• Zaloguj
  • Rejestracja
  • Berrylane :: #9 | I promise that you'll never find another like me
    nieznajomy
  • ABY FORUM DZIAŁAŁO PRAWIDŁOWO, ZALECAMY WYKONANIE TWARDEGO RESETU - CTRL + F5, CTRL +FN +F5 LUB COMMAND +OPTION +R
  • Jedna z drużyn gry terenowej znalazła zwłoki ukamienowanego Edwarda Raymonda! Burmistrz obiecuje, że morderca zostanie znaleziony!
  • Las w White Hills sceną zbrodni! Podczas zabawy z okazji Armed Forces Day nie tylko znaleziono zwłoki zaginionego mężczyzny, ale doszło też do morderstwa jednego z opiekunów gry terenowej.
  • Wycinka w Crimson Woods nadal trwa! Aktywiści wyszli na ulicę żądając od miasta wyjaśnień.
  • Pink Waters jeszcze niebezpieczniejsze! Czy grozi nam wojna gangów? Czy Jaszczurki stracą pozycję?
  • WYKORZYSTAJ SWÓJ KUPON - WARUNKI REALIZACJI KUPONÓW GRACZA
  • DZIENNIKI ODZNACZEŃ - ZBIERAJ PUNKTY I WYMIENIAJ JE NA NAGRODY
  • WIADOMOŚCI LIPIEC/SIERPIEŃ
  • ZADANIA LOSOWE
  • - SZYBKIE POSZUKIWANIA ZNAJDŹ PARTNERA DO GIER
  • Stevie / ANKO
    Naomie / Martyna
    Lilianne / Lilka
    Kara / Jola
    Raine / Ada


    Berrylane Strona Główna » Berrylane » White Hills » Lazy Forest Place » Auburn Pine Houses » Wieksze domy » #68 » #9 | I promise that you'll never find another like me
    Poprzedni temat «» Następny temat
    Eamon Korven



    I just need someone in my life to give it structure


    To handle all the selfish ways I'd spend my time without her


    prywatny detektyw na tropie

    Eamon James
    Korven








      
    AUBURN PINE HOUSES
       nie planuje wracać do Anglii

      
    I can't find where home is I don't remember where i live

      
    34 y.o.

      
    189 cm

      


    2020-07-28, 17:39


    Słowa dziewczyny odbiły się echem w jego podświadomości. Człowiek uwielbiający kontrolę nad wszystkim i wszystkimi z wielkim trudem przyswajał przykry fakt posiadania znikomego nadzoru nad własnym losem. Starał się przyjmować życie takim jakim jest, aczkolwiek swobodne przypomnienie o rzekomym istnieniu nieuchronnego przeznaczenia przymarszczyło mężczyźnie czoło. Nie odzywał się, wtedy wciąż skupiony na rytmicznym poruszaniu wiosłami.
    - Pewnie jeszcze niejednokrotnie Cię zaskoczę. – co działało w obie strony. Liczył, że Courtney nie jest jedno-poziomowa. Zresztą, sprawiała wrażenie wyjątkowo mądrej – ową mądrość ponad swój wiek zakopującą pod kopcem pozorów. Po prawdzie, choć Eamon uważał samego siebie za wybitnie nudnego osobnika (szczególnie dla kogoś młodego oraz pełnego energii) bez dwóch zdań wiedział jak tajemniczym i pociągającym mógłby zdawać się dla niedoświadczonej młódki. Właśnie dlatego nigdy nie byłby w stanie wplątać się w jakikolwiek romans z podlotkiem. Ich naiwność nieco działała na nerwy i prowokowała chęć prowadzenia tych niewinnych duszyczek – nie wykorzystywania ich łatwowierności. – Niektóre rzeczy nigdy się nie zmieniają. – kąciki warg uniósł ku górze. Specyficzny uśmiech dodał śledczemu odrobiny smutku, naznaczył zarośniętą twarz odległą nostalgią; która prędko uleciała jak gdyby w ogóle nie istniała lub była zarezerwowana wyłącznie dla oczu najbliższych.
    Najwyraźniej nie tylko w Korvenie budziły się braterskie/ojcowskie odczucia. Zwykle dosyć agresywny i nieufny Sebastien natychmiastowo pozwolił nastolatce na więcej niż innym. Nawet, gdy właściciel wrócił do okazałego pomieszczenia doberman trzymał się blisko Courty –w próbie ochrony „szczenięcia” przed potencjalnym zagrożeniem. Raz po raz podbiegał do Brytyjczyka z zamiarem zapewnienie o nieustającej, wiernej obecności; niemniej to Britton stała się centrum jego psiego wszechświata. – Powinnaś zobaczyć moją rodziną posiadłość. Ten dom jest niczym w porównaniu do londyńskiej rezydencji. – nie zamierzał się chwalić. Wyrzucał z siebie suche, niezabarwione dumą informacje. Tak czy owak, domostwo w Londynie nie należało dłużej do niego. Wyparł się dziedzictwa. Ciemne oczęta pomknęły ku fortepianowi. – Dlaczego każdy pyta o to samo? Nie mam ochoty grać. Może kiedy indziej? – czyżby subtelna obietnica? Puściwszy rozmówczyni oczko oparł się o blat i zmierzył ją czujnym wzrokiem. – Nie jest Ci zimno? – zerknął na bok, w poszukiwaniu grzejnika; chociaż dobrze wiedział, że grzejnik stoi w sypialni gościnnej. Zanim zapali kominek minie troszkę czasu – lecz musiał to zrobić, aby mieć czyste sumienie. Dlatego kolejne słowa wypowiedział rzucając Courtney spojrzenie z ukosa; w unisonie otwierając skrzypiące trzewia wypełnione niedopalonym drewnem. – Cała przyjemność po mojej stronie. – sam się zdziwił, iż mówił prawdę. – Ale następnym razem uprzedzaj mnie przed przyjazdem. Czasem spędzam w Seattle noce. Poza tym, nie chcielibyśmy; żeby ludzie zaczęli gadać. – jej plotki by nie dotknęły, nie zaszkodziłyby reputacji – jemu owszem, mocno zszargałyby (i tak nie najlepszą) renomę.


      - sweat, flaws, veins, scars.
      Nothing more than human

    sunny
    Jeremiah | Owen | Kirk
    piszę posty
     
    Courtney Britton



    chce zapomnieć o byłym chłopaku


    szkoła nareszcie się skończyła ale ku ironii chce iść na studia


    i chciałaby mieć hajs za leżenie na kanapie

    Courtney
    Britton








      
    FALLEN CLOUD
       od zawsze z przerwami

      
    I took a chance, I took a shot. And you might think I'm bulletproof, but I'm not

      
    19 y.o.

      
    168 cm

      


    2020-08-01, 13:43


    Przekraczanie swoich własnych możliwości było jej dziwnym sposobem na urozmaicenie własnej nudnej codzienności - pragnęła aby to życie w końcu nabrało jakiś konkretnych kształtów i barw. Mieć nieograniczone możliwości a jednocześnie tkwić w miejscu, które się kochało. Tak, w ten sposób myślała, że ta zapchlona dziura jakim było Berrylane było po prostu jej domem - gdziekolwiek by nie była: czy w odległej Anglii czy Australii zawsze będzie chciała powrócić tutaj. W jej głowie roiło się wiele szalonych myśli, które jeszcze chciała wcielić w życie ale każda z nich miała na to swoją kolej - chyba, że to wszystko zostanie ujarzmione przez jej rozsądną starszą siostrę, która miała na nią wyjątkowy wpływ odkąd zaczęły odbudowywać swoje stracone wcześniej relacje. W jednej chwili Deonne stała się całym jej światem, mimo, że jeszcze wcale tego tak nie pokazywała.
    - Jestem tego pewna w stu procentach - odbiła piłeczkę nie mogąc się powstrzymać aby nie posłać mu bezczelnie najbardziej łobuzerskiego uśmiechu na jaki było ją w tej chwili stać. Do tej pory powstrzymywała się przy detektywie, ale teraz powoli docierało do niej, że puszczały w niej wszystkie hamulce chociaż do tej pory już wydawało jej się, że Eamon zdążył ją przejrzeć na wylot i nie miała nic przed nim do ukrycia. Wciąż miała to nieodparte wrażenie, że trzymała się tak blisko detektywa bo ubzdurała sobie, że widziała w nim swojego własnego ojca czy chociaż starszego brata - jak silne musiało być w niej pragnienie aby unikać ogromnej samotności jaką czuła na co dzień a która tak mocno ją przytłaczała.
    Jej blada twarz oblała się czerwonym rumieńcem - wkraczała bowiem z detektywem na zupełnie inny poziom rozmowy niż by się tego mogła spodziewać. Chociaż czuła się swobodnie przy nim to jednak do tej pory obydwoje unikali wysublimowanego flirtu a teraz? Cios za ciosem a ona nie zamierzała tak łatwo z tej słownej bitwy się poddać. Przygryzła więc dolną wargę ust gdy przesunęła wzrokiem po jego zarośniętej twarzy by drogę skończyć na zamyślonych, nieco nieobecnych oczach mężczyzny i miała wrażenie, że pochłania ją nieznęcony ocean - Absolutnie, ale jeśli tylko się postaramy można zmienić wszystko - odparła, zupełnie nieświadoma wagi swoich słów i przeżyć z przeszłości detektywa, a swoimi słowami wcale nie miała zamiaru w jakiś sposób go obciążać niechcianymi wspomnieniami. Tak to z nią było, że czasem po prostu mówiła wszystko to co przychodziło jej na język i ani trochę się nie zastanawiała nad słowami.
    Skupiwszy są uwagę na dobermanie zupełnie nie odczuła braku obecności Korvena w ogromnym pomieszczeniu. Miała słabość do zwierząt a zwłaszcza do psów, które zawsze wspierała całą sobą jak tylko mogła i nie odczuwała przed nimi żadnego strachu. Od pierwszej chwili Sebastian skradł jej serce i gdyby mogła cały czas miziałaby go za uszkiem - Naprawdę jest wstanie cokolwiek przebić to majestatyczne muzeum?- uniosła brew do góry, chociaż zapewnienie Korvena pozwoliło już jej sobie podyktować, że właśnie tak było. Dom, w którym teraz znajdowali się przypominał rzeczywiście muzeum, ale odpowiednie dobrane dodatki sprawiły, że wcale nie czuła tego zimna jakie miały muzealne przestrzenie - Nie ma sprawy....po prostu fortepian robi równe ogromne wrażenie i aż nie można się powstrzymać od tego pytania- zachichotała kiedy Eamon odmówił robienia spektaklu - Odrobinę... - przyznała jakby nieśmiało bo chciała sprawiać wrażenie, że jednak nic jej nie było i chciała być twarda ale jednak jej drżące ciało wciąż nie było uspokojone - Może masz jeszcze jakąś bluzę? - zapytała, bo jednak zanim Korven odpali kominek minie trochę czasu minie a chyba nie wytrzyma tak długo. Znów zamoczyła usta w drogim trunku jaki miała właśnie przyjemność kosztować i powoli zaczynała się rozkoszować dopiero tym szorstkim smakiem alkoholu. Skinęła delikatnie głową - Przepraszam, że tak ci weszłam na głowę. Prawdę mówiąc...przyszłam w konkretniej sprawie - przyznała, wreszcie przypominając sobie po co właściwie tutaj do niego przylazła, będąc również ciekawa jego reakcji. Szczerze? Nie wiele obchodziło ją co gadali ludzie. Gdyby tym wszystkim miała się przejmować to pewnie jeszcze na głowę by dostała, ale wiedziała o co mu chodzi. - Rozumiem, że moja praca też będzie tak wyglądać? - zagadnęła, skoro już się podzielił z nią jak wygląda czasem jego dzień.


    Kwarantanna
    Arizona // Caesar // Christian // Hector // Jackson
    chętnie zagram
     
    Eamon Korven



    I just need someone in my life to give it structure


    To handle all the selfish ways I'd spend my time without her


    prywatny detektyw na tropie

    Eamon James
    Korven








      
    AUBURN PINE HOUSES
       nie planuje wracać do Anglii

      
    I can't find where home is I don't remember where i live

      
    34 y.o.

      
    189 cm

      


    Wczoraj 22:59


    Wiele rzeczy, które słyszał od Courtney puszczał pomimo uszu. Często również słowom dziewczyny nadawał nowe, lepsze własne znaczenie. Niechęć względem wplątywania się w dwuznaczne relacje z nastolatką eliminowała w nim jakiekolwiek podejrzenie, iż wyrzucane słowa mogą wybrzmieć sprośnie; a żarty okazać się odrobinę nazbyt bezczelnymi. Dlatego kolejne zdanie brunetki również potraktował nieco po macoszemu i posławszy rozmówczyni słaby uśmiech skupił się na wpatrywaniu w słońce. Dni wciąż były słoneczne. Miał nadzieję, że pogoda nie zmieni się zbyt prędko. Uwielbiał jesień, lecz traciła swój urok o ile nie poprzedzało jej przyzwoite, piękne lato. Dlatego dłuższy moment wpatrywał się w niedoprecyzowany punkt w przestrzeni, odpływając w głąb rozmyślań.
    Podobnie po wejściu do domu - przez jakiś czas zdawał się nieco zamyślony. Absolutnie nie szło o obecność panny Britton – nie wybijała go z rytmu ani również nie wprowadzała w stan wewnętrznego spięcia podyktowanego niezręcznością okoliczności w jakich się znaleźli. Detektywowi udzielił się nastrój swobodnej kontemplacji oraz spokoju jaki wzbudzało w nim wypływanie na wody niedużego jeziora.
    Wrażenie jakie robiła na brunetce leśna forteca w Auburn Pine doprowadzało Korvena do śmiałych wniosków; iż nie widziała ona w życiu zbyt wiele. – Pochodzę z brytyjskiej arystokracji. Mój dom rodzinny można by przyrównać do malowniczego dworku rodem z... Downtown Abbey? Aczkolwiek nasz jest znacznie mniejszy. Podobny w stylu, ale mały w porównaniu z tamtym budynkiem. – w zasadzie był to pełnokrwisty dwór, ale EJ próbował zachować resztki skromności i pozostać autentycznym. W końcu nie usiłował się chwalić ani podkreślać wyższości ponad amerykańską nędzą w jakiej się aktualnie znajdowali. Był człowiekiem faktów i takie również starał się serwować. Posiadłość rodowa jawiła się jako olbrzymia willa z pięknymi ogrodami. Odchrząknąwszy wzruszył lekko ramieniem, pogrzebacz wbijając głęboko pomiędzy szczapy trzaskającego drewna.
    Nie wypowiadając ani słowa przymknął skrzypiące drzwiczki do kominka. Po chwili przebierania ciuchów w wielkiej, dębowej szafie umiejscowionej przy otwartym holu; wrócił z ciemno niebieską bluzą pachnącą kapką drażniącej zmysły wody kolońskiej. Ułożył ubranie na podłokietniku fotela. – W konkretnej? – wyczekująco uniósł brwi ku górze, prędko jednak pozwalając by opadły w dół. On również opadł - na miękkie siedzenie kanapy. – Nie, nie... nie będziesz musiała siedzieć po nocach. Trochę przekładania dokumentów, trochę udawania; że interesują Cię moje zdawkowe komentarze dotyczące aktualnych zdarzeń bądź szczegółów zleceń. Kilka zasad. Parę zakazów i tyle. – nie wyglądało to zbyt odstręczająco, prawda?


      - sweat, flaws, veins, scars.
      Nothing more than human

    sunny
    Jeremiah | Owen | Kirk
    piszę posty
     
    Wyświetl posty z ostatnich:   
    Odpowiedz do tematu
    Nie możesz pisać nowych tematów
    Nie możesz odpowiadać w tematach
    Nie możesz zmieniać swoich postów
    Nie możesz usuwać swoich postów
    Nie możesz głosować w ankietach
    Nie możesz załączać plików na tym forum
    Możesz ściągać załączniki na tym forum
    Dodaj temat do Ulubionych
    Wersja do druku

    Skocz do: