menu


Poprzedni temat «» Następny temat
Potok
Autor Wiadomość
fallon kingsley


Lives in
white log mews

w Berrylane od miesiące się dłużą


and there's a dazzling haze, a mysterious way about you, dear

can I go where you go? can we always be this close forever and ever?

Wysłany: 2019-04-11, 19:44   
  
Fallon

  
Kingsley

  

  

  

  

  


  
just wanna lay next to you while soft music plays, and stare at you like you're the greatest in the universe

  
17 yo

  
156 cm

  


Wiedziała, że te słowa na pewno zadziałają, chociażby rozbudzi w nim chęć rywalizacji i udowodnienia, że się myli. Wcale nie obstawiała, że najprawdopodobniej i tak mu to tym razem nie wyjdzie, ale grzecznie czekała na jego ruch. W końcu jednak rzucanie kaczek im się znudziło, więc skupili się już bardziej na rozmowie, co w sumie Fallon nawet bardziej odpowiadało. Było co prawda ciemno i nie do końca dobrze go widziała, ale i tak świadomość bycia w jego towarzystwie już i tak wyraźnie poprawiała jej nastrój. Który sam w sobie dzisiaj wyjątkowo dopisywał, więc spotkanie Leonarda było jak wisienka na torcie. Dopóki nie dowiedziała się co go sprowadziło aż tutaj, ale przecież na niektóre rzeczy nikt nie miał wpływu.
- Niewiele zmienia? Zmienia wszystko! - bo trochę go z tym podpuszczała, ale gdy sam się przyznał to nie mogła ukryć rozbawienia. - Teraz musisz mi o tym opowiedzieć. - przyznała pewnie, bo najprawdopodobniej była to jedyna taka możliwość by wyciągnąć z niego rzeczy o których nigdy by nie rozmawiali, gdyby Leonard był w innym stanie. Mimo wszystko bardzo miło było słuchać o tym, że uważał ją za kogoś takiego. I że czuł się w jakiś sposób odpowiedzialny by ją przekonać do własnych racji, bo wiedział, że tak będzie dla niej lepiej. - No nie wiem.. nie uważasz, że w życiu trzeba spróbować wszystkiego? - uniosła brew do góry i zerknęła na niego zaciekawiona. Spodziewała się co usłyszy za chwilę, bo Marvel jednak od samego początku sprawiał wrażenie człowieka z zasadami, dość twardymi i trudnymi do zbicia. Parę razy to z resztą pokazał, ale i tak postanowiła dowiedzieć się prawdy, skoro teraz był pijany i zdolny do takich wyznań. - Chcesz za czterdzieści lat załóżmy.. obudzić się i myśleć o tym czego jeszcze w życiu nie zrobiłeś i żeby okazało się, że lista tych rzeczy jest napraaaaaaawdę długa?? - no ona jeszcze dość naiwnie patrzyła na świat i wierzyła, że uda jej się dokonać wszystko co tylko zaplanuje.
Trochę się ucieszyła, że skupił się przez chwilę na tym sprzątaniu butelek. Mogła się doprowadzić tak trochę do porządku i uspokoić. A tego teraz potrzebowała, spokoju i opanowania. Potem jednak uśmiechnęła się do niego, bo wydawało jej się to jedyną dobrą opcją w tym momencie. No zrobił na niej wrażenie, pokazała to przecież dość dobitnie pewnego wieczora, więc nie wiem skąd to zdziwienie hehe. - Nic nie szkodzi. Trochę ci ułatwiłam bycie tym dupkiem. - przyznała i westchnęła, znowu bawiąc się tymi sznurówkami, ale tym razem już wzrok miała skupiony na mężczyźnie. Nie potrzebowała tych przeprosin, ale szczerze mówiąc, bardzo mile było je jednak usłyszeć. Nawet nie wiedziała jak bardzo. Przez chwilę zapanowała między nimi grobowa cisza, która jednak w żaden sposób nie była dla niej dziwna. Nie czuła potrzeby przerwania jej, jednak po jakimś czasie zawiał dosyć mroźny wiatr i aż oprzytomniała. - To może pójdziemy do domu, co? Odprowadzę cię kawałek. - zaoferowała się, choć nawet nie wiedziała, gdzie mieszka. Nie stalkowała go aż tak.
_________________
[Profil]
  MÓW MI: kotleciku
MULTI: raine i reszta
 
leonard marvel


Lives in
auburn pine houses

w Berrylane od zawsze


zastępca naczelnego w the stranger

sam trochę nie wie co wyprawia

Wysłany: 2019-04-11, 20:29   
  
Leonard

  
marvel

  

  

  

  

  


  
There's no point getting drunk alone grab your coat and make a call

  
31 yo

  
184 cm

  


Pokręcił głową natychmiast, bo nie było szans na to, by się tym podzielił. Nie zamierzał jej mówić niczego, bo zwyczajnie za bardzo zażenowany byłby samym wspomnieniem. Poza tym lubił uchodzić za poważnego, więc głupi byłby gdyby swój autorytet, czy pozycję nawet w jej oczach zniszczył. Nawet pijany wiedział, że należy trzymać w tym momencie gębę na kłódkę. Szczególnie, że tym milej widzieć jej zaciekawienie, które — niestety — nie zostanie zaspokojone. — Nie ma takiej opcji — dodał więc niesamowicie z siebie dumny. Uśmiechnął się nawet do niej zadowolony z siebie, bo jego stan nie wpłynął zupełnie na to, czy język mu się jakkolwiek rozwiązywał. Miał jak widać jeszcze tę odrobinę rozsądku. Na tyle, by próbować też na nią wpłynąć w międzyczasie, bo jednak nie chciał słyszeć żadnych już aluzji na temat tego, że sięga po jakieś używki. Spojrzał więc na nią groźnie niemal i ściągnął brwi, gdy pokręcił głową. — Nie w twoim wieku, jasne? — no, bo musiał jej jednak wytknąć, że była na to za młoda. Nawet alkoholu nie powinna jeszcze pić. Do tej pory gryzło go trochę to, że zupełnie wtedy nieświadomy kupił jej jeszcze alkohol. Nie wiedział jednak, że Fallon nie mogła legalnie popijać żadnych trunków. Niby go to usprawiedliwiało w pełni, a jednak — nieco uwierało. Spojrzał zaraz potem na nią na chwilę by zaraz potem zwrócić swoją twarz znów w kierunku potoku. — Nie wiem. Może wcale się za czterdzieści lat nie obudzę? Wiesz, niektórzy są jednak starsi od ciebie — przypomniał jej. Był to żarcik drobny odnośnie jej wieku, taki przytyk. Chyba po alkoholu umiał do tego podejść nieco bardziej na luzie. Albo po prostu wreszcie udało mu się względnie ten temat przetrawić.
Prawdopodobnie powinien odmówić mając na uwadze to, że w przypadku spotkania kogoś znajomego będzie się musiał gęsto tłumaczyć. Była jednak an tyle późno, że uznał to niemal za nierealne. Nie chciał tez pozbywać się Fallon mimo wszystko. Dlatego zebrał swoje śmierci, by nie pozostawić przypadkiem po sobie niefajnego bałaganu i podniósł się o własnych siłach. — Okej, chociaż to chyba ja powinienem odprowadzić ciebie — zauważył, a zaraz potem poszli w stronę domu Leonarda. Tego, do którego wcale nie chciało mu się wracać.

zt <3
_________________
[Profil]
  MÓW MI: aneczka
MULTI: dagny / sienna / clyde / boyd / neal / dusty / bridy
 
bridy campbell


Lives in
fallen cloud

w Berrylane od ponad roku dopiero


farmaceutka w tutejszej aptece

zakochuje się co miesiąc

Wysłany: 2019-09-24, 13:35   
  
Bridy

  
Campbell

  

  

  

  

  


  
You are a dangerous collection of all my favourite things. An old soul, a heart of gold and hands that make my body sing

  
24 yo

  
173 cm

  


    [2]



Cała ta sytuacja była nieco niezręczna. Początkowo nie umiała się do niej zupełnie odnieść, choć bardzo chciała, bo liczyła się z tym, że ignorowanie problemu i przeciąganie kolejnego spotkania raczej niczego nie ułatwi. Odezwała się więc do Lou mniej więcej wtedy, gdy dotarło do niej, że jej życie zatoczyło śmieszne koło stawiając ją przy okazji w położeniu dość podobnym. Miała dzięki temu możliwość oceny sytuacji z obu stron, a że przy okazji tęskniła trochę za blondynką to rzeczywiście z propozycją spotkania wyszła. Potrzebowała teraz przyjaciół też, bo nie mogła się odciąć od każdego przecież.
Wpakowała do koszyka kilka drobnostek, które przygotowała po pracy. Nie ustaliła żadnego menu z Lou, ale postanowiła się wykazać trochę. Przejrzała bardzo dużo przepisów na jakieś wegańskie przekąski decydując się trochę swoje umiejętności wystawić na próbę. Ostatecznie chyba nie wyszło jej to wcale tak tragicznie. Miała przynajmniej nadzieję, że Steinfeld nie uzna, że były to najgorsze rzeczy, jakie kiedykolwiek przyszło jej spróbować. Pękłoby jej serce z pewnością, bo jednak bardzo chciała żeby było miło. Może starania były trochę na wyrost, bo naturalność lepiej zadziałałaby na ich korzyść, ale Bridy miała problem z powstrzymaniem się.
Wsiadła na stary rower, żeby w umówione miejsce dotrzeć na czas. Koszyk okazał się cięższy niż zakładała, więc niesienie go w ręku na pewno nie byłoby wygodne. Zanim jednak ruszyła w stronę lasu próbowała w głowie przeanalizować, czy o czymś nie zapomniała — wymieniając nawet w głowie rzeczy, które mogłyby jej się wydać niezbędne w czasie takiego obijania się na kocu. Kiedy już uspokoiła się nieco (bo nieco śmiesznie się denerwowała cały ten dzień) ruszyła w stronę umówionego miejsca.
— Czy piknik w środku lasu nie jest niebezpieczny trochę, skoro to Berrylane? — zagadnęła, gdy już dotarła na miejsce i nawet rozłożyła koc przed stojącą obok Lou. Gdy już miały na czym usiąść postawiła swój koszyk i klęknęła obok. Zerknęła na blondynkę ściągając lekko brwi i wyciągnęła pierwsze pudełko z marchewkowymi muffinami i spojrzała na nią poważnie. — Jeśli są niejadalne to może chociaż będą dobrą bronią przed ewentualnym mordercą — rzuciła żartem, żeby ukryć, że się stresowała teraz, czy jej posmakuje. Chciała jednak żeby jej starania nie poszły na marne i nie okazało się, że nawet nie potrafi nakarmić własnej przyjaciółki.
_________________
[Profil]
  MÓW MI: aneczka
MULTI: dagny i wszystko inne
 
Lou Steinfeld


Lives in
magnolia flats

w Berrylane od daaaaaaawna


pracuje bez wytchnienia żeby utrzymać małe mieszkanie

I want you, I want you so bad, It's driving me mad

Wysłany: 2019-10-16, 20:07   
  
Lou

  
Steinfeld

  

  

  

  

  


  
kici kici

  
25 yo

  
167 cm

  


Znowu czuła to nieznośne poczucie winy. Tak długo próbowała sobie z tym poradzić, tak wiele nocy nie przespała z tego powodu, a teraz co? Wszystko zaczęło się od nowa, tak po prostu? Wiedziała, że wypowiedzenie tych słów na głos będzie złym pomysłem - nigdy przecież nie wspomniała nikomu słowem, że darzy swoją najlepszą przyjaciółkę, Bridy Campbell, tym konkretnym uczuciem. Bo ona lubi tylko płeć przeciwną, a Lou nie zamierzała przecież stać się nagle chłopcem, to idiotyczne. Nie miała więc pojęcia, jakim cudem nagle wzięło ją na szczerość i w którym dokładnie momencie postanowiła wszystko jej wyznać, a raczej co sobie wtedy myślała, skoro najwidoczniej uznała to za dobry pomysł. Wnikliwie zastanawiała się nad tym przez całą drogę do lasu, przez co milczała, co było naprawdę do niej niepodobne. Co jakiś czas jednak zerkała na Bridy, próbując wmówić sobie, że te durne uczucia tylko sobie ubzdurała i bynajmniej nie czuje do niej niczego więcej, jak tylko miłości platonicznej. Przyjacielskiej. Odpowiedniej, normalnej, żadnej nadzwyczajnej. A potem jej myśli uciekały w inną stronę; szukały cech, za które tak bardzo brunetkę lubiła. Była przecież najzabawniejszą, najmądrzejszą, najbardziej troskliwą i dobroduszną osobą, jaką kiedykolwiek znała. Do tego wszystkiego, nigdy nie widziała dziewczyny ładniejszej od niej. Cholera.
- Nie, dlaczego? Przecież bez śladu przepadło tu tylko jakieś tysiąc osób, nie wiem o co ci chodzi... - powiedziała i wybuchła śmiechem, choć to niezbyt jednak zabawne było, prawda. No, może tak troszeczkę... Rozejrzała się też dookoła wnikliwie, żeby upewnić się, że za żadnym drzewem taki Huntsman nie stoi, a kiedy nikogo nie dostrzegła, to odetchnęła z ulgą. Usiadła też zaraz na kocu, wyciągając swój prowiant, jakim było pewnie wino i piwo też, no nie oszukujmy się, Lou miała trochę problemy z alkoholem, więc nikogo dziwić nie powinno to zaopatrzenie. Poza tym musiały czymś popić to jedzenie, które Bridy przygotowała, bo jakaś tam woda nie wchodziła w grę, fujka. - Nie przywołuj tu takiego, co? A to jedzenie na pewno jest pyszne, daj spokój - zapewniła, całkowicie swoich słów pewna. Jak niby Bridy mogłaby przyrządzić coś, co by Lou nie smakowało? Mogła tu nawet przynieść jakiegoś zakalca, albo całe spalone żarcie, a Lou i tak by to doceniła, bo przecież Campbell to zrobiła... Nieco żałosne to było, dlatego bardzo dobrze, że nie wyszło poza głowę Steinfeld. - Ta sceneria, to trochę jak z pikniku pod wiszącą skałą... - stwierdziła tak nagle i jakiś dreszcz jej przeszedł po ciele, bo chociaż filmu nigdy całego nie obejrzała (zawsze zasypiała w połowie, to nie jej wina!), tak wiedziała, że nie skończył się zbyt dobrze. No w każdym razie tam na pewno jakieś skały były, tak, bo w Berrylane są przecież góry, niczego nie mieszam teraz... Wzięła jednak do ręki jedną babeczkę i zajęła się jej pochłanianiem, już starając się nie myśleć o tym, że cholernie mocno się boi tu siedzieć. - No, widzisz, jest tak, jak mówiłam, nigdy nie jadłam lepszych - powiedziała z napchaną buzią, co na pewno było bardzo sexy, tak...
[Profil]
  MÓW MI: na pewno nie zośka
MULTI: 50% forum
 
bridy campbell


Lives in
fallen cloud

w Berrylane od ponad roku dopiero


farmaceutka w tutejszej aptece

zakochuje się co miesiąc

Wysłany: 2019-10-20, 15:07   
  
Bridy

  
Campbell

  

  

  

  

  


  
You are a dangerous collection of all my favourite things. An old soul, a heart of gold and hands that make my body sing

  
24 yo

  
173 cm

  


Chciała uratować sytuację wiedząc, że wszystko to mogło nieznośnie na Lou ciążyć. Miała więc jedynie nadzieję, że zabierała się do tego w dobry sposób, bo nie znalazła w głowie pomysłu na jakikolwiek inny. Jedzenie zawsze pomagało, Bridy wiedziała o tym doskonale, stąd nadzieja, że zadziała odpowiednio i tym razem. Chociaż rozmowy o tym chyba jednak chciała uniknąć. To zabawne, ale odnajdywała w sobie wystarczająco dużo odwagi jedynie na odległość, bo jedno spotkanie z Lou sprawiało, że Bridy już nie tak chętnie była gotowa mówić te wszystkie słowa. Wiedziała, że to zawsze stawia na szali przyjaźń, a umarłaby, gdyby blondynka doszła do wniosku, że chyba jednak nie chce ciągnąć z nią tej znajomości. Przeżyła to raz z Lou i przeżywała teraz, więc miała wystarczająco doświadczenie by uznać, że nie, po prostu nie chce.
— Jakby przepadło to tysiąc to chyba spoko całkiem, bo czy ktoś chciałby zepsuć tę liczbę? Tysiąc dwie ofiary brzmi głupio — zauważyła. Był to prawdopodobnie najmniej logiczny argument, jaki można było w tej chwili przytoczyć, ale nie znaczyło to wcale, że nie wyrzuciła tego z siebie z pełną mocą. Mimo to i tak rozejrzała się po okolicy zaraz po niej, jakby naprawdę sadziła, że ktoś w masce może stać za tym drzewem na lewo i się im przyglądać. Panowała jednak cisza i zupełny spokój, więc śmiało zakładała, że żadna z nich tutaj nie umrze. Chyba, że od wypieków Bridy. — Nic już na ten temat nie mówię, obiecuję — dodała z pełną stanowczością, bo nie chciała jej jakoś głupio straszyć. Szczególnie, ze Bridy też nie należała do osób najodważniejszych, więc głupio byłoby dalej budować taką atmosferę pełną napięcia. Nie mogłaby się wtedy na pewno skupić na Lou, a przecież siedziała na tym kocu i robiła wegańskie rzeczy specjalnie dla niej. Psucie atmosfery byłoby posunięciem co najmniej nierozsądnym. Ściągnęła brwi słysząc słowa blondynki i sięgnęła po wino, które Lou wyjęła, żeby je otworzyć.
— Nie widziałam. Opowiesz mi? — zapytała, chociaż było to trochę jak zaprzeczenie jej wcześniejszego postanowienia. Skończy się to dla nich tak, że obie przysporzą się o zawał, a potem pod wpływem zwykłego wiatru się spakują i uciekną. Póki co jednak Bridy pochłonięta była otwieraniem tego wina, bo musiała im wreszcie do kubeczków nalać. Uśmiechnęła się jednak szeroko na jej widok, nawet jeśli mówiła z pełnymi ustami. Nie opluła jej na pewno, nie obrzydziła jej też w żadnym wypadku. — To dobrze. Chociaż to może też znaczyć, że te które jadłaś były niedobre, a to znaczy, ze jesteś bardzo biednym człowiekiem, Lou — rzuciła żartobliwie i podała jej kubeczek. Sama też sięgnęła po babeczkę i nadgryzła ją. Okej, wcale nie były tak złe jak zakładała.
_________________
[Profil]
  MÓW MI: aneczka
MULTI: dagny i wszystko inne
 
Lou Steinfeld


Lives in
magnolia flats

w Berrylane od daaaaaaawna


pracuje bez wytchnienia żeby utrzymać małe mieszkanie

I want you, I want you so bad, It's driving me mad

Wysłany: 2019-10-26, 15:41   
  
Lou

  
Steinfeld

  

  

  

  

  


  
kici kici

  
25 yo

  
167 cm

  


Nie mogły przecież zrezygnować ze swojej przyjaźni. Bridy była zdecydowanie dla Lou zbyt ważna, by ta mogła tak po prostu ją sobie odpuścić. Już raz próbowała się od niej odciąć i jak to się skończyło? No niekoniecznie Steinfeld była w tamtym czasie szczęśliwa. Więc tak, Campbell wpadła na naprawdę dobry pomysł z tym piknikiem i Lou cieszyła się, że ta wciąż chce się z nią spotykać. Niby zapewniła ją, że te uczucia to przeszłość, ale wiadomo, że niekoniecznie w takie zapewniania się wierzy i że czasem takie wyznania wszystko psują, bo ludzie po nich czują się w swoim towarzystwie niekomfortowo. Dlatego mimo wszystko, mimo tych myśli, które kłębiły się w głowie blondynki, Lou była naprawdę uradowana, że w końcu się widzą. - No chyba, że ktoś zbiera do dwóch tysięcy - odparła i wzruszyła ramionami. Wtedy te tysiąc dwie osoby były niewykluczone, niestety. Początki zawsze są kiepskie, heh. Mogła jednak siedzieć cicho i nie kwestionować słów przyjaciółki, bo teraz już do końca dnia te myśli będą ją zadręczać. Normalnie, każdego innego dnia, ten dreszczyk emocji bardzo by się jej podobał, bo przecież lubiła całe to niebezpieczeństwo, adrenalinę i tak dalej, ale dzisiaj była jakaś od siebie. Pewnie za sprawą Bridy, bo przez cały czas bała się, że przez przypadek palnie coś głupiego i do reszty już ich przyjaźń popsuje.
- Mam w razie czego spray na niedźwiedzie, może na psychopatów też zadziała - powiedziała. Już nie wyjaśniała, skąd ten spray w ogóle wzięła, bo przecież po Berrylane takie misie grizzly nie chodziły i dość dziwne to było, ale dostała go w prezencie, okej. Zgięła też nogi, zaplotła wokół nich ręce i oparła na kolanach głowę, starając się nie patrzeć bezpośrednio na Bridy zbyt długo, bo miała wrażenie, że teraz wszystko było dziwne, podejrzane, nieodpowiednie i tak dalej. Męczące bardzo były jej myśli dzisiaj. Jednak to dopiero po pytaniu Campbell poczuła się naprawdę głupio i zrobiła się nieco na twarzy czerwona, ups. Fakt, lepiej nie wspominać filmów, których widziało się tylko pierwsze dziesięć minut. - No... Był taki piknik, był pod skałą i... na koniec tam ludzie zaginęli - streściła, wiedząc doskonale, że lepszego opisu filmu świat nigdy nie widział. Odebrała więc od niej prędko ten kubeczek i jednym łykiem wciągnęła jego zawartość, zdradzając tym samym, że trochę się jednak tym spotkaniem stresuje. - Myślałam, że miano najbiedniejszego człowieka na świecie już dawno należy do mnie - stwierdziła, bo nad jej losem naprawdę można było tylko płakać. Choć to może bardziej nad jej głupotą? Co jednak miała na słowa Bridy powiedzieć? Jeśli faktycznie tak było, i wszystkie babeczki, które jadła w swoim życiu były paskudne, to skąd miała wiedzieć, że te też są? Albo że tamte były kiepskie? Może myślała, że tak właśnie smakować mają... To trochę jak z kawiorem.
_________________
[Profil]
  MÓW MI: na pewno nie zośka
MULTI: 50% forum
 
bridy campbell


Lives in
fallen cloud

w Berrylane od ponad roku dopiero


farmaceutka w tutejszej aptece

zakochuje się co miesiąc

Wysłany: 2019-10-28, 18:19   
  
Bridy

  
Campbell

  

  

  

  

  


  
You are a dangerous collection of all my favourite things. An old soul, a heart of gold and hands that make my body sing

  
24 yo

  
173 cm

  


Zrobiła skupioną minę, jakby starała sobie przeanalizować powoli słowa blondynki. Niby miała rację i chciała w pierwszej chwili jej to przyznać, ale pamiętając o swoim postanowieniu, że nie będzie jej niepotrzebnie straszyć musiała uśmiechnąć się lekko i pokręcić głową. Tym bardziej, że siebie także przy okazji nieco na to wszystko nakręcała. — Tyle by nie uzbierał raczej. Zostaje przy tysiącu, mówię ci — zapewniła ją i to z taką mocą, jakby ich słowa miały jakikolwiek sens. Jakby faktycznie liczba ofiar była jakimś pełnym tysiącem i uzasadnienie Campbell gwarantowało im nietykalność. Uśmiechnęła się jednak do blondynki, zupełnie nieskrępowana faktem, że doskonale zdaje sobie sprawę z tego braku jakiejkolwiek logiki. — Ale w razie czego mogę cię uratować — zapewniła ją. Nie wiedziała wprawdzie jak, bo w życiu zaliczyła tylko trzy lekcje boksu zanim się znudziła i nie miała siły na tyle, by odkręcić zazwyczaj słoik, ale jeśli miało to zabrzmieć ładnie to mogła jej to przecież powtarzać. Byle Lou w to uwierzyła — nawet nie tyle by przestała zamartwiać się potencjalnym mordercą, ale także by dostrzegła, że przecież wszystko gra. Bo gra! Bridy byłaby skłonna myśleć tutaj bardziej o niej, niż o sobie.
— Istnieje spray na niedźwiedzie? — zapytała poważnie, bo jakoś jej taka wiadomość umknęła w życiu. Teraz jednak poczuła się mimo wszystko dość bezpiecznie z blondynką. Już nie chciała myśleć o mordercach i zwierzętach polujących na nią. Chciała posiedzieć, napić się wina i zjeść chociaż część tych rzeczy, by nie musieć wieźć ich z powrotem. Usiadła więc po turecku sobie, bo tak było jej najwygodniej, z twarzą zwróconą do przyjaciółki, żeby w międzyczasie móc jej się przyglądać trochę. — Lou, jesteś naprawdę kiepska w opowiadaniu filmów — wytknęła jej śmiejąc się. Nie przeszkadzało jej to zupełnie, bo i tak zabrzmiało to dla Bridy na tyle przekonująco nagle, że już wiedziała co włączy sobie, gdy dotrze do mieszkania. Sama też napiła się za swojego kubeczka i odstawiła go zaraz potem obok, ale bardzo ostrożnie, bo nie chciałaby w którymś momencie uronić z niego niepotrzebnie alkoholu. Pokręciła zaraz potem głową, bo głupoty wygadywała! — Jeszcze na to miano nie zasługujesz, bo nie są złe, faktycznie. Znaczy zaplątałam się w tym trochę, więc możemy się napić — zaproponowała i podniosła swój kubeczek znacznie wyżej, niż to konieczne. Czekając, aż Lou zrobi to samo i gotowa nawet na to, by wygłosić jakiś toast. Chociaż nie miała pojęcia jaki.
_________________
[Profil]
  MÓW MI: aneczka
MULTI: dagny i wszystko inne
 
Lou Steinfeld


Lives in
magnolia flats

w Berrylane od daaaaaaawna


pracuje bez wytchnienia żeby utrzymać małe mieszkanie

I want you, I want you so bad, It's driving me mad

Wysłany: 2019-11-07, 23:31   
  
Lou

  
Steinfeld

  

  

  

  

  


  
kici kici

  
25 yo

  
167 cm

  


Tak, Lou bardzo łatwo dało się coś wmówić. Szybko dość ulegała wpływom i przez to była trochę kameleonem, ale to nic, przecież kameleony były super. No w każdym razie, jeszcze chwila i uwierzyłaby w to, że gdzieś tam w krzakach czai się morderca. A jakby Bridy poprosiła, to Steinfeld by jeszcze to sprawdzić poszła! Zupełnie, jak w tych głupich horrorach, kiedy postacie robią jakieś niemądre rzeczy i aż chce się krzyknąć do telewizora „nie rób tego, ty kretynie!”. I człowiek myśli sobie wtedy, że nikt normalny nie zszedłby do piwnicy sam w zgaszonym świetle, a tu proszę, taka Lou by właśnie to zrobiła. A to wszystko dlatego, że ktoś tam uznał, że to całkiem dobry pomysł, eh. - O, okej... To faktycznie brzmi sensownie - zgodziła się, jeszcze się trochę nad tym zastanawiając. No ale skoro Bridy tak mówiła, to tak musiało być. Nie zamierzała już tego więcej kwestionować, tylko całkowicie przyjaciółce zaufać. Właściwie nikomu nie ufała tak, jak właśnie brunetce. - A co, masz jakieś nadprzyrodzone moce? Wpadłaś kiedyś do jakichś chemikaliów, które poza zrobieniem ci idealnych włosów dały ci jakąś super siłę, albo super szybkość, albo... albo coś innego super? - zapytała podekscytowana, bo to byłoby przecież świetne. Oczywiście by Bridy nie wydała, zachowałaby ten sekret dla siebie i nawet by Campbell zszywała, kiedy ta wracałaby jakaś poobijana z prywatnych akcji ratowniczych! Ktoś tu chyba naoglądał się za dużo Marvela, hehe. - Oczywiście, że istnieje. Skoro jest spray na muchy, to na niedźwiedzie też, no, logiczne - powiedziała i jeszcze głową pokiwała, żeby podkreślić prawdziwość tych słów. Nie wytykała jej teraz jakiegoś braku inteligencji, a po prostu ją pięknie uświadomiła, okej. Śmiejąc się przy tym co prawda, ale ona śmiała się prawie tak często, jak oddychała. - No w sumie tak, nie zaprzeczę. A jeśli ci zdradziłam teraz zakończenie chamsko, to ja tylko żartowałam, okej? Chyba że nie chcesz tego obejrzeć, to wtedy nie. - Tak, bardzo mądrze, Lou... Nie chciała jednak psuć jej filmu spoilerami, bo co to za przyjemność oglądać produkcję, której zna się zakończenie? A ten Piknik nad wiszącą skałą był tak cholernie nudny, że to zaginięcie na koniec było najbardziej interesującym momentem. Nalała też sobie do kubeczka jeszcze wina i wzięła do ręki kolejną babeczkę, bo naprawdę bardzo jej smakowały. Nie wiedziała, czy to dlatego, że naprawdę były wyjątkowo pyszne, czy może było to zasługą Bridy - tego, że po prostu tu była i przez to wszystko było dziesięć razy lepsze. - Okej, to za co dokładnie pijemy? - zapytała zaciekawiona, również podnosząc swój kubeczek. Dla niej to każdy powód był dobry tak naprawdę - za życie, za jego marność, za mamę, za tatę, za wujka przyjaciółki, no cokolwiek!
_________________
[Profil]
  MÓW MI: na pewno nie zośka
MULTI: 50% forum
 
bridy campbell


Lives in
fallen cloud

w Berrylane od ponad roku dopiero


farmaceutka w tutejszej aptece

zakochuje się co miesiąc

Wysłany: 2019-11-19, 22:58   
  
Bridy

  
Campbell

  

  

  

  

  


  
You are a dangerous collection of all my favourite things. An old soul, a heart of gold and hands that make my body sing

  
24 yo

  
173 cm

  


Gdyby były teraz bohaterkami filmu to każdy załamywałby ręce nad nimi zastanawiając się, po jaką cholerę wybrały się w te lasy. Skoro Berrylane było skażone, skoro hodowało mordercę na mordercy to lepiej trzymać się bezpiecznych miejsc. Prawdopodobnie Bridy, gdyby oglądała to z boku sama zastanawiałaby się nad tym czemu to robią. Teraz jednak wydawało jej się to w pełni naturalne i uzasadnione. Całkiem miłe też.
— Tak. Umiem teraz na przykład przenosić przedmioty siłą woli, ale nie będę ci tego pokazywać, dopóki sytuacja tego nie będzie wymagała, nie lubię się chwalić — dodała poważnie. Na temat włosów nie powiedziała nic, chociaż skłamałaby mówiąc, że nie poczuła się w tej chwili niesamowicie doceniona. Ładnie w ustach Lou brzmiał ten komplement, aż ukradkiem musiała zerknąć na te pasma przerzucone luźno przez lewe ramię. Zraz potem przeniosła wzrok na Lou i pokiwała głową. — Chyba masz rację — przyznała. Nie zamierzała się spierać i dochodzić. Może gdzieś faktycznie taki spray istniał? Człowiek uczył się przecież przez całe życie, więc Bridy brała pod uwagę możliwość, że była w błędzie na początku. Na całe szczęście dla niej Lou przyszła z odsieczą.
— Chyba nie obejrzę, ale jak jednak się skuszę to i tak będę udawała zdziwioną — przyznała wreszcie. Teraz już i tak było za późno, już dostała wszystkie spoilery. A przynajmniej ten, który odnosił się do jedyne, emocjonującego wątku. Z racji tego, że mam kończyć już to pozwolę sobie wcisnąć dwa zdania o niczym, żeby to chociaż długość miało dobrą. Bo zabrałam się za tego posta jak mi już mozg paruje, a nie chcą odkładać na jutro, bo bez sensu.
— Za alkohol — zaproponowała. Po co silić się na poważne rzeczy i spaktakularne toasty? To też było w życiu ważne, więc lepiej zeby im na przykład gdzieś po drodze wina nigdy nie brakło. No wlaśnie! Dobra, konczę ten festiwal żenady w moim poście...


zt <33
_________________
[Profil]
  MÓW MI: aneczka
MULTI: dagny i wszystko inne
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  
Strona wygenerowana w 0,09 sekundy. Zapytań do SQL: 5