menu


Poprzedni temat «» Następny temat
#3
Autor Wiadomość
Lorna Faraday


Wysłany: 2018-01-16, 20:33   #3

    [1]




Minęło trochę czasu odkąd Lorna zawitała do miasteczka. Znajomi, którzy dzwonili do niej nie patrzyli zbyt przychylnie na jej zachciankę — jedni zarzucali jej, że oszalała, inni obstawiali, że Faraday wróci po kilku dniach do Nowego Jorku z podkulonym ogonem. Zakończy tym samym szalone życie podróżniczki, czy co innego skłoniło ją do przyjazdu tutaj. Może i podświadomie wiedziała, ale nie oznaczało to, że chciała dzielić się tym zresztą. Chciała porozmawiać z Colterem, chciała czegoś nowego i chciała choć raz być zupełnie spontaniczna. Zaowocowało to znalezieniem własnego miejsca na ziemi — tak przynajmniej czuła. To nic, że było to naiwne, nierozsądne i zwyczajnie dziecinne. Tam przecież miała prawdziwą rodzinę, studia i życie. A tutaj? Tutaj nie miała nic, poza mężczyzną, którego uznała za brata kiedyś, a który rzeczywiście był jej bliższy niż ktokolwiek inny. Poza tym musiała przyznać, że wyjazd dawał jej niezaprzeczalną okazję ku temu, by nieco się od swojej rodziny uwolnić. Nikt nie patrzył na małą Lornę z wyższością i nie komentował tego, w jaki sposób układała swoje własne życie. Znaczy... teraz robili to na pewno, ale zupełnie jej to nie interesowało. Chyba polubi Berrylane bardziej, niż kiedykolwiek zakładała.
Dziwne, że nie przyszła do niego od razu. Może nie chciała zrobić tego tak z marszu? Może potrzebowała uporządkować sobie wszystko, znaleźć pokój i dopiero zapukać i poinformować Faradaya, że też postanowiła tu przyjechać? Chciała mu również zrobić niespodziankę, bo przecież byli rodziną. Może i logika Lorny była nieco pokraczna, ale jak widać nie przejmowała się tym zupełnie. Dlatego któregoś dnia w godzinach około południowych zjawiła się pod jego drzwiami. Załatwienie sobie adresu nie było szczególnie ciężką sprawą — wystarczyło trochę popytać. Zadziwiające było nieco to, że ludzie w małych miastach zawsze bardzo chętnie mówią. Stuknęła więc kilka razy w masywne drzwi i rozejrzała się po otoczeniu. Nie miała pojęcia czy przyszła w porę. Równie dobrze mogło go tu wcale nie być. Kiedy jednak usłyszała czyjeś kroki po drugiej stronie uśmiechnęła się do siebie zadowolona.
— Cześć Cole. Dobrze cię widzieć! Uciekłeś bez pożegnania, a tak się nie robi. Nikt ci tego nie mówił? — zagadnęła od razu, gdy tylko ujrzała twarz mężczyzny. Chwilę potem, pewnie wykorzystując element zaskoczenia, objęła go żeby przytulić się na powitanie. Lorna cieszyła się przecież na spotkanie, bo jeszcze tyle rzeczy musiała mu opowiedzieć. I on jej też, tak?
_________________
[Profil]
 
 
Colter Faraday


Mieszka w
white log mews


nikogo już nie lubi

i nic już nie robi

W Berrylane od trzech lat

Colter

Faraday

Wysłany: 2018-01-28, 14:33   
  
"
I have a bad feeling about this

  
 34 y.o.

  
 183 cm

  

  

  

  

  

  


    #5 (zdecydowanie jeszcze przed balem)


Czternaście dni. Tyle zamierzał spędzić początkowo w Berrylane. Miał spłacić zaległe rachunki, miał spotkać się z każdym z rodzeństwa i w choć minimalnym stopniu wytłumaczyć swoje zachowanie. Miał zagwarantować matce najlepszą opiekę medyczną i wierzyć w jej cudowne, nagłe polepszenie stanu zdrowia. Potem zamierzał wrócić do San Francisco, odzyskać swoją pracę i dawne życie. Bez kłopotów, jakie niosło za sobą posiadanie nazwiska Faraday, bo mimo wszystko, mieszkając nad zatoką potrafił o tym wszystkim zapomnieć. Nie kontaktował się z ojcem, z jego dziećmi, nie był częścią jakiejkolwiek rodziny. I to jak najbardziej mu odpowiadało, choć nie do końca gwarantowało to życia szczęśliwego.
Wdał się w nazbyt skomplikowane relacje i gdy zauważył, że przez wzgląd na nie siedzi w Berry już równy miesiąc, gotów był wyjechać bez słowa. Nic nie ułożyło się tak, jak powinno. Początkowo naiwnie wierzył w to, że to przeklęte miasto pozwoli mu rozpocząć nowy rozdział w życiu, a tymczasem... Każda podejmowana decyzja kończyła się małą katastrofą. O poznaniu Baby starał się już wcale nie myśleć, choć jego powrót do zawodu w Seattle był z nią ściśle związany. Ale trudno, zdarza się, prawda? Każdy popełnia pomyłki w życiu, a niektórzy po prostu mają to szczęście, że pech ich nie opuszcza. Dzisiejszego dnia oczywiście miał nadzieję, że wszystko dobrze się potoczy, że żadne przykre niespodzianki nie zwalą się mu na głowę. Skąd mógł wiedzieć, że jedna takowa również od miesiąca krąży po ulicach Berrylane? I to właśnie dziś postanowiła do reszty skomplikować jego życie.
- Co? - zapytał głupio, gdy otworzył drzwi i zobaczył Lornę. Początkowo wydawało mu się, że ma zwidy. Potem jednak uznał, że musi to być jakaś kiepska forma żartu, może gdzieś nawet jest ukryta kamera? Rozejrzał się więc po okolicy, lecz gdy nic nie przykuło jego uwagi, przeniósł swe spojrzenie na siostrę. - Co ty tutaj robisz, po co tu przyjechałaś? - zapytał, nie kryjąc złości i zaskoczenia. Zamknął nawet drzwi za sobą i wyszedł na zewnątrz, by przypadkiem nie przeszło jej przez myśl, by do jego domu się wślizgnąć. Odsunął ją nawet prędko od siebie, gdy zdecydowała się go przytulić. Może w innym przypadku faktycznie ucieszyłby go jej widok, ale nie dziś. Nie teraz, nie tutaj.
  
[Profil]
  MÓW MI: Maja
MULTI: Darcy, Elio, Floyd, James, Remus, Rue, Theo
 
Lorna Faraday


Wysłany: 2018-02-16, 21:25   

Dobrze, że Lornę nie było tak łatwo urazić. W przeciwnym razie skrzywiłaby się wymownie w reakcji na jego słowa i odeszłaby widząc, że wcale jej tu nie chciał. Byłoby to w pewnym sensie rozsądne, a jednak każdy, kto kiedykolwiek miał styczność z młodą Faraday wiedział doskonale, że zdrowym rozsądkiem raczej nie grzeszyła. Dlatego stała dalej na tej werandzie, nadal uśmiechała się ładnie do Coltera czekając, aż wreszcie zacznie jej tłumaczyć się należycie z tego, dlaczego się tak zachował. Bo nawet byłaby skłonna mu to wybaczyć, ale warunkiem było wcisnąć jej należyte usprawiedliwienie. Dlatego przyglądała mu się i uśmiechała się przy tym lekko, zupełnie nie zdając sobie sprawy, że była ostatnią osobą, którą chciałby teraz widzieć. Prawdopodobnie taka wiedza brutalnie złamałaby jej serduszko.
— Chciałam ci zrobić niespodziankę — wyjaśniła łagodnie i wzruszyła ramionami. Chyba nie chciała dostrzegać tego, ze wydawał się zdenerwowany. A nawet jeśli, to w jej głowie na pewnie powstało jakieś bzdurne wytłumaczenie dlaczego. Zerknęła na niego, a później rozejrzała się po okolicy, bo nie bardzo chciała rozmawiać na werandzie. Wolałaby gdzieś usiąść i w spokoju go powiadomić o tych wszystkich zmianach, jakie zdążyły w jej życiu zajść w ostatnim czasie. — Poza tym też teraz mieszkam w Berryland, więc stwierdziłam, że pora się przywitać — wyjaśniła odnosząc się do tego, że pytał o jej pobyt tutaj. W znaczeniu na jego werandzie, tak? Poprawiła torebkę, która wisiała na jej ramieniu i wzruszyła ramionami. — Może wejdziemy? Albo pójdziemy gdzieś? Głupio tak stać tutaj i rozmawiać — zaproponowała, bo zupełnie nie widziała w tym nic złego. Powinien jej pomysł podchwycić i się zgodzić. Trochę chyba zejdzie zanim do młodej Faraday dotrze, że nie jest najmilej widzianym tutaj osobnikiem. Chociaż mogła domyślić się po tym, jak ją od siebie odsunął szybko i krzywił się głupio. Chyba, że to tylko wina tego, że zły dzień miał, co? Jak widać — póki co — potrafiła w swej głowie znaleźć wytłumaczenie na wszystko. Byleby tylko nie musieć do siebie dopuścić myśli, ze jest jedyną osobą szczęśliwą z powodu ich dzisiejszego spotkania.
[Profil]
 
 
Colter Faraday


Mieszka w
white log mews


nikogo już nie lubi

i nic już nie robi

W Berrylane od trzech lat

Colter

Faraday

Wysłany: 2018-02-17, 22:01   
  
"
I have a bad feeling about this

  
 34 y.o.

  
 183 cm

  

  

  

  

  

  


To nie tak, że jej tu nie chciał. Po prostu liczne problemy, te wszystkie komplikacje i wypowiedziane przez niego kłamstwa nakazywały zachować się mu tak, a nie inaczej. Zdecydowanie wolałby z Lorną spędzać dnie, zamiast przy Arizonie udawać, że dobrze się bawi. O reszcie rodziny nie było warto teraz wspominać, bo sama rozmowa z nimi bardziej przypominała średniowieczne tortury, niż faktyczną próbę naprawienia ich relacji. On się bał zwyczajnie, że przez Lornę wszystko się pogorszy, że nie tylko straci na zawsze swą prawdziwą rodzinę, ale i ją. A tego by nie chciał, bo przecież przez pewien czas była jedyną bliską mu osobą.
- Niespodziankę? - powtórzył za nią, próbując sobie to wszystko w głowie poukładać. Niczego nie rozumiał. - Ale skąd wiedziałaś, że ja tu jestem? Kiedy w ogóle przyjechałaś? - zapytał szybko, bo było to przecież kluczowe. Boże, jeszcze chwila i gotów byłby ją w krzaki jakieś szybko wrzucić, byleby tylko ją ukryć przed światem. Pewnie nawet nie stresowałby się tak mocno swoją kochanką, gdyby ją miał. I gdyby żonę miał, którą mógłby zdradzać. Słysząc jej prośbę lekko się skrzywił. Nie zamierzał z nią rozmawiać, ale chyba nie miał wyjścia. Spojrzał szybko za zegarek i uznał, że o tej porze nikt z rodzeństwa raczej nie wpadnie, więc... - Możesz wejść, ale tylko na chwilę - powiedział nie kryjąc złości, po czym odwrócił się i wszedł do środka. Nie obchodziło go to, czy faktycznie za nim ruszy, czy zostanie na zewnątrz. Chciała pogadać? Okej, nie ma sprawy, chętnie jej nakaże wracać do domu. Przykro mu było, że pozna go teraz z tej gorszej strony, ale cóż. Berrylane zmienia ludzi. Tym bardziej jak się jest przy tym wstrętnym kłamczuszkiem. Nie zamierzał jednak jej teraz również okłamywać, bo prawda - nawet ta paskudna - mogła go jakoś wybronić. Jak się dowie o co chodzi w tym wszystkim, to może sama nawet postanowi wyjechać? Oparł się więc pewnie gdzieś o ścianę i dokładnie przyglądał, gdy wchodziła do środka. Pewnie już na starcie aparaturę usłyszała, dobiegającą z sypialni na piętrze, więc tym bardziej uważnie ją obserwował. Wiedziała w ogóle, dlaczego Colter tu przyjechał? I kto jej to w ogóle powiedział? Tyle miał pytań, a tak mało chęci, by z nią rozmawiać.
[Profil]
  MÓW MI: Maja
MULTI: Darcy, Elio, Floyd, James, Remus, Rue, Theo
 
Lorna Faraday


Wysłany: 2018-03-03, 22:56   

Może powinien się wreszcie z tym zmierzyć? Zamiast myśleć o tym w jaki sposób wybrnąć znowu obronną ręką, kolejnym kłamstwem i naciąganą historią, powinien na poważnie zastanowić się jak to odkręcić. Niby taki dorosły był, ale zupełnie niepoważny i głupi przy tym jak dziecko. Pewnie to ich połączyło właśnie, tak świetnie się dogadywali, bo oboje średnio rozumem grzeszyli i mentalność dzieci gdzieś tam w nich siedziała. Szkoda tylko, że Lorna uważała go za swojego brata (nawet jak nim nie był to nigdy się nie zawahała, okej?) a tu okaże się, że wszystko to, co sobie tam w głowie zbudowała, jej pełne przeświadczenie o tym, jaki Colter jest super jest tylko dobrze skonstruowanym kłamstwem.
Głową pokiwała, bo nadal przecież była niezwykle dumna z siebie. — No ojciec mi powiedział. I przyjechałam miesiąc temu już, ale jakoś długo się zbierałam. A który dom to było nieco trudniejsze zadanie, ale w końcu miły pan z ulicy wiedział gdzie mieszka ktoś o nazwisku Faraday —wyjaśniła, bo rzecz jasna to zupełnie naturalne, że Lorna zaczepiała nieznajomych i wypytywała w którym domu może kogoś znaleźć. W czasach, gdy komórki są zupełnie powszechnym czymś jej się uwaliło w głupiej główce, że sprawi mu niespodziankę, więc była małym kripi stalkerem. Nadal się przy tym uśmiechała do niego, bo chyba nie chciała zupełnie dostrzec, że coś nie gra i jest jedyną osobą w towarzystwie, która jakiś entuzjazm wykazuje. — Spieszysz się gdzieś? — zagadnęła jeszcze, bo tak to zrozumiała właśnie. Następnie weszła do domu za Colterem weszła. Myślała, że zaprowadzi ją do salonu, żeby usiedli sobie i coś do picia zaproponuje, bo przecież mieli tyle do nadrobienia! On za to nie wyglądał na szczególnie zadowolonego. Nadal nie pojmowała dlaczego. I do tego rzeczywiście jej uszu dobiegł charakterystyczny dźwięk i kolejne milion pytań jej się nasunęło na myśl, ale nie wiedziała nawet od czego zacząć. — Czemu uciekłeś tak bez słowa, co? — zaczęła od powtórzenia. Naprawdę mu to za złe miała i liczyła, że jej w końcu wyjaśni to należycie. Rozejrzała się po pomieszczeniu, a następnie przysiadła. Na ajkimś krześle, czy fotelu, nieważne.
_________________
[Profil]
 
 
Colter Faraday


Mieszka w
white log mews


nikogo już nie lubi

i nic już nie robi

W Berrylane od trzech lat

Colter

Faraday

Wysłany: 2018-04-15, 21:44   
  
"
I have a bad feeling about this

  
 34 y.o.

  
 183 cm

  

  

  

  

  

  


Trochę to jego winą nie było, że był taki głupi, bo nie miał nigdy prawdziwego męskiego wzorca do naśladowania. Skazał się na życie z człowiekiem, który ciągle kłamał, oszukiwał i zdradzał swoje kobiety, no więc Cole się sam w niego zmienił. Nawet jeżeli bardzo tego nie chciał, jeżeli próbował wydostać się z tego kanonu, to nie potrafił. Nie miał wsparcia odpowiedniego, choć tutaj znów w głupi sposób to postrzegał - wystarczyło komuś o wszystkim opowiedzieć, przyznać się do porażki i rozpocząć życie od nowa. Ale Colter to Colter, wolałby znów uciec gdzieś daleko niż przyznać, że ma problem. I okej, może Lorna przez takiego okropnego ojczyma też się czasem gubiła w życiu, ale ona akurat miała do tego prawo. Była jeszcze młoda, dopiero świat poznawała, nikt nie miał prawa jej niczego zarzucać. I choć Colter jej pewnie powie same wstrętne rzeczy, wciąż Lorna pozostanie jego ulubioną siostrą. To się nigdy nie zmieni.
- To już podpada pod obsesję. Mogłaś po prostu zadzwonić - powiedział marszcząc gniewnie czoło. Oczywiście Cole nie odbierał, gdy dzwoniła, ale trudno. Mogła dobijać się do niego do skutku. Zero wysiłku i zaangażowania w sprawę, jego krew. Walczył wciąż z tym, by się przypadkiem nie uśmiechnąć i nie zdradzić tym samym, że jednak się z jej odwiedzin cieszy. Przez chwilę milczał, pozwalając Lornie zapoznać się z jego rodzinnym domem. Tym prawdziwym, nie marną kopią, jaką jego ojciec stworzył z jej matką. Pewnie do uszu dziewczyny dobiegł w końcu odgłos działającej na piętrze aparatury. Wtedy też jedną dłoń uniósł do góry, by wskazać jej, że jest to sprawca całego tego zamieszania. - Moja matka jest chora, właściwie to umiera. Ojciec nie chce jej pomóc, więc musiałem się nią sam zająć. To, że tu jesteś Lorna, tylko mi przypomina jak wielkim jestem kretynem, wiesz? Bo zdecydowałem się ją opuścić na rzecz jakiejś komedii, której jesteś nieodzowną częścią - powiedział nazbyt chłodnym tonem głosu, krzyżując dłonie na piersi. Wolałby żeby go znienawidziła i po prostu zostawiła. Łatwiej tak mu się żyło, no wiedział przynajmniej wtedy, że nikogo już nie skrzywdzi.
[Profil]
  MÓW MI: Maja
MULTI: Darcy, Elio, Floyd, James, Remus, Rue, Theo
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  
Strona wygenerowana w 0,07 sekundy. Zapytań do SQL: 7