menu


Poprzedni temat «» Następny temat
Salon
Autor Wiadomość
Berrylane


berrylane

administrator

Wysłany: 2018-10-22, 19:22   Salon

Salon
[Profil]
 
 
Spirits


spirits

mistrz gry

Wysłany: 2018-10-22, 19:44   

Świętowanie Halloween czas zacząć! Zgodnie z planem imprezy pierwsi goście pojawiać zaczęli się w chatce Francisa o 20, miejsce lokacji otrzymując zaledwie pół godziny wcześniej. Co ciekawe, niewiele osób wiedziało, że ta zniszczona, stara chata należała do rodziny Fuller - po mieście w końcu chodziły pogłoski, że miejsce to zostało spalone i cóż... Młodzi, gniewni i szaleni nie interesowali się tą historią na tyle, by doszukiwać się śladów tej diabolicznej rodziny. Nie to jednak było teraz przecież ważne - liczyło się to, że w domu zorganizowano imprezę idealną! Na stołach odnaleźć można było różnego rodzaju alkohol, ciasta i ciasteczka, a także jakieś kolorowe, podejrzane babeczki. Ktoś odważy się ich spróbować? Organizatorzy na wstępie instruowali ludzi, by w ramach bezpieczeństwa trzymać się parteru, a więc jedynie salonu, kuchni i sypialni. Wejście na piętro, tak jak i do piwnicy zostało zabronione z tego względu, iż pomieszczenia te są w zbyt kiepskim stanie.

Na początek wszyscy zaczynamy tutaj i do czwartku (włącznie) możecie pisać tu swobodnie posty, bez kolejki, bez stresu i bez spiny. Każdego proszę o podkreślenie w poście czy wie, że jest to dom rodziny Fuller! W piątek pojawi się pierwsza narracja MG związana z tą kwestią, a także pierwsza pula zadań do wyboru. Na razie bawcie się dobrze, korzystając z wolności :evil:
[Profil]
 
 
Noah Faraday


Noah

Faraday


Pracuje w domu pogrzebowym

Wygrał zakład... ale woli Liv

Lives in
white flower valley


Wysłany: 2018-10-22, 21:53   
  

  
  
  
20 yo

  
178 cm

  

  

  

  

  
od zawsze w Berrylane
Don't be ashamed of who you are. That's your parents job.

  




Halloween czas zacząć! Najlepsze święto w roku! No, może zaraz po Gwiazdce bo taką ciężko przebić... Ale Halloween było zawsze niesamowite według Noah! Głównie dlatego, że sporo frajdy w tą noc zazwyczaj miał. Za dzieciaka cukierki, a teraz imprezy. A od kilku lat to naturalnie ich Noc Oczyszczenia. Filmy takie sobie jednak imprezy się nie odmawia. Cały dzień czekał na wiadomość o miejscu zabawy! Tak, tak - wiedział, że dostanie to później, ale nie mógł się doczekać. To jak prezent! Nic dziwnego, że gdy tylko dostał wiadomość to w swym kostiumie ruszył przez miasto. Spotkał pewnie kilku znajomych, ponaśmiewali się ze swoich strojów, ale nie dał się zatrzymać nawet na mały żart z rzucaniem jajkami! Nope! Może jak będzie wracał po nocy, ale teraz nie chciał się spóźnić! Nic dziwnego, że do domku wparował w iście zabawowym nastroju.
- Nie płaczcie! Przybyłem! - no co? Żartowniś i trzeba było imprezę z góry rozkręcać. Miało być dzisiaj mega, a nie smętno! Nie musiał się przejmować jakimiś zasadami dobrego wychowania. Tutaj wszyscy przyszli poszaleć, prawda? Nawet dzielnie ćwiczył strzelanie przez ostatni tydzień! A póki co musiał pobawić się tutaj. No, ale jedzenia wolał póki co nie tykać. Miał zamiar też stosować się do tego by nie chodzić do piwnicy czy na górę bo życia nie chciał stracić i to w taki sposób. Domyślał się również do kogo chata mogła należeć - albowiem słyszał opowieści - ale nie miał stuprocentowej pewności. Poza tym aktualnie nie bardzo się nad tym zastanawiał. Trochę przed wejściem jednak co za różnica? Chata to chata. Tak więc domyślał się, ale nie wiedział... Wiedział za to, że będą się świetnie dzisiaj bawić.
_________________
  
[Profil]
 
 
Caesar Flanagan


Caesar

Flanagan


pomaga w lucky lizard casino

see you happy, without me

Lives in
white flower valley


Wysłany: 2018-10-23, 20:39   
  

  
  
  
22 yo

  
179 cm

  

  

  

  

  
od zawsze w Berrylane
You can't run away it will always find you even then anywhere you go

  


/ zdecydowanie po wszystkim
[outfit]

Do Halloween przygotowywał się od dłuższego czasu, choć przez te wszystkie zawirowania jakie jaszczurki przeżyły w ostatnim czasie niemal zapomniał, że zbliżał się wielkimi krokami. Właściwie gdyby nie spojrzał odpowiednio wcześniej na kalendarz totalnie by o nim zapomniał. Cały dzień snuł się, próbując zająć sobie czymś ręce ale tak naprawdę jego myśli były pochłonięte właśnie Halloween, aż w końcu dostał wiadomość na telefon gdzie odbywa się impreza. W ostatniej chwili pożyczył od swojej siostry kija od baseballa, postanawiając jednak nie pytać jej mimo wszystko nie pytać w tej chwili skąd go miała i do czego jej był potrzebny. Później zrobi jej kazanie, co oczywiście zaznaczył by nie myślała sobie, że po imprezie o tym zapomni! Postanowił, że na tę jedną noc zapomni o tych wszystkich ostatnich wydarzeniach i problemach i po prostu się zabawi w dobrym towarzystwie, a czuł, że znajdzie się większość twarzy, które na pewno znał chociażby z widzenia. W cosplayu zrobionym na Haryley Quinn paradował po ulicy strasząc małe dzieciaki zanim dotarł na miejsce. Po drodze dołączyła do niego Lulu za dwie kolejne przecznice zgarnęli również z Liv, z którą dogadał się z rana, że wpadnie razem z nimi. Wszystko szło zgodnie z planem, bo jak nie czuć się dobrze, będąc otoczony czarownicą i wersją Lando Clarrissana? Nie mógł zaprzeczyć, że lepszego wejścia nie mógł sobie wymarzyć. Nie miał bladego pojęcia czy ta chatka zniesie ich balangę, ale chyba powinna zdołać wytrzymać!
- Jestem ciekaw kto będzie - zerknął to na Liv to na Lulu kiedy podchodzili już do domku i dało się słyszeć, że impreza powoli zaczynała się rozkręcać - Proszę, wchodźcie śmiało - uśmiechnął się do nich, otwierając przed nimi drzwi by zaraz wejść za nimi do środka, zamykając pewnie za sobą drzwi.
_________________
  
[Profil]
  MÓW MI: Kama
 
cora braxton


cora

braxton


skończyła szkołę i nadal sprzedaje bilety w kinie

niezdecydowanie lvl hard

Lives in
white flower valley


Wysłany: 2018-10-24, 19:00   
  

  
  
  
18 yo

  
168 cm

  

  

  

  

  
od zawsze w Berrylane
Damn, my car still smells like marijuana, my mom is gonna kill me

  


Cora miała bardzo duży dylemat odnośnie przebrania na Halloween. Chciała wyglądać oryginalnie w miarę, co by nie okazało się na miejscu, że wszyscy przebrani są tak samo jak ona. Kiedy jak właśnie nie w Halloween należy się wyróżniać swoją pomysłowością? Na pewno każdy spodziewał się, że przebierze się za wielki liść konopi, albo za wielkiego jointa, ale postanowiła na coś zupełnie innego. Ostatnio z wielką chęcią wróciła do jednej ze swoich ulubionych powieści z dzieciństwa. Czarnoksiężnik z Krainy Oz to była lektura, którą do snu czytał jej ojciec. Za dzieciaka marzyła o tym by przenieść się do takiej krainy i spotkać tchórzliwego lwa, czy latające małpy. Poza tym była to najprawdopodobniej jedna z niewielu okazji by zobaczyć Braxton w sukience. Jako Dorotka wyglądała dosyć niewinnie, ale może to i dobrze. W końcu każdy może być w tym dniu kim tylko chce. Liczyła na dobrą zabawę i póki co wszystko prezentowało się wręcz nieprawdopodobnie.
Na miejscu pojawiła się, gdy jeszcze w domu zbierali się goście. Wiedziała, że wybrane przez organizatorów miejsce to dom Francisa Fullera i musiała przyznać, że było to mega kripi i w sumie też całkiem pomysłowe. Nie chwaliła się co prawda tym, że się tutaj wybiera, ale od razu rozpoznała wśród tłumu zbierających się imprezowiczów Noah i to właśnie do niego podeszła, dźgając go w plecy i szczerząc się wesoło. - Noah, mam wrażenie, że nie jesteśmy już w Kansas. - odezwała się równie wesoło co się uśmiechała, nawiązując jednocześnie do swojego stroju i przy okazji swoimi bucikami stukając, bo to dość ważny element przebrania nie. - Jak się bawisz? Wyczuwasz te wibracje? - poruszyła sugestywnie brwiami, nawiązując do tego w czyim domu się znajdowali. Nie była pewna czy Faraday zdaje sobie sprawę z tego kto tu mieszkał, więc i tak chciała się swoją wiedzą pochwalić.
_________________
[Profil]
  MÓW MI: kotlet
MULTI: no wiecie przecież
 
Olivia Marvel


Olivia

Marvel


recepcjonistka w klinice

Noah daje jej jeść, gdy jest smutna

Lives in
blue velvet


Wysłany: 2018-10-25, 00:13   
  

  
  
  
18 yo

  
170 cm

  

  

  

  

  
od zawsze w Berrylane
I always let you down, you're shattered on the ground but still I find you there.

  


#20 outfit

Zupełnie przypadkiem Liv zgadała się z Czarkiem. W sumie kumplowali się już od jakiegoś czasu (eh kolejny Jaszczur ku rozczarowaniu Noah pewnie, i tak samo matki Liv), w każdym razie Olivia nie miała pojęcia czy jej bliski kolega łamane przez chłopak będzie na tej imprezie, ale z góry zakładała, że nie. Nie wiedzieć czemu Noah nie pasował jej do tego typu imprezy. Ona sama dawno nie była na żadnej imprezie i stąd też pomysł, by to jak najszybciej nadrobić. I oto nadarzyła się okazja! Z ciuchami jakoś sobie poradziła domowymi sposobami, trochę Fay jej pomogła, trochę jakaś inna koleżanka i tak oto Liv prezentowała się w stroju ciut odważniejszej czarownicy. Możliwe, że w trakcie imprezy powinna zakosić też komuś jakąś miotłę do pełniejszej kreacji. Póki co poprawiała tylko nerwowo rondo kapelusza. Czuła się jednak najmniej przygotowana w zestawieniu jej stroju z dwójką ludzi, z którymi przyszła. Niemniej, kiedy tylko stanęła przed domem Fullera, zdenerwowanie minęło. Choć może wcale nie powinno, zwłaszcza, że przecież Olivia nie miała pojęcia do kogo należało to miejsce, w ogóle nie skojarzyła tego domu w pierwszym momencie i w ostatnim czasie nie miała okazji dowiedzieć się niczego więcej o tym miejscu. Nieznajomość miejsca nie bardzo jej jednak przeszkadzała.Mam nadzieję, że ktoś znajomy – oznajmiła z marszu Liv i jako pierwsza weszła do środka, rozglądając się po zgromadzonych. Póki co jednak uderzyła ją różnorodność strojów i udekorowane wnętrze chatki. – Całkiem sporo ludzi – rzuciła do swoich towarzyszy, odwracając się natychmiast do nich. – Pijecie? – zapytała jeszcze ze zmarszczeniem brwi, podchodząc do stolika i licząc, że owa dwójka pójdzie za nią. Czarek to na pewno, ale co do Lulu to już nie była pewna.
_________________
[Profil]
  MÓW MI: Anu
MULTI: Caleb | Gabby | Connor
 
Fred Millington


Frederick

Millington


studiuje fizę w seattle z braku laku

my, myself & I

Lives in
fallen cloud


Wysłany: 2018-10-25, 15:06   
  

  
  
  
18 yo

  
180 cm

  

  

  

  

  
od zawsze w Berrylane
When last I saw her she was dancing all alone Perhaps my chance was then, I'll never know

  


/ okej, fredysław jest przebrany za punishera, wyobraźcie to sobie, bo nie chce mi sie szukać

W końcu w życiu Freda nadszedł rok pełnoletności, a co za tym idzie, rok dorosłych imprez i możliwości uczestniczenia w nielegalnych spotkaniach. W końcu też mógł przestać chodzić po domach w Halloween po cukierki, bo jednak mając lat osiemnaście, to już trochę siara. Nie no, żarcik, zawsze tego dnia świętował razem z Baby i Tessą, oglądając maratony horrorów i jedząc masę niezdrowego jedzenia. W tym roku jednak doszło do nieodwracalnych zmian, każde z nich powolutku szło w swoją stronę i mogli już z pełną świadomością uznać, że ich święte trio stawało się przeszłością. Taki oto urok "przyjaźni na śmierć i życie".
Nie miał pojęcia, że ta chata, to ta konkretna chata, w której narodził się demon. Nigdy nie interesował się sprawą Huntsmana, a przynajmniej nie tak mocno, jak inni. Teraz jednak było bezpiecznie, prawda? Steve zginął, chwała za to Bogu, a im nic już nie zagrażało. Równie dobrze mogliby się więc bawić w środku ciemnego lasu, bo bezpieczeństwo było już czymś realnym. Czyż nie tak? Nie obawiał się nawet tego całego polowania, bo na tym przecież polegał urok tej zabawy. Nie miał do ostatniej chwili pojęcia, które z jego znajomych pojawi się na imprezie i kto bywał na niej już od kilku lat, bo sam się do nadejścia godziny zero zastanawiał, czy w ogóle się pojawić. W końcu uznał, że dołowanie się i rozmyślanie o tym, jak przeprosić Baby to ostatnie, na co ma ochotę, więc przebrał się prędko i przybył w określone miejsce. Na imprezie wiele było osób, których nie znał, ale od razu wypatrzył Czarka i Liv, Corkę i Noaha, pewnie z daleka im machając. Ruszył jednak od razu do stołu z alkoholem, bo na trzeźwo na pewno tego wszystkiego nie zniesie. No i wciąż się zastanawiał, czy jednak stąd nie uciec, do takiej Tessy na przykład. Choć ona pewnie już z Calebem umówiona była i ech, smutek, głupie związki, przez nie się przyjaciół traci.
_________________
  
[Profil]
  MÓW MI: majson
MULTI: cole, holdi, jay, pens
 
Adam Fawley


Adam

Fawley


Właściciel zakładu pogrzebowego

Brak

Lives in
auburn pine houses

Wysłany: 2018-10-25, 19:40   
  

  
  
  
33 yo

  
185 cm

  

  

  

  

  
od 3 lat w Berrylane
Ble ble ble

  


Jeśli w tym miasteczku były imprezy - nie wliczając oczywiście pogrzebów i styp - na których obecność właściciela zakładu pogrzebowego była czymś bardziej niż oczywistym, to taką imprezą jak najbardziej była ta związana z Halloween. Święto duchów w Berrylane miało podwójne, a nawet potrójne znaczenie, jeśli weźmie się pod uwagę wydarzenia z ostatniego niemalże już roku i wszystkie mordy oraz dziwne wydarzenia. Nie był szczególnie przesądny, o nie, ale nie zdziwiłby się, gdyby w kilku z nich brały udział duchy albo inne siły nadprzyrodzone. Albo chociaż ręka Boga, bo przecież śmierć praktycznie całej rodziny Mapplesów i to w tak krótkim czasie... na pewno mieli coś za uszami i Ten na górze się nieco wkurzył. No albo ten na dole, zależy jak patrzeć.
Na miejsce imprezy podjechał swoim wypasionym czarnym karawanem, zastanawiając się po drodze, czy dobrze zrobił, że nie zabrał ze sobą jakiegoś trupa jako osoby towarzyszącej. Mając jednak do wyboru znieważenie zwłok i proces sądowy w perspektywie, wolał jednak nie ryzykować. Wskoczył za to w swój równie wypasiony elfi strój, w którym nieco zmarzł pokonując drogę z samochodu do wnętrza domu, dlatego od razu postanowił się rozgrzać i po wejściu do salonu sięgnął po pierwszy z brzegu alkohol, zagryzając go babeczką we wściekle różowym kolorze. Nie miał pojęcia, czyja to chata i dlaczego z zewnątrz wyglądała jak półruina, ale nieszczególnie go to obchodziło. Stanął pod jedną ze ścian i szamiąc drugą babeczkę, tym razem pomarańczową (a może to też był różowy? W sumie jako facet odróżniał tylko szesnaście kolorów, w tym dziesięć odcieni czerni) i obczajając wyjątkowo bezczelnie zbieraninę dzieciarni, która zaczęła się pojawiać w salonie.
[Profil]
  MULTI: Colin Winchester
 
Spirits


spirits

mistrz gry

Wysłany: 2018-10-26, 19:35   

Głośna, klimatyczna muzyka z lat osiemdziesiątych, efekty dźwiękowe ze znanego, komercyjnego serialu i banda dzieciaków przebranych za kultowe potwory - początkowo właśnie to było kwintesencją tej imprezy. Pierwsze jej minuty faktycznie upływały powoli, w odpowiednim klimacie i bez ryzyka o swoje bezpieczeństwo, lecz migające światła dość prędko zostały zauważone przez zebrany tłum. Naturalnie połowa osób wzięła je za efekty specjalne, na wzór tych ze Stranger Things, ale czy było to możliwe w tak starej, zniszczonej chacie? Do tego dziwne dźwięki, słyszalne jedynie przez kilka sekund, co kilka minut. Niewątpliwie pochodziły z piwnicy, do której zabroniono się zbliżać, ale czy nie odbywała się tam czasem lepsza, podziemna impreza?
Głos niezadowolenia wydobył się z ust zebranych, gdy pijany już student prawa wylądował z głośnym krzykiem na zebranych pod ścianą butelkach piwa. W tym momencie nawet nikt nie przejmował się jego stanem - ważniejsze było to, że pozbawił tym samym zebranych sporej ilości procentów. Ktoś jednak krzycząc poprosił, by ktoś pofatygował się po zapasy piwa, które ukryte zostały w forcie, znajdującym się w lesie.

Czas na dokonanie pierwszego wyboru! Każda postać musi zdecydować się na jedną z poniższych opcji (proszę o podkreślenie jej w poście):
    1. Nie interesują mnie dźwięki, hałasy, ani brak alkoholu - trzymam się bezpiecznej strefy - zostaję w salonie.
    2. Impreza bez alkoholu? Idę po niego! Tym bardziej że jest w forcie!
    3. Coś ukrywają w tej piwnicy, muszę zobaczyć co takiego!


Następny post w niedzielę - do tego czasu wciąż nie obowiązuje kolejka, a spóźnialscy mogą jeszcze dołączyć, uwzględniając przy tym jedną z powyższych opcji! :cool:
[Profil]
 
 
Fred Millington


Frederick

Millington


studiuje fizę w seattle z braku laku

my, myself & I

Lives in
fallen cloud


Wysłany: 2018-10-26, 19:51   
  

  
  
  
18 yo

  
180 cm

  

  

  

  

  
od zawsze w Berrylane
When last I saw her she was dancing all alone Perhaps my chance was then, I'll never know

  


Nie mógł złapać zasięgu, co nie było tak dziwne, jeśli wziąć pod uwagę te migające światła. Wątpił, by był to efekt zamierzony, bo hej - by osiągnąć niektóre elementy świata ze Stranger, studenciaki potrzebowaliby kupy kasy. A wątpił, by któreś sypnęło groszem tylko po to, by mieć imprezę jeden do jednego. Nie mógł więc zadzwonić ani do Tessy, ani w szczycie desperacji do Bejbi, ani nawet wezwać taksówki. Nie potrafił się też wyluzować, coraz bardziej jednak stresując tym całym polowaniem i ech, okej, nie miał dziś imprezowego nastroju, mimo że starał się o niego mocno. Dlatego popijał ciągle piwo, poncz jakiś i inne drineczki, gadając z nieznanymi sobie osobami, głównie jednak opierając się o ściany chatki. Beznadzieja. Zdecydowanie było to najgorsze Halloween w jego życiu, a był to przecież dopiero początek. Jak wiele męczarni jeszcze przed nim?
Chciał się wymknąć i udać na samotne zwiedzanie domu, kiedy jakiś idiota, pijany już pewnie w sztok, wylądował na zapasach alkoholu. Westchnął sobie przy tym cicho, pozwalając, by niewielki wredny uśmieszek zagościł na jego twarzy. Boleć to musiało zdecydowanie, ale wyglądało komicznie bardzo! Nie mniej jednak, żal mu było straconych zapasów, toteż od razu krzyknął, że pójdzie do tego nieszczęsnego fortu. Nie miał pojęcia, czy ktoś podejmie się marszu wraz z nim (wątpliwe bardzo), więc od razu ruszył w stronę wyjścia. Zapytał jeszcze po drodze bardziej ogarniętego ziomka, jak tam dojść, i po otrzymaniu niejasnych instrukcji, wyszedł z chatki. No, noc ciemna, zimna, pełnia na niebie, zwierzęta nocy pochowane w czerni, idealny plan! Zaczął się zastanawiać, czy to prank jakiś i czy dostanie się mu po dupie, ale jak to mówią, yolo. Najwyżej ucieknie w daleki las i w nim zamieszka z wilkami, czemu nie, to wcale nie tak głupi plan.
_________________
[Profil]
  MÓW MI: majson
MULTI: cole, holdi, jay, pens
 
Caesar Flanagan


Caesar

Flanagan


pomaga w lucky lizard casino

see you happy, without me

Lives in
white flower valley


Wysłany: 2018-10-26, 21:23   
  

  
  
  
22 yo

  
179 cm

  

  

  

  

  
od zawsze w Berrylane
You can't run away it will always find you even then anywhere you go

  


Każdy powinien mieć szansę na małe rozerwanie się, więc dlaczego by nie skorzystać z takiej okazji jak właśnie ta? Naprawdę chciał zapomnieć o tym wszystkim co się działo chwilę wcześniej i pomimo, że nieco się skrzywił na widok domu, bo trochę źle mu się to wszystko teraz kojarzyło, obiecał sobie, że właśnie zrobi to teraz w Halloween. Musiał przyznać, że organizatorzy postarali się wyjątkowo z dekoracjami i to wszystko wyglądało bardzo realnie. Chyba był jednym z nielicznych, którzy nie oglądali Stranger Things. Jakoś nie mógł wczuć się w te klimaty i utknął gdzieś w połowie pierwszego sezonu, trochę też zapominając, że miał się zabrać wreszcie za dalsze oglądanie.
- Mogłaś powiedzieć, że brakuje ci miotły. Przyniósłbym z kasyna - pozwolił sobie na małe dogryzienie, kiedy dostrzegł, że czegoś brakuje w elemencie stroju Liv. Nie, żeby się czepiał czegoś tak banalnego, bo jednak trzymanie ciągłego miotły mimo wszystko mogło być upierdliwe w dalszym rozwoju imprezy. - Rozpoznajesz już kogoś? - zapytał jednocześnie kiwając głową, że będzie pił. Jedyne o czym nie pomyślał, to o tym, żeby przynieść własny alkohol bo taka myśl pojawiła mu się zaraz kiedy jakiś pijany koleś wpadł w butelki piwa pod ścianą. Nie miał pojęcia kiedy zdążył się tak już uwalić, żeby przyjść na imprezę w takim stanie. Rozwalone butelki nie wyglądały najlepiej ale w pewnym momencie zwrócił uwagę na wychodzącego Freda, któremu przecież chwilę wcześniej odmachał - Liv, Lulu przejdę się po to piwo a wy tutaj zostańcie, dobra? - powiedział bez chwili zastanowienia, ale przecież alkohol nie mógł sam się przynieść. Może to tak nie ładnie było zostawiać swoje towarzystwo, ale widział po niektórych, że nie chciało im się ruszyć swoich czterech liter - Fred, poczekaj! - przyspieszył nieco, przeciskając się przez zebranych ludzi by w końcu dołączyć do kumpla - Jak to sobie wyobrażałeś, że przyniesiesz wszystkie zapasy tutaj sam? - rzucił kiedy wreszcie znalazł się przy nim i wyciągnął rękę w geście żołwika by w ten sposób się z nim przywitać. Na kolejną porcję narzekania, że dawno się nie widzieli przyjdzie pora później.
_________________
[Profil]
  MÓW MI: Kama
 
Noah Faraday


Noah

Faraday


Pracuje w domu pogrzebowym

Wygrał zakład... ale woli Liv

Lives in
white flower valley


Wysłany: 2018-10-26, 22:12   
  

  
  
  
20 yo

  
178 cm

  

  

  

  

  
od zawsze w Berrylane
Don't be ashamed of who you are. That's your parents job.

  


Był towarzyski, więc gdy ktoś go zaczepiał to od razu się odwracał. Nie ignorował ludzi! Zwłaszcza, że pewnie tak większość kumpli poznawał - na imprezach. Za to słysząc tekst Cory po tym jak zobaczył jej przebranie to serio śmiechem parsknął.
- Uważaj Dorotko. Niebezpiecznie tak się skradać do mundurowego z bronią w ręku - zaśmiał się i aż musiał chwycić za jeden z rękawów stroju Dorotki bo serio nie mógł uwierzyć. Chwyciłby za dolną część sukienki, ale nie był chamem. Tak, nawet jeśli jeszcze nie dostrzegł Liv to był porządny! Za to dostrzegł Freda, któremu pomachał, a chwilę później się zdziwił bo wydawało mu się, że przemknął tutaj, gdzieś jego szef... to wolał wrócić wzrokiem do Cory. - Jakie wibracje? To może przełącz w telefonie? - oj, biedny Noah nie ogarnął widać! A może Braxton miała teraz jakieś moce, o których nie wiedział? - Może się pochwal jak się czujesz w sukience? Czekaj, czekaj! - sam wyciągnął telefon. Tak tak! Musiał jej zrobić fotę bo pewnie Caleb mu nie uwierzy jak się dowie. Trzeba było dowód mieć!
Niedługo trwało nim w końcu zauważył Caesara i... Liv?! W takim stroju?! Co ona w ogóle tu robiła! No ba, że się zirytować chciał, ale należał do tego grona, które jęknęło z niezadowoleniem, gdy jeden ze studentów pozbawił ich alkoholu. Powinni te butelki lepiej chronić!
- Ej! Daj znać jak będziecie potrzebować pomocy - machnął telefonem w stronę Caesara, gdy ten poszedł za Fredm. Też chciał iść po procenty, ale miał tutaj Corę i Liv... Tak, tak, dorosłe i w ogóle, ale nie powinno ich tu być. Zwłaszcza Marvel, której nigdy tu nie widział. Chwycił Corę za rękę i podszedł z nią do Liv oraz jej towarzyszki. - Co ty tutaj robisz? To nie jest impreza... otwarta - źle by brzmiało "dla wszystkich" albo "dla grzecznych", więc udało mu się powstrzymać. Przy tym też zdjął kurtkę i położył na ramionach Marvel. No bo co to za ciuch! - Potem mi opowiesz, a póki co to trzymajcie się tutaj ludzi. Po alko już poszli to ja sprawdzę czy te dźwięki to nie jest jakiś alfabet morsa co nam mówi, że mają też butelki ukryte na dole - nie zabroni się bawić, ale wolałby aby nie wychodziły na zewnątrz same. Za to pewnie nie zabroni nikomu jakby tak chciał się z nim przejść na dół, ale tego już nie wymagał. Sam udał się w stronę piwnicy.
_________________
[Profil]
 
 
Olivia Marvel


Olivia

Marvel


recepcjonistka w klinice

Noah daje jej jeść, gdy jest smutna

Lives in
blue velvet


Wysłany: 2018-10-27, 15:51   
  

  
  
  
18 yo

  
170 cm

  

  

  

  

  
od zawsze w Berrylane
I always let you down, you're shattered on the ground but still I find you there.

  


Uwaga, postek z telefonu, ale bardzo się staram, by nie był totalną kupą. Liv parsknęła otwarcie śmiechem na ten żarcik Czarka i tylko pokręciła głową z politowaniem. W sumie przybycie tutaj z miotłą i traktowanie jej jako nieodłącznego elementu swojego stroju na dłuższą chwilę mogłoby być nieco uciążliwe. Równie jak to, że nowy student prawa zaprzepaścił szansę na napicie się, typowo, Olivia z irytacją przyglądała się jak koleś chwiejnie wstaje i tylko wywróciła na niego oczyma. Coraz mniej jej się podobała ta impreza. Tyle, że po chwili dostrzegła Noah, którego nie spodziewała się chyba w równym stopniu, co on jej w tym miejscu. Choć było to pewne niedopowiedzenie, bo reakcja chłopaka sugerowała, że to on znacznie bardziej się jej tutaj nie spodziewał. Zanim jednak jej chłopak do niej podszedł, Liv skinęła głowa w kierunku Flanagana, zostając tymczasowo jeszcze na swoim miejscu i lekko uśmiechając się do Lulu. Naprawdę zamierzała dotrzymać jej towarzystwa - przynajmniej dopóki nie została sprowokowana przez Noah. Uśmiechnęła się najpierw do niego promiennie i nawet chciała się ładnie z nim przywitać, ale trochę zmroziło ją jego pytanie. Zmarszczyła czoło w geście lekkiego poirytowania i z trudem powstrzymała się przed odruchowym odsunięcie się, gdy Noah zdjął kurtkę i zarzucił na jej ramiona. - Cześć tobie też - rzuciła ironicznie i z dozą zgryźliwości, słysząc, że później ma mu się tłumaczyć. - Wiesz, mogłabym zapytać o to samo, bo nie wspominałeś nic o dzisiejszej imprezie? - powiedziała jeszcze, ale z westchnieniem naciągnęła jego kurtkę na swoje ramiona. - Nie ma mowy, żebyś poszedł tam sam! Nie oglądasz horrorów? Idę z tobą, może mi powiesz przy okazji jak to się stało, że tutaj jesteś - oznajmiła głosem nieznoszacym sprzeciwu i z wysoko uniesioną głową poszła wraz z Noah zajrzeć do piwnicy. Nie planowała spotkać Faradaya na tej imprezie, ale skoro już spotkała a jej towarzysz ją zostawił samą to chyba nie było żadnych przeciwwskazań, by pójść z Noah. Wymieniła tylko wymowne spojrzenia z Lulu i Corą i po tym zeszła do piwnicy.
_________________
[Profil]
  MÓW MI: Anu
MULTI: Caleb | Gabby | Connor
 
cora braxton


cora

braxton


skończyła szkołę i nadal sprzedaje bilety w kinie

niezdecydowanie lvl hard

Lives in
white flower valley


Wysłany: 2018-10-27, 16:49   
  

  
  
  
18 yo

  
168 cm

  

  

  

  

  
od zawsze w Berrylane
Damn, my car still smells like marijuana, my mom is gonna kill me

  


Jego reakcja nawet ani trochę jej nie zaskoczyła. Spodziewała się tego. Każdy kto znał Corę, ten wiedział, że sukienek to ona w szafie może ma dwie. I zazwyczaj nie opuszczają one cichego zakątka tej jej szafy. Ale w końcu to było Halloween, jedyna i niepowtarzalna okazja do tego żeby spróbować coś nowego. Nawet jeśli polegało to tylko na wciśnięciu się w dziewczęcą sukienkę i związanie włosów niebieską wstążeczką. - Widzę, że osiągnęłam zamierzony efekt. - parsknęła śmiechem, gdy ten dalej chyba nie mógł nadziwić się temu na jakie przebranie się zdecydowała. - Dobra dobra, naciesz oczy i daj już spokój. - pacnęła go w łapę, którą jej tutaj materiał sukienki macał. Ale śmiała się przy tym, więc nie mógł tego brać tak do siebie. Widząc jak jej zamierza tutaj jakąś sesję zdjęciową zagwarantować, próbowała wyrwać mu komórkę, ale ostatecznie skapitulowała i pokręciła tylko głową. Chciała też powiedzieć, że te całe wibracje niewiele mają wspólnego z telefonem, a raczej atmosferą unoszącą się wokół przez wybrane na tę imprezę miejsce rodzinnego domu Fullera. Nie zdążyła jednak, bo najpierw usłyszała huk roztrzaskanych butelek z alkoholem, a potem Noah pociągnął ją w stronę ich znajomych. Widząc te znajome twarze od razu się uśmiechnęła i przywitała, na dłużej zatrzymując wzrok na Liv. - Noah chciał chyba powiedzieć, że super wyglądasz i fajnie, że tu jesteś! - skomplementowała przyjaciółkę, która postawiła na bardzo śmiały strój. Pewnie niejeden gość się za nią oglądał. Szturchnęła przy okazji gdzieś w bok Noah, bo tak niezbyt grzecznie się do niej zwrócił z tą otwartością imprezy. Zmarszczyła nawet brwi nieco gniewnie, bo zamiast powiedzieć jak ślicznie wygląda to jeszcze chce ją stąd przegonić.
Dobiegające dźwięki z piwnicy i migające światła zamiast ją przestraszyć, tylko bardziej wzbudziły ciekawość. Serce jej odrobinę podskoczyło, ale to tylko z ekscytacji. - Ej, idę z wami! - krzyknęła w stronę Noah i Liv. - Nie ma opcji, że to przegapię. - normalni ludzie raczej uciekaliby jak najdalej, zwłaszcza gdyby wiedzieli co to za miejsce, ale nie Cora. Nie dość, że miała smykałkę do wpadania w kłopoty to jeszcze bardzo intensywnie interesowała się tą sprawą Huntsmana. - Mną się nie przejmujcie. - machnęła ręką, bo dopiero teraz wzięła pod uwagę fakt, że może chcieli porozmawiać na osobności. Tak to wyglądało, gdy stali po środku salonu. - Zawsze chciałam tu przyjść. Zobaczyć o co tyle szumu wokół tego domu.. wy też? - nie do końca normalny okręg zainteresowań, ale nie od dziś wiadomo, że Braxton to skomplikowany przypadek.
_________________
[Profil]
  MÓW MI: kotlet
MULTI: no wiecie przecież
 
Tegan Abbott


imperatorka

Tegan Abbott


przyszły detektyw

nope

Lives in
xvi pedicabo


Wysłany: 2018-10-27, 21:09   
  

  
  
  
22 yo

  
171 cm

  

  

  

  

  
od 3 lat w Berrylane
god help anyone who disrespects the queen

  


#11

Cóż mogło być lepszego od imprez i dużych ilości ludzi? Oczywiście imprezy-przebieranki. Makijaż i stroje, w których na co dzień ludzie nie pokazywali się publicznie. Tegan również nie paradowała zwykle po mieście w niespotykanych ubraniach. Pomijając przynajmniej te przypadki, gdy zapominała się i wychodziła z domu w piżamie czy od czasu do czasu namalowała na policzkach gwiazdki bądź serduszka. Rzecz w tym, że w Halloween mogła zupełnie legalnie przebrać się za coś nieziemskiego.
Wybór był trudny. Zaczęła od szybkiego przeglądu klasyki horroru, ale każdy strój albo był męski, albo jej nie pasował. Zaniżyła zatem poprzeczkę i szukała pośród bajek dla dzieci, ale i tam nie trafiła na ten jedyny, perfekcyjny kostium. Koniec końców przebrała się po prostu za diablicę. Rozmazała wodą pod oczami tusz do rzęs, kupiła różki, ogon i widły, natapirowała porządnie włosy i włożyła na siebie czerwone ubrania. Kostium nie był skomplikowany i nie wymagał od niej setek godzin przygotowań, a końcowy efekt całkiem jej się podobał. Przed wyjściem Tegan upewniła się, że w jej torbie oprócz czerwonej szminki są jeszcze dwie niezbędne rzeczy — nóż myśliwski i gaz pieprzowy. Mogła być rozchwianą emocjonalnie, nieodpowiedzialną dziewczyną, ale wiedziała, gdzie się pakuje. Było Halloween w Berrylane, mieście morderców i szaleńców, okazja wręcz wrzeszczała o to, aby jakiś psychopata ją wykorzystał, a choć Tegan nigdy nie gardziła dreszczykiem emocji, nie zamierzała tak łatwo dać się zamordować.
Na imprezę wpadła odrobinę spóźniona i od razu zaczęła rozglądać się za znajomymi twarzami. O tym, kto był wcześniej właścicielem tego przybytku, nie słyszała ani słowa. Nie dociekała też tego, po prostu poszła z zamiarem dobrej zabawy. O uszy obiły jej się za to historie o corocznych imprezach halloweenowych; nie mogła uwierzyć, że dopiero w tym roku udało się jej załapać na zabawę i zachodziła w głowę, gdzie podziewała się w pozostałych latach, że nie trafiła do tej chaty.
Abbott nie zdążyła jeszcze dobrze rozejrzeć się po wnętrzu, gdy światła zamigotały, a z piwnicy popłynęły dziwne odgłosy. Ona zaś nic sobie z tego nie robiąc, święcie przekonana, że to jedynie część przedstawienia, udała się od razu w stronę stołów, żeby porwać z jednego ciasteczko i wepchnąć sobie całe do ust, obserwując to wymyślne widowisko.
Widząc studenta przewracającego butelki z alkoholem, Tegan poczuła, że pora ratować sytuację. Wyprawa do piwnicy kusiła, ale wyjście na zewnątrz w poszukiwaniu piwa brzmiało jak większy dreszczyk niebezpieczeństwa. W głębi duszy zawsze była zwolenniczką horrorów, w których główni bohaterowie uciekali po otwartej przestrzeni niż tych, w których byli zamykani w małych strasznych pomieszczeniach. Ucieczka gwarantowała więcej emocji, więc zdecydowała się dołączyć do chłopaków, którzy wybierali się do fortu.
Wepchnęła do ust kolejne ciastko, wzięła jeszcze jedno na zapas i wybiegła za nimi z chaty, aby nie odeszli za daleko i miała szanse ich dogonić.
Chłodne, nocne powietrze uderzyło ją w twarz po przekroczeniu progu domu.
Hej! Przed nami cała noc! — zawołała, docierając pospiesznie do Caesara i Freda. — Jestem w stanie założyć się, że cały alkohol zejdzie jeszcze przed północą, więc im więcej teraz się przyniesie, tym lepiej. — Poprawiła różki, które po drodze odrobinę się przekrzywiły. Pod pachą trzymała diabelskie widły, a w ręce ciastko zabrane z chaty. Nie była pewna, czy spotkała już kiedyś tych dwóch, chyba kojarzyła ich tylko z widzenia, ale nie wykluczała, że kiedyś już się sobie przedstawili. Miała dość słabą pamięć do imion i twarzy.
_________________

[Profil]
  MÓW MI: vera
MULTI: Faith
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  
BERRYLANE POGODA
Strona wygenerowana w 0,13 sekundy. Zapytań do SQL: 6