• Zaloguj
  • Rejestracja
  • Berrylane :: What will you do when you meet someone perfect for you?
    nieznajomy
  • ABY FORUM DZIAŁAŁO PRAWIDŁOWO, ZALECAMY WYKONANIE TWARDEGO RESETU - CTRL + F5, CTRL +FN +F5 LUB COMMAND +OPTION +R
  • Jedna z drużyn gry terenowej znalazła zwłoki ukamienowanego Edwarda Raymonda! Burmistrz obiecuje, że morderca zostanie znaleziony!
  • Las w White Hills sceną zbrodni! Podczas zabawy z okazji Armed Forces Day nie tylko znaleziono zwłoki zaginionego mężczyzny, ale doszło też do morderstwa jednego z opiekunów gry terenowej.
  • Wycinka w Crimson Woods nadal trwa! Aktywiści wyszli na ulicę żądając od miasta wyjaśnień.
  • Pink Waters jeszcze niebezpieczniejsze! Czy grozi nam wojna gangów? Czy Jaszczurki stracą pozycję?
  • WYKORZYSTAJ SWÓJ KUPON - WARUNKI REALIZACJI KUPONÓW GRACZA
  • DZIENNIKI ODZNACZEŃ - ZBIERAJ PUNKTY I WYMIENIAJ JE NA NAGRODY
  • WIADOMOŚCI LIPIEC/SIERPIEŃ
  • ZADANIA LOSOWE
  • - SZYBKIE POSZUKIWANIA ZNAJDŹ PARTNERA DO GIER
  • Stevie / ANKO
    Naomie / Martyna
    Lilianne / Lilka
    Kara / Jola
    Raine / Ada


    Berrylane Strona Główna » Charaktery » Historie » Upside down » What will you do when you meet someone perfect for you?
    Poprzedni temat «» Następny temat
    Eamon Korven



    I just need someone in my life to give it structure


    To handle all the selfish ways I'd spend my time without her


    prywatny detektyw na tropie

    Eamon James
    Korven








      
    AUBURN PINE HOUSES
       nie planuje wracać do Anglii

      
    I can't find where home is I don't remember where i live

      
    34 y.o.

      
    189 cm

      


    2020-06-06, 02:18


    Broda zadrżała mu z rozbawienia. Dawno nic nie sprawiało śledczemu równie wielkiej przyjemności; co słowne przepychanki z Deą. Czując jej stopę przemykającą wzdłuż jego nogi, jedną z rąk wsunął pod stół. Palcami przetańczył przez łydkę dziewczyny. Owszem, kusił ją. Bawił się. Słysząc odmowę powtórnie uformował z warg podkówkę, a w czekoladowych oczętach rozpalił iskry rozczarowania. Prezentował się odrobinę niczym rozkapryszone dziecko, któremu odmówiono zakupu nowej, elektrycznej lokomotywy.
    Gdy Deonne rozmawiała przez telefon, uwagę brunet poświęcił otoczeniu – przechodzącym obok ludziom, zerkającej na nich kelnerce; siedzącym naprzeciwko nastolatkom. Czemu nie upijał się częściej? Wszystko zdawało się znacznie znośniejsze. – Skoro musisz. – zrezygnowany wzruszył ramieniem; nagłe zniknięcie Hoffman uznając za drobnostkę niegodną większej uwagi. Tak czy siak, ta „rybka” nie wydawała się możliwa do złowienia. Powinien zapuścić sieci gdzie indziej.

    Do drugiej w nocy zdążył przetrzeźwieć. Chociaż zmęczenie raz po raz rozwierało detektywowi gardło przeciągłym ziewnięciem, Brytyjczyk bezustannie tkwił w małym salonie na piętrze prawego skrzydła. Odkąd posiadłość dzielił nie tylko z matką, ale również ojczymem; konsekwentnie trzymał się „swojej” strony rezydencji. Biedna służba niejednokrotnie; na wzór kur pozbawionych głów; biegała od krawędzi budynku do krawędzi – sprzątając, nosząc herbatę, przekazując wiadomości. Eamon nie zastanawiał się nad tym zbyt długo ani często. Ostatnimi czasy wysiłek pracowników nie zaprzątał roztargnionego umysłu. Najczęściej wgłębiał się w stopień awersji jakim obdarowywał puste łóżko w sypialni.
    Zegar wskazywał drugą dziesięć, kiedy drewniane drzwi uchyliły się a wielce niepocieszony nocną wizytą Johanson zaanonsował czyjeś nadejście. Brunet kiwnął łepetyną informację przyjmując do wiadomości z niewymuszonym spokojem. Znikąd EJ’owi zrobiło się szkoda wymęczonego kamerdynera; także na wychodnym poprosił Bryana aby ten poszedł spać i nie wstawał więcej na żadne zawołanie. Nieoczekiwane odwiedziny okazały się zbawienne – wymusiły zatrzaśnięcie książki oraz nieśpieszne wyjście z pokoju w którym dziedzic tkwił od ponad trzech godzin. Ubrany w świeżą, białą koszulę (założoną po prędkim prysznicu finalizującym dzień pełen wrażeń) wziął ostatni łyk wody i zszedł na dół.
    Spodziewał się któregoś ze znajomych – albo jednego albo wszystkich na raz, ściśniętych w holu; hałaśliwych i nieznośnych. Roztaczających odór alkoholu i aurę ogólnego szczęścia. Domagających się natychmiastowego dołączenia przyjaciela do ich pochodu pijackiej radości. Ponieważ wielce cenił sobie wypady z grupką wiernych towarzyszy szalonych zabaw, z trudem przyjdzie mu odmowa. Pokonując wysokie, skrzypiące schody wewnętrznie nastawiał się na dostrzeżenie na zapijaczonych twarzach całej palety czerwieni. Widok panny Hoffman wybił go z rezonu.
    Czy chodziło o spojrzenie błękitnych oczu? O wyraz na zaróżowionej (zapewne od podmuchów wiatru) buzi? O „powitanie” jakim uraczyła gospodarza? Sam nie wiedział skąd, lecz przeczuwał dlaczego zdecydowała się przyjść. Pora również obnażała zamiary Dei. Na pewno nie poszukiwała rozmówcy ani ramienia do wypłakania. – Też nie mam ochoty na gierki. – nie czekając ani chwili, zniwelował dzielący ich dystans. Prawą dłonią przesunął po talii kobiety (natychmiastowo przyciskającą ją bliżej własnego ciała), a lewą przesunął gdzieś w okolicy jej obojczyków. Opuszkami palców zahaczył o szyję. Na ustach kochanki złożył stanowczy pocałunek; z każdą sekundą wyzwalający w nim coraz większą chuć. Może i wytrzeźwiał, ale Eamon bezustannie pragnął wypełnić pustkę.


      - sweat, flaws, veins, scars.
      Nothing more than human
      

    sunny
    Jeremiah | Owen | Kirk
    piszę posty
     
    Deonne Britton



    You told me that if we go slow, things will gonna be ok and I believe it.


    but you never told me...that you'll turn me into another woman


    autorka bestsellera o Huntsman'ie

    Deonne
    Britton








      
    WHITE LOG MEWS
       zmaga się z przeszłością

      
    You're worth a handwritten letter, a random trip at night to the beach, a painting that says more than a thousand words.

      
    32 y.o.

      
    167 cm

      


    2020-06-06, 17:01


    Co było ważniejsze? Bliskość? Potrzeba spełnienia się? Zemsta? Czy w końcu dopiecie swego? Nie ma co się oszukiwać- Deonne czaila się na Brytyjczyka od momentu ujrzenia go półtora roku temu przy basenie, stał się jej celem - i pomimo odrzucenia, braku zainteresowania tkwił w jej głowie niczym jak najmocniej skrywany sekret. Jednakże mając go na wyciągnięcie ręki, zdecydowała się odpuścić - albowiem wiedziała, że przekraczając tą granicę, konsekwencje będą niewyobrażalne. Czy chodziło o złamane serce? Potrzebę więcej, bo jeden raz jej nie wystarczy? Czy o pragnienie posiadania go wiecznie? Nie byli dla siebie stworzeni - pochodzili z dwóch różnych światów, a ich osobowości nie stworzyłyby niczego dobrego- poza tym Korven był w trakcie rozwodu, nic dziwnego, że pragnął tylko zabawy. Lecz przyjechała - stała w jego salonie, a w myślach głównej zainteresowanej wciąż ukazywal się obraz Griffina w objęciach innej kobiety- na szczęście do czasu, gdy usta Eamona znalazły się na jej - odwzajemnila pocałunek, jednocześnie wskakujac na ciało mężczyzny pozwalając się zanieść tam - gdzie tylko tego chciał. Opadniecie na łóżko- zrywanie z siebie ubrań, aby ostatecznie w tym zbliżeniu zaprezentować mu caly rollercoaster minionych osiemnastu miesięcy. Złość, rozpacz, żal- a także władzę i agresję- wnioskujac, ona rządziła i trochę mu się oberwalo, oczywiście w pozytywnym słowie tego znaczenia. Dopiero za drugim razem nieco się poddała, dając mu pozwolenie - na to czego sam pragnął. Zakończenie było już na tyle spokojne, że Deonne chociaż nadal z ciężkim oddechem, scaloływala wargi detektywa, leżąc na nim całym swoim ciałem, ostatecznie powolnie zsuwając się, aby opaść po drugiej stronie łóżka, uniosła się na lokciach łapiąc za telefon, aby spojrzeć na godzinę, dochodziła czwarta- odlozyla urządzenie i przekrecila się na bok, aby z zaintrygowaniem obserwować naga sylwetkę towarzysza. Wiedziała, że aby zdążyć na poranny lot powinna jak najszybciej wydostać się z tej rezydencji, ale nie miała ochoty go zostawiać- jeszcze nie teraz. - Masz papierosa? - wyszeptała, by zaraz przesunąć łepetynę tak, że ulozyla się policzkiem na jego klatce piersiowej - nie musieli rozmawiać, nie w tym momencie, jednak przez główkę jasnowlosej przeleciala myśl iz Nigdy nie będzie jej, a to się chłopak zdziwił.


      You know me well, so you know I'm extremely indecisive;
      but loving you was the easiest decision I ever made or will make.

    różal
    mallory
    piszę posty
     
    Eamon Korven



    I just need someone in my life to give it structure


    To handle all the selfish ways I'd spend my time without her


    prywatny detektyw na tropie

    Eamon James
    Korven








      
    AUBURN PINE HOUSES
       nie planuje wracać do Anglii

      
    I can't find where home is I don't remember where i live

      
    34 y.o.

      
    189 cm

      


    2020-06-13, 23:23


    Potrzebował kobiety. Taka jest prawda – Eamon potrzebował innej kobiety. Tęsknił za seksem, za bliskością, za ciepłem czyjegoś ciała. Amerykankę darzył szczerą sympatią, aczkolwiek nie była ona na tyle silna; by w chwili słabości wzięła górę i zamieniła zwykły stosunek w metafizyczne przeżycie. Odurzony zapachem dziewczyny, zmęczony opadł na łóżko głęboko oddychając. Ciemne ślepia wpatrywały się w baldachim w odcieniu butelkowej zieleni. Starał się nie myśleć o tym czy Rose radzi sobie z ich separacją w podobny sposób. W aktualnym momencie zdawało mu się, że między nim a kruchą blondyneczką wszystko skończone. Zupełnie jakby zbliżenie z Hoffman uzmysłowiło mu przykrą prawdę - nie wrócą do siebie. Z trudem przełknął ślinę, zerkając na kochankę z ukosa. Jedno jest pewne – nie czuł się źle z faktem przywłaszczenia czyjejś żony. Nie zamierzał brać na siebie odpowiedzialności za nieswoje małżeństwo.
    Na biurku. – brodą wskazał w kierunku szerokiej, olbrzymiej okiennicy – tylko na poły przysłoniętej ciężką, welurową kotarą. Pierwsze promienie nieśmiałego słońca przerzedzały gęsty mrok letniej nocy. – Musisz po nie wstać. – wargi drgnęły mu w rozbawieniu, a oczy skanowały twarz Dei z łobuzerskim błyskiem.
    Więc to tyle, czyż nie? Tak kończy się ich epicki romans – jeszcze zanim zdążyłby się rozpocząć. Tak czy owak, Korven nie czuł się ani w gotowości ani chęci; by angażować się w cokolwiek emocjonalnie. Liczyła się dla niego zabawa. Liczyło zapomnienie. Wizyta u prawnika, na której znowu miał zobaczyć Rose. Dobry alkohol, drogie papierosy i trwonienie młodości na zabijanie resztek niespełnionych marzeń.
    Co się stało? – mruknął, dając ponieść się skrzydłom ciekawości. Poprawił poduszkę tak, aby móc wylądować w pół-leżącej pozycji i ponownie wbił w rozmówczynię bystre ślepia. – Coś musiało się stać, skoro tu jesteś. – chyba, że wcześniej udawała cnotkę. Oboje wiedzieli - nie była cnotką.


      - sweat, flaws, veins, scars.
      Nothing more than human
      

    sunny
    Jeremiah | Owen | Kirk
    piszę posty
     
    Deonne Britton



    You told me that if we go slow, things will gonna be ok and I believe it.


    but you never told me...that you'll turn me into another woman


    autorka bestsellera o Huntsman'ie

    Deonne
    Britton








      
    WHITE LOG MEWS
       zmaga się z przeszłością

      
    You're worth a handwritten letter, a random trip at night to the beach, a painting that says more than a thousand words.

      
    32 y.o.

      
    167 cm

      


    2020-07-31, 15:10


    To że zbliżenie z Korven'em było dla Deonne nie tylko przeżyciem fizycznym, ale również emocjonalnym, nie oznaczało wcale, że nie znała swojego „miejsca” w tym układzie. Domyślała się, iż Brytyjczyk nie zapomniał o swojej żonie - w końcu te półtora roku temu niejednokrotnie udało jej się dostrzec ile Rose dla niego znaczy, jak bardzo w nią był zapatrzony; takiego uczucia nie da się wyzbyć od tak - potrzeba na to czasu, a w niektórych przypadkach niezależnie jak to okrutnie zabrzmi - nawet czas nic nie daję. Bo jeżeli się kocha, mocno - z całego serca, bezwarunkowo nic innego nie ma znaczenia; czy to żal, rozpacz, ból - z uniesioną głową przyjmuję się na siebie wszystkie zrzucone z góry „krzyże” - ponieważ tylko szczęście tej osoby jest najistotniejsze. Deonne zdawała sobie sprawę, że nigdy nie potrafiłaby pokochać choćby w połowie Griffina tak jak Eamon kochał Kwiatuszka - dlatego dzisiejszej nocy w żaden sposób nie zamierzała wykorzystać słabego stanu psychicznego detektywa, dała mu tylko tego co potrzebował - bliskości, ciepła - sama nie łaknąc niczego więcej, ponieważ przebywanie w jego ramionach prawdopodobnie pierwszy i ostatni raz stanowiło dla niej w pewien sposób ratunek przed samą sobą. Pojęła, że ma jeszcze szansę na lepszą przyszłość - wystarczy tylko odciąć się od osób, które ściągają ją w dół.
    Leżąc obok rozgrzanego ciała mężczyzny kilkukrotnie obdarzyła go uśmiechem, powolnie zaczynając się przeciągać. - Zaraz pójdę, już mnie wyganiasz? - mruknęła przekręcając się na bok, aby unieść dłoń i przesunąć po jego nagiej klatce piersiowej, a słysząc pytanie towarzysza kilka razy zamrugała. Bo co miała mu powiedzieć? Że jej małżeństwo również się wali? Że będąc po trzydziestce, będzie musiała zaczynać „od nowa?” Nie znali się tak dobrze, poza tym z góry założyła, że to ostatnie co brunet chciałby w tym momencie usłyszeć. - Nie mogłam sobie Ciebie odpuścić. - w pewnym sensie to prawda - odkąd zobaczyła go po raz pierwszy z automatu zarzuciła na niego pętle - z niezwykłą precyzją próbując go do siebie przyciągnąć. Był podniecający, charyzmatyczny i pragnęła, aby dla niej złamał zasady dobrego wychowania. - Żałuję, że nie poznaliśmy się wcześniej. Zanim stałam się sobą. - uniosła głowę, aby przelotnie musnąć wargi rozmówcy i pewnym ruchem wstać z łóżka. - Zapalę i wracam, tylko mi nie ucieknij. - po tym zdaniu zniknęła z zasięgu wzroku Korven'a wychodząc na balkon.
    Wracając do środka, ujrzała jak spał - wyglądał tak spokojnie, a zarazem uroczo - nie odważyła się go obudzić; przez chwilę obserwowała jak jego klatka piersiowa unosi się przy każdym oddechu, palcami przesunęła po zarośniętym policzku, następnie nakryła ciało kocem. Wiedziała co powinna zrobić, pozostanie z nim byłoby przejawem tchórzostwa, a Hoffman musiała zmierzyć się z przeciwnościami losu; dlatego szybkim ruchem narzuciła na siebie sukienkę i wyszła pozostawiając go całkiem samego; teraz już nie było odwrotu. Jej życie musiało się odmienić.

    /ztx2

    Słoneczna Chorwacja, gorąc przenikający przez każdy zakątek ciała; dzięki temu jedyne czego się pragnie, to bezustannie leżeć na plaży tuż przy morzu. I wakacje, te „upragnione wakacje” - o których Deonne wcześniej nawet nie była w stanie pomarzyć. Wszystko uległo zmianie, od powrotu z Londynu minęły dwa pełne lata, a Britton nie mogła być jeszcze bardziej szczęśliwsza; pierwsze co zrobiła tuż po przylocie to złożyła papiery rozwodowe, nie było sensu dłużej się oszukiwać - jej małżeństwo z Griffin'em nigdy nie posiadało miana „długo i szczęśliwie” - bo choć może z początku darzyli się głębokim uczuciem, z czasem ono zniknęło i pozostał tylko ból i nieustępliwe zmęczenie. Odejście było najlepszym rozwiązaniem - mogła zacząć „od nowa” i wbrew pozorom, gdy rozpoczęła pierwsze kroki jako dojrzała, lecz „samotna kobieta” - wcale nie było, aż tak źle. Jej kontakt z rodzina uległ polepszeniu, podobnie bywało z przyjaciółmi - dostała tak duże wsparcie, że odnalazła w sobie siłę, aby się z tym zmierzyć. Szczególnie, że w jej życiu pojawiła się kolejna, zupełnie nowa osoba - która swoją obecnością nadała sens dalszej egzystencji blondynce. Niespodziewana ciąża, mogła stać się najlepszym tym co ją kiedykolwiek spotkało - zwłaszcza, że już od bardzo dawna pragnęła zostać matką, chciała się spełnić w roli rodzica - niezależnie od tego, czy będzie musiała udźwignąć tą rolę całkiem sama. Pierwsze miesiące nie należały do najlepszych, odczuwała lekkie przerażenie - bo co jeżeli nie sprosta wyzwaniu? Co jeśli ta mała brzoskwinka, ostatecznie zacznie ją nienawidzić? Ale jaka kobieta nie ma podobnych myśli? Pozostało jej tylko wzięcie się w przysłowiową „garść” i sprowadzenie tego chaosu do normalności.
    Udało się - zdeterminowana wizją lepszej przyszłości; po wydaniu na świat malutkiej Stelli - pogodziła się z własnym losem i postanowiła podjąć pracę w firmie ojca, może stanowisko zarządcy nie było spełnieniem marzeń, ani tym bardziej nie stanowiło wyzwania, w końcu nie mogli jej zwolnić, prawda? Ale przynajmniej przestała być w oczach innych nie aż taką „do końca” typową utrzymanką. Wtedy na horyzoncie pojawił się Mark Wheeler - właściciel sieci restauracji, trzeba przyznać że w ich przypadku zadziałało przysłowie „przez żołądek do serca” - otóż Dea z początku sceptycznie nastawiona, nie planowała wdrążać się w żadną kolejną głębszą relację - jednak determinacja Marka, doprowadziła do ewidentnego zaangażowania blondynki; do tego stopnia, że po roku „spotykania się” para podjęła pewne poważniejsze kroki - czyli zaręczyny.
    Dlatego przyjazd do Chorwacji miał być ukoronowaniem ich związku - otóż, w ten weekend zamierzali się pobrać, w jak najmniejszym gronie osób - tylko rodzina; pierwszy ślub Dei był niczym jak z bajki i jak to się skończyło? Teraz wolała skupić się tylko i wyłącznie na własnym szczęściu. Pierwsze dni urlopu spędzili we własnym towarzystwie, we trójkę - przechadzając się po kamienistej plaży, kosztując owoców morza - oraz wspólnie oglądając zachody słońca. Było perfekcyjnie, nikt nie mógł jej tego zniszczyć, bo niby kto (hehe) miał na to jakiekolwiek plany?
    Nastał piątek - zostało niecałe dwanaście godzin do tego, aby jeszcze Britton kierowała się przy boku ojca do ołtarza, razem z Markiem ustalili, że w tym przypadku poddadzą się tradycji i dziewczyna wraz z córką wynajęła drugi apartament. Wycieńczona dniem utulała dziewczynkę do snu, sama decydując się na szybki prysznic, a po narzuceniu na siebie szlafroka zamierzała zapaść w ramiona Morfeusza, jednak poprzez otwarty balkon usłyszała latynoską muzykę dochodzącą z baru znajdującym nieopodal apartamentu. Wtedy naszła ją myśl, dlaczego nie spędzić ostatniej nocy swej wolności podczas typowego chorwackiego szaleństwa? Rzecz jasna, na nic się nie szykowała - naprawdę była zakochaną kobietą, aczkolwiek jeden taniec - bądź lampka prosecco by nieco się odstresować nikomu jeszcze nie zaszkodził, nieprawdaż? Z tego względu zadzwoniła po Dorothę, czyli nianię Stelki; a gdy kobieta znalazła się w pomieszczeniu, uszykowana Deonne wymknęła się na „bal.”
    W środku nie było dużo ludzi - nie musiała przepychać się przez spocone ciała (w końcu pomimo zmiany jaka się w niej dokonała - pewne cechy były zbyt mocno zakorzenione, by całkowicie się ich wyzbyć). Usiadła przy jednym z wolnych stolików, w międzyczasie zamawiając niskoprocentowego drinka ze spokojem rozglądając się po otaczających ją osobnikach.


      You know me well, so you know I'm extremely indecisive;
      but loving you was the easiest decision I ever made or will make.
      

    różal
    mallory
    piszę posty
     
    Eamon Korven



    I just need someone in my life to give it structure


    To handle all the selfish ways I'd spend my time without her


    prywatny detektyw na tropie

    Eamon James
    Korven








      
    AUBURN PINE HOUSES
       nie planuje wracać do Anglii

      
    I can't find where home is I don't remember where i live

      
    34 y.o.

      
    189 cm

      


    2020-07-31, 18:31


    Separacja z Rosie przeciągnęła się w czasie. Chociaż obie strony pragnęły dojść do prędkiego porozumienia a blondyneczka nie zdawała się łasa na fortunę dziedzica – spotkania u prawnika pozostawały ozdabiane żarliwymi rozmowami, rozważaniami i niekiedy okraszone szczyptą podniesionego sopranu. Pod koniec owych burzliwych dni, Eamon odnalazł spokój w czymś zupełnie niespodziewanym. Poddał się „nowemu” kompletnie zapominając o kłótniach, ekscytacjach i naiwności związanej z pierwszym małżeństwem. A nawet o Hoffman – która zresztą nie była jedyną przygodą zapełniającą mu przestrzeń oraz łóżko gorącem podczas okresu oczekiwania. Im bliżej do finału, tym częściej zgadzał się na kompromisy. Nie wynikało to ze zmęczenia a raczej dobrych wpływów przyszłej, drugiej żony. Jeszcze zanim rozstanie dotarło do pełnoprawnego końca brunet poznał Scarlett Grace. Panna Arnald, doprawdy, była niczym łaska; która spłynęła z samych niebios. Pochodziła z arystokracji i pozostawała perfekcyjną kandydatką na partnerkę. Stonowana, uprzejma, elegancka – nieco starsza od detektywa. Stała się kimś realnym pośród nierzeczywistego świata imprez charytatywnych, sądu, fikuśnych kapeluszy i manieryzmu tworzącego mit wyższej klasy. Choć związek pary należałoby wrzucić do worka tych wywodzących się z rozsądku; państwo Korven nie narzekali. Przy Scarlett Eamon „wydoroślał”. Wyznaczyła kres młodzieńczym podnietom, impulsom, alkoholowym ekscesom oraz spisywaniu miesięcy na literze przyjemnej lekkomyślności. Gdy niemalże pół roku wstecz zaszła w ciążę, a owa wiadomość zgrała się z odwiedzinami Brytyjczyka w szpitalu (spowodowanymi bliskim randez-vous z nożownikiem; co było bezpośrednim skutkiem nierozsądnych wyborów podjętych podczas wykonywania jednego ze zleceń) – oboje postanowili o tymczasowej rezygnacji mężczyzny z ukochanego zawodu. Podług łańcucha kolejnych zdarzeń, niebawem EJ począł interesować się polityką; by wkrótce stać się członkiem rady i bezwiednie spełniać życzenia zmarłego ojca.
    Chorwacja miała być wytchnieniem. Ostatnimi wakacjami przed wyczekiwanymi narodzinami syna. Co prawda Tottie nie mogła pić niczego wysokoprocentowego; niemniej nie zabraniała mężowi cieszyć się zmysłowymi radościami wyjazdu. W zasadzie, lubiła; gdy próbował kolorowych drinków i opisywał jej smaki. Tego wieczora nie było inaczej i siedząc przy jednym z bocznych stolików Korven pociągnął łyk pomarańczowo-różowego koktajlu prezentującego się niczym upłynniony zachód słońca. Szatynka wpatrywała się w cały proces z uśmiechem na szerokich i cienkich ustach oraz błyskami tańczącymi po piwnych, jasnych tęczówkach. Lekko podpięte włosy spływały kaskadą na plecy, zasłaniając koronki od bordowej sukienki w białe groszki. Dłonie zakończone długimi, zgrabnymi palcami bezustannie trzymała na pękatym brzuchu. Mocno kontrastował z kruchą aparycją. – I jak? – znała odpowiedź, ale uwielbiała słuchać lubego. – Mi? Nie, ale Tobie by zasmakowało. – kiedy poprawiła się niecierpliwie na krzesełku, uśmiechnął się delikatnie; niesiony na skrzydłach wewnętrznej harmonii dziobiącej EJ’a w okolicy serca. Nie wiedział czy ją kocha, lecz bezsprzecznie kochał pewne konkretne elementy Scarlett. Odnajdywał satysfakcję w fakcie, iż zna go tak dobrze. Iż jest posłuszną kochanką o pogodnym (lecz nieco posągowym) uosobieniu. Relacja z nią nauczyła śledczego ufać ojcowskim radom. Arthur miał sporo racji: kobieta rozumiejąca pewien charakter bycia przy facecie z pewnych kręgów niesamowicie upraszczała skomplikowaną egzystencję brytyjskiego arystokraty. O ile z Różyczką było podniecająco, ekscytująco i namiętnie; tak z Tottie pojawiał się spokój, zrozumienie oraz ukojenie. – Jak ciastka. Te z kremem i dże... – zanim zdążył dopowiedzieć, przerwała mu gwałtownie: - Najpierw dżem, dopiero potem krem. Ugh, nie mam pojęcia dlaczego tak potwornie irytuje mnie myśl o odwrotnym zestawieniu. Nie śmiej się. I nie zwalaj wszystkiego na Jamesa Arthura. – troskliwie przejechała kciukiem w okolicy pępka. – Jeżeli naprawdę jest jak ciastka z kremem i dżemem... Zrobiliby mi wersję bez procentów? Udałoby się? – najwyraźniej perspektywa wypicia czegoś co przypomina ulubiony deser zapaliła w trzydziestosześciolatce jedno z tych łaknień. – Zapytam. – podniósłszy się z siedzenia, pan Korven w naturalnym odruchu przesunął dłonią po ramieniu pani Korven. Odkąd nosiła jego dziecko odczuwał względem niej znacznie większe pokłady uczucia. Niekiedy zastanawiał się czy znikną wraz z narodzinami chłopca.
    Do barowej lady podszedł nieśpiesznie, tylko raz obracając się by zerknąć na Scarlett patrzącą na swe niewyraźne odbicie w małym, podręcznym lusterku. Z westchnieniem zwrócił oblicze ku barmanowi i niedługo później wracał z (nieco intensywniej różowawym) napojem. I pewnie podszedłby do niej, usiadł na tyłku i wieczór poszedłby oczywistym torem; gdyby w drodze powrotnej czekoladowe spojrzenie nie wyłapało znajomej buźki. Zatrzymanie się dwa stoliki wcześniej przyszło całkiem mechaniczne.
    - Oh, cześć. – nieco wstrząśnięty lecz niezmieszany nagłym wpadnięciem na Hoffman przesunął wzrokiem przez jej twarzyczkę; by koniec końców posłać Amerykance swobodny uśmiech. W błogiej nieświadomości nie uznawał owego spotkania za pechowe bądź niezręczne. – Niesamowity przypadek, czyż nie? – w doborze słów oraz sposobie ich wymawiania dało się dosłyszeć zmiany. Podobnie w nonszalanckiej, lecz wyraźnie zdystansowanej postawie. W oczach – poważnych, acz wesołych. Na pewno prezentował się lepiej niż poprzednio. Kątem oka zerknął ku żonie. Wpatrywała się w niego z ciekawością. Brakowało tu zazdrości. Patrzyła na bruneta badawczo, z minimalnie przekręconą łepetyną.


      - sweat, flaws, veins, scars.
      Nothing more than human
      

    sunny
    Jeremiah | Owen | Kirk
    piszę posty
     
    Deonne Britton



    You told me that if we go slow, things will gonna be ok and I believe it.


    but you never told me...that you'll turn me into another woman


    autorka bestsellera o Huntsman'ie

    Deonne
    Britton








      
    WHITE LOG MEWS
       zmaga się z przeszłością

      
    You're worth a handwritten letter, a random trip at night to the beach, a painting that says more than a thousand words.

      
    32 y.o.

      
    167 cm

      


    2020-07-31, 20:31


    Jedyne czego Deonne Britton była pewna, to że nie istniała nawet najmniejsza z możliwych szans, aby spotkać na swojej drodze kogoś znajomego - wszyscy goście, którzy oczekiwali na jutrzejszy ślub prawdopodobnie zapadli w głęboki sen, by przypadkiem nie przegapić uroczystości. A reszta? Znanych, bądź mniej znanych osobników, którzy wpłynęli w jakiś sposób na życie kobiety z jakiegoś powodu nie zostali tu zaproszeni, nieprawdaż? Poza tym Europa była duża, a nie wszyscy Amerykanie (szczególnie Ci najbogatsi); są skłonni do spędzania wakacji, w tak małym Państwie jak Chorwacja. Dlatego sądziła, że dzisiejszy nocny wypad zostanie jej malutką tajemnicą; rzecz prócz Doroty, lecz ona akurat była niezwykle oddaną pracownicą.
    Popijając drinka, co jakiś czas świdrowała wzrokiem otoczenie - starając się w żaden sposób nie narażać swoją osobą; nie potrzebowała dramatów, bądź innych niejasnych sytuacji - odnalazła w sobie zmianę i tego wolała się trzymać - być może jej życie w pewnym sensie stało się nudne, monotonne, ale gdy rzeczywiście znajdzie się „swoje miejsce” podczas takiego chaosu jakim stanowi świat, taka zmiana jest zdecydowanie lepsza. Britton nie musiała się niczym przejmować, posiadała rodzinę, stałą pracę - i to stanowiło dla niej radość; nie uciekała - żyła ramię-w-ramię z Markiem i wszystko toczyło się swoim własnym, bardzo odpowiednim rytmem. Dorosła, dojrzała emocjonalnie - ekscesy, nie były już dla niej żadnym pożytkiem - współgrała ze swoją naturą, starając się wbić w pass dobroci. Oczywiście, czasem wypływały z niej stare nawyki, ale na ten moment nie obawiała się ich już tak mocno. Wheeler potrafił ją uspokoić, stworzyć rodzaj - gdzie mogła stawić czoło lekom, kochała go - mocno, z wyrobionym szacunkiem. Jednak ta miłość; nie była tak ostra, nie rzucała na drogę namiętności, bądź nieoczekiwanych zwrotów akcji; po prostu trwała, jednocześnie wiele ucząc.
    Znajomy głos - gdzie prawdopodobnie poznałaby wszędzie, nawet w najbardziej zatłoczonym metrze Nowego Jorku - wybił niewiastę z rytmu myśli - znieruchomiała, w głębi siebie mając nadzieje, że to zwykłe zwidy; że wcale facet, który przez minione lata odgrywał prawdopodobnie największą rolę podczas całej egzystencji blondynki - stał obok jej stolika. Szczerze? Nigdy nie potrafiła przygotować się na te spotkanie - ale także przenigdy sobie go nie wyobrażała. Eamon Korven, w głowie dziedziczki już dawno przestał istnieć; musiał przestać, albowiem gdyby tylko dopuszczała do siebie jego osobę, zapewne groziłoby to szaleństwem. Być może i była dobra w kłamstwie, lecz bardziej w tych drobniejszych, mało znaczących - a zatajanie prawdy o narodzinach również jego dziecka graniczyło z okrutną zbrodnią. Dea zdawała sobie z tego sprawę, lecz zdecydowanie wolała aby wszystko pozostało tak jak jest; bo jak niby mieliby to poukładać? Oboje z różnych światów, żyjących na innych kontynentach - wybrała wygodę będąc przekonana, że swoją tajemnicę zabierze do grobu. - Cześć. - odpowiedziała z lekko uniesioną dłonią, a na jej palcu gościł dużej wielkości diament. - Czyżby to coś w rodzaju „nie oszukasz przeznaczenia?” - wpatrywała się w towarzysza z widocznym rozbawieniem, aczkolwiek z wyczuwalną niezręcznością - w chwili gdy głowa detektywa pobłądziła w tył, Deonne także spojrzała w tym kierunku. - Rzadko bywasz sam, co? - starała się wyjść perfekcyjnie, by tylko nie spostrzegł jak bardzo pragnie uciec z tego położenia. - Gratuluję. - przełknęła głośno ślinę, kiedy dostrzegła okrągły brzuch kobiety; ten widok przyprawił ją o jeszcze większe mdłości. -


      You know me well, so you know I'm extremely indecisive;
      but loving you was the easiest decision I ever made or will make.

    różal
    mallory
    piszę posty
     
    Eamon Korven



    I just need someone in my life to give it structure


    To handle all the selfish ways I'd spend my time without her


    prywatny detektyw na tropie

    Eamon James
    Korven








      
    AUBURN PINE HOUSES
       nie planuje wracać do Anglii

      
    I can't find where home is I don't remember where i live

      
    34 y.o.

      
    189 cm

      


    2020-07-31, 21:27


    Nieświadom na jaką niezręczność naraża dziewczynę, Eamon podchodził do owego spotkania z niebywałą swobodą. Jego życie ułożyło się jak pod linijkę. Kompromisy sprawiły, że utraciło szczyptę początkowego blasku; niemniej była to ofiarą z którą od początku się liczył. Aktualna rzeczywistość satysfakcjonowała na tyle, aby z uśmiechem witać nowe dni i niecierpliwie wyczekiwać narodzin Jamesa. Jak łatwo się domyśleć: przez głowę mu nie przeszło, że przygoda z Amerykanką wydała owoc w postaci drobnej dziewuszki. Gdyby wiedział, na pewno nie stałby przed Britton z delikatnym uśmiechem na ustach. Nie kiwnąłby głową w kierunku małżonki. Tak wiele, wiele by się zmieniło.
    - Jeżeli wierzyć w przeznaczenie. – najwyraźniej romantyczna strona bruneta została zduszona w zarodku. Korven stał się sceptykiem. Racjonalistą wierzącym wyłącznie w fakty. – Nigdy nie bywam sam. – kąciki ust drgnęły jeszcze wyżej – nie wiadomo czy uwaga rozmówczyni rozbawiła czy przyczyną radości pozostawała szatynka powolnymi ruchami masująca nabrzmiały brzuch. – Dziękuję. Dziękujemy. Może się do nas przysiądziesz? – wzrokiem przesunął po blacie stołu, gdzie stała pojedyncza szklanka połowicznie wypełniona drinkiem. Na tyle pusta, by założyć; iż kobieta siedzi sama. Na tyle pełna, aby propozycja nie okazała się łatwa do zbycia. – Czekasz na kogoś? – po prawdzie, nie wyczuwał ani nie widział; aby ktokolwiek miał się tu za moment zjawić. Nie zastanawiał się nad tym zbyt długo. Zresztą, najwyraźniej nieznoszący sprzeciwu, stanowczy ton bezustannie umiał zdziałać cuda; gdyż niebawem we dwójkę dotarli do stolika przy którym Tottie układała z serwetki drobnego żurawia.
    Piwne tęczówki przemknęły po twarzy nieznajomej, a cienkie usteczka wygiął łuk wyuczonej uprzejmości. – Nie wstawaj. – nie zamierzała, lecz tak czy owak kurtuazja nakazywała poprawić się na siedzeniu jak gdyby autentycznie planowała to uczynić. Oczywiście, EJ rozszyfrował zachowanie partnerki i w porę ją zatrzymał. – Deonne, poznaj moją żonę Scarlett. Dea to stara znajoma. Dawno się nie widzieliśmy... Trzy lata? – poczekawszy aż niegdysiejsza kochanka zajmie miejsce również opadł na krzesło, przyniesiony koktajl przesuwając w stronę małżonki. Jasne ślepia zapaliła wdzięczność. Gdy kosztowała napoju, detektyw (choć, czy naprawdę nadal można go tak nazywać?) lekko nakreślał ich krótką historię – z subtelnym pominięciem detali, których pani Korven z pewnością mogła się domyślić. Ewentualne nieścisłości tworzące tajemnicę wokół relacji jaka kiedyś łączyła Deonne i Eamona nijak nie wpływały na samopoczucie stoickiej Scarlett. – Niezwykły przypadek. I jest tu Pani z mężem, pani Hoffman? Czy może mamy do czynienia z uciekinierką zażywającą odrobiny wytchnienia? – zadziornie zerknęła na EJ’a, jak gdyby żartobliwie rozważała podobną eskapadę.


      - sweat, flaws, veins, scars.
      Nothing more than human

    sunny
    Jeremiah | Owen | Kirk
    piszę posty
     
    Deonne Britton



    You told me that if we go slow, things will gonna be ok and I believe it.


    but you never told me...that you'll turn me into another woman


    autorka bestsellera o Huntsman'ie

    Deonne
    Britton








      
    WHITE LOG MEWS
       zmaga się z przeszłością

      
    You're worth a handwritten letter, a random trip at night to the beach, a painting that says more than a thousand words.

      
    32 y.o.

      
    167 cm

      


    2020-07-31, 23:12


    Mogła zostać w apartamencie, położyć się spać tuż przy boku swojej ukochanej córki; by zebrać siłę na jutrzejszy dzień. Co ją podkusiło, aby w środku nocy, całkiem sama wyjść do baru? Chęć nieoczekiwanych wrażeń, czy własna głupota? Och, można tylko sobie wyobrazić jak bardzo żałowała tego przypadkowego spotkania; szczególnie, że w głębi siebie, aż drżała z zażenowania. Czy los naprawdę musiał z niej, aż tak drwić? Czy nie wystarczająco odpokutowała za swoje wcześniejsze przewinienia? Nie należał jej się spokój? Odetchnięcie od wiecznych zawirowań, dlaczego Eamon musiał znaleźć się w tej pieprzonej Chorwacji? Doskonale wiedziała, że jego obecność będzie ją dręczyć do ostatnich dni tych wakacji - udawanie, że nie istnieje było o wiele prostszym zadaniem z odległości. Teraz byli nie tylko na tym samym kontynencie, czy państwie, czy nawet mieście; znajdowali się dokładnie w tym samym lokum - niecały metr od siebie. - A nie wolelibyście być sami? - pragnęła w ten sposób wpłynąć na prośbę mężczyzny, aby sam uznał, że spędzenie czasu z ukochaną, tylko we dwójkę było o wiele lepszym rozwiązaniem, niż obecność dawnej kochanki. Jednak jak mogłaby mu odmówić? Nie tylko władczy ton przyczynił się do kiwnięcia potwierdzająco łepetyny blondynki - obawiała się, że jeżeli nie zgodzi się na te pół godziny w „istnym piekle” goryczy - coś mogłoby zaświtać w głowie Korven'a; normalnie pojęłaby, że nie było takiej możliwości - ale „przyciśnięta do ściany” nie myślała racjonalnie.
    Siadając na krześle na przeciwko Scarlett szklankę z trunkiem ułożyła na stole, jej wzrok powędrował w stronę nowej małżonki detektywa z automatu posyłając jej delikatny uśmiech. - Dobry wieczór. Miło mi Panią poznać, Pani Korven. - dostrzegła, że kobieta jest starsza; przez co uznała, że o wiele bardziej dojrzalsza od poprzedniej wybranki Brytyjczyka. - Owszem, trzy - dwa, ale kto by na to patrzył? Jedynie Deonne, znająca prawdę i wiedząca, że Stella za trzy miesiące skończy całe(!!!) półtora roku.
    Z uwagą wsłuchiwała się w wypowiadany przez mężczyznę delikatny zarys ich znajomości - nie wtrącała się, z gracją uśmiechała - ewentualnie co jakiś czas - poruszając głową; było jej dziwnie, z czasem zaczynało się robić nawet bardziej gorąco - dlatego, aby zabić chore myśli popijała drinka - może dzięki temu, że szybko go skończy, w podobnym tempie „wyfrunie” z tego miejsca nie wykazując żadnych podejrzeń? - Nie, nie. Moje drogi z Griffin'em Hoffman'em już dawno się rozeszły. - na tyle, że Dea nawet nie wiedziała co robi; czym się zajmuję i czy zwalczył swoje uzależnienie - od rozwodu przepadł, niczym jakby zapadł się pod ziemię. - Właściwie to w ten sposób spędzam swój „wieczór panieński.” - samotnie wlewając w siebie alkohol, mogło się wydawać, że wcale nie była „najszczęśliwszą kobietą na świecie” - na pewno nie w tym przypadku. - I proszę mi mówić Deonne, nie przepadam za oficjalnym tonem. - czuła się wtedy staro; jakby dostała już piętno zestarzałej, dojrzałej nic nie wartej uwagi kobiety. - A wy? - dopiero teraz; po raz pierwszy od dołączenia do stolika błękitne tęczówki Britton omiotły buzię mężczyzny. - Upragnione wakacje? Czy inny, ważniejszy cel podróży? - uniosła szklankę i przyłożyła do ust - biorąc nieco większego łyka.


      You know me well, so you know I'm extremely indecisive;
      but loving you was the easiest decision I ever made or will make.
      

    różal
    mallory
    piszę posty
     
    Eamon Korven



    I just need someone in my life to give it structure


    To handle all the selfish ways I'd spend my time without her


    prywatny detektyw na tropie

    Eamon James
    Korven








      
    AUBURN PINE HOUSES
       nie planuje wracać do Anglii

      
    I can't find where home is I don't remember where i live

      
    34 y.o.

      
    189 cm

      


    2020-08-01, 01:18


    Zdystansował się do tej jednej nocy sprzed „trzech” wiosen i nie dostrzegał nietaktu bądź źródła potencjalnej żenady w zapoznaniu Hoffman Britton z aktualną żoną. Wiele zdarzyło się podczas minionych miesięcy – wyrósł z gierek słownych, z dwuznaczności oraz sugestii. Droczenie się przestało bawić, utraciło pierwotny czar prawdopodobnie zbyt mocno wiążąc się z postacią Różyczki. Ponadto, należy uwypuklić jak mocno zacofany emocjonalnie jest Korven. Nie umiał wyczuć rozmówczyni, a jej rozchwianie zrzucał na karb zdziwienia.
    Zlustrowana od stóp do głów, Deonne była trudna do przydzielenia do jakiejkolwiek, znanej Scarlett kategorii. Buzia dziewczęcia z sąsiedztwa, postawa kogoś obeznanego z etykietą, pragnienie imprezowiczki i otoczka marzycielki. Koniec końców szatynka postanowiła nijak nie klasyfikować nieznajomej i zdanie wyrobić sobie z czasem. Albo nie wyrabiać go wcale. Nie spodziewała się, aby następne dni naznaczyło im towarzystwo Amerykanki.
    Prędkość z jaką blondynka wlewała w siebie alkohol nie uszedł niczyjej uwadze. Niestety przyczyna tego pośpiechu nie była zrozumiała. O ile Tottie zaopatrzono we wrodzoną intuicję oraz empatię zdolną do pojęcia, że eks-kochanka niekoniecznie ma chęć przepijać wieczór w towarzystwie nowej małżonki starej miłostki – o tyle EJ był autentycznie skołowany i może nieco zaniepokojony. – Oh... – dopiero w tym momencie niezręczność uderzyła w Brytyjkę i rozlała jej na policzkach lekkie zaróżowienie. „Wieczór panieński” w izolacji; przy pustym stoliku chorwackiego baru. Zabrzmiało dostatecznie przykro, by doznać ukłucia żalu. – Gratulacje. – w mezzosopranie dało się dosłyszeć ozdobnik niepewności z dodatkiem matczynej troski. – Bardzo dobrze. – śledczy wciąż przetwarzał poprzednią informację. – Nigdy za nim nie przepadałem. Griffin był podręcznikowym idiotą. Nie wiem co w nim widziałaś, ale cieszy mnie; że przejrzałaś na oczy. – wypowiadał się z większą pasją niźli powinien i trudno określić czy namiętność pozostawała podyktowana niechęcią względem Hoffmana czy sympatią do Dei. – Oby Twój nowy wybranek był zdecydowanym „ulepszeniem” po poprzednim. – ostatnie zdanie rzucił z uniesioną brwią. Troszkę w niewłaściwym tonie, powątpiewającym w odnalezienie dostatecznie dobrej partii.
    - Cóż, niedługo nasza mała rodzina się powiększy; więc można chyba powiedzieć, że korzystamy z ostatnich chwil względnej swobody. – mimowolnie zerknęła na męża, jak gdyby poszukując w nim wsparcia oraz potwierdzenia słów. Uśmiechnąwszy się blado, przytaknął pojedynczym kiwnięciem głowy. Kasztanowe włosy powtórzyły ów gest i poruszyły się na bladych ramionach ozdobionych trzema pieprzykami. Scarlett sprawiała wyjątkowo dobrodusznej. Niby nie była starsza od Eamona o wiele, aczkolwiek drobna różnica wieku zgrywała się ze spokojnym, wdzięcznym uosobieniem. Nie była impulsywna ani nadpobudliwa ani nie trzymały jej się skłonności do awantur. Życie starała się przyjmować takim, jakim jest. Dlatego, chociaż położenie nie należało do najwygodniejszych, nie doświadczała dyskomfortu. Być może fakt; iż trzymała pod sercem dziecko Korvena dodawał skrzydeł skutecznie gasząc potencjalną zazdrość. Zwykle wchodziła w rolę milczącej towarzyszki, toteż nie wyrywała się przesadnie do dyskutowania lub „błyszczenia”. - Tak, oczekujemy synka. - oblicze detektywa uległo natychmiastowemu rozpogodzeniu. Perfekcyjny materiał na ojca. Nie mógł się doczekać przybycia małego Jamesa.


      - sweat, flaws, veins, scars.
      Nothing more than human

    sunny
    Jeremiah | Owen | Kirk
    piszę posty
     
    Deonne Britton



    You told me that if we go slow, things will gonna be ok and I believe it.


    but you never told me...that you'll turn me into another woman


    autorka bestsellera o Huntsman'ie

    Deonne
    Britton








      
    WHITE LOG MEWS
       zmaga się z przeszłością

      
    You're worth a handwritten letter, a random trip at night to the beach, a painting that says more than a thousand words.

      
    32 y.o.

      
    167 cm

      


    2020-08-01, 14:58


    Gdyby sytuacja była zupełnie inna - Deonne zapewne czułaby się bardziej pewniejsza w tej roli; zawsze potrafiła perfekcyjnie dostosować się do środowiska. W żadnym przypadku nie przeszkadzałby jej fakt, że poznaję aktualną partnerkę byłego kochanka, w końcu nigdy nic sobie nie obiecywali - a tym bardziej żadne z nich nie uważało „dawnego romansu” za coś poważniejszego. Oboje byli dorośli, w tamtym okresie czasu doskonale wiedzieli czego chcieli i nawzajem to sobie ofiarowali. Szczyptę namiętności, ciepła i rozkoszy - właściwie to od początku znajomości cała ich relacja wiązała się najpierw z „wakacyjną przygodą” - a następnie, jedną niezobowiązującą nocą. Nie powinni za to pokutować, ale jednak „narodziła się” konsekwencja w postaci, malutkiej chwytającej za serce osóbki. Stella była największym jak i najważniejszym sensem życia jasnowłosej - i dlatego za „żadne skarby” nie cofnęłaby czasu; powtórzyłaby to wielokrotnie, nie zważając na nic - czy to by kogoś zraniło, czy zniszczyło wszystko co dotąd osiągnęli. Dzięki Eamon'owi uzyskała to o czym zawsze marzyła - czyli spełnienie się w roli matki. Za to była mu wdzięczna, lecz nadal milcząco i tego nie zamierzała zmieniać.
    Britton należała do osób niezwykle spostrzegawczych, dlatego nie umknęło jej uwadze - baczne obserwowanie przez Scarlett; jednakże nie mogła jej się dziwić - kobiety z reguły za nią nie przepadały, była niczym jak Rachel Green, zawsze dostrzeżona - przyciągająca na siebie wzrok innych mężczyzn; poza tym całkiem zdawała sobie sprawę z własnego piękna, często też wykorzystywała ten atut - „na ładną buzię” - aczkolwiek nie planowała w żaden sposób wzbudzać zakłopotania w ciężarnej - ani sprawiać, żeby poczuła się mniej wartościowa. Nowa żona detektywa równie „błyszczała” urodą - szczególnie teraz, w stanie błogosławionym, można było ujrzeć jak promienieje; w sumie to blondynka nieco jej zazdrościła - bo chętnie powróciłaby do tych czasów, gdy sama nosiła córeczkę pod sercem. - O nie, jest Ci mnie żal? - rzuciła, z automatu wyczuwając ton głosu Tottie. - To nie tak, że jestem samotna i nie mam przyjaciół. - rozbawiona spojrzała w kierunku szatynki, alkohol nieco mocniej rozpoczynał swój marsz po żyłach. - Po prostu razem z Markiem uznaliśmy, że wolimy kameralne przyjęcie; tylko rodzina. A spędzanie „wieczoru panieńskiego” z moją matką i nową dziewczyną ojca nie należałoby to najprzyjemniejszych. Uwierz mi na słowo. Dlatego wolałam wyrwać się z apartamentu i napić w spokoju. - ponownie się uśmiechnęła, kilkukrotnie przytakując głową - jakby miało to stanowić ewidentnie potwierdzenie słów. - Nie był, aż takim idiotą! - błękitne tęczówki omiotły buzię Brytyjczyka. - No dobra był. - pozwoliła sobie na cichy chichot - zdecydowanie wpadła w stan upojenia. - Ale miał też swoje zalety... - przez chwilę starała się cokolwiek sobie przypomnieć, ale było to naprawdę ciężkie. - O, mam! Jak wyjeżdżał to potrafił się nie odzywać, ani nie zadzwonić cały pobyt... a jaki był wtedy spokój. - ponownie się zaśmiała, już nieco głośniej - tak, Griffin był największym błędem Britton, ale ostatecznie udało jej się go pozbyć, prawda? - Och, tak... Mark jest fantastycznym... - ojcem. - ...człowiekiem, jestem szczęśliwa, naprawdę. - twarz dziewczęcia się rozpromieniła, myśli o Wheeler'ze ją uspokajały, sam fakt że spał aktualnie w swoim apartamencie wyczekując jutrzejszego dnia przyprawiał ją o prawdziwy stan błogości. Z nim wszystko było prostsze, rozumieli się i darzyli ogromnym szacunkiem.
    Uniosła szklankę jednym łykiem kończąc swój trunek - rozmowa schodziła na niebezpieczne tory, ale mimo to udawała - musiała; tak było łatwiej, lepiej - prawda mogłaby na nowo rozpocząć w życiu Deonne największy armagedon. - Synka? - Stella będzie miała przyrodniego brata; na czole blondynki pojawiły się trzy kreski. - Cieszę się, nikt tak nie uszczęśliwia, a zarazem nie zmienia jak dzieci... - nie, nie, nie; automatycznie zmarszczyła brwi pojmując co właściwie powiedziała. Pokręciła głową, nerwowo zaczynając drapać się po szyi. - Późno już, powinnam się zbierać. - pewniejszym ruchem podniosła się z krzesła czując lekkie zawirowania głowy. - Życzę wam szczęścia, widać że będziecie doskonałymi rodzicami, macie to wypisane na twarzach. - sztuczny, lecz niezwykle blady uśmiech wpełzł na usta blondynki; z torebki wyciągnęła sto kun układając je na stoliku. - Ja stawiam. - mruknęła, przez moment jeszcze obserwując osobników. - Trzymajcie się, cudownie było was widzieć. - i po tych słowach zniknęła z zasięgu ich wzroku kierując się pospiesznie w stronę hotelu.


      You know me well, so you know I'm extremely indecisive;
      but loving you was the easiest decision I ever made or will make.

    różal
    mallory
    piszę posty
     
    Eamon Korven



    I just need someone in my life to give it structure


    To handle all the selfish ways I'd spend my time without her


    prywatny detektyw na tropie

    Eamon James
    Korven








      
    AUBURN PINE HOUSES
       nie planuje wracać do Anglii

      
    I can't find where home is I don't remember where i live

      
    34 y.o.

      
    189 cm

      


    2020-08-01, 21:26


    Postanowienie o zatajeniu przed Brytyjczykiem prawdy o córce pozostawało niewybaczalnym grzechem. Tym bardziej, skoro EJ od zawsze wyczekiwał dnia w którym wreszcie zostanie ojcem. Do tej pory utracił dwa, cenne lata z życia latorośli; a matka dziecka była skłonna do odebrania im kolejnych. Britton rościła sobie zbyt wiele praw do Stelli. Jako rodzicielka mogła podejmować większość decyzji, aczkolwiek tata młodej posiadał fundamentalne prawo świadomości jej istnienia. Tak czy owak, informacja równocześnie zmieniłaby wiele jak i nie zmieniła prawie nic. W końcu nie porzuciłby ciężarnej żony ani nie ciągał Dei po sądach. Zresztą, w obliczu milczenia większość sędziów stanęłaby zapewne po stronie śledczego. Nie był alkoholikiem ani awanturnikiem. Ani biedny ani agresywny. Gdyby wyznała prawdę te dwie wiosny wstecz – bez problemu osiągnęliby consensus.
    Pani Korven nie czuła względem nowopoznanej dziewczyny jakiejkolwiek awersji. Pozostawała neutralna, elegancka i zdystansowana do romansów ukochanego zahachających o czasy sprzed narzeczeństwa. Wytłumaczenia dotyczące wieczoru panieńskiego powitała z cierpkim uśmiechem, delikatnie kiwając łepetyną celem zakończenia wątku. Dyskretnie zerknęła na bruneta, jakby sprawdzając czy on również dostrzega narastający poziom upojenia oraz dziwaczne, nerwowe zachowanie ich rozmówczyni. – Na pewno jest fantastyczny. – przeciągłe spojrzenie jakim uraczyła własnego lubego zaświadczało, że określiłaby go podobnym przymiotem. Lecz w piwnych oczach brakowało uczuć czyniących owe pojęcie szczerym i wypełnionym pasją. Owszem, Eamon był fantastyczny; ale jego siła przejawiała się w charakterze a wytrzymałość związku Korvenów w porozumieniu jakie tworzyli. Zrozumieniu nie tyle dusz, co umysłów.
    - Synka. Jamesa Arthura. – bezwiednie unosił brodę, jakby mówienie o synu napawało olbrzymimi pokładami dumy. W ostatniej uwadze Deonne nie spostrzegł niczego niepokojącego. Powinien, ale myśli odlatywały mu w stronę własnego szczęścia; gradualnie wypychającego brzuch Tottie tak, że niebawem zapewne zacznie wyglądać jak średniej wielkości, napuchnięta dynia.
    Gdy Deonne zniknęła w głębi hotelu, Scarlett ponownie pociągnęła przez słomkę napój. – Rzeczywiście, smakuje jak ciasta z kremem....i dżemem.Tak, i dżemem. – uprzejmy uśmiech ozdobił jej wargi, na co brunet odpowiedział tym samym.
    Nie rozmawiali o nieoczekiwanym spotkaniu, w dalszym ciągu ciesząc się własnym towarzystwem. W zasadzie, dopiero przy wstawaniu z miejsca szatynka nagle wydała z gardła okrzyk zaskoczenia symultanicznie wskazując w kierunku leżącej na ziemi karty. Plastikowy prostokącik opatrzono numerem nieznanego apartamentu; jednak łatwo było się domyślić, że wypadł Amerykance podczas „strategicznego odwrotu”. Eamon chciał oddać klucz do recepcji, jednak Totts zdecydowała; że znalezisko powinno wrócić bezpośrednio do tymczasowej właścicielki. Śledczy nie planował sprzeczek, więc niechętnie; acz odprowadził małżonkę pod próg ich pokoju po czym pożegnany łagodnym klepnięciem w ramię (co przepięknie podkreśla osobliwość owej relacji) przebył drogę na drugi koniec budynku, by po pokonaniu dwóch kondygnacji schodów stanąć przed odpowiednimi drzwiami. Zastukał lekko, potem nieco głośniej i odchrząknął nastawiając się na ujrzenie twarzy nowego partnera Britton. Ponownie zobaczenie blondynki nieco rozczarowało. Gdzieś w głębi siebie, nie wiedzieć czemu, wolał nie widzieć się już z niegdysiejszą kochanką. – Cześć. Wybacz najście. – w międzyczasie wysunął w jej stronę trzymaną między palcami kartę.


      - sweat, flaws, veins, scars.
      Nothing more than human

    sunny
    Jeremiah | Owen | Kirk
    piszę posty
     
    Deonne Britton



    You told me that if we go slow, things will gonna be ok and I believe it.


    but you never told me...that you'll turn me into another woman


    autorka bestsellera o Huntsman'ie

    Deonne
    Britton








      
    WHITE LOG MEWS
       zmaga się z przeszłością

      
    You're worth a handwritten letter, a random trip at night to the beach, a painting that says more than a thousand words.

      
    32 y.o.

      
    167 cm

      


    2020-08-02, 12:53


    Pomimo ucieczki z „czarnego wrota piekieł” Deonne Britton wcale nie odczuła ulgi; niespodziewane spotkanie z biologicznym ojcem Stelli, a także jego nową małżonką wpłynęło na nią z taką siłą, że powracając do pokoju hotelowego przeżywała jeszcze większe katusze. Powinien wiedzieć; powinien wiedzieć od samego początku kiedy tylko Dea usłyszała pierwsze bicie serca malutkiej dziewczynki. Zatem co ją powstrzymywało przez te minione niecałe dwa lata? Strach, że ją odbierze - iż nie będą potrafili pogodzić swoich własnych światów; złamać reguł dla owocu ich wspólnej nocy. Wbrew pozorom wcale się nie znali; nie wiedzieli o własnych marzeniach, pragnieniach posiadania dziecka. Oczywiście, blondynka dostrzegała w mężczyźnie idealny materiał na ojca - ale co jeżeli to były tylko jej przypuszczenia? Co jeżeli przez ten cały czas idealizowała go we własnej głowie, a prawda była zupełnie inna? Rzecz jasna - Stelka nie zasługiwała ani na kłamstwo, ale również na życie w wiecznym chaosie, które mogliby jej zgotować - gdyby tylko nie potrafili się dogadać. Wychowywanie jej z Markiem mogłoby być najlepszym rozwiązaniem - mieszkał na tym samym kontynencie, nie wywodził się z rodziny otoczonej kulturą i średniowiecznymi zasadami - i trwał przy Dei, kochając ją, szanując - i widząc jej „prawdziwe oblicze.” Relacji z Korven'em nie umiała nawet w żaden sposób nazwać - pożądanie? Chwilowy kaprys? Wzajemne, krótkie porozumienie? Zanikający moment uniesień? To nie wystarczające, aby utworzyć rodzinę - stworzyć pewien rodzaj bezpieczeństwa. A teraz było już za późno, by dać im szansę - jednakże dzisiejszego wieczora zdała sobie sprawę, że właśnie rozpoczął się „pierwszy dzień” jej pokuty.
    Dochodząc do apartamentu dopiero wtedy pojęła, że prawdopodobnie podczas „wypadu” utraciła klucze, lecz zbyt zmęczona oraz przerażona wizją kolejnego spotkania ze starym kochankiem pamiętała, że Dorota wciąż przebywa w środku - Deonne uniosła dłoń i zapukała do drzwi - nie oczekiwała długo, ponieważ za kilka sekund drzwi się otworzyły, a przed nimi stała okrąglutka kobieta z przyjacielskim uśmiechem wypisanym na swej buzi. - Panienko Britton, dobrze, że Pani już przyszła. - w głosie niani można było wyczuć polski akcent. - Stella dopiero co zasnęła, lecz co chwilę się budzi, wydaję mi się, że ma kolkę i to kwestia czasu jak znowu otworzy swoje przepiękne oczęta.. - Dziękuję. - Britton pokiwała głową wchodząc do pomieszczenia i z automatu kierując się w stronę łóżka, gdzie znajdowała się mała. - Dzisiejszej nocy jest bardzo niespokojna... - czyżby dzieci wyczuwały zły nastrój swoich rodziców? - Nie będziesz mi już potrzebna. Poradzę sobie z tym sama, idź się połóż, jutro mamy wiele do zrobienia. - w końcu nadal w planach był ślub, prawda? - Przepraszam. - wyrzuciła od razu czując, że jej ton nie należał do najprzyjemniejszych. - Ten wypad nie był dobrym pomysłem, jestem po prostu zmęczona. - I zestresowana... nie ma się czym przejmować Panienko, wszystko się ułoży, gdy tylko mr Mark jutro panią zobaczy oszaleje z miłości! - taaa, bo przecież o to chodziło. - Dobranoc, Doroto. - i już miała zamiar kierować się do łazienki, kiedy nagle rozpoczęło się pukanie - blondynka ciężko westchnęła, lecz gdy ono się pogłębiło jednocześnie wytwarzając głośniejsze odgłosy spowodowało przebudzenie się Stelli; niczym jak „złamana zapałka” wyrzucając z siebie odgłosy charakterystyczne dla prawie półtorarocznego dziecka. Dea chwyciła dziewczynkę i przytuliła ją do swojego ciała. - Chwileczkę! - musnęła kilkukrotnie czoło dziewuszki i „bujającym krokiem” ruszyła w stronę drzwi.
    Zanim zdążyła zorientować się kto stał po drugiej stronie ze zmarszczonymi brwiami oraz typowym dla „wkurzonej matki” obrzuciła spojrzeniem gościa. I wtedy... znieruchomiała. Pomimo opalonej skóry twarz Britton zbladła - swój wzrok najpierw skierowała na oczy, a później na wyciągniętą dłoń. - Dziękuję. - była o wiele cichsza niż z reguły - z ręki Eamon'a pochwyciła plastikową plakietkę. Wtulona główka dziewczynki w zagłębienie szyi Dei, obróciła się. Obie na niego patrzyły - Stella ze zwykłej ciekawości, za to Deonne doszukując się podobieństw i na jej pech - dostrzegała ich niesamowicie wiele. Te same smutne oczy, kształt nosa. Z tego względu zerwała tą „mityczną więź” i pochwyciła klamkę. - Dobranoc, Eamon'ie. - powoli zaczynając przymykać wrota.


      You know me well, so you know I'm extremely indecisive;
      but loving you was the easiest decision I ever made or will make.

    różal
    mallory
    piszę posty
     
    Eamon Korven



    I just need someone in my life to give it structure


    To handle all the selfish ways I'd spend my time without her


    prywatny detektyw na tropie

    Eamon James
    Korven








      
    AUBURN PINE HOUSES
       nie planuje wracać do Anglii

      
    I can't find where home is I don't remember where i live

      
    34 y.o.

      
    189 cm

      


    2020-08-02, 15:34


    Dzisiejszego wieczora Eamon nosił w sobie niezmącony spokój, który pozostawał skutkiem jego braku zdolności odczytywania oraz przejmowania cudzej energii jak i ogólnego, szampańskiego samopoczucia. W zasadzie, od przeszło pół roku trudno było spotkać go w złym nastroju. Istnienie rosnącego w brzuchu Scarlett maleństwa pomagało w ignorowaniu wszelkich nieszczęść bądź trudności. Nawet rezygnacja z pracy w charakterze śledczego zdawała się drobną ofiarą; gdy w grę wchodziła obecność przy synku i Tottie. Ponadto, rana pod bokiem nijak nie chciała się goić i chociaż od wypadku minęło sporo czasu wciąż przypominała o paskudnym zdarzeniu. Lekarz zapewniał, że bóle przejdą; ale ze względu na kaprysy osłabionego ciała brunetowi miała pozostać brzydka, szeroka blizna przywodząca na myśl wydmę na piaszczystej plaży. Niekiedy dotykał rosnącego zgrubienia marszcząc przy tym czoło. Oczywiście, nie musiał już prezentować się niby młody Adonis. Posiadał przy boku lojalną partnerkę, której nie obchodziły nic nieznaczące mankamenty. Niemniej niepotrzebne niedoskonałości irytowały umysł chorobliwego perfekcjonisty.
    Wspomniane opanowanie odbijało się w ciemnych tęczówkach przypatrujących pannie Britton. Niewiele zostało z podpitego, zadziornego chłopaka spotkanego dwie wiosny wstecz. Wydawało się, jakby dokonała się jakaś magiczna transformacja z roztrzepanego rozwodnika w dojrzałego, stonowanego mężczyznę. Głowę rodziny, aspirującego polityka, niebawem ojca. Ogień w czekoladowych ślepiach tlił się na drugim lub trzecim planie. – Nie ma problemu. – delikatny uśmiech przyozdobił twarz Brytyjczyka, mimowolnie zawieszającego wzrok na dziewczynce. Wpatrywał się w nią z rosnącym w piersi ciepłem. Doprawdy, w dniu narodzin własnej latorośli z pewnością wybuchnie z radości.
    Nie połączył faktów, nie tak od razu. – Twoja? – głupie pytanie, więc nie czekał na odpowiedź i zanim zdołała powiedzieć „dobranoc” i zacząć zamykać dopowiedział jeszcze:
    - Całkiem duża. Ile ma lat? – ściągnąwszy brwi wykonał w głowie prędkie obliczenia. Jego ręka odruchowo nacisnęła na drzwi – nie agresywne, acz pewnie i stanowczo. Wciąż nie zakładał niczego z góry, nie dopuszczając do siebie bzdurnego pomysłu - chociaż gdzieś z tyłu głowy począł jarzyć się w nim ostrzegawczy sygnał. Nie poświęcał temu zbyt wielkiej uwagi. Przynajmniej pozornie. Dopiero zauważył nienaturalnie bladą cerę kobiety. Brwi detektywa drgnęły. – Rok? Dwa? Oboje nie próżnowaliśmy, co? Jak ma na imię? – starał się brzmieć żartobliwie oraz swobodnie, aczkolwiek nagły dowcip w ustach osoby pozbawionej poczucia humoru zdawał się wymuszony. Nadal uważał, że do ich zbliżenia doszło nie dwa a trzy latka wstecz. Także, na poważnie, nie brał pod uwagę możliwości... Eh, nie; głupota! Przygaszając odległe napięcie wykonał krok do tyłu odruchowo wyciągnął rękę, by pogłaskać dziewuszkę po zewnętrznej stronie drobnej dłoni.


      - sweat, flaws, veins, scars.
      Nothing more than human
      

    sunny
    Jeremiah | Owen | Kirk
    piszę posty
     
    Deonne Britton



    You told me that if we go slow, things will gonna be ok and I believe it.


    but you never told me...that you'll turn me into another woman


    autorka bestsellera o Huntsman'ie

    Deonne
    Britton








      
    WHITE LOG MEWS
       zmaga się z przeszłością

      
    You're worth a handwritten letter, a random trip at night to the beach, a painting that says more than a thousand words.

      
    32 y.o.

      
    167 cm

      


    2020-08-02, 17:49


    Prawdę o biologicznym ojcu Stelli znały tylko dwie osoby - pierwszą z nich była matka Deonne, Mercy roztrzepana, pełna marzeń, była „kobieta z salonów”; która nieustannie namawiała swoją córkę do poinformowania arystokraty o istnieniu dziewczynki. Drugą zaś był Mark - aktualny narzeczony, nazajutrz mąż - który podzielał podobne zdanie do przyszłej teściowej. Jednak to upartość Dei, oraz nieustępliwe przekonanie, że postępuję dobrze - sprawiało, że nikt nie był w stanie nakłonić ją do zmiany decyzji.
    Wpatrywanie się w Korven'a a zarazem na „całą scenerię” wprawiało jasnowłosą w jeszcze większe zakłopotanie; jak miała sobie z tym teraz poradzić? Póki nie widział dziewuszki, utajanie przed nim jej istnienia należało do prostszych czynności - wystarczyło tylko o niej nie wspominać - choć Deonne odkąd została matką całymi dniami mogłaby opowiadać o szczęściu jakie posiadała. - Moja. - wypowiedziane słowa przez blondynkę świadczyły o pewności, a zarazem stanowczości. Stella była jej dzieckiem - nie chciała się nią dzielić; może w tym właśnie tkwił cały problem? Gdyby od razu wyznała tajemnicę - dzielenie się opieką stanowiłoby codzienność. W chwili gdy ręka mężczyzny znalazła się na drzwiach - w ten sposób blokując ich zamknięcie, wzrok Britton powędrował ponownie w ciemne tęczówki niepodziewanego jak i zważając na okoliczności niechcianego gościa. - Za trzy miesiące ukończy półtora roku. - przecież nie mogła skłamać i zmniejszyć wiek dziewczynki - Stelka wyglądała na wystarczająco dużą, że Britton mogłaby nawet dać jej dwa lata. - Nie stajemy się coraz młodsi. - podobnie jak Eamon, Deonne nie była już tą samą „zagubioną duszą” co podczas pierwszego spotkania na jachcie, bądź kolejnego w Londynie - nie wypływało już z niej szaleństwo, bądź chęć zdobywania tego czego pragnie bez względu na konsekwencje; unormowała swoje marzenia - starając się stać „wzorową matką” - i całkiem jej to wychodziło - do tej chwili - do dzisiejszego wieczora, gdy już całkowicie pogubiła się we własnym krętactwie. - Stella. - Brytyjczyk mógł bezproblemowo wyczuć niechęć na dalszą kontynuację rozmowy z tonu głosu towarzyszki; aczkolwiek Dea prędzej zgoniłaby to na późną porę, niż przyznała się do prawdziwego powodu wypierającej z niej negatywnej energii.
    Gdy dłoń detektywa dotknęła Stelli, dziewczynka roześmiała się - odczuwając na skórze lekkie łaskotanie, pochwyciła palec wskazujący nieznajomego - zaciskając na nim swoje drobne knykcie. Taki widok spowodował ponowny przypływ mdłości w organizmie niewiasty, spanikowana uciekła wzrokiem na bok - nagle usłyszawszy za sobą głos niani. - Wszystko w porządku mrs Deonne? - Dora była mądrą kobietą, z automatu wyczuła niewidoczną więź pomiędzy byłymi kochankami. - Jak najbardziej! - wypowiedziała nieco głośniej okręcając się tak - że tyłem stała do śledczego. Zaciekawiona Stelka, wciąż przez ramię mamy obserwowała bruneta. - Po drodze zgubiłam plakietkę do drzwi, Pan Korven ją odnalazł i postanowił przynieść, ale już wychodzi, prawda? - kątem oka zerknęła na EJ'a chcąc uzyskać potwierdzenie. - Dobrze, w takim razie do jutra, jeszcze raz dobranoc! - polka dygnęła w stronę arystokraty następnie chwyciła za swoją torbę i skierowała się do wyjścia, kilkukrotnie spoglądając w stronę dziewczyny, aby się upewnić - czy słowa pracodawczyni nie mijają się z prawdą. Brak żadnej reakcji dziedziczki - spowodował, że wyminęła detektywa i zniknęła za rogiem. Deonne ponownie ukierunkowała swe błękitne oczy na tęczówkach Eamon'a. - Coś jeszcze...? - znowu cichy ton, wręcz błagający o zakończenie tej rozmowy.


      You know me well, so you know I'm extremely indecisive;
      but loving you was the easiest decision I ever made or will make.

    różal
    mallory
    piszę posty
     
    Eamon Korven



    I just need someone in my life to give it structure


    To handle all the selfish ways I'd spend my time without her


    prywatny detektyw na tropie

    Eamon James
    Korven








      
    AUBURN PINE HOUSES
       nie planuje wracać do Anglii

      
    I can't find where home is I don't remember where i live

      
    34 y.o.

      
    189 cm

      


    2020-08-04, 00:50


    Nie ma co rozwodzić się nad egoizmem Deonne. Posiadała o sobie niewłaściwe zdanie. Wcale nie była dobrą a co dopiero „wzorową” matką. Gdyby nią była, nie odmawiałaby własnej córce możliwości poznania biologicznego ojca. Tak naprawdę jej miłość okazała się cholernie jednostronna i bazująca na egocentryzmie zmuszającym do odtrącania wszelkiej krytyki oraz nieprzyjmowania niczyich porad. Nikt nie dał jej prawa do trzymania Stelli w sekrecie. Tym bardziej, skoro Eamon na poważnie nie należał do kategorii zwyroli, pijaków, psychopatów bądź facetów o wątpliwej moralności.
    Wyczuł nie tylko niechęć; ale również we właściwym tonie odczytał późniejszą niegrzeczną sugestię - wysuniętą w jego kierunku w sposób bezpardonowy i mało subtelny. Aczkolwiek nie wziął jej do siebie. Jeżeli go tutaj nie chciała – wyjdzie. Posłał niani słaby uśmiech i uniósł na Britton prawą brew. Po prawdzie, Brytyjczyk nie rozumiał skąd nagła antypatia; ale nie zamierzał wchodzić w ową kwestię. Być może dziewczynę dopadał stres związany z czekającymi na nią atrakcjami następnego poranka – co byłoby całkiem logiczne.
    - Nie, chyba nie. Miłej nocy. – puściwszy wesołe oczko do dziewczynki obrócił się na pięcie i wycofał w korytarz. Po powrocie do pokoju, na widok Scarlett siedzącej na tarasie z małym elektrycznym wiatraczkiem przysuniętym do twarzy kompletnie zapomniał o niezrozumiałym napięciu; które zrodziło się gdzieś w podświadomości. Nie istniały realne szanse, aby bez pomocy i naprowadzenia EJ czegokolwiek się domyślił. Uczciwość nakazywała wierzyć, że ewentualne „radosne nowiny” zostałyby mu prędko przekazane. No i o żadnych „radosnych nowinach” nie pomyślał, gdyż pod spędzoną z blondynką nocą w głowie zapisał inną datę. Trzy lata. Skoro dziewczynka miała raptem półtora roku, Amerykanka posiadała całych dwanaście miesięcy na zajście w ciążę. W przeciągu tego samego wycinka czasu brunet zdążył się rozwieść i rozpocząć planowanie drugiego wesela. Nic dziwnego, iż od niej spodziewałby się równie dynamicznego życia.
    Gdy drzwi zatrzasnęły się za plecami dziedzica, Tottie obróciła ku niemu głowę. Wyglądała jakby promieniała, więc ocieplony owym niewidzialnym słońcem mężczyzna pozwolił sobie odtrącić myśl o obcym dziecku, o niegdysiejszej kochance i wszystkim co z nimi związane.
    Następnego wieczora wyszedł na miasto sam. Zmęczona Scarlett zasnęła wyjątkowo wcześnie, więc ich plany spaceru wzdłuż promenady spaliły na panewce. Niemniej, Korven nie rezygnował z przedostatniej nocy w chorwackim upale. Około dwudziestej pierwszej w samotności przechadzał się nadmorskim brzegiem. Papieros tlił się pomiędzy wargami, burza niesfornych włosów zniewolona przez wiatr delikatnie falowała przy skroniach. Wreszcie chodzenie po nierównej płytce chodnikowej poczęło nużyć, a odgłosy nocy działać na wzór kołysanki. Odczuwając zmęczenie śledczy przysiadł na niewysokim, kamiennym murku. Nie chciał jeszcze wracać.


      - sweat, flaws, veins, scars.
      Nothing more than human

    sunny
    Jeremiah | Owen | Kirk
    piszę posty
     
    Wyświetl posty z ostatnich:   
    Odpowiedz do tematu
    Nie możesz pisać nowych tematów
    Możesz odpowiadać w tematach
    Nie możesz zmieniać swoich postów
    Nie możesz usuwać swoich postów
    Nie możesz głosować w ankietach
    Nie możesz załączać plików na tym forum
    Możesz ściągać załączniki na tym forum
    Dodaj temat do Ulubionych
    Wersja do druku

    Skocz do: