menu


Poprzedni temat «» Następny temat
Kove Bros. Hardware
Autor Wiadomość
maxinne flanagan


Mieszka w
white flower valley


critical error

trzyma jaszczurki z dala od pierdla

W Berrylane od zawsze

maxinne

flanagan

Wysłany: 2018-05-01, 21:43   
  
"
But there is this sadness... and I don't know where it comes from

  
 34 y.o.

  
 159 cm

  

  

  

  

  

  


Młotki były bardziej podręczne niż siekiery, nie? Poza tym siekiery to zawsze kojarzyły się z jakimś seryjnym mordercą typu Huntsman albo nie wiem. A młotek? No młotek to inna zupełnie sprawa. Poza tym jego funkcjonalność miała skończyć się na przybyciu gwoździa do ściany i powieszenia obrazu. Tyle. Pewnie zaraz potem młotek się gdzieś zgubi, zawieruszy i pochłonie go wszechobecny bałagan w przyczepie Max. Swoją drogą to całkiem zabawne, że chciała zadbać o wystrój przyczepy, wieszając ten przeklęty obraz, który dostała w prezencie. No ale to, że mieszkała w przyczepie nie oznaczało, że nie mogła sobie pozwolić na upiększenie jej. Nawet i jednym obrazem. Odwzajemniła więc uśmiech, ten uśmiech przez który niegdyś miękły jej kolana. Teraz jakby trochę mniej, ale to pewnie przez to, że sporo się wydarzyło od czasu ich zerwania. Co nie oznaczało oczywiście, że nie zwróciła uwagi na to jak się prezentował. Nie była ślepa. - Z tego co pamiętam to nie tylko oglądać? - no a co, skoro on sobie tak bez pardonu wychodził na cwaniaczka to czemu i ona nie mogła?
- Ich serca najmniej mnie obchodzą. - parsknęła śmiechem, przerzucając sobie młotek z jednej dłoni w drugą. Żonglerka się znalazła. Nawet nie wzięła pod uwagę tego, że gdy mówił o sercu to mógłby mieć na myśli własne! Przecież to było tak dawno temu. Pewnie nawet nie do końca pamiętała jak to wyszło, że się rozstali. Cipa z niej, co? - Skąd pewność, że dlatego ci się przyglądam? Może masz coś na zębach? - przechyliła głowę w bok, posyłając mu przy tym cwaniacki uśmieszek. No nie będzie mu tutaj już na wstępie komplementów rzucać. Wiedziała, że to tylko by mu podniosło ego, a faceci już i tak mieli z tym spory problem! Trzeba ich sprowadzać na ziemię. Poza tym Henry doskonale zdawał sobie sprawę z tego jak dobrze wygląda.
- Chcę przybić gwoździa do ściany. Tak serio. - wyjaśniła, bo skoro potwierdził, że się na tym zna i że wiedział ile jest rodzajów młotków to mogła skorzystać z jego pomocy i jego wiedzy. Którą pod tym względem ją przewyższał! Niech się więc na coś przyda. Choć pewnie to było trochę absurdalne, stała przy tych młotkach tyle czasu a chodziło o przybicie głupiego gwoździa. - Co tu robisz, Henry? - początkowo olała pytanie o jej życie. Pytała, bo jakoś tak.. miała wrażenie, że jemu się jakoś tak stosunkowo życie dobrze ułożyło i nie miałby powodu, by tutaj wrócić. - Taaa, jestem już po dwóch rozwodach i mam czwórkę dzieci. Każde ma innego ojca, co pewnie będą mi wypominać na łożu śmierci. Ale wiesz, cały czas istnieje szansa, że je przeżyję. - uśmiechnęła się pięknie na sam koniec.
_________________
[Profil]
  MÓW MI: kotlecie
MULTI: raine i reszta
 
Henry Melbourne


Wysłany: 2018-05-02, 00:48   

W sumie to zależy. Bo młotek to jednak miał tą część do wbijania, a drugą było takie coś trochę do podważania, czasem fajnie wyprofilowane pod gwoździe, które znalazły się tam gdzie nie powinny, a czasem sam taki dziubek, który też coś jednak podważyć może. Albo były takie do wbijania z dwóch stron, też się zdarzały. A siekiera też mogła i wbijać, tą jedną stroną, i rąbać na pół drugą, ale wtedy nie można się walnąć w czoło wbijając gwóźdź, bo to skończy się tragicznie. Więc, zależy jak leży i co kto potrzebuje. Ostatecznie młotki były chyba bezpieczniejsze, przytrzaśnięcie mniej krzywdy robi niż walnięcie się ostrą częścią siekiery. No, ile to o tych młotkach można pisać, a niby takie niepozorne, oczywiste narzędzia z nich były!
- Nie tylko. Wzięło cię na wspominki? Wracasz myślami do tej nocy na przyczepie, albo w namiocie, kiedy było tak zimno na dworze? - poruszył wesoło brwiami. Starał się żeby ich noce były niezapomniane, no ale... ostatecznie i tak chyba nie dość mocno, skoro Max postanowiła serce mu złamać. Przygryzł na moment dolną wargę, szybko te myśli od siebie odganiając. - Mówisz? Żadnego męża, gromadki dzieci do tej pory? - zaintrygowany zapytał, no ha, wygrał, on miał małżeństwo na koncie. Ale może lepiej jak nie będzie się tym chwalić akurat tutaj, nigdy nie wiadomo w końcu kto podsłuchuje i komu o tym powie.
- Nah, znam cię Max, znam to spojrzenie - uniósł wesoło brew. Poza tym wychodząc z domu się takie rzeczy sprawdza, pracował z klientami, inwestorami i architektami, musiał się dobrze prezentować. - To najlepiej weź jeden z tych. Nie są zbyt duże, więc dobrze wymierzysz jak go wbić żeby nie trafić w palec, a ta tylna strona dobrze działa do wyciągania gwoździ, jak jednak uznasz że to nie jest dobre miejsce dla niego - wskazał jej kilka modeli - jak dalej nie wiesz który, to zawsze możesz wylosować albo wybrać po kolorze uchwytu, nie będę się śmiał - obiecał, rękę nawet na sercu kładąc, żeby wiedziała że mówi prawdę.
- Wróciłem - przyznał szczerze - znudziło mi się siedzenie w wiecznie słonecznym LA, a w Seattle i Berrylane jest też co budować. Więc, wróciłem - podsumował i wzruszył ramionami, i tu zakończę, ok.
_________________
[Profil]
 
 
maxinne flanagan


Mieszka w
white flower valley


critical error

trzyma jaszczurki z dala od pierdla

W Berrylane od zawsze

maxinne

flanagan

Wysłany: 2018-05-03, 17:50   
  
"
But there is this sadness... and I don't know where it comes from

  
 34 y.o.

  
 159 cm

  

  

  

  

  

  


Powiem ci, że ja młotek miałam może ze trzy razy w łapie o ile to nie jest zawyżony wynik. Biorąc pod uwagę moje szczęście, najpewniej zrobiłabym nim krzywdę sobie i ludziom obok. Max na pewno radziła sobie z tym lepiej niż ja. Skoro bez problemu potrafiła robić jakieś sztuczki nożem, strzelać wybornie z broni palnej to na pewno taki niewinny młoteczek nie stanowił dla niej wyzwania. Poza tym ona była kobietą wystarczalną, nie będzie przecież prosić kogoś żeby jej wbił tego gwoździa w ścianę, kiedy mogła zrobić to sama.
- Skoro potrafisz przytoczyć konkretne przykłady to chyba ty żyjesz wspomnieniami, hm? - uniosła brew do góry. Trochę chciała go sprawdzić, trochę się z nim podrażnić. Jak to zwykle. Oczywiście, że pamiętała jak to było, gdy byli razem. Musiała przyznać, że początkowo nawet nie spodziewała się, że z Henryka taka pomysłowa bestia się wyłowi! Do dziś pamiętała ich szaloną wyprawę w góry, gdzie padło ogrzewanie i no cóż.. musieli jakoś wzajemnie się ocieplić. Pod pierzynką hehehe. - Choć sądziłam, że po tylu latach już pogodzisz się z tym, że lepszej nie będziesz mieć i zaakceptujesz stan rzeczy. - parsknęła śmiechem. Wiedziała, że Henry był tak trochę w siebie zapatrzony, chciała mu w tym więc dorównać! No i sory, ale ona była pewna, że lepszej nie znajdzie. Max Flanagan jest tylko jedna!
- O co ty mnie podejrzewasz, Melbourne? - spojrzała na niego zaintrygowana, bo w sumie to no.. wiedziała jaką ma opinię i że jest częścią gangu, ale jakby miała wybrać sobie jakąś broń to raczej wstrzeliłaby się w coś bardziej praktycznego jak młotek. Ale może? Może powinna to przemyśleć. O kupno młotka łatwiej niż o jakiś pistolecik. W każdym razie słuchała go, bo jego instrukcje okazały się na pewno bardziej przydatne niż to co wyczytała w internecie. - Ale nie widzę nigdzie różowego... - jęknęła niby podirytowana, po czym wzięła któryś z tych o których mówił Henry. Idealny. W sam raz na wbicie gwoździa i wciśniecie go do szuflady.
Parsknęła. Tak prześmiewczo maks. - Jasne. Znudziło ci się LA, więc postanowiłeś zajrzeć do tej dziury. Błagam. Ile my się znamy, co? - przewróciła oczami, bo ani trochę mu nie wierzyła, że to dlatego z powrotem znalazł się w Berrylane.
_________________
[Profil]
  MÓW MI: kotlecie
MULTI: raine i reszta
 
Henry Melbourne


Wysłany: 2018-05-06, 20:51   

Ale spamujesz, ale skoro tak, to powiem ci że jako dziecko lubiłam się bawić w takie właśnie wbijanki młotka w deseczkę, ale to był taki kjut mały młotek. I potem miałam już skille żeby z ziomkami budować bazę na drzewie, hehe. Więc wstyd że się nie nauczyłaś, nie umiałabyś potem nic zbudować i jedyną bazę jaką byś miała, to coś w krzakach pewnie.
- Z wami babami to podchwytliwe pytanie. Pewnie gdybym zapomniał że ze sobą spaliśmy to oberwałbym tym młotkiem - wzniósł oczy ku niebu, a no a przecież zbyt ładny był żeby mieć dziurę w czole! I jednak baby przewrażliwione są, zawsze trzeba uważać co się w ich obecności mówi, więc Henry miał przekichane, jak każdy przedstawiciel męskiej rasy.
- No nie wiem nie wiem, może zapomniałaś już wszystkie sztuczki i osiadłaś na laurach po tylu latach? - ze smutkiem głową pokiwał - to też jest dziedzina, w której się ciągle rozwijać trzeba, poznawać nowości - dodał, ręce rozkładając i zaraz potem zaśmiał się cicho pod nosem. Podpuszczał ją, zwykle nie uważał że pakowanie się w romansowe relacje z kimś, z kim się je już zakończyło jest dobrym pomysłem, zwłaszcza jeśli w przeszłości w grę wchodziły jakieś uczucia.
- Podobno niebezpieczna z Ciebie kobieta. Zdradź mi, zrobiłaś sobie w końcu jakiś tatuaż w tym klimacie? - uniósł brwi, bo wiedział że wiele osób właśnie takowe sobie sprawia kiedy przyłącza się do gangu. Nie żeby mu to przeszkadzało, niektóre tatuaże są w końcu bardzo seksowne. A inne... bardzo nie.
- O nie, w takim razie będziesz musiała sama pomalować rączkę - westchnął ze smutkiem, bo przecież do Max tak idealnie pasował różowy młoteczek, najlepiej jeszcze z wróżkami po bokach. Idealnie!
- Znamy się... już dość sporo, wiesz że nigdy nie miałem pamięci do dat. Ale co, nie mów że nie ma tutaj nic do roboty, hm? - zmrużył delikatnie oczy, pytająco.
_________________
[Profil]
 
 
maxinne flanagan


Mieszka w
white flower valley


critical error

trzyma jaszczurki z dala od pierdla

W Berrylane od zawsze

maxinne

flanagan

Wysłany: 2018-05-12, 19:59   
  
"
But there is this sadness... and I don't know where it comes from

  
 34 y.o.

  
 159 cm

  

  

  

  

  

  


- Zawsze istnieje takie ryzyko. - skrzyżowała ręce na klatce piersiowej, przyglądając mu się zapewne z tlącymi się ognikami w oczach. No i bardzo się nie myliła, gdy to mówiła. Max bywała nieobliczalna. Zwłaszcza, gdy ktoś miał w planach konkretnie ją podjudzać, a postawa, którą przejawiał w tej chwili Henry zdecydowanie mogła zadziałać jako zapalnik. Ale może nie wypadało strzelać w niego piorunami i innymi super mocami, gdy znajdowali się w miejscu publicznym. Choć znajdujące się tu narzędzia na pewno nie ułatwiały sprawy. Wręcz wołały do Max, aby sprawdziła z jaką prędkością taki młotek na przykład wbije się mu w głowę. - O moje rozwijanie umiejętności w tej jak i innych dziedzinach martwić się nie musisz. - no ona też mogła przejawiać znikome objawy skromności tak jak i jej rozmówca. Nic dziwnego, że nie dali rady utrzymać tego związku, skoro znalazło się dwóch skromnisiów, tworząc układ pewnie wybuchowy. Ale najważniejsze to nie chować urazy, nie? Znaczy bardziej żeby on nie chował urazy, bo to w końcu ona z nim zerwała. Nieświadoma tego, że może rzeczywiście mu tym jakąś przykrość sprawić. Pewnie miała w sobie coś z socjopatki, bo czasem trudno jej było odróżniać emocje innych ludzi i to, że jej zachowanie może działać na nich krzywdząco.
Uniosła brew do góry. - Podobno? Henry, niewiele się zmieniło od czasu, gdy rozmawialiśmy po raz ostatni. - uśmiechnęła się zawadiacko, tym samym chcąc pokazać, że to żadne podobno. Potrafiła być niebezpieczna. Zwłaszcza, gdy walczyła o rodzinę czy no ogólnie gang. - A tatuaż mam i wydaje mi się, że nawet byłeś jednym z pierwszych osób, które go widziały. - a może to był ktoś inny? No w sumie Max zrobiła go w wieku szesnastu lat chyba, bo tak sobie usrała wtedy, że będzie mieć tatuaż i koniec kropka. Po dzień dzisiejszy jej łopatkę zdobiła piękna jaszczureczka. - Zależy co cię kręci. - wzruszyła ramionami. - Ale zapraszam do rodzinnego kasyna. Teraz przynajmniej nie musiałbyś się tam nielegalnie wkradać. - w sumie to nie wiem czy to kasyno funkcjonowało jak oni byli młodymi wypierdkami, no ale eh.
_________________
[Profil]
  MÓW MI: kotlecie
MULTI: raine i reszta
 
Henry Melbourne


Wysłany: 2018-05-13, 13:44   

- A bez ryzyka nie ma zabawy? - wesoło zapytał, uznając że widok Max z takim młotkiem może być całkiem seksowny. Tak, młotkiem wymierzonym z niego - wiedziałem że nie chodzi tylko o przybicie sobie obrazka - rzucił pod nosem, no trochę szkoda że mu tak paskudnie złamała serce, była naprawdę interesującą kobietą! No ale, nie miał się co podłamywać, tego kwiatu jest pół światu, nawet jeśli większość z nich gorzej prezentowała się z młotkiem w ręce.
- Ta, a przekonamy się? - rzucił, z łobuzerskim uśmiechem, ale nie ruszył się ani o krok w jej stronę, w pełni świadomy że póki co to były tylko takie żarty i żarciki. Wiedział że jeśli Max sobie kogoś do łóżka nie upatrzyła, to nie jest tak łatwo ją tam zaciągnąć i właśnie to w niej lubił. I tak, ona była wyzwaniem i samicą alfa, on też, to nie mogło się udać na dłuższą metę. Ale krótką...
- Cieszy mnie to. Trochę byłbym rozczarowany gdybym zastał cię jako starą pannę z siedmioma kotami - wyjaśnił, no chyba że to byłyby prawdziwe tygrysy, wtedy trochę inna sytuacja. - Ten pamiętam doskonale. A jakieś nowe chcesz mi pokazać? - zaintrygowany zapytał, no i w sumie coś tam jeszcze sobie pogadali o tym jej kasynie, o tym że na pewno wpadnie i zagrają sobie o coś interesującego, bo przecież gra na pieniądze jest taka nudna, przewidywalna i pospolita, Coś o jej pracy mogli pogadać, o tym jaki się z niej zadziorny prawnik zrobił, on też coś powiedział o tym czym tam się zajmuje, no i rozeszli się w swoją stronę, obiecując kolejne spotkanie, a prawdę mówiąc Henry trochę podejrzewał że okazja pojawi się szybciej niż im się wydaje. Tak to bywa w życiu, hehs.

/zt x2 <3
_________________
[Profil]
 
 
Colter Faraday


Mieszka w
white log mews


nikogo już nie lubi

i nic już nie robi

W Berrylane od trzech lat

Colter

Faraday

Wysłany: 2019-08-07, 19:34   
  
"
I have a bad feeling about this

  
 34 y.o.

  
 183 cm

  

  

  

  

  

  


53

Bywają w życiu takie relacje, których za nic w świecie nie chce się kończyć - a przynajmniej przez tę jedną, szczególną chwilę, są nieodzowną częścią człowieka. Ich możliwe zakończenie, czy nawet ostateczne zapomnienie, wydaje się czymś zupełnie niemożliwym, a czasem też absurdalnym. A jednak gdy już dochodzi do tego momentu, gdy człowiek zmuszony jest odejść i rozpocząć osobne życie, z dala od tej jednej konkretnej osoby, wydaje mu się, że ta znajomość nigdy nie miała miejsca. Z jednej strony jest to zabawne i udowadnia, jak silny jest ludzki egoizm, z drugiej zaś wskazuje, że pewne rzeczy są nieuchronne. Colter nigdy nie zastanawiał się nad istotą tego zagadnienia, a jedyną postacią w jego życiu, której utraty się obawiał, był jego pies. Kpina dla jednych, zrozumienie dla drugich - miał to gdzieś. Przez te wszystkie lata zdążył się po prostu zdystansować i zapomnieć o tym, że owszem, do kilku osób czy miejsc był dość mocno przywiązany. Kiedyś jednak na pewno była to rodzina (i metaforyczne zakończenie życia, bo ubzdurał sobie, że musi z Berry wyjechać), potem przyjaciele z Nowego Jorku, Maya Belfrey (i jego pierwszy, poważny związek), potem kilka innych kobiet. W tym Perry, choć mimo całej sympatii do niej, nigdy nie traktował jej tak, jak powinien. Może wcale nie chodziło o to, że nie przepadał za jej towarzystwem, a to, że czuł się przy niej niekomfortowo? Nie przywykł przecież do tego, że ktokolwiek interesuje się jego losem i w pozytywny sposób podchodzi do tego, kim jest. Tak jak i nie potrafił docenić prób pomocy, którą od niej otrzymał przecież często. Mimo więc, że w pewnym stopniu czuł, że jest ona w jego życiu kluczową postacią, ostatecznie samodzielnie doprowadził do rozpadu tej znajomości. Nie płakał nigdy nad tym, a czasem zachowywał się dość skandalicznie - na przykład wtedy, gdy z Bookerem nie wspominali jej w superlatywach. Nawet jeśli były to niewinne żarty, Cole poczuł się dość głupio, gdy wśród klientów sklepu, dostrzegł Perry. Zupełnie tak, jakby nagle miała mu wytknąć tamte słowa, chociaż nigdy ich przecież nie usłyszała. Nie zamierzał nawet do niej podchodzić, nie tylko przez wzgląd na spore pokłady zażenowania. Obawiał się przede wszystkim tego, że Bejbi by się to spotkanie nie spodobało. Do zwykłej rozmowy dopowiedziałaby sobie kilka nieprawdziwych elementów i bam, kłótnia gotowa. Kolejna. Gdy blondynka jednak napotkała jego spojrzenie, za późno było na to, żeby się wycofać - uśmiechnął się lekko, po czym ruszył w jej kierunku. Podczas gdy on zmienił się dość mocno od ostatniego ich spotkania, ona wyglądała cały czas tak samo. A może lepiej? Wolał się nad tym nie rozwodzić, bo znów poczułby się tak, jakby robił coś złego. - Remont? - zapytał dość beztrosko, przenosząc wzrok na trzymany i oglądany przez nią młotek (lub coś innego, jak chcesz, co nie). Naturalnie, że Cole nie potrafił rozpocząć rozmowy w inny sposób - jak na kogoś, kto brał na siebie wszelką winę, był niezwykle kiepski w przepraszaniu.
  
[Profil]
  MÓW MI: Maja
MULTI: Darcy, Elio, Floyd, James, Remus, Rue, Theo
 
Perry Shumway


Mieszka w
fallen cloud


nie wiem jak z moim sercem ale

sprawdzę jak tam Twój wzrok

W Berrylane zawsze i na zawsze

perry

shumway

Wysłany: 2019-08-15, 14:31   
  
"
-

  
 32 y.o.

  
 170 cm

  

  

  

  

  

  


#41

Perry musiałaby przyznać, że ostatnimi dniami, a właściwie tygodniami, nie myślała zbyt wiele o Colterze. Myślała o nim po ich rozmowie, potem wracał ciągle w jej głowie jego obraz. To nie to że za nim tęskniła, martwiła się o niego. Wyglądał... źle. Bardzo źle. A jak usłyszała o jego mamie, podejrzewała, że wygląda jeszcze gorzej. Była na pogrzebie, chociaż nie podchodziła do niego z kondolencjami, przeczuwała, że tego nie chciał. Podejrzewała, że zna go dość dobrze, w końcu ile to już lat się znali? Jak stuknie jej czterdziestka i wciąż będą znajomość utrzymywać, będzie mogła powiedzieć, że zna go połowę swojego życia. Znała Coltera z przeszłości, a teraz poznawała Coltera, który wiele przeszedł, nawet jeśli niewiele jej zdradził. Czy ona była lepsza? Nie otwierała żadnego kółeczka zwierzeń, z misiem w ręce. Nie była święta w tym wszystkim. Może nawet gdzieś po drodze też go skrzywdziła, nawet nieświadomie i miał do niej żal, który gdzieś tam siedział? Albo po prostu wolał żeby była tylko jego, nie w tym romantycznym sensie oczywiście, czy w sensie jakiejś wielkiej miłości. Żadna przyjaciółka nie lubi wiedzieć, że sypiała z tym samym facetem co jej psiapsia, chyba nawet żadna sąsiadka nie chciałaby tego samego. Może i by się inaczej w tym wszystkim zachowała, gdyby była świadoma ich relacji, ale nie była. On był świadomy i Booker był świadomy. Ona mogła co najwyżej być świadoma, że potrzebowała tego zejścia się chwilowego z Colterem, żeby zamknąć tamten rozdział i pójść do przodu. I kto wie, może kiedyś jako dziadki będą siedzieć na werandzie jakiegoś domu starców i o tym rozmawiać? Kto wie! Póki co jej własna weranda wymagała małej naprawy, dlatego przyjechała kupić deski i nowy młotek, bo stary zaginął. Zastanawiała się właśnie nad rozmiarem, kiedy poczuła na sobie czyjś wzrok, więc się rozejrzała, z zaciekawieniem. No i proszę, kogo zobaczyła. Przez moment patrzyła na niego z lekkim zaskoczeniem, dopóki nie uniosła lekko jednego kącika ust. - Tak, można tak powiedzieć - przyznała, lekko kiwając głową - który młotek najlepiej wybrać? Większy lepszy, czy... mniejszy? - zapytała, wskazują na młotki i mrużąc lekko oczy. W końcu facet, nie, powinien się znać na rozmiarach! - Dobrze wyglądasz - dodała, jak się znalazł bliżej, znów wzrok na niego przenosząc. - Co słychać? - zapytała, uznając że to nie czas na kondolencje czy pytania wprost o jego rodzinę. Delikatne podejście, ot co. Specjalność Shumway.
_________________
[Profil]
  MÓW MI: pyrka
MULTI: wolf, elf, scott, joey, gal, finley, briony, ada, leanne, maia, callie, nora
 
Colter Faraday


Mieszka w
white log mews


nikogo już nie lubi

i nic już nie robi

W Berrylane od trzech lat

Colter

Faraday

Wysłany: 2019-09-05, 16:47   
  
"
I have a bad feeling about this

  
 34 y.o.

  
 183 cm

  

  

  

  

  

  


Trzeba przyznać, że Colter dość mocno gubił się w relacjach z innymi, a nauczenie się interpretowania niektórych zachowań wciąż sprawiało mu nie lada problem. W pracy mimo wszystko było inaczej, mieli do tego podręczniki, mieli wzorce - dzięki temu analizowanie kolejnych ruchów przestępców, wychodziło mu dość dobrze. Realne życie wyglądało jednak inaczej, wiązało się też z zupełnie innymi sferami i cóż, w tej kwestii Faraday naprawdę wymiękał. Było to zapewne związane z tym, że nikt go nigdy nie zdążył tego wszystkiego nauczyć, bo przecież najważniejsze etapy życia spędził tuż obok ojca. Ojca, który nie zwracał uwagi na to, jak poprawnie wychować dziecko, bo założenie, że samo powinno sobie ze wszystkim radzić, kompletnie mu wystarczało. Pewnie gdyby sprawy potoczyły się wtedy inaczej, dzisiaj Colter nie tylko utrzymywałby stały kontakt z Perry, ale i doceniałby to, że przy nim jest. I raczej śmiało nazywałby ją swoją przyjaciółką, nie szukając niepotrzebnych komplikacji w tym, że kiedyś bywali blisko siebie. Może nawet zaufałby jej na tyle, by faktycznie zrzucić z siebie wszystkie swoje problemy? To zdecydowanie byłoby mu potrzebne, bo zamiast wygadać się komuś, dusił w sobie coraz więcej. I raczej nie mogło się to skończyć dobrze.
- To zależy w sumie od tego, co planujesz z nim zrobić - powiedział z lekkim uśmiechem, przyglądając się oglądanym przez nią modelom. Kilka wziął do ręki, by wybadać ich wagę i poręczność, a potem podał jej jeden, według niego najlepszy. - Jeśli nie chodzi skomplikowane prace, ten będzie całkiem dobry - polecił jej, bo jednak znał się na tym całkiem nieźle. Tym bardziej, że sam niedawno musiał sobie podobny kupić. Trochę go zaskoczyła kolejnym zdaniem, ale i tak w odpowiedzi się uśmiechnął, trochę śmielej, niż dotychczas. Doskonale wiedział o tym, że dobrze nie wygląda, bo miał przecież lustro w domu. No i miał Baby, która mu powtarzała, że powinien zadbać o siebie bardziej, czy raczej o sposób, w jaki żyje. - Ty też - dodał, nie kłamiąc przy tym wcale. Ona w przeciwieństwie do niego, wyglądała naprawdę dobrze. - Co u Willow? - zapytał, nim zdążył to pytanie przemyśleć. Ale hej, chyba nie było w tym nic złego, nie? Na jej pytanie za to wzruszył ramionami, nie wiedząc, jak odpowiedzieć. Dość sporo zmian zaszło w jego życiu, odkąd widzieli się po raz ostatni... A do tego kultura wymaga, by podczas takich przelotnych spotkań nie uskarżać się na swoje kiepskie życie, tak więc Faraday uznał, że trzymać się będzie wersji pod tytułem "mam przezajebiste życie, dziękuje bardzo". - No wiesz... Kupiłem dom, a niedługo wyprowadzam się na jakiś czas do Nowego Jorku - powiedział, jakoś tak mimo wszystko bez przekonania, że to dobre rzeczy. A to śmieszne, może trochę głupie, bo każdy na jego miejscu czerpałby przyjemność z tego, że pochwalić się może takimi zmianami w życiu.
[Profil]
  MÓW MI: Maja
MULTI: Darcy, Elio, Floyd, James, Remus, Rue, Theo
 
Perry Shumway


Mieszka w
fallen cloud


nie wiem jak z moim sercem ale

sprawdzę jak tam Twój wzrok

W Berrylane zawsze i na zawsze

perry

shumway

Wysłany: 2019-09-21, 15:03   
  
"
-

  
 32 y.o.

  
 170 cm

  

  

  

  

  

  


Perry to by chyba wolała, żeby jej nie analizował na podstawie tego czego się nauczył w pracy. Ani jako podejrzanego ani jako świadka. Tak w sumie to niespecjalnie przepadała za osobami, które zawsze kierowały się jakimś wzorem zachowań, ustalone schematy przy randkach z kobietami, na przykład, od razu jej sugerowały, że trzeba się ewakuować, bo najwyraźniej facet jest super leniwy i wydaje mu się, że na każdego człowieka istnieje jakaś instrukcja obsługi. A przecież nie o to chodziło w relacjach, w związkach czy nawet w przyjaźniach. Co w sumie nie jest aż takie łatwe, kiedy się na kolejnych osobach w życiu zawiodło, bo potem ma się uraz i człowiek po prostu nie chce się otwierać. I w sumie, Perry wiedziała na tyle dużo o Colterze, że mogła się trochę domyślać co go gryzie, ale wiedziała też, że jeśli sam nie będzie chciał jej powiedzieć o tym co się tam w nim kotłuje, to żadne jej pytania, prośby i zachęty nic nie pomogą. I wcale nie oczekiwała od niego czegoś więcej niż tylko przyjaźni, akurat to wydawało jej się całkiem jasne w ich relacji. I gdyby nie wdali się w tamten krótki romans po jego powrocie do Berrylane, to pewnie by tego nie wiedziała.
- Ten młotek musi wyruszyć ze mną na ważną misję transformacji dziurawych desek na werandzie, w werandę tych dziur pozbawioną - wyjaśniła, z lekkim rozbawieniem, mrużąc delikatnie oczy w trakcie formułowania tego określenia. Bardzo poważna misja.
- Skomplikowane prace w moim domu należą do zadań dla fachowców, nie pakuje się w nic, co mnie przerasta. Chociaż praaaawie sama zbudowałam domek na drzewie. Okej, z niewielką pomocą - przyznała, wzruszając lekko ramionami.. I się trzymał, przetrwał pierwsze lato, kto wie ile jeszcze. Blondynka była z siebie dumna. - Dzięki - wzięła młotek, bo nie sądziła, że zna się na majsterkowaniu lepiej od niego. Chociaż znała się na pewno lepiej od niejednej kobiety, samotne macierzyństwo do tego po prostu zmuszało. Była specem od składania mebli z IKEA.
- W porządku, chodzi już do szkoły, kolejny rok i powoli zaczynają się poważniejsze sprawy niż tylko powtarzanie szlaczków, uczenie się liter i cyfr. Dodawanie, odejmowanie, już ją widzę piszącą SAT - przyznała, z lekkim rozbawieniem. Nie miała problemu z rozmawianiem z nim o córce, chociaż pewnie nie spędził z nią zbyt wiele czasu. Może wtedy, kiedy dostawała pogróżki, ale tak to raczej oddzielała facetów, których widywała nago od swojej córki. Nie chciała mieszać jej w głowie.
- Nowy Jork? Brzmi fajnie, praca cię tam wyciąga? - zapytała, zaciekawiona, przesuwając się nieco w bok, żeby dobrać jeszcze zestaw gwoździ do tego młotka. Wybrała długie, przypominające te, które znajdowały się w deskach jej werandy - a dom będziesz wynajmować przez ten czas? - zapytała, zaciekawiona, trochę zastanawiając się czy powinna zaproponować wspólny lunch czy jednak nie.
_________________
[Profil]
  MÓW MI: pyrka
MULTI: wolf, elf, scott, joey, gal, finley, briony, ada, leanne, maia, callie, nora
 
Colter Faraday


Mieszka w
white log mews


nikogo już nie lubi

i nic już nie robi

W Berrylane od trzech lat

Colter

Faraday

Wysłany: 2019-10-04, 15:45   
  
"
I have a bad feeling about this

  
 34 y.o.

  
 183 cm

  

  

  

  

  

  


- Okej, brzmi to bardzo konkretnie - stwierdził z uśmiechem, a choć nie brzmiało to jak coś stricte poważnego, to mimo wszystko nasuwało na myśl wyobrażenia o faktycznie ciężkiej misji. Pewnie w innym momencie życia, lub choćby bez dość przesadnie zazdrosnej dziewczyny przy boku, zaoferowałby jej swoją pomoc. Nie należał co prawda do grona tych facetów, którzy posądzają płeć przeciwną o brak zdolności jakichkolwiek, ale skoro miał za sobą już kilka mniejszych i większych remontów, mógłby się okazać pomocny. Mogłoby to zapewne też posłużyć jako wymówka do tego, by się z nią spotkać na luzie, po tych wszystkich dniach omijania się i dziecinnego dość zachowywania się. Cole naprawdę Perry cenił, może też czasem potrzebował - taka neutralna rozmowa o niczym i wspólne napicie się piwa co prawda ciężko byłoby przyrównać do sesji terapeutycznej, ale Shumway niekiedy potrafiła przecież wyciągnąć z niego to, co ten wolał przed całym światem ukrywać. Więc kto wie, może wyżaliłby się, a dzięki jej opiniom w niektórych kwestiach nabrałby też dystansu? Wolał jednak nie ryzykować. Ktoś zapewne by przyuważył ich razem, a skoro świat rządzi się absurdalnymi regułami, Baby dowiedziałaby się o ich spotkaniu od osoby trzeciej. I od siebie sama by wiele dodała, bo już samo to, że Colter przybył do znanej jej blondynki, pobudziłoby jej wyobraźnię i swobodnie mogłaby mu zarzucić, że ją zdradza.
- Ooo, gratulacje. Pewnie ma te wszystkie super dodatki, o których kiedyś człowiek tylko marzył, co? - powiedział więc, choć do ostatniej sekundy zastanawiał się, czy wproszenie się do niej byłoby naprawdę tak bardzo złym pomysłem. Co zaś tyczy się tych super dodatków, to naturalnie chodziło o te elementy, których jako dziecko, nie potrafiło się zbudować. Jasne, wyłożenie kilku krzywych desek z pomocą któregoś z ojców zagwarantowało dość niezły fort na czas dziecięcych przygód, ale dodanie to tego fragmentów wyjętych z najlepszego placu zabaw, graniczyło z cudem. Na słowa o córce uśmiechnął się i pokiwał głową. Niewiele mógł w tej sprawie powiedzieć, bo nie miał przecież pojęcia, jak to jest. I przy dobrych wiatrach, miał się nigdy nie dowiedzieć - bycie ojcem wciąż pozostawało dla niego jednym z najgorszych życiowych koszmarów. - Tak... Praca i studia mojej dziewczyny - odpowiedział, chociaż akurat kwestia jego pracy była w tym wszystkim najmniej ważna. Coś tam sobie załatwił z pomocą kumpla, ale jakoś bardzo się nie przywiązał do koncepcji jakiejś konkretnej posady. - Jeśli uda mi się skończyć remont, to tak - pokiwał głową, bo początkowo właśnie to planował. - Okazuje się jednak, że jest tam znacznie więcej problemów i może jednak nie starczyć na to czasu teraz - dodał, bo niestety wszystko wskazywało na to, że faktycznie nim w domu będzie można zamieszkać, minie trochę czasu. Cole i tak był z siebie dumny - co prawda przez to, że zaklepał już fajne mieszkanie w centrum Nowego Jorku, a resztę pieniędzy przeznaczał na remont, musiał mieszkać teraz w domu rodzinnym Audrey, ale... Hej, taka jest dorosłość. Nie da się dostać gwiazdki z nieba bez poświęceń i chwilowych kompromisów, nie?
  
[Profil]
  MÓW MI: Maja
MULTI: Darcy, Elio, Floyd, James, Remus, Rue, Theo
 
Perry Shumway


Mieszka w
fallen cloud


nie wiem jak z moim sercem ale

sprawdzę jak tam Twój wzrok

W Berrylane zawsze i na zawsze

perry

shumway

Wysłany: 2019-10-19, 17:21   
  
"
-

  
 32 y.o.

  
 170 cm

  

  

  

  

  

  


Profesjonalnego słownictwa Perry i tak nie znała, więc musiała sobie jakoś radzić. No i jednak weranda byłaby niebezpieczna tylko jeśli by miała jakąś dużą przestrzeń pod nią, a nie miała. W ogóle jej domek był całkiem przyjazny, otwarty i gościnny, zupełnie tak jak Perry, heh. I tak samo trzeba było o niego dbać, żeby się nie sypał i nie zawalił nikomu na głowę. Okej, z ostatnią metaforą trochę mnie poniosło, ale mniejsza. Z remontami jest tak, że czasem druga para rąk po prostu się przydaje, nie ma tutaj żadnej dyskryminacji. Druga para rąk może podać potrzebne narzędzie, sprawdzić coś z dystansu czy po prostu, coś przytrzymać, kiedy tego wymaga sytuacja I Perry nie miała nic przeciwko spotkaniu z Colterem, czy pod jakimś pretekstem czy bez niego, chociaż nie mówiła o tym na głos, miała nadzieje że wie, że jest u niej zawsze mile widziany. Jak przestanie, to to mu na pewno wyraźnie powie.
- O kurcze, teraz nie wiem czy tak czy nie, każdy przez wymarzone dodatki rozumie co innego. Musisz sam sprawdzić czy jestem 'cool' mamuśką, czy jednak trochę lamerską - przyznała, śmiejąc się cicho i wzruszając zaraz potem lekko ramionami. Można powiedzieć że to ta jej super moc jej podpowiadała, że Colter po prostu potrzebował takiego zapewnienia, że jest tam mile widziany.
- To daleko je sobie wybrała... i brzmi jak dłuższa przerwa od Berrylane. Nie będziesz tęsknić? - zapytała, bo w sumie dopiero co wrócił. A może nie tak dopiero? Czas płynął o wiele szybciej niż człowiekowi się wydawało.
- Dom to wieczna inwestycja, skoro wyjeżdżasz i nie chcesz tutaj ciągle wracać, to i tak powinieneś sobie znaleźć jakiegoś przyjaciela złotą-rączkę, do doglądania interesu. A lokatorzy się znajdą i tak, w porównaniu do przyczep czy pensjonatu nawet dom z przeciekającym dachem będzie lepszy - przyznała, bo jednak więcej przestrzeni, prywatności, łazienka w której zmieści się człowiek bez problemu... no same plusy! I w sumie to kupiła to co kupić miała i poszli na kawkę, bo czemu nie, kawę każdy czasem wypić musi, a przy okazji można obgadać sprawy domów, remontów i najlepszego sposobu na przekonanie lokatorów, że ten dom to świetna sprawa, czy coś skrzypi, czy woda nie leci ciepła, czy no coś tam jeszcze. Ot co.

/zt x2 <3
_________________
[Profil]
  MÓW MI: pyrka
MULTI: wolf, elf, scott, joey, gal, finley, briony, ada, leanne, maia, callie, nora
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  
Strona wygenerowana w 0,12 sekundy. Zapytań do SQL: 7