menu


Poprzedni temat «» Następny temat
Rufus W. Melbourne
Autor Wiadomość
Rufus Melbourne


Lives in
auburn pine houses

w Berrylane od zawsze, z przerwami


jestem taki sam jak palec albo coś tam

problemów rośnie stos, samotność ciężki los

Wysłany: 2018-04-29, 18:28   Rufus W. Melbourne
  
Rufus

  
Melbourne

  

  

  

  

  


  
One day I will find the right words, and they will be simple.

  
30 yo

  
193 cm

  


RUFUS WALTER
MELBOURNE
MIEJSCOWY CHILD'S PLAY RAHUL KOHLI
DATA I MIEJSCE URODZENIA18.03.1988, BERRYLANE
STAN CYWILNYKAWALER
ZAWÓD I MIEJSCE PRACYWŁAŚCICIEL FLO'S V8 CAFE
ORIENTACJAHETEROSEKSULANY
WYZNANIEISLAM
DZIELNICA MIESZKALNAAUBURN PINE HOUSES
I know what you did last summer
Rufus urodził się jako drugie dziecko i drugi syn państwa Melbourne. Jego narodziny przyniosły rodzinie na pewno całą masę radości i bólów głowy, bowiem Rufus był strasznie rozryczanym niemowlakiem. Podobno potrafił drzeć się przez długie godziny, gdy nikt nie zwracał na niego uwagi. Mama mówi też, że to dlatego ma teraz taki zachrypnięty głos, który zdarł sobie jeszcze w łóżeczku gdy zwykły płacz nie zdawał egzaminu. Ale hej, poza tym nie sprawiał wielu problemów. Dobrze jednak, że zaczął dorastać i doszedł do wniosku, że to niezły kwas jakby dalej tak próbował na wszystko reagować histerią, to niemęskie. Zaczął wtedy swój niedługi okres buntu. W przedszkolu znaczy się. Był strasznie dokuczalski. Ciągnął dziewczyny za warkocze (jednej nawet jednego obciął), psuł kolegom budowle z klocków i kopał przedszkolanki po kostkach, nie potrafił się skupić, bardzo łatwo się rozpraszał, strasznie szybko mówił (nikt nie mógł go zrozumieć wręcz). Nikt nie mógł zapanować nad "rozbrykanym" dzieckiem jak to tłumaczyła mama. Ojciec zawsze był w oczach Rufusa traktowany jak ten, który zakazuje. Mama pozwalała mu praktycznie na wszystko. W każdym razie, to właśnie ojciec zadbał o to, by jego syn po prostu został zbadany przez specjalistę. Jaka była diagnoza? Rufus miał po prostu ADHD. Zapewne gdyby nie szybka reakcja papy Melbourne, do dzisiaj musiałby się z tym zmagać. Ojciec do dziś wypomina to nawet mamie. Teraz już bardziej z rozbawieniem niż ze złością. Zapisał go na zajęcia z karate, które Rufus szczerze pokochał (choć nic tego początkowo nie zakładało). W liceum jednak porzucił owy sport na rzecz innego. Gry. Pod każdą postacią. Do dzisiaj są one bardzo ważną częścią jego życia. Jego bracia śmiali się, że przez miłość do nich do końca życia będzie prawiczkiem, ale no trudno. Już i tak nie miał łatwo, ale dodatkowo sobie to utrudniał. Był muzułmaninem i nerdem. To dopiero niezły fail. Na szczęście w Berrylane nie było dużo takich typowo amerykańskich mściwych osiłków, więc Rufus nie obrywał każdego dnia za to jaki był. W głównej mierze dzięki temu, że jego starszy brat udzielał się sportowo i zdobywał kobiece serca na pstryknięcie palcami. Często stawał w jego obronie. Ci, którzy mimo to się próbowali nad nim znęcać, niewiele sobie robił z ich żartów na temat tego jakiego jest wyznania. W głębi duszy wiedział, że poddał się amerykanizacji jak jego własny ojczulek. Pokochał makaron z serem, burgery z wołowiną, amerykańskie gry video i amerykańskie panie z plakatów, które zbierał pod łóżkiem. Nie musiał nikomu udowadniać, że jest inaczej, nie?
Dosyć istotnym momentem w jego życiu był moment w którym Rufus oświadczył swojej rodzinie, że nie jest gotowy jeszcze na poważne dorosłe życie. Wiedział, że ma zagwarantowane stypendium naukowe na studiach biochemicznych w Seattle, które były jego idealnym planem na życie. Z tym, że Rufus był przerażony. Marzyło mu się spakować w plecak i udać w jakąś podróż przeznaczenia czy coś w tym stylu. Nie chciał po prostu pójść na studia. Nie teraz. Może za rok? Rodzice oczywiście obstawiali, że syn rzeczywiście rozpocznie naukę. Ale tak się nie stało. Udał się za to w podróż przeznaczenia i zwiedził trochę świata. Odwiedził nawet dziadków i przez jakiś czas tam pomieszkiwał. Potem wrócił do swojego rodzinnego miasteczka i znalazł sobie jakąś tymczasową robotę w antykwariacie. Same nudy głównie, choć czasem znajdował niezłe fanty.
Momentem przełomowym okazał się wieczór kawalerski jego kumpla. Był dziany, a wesele miało być z rozmachem. Tak samo miało być więc z ostatnim wieczorem jego wolności. Był przesyt wszystkiego. Panienek (w tym czasie nauczył się z nimi rozmawiać; dzisiaj zapewne laski, które dały mu kosza w szkole plują sobie w brodę), alkoholu (ma całkiem mocną głowę) i hazardu (a o tym później). Najlepsza noc jego życia po prostu! Zwłaszcza, gdy po przebudzeniu, oprócz bolesnego kaca odczuwał jeszcze nieprawdopodobną radość z powodu wygranej ogromnej sumy pieniędzy. Nigdy na oczy tyle hajsu nie widział. Wrócił więc do Berrylane bogatszy o całkiem niezłą sumkę. Kiedy się okazało, że jego ojciec zaczyna mieć problemy zdrowotne, bez wahania podarował część na jego leczenie. Choć oczywiście ciężko ojcu przyszło przyjęcie tych pieniędzy. Nie z powodu jakieś wściekłości, po prostu chciał żeby Rufus przeznaczył to na coś dla siebie. Ale przecież miał jeszcze tyle! Czym on się przejmował? Postanowił pójść za propozycją rodziców i zainwestować w coś. Ale sam nie wiedział co. Jego pierwszym wyborem był motel, choć wtedy znalazł ofertę kupna baru i to na niego ostatecznie postawił. Bał się w sumie, bo nie wiedział czy się nadaje do takich rzeczy, ale jest już właścicielem od jakiegoś czasu. Zdobył trochę doświadczenia, zahartował się. Od razu wyskoczył na głęboką wodę i po pierwszym miesiącu chciał to rzucić w cholerę. Dobrze jednak, że tego nie zrobił, bo bar zaczął przynosić więcej korzyści niż strat. Ludzie znowu zainteresowali się tym miejscem, zaczęli wpadać coraz częściej. I choć nie dawano mu długiego stażu na początku, tak coraz milej wypowiadają się o jego pubie i tego w jaki sposób go prowadzi. Szkoda tylko, że życie prywatne mu się tak dobrze nie układa i trochę zjebał sprawę z kobietą z którą chciał się zestarzeć i spłodzić gromadkę dzieci. No cóż, jak to mówią; masz szczęście w kartach, albo w miłości. Czy jakoś tak?
Let me in
altruista ÷ ambitny ÷ bezinteresowny ÷ bywa bezmyślny ÷ i infantylny ÷ ciekawski ÷ cierpliwy ÷ dobry ÷ gadatliwy (zwłaszcza jak się stresuje) ÷ gościnny ÷ intuicyjny ÷ lojalny ÷ bywa naiwny ÷ odpowiedzialny ÷ optymista ÷ sprytny ÷ szczery ÷ uczciwy ÷ dowcipny (pan śmieszek maks) ÷ energiczny ÷ indywidualista ÷ ironiczny ÷ tolerancyjny czarujący ÷ potrafi być złośliwy i zgryźliwy
American Horror Story
Rufus od zawsze uwielbiał te opowieści. Wiedział oczywiście, że potwór z jaskini brzmi absurdalnie nawet jak na miasto z taką tajemnicą jak Berrylane. Jednak wiadomo, jako zaczytany w komiksach chłopiec był w stanie wyobrazić sobie jak ten potwór może wyglądać. Zakradał się w owe miejsce parę razy, jednak jak na złość nigdy nie działo się tam nic nadzwyczajnego. Z biegiem lat więc zjawiał się tam coraz rzadziej, dorastając i rozumiejąc, że potwór albo nie ma interesu się mu przedstawić, albo ten nie istnieje. Wiadomo, trzeba mówić, że to tylko bajeczka, ale skrywa w sobie też tego kilkuletniego chłopca zafascynowanego legendą o potworze. Jeśli chodzi o tajemniczy szpital dla psychicznie chorych, jest w stanie uwierzyć, że była to robota miejscowej sekty. Do gangu nic nie ma i nigdy nie miał. Miał nawet w liceum kumpla, który do nich należał i jakoś potrafili się dogadać.
Why don't you play in hell
» jego ulubionym serialem jest LOST. I koniec kropka. Nie przegadasz, więc nawet nie próbuj. Tak bardzo jest fanem, że jest to jego coroczny rytuał. Aktualnie jest na sezonie 5 jakby ktoś pytał. Jest team Sawyer & Juliet.
» po wygranej na loterii miał spory dylemat; zainwestować w bar czy w motel. Ostatecznie padło na bar i po kilku miesiącach szefowania doszedł do wniosku, że podjął dobrą decyzję.
» najbardziej na świecie kocha swoją mamę i gry video. W takiej kolejności, a czasem zamiennie...
» w latach dziecięcych wykryto u niego zespół nadpobudliwości z deficytem uwagi, czyli po prostu tak zwane ADHD. Ojciec zadbał jednak o odpowiednią terapię dla dziecka, zapisał na warsztaty i znalazł mu hobby. Włączył w to wszystko również matkę, która początkowo nie akceptowała takiej diagnozy. Z biegiem lat objawy zaczęły maleć. Na dzień dzisiejszy można powiedzieć, że jest znacznie bardziej opanowany.
» jeśli chodzi o jego zaangażowanie w swoją religijność; dziadkowie raczej nie byliby z niego dumni. Raczej nie stosuje się do tych pięciu filarów islamu. Do Mekki się nie wybiera w najbliższym czasie. Przy dziadkach to jednak co innego, stara się z całych sił być przekonujący.
» wciąż nerd nad nerdami.
» popala trawkę, ale lepiej żeby mama nie wiedziała.
» marzy mu się (jak już znajdzie miłość życia) zwiedzenie tych miejsc na świecie, których jeszcze nie odwiedził. Ale obowiązkowo z miłością życia. Te pojedyncze wyprawy już nie brzmią tak fajnie, gdy ma się już trzydzieści lat.
» gra na gitarze. Kiedyś chciał założyć zespół z braćmi, ale go wyśmiali. Eh.
» jest typem przyjaciela na zawsze. Nie praktykuje takich tymczasowych znajomości, stąd też w sumie rzadko kiedy poznaje nowych ludzi. Niezbyt za tym przepada. Woli trzymać się swoich długoletnich ziomków. Ale to nie tak, że zna tylko ludzi z Berry, bo w trakcie podróży nawiązał sporo relacji, które trwają do dzisiaj.
» uzależniony od instagrama.
» całkiem nieźle rysuje. Jako nastolatek nawet stworzył swój własny komiks o którym nikomu nie powiedział.
  
[Profil]
  MÓW MI: kotleciku
MULTI: raine i reszta
 
Berrylane


Wysłany: 2018-04-30, 12:53   
  
Berrylane



Akceptacja


Witamy na forum!
[Profil]
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ZAMKNIĘTY ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  
Strona wygenerowana w 0,07 sekundy. Zapytań do SQL: 11