menu


Poprzedni temat «» Następny temat
Safeway
Autor Wiadomość
Berrylane


Wysłany: 2017-11-03, 22:20   Safeway
  
Berrylane


Safeway
  
[Profil]
 
 
ronald haverford


Wysłany: 2018-01-06, 17:54   

    [2]



Prawda jest taka, że po tym tygodniu ponad, który spędził w Berrylane zapomniał niemal po co się tutaj pojawił. Nic dziwnego — Ronald był tak naiwny, że cały ten czas wierzył, że Fern stanie na jego drodze już pierwszego dnia, może nawet w pierwszej godzinie jego pobytu. Nic takiego się nie stało i coraz częściej mężczyzna wątpił w to, że ona rzeczywiście w miasteczku była. Nie zamierzał się jednak tak łatwo poddać, szczególnie — musiał szczerze się do tego przyznać — to całe Berrylane podobało mu się bardziej, niż zakładał. Brakowało mu wprawdzie jego biura,, zleceń i kilku innych rzeczy, ale coraz bardziej przyzwyczajać się zaczynał do wszech panującego spokoju. Nawet ze dwa razy już zdarzyło mu się przeglądać jakiegoś mieszkania na wynajem. Nie mógł przecież starszej siostrze siedzieć na głowie zbyt długo. On sam by nie wytrzymał też.
Miał wolny wieczór (ostatnio miewał tylko takie, okej) dlatego właśnie stwierdził, że skoczy do sklepu po jakieś piwo i rozłoży się na kanapie w salonie. Nie interesowały go mecze, ani tego typu rzeczy, ale to nic, bo przecież jakiś dobry film na pewno się gdzieś znajdzie. Cokolwiek tak w zasadzie. Zgarnął więc z półki jakieś chipsy, piwo i kilka innych rzeczy, które przecież będą tego wieczora niezbędne. I wtedy właśnie gdzieś kątem oka dostrzegł coś, co wydało mu się znajome. Odwrócił się w tamtą stronę, by przekonać się, czy aby na pewno to Fern, czy może wyobraźnia płata mu figle. Nie był tego tak stuprocentowo pewien, bo stała do niego tyłem, ale zarówno wzrost, jak i kolor włosów by pasowały. Dlatego wrzucił do koszyka to, co aktualnie trzymał w dłonie i ruszył przed siebie.
— Fern? — zapytał, gdy znalazł się na tyle blisko by go usłyszała. Kiedy wreszcie się odwróciła automatycznie wyszczerzył się jak głupi. Nie sądził, że uda mu się w końcu na nią wpaść, a tu proszę! Miał ochotę ją uściskać nawet na powitanie, niczym dobrego kumpla, ale nie sądził, że byłaby z tego powodu zadowolona. — Liczyłem na to, że cię spotkam w końcu w miasteczku — zaczął, bo nawet nie wiedział co chciał jej powiedzieć tak naprawdę. Niby miał to kiedyś przemyślane, ale teraz już mu z głowy wpadło.
_________________
[Profil]
 
 
fern langford


Wysłany: 2018-01-06, 19:30   

    1.

Parę dni od jej powrotu z Seattle minęło, więc Fern uznała, że wreszcie może odetchnąć z ulgą. Niby nic jej nie zagrażało, ale przecież nigdy nie wiadomo, prawda? Nawet już prawie całkiem zapomnieć zdążyła dlaczego tak naprawdę do Berrylane wróciła. Znowu prowadziła sielskie życie, niczym się nie przejmowała, nikt jej nie ścigał, była tylko cisza i spokój. Wreszcie z ulgą odetchnęła i trochę odpocząć od całego tamtego zdarzenia mogła, bo pewna była, że od problemu na tyle daleko jest, że przestał istnieć całkiem. Głównie to ogarnąć jakąś robotę musiała, ale podejrzewała, że znowu najmie się u ciotki, chociaż to co ostatnio się stało... niezbyt ją pocieszało, a nie chciała znowu przez coś podobnego przechodzić. Jakieś oszczędności jakieś nadal miała, ale w końcu się skończą przecież, a za coś żyć przecież musiała. Co prawda nie zajmowała się niczym pożytecznym - głównie zbijała bąki na kanapie i oglądała seriale, ale przeszło jej przez myśl, że jak tak dalej pójdzie, to prawdopodobnie Daphne ją z mieszkania na zbity pysk wywali. A tego dnia akurat tak bardzo się jej nudziło, że stwierdziła, że zrobi jakiś obiad i przyda się do czegoś w końcu. Mistrzem jakimś w gotowaniu nie była, żaden MasterChef z niej nigdy nie będzie, ale wierzyła w to, że razem z Daphne się nie potrują i kuchnia kumpeli z dymem nie pójdzie. Także z wielkim uśmiechem na ustach do spożywczaka sobie weszła, w jednej ręce listę zakupów trzymała i przystąpiła do polowania, co by jak najładniejsze zdobycze złowić. Peszek, bo spokój w jej życiu, o którym tak marzyła, zaledwie jeszcze z pięć minut trwał; jej życie do góry nogami znowu się przewróciło i mało co na podłogę z wrażenia nie upadła jak głos Ronalda usłyszała, a potem zobaczyła. Zupełna pustka wtedy jej głowie nastała, więc palnęła pierwsze co jej przyszło na myśl. - Hm? Chyba z kimś mnie pomyliłeś - uśmiechnęła się pod nosem, po czym wróciła do wybierania jakichś dorodnych ziemniaków na obiad. Licząc na to, że jak go zignoruje, to sobie pójdzie. A na to chyba się nie zapowiadało...
  
[Profil]
 
 
ronald haverford


Wysłany: 2018-01-06, 22:20   

Skłamałby mówiąc, że spodziewa się ciepłego powitania. Właściwie to sam nie umiał stwierdzić czego oczekiwał po tym spotkaniu — że Fern rozłoży ramiona i na szyję mu się rzuci? Musiałby być równie naiwny co głupi, żeby zakładać, że jakiekolwiek pozytywne uczucia w niej wzbudzi. Był jedynak niesamowicie uparty, więc nie zamierzał się poddać tylko dlatego, że Fern może na początku niezbyt szczęśliwa się wydawać. Dlatego gdy pytanie z jej ust padło Ronald jedyne co zrobił to uśmiechnął się do niej szeroko, jak gdyby żart opowiedziała niesamowity. Pewnie chodziło bardziej o to, że zwyczajnie spodziewał się podobnego ruchu, więc kompletnie go to z tropu nie zbiło. Dlatego jedynie przyjrzał jej się uważniej i lekko głową pokręcił.
— Nie wydaje mi się — powiedział jedynie na spokojnie i nawet stanął obok niej. Zerknął na półkę, z której aktualnie wybierała coś dla siebie i sam się rozejrzał. Naiwna była myśląc, że się go tak łatwo pozbędzie. Odkąd przyjechał do Berrylane czekał na odpowiednią okazję. Nadarzyła się ona w spożywczaku, okej. Dlatego nie zamierzał skupiać się na swoich zakupach zupełnie. Nie jeśli Fern była obok. Gorzej jeśli zacznie krzyczeć, że ją tutaj prześladuje. — Chciałem z tobą pogadać. Nie mieliśmy okazji zrobić tego po moim ślubie — przypomniał jej. Kiedy wreszcie zamieszanie z odwołaną ceremonią dobiegło końca Langford już nie było. Pluł sobie w brodę, że rozegrał to w tak beznadziejny sposób, ale to już mało istotne. Było, minęło. Teraz miał szansę zrobić na niej wrażenie, bo pewien był, że i ona trochę słabość do niego miała. Jeszcze się tylko do tego wszystkiego przed samą sobą nie przyznała, bo czuje, że zdarza koleżankę. Ronald to rozumiał całkowicie. Ale bomba już i tak wybuchła, teraz przyszło im się zmierzyć z tym, co się stało. Nie musiała się martwić niepotrzebnie, bo to już nieważne tak na dobrą sprawę.
_________________
[Profil]
 
 
fern langford


Wysłany: 2018-01-07, 00:15   

A cóż zrobić miała jak dla niej to takie zakazane było? Przynajmniej ona sobie takiej sytuacji nie wyobrażała, żeby związek własnej klientki rozbijać i się z jej niedoszłym mężem wiązać. Nieprofesjonalne to trochę było, to po pierwsze. A po drugie ona zwyczajnie przyznać się nie potrafiła, że też coś do niego czuła. I może w nosie zawsze wszystko miała to nie chciała przez nikogo być postrzegana jako jakaś rozbijaczka związków, a już w ogóle przerąbane by miała jakby mu tak paskudnie małżeństwo rozwaliła i by narzeczoną przed ołtarzem zostawił. Co się rzeczywiście stało, ale odkąd Fern znalazła się w Berrylane to udawała, że nic takiego w jej życiu się nie wydarzyło, nie miało miejsca, zupełnie z pamięci to wymazała. A to dlatego, że w życiu by nie przypuszczała, że Ronald mógłby się w jej mieście pojawić. Dla niej to totalne głupstwo było, ale może to i dobrze? Skoro Ronald i tak swojej-niedoszłej nie kochał to może tylko jemu i jego byłej narzeczonej pomogła? A przynajmniej tak się pocieszała.
Głupia była, że wierzyła w to, że może tym sposobem go spławi, sobie pójdzie i ją zostawi. Tak samo mogłaby marzyć o tym, że jak oczy zasłoni to ją nikt nie zobaczy. Ale to nie do zrobienia raczej, przynajmniej nie w tym życiu. - Nie rozumiem o czym do mnie mówisz - spojrzała na niego z głupią miną i brwi uniosła. Udawała, że go nie zna, pamięć straciła, rozdwojenie jaźni miała, cokolwiek! Nie zamierzała zmierzyć się z problemem. Wolała uciec od niego siną w dal, tak jak zwykle to robiła. Nawet szybko przekalkulowała, czy na bilet ją stać było, ale... no, nie. Niestety. - Aaaa no tak, pewnie pomyliłeś mnie z Fern! - wypaliła nagle, bo najdurniejsza rzecz jej do głowy wpadła. - Jej tu nie ma aktualnie. Mam jej coś przekazać? - uśmiechnęła się, czując, jak żołądek w supeł jej się wiążę. Niepewnie się czuła, jak tak blisko niej stał. Co jak dojdzie między nimi do rzeczy, których potem będą żałować? Nie mogła zaprzeczyć temu, że Ronald jej się podobał, ale też z drugiej strony czuła, że to nierozsądne było, skoro jego niedoszła żona jej przyjaciółką była.
_________________
  
[Profil]
 
 
ronald haverford


Wysłany: 2018-01-07, 00:51   

Wtedy może i owszem, było zakazane, ale teraz, gdy już Ronald spektakularnie w ich życiu namieszał to przecież nic do stracenia nie mieli. On sam podjął decyzję o tym żeby ślub odwołać, więc Fern mogła z tego skorzystać. Nie tyle rzucić mu się od razu w ramiona, co wziąć pod uwagę go jako potencjalnego kandydata kiedyś. Szczególnie, że Ronald był dość upartym osobnikiem, więc nie zamierzał się tak łatwo poddać. Lubił Langford. I to nie tylko dlatego, że miała tą swoją ładną twarz, kształtny tyłek, czy spoko cycki. Lubił ją, bo była taką małą Fern, po prostu. Dlatego chciał mieć okazję poznać ją bliżej. A skoro już i tak cały ten ślub zakończył się katastrofą to nie było powodu dla którego miała obawiać się konsekwencji jakiś. Nie uwiodła go gdy był zajęty przecież. To on głupio dla niej głowę stracił. I sam sobie w życiu na własne życzenie namieszał, więc za nic odpowiedzialna nie była. Nie powinna się tak czuć też.
Nie znała go jeszcze za dobrze, ale musiała uwierzyć w to, że z niego niesamowicie uparty człowiek był. Szczególnie wtedy, gdy naprawdę zależało mu na postawieniu na swoim. Dlatego mogła próbować różnych sztuczek, ale on nie zamierzał się poddawać. Potrzebował z nią porozmawiać. — Daj spokój — wywrócił oczami, bo nie zamierzał dać się na to nabrać. Nie denerwował się jednak, bo przecież to całkiem w jej stylu — z tego co zauważyć zdążył — było. Takie próby wykręcenia się w najmniej racjonalny sposób. Mógł poczekać aż jej się to znudzi, naprawdę. Oczami niemal wywrócił, gdy jej słowa usłyszał, ale nadal starał się zachować wyraz uprzejmego zainteresowania. — Och, czyli jesteście bliźniaczkami? Fajnie. Widzę, że pieprzyki wam się tak samo porozkładały też, bo pamiętam tego — odpowiedział i paluchem ją w czoło pacnął lekko. W miejscu, gdzie właśnie brązową kropkę miała. Oczywiście, że tego nie kojarzył, ale nie zamierzał dać sobie wmówić, że rozmawiająca z nim dziewczyna nie była Fern. Nawet jeśli miał rzeczywiście siostrę bliźniaczkę to i tak zdradziła się tym w jaki sposób na niego reagowała.
_________________
[Profil]
 
 
fern langford


Wysłany: 2018-01-07, 13:26   

On nie widział problemu, a ona owszem, widziała. I mimo tego, że sama dużo rzeczy za uszami miała to jakoś nie potrafiła uznać teraz, że Ronald swoim spektakularnym porzuceniem dał im furtkę, którą teraz mogli wykorzystać w wiadomy sposób. Całe zachowanie Ronalda było dla niej bardzo nie w porządku względem jego byłej narzeczonej i nie potrafiła sobie wyobrazić teraz, że nagle zaczną się spotykać i umawiać na jakieś randki. Co innego, jakby ona w to zamieszana nie była. A wiedziała, że z jej powodu to wszystko się stało i głupio jej było. Przeszło jej przez myśl, że może przesadza trochę, bo przecież nic takiego nie zrobiła. Nie zachowywała się jakoś specjalnie, ani go nie podrywała ani żadnych znaków mu nie wysyłała, żeby pokazać mu tym, że zainteresowana nim jest. Chociaż Ronald przystojny był i całkiem spoko z niego gość, to inaczej to by wyglądało jakby spotkali się w innej sytuacji, na pewno. W jakimś barze, gdziekolwiek indziej. Ale nie na jego ślubie, który ona organizowała. Wtedy na pewno by się nim zainteresowała. Ale teraz zapomnieć nie mogła o tym jak jej przyjaciółkę przed ołtarzem porzucił, więc nieswojo się czuła z tym, że prawdopodobnie z jej powodu do Berrylane przyjechał. Też była uparta, też potrafiła postawić na swoim, ale skoro sytuacja prezentowała się tak jak teraz... to wiedziała, że łatwo z nim nie będzie. I będzie musiała wymyślić coś bardziej kreatywnego niż udawanie swojej własnej siostry bliźniaczki.
Od razu poczuła, że się czerwieni jak burak, gdy wspomniał o jej pieprzyku na czole. Nie mógł przecież pamiętać takich rzeczy! - Wcale nie! Fern nie ma tutaj pieprzyka - zaprzeczyła pewnym głosem i złożyła ręce na piersi, ale w tej samej chwili Ronald ją paluchem w czoło pacnął, więc spojrzała na niego oburzona i odsunęła się na parę centymetrów. - Hej! Gdzie z tymi rękami - tym razem to ona go palcem dźgnęła, ale nie w czoło, bo tam pewnie nie sięgała, więc wycelowała w klatkę piersiową. - Co chcesz od Fern? Mówiłam już, że tu jej nie ma - uparcie trwała przy swoim kłamstewku, mając nadzieję, że da sobie spokój. Może nawet nie dlatego, że jej uwierzy, tylko zwyczajnie uzna, że nie ma sensu się starać. Bo Fern normalna nie była, no halo. Ale też swoje granice miała, a granicą na pewno było umawianie się z byłym facetem jej przyjaciółki.
_________________
[Profil]
 
 
ronald haverford


Wysłany: 2018-01-07, 15:13   

Przecież nie porzucił jej tylko dlatego. Trochę się poznać zdołali, więc Fern musiała uwierzyć mu, kiedy mówił, że miała na to jedynie nieznaczny wpływ. Sam związek był fikcją już na długo przed tym jak się pojawiła. Ona tylko sprawiła, że Ron znowu głupio głowę stracił dla jakiejś panny. A gdyby tego nie zrobił to pewnie i tak wycofałby się ze ślubu, lub co gorsza go wziął. Dopiero po jakimś czasie by zrozumiał, że to nie była kobieta dla niego. Brutalne, ale on wierzył, ze teraz jego była narzeczona lepiej trafi, bo zdecydowanie dobrze jej życzył. Powinna poznać faceta, który jej nie zostawi przed ołtarzem tak, jak to zrobił on właśnie. I oczywiście, że tak łatwo się nie podda. Przyjechał do Berrylane specjalnie dla niej, żeby móc wyjaśnić jej kilka rzeczy i dostać szansę na to, by ją poznać od innej strony. Teraz, kiedy oboje byli wolni mieli przecież pełne prawo do tego, by się spotykać. Może nie było to szczególnie fair w stosunku do przyjaciółki Fern, ale już i tak wydało się dla kogo Ronald stracił głowę, prawda?
Widząc jak się czerwieni pewien był już, że wygrał. Może i nie przyzna się od razu, ale chociaż on już wątpliwości nie miał co do tego, że dobrze mówił. Dlatego uśmiechnął się dobrodusznie do niej, bo potrzebował nadal wyglądać na zupełnie przekonanego co do prawdziwości swoich słów. — Oczywiście, że ma. Zauważyłem to już dawno temu — wyjaśnił jej cierpliwie. Niemal tak jakby mu przyszło się w tym momencie konfrontować z upartym niesamowicie dzieckiem, a nie dorosłą kobietą. Zaśmiał się chwilę potem, gdy go dźgnęła perfidnie. Pozwolił jej jednak się odsunąć i nie zmniejszył znów dystansu między nimi żeby nie poczuła się osaczona przypadkiem. — Okej, nie-Fern. Przekaż Fern, że muszę z nią porozmawiać. Chcę wyjaśnić to, co zdarzyło się na weselu i przeprosić też — powiedział, bo nie zamierzał dłużej udowadniać jej, że i tak nie wierzy. Za dużo czasu by stracił na takie gierki bezsensowne. A musiał wykorzystać to spotkanie, bo jak widać wpadnięcie na Fern Langford takie proste wcale nie było.
_________________
[Profil]
 
 
fern langford


Wysłany: 2018-01-07, 15:47   

Tylko Fern o tym nie wiedziała. Pewna była, że cała sytuacja to jej wina była. Że to przez nią nie wzięli tego ślubu i się rozstali. Jej przyjaciółka nic nie wspominała o tym, że mają jakieś problemy między sobą albo że nie jest pewna czy na pewno chce wziąć ślub i przysiądź przez wszystkimi, że Ronalda na męża bierze. A Ronald, wiadomo - był tylko przyszłym mężem jej przyjaciółki. Nie traktowała go w jakiś szczególny sposób, była dla niego miła i tyle. Skąd miała wiedzieć o tym, że wszystko się tak potoczy? Cała ta sytuacja w złym świetle ją stawiała, a ona nie chciała znowu uciekać. Nie była człowiekiem, który zbyt dobrze krytykę znosił i brał nogi za pas, jak wiedziała, że nie jest gdzieś mile widziana. Nie lubiła problemów, oj bardzo nie lubiła. A stawiać im czoła jeszcze bardziej nie chciała. Dlatego zła na Ronalda była, bo zaplątał ją w coś, w co wcale zaplątana być nie chciała.
Zorientowała się już, że Ronald o wszystkim wie. Wie o tym, że kłamie, a Fern po prostu na zwłokę grała. Na pewno nie spodziewała się takiej sytuacji, a co dopiero tego, że będzie z Ronaldem dyskutować w jakimś spożywczaku. - Nie znasz się - odruchowo mu język wystawiła, jak obrażone dziecko, któremu rodzic nie chce kupić zabawki. Psuł tym wszystkim cały jej plan! Miał się nabrać i sobie pójść gdzieś, gdziekolwiek. Najlepiej jak najdalej od Fern. Potem zdziwiona na niego spojrzała i nawet brew ku górze uniosła, bo tego, no... się nie spodziewała. - Aaa chcesz przeprosić... - spojrzała na niego podejrzliwie i przekrzywiła głowę, przyglądając mu się przez chwilę. No, to już była inna rozmowa. Chociaż od razu w głowie jej się lampka zaświeciła, że nie powinna się nawet na to zgadzać. - No dobra. Gdzie ma przyjść i kiedy? - zapytała, w razie jakby stwierdziła, że chce wysłuchać co Ronald ma do powiedzenia. Mimo, że cały czas z tyłu głowy miała, że nie powinna... ale kto powiedział, że faktycznie na to spotkanie przyjdzie?
_________________
[Profil]
 
 
ronald haverford


Wysłany: 2018-01-07, 16:49   

Dlatego właśnie się tutaj zjawił. Chciał wyjaśnić Fern całą tą sytuację. Wprawdzie nie miał pewności co do tego, czy aby na pewno czuje się za cokolwiek odpowiedzialna, ale tak czy inaczej nie zamierzał tego tak zupełnie ignorować. Starał się też wszystko to wyjaśnić swojej żonie niedoszłej, ale Elise zupełnie nie chciała go słuchać. Wcale się nie dziwił jej, bo gdyby jemu ktoś podobny numer wywinął to również zadowolony by nie był. Musiała jednak zrozumieć, że ostatecznie wszystko potoczyło się dokładnie tak, jak powinno. Kiedyś dostrzeże, że uniknęli popełnienia naprawdę sporego błędu. I może nawet odrobinę wdzięczności względem niego poczuje. Fern też, kiedy dostrzeże, że Ronald Haverford jest właśnie miłością jej życia. Okej, ostatnio on sam podobne przeświadczenie posiadał, ale tym razem naprawdę było inaczej. Bo jakby Fern zechciała zostać jego żoną to by sam wszystko ogarnął jak najszybciej żeby się tylko nie rozmyśliła. A nie wszystko na nią zrzucił, bo sam musi pozastanawiać się jak się z tego wykręcić. Tak właśnie mocno wpadł.
Przyjechał dla niej specjalnie do Berrylane, trochę jej szukał, a trochę udawał cierpliwego. Spodziewała się więc, że sprzedane na poczekaniu kłamstwo sprawi, że odwróci się na pięcie i sobie zniknie? Nie było takiej możliwości. Musiał z nią porozmawiać. Nie chciał jednak tego robić po uprzednim zapukaniu do wszystkich domów w jej poszukiwaniu, wolał nie wyjść na stalkera. — Trochę jednak znam — odpowiedział rozbawiony tym, jaka głupiutka i dziecinna czasami Fern bywała. Nie przeszkadzało mu to jednak zupełnie, odkrył w sobie ostatnio niezwykłe pokłady cierpliwości. Przyjrzał je się uważnie, gdy czekał na reakcję Fern-nie-Fern. Może nawet lepiej, że przeniosą się z tą rozmową w inne miejsce. Miał tylko nadzieję, że nie wystawi go i nie będzie musiał od nowa poszukiwań rozpocząć. Chciał jej wszystko wyjaśnić, powinna to docenić. Kobiety lubią prowadzić rozmowy chyba, tak? — Jutro do tej kawiarni na rogu. Gdzieś w okolicach piętnastej? — odpowiedział od razu, bo skoro tak chciała to rozegrać to okej. Będzie miał przynajmniej czas żeby się w jakieś kwiaty w ramach przeprosin zaopatrzyć.
_________________
[Profil]
 
 
fern langford


Wysłany: 2018-01-07, 22:00   

Ogólnie, wszyscy byli w kiepskiej sytuacji, chociaż zdaniem Fern na najgorszej pozycji była Ellie. Jak mógł się czuć ktoś, kogo ukochana osoba porzuciła przed ołtarzem? I to jeszcze z powodu jej własnej przyjaciółki? Okropne to było i Fern nie chciała, żeby sama się tak kiedykolwiek poczuła. Jednak w tej sytuacji przyznać musiała, że za ten numer kara musiała ją spotkać, bardzo sowita kara.... Podejrzewała, że nawet jakby błagała Ellie, to w życiu by jej tego nie wybaczyła. Dlatego omijała ten temat skrzętnie, udawała, że nic tak naprawdę się nie stało. Znajdzie sobie jakiegoś lepszego faceta, na pewno! Który ją doceni tak, jak nie zrobił tego Ronald. Langford wierzyła, że tak właśnie będzie i może kiedyś nawet Ronald pójdzie po rozum do głowy. Bo teraz z tego co doświadczała, to chyba zupełnie go stracił, skoro zdecydował się za nią do Berrylane przyjechać. Pojęcia nie miała, co sobie myślał postępując tak, czy miał nadzieję na to, że coś między nimi - nie wiedziała. Pojęcia nie miała, co on tam w głowie miał, ale pewna była, że chyba mu piątej klepki brakowało, skoro taką kobietę jak Ellie porzucił. Dla niego wszystko wydawało się proste i jasne, a dla Fern, wręcz przeciwnie.
No, tak właśnie myślała. Że może nie uwierzy w jej kłamstwo, ale uwierzy w aluzję, że nie chce go widzieć. Nie po tym wszystkim, co się właśnie stało. Czuła się jak oszustka, jakby cały świat zawalił się jej na głowę, a ona przecież tak bardzo tego uniknąć chciała. - O proszę... znawca się znalazł - nawet zagwizdała, dziwiąc się temu, bo przecież jakoś blisko ze sobą nie byli. I Fern miała szczerą nadzieję, że tak właśnie pozostanie. Gdyby była mądra, odwróciłaby się na pięcie bez słowa i sobie poszła, ale zamiast tego... stała i na spotkanie się z nim umawiała. Miała nadzieję, że w Piekle jest fajnie, bo chyba tylko to na nią czekało. - No dobra, powiem jej - zgodziła się, wzdychając przy tym głośno. - Ale nie obiecuję, że się tam pojawi - spojrzała na niego ostrzegawczo, żeby sobie nie wyobrażał zbyt wiele. Zawsze mogła zmienić zdanie. Ale chciała się z nim zobaczyć. Oczywiście, tłumaczyła sobie to tym, że to tylko i wyłącznie po to, żeby wszystkie sprawy. Nic więcej.
_________________
[Profil]
 
 
ronald haverford


Wysłany: 2018-01-07, 22:42   

Oczywiście, że miał wyrzuty sumienia. Właściwie to śmieszne, bo postawił dwie inne osoby w niezbyt ciekawej sytuacji, ale teraz usprawiedliwia się własnym samopoczuciem. Z drugiej jednak strony świadczyło to, że nie był aż tak bezduszny za jakiego go teraz uważali. Nie zostawił Ellie i nie zapomniał o niej następnego dnia przecież. Zbierał się powoli do tego żeby do jej drzwi zapukać, ale nie wychylał się póki do głowy mu nie wpadnie co takiego powiedzieć powinien. Chociaż prawda była taka, że słowa tutaj niewiele dadzą też. Musiało minąć trochę czasu i Elise musiała zrozumieć, że Ronald jednak nie był miłością jej życia. Wtedy przestanie za nim płakać i dotrze do niej, że na lepsze im to wyszło wszystko. A jakby się dało to naprawdę zrobił by wszystko by zrozumiałą to już dziś i nie musiała czuć się jakkolwiek zraniona i upokorzona.
Fern była najbardziej niewinną osobą w tym wszystkim. Zawinił Ronald, trochę też i Elise. Zajęła się zaręczynami i chyba za bardzo ją to pochłonęło. Właścnie wtedy w ich związku przestało coś działać. Nie chciała tego jednak dostrzec. Zrobił to zaś Haverford. I niedługo potem stracił głowę dla przyjaciółki, która organizowała im ślub. I mogła być pewna — gdyby miał wybierać między nią, a kimś innym. To zawsze wybrałby zakochanie się w kimś innym. Nie robił tego przecież złośliwie. — Trochę tak — przyznał, chociaż nadal blefował tutaj nieładnie. Zadowolony był jednak, że poskutkowało to jakoś i Fern nadal stała i rozmawiała z nim. Nawet miał okazję by przyjrzeć jej się nieco z bliska i pewnie doszedł do tego samego wniosku co zawsze — była piękna. — To dobrze, ale dodaj, że bardzo mi na tym zależy, okej? — poprosił jeszcze bo naprawdę chciał, by mu szansę dała. Uśmiechnął się zaraz potem jeszcze do niej lekko, a następnie odwrócił się i odszedł.


zt x2 <33
_________________
[Profil]
 
 
Mabel Branson


Wysłany: 2018-01-10, 20:22   

# czwarta

Mabel dbała o linię, a przynajmniej się starała, bo kto powie nie pysznej pizzy z ciągnącym się serem i tuzinem najpyszniejszych dodatków? No właśnie, jak można się nie złamać? Problem pojawia się jednak w momencie w którym takiej pokusie ulega się zbyt często, a jednocześnie chce się całkiem fajnie wyglądać, nie tylko w ubraniach, ale również nago. Mabel miała dokładnie taki problem, serce mówiło złap za telefon i zadzwoń po pizze, ale leginsy, które z resztą miała na sobie jej tego odradzały i chcąc nie chcąc musiała się kobieta wybrać na zakupy, by kupić coś zdrowego z czego to mogłaby zrobić coś sensowniejszego do jedzenia. Nie chciała dzisiaj wychodzić z domu, co było widać na pierwszy rzut oka, bo Branson nie zadała sobie trudu z tym by się przebrać, pomalować, czy nawet ułożyć sensownie włosy. Postanowiła, że kończy z pizzą i jedzeniem z dostaw i wyszła z domu mając właściwie przy sobie tylko klucze i portfel. Nie należała do osób, które jakoś bardzo przejmowałyby się tym jak inni ich widzą, albo może raczej znała swoją wartość. Gdyby chciała zwrócić uwagę na sobie na pewno ubrałaby się w inny sposób, ale to były zwykłe zakupy spożywcze.
Latała z koszykiem między regałami co chwilę coś zgarniając, bo nie chciała wracać tutaj z powrotem. Chciała tylko zrobić zakupy i wrócić do domu by dalej oddać się lenistwu, lub czemukolwiek innemu co dzisiaj miała w planach. Wylądowała w końcu na mrożonkach, szukając warzyw na patelnię i zauważyła mężczyznę oglądającego coś, przez co ostatnio Mabel sama prawie nie zwymiotowała.
- O nie, nie, nie radziłabym Panu brania tego, koszmarne w smaku - powiedziała szczerze mając jeszcze większą nadzieję, że ten mężczyzna tutaj nie pracuje, bo jeszcze by ją za takie zachowanie wyprosili, a ona chciała tylko pomóc. Nic więcej. - Jak Pan mi nie wierzy, proszę zobaczyć ile sztuk tutaj leży, naprawdę nie do zjedzenia - dodała uśmiechając się. Bo czyż właśnie nie zrobiła dobrego uczynku? Dzięki niej mężczyzna przynajmniej się nie otruje, albo wybierze coś smaczniejszego niż to mrożone danie, które trzymał w dłoniach. Kobieta nawet zlustrowała go uważnie szukając jakiegokolwiek symbolu świadczącego o tym, że tutaj pracuje, ale nic nie znalazła, więc mogła spokojnie odetchnąć z ulgą i po prostu się uśmiechać. Nawet ciekawa była czy jej uwierzy, czy też postanowi zaryzykować swoje zdrowie i wziąć to danie. Nie czekając jednak zbyt długo, chwyciła inne, konkurencyjnej firmy i podała mu puszczając oczko - To jest za to przepyszne - no jaka ona dobra była, naprawdę! Zdążyła też znaleźć swoje upragnione warzywa i wrzucić je do koszyka i normalny człowiek powinien odejść, ale nie, Mabel Branson była zbyt ciekawska by odejść bez dowiedzenia się jak nieznajomy postąpi. Przystojny nieznajomy.
[Profil]
 
 
Brian Duncan


Wysłany: 2018-01-10, 21:15   

Eins polizei

Także tak, żryć się chce, a lodówka pusta. To chyba odwieczny problem ludzi mieszkających solo, bo nie ma na kogo zwalić tego obowiązku i samemu trzeba się zatroszczyć o zawartość lodówki. Brian zaś miał ten problem, że pracował w swoim własnym osobistym domu i czy tego chciał czy nie, z domu dupsko ruszyć trzeba było bo 'wracając' z pracy mógł co najwyżej zorganizować sobie składniki na studencką jajecznicę: czyli podrapać się po jajkach. A jeszcze, do urwy nędzy, dzisiaj padało!
W każdym razie do sklepu dotarł lekko zmoczony i jak każdy normalny w łapę wziął koszyk ruszając na kolekcjonowanie itemów. Zupełnie nieświadomie, ale założenia miał takie same jak Mabel bo lepiej wyjść raz, nakupić i siedzieć w domu licząc co jest do liczenia i takie tam. Poza typowymi podstawowywmi rzeczami, nieco bardziej ekstrawaganckimi zdecydował się, że wyjście z domu po trzech dniach deszczu uczci naprawdę konkretną ucztą... z jakiegoś ekstrawaganckiego, mrożonego żarełka. Obserwując mrożonki jednakowoż, miał poważny problem z wybraniem tego najbardziej ekstrawaganckiego.
- Znaczy, że co? - zapytał wybitnie nieinteligentnie gdy ktoś do niego zagaił. Mimowolnie się uśmiechnął, bo widać było, że dziewczyna ma wywalone na wiele spraw co wnioskował po jej wyglądzie - Mówi pani? No dobra, to sobie to odpuszczę - mruknął odkładając coś co było pewnie owocami morza i biorąc do ręki coś innego - Dzięki, ostatnie czego mi potrzeba to spędzić dni przed weekendem z jelitówką... jeżeli wiesz co co mi chodzi - tu się konspiracyjnie pochylił poruszając znacząco brwiami. Tak, właśnie wyglądał jakby flirtował mówiąc o sraczce i wymiotach. Brawo on. Gdy już jednak tak się pochylił to zalotna mina ustąpiła miejsce zamyślonej; groteskowo brwi ściągnął, oczy zmrużył - Czy my się już nie widzieliśmy? - palnął frajersko ale mimo tego całego 'bałaganu' to jedna dziewczyna wyglądała dziwnie znajomo...
[Profil]
 
 
Ginevra C. Jones


Lives in
fallen cloud

w Berrylane od zawsze


kupiłam bar z Sheldonem

i zrobię z niego miejsce ponure jak moja duszyczka

Wysłany: 2018-04-16, 11:57   
  
Gin

  
Jones

  

  

  

  

  


  
we can just dance to this

  
27 yo

  
163 cm

  


Po grze z Macy look

Po ostatniej imprezie z udziałem Gin i kilku innych osób było z nią trochę źle. Wątroba chyba już nie ta, bo jakoś batgzo niedobrze się czuła. Wszystko ja bolało, a głowę dałaby sobie odciąć byle przestała ja nakurwiać. Jak przystało na bardzo nie perfekcyjną panią domu, nie miała w swojej apteczce nic na kaca, wody też sobie nie kupiła, a na dodatek miała okropną ochotę na cytrusy. Dawno nie było z nią aż tak źle ale widziała, że nie może się poddać i po prostu leżeć w domu przez cały dzień i umierać z głodu. Wykazała się dorosłością i zebrała się w sobie by pójść do sklepu. Ubrała się w sumie w jakieś pierwsze lepsze ciuchy i nawet nie robiła make upu, bo i tak była piękna więc nie było się co przejmować.
W sklepie buszowała między półkami w poszukiwaniu odpowiednich produktów. Musiała kupić sobie tampony, bo przypomniała sobie, że niedługo ma dostać okres... przynajmniej miała nadzieję, że go dostanie. Nie spodziewała się spotkać tutaj jakiejś znajomej twarzy, a nawet jeżeli to i tak udawałaby, że tego kogoś nie zna. Nie miała ochoty na rozmowy, chciała tylko kupić to co musiała i już marzyła o ciepłym łóżku. Niestety gdy szła z wózkiem w kierunku kas to zobaczyła coś przerażającego! Nie chciała wiedzieć swojego brata ani jego dziwnego dziecka. Co to w ogóle było? Chłopczyk? Dziewczynka? Na pewno sierota, pewnie dziecko miało tak samo nasrane w głowie jak jej kochany braciszek i jego martwa żona. Gin naprawdę się starała ukryć za jakąś starszą panią kupująca karmę dla kota ale niestety... to małe śliniące się coś już do niej biegło krzycząc na cały sklep, że jest jego ciocią.
- Zajebiście - jęknęła Gin pod nosem i przybrała na twarz sztuczny uśmiech - Cześć mopsie - zwróciła się do dziecka, bo śliniło się tak samo jak mops jej koleżanki - O urosły Ci włosy pewnie masz wszy - powiedziała słodkim głosem zniżając się do poziomu dziecka bo przecież i tak mała nie czaiła co to są wszy i wszystko było dla nie straszne śmieszne. No Gin mówiła, że jakaś ułomna... niestety zaraz za dzieckiem pojawił się jej brat. - Cześć - rzuciła chłodno w stronę mężczyzny i złapała za wózek bo zaczęła się obawiać, że zabierze jej jedzenie tak jak zabrał jej miłość rodziców.
_________________

    What a wicked game to play to make me feel this way
    What a wicked thing to do to let me dream of you

[Profil]
  MÓW MI: cyc
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  
Strona wygenerowana w 0,1 sekundy. Zapytań do SQL: 8