• Zaloguj
  • Rejestracja
  • Berrylane :: Baby Hemingway
    nieznajomy
  • ABY FORUM DZIAŁAŁO PRAWIDŁOWO, ZALECAMY WYKONANIE TWARDEGO RESETU - CTRL + F5, CTRL +FN +F5 LUB COMMAND +OPTION +R
  • Jedna z drużyn gry terenowej znalazła zwłoki ukamienowanego Edwarda Raymonda! Burmistrz obiecuje, że morderca zostanie znaleziony!
  • Las w White Hills sceną zbrodni! Podczas zabawy z okazji Armed Forces Day nie tylko znaleziono zwłoki zaginionego mężczyzny, ale doszło też do morderstwa jednego z opiekunów gry terenowej.
  • Wycinka w Crimson Woods nadal trwa! Aktywiści wyszli na ulicę żądając od miasta wyjaśnień.
  • Pink Waters jeszcze niebezpieczniejsze! Czy grozi nam wojna gangów? Czy Jaszczurki stracą pozycję?
  • WYKORZYSTAJ SWÓJ KUPON - WARUNKI REALIZACJI KUPONÓW GRACZA
  • DZIENNIKI ODZNACZEŃ - ZBIERAJ PUNKTY I WYMIENIAJ JE NA NAGRODY
  • WIADOMOŚCI LIPIEC/SIERPIEŃ
  • ZADANIA LOSOWE
  • - SZYBKIE POSZUKIWANIA ZNAJDŹ PARTNERA DO GIER
  • Stevie / ANKO
    Naomie / Martyna
    Lilianne / Lilka
    Kara / Jola
    Raine / Ada


    Berrylane Strona Główna » Organizacja » Strefa relaksu » Archiwum » Archiwum postaci » Dzienniki » Baby Hemingway
    Poprzedni temat «» Następny temat
    Baby Hemingway



    Come run the hidden pine trails of the forest


    Come taste the sun sweet berries of the Earth


    And for once never wonder what they're worth

    Audrey
    Hemingway








      
    WHITE LOG MEWS
       .

      
    I zagapiam się tak na Twój temat, że przejeżdżam po kilkadziesiąt przystanków

      
    20 y.o.

      
    165 cm

      


    2017-12-27, 23:00




    Audrey "Baby"
    Hemingway

    W BERRYLANE MIESZKAM OD: 2014 roku
    ADRES: White Log Mews #386
    GRUPA KRWI: B Rh-
    W RAZIE WYPADKU POWIADOMIĆ:
    ● tatę
    ● Colter Faraday
    DAWCA ORGANÓW:
    tak
    NAJWIĘKSZY LĘK:
    kiedyś pająki, teraz, że każdy facet ją kiedyś zostawi dla innej :)
    UCZULENIA I ALERGIE:
    -
    CHOROBY PRZEWLEKŁE I URAZY:
    -
    ZAŻYWANE LEKI:
    -

    OPIS RODZINY:
    ● Amanda Hemingway - matka, mieszka w San Francisco
    ● Tom Hemingway - ojciec, mieszka chwilowo w Nowym Jorku
    ● Milo Hemingway - brat. Baby nie ma pojęcia, gdzie ten aktualnie przebywa. Nie rozmawia z nim od kilku lat

    ZGODA NA FABULARNE WYKORZYSTYWANIE CZŁONKÓW RODZINY NIEISTNIEJĄCYCH NA FORUM:
    nie

    TRZY RZECZY, KTÓRYCH NIE ŻYCZYSZ SOBIE W DZIAŁANIACH MG:
    ● trwałe uszkodzenia ciała
    ● ciąża
    ● strata majątku










    Spojler: 
    Kod:
    <center><div class="gjugju"><table><td><img src="AVATAR" class="grugru"></td><td><div class="grupu"><div class="gheghe">[size=13][align=right]gra XXX[/align][/size]</div>
    <br><center><span class="cnt"> &#8212; Z KIM  &#8212;</span></center><br>
    <a href="LINK"> GDZIE</a> <br>
    [i][size=10]OPIS[/size][/i]<br><br>
    </div></td></table>
    </div>

      

    zosia
    debbie \\ hestia \\ lou \\ wes
    zaraz wracam
     
    Berrylane



    -


    -


    -

    Berrylane
    administrator








      
    FALLEN CLOUD
       .

      
    .

      
    100 y.o.

      
    100 cm

      


    2017-12-28, 17:38




    berrylane
    .
    piszę posty
     
    Huntsman









    2018-01-04, 17:44


    ★ BERRY CHICKS ★

    Ukryta Wiadomosc:
    JeÂśli jestes *zarejestrowanym uzytkownikiem* musisz odpowiedziec w tym temacie zeby zobaczyc ta wiadomosc
    --- If you are a *registered user* : you need to post in this topic to see the message ---


     
    Huntsman









    2018-02-08, 20:22


    it's doughnut time
    Wylosowany numer zadania: 5

    Ukryta Wiadomosc:
    JeÂśli jestes *zarejestrowanym uzytkownikiem* musisz odpowiedziec w tym temacie zeby zobaczyc ta wiadomosc
    --- If you are a *registered user* : you need to post in this topic to see the message ---

    Zadanie możesz odegrać lub wspomnieć o nim
    w co najmniej jednej rozgrywce. Jeżeli do wykonania
    go jest ci potrzebna któraś z postaci NPC
    lub Huntsman, poinformuj nas o tym na pw <3


     
    Huntsman









    2018-05-12, 00:39


    hello may
    Wylosowany numer zadania: 28


    Ukryta Wiadomosc:
    JeÂśli jestes *zarejestrowanym uzytkownikiem* musisz odpowiedziec w tym temacie zeby zobaczyc ta wiadomosc
    --- If you are a *registered user* : you need to post in this topic to see the message ---


    Powyższe zdania muszą zostać wplecione w twoje posty. Musi opierać się na nich cały nowy wątek, liczący co najmniej 5 postów (u każdego z osobna) i wszystkie te zdania muszą być użyte w dialogu postaci.



     
    Berrylane



    -


    -


    -

    Berrylane
    administrator








      
    FALLEN CLOUD
       .

      
    .

      
    100 y.o.

      
    100 cm

      


    2018-06-23, 21:31







      

    berrylane
    .
    piszę posty
     
    Berrylane



    -


    -


    -

    Berrylane
    administrator








      
    FALLEN CLOUD
       .

      
    .

      
    100 y.o.

      
    100 cm

      


    2018-12-28, 18:13


    very berry christmas
    Secret Santa

    Ukryta Wiadomosc:
    JeÂśli jestes *zarejestrowanym uzytkownikiem* musisz odpowiedziec w tym temacie zeby zobaczyc ta wiadomosc
    --- If you are a *registered user* : you need to post in this topic to see the message ---

    Tożsamość swojego Mikołaja poznasz jutro, póki co możesz pobawić się w detektywa i spróbować odkryć kto nim jest :cool:


    berrylane
    .
    piszę posty
     
    Berrylane



    -


    -


    -

    Berrylane
    administrator








      
    FALLEN CLOUD
       .

      
    .

      
    100 y.o.

      
    100 cm

      


    2019-01-02, 18:20











    berrylane
    .
    piszę posty
     
    Berrylane



    -


    -


    -

    Berrylane
    administrator








      
    FALLEN CLOUD
       .

      
    .

      
    100 y.o.

      
    100 cm

      


    2019-06-25, 02:01






























    berrylane
    .
    piszę posty
     
    Spirits



    Come little children


    the time's come to play


    Here in my garden of magic

    Spirits
    Duchy Berrylane







      
    CRIMSON WOODS
       od zarania

      
    Come little children, I'll take thee away, into a land of enchantment.

      
    100 y.o.

      
    100 cm

      


    2019-10-22, 19:32


    ★ Wiadomości z Berrylane

    Wracając z pracy odnajdujesz przed domem przesyłkę zaadresowaną na twój adres. Brak jednak adresu zwrotnego oraz danych o firmie kurierskiej - widnieje tam za to napis "chyba coś zgubiłeś". Opakowanie jest ładne, w pomarańczowe dynie, ale paczka jest tak duża, że nie dajesz rady jej wnieść do domu. Otwierasz ją więc na zewnątrz i odkrywasz, że to jedna z zaginionych, skradzionych z cmentarza trumien. Mało zabawny dowcip, prawda?

    Wesołego Halloween!




    Odegraj przyznane zadanie w nowej grze fabularnej opierając na nim cały wątek lub wspomnij o danej sytuacji znajomym w rozmowie telefonicznej/wiadomości tekstowej. By zadanie zostało zaliczone, zamelduj jego wykonanie w >> tym temacie <<.


    z szacunkiem
    więcej, niż myślisz
    nieobecny
     
    Baby Hemingway



    Come run the hidden pine trails of the forest


    Come taste the sun sweet berries of the Earth


    And for once never wonder what they're worth

    Audrey
    Hemingway








      
    WHITE LOG MEWS
       .

      
    I zagapiam się tak na Twój temat, że przejeżdżam po kilkadziesiąt przystanków

      
    20 y.o.

      
    165 cm

      


    2019-11-02, 18:00


    gra pierwsza

    — TESSA ALLEN —

    BERRYLANE HIGH SCHOOL → KANAPY
    Musiała z kimś porozmawiać, musiała zasięgnąć rady kogoś, kto już kiedyś przechodził przez coś podobnego. Nie poszła więc na angielski, bo jaki miałoby to sens, skoro i tak nie była przygotowana, skoro i tak nie słuchałaby tego, co mówi nauczyciel? Wysłała też prędko smsa do Tessy, że czeka tam gdzie zawsze, że potrzebuje jej pomocy. Bo wiedziała, że tylko blondynka ją zrozumie, że nie wyśmieje jej tak, jak zrobiliby to inni. Czekała więc na nią, myśląc o tym wszystkim, starając się znaleźć jakieś rozwiązanie. Szkoda tylko, że zamiast to robić, odtwarzała w głowie bez przerwy tamtą chwilę, a spory opatrunek zdobiący jej nadgarstek nie pozwalał jej tego przerwać.

    gra druga

    — RYDER ALLEN —

    JUTRO WSTANĘ RANO I OPARZĘ SIĘ HERBATĄ
    Z domu wychodziła ostatnio rzadko. Nie chciała widzieć się z ludźmi, choć przebywanie w miejscu zbrodni również nie było spełnieniem jej marzeń. Męczyło ją już jednak udawanie, że wszystko jest w porządku, że morderstwo jej ciotki nie ruszyło jej w żadnym stopniu. Postanowiła więc zaufać policji otaczającej jej dom, że nie wpuszczą oni do niego żadnego niechcianego gościa, że nie pozwolą, by to, co spotkało tę kobiecinę w podeszłym wieku, przydarzyło się też brunetce. Siedziała więc sobie pięknie na kanapie, w piżamie, otulona kocem, z popcornem w ręku i kubkiem gorącej czekolady stojącym na stoliku, oglądając pewnie jakiś horror, kiedy nagle, jakiś idiota zapukał do drzwi i przyprawił ją tym samym o zawał serca. - Cholera jasna, tak bardzo cię nienawidzę - powiedziała gniewnie, otwierając drzwi Ryderowi, choć wcale nie chciała z nim rozmawiać.

    gra trzecia

    — COLTER FARADAY —

    PRZED ZACHODEM SŁOŃCA → RETROSPEKCJA
    Ich spojrzenia spotkały się nieoczekiwanie - za sprawą cichego dźwięku niegroźnej stłuczki słyszanej w oddali, która zwróciła jej uwagę. Świadomy ascetyzm barw jego stroju, surowość srebrnego krawata i chłód śnieżnobiałej koszuli podkreślały niezwykły szmaragdowy kolor jego oczu, z których nie mogła oderwać wzroku. Było w nim coś nadzwyczajnego, co wyróżniało go spośród wszystkich zebranych tu osób, coś, co wywołało lekki uśmiech na jej twarzy mimo jej dzisiejszego, podłego nastroju. Kąciki jego ust unoszące się lekko w górę zapewniły ją, że wymiana ich spojrzeń nie jest zwykłym wytworem jej wyobraźni i przyozdobiły jej twarz prawie niezauważalnymi rumieńcami. Nim jednak zdążyli się spotkać, nagły, paraliżujący ból obezwładniający jej ciało rzucił ją na ziemię i pozwolił uwierzyć, że chwila ta jest jej ostatnią - bo wkrótce odejdzie z tego świata. Nim jednak poddała się ciemności zdołała ujrzeć nieznajomego stojącego tuż przy niej i wymamrotała cicho, zupełnie idiotycznie - Witaj, nieznajomy - uśmiechając się, po raz ostatni i zamykając oczy, słysząc już jedynie hipnotyzujący szum towarzyszący przerażającemu bólowi głowy.

    gra czwarta

    — COLTER FARADAY —

    EVENT (1 dzień) → OGRÓD ZIMOWY
    Brunetka co roku przychodziła na bal Goldnerów, tyle tylko, że to jej matka licytowała mężczyzn, nie ona. Wiele się jednak pozmieniało w ostatnim czasie i korzystając z nieobecności rodziców w Berrylane postanowiła na imprezę tę udać się samotnie. Wcześniej ich jednak o tym poinformowała oczywiście, całkowitą zgodę na to dostając i fundusze przede wszystkim też! Zresztą pieniądze wydawane przez nią w zawrotnych ilościach nigdy nie były dla nikogo problemem - bo jak inaczej wynagrodzić brak zainteresowania (i chyba też niestety miłości) dzieckiem, jak właśnie nie gotówką? Tak więc pojawiła się dzisiejszego wieczoru na balu, przywdziana zapewne w suknię droższą od tych pięciu tysięcy wydanych na licytacji i postanowiła po prostu dobrze się bawić. Myślami wciąż była jednak przy Colterze, choć od ich ostatniego spotkania minęło już sporo czasu.

    gra piąta

    — EVENT —

    EVENT (2 dzień) → SCENA
    Baby nie zamierzała pojawiać się tu dzisiejszego wieczoru. Po wczorajszej, morderczej ucieczce przed Colterem, podczas której czuła się jak jej imiennik uciekający przed policją w Baby Driver, przewróciła się kilka razy i nabiła sobie guzów - tak to już bywa, kiedy w środku nocy postanawia się wbiec do lasu. Sama nie do końca wiedziała, co sobie wtedy właściwie myślała - zachowała się przecież nadzwyczaj głupio i nierozważnie, ale nie widziała wówczas innego rozwiązania. Uznała najwidoczniej, że dostanie kosza TRZY RAZY jest już wystarczająco upokarzające i wiedziała, że pozostanie z mężczyzną doprowadziłoby do kolejnego, czwartego już razu, którego by nie zniosła.



    zosia
    debbie \\ hestia \\ lou \\ wes
    zaraz wracam
     
    Baby Hemingway



    Come run the hidden pine trails of the forest


    Come taste the sun sweet berries of the Earth


    And for once never wonder what they're worth

    Audrey
    Hemingway








      
    WHITE LOG MEWS
       .

      
    I zagapiam się tak na Twój temat, że przejeżdżam po kilkadziesiąt przystanków

      
    20 y.o.

      
    165 cm

      


    2019-11-02, 18:24


    gra szósta

    — COLTER FARADAY —

    FOR THIRTEEN DAYS OF SUN AND HIM I THOUGHT I'D NEVER DIE
    Powszechna panika, jaka zapanowała tamtego wieczoru na balu zupełnie wybiła ją z tropu i omamiła - w tamtej chwili liczył się dla niej jedynie Colter, niezależnie od tego, jak naiwne i niemądre to było. Widząc, jak niknie gdzieś wśród rozhisteryzowanego tłumu planowała pobiec mu na pomoc, jednak nie spodziewała się, że stając w miejscu, które uznała za wyjątkowo bezpieczne i pozbawione krzyczących idiotów, sama mogła stracić życie. Nikogo nie powinien zdziwić więc fakt, że słysząc jak łańcuch pęka pod ciężarem ogromnego żyrandolu, którego nie potrafił dłużej utrzymać, i widząc, przez ułamek sekundy, jak spada on z zawrotną prędkością własnie na nią, przekonana była, że jest to właśnie moment jej śmierci.

    gra siódma

    — TESSA ALLEN —

    WHITE LOG MEWS → #362
    Dni spędzone w szpitalu niesamowicie bardzo się jej dłużyły. Marzyła tylko i wyłącznie o tym, by położyć się w swoim łóżku, okryć szarą, satynową pościelą, by nie musieć oglądać już więcej tych paskudnych, oliwkowych ścian. Męczyły ją zdecydowanie zbyt częste wizyty osób zupełnie jej niepotrzebnych, ich nic nieznaczące słowa otuchy, przekłamane gesty. Jedyne, czego potrzebowała to spokoju, nikt jednak nie chciał jej go ofiarować. Zbliżały się też jej urodziny, które po raz pierwszy w życiu zmuszona będzie spędzić w domu. Lekarz wyraźnie zalecił, by przez najbliższy tydzień nie ruszała się nigdzie - był to jeden z warunków wypuszczenia jej ze szpitala. Od razu zaprosiła do siebie Tessę, którą przed tymi wszystkimi paskudnymi wydarzeniami spławiła w dość głupi sposób, ale nie była wtedy zwyczajnie gotowa na rozmowę o Colterze. Napisała więc do niej sms'a i czekała spokojnie, aż blondynka pojawi się pod jej drzwiami.

    gra ósma

    — FRED MILLINGTON —

    BERRYLANE HIGH SCHOOL → STOŁÓWKA
    Tydzień spędzony w szkole minął jej dość szybko, bez większych problemów po drodze. Wszystkie zaległości już prawie zaliczyła, mogła też już wkrótce wrócić do drużyny cheerleaderek, choć nie była jeszcze do końca pewna, czy tego chce. W każdym razie, zawsze w poniedziałki i piątki musiała się zwalniać z lekcji szybciej, by pędzić do lekarza, który miał jej stan sprawdzać. Po wyjściu z sali jednak dostała wiadomość, ze wizyta ta musi być przesunięta o godzinę. Na biologię jednak wchodzić nie zamierzała, bo zupełnie nie była na nią przygotowana, a więc udała się na stołówkę, by tam jakoś ten czas spędzić. Od razu dostrzegła Freda, do którego od razu się dosiadła. - Ej, Fred, dlaczego mam wrażenie, ze ostatnio mnie unikasz? - zapytała, choć nie spodziewała się, że może mieć z tym rację. Od dawna już ze sobą nie rozmawiali, a trochę jej go brakowało jednak.

    gra dziewiąta

    — FINLEY BOWDEN —

    WINDY GROVE TWIST → THE SHAW HOUSE POOL
    Jednym z zaleceń lekarza było też regularne pływanie, co ponoć dość istotne było w jej powrocie do zdrowia. Zazwyczaj robiła to u siebie w domu, na prywatnym basenie, ale dzisiaj zdecydowała się do domu zbyt prędko nie wracać. Z powodu swojego ojca oczywiście. Dlatego zadzwoniła do Finley, poprosiła, by towarzystwa jej tu dotrzymała, bo Baby to jednak się bała być tutaj sama, no i czekała tu na nią spokojnie. Choć miejsce to tak wiało pustką, że wrażenie miała, że Huntsman zaraz tu przyjdzie i ją zabije, ech.

    gra dziesiąta

    — JAMES WIDMORE —

    ROZMOWA TELEFONICZNA
    Siedziała rozłożona na kanapie w salonie, w niezgrabnie związanych włosach, w luźnym, za dużym o dwa rozmiary dresie, z maseczką na twarzy i pewnie jakimiś niezdrowymi (ale oczywiście wegańskimi) przekąskami rozłożonymi na stole i oglądała niezbyt ambitne filmy. Z nikim nie zamierzała się już spotkać, choć było jeszcze w miarę wcześnie. Tessa była bowiem zajęta, Colter również miał do załatwienia jakieś sprawy, Fred wciąż z nią nie rozmawiał, Daisy nie dawała znaku życia, Finny zabawiała się pewnie z jakimiś chłopakami, a jej ta samotność ani trochę nie przeszkadzała. Kiedy więc nagle zadzwonił do niej telefon, to przyznać musiała, że nawet się zdziwiła. Odebrała jednak, myśląc, że to któreś z tej piątki jednak zmieniło swoje plany. - Halo? - powiedziała cicho, czekając, aż osoba po drugiej stronie się odezwie.



    zosia
    debbie \\ hestia \\ lou \\ wes
    zaraz wracam
     
    Baby Hemingway



    Come run the hidden pine trails of the forest


    Come taste the sun sweet berries of the Earth


    And for once never wonder what they're worth

    Audrey
    Hemingway








      
    WHITE LOG MEWS
       .

      
    I zagapiam się tak na Twój temat, że przejeżdżam po kilkadziesiąt przystanków

      
    20 y.o.

      
    165 cm

      


    2019-11-02, 18:47


    gra jedenasta

    — FINLEY BOWDEN & CORA BRAXTON —

    LAZY FOREST PLACE → MIEJSCE PIKNIKOWE
    Od tamtego wypadku wszystko w jej życiu się psuło i nic nie wskazywało na to, by miało być lepiej. Choć bal ten miał miejsce już jakiś czas temu, Bejbi cały czas próbowała się po nim otrząsnąć i jakoś wszystkie te sprawy uporządkować. Straciła jednak najważniejsze dla siebie osoby - Coltera, Tessę, Freda i... bała się, że lista ta może się jeszcze wydłużyć. Dlatego właśnie, kiedy napisała do niej Cora pytając, czy miałaby ochotę na spotkanie z nią i Finley, ta od razu się zgodziła, choć nie miała wcale nastroju na imprezowanie. A sądziła, że właśnie to będą robić. Polecenie Braxton, by zabrały cieplejsze kurtki jeszcze bardziej to potwierdziło, bo Baby miała wrażenie, że skończą pijane gdzieś w Las Vegas albo Bangkoku, okej. Kiedy jednak dotarły do parku, to zawiodła się trochę, bo stwierdziła, że takie rozerwanie się nawet by jej pomogło i byłoby dobrą odmianą. Ale źle nie było, najważniejsze, że nie siedziała teraz sama użalając się nad sobą.

    gra dwunasta

    — FINLEY BOWDEN & CORA BRAXTON —

    OPOWIEŚĆ O DZIEWCZYNIE I CHŁOPAKU
    Audrey zawsze swój dom oferowała do wszelkich spotkań, bo zazwyczaj była w nim sama. Swojego ojca widywała raz na tydzień, a matkę raz na miesiąc, także skarżyć się na zbyt dużą kontrolę przez rodziców czy wtykanie przez nich nosa w nie swoje sprawy skarżyć się nie mogła. Nie musiały nawet siedzieć w jej pokoju, jeśli liczyły na prywatność, skoro jednak same się w tamtym kierunku udały, Baby narzekać nie zamierzała.

    gra trzynasta

    — COLTER FARADAY —

    I DIE WHEN OUR NIGHTS END
    Dzwonek, jaki rozbrzmiał nagle w całym pomieszczeniu, wybił ją z tych rozmyślań, a do tego wszystkiego sprawił, że jej tętno przyśpieszyło z zawrotną prędkością. Nigdy jeszcze nie zdarzyło się, że ktoś próbowałby znaleźć ją o takiej porze. Spojrzała jeszcze raz na zegarek, by upewnić się, że godzina jest na pewno tak wczesna, przetarła oczy i z niewielkim scyzorykiem (który ostatnio był nieodłącznym elementem wyposażenia jej torebki), zeszła po schodach, by otworzyć drzwi, choć wiedziała doskonale, jak złym było to pomysłem. - Colter? - zapytała zdezorientowana, choć przecież wątpliwości nie ulegał fakt, że to właśnie on stał teraz przed jej drzwiami. Jego słowa były jeszcze bardziej niespodziewane i zmusiły ją do zastanowienia się, czy wszystko to nie jest aby na pewno zwykłym snem.

    gra czternasta

    — FRED MILLINGTON —

    ST. ANDREW PARISH → CMENTARZ → STAW
    Widząc, jak chłopak oddala się w kierunku stawu, ruszyła wolnym krokiem za nim, stwierdzając, że będzie to idealną okazją na zamienienie z nim kilku słów. Zatrzymała się jednak w połowie drogi, uznając, że lepiej będzie, kiedy jednak zrezygnuje i pozwoli mu na chwilę samotności, której najwidoczniej potrzebował, skoro postanowił opuścić moment grzebania trumny. Chciała już wracać do zebranych tu osób, kiedy nagle dostrzegła, jak chłopak zaczyna wchodzić do stawu i... cóż, zupełnie nie wiedziała, co takiego Millington planuje zrobić. Instynktownie jednak zaczęła biec w tamto miejsce, nie zastanawiając się nad tym zbyt wnikliwie. Nie było na to przecież czasu. - Fred? Co ty wyprawiasz? - krzyknęła, kiedy dobiegła już do stawu, jednak zatrzymała się tuż przed samym jego brzegiem. Liczyła, że nie będzie musiała do niego wchodzić, że chłopak nie planował teraz wcale przedziwnego samobójstwa, w którym właśnie mu przeszkodziła.

    gra piętnasta

    — FRED MILLINGTON —

    ROLLER CAFE CLUB → TOR II (EVENT)
    Przywitała się z większością zebranych tu osób (bo oczywiście przez jej pozycję w szkole raczej wszyscy ją kojarzyli, a przynajmniej ci, którzy uczęszczali do tej samej placówki), a potem odbyła niezbyt miłą rozmowę telefoniczną z Colterem, rozłączając się z poirytowania w trakcie jego wywodu. Nie chciała psuć sobie nastroju, a na pewno nie w tym miejscu! Wróciła więc do Freda, którego nie tak trudno było znaleźć, i trochę się na jego słowa zdziwiła. - Dlaczego chcesz wrócić? Przecież dopiero tu przyszliśmy - zapytała, choć odpowiedź była raczej oczywista. Mimo wszystko, Baby nie zamierzała tak łatwo pozwolić mu odejść, nie mógł przecież dołować się do końca życia. - I gdzie masz wrotki? - spojrzała na niego kręcąc z niezadowolenia głową i złapała go za rękę, ciągnąc w kierunku wypożyczalni, choć chyba inaczej powinna do tego podejść.



    zosia
    debbie \\ hestia \\ lou \\ wes
    zaraz wracam
     
    Baby Hemingway



    Come run the hidden pine trails of the forest


    Come taste the sun sweet berries of the Earth


    And for once never wonder what they're worth

    Audrey
    Hemingway








      
    WHITE LOG MEWS
       .

      
    I zagapiam się tak na Twój temat, że przejeżdżam po kilkadziesiąt przystanków

      
    20 y.o.

      
    165 cm

      


    2019-11-02, 19:09


    gra szesnasta

    — Fred Millington —

    WINDY OAK CROSSING » POCZTA
    Prędki marsz, kroki stawiane niepewnie a jednak w zawrotnym tempie i głośne bicia ich serc sprawiały, że czuła się potwornie. Nie mieli żadnej pewności, że na imprezie się coś stało, lub że cokolwiek złego się wydarzy, a jednak świadomość, że zostawiła tam Finley czy Corę sprawiała, że nie miała odwagi się odezwać. Ucieczka, na jaką w milczeniu się zgodziła, czyniła z niej złego człowieka. Powinna choćby do nich zadzwonić, polecić im, by też wyszły, ale paraliż zawładnął jej ciałem. Potrafiła jedynie iść przed siebie, gorączkowo nasłuchując jakichkolwiek odgłosów potwierdzających, że niewinna impreza zamieniła się w kolejną walkę o przetrwanie. Być może gdyby Fred nie rozpoczął wtedy swego monologu na temat ignorancji ludzi, nie zdecydowałaby się z nim wyjść. Jednak w tym samym momencie, gdy i on wyczuł, że coś jest nie tak, postanowiła mu zaufać.

    gra siedemnasta

    — Fred Millington —

    THIS HURRICANE'S CHASING US ALL UNDERGROUND
    Przeglądała swoją listę kontaktów, zastanawiając się który z jej przyjaciół widząc, że dzwoni o tak późnej porze odbierze, kto będzie chciał jej pomóc. Rozhisteryzowanym głosem, z którego odczytać dało się strach i przerażenie, poprosiła go o wsparcie. Kilka minut później znalazła się pod jego drzwiami, nie pamiętając już drogi, jaką przebyła by tu dotrzeć. Wiedziała, że nie da rady dłużej udawać, że wkrótce da upust tym wszystkim emocjom, jakie starała się zagłuszyć na przesłuchaniu. Kiedy otworzył drzwi i ujrzała jego twarz, zaspane oczy, zalała się łzami uświadamiając sobie, że dostarcza mu niepotrzebnych problemów. - Przepraszam, nie wiedziałam dokąd pójść - wyjąkała niezrozumiale, pocierając podrażnione od wcześniejszego wstrzymywania łez oczy, które wraz z każdą następną chwilą nabierały intensywniejszego, rubinowego koloru.

    gra osiemnasta

    — Arizona & Colter Faraday —

    NIECHCIANE ODWIEDZINY
    Maszerowała ulicą niepewnie, z wysoką uwagą wymierzając odległość pomiędzy kolejnymi krokami. Nie była pewna, czy jest gotowa na poznanie rodziny Coltera, ale to, że był teraz obok niej, że ściskał jej dłoń i opowiadał z uśmiechem niewinne opowieści ze swojego dzieciństwa sprawiało, że w końcu czuła się szczęśliwa. Miała poznać jego rodzeństwo, odwiedzić jego matkę i w końcu, tak naprawdę, stać się częścią jego życia. O to przecież chodziło jej od samego początku, prawda? Próbowała zagłuszyć w sobie wszelkie wątpliwości i obawy, że jego rodzina jej nie zaakceptuje. Musiała pokazać się z jak najlepszej strony.

    gra dziewiętnasta

    — Fred Millington —

    ODMIENNE STANY MORALNOŚCI
    Po pięciu godzinach użalania się nad swoim życiem i nie zrobienia niczego więcej, zrozumiała, że jest idiotką. Na co ona tak właściwie liczyła? Zepsuła jedyną dobrą rzecz w swoim życiu i nie chciała nawet tego naprawić. Musiała zająć czymś myśli, nie mogła dłużej się tym zadręczać. Postanowiła posprzątać więc cały ten bałagan, jednak nie wiedziała, od czego tak właściwie powinna zacząć. Ich mieszkanie wyglądało gorzej, niż Nowy Orlean po przejściu Katriny, łatwiej byłoby im teraz wynająć nowe, niż wszystko to ogarnąć. W końcu jednak zaczęła zwijać koce, podnosić zrzucone ze stołu rzeczy i... wtedy wszedł on. Tego się własnie obawiała. Zamiast Logana przyszedł Fred i sprawił, że dziewczyna straciła zdolność mówienia. Nie wiedziała dlaczego tak się stało, co dokładnie wywołało w niej te emocje, dlatego właśnie chwyciła szybko za przewrócony karnisz i odwróciła wzrok. Kolejną dziwną rzeczą było to, że kiedy chłopak zbliżył się do niej, jej serce zaczęło bić tak mocno, ze zaczęła zastanawiać się, czy przypadkiem nie jest to atak epilepsji. Było to tak nienaturalne i u niej niespotykane, że kiedy przekazała mu metalowy kijek (nie wiem jak inaczej to nazwać, sorka) to uśmiechnęła się lekko mimowolnie. Usiadła też zaraz potem na ziemi, by pozbierać potłuczone szkło, którego pewnie sporo tam było.

    gra dwudziesta

    — święta z faraday'ami —

    HOHOH IT'S CHRISTMAS TIME
    Nie chciała tu przychodzić. Nie mogła jednak bezczynnie przyglądać się temu, jak sprawa z rodziną wykańcza Coltera, jak wysysa z niego życie i wszystko utrudnia. Wolałaby spędzić ten czas z nim w samotności, ale czego nie robi się dla osoby, którą się kocha tak, jak Audrey kochała właśnie go? Choć z pewnością trochę inaczej by myślała, gdyby wiedziała o jego powiązaniach z gangiem i innych, niezbyt przyjemnych rzeczach, które tak umiejętnie przed nią ukrywał. Spodziewała się jak na nią zareagują i że prawdopodobnie nie zaakceptują, ale szczerze mówiąc, wcale jej to nie obchodziło. Mogli jej nadać tytuł najbardziej znienawidzonej dziewczyny najbardziej znienawidzonego brata wszech czasów, bo jakoś niezbyt zależało jej na akceptacji osób, które tak potwornie traktują Coltera.



    zosia
    debbie \\ hestia \\ lou \\ wes
    zaraz wracam
     
    Baby Hemingway



    Come run the hidden pine trails of the forest


    Come taste the sun sweet berries of the Earth


    And for once never wonder what they're worth

    Audrey
    Hemingway








      
    WHITE LOG MEWS
       .

      
    I zagapiam się tak na Twój temat, że przejeżdżam po kilkadziesiąt przystanków

      
    20 y.o.

      
    165 cm

      


    2019-11-02, 19:26


    gra dwudziesta pierwsza

    — Cora Braxton —

    WELL, I SEE TROUBLE AT EVERY TURN
    - Mam nadzieję, że w niczym ci nie przeszkodziłam - rzuciła na powitanie, bo przecież nie wiedziała, czy Cora nie odwołała dla niej jakichś planów. Nie do końca wiedziała co działo się teraz w jej życiu, tak pochłonęły ją własne sprawy. I oczywiście z tego powodu było jej niezwykle źle. - To nie do końca jest takie pilne, jak to przedstawiłam, po prostu... Wyglądasz, jakbyś nigdy nie miała podobnych problemów i zawsze wiedziała, jak takie sprawy rozwiązać - dodała po chwili, uśmiechając się i skierowała się ponownie w stronę salonu, zakładając, że dziewczyna zamknie za sobą drzwi, bo właściwie ta nie musiała nawet naciskać dzwonka, a po prostu wejść jak do siebie.

    gra dwudziesta druga

    — fred millington —

    QUALITY FOOD CENTER
    Los postanowił zdecydować za nią, kiedy Fred, zupełnie nieświadomy kto czeka na niego po drugiej stronie regału, udał się w jej stronę i tym samym zmusił ją do podjęcia jakiejś reakcji. Uśmiechnęła się szeroko, choć gest ten oczywiście był wymuszony i podeszła do niego, czując się przy tym jak ostatnia idiotka. Jego widok wciąż ją bolał, właściwie nie oczekiwała, że będzie inaczej. Sprawa ta była jeszcze zbyt świeża, by mogli udawać, że nic się nie stało. A jednak właśnie taką postawę zdecydowała dzisiaj obrać, nie chcąc po raz kolejny się z nim kłócić, albo co gorsza udawać, że go nie zna. - Widzę, że szykuje się niezła impreza - rzuciła głupio, mówiąc oczywiście o cieciorce, którą trzymał w ręku. I po co, cholera, było jej to wszystko? Wystarczyło odwrócić się w przeciwną stronę i uznać, że po prostu się jej przewidziało, że nie dostrzegła tu dzisiaj nikogo znajomego.

    gra dwudziesta trzecia

    — rodzina faraday —

    THE LAST GOODBYE
    Nie miała pojęcia, jakie to uczucie stracić kogoś bliskiego; żadna śmiertelna choroba nie nawiedziła nigdy jej rodziny i nie odebrała kogoś, kto byłby dla nich całym światem. A jednak, kiedy dowiedziała się o śmierci matki Coltera, poczuła się tak, jakby i ona straciła kogoś niezwykle ważnego. Wiedziała, jak temat jej choroby go zadręcza i jak nie potrafi wybaczyć sobie tego, że niegdyś ją zostawił, a kiedy nadeszła wieść o jej zgonie, Audrey nie chciała nawet wyobrażać sobie, jak mężczyzna musi się z tym czuć. Starała się go wspierać, choć widok osoby pogrążonej w żałobie, zadręczającej się do tego tym tragicznym zdarzeniem, nie był dla niej zbyt łatwy. Wiedziała bowiem, że żadne słowa i gesty nie zwrócą jej życia ani w żaden sposób nie ułatwią tej sytuacji.

    gra dwudziesta czwarta

    — Colter Faraday —

    CAN YOU NOT SAY WHAT'S ON YOUR MIND
    Nigdy nie uznawała tej daty za coś szczególnego. W wcześniejszych latach była jedynie kolejnym powodem do wyprawienia ogromnej imprezy, której miasteczko nie zapomni przez następne kilka tygodni, a teraz po prostu była, nie wyróżniając się niczym konkretnym. Jej postrzeganie tej daty nieco się zmieniło, obecnie bowiem było dla niej ważne tylko to, by spędzić ten dzień z osobami, które są dla niej naprawdę ważne, bez jakichkolwiek fajerwerków po drodze. Niczego nie potrzebowała, bo wszystko już miała, więc prezenty były dla niej zupełnie nieistotne. Z kilkoma osobami przeprowadziła więc krótkie rozmowy telefoniczne, odwołując wszelkie plany spędzenia tego dnia wspólnie, gdyż jedyną osobą, którą tego dnia chciała przy sobie mieć, był właśnie Colter.

    gra dwudziesta piąta

    — colter faraday —

    WHITE LOG MEWS » ULICA
    Stwierdziła, że na dzisiaj wystarczy już wszystkich tych smutków, że mogą pozwolić sobie na chwilę odpoczynku od niego i dlatego też, idąc chwiejnym krokiem, zaczęła opowiadać mu o jakimś filmie, którego fabułę zresztą myliła z inną, zupełnie niezwiązaną do tego pierwszego, produkcją. - Tak, ale... Nie tyle dowodu, co zapewnienia. Muszę po prostu wiedzieć, że traktujesz to poważnie i że mam na co czekać - powiedziała, wybita nieco z tropu, bo nie spodziewała się, że Colter do tamtej rozmowy nawiąże akurat teraz. Szczerze mówiąc, sądziła, że w ogóle nie wziął tamtych słów poważnie i że już o nich zapomniał.



    zosia
    debbie \\ hestia \\ lou \\ wes
    zaraz wracam
     
    Wyświetl posty z ostatnich:   
    Odpowiedz do tematu
    Nie możesz pisać nowych tematów
    Nie możesz odpowiadać w tematach
    Nie możesz zmieniać swoich postów
    Nie możesz usuwać swoich postów
    Nie możesz głosować w ankietach
    Nie możesz załączać plików na tym forum
    Możesz ściągać załączniki na tym forum
    Dodaj temat do Ulubionych
    Wersja do druku

    Skocz do: