• Zaloguj
  • Rejestracja
  • Berrylane :: Jaskinia
    nieznajomy
  • ABY FORUM DZIAŁAŁO PRAWIDŁOWO, ZALECAMY WYKONANIE TWARDEGO RESETU - CTRL + F5, CTRL +FN +F5 LUB COMMAND +OPTION +R
  • Jedna z drużyn gry terenowej znalazła zwłoki ukamienowanego Edwarda Raymonda! Burmistrz obiecuje, że morderca zostanie znaleziony!
  • Las w White Hills sceną zbrodni! Podczas zabawy z okazji Armed Forces Day nie tylko znaleziono zwłoki zaginionego mężczyzny, ale doszło też do morderstwa jednego z opiekunów gry terenowej.
  • Wycinka w Crimson Woods nadal trwa! Aktywiści wyszli na ulicę żądając od miasta wyjaśnień.
  • Pink Waters jeszcze niebezpieczniejsze! Czy grozi nam wojna gangów? Czy Jaszczurki stracą pozycję?
  • WYKORZYSTAJ SWÓJ KUPON - WARUNKI REALIZACJI KUPONÓW GRACZA
  • DZIENNIKI ODZNACZEŃ - ZBIERAJ PUNKTY I WYMIENIAJ JE NA NAGRODY
  • WIADOMOŚCI LIPIEC/SIERPIEŃ
  • ZADANIA LOSOWE
  • - SZYBKIE POSZUKIWANIA ZNAJDŹ PARTNERA DO GIER
  • Stevie / ANKO
    Naomie / Martyna
    Lilianne / Lilka
    Kara / Jola
    Raine / Ada


    Berrylane Strona Główna » Berrylane » Crimson Woods » Cold Bear Run » Jaskinia
    Poprzedni temat «» Następny temat
    Berrylane



    -


    -


    -

    Berrylane
    administrator








      
    FALLEN CLOUD
       .

      
    .

      
    100 y.o.

      
    100 cm

      


    2017-12-14, 23:49


    Jaskinia
    Idealne miejsce na kryjówkę, na ucieczkę przed światem. Szkoda tylko, że wchodząc do tego miejsca możesz już nigdy go nie opuścić. W latach 60. bowiem, zaginęła tu pięcioosobowa grupa przyjaciół. Policja od razu uznała, że uciekli oni z domów, że wyjechali z miasta i że planowali to już zapewne od dawna. Teoria ta miałaby sens, ale... dlaczego żadne z nich nie wzięło ze sobą... praktycznie niczego? Pieniędzy, walizek, prowiantu ani nawet samochodu czy dokumentów? Jak udało im się dotrzeć za granicę bez niczego, nie zostawiając też za sobą żadnych śladów? Zupełnie, jakby rozpłynęli się w powietrzu, prawda? Osoby zaglądające w to miejsce po zmroku twierdzą, że czasem słychać w nim przerażające krzyki... czyżby więc grupa przyjaciół nigdy tak naprawdę nie opuściła tego miejsca?

    UWAGA! Od 9 kwietnia 2020 roku temat zarezerwowany jest przez Mistrza Gry w ramach fabularnej zabawy. Prosimy o niezamieszczanie tu postów!

      

    berrylane
    .
    piszę posty
     
    Ridley Rhodes
    [Usunięty]








    2018-01-16, 22:37


    #

    Ridley tak właściwie od dłuższego czasu nie widziała się z Colterem. Swój wolny czas poświęcała głównie na fotografię, spotkania z Bartem i przebywanie w domku ze swoimi współlokatorami, bo z tą wesołą ekipą zawsze coś się działo i tym sposobem czasu miała bardzo niewiele do rozporządzenie. Ale w myśl: nowy rok, nowa ja, Ridley postanowiła lepiej zarządzać swoim czasem i spotkać się z przyjaciółmi, których widywała ostatnio rzadziej. Poza tym skoro byli przyjaciółmi to chyba powinni się częściej widywać! W każdym razie napisała do Coltera i spotkała się z nim jakoś późnym popołudniem. Zaproponowała mu spacer, bo nic innego jej do głowy nie przyszło. To znaczy… nie miała ochoty na żadne rozrywki i na pewno nie miała ochoty też włóczyć się po barach czy po klubach. Po tym jak ostatnio została zaatakowana, wolała być bardziej ostrożniejsza. Zwłaszcza, że siniak pod okiem wciąż znajdował się na jej twarzy choć zdecydowanie z każdym dniem coraz łatwiej przychodziło jej zakrywanie go. W końcu z czasem przecież musiał się kompletnie zagoić, prawda?
    Gdy tylko zobaczyła bruneta, uścisnęła go mocno, ciesząc się naprawdę, że go widzi. Zwłaszcza, że w sumie to z Bartem się ostatnio nie widywała tak często i nie wiedziała, co konkretnie miało na to wpływ, ale w ostatnich dniach miłość wcale nie kwitła a była jedynie stonowana. Dlatego spotkanie z Colterem dla odmiany, wydawało jej się dobrą opcją. - Cześć! Co słychać? – zaczęła tak po prostu z promiennym uśmiechem, spoglądając na mężczyznę. Znajdowali się niedaleko jaskini, do której to zamierzali się przejść i Ridley naprawdę żałowała, że zapomniała zabrać ze sobą aparatu fotograficznego.


     
    Colter Faraday



    I think of all the friends I've known


    But when I dial the telephone


    Nobody's home

    colter
    faraday








      
    WHITE LOG MEWS
       w berry od trzech lat

      
    lubiłem to miejsce, lubiłem wszystko i ciebie trochę też

      
    34 y.o.

      
    183 cm

      


    2018-02-12, 12:45


      #6

    Wskazywanie na jak wielu rejonach Colter się nie sprawdzał zajęłoby prawdopodobnie cały dzień, choć i tak umknęłoby przy tym kilka kluczowych spraw. Wystarczyłoby powiedzieć, że był dobry w swym zawodzie, dopóki nie ulokował błędnie swych uczuć i zaufał nieodpowiedniej osobie. Teraz jednak miał szansę wszystko naprawić i to dosłownie wszystko - począwszy od zostania dobrym przyjacielem, po odzyskanie utraconej posady. Ciężkie było to niesamowicie, ale jakoś dawał radę. Zgodził się nawet na pomysł spaceru z Ridley, bo zdecydowanie było to lepszą opcją niż samotne siedzenie w domu. Lub też wyprawa po jakże cudownych knajpach Berry, które już od trzydziestu lat pozostawały w niezmienionej formie i nieco obrzydzały Faradaya. W każdym razie, o umówionej porze i wskazanym miejscu stawił się z uśmiechem na twarzy i chyba po raz pierwszy nie bał się wcale zapuszczania w te rejony. Przebywając poza miasteczkiem nigdy nie wracał myślami do tego, że tutejsze lasy rzekomo objęte są straszliwą klątwą, ale jako nastolatek bał się tu przychodzić. Może też dlatego, że szesnaście lat temu wszelkie legendy były jeszcze mocno żywe. - Hej! Chciałbym skłamać i powiedzieć, że super mi się życie układa, ale chyba po prostu powiem, że nie jest źle. Nie chcę zrzucać na ciebie własnych problemów, więc może lepiej powiedz mi co u ciebie? I dlaczego jeszcze w Berrylane mieszkasz, nie chciałaś się stąd wyrwać? - każdego chyba o to pytał, bo... jednak on tego nie rozumiał. Wyjechał co prawda pod przymusem niegdyś, ale pewnie tak czy siak by to zrobił po ukończeniu osiemnastki. Nie lubił Berry. Nawet teraz, gdy po powrocie powinien się tym miejscem zachwycać, każdego kolejnego dnia dusił się nim coraz bardziej. Ale nikogo oceniać nie zamierzał, każdy inny ma gust, inne wymagania i dla niektórych to senne miasteczko faktycznie mogło być spełnieniem marzeń.


    Maja
    Cedric, Remus, Rue
    zaraz wracam
     
    Ridley Rhodes
    [Usunięty]








    2018-02-24, 18:02


    Ridley jako nastolatka też pewnie trochę bała się tych okolic przez te wszystkie krążące legendy. Ale tak poza tym… chyba dawno z nich wyrosła. Znaczy Ridley w sumie zawsze była sceptycznie nastawiona, ale wiadomo jak to jest, gdy jest się dzieckiem czy nawet ma się to -naście lat. Nigdy nie jest się pewnym tego, co powinno się sądzić na temat legend i opowieści mieszkańców danego miasteczka. Sam fakt, że posiadało się własne legendy związane z miejscem zamieszkania był już w ogóle niesamowicie fascynujący. Ale obecnie? Ridley na pewno nie wierzyła w to, że te okolice mogą być niebezpieczne. No, chyba, że napotkają Huntsmana.
    Trochę ją zmartwiła odpowiedź Coltera, więc i natychmiast nieco spochmurniała i spojrzała na niego badawczo. - Jak to? Co się dzieje? – spytała po prostu, bo i to było dla niej priorytetową sprawą. Dopiero po chwili dopowiedziała jeszcze: - Raczej w porządku, nic się nie dzieje. I pytasz tak jakbyś nie wiedział! Mam tu pracę, powiedzmy, że rodzinę, siostrę, która mnie nienawidzi, ale przecież nie oznacza to, że spuszczę ją z oka, prawda? Muszę tu tkwić – oznajmiła. Sama w sumie też nigdy się nad tym nie zastanawiała. Bo może i miała okazję, by wyjechać, ale nigdy z niej nie skorzystała z jakiegoś powodu? Znaczy poza tym okresem, kiedy studiowała i nie przyjeżdżała do Berry nawet na święta, ale przecież ostatecznie wróciła, prawda? No i sama też niemalże czuła obowiązek, by wyprowadzić Meg na spokojne wody i prostą drogę. - To co? Chodź, przejdziemy się trochę – powiedziała nagle z nowym podekscytowaniem i znów szeroko się do niego uśmiechnęła.


     
    Colter Faraday



    I think of all the friends I've known


    But when I dial the telephone


    Nobody's home

    colter
    faraday








      
    WHITE LOG MEWS
       w berry od trzech lat

      
    lubiłem to miejsce, lubiłem wszystko i ciebie trochę też

      
    34 y.o.

      
    183 cm

      


    2018-02-25, 17:43


    Nie lubił nigdy o sobie opowiadać, czy raczej przyznawać się do problemów, które nigdy go nie opuszczały. Wolał udawać, że wszystko jest w jak najlepszym porządku, że żadne dramatyczne uniesienia go nie dotyczą, że rozsądnie kieruje swoim życiem. W tych przypadkach uwielbiał dawać innym rady, słuchać o ich kiepskim losie i nawet pomagać, gdy go o to proszono. Dlatego lekko się skrzywił słysząc pytanie Ridley i machnął tylko początkowo ręką, żałując, że w ogóle w minimalny sposób poruszył ten temat. Wsłuchał jej jednak jeszcze w jej słowa i westchnął w końcu, bo skoro ona była z nim szczera, to mógł się jej tym samym odwdzięczyć, prawda? - Nie wiem czy patrzenie na takie sprawy pod kątem tego, co niby robić musimy jest słuszne. Mi się wydawało, że muszę stąd wyjechać, a teraz się okazuje, że powinienem był zrobić coś innego. A teraz każda kolejna decyzja, jaką podejmuję okazuje się jeszcze gorsza od poprzedniej - westchnął, nie zagłębiając się w szczegóły, bo naprawdę nie chciał jej własnych zmartwień zwalać na głowę. Wymusił jednak w końcu uśmiech na swojej twarzy, westchnął po raz kolejny i uznał, że nie ma sensu o takich przyziemnych sprawach teraz w ogóle rozmawiać. - Okej, ale zaufam ci całkowicie podczas doboru trasy tej wycieczki, okej? Sam bym się tu na pewno zgubił, nie pamiętam już wcale naszych tras z dzieciństwa - przyznał się od razu, by w razie czego mógł spokojnie potem na nią zrzucić winę, gdy gdzieś wśród drzew się zgubią. - Możesz mi za to opowiedzieć dlaczego moja sąsiadka uparcie mi co wieczór powtarza, żebym na spacerze z psem uważał na Huntsmana. Skąd ludzie te brednie biorą, w dodatku po takim czasie? - zapytał nieświadomy powagi sprawy, bo dla niego wciąż problemu nie było. Od niedawna w Berrylane był więc nie zdążył jeszcze usłyszeć o wszelkich przedziwnych wydarzeniach. Chociaż i w tym przypadku zwalanie winy na Huntsmana bardziej by go rozśmieszyło czy jakkolwiek przeraziło.


    Maja
    Cedric, Remus, Rue
    zaraz wracam
     
    Ridley Rhodes
    [Usunięty]








    2018-03-26, 11:40


    To w sumie podobnie jak Ridley, bo i ona na ogół nie przepadała za zwierzaniem się ze swoich problemów czy trosk. Wolała chyba być słuchaczem. Oczywiście były osoby, którym Rid od razu opowiadała, co się działo, co ją spotkało złego czy dobrego, ale były też osoby, którym Rid nie miała zamiaru zawracać głowy i tą osobą byłby pewnie Colter. W końcu suszenie komuś głowy to nic dobrego i kiedy pozbywamy się problemu ze swoich barków to trzeba liczyć się z tym, iż przechodzi on na kolejną osobę. - Nic z tego nie rozumiem – przyznała szczerze z dobrodusznym uśmiechem aka Albus Dumbledore. - Strasznie ogólnikowo i tajemniczo, ale zrozumiem jeśli nie chcesz o tym mówić. Mogę tylko powiedzieć, że chyba… chyba nic nie dzieje się bez przyczyny, prawda? Skoro tutaj zostałeś to chyba tak właśnie miało być – oznajmiła, bo włączyło jej się myślenie psychologiczne/filozoficzne.
    Roześmiała się na jego kolejne słowa i tylko skinęła głową w geście przytaknięcia. - Jasne, jakoś damy radę. – W końcu ona się nieco przygotowała i obczaiła trasę przed tą „wycieczką”. Ona też średnio była sobie w stanie przypomnieć trasy z dzieciństwa, więc tym bardziej nie mogła winić Coltera, że kompletnie niczego nie pamięta. Zwłaszcza, że pewnie tak jak i ona, nie bywał w tych okolicach często. I właśnie sobie uświadomiła, że naprawdę długo Ci nie odpisywałam, szmat czasu patrząc na to, że w tej rozmowie Huntsman to tylko podejrzenia. - Wiesz… – zaczęła nieporadnie ze wzruszeniem ramion. - Czasem ludzie próbują znaleźć wygodne wyjaśnienie dla zjawisk, które nie rozumieją, prawda? – dodała niepewnie i na moment spuściła wzrok. Ona sama przecież dostała ten list czy wskazówkę i gdy tylko pojawiła się z tym na posterunku… została pobita i ślady na twarzy przykryte makijażem wciąż nosiła. Odchrząknęła i niby niezobowiązująco spytała: - Naprawdę uważasz te wszystkie pogłoski za brednie? – Bo ona już w sumie nie wiedziała, w co powinna wierzyć a w co nie.


     
    Spirits



    Come little children


    the time's come to play


    Here in my garden of magic

    Spirits
    Duchy Berrylane







      
    CRIMSON WOODS
       od zarania

      
    Come little children, I'll take thee away, into a land of enchantment.

      
    100 y.o.

      
    100 cm

      


    2018-03-28, 10:47


    Stojąc w tym miejscu wydawało im się że jaskinia jest już całkiem blisko, może z siedem kroków od nich. Pogoda była całkiem ładna, ptaszki śpiewały, pogoda dopisywała, jak na jesienne, kapryśne Berrylane. Tyle że kiedy rozmawiali, skupiając się przez kilka chwil na sobie, odwracając wzrok od ciemnego wejścia tracili na czujności. Dopiero dźwięk złamanego patyka, gdzieś niedaleko mógł ich trochę otrzeźwić. Jeśli teraz się rozejrzą, zobaczą że wejście do jaskini jest jakby dalej niż wcześnie, na dodatek nie można już spojrzeć w nie na wprost. A w tle nie słychać ani jednego śpiewającego ptaka. Czyżby ktoś nie chciał żebyście tam wchodzili?


    z szacunkiem
    więcej, niż myślisz
    nieobecny
     
    Sophie Golighty









    2019-05-25, 14:10


    #11

    Sophie musiała odreagować ostatnie wydarzenia w szpitalu i to że znów się przywiązała do nieznanej jej osoby, zaangażowała się w ratowanie pacjentki, która tego nie chciała, to dlatego nigdy nie powinna była zostać lekarzem. Przecież wybrała pracę w laboratorium, dlaczego wyściubiła nos poza to miejsce bo obudziła się w niej bohaterka? Jako że nadszedł długo wypragniony weekend, znów wdała się w dyskusję z Gin w sprawie tej słynnej jaskini w lesie, co tam niby zaginęli turyści. Jak można było wierzyć w to, że zostali oni oddani jako ofiara bożkom? Sophie nie wierzyła w to, żeby ktokolwiek tam zginął, no chyba że zaatakował ich tam niedźwiedź, to co innego. Oni na pewno wyruszyli za granicę, lecz na fałszywych papierach, bo to byli oszuści, tego mogła być pewna. I dlatego właśnie w ten weekend postanowiły się tam wybrać, by sprawdzić teren, jeśli ktoś tu zginął to znajdą ludzkie szczątki, prawda? A te niby krzyki, co się stąd wydobywały to pewnie pohukiwania sów zamieszkujących pobliskie drzewa i wyobraźnia ludzi. Tak więc Golighty zaopatrzyła się w wygodne ciuchy, idealne na przygodę górską czy leśną, przygotowała sobie też plecak w którym miała zarówno kanapki, jak i termos z ciepłą herbatą, a na wypadek jakiegoś upadku miała też ze sobą jakieś plastry i bandaże, a najoczywistszym wyborem było wzięcie ze sobą inhalatora na wypadek ataku astmy. W końcu w górach takie ataki się zdarzały. Idąc tak przez las blondynka zatrzymała się i rozejrzała dookoła.
    - Na pewno idziemy w dobrą stronę? Według mapy ta jaskinia powinna być jakoś zakręt temu, a otaczają nas same drzewa. - powiedziała, jeszcze raz lustrując wzrokiem teren dookoła, a także starą mapę, którą przyniosła ze sobą Jones. Może trzymały ją do góry nogami? A może to miejsce w ogóle nie istnieje i okazuje się kolejną miasteczkową legendą? Bo jeśli mapa pokazywałaby prawdę to musiały minąć już tą szopę, w której była przetrzymywana przez kobietę z mafii... aż na samo wspomnienie ciarki przeszły przez jej ciało, co mogła zauważyć jej towarzyszka, a także ten przebłysk strachu w oczach blondynki.

      

     
    Ginevra C. Jones



    jestem wredną singielką


    i właścicielką baru


    i nikomu nic do tego

    Ginevra
    Jones








      
    FALLEN CLOUD
       od zawsze

      
    siedzę sama w domu

      
    28 y.o.

      
    163 cm

      


    2019-06-02, 14:55


    po akcji w sklepie

    Gin oczywiście nie był fanem teorii spiskowych, bo jednak no... to były głupie teorie w większości. Coś jak kosmici, którzy niby zbudowali piramidy. Totalna bzdura i Jones jakby takiego typa spotkała to pewnie, po pierwsze by go wyśmiała, a po drugie, by mu dała po mordzie za bycie debilem. Nie lubiła gdy ktoś był debilem serio... świat byłby piękniejszy gdyby raz ja jakiś czas człowiek musiałby przechodzić jakieś testy psychologiczne i wszyscy idioci byliby rozstrzeliwani. Jak wiadomo Gin nie była też przeciwniczką kary śmierci, bo jak ktoś jest psycholem to hmm.. niech spierdala, nikt nie będzie na niego płacić i uważała, że śmierć humanitarna też jest debilna, bo typ lub typiara ma lepsze prawa niż jego ofiary. Gdzie tu sprawiedliwość? Psychole po prostu mieli najwyraźniej łatwiej, bo jeszcze zamiast do więzienia to szli sobie do jakiegoś zakładu gdzie się nimi zajmowano... co za strata pieniędzy. Berry było dziwnym miejscem, to tu był typ, który udawał, że umarł plus grasował tu seryjny morderca halo... jakaś sekta składająca ludzi w ofierze wcale ale to wcale, by Gin nie zdziwiła i chciała to udowodnić Sophie, z którą o tym ostatnio rozmawiała.
    - Nie wiem Sophie... czy ja Ci wyglądam na kompas? - zapytała zatrzymując się kilka kroków przed blondynką i też się rozejrzała dookoła. - Dlaczego robimy to z mapą? - zapytała i pokręciła głową, a później wyciągnęła z kieszeni telefon i weszła w GPS żeby wpisać to czego szukają. Tyle dobrodziejstw technologii było dookoła, a te się uparły na mapę. - Okeeej no to według wujka google musimy skręcić za chwilę w prawo i za jakieś 500 metrów powinna być - powiedziała i dała oczywiście wyznacz trasę, żeby nawigacja mówiła im jak iść. - Jak natrafimy też na jakiegoś pojeba z sekty to możemy zapytać o drogę, na bank nam pokaże - dodała spoglądając na koleżankę z diabolicznym uśmiechem, bo to miał być taki żarcik.


      Got me losing all my cool and you like the way I move
      In control of what I do and my love makes you brand new


    Pani Cyc
    hayden, william, jolly, dawsey, marshall, philemon, yennifer
    piszę posty
     
    Sophie Golighty









    2019-06-02, 15:58


    Przecież wszyscy wiedzą, że piramidy zostały zbudowane przez Minionki, więc w kosmitów to nawet Sophie nie uwierzy. Bo jak to niby zielony ludzik z dwiema antenkami na głowie miał wpaść na genialny plan wybudowania trójkątnych piramid? Ale lepiej będzie jak nie będą poruszać chwilowo tego tematu. Tylko że to miasto, z którego pochodziła zresztą było naprawdę dziwne i niebezpieczne... czy naprawdę wszystkie psychole musiały się zjechać właśnie tutaj i burzyć sielankę małego i słodkiego miasteczka u podnóża gór? Sophie była tym faktem totalnie oburzona! Słysząc zaś pierwsze słowa szatynki, teatralnie wywróciła oczami, w końcu to Gin ją wywlokła na tą wyprawę, niech teraz nie narzeka.
    - A czy ja mam ci przypomnieć że to ty mnie wywlokłaś w sam środek lasu bez jakiegoś większego celu? No chyba że sama należysz do jakiejś sekty i przyprowadziłaś mnie tu, bo chcesz mnie złożyć w ofierze Huntsmanowi czy jakiemuś bożkowi. - odparła tonem brzmiącym tak, jakby była poirytowana tą podróżą, choć nie do końca było to prawdą. Sophie nie była zirytowana, lubiła piesze wędrówki, ale była wszystkim potwornie zmęczona, jeszcze ten las wywoływał w niej złe wspomnienia. Sama sprawdziła swój telefon, który nadal nie miał zasięgu i pozazdrościła Jones dostępu do świata i wujka google, ale docenić należy fakt, że wzięła pod uwagę taką możliwość jak nagła utrata zasięgu i stąd ta mapa.
    - Bo mój telefon już na skraju lasu traci zasięg, wiem z doświadczenia, stąd ta stara i zakurzona mapa. - przynajmniej przewietrzyła ten skrawek papieru, choć zaczęło się najpierw od kichania z powodu tych kłębów kurzu unoszących się wprost do jej nozdrzy.
    - I nawet tak nie żartuj, nie zamierzam dzisiaj być oddana w ofierze, nie wyglądam wystarczająco atrakcyjnie na tę okazję. - jednak gdzieś ten strach tkwił w głowie Sophie i nasłuchiwała ona każdego szelestu i szmeru dochodzącego z okolicy, sama próbowała też zażartować, biorąc przykład z Gin, jednak słabo jej to wyszło, bo w jej głosie wciąż było słychać lekkie przerażenie. Chcąc zaś udać wielce odważną, ruszyła przodem do najbliższego zakrętu i spojrzała w lewo.
    - Jesteś pewna, że to ma być w prawo? Popatrz tylko, jak skręcimy w lewo to widzisz te skały? Wśród nich też może być jaskinia. - sama kierowała się intuicją i logiką, które podpowiadały jej by poszła w lewo, może to tam czeka je jakaś niespodzianka?

    [ Komentarz dodany przez: Spirits: 2020-04-09, 15:07 ]
    UWAGA! Od 9 kwietnia 2020 roku temat zarezerwowany jest przez Mistrza Gry w ramach fabularnej zabawy. Prosimy o niezamieszczanie tu postów!


     
    Wyświetl posty z ostatnich:   
    Odpowiedz do tematu
    Nie możesz pisać nowych tematów
    Nie możesz odpowiadać w tematach
    Nie możesz zmieniać swoich postów
    Nie możesz usuwać swoich postów
    Nie możesz głosować w ankietach
    Nie możesz załączać plików na tym forum
    Możesz ściągać załączniki na tym forum
    Dodaj temat do Ulubionych
    Wersja do druku

    Skocz do: