• Zaloguj
  • Rejestracja
  • Berrylane :: #1 I disappear sometimes. That's how I am.
    nieznajomy
  • ABY FORUM DZIAŁAŁO PRAWIDŁOWO, ZALECAMY WYKONANIE TWARDEGO RESETU - CTRL + F5, CTRL +FN +F5 LUB COMMAND +OPTION +R
  • Wraz z majem w centrum Berrylane ruszyły przygotowania do obchodów Armed Forces Day. Tegoroczny festyn zostanie wzbogacony o grę terenową.
  • Policja donosi, że na terenach White Hills, dookoła drzwi wielu domów nieznany sprawca rozmazał czerwoną ciecz. Zgłoszono też znalezione w okolicy niepokojące ołtarzyki.
  • W Crimson Woods zauważono tajemniczą wycinkę drzew, a władze miasta milczą na ten temat.
  • Granica między gangiem, a praworządnymi mieszkańcami Berrylane w ostatnim czasie zaczęła się zacierać - zaleca się omijać tereny Pink Waters.
  • WYKORZYSTAJ SWÓJ KUPON - WARUNKI REALIZACJI KUPONÓW GRACZA
  • DZIENNIKI ODZNACZEŃ - ZBIERAJ PUNKTY I WYMIENIAJ JE NA NAGRODY
  • #5 WIADOMOŚCI MAJ/CZERWIEC
  • ZADANIA LOSOWE
  • UWAGA! ZAGINĄŁ EDWARD R
  • - SZYBKIE POSZUKIWANIA ZNAJDŹ PARTNERA DO GIER
  • urodzinowa loża - wyniki głosowania
  • Stevie / ANKO
    Colter / Maja
    Lilianne / Lilka
    Bowie / Ania
    Raine / Ada


    Berrylane Strona Główna » Berrylane » Crimson Woods » Sleepy Swan Woods » White Log Mews » Wille » #370 » #1 I disappear sometimes. That's how I am.
    Poprzedni temat «» Następny temat
    Errol B. Goldwire



    wdowiec, który samotnie wychowuje córkę


    kiedyś miał swój program, teraz pisze książki


    ucieka przed wspomnieniami

    Errol B.
    Goldwire








      
    WHITE LOG MEWS
       od kilku miesięcy ponownie

      
    I just end up right at the start of the line, drawin' circles.

      
    35 y.o.

      
    190 cm

      


    2020-06-20, 23:46


    Byli bardzo dobrymi przykładami na to, że pozory mogą mylić i to bardzo. Sprawiała wrażenie osoby bardzo upartej, zgrywała taką, co to nie da sobie w kaszę dmuchać i można by było być pewnym, że rzadko zdarza się jej nie wychodzić z kłótni jakichkolwiek inaczej niż zwycięsko. A tu proszę, niespodzianka. Nie powinno w sumie być to jakieś dziwne, bo tak naprawdę nie znali się jakoś super, było to ich drugie spotkanie, a dla niego pierwsze na trzeźwo i nadal nie był pewien, jak wiele głupot opowiadał jej ostatnio, ale cóż. Pozostaje mieć nadzieję, że obydwoje zaskoczą się nawzajem w sposób pozytywny. Chociaż jak wiadomo powszechnie, ideały nie istnieją, więc na pewno znajdzie się coś, na co będą się krzywić nieco lub nosem kręcić. Na wszystko jednak przyjdzie czas, na razie mogli sobie żyć w przeświadczeniu, że ich wyobrażenia perfekcyjnie oddają prawdę, jednocześnie starając się odkrywać po trochu więcej o sobie nawzajem. Trzeba przyznać, że Errol miał nieco trudniejsze zadanie w tej kwestii. Chociaż z drugiej strony to on dopiero teraz wpadł na to, aby podać jej dość istotną informację, jaką był fakt, że ma dziecko. No ale cóż, jak już zostało wspomniane – ideały nie istnieją. A nawet jeśli, to bycie idealnym musi być strasznie nudne i męczące dla innych.
    - Ugh, jest strasznie paskudne - skrzywił się lekko, gdy wypowiedziała imię numer dwa, które wymyślili mu rodzice te sto lat temu, gdy przyszedł na świat. Error zdecydowanie do niego lepiej pasował. Albo Errol, jak kto woli. Zresztą może to i lepiej, bo pewnie jakby drugie imię miał okej, to jednak zacząłby go pewnie używać zamiast pierwszego, a wtedy mniejsze prawdopodobieństwo by było, że udałoby im się poznać w takich, a nie innych okolicznościach. Nie powiedział tego jednak na głos, przynajmniej na razie. Zostawił sobie na inną okazję, a może odłożył tylko na za chwilę, nigdy nie wiesz. Tak czy inaczej, jego rodzice mieli najwyraźniej dość słabą wyobraźnię, jeśli chodzi o imiona, tak jego skromnym zdaniem.
    - Do spędzenia czasu w Twoim towarzystwie, oczywiście - stwierdził z czarującym uśmiechem. Brzmiało to bardzo naturalnie i swobodnie, jakby powiedział naprawdę najbardziej oczywistą rzecz na świecie i głupio, że w ogóle musiał jej to wyjaśniać. Chociaż jego uśmiech i mina ogólnie jednak sprawiały wrażenie nieco zaczepne, jakby co najmniej było w tym wszystkim jakieś drugie dno. A tak naprawdę to nie było, naprawdę chętnie spędziłby z nią jeszcze więcej czasu. Sama prawda. Także naprawdę mogła się go spodziewać w swoich progach. Być może nawet niezapowiedzianego, ale na pewno postara się tym razem dotrzeć na stopnie przed jej przyczepą w lepszym stanie niż ostatnio. Chociaż trudno stwierdzić, czy uda mu się tam trafić tak na trzeźwo, jednak te przyczepy wszystkie były dość do siebie podobne, a raczej nie zwrócił uwagi na żadne numery czy inne takie. Pozostawało liczyć, że zapamiętał jakieś znaki charakterystyczne. Albo, że Lav zostawi akurat kalosze na ganku, to na pewno zapamiętał.
    - Do listopada to już na pewno będziemy po trzeciej randce, nic się nie martw - zapewnił ją, nieco bezczelnie i chyba stanowczo zbyt zuchwale, ale naprawdę miał nadzieję, że tak będzie. I lojalnie ją właśnie informował o tym, że będzie takie zamiary realizować, więc potem niech nie będzie zdziwiona. A do jego urodzin naprawdę dużo mogło się między nimi wydarzyć. Może już nie będzie go lubić i nie dostanie nawet życzeń na fejsbuczku? A może będzie lubić go bardziej i zasłuży na niezręczne przytulanie? Jest to zagadka co najmniej tak duża, jak sama Lav. Była tak bardzo tajemnicza, że nic dziwnego, że Errol gdzieś tam w głowie zapamiętywał te wszystkie szczegóły, które jego zdaniem mogły okazać się istotne i mogły przyczynić się do ułożenia bardziej wyraźnego obrazu jej osoby.
    - To jest oczywiste, że bez świeczki się nie liczy - pokiwał głową ze zrozumieniem, bo przecież jak to tak bez świeczki i bez możliwości pomyślenia życzenia? Wtedy to jakby urodzin nie było! Chociaż on chyba do tej kwestii miał dość podobne podejście, co ona. Dzień jak co dzień, nic nadzwyczajnego. Jedyną zmianą było to, że przeżyło się rok więcej i należało pamiętać, że liczba lat zmieniała się, gdyby było to potrzebne w jakiejkolwiek sprawie, i tyle. Chociaż oczywiście dotyczyło to tylko jego własnych urodzin, bo w przypadku jego córki sprawa wyglądała zupełnie inaczej. Wtedy brokat i balony były po prostu wszędzie. No i bliskim mu osobom też lubił wręczać prezenty, nawet jeśli sam specjalnie nigdy nie chciał ich jakoś dostawać, bo czuł się nimi zakłopotany nieco chyba zawsze.
    Zmrużył lekko oczy, przyglądając się jej uważnie, a w obserwacjach był naprawdę dobry. Potrafił naprawdę sporo zauważyć i wychwycić, często rzeczy, które dla innych były właściwie nieistotne i niewidoczne. Problem niestety pojawiał się z ich interpretacją, psycholog był z niego beznadziejny i przejawiało się to zarówno w rozgryzaniu subtelnych sygnałów, jak i w braku umiejętności pocieszania ludzi w taki jakiś klasyczny sposób. Mógł być, mógł zorganizować jakoś czas, żeby odciągnąć myśli od codziennego bagna albo jakieś wyjątkowo paskudnego gówna, które komuś spadło na głowę, ale jak ktoś chciał mu się wypłakać w rękaw, to raczej by sobie nie poradził.
    - Dobrze myślałaś, jestem bardzo zaintrygowany - przyznał szczerze, bez zabawy w zbędną kokieterię i zgrywanie tutaj jakiegoś wielce niedostępnego. Jej osoba go bardzo ciekawiła, chociaż nie do końca traktował to, jak jakiś proces naukowy, oczywiście. - Archeologia to nie do końca moje klimaty, ale w sumie niektóre rzeczy się zgadzają - ciekawość i chęć poszukiwania, na przykład. Ale mimo wszystko on jednak grzebanie w przeszłości zostawiał mądrzejszym od siebie, wolał żywe zwierzątka, a nie ich kości zakopane w ziemi. - Chociaż zawsze wolałem być jednak Indianą Jonesem, a nie Larą - zmarszczył lekko nos. No jednak jego nogi, to nie były nogi Lary, okej. Warkocza też nie miał, no nic nie pasuje. Ale może był to mimo wszystko pomysł na strój na Halloween?
    Jak pewnie łatwo się domyślić, nie przeszkadzało mu absolutnie, że mówiła więcej na swój temat. Wręcz przeciwnie, bardzo odpowiadał mu taki rozwój wydarzeń. Mimo to jednak lubił podnosić sobie w życiu poprzeczkę nieco wyżej no i jednak nie byłby sobą, gdyby nie wypominał jej tego z nieco triumfalnym uśmiechem zadowolenia, że tak mu się udało. Nawet jeśli zdawał sobie sprawę, że rzeczywiście może to nieco spowolnić proces poznawania jej lepiej. Nie miał jednak zamiaru zbyt łatwo odpuszczać, był wytrwałym człowiekiem. Chociaż lepiej chyba pasowało upartym osłem, ale to brzmiało nieco gorzej. Ona chyba też należała do tych zdeterminowanych, więc może ciekawie.
    - Mhmm - mruknął tylko, a jego mina wyraźnie mówiła, że wcale w to nie wierzy. Kto wie, może naprawdę miał swoje tajne sztuczki na wyciąganie poufnych informacji? A może to właśnie dlatego, że go lubiła, o czym powiedziała mu chwilę później. Niby się nie znali zbyt dobrze, ale trudno było nie odnieść wrażenia, że była między nimi nić porozumienia. On to czuł i był przekonany, że ona również. A może bardziej miał nadzieję, ale efekt był podobny. Na to, aby zasłużył sobie na jej zaufanie, przyjdzie jeszcze czas. Nigdzie im się o dziwo nie spieszy. Stałość w jakiejkolwiek formie przez większość jego życia nie była czymś naturalnym, ale teraz siłą rzeczy nigdzie się nie wybierał. Biorąc pod uwagę fakt, że ona pracowała dla gangu, to pewnie tak łatwo nie pozwolą jej uciekać również, więc mieli sporo czasu na dotarcie się w tej kwestii.
    - Zaczekam w takim razie - stwierdził lekko, unosząc delikatnie ramiona i uśmiechając się do niej, chociaż zdecydowanie nie tak słodko, jak ona. Mówił jednak poważnie, bo naprawdę nie miał zamiaru na siłę wyciągać z niej informacji czy, co gorsza, szukać ich za jej plecami. Oczywiście istniało ryzyko, że i tak się tego przypadkiem dowie, ale sam nie zamierzał pytać znajomych o szczegóły z jej życia. A pewnie dużo nie było trzeba, aby uzyskać odpowiedzi, których ona nie chciała mu na razie zdradzać. Jego zdaniem jednak było to nie fair. Mógł być gnojkiem, który uciekał przed ludźmi i wyjeżdżał bez słowa, ale jakieś zasady w życiu miał.
    - Jeszcze po drodze terapia, abyśmy zrobili wszystko, co w naszej mocy, żeby go uniknąć - zmarszczył lekko brwi z miną profesora, jakby co najmniej był super znawcą tego tematu. Tak naprawdę to absolutnie nie był, bo nigdy nie zanosiło się na to, że weźmie rozwód. Nie było okazji, chociaż wrażenie mógł teraz zrobić nieco mylące. - A wycieczkę możemy zrobić porozwodwą, podróże poślubne to przereklamowana sprawa, trzeba walczyć ze schematami - a no bo czemu nie. Byłoby to bardzo oryginalne i nowoczesne podejście. Takie, na które pewnie mało którą parę niestety było stać, bo przecież rozwody bardzo często były prawdziwym piekłem albo chociaż intensywną szarpaniną o dzieci i samochód, a nie polubownym załatwieniem formalności.
    - Nie jestem pewien, czy mam jeszcze duszę, ale tak poza tym wszystko się zgadza, na to właśnie liczyłem - na pretekst, aby uronić kilka łez w jej ramię, oczywiście. Chociaż prawda jest taka, że Errol nie płakał, większość rzeczy zbywał i udawał, że wcale się nie wzruszył lub nie jest mu przykro. Tylko na Harrym Potterze, Królu Lwie i Toy Story, ale to są po prostu wyjątki potwierdzające regułę, oczywiście.
    Nie poganiał jej. Był ciekaw, to jasne, ale z drugiej strony ta cisza była całkiem przyjemna, podobnie jak lekkie napięcie spowodowane wydłużającym się czasem oczekiwania. Palił sobie spokojnie, dając jej czas na sformułowanie odpowiedzi i chyba nie do końca spodziewając się, że będzie ona taka prosta i niezawinięta praktycznie wcale w kolejne warstwy sarkazmu i delikatnej złośliwości. Było to bardzo miłe zaskoczenie, więc na jego twarzy pojawił się nawet lekki uśmiech.
    - Cieszy mnie to bardzo - powiedział po chwili, gdy już zakończyła ten stosunkowo krótki, ale jakże miły i wartościowy wywód, zaciągając się papierosem po raz kolejny. Cieszyło naprawdę i nie tylko dlatego, że ktoś mu musiał z tą wróżkową sprawą pomóc. - Chyba nie usłyszałem w swoim życiu piękniejszego komplementu - powiedział, unosząc jeden kącik ust w uśmiechu. No kto nie chciałby usłyszeć, że nie chciało mu się rzygać na myśl o zobaczeniu Twojej gęby? Piękne słowa. - I też Cię lubię - mówiąc to, uśmiechając się już nieco szerzej. No niech ma, niech wie!
    - Na trzeźwo też - dodał jeszcze, zupełnie szczerze. A przecież zapewniała go, że będzie zupełnie inaczej i nie wytrzyma z nią zbyt długo. Jak na razie jednak nie narzekał i to nawet, jeśli zdążyła już na niego nakrzyczeć i oskarżyć o brak odpowiedzialności (miała rację, ale to nie ma znaczenia) i grozić mu posążkiem maneki neko.



      All I wanna know is how far you want to go
      fightin' for survival.

    Patka
    Ephraim, Elfriede, Erlantz, Eldar, Eelia, Eudora
    chętnie zagram
     
    LAVENDER WAKEFIELD



    Błędy to jej najlepsze decyzje


    A narkotyki to jej najgorsze lekarstwo


    Trochę to skomplikowane...

    Lavender
    Wakefield








      
    WHITE FLOWER VALLEY
       od zawsze

      
    Zapomniałam gdzie to było, czy się śniło bo za miło... Czekaj, może iskrę widać...

      
    25 y.o.

      
    165 cm

      


    2020-06-21, 20:38


    Wiadomo, że najlepsze niespodzianki są wtedy, gdy zaskoczenie jest pozytywne, jednak lavender szczerze wątpiła, aby ona właśnie taką była. Względem innych miała natomiast raczej niskie standardy, w końcu na co dzień obraca się w towarzystwie gangu, albo nieciekawej klienteli kasyna. Uważała więc, że nie ma prawa wymagać czegokolwiek od innych, podobnie jak czegokolwiek oczekiwać. Było to też bezpieczne, kilka razy zadziałała wbrew tej zasadzie, ale rzeczywistość pokazała jej, jak głupie było takie zachowanie. Zgadzała się jednak z tym, że ludzi idealnych nie ma, bo nawet jeśli znali się niedługo, a raczej wcale, a ona miała o nim zdanie lepsze, niż powinna mieć, to wciąż nie była w tym tak beztroska, by wierzyć, że Errol może być ideałem. W zasadzie... w trakcie trwania ich krótkiej znajomości, poznała już jakieś wady mężczyzny i nie, córki kompletnie w to nie zaliczała. Nie miała z tym problemu, może tylko taki, że przez to sama czuła się gorzej z tym, że ktoś tak nieodpowiedni jak ona znajduje się w miejscu takim, jak to. Może przesadzała, może było to przerysowane, ale miała jakieś dziwne, pewnie dość niezdrowe podejście, że jej osoba mogłaby jakoś skazić to otoczenie, a następnie negatywnie wpłynąć na Helę. Głupota... a mimo to stale była gdzieś z tyłu jej głowy.
    — Mi też Errol bardziej się podoba — przyznała mu rację, ale tym razem z manierą, którą trudno było rozszyfrować. Mogła mówić serio, ale mogła też sobie żartować. Sama jednak jakoś specjalnie długo się tym nie zadręczała, tym bardziej, że Errol rozbawił ją swoimi kolejnymi słowami. Nie byłaby sobą, gdyby tak po prostu się zaśmiała, więc parsknięcie musiało nadejść w towarzystwie przewrócenia oczami, ale wciąż wesołość była zauważalna.
    — W takim razie herbata się przyda, bo te towarzystwo może nie być zbyt obiecujące — mruknęła w odpowiedzi, patrząc przez moment na ten jego czarujący uśmiech. Wcześniej sądziła, że tylko po alkoholu z taką łatwością przybiera podobne miny, a tutaj proszę... Lav mogła mu pozazdrościć takiej swobody, chociaż nigdy by się do tego nie przyznała, podobnie też wiedziała, że na podstawie dwóch spotkań trudno stwierdzić, aby była to dla niego norma.
    — Och, widzę, że już wszystko masz zaplanowane — uniosła brwi do góry, zerkając na niego od boku. Miło byłoby tak po prostu pójść z nurtem i przyznać mu rację. Jeszcze milej byłoby uwierzyć, że tak to właśnie będzie, w końcu dobrze czuła się w jego towarzystwie. Ale tutaj znów, wręcz do znudzenia, zapalała się ta czerwona lampka, ten nieznośny głosik, który przypominał, że on nie mówi o niej, a o postaci, którą mu sprzedała, którą w zasadzie wciąż mydliła mu oczy. Może nie nakłamała mu, ale czy zatajanie prawdy nie jest nawet gorsze? To takie kłamstwo dla tchórzy, którzy boją opowiedzieć się po jednej stronie, albo próbują zagłuszyć wyrzuty sumienia. Nie, żeby te, które atakowały Lavender dało się przyciszyć w tak prosty sposób. Niestety, do tego potrzebne były specjalne specyfiki, po które nazbyt często sięgała.
    Pokiwała tylko głową na boki, nie ciągnąc już tematu tortów i świeczek, bo jednak mimo wszystko realistycznie podchodziła do tematu i wątpiła w to, aby Errol miał się u niej zjawić z tortem. Logika też podpowiadała jej, że przeciąganie tematu dałoby mu do zrozumienia, że faktycznie liczy na taką niespodziankę. W sumie byłoby to miłe... zbyt miłe, dlatego odsunęła od siebie podobne pomysły, jak zwykle uznając, że takie wizje, nawet w żartach nie są dla niej.
    Na pewno zmieszała się też wyczuwając, że Errol jej się przygląda. Może to śmieszne, biorąc pod uwagę fakt, że jej praca polegała na tym, że ludzie się na nią patrzyli, ale wcale nie czuła się teraz pewnie. Nie lubiła, gdy ktoś ją analizował, a może raczej bała się tego, co ktoś w niej zobaczy, jeśli będzie patrzył zbyt długo? Dlatego też obudowywała się negatywnymi względem samej siebie opiniami, jakby przygotowując innych na to, że nic w niej nie ma, że nie warto szukać, że lepiej odpuścić. Robiła tak już wiele lat, a mimo to, w chwilach takich jak ta nadal się obawiała, że w cudzych oczach zobaczy zawód, przerażało ją to na tyle, że nie wytrzymałaby takiego spojrzenia. Dobrze więc, że mieli o czym rozmawiać, bo za słowami też lubiła się chować. W zasadzie na tym etapie jej życia wszystko wydawało się być dobrą tarczą. Naturalnie słów o tym, że był zaintrygowany nie planowała komentować. Mogłaby znów obrócić je jakimś cynicznym tekścikiem w pył, ale jednak... sposób w jaki Errol to powiedział, ją zaskoczył, a w połączeniu z tym jego wcześniejszym spojrzeniem, poczuła się trochę tak, jakby przyłapał ją na nieprzygotowaniu. Wiedziała, że gdyby coś powiedziała odnośnie tego... komplementu, jeśli tak może go nazwać, nie wyszłaby z tej sytuacji obronną ręką, pokazałaby zbyt dużo. Wolała więc odpuścić, próbując też nie rozpamiętywać jego słów, nie zawierzać im, nie wmawiać sobie, że mogłoby być tak naprawdę. Nie było. On znów, ponownie i do złudzenia zaintrygowany był kimś lepszym, kogo Lav udawała. Niby miała w zanadrzu wielce zabawny żarcik o tym, że to trochę, jakby liczył na złoto, a skończył z tombakiem, ale jednak nie, lepiej było w to nie brnąć. Jeszcze faktycznie wyszłaby na kogoś, kto źle o sobie mówi, aby druga strona zapewniała ją, że jest inaczej. Sama myśl o tym ją odpychała, a co dopiero jego.
    — No tak, Lara jest mało męska... Ale podoba mi się twoje porównanie. Też biegasz z pejczem? — rzuciła niby to od niechcenia pierwsze lepsze pytanie, ale w jej oczach pojawiły się jakieś złośliwe diabliki zdradzające, że sobie żartuje. Poza tym faktycznie wolała się nieco wycofać i zmienić temat ze swojej na jego osobę. No i ostatecznie, tak całkiem na poważnie, interesowało ją to, co robił w pracy. Może nie wyglądała, jak entuzjasta podróży po buszu, ale głównie przez to, że nigdy nie miała ku temu okazji. W gry tego typu grać natomiast lubiła bardzo, ale też nie było co zdradzać za szybko, że faktycznie czasem wychodzi z niej nerd, który ucieka do świata gier.
    Posłała mu jeszcze pełne wątpliwości spojrzenie, gdy to jego sugestywne mrugnięcie przerwało ciszę. Niby sama czuła, że jej słowa nieco się z prawdą miną, ale przecież nie mogła mu dać tej satysfakcji i się do tego przyznać. Chociaż może była mu to winna? Miała wrażenie, że tak, bo podczas ich spotkania Errol zachowywał się po prostu sprawiedliwie, no, a Lav? Szkoda gadać... nawet gdy dał jej szansę, by przestała mieszać, to ona z niej nie zrezygnowała. Jasne było więc to, że coś ukrywa, a mimo to zdecydował się poczekać. Miała ochotę wygarnąć mu, że jest zbyt ugodowy i daje jej na tym żerować, ale też z drugiej strony wtedy strzeliłaby sobie samej w kolano, co w sumie... no i tak szok, że jeszcze ma kolana, idąc tym tropem.
    — Terapia brzmi jak coś, czego będę unikać jak ognia, ale pamiętaj, to nie ty, to ja — skinęła głową, jakby mówiła całkiem serio, a potem parsknęła zdawkowo, kręcąc głową na boki. Terapia jednak faktycznie źle jej się kojarzyła, głównie przez to, że jej matka siedziała w zamkniętym zakładzie. No, ale o tym mówić nie zamierzała, tym bardziej, że cała ich rozmowa na ten temat była dość żartobliwa. — Mówisz tak, żebym nie suszyła ci głowy, że żadnej podróży poślubnej nie było — cmoknęła zniesmaczona, bo czemu by tej zabawy nieco nie przeciągnąć. Wciąż podobne spekulacje były łatwiejsze od rzeczywistości. — No, ale dobrze, może pozwolę ci siebie zabrać na taką porozwodową, jeśli się postarasz oczywiście — skwitowała, jeszcze chwilę udając, że mówi na serio, a potem ponownie pokiwała głową na boki. O podróżach wolała nie myśleć, ostatnia na którą dała się omówić, nie skończyła się zbyt dobrze.
    — To smutne, gdybyś nie miał duszy... czyżby jakiś okrutny wódź z jakiejś ukrytej wioski ci ją ukradł? — no mimo wszystko posłała mu uśmieszek w którym majaczyło politowanie, chociaż wiadomo, było to nieszkodliwe, nic złego nie miała na myśli. Gdyby miała, raczej by jej tutaj nie było. Póki co bardziej udawała, że chce go zrazić, niż faktycznie zrażała, ale na swoje usprawiedliwienie miała przynajmniej to, że koniec końców i tak wszystkiego się dowie, chyba, że do tego czasu po prostu zerwie z nią kontakt. Póki co jednak się na to nie zanosiło, nawet tak ponury sceptyk, jak ona to zauważał. Wiedziała też, że jej słowa nie brzmiały zbyt dobrze, więc kiedy Errol uznał, że jej wywód go cieszył, a nawet odbił podobnymi słowami w jej kierunku, uniosła mimowolnie kącik ust do góry.
    — To chyba mało słyszałeś tych komplementów — rzuciła i zaśmiała się cicho, znów robiąc przerwę na zaciągnięcie się papierosem. Niezręczność, jeśli się pojawiła, to szybko ją opuściła. Dobrze. Niby źle, bo zbyt dobrze się czuła w jego towarzystwie, ale jednak... na ten moment nie mogła narzekać. Chociaż zaraz w odpowiedzi na jego kolejne słowa musiała już prychnąć by dać do zrozumienia, że się z nim nie zgadza, co pewnie już i bez tego było dla niego wiadome.
    — Masz kiepski gust — skwitowała jego słowa, wzruszając ramionami, jakby chciała w ten sposób pokazać, że na to już nic nie poradzi. Dopaliła też papierosa i pewnie jakoś go zutylizowała, podchodząc zaraz do niego. Za blisko, bo zaraz ostentacyjnie zadarła głowę i zrobiła krok w tył, by było jej wygodniej. — Wiesz co jest tragedią tej sytuacji? — nie dała mu czasu na wymyślenie odpowiedzi. — Teraz możesz czuć satysfakcje, bo myślisz, że masz rację, ale kiedy jasnym się stanie, że to ja ją mam, wcale nie poczuję satysfakcji — mruknęła i kiedy zdała sobie sprawę z tego, jak niepotrzebne i nazbyt poważne były te słowa, natychmiast ponownie prychnęła, samej tym samym pokazując, że jej wypowiedź nie jest istotna. — Kończ karmić raka i idziemy zrobić ten strój, chcę zobaczyć, jak posługujesz się brokatem — zaśmiała się, na tym temacie skupiając swoją i miała też nadzieję, że jego również, uwagę.


    Lilka
    Lilianne itd.
    piszę posty
     
    Errol B. Goldwire



    wdowiec, który samotnie wychowuje córkę


    kiedyś miał swój program, teraz pisze książki


    ucieka przed wspomnieniami

    Errol B.
    Goldwire








      
    WHITE LOG MEWS
       od kilku miesięcy ponownie

      
    I just end up right at the start of the line, drawin' circles.

      
    35 y.o.

      
    190 cm

      


    2020-06-25, 00:36


    To na pewno była mocno sporna kwestia, w której będą mieli problem, aby się dogadać. Okej, wiadomo, że jak mleko się wyleje, to nie zacznie bić braw i nie powie, że to świetnie, że ma takie kreatywne zajęcie. Nie będzie też dopytywał, czy lepiej tańczy jej się w tych przerażająco wysokich szpilkach do pole dance, czy jednak może na bosaka. Generalnie znając cały background i jej podejście do tej kwestii trudno uznać to za miłą niespodziankę. Ale przecież nie o to chodziło wcale tak najbardziej. To, czym się na co dzień zajmowała, wcale nie definiowało jej jako człowieka. Przynajmniej jego zdaniem nie należało tak do tego podchodzić. Na razie jednak nie było mu dane przedstawić swojego stanowiska ani w tej kwestii, ani w wielu innych. Ale może to i lepiej? Mieli czas, żeby się poznać bez przyklejania łatek i brodzenia po kolana w życiowym bagnie, a od tego czasami warto uciec. Co w takich miasteczkach jak Berrylane wcale nie było łatwe.
    Uśmiechnął się lekko na jej słowa dotyczące jego imienia. Nie dziwiło go to specjalnie, bo akurat w tej kwestii nie była jakimś wielkim wyjątkiem, który nie dowierzał, że jego imię jest, jakie jest. Chociaż na pewno była jedyną, z którą łączyła go taka historia jego poznania. I czy mówiła prawdę, czy żartowała – wiedział na pewno, że jednak tej informacji tak łatwo nie zapomni. A to chyba miło pozostawać w czyjejś głowie na nieco dłużej. Ona w jego na przykład się pojawiała stosunkowo często od ich ostatniego spotkania. I chyba całe szczęście, że jednak się odezwała, bo inaczej kto wie, może na tę herbatę wpadłby niezapowiedziany, zupełnie przypadkiem? Sam nie wiedział, pewnie byłoby to bardzo głupie i kompletnie nie na miejscu, ale… Wiedział na pewno, że byłoby mu mocno przykro, jakby ta relacja urwała się po jednym spotkaniu. I po drugim też, dlatego na jej kolejne słowa mruknął tylko więc yhmm pod nosem, unoszą lekko brwi i nie mając zamiaru się z nią o to kłócić, bo już raczej zauważyli obydwoje, że mieli nieco odmienne zdania na ten temat.
    - Chciałbym - rzucił na słowa o planie, jednak powiedział to takim tonem, że trudno było ustalić, czy na pewno chciałby mieć jakiś konkretny plan. - Tak naprawdę po prostu dobrze stwarzam pozory - było w tym sporo prawdy, jednak starał się, aby zabrzmiało to raczej jak żart. - Wolę iść na żywioł - to akurat też było prawdą szczerą, ale niestety nie zawsze w życiu się sprawdzało. I to nie tylko teraz, gdy powinien być odpowiedzialnym człowiekiem, ale we wcześniejszych latach swojego życia też czasami nie wychodził na tym dobrze. Wtedy jednak łatwiej było wyznawać zasadę, że jeśli nadal nie zjadł go żaden krokodyl ani nie ukąsił jadowity wąż czy pająk, to jest dobrze.Ale ich relacja od początku była oparta na czystej spontaniczności, więc po co miał to burzyć? Zapamiętywał szczegóły z ich rozmowy, owszem, ale nadmierne ich analizowanie i planowanie pod nie działania nie było w jego stylu. O tym, czy rzeczywiście postanowi ją odwiedzić z tortem i świeczkami pewnie zdecyduje dziesięć minut przed wyjściem. I tak będzie to spore przedsięwzięcie, bo przecież będzie musiał albo ogarnąć opiekunkę albo podrzucić małą do ojca, czy coś. Albo skorzystać z czasu, gdy Hela będzie w przedszkolu, no generalnie spontaniczność w tej kwestii, gdy się ma małe dziecko, jest dość mocno utrudniona, głupie więc na własne życzenie pozbawiać się jej na innych polach.
    Lubił na nią patrzeć. Odkrył to już przy ich pierwszym spotkaniu, jednak wtedy nie był nawet tak spostrzegawczy, jak teraz. Właściwie nie był pewien, co pamiętał i trochę momentami obawiał się, że jego pijana głowa płatała mu figle i jakieś obrazy dodatkowe podrzuciła, ale zapewne nie dowie się prawdy na ten temat nigdy. Na pewno jednak w głowie utkwił mu jej uśmiech i zapamiętał, że dość sceptyczna i obstawiająca mocno przy swoim z niej osoba, bo przecież wierzyć mu nie chciała ani trochę, teraz swoim zachowaniem tylko to potwierdzała. A skoro do tego była tak mało rozgadana na swój temat, to nie pozostawało mu nic innego niż obserwacja, prawda? Fakt, że dodatkowo była piękną, młodą kobietą jeszcze bardziej uprzyjemniał ten proces, nie ma co się oszukiwać. Nie był ślepy, nawet jeśli już na pierwszym spotkaniu zdradził jej, że ma dość nietypowe podejście do kwestii tego, co jest super seksowne i wolał wełniane skarpety od pończoch na przykład.
    - NIe mogę Ci tego zdradzić - stwierdził zaczepnie nieco. Ale na pewno wyglądałby wspaniale w takim kapeluszu. I cóż, stylówka stereotypowego podróżnika-przyrodnika była dość typowa, prawda. Zresztą nie była to taka znowu wielka tajemnica w rzeczywistości, przecież bez problemu mogłaby znaleźć jego programy, na szczęście dla jego finansów, powtórki nadal były emitowane, więc droga wolna. Chociaż nie chwalił się, że był supergwiazdą dla miłośników zwierzaczków z egzotycznych zakątków świata, bycie podróżnikiem mogło przecież oznaczać sporo rzeczy. - Może ewentualnie kiedyś - dodał jeszcze. No jak zasłuży, to ją nawet na wycieczkę zabierze, odziany w kompletny strój prawdziwego poszukiwacza przygód. Eh, czy tylko dla mnie brzmi to tak dwuznacznie w tym momencie? Mam nadzieję, że owszem, bo Errol to grzeczny facet był, nic złego nie miał na myśli. No naprawdę!
    - Ale zostaniemy przyjaciółmi? - zapytał z lekkim rozbawieniem, gdy rzuciła jednym z najbardziej klasycznych tekstów na rozstanie. Tu nie chodzi o Ciebie, to ja… Tak, Errol pewnie nie potrafił zliczyć, ile razy z tego korzystał. I ile razy, jak skończony gnojek, proponował tę przyjaźń, śmiejąc się w duchu z tego mocno. Bo to było takie przykre, że aż zabawne. Gorzej oczywiście, jeśli jakaś laska naprawdę chciała się zaprzyjaźnić, a on po prostu liczył, że się wkurwi i pójdzie w diabły, eh. Stare dzieje, (nie) inny człowiek.
    - Oh, jesteś taka łaskawa - pokręcił lekko głową z niedowierzaniem i wyraźnie rozbawiony. Miał ogromne szczęście, że na nią trafił, naprawdę. - Nie wiem, czy jestem godzien takiej dobroci - oznajmił jej dość teatralnie, lekko ironizując. No ale, skoro jej przeżycia związane z wyjazdami nie były najprzyjemniejsze, to zawsze mogą zrobić wycieczkę po okolicy. Kto wie, może odkryją na tyle ciekawe miejsca, że Berrylane wskoczy nieco wyżej w jego rankingu ciekawych miejsc na świecie? Nigdy nie wiesz. Byleby tylko zaskoczyło go czymś przyjemniejszym niż kolejny trup w krzakach, bo to akurat za bardzo go nie kręciło.
    - Szaman, właściwie - pewnie powiedział coś bardzo znieważającego albo zrobił coś niegodnego i skończył z klątwą, tak się zdarza. Nie wydawał się jednak przejmować tym jakoś przesadnie. - Ale nic nie poczułem, więc nie jestem pewien, czy nie była to bujda - dodał szczerze, no bo jednak logiczne wydawało się, że ten brak duszy to powinien człowiek jakoś odczuć, prawda? A u niego niewiele się zmieniło. Chociaż biorąc pod uwagę wydarzenia, które miały miejsce w jego rodzinie (i jednej i drugiej), to jednak wolał nie zagłębiać się w klątwy rzucana przez szamanów za bardzo i chyba żałował nieco, że rzucił tym żartem i przywołał tę historię. Starał się jednak nie dać tego po sobie poznać, trupy z szafy lepiej na razie zostawić w spokoju.
    Wzruszył lekko ramionami na stwierdzenie o komplementach. Coś tam kiedyś ktoś wspominał, że nie najgorszy z niego chłop, ale ostatnio jakoś się nie przelewało w tej kwestii. Poza tym jakość nie zależała w tej kwestii wcale od ilości miłych słów, a od ich szczerości. A jej wyznanie wydawało się naprawdę prawdziwe i to było bardzo miłe.
    Na jej kolejne słowa lekko się zaśmiał. Trochę z niedowierzaniem, że z taką łatwością przychodzi jej wyrażanie się negatywnie na swój temat. - Do ubrań? - zapytał, niby nie rozumiejąc, o co chodzi. - No przestań, trzy godziny stałem przed lustrem, strojąc się dla Ciebie - dodał niby oburzony. Tak naprawdę to nie. Ale jeszcze przed chwilą uważała, że jest miłośnikiem tęczowego tiulu, więc chyba i tak nie prezentował się wcale tak najgorzej.
    - W takim razie oby tak się nie stało - taką mądrość jej na to wygłosił, nie zamierzając jednak ciągnąć na razie tego tematu. Głównie dlatego, że widział jej reakcję i szanował to, że ktoś może nie opowiadać całego swojego życiorysu na drugim spotkaniu. On przecież też nie chciał, więc jakim prawem miałby zmuszać do tego ją? Byłoby to bardzo słabe.
    - Musisz być świadoma… - zaczął, wrzucając papierosa do jakiegoś słoika pewnie, bo przecież stylowe popielniczki są przereklamowane. - Że brokat w tym domu występuje w naprawdę wielu postaciach i radzę sobie z nim świetnie - zapewnił ją zupełnie szczerze, przepuszczając ją przodem do wnętrza domu ponownie. - Z tą resztą idzie za to gorzej, sukcesem jest zapamiętanie, czym różni się spódnica od sukienki - dodał, wskazując na te wszystkie piękne kolorowe szmatki. A sukienki i spódniczki rozróżniał tak na serio. Zagadką była dla niego tylko spódniczka-ogrodniczka na szelkach, bo to prawie jak sukienka, a jednak nie. Niesamowita sprawa. Nie zagłębiał się jednak w ten temat.
    - Piwa? - zapytał, przenosząc na Lav pytające spojrzenie, ponawiając swoją propozycję, bo jednak wcześniej nie uzyskał odpowiedzi.. No a na tym się znał, a na trzeźwo to mogli tego nie znieść. - Drinka czy może jednak herbaty? - skoro nie miała jej w przyczepie, to na pewno nie, ale zawsze warto zapytać, prawda? - Chociaż tego ostatniego nie polecam, na trzeźwo trudno dać się ponieść kreatywności - no zapewne robił już kiedyś strój trawy czy innej chmurki do przedszkolnego przedstawienia, to dopiero był popis szalonej kreatywności!



      All I wanna know is how far you want to go
      fightin' for survival.
      

    Patka
    Ephraim, Elfriede, Erlantz, Eldar, Eelia, Eudora
    chętnie zagram
     
    LAVENDER WAKEFIELD



    Błędy to jej najlepsze decyzje


    A narkotyki to jej najgorsze lekarstwo


    Trochę to skomplikowane...

    Lavender
    Wakefield








      
    WHITE FLOWER VALLEY
       od zawsze

      
    Zapomniałam gdzie to było, czy się śniło bo za miło... Czekaj, może iskrę widać...

      
    25 y.o.

      
    165 cm

      


    2020-06-25, 17:01


    Ostatnie dnie nie były dla niej zbyt kolorowe. Nie, żeby tak poza nimi jej życie przypominało coś normalnego, ale po prostu... teraz było ciężko. Nawet, jak na nią. Dobrze więc, że sama odezwała się do Errola, bo jego nieoczekiwana wizyta mogłaby się skończyć tragicznie. Wcale nie chciałaby, aby widział ją chociażby wtedy, gdy nadal miała na sobie ślady szarpaniny. Wystarczyło, że po jej powrocie z nieoczekiwanego urlopu musiała zmierzyć się, a raczej pokłócić z czekającą na nią Poppy. Z drugiej strony, jeśli już Errol miałby do niej przybyć bez zapowiedzi, to wolałaby właśnie tłumaczyć się z jakiś siniaków, niż na przykład z tego, że słania się na nogach, a w jej krwi szaleje połowa tablicy Mendelejewa. W ogóle to śmieszne, że się nad tym zastanawiała, w końcu zwykle miała gdzieś opinię innych, a raczej fenomenalnie wmawiała sobie, że ma ją gdzieś. Prawda była jednak taka. że naprawdę się wstydziła... tego, że sobie nie radzi. Nie chciała skończyć, jak matka, brzydziła się jej, jak i uzależnień na które cierpiała. Samą siebie okłamywała, że nie ma podobnych problemów, ale okłamywanie siebie było łatwiejsze od okłamywania innych, kiedy ci już zobaczyli ją w najgorszym możliwym stanie. Długo musiałaby liczyć, gdyby chciała wymienić każdą osobę, którą jakoś zawiodła, bądź brzydziła. Sama była u szczytu tej listy, ale nie zależało jej na dopisywaniu kolejnych nazwisk, chociaż nic nie robiła w kierunku tego, by spis się nie wydłużał. Teraz wcale nie miało być inaczej, bo zgodnie z jej podejściem, to co teraz robiła jedynie odwleka w czasie moment, w którym Errol dołączy do tego grona. Dlatego sama robiła sobie krzywdę, przebywając w jego towarzystwie. Niby było to jedynie drugim spotkaniem, ale każda aluzja co do kolejnego dawała jej nadzieję, że tak faktycznie będzie. Co za tym idzie przywiązywała się. Nie tylko do pomysłu, że jeszcze się spotkają, że ktoś chce z nią przebywać, ale do niego również. W zasadzie to on był tutaj kluczowy, bo kiedy już kurtyna opadnie i wszystko będzie jasne, znów się załamie i doprowadzi do tego na własne życzenie. Powinna więc dla własnego dobra siedzieć we własnej przyczepie, pod swoim kamieniem, nie wychylać się i nie udawać, że poza swoim mieszkaniem, jest gdzieś jeszcze dla niej miejsce. Nie było. Wiedziała o tym. Powtarzała sobie to stale, a mimo to wciąż, jak głupie, naiwne dziecko, próbowała udawać, jak teraz, że prawda jest całkiem inna. Nie była konsekwentna i najwyraźniej zbyt szybko tego nie zmieni.
    — Taki z ciebie spontaniczny Error, pasuje — skinęła głową, z nieco złośliwym uśmiechem. Cy rzeczywiście pasowało, nie miała pojęcia. Spontaniczność jednak jej nie przeszkadzała, jak i chodzenie na żywił. Sama, mając siebie sklasyfikować, celowałaby bardziej w tą kategorię, niż w uporządkowane podejście do życia. Chociaż najbliżej jej chyba było do zawieszenia, nie przechylania się ani w jedną, ani w drugą stronę. Nie planowała o tym mówić, bo nie było to zbyt ciekawe i nawet w jej głowie brzmiało dość żałośnie. Mimo to przez moment zawiesiła się na tej myśli, może nawet zapominając, że nie jest sama i cały czas jest obserwowana. Na pewno w życiu sama nie doszłaby do tego, że ktoś może lubić na nią patrzeć... to znaczy... to był ciężki temat. Złożony. Wiedziała, że ludzie lubią to robić w klubie, ale nie chodziło o nią, a o to, co odkrywała. Ludzie za to płacili, więc pewnie czerpali przyjemność z tego, z czego ona czerpała jedynie powody do obrzydzenia względem samej siebie. Oswoiła się jednak z myślą, że jeśli gdzieś ktoś lubi się jej przyglądać, to właśnie tam, bo poza klubem nie była tak ciekawym do obserwacji obiektem. Gdyby więc Errol powiedział jej, że patrzenie na nią teraz, tutaj, gdy miała na sobie stare jeansy i luźną koszulę, może sprawiać jakąś przyjemność, pewnie by nie uwierzyła. Sama unikała nawet własnego odbicia w lustrze, więc może odruchowo przenosiła własne uprzedzenia na innych.
    — Uuuu, tajemniczo — dość niepoważny temat pejczy okazał się dobrą kotwicą, która sprowadziła ją do chwili obecnej. Zaraz uniosła brew do góry, przybierając nieco powątpiewającą minę. — Hmm, myślę, że poczekam, aż znów przesadzisz z alkoholem. Słyszałam, że w tym stanie nie ukrywasz nawet danych z dowodu — mruknęła niby to obojętnie, chociaż czyniła oczywistą aluzję do ich ostatniego spotkania. Naturalnie jednak wcale nie podejrzewała Errola o bieganie z pejczem po lesie, czy też gdziekolwiek indziej. No i tak, dla mnie też brzmi to cokolwiek dwuznacznie, obawiam się, że dla Lav też, ale ten jeden raz wykazała niezwykłą dojrzałość i nie brnęła w temat dalej, prawda. No, może tylko odsunęła część o pejczu, a zatrzymała się na kapeluszu, bo to jednak bardzo stylowy dodatek, wiadomo. W tym temacie udało jej się zachować powagę, ale przy następnym pytaniu prychnęła cicho pod nosem, a następnie cmoknęła półgębkiem, jakby sama nie była pewna, co mu odpowiedzieć.
    — Hmm, no nie wiem. Chyba sam nie wiesz na co się piszesz. Kiepska ze mnie przyjaciółka — pokiwała głową, jakby bardzo poważnie do tego podchodziła, przez co jasnym było, że się zgrywa, chociaż... och, jakie to zawiłe, faktycznie nie kłamała. Przyjaciele byli dla niej trudnym do opisania zjawiskiem. Miała przyjaciółkę, ale ona wyjechała z miasteczka, co Lav w pełni popierała. Tym bardziej, że Sienna zamieszana była w sprawy gangu. Miała też przyjaciela, ale sama zepsuła ich relacje, wrabiając go, aby władzę Jaszczurek usunęły go z tej cholernej organizacji. Słowem, wiele dowodów wskazywało na to, że naprawdę jest fatalną przyjaciółką. Sama jednak często słyszała te słowa, by zostać przyjaciółmi, ale nigdy ich nie przyjmowała. Wolała powiedzieć tej drugiej stronie, że chyba za wiele sobie wyobraża, by w ten sposób nie pokazać, jak podobne sytuacje ją bolą. No, ale tutaj jedynie sobie żartowali, nie musiała się tym przejmować. Nie mniej jednak jak już te myśli na moment wzięły kontrolę nad jej głową, zaczęła się zastanawiać nad tym, czy Errol jest raczej typem, który takie pytania częściej słyszy, czy wypowiada.
    — Ja też jeszcze nie wiem, czy jesteś — może jego słowa powinny ją speszyć, ale jednak nic podobnego się nie stało. Głównie dlatego, że sobie żartowali, a nie planowali prawdziwą podróż. Cóż, gdyby było inaczej, naturalnie nie pozwoliłaby sobie na takie odzywki, które brzmiały, jakby próbowała go naciągnąć. Naciągała jedynie ludzi na potrzeby gangu, gdy zwyczajnie jej kazano. — Dlatego musisz się postarać — przypomniała zasady tej wyimaginowanej gry, po czym parsknęła cicho i pokiwała głową na boki, jakby dając tym samym do zrozumienia, że ona sama nie bierze swoich słów na poważnie, więc i on nie powinien tego robić. Bardziej zainteresowała ją ta historia z szamanem, bo jednak sądziła, że oboje sobie tylko żartują, a może faktycznie coś za tym stało. Nie to, żeby wierzyła, że Errol nie ma duszy, ale może ktoś rzeczywiście próbował mu ją zabrać.
    — Czekaj... to nie były jaja, naprawdę ktoś próbował dobrać się do twojej duszy? — wolała się upewnić, marszcząc nieco nosek w wyrazie konsternacji. — Jak mu podpadłeś? Dobierałeś się do jego córki, czy podkradłeś jajko jakiejś świętej kurze? — naprawdę ciekawa sprawa. Lav nie miała nic przeciwko programom, w jakich występował Errol, ale zwyczajnie nie znała się na nich. Po prostu nie miała nigdy okazji się tym zainteresować, bo jednak... niszczenie sobie życia i budowanie image'u zblazowanej panny sporo czasu pochłania. Teraz naprawdę chciała swoją wiedzę trochę uzupełnić. Nie domyśliła się jednak wcale, że ten dość zabawny dla niej temat, dla niego może przywoływać jakieś traumatyczne wspomnienia. Była chyba w tej kwestii skończoną idiotką, bo widziała zadbanego mężczyznę ładnym domem i małą córką, nie myśląc o tym, co może za tym stać. Szukanie pytań nie było zbyt trudne, pierwsze nasuwało się samoistnie — gdzie jest mama Heli? Wiedziała jednak, że nie ma prawa o to zapytać, więc wmawiała sobie, że nie jest to istotne, ale o tym, jak bardzo się myli nie mogła mieć pojęcia. Pewnie kiedyś, jeśli dane będzie jej dowiedzieć się na ten temat czegoś więcej, zrobi jej się wstyd. Będzie miała ku temu powody, nawet całkiem sporo. Teraz jednak przewróciła jedynie oczami, gdy zbagatelizował jej słowa, a raczej udawał, że ich nie rozumie i ostatecznie postanowiła pójść za ciosem, dość ostentacyjnie mierząc jego sylwetkę wzrokiem.
    — Hmm... to chciałabym zobaczyć jakie inne stylizacje przegrały z tym czarno białym lookiem — mruknęła z miną prawdziwego znawcy, którym naturalnie wcale nie była. — No, ale nawet ci to wyszło. Obojem mamy kieszonkę na piersi, a to już nasza pierwsza wspólna cecha — pokiwała głową z uznaniem, by zaraz ponownie przewrócić oczami i ruszyć z powrotem do środka jego domu. Już nic nie dodała odnośnie tego, kto będzie miał rację. Faktycznie byłoby lepiej, żeby jej wizja się nie ziściła, ale prawdę mówiąc, wątpiła w taką możliwość. Do znudzenia jednak nie chciała tego powtarzać, bo już samą siebie tym drażniła, a była tutaj jakby nie patrzeć w jakimś celu.
    — Nie omieszkam tego sprawdzić. Też nie jestem amatorem w tej materii, więc liczę na jakąś małą rywalizację — zmrużyła oczy, chociaż tak naprawdę wcale nie planowała z nim konkurować. No, ale na pewno nie wzięła jego słów zbyt serio, bo jakoś no... no nie wyglądał na fana brokatu. Z drugiej strony ona pewnie też niekoniecznie. — Nigdy nie rozumiałam, dlaczego mężczyźni tego nie rozróżniają. Mam wrażenie, że po prostu sami przed sobą nie chcecie się przyznać, że posiadacie tak typowo damską wiedzę — wygłosiła swoją jakże profesjonalną opinię, ale też nie zamierzała przy niej obstawać, tradycyjnie nie czując potrzeby, by inni podzielali jej światopogląd. Podobnie też niekoniecznie zamierzała pić herbatę, co dała mu do zrozumienia dość sugestywnym spojrzeniem.
    — Nie chcę być kłopotliwym gościem, więc piwo wystarczy — bo wiadomo, że przy drinku to więcej roboty, a ona naprawdę nie chciała sprawiać problemów. Zamiast tego podeszła do tego stołu i dokładniej sprawdziła czym dysponują, już przekładając kilka rzeczy. Znalazła pewnie też jakąś kartkę i długopis na której zaczęła sobie kreślić jakiś plan działania, bo chyba modowymi projektem nie można było tego nazwać. Nie ma co ukrywać, talentu malarskiego nie miała, ze strojami radziła sobie o wiele lepiej, poniekąd wiązało się to z jej pracą.
    — Hmm... nie wiem, jaki obwód w talii ma twoja córka, ale jak zacisnę dookoła własnej taką elastyczną gumkę, to chyba będzie dobrze — to nie było do końca pytanie, ale nie było to też do końca stwierdzeniem, więc ewidentnie potrzebowała jego poparcia w tej kwestii, nawet jeśli już przystąpiła do wykonywania swojego planu. Zawiązała więc gumkę dookoła swojej koszuli, nieszczególnie przejmując się tym, jak ta się teraz przez to prezentuje. — Z tego tiulu możemy wyciąć pasy i poprzekładać przez gumkę na zmianę kolorami, to wyjdzie tęczowa spódniczka, ale... nie wiem jakiego wzrostu jest Hela — no nic o niej nie wiedziała, nie znała się na dzieciach, dobra. Chociaż jednego była akurat pewna. — Ale z tyłu możemy zrobić dłuższe, bo małe dziewczynki lubią, jak coś powiewa, to daje poczucie tego, że jest się księżniczką — uśmiechnęła się do tej myśli, trochę czerpiąc z własnego doświadczenia. Zaraz jednak przyłapała się na tej myśli, jak i generalnie na tym, z jakim zaangażowaniem tutaj podeszła do planowania i co by nie powiedzieć, zrobiło jej się głupio. Dlatego nieco speszona, naturalnie chcąc to zatuszować, szybko przybrała nazbyt obojętny wyraz twarzy, zaglądając do kartonu, udając, że tam coś ją teraz zainteresowało. — No chyba, że masz na to inny pomysł, wiadomo — wzruszyła ramionami, bo przecież... przecież co? Sama do końca nie wiedziała, jak się zachować i chyba przez moment chciała do tego kartonu po prostu wejść i się tam zamknąć, przeczekać. Jednak robienie stroju wróżki dla cudzej córki stanowiło dla niej abstrakcję i chociaż wiedziała, że jest ostatnią osobą w tym mieście, która miała prawo pomagać mu w tym przedsięwzięciu, to jednak nadal tu była i cóż... trochę się jej to wszystko podobało, chociaż nie potrafiła się do tego przyznać.


    Lilka
    Lilianne itd.
    piszę posty
     
    Errol B. Goldwire



    wdowiec, który samotnie wychowuje córkę


    kiedyś miał swój program, teraz pisze książki


    ucieka przed wspomnieniami

    Errol B.
    Goldwire








      
    WHITE LOG MEWS
       od kilku miesięcy ponownie

      
    I just end up right at the start of the line, drawin' circles.

      
    35 y.o.

      
    190 cm

      


    2020-06-28, 09:38


    To wszystko było bardzo przykre. W połączeniu z tym, że na pierwszy rzut oka trudno było ją podejrzewać o aż tak czarne myśli, chyba jeszcze bardziej ten smutek potęgowało. Nawet jeśli próbowała go do siebie zniechęcić podczas tej rozmowy, rzucając różnymi zagadkowymi dość tekstami i ostrzeżeniami, to jednak mimo wszystko Errol nie traktował tego poważnie, głównie przez jej manierę w głosie i postawę, ale też dlatego, że jednak wierzył, że naprawdę nie ma czego się obawiać. Może było to naiwne, ale Errol dość mocno ufał w swoją intuicję wobec ludzi. Nawet jeśli kilkukrotnie wywiodła go na manowce, to i tak jednak uważał to za wyjątki potwierdzające regułę i tego typu sprawy. Nie lubił uprzedzać się do ludzi i w jej przypadku było dokładnie tak samo. Nie była pierwszą osobą powiązaną z gangiem, którą poznał i raczej nie uważał, że takie kwestie od razu powinny człowieka przekreślać, bo przecież życie różnie się układa. On, przynajmniej w kwestiach zawodowych, był w czepku urodzony. Wiele rzeczy udało mu się fartem, pomogła wiedza i charyzma, to jasne, ale przecież nie każdy mądry przyrodnik dostaje swój program w tv, prawda? A to, że jemu się udało to wszystko jakimś cudem, sprawiało, że tym bardziej nie czuł się na pozycji, aby oceniać innych za to, jak życie się im poukładało. Nie każdy miał tyle szczęścia i czasami trzeba było dokonywać bardzo trudnych wyborów, zdecydować między jednym bagnem, a drugim bagnem, mając nadzieję, że to, w które się skoczy będzie mniej śmierdzące niż to drugie. I naprawdę trudno było jednak ją obwiniać o to, że mimo wszystko nadzieja na to, że będzie lepiej. Ludzie, nieważne jak bardzo starają się temu zaprzeczyć, potrzebują innych ludzi. On też przecież niejednokrotnie obiecywał sobie, że już więcej nie zaangażuje się w nic poważnego, skupi się na rodzinie i zostanie przy posiadaniu bliższych i dalszych znajomych, ale bez zbędnego angażowania się emocjonalnego, które potem sprawia, że strata staje się na tyle bolesna, że w środku pozostaje ogromna, czarna dziura pulsująca przeszywającym bólem. Ale cóż, jak widać na załączonym obrazku – nie wychodziło mu to najlepiej, bo nie trzeba być znawcą psychologii i relacji między ludzkich, aby zauważyć, że do Lav go coś ciągnęło i zależało mu na tym, aby faktycznie na tym drugim spotkaniu się nie skończyło.
    - Spontaniczne Errory nigdy nie są dobre - westchnął na jej kolejne słowa, jakby co najmniej mu się przykro zrobiło, bo przecież kto lubi, jak mu nagle ni stąd, ni zowąd wyskakuje niespodziewany błąd, prawda. Łatwo jednak mogła wychwycić nutkę rozbawienia w jego głosie, która zdradzała, że tylko sobie żartuje i wcale nie czuje się urażony. Coś w tym jego spontanicznym pojawianiu się chyba w tej sytuacji nawet było. Wtargnięcie na teren przed jej przyczepą było tak spontaniczne, że nawet sam się tego wtedy nie spodziewał.
    Zaśmiał się szczerze na jej kolejne słowa, kręcąc lekko głową i przyglądając się jej z wesołością w oczach. Która swoją drogą rzadko tam gościła, od śmierci jego żony, także kolejne 20 punktów dla Ravenclaw, bo chyba do takiego domu by ją przypisał. Niby sprytna też była i pewnie bardziej przebiegła niż mu się wydawało, ale ślizgoni i gryfoni byli nudni, okej. A ona zdecydowanie nie.
    - Właśnie sprawiłaś, że wkroczę na ścieżkę abstynencji - oznajmił jej niby poważnie, ale było to raczej mało prawdopodobne do zrealizowania. Nie, żeby był jakimś alkoholikiem, na szczęście jak na razie nie. Przeszedł przez ten etap dość szybko i dość burzliwie, lecząc załamanie nerwowe ginem i rumem. Zapominając, że ma dziecko u sąsiadów, ale teraz już raczej wyszedł na prostą. Mimo to zbyt mocno potrzebował czasami po prostu pobyć sobą z dawnych lat, aby nie zwariować w obecnej rzeczywistości, więc niestety szanse na powodzenie tej misji były marne. - Zabawne, że tak bardzo mnie ostrzegasz przed sobą, a nawet nie wpadłaś na to, że mógł być to lewy dowód - dodał po chwili, unosząc lekko brew. Nie było to prawdą, był wtedy na tyle pijany, że raczej nie wpadłby na tak przebiegły plan. No i nawet jeśli miał zapewne jakieś nie do końca legalne dokumenty, które ułatwiły mu przejście przez niektóre granice, to jednak nie nosił ich przy sobie. A już na pewno nie wtedy, gdy szedł pić, bo mogły być z tego same kłopoty.
    - Też nie jestem najlepszy w te klocki, więc jakoś się dogadamy - była to prawda, pocieszanie i wspieranie wychodziło mu tak raczej dwa na dziesięć i niestety nie każdy potrafił zaakceptować i udźwignąć jego metody w tym zakresie. Powiedział to jednak takim tonem, szczerząc się do niej w uśmiechu, że trudno było stwierdzić, czy mówi poważnie, czy wcale nie.
    - Dostanę listę zadań do wykonania czy polegamy na mojej kreatywności? - dopytał od razu, bo przecież lepiej wiedzieć, jak ma się starać, prawda. Potem coś odwali, a okażę się, że nie o to chodziło i głupio będzie.
    - Powiedzmy, że pogwałciłem święte zasady pewnego bardzo honorowego plemienia - oznajmił jej, unosząc jeden kącik ust ku górze, w krzywym uśmiechu. Zabrzmiało to dość wymijająco, ale jednak jego podejście do kobiet z tamtego okresu nie było czymś, czym powinien się chwalić, bo był paskudnym babiarzem i często nie zachowywał się fair. Czego chyba nawet do końca nie był świadomy. To znaczy był, ale nie sądził przecież, że może to wywrzeć na czyjeś życie aż taki wpływ. Ostatnie spotkanie z Nel, którą zostawił w Berrylane lata temu bez słowa wyjaśnienia (a która teraz była miłością życia jego przybranej siostry, ale o tym jeszcze nie wiedział) nieco mu otworzyło oczy na ten problem i dało do zrozumienia, że mógł sobie nieco wrogów na świecie narobić.
    Gdyby zapytała o mamę Heli w tym momencie, to zapewne nie uzyskałaby odpowiedzi. Dostałaby tylko proste i mało mówiące nie ma jej czy coś w ten deseń i na tym zapewne temat by się urwał. Fakt, że nadal nosił obrączkę na łańcuszku na szyi, był raczej dla niej niewidoczny, bo była schowana pod koszulką, więc trudno byłoby jej połączyć te fakty w jakąś logiczną całość. Inna sprawa, że plotki po Berrylane roznosiły się szybko, ludzie lubią rozgrzebywać historię, ich zdaniem bardzo barwne i ciekawe, więc kto wie, może kiedyś Lav usłyszy fantastyczną teorię jakiejś poczciwej babulinki na temat tego, jaka to klątwa ciąży nad jego rodziną. W końcu i jego ojciec, i on sam wdowcami zostali w dość młodym wieku, w dodatku obydwoje z małymi dziećmi do wychowania, także kto wie, może plotki na jego temat dotrą do niej szybciej niż plotki o niej?
    - Oczywiście inny czarno-biały look - przewrócił oczami, jakby było to najbardziej oczywiste na świecie i w ogóle, po co to pytanie. Tak naprawdę to wcale nie, bo jednak Errol aż takim fanatykiem bieli i czerni nie był, chociaż od jakiś mocnych i rzucających się w oczy kolorów stronił, pewnie były to jego przyzwyczajenia z podróży, czy coś. - To prawda, w dodatku jakże istotna cecha - oznajmił tonem, który tę istotność miał podkreślić, sprawnie całkiem udając, że to wcale nie tak, że nie zwrócił na ten detal większej uwagi.
    - Cholera, rozgryzłaś mnie - westchnął niby zrezygnowany, że mleko się wylało, powstrzymując rozbawienie. - Tylko nie wydaj mnie przed nikim, że to mój sposób na dodanie sobie męskości, okej? - poprosił, patrząc na nią błagalnie, musząc jednak zagryźć wargę dość mocno, aby się nie roześmiać i nie wsypać, że sobie żartuje. No ale, może jednak coś w tym było. Chociaż przyznawał się do tego, że radzi sobie świetnie z brokatem, więc mamy tu nieco sprzeczności w jego osobie.
    Gdy podjęła decyzję odnośnie trunku do spożywania, zniknął na moment w kuchni znajdującej się obok i przyniósł dwie butelki, które po drodze otworzył (nie zębami, nic się nie martw) i podał jej jedną, po czym stanął obok niej, przekrzywiając lekko głowę i patrząc na ten tęczowy bałagan i słuchając jej pomysłów.
    - Na to jestem przygotowany - oznajmił, wygrzebując spod sterty materiałów sukienkę, która obecnie jego córce była dobra. Była mała, skoro Hela miała lat 4, więc się schowała. - Możemy korzystać z tego, jako z miary czy coś w ten deseń - no była to jakaś pomoc, prawda? Pewnie już kiedyś takie pomysły miał, żeby tak zrobić, ale ostatecznie zapewne niewiele z tego wychodziło i kupował gotowe stroje na przedszkolne imprezki przebierane i nie tylko, bo jak Hela sobie chciała chodzić w stroju wróżki na co dzień, to on jej przecież nie ograniczał, prawda. No ale, teraz mimo wszystko był bardziej skupiony na Lav niż na swojej córce, co trochę było słabe i dość szybko zreflektował się, że jej się przygląda z zainteresowaniem, no ale jej zaangażowanie było naprawdę urocze.
    - Nie będę Cię oszukiwać, że mam - przyznał szczerze, bo jednak to, że miał małą córkę nie był równoznaczny z posiadaniem umiejętności w tym zakresie. Nie miał ich absolutnie, więc musiał polegać na niej. - Możemy polegać więc na tobie, bo odnoszę wrażenie, że się na tym trochę znasz - dodał, nie mając pojęcia, że może być to dla niej niezręczne w jakikolwiek sposób, bo przecież nie wiedział, skąd czerpała wiedzę, co nie. A to miał być komplement!



      All I wanna know is how far you want to go
      fightin' for survival.

    Patka
    Ephraim, Elfriede, Erlantz, Eldar, Eelia, Eudora
    chętnie zagram
     
    LAVENDER WAKEFIELD



    Błędy to jej najlepsze decyzje


    A narkotyki to jej najgorsze lekarstwo


    Trochę to skomplikowane...

    Lavender
    Wakefield








      
    WHITE FLOWER VALLEY
       od zawsze

      
    Zapomniałam gdzie to było, czy się śniło bo za miło... Czekaj, może iskrę widać...

      
    25 y.o.

      
    165 cm

      


    2020-06-28, 19:30


    Wiadomo, że nie można po nikim oczekiwać na drugim spotkaniu, aby wszystkiego się domyślił. W dodatku na dobrą sprawę oni mogliby zacząć te spotkania dopiero liczyć od dzisiejszego, bo jednak poprzednim razem oboje chyba w autoprezentacji się nie popisali. Mieli pełne prawo bazować na swojej intuicji i nie łykać wszystkiego, co te drugie powiedziało, tym bardziej, że oboje lubili nieco kręcić, każde na swój sposób w prawdzie, ale wciąż kręcili. Oczywiście Lavender wiedziała, że Errol, jak każdy człowiek chowa w zanadrzu jakieś sekrety i zamierzała to szanować, bo sama robiła coś podobnego. Na pewno jednak, skoro ich znajomość nie zakończyła się po jego pijackim wtargnięciu na teren jej przyczepy, nie zamierzała udawać przed samą sobą, że nie jest go ciekawa. Wręcz przeciwnie, zamierzała się zapoznać z tym jego programem, aby też upewnić się ostatecznie, że w tej kwestii jej nie oszukuje, w końcu była dobrze wychowana i wiedziała, że nie należy tak zawierzać innym. Tak naprawdę to nic z tych rzeczy, ale rzeczywiście zamierzała go, co tu dużo mówić, wygooglować. Pewnie kiedy już to będzie robić, to będzie sobie powtarzała, że nie robi nic złego, bo jednak niektóre dane Errola są ogólnie dostępne, nawet ze zdolności hakerskich nie musiałaby korzystać. Prawdę mówiąc pewnie nawet, wybiegając w przód, nie chciałaby tego robić. Wystarczą jej jakieś jego zmagania z krokodylami i inne przedzieranie się przez dżunglę.
    — Nigdy? — podchwyciła jego słówko, unosząc przy tym brew. — Sam sobie strzelasz w kolano — dodała po chwili, mrużąc nieco oczy. Nie zamierzała jednak co do samych słów się kłócić, bo jak już o błędach, jako błędach mowa, to te spontaniczne faktycznie były gorsze od tych, która dało się przewidzieć. Tylko, że Lav chyba, mimo imienia, nie potrafiła patrzeć na Errola, jak na błąd. Może nie było to zbyt mądre z jej strony, ale po prostu nie miała już na to wpływu. Istniała szansa, że jak już wróci do siebie, zostanie z tym sama, to spojrzy na wszystko z innej, nieco bardziej pesymistycznej strony, ale teraz... chyba za dobrze się czuła. Co ciekawe, nie tylko z mężczyzną, ale też z samą sobą. To było nowe, miała wrażenie, że już zapomniała jak to jest. Upajające, ale aż tak łatwowierna nie była, aby nie domyślać się przyczyny tego zjawiska. Nie była z Errolem szczera, więc nie mogła się oswajać z tą przyjemną nowością.
    Komplement z Ravenclawu na pewno połechtałby przyjemnie jej ego, więc wielka szkoda, że ten czaił się jedynie w myślach Errola, ale jeśli kiedyś los tak się złoży, że przyjdzie im rozmawiać o Harrym Potterze, a patrząc na przekrój poruszanych przez nich tematów — nie jest to niemożliwe, to jeszcze do tego wrócimy!
    — Może nie znam ciebie za długo, ale łatwowiernej gąski przed sobą nie masz — od razu odparowała jego słowa, w ogóle nie kupując tego tekstu o abstynencji. Druga sprawa była taka, że też nieszczególnie rozumiała swój dobór słów. Nie była pewna, czy kiedykolwiek użyła słowa gąska w swoim kontekście. Jakoś tak czuła się z tym nieswojo, przez co skrzywiła się nieco, w całkiem zabawny sposób. Miny były jej specjalną mocą. — Idąc tym tropem musiałbyś być niezłym kripem, mając przy sobie lipny dowód z imieniem mojego kota... hmm, może to wszystko było zaplanowane, hm? Obserwowałeś mnie od dawna, żeby zwabić do domu w lesie... tylko nie wiem po co, moje narządy nie są pierwszego sortu — pokiwała głową, jakby faktycznie zdroworozsądkowo rozpatrywała tą absurdalną sytuację. Może i warto było brać taką możliwość pod uwagę, ale gdyby miał jej zrobić krzywdę, to jak już zauważyła, zrobiłby już jej ją wcześniej.
    — Będziemy kiepskimi przyjaciółmi, ale przynajmniej razem? Jedna z lepszych deklaracji, jakie słyszałam, chociaż w sumie... nieco ją wymusiłam — parsknęła przewracając oczami, żeby w ten sposób podkreślić, że sama nie przywiązuje do tych głupot, które opowiada większej wagi. To jednak, co sobą manifestowała, wcale nie pokrywało się z tym, co faktycznie o tym wszystkim myślała. Z resztą już mu nawet powiedziała, że go lubi, a w jej mniemaniu takie wyznania to nie żarty, a poważne sprawy. No jednak... nie umiała sobie przypomnieć, kiedy ostatnio mogła komuś coś podobnego tak prostolinijnie powiedzieć. Może w podstawówce?
    — Kreatywność. Z listą zadań, to każdy by sobie poradził — rzuciła jeszcze, aby sobie nie myślał, że może pójść na łatwiznę. Tylko, że nadal sobie z tego wszystkiego żartowała. Nawet jeśli miałaby przyjąć do wiadomości, że Errol faktycznie będzie chciał się z nią jeszcze raz spotkać, to o wycieczkach z obcą laską spod ciemnej gwiazdy póki co nadal brzmiała dla niej, jak pomysł, który dla kogoś takiego, jak ona jest poza zasięgiem.
    — Ej ej ej! — obruszyła się, a nawet złapała pod boki i przesunęła ciężar ciała na jedną nogę, drugą wysuwając nieco. Taka postawa buńczucznej panny, albo matki, która każe ci wracać z powrotem na dół, jak pijany chciałeś czmychnąć do pokoju. — Co to za nagłe tajemnice? Chcę poznać historię pogwałcenia zasad! Mam wykupionego legalnego Netflixa, więc nie mów, że ten sezon opowieści Errola w pustyni i puszczy jest niedostępny — proszę, jaką mu piękną wiązankę zapuściła. To dowód na to, że naprawdę chciała się dowiedzieć. Tym bardziej, że nie powiedział jej od razu, to tylko podsycało jej ciekawość. W pewnych kwestiach była raczej prostym organizmem.
    Też liczyła na to, że faktycznie nie wkłada teraz przysłowiowego kija w mrowisko, bo naprawdę nie chciała rozgrzebywać jakiś ran. Kim ona była, by to robić. Nawet gdyby zobaczyła obrączkę, której nie zobaczy naturalnie, to i tak prędzej udawałaby, że nie widzi i dopisała sobie teorię, niż zapytała tak o, na drugim spotkaniu o tak osobiste rzeczy. Skoro nie potrafiła mówić o sobie, starała się żyć tak, aby nie być zbyt wścibską panną. Wiadomo, tyczyło się to chwili obecnej, bo wraz z rozwojem jakichkolwiek znajomości, przesuwała sobie granicę, pozwalając na zadawanie coraz to nowszych pytań. Póki co po prostu wolała nie myśleć o tym, bo wiadomo jak się takie zabiegi kończą. Wie się tyle, co nic, a dopisuje się historie do kilku pokoleń wstecz, tak to nie działa. Chociaż z drugiej strony, niewykluczone, że jakiś profil plotkarski gdzieś kiedyś napisał o śmierci żony Errola, a Lav kiedyś skądś to przypadkiem wygrzebie. Wtedy babulinki nie musiałyby jej nic mówić, bo pewnie na jej widok to czynią jednak znak krzyża i przechodzą na drugą stronę ulicy krzycząc, że ladacznica.
    — No tak, och ja głupiutka blondyneczka — cmoknęła półgębkiem, a słowa te były pełne politowania względem jej osoby, bo jak mogła się nie domyślić, jak wyglądała garderoba Errola. W sumie ostatnio też nie szalał z kolorami, ale tak jak i wtedy, tak i teraz uznałaby, że jest porządnie ubrany, jej to odpowiadało, sama nie była jakiś kolorowym ptakiem... no poza tymi momentami, gdy była, ale wtedy miała też te piekielnie wysokie szpilki i niekoniecznie coś do powiedzenia względem swojego ubioru.
    — Chciałbyś... czy ja wyglądam, jak matka Teresa? Mam teraz na ciebie haka i jeśli nie chcesz, aby wszyscy się dowiedzieli, to lepiej się pilnuj. Wiesz, my z gangu jesteśmy podli — mówiąc to nawet uderzyła pięścią w otwartą, drugą dłoń, żeby pokazać jaki to z niej nie jest łajdak, że tak skorzystam z terminologii Errola. Oczywiście były to tylko żarty, bo jakoś wątpiła, aby faktycznie w ten sposób musiał utwierdzać innych w świadomości o swojej męskości. To się zrymowała i po namyśle zabrzmiało na tyle dwuznacznie, że sama Lavender uznała, że nie ma co w to brnąć. Dlatego też z przyjemnością przyjęła piwo i zaraz się z niego napiła, bardziej z odruchu, niż potrzeby. Było jej nieco głupio i potrzebowała teraz bardziej, niż zwykle, zajmować czymś ręce i skupiać spojrzenie na czymś, co nie jest Errolem. Sukienka była kolejnym dobrym ratunkiem, ale przy tym naprawdę ją zainteresowała.
    — Malutka... — wymsknęło jej się. Z dziećmi miała tyle wspólnego, że jak Sienna była w ciąży, to raz Wakefield chciała jej coś sprezentować, a raczej zauważyła gdzieś takie maleńkie buciki i nim się obejrzała, była już przy kasie. Wtedy też czuła się nieswojo, jakby jej osoba miała sama w sobie zbezcześcić takie drobne części dziecięcej garderoby. Teraz trochę też to uczucie powróciło, gdy uniosła tą sukieneczkę. Naturalnie na zewnątrz starała się nie pokazywać tego, że trochę jej w głowie wiruje i znów zadaje sobie pytania, co ona najlepszego odpierdala. Striptizerka robiąca stroje dla małych dzieci. Errol ją znienawidzi, jak się dowie. Aż westchnęła, zapominając się na chwilę.— Też byłam kiedyś małą dziewczynką — rzuciła trochę mimochodem, bez przemyślenia, ale nie skłamała. Czuła na sobie jego spojrzenie i przez to tym bardziej swoje ślizgała to po sukience, to po materiałach. Rozwiązała też gumkę, przyrównała do wzorca i ponowie zawiązała ją dookoła swojej talii, uznając, że tak będzie im godniej to robić. — No dobra, to póki co tnijmy tiul na sześćdziesięcio centymetrowe pasy, potem składasz na pół, przekładasz pod gumką to zagięcie — tutaj pięknie wcisnęła pod ten zawiązany na sobie pasek materiał. — I przekładasz przez pętelkę. No i proszę, pierwszy pasek spódnicy, musimy zrobić takich jak najwięcej, żeby było gęsto, a jak zrobimy przód, to potem pomyślimy na ile dłuższy powinien być tył — naprawdę się w to wkręciła. Nawet jeśli się na tym przyłapywała, to wciąż nie potrafiła tego zmienić. Przynajmniej już nie myślała o tym, jakie to absurdalne, że robi coś takiego z prawie obcym mężczyzną. Życie potrafiło być przewrotne. Przez te myśli nieoczekiwanie parsknęła pod nosem, łapiąc kolejny kawałek tiulu i odcinając odmierzoną długość. Jak widać ona też nieco częściej się przy nim uśmiechała, niż zwykle. Przynajmniej stosunek uśmiechów do zniechęconych min nie był taki, jak normalnie, a to już dużo. — Musisz być zarąbistym ojcem — mruknęła, nadal w tym swoim rozbawieniu i nadal też zapobiegawczo spoglądając jedynie na te materiały. Tak było bezpieczniej. No, ale faktycznie, nie musiała kłamać. Nie posądzałaby o to Errola, którego spotkała na schodkach swojej przyczepy, ale teraz, patrząc na te brokaty, materiały, piórka i inne takie uznała, że jakie nie byłoby jego zaplecze, świetnie sobie radził. Z jednej strony, co ona tak naprawdę mogła wiedzieć, a z drugiej... nie zamierzała dzielić się jakoś głębiej swoją opinią, więc dla samej siebie mogła już jakąś wykreować w oparciu o swoją szczątkową wiedzę.


    Lilka
    Lilianne itd.
    piszę posty
     
    Errol B. Goldwire



    wdowiec, który samotnie wychowuje córkę


    kiedyś miał swój program, teraz pisze książki


    ucieka przed wspomnieniami

    Errol B.
    Goldwire








      
    WHITE LOG MEWS
       od kilku miesięcy ponownie

      
    I just end up right at the start of the line, drawin' circles.

      
    35 y.o.

      
    190 cm

      


    2020-06-29, 21:50


    Zdawał sobie sprawę z faktu, że zadanie dla niej będzie nieco łatwiejsze niż dla niego. Nie był jakimś bożyszczem nastolatek, bo raczej nie one były targetem jego programów, ani super znaną gwiazdą rocka, ale amerykańskie szmatławce i portale plotkarskie, to piszą o każdym, kto choć raz pojawił się w telewizji, a on przecież był w niej przez lata. I nie należał do najbardziej poukładanych osób, lubił korzystać z życia. Choć fakt faktem wiele historii było mocno ubarwionych, a niektóre informacje wyssane z palca. Pewnie powinien mieć już co najmniej szóstkę dzieci, dwa odwyki za sobą i trzy małżeństwa na szybko w Vegas, każde zakończone rozwodem. A tu niespodzianka, aż tak źle nie było! Naprawdę. Chociaż chyba czasami wolałby wieść to życie rodem z kolorowych gazet, było o wiele bardziej barwne i pozornie nawet te wszystkie przypisywane mu problemy wydawały się jakieś takie bardziej błahe. Chociaż pewnie było to głupie podejście człowieka ze złamanym sercem, któremu mimo udawania, że wszystko jest w porządku, wydawało się, że ma najgorzej. Ale łatwiej byłoby wziąć rozwód i móc nienawidzić swojej byłej żony niż wściekać się nie wiadomo na kogo, bo przecież nie była to niczyja wina. Poza osobą, która spowodowała wypadek, ale ona dostała już swoją karę. Tylko, że jemu wcale z tego powodu nie było lżej, a Hela dalej nie miała matki. Także trochę życie chuj, nie da się ukryć.
    - Oczywiście mowa o tych informatycznych, no przecież nie o mnie - przewrócił oczami, jakby było to jasne jak słońce przecież i co najmniej, jakby uważał, że jest zawsze wyjątkiem potwierdzającym regułę, który wyróżnia się na tle wszystkich dookoła. Wcale tak nie było. Mimo iż pozował na gościa bardzo pewnego siebie i potrafił bardzo sprawnie operować żartem, w który obracał większość kłopotliwych i poważnych sytuacji, to wbrew pozorom wcale nie był aż tak zapatrzony w siebie ani nie miał aż takiego wybujałego ego. Jednak taka poza znacznie ułatwiała życie, dawała sporo możliwości. Gdyby nie umiał grać kogoś takiego, to zapewne nie byłby teraz w tym miejscu. Szczególnie zawodowo, bo z innymi rzeczami to kto wie, jakby się poukładało. Ale pewnie też zupełnie inaczej. Efekt motyla i te sprawy, wszyscy wiemy, jak to działa. A stwierdzenie, że rzeczywiście jego zdaniem by pasowała do tego, a nie innego domu być może jeszcze kiedyś usłyszy. Co z tego, że on sam to raczej dość mocno za stary był na Harrego Pottera, nikt nie powiedział przecież, że są to książki tylko dla dzieci, prawda. Miał więc prawo lubić tę serię i przyzwyczaił już do niej swoją córkę, chociaż oczywiście biorąc pod uwagę jej wiek, niektóre rzeczy musiał tam mocno zmieniać podczas wieczornego czytania. Cenzura na HP to trochę skandal co prawda, no ale co zrobisz, jak nic nie zrobisz. Młoda nie wszystko potrafiła jeszcze zrozumieć, a on też nie wszystko chciał jej tak od razu tłumaczyć, co przecież było jak najbardziej logiczne.
    - Jestem samotnym ojcem. Myślisz, że mam czas regularnie się upijać? - zapytał jej zupełnie poważnie, ale jednak, z uśmieszkiem delikatnym, który jednak starał zamaskować mimo wszystko. Nie zamierzał brzmieć tu jak jakiś męczennik, okej. Brzmiało to całkiem lekko, a wesołe iskierki w jego oczach mogły nieco go zdradzać, że wcale aż tak źle nie było, bo jak się chciało, to czas można było znaleźć na wszystko. Chociaż no do takiego stanu, jak wtedy, to jednak aż tak często się nie doprowadzał, to jednak nie było wskazane mimo wszystko i dość mocno ryzykowne. - A określenie gąska do Ciebie kompletnie nie pasuje - oznajmił jej jeszcze, marszcząc nos, bo też to poczuł nieco. Mówienie o kobietach per gąski to w ogóle chyba takie nie do końca miłe było, jakby głupie były, czy coś. A przecież dopiero co pisałam o tym, że on ją do Ravenclawu chciał przypisać, a tam nie ma miejsca dla głupich ludzi przecież, no halo.
    - Możliwe - stwierdził lekko na jej wywód kolejny na temat tego, jak chora byłaby to sytuacja, unosząc zaczepnie brwi. No trudno było się z nią nie zgodzić, naprawdę brzmiało to dość przerażająco. - Nie mogę Ci jeszcze zdradzić tych niecnych planów, ale wiedz, że próby ucieczki na nic się nie zdają - oznajmił jej, bardzo starając się zachować powagę i zabrzmieć niczym złol z kreskówek, ale chyba nie do końca mu to wyszło. Może jednak za mało ich oglądał, może za krótko trenował swój demoniczny śmiech? No nic, do następnego spotkania się poprawi na pewno!
    - To całkiem rozsądne rozwiązanie, nie sądzisz? Można oceniać się wzajemnie swoją miarą i wiadomo, czego się spodziewać - no jak ktoś jest super przyjacielem, a trafi na beznadziejnego, to już większy problem. A tak zostanie zachowana równowaga, a to podobno w życiu bardzo ważne. Errol miewał z tym spore problemy, więc może mu to nieco życie ułatwi. - Poza tym wiesz, jak jest, ciągnie swój do swego - uniósł lekko ramiona w bezradnym geście, no bo co on mógł na to poradzić, jak to jakaś siła wyższa i przeznaczenie czy inne tego typu pierdoły, w które swoją drogą tak naprawdę nie wierzył? No kim on był, aby się temu sprzeciwiać? Nic nie mógł poradzić, musieli wziąć to na klatę.
    - To zależy, jaka byłaby ta lista - zauważył, ale okej. Może postawić na kreatywność, nie ma problemu, tylko niech potem się nie czepia, że mu odwaliło. Sama tego chciała i dała mu wolną rękę, a on, jak chciał, to potrafił naprawdę się postarać. A coś miał wrażenie, że w tym przypadku chciał. Tak po prostu.
    - Planujesz oglądać moje programy? - przekrzywił głowę, zaintrygowany tym nieco, przyglądając się jej z lekkim uśmiechem. - To bardzo urocze - stwierdził i zaśmiał się lekko, przypominając sobie, że przecież ostatnio twierdziła, że wcale urocza nie jest i się nie zna. - Niestety masz już poważny spoiler w postaci mnie żywego, więc wszystkie momenty grozy nie będą aż tak skuteczne - westchnął ciężko, no bo nie oszukujmy się, utrzymanie widowni przy tego typu programach nie było takie łatwe, musieli czymś grać. Tym, że do najbrzydszych nie należał zapewne też, ale nic tak nie przyciąga widowni, jak potencjalne zagrożenie życia w dodatku z dziką bestią w jednej z ról głównych. Tak było, nie zmyślał. Ale tym gadaniem nieco odbiegł od tematu jego brakującej duszy i powodu tego zamachu okrutnego, taki był cwany. Chociaż zobaczymy, jak dobrze mu to wyjdzie.
    Miał to z tyłu głowy. Że zapewne rzeczy, o których on nie chciał mówić, pojawią się po wpisaniu jego imienia i nazwiska (a i nawet drugiego imienia!) w wyszukiwarkę jako pierwsze. Plotkarze lubili rozgrzebywać cudzy syf życiowy, mając w dupie to, że człowiek chciałby, aby dano mu spokój i o tych przykrych rzeczach potrafiono pisać bez końca. Jednak na razie się tym nie przejmował. W końcu, patrząc na to obiektywnie, nie miał nic do ukrycia. Po prostu nie chciał o tym gadać, więc może łatwiej, jak dowie się w ten sposób.
    - A tak dobrze z oczu Ci patrzy… - westchnął z rozczarowaniem lekkim, kręcąc głową z niedowierzaniem, że oto wpakował się w takie bagno. Co najmniej, jakby naprawdę zdradził jej jakiś ultra wstydliwy fakt ze swojego życia.
    - To prawda - przytaknął jej, bo jakby głupio zaprzeczać faktom. Dzieci w tym wieku to za wielkie nie są, a Hela pewnie była drobniutka tak ogólnie. Errol był na takim etapie, że trudno mu było sobie wyobrazić jak na razie, że kiedyś będzie duża i pewnie stanowczo zbyt wygadana, jeśli odziedziczyła nieco charakterku po nim. I że będą ją podrywać chłopcy albo dziewczynki. No przerażające rzeczy, wolał jednak skupić się na tym, że była malutka, okej. Teraz mimo wszystko było chyba łatwiej, bo nie tylko nie pyskowała jeszcze aż tak, jak robią to dzieciaki w okresie buntu, ale też nie musiał zagłębiać się w tłumaczenie jej przykrych faktów z ich życia, na przykład. A na to był średnio gotowy.
    - Naprawdę? No kto by pomyślał - uśmiechnął się lekko na jej wyznanie. Cóż, nadal nie znał jej wieku, ale jednak podejrzewał, że zdecydowanie bliżej było jej do małej dziewczynki niż jemu do małego chłopca. No, przynajmniej wiekiem. Jeśli chodziło o podejście do życia, to Errol stanowił w tym zakresie sporą konkurencję. - Byłaś team wróżki, czy jednak poszukiwałaś przygód i biegałaś po drzewach? - zapytał, coś tam grzebiąc przy tym materiale. Tak lekko i mimochodem, jakby wcale nie był ciekawy jakoś bardzo. A tak naprawdę był. Skoro niewiele chciała mu zdradzić o sobie teraz, to może o dzieciństwie się nieco zgadza. Chociaż nie miał pojęcia, że rodzinne wspomnienia to dość drażliwy temat w jej przypadku również.
    Skupił się na jej poleceniach, kiwając lekko głową, że przyjął do wiadomości i zrozumiał, o co mniej więcej chodzi. Na jego twarzy zagościło nawet na chwilę uznanie, że tak się w to zaangażowała i w ogóle. Najwyraźniej miał tym razem również więcej szczęścia niż rozumu, skoro się na tym nieco znała. No bo umówmy się, Errol nie był aż takim szowinistycznym gnojkiem, aby z góry zakładać, że jak baba, to i strój wróżki potrafi uszyć. Do dziś nie wiedział, dlaczego stało się to obiektem tego zakładu, po prostu pojawiło się to wtedy w jego głowie pijanej i tak wyszło. I absolutnie nie narzekał, bo to bardzo przyjemny czas był jak na razie, nawet nie pomijając tego wybuchu i próby zamachu na jego życie kotem machającym łapką.
    - Okej, co tylko każesz - oczywiście w kwestii stroju, niech sobie nie myśli, wiadomo. - Brzmisz niesamowicie profesjonalnie w tym momencie - dodał jeszcze i tak, to był komplement, co można było wyczytać z jego tonu głosu i nawet z wyrazu twarzy też, bo naprawdę podziwiał i szanował. I doceniał też, ale na podziękowania przyjdzie czas później, jak skończą, wiadomo!
    - Dzięki, staram się - uniósł lekko ramiona, skupiając się jednak na cięciu materiału zgodnie z jej poleceniami, aby tych pasów rzeczywiście jak najwięcej przygotować, skoro takie były jej zalecenia. Nie do końca tak o sobie uważał, ale naprawdę się starał, a podobno chęci są ważne. Chociaż inni mówią, że piekło jest nimi wybrukowane, więc w sumie ciężko stwierdzić, jaka była prawda.



      All I wanna know is how far you want to go
      fightin' for survival.

    Patka
    Ephraim, Elfriede, Erlantz, Eldar, Eelia, Eudora
    chętnie zagram
     
    LAVENDER WAKEFIELD



    Błędy to jej najlepsze decyzje


    A narkotyki to jej najgorsze lekarstwo


    Trochę to skomplikowane...

    Lavender
    Wakefield








      
    WHITE FLOWER VALLEY
       od zawsze

      
    Zapomniałam gdzie to było, czy się śniło bo za miło... Czekaj, może iskrę widać...

      
    25 y.o.

      
    165 cm

      


    2020-06-30, 03:19


    Sama Lavender nie zamierzała narzekać na takie ułatwienia, chociaż... pewnie to zabawne, ale jednak mimo, że pozwalało jej to niejako przodować w procesie poznawania się, a raczej będzie przodować, jak już wpisze jego dane do wyszukiwarki, to ta popularność Errola niekoniecznie przemawiała na jego korzyść. Nie chodzi o to, że Lav była uprzedzona do sławnych osób, bo pod te Goldwire'a klasyfikowała, niezależnie od tego, w jakich kręgach był znany, a o jej całkiem niedawne doświadczenia z innymi znanymi ludźmi. Z jednym konkretnie, takim, który nieco za bardzo rozgościł się w jej głowie, zamieszał tam, a kiedy panna Wakefield pierwszy raz od dawana zaczęła czuć się szczęśliwą, po prostu zniknął. Żyła sobie dalej, wiadomo, ale też po części bardziej udawała, że jest w porządku, niż faktycznie czuła, że tak jest. Miała wrażenie, że należy jej się tytuł idiotki roku. Na samą myśl o tym, miała ochotę przygryźć, a raczej odgryźć sobie wargę i zwiesić głowę. Niemalże natychmiast słyszała wówczas głos Poppy, który sceptycznie wyrażał się o jej znajomości ze sławnymi mężczyznami. To też po części przez to wydarzenie Lav tak usilnie starała się na każdym kroku podkreślić, że Errol w końcu się opamięta i zrezygnuje ze znajomości z nią. Nie chodziło o to, że tego chciała, bo nie ma co ukrywać, było wręcz przeciwnie. Chodziło tylko o to, żeby już zaczęła się z tym oswajać, bo kierowana doświadczeniem, nie chciała po raz kolejny podobnego scenariusza odchorować. Chociaż w jej przypadku na próżno mówić o odchorowaniu czegoś, skoro ostatnie lata to niekończąca się zaraza.
    Zaśmiała się tylko cicho i pokiwała głową, nic nie odpowiadając. Po pierwsze przez to, że jednak informatyka była zakazanym tematem, przy czym ten zakaz sama sobie wystosowała. Po drugie natomiast troszeczkę odleciała myślami za daleko, by tak szybko na powrót znaleźć się w chwili obecnej. Całe szczęście nie przepadła na zawsze. Nadal go słuchała i dobrze nawet, bo z jego słów wychwyciła coś istnego. Dobra, powinna skupić się na żarcie względem tej abstynencji, ale jednak nie potrafiła nie zauważyć tego, jak siebie określił. Nawet przez chwilę zrezygnowała z przekonywania samej siebie do tego, że ją to nie interesuje i po prostu pozwoliła sobie odnotować w pamięci, że jest samotnym ojcem. Teraz to już naprawdę była ciekawa dlaczego. Jego wina, to on ją do tego zmuszał. Nie była nigdy przesadnie ciekawską osobą, żyła zasadą, że sama ledwo ogarnia własne życie, by mieć czas na szperaniu w cudzym. No, ale stało się, naprawdę ją zainteresował, ale czy można jej było mieć to za złe? Spotkała pijanego mężczyznę, który nazywał się praktycznie, jak jej kot, pisał do niej, a ona odpisywała, a teraz była w jego domu i robiła przebranie wróżki dla jego córki... jeśli te wszystkie rzeczy nie dają jej prawa do interesowania się tym, kim jest, to już nie wiem, co miałoby jej takie prawo dać! No, a jeśli jednak brzmi to na mocno naciągane, to trudno, koniec końców tylko samą siebie próbowała przekonać, a nie jakiś sąd najwyższy, czy inną organizację, która takich argumentów by nie kupiła.
    — Pewnie to będzie szok, ale nie znam się na byciu samotnym ojcem. Chociaż ktoś o lepszych zdolnościach psychoanalizy powiedziałby, że to nie dla wszystkich byłoby przeszkodą, ale fakt, że dla ciebie jest, dobrze o tobie świadczy — wzruszyła ramionami. No bo rzeczywiście wiele się mówiło o ojcach, którzy piją na umór, niezależnie od tego, czy w domu jest drugi rodzic, czy nie. Lavender sama tego nie doświadczyła, ojca naprawdę bardzo kochała, ale powiedzmy, że mimo to orientowała się w takich sprawach, bo jednak z super porządnego otoczenia nie pochodziła, nie ma co się oszukiwać w tym temacie. — Ach tak? To jak nie gąska, to kto? — rzuciła niby mimochodem, ale kiedy te słowa już padły, to rzeczywiście była ciekawa, czy w ogóle podejmie próbę znalezienia na tak niekonkretne pytanie odpowiedzi. Nie miałaby mu za złe, gdyby tego nie zrobił, bo też... było to dość błahą kwestią. Sęk tkwił chyba nie w tej gąsce, a w tym, jak określił, że to do niej nie pasuje. Chyba w ten zawoalowany, bardzo bezpieczny sposób, pokazywała, że interesuje ją, kim jest w jego oczach, tylko, że takie pytania ją przerażały. Wolała je odsuwać od siebie, wierząc, że to podejście jest dla niej na dłuższą metę bezpieczniejsze.
    — Mów tak dalej, a przejdę się ponownie po posążek kota — mruknęła niby to pod nosem, ale jednak na tyle wyraźnie, by mógł te słowa usłyszeć. Naturalnie nie przejęła się tym, co powiedział, ale może powinna? Chyba nadal wierzyła też to, że w razie potrzeby, miałaby jednak szansę na ucieczkę. Chociaż, czy w ogóle by próbowała uciekać, czy poddałaby się na wstępie? To są w gruncie rzeczy bardzo poważne tematy, wręcz nieadekwatne do całkiem przyjemnej atmosfery, jaka między nimi panowała.
    — Oceniać swoją miarą? Ładnie to brzmi, ale zapewniam, że bez takiego zabiegu, wypadasz w moich oczach lepiej — przyznała, a następnie pokręciła głową, jakby chcąc pokazać w ten sposób, że nie dowierza w to, o czym mówią. No, ale nie kłamała. W końcu jest bardzo autokrytyczna i nie lubi samej siebie, mówiąc językiem prostym, dlatego też, gdyby miała mierzyć Errola własną miarą. mogłoby się to najlepiej nie skończyć. Nie chciała jednak by ten temat przybrał tak gorzki wydźwięk, jak miało to miejsce w zaciszu jej myśli, dlatego zaśmiała się zaraz, chociaż zrobiła to dość cicho. Nawet jeśli chciała skomentować słowa o przyciąganiu, to ugryzła się w język. Cokolwiek nie przyszło jej do głowy, za bardzo zdradzałoby, jak dobrze w jego towarzystwie się czuje, a w podobnych zapewnieniach nie była dobra i czuła się przez nie raczej niezręcznie. Wydawało jej się, że za wiele komplementów prawi w pracy, by jakieś wypowiedziane poza nią nie brzmiały jak puste, wręcz tandetne frazesy.
    — No to poprawka, możesz mnie zaskoczyć, albo dać mi gwiazdkę z nieba — jezu, to brzmiało tragicznie już w jej głowie, ale wypowiedziane wcale nie zyskało na wydźwięku. W każdym razie spojrzała na niego zaraz w wybitnie przemądrzały sposób, zwalczając potrzebę cisnącego się na usta uśmiechu, chociaż potrzeba ta pewnie była widoczna po jej oczach. — Skoro jesteś takim fanem list, to proszę, masz taką z jedną pozycją... chciałam iść ci na rękę, nie dając wytycznych — no może trochę naciągała fakty, ale nawet niespecjalnie. Chyba po prostu cały ten wątek wypraw porozwodowych, jeśli Errol się postara i cała ta otoczka, to wszystko razem wzięte zwyczajnie było tak absurdalne, że Lav zwolniła siebie z obowiązku, aby każde jej słowo odnośnie tego tematu prezentowało jakiś poziom logiki. Zakręciła się więc w tym wszystkim i pewnie dlatego nie analizowała za dobrze tego, co mówi. No i o ile w temacie tych list i innych pierdół nie było to istotne, o tyle kwestia oglądania jego programów już nie była czymś, co mogła zignorować. Zagapiła się, dosłownie, a przez to wciągnęła powietrze do płuc nienaturalnie szybko.
    — Nic podobnego nie powiedziałam — zauważyła, ale sama czuła, że na takie zdania już za późno. Zrobiło jej się głupio, ale chciała z tego wyjść z twarzą, wiadomo. Tylko, że Errol jej tego nie ułatwiał, a kiedy nazwał ją uroczą, to trochę nie wiedząc co innego ma zrobić, trochę też kierując się odruchem, a nie przemyślanym planem działania, uniosła rękę i uderzyła go z pięści w ramię. Wcale nie tak lekko, ale jednak to było raczej szturchnięcie, a nie jakiś cios. — Dupa, nie urocze — to też nie była najbardziej przemyślana kwestia, jaka z jej ust padła, chociaż bardziej to wymamrotała, niż wyrecytowała. W każdym razie, jeśli ktoś po jej śmierci zdecyduje się spisać jej złote sentencje, to raczej ta się tam nie klasyfikowała. Zmierzam tu do tego, że sama była zażenowana swoją wybitnie gimnazjalną, o ile nie podstawówkową odzywką. — Może po prostu jestem wielką fanką tego typu programów, co? — powinna dać sobie spokój, więc wbrew logice brnęła w to dalej. No i już byłaby gotowa powiedzieć jeszcze jakieś pierdoły, kiedy otworzyła szerzej oczy i aż drgnęła. — Ej! Ej, ej, ej! Nie zbaczaj z tematu, co z tą duszą? — spróbowała spojrzeć na niego groźnie, jednak przez to wszystko zmieszało się to z jej uśmiechem i efekt nieszczególnie mroził krew w żyłach. Tylko, że gdyby Errol dał jej do zrozumienia, że faktycznie nie chce o tym mówić, to natychmiast dałaby sobie spokój. Nie planowała nic rozdrapywać. Prawdę mówiąc, nawet, jak w internecie znajdzie jakieś wzmianki o jego życiu prywatnym, to pewnie będzie się bała i w nie zagłębiać i wypytywać o nie, bo kim ona jest, by móc sobie na coś podobnego pozwolić? Panną znikąd. Raczej bez perspektyw. Niekoniecznie ciekawym towarzystwem. Wymieniać mogła długo, więc uzbierałoby się sporo argumentów przemawiających za tym, że nie ma prawa wypytywać go o przeżyte tragedie, o których teraz naturalnie nie wiedziała. Nie znaczy to jednak, że nie chciałaby o nich posłuchać, bo gdyby jej nie interesował, to w ogóle by jej tutaj nie było, a już na pewno nie angażowałaby się do tego stopnia w ich rozmowę.
    — Och, tu już nie udawaj, akurat spojrzenie mam całkiem zakapiorskie, więc mogłeś się tego spodziewać — pokiwała nawet głową, jakby na potwierdzenie tych słów, ale przy tym cięła kolejny fragment materiału i na tym się bardziej skupiała. Ta maniera miała podkreślić to, jak trywialną było to dla niej kwestią, ale naturalnie cała ta otoczka, jaką zbudowała dookoła tej wypowiedzi była mocno przesadzona i teatralna, więc jasnym było, że sobie żartuje. Z drugiej strony... nie uważała też, aby jej twarz była najbardziej przyjazną na świecie.
    Nie ciągnęła tematu rozmiarów jego córki, bo kompletnie się na tym nie znała i czuła, że przez to sam Errol poczułby się nieswojo. Złapała się na myśli, że całkiem ją interesowało, jak Hela wygląda, ale w zasadzie nie wiedziała dlaczego. Naturalnie też natychmiast skarciła się za podobne myśli. Lepiej dla małej, żeby Lavender faktycznie nie wiedziała o niej zbyt dużo, tak przynajmniej tłumaczyła to sobie Wakefield, nadal żyjąca w poczuciu, że ktoś taki jak ona nie ma prawa zbliżać się do cudzych dzieci. Do ojców tych dzieci też w zasadzie, ale cóż... powiedzmy, że jedną zasadę może złamać. By nie myśleć o tym, chciała uciec nieco w rozmowę i to z kolei było dla Errola szansą na dowiedzenie się czegoś o niej, bo rzeczywiście opuściła gardę.
    — Chyba ani jedno, ani drugie... a może oba po trochu? Byłam małym kujonem, więc pewnie marzyłam o przygodach z baśni, no i byłam też za dużą pierdołą, aby wejść na drzewo, ale lubiłam biegać za siostrą, której nie sprawiało to problemów — nawet nie zauważyła, kiedy tak po prostu o tym powiedziała. Prawdę mówiąc, wypowiadając te zdania nie napadły ją też żadne przykre wspomnienia, których mimo wszystko w jej życiu nie brakowało. Po prostu... te zdania opuściły jej usta samoistnie, ale po kilku chwilach, by nie było zbyt dobrze, wątpliwości zaczęły się nasuwać same. Tym razem nie powstrzymała się i przygryzła wargę na moment wlepiając wzrok tępo w stół. Nie mogła już okręcić tego, co powiedziała, z resztą nawet nie o to chodziło. Przyłapała się na tym, że nie zna czegoś takiego, jak rozmowy o dzieciństwie. No bo kiedy miała okazję? Nie pamiętała. Kogo takie głupoty na jej temat miałyby niby obchodzić? Nieprzyjemne pytanie, ale w zasadzie bardzo adekwatne. Zwykle okazywano jej raczej niezwykle powierzchowne zainteresowanie i do tego też przywykła. Dobrze, że mogła się skupić na robieniu tego stroju, bo przynajmniej zajmowała czymś ręce. Zabierała też ten materiał, który na bieżąco przycinał Error i szybko przeplatała przez gumkę.
    — Obawiam się, że brzmi to lepiej, niż będzie wyglądać, ale liczę, że Heli się spodoba — podrapała się po policzku, nie wiedząc, jak inaczej na taki komplement ma odpowiedzieć. Łatwej jej było, gdy to ona już jakiś powiedziała, dlatego kącik ust uniósł jej się do góry, kiedy Errol podziękował. Nie, żeby miał się przyzwyczajać, bo jednak wykorzystywał w zawrotnym tempie swój limit na komplementy ze strony Lav. Sama się na tej myśli przyłapała, uznając, że to do niej niepodobne. Jak nic była zmęczona, to dlatego. Dlatego też skupiła się na tej spódniczce, a jako, że ta robota trudna nie była, a ich było dwóch, to zaraz ta połowa z przodu była gotowa. Wakefield nawet zakręciła biodrami dwa razy na boki, aby wprawić materiał w ruch. — Całkiem nieźle, teraz dłuższe z tyłu... no i moje zdolności krawieckie mimo wszystko sprowadzają się do zaszycia dziury i przyszycia guzika, więc mam nadzieję, że przewidujecie z helą poświecenie jakiejś koszulki na ten strój? — zapytała, ale wiadomo, nie przerywając pracy, więc zaraz się wygodnie bokiem do stołu obróciła, by przymierzyć długość tych dłuższych pasów materiału. Jakoś w tym wszystkim nieszczególnie myślała o tym, jak głupio musi wyglądać, więc Heli musi podobać się ta spódniczka, bo tu takie poświęcenie i nadszarpnięcie wizerunku Lavender postawiono na szalę! Z drugiej strony ja sama nigdy nie robiłam spódniczki taką metodą, ale kierując się tym, że Errol pewnie nie żałował na materiały i Lav też jakieś przyniosła, więc mieli dużo ekwipunku, jestem gotowa stwierdzić, że to mogło się udać i efekt był całkiem niezły.


    Lilka
    Lilianne itd.
    piszę posty
     
    Errol B. Goldwire



    wdowiec, który samotnie wychowuje córkę


    kiedyś miał swój program, teraz pisze książki


    ucieka przed wspomnieniami

    Errol B.
    Goldwire








      
    WHITE LOG MEWS
       od kilku miesięcy ponownie

      
    I just end up right at the start of the line, drawin' circles.

      
    35 y.o.

      
    190 cm

      


    Wczoraj 0:07


    Niejednokrotnie w swoim życiu już się przekonał, że ta cała sława to rzeczywiście nie zawsze człowiekowi wychodzi na korzyść. Oczywiście nie mógł specjalnie narzekać, bo znajomości i rozpoznawalności otworzyły mu sporo drzwi w życiu, i gdyby nie to, to zapewne nie dotarłby nawet w połowę tych miejsc, które w życiu odwiedził. Nie byłoby go też stać na ten dom chociażby i pewnie musiałby się teraz mocno martwić, za co wyśle Helę na studia, a tak… Tak to sobie siedział na dupie, pisząc książki i udają, że jest fajnie. Chociaż w sumie teraz nawet nie udawał, naprawdę było fajnie. Dobrze więc, że nie wiedział o jej uprzedzeniach do osób sławnych i urazach związanych z gwiazdami, chociaż raczej do rozpoznawalnego gwiazdora popularnego bojs bandu to mu raczej było daleko. Nastolatki się za nim na ulicy nie oglądały ani nic z tych rzeczy, on za nimi już też nie. To znaczy, taką miał nadzieję, bo nadal nie miał pojęcia ile lat ma Lav, ale jednak szczerze wierzył, że nie trafi do więzienia za robienie z nią stroju wróżki dla swojej córki, bo byłby przypał, jakby ta mała wróżka musiała go w pomarańczowym stroju za szybą. Nawet taki dość smutny przypał. Podobnie jak to, co ją spotkało. Ludzie, którzy znikają, gdy człowiek pozwoli sobie na zupełnie inny poziom szczęścia, niż przypuszczał, że w jego życiu się pojawi, to bardzo przykra rzecz. I najgorsze w tym wszystkich było właśnie chyba to, że często robili to nagle, bez żadnego ostrzeżenia. Jemu niestety też się to zdarzyło raz czy dwa, ale cóż. Teraz sprawa z uciekaniem i znikaniem nie była już taka prosta, więc o to przynajmniej Lav nie musiała się wcale martwić. O inne kwestie… No cóż, będą o tym dyskutować na bieżąco, o ile oczywiście mu na to pozwoli. A można podejrzewać tylko, że będą to dyskusje dość trudne, bo jednak… Życie do lekkich nie należało ani jej, ani jego w sumie też. Nawet jeśli obydwoje całkiem zgrabnie robili dobrą minę do złej gry. On był trochę typem smutnego klauna, który zbyt wiele rzeczy obracał w żart, ona do perfekcji opanowała sztukę odwracania uwagi od sedna problemu ironią i sarkazmem.
    Nie robił tego w żaden sposób specjalnie. Właściwie to wyszło to z jego ust dość automatycznie i dopiero po chwili dotarło do niego, że było to mocno bezpośrednie. Nie chciał jednak robić w jej oczach z siebie jakiegoś męczennika i miał szczerą nadzieję, że tak to nie zabrzmiało. Nie planował też specjalnie wzbudzać ciekawości. To znaczy, chyba nie planował, jeśli już to musiał robić to mocno podświadomie, ale nie da się ukryć, że gdyby wiedział, że w jakiś sposób ją swoją osobą zaciekawił, to byłoby mu pewnie miło. Zawsze fajnie, jak okazuje się, że nie tylko jedna strona wykazuje zainteresowanie, prawda? A on był nią zaintrygowany bardzo mocno, a przebieg ich znajomości rzeczywiście tylko jeszcze dodawał temu wszystkiemu jakiegoś wyjątkowego klimatu, czy jakkolwiek to określić. Zdecydowanie nie było to wszystko banalne i sztampowe, mogliby spokojnie stworzyć o tym kolejną produkcję na netflixa, a przecież to dopiero drugie spotkanie! Aż trudno się doczekać, co będzie dalej.
    - Byłoby to nieco podejrzane, gdybyś się znała - zmarszczył lekko brwi, nie komentując jednak w żaden sposób reszty tej wypowiedzi, bo jednak… No do świętych nie należał i w takich momentach akurat zdawał sobie sprawę z faktu, że nie do końca powinien, tak żyć. Z drugiej jednak strony nigdy nie chciał być tym rodzicem, który zaczyna być zgorzkniały wobec dziecka, bo oddał dla niego wszystko, a wcale nie chciał. Czasami zdawało mu się to rozsądne, ale czasami jednak miał wrażenie, że czyni to z niego złego człowieka, więc postanowił przemilczeć tę kwestię, aby nie poruszać zbyt wielu trudnych tematów już tego dnia, to chyba nie ten etap znajomości na takie zwierzenia.
    - Dziwnym trafem kojarzysz mi się z kocimi stworzeniami, nie z ptakami - stwierdził, unosząc znacząco brew, no bo trudno jednak go obwiniać o te kocie skojarzenia, prawda? Poznali się przez kota, było to dość logiczne. - Wpływ na to może mieć i Twój Error, i fakt, że nie przepadam za ptakami - niewiele było gatunków, które uważał za naprawdę super. Nawet te bardzo kolorowe i ogromne papugi nie robiły na niego wrażenia. No dobra, robiły, ale pewnie jakaś go kiedyś zaatakowała w dżungli i ich nie lubił, okej. Poza tym z ptakami nigdy nie wiesz, kiedy na głowę Ci narobi. Gęsi w teorii to nie dotyczy, ale one z kolei jednak były głupie dość i złośliwe.
    - Dobrze, że trzymasz się nadal tego posążka, nie wydawał się aż tak ciężki - pięknie się do niej uśmiechnął, jakby nic sobie absolutnie nie robił z jej groźby i w sumie tak było, bo wiedział, że przecież nie mówi tego poważnie. Na kolejne jej słowa już tylko westchnął, bo jednak uświadamianie jej, że do jakiegoś super człowieka mu raczej daleko, już dzisiaj chyba nie miało sensu. Przy następnym spotkaniu jednak zapewne podejmie tę próbę znowu i będzie kontynuował zacieranie różnic między nimi w tej kwestii, bo jednak nie sądził, że jest między nimi jakaś przepaść w tym zakresie.
    - Meh - mruknął niby zawiedziony, jednak z lekkim rozbawieniem. - Spodziewałem się ciekawszych oczekiwań, ale dobrze. W takim razie postawię na swoją kreatywność - niech się nie martwi, już on coś wymyśli na pewno. Chociaż gdyby przylazł do niej z kawałkiem meteorytu jakiegoś, to pewnie mocno by się zdziwiła serio, więc kto wie, może kiedyś taką gwiazdkę od niego dostanie! Z nim trudno się czegokolwiek spodziewać na sto procent w takich kwestiach. Nawet jeśli cała ta rozmowa była rzeczywiście naprawdę absurdalna bardzo, bardzo mocno, to jednak przecież nie oznacza, że on się ze swojego zadania nie wywiąże, prawda.
    Zerknął na nią z rozbawieniem, gdy się nieco oburzyła i chyba nawet trochę zmieszała, chociaż tego nie był do końca pewien. Powstrzymał się przed jakże inteligentną odpowiedzią, że dupy też mogą być urocze, bo jeszcze wydałoby się, że obczaił DYSKRETNIE jej tyłek, gdy przepuszczał ją w drzwiach, jak na prawdziwego gentlemana przystało. Absolutnie tego nie planował, ale była zgrabna, to sobie zerknął, okej. Ale wszystko z szacunkiem, wiadomo! - Ja to bardzo szanuję, oczywiście, jeśli tak jest. Możemy wspólnie umówić się na oglądanie konkurencji - no siebie samego wolał jednak nie oglądać, nie był aż takim narcyzem. Byłoby to dla niego mocno krępujące i dziwne, ale jakby siłą rzeczy lubił takie klimaty i pewnie miał sporą listę ulubionych podróżników i przyrodników, którzy byli gwiazdami większymi od niego.
    - Ależ jesteś uparta - zaśmiał się lekko. - Owszem, chodziło o nieodpowiednią kobietę - przyznał się w końcu, no bo nie pozostawiła mu zbyt dużego wyboru, za chwile jeszcze pomyślałaby że kogoś tam zamordował, czy coś, że tak to ukrywa. - Ale dobierałeś się brzmi bardzo nieładnie, to naprawdę mogła być miłość na wieki! - oznajmił jej poważnie, niby lekko oburzony jej zarzutami, chociaż niestety trochę kłamał, bo miała rację zapewne, a miłości tam przecież nie było. Wtedy to jeszcze nie podejrzewał, że kiedykolwiek się na poważnie zakocha i weźmie z tego powodu ślub i będzie miał dziecko, okej. Życie go w tej kwestii mocno zaskoczyło.
    - No potrafisz groźnie spojrzeć z pod byka, ale już sobie tak nie wlewaj, w ciemnej uliczce może bym się przestraszył, ale na osiedlu przyczep należących do gangu? Phi.. - rzucił żartobliwie, jakby co najmniej poznali się w kolejce do pałacu księżniczek w Disneylandzie, a nie w jednej z najbardziej podejrzanych dzielnic w miasteczku. No ale niestety, jakkolwiek się by nie starała, to jej osoba nie wzbudzała w nim strachu. Ani obrzydzenia ani w ogóle nic takiego nieprzyjemnego i absolutnie nie widział problemu w tym, aby jednak jego córkę poznała. Chociaż to oczywiście nic na siłę, bo nie miał zamiaru jej tu do niczego zmuszać, wiedział że to może być sporo i jakby zdecydowanie nie teraz, prawda.
    Zanotował w pamięci, że ma siostrę. Tak jakoś po prostu, uznał że to ważne. Kolejny istotny szczegół, który wygadała mu chyba przypadkiem, podobnie jak to, że była kujonem, to też zapamiętał.
    - Kujonem z jakiego zakresu najbardziej? - no zaciekawiło go to na tyle, że zapytał, bo w sumie trudno było mu przypisać ją do konkretnego przedmiotu, miał zdecydowanie za mało informacji na jej temat. - Czyli goniłaś ją po ziemi, gdy ona uciekała na drzewo? - w sumie Errol nie miał rodzeństwa. To znaczy, trochę miał, bo jego ojciec po drugim ślubie sprawił mu przybraną siostrę i potem chyba nawet jeszcze jakieś rodzeństwo, którego nadal oczywiście nie poszukałam, ale wychowywał się siłą rzeczy sam, więc całkiem go takie historie interesowały. Także najwyraźniej w końcu trafiła na kogoś, kogo ten etap z jej życia interesował.
    - Uwierz mi, że gdybyś zobaczyła moje poprzednie dokonania na tym polu, to wiedziałbyś, że wymagania są umiarkowane - wyszczerzył zęby w uśmiechu, jakby co najmniej przyznał się do zbicia wazonu w salonie, czy coś, no ale nie kłamał, okej. Zawodził na tym polu raczej dość mocno, nic nie poradzi, więc naprawdę był jej wdzięczny za pomoc, bo jednak miło jest zaskoczyć własne dziecko pozytywnie, prawda.
    - Tak, tak, oczywista sprawa - przytaknął, bo tak było w rzeczy samej, górę mogli dorobić z gotowca, obsypać brokatem i tego typu sprawy, no jednak nie wymagał tutaj od niej, że wyciągnie maszynę do szycia z torebki, prawda. Także wygrzebał bluzeczkę dziecięcą gdzieś tam, ale na razie na bok odłożył i starł się nawet przydać, więc przycinał jej pewnie ten materiał na długość odpowiednią, żeby tam sobie zwijała. On nie umiał to raz, a dwa obiecał jej przecież, że ręce będzie do trzeciej randki trzymał przy sobie! Takie działania go z tego przecież nie zwalniały.



      All I wanna know is how far you want to go
      fightin' for survival.

    Patka
    Ephraim, Elfriede, Erlantz, Eldar, Eelia, Eudora
    chętnie zagram
     
    LAVENDER WAKEFIELD



    Błędy to jej najlepsze decyzje


    A narkotyki to jej najgorsze lekarstwo


    Trochę to skomplikowane...

    Lavender
    Wakefield








      
    WHITE FLOWER VALLEY
       od zawsze

      
    Zapomniałam gdzie to było, czy się śniło bo za miło... Czekaj, może iskrę widać...

      
    25 y.o.

      
    165 cm

      


    Wczoraj 21:17


    Jak już kiedyś ich tematy staną się bardziej poważne, a raczej, jak oni do tych poważnych tematów podejdą na poważnie, a nie żartobliwie, czy cynicznie, to być może jakieś obawy ją opuszczą. Na ten moment niestety patrzyła na Errola, jak i na wszystkich innych ludzi, przez pryzmat własnych doświadczeń, które zwyczajnie nie były najlepsze. Nie chciała znów wpędzić siebie w jakieś kłopoty, czy raczej dołek emocjonalny, chociaż z drugiej strony, pewnie kijowo jej to wychodziło, skoro nie była z nim do końca szczera. No, ale na swoje usprawiedliwienie miała przynajmniej to, że faktycznie towarzystwo Errola miało na nią dobry wpływ. Nie myślała o cały tym bagnie, które zostawiła za przysłowiowymi drzwiami.
    Co do tego, że Lav była nim zainteresowana, nie było żadnych wątpliwości. Pewnie nie okazywała tego najlepiej, bo już taki miała trudny charakter, ale jednak była tutaj z nim, a wcale nie musiała. Mało tego, nawet jeśli z lekkim opóźnieniem, to jednak z jej inicjatywy doszło do tego spotkania. Umówmy się, ona tak zazwyczaj nie robiła. Raczej stroniła od podobnych spotkań, a tu proszę, przyjechała, przyniosła materiały, była tu nadal i wcale nie chciała wychodzić przy pierwszej lepszej okazji. Kurtuazja też nigdy nie była jej mocną stroną, więc kiedy wypytywała go o coś, to robiła to z ciekawości, a nie dlatego, że wypadało o gospodarzu się czegoś dowiedzieć.
    Lavender też nie ciągnęła tematu ojcowskiego doświadczenia, pewnie sama nie uważała, że to dobry czas na poruszanie takich kwestii. No i wcale też nie czuła się dobrze w podobnych tematach, więc kim ona była, by dzielić się jakimiś komentarzami w tej sprawie?
    — Rzeczywiście dziwne zrządzenie losu — mruknęła z żartobliwym przekąsem, chociaż przy tym nie umknął jej ten niebezpośredni komplement. No mógł mu też się wedrzeć w wypowiedź nieplanowanie, ale jednak miłe było to, że nie chciał jej utożsamiać z nielubianymi przez siebie zwierzętami. — Chociaż trochę odgapiasz, to ja pierwsza nazwałam ciebie kotem — zauważyła mrużąc przy tym oczy, jakby naprawdę miała mu to za złe. Naturalnie tak nie było, ale na tym etapie pewnie nie musiała już tego zaznaczać, skoro jej zamiłowanie do sarkazmu było powszechnie wiadomym faktem.
    — Zdajesz sobie sprawę z tego, że strasznie mnie podpuszczasz? — rzuciła też złowróżbnie, bo no, nie chciała zostać w tyle. Niby nie była pewna, czy dałaby mu radę, gdyby faktycznie musiała go zaatakować, co było nieco absurdalnym scenariuszem, ale nie zamierzała na pewno sugerować, że nie miałaby szans w takim starciu. No i jest to też całkiem zabawne, bo wcale nie należała do tych ludzi, którzy usilnie chcą budować w innych oczach obraz siebie, jako jakiś siłaczy. W sumie Lavender często żartowała z tego, że jest słabeuszem i, że w obliczu zagrożenie pewnie nawet nie chciałoby się jej biec, aby uciec, ale tym razem było inaczej. Może przez to, że była w niej jakaś potrzeba przekomarzania się z Errolem? No nie zastanawiała się nad tym, zamiast tego pociągnęła nieco piwa z butelki.
    — No, a to, że oczekujesz po mnie ciekawszych odpowiedzi to już nie moja wina. Już taka ze mnie prosta, małomiasteczkowa dziewczyna — wzruszyła ramionami, odstawiając butelkę na stół i zerkając na niego z boku. Raczej stawiając na taką banalną odpowiedź z gwiazdką z nieba nie brała pod uwagę, że Errol faktycznie mógłby spróbować sprostać jej wymaganiom. W sumie... jeśli miałaby być szczera, to nie spodziewałaby się, aby miał próbować im sprostać, nawet gdyby prosiła o coś ogólnodostępnego, jak zerwanie jej kwiatka na łące. Dlatego gdyby faktycznie miał podjąć takie działania, to na pewno byłaby zaskoczona, ale teraz? Teraz mogła mówić byle co, bo wierzyła, że to tylko takie żarciki, które koniec końców nie zagoszczą w głowie Errola na dłużej. Prędzej uwierzyłaby już w to, że faktycznie ją obczaił na wejściu, co w sumie nie było aż takie zaskakujące. No bo po pierwsze nie była szczególnie pruderyjna, a po drugie nie pozostawała też w tej materii zbyt dłużna, w końcu kilka dni po tym, tu taki spoiler, w rozmowie z Poppy przyznała, że jest dobrą dupą, więc kim ona była, aby kręcić na podobne zachowania nosem? Paradoksalnie lepiej odnajdywała się w takich sytuacjach, niż kiedyś ktoś jej sugerował, że coś co robiła jest urocze. No nie, tutaj nadal miała duże Nie-e.
    — Wspólne oglądanie filmów przyrodniczych? Uuu, brzmi niegrzecznie — mruknęła sarkastycznie, chociaż rzeczywiście jej myśli nie były najporządniejsze, może głównie przez to, że pierwszy raz stała w obliczu takiej propozycji. No i z drugiej strony chciała nieco przykryć własne wcześniejsze speszenie, odpłacając mu pięknym za nadobne, czy jakoś tak. Rozłożyła też zaraz ręce w geście przerysowanej bezradności, no bo co mogła mu powiedzieć? Faktycznie bywała uparta, nie miała nic na swoją obronę. Tylko, że po jej minie było widać, że niekoniecznie uważa to za coś złego.
    — Miłość na wieki..? Niby widziałeś ode mnie więcej świata, ale bez takich bajeczek — poprosiła, ironizując przy tym. — Prędzej uwierzę w brak twojej duszy — dodała jeszcze, no i w zasadzie wcale nie kłamała. Nie chciała jednak za bardzo się zagłębiać, bo czuła, że brzmiałoby to cokolwiek tragicznie. No i to nawet nie tak, że w miłość nie wierzyła, co najwyżej uważała, że ona sama nie ma co na nią liczyć. Dlatego też, gdyby faktycznie nie poszło o dobieranie się, a o miłość, to chyba teraz gdzieś obok nich stałaby ta wybranka mężczyzny. Naturalnie nie brała pod uwagę tragicznych przypadków, takich jak wypadki prowadzące do śmierci. Nie mogła przewidywać jakiś wyjątkowo tragicznych scenariuszy, może powinna brać je pod uwagę, ale ostatecznie... to nie tak, że rozmawiali teraz poważnie o swojej przeszłości. Mogli pozwolić sobie na traktowanie wszystkiego z przymrużeniem oka.
    — Znów mnie podpuszczasz, wiesz? — zauważyła unosząc jedną brew do góry. — Igrasz z ogniem — pokiwała jeszcze spokojnie głową, już nic więcej nie dodając. Może też przez to, że kończyły jej się takie pseudo groźne odzywki. Ostatecznie też nie wiedziała dokąd miałyby one prowadzić, więc lepiej żeby tak dalej nie igrał, bo ją przyłapie na nieprzygotowaniu, a to byłoby jej nie na rękę, wiadomo. Każdy temat był więc lepszy, byleby nie wyszło na jaw, że wcale nie jest taka groźna na jaką się kreowała. No może każdy, bo zmarszczyła nieco czoło, gdy odpowiedź na tą dziedzinę jej kujoństwa wyświetliła się w jej głowie. Wiadomo, że chciała opowiedzieć o szeroko rozumianej informatyce i to nie byłoby ani kłamstwem, ani nie byłoby znaczące, nic nie sugerowało, a mimo to poczuła się... niepewnie. Nie chciała wypowiadać tych konkretnych słów.
    — Z przedmiotów ścisłych, klasyczny kujon — wzruszyła ramieniem, uśmiechając się, jak gdyby nigdy nic. Wcale nie jakaś ważna kwestia. — Tak, biegałam po ziemi i wołałam, że spadnie. Jeszcze jakieś pytania, bo chyba znów mogłabym ciebie posądzić o pisanie mojej biografii — wytknęła mu, niby niegrzecznie, ale jednak żartobliwie. Sama jednak przyłapała się na tym, że rzeczywiście coś za dużo mu mówi i może jednak lepiej będzie go wygooglować czym prędzej, żeby sprawdzić czy nie jest jakimś mentalistą, czy kimś takim i nie miesza jej w głowie.
    — No to jak kiedyś zobaczę w Berry dziwnie ubraną dziewczynkę, będę wiedziała, że to twoja córka — odpowiedziała mu takim samym uśmiechem, ale zaraz wróciła do robienia stroju. Nawet jeśli wymagania nie były wysokie, to chciała utrzymać poziom, wiadomo. No i też kompletnie w tej kwestii zapomniała o trzymaniu rąk przy sobie, więc wielki plus dla Errola, że on tak tego pilnował. Trzeba przyznać, że do tego nie przywykła. Nie tylko do słownych mężczyzn, ale też takich, którzy potrafią się zachować, niestety. Wiadomo, nie była z tych, którzy wrzucali wszystkich do jednego wora, ale jednak w pracy takiej, jak ta, którą ona wykonuje i niezależnie czy chodzi tutaj o zawód striptizerki, czy też o bycie przynętą na różnych spotkaniach gangu, nie ma co liczyć na dżentelmenów. Klientela często pozostawia wiele do życzenia. O tym jednak teraz nie myślała. Fajnie było przez kilka chwil być tylko dziewczyną z przyczepy i wybrudzić się brokatem w takich, a nie innych okolicznościach. Tylko wiadomo, że nie ma co za bardzo się przyzwyczajać. Nie powinna tego robić, ale też była tylko człowiekiem, dlatego koniec spotkania nieszczególnie był dla niej czymś przyjemnym. Przynajmniej strój skończyli, wyglądał też naprawdę dobrze, ale w końcu podjechała po nią taksówka i mogła powiedzieć Errolowi już tylko, żeby na siebie uważał, bo było to lepszą formą "do widzenia", czy też "do zobaczenia". Przynajmniej mogła sobie powtarzać, że nie karmiła siebie złudzeniami, a i faktycznie byłoby jej smutno, gdyby Errol miał na siebie nie uważać.

    < koniec > :serce:


    Lilka
    Lilianne itd.
    piszę posty
     
    Wyświetl posty z ostatnich:   
    Odpowiedz do tematu
    Nie możesz pisać nowych tematów
    Nie możesz odpowiadać w tematach
    Nie możesz zmieniać swoich postów
    Nie możesz usuwać swoich postów
    Nie możesz głosować w ankietach
    Nie możesz załączać plików na tym forum
    Możesz ściągać załączniki na tym forum
    Dodaj temat do Ulubionych
    Wersja do druku

    Skocz do: