• Zaloguj
  • Rejestracja
  • Berrylane :: #11 It won't be hard anymore to live your quiet life
    nieznajomy
  • ABY FORUM DZIAŁAŁO PRAWIDŁOWO, ZALECAMY WYKONANIE TWARDEGO RESETU - CTRL + F5, CTRL +FN +F5 LUB COMMAND +OPTION +R
  • Jedna z drużyn gry terenowej znalazła zwłoki ukamienowanego Edwarda Raymonda! Burmistrz obiecuje, że morderca zostanie znaleziony!
  • Las w White Hills sceną zbrodni! Podczas zabawy z okazji Armed Forces Day nie tylko znaleziono zwłoki zaginionego mężczyzny, ale doszło też do morderstwa jednego z opiekunów gry terenowej.
  • Wycinka w Crimson Woods nadal trwa! Aktywiści wyszli na ulicę żądając od miasta wyjaśnień.
  • Pink Waters jeszcze niebezpieczniejsze! Czy grozi nam wojna gangów? Czy Jaszczurki stracą pozycję?
  • WYKORZYSTAJ SWÓJ KUPON - WARUNKI REALIZACJI KUPONÓW GRACZA
  • DZIENNIKI ODZNACZEŃ - ZBIERAJ PUNKTY I WYMIENIAJ JE NA NAGRODY
  • WIADOMOŚCI LIPIEC/SIERPIEŃ
  • ZADANIA LOSOWE
  • - SZYBKIE POSZUKIWANIA ZNAJDŹ PARTNERA DO GIER
  • Stevie / ANKO
    Naomie / Martyna
    Lilianne / Lilka
    Kara / Jola
    Raine / Ada


    Berrylane Strona Główna » Seattle » Suburbs » Magnolia Flats » #249 » #11 It won't be hard anymore to live your quiet life
    Poprzedni temat «» Następny temat
    Rue Hayward



    I am softly watching you


    Oh boy, your eyes betray what burns inside you


    Is there any chance you could see me, too?

    rubena
    hayward








      
    MAGNOLIA FLATS
       zimą wróciła po długiej nieobecności

      
    Kocham Cię, ale się tym nie przejmuj ani nie licz się z tym specjalnie.

      
    23 y.o.

      
    166 cm

      


    2020-02-06, 16:13


      05

    Twierdząc, że zdążyła już przywyknąć do nowego startu, wciąż przyłapywała się na przykrych powrotach do zdarzeń sprzed kilkunastu miesięcy. Ciężko było jej jednoznacznie stwierdzić, że mieszkanie w Bemidji było porażką – tęskniła dość mocno za tą starszą, uroczą parą, która zagwarantowała jej dach nad głową. Wynajmowanie u nich pokoju z całą pewnością było najlepszym, co ją tam spotkało – nie tylko mogła liczyć na ich wsparcie, ale też po pewnym czasie zaczęła ich traktować jak rodzinę, której tak bardzo jej brakowało. Byli też nowi znajomi, była dobra praca i wyrozumiała szefowa – obrazek dość udany. I był on. Co zabawne, za Victorem też tęskniła, choć zabroniono jej o tym mówić . Zabroniono jej go też odwiedzać, chociaż wciąż był na wyciągnięcie ręki. Nawet jeśli jednak bardzo tego chciała, nie potrafiła się zmusić do faktycznego odwiedzenia go w więzieniu, bo po prostu się bała. Bała się, że nagle zauważy w nim to, co widzieli inni – że nagle zda sobie sprawę z tego, że zakochana była w potworze. Były to myśli dość przygnębiające, więc dość nachalnie próbowała zawsze zajmować się czymś innym – skupiała się na pracy, rodzinie, przyjaciołach. Próbowała przywrócić w sobie dawne, utracone przed laty zamiłowanie do życia, wmuszała w siebie minione uśmiechy i samą siebie okłamywała, że jej powrót do domu jest udany.
    Do mieszkania jak zwykle weszła dość nieporadnie, robiąc przy tym sporo hałasu – przy drzwiach już dość tradycyjnie upuściła jedną z siatek z zakupami, przeklęła, kopnęła drzwi, odstawiła wszystko na korytarzu i przez kilka dłużących się sekund szukała klucza. Potem ładując się do mieszkania, ze wszystkimi tobołkami, potknęła się o stojący nieopodal wejścia wieszak, który po raz któryś w tym miesiącu wylądował przez nią na ziemi. Nie przejęła się jednak ani jedną z tych rzeczy, bo dzisiaj był piątek, a w piątki można się tylko cieszyć. Powędrowała więc z zakupami do kuchni, zaczęła rozkładać pomarańcze w misce, otworzyła sobie wino i wstawiła mrożoną pizzę do piekarnika. Wyjątkowo dzisiaj zamierzała zostać w domu, nawet jeśli oznaczać to miało siedzenie w pojedynkę. – Cora! – krzyknęła radośnie, w formie powitania, gdy dziewczyna wyszła ze swojego pokoju. – Wszystkiego najlepszego z okazji piątku! – dodała, szczerząc zęby w uśmiechu. Skinęła głową w stronę parapetu, na którym stał nowy, kolorowy, piękny kwiatek. Niemalże co tydzień sprowadzała do domu nową roślinkę, którą uratowała z pracy i trochę się już bała, że w pewnym momencie Cora zaprotestuje i każe jej je wynieść z domu.


    puchu marny
    Ced | Cole | Remy
    nieobecna
     
    cora braxton



    bardzo lubi boyda


    mało znaczący szczur w korpo


    który chyba w końcu się zbuntuje

    cora
    braxton








      
    WHITE FLOWER VALLEY
       od zawsze, aktualnie w seattle

      
    you think you're just watching with those eyes. i get lost in them

      
    20 y.o.

      
    168 cm

      


    2020-02-18, 13:42


    Cora nie znała pewnie każdego szczegółu z tego tajemniczego okresu, gdy cały świat wywracał się do góry nogami próbując odnaleźć Rue. Wiedziała jednak wystarczająco by mieć pewność, że dziewczyna kiedyś wróci i po prostu w momencie pełnej gotowości będzie w stanie jej o wszystkim opowiedzieć. Braxton czasem wykazywała już pewne sugestie, które miały zapewnić ją o tym, że mogła to zrobić w każdej chwili, ale Rue potrzebowała może więcej czasu i ona akurat potrafiła chyba to zrozumieć. Z resztą miała ją na oku, skoro razem mieszkały. Oczywiście istniała też pewna obawa, że pewnego dnia znowu okaże się, że pozostawi po sobie same niedopowiedzenia, ale wtedy znowu... pozostawała chyba wiara w to, że znów okaże się zaufaną osobą na tyle by choć czasem do niej zadzwonić i powiedzieć jak jest naprawdę. Wierzyła, że w razie kłopotów nie będzie bała się poprosić o pomoc.
    Wywaliło rury w toaletach na jednym piętrze, więc dziś została zwolniona do domu wcześniej. Oznaczało to w praktyce to, że musiała po prostu od dzisiaj przez najbliższe kilka dni wykonywać zaległą w domu. W pierwszej kolejności jednak postanowiła pójść spać. Praca nie zając, ona też nie zając. Zasłużyła chyba na odpoczynek. To nie ona spowodowała przecież pęknięcie rur. Nie miała takich zdolności, choć na pewno cieszyła ją możliwość spędzenia kilku dni w domu. Może pojedzie do Berrylane? Odwiedzi ojca. To dobry pomysł. Drzemka jednak została jej przerwana w połowie, czyli między trzecią godziną a tak właściwie nie wiadomo jaką, bo została zagięta w czasoprzestrzeni wszystkich drzemek, ale rozprostowała się na łóżku, ziewnęła parę razy i wyszła z pokoju. Tak jak się spodziewała, takiego hałasu mogła narobić tylko ona sama, albo właśnie Rue. Zważywszy na to, że smacznie sobie spała... to nie mogła być ona. Spojrzała na nią jeszcze dość ospałym wzrokiem, po czym uśmiechnęła się dość zwycięsko. - Hej kwiatuszku.. - przywitała się z nią, wyjmując z szafki kubek. Czy to była dobra godzina na kawę? Piątek, niedługo już wieczór...? Kiedy w końcu połapała się, że ich parapet zdobi kolejna sztuka, zmarszczyła brwi i przybliżyła się w jego kierunku. - Jak go nazwiemy? - przechyliła głowę, obserwując roślinkę z bliska. W końcu to była bardzo ważna kwestia do omówienia. Każda roślinka w tym mieszkaniu posiadała jakieś. Cora pewnie trochę się w nich już zaczynała gubić, ale była w tym w sumie całkiem fajna zabawa. Miała wrażenie, że dzięki temu jest bliżej z Rue.


      « I'VE BEEN SLEEPING SO LONG IN A TWENTY YEAR DARK
      NIGHT AND NOW I SEE DAYLIGHT. I ONLY SEE DAYLIGHT. »

    kotleciku
    raine i reszta
    piszę posty
     
    Rue Hayward



    I am softly watching you


    Oh boy, your eyes betray what burns inside you


    Is there any chance you could see me, too?

    rubena
    hayward








      
    MAGNOLIA FLATS
       zimą wróciła po długiej nieobecności

      
    Kocham Cię, ale się tym nie przejmuj ani nie licz się z tym specjalnie.

      
    23 y.o.

      
    166 cm

      


    2020-03-17, 20:39


    Każdy popełniał błędy. Mniejsze, większe – nie miało to tak naprawdę znaczenia, bo przecież było to wpisane w ludzką naturę i niewiele dało się na to poradzić. Jakieś bajki o ludziach idealnych, nieomylnych były tylko wytworem wybujałej wyobraźni tych, którzy widocznie niezwykle bali się przyznania do tego, że świat jest miejscem skomplikowanym. Rubena obecnie nie była w stanie zrozumieć, co ją wtedy do tej ucieczki pchnęło, co ją podkusiło, ale... Nie lubiła tego rozgrzebywać, bo przeszłości przecież nie da się zmienić. Bogatsza o to doświadczenie mogła jednak śmiało przypuszczać, że następnego razu nie będzie, że nigdy już nie postąpi w ten sam paskudny sposób. Opowiadać o tym mogła, jasne, tylko jak dotąd nie odnalazła odpowiednich do tego słów. Nie miała pojęcia jak zacząć. Cora mogła być pierwszą, która miała poznać tę historię w całości, bez ubarwień, ale Rue nie była pewna, czy blondynka na pewno chce tego wszystkiego słuchać.
    – O nie, zbudziłam cię? Cholera, przepraszam, ale ten wieszak sam mi wpada pod nogi... – westchnęła głośno i posłała wrogie spojrzenie wieszakowi, który pewnie jeszcze nie raz stoczy z nią głośną bitwę. Wyciągnęła od razu kieliszek z szafki i po nalaniu do niego wina, podała go przyjaciółce. Pytanie o to, czy ma w ogóle na wino ochotę, było raczej zbędne, prawda? – Peebles! Trochę wygląda jak Balonowa Królewna... no, albo Panna Jednorożek, jak myślisz? – zapytała z przejęciem, jakby faktycznie było to kwestią życia i śmierci. Trochę w sumie tak było, bo roślinki były dla niej naprawdę ważne i chciała, by czuły się w ich mieszkaniu dobrze. A imiona naturalnie wszystkie miały z bajek, często z Corą nad tym debatowały, ale akurat nad tymi dwoma myślała już od rana – odkąd tylko dowiedziała się, że roślinka ta ma trafić na śmietnik. – Wychodzisz gdzieś dzisiaj? – zapytała, upijając spory łyk wina. Pytanie pewnie należało do grupy tych głupich, bo przecież w piątkowe wieczory mało kto siedzi w domu, ale cóż, Rue nie zaliczała się mimo wszystko do osób normalnych. I to wcale nie tak, że chciała zmusić Corę, by została z nią na maratonie jakichś kreskówek! Sama była niepewna, czy chce ten czas spędzić w spokoju, czy może jednak wybrać się na jakąś imprezę, do kina lub gdziekolwiek, gdzie gromadzili się ich znajomi.


    puchu marny
    Ced | Cole | Remy
    nieobecna
     
    cora braxton



    bardzo lubi boyda


    mało znaczący szczur w korpo


    który chyba w końcu się zbuntuje

    cora
    braxton








      
    WHITE FLOWER VALLEY
       od zawsze, aktualnie w seattle

      
    you think you're just watching with those eyes. i get lost in them

      
    20 y.o.

      
    168 cm

      


    2020-03-31, 23:30


    Nie bez powodu mówiło się, że błądzić jest rzeczą ludzką. Każdy miał do tego prawo i ba! Cora szczerze to popierała. Jak inaczej się czegoś nauczyć czy zrozumieć, że zrobiło się coś dobrze lub źle? I choć kusiło niezmiernie by wypytać Rue o wszystko, ucieczkę i błędy z tym wiązane też, to nie naciskała. Dawała jej wolną przestrzeń, bo wiedziała, że w odwrotnej sytuacji chciałaby tego samego. Robiła to co zrobiłaby każda dobra przyjaciółka, czyli zaoferowała dach nad głową i ramię do wypłakania jeśli zaszłaby taka potrzeba. I to bez zbędnych pytań, wywiadu i pretensji. Ostateczna decyzja należała do Kevina, ale jemu i tak nie przeszkadzał nigdy widok ładnych dziewcząt w domu. Braxton starała się jak mogła chronić biedną Rue przed lawiną pytań jaka na nią spadała z ust współlokatora, ale nie mogła przecież czuwać wiecznie i dwadzieścia cztery godziny na dobę.
    - Nic się nie stało.. - powiedziała, przecierając jeszcze raz twarz dłonią jakby miało ją to otrzeźwić. - Nie nastawiłam budzika, więc gdyby nie ty to pewnie spałabym i do pojutrza. - zaśmiała się i kieliszek oczywiście chętnie przyjęła. Nie planowała co prawda winnego wieczoru, ale w obliczu tego niemego zaproszenia w postaci podstawienia kieliszka pod nos, nie wypadało odmówić. Schowała więc kubek i wyrzuciła z pamięci myśl o kawie. Wino pasowało tutaj o wiele lepiej. - Może go wyrzucimy? Kevinowi powiemy, że nas okradli... i jakimś cudem zabrali tylko ten koszmarny wieszak. - zaśmiała się, ale zaraz temat przeskoczył i tak na coś o wiele przyjemniejszego, więc upijając łyk z kieliszka podeszła do tych nowych nabytków. - Jak Pebbles Flinston? - zapytała, zerkając na blondynkę z wymalowanym uśmiechem. Pogłębił się on znacznie bardziej, gdy wspomniała o postaciach z jej ulubionej bajki. - Zdecydowanie wyczuwam w niej pierwiastek słodyczy.. - powiedziała, unosząc wzrok znad doniczki prosto na Rubene. Ona sama nie była aż tak zafiksowana na punkcie roślin (może oprócz tych, które potem zwijała w skręty), ale wymyślanie im imion wraz z Hayward sprawiało jej dużo radości. Tak samo jak wspólne oglądanie bajek, karaoke do późna w nocy i wymyślanie dowcipów do przetestowania na Kevinie. Napiła się więc znowu, po czym postanowiła w końcu usiąść na krześle i odłożyć kieliszek na stół. - Chyba nie mam ochoty. W sumie to planowałam... spać. - parsknęła śmiechem, podciągając nogi na krześle i zginając je w kolanach. - Ale no wiesz, jak widać średnio asertywna ze mnie osoba.. - i mówiąc to znowu pozwoliła sobie na podniesienie szkła do góry. Nie pijała alkoholu często, ale jak widać dziś miała wyjątkowo dobry dzień. - Ty gdzieś wychodzisz? - może ta butelka wina to był jakiś before o którym nie wiedziała, może Rue już miała dla nich jakieś ekscytujące plany? Cora była otwarta na wszystkie możliwości, skoro najbliższe dni i tak opierać miały się na pracy z domu.


      « I'VE BEEN SLEEPING SO LONG IN A TWENTY YEAR DARK
      NIGHT AND NOW I SEE DAYLIGHT. I ONLY SEE DAYLIGHT. »

    kotleciku
    raine i reszta
    piszę posty
     
    Rue Hayward



    I am softly watching you


    Oh boy, your eyes betray what burns inside you


    Is there any chance you could see me, too?

    rubena
    hayward








      
    MAGNOLIA FLATS
       zimą wróciła po długiej nieobecności

      
    Kocham Cię, ale się tym nie przejmuj ani nie licz się z tym specjalnie.

      
    23 y.o.

      
    166 cm

      


    2020-04-15, 16:39


    Lubiła sobie wmawiać, że od tego właśnie jest młodość; jedna niewinna pomyłka mogła być tylko wstępem do dorosłości – przestrogą, która była doznaniem koniecznym. Jak miałaby ukształtować swój charakter, jeśli nie przez te wszelkie błędy, doświadczane osobiście – nie zasłyszane w opowieściach. I jakoś lepiej robiło się jej na sercu, gdy otaczały ją osoby pokroju Cory, wyróżniające się podobnymi opiniami. A jednak. Bywały takie osoby, jak Kevin – broń boże Rue nie mogła się na niego złościć, bo prawdopodobnie w jej duszy nie było miejsca na nienawiść jakąkolwiek, ale… Dość dotkliwie odbierała jego przytyki, jakoby zasłaniała się wymówkami. Nie była jednak na tyle delikatna, by rozpadać się za każdym razem, gdy ktoś z niejasnych powodów ją atakował – pozostawała więc nieco zamknięta w sobie, ale i tak potrafiła się bez przerwy uśmiechać.
    – Nie brzmi to mimo wszystko jak najgorszy scenariusz – zaśmiała się, uznając, że i jej przydałaby się taka dłuższa drzemka. Może niewykraczająca poza granice doby, ale taki pełen dzień spędzony w łóżku na pewno okazałby się zbawienny. – Och, mogłybyśmy wyrzucić kilka jego rzeczy też, żeby wydało się to bardziej realne… Na przykład jego paskudne koszulki. Widziałaś tę nową? Ma taki paskudny napis – skrzywiła się, mimo wszystko wciąż rozbawiona. Gdyby mogła, to w istocie powyrzucałaby większość rzeczy należących do chłopaka – bycie kretynem to jedno – coś co można wybaczyć, ale brak gustu? Z tym się dyskutować nie powinno. – Myślisz, że w końcu zmieni się w jakieś kolorowe drzewko? Może jakby się nią odpowiednio zająć, zaczęłyby na niej rosnąć słodycze… Byłoby to całkiem przyjemnym odkryciem – stwierdziła, uciekając nieco w świat fantazji. Wizja wzbogacenia się na takim odkryciu była całkiem przyjemna, ale Rue wiedziała, że tego typu rozważania to tylko mrzonki. Przecież nie oddałaby ani jednej biednej roślinki w dłonie naukowców – nie ufała białym robocikom pracującym w laboratoriach. Wyjęła po chwili pizzę z piekarnika i postawiła ją na stole tak, by Cora też mogła się częstować. Sama przysiadła na parapecie, wśród swoich kwiatków, czując się tam najlepiej. Zaśmiała się zaraz potem i pokręciła głową, finalnie rumieniąc się lekko. Dotarły do spraw nieco skomplikowanych. – Póki co wolę nigdzie nie wychodzić, bo… Widzisz, jest taki facet, którego poznałam w barze i… Trochę nie chcę gdzieś na niego przypadkiem wpaść – powiedziała, walcząc wciąż z tym, by się nie rumienić tak głupio. I okej, skoro tamtego faceta polubiła, to powinna raczej dążyć do tego, by się z nim znowu spotkać, nie? Tyle że Rue bała się nawiązywania jakichś bliższych kontaktów z mężczyznami, bo wciąż nie potrafiła otrząsnąć się z poprzedniej nieudanej relacji. A jeśli spojrzeć na to, kim ten jej tajemniczy facet był, tym nawet lepiej, by go unikała możliwie jak najdłużej…


    puchu marny
    Ced | Cole | Remy
    nieobecna
     
    cora braxton



    bardzo lubi boyda


    mało znaczący szczur w korpo


    który chyba w końcu się zbuntuje

    cora
    braxton








      
    WHITE FLOWER VALLEY
       od zawsze, aktualnie w seattle

      
    you think you're just watching with those eyes. i get lost in them

      
    20 y.o.

      
    168 cm

      


    2020-05-10, 17:09


    - No chyba potrzebuję jeszcze chwili żeby ogarnąć w którym roku jesteśmy... - złapała się przy tym za głowę i pokręciła nią na boki, śmiejąc się przy tym sama do siebie. Uwielbiała wieczory takie jak te, gdy Kevin nie zawracał dupy i były same. Tym bardziej nie zamierzała pójść spać. Wyobrażanie sobie tego co mogłyby zrobić z jego rzeczami w tej chwili z pewnością dla jednej i drugiej było dobrą zabawą. Na propozycję Rue, że koszulki mogłyby podzielić los tego nieszczęsnego wieszaka, nie mogła się powstrzymać i roześmiała się głośno. - Mówisz o tej, gdzie z jednej strony jest Orgasm Donor a na plecach Ask for your free sample? - to była ostatnia, która mocno rzuciła jej się w oczy i niemal od razu zniesmaczyła. Zwłaszcza, gdy wiedziała jaki tak naprawdę był Kevin. Mieszkając z nim już prawie rok chyba... lepiej człowieka się chyba nie dało poznać. Dobrze, że miała po swojej stronie Rue. - Gdyby tak się stało to byłby to nasz sekret. - wydawało jej się to całkiem oczywiste, że takie niezwykłe drzewko musiałoby być pod wyjątkową ochroną. Nawet jeśli było to tylko wizją ich wyobraźni. Szybko jednak sprowadził ją na ziemię zapach pizzy, którą Hayward wyciągnęła z piekarnika. Aż zatarła rączki i sięgnęła po kawałek dla siebie. Niezbyt rozważnie, ale od razu ugryzła gorący kawałek i tego pożałowała. Spojrzała na Rue i skrzywiła się. Wyciągnęła język na wierzch i zaczęła go sobie głupkowato wachlować, ale przypomniała sobie o tym, że przecież wino miała na stole też. Sięgnęła więc po nie i napiła się. Potrzebowała jeszcze paru sekund, ale w końcu ból zaczął się zmniejszać a ona mogła skupić się na słowach współlokatorki. - Poznałaś kogoś? To super, kto to taki?! - wyraźnie ożywiła ją ta informacja. Rue z natury była skryta, więc gdy teraz chciała pogadać o tak osobistej sprawie to poczuła się wręcz zobowiązana by pociągnąć ją za język. - Nie chcesz go spotkać, ale od razu się rumienisz, gdy o nim mówisz. Co jest? - głos już jej znacznie złagodniał, nie chciała jej jakoś emocjonalnie osaczać. - On.. no wiesz, dobrze cię potraktował? Wszystko jest okej, tak? - gdyby wiedziała o kim właśnie gadały to pewnie pizza, którą właśnie ugryzła stanęłaby jej w gardle. Na szczęście była w tym wszystkim kompletnie zielona jak i oni sami. No cóż, przynajmniej na razie.


      « I'VE BEEN SLEEPING SO LONG IN A TWENTY YEAR DARK
      NIGHT AND NOW I SEE DAYLIGHT. I ONLY SEE DAYLIGHT. »

    kotleciku
    raine i reszta
    piszę posty
     
    Rue Hayward



    I am softly watching you


    Oh boy, your eyes betray what burns inside you


    Is there any chance you could see me, too?

    rubena
    hayward








      
    MAGNOLIA FLATS
       zimą wróciła po długiej nieobecności

      
    Kocham Cię, ale się tym nie przejmuj ani nie licz się z tym specjalnie.

      
    23 y.o.

      
    166 cm

      


    2020-06-17, 00:43


    Tak, wieczory i często też noce, kiedy Kevin wychodził na swoje podboje (wracając następnego dnia ze sporym kacem i podwyższonym stopniem irytacji) były zdecydowanie najprzyjemniejsze. Nie tylko miały czas na jakieś luźne pogaduchy, ale też przede wszystkim mogły odpocząć od jego niezbyt zabawnych dowcipów i przemądrzałych komentarzy. Na całe szczęście nie był wzorowym studentem, więc te jego nocne wypady zdarzały się dość często.
    Rue zaśmiała się cicho i dała Corze czas na to, by doszła do siebie. Czyli – nie atakowała jej durnymi pytaniami, nie podsuwała jakichś ciężkich rozważeń i nie wkraczała na poważne tematy. Tych kilka było, bo to nie tak, że tylko Braxton niepokoiła się losami Rue – ona także dostrzegała kilka niebezpieczeństw w życiu przyjaciółki. I chciała jej pomóc, szepnąć jakieś miłe słowo (tak tak, głównie w kwestii ojca drania, który wyszedł z więzienia…) i może coś doradzić, tyle, że… nie chciała wcale naruszać jej prywatności. I bała się też pewnie, że Cora jej dobre chęci źle zinterpretuje, w finale czego skończą staczając jakąś idiotyczną kłótnię. – Nie, nie, nie cytuj tego. Zawsze się w sumie zastanawiałam jacy idioci kupują te ubrania – powiedziała krzywiąc się, bo zdecydowanie daleko to leżało od dobrego gustu. Lub gustu jakiegokolwiek, no nie oszukujmy się, było to po prostu niezwykle niesmaczne. Rue się bała trochę tylko, że Kevin głupek uzna za dobry pomysł wręczenie im takich na święta – a Hayward, jako człowiek zawsze miły i uprzejmy, nie będzie mogła na głos powiedzieć, że jest to bardzo brzydkie i niefajne. Uśmiechnęła się potem, dumna całkiem ze słów Cory (nawet jeśli tylko żartowały), a potem jednak skupiła się na pizzy. Nie była wcale rewelacyjna, ale po całym dniu spędzonym w pracy człowiek jest w stanie zadowolić się wszystkim, prawda. Na szczęście nie popełniła błędu przyjaciółki, ale i tak razem z nią napiła się wina, bo czemu nie. Zarumieniła się potem jeszcze mocniej, gdy ta zaczęła ją wypytywać o Eldara (heheh) dokładnie, ale starała się trzymać fason. Trochę nie wiedziała, po co w ogóle o nim wspomniała, ale… no nie oszukujmy się, kobiety tak mają, kobiety plotkują, życie. – O no… uhm, to jest trochę skomplikowane – zaczęła wzdychając i znów wina się napiła, tak na odwagę. – Bo to jest trochę tak, jakbym spotkała taki kompletny ideał, wiesz? Tyle, że to pewnie tylko tak wtedy wyglądało i gdybyśmy wpadli na siebie teraz… No, okazałoby się, że wcale taki super nie jest – podsumowała, wzruszając ramionami. Nie wolno odzierać bajki z magii i tego zamierzała się trzymać. – Tak, tak! Rozmawianie z nim i… no, spędzenie potem razem nocy było naprawdę super, wiesz? Tylko właśnie wolałabym chyba, żeby tak zostało, żeby nic tego nie zepsuło. A on chyba jest tu tylko przejazdem, bo nie widziałam go wcześniej – powiedziała, znów upijając łyk wina. Skomplikowane to było dość mocno, ale wierzyła, że Cora ją zrozumie w choćby minimalnym stopniu.


    puchu marny
    Ced | Cole | Remy
    nieobecna
     
    cora braxton



    bardzo lubi boyda


    mało znaczący szczur w korpo


    który chyba w końcu się zbuntuje

    cora
    braxton








      
    WHITE FLOWER VALLEY
       od zawsze, aktualnie w seattle

      
    you think you're just watching with those eyes. i get lost in them

      
    20 y.o.

      
    168 cm

      


    2020-06-29, 19:35


    Wzdrygnęła się sama, gdy przypomniała sobie Kevina w tej właśnie koszulce. Miał ich w sumie wiele i każda była równie odrażająca co poprzednia. Dobrze, że były w większości i czasem wygrywały z nim te współlokatorskie bitwy. Łatwo nie było, bo gość mógł je wykopać w każdej chwili, ale najwidoczniej pasowało mu mieszkanie z nimi dwoma. I trudno się dziwić hehe. - Tacy, co nie zaliczają. - parsknęła śmiechem na sam koniec i tym samym temat Kevina chyba zakończyła, bo jak już była mowa o zaliczaniu to się nawinął o wiele fajniejszy temat. Pewnie gdyby wiedziała o kim mowa to by wcale taka ożywiona nie była, ale póki co ekscytowała się tym co Rue jej opowiadała. Nie tylko dlatego, że był to powód do plotkowania, ale głównie cieszyła się, że Hayward odważyła się wyjść i kogoś poznać. - Skomplikowane w jaki sposób? - zmarszczyła brwi. Przypuszczała, że wszystkie te obawy mogły zostać przez Rue wyolbrzymione, więc zamierzała być głosem jej rozsądku. Skinęła głową na sam koniec, ale minę miała nietęgą. Tak jak przypuszczała, musiała to teraz dziewczynie wszystko wyłożyć. - Boisz się, że wyobrażenia przerosną rzeczywistość i nie będzie tej iskry? - i to mogła w pełni rozumieć. Bezpieczniej było tkwić w marzeniach, bo praktycznie zerowe możliwości na jakikolwiek zawód. Ale przecież o to chodziło, o te dreszcze i emocje. Których jak widać w Rue było sporo w tym momencie. - Skarbie, a jeśli okazałoby się, że to co sobie wyobrażasz to jedynie mały procent tego co mogłoby być? Nie uważasz, że to choć troszeczkę warte ryzyka i wyjścia ze strefy komfortu? To przerażające, wiem. Ale może być też piękne i ekscytujące. - uśmiechnęła się na sam koniec do niej i uniosła brew do góry, jakby wyczekiwała potwierdzenia. - Okej, więc co o nim wiesz? Może przychodzi do tego miejsca w którym się poznaliście częściej? Powinnaś tam pójść! Nawet jeśli jest przejazdem, może jeszcze gdzieś się tu kręci? - ochoczo pokiwała głową i aż zgarnęła kieliszek z winem by się napić. Musiała chyba ostudzić ten swój zapał nieco by jej nie wystraszyć. Zerknęła więc na Rue. - Ale jak nie chcesz to też będzie całkiem okej. Chciałam ci przedstawić trochę inny scenariusz niż ten, który masz w głowie. - i robiła to wyłącznie w dobrej intencji.


      « I'VE BEEN SLEEPING SO LONG IN A TWENTY YEAR DARK
      NIGHT AND NOW I SEE DAYLIGHT. I ONLY SEE DAYLIGHT. »

    kotleciku
    raine i reszta
    piszę posty
     
    Rue Hayward



    I am softly watching you


    Oh boy, your eyes betray what burns inside you


    Is there any chance you could see me, too?

    rubena
    hayward








      
    MAGNOLIA FLATS
       zimą wróciła po długiej nieobecności

      
    Kocham Cię, ale się tym nie przejmuj ani nie licz się z tym specjalnie.

      
    23 y.o.

      
    166 cm

      


    2020-07-30, 13:55


    Skupianie się na czyichś wadach było naturalnie czymś prostym i łatwym w wyliczaniu, ale pomimo tego wszystkiego Kevin miał przecież też swoje zalety. Może wskazanie ich było niekiedy zbyt ciężkim zadaniem, ale nie był przecież tak bardzo złym, okropnym człowiekiem, jakim zdawał się przez te ich opowieści. Szanował przecież kobiety, prawda? Nawet jeśli wolał życie w stylu one night stand, to nikogo nie skrzywdził, nie był debilem i chamem. Miał kiepski gust, nieprzyjemne poczucie humoru i gustował w przykrych komentarzach, ale Rue wierzyła, że nie chciał źle. Może więc z Corą powinny podjąć się projektu, którego celem byłaby zmiana Kevina w chłopaka idealnego? Zdecydowanie gdyby przyszło im się nudzić kiedyś, Hayward gotowa była coś takiego zaproponować.
    – No… tak – wyrzuciła z siebie, cicho, trochę się tego wstydząc. Nie była małą dziewczynką, naiwnie wierzącą w to, że owszem, ideały istnieją. Ale czasem tak było łatwiej iść przez życie – widząc w ludziach tylko dobro, nic więcej. I czasem naprawdę miło było dostrzec w jakimś mężczyźnie księcia z bajki – co prawda takiego, który w życiu jest tylko na chwilę, przejazdem, nic ponadto. Może było to niezdrowe, ale Rue chyba obecnie takich opowieści potrzebowała. Pokiwała głową na słowa Cory i uśmiechnęła się lekko. – Albo znowu okazałby się potworem – mruknęła, wzrok ściągając na ziemię. Nie chciała wchodzić w bliższe relacje z facetami, nie chciała ich ciągłego udziału w swoim życiu. Wiedziała, że nie każdy jest taki, jak Victor, ale… Wielu pewnie niestety niosło w sobie podobne wady. A ona się bała i zdecydowanie póki co nie była na to gotowa. – Możesz mieć rację i w ogóle, ale… Skoro mu też zależało na tym, żeby to była tylko jedna noc, tamta noc, to chyba nic dobrego by z tego nie wyszło, co? I pewnie by się wkurzył, że go szukałam potem – mruknęła posępnie. Mężczyźni, których cechuje dobro, raczej nie decydują się na takie jednorazowe wyskoki, prawda? A on nawet nie zaproponował wymiany numerami telefonu, o nic nie pytał, nie drążył. Jasne więc było, jakie miał intencje. I już przestawał być tym ideałem, cudownym księciem, więc Rue postanowiła prędko zmienić temat. Skupiły się więc na sprawach miłych i przyjemnych, włączyły jakieś kreskówki i już więcej nie wróciły do tematu nieznajomego.

    koniec


    puchu marny
    Ced | Cole | Remy
    nieobecna
     
    Wyświetl posty z ostatnich:   
    Odpowiedz do tematu
    Nie możesz pisać nowych tematów
    Nie możesz odpowiadać w tematach
    Nie możesz zmieniać swoich postów
    Nie możesz usuwać swoich postów
    Nie możesz głosować w ankietach
    Nie możesz załączać plików na tym forum
    Możesz ściągać załączniki na tym forum
    Dodaj temat do Ulubionych
    Wersja do druku

    Skocz do: