• Zaloguj
  • Rejestracja
  • Berrylane :: Stare tory
    nieznajomy
  • ABY FORUM DZIAŁAŁO PRAWIDŁOWO, ZALECAMY WYKONANIE TWARDEGO RESETU - CTRL + F5, CTRL +FN +F5 LUB COMMAND +OPTION +R
  • Wraz z majem w centrum Berrylane ruszyły przygotowania do obchodów Armed Forces Day. Tegoroczny festyn zostanie wzbogacony o grę terenową.
  • Policja donosi, że na terenach White Hills, dookoła drzwi wielu domów nieznany sprawca rozmazał czerwoną ciecz. Zgłoszono też znalezione w okolicy niepokojące ołtarzyki.
  • W Crimson Woods zauważono tajemniczą wycinkę drzew, a władze miasta milczą na ten temat.
  • Granica między gangiem, a praworządnymi mieszkańcami Berrylane w ostatnim czasie zaczęła się zacierać - zaleca się omijać tereny Pink Waters.
  • WYKORZYSTAJ SWÓJ KUPON - WARUNKI REALIZACJI KUPONÓW GRACZA
  • DZIENNIKI ODZNACZEŃ - ZBIERAJ PUNKTY I WYMIENIAJ JE NA NAGRODY
  • WIADOMOŚCI LIPIEC/SIERPIEŃ
  • ZADANIA LOSOWE
  • - SZYBKIE POSZUKIWANIA ZNAJDŹ PARTNERA DO GIER
  • urodzinowa loża - wyniki głosowania
  • Stevie / ANKO
    Greyson / Martyna
    Lilianne / Lilka
    Kara / Jola
    Raine / Ada


    Berrylane Strona Główna » Berrylane » Crimson Woods » Sleepy Swan Woods » Stare tory
    Poprzedni temat «» Następny temat
    Spirits









    2018-07-17, 20:29


    Mimo że daleko było do godziny, w której wedle opowieści na torach miał pojawiać się osławiony pociąg, atmosfera tego miejsca i tak nie należała do najprzyjemniejszych. W powietrzu wisiało coś dziwnego, jak mgiełka tajemnicy i niepewności - skoro tyle osób zarzekało się, że widziało pociąg-widmo, to może faktycznie jest w tym jakieś niewielkie ziarnko prawdy? A może całkiem spore? Nieużywane tory coraz bardziej zarastały, gdy las upominał się o swoje tereny, odebrane mu niegdyś przemocą, a dzisiaj powoli powracające w gęstwinę drzew i krzewów. Ponura przyroda wcale nie sprawiała, że miejsce to wydawało się idealnym na pikniki, spotkania czy sekretne randki; wręcz przeciwnie, szumiący w liściach wiatr co chwilę przynosił dobiegające z oddali odgłosy.
    I właśnie jeden z nich zabrzmiał nagle przejmującym skrzypieniem, jakby ktoś tarł o siebie chropowatą powierzchnią metalu. Odgłos dobiegał jednak nie od strony lasu, ale z południowej części torów z odległości może piętnastu metrów - to tam wysoki słup podtrzymujący sieć trakcyjną właśnie powoli przechylał się ku ziemi, by kilka sekund później runąć na tory, wywołując przy tym przeraźliwy hałas. Sieć zawisła nisko na ziemią, zaledwie metr od dziewczyn. Prawdopodobnie nie była i tak podłączona, ale może lepiej nie ryzykować?


     
    Solange Lavoie









    2018-07-25, 16:58


    Dziewczyna nie brała na poważnie tutejszych opowiastek na temat tajemniczego pociągu, dlatego też spodziewała się - maksymalnie - spotkania jakiegoś wraku po drodze, zwłok pojazdu. Na komentarz znajomej kąciki ust lekko uniosły się, a sama Solange spojrzała wgłąb lasu; nie wydawał się najbezpieczniejszym miejscem, nawet pomimo jej sceptycyzmu wobec szerzonych historyjek po całym Berrylane na temat pociągu-widmo. Jednakże było w tym miejscu coś, co przyciągało ją do siebie; coś, co sprawiało, że miała ochotę zajrzeć głębiej. Nagle odniosła przedziwne wrażenie, że tego dnia zapuszczą się jeszcze dalej, niż zamierzały - a może właśnie o tym cichutko rozważała już wcześniej, zbliżając się do miejsca spotkania dwójki?
    - Och, stereotypowe horrory - powiedziała nagle, zerkając na towarzyszkę. - W takim razie gdzieś w tym lesie czeka na nas morderca-widmo-pociąg, za niedługo znajdziemy jakieś truchło, a przynajmniej jedna z nas zginie - skwitowała, próbując zachować poważną minę; jednak na twarzy pojawił się sardoniczny uśmieszek.
    Próbowała przypomnieć sobie ostatnią produkcję, jaką przyszło jej obejrzeć z tego gatunku - a ku niezadowoleniu dziewczyny, doszło do niej, jak dawno nie oglądała dobrego filmu. A co dopiero dobrego horroru! Zadowoliła się myślą, że może chociaż tego dnia jej życie nabierze paru barw, zagoszczą w nim jakieś bardziej intensywne emocje; niekoniecznie w wyniku uciekania po lesie przed mordercą, a ot, najzwyklej, z powodu zwiedzania miejsca o niezbyt przyjemnej historii. Co przecież u niektórych na samą wzmiankę o ów wywołuje niemały lęk.
    - Wielka szkoda, że nie sprawdziłam rozkładu jazdy - stwierdziła zaraz na wzmiane o kursach pojazdu. - Zobaczymy, czy cokolwiek znajdziemy.
    Ona wprawdzie nie wyobraziła sobie pociągu-widmo, czego przyczyną nie był brak wyobraźni, albo jej niewielka wybujałość. Zastanawiało ją raczej, skąd wzięła się ta, chyba jedna z najmniej prawdopodobnych, historyjek.
    Wtem, z oddali usłyszała pewien charakterystyczny odgłos, automatycznie odwracając się do tyłu - bowiem nie dobiegał on ze strony, w którą właśnie była wpatrzona. Chociaż nie była przygotowana na tak głośny huk, nawet nie drgnęła, gdy wysoki słup runął na ziemię. Odsunęła się nieco do tyłu, marszcząc czoło i spoglądając w stronę Tegan.
    - Może duch nas tutaj nie chce? - stwierdziła sarkastycznie, po czym uważniej przyjrzała się sieci trakcyjnej. Ryzyko wprawdzie nie było ogromne, jednak coś podpowiadało Solange, że ich wyprawa nie zapowiada się optymistycznie; odsunęła od siebie tę myśl, skupiając się na zaistniałej sytuacji.
    - Idziemy, no nie? - zapytała, rzucając krótkie spojrzenie w kierunku lasu.


     
    Tegan Abbott









    2018-07-25, 22:42


    Trudno było uwierzyć w którekolwiek ze słów opowiadanych na temat widmo-pociągu. Zresztą większość legend krążących po Berrylane było według Tegan jedynie zmyślonymi historyjkami. Ich nieprawdziwość nie zmieniała jednak faktu, że takie upiorne miejsca same w sobie wywoływały w człowieku ten przyjemny rodzaj dreszczyku emocji. Nawet świadomość, że to tylko bajki nie mogła tego powstrzymać. Między innymi dlatego Abbott tak mocno ciągnęło do miejsc owianych tajemnicą.
    Dokładnie tak — przytaknęła dziewczyna. — Jedna musi przeżyć, żeby rozsiewać plotki o tym miejscu i zachęcać kolejnych frajerów do odwiedzania nawiedzonych torów. Chyba że to ten scenariusz, w którym obie umieramy, a oni przychodzą szukać naszych zwłok — dodała mniej optymistycznie. W głębi duszy wiedziała, że prawdopodobnie nic złego się nie stanie, tak podpowiadało racjonalne myślenie, ale atmosfera skutecznie zabijała rozsądek, podsuwając upiorne scenariusze. — W sumie nawet jeśli żadna z nas nie umrze, to i tak możemy iść rozsiewać plotki. Coś wymyślimy i opowiemy paru osobom o jakichś dziwach. Napędzimy im stracha, ożywimy miejskie legendy — myślała na głos. Była gotowa iść i rozpowiadać po Berry najbardziej niedorzeczne kłamstwa, jakie wpadną jej do głowy na temat tego wypadu. Dla samej zabawy i ruszenia głową w ramach wymyślania ciekawych akcji.
    Tegan bez przerwy pakowała się w coś, co nadawało jej życiu kolorów — wypadek samochodowy po pijaku? Próby szantażowania policji? Świr usiłujący ją udusić? Wszystko to sprawiało, że w jej egzystencji nie brakowało emocji, choć ostatnimi czasy nawet ona zastanawiała się, czy nie zaczyna przesadzać z przygodami. W końcu nie chciała gnić w więzieniu do końca życia, a ostatnio z trudem tego uniknęła. Nawet śmierć nie przerażała jej tak bardzo, jak konieczność spędzania każdego dnia w taki sam sposób w tej samej celi. Już pobyt w areszcie wystarczająco jej się nudził.
    Taaa, znając życie same śmie… — zamilkła nagle, odwracając się na pięcie, aby sprawdzić, czym był ten dziwny dźwięk i zobaczyła przechylający się słup. Drgnęła lekko, otwierając szerzej oczy, kiedy ten się wywrócił, a jej usta ułożyły się w kształt “o”. — Woo. Jeśli w taki sposób chce nam dać znać, że mamy zawracać… Powinnyśmy iść tym bardziej! — zawyrokowała. Nie straszne jej były linie wysokiego napięcia, dopóki nie usmażyły jej mózgu. Jedynie odsunęła się od znajdującej się niebezpiecznie blisko instalacji i z entuzjastycznym skinieniem głowy ruszyła w drogę. — Oczywiście, że idziemy.



     
    ophelia mapples



    zaczęło się od pisania kryminałów w Europie


    a skończyło w Berry na poszukiwaniu huntsmana


    i namawiam Owena do współpracy

    ophelia "phee"
    mapples








      
    WHITE LOG MEWS
       od miesiąca znowu

      
    Frankly my dear, I don't give a damn.

      
    30 y.o.

      
    164 cm

      


    2020-02-27, 16:53


    [1]

    Serce łopotało jej w klatce piersiowej tak mocno, że była pewna, iż zaraz z niej wyskoczy. Niebo z każdą mijającą godziną coraz bardziej pochmurniało, zacieśniając mglisty płaszcz nad leśną drogą. Puls niebezpiecznie przyspieszył, zwiastując skrajne wyczerpanie. Była wycieńczona. A zrobili przecież raptem pięć kilometrów! Jej kondycja pozostawiała po sobie wiele do życzenia, ale nikt nie powinien być zaskoczony, biorąc pod uwagę miliardy wymówek, które na bieżąco aktualizowała, wykręcając się od udziału w lekcjach wf-u. Cichy jęk wyrwał się jej z ust, zanim zdążyła zareagować. Przystanęła na chwilę. Mimo świetnego zmysłu do rozwiązywania tajemnic, jej rozeznanie w terenie było tragiczne do tego stopnia, że nawet trafiając w sam środek kółka graniastego byłaby skłonna się zgubić.
    - Przepraszam, ale chyba muszę sobie zrobić chwilę przerwy - wytłumaczyła, powstrzymując kolejne sapnięcie. Była poważną pisarką, dumną, silną kobietą walczącą o swoje prawa. Nie chciała teraz wyjść na słabeusza, zwłaszcza, że dopiero stuknęła jej raptem trzydziestka. Paskudny wiek. - Pamiętasz może jak daleko mamy do samochodu? - zapytała, uśmiechając się nieśmiało. Błagalne spojrzenie, które w nim utkwiła, wołało o dobre wieści i otwarcie tego nieciekawego wina, które zgarnęli z monopolowego na stacji w pobliżu. Pomoc drogowa miała przyjechać dopiero za kilka godzin. Mieli dużo szczęścia, że zima była już za nimi.

    Ale wszystko zaczęło się od katastrofy kilka godzin wcześniej.

    Wielka posiadłość Mapplesów, wciąż przyciągała wzrok przechodniów, kusząc bogatym wnętrzem i pięknym wykończeniem na zewnątrz. Nic, a nic się nie zmieniła. Ophelia była skłonna nawet posunąć się o krok dalej i stwierdzić, że jego mieszkańcy również pozostali tacy sami. Berry zmężniał, ale poza tym wciąż walczył o to aby nazwisko Mapples coś znaczyło. Liczyła na to, że do jej poszukiwań podejdzie wyrozumiale, a może nawet coś jej podpowie? Marzenie ściętej głowy. Nie przewidziała burzy jaką wywoła, swoją bezmyślnie rzuconą u progu opowieścią. Wkrótce przebywanie w tym domu stało się nieznośne. Mimo, że minęło raptem kilka godzin, a ona nawet nie zdążyła rozpakować swojego kufra. Złapała torebkę pod pachę i z płaszczem zaledwie zarzuconym na ramiona, pospiesznie opuściła posiadłość. Kroki swe skierowała do miasteczka, licząc na to, że może wpadnie na kogoś znajomego. Jakie więc jej zdziwienie było kiedy z nosem w telefonie (cóż za wstyd!) wpadła wprost na Jeremiaha Kingsley’a, którego nie widziała od przeszło dziesięciu lat. Wielkie oczy powędrowały ku górze, a trafiając na znajomą, z lekka ogorzałą twarz, zrobiły się jeszcze większe. Szok i niedowierzanie na chwilę odjęło jej mowę. Z zakłopotaniem przestąpiła z nogi na nogę, jedną ręką odgarniając kosmyk blond włosów za ucho.
    - Przepraszam - jęknęła, nie wiedząc, że to nie ostatni raz dzisiaj użyje tego słowa. - Wow, Jeremiah, świetnie wyglądasz! - dodała, szczerze wyrażając podziw. Mimo, że lat mu przybyło, wciąż wyglądał jak złodziej damskich serc. - Jesteś chyba ostatnią osobą, o której mogłabym pomyśleć, że ją tu spotkam. Co słychać? Spieszysz się gdzieś? Może wyskoczymy razem na lampkę wina? - zaproponowała, rzucając jedno pytanie za drugim. Zdziwienie zaczynało opadać, a na jego miejsce wstąpiło podekscytowanie. Pamiętała ile trudu musiała sobie zadać kiedy starała się o staż u niego, a w swoich odmowach był równie uparty co ona w wysyłaniu do niego kolejnych listów. Byłaby nawet skłonna przejechać tyle kilometrów tylko po to żeby usiąść w jego biurze i nie opuszczać go dopóki, nie zgodzi się jej przyjąć. Na szczęście oszczędzili sobie tego w momencie, w którym usłyszała upragnione tak. To jednak nie był koniec, bo Jerry Kingsley nigdy nie był łatwym w obcowaniu mężczyzną.
    - Miło Cię znowu spotkać - dodała po chwili, wyrywając się z zamyślenia. I może wszystko poszłoby po ich myśli, gdyby nie to, że…

    Ten cholerny samochód. Nie była wściekła ani na niego, ani na siebie. To znowu los postanowił sobie zakpić, kiedy pojazd, którym jechali zaczął w pewnym momencie zwalniać w akompaniamencie głośnego krztuszenia się silnika. W innych okolicznościach podziwiałaby zapach wilgotnego, leśnego powietrza, docierającego w najdalsze zakamarki jej płuc. Takie miejsca zawsze napawały ją spokojem, ale nie tym razem. Nie po kilkukilometrowej przebieżce. Chociaż… Zawsze mieli wino. Nie mogło skończyć się tak źle.


    california rest in peace

    gdzieś tam dzwoni
    frankie&co
    chętnie zagram
     
    Jeremiah Kingsley



    I'm not always selfish Just bad at romance


    redaktor naczelny The Stranger | autor bestsellerów


    I'm not always cold Just good on my own

    Jeremiah John
    Kingsley








      
    AUBURN PINE HOUSES
       w Berrylane zostanie do kolejnej przeprowadzki

      
    Chase the bag, kid, never chase a dame

      
    46 y.o.

      
    188 cm

      


    2020-03-02, 13:08


      tres.


    Niewiele osób mogło cieszyć się szacunkiem Jeremiaha. Facet od zawsze należał do wyjątkowo wymagających, zgryźliwych oraz trudnych w obyciu. Metkę redakcyjnego tyrana nosił niczym Medal Kongresu Honoru. Pielęgnował reputację bezwzględnego dyktatora konsekwentnie kręcąc nosem na brak kompetencji lub pałętające się pod nogami podlotki. Na aspirujących pismaków ostatecznie nie potrafiących skleić nic ponad opowiastkę na wzór „Ala ma kota.” Panna Mapples była wyjątkiem wyciągniętym z bezkompromisowej reguły. Jej upór został dostrzeżony oraz wynagrodzony – nawet jeżeli początki nie wliczały się w kategorię tych najprostszych, współpraca Kinglseya z Ophelią wchodziła w poczet budujących doświadczeń. Wypełniających umysł nadzieją, iż nie wszystko stracone i gdy pisarza ziemia pochłonie; „na miejscu” pozostanie ktoś godny tytułu następcy. Cóż, w tym przypadku następczyni.
    Serce mu urosło na widok znajomej buzi. Chociaż przez kilka jego uderzeń Jemmy wyglądał na niewzruszonego, jakby w trzydziestoletniej twarzy nie rozpoznawał rysów kojarzonych z jej dwudziestoletnią wersję – w rzeczywistości wzbierała się w nim fala zadowolenia. Może i dumy? Od czasu do czasu zdarzało mu się googlować nazwisko swej niegdysiejszej czeladniczki, a triumfy jakie święciła uznawał symultanicznie za własne zwycięstwa. Mimo upływu lat, bezustannie pozostawała wspomnianą „wyrwą” w ścianie sztywnych reguł. Dla nikogo innego JJ nie zmieniły planów na resztę dnia. Nawet dla Margaret czy Fallon.
    Trzeba przyznać, iż mężczyźnie dopisywał całkiem dobry humor. Rzężący silnik auta nie zapalił w nim lampki irytacji, a wręcz wprowadził w nikłe rozbawienie. Od bardzo dawna nie poddawał się podobnego rodzaju spontaniczności. Zaskakujące jak impulsywna decyzja o podążeniu za blondynką sprowadziła go w równie nieoczekiwane okoliczności. Przydługawy spacer (choć trzeba przyznać - bardzo męczący) też nie zdawał się niekorzystnie wpływającym na samopoczucie. Po prawdzie, mając przy boku swą dawną praktykantkę Jerry czuł się trochę niczym wyrwany z czasoprzestrzeni i zawieszony gdzieś pomiędzy teraźniejszością a przeszłością – w wielu aspektach znacznie mniej kolorową niż aktualnie. Jęki marudzenia i generalnie „negatywna” energia bijąca od panny Mapples wyłącznie podsycała żarzący się w autorze płomyczek zadowolenia. A raczej samozadowolenia, gdyż fakt iż młódka zdawała się dotrzeć na skraj wytrzymałości fizycznej prędzej od niego był niczym paliwo na wysoko rozwinięty narcyzm Kingsleya.
    Obróciwszy głowę, zerknął na Ophelię; gdy ta postanowiła zrobić sobie „chwilkę przerwy”. Na wargi Jema wpełzł semi-złośliwy uśmieszek; nade wszystko wyrażający bezbrzeża sympatii.
    Nie mam zielonego pojęcia. Jeszcze jakiś... kwadrans spaceru? Albo dwa kwadranse. – wzrokiem prześledził całą, szczuplutką; wycieńczoną sylwetkę. – Mam Cię ponieść? – nieco zadziorna inicjatywa, acz maźnięta dziwacznym sentymentem; skrytym w dalszych tonach głosu. – Kiedy wyjeżdżaliśmy z córką na wakacje w góry często musiałem znosić ją ze szlaków; także mam całkiem niezłą wprawę. – brewki pomknęły mu zachęcająco: w górę-w dół- to znowu w górę.

      𝐿𝒶 𝒷𝒾𝑒𝓃 𝓅𝒶𝓇 𝓁𝑒 𝓂𝒶𝓁?
      𝐿𝒶 𝓋𝑒𝓇𝓉𝓊 𝓅𝒶𝓇 𝓁𝑒 𝓋𝒾𝒸𝑒?
      

    sunny
    Eamon | Owen | Kirk
    nieobecna
     
    ophelia mapples



    zaczęło się od pisania kryminałów w Europie


    a skończyło w Berry na poszukiwaniu huntsmana


    i namawiam Owena do współpracy

    ophelia "phee"
    mapples








      
    WHITE LOG MEWS
       od miesiąca znowu

      
    Frankly my dear, I don't give a damn.

      
    30 y.o.

      
    164 cm

      


    2020-03-09, 16:54


    Oprócz literackiego gustu, który nie był podobny do tego, którym szczycili się rówieśnicy, Ophelia Mapples została obdarowana również wrodzonym uporem i magnesem przyciągającym trudne charaktery. Znacznie większą sympatią darzyła wszystkich nielubianych, szkolnych nauczycieli, niż tych pobłażliwych, wręcz uwielbianych przez niemalże wszystkich uczniów. Im wyższe wymagania szły w parze z twardą ręką, tym mocniej serce biło jej z życzliwości i w niemym podziwie. Nie przysparzało jej to grona wielbicieli, ale nigdy go nie potrzebowała, co dojrzeć można było w późniejszym czasie w zachowaniu jej wobec fanów. Nietrudno więc zgadnąć, że Jeremiah Kingsley, przez wielu uważanych za zrzędliwego i czepliwego, w jej oczach jawił się niczym Michał Anioł, spod ręki którego wychodziły najpiękniejsze arcydzieła. Podziwiała go, a fakt, że zdecydował się wreszcie ją przyjąć, traktowała jak największy zaszczyt. Nie zmarnowała ani minuty podczas stażu, który u niego odbywała, chłonąc wiedzę jak gąbka i przechodząc zapachem dobrych i złych nawyków. W trudniejszych chwilach przywoływała w myślach jego słowa, idąc pod prąd, nie bacząc na słowa innych. On jeden wierzył w jej powodzenie od samego początku, bo zarówno ojciec jak i rodzeństwo sceptycznie patrzyło na jej plany sceptycznie.
    Ucieszyła się, słysząc, że chętnie spędzi z nią resztę dnia. To była miła odmiana w świetle niechętnych spojrzeń, rzucanych przez osoby przeciwne jej rozgrzebywaniu przeszłości. Wbrew regule było minęło, ciągnęła za języki każdego kto nawinął się jej pod rękę, tym samym sprowadzając na siebie śmiertelny gniew starszego brata, który jak była pewna, już układał w głowie szczegółowo jak zatuszować morderstwo.
    Była wyjątkowo wdzięczna, że Kingsley jeszcze nie zdzielił ją w głowę, tonąc po uszy wśród jej pojękiwania. Wręcz sprawiało mu to jakąś dziwną przyjemność, więc zamiast podwójnie się boczyć, próbowała spojrzeć na jasną stronę medalu. Tak bardzo nie chciała teraz wracać do domu i przebywać wśród wrogo nastawionej rodziny, że gdy złapie wreszcie oddech, cała ta wycieczka może się okazać wręcz zbawienna. Mimo to, w odpowiedzi na jego uśmieszek, skrzywiła się jedynie, wciąż walcząc z płucami, które odmawiały już posłuszeństwa. I było Ci palić tyle papierosów?
    - Kwadrans… - powtórzyła po nim, a w głosie dało się słyszeć jakiś niewytłumaczalny upór. Jakby w tym momencie właśnie spierała się z rzeczywistością, nie dopuszczając do tego aby ten jeden kwadrans urósł do dwóch. Gdyby tylko potrafiła, zaklęłaby czas, mimo że nie miało to najmniejszego sensu.
    Spojrzała na niego na wpół błagalnie, a na wpół tak jakby właśnie postradał wszystkie zmysły. Było oczywistym, że dałaby się pokroić za to żeby doniósł ją do samochodu, ale duma nie pozwalała jej na przystanie na propozycję. Mogłaby wypluć własne wnętrzności na zakurzoną szosę, niż dać się ponieść niczym panna w opałach. Pokręciła energicznie głową.
    - Nie trzeba, dam radę. Ale możemy na chwilę przystanąć i… Bóg mi świadkiem, że jeśli nie napiję się zaraz kilku łyków tego wina to podpiszę pakt z szatanem żeby mi zesłał siłę w nogach - jęknęła głosem pełnym dramatycznej udręki. Zrobiła krok w stronę leśnej ściółki, otaczającej stare torowisko, ale nieostrożne tąpnięcie sprawiło, że zachwiała się, w ostatniej chwili łapiąc Jeremiaha za ramię. Tym samym oboje skończyli wśród zielonej gęstwiny, a butelka łagodnie potoczyła się w stronę drzewa.


    california rest in peace

    gdzieś tam dzwoni
    frankie&co
    chętnie zagram
     
    Jeremiah Kingsley



    I'm not always selfish Just bad at romance


    redaktor naczelny The Stranger | autor bestsellerów


    I'm not always cold Just good on my own

    Jeremiah John
    Kingsley








      
    AUBURN PINE HOUSES
       w Berrylane zostanie do kolejnej przeprowadzki

      
    Chase the bag, kid, never chase a dame

      
    46 y.o.

      
    188 cm

      


    2020-03-16, 20:35


    Jeremiah przyklaskiwał rozgrzebywaniu trudnych spraw. Sam powrócił w ramiona rodzinnego miasteczka nie tylko ze względu na znaczne ułatwienie w trzymaniu ręki na pulsie poczynań krnąbrnej córki – wrócił również licząc na odnalezienie w Berrylane inspiracji. Wczytywał się w mrożące krew w żyłach opowieści, planował podróże po „przeklętych” miejscach; napiętnowanych horrorem przeszłych zbrodni. Nic więc dziwnego, iż pracę Ophelii uznałby za godną podziwu, wyłącznie namawiając do dalszego drążenia. Niekiedy żałował, iż własna latorośl w głębokim poważaniu miała jego pasję. Marzyło mu się wspólne debatowanie z Fallon o potencjalnym materiale do kolejnej książki. Niestety, jak wyglądała relacja nastolatki z ojcem każdy wiedział i widział.
    Byli do siebie podobni. Tkwili w lustrzanej sytuacji. Jem też nie chciał wracać do domu. Ostatnimi czasy nie układało mu się z Margaret, a pogadanki z Filly coraz częściej przypominały rzucanie grochem o płot lub transformowały w męczące pyskówki. Rzeczywistość pisarza była, najzwyczajniej w świecie, zbyt nudna. Zbyt normalna, powtarzalna. Każdy inny facet cieszyłby się z posiadania pięknej małżonki, wywracającej oczyma córeczki oraz dużego domu w środku lasu. Ale nie Kingsley. Kingsleya nużyła stagnacja w bezpiecznej przystani leśnej fortecy. Więc na przekór logice burzył porządek. Wplątywał się w romanse, zagłębiał w pracę – preferował spacery z panną Mapples ponad spędzeniem wieczora z rodziną.
    Przymarszczył czoło, kiedy sapnięciami powtórzyła jego „wyrok”. Naprawdę nie prezentowała się zbyt dobrze. Wycieńczona, wymęczona, wymagająca opieki... Widok Phee tak karykaturalnie zmiażdżonej wysiłkiem spowodowanym przeciągłą przechadzką doprawdy prowokował pojawienie się w kącikach piwnych oczu łezki rozbawienia. Zaśmiał się, zdecydowanie zbyt głośno i rubasznie.
    Co? Serio? Nie chcesz na rączki? – przekomarzając się, zachęcająco zafalował brewkami. Po krótkiej pauzie wzrok przeniósł w stronę ich celu. – Chcesz, chcesz. Zbyt dumna jesteś, żeby się przyznać, co? – spojrzeniem wrócił do Mapples akurat w dramatycznej chwili złapania go za rękaw. Zanim runął w gęstwinę, z gardła wydarło mu się prędkie, zaskoczone: O kurwa. Jerry potrzebował dobrych kilkunastu sekund, aby zorientować się do czego właściwie doszło. Żeby pojąć, iż ciężar jaki odczuwał na klatce piersiowej to nikt inny jak ambitna dziennikarka. Obrzuciwszy ją zaskoczonym zerknięciem pisarz... ponownie wybuchł śmiechem. Jeszcze donośniejszym niż poprzednio.
    - Boże najdroższy... – przepona bolała biedaka zarówno od upadku jak i nieustającego chichotu. Wreszcie westchnął głęboko; by naraz poklepać blondynkę po boku. – Okej, wygrałaś. Otwieramy to wino. – i wtem, wpadło mu do głowy coś jeszcze.... Aczkolwiek na razie, przed rzuceniem durnego światłego pomysłu, dawał sobie moment na złapanie paru swobodnych oddechów.

      𝐿𝒶 𝒷𝒾𝑒𝓃 𝓅𝒶𝓇 𝓁𝑒 𝓂𝒶𝓁?
      𝐿𝒶 𝓋𝑒𝓇𝓉𝓊 𝓅𝒶𝓇 𝓁𝑒 𝓋𝒾𝒸𝑒?

    sunny
    Eamon | Owen | Kirk
    nieobecna
     
    ophelia mapples



    zaczęło się od pisania kryminałów w Europie


    a skończyło w Berry na poszukiwaniu huntsmana


    i namawiam Owena do współpracy

    ophelia "phee"
    mapples








      
    WHITE LOG MEWS
       od miesiąca znowu

      
    Frankly my dear, I don't give a damn.

      
    30 y.o.

      
    164 cm

      


    2020-03-25, 22:35


    Dziwnym zbiegiem okoliczności przyczyniła się do rozwiązania kryminalnej zagadki w Londynie, która następnie była prawdziwą inspiracją przy pisaniu kolejnej książki. Nigdy nie pomyślałaby, ze jej zmysł do wymyślania kryminałów, będzie również szedł w parze z rozwiązywaniem prawdziwych zbrodni. Z drugiej strony, takie umysły były ogromną rzadkością wśród szeregów policyjnych postaci, których wyobraźnia sięgała nieco ponad czubek nosa. Nie zawsze, ale Ophelia była prawie pewna, że w przeważającej większości i byli to Ci, na których wiecznie narzekali ich koledzy, szczycący się niecodziennym podejściem i metodami, wymagającymi przymrużenia oka. Mimo kilku pochwał życie na straży prawa, nie należało do jej dalekosiężnych aspiracji, dlatego korzystając z tego, że może pokręcić się w okolicy miejsca zbrodni, czerpała z niego garściami, wyciągając nawet najmniejsze szczegóły, które pozornie wydawały się nie mieć sensu. Ale nie dla niej. Dlatego właśnie była nieocenioną pomocą w próbie odnalezienia sławnego Huntsmana. Gdyby tylko jeszcze ludzie chcieli z nią współpracować...
    Nie mogła wypędzić z głowy niechętnych spojrzeń brata i tych, oskarżycielskich, celowanych w nią z taką siłą, że gdyby mogły to byłyby śmiercionośne. Te drugie należały głównie do osób starszych, ale kryjących tajemnice, o których z pozoru wydawałoby się, ze wszyscy już zapomnieli. Ale blondynka miała dobrą pamięć, czym również mogła zabłysnąć na stażu u Jeremiaha, tym samym w każdej chwili potrafiąc wytknąć mu każdą nową bruzdę na czole. Gdyby takie się pojawiły, bo mimo upływu czasu, miała wrażenie, że ten mężczyzna tkwił dziesięć lat w stanie hibernacji, nie tracąc ani krzty męskiego uroku, którym tak skutecznie wodził na pokuszenie kobiety.
    Zmrużyła oczy, posyłając mu mordercze spojrzenie, kiedy do jej uszu dotarło wesołe parsknięcie. Nie lubiła jawić się w oczach słaba, a teraz czuła się tylko jak kolejna dama w opałach, która nie potrafi przejść raptem kilku kilometrów bez małej zadyszki. Tym bardziej szampański humor i wigor mężczyzny ją rozdrażnił.
    - Po takim maratonie, bałabym się, że to tylko czcze przechwałki i byś mnie upuścił - rzuciła w odpowiedzi, nie dając poznać po sobie jak idealnie trafił w sedno kolejnymi słowami, rozgryzając ją jak orzeszek bez skorupki. Delikatnie zacisnąć zęby - i pęka! Zanim spróbowała kolejnej salwy, odparowującej atak, zorientowała się, że miękkie lądowanie to zasługa pewnego torsu, który pod nią leżał. Po raz kolejny ją ubiegł, śmiejąc się jeszcze głośniej, na co nie mogła już zareagować oburzeniem. Jedynie żałosnym spojrzeniem przesunęła mu po twarzy, za chwilę zdmuchując ździebło trawy, zwisające jej wesoło z nosa.
    - No i świetnie, o to chodziło - odparła dumnie, nie potrafiąc się nie uśmiechnąć na jego słowa. Zsunęła się powoli na trawę, pilnując żeby łokciami za bardzo nie poturbować mu żeber. W zwyczaju ponoć miała, niechcący sprawiać krzywdę spędzającym czas z nią ludziom. - Jak je otworzymy? - zapytała, szerzej otwierając oczy. Nie miała przy sobie otwieracza, tuszu do rzęs ani nawet długopisu, którym mogliby otworzyć butelkę. Na głupich jednak nie trafiło, więc była pewna, że zaraz sobie z tym poradzą. - Możemy nim uderzać o drzewo aż korek wypadnie - zasugerowała po chwili namysłu, odkrywając w swoim "pałacu pamięci" zapomniane już taktyki z młodzieńczych lat.


    california rest in peace

    gdzieś tam dzwoni
    frankie&co
    chętnie zagram
     
    Jeremiah Kingsley



    I'm not always selfish Just bad at romance


    redaktor naczelny The Stranger | autor bestsellerów


    I'm not always cold Just good on my own

    Jeremiah John
    Kingsley








      
    AUBURN PINE HOUSES
       w Berrylane zostanie do kolejnej przeprowadzki

      
    Chase the bag, kid, never chase a dame

      
    46 y.o.

      
    188 cm

      


    2020-04-05, 00:54


    Jeremiah, wręcz przeciwnie – nie nadawał się na detektywa. Był egocentrykiem. Podpadał pod kategorię osób rzadko patrzących ponad czubek własnego nosa i lubił skupiać się na sobie. Można powiedzieć, iż w jakimś stopniu narcyzmowi zawdzięczał sukces zawodowy. Kluczem było dbanie o nieustanny samorozwój oraz lekkie pióro. JA oraz MOJE dobro ponad dobrem pozostałych. No i olbrzymia wyobraźnia, wymagająca odpowiedniego pokarmu. Brunet potrzebował inspiracji; natomiast każda kolejna książka bazowała na prawdziwej osobie, miejscu bądź mało znanym (acz intrygującym) wydarzeniu sprzed lat. Dlatego pobyt w jagodowym miasteczku miał okazać się owocny. Niestety, póki co Berrylane nie zdołało wlać w naczelnego odpowiednich pokładów natchnienia. W przeciągu roku facet napisał raptem kilkanaście stron powieści – lepiej spełniając się w tworzeniu nowych, coraz kreatywniejszych wymówek lub w ćwiczeniu kciuka poprzez regularne odrzucanie połączeń przychodzących od wydawcy. Na szczęście, pozwolić sobie na takiego typu zagrania. Posiadał niepodważalną pozycję w literackim świecie. Fani z wytęsknieniem czekali na następny tom Kinglseya; łaskawie darując mu grzech spóźnialstwa. Wiedzieli, że długie i wiernie oczekiwanie zostanie sowicie wynagrodzone.
    Phee starała się „zejść z niego” delikatnie, ale mimo wszystko wbijała mu kościste łokcie pomiędzy żebra; a tak brutalne działanie prosiło się o gwałtowną reakcję. Jem momentalnie rozpoczął wyrzucanie z siebie serii sapnięć oraz pojękiwań (przeteatralizowanych, rzecz jasna!) by koniec końców wypuścić z płuc głęboki wydech ulgi. Krótki moment leżał na ziemi, wpatrując się we fragmenty nocnego nieba; zerkające na niego spomiędzy gałęzi pobliskiego drzewa. Nie chciało mu się wstawać. Jednak lepiej nie zatrzymywać się podczas drogi, ponieważ ponowny rozruch może okazać się niemożliwy.
    Może najpierw znajdź butelkę, a potem będziemy martwić się jak ją otworzyć. – zmęczone powieki przetarł opuszkami palców; by finalnie usiąść na trawie i rzucić okiem na blondynkę. Po wargach przetańczył mu łagodny, szczery uśmiech. – Chyba idziesz w złym kierunku, chyba jest gdzieś... Cholera, moment... – ehhh, no wszystko trzeba robić samemu; bo baba to nawet alkoholu nie znajdzie w półmroku, hehe. – Uderzać...? Co to za prymitywna metoda? – sam podlazł do lśniącej (przynajmniej z jego perspektywy błyszczącej w ciemności) butelki, po czym złapał za szyjkę i przyjrzał się etykietce jakby widział ją pierwszy raz w życiu. – Spróbujemy kluczem...? Boże, nie znam się na tym. – wolną ręką pogrzebał w kieszeni spodni, by naraz wyciągnąć pęczek. Nigdy wcześniej nie był w takiej sytuacji. Aż trochę szkoda; że oboje mieli dobry smak i nie trzymali tandetnych breloczków z otwieraczami.

      𝐿𝒶 𝒷𝒾𝑒𝓃 𝓅𝒶𝓇 𝓁𝑒 𝓂𝒶𝓁?
      𝐿𝒶 𝓋𝑒𝓇𝓉𝓊 𝓅𝒶𝓇 𝓁𝑒 𝓋𝒾𝒸𝑒?
      

    sunny
    Eamon | Owen | Kirk
    nieobecna
     
    ophelia mapples



    zaczęło się od pisania kryminałów w Europie


    a skończyło w Berry na poszukiwaniu huntsmana


    i namawiam Owena do współpracy

    ophelia "phee"
    mapples








      
    WHITE LOG MEWS
       od miesiąca znowu

      
    Frankly my dear, I don't give a damn.

      
    30 y.o.

      
    164 cm

      


    2020-04-15, 23:43


    W delikatnie zarysowanej twarzy Ophelii Mapples, kryło się coś dziecięcego. Ciekawość świata, powodująca wypieki na głodnej wrażeń twarzy, napędzana była młodzieńczym entuzjazmem, który mimo wieku wcale nie gasł. Kluczowym punktem, który odróżniał ją od niewinnej dociekliwości był tor, po którym kroczyła. Jej wścibstwo sięgało zenitu w przypadkach, od których większość osób stroniła. Makabra wcale jej nie napełniała strachem. Wręcz przeciwnie. Pobudzała wszystkie neurony w jej ciele, pozwalając żeby mózg pracował na największych obrotach. To właśnie to i jej niegasnący upór zagwarantowało jej sukces i przede wszystkim dostanie się na staż, który był pierwszym krokiem do osiągnięcia szczytów. Nawet teraz, mimo zagubienia, wciąż towarzyszącego jej od momentu, w którym kliknęła "kup teraz" przy bilecie pociągowym, była czujna i gotowa na wyzwania. Przynajmniej w większej mierze, bo patrząc na to jak bardzo męczyła ją ich wędrówka, niejedna osoba ośmieliłaby się to zakwestionować. Warto jednak spojrzeć, że mimo gasnącego zapału w jej oczach i wyrazu twarzy pełnego frustracji, wciąż była na tyle nieugięta żeby mimo palącej potrzeby, odmówić wzięcia na ręce.
    Przy pierwszym sapnięciu, nieco się przestraszyła, rzucając przepraszające spojrzenie. Przy następnym, spuściła wzrok, starając się zakończyć jak najszybciej tą gehennę. Kolejne już uznała za przesadzone, więc wywróciła tylko oczami, gramoląc się wreszcie samodzielnie na nogi.
    - I Ty mnie chciałeś nosić na rękach? - rzuciła z przekorą, otrzepując ręce z pyłu. Gęste blond włosy, sterczały teraz w nieładzie. Jedną ręką spróbowała je trochę okiełznać, drugą zaś położyła na biodrach, wypinając pierś do przodu, dumna, że jednak się nie skusiła na wcześniejszą propozycję.
    - Przecież przed chwilą byłam pewna, że wstając Cię zabiję. Starzejesz się Jem! - mówiąc to oczywiście żartowała. Niewiele osób byłoby na tyle silnych żeby przeżyć starcie z Ophelią i jej nieskoordynowanymi ruchami, które zupełnym przypadkiem były w stanie zadać śmiertelny cios. Nie przeszkadzało to wcale w obsypaniu go kilkoma złośliwościami, a tak, żeby nie czuł się do końca wygrany po poprzedniej rundzie.
    - Przecież jej szukam - żachnęła się, zupełnie nie zdając sobie sprawy, że butelka poszybowała w przeciwną stronę. Gniewnym wzrokiem lustrowała kępki trawy wystające spomiędzy drzew. Panujący półmrok nie sprzyjał poszukiwaniom, a spod przymrużonych powiek niełatwo było cokolwiek dostrzec. Niechętnie pozwoliła na to żeby Jeremiah przejął inicjatywę. Musiała się pogodzić z tym, że jej pościg za butelką wina skończył się porażką.
    - Czasem trzeba się posilić prymitywnymi metodami, kiedy pod ręką nie ma otwieracza. Wyobraź sobie, że to coś w rodzaju survivalu. A to akurat kiedyś podpatrzyłam, jeszcze w liceum - wyjaśniła, darując sobie kolejny złośliwy komentarz, a na jej twarzy pojawił się pogodny uśmiech, tak ładny, że gdyby tylko słońce ośmieliłoby się rzucić na nią swój ostatni promień, można byłoby porównać ją do aniołka. - Kluczem? Tak chyba robią ludzie. Możemy spróbować... Wepchnąć czy wykręcić? - zastanowiła się na głos. W tym przypadku radziła sobie równie słabo jak jej towarzysz. Kiedy jej rówieśnicy zawzięcie imprezowali, ona raczej stroniła od takich spędów. Nie zawsze co prawda, ale na opanowanie technik prowizorycznego otwierania wina, czasu jej nie starczyło.


    california rest in peace

    gdzieś tam dzwoni
    frankie&co
    chętnie zagram
     
    Jeremiah Kingsley



    I'm not always selfish Just bad at romance


    redaktor naczelny The Stranger | autor bestsellerów


    I'm not always cold Just good on my own

    Jeremiah John
    Kingsley








      
    AUBURN PINE HOUSES
       w Berrylane zostanie do kolejnej przeprowadzki

      
    Chase the bag, kid, never chase a dame

      
    46 y.o.

      
    188 cm

      


    2020-04-17, 23:19


    Jerry’ego bezustannie charakteryzowało osobliwe zacięcie oraz pasja względem wykonywanego zawodu. Stopniowo, dziennikarstwo stało się znacznie bardziej interesujące od pisarstwa. Ongiś, pisanie jawiło się niczym wybawienie od tworzenia tekstów pod dyktando czyichś upodobań. Spisywanie opowiadań, wydawanie ich oraz budowanie sobie reputacji wartością własnych słów bądź przekonań okazywało się formą buntu przeciwko poddawaniu woli innych. Nawet, gdy jako ceniony redaktor lub scenarzysta posiadał sporą swobodę w doborze tematów lub kreowaniu atmosfery scen – wciąż nie było to stuprocentowo jego. Aktualnie, robota w The Stranger ofiarowywała brunetowi miejsce na samym szczycie łańcucha pokarmowego. Kształtował gazetę wedle uznania i najwyraźniej świetnie mu szło. Ponadto, uwielbiał kierować ludzi i dociekać. Jako naczelny łączył przyjemne z pożytecznym. Troszkę szkoda, iż cierpiała na tym następna powieść do której nie miał ani serca ani siły ani ochoty się zabierać.
    - Touche. – z westchnieniem pokręcił łepetyną na boki. Bardziej do siebie, niż do blondynki – tym samym doceniając ciętość wymierzonej w jego kierunku riposty.
    Myślę, że to kwestia odpowiedniej motywacji. – udowodnić kobiecie, że jest słabsza? Potrzebująca pomocy? Uratować „damę z opresji”? Znaczy, ładną damę; ponieważ brzydką prędzej wepchnąłby do rowu, coby nie zabierała mu miejsca na przydrożnej ścieżce, hehe. – Daj spokój. – parsknąwszy śmiechem, przymrużył lekko ślepia obrzucając rozmówczynię wesołym, lecz stanowczym zerknięciem. Jak gdyby ostrzegając przed konsekwencjami dalszego ucierania mu nosa. Trzeba przyznać – rzadko komu Kingley pozwalał na tak wiele. Na triumfowanie ponad sobą. Ophelia nie powinna wykorzystywać owej przewagi.
    Na wyrażenie „survival” w widoczny sposób wykrzywił wargi; zupełnie jakby perspektywa umiejętności przetrwania w dzikich warunkach kojarzyła mu się stricte z niższymi warstwami społecznymi, dzikusami lub studenckimi szaleństwami.
    Tak chyba robią ludzie.Czyżbyś nie czuła się człowiekiem? – ponownie się zaśmiał z powyższego sposobu konstrukcji wypowiedzi. Dobrze czuł się w towarzystwie blondyneczki. Znacznie lżej mu było na duszy. Cholera, tęsknił za starymi czasami. Może nie za wszystkim, ale za tym – z pewnością.
    - Może wepchnij, a potem przekręć. Taka metoda zwykle działa. – obrzuciwszy pisarkę spojrzeniem błyskającym łobuzerskimi iskierkami, nie poczuł jak brwi podpływają mu nieco ku górze. – Tak słyszałem. – oh, oczywiście. Zasłona kompletnej niewinności, bo przecież oboje wiedzą; że co złego to (na pewno!) nie on. – Daj, pokażę Ci. – i najwyraźniej śpieszyło mu się do otrzymania tytułu bohatera; ponieważ prędko uwolnił Phee od zbędnego ciężaru, by gwałtownym ruchem wcisnąć w korek najdłuższy i najostrzejszy spośrod kluczy. Wykonując dosyć dwuznaczne czynności planował bezczelnie wpatrywać się w buzię panny Mapples; ale nie udało się – korek był godnym przeciwnikiem i stawiając opór wymusił na Jemie wyrzucenie z gardła wiązanki przekleństw oraz zerknięciu na butelkę. Wysiłki mężczyzny zostały nagrodzone. Pykło, ze szklanej szyjki wydobył się obłoczek; a Kinglsey z zadowoleniem i szerokim uśmiechem na twarzy wbił w Ofelkę chłopięcy, podekscytowany wzrok w stylu: „Patrz, podziwiaj i schlebiaj!” Dumny z siebie wysunął trunek w jej kierunku– TAKI GENTLEMAN.

      𝐿𝒶 𝒷𝒾𝑒𝓃 𝓅𝒶𝓇 𝓁𝑒 𝓂𝒶𝓁?
      𝐿𝒶 𝓋𝑒𝓇𝓉𝓊 𝓅𝒶𝓇 𝓁𝑒 𝓋𝒾𝒸𝑒?
      

    sunny
    Eamon | Owen | Kirk
    nieobecna
     
    ophelia mapples



    zaczęło się od pisania kryminałów w Europie


    a skończyło w Berry na poszukiwaniu huntsmana


    i namawiam Owena do współpracy

    ophelia "phee"
    mapples








      
    WHITE LOG MEWS
       od miesiąca znowu

      
    Frankly my dear, I don't give a damn.

      
    30 y.o.

      
    164 cm

      


    2020-04-26, 16:06


    Żałowała, że w tym momencie nie miała pod ręką niezbędnika typowego, dla tego rodzaju ludzi, którzy wybierają się na piesze wycieczki, kończące się dopiero po kilku dniach, a czasem przeistaczające się na kilka miesięcy, włączając w to jazdę stopem. Gdyby pan Mapples dowiedział się, o myślach, które biegały teraz po głowie jego najstarszej córki z drugiego małżeństwa, prawdopodobnie dopadłby go zawał szybciej niż otworzyłby gębę żeby zrugać swoją latorośl. Jak wiele razy twierdził, już sam jej pomysł na zostanie pisarką prawie wprowadził go do grobu. Kto to widział żeby nazwisko Mapples jeździło autostopem, włócząc się po lasach! Może to właśnie to, oprócz samego gustu i smaku, było kolejnym czynnikiem, który nie pozwolił jej nosić przy kluczach otwieracza do piwa w kształcie serduszka albo innego badziewnego kształtu, w jakich lubowało się specyficzne grono posiadaczy pierdół sprzedawanych przy kasie w hipermarkecie. Mimo to, dalej uważała w duchu, że zakup ów wcześniej wspomnianego niezbędnika może się okazać wcale nie taki najgorszy. Wyobrażała go sobie jako niewielką saszetkę, w której znalazłaby wielofunkcyjny nóż albo i scyzoryk, kilka plastrów (gdyby użycie poprzedniego okazało się zbyt skomplikowane), jakiś bandaż (wciąż ma związek z powyższym) i krzesiwo (to na wypadek, gdyby wszystko zawiodło i musiałaby spędzić noc w lesie!). Jak na pisarkę kryminałów, niewiele wiedziała na temat przetrwania.
    - Twierdzisz, że jestem wystarczającą motywacją, czy wręcz przeciwnie? - zapytała, unosząc do góry kącik ust w rozbawieniu. W tym samym momencie jedna brew podniosła się zadziornie, uwydatniając błysk w niebieskich oczach. Poprzestała na poprzednich ripostach, w cichym porozumieniu, rzucając jedynie szeroki uśmiech. Pewnych granic się nie przekraczało, a Jeremiah Kingsley był człowiekiem o najwyższym dla niej autorytecie, dlatego z reguły starała się pilnować, aby jej cięty język nie zabrnął za daleko.
    - Daleko mi do poglądów Nietschzego, ale po prostu nie utożsamiam się z niektórymi grupami społecznymi. Nawet stwierdziłabym, że jestem gdzieś na uboczu jako niezależny obserwator - odpowiedziała, znów posyłając mu uśmiech pełen aprobaty. Jako jeden z niewielu potrafił umiejętnie złapać ją za słówka i skłonić w przyjemny sposób do refleksji. Ach, jej również brakowało tamtych rozmów, gdy przesiadywali godzinami, dyskutując na temat na pozór trywialnych rzeczy, a jednak odnajdując w nich głębszy sens. Pomimo pozornych różnic zdań, czerpała satysfakcję ze stawania w "opozycji" wyłącznie po to, aby poprzerzucać się argumentami w trakcie krótkich debat.
    - Nie spodziewałabym się po Tobie, że posiadasz tajniki takiej "tajemnej" wiedzy. Nawet ze słyszenia - zaśmiała się, obserwując jak przez dłuższą chwilę napina wszystkie mięśnie ciała, aby wyciągnąć korek. Bezskutecznie. Już zaczął wzbierać w niej cichy triumf, gdy nagle usłyszała znajomy dźwięk, a butelka wreszcie była otwarta. Wykrzywiła usta w grymasie uznania, kiwając dwa razy głową.
    - Chapeau bas, panie Kingsley - rzuciła w jego stronę, przyklasnąwszy dłońmi w ramach podziwu dla jego akcji ratunkowej.


    california rest in peace

    gdzieś tam dzwoni
    frankie&co
    chętnie zagram
     
    Jeremiah Kingsley



    I'm not always selfish Just bad at romance


    redaktor naczelny The Stranger | autor bestsellerów


    I'm not always cold Just good on my own

    Jeremiah John
    Kingsley








      
    AUBURN PINE HOUSES
       w Berrylane zostanie do kolejnej przeprowadzki

      
    Chase the bag, kid, never chase a dame

      
    46 y.o.

      
    188 cm

      


    2020-05-03, 00:32


    W tym aspekcie Jeremiah jest znacznie lepiej doinformowany od swej czarującej, niegdysiejszej podopiecznej. Pieczołowicie zbierał informacje do książek, selekcjonował je z niebywałą rozwagą oraz oddaniem starając się, by powieści miały jak najwięcej związku z rzeczywistością. Równocześnie uczył się. O survivalu, rodzajach węzłów. O broni palnej, anatomii (zarówno człowieka jak i zwierząt) oraz kruczkach prawnych. Z czystym sumieniem można zapewnić, iż pan Kingsley posiadł olbrzymią wiedzę ogólną; ze szczególnym uwzględnieniem wątków dotykanych w napisanych powieściach. Niestety, metoda otwierania wina bez użycia śrubokręta, korkociągu lub noża nie wliczała się w powyższe. Po kieszeniach nie trzymał również żadnego niezbędnika małego harcerza – zero scyzoryków, plastrów. Nawet piersiówki! Ale mógł pochwalić się czymś innym... Gdzieś pomiędzy jedną a drugą wypowiedzią blondynki; odruchowo obmacując jeansy oraz marynarkę w poszukiwaniach potencjalnej, lepszej opcji poza zestawem kluczy odnalazł swego gralla. Ciasno zawiniętą bibułkę wciśniętą do wewnętrznej kieszeni wraz ze stylową, posrebrzaną zapalniczką.
    Uśmiechnął się w charakterystyczny sposób sugerując właściwą odpowiedź. Kto jak kto – ona byłaby motywacją. – A która spośród grup jest Ci najbliższa? – lubił słuchać mądrych ludzi. Ludzi mających do powiedzenia coś sensownego. To nie jest tak, że Jerry wolał bezustannie nawijać o sobie – gdyby jego egocentryzm nie posiadał granic, prawdopodobnie brunet nie okazałby się przyzwoitym pisarzem. Aby skupić uwagę naczelnego trzeba było jednak umiejętnie zainteresować i trzymać w sercu wysoko rozwiniętą zdolność retoryki. Zaciekawienia opowieścią. Na dodatek Ophelię pobłogosławiono czymś, co facet jawnie nazywał „pięknym umysłem” – w przeszłości niejednokrotnie przestrzegając pannę Mapples przed utratą daru.
    - Wstrzymaj się z podziękowaniami...na to. - ...i teraz nadeszła pora na wysunięcie asa z rękawa. A raczej jointa, którego zaprezentował w dwóch palcach niczym magik pokazujący pałeczkę tuż przed wykonaniem klasycznej sztuczki z bukiecikiem sztucznych kwiatów. Wsunąwszy skręta pomiędzy wargi, Jem kilka razy pstryknął wysłużonym fojercojgiem z lubością wpuszczając w płuca kłęby dymu. Po oderwaniu od fajki odkaszlnął i wysunął ją w stronę kobiety.
    Siadamy gdzieś? Ja pierdolę... ale trzepło... – pierwsze kaszlnięcie przeszło w drugie, drugie w trzecie. – ...czy powoli idziemy do auta? To na serio niedaleko. Chodź, walniemy się na dachu. – i na poważnie, tym razem nie istniało za powyższym drugie, zbereźne dno. Żadnego „walenia” poza leżeniem na samochodzie i jaraniem trawy ze starą, wspaniałą przyjaciółką. Perfekcyjna forma relaksu.

      𝐿𝒶 𝒷𝒾𝑒𝓃 𝓅𝒶𝓇 𝓁𝑒 𝓂𝒶𝓁?
      𝐿𝒶 𝓋𝑒𝓇𝓉𝓊 𝓅𝒶𝓇 𝓁𝑒 𝓋𝒾𝒸𝑒?

    sunny
    Eamon | Owen | Kirk
    nieobecna
     
    ophelia mapples



    zaczęło się od pisania kryminałów w Europie


    a skończyło w Berry na poszukiwaniu huntsmana


    i namawiam Owena do współpracy

    ophelia "phee"
    mapples








      
    WHITE LOG MEWS
       od miesiąca znowu

      
    Frankly my dear, I don't give a damn.

      
    30 y.o.

      
    164 cm

      


    2020-05-11, 00:49


    Niektórzy zastanawiali się skąd te wszystkie pomysły, które ubierała w słowa, napływały do jej głowy. Nikt w Berrylane słysząc nazwisko Mapples, nie wyobrażał sobie go na okładce, a jednak się udało. Płynęła przez życie jak wartka rzeka, jakimś cudem składając to co zakiełkowało w jej wyobraźni do kupy. Dopiero po drodze poznawała fakty i robiła rozeznanie, nie przygotowując się wcześniej zupełnie. To dlatego kiepski byłby z niej survivalowiec. Niezwykłym fartem gładko przemykała między kolejnymi punktami, znajdując się w odpowiednim miejscu o odpowiednim czasie. Choć przypisywanie jej sukcesu wyłącznie szczęściu byłoby niesprawiedliwe. Wiele trudu włożyła w to, aby osiągnąć to co jawiło się przez długi czas jako nieosiągalne, a od samego początku było też od niej odpychane. Ophelia Mapples miała inne zobowiązania. Powinna znać kilka języków, w edukacji wieść prym, a na salonach bawić ludzi. O ile te dwa pierwsze udało jej się zaliczyć, niecodzienne poczucie humoru nie zrzeszało jej grona zwolenników wśród wymuskanych elit, które odwiedzały niegdyś jej rodzinny dom. Po cichu zdarzało jej się mawiać, że Ci ludzie poza przysłowiowym kijem w dupie nic sobą innego nie prezentowali, skutecznie ukrywając swoje oblicza pod nudnymi maskami. Dopiero wyjazd na lata do dużego miasta dał jej możliwość odetchnąć i zerwać na dobre okowy, z których wiecznie się wyrywała. Towarzystwo nie było już obrzydliwie nachmurzone kiedy kolejny raz poruszała niewygodny temat. Phee była ucieleśnieniem wolnego ducha w ciele, które do złudzenia przypominało porcelanowe lalki, które widuje się czasami w witrynach antykwariatów. Niewykluczone, że to właśnie to intrygowało wielkomiejskich sąsiadów i tak mocno denerwowało tych, tutejszych.
    - To zależy czy mam odpowiedzieć w zgodzie z jego filozofią, choć to uważam, że byłoby ciężkie. Nic nie jest zero-jedynkowe, ale myślę, że należę do obserwatorów - chwilę zajęło jej odpowiedzenie na to pytanie, przy czym śmiesznie zmarszczyła nosek, kiedy dłużej myślała. Ta odpowiedź jednak też jej w pełni nie satysfakcjonowała, więc przechyliła głowę na bok żeby kontynuować. - Aczkolwiek... Chyba za dużo wylewa się ze mnie słów żeby dało się przypisać mi to jedno miano. A Ty? Jak uważasz? - nie chciała nazywać siebie nonkonformistką w tych czasach. Owszem, jej sprzeciw tyczył się różnych ogólnie przyjętych wartości, ale nie aż nadto. Nie była też głośnym obserwatorem, chociaż zdarzało jej się wykrzykiwać swoje racje. Cichym również nie można było jej nazwać. Mimo to, lubiła spędzać godziny, skryta wśród trawy i drzew, podążając wzrokiem za przechodniami. Odkrywać ich codzienne nawyki i to co przyprawiało ich o irytację. To własnie tak spędzała wolny czas w dzieciństwie, na kolanach dzierżąc książkę, a czasem zeszyt, w którym zapisywała swoje uwagi.
    - O, łał - wyrwało jej się, kiedy dostrzegła zawiniątko z bibułki, które dumnie dzierżył dwoma palcami. Skinęła głową z uznaniem. Ten dzień, a w zasadzie nadchodzący wieczór, zaczął jawić się w jeszcze przyjemniejszych kolorach. - Pamiętam, że ten zaszczyt pierwszy i dotąd ostatni raz kopnął mnie, kiedy nasze drogi musiały się rozejść. Widzę, że nic się nie zmieniło. To dobrze - uśmiechnęła się do siebie, przypominając moment ich rozstania. Rzadko kiedy oddawała się chwilom wzruszenia, ale tamtego dnia pamiętała jakby to było dziś. Łzy wtedy błyszczały jej w oczach, mimo że staż u Kingsleya nie trwał wcale długo. Ponownie poczuła ukłucie radości z powodu spotkania starego (nie o wiek tu chodzi!) przyjaciela.
    Przechwyciła jointa szybkim ruchem i umieściła w ustach, zaciągając się nim głęboko. Mimo, że zdarzało jej się popalać wieczorami, tym razem także kaszlnęła. Nawet kilka razy. Po kilku sekundach poczuła przyjemne odrętwienie, a jej oczy na chwilę zabłysły na propozycję klapnięcia tu obok.
    - Oh... - posmutniała trochę, kiedy dokończył zapytanie. Miał jednak rację, niepotrzebnie by tu siadali. [b]- No dobra, możemy iść. Mam nadzieję, że się nie mylisz, bo wtedy chyba znowu rozważę Twoją propozycję poniesienia mnie na rękach. Zwłaszcza po tym- stwierdziła, mając na myśli te kilka palących w gardło buchów. Ale nie narzekała. Perspektywa położenia się na dachu samochodu z butelką wina i starym druhem (w zasadzie dwoma), napełniła ją porządną dawką optymizmu.


    california rest in peace

    gdzieś tam dzwoni
    frankie&co
    chętnie zagram
     
    Jeremiah Kingsley



    I'm not always selfish Just bad at romance


    redaktor naczelny The Stranger | autor bestsellerów


    I'm not always cold Just good on my own

    Jeremiah John
    Kingsley








      
    AUBURN PINE HOUSES
       w Berrylane zostanie do kolejnej przeprowadzki

      
    Chase the bag, kid, never chase a dame

      
    46 y.o.

      
    188 cm

      


    2020-05-17, 23:29


    Chełpił się swym sukcesem. Ciężko pracował na nazwisko i miłość czytelniczych mas. Kiedy inni chodzili na studenckie imprezy, on z ufnością poświęcał się pogłębionym studiom nad książkami i sporadycznemu wpadaniu do ojcowskiej firmy. Nieustanny wysiłek poskutkował zrodzeniem charakterystycznej butności oraz pretensjonalności z jaką mężczyzna podchodził do osób stojących (w profesyjnym łańcuchu pokarmowym) u jego stóp. Nawet równych sobie nie traktował z należytym szacunkiem. Czuł się lepszy i uważał, że absolutnie zasługuje na takie poczucie. Krwawica oraz przelany pot dawały mu święte prawo do wywyższania. Dlatego również bez krztyny żenady, Jem wzruszył lekko ramieniem i uśmiechnąwszy się perliście ofiarował rozmówczyni dosyć oczywistą odpowiedź: - Elita? Nie wyglądam na członka intelektualnej elity? – szczególnie z drobnym listkiem chowającym się w posiwiałych włosach oraz marynarką przybrudzoną ziemią. – Masz szanse, by do mnie dołączyć... – tutaj, po zrobieniu dwóch prędkich skoków znalazł się na niewysokim pniu. – ...na tym wspaniałym szczycie. – ramionami objął w powietrzu niewidzialny „wspaniały szczyt” jak gdyby obejmował wielkiego, pluszowego niedźwiadka. – Ale pracuj. Nie przestawaj. Nie zmieniaj się i nie dawaj sobą pomiatać. – palec wskazujący wyciągnął w kierunku blondynki, jakby obdarowując kobietę niezwykle cenną lekcją bądź subtelnym ostrzeżeniem. Posiadała talent. Niech tego nie spierdoli.
    Nie chciałabyś czasem dorobić w The Stranger? – oh, znikąd do łba Kingsy’ego wpadł następny genialny pomysł! Dołączenie Ophelii do zespołu, choćby na czas pisania jednego z dłuższych reportaży, wydawało się spełnieniem snu Jerry’ego. Współpracował z przyszywaną córką, a przecież właśnie możliwość dzielenia zawodowego triumfu z latoroślą pozostawało skrytym marzeniem redaktora.
    Zaśmiał się słysząc wspominki z dnia ich rozstania. Będąc tuż obok niej łatwiej przychodziło śmianie się z minionej chwili. Jemmy nie jest sentymentalny, lecz jako egoista z trudem oddawał swój skarb. Nawiedzało go wrażenie jakoby częściowo stał się „stwórcą” Mapples, także wypuszczenie dziewczyny w świat okazało się słodko-gorzkim doświadczeniem. – Pierwszy i ostatni? Serio...? To co Ty robisz w wolnym czasie? – optymistycznie założył, że niekiedy brała wolne od drążenia i węszenia. Z drugiej strony – pamiętał siebie w jej wieku. Zacięty, zaślepiony ambicjami. „Wyluzował” dopiero po dosięgnięciu gwiazd. Po zostaniu jedną z nich.
    Wydobywające się z Phee kaszlnięcia były niczym paliwo na silnik rozbawienia Jeremiaha. Z szerokim uśmiechem na wargach przejął jointa i zaciągnął się ponownie. Tym razem poprzestając na pojedynczym odchrząknięciu. – Oferta zawsze aktualna. – puszczając pisarce perskie oczko, z wolna ruszył drogą wyznaczoną przez pamięć. Równocześnie wysunął dłoń dopraszając się o butelkę i z całą pewnością za sekundę, w swej niecierpliwości, pociągnął sporego łyka. – Piszemy artykuł o jaszczurkach. – eh. no jak już zrodziła się w nim idea wspólnego rozgryzania najgorszego gangu w mieście; szybko nie odpuści. – A raczej korupcji w policji iiiii na wysokich stanowiskach urzędniczych... – spojrzeniem omiótł twarzyczkę rozmówczyni. Ostatecznie, Berry wpisywał się w szereg „tych drugich”.

      𝐿𝒶 𝒷𝒾𝑒𝓃 𝓅𝒶𝓇 𝓁𝑒 𝓂𝒶𝓁?
      𝐿𝒶 𝓋𝑒𝓇𝓉𝓊 𝓅𝒶𝓇 𝓁𝑒 𝓋𝒾𝒸𝑒?
      

    sunny
    Eamon | Owen | Kirk
    nieobecna
     
    Wyświetl posty z ostatnich:   
    Odpowiedz do tematu
    Nie możesz pisać nowych tematów
    Nie możesz odpowiadać w tematach
    Nie możesz zmieniać swoich postów
    Nie możesz usuwać swoich postów
    Nie możesz głosować w ankietach
    Nie możesz załączać plików na tym forum
    Możesz ściągać załączniki na tym forum
    Dodaj temat do Ulubionych
    Wersja do druku

    Skocz do: