menu


Poprzedni temat «» Następny temat
Wyatt Harlowe
Autor Wiadomość
wyatt harlowe



w Berrylane od pięciu miesięcy

marnuje swój cenny czas w kinie

20
yo

167
cm

a przecież świat się sam nie podbije!

Lives in:
white log mews

Wysłany: 2018-10-20, 20:04   Wyatt Harlowe
  
Wyatt

  
Harlowe

  
One of these mornings you're gonna rise up singing, you're gonna spread your wings and take to the sky.

  

  

  

  

  

  


Wyatt Henry
Harlowe
PRZYJEZDNY PSYCHO Ellie Bamber
DATA I MIEJSCE URODZENIA2 lutego 1999, Boston, MA, USA
STAN CYWILNYpanna
ZAWÓD I MIEJSCE PRACYBileterka w Alamo Drafthouse Cinema
ORIENTACJAheteroseksualna
WYZNANIEwierzy w siłę nauki
DZIELNICA MIESZKALNAWhite Log Mews
I know what you did last summer
Co by było, gdybym powiedziała ci, że większość rzeczy nie jest zupełnie takimi, jakie się wydają? Co jeśli większość tego, w co wierzysz, jest całkowicie nieprawdziwa? Zwykłe bajeczki, którymi karmią nas od dziecka, by utrzymać nas w ryzach. Tak jest przecież łatwiej. „Nie zachowuj się zbyt głośno, bo porwie cię sąsiad z końca ulicy” – ten kulawy, bez jednego zęba na przedzie, postrach wszystkich małolatów w najbliższej okolicy. „Nie bądź bezczelna, bo nikt nie lubi pyskatych gówniar i nie będziesz miała żadnych przyjaciół” albo moje ulubione „idź spać i nie waż się zbyt głośno oddychać, bo cię zostawimy i wyprowadzimy się na Florydę”. To ostatnie zapewne było całkiem bliskie prawdy, rodzice pewnie wiele razy myśleli o tym, żeby faktycznie gdzieś mnie zostawić, wyjechać na drugi koniec kraju i zacząć od nowa – tym razem już bez małego darmozjada, który zadawał zbyt wiele pytań i czasami zachowywał się jak głośno. Nie mam bladego pojęcia, czy te kłamstwa działały. Nie umiem stwierdzić, czy byłam grzecznym dzieckiem. Jeśli wyznacznikiem jest to, czy rodzice się na mnie wściekali, to – nie, nie byłam grzecznym dzieckiem. Byli wściekli praktycznie cały czas, a najbardziej po wódce. Nie musieli mnie karmić żadnymi kłamliwymi ostrzeżeniami, sama dobrze wiedziałam, że podczas takich wieczorów najlepiej jest udawać, że nie istnieję. W sumie czasami chciałabym nie istnieć. Lubiłam sobie wyobrażać, że urodziłam się w jakimś innym miejscu, w jakiejś innej rodzinie i naiwnie wierzyłam w to, że kiedyś będzie lepiej. Dopiero później dowiedziałam się, że we wszechświecie jest nieskończenie wiele innych Wyatt i nieskończenie wiele z nich ma lepsze życie ode mnie. Zwykła prosta-skomplikowana fizyka. Wtedy jeszcze o tym wszystkim nie wiedziałam. Nie mogłam wiedzieć, nie miałam zbyt wielu książek ani nauczycieli, a w telewizorze w salonie zazwyczaj leciały seriale ze strzelaninami lub brazylijskie telenowele – coś, co zabija szare komórki zamiast je rozwijać. Mogłam tylko wierzyć, że pewnego dnia wyrwę się z tej dziury, którą ciężko określać mianem domu i zrobię coś ze swoim życiem. Dzieciaki są cholernie naiwne…
Jedno z większych kłamstw usłyszałam już na początku szkoły, gdy próbowali mi wmówić, że dzięki ciężkiej pracy uda mi się osiągnąć sukces – niezależnie od tego, jaki sukces bym sobie wymarzyła. Ambicje i pracowitość miały stanowić mistyczny eliksir spełniający wszystkie marzenia. Gówno prawda, złote środki nie istnieją i nie ma rozwiązań idealnych. Ostatecznie wszystko jest tylko i wyłącznie dziełem przypadku. Wtedy jeszcze o tym nie wiedziałam, więc starałam się, jak mogłam. Chodziłam na wszystkie lekcje, odrabiałam zadania domowe na czas, zawsze byłam nauczona i wciąż zadawałam dużo pytań. Świat mnie interesował, a miałam wrażenie, że otaczający mnie dorośli nie mówią mi wszystko. Chciałam wiedzieć więcej. Zadania matematyczne były zbyt proste, te z innych dziedzin naukowych szybko stawały się oczywiste, a humanistyczne bzdury ani trochę mnie nie interesowały. Nie widzę, jakie znaczenie może mieć to, jak miał na nazwisko prezydent, który już od dawna nie żyje. Zresztą, łatwo kłamać o czymś, co już się wydarzyło… Historia nie była dla mnie ważna, wolałam patrzeć w przyszłość. Chociaż tam też nie widziałam szczególnie ciekawych rzeczy.
Im byłam starsza, tym bardziej drażniła mnie szkoła. Nauczyciele wiedzieli o mojej rodzinie i zawsze obchodzili się ze mną jak ze zgniłym jajem, żeby przypadkiem nie powiedzieć czegoś, co sprawiłoby mi przykrość. Już wtedy mało rzeczy było w stanie zrobić mi przykrość. Miałam w nosie docinki i komentarze, zawsze potrafiłam się odgryźć, a jeśli akurat nie miałam niczego sensownego do powiedzenia (lol, jakby jeszcze to zdarzało się często…), wiedziałam, gdzie kopnąć czubkiem buta, żeby zabolało. Być może dlatego nie miałam zbyt wielu przyjaciół. To nawet lepiej. Ludzie też nieszczególnie mnie interesowali, może ewentualnie na krótkie spotkania czy inne wieczory dobrej zabawy. Znajomości są dobre tylko na chwilę, potem wymagają zbyt dużego zaangażowania, a ja nie miałam na to czasu. Uczyłam się, robiłam projekty, rozwiązywałam zadania i odkryłam cudowny świat fizyki kwantowej, teorii względności, wielu równoległych wszechświatów i całej reszty fascynujących, otwierających oczy zjawisk. Przeskoczyłam nawet jedną klasę z liceum, chciałam dostać stypendium i liczyłam na to, że uda mi się dostać na jedną z bluszczowych uczelni. Byłam w końcu zdolna – najlepsza w całej szkole! Nie wyszło. Ktoś okazał się ode mnie lepszy. A może moje podejście było nieodpowiednie i nie popisałam się na rozmowie z rekruterem? Nie mam pojęcia.
Wszystko, co mi mówili, okazało się kłamstwem. Ciężka praca nie prowadzi do niczego poza poczuciem zmarnowanego czasu, ambicje nie gwarantują sukcesu, a życie to nie jeden z tych typowo amerykańskich filmów, gdzie na koniec wszystko układa się tak, jak powinno. Skończyłam szkołę, nie miałam pieniędzy na rozpoczęcie studiów ani nawet na własne utrzymanie. Wiedziałam, że muszę wynieść się z domu jak najszybciej, więc wprowadziłam się do garstki współczesnych hippisów, których poznałam przypadkiem na imprezie organizowanej przez znajomego znajomych. Łapałam się dorywczych prac i zaczęłam żyć. W końcu stwierdziłam, że mam już po dziurki w nosie Bostonu i mieszkania z obcymi. Wracanie do rodziców nie było opcją, więc pół roku temu spakowałam swój niewielki dobytek i przyjechałam do najbliższej rodziny, jaka mam – do cioci mieszkającej w Berrylane. Znalazłam niezbyt ambitną, ale pozwalającą dokładać się do rachunków pracę i na razie nie zastanawiam się nad tym, co będzie dalej. To i tak nie ma znaczenia. Nic tak naprawdę nie ma znaczenia.
Let me in
Sprawia wrażenie zarozumiałej. Zupełnie jakby twierdziła, że pozjadała wszystkie rozumy i jest lepsza od innych. Tak naprawdę zdaje sobie sprawę z tego, że nie jest najlepszą i najbardziej przystępną osobą pod słońcem. Zauważyła, że ludzie z jakiegoś powodu zdają się albo jej nie lubić albo współczuć niezbyt pogodnego i słonecznego dzieciństwa. Może to właśnie przez to stara się odsuwać ich od siebie albo zniechęcić, zanim zaczną się nad nią użalać. W końcu ani trochę tego nie potrzebuje, nie jest żałosna. Twierdzi, że jest zaradna i lubi radzić sobie na własną rękę – jakby nie było, zawsze właśnie to robiła. Wie, kiedy się odzywać i co mówić. Wie też, kiedy zamknąć gębę. Nie lubi jednak trzymać ust zamkniętych na kłódkę ani gryźć się w język. Głęboko wierzy w wolność wypowiedzi i w to, że słowa są tylko i wyłącznie słowami. Jednocześnie potrafi z nich korzystać i trafiać swoimi komentarzami dokładnie tam, gdzie zaboli. Jest spostrzegawcza i przenikliwa, często nawet wścibska, zupełnie jakby nie znała granic przyzwoitości. W rzeczywistości po prostu zupełnie się nimi nie przejmuje. Przyzwoitość to tylko głupi społeczny koncept, podobnie jak sprawiedliwość albo – tak bardzo przez wszystkich ceniona – wolność. Żyje z dnia na dzień, z chwili na chwilę, robiąc to, co wydaje jej się w danym momencie najbardziej korzystne. Nie uważa się za hedonistkę, bo nie znosi etykietek, ale odczuwanie przyjemności jest jedną z tych rzeczy, które (zaraz obok nauki) bardzo sobie ceni. Zdaje sobie sprawę ze wszystkich swoich wad. Jest impulsywna i porywcza i jak na osobę tak inteligentną, za jaką się uważa, zdarza jej się myśleć naprawdę mało i działać zbyt szybko. Przywiązuje uwagę do nieistotnych szczegółów, a jednocześnie uwielbia otaczać się chaosem i działać spontanicznie. Nad swoimi zaletami woli się nie zastanawiać. Pewnie i tak uznałaby, że poczucie humoru i pogoda ducha wcale nie są interesujące.
American Horror Story
Horrory plasują się bardzo wysoko na liście jej ulubionych gatunków filmowych. Lubi klimat grozy, lubi delikatne dreszcze przechodzące wzdłuż kręgosłupa i atmosferę niepewności unoszącą drobne włoski na przedramionach. Nawet idiotyczne efekty specjalne darzy szczerym uwielbieniem - chociaż to już z nieco innych powodów. Pociągają ją też pewne niewyjaśnione sytuacje, niedopowiedziane historie i nierozwiązane tajemnice i chętnie pakowałaby się we wszystko, co może dostarczyć jej zastrzyku adrenaliny. Lubi dociekać, lubi drąży.ć i wtykać nos w nie swoje sprawy. Niemniej, twardy realizm nie pozwala jej wierzyć w rzeczy paranormalne i parapsychiczne. Przecież dla każdej z nich musi istnieć jakieś racjonalne wyjaśnienie!
Why don't you play in hell
» Nie ma miłości, jest matematyka... I przy okazji fizyka.
» Nie przepada za kotami, zdecydowanie woli psy.
» Instagram? Snapchat? Lol, nie.
» Kocha chaos, ale przypieprza się do szczegółów. Na pewno zauważy niedomyty talerz albo przekrzywiony kontakt na ścianie.
» Zdarza jej się przeginać na imprezach, ale nie widzi w tym problemów.
» Nie śpiewa i nie tańczy - a przynajmniej nie na trzeźwo.
» Kocha szminki. Każda wypłata przynosi jej nowy egzemplarz do kolekcji. Jedzenie jest przecież przereklamowane.
» Lubi też książki. Wszystkie książki.
» Horrory! Super!
» Popcorn? Nie, dzięki.
» Najlepsza pizza to ta z kilkoma rodzajami sera.
» Nie ma prawa jazdy i nie planuje robić. Rower jest spoko.
  
[Profil]
  MÓW MI: anko
MULTI: aidan, billie, charlie, john, kayleigh, memory, rhys, stevie
 
Berrylane


Wysłany: 2018-10-20, 22:06   
  
Berrylane



Akceptacja


Witamy na forum!
[Profil]
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ZAMKNIĘTY ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  
BERRYLANE POGODA
Strona wygenerowana w 0,07 sekundy. Zapytań do SQL: 5