiłaby mu kolejną awanturę, którą zgrabnie zakończyłby jak zawsze (hej, to też forma wysiłku fizycznego, ok? Na jedno wychodzi!), gdyby nie obudziła go esemesową przypominajką. Z początku jęknął tylko niezadowolony, wyciszył telefon, plując sobie w brodę, że nie zrobił tego wczoraj, i przewrócił się na drugi bok. Szybko jednak stwierdził, że przez przedwczesną pobudkę chce mu się palić, a że w żadnym wypadku nie mógł zrobić tego w domu (uroki posiadania dwóch nastoletnich córek, którym trzeba wytłumaczyć, że palenie jest złe), postanowił upiec dwie pieczenie przy jednym ogniu. Wiedząc, że dziewczynki nie wstaną jeszcze przez dłuższy czas, zapakował się do samochodu i podjechał prosto pod koniec szlaku, prowadzącego prosto na szczyt góry, gdzie miał spotkać się z Gemmą.
Wysiadł z samochodu z zamiarem zaczerpnięcia odrobiny świeżego powietrza, wyciągnął ze schowka paczkę papierosów i odpalił jednego szluga, czekając aż znajoma blondynka pojawi się w zasięgu jego wzroku. Po pierwszym odpalił drugiego, potem trzeciego i zdążył nawet wypalić go do połowy, gdy w końcu Gemma dobiegła do parkingu. - Wsiadaj - rzucił niedopałek na ziemię i zgasił go butem. - Pojedziemy na kawę, tylko musimy wrócić przed dziesiątą, bo nie chcę, żeby mi dziewczynki spaliły kuchnię, próbując zrobić jajecznicę.
  
[Profil]
  MULTI: Gina, Freddie, Willow, Caden
 
Gemma Sullivan


Mieszka w
flamingo motel


w sercu ma zemstę

a w kieszeniach skradzione pieniądze

W Berrylane od kilku miesięcy

gemma

sullivan

Wysłany: 2019-05-21, 21:37   
  
"
You're like coming up for fresh air. Like I was drowning, and you saved me.

  
 29 y.o.

  
 178 cm

  

  

  

  

  

  


Nawet nie wiedziała czemu weszła w taką relację z Jasperem. Chyba początkowo to wszystko miało wyglądać inaczej, miała nie przyzwyczajać się i niczego sobie nie wyobrażać, gdy koniec końców wpadała znowu w takie samo gówno. Co prawda Jasper przy jej mężu wypadał znacznie lepiej, ale skąd miała wiedzieć czy nie była to jakaś zasłona dymna? A jednak pomimo uporczywego przypominania sobie jak skończyło się to ostatnim razem, wsiąkała w to wszystko zbyt mocno. I coś co miało być tylko czymś na rozproszenie jej uwagi, czymś chwilowym, przestawało takie być. A ona jeszcze sama się na to wszystko napędzała, więc winić teraz mogła też tylko siebie.
Rzeczywiście nie doceniła go. Zdała sobie z tego sprawę, gdy wściekle wbiegała na sam szczyt góry, z nadzieją, że wypoci z siebie te wszystkie nerwy i złość na niego. W końcu po takim wysiłku endorfiny muszą jej podskoczyć! Nic nie rozbudzało jej tak jak właśnie poranny jogging. Nawet seks z rana nie był dla niej tak zajebisty jak wskoczenie w dresik i przebiegnięcie paru kilometrów przed śniadaniem. Nie mogła w pełni się tym jednak cieszyć, bo cały czas myślała o tym jak zła jest na Marvela. I jak jeszcze bardziej wściekła jest na siebie, że pozwoliła sobie na podtrzymanie tej złudnej nadziei. Jasne, to było tylko głupie bieganie i nie powinna dąsać się tak z tego powodu, bo i tak zrobiła to co do niej należało. Powinna, ale wcale nie zamierzała sobie tego odmawiać. Zwłaszcza, gdy przy schodzeniu już na dół po tym jak odpoczęła na samym szczycie i nawdychała się świeżego powietrza i przejściu na parking, zauważyła jego wyraźną postać. I nawet te kilka minut wyczilowania, które spędziła na górze na nic się teraz zdały. Zatrzymała się, ale tylko na chwilę. Obserwowała jak wyrzuca niedopałek papierosa na ziemię, jak praktycznie karze jej wsiąść do samochodu jak gdyby nigdy nic. - Żarty sobie ze mnie robisz? - poprawiła ten swój koński ogon i spojrzała na niego dość prześmiewczo. - Nie mam nastroju na picie z tobą kawy, Jasper. - westchnęła, przetarła czoło wierzchem dłoni i po prostu ruszyła przed siebie. Tak naprawdę to cholernie marzyła o tej kawie, ale przecież nie zamierzała tego mówić. Nie spodziewała się tłumaczeń, obstawiała raczej, że za chwilę usłyszy jak odjeżdża z piskiem opon. Ona jednak była na niego zła i nie zamierzała zachowywać się tak jakby wszystko było okej.
_________________
[Profil]
  MÓW MI: kotleciku
MULTI: raine i reszta
 
Jasper Marvel


Mieszka w
white log mews


taki z niego zimny drań

adwokat diabła

W Berrylane mieszka przez całe życie

Jasper

Marvel

Wysłany: 2019-05-23, 23:31   
  
"
hell is empty and all the devils are here

  
 35 y.o.

  
 195 cm

  

  

  

  

  

  


On także nie rozumiał, dlaczego pozwolił sobie na taką reakcję. Od odejścia Elise zwykle nie dopuszczał do siebie kobiet na dłużej, niż na jedną noc i naprawdę sporadycznie wracał do łóżek tych samych, a Gemma od kilku miesięcy była jedyną stałą w tym temacie. Nawet dopuścił ją do swoich córek (no co miał zrobić, skoro w czasie śniadania pozostała jeszcze w jego domu), a że jedna z nich nawet ją polubiła, a druga nie lubiła nikogo (po tatusiu) to wynik i tak wydawał się całkiem niezły. Niemniej, nie próbował tego analizować, nazywać czy uczynić czymś więcej, niż było w rzeczywistości - pasowało w pelni i nie chciał nic zmieniać, bo dlaczego? W jego życiu znajdowało się miejsce tylko dla dwóch kobiet: Toby i Zary, a każda kolejna zdawała się po prostu intruzem.
Intruzem burzącym jego święty spokój i próbującym wyciągać go na wspólne bieganie bladym świtem, podczas gdy dla niego jogging był odpoczynkiem i ucieczką od wszystkiego. W jego głowie to się nie kalkulowało i absolutnie nie miał zamiaru poświęcać jedynej rzeczy, którą robił tylko i wyłącznie dla siebie na rzecz widzimisię blondynki.
- Przyjechałem - rzucił, jakby to tłumaczyło wszystko i usprawiedliwiało jego zachowanie, bo w jego mniemaniu tak właśnie było. Gdyby chodziło o kogokolwiek innego, pewnie wciąż leżałby w swoim łóżku i zwlekł się z niego dopiero za jakąś godzinę, żeby zrobić śniadanie bliźniaczkom, więc tak czy siak można było mówić o swojego rodzaju postępie. Co prawda, w przypadku Marvela jeszcze sporo brakowało do wrażliwości na poziomie przeciętnej istosty ludzkiej (albo jak kto woli, wrażliwości w jakimkolwiek wydaniu), ale powinna docenić takie staranie. Bo, jakby na to nie patrzeć, więcej może go już nie doświadczyć. - Wsiadasz czy nie? Trzeci raz nie zapytam - tylko po prostu odjedzie. Z resztą, jak na potwierdzenie swoich słów wsiadł do samochodu i zapalił silnik, choć nie ruszył jeszcze z miejsca czekając na reakcję Gemmy. Chciała się na niego obruszać? Droga wolna, ale chyba nie spodziewała się, że Jaspera to obejdzie? Pójdzie na kawę, wyrwie jakąś dwudziestolatkę i to z nią trafi pod prysznic, no jak nic decyzja była w rękach Sullivan.
[Profil]
  MULTI: Gina, Freddie, Willow, Caden
 
Gemma Sullivan


Mieszka w
flamingo motel


w sercu ma zemstę

a w kieszeniach skradzione pieniądze

W Berrylane od kilku miesięcy

gemma

sullivan

Wysłany: 2019-06-02, 19:14   
  
"
You're like coming up for fresh air. Like I was drowning, and you saved me.

  
 29 y.o.

  
 178 cm

  

  

  

  

  

  


Gemma miała też wyrzuty do samej siebie. Angażowała się w coś w co od samego początku powinna traktować jak coś przelotnego. Sama nie szukała żadnej stałej, Berrylane może i był dobrym schronieniem w tym momencie, ale tak naprawdę najwięcej ryzykowała, gdy właśnie gdzieś się zatrzymywała. Teraz co prawda żyła taką tlącą się iskierką nadziei, że może w końcu wszystko się ułoży, ale po wbiegnięciu na ten szczyt góry znowu dopadło ją poczucie bezradności. I złości, którą zdrowiej byłoby przelać na kogoś niż dalej trzymać w sobie. A skoro była też zła na Jaspera za wystawienie jej, oczywistym przykładem okazał się być właśnie on. Jeszcze sam tu przyjechał, jakby jeszcze bardziej chciał jej pokazać jak bardzo nie liczy się z tym co do niego mówi. Nieważne jak dobrym ojcem był i jak bardzo jej tym imponował, nie powinna sobie na to pozwalać. I właśnie z takim nastawieniem zamierzała go dzisiaj potraktować. Wydawało jej się, że po tym bieganiu jest na tyle wymęczona, że przekomarzanie się z nim, czy może nawet ostrzejsza wymiana zdań, to będzie fatalny pomysł. Kiedy tylko dostrzegła jego auto, przyszło jej to naturalnie. Jego postawa tylko ją w tym utwierdziła. - Nie wiem, mam ci teraz za to przyklaskać? – zmarszczyła brwi, bo nie rozumiała trochę jego tłumaczenia. – Przyjechałeś, ale za późno. Umawialiśmy się godzinę temu. – wzruszyła ramieniem, bo nie miała mu nic więcej do dodania. Mógł już w ogóle nie przyjeżdżać, bo obecna taktyka przynosiła raczej odwrotny skutek od planowanego.
Parsknęła śmiechem, słysząc dźwięk odpalanego silnika. Spodziewała się za chwilę ujrzeć jego auto, wymijające ją sprawnie i znikające w końcu w oddali. Ale nic takiego się nie stało, co zmusiło ją do odwrócenia się. Stał w miejscu. I chyba dalej na nią czekał, co wydało jej się wręcz nieprawdopodobne. – Naprawdę? rozłożyła ramiona. – Nie znasz się na zegarku, ale ewidentnie znasz się na wydawaniu poleceń i rozstawianiu ludzi po kątach, co? – uniosła brew do góry, bo jeśli myślał, że Sullivan da sobą tak łatwo sterować to był w błędzie. Ogromnym.
_________________
[Profil]
  MÓW MI: kotleciku
MULTI: raine i reszta
 
Jasper Marvel


Mieszka w
white log mews


taki z niego zimny drań

adwokat diabła

W Berrylane mieszka przez całe życie

Jasper

Marvel

Wysłany: 2019-07-05, 13:59   
  
"
hell is empty and all the devils are here

  
 35 y.o.

  
 195 cm

  

  

  

  

  

  


Przecież nikt nie kazał jej się angażować. Ba! Nikt tego od niej nie oczekiwał, nikt nie prosił, a Jasper od samego początku nie ukrywał, że chodzi mu tylko o jedno i wcale nie zamierzał tego zmieniać. Miała być jedną z wielu, a że było mu przy niej wygodnie, pozwalał jej wracać do siebie i sam czasem wykręcał jej numer, ale to jeszcze nie znaczyło, że chciał czegoś więcej. Nie szukał dla siebie partnerki, nie ufał kobietom i wcale nie zamierzał tego zmieniać. Wystarczy, że raz pozwolił sobie, aby wszystko zabrnęło zbyt daleko, a skończył ze złamanym sercem i dwójką dzieci, które musiał wychować sam. Nie, drugi raz nie popełni tego samego błędu, tego jednego był pewien. - Byłoby miło. Czerwonym dywanem też nie wzgardzę - wzruszył ramionami, odpalając kolejnego papierosa. No chyba Gemma zaczynała cierpieć na jakiś zespół napięcia przedmiesiączkowego, a on naprawdę nie miał ochoty od rana użerać się z marudnymi babami. - Nie. Powiedziałaś, że zaczynasz biegać godzinę temu, a ja powiedziałem, że przyjadę. Nie, że będę biegał z tobą, to nie zabawa dla mnie - lawyered. Nie mogła mu nic zarzucić, bo wywiązał się z tego, co powiedzmy, że obiecał - a że ona dopisała sobie do tego coś jeszcze, to przecież już nie jego wina, tak?
Dla niego też było to nieprawdopodobne, bo zgodnie ze wszystkimi zasadami, jakie wyznawał, już dawno powinien wyminąć ją na drodze i zmierzać do jakiejś kawiarni, gdzie szybko znalazłby jakąś pannę, która pomogłaby mu się zmęczyć na jego warunkach, niekoniecznie obejmujących przemierzanie kilometrów po górach. Tłumaczył to sobie tak, że Gemmę już jego córki znały i pewnie będą krzywić się na nią mniej, niż na kolejną obcą kobietę, cichaczem wymykającą się z ich domu. - Całkiem nieźle mi to wychodzi - przyznał z dumą, w końcu był szefem w swojej kancelarii i mógł sobie pozwolić na rozwijanie tego talentu również na tle zawodowym. - Mogę cię ustawić w kącie pod prysznicem, przyda ci się. Ale najpierw kawa - jakiż on wspaniałomyślny, czyż nie?
[Profil]
  MULTI: Gina, Freddie, Willow, Caden
 
Gemma Sullivan


Mieszka w
flamingo motel


w sercu ma zemstę

a w kieszeniach skradzione pieniądze

W Berrylane od kilku miesięcy

gemma

sullivan

Wysłany: 2019-07-12, 17:51   
  
"
You're like coming up for fresh air. Like I was drowning, and you saved me.

  
 29 y.o.

  
 178 cm

  

  

  

  

  

  


Gdyby jeszcze kobieta miała na to wpływ, być może przemyślałaby sprawę trzy razy. Tyle, że to wcale nie było takie proste. Tak po prostu się wyłączyć. Owszem, Gemma nie była święta. Nie miała też problemu z tym by swoje relacje ograniczać do łóżkowych ekscesów. Z tym, że Jasper (być może nieświadomie) trochę ją jednak do swojego świata wprowadzał. Ona też tego nie chciała, przynajmniej z początku. Wcale nie potrzebowała poznawać jego córek, nawet jeśli stało się to przypadkiem. Wcale nie chciała zgrywać opiekuńczej i troskliwej, gdy ten jeden raz przechowali z alkoholem i wzajemnie musieli prowadzić się do łóżka. Wcale nie oczekiwała wspólnych śniadań, jakichkolwiek prezentów czy czułych słówek. Może gdyby od samego początku nakreślili wyraźnie granicę w której kończy się ich zaangażowanie, albo gdyby spotykali się tylko i wyłącznie na szybki numerek, to wszystko wyglądałoby teraz inaczej. Czy mogła mieć tylko pretensje do siebie? Na pewno nie. Weszli w to razem. Ale być może był to czas by jednak Sullivan się z tego wycofała. W końcu nie przyjechała do Berry po to żeby cokolwiek z kimkolwiek tworzyć. Nawet jeśli polegało to głównie na tym, że wzajemnie się irytowali a potem godzili. Przyjechała tu w konkretnym celu, a takie dyskusje z Jasperem chociażby, czy w ogóle widywanie się z nim, odciągało jej uwagę od tego co powinno być jej priorytetem. - Trochę daleko od Hollywood, gwiazdorze. - przewróciła oczami, choć tego typu odpowiedź nie powinna jej już szokować. W końcu zawsze musiał mieć ostatnie słowo, nie? Szkoda tylko, że trafił na równie upartego osła. - No tak, ty praktykujesz tylko jeden wysiłek fizyczny. - prychnęła, bo doskonale wiedziała, że miał w domu i obuwie do biegania i odpowiedni strój. Poza tym wyglądał też przyzwoicie, a od samego siedzenia przy biurku i bojowaniu w sądzie, człowiek nie jest w stanie utrzymać tak dobrego wyglądu. A tego nie mogła mu odmówić.
Skrzyżowała ręce na klatce piersiowej. Był arogancki i zarozumiały. To akurat nie podlegało żadnej dyskusji. Niczego nie ułatwiał jego dumny uśmieszek, którym ją teraz obdarował. - Skąd myśl, że dam ci się ustawić w kącie? - uniosła brew do góry. Wyglądało to tak jakby złość jej powoli mijała, ale nie. Wciąż się wściekała. Tyle, że teraz była na dodatek głodna i spragniona tej cholernej kawy. Nie mówiąc już o tym prysznicu o którym wspomniał. - Może jeszcze klaps za niesubordynację? - dodała, ostatkiem sił powstrzymując się od parsknięcia.
_________________
[Profil]
  MÓW MI: kotleciku
MULTI: raine i reszta
 
Jasper Marvel


Mieszka w
white log mews


taki z niego zimny drań

adwokat diabła

W Berrylane mieszka przez całe życie

Jasper

Marvel

Wysłany: 2019-07-21, 21:00   
  
"
hell is empty and all the devils are here

  
 35 y.o.

  
 195 cm

  

  

  

  

  

  


Nie pytał. Nie pytał o to, co powinno być jej priorytetem ani na czym chce się skupić będąc w Berrylane - tak właściwie, to nie pytał o nic. Potrafił rozmawiać z nią godzinami, nie dowiadując się praktycznie niczego ani o niej i prawdę powiedziawszy, zupełnie mu to nie przeszkadzało. Nie chodziło o to, że go nie obchodziła, po prostu po ucieczce Elise przestał się interesować kobietami w każdym emocjonalnym aspekcie. Ale może właśnie to przyciągało Gemmę do niego? Ta świadomość, że nie poprosi jej, aby się przed nim otworzyła, nie będzie chciał poznać jej najgłębiej skrywanych tajemnic i nie zacznie zadawać niewygodnych pytań, na które wolałaby nie odpowiadać. - W parach, owszem - uciął temat, nie zamierzając spowiadać jej się z tego, co robił w swoim wolnym czasie. Wieczorne przebieżki były dla niego formą oczyszczenia umysłu, usiłował się wtedy nacieszyć błogą samotnością, a ostatnią rzeczą, jakiej w czasie nich potrzebował było towarzystwo.
Oczywiście, że był arogancki i zarozumiały, nie wiedział natomiast dlaczego jeszcze ją to dziwi. Nigdy nie udawał przed nią kogoś innego, nie próbował złapać ją na słodkie słówka i zdecydowanie nie owijał w bawełnę. Zapewne z łatwością znalazłaby kogoś łatwiejszego w obyciu, kto nie doprowadzałby ją na każdym kroku do szewskiej pasji, ale przynajmniej Jasper nigdy przed nią nie udawał. - Lepsza równowaga - wzruszył ramionami jakby nigdy nic i posłał jej bezczelny uśmieszek. Wściekła czy nie, mało go to obchodziło tak długo, jak miał dostać to, czego chciał. - Możemy o tym podyskutować po kawie, publiczne klepanie w tyłek to całkowity brak szacunku - ocenił z miną znawcy, bo sam nigdy nie posunąłby się do czegoś takiego. I żeby było jasne, gdyby tylko zobaczył, że ktoś zachowuje się w ten sposób w stosunku do którejś z jego córek, to pewnie nie miałby już ręki.
[Profil]
  MULTI: Gina, Freddie, Willow, Caden
 
Gemma Sullivan


Mieszka w
flamingo motel


w sercu ma zemstę

a w kieszeniach skradzione pieniądze

W Berrylane od kilku miesięcy

gemma

sullivan

Wysłany: 2019-08-13, 18:24   
  
"
You're like coming up for fresh air. Like I was drowning, and you saved me.

  
 29 y.o.

  
 178 cm

  

  

  

  

  

  


Tak, to zdecydowanie sporo ułatwiało przy jej chęci zachowania anonimowości. Choć przyzwyczajona była już do wchodzenia w którąś z kolei rolę, wcale nie sprawiało, że łatwiej jej było się w to wczuć. Jasperowi mówiła tylko tyle ile sama chciała by wiedział. A raczej by uwierzył w to co chce mu przekazać. Przedstawiała mu taki obraz jaki chciała, a on albo to wszystko sobie kodował, albo prędko wyrzucał z pamięci nie chcąc zawracać sobie tym głowy. Skoro jednak dziś się tu zjawił, sugerować mogło, że może od czasu do czasu jednak słuchał bardziej uważnie. Dawało jej to po prostu poczucie swobody, a gdy Gemma czuła się swobodnie.. to czuła się też automatycznie bezpiecznie. I choć nigdy by się do tego nie przyznała, to tak naprawdę właśnie tego poczucia bezpieczeństwa poszukiwała.
Jednocześnie pragnęła tego co już znała, więc nic dziwnego, że tak ją przyciągało do Jaspera. Mimo, że był porządnym i ułożonym gościem (a przynajmniej za takiego uchodził) to często wychodził z niego istny diabeł, a to już był typ człowieka dość dobrze znany Gemmie. Zataczało to wszystko błędne koło, bo Sullivan znowu wkręcała się w coś co niekoniecznie było dla niej zdrowe. Jak powszechnie jednak wiadomo, to co zakazane jest o wiele bardziej kuszące, więc nic dziwnego, że i tym razem z każdą kolejną sekundą trochę się rozluźniała. Nie była już tak spięta i nie krzyżowała gniewnie rąk na klatce piersiowej. - Jak dla mnie równowaga to panuje tylko w twojej garderobie. - westchnęła i przewróciła oczami, gdy posyłał jej te swoje bezczelne uśmiechy. Wiedziała doskonale, że on już chyba nie potrafił inaczej, ale to wcale nie umniejszało jej irytacji za każdym razem, gdy on po raz kolejny stawiał na swoim. - Jesteś pewny, że chcesz wtedy dyskutować? - uniosła brew do góry, bo ona obstawiałaby, że od razu skupiłby się na czymś innym. W końcu dyskusja zwiastowałaby kolejną wymianę zdań na którą mógłby nie mieć ochoty, lub nerwów. Kiedy był taki, czuła że doskonale rozumie położenie jego córek. Kiedy coś zakomunikował, wszystko musiało złożyć mu się w całość. Oczywiście wedle własnego schematu, bo przecież to on musi być w pełni kontroli. - Wisisz mi dobre śniadanie, Jasper. - powiedziała, gdy już zmniejszyła dzielącą ich odległość. Samą kawą na pewno tego nie załatwi.
_________________
[Profil]
  MÓW MI: kotleciku
MULTI: raine i reszta
 
Jasper Marvel


Mieszka w
white log mews


taki z niego zimny drań

adwokat diabła

W Berrylane mieszka przez całe życie

Jasper

Marvel

Wysłany: 2019-08-30, 18:20   
  
"
hell is empty and all the devils are here

  
 35 y.o.

  
 195 cm

  

  

  

  

  

  


Prawda była taka, że nie traktował Gemmy jako jednej z wielu, ale jednocześnie nie była dla niego tą jedyną, nawet jeśli dla postronnej osoby nie miało to żadnego sensu. Mógł zmieniać kobiety jak rękawiczki i, co tu się oszukiwać, to właśnie robił - zwykle po wspólnie spędzonej nocy nie trudził się, żeby zadzwonić ponownie i w życiu nie zaproponowałby żadnej z nich zjedzenia razem śniadania. I choć w jego mniemaniu Sullivan nigdy nie była i pewnie nigdy nie zostanie jego stałą partnerką, to w gruncie rzeczy lubił jej towarzystwo i naginał dla niej nieco swoje zasady.
- Miło, że doceniasz mój gust - skinął głową, zupełnie celowo ignorując kryjący się za jej słowami przytyk. Bo co jak co, ale nawet jeśli większość jego garderoby stanowiły garnitury, to trzeba było skurczybykowi przyznać, że potrafił się ubrać. I doskonale o tym wiedział. - Cóż, jest kilka innych rzeczy, które przychodzą mi teraz na myśl, ale jeśli tak bardzo zależy ci na tym klepaniu w tyłek, możemy je do nich dołączyć - zaoferował łaskawie, unosząc przy tym brwi do góry. I choć z natury był nieco apodyktyczny, a z racji pracy, którą wykonywał skłonność stawiania na swoim zdołała się mocno ugruntować, to jednak w jednej sprawie się myliła. Nigdy nie zachowałby się tak w stosunku do swoich córek. Te dwie małolaty miały jakąś dziwną taryfę ulgową, wraz z pierwszym swoim uśmiechem skradły jego serce i podzieliły się nim na pół. W stosunku do nich wykazywał wręcz nadludzką cierpliwość, gdyby mógł przychyliłby im nieba, w wychowaniu stawiał na dialog, a w ostatnim czasie... musiał sporo przemyśleć. Zwłaszcze, że dowiedział się, że jest ojcem nie dwóch, a trzech (sic!) dziewczynek, z czego o jedną zapowiadała się spora batalia. I powiedzmy sobie szczerze, nawet jeśli nie zdawał sobie z tego sprawy, to chyba trochę potrzebował teraz towarzystwa Gemmy. - No przecież po to przyjechałem, to ty stroisz fochy, Gem - no i poleciał w jej stronę ten czarujący marvelowski uśmieszek firmowy numer siedem.
[Profil]
  MULTI: Gina, Freddie, Willow, Caden
 
Gemma Sullivan


Mieszka w
flamingo motel


w sercu ma zemstę

a w kieszeniach skradzione pieniądze

W Berrylane od kilku miesięcy

gemma

sullivan

Wysłany: 2019-09-11, 12:57   
  
"
You're like coming up for fresh air. Like I was drowning, and you saved me.

  
 29 y.o.

  
 178 cm

  

  

  

  

  

  


Bardzo starała się teraz nie uśmiechnąć, choć było to naprawdę trudne. Trochę ją jednak bawił, zwłaszcza gdy na swój sposób interpretował jej słowa. No, poza tym trochę w tym prawdy było. Gemma lubiła zadbanych mężczyzn, którzy wyjątkowo prezentowali się pod krawatem. Pewnie dlatego, że w dzieciństwie dorastała z całkiem innym obrazkiem i usilnie chciała od tego uciec. - Najbardziej doceniasz go ty. - skomentowała, uśmiechając się rozbrajająco. Nie zamierzała obsypywać go komplementami, gdy ten już i tak wystarczająco zadzierał nosa. W pewien sposób było to pociągające. Facet okazujący dość twardo swoje zdanie i trzymający się tego. Lubiła jednak od czasu do czasu pokazać rogi i tego nosa mu utrzeć. Nigdy nie robiła tego do przesady, bo chyba jakby uraziła dumę Jaspera Marvela to pewnie tak chętnie by tu nie przyjeżdżał dzisiaj, czy w ogóle. Najwyraźniej jemu też musiało się to podobać.
- Nie tak szybko... - zaznaczyła sobie, gdy mężczyzna zaoferował swoją propozycję. Uniosła jedną brew do góry. - Najpierw postaraj się o to dobre śniadanie. Potem może wrócimy do tych twoich myśli. Powiedzmy, że... może trochę mnie zaciekawiłeś. - uśmiechnęła się zawadiacko i przez jakiś czas tak go sobie obserwowała. Przewróciła jednak za chwilę oczami, gdy ten obrócił to wszystko przeciwko niej. - Wolę uznać, że boisz się ze mną przegrać. - puściła mu oczko. Mimo wszystko trochę ugrał tym czarującym uśmiechem, więc pokonała już tą dzielącą ich odległość i pewnie nawet pocałowała, bo miała na to właśnie ochotę teraz. A potem wsiadła już do tego jego nieszczęsnego samochodu i pojechali zjeść to śniadanie. A potem kontynuowali pertraktacje heh.

/zt <33
_________________
[Profil]
  MÓW MI: kotleciku
MULTI: raine i reszta
 
Gal Ellington


Mieszka w
auburn pine houses


szyje i zarządza interesem jak zawodowiec

a życie jakoś płynie

W Berrylane zawsze była i będzie

Galia

Ellington

Wysłany: 2019-11-24, 23:55   
  
"
-

  
 29 y.o.

  
 168 cm

  

  

  

  

  

  


#45 lewa stylówka

Dla bardzo wielu osób zwierzęta są jak dzieci... i Gal nie była wyjątkiem. Jej pies i kot to były jej małe bobo dwa, najukochańsze, które siedziały obok niej od wielu lat, czy się działo dobrze, czy źle. Jej kot, który miał już dobre kilkanaście lat i był małym staruszkiem, emerytem, był z nią odkąd miała ledwo kilkanaście lat, pomógł sobie poradzić ze stratą mamy, z wkroczeniem w dorosłe życiem i z wieloma życiowymi zmianami. Garry był młodszym pieskiem, on miał dopiero kilka lat, jeszcze był głupiutki i śmieszniutki. A jednak to on został w domu, kiedy złodzieje włamali się do ich domu w Halloween. Nie wiedziała co prawda czy powinna nazywać ich złodziejami, może raczej po prostu włamywaczami, skoro się do domu tylko włamali, zrobili bałagan i nic nie zrobili... ale w sumie nie wiedziała, czy nie ukradli jej kota, więc nigdy nie wiesz! A Church wciąż był zaginiony, już drugi tydzień, mimo jej ogłoszeń w mediach społecznościowych, mimo ulotek rozwieszonych po całym Berrylane, mimo miliona spacerów i wołania jej kochanego, starego rudzielca. Wciąż nie wiedziała gdzie on jest. Więc i dzisiaj wzięła psa na smycz, założyła kalosze i w chłodne popołudnie, po tym jak wróciła z pracy, poszła na kolejny ze spacerów, wgłąb lasu, nawołując na zmianę imię kota i 'kici kici'. No ale jak widać, nie znalazła go, a co gorsza, totalnie nie wiedziała gdzie w tym wszystkim zawędrowała! Rozglądała się, kompletnie zagubiona, w końcu decydując się wejść na górę, złapać zasięg i no... jakoś się odnaleźć, w końcu noc tak strasznie szybko zapada, nie ma co ryzykować! - Chuuuurchil, kici kiciiiiiii, gdzie jeeeeeesteś? - zawołała, swoim zachrypniętym głosem i właśnie wtedy jej noga omsknęła się na śliskim kamieni i poleciała na kolana, a potem sturlała się w dół zbocza, puszczając smycz. Nie jakoś super daleko, zaledwie kilka metrów, ale wystarczyło żeby zabolało ją wszystko i zakręciło się w głowie! - A niech to jasna cholibka - rzuciła, z jękiem, w języku Hagrida (i tak nie przeklinała inaczej i podniosła się - Gaaaz? - zawołała swojego psa, ale on nie był obok niej, tylko kilka metrów dalej, wesoło merdając i szczekając na jakąś kobietę.
_________________
[Profil]
  MULTI: joey, wolf, scott, elfred, nora, perry, callie, maia, ada, finley, briony
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  
Strona wygenerowana w 0,11 sekundy. Zapytań do SQL: 7