menu


Poprzedni temat «» Następny temat
Finch's Records & Instruments
Autor Wiadomość
Berrylane


Wysłany: 2017-11-03, 17:48   Finch's Records & Instruments
  
Berrylane


Finch's Records & Instruments
  
[Profil]
 
 
Abraham Lyons
[Usunięty]

Wysłany: 2017-12-16, 20:34   

    #1


Kolejny dzień słabości w życiu Króla Bolca. Miał sobie podarować tą Lacey, serio. Ostatni raz o niej myślał dosłownie 27 minut temu. To jego rekord. Lacey wyłożyła na niego chuja (nie dosłownie), a on i tak jak skończony debil udawał, że przychodzi po płyty. W świecie gdzie może sobie posłuchać za darmo w spotify, albo po prostu nielegalnie ściągnąć. Co za głupota. I to też nie tak, że był napalony i ona była jego jedynym ratunkiem. Co jak co, ale na zainteresowanie kobiet nie mógł narzekać. Pewnie niejedna chętnie ogrzałaby jego i jego łoże. No, ale co z tego jak on wracał do jedynej, która go nie chciała. A przynajmniej nie na stałe. Pojeb. Nie ma co się tutaj w ogóle rozdrabniać. Tak czy siak jak już wyszedł z domu to poszedł do tego sklepu. Na piechotę. Liczył na to, że może gdzieś w połowie drogi się rozmyśli i wróci do domu. Niestety wiedział, że tak się nie stanie. Dotarł do sklepu i wszedł do środka. Przeszedł od razu to płyt z muzyką pop, bo nikogo tam nie było. Nikt się nie przyznaje do słuchania popu, ale tak naprawdę to wszyscy tego słuchają. Sięgnął po pierwszą płytkę, którą rozpoznał (Melodrama Lorde), wziął ją i podszedł do kasy gdzie stała Lacey. Pewnie była mega zajęta, bo przecież tyle ludzi chodzi do sklepów z muzyką zamiast zamówić przez neta, albo słuchać nielegalnie.
-Cześć, Lacey. -Przywitał się z uśmiechem i starał się nie rozpłakać na jej widok. -Już zostałaś kierownikiem czy jeszcze nie? -Zapytał i położył płytę, której nie potrzebował, ale i tak ją kupi, żeby zamienić z nią po prostu parę słów. Może go zaprosi na zaplecze czy coś.
 
 
Lacey Goldstein
[Usunięty]

Wysłany: 2017-12-17, 13:52   



    [1]


Lacey przeżywała ostatnio jakiś kryzys. Bardzo możliwe też, że wmówiła to sobie, bo odkąd odcięła się od obu braci Lyons jej życie wydało jej się do tego stopnia nudne, że zapragnęła jakiegoś urozmaicenia. Małą królową dramatu była i lubiła, kiedy miała na co narzekać, nad czym się rozwodzić i płakać, że świat zawsze działa przeciwko niej. Dlatego teraz cierpiała katusze chodząc codziennie do pracy, jakby w jednej chwili naprawdę przestała ją lubić. Właściwie to nawet nie zastanawiało ludzi aż tak z jednej, prostej przyczyny — w dzisiejszych czasach mało kto w ogóle kupował płyty, więc naturalnie większość czasu Goldstein spędzała siedząc za ladą i nabijając kolejne levele w jakiś głupiutkich grach. Gorzej było tylko wtedy, kiedy ktoś, kogo nieszczególnie chciała oglądać (tak jak Abe'a chwilowo, sorka) pojawiał się w drzwiach jej sklepu. Na szczęście początkowo tego nie zarejestrowała, więc mężczyzna nawet miał chwilę, by wyjść niepostrzeżenie i nie psuć jej jeszcze bardziej dnia. Podniosła wzrok znad telefonu, gdy usłyszała czyjś głos i zmarszczyła brwi. Brakowało jeszcze drugiego Lyonsa do kompletu.
— Cześć Abe — przywitała się i odłożyła telefon gdzieś pod ladę. Następnie wstała i przyjrzała mu się. Czy powinna zaniepokoić się tym, że się tu pojawił? Normalnie nie obawiała się takich rzeczy, ale jakby się okazało, że zaraz z zazdrości by jej twarz pociął żeby nikt inny jej potem nie miał to trochę przypał. Szczególnie, że Lacey naprawdę lubiła swoją twarz. — Jeszcze nie, chyba się to nie wydarzy. A co u ciebie? — zapytała i rękę wyciągnęła po płytę, którą nadal trzymał. Musiała mu ją przecież skasować, prawda? Wtedy sobie pójdzie i przestanie się na nią dziwnie patrzeć, a ona będzie mogła wrócić do gry, bo chyba jest już o krok od pobicia własnego rekordu.
 
 
Abraham Lyons
[Usunięty]

Wysłany: 2017-12-21, 21:52   

W momencie, w którym odłożyła telefon Abe poczuł się maks żałośnie. Już pożałował, że w ogóle tutaj przyszedł. Aż się skrzywił jakby go coś zabolało. Nawet położył sobie rękę w okolicach żołądka, ale ból był gdzieś bardziej w okolicach klatki piersiowej. Chociaż może to po prostu zgaga? Albo brało go na wymioty? Ciężko było to określić, a on sam nigdy nie był za dobry w gadaniu o swoich uczuciach. Zamiast tego przełknął tylko ślinę i posłał jej jakiś uśmiech. -To w sumie dobrze. Nie pasuje do ciebie taka żałosna posada. -Znowu się uśmiechnął. -Zasługujesz na lepszą pracę. -Dodał jeszcze i spojrzał na płytkę Lorde, do której będzie dzisiaj płakał myśląc o tym, że przyszedł tutaj odbyć super żałosną rozmowę z laską, która w ogóle go nie chciała. -W porządku. Nie narzekam. -Wzruszył ramionami. Przecież jej nie powie, że przyszedł, bo za nią tęskni jak jakaś spierdolona gimnazjalistka za gościem, z którym nigdy nawet nie gadała. Oczywiście podał jej płytę. Zrobił to niechętnie, bo wiedział, że jak tylko dokona zakupu to nic więcej nie będzie go tutaj trzymała i równie dobrze mógłby iść do domu. No, ale cóż. Głupio byłoby też tej płytki nie dać. -Masz jakieś plany na wieczór? -Zapytał. Uznał, że najwyżej każe mu spierdalać czy coś. A jak nie to może nawet się pokusi żeby gdzieś z nim wyjść. -Może byśmy się gdzieś wybrali? -Zaproponował i nawet się wyprostował i wsadził ręce w kieszenie, żeby nie widziała jego stresu.
 
 
Naomi Finch


Wysłany: 2018-01-31, 20:02   

#1

Naomi pomimo faktu, że należy do rodziny Finchów nie często zapędzała się do sklepu, którego właścicielami od wielu pokoleń byli członkowie jej familii. Najczęściej bywała tu tylko dlatego jeśli miała jakąś sprawę do kuzynki, wujka albo do którejś z osób, które zajmowały posadę w tymże miejscu. Dzisiaj wcale nie było inaczej. Blondynka liczyła na to, że uda jej się trafić akurat na zmianę Danny'ego, z którym zdecydowanie musiała porozmawiać. Złożyło się tak, że tydzień temu starszy chłopak uratował jej skórę przed jedną z Jaszczurek, więc normalnym było to, że chciała spłacić dług wdzięczności i odpowiednio podziękować mu za jego heroiczne zachowanie, bo przecież wcale nie musiał jej bronić i ominąć szerokim łukiem dwudziestodwulatkę oraz przeciwnika, z którym się wtedy konfrontowała. Na całe szczęście Strickland nie był aż tak bezdusznym człowiekiem i dzięki niemu Finchówna była cała i zdrowa. No prawie... Na dłoni miała niewielkie zadrapanie, ale nie było to raczej nic poważnego.
Jasnowłosa przemierzała ulice miasteczka w strugach deszczu. Oczywiście nie zabezpieczyła się w żaden parasol, więc teraz musiała moknąć, ale Finch's Records & Instruments znajdowało się bardzo blisko jej miejsca zamieszkania dlatego w ciągu zaledwie pięciu minut, dzwonek przymocowany do drzwi wejściowych dał znać pracownikom, że znalazła się w środku. Naomi przywitała się ze wszystkimi i nie wdając się z nikim w niepotrzebne dyskusje, zaczęła szukać dwudziestopięciolatka. Na całe szczęście Danny odbębniał swoją zmianę i dziewczyna znalazła go na zapleczu. Najwyraźniej organizował sobie przerwę albo zajmował się papierkową robotą.
- Hej. Mam nadzieję, że nie przeszkadzam. - powiedziała, a następnie przysiadła się do stolika, przy którym siedział chłopak. - Przyszłam do ciebie z maleńką propozycją. - dodała, chociaż jej wypowiedź brzmiała dość tajemniczo i tak naprawdę nie do końca było wiadomo czego można można się po niej spodziewać.
  
[Profil]
 
 
Danny Strickland


Wysłany: 2018-02-09, 23:28   

Czwartkowe popołudnie Danny spędzał w pracy. Trzeci dzień z rzędu stawiał się o poranku w sklepie Finchów, by sumiennie wypełniać swoje obowiązki pracownika i zakończyć je dopiero późnym wieczorem. Był zmęczony i nieco znużony, ale mimo wszystko całkiem zadowolony, bo jakby na to nie patrzeć - lubił swoją posadę i zyski, jakie czerpał z jej piastowania. Poza tym dzisiaj sporo czasu spędzał na zapleczu, bo odpowiedzialny był za złożenie zamówienia na płyty, instrumenty i inne niezbędniki, które normalnie można było znaleźć w salonie. Urzędując więc przy komputerze, z jedną nogą ułożoną na skórzanym krześle i telefonem komórkowym przy uchu, zaciskał palce wokół porcelanowego kubka wypełnionego kawą, którą raczył się podczas wysłuchiwania odpowiedzi swojego rozmówcy.
- Świetnie, bardzo dziękuję. W takim razie za momencik prześlę panu dokładną listę. - powiedział z wyczuwalnym entuzjazmem w głosie, gdy drzwi się uchyliły, a w progu stanęła Naomi. Blondyn kiwając do niej głową na przywitanie uśmiechnął się delikatnie i przeczesał gęste włosy palcami. - Tak, ja również. Do usłyszenia. - dodał odsuwając od siebie smartphone'a i naciskając na jego ekranie czerwoną słuchawkę. Dopiero potem obrócił się przodem do przyjaciółki i uniósł z zainteresowaniem brwi do góry.
- Muszę tylko maila wysłać, ale to może chwilę poczekać. Co to za propozycja? - zapytał zaciekawiony, a zaraz potem podsunął sobie kofeinowy napój pod nos, by móc się nim poczęstować. Dostrzegł przy tym, że panienka Finch jest przemoczona, przez co zaczął się rozglądać dookoła. - Rozumiem, że nie przyszło ci do głowy zabrać ze sobą nic przeciwdeszczowego na taką pogodę? Mogę ci zaproponować na zmianę jakąś koszulkę Caleba albo moją bluzę. - zaproponował wracając wzrokiem na twarz jasnowłosej dziewczyny.
  
[Profil]
 
 
Naomi Finch


Wysłany: 2018-02-17, 19:56   

Jedną z cech charakteru jakie blondynka lubiła w swoim przyjacielu, był na pewno fakt, że wobec niej był nieziemsko troskliwy. Przed poznaniem go nie spodziewałaby się, że którakolwiek z Jaszczurek mogła się w taki sposób zachowywać. Oczywiście był jeszcze Rogers, który również pracował w sklepie jej rodziny, ale jego dane było jej poznać jeszcze za czasów liceum kiedy brunet nie miał nic wspólnego z miejscowym gangiem. Przez fakt, że Danny wspomniał na głos o zmianie przemoczonego ubrania, Naomi kompletnie pominęła pytanie dotyczącego tego po co się tutaj właściwie znalazła. Zamiast tego machnęła ręką na znak, że wcale nie potrzebowała nowej garderoby.
- Daj spokój. To miłe, że się tak przejmujesz, żebym się przypadkiem nie przeziębiła, ale nie zapominaj, że mieszkam zaledwie jedną przecznicę stąd. - odpowiedziała z uśmiechem. Nie miałaby nawet serca, żeby zabrać mu bluzę, a potem mieć świadomość, że to chłopak wraca do swojej przyczepy bez kompletnie żadnej ochrony przed deszczem. No chyba, że gdzieś trzymał parasol, ale akurat tego przedmiotu jasnowłosa nie miała w zasięgu swojego wzroku.
- A wracając do mojej propozycji! - powiedziała, przypominając sobie nagle o tym aspekcie. Dwudziestodwulatka wyszczerzyła się do Stricklanda dość szeroko i dopiero kontynuowała wypowiedź. - Po ostatnim odeskortowaniu mnie z Pink Waters mam u ciebie dług wdzięczności. Wiem, że nie jestem super kreatywna, ale co byś powiedział na wspólny wypad do baru na piwo albo dwa? - zapytała. - Oczywiście o ile tylko masz ochotę i nie musi to być koniecznie dzisiaj. - zaczęła od razu wyjaśniać. Naomi zdawała sobie sprawę, że jej przyjaciel może być nieco zmęczony po swojej zmianie w pracy i mimo wszystko nie chciała go na siłę ciągnąć do alkoholizowania się zwłaszcza, że równie dobrze mogli to uczynić za dwa albo trzy dni czy nawet później. Finchówna spojrzała na twarz blondyna swoimi wielkimi, błyszczącymi oczami i wyglądała co najmniej tak jakby nie chciała słyszeć sprzeciwu, ale na pewno by się z nim pogodziła.
_________________

[Profil]
 
 
Dante Algerio


Wysłany: 2018-07-08, 21:41   

#3

Jeżeli można mówić o jakimkolwiek życiu miasteczka, to tliło się ono (cóż za odkrycie) w samym centrum. Tutaj zazwyczaj można było spotkać jakieś znudzone twarze, snujące się po ulicy w jakimś bardziej lub mniej konkretnym celu. To miejsce trzeba dobrze rozchodzić, rozetrzeć na tych chodnikach swoje podeszwy, przejść parę kilometrów w tę i we w tę. Trzeba je dobrze wytrzeć, tak jak o mokrą trawę wyciera się psie gówno z buta. Dopiero wtedy idzie tu jakoś w miarę normalnie funkcjonować. Niesmak pozostaje, ale nie ma już tego smrodu, krępującego poczucia dyskomfortu, że coś jest nie tak, jak być powinno. Wyjebane.
Dante nie czuł się tutaj obcy. Dla odmiany to Seattle zaczęło być mu coraz bardziej odległe, mimo, że pojawiał się tam niemal codziennie. Emanuela z tęsknoty za swoim pierworodnym zapłakałaby się pewnie na śmierć, bo już samą wyprowadzkę ledwo kobieta przeżyła. Leżała tydzień na kanapie w salonie, wachlując się nowym numerem Vogue i nie docierały do niej żadne inne bodźce, chyba, że dźwięk telefonu. Na dźwięk telefonu zrywała się jak rażona piorunem i z ogromną nadzieją w głosie krzyczała do słuchawki: Dante?! Zazwyczaj był to jakiś pan, reklamujący nowy odkurzacz, czy jakieś inne bajery i wtedy Emanuela wpadała w szał, rzucała słuchawką wykrzykując różne przekleństwa i wracała do swojej poprzedniej pozycji. Ojciec ciągle powtarzał, że Dante przecież nie siedzi w więzieniu, że jest tylko półtorej godziny drogi od Seattle i że zawsze może do niego zadzwonić. Jednak Emanuela była kobietą o wyjątkowym temperamencie. I Luca to wiedział, kiedy brał ją sobie za żonę. Ale cofnę się, bo wybiegłam za bardzo. No, psie gówno. I co można robić, w tym smutnym, jak pizda miejscu. Finezja, polot. Coś takiego. Co tam śmierć burmistrza, nowe wybory i nowe dramy. Można zrobić wixę w garażu. Ciekawe kto by przyszedł. Pewnie same młode bździągwy i ich napruci dopalaczami koledzy. A jemu marzy się taka stara dobra wixa. I muza z kaset, skręcane szlugi, smród beztroskiego życia, kwas, tanie piwo o smaku zimnych sików. Takie mu myśli do głowy przychodziły, kiedy grzebał wśród kaset z muzyką techno, które jakimś cudem jeszcze nie poszły do gazu. Ktoś to w ogóle kupuje? Czy tylko on jest takim zjebem. Taki był pochłonięty swoimi myślami, że nie zauważył swojego ulubionego dziennikarzyny, hehe. Dopiero zwrócił na niego uwagę, kiedy - o ironio - zderzyli się plecami! Chcąc nie chcąc odwrócił głowę, mierząc go wzrokiem pełnym pogardy, jakby ten właśnie przeglądał kącik z dyskografią Justina Biebera, czy innej Miley Cyrus.
[Profil]
 
 
casper haggstrom


Lives in
fallen cloud

w Berrylane od dwóch lat


jego podpis widnieje pod artykułami w the stranger

od kilku tygodni daje z siebie wszystko jako samotny ojciec

Wysłany: 2018-07-11, 17:36   
  
casper

  
haggstrom

  

  

  

  

  


  
Your hair was wild just like a lion's fur, I want to lie with you and make you purr.

  
29 yo

  
176 cm

  


#10

Centrum rzeczywiście było najciekawszą częścią miasta. Albo inaczej - to tutaj można było znaleźć najwięcej sklepów, barów i innych lokali, które skutecznie pomagały mieszkańcom Berrylane w radzeniu sobie z nudną rzeczywistością. Ostatnio jednak nie mogli chyba narzekać na nudę. Nie dość, że dochodziło do tych wszystkich morderstw to jeszcze, podobno, schwytali sprawcę, który okazał się zarazem Roscoe Flanaganem. Jakby tego było mało stary burmistrz zszedł z tego świata, a na jego miejscu pojawił się jakiś seksuolog znany głównie ze swojego związku z jednym z niewielu czarnoskórych w mieście. Zawsze coś, nie? Lepsze takie wiadomości niż kolejny artykuł wspominający zbiórkę jagód czy inne, równie emocjonujące wydarzenia. Z drugiej strony przez te wszystkie tragedie miał w końcu coś do roboty, a raczej coś ciekawego do roboty. Wcześniej też pisał, jasne, ale jednak opisywanie morderstwa i szukanie dowodów na własną rękę było dużo ciekawsze od pisania o nowym barze czy sklepie w mieście.
Na szczęście dzisiaj miał wolne. Z samego rana kręcił się po swoich czterech ścianach, sprzątając i naprawiając krany i inne pierdoły, a po południu zdecydował, że dość, najwyższy czas zebrać się i wyjść na miasto. Tak też zrobił. Zajrzał do swojej ulubionej kawiarni, wszedł coś zjeść do jednego z lepszych, przynajmniej jego zdaniem, barów, a na sam koniec stwierdził, że może sobie pozwolić na wejście do sklepu muzycznego. Miał trochę pieniędzy, a nóż widelec znajdzie coś ciekawego i będzie mógł dorzucić do swojej kolekcji jakąś kasetę albo płytę? Stał tak już z kilkanaście minut, przeglądając te nieszczęsne płyty aż na kogoś nie wpadł plecami. Momentalnie się odwrócił, wbijając wzrok w nie... o, a jednak znajomego! Kąciki jego ust drgnęły. - Hej! - przywitał się, wyraźnie zadowolony z faktu, że wpadł na kogoś, kogo zna. Szkoda, że biedaczek nie wiedział, że Dante za nim nie przepada. Może wtedy dałby mu spokój? Chociaż nie, kogo ja oszukuje, pewnie by spróbował się wtedy chociaż dowiedzieć co jest powodem tej niechęci. - Szukasz czegoś konkretnego czy patrzysz o tak, bo może na coś wpadniesz? - zaczął rozmowę, nie wypuszczając z ręki płyty Stinga. Nie żeby planował ją kupić, ale kto wie, może mu się odmieni za chwilę? Jak nie znajdzie nic lepszego to chociaż Stinga zabierze ze sobą do domu. - W ogóle jak Ci się podoba Berrylane? Bo trochę już tutaj siedzisz, nie? - był na jego miejscu, także wiedział, że początki w miasteczku są dosyć ciężkie. Teraz już się przyzwyczaił i tak szczerze powiedziawszy ciężko mu było wyobrazić siebie z powrotem w wielkim mieście. Jasne, jakby mu redaktor kazała to by wyjechał, ale tak? Nah, tak to się cieszył z odpoczynku od hałasu, tłumów i zdecydowanie za wysokich cen w sklepach. [zt]
_________________
  
[Profil]
  MÓW MI: karo;
MULTI: booker, deacon;
 
Bowie Bowden


Wysłany: 2018-08-12, 15:47   

#2
Chciała coś zrobić. Musiała. Tylko, że rodzice jej nie dopuszczali co frustrowało Bowie jeszcze bardziej niż gdyby miała się martwić znając prawdę, którą ukrywano. Po prostu wolała wiedzieć skąd te wszystkie kłótnie niż czekać aż rodzice postanowią się rozwieźć i dopiero wtedy powiedzą, że to jej wina. Tak, brała ów opcję pod uwagę zwłaszcza, że pamiętała dzień, w którym pierwszy raz zobaczyła panią Bowden. Nie była zadowolona decyzją, którą podjął mąż i choć przez te lata zdążyła pokochać blondynkę to nadal mogła mieć do niego żal. Merlin jeden wiedział o co, ale dorośli byli nieodgadnieni. Ba, ludzi samych w sobie nie dało się zrozumieć, ale najbardziej co denerwowało Bowie to fakt, że ją zlewano. Chciała być dobrą córką i porozmawiać z rodzicami, ale oni mówili coś o ‘problemie dorosłych’ lub ‘to nic takiego skarbie’. Jeżeli to nie było nic takiego to dlaczego wciąż trwało? Czemu ludzie nie potrafili mówić prawdy tylko kłócili się bezsensownie a potem porzucali swoje dziecko na pastwę losu?! A nie.. chwila. To nie ta sama historia, ale Bowie bała się, że mogło dojść do powtórki.
Przerypane.
To samo tyczyło się Alexy (bo miała przerypane), która nieświadomie zgodziła się by Bowie pograła na perkusji z wystawy sklepowej, co brzmiało jak wściekły tłum z maczetami, który goniła policja a za nimi gnało stado byków. Nie było źle, bo miało rytm i jakiś sens, ale złość w tym wszystkim wyrażana wręcz prosiła się o uciszenie. Biedna Finch nie miała pojęcia co czyniła pozwalając koleżance swej przyjaciółki na skorzystanie z instrumentów.
Przerwanie Bowie byłoby samobójstwem, które sama sobie urządziła w chwili, gdy jedna z pałeczek po prostu się złamała, bo chciało jej się uderzyć w głośnik stojący obok.
- Cholercia! – wyrzuciła z siebie oddychając głęboko, jak po jakimś maratonie i po spojrzeniu o obłamane drewno niepewnie zerknęła w kierunku Alexy. Od razu skuliła ramiona i uśmiechnęła się niewinnie niczym szczeniaczek, który nie miał pojęcia, że nie wolno gryźć brzegu kanapy. – Wybacz. – przeprosiła wracając do poprzedniej pozycji. Wstała z miejsca, zgarnęła plecak z podłogi i podeszła do Finchówny stojącej gdzieś między pułkami albo za ladą. – Zapłacę. – niech już będzie, że straci. Najwyżej nie będzie miała pieniędzy na weekend, które i tak zamierzała odłożyć do starego zegara, który robił za jej świnkę skarbonkę, znalezionego na wysypisku.
[Profil]
 
 
Alexa Finch


Wysłany: 2018-08-12, 18:14   

#1
Alexa nigdy nie była idealną córką. Zawsze robiła rodzicom na złość i mieli totalnie przerypane z nią. Zresztą jak wszyscy znajomi. Finch robiła co chciała i jeśli głupoty jej wpadały do głowy to oni byli od tego by jej towarzyszyć albo próbować wmówić, że to jednak bardzo zły pomysł.
Dzisiaj jednak nie miała zbyt wiele czasu dla siebie, bo zgodziła się wziąć cały dzień w sklepie. Szczerze? Może to nie była idealna praca dla Finczówny ale dzięki temu mogłaby odłożyć kasę na wymarzoną podróż po Stanach. Poza tym kochała muzykę i kiedy miała więcej luzów w sklepie mogła sobie pobrzdękać na gitarze, więc to jednak nie była zła praca. Co jak co, ale Bowie się tutaj nie spodziewała z racji tego, że jakieś kilka dni temu była wymienić struny. Finch nie potrafiła jej odmówić grania na perkusji i wciąż tłumaczyła, że to naprawdę dobra znajoma i jej można ufać.
To nic, że tak naprawdę słabo ją znała, ba praktycznie wcale! No ale uroczy uśmiech i Alexa się zgadzała. Próba podlizania się? Zdecydowanie tak i nawet potrafiła się do tego przyznać przed kilkoma bliskimi osobami.
Siedziała za ladą przeglądając segregator z listą przydatnych rzeczy do zamówienia. Miała ogarnąć co było im potrzeba, ale skupienie się w tym hałasie było mało możliwe. Zrobi to później po prostu i nie będzie teraz blondynie przeszkadzać. Zresztą styl gry pokazywał, że zdecydowanie miała zły dzień i potrzebowała się wyładować. Alexa była miłą osóbką i jej na to pozwoliła, bo sama miewała takie dni i wtedy miała ochotę roztrzaskać wszystko w drobny mak.
Początkowo nie zwróciła nawet uwagi, że coś się stało. Dopiero uniosła wzrok gdy padł tekst o zapłaceniu. Najpierw chwilę przyglądała się młodszej dziewczynie a potem zwróciła uwagę na pałeczkę. Cmoknęła i wzruszyła ramionami. - Nie przejmuj się - zgarnęła zepsutą rzecz i rzuciła ją do swojego plecaka. Dopiero teraz ruszyła zadek z miejsca i przejrzała jedną z szuflad. Była na tyle mądra, że w zeszłomiesięcznym zamówieniu dodała na szybko pudełko z nowymi pałeczkami. Pozwalała Bowie grać i trzeba było zaopatrzyć się gdyby coś się podziało. -Pochowam pałeczkę w ogródku i zrobię jej jakiś ładny pogrzeb - uśmiechnęła się szeroko. Położyła nowiuteńką pałeczkę -Możesz dalej się wyżywać na perkusji, bo chyba tego potrzebujesz - sama wolała grać na gitarze i to ją w miarę uspokajało. Nie chciała być ciekawska i musiała się ugryźć w język by nie zapytać co się dzieje.
[Profil]
 
 
Bowie Bowden


Wysłany: 2018-08-12, 20:30   

Może nie powinna przejmować się aż tak bardzo, ale nie umiała inaczej zwłaszcza, że rozchodziło się o rodziców. Jednych już straciła. Nie chciała powtórki z rozrywki zwłaszcza, że po poprzednim jeszcze nie doszła do siebie. Nadal miała wiele pytań, na które zapewne nigdy nie zdobędzie odpowiedzi, ale to nie zmieniało faktu, że wierciły jej dziurę w brzuchu. Chciała wiedzieć tak bardzo jak pragnęła poznawać świat nie bez powodu w miarę dobrze umiejąc grać na perkusji, bo już kiedyś tego próbowała, ale nie spodobało jej się to aż tak bardzo jak myśl o graniu na fortepianie razem z tatą. Marzenia ściętej głowy. I na co to wszystko? Dla czegoś co poczuła parę lat temu, gdy zrozumiała, że dwójka nowych dorosłych w jej życiu mogła coś znaczyć? Po co się angażowała skoro oni ją zlewali?
Przynajmniej jedno zmartwienie z głowy. Martwa pałeczka.
Zmarszczyła brwi niepewna, co takiego dziewczyna wyprawiała, aż nagle na blacie pojawiła się nowa pałeczka, ale nieco wcześniej był żart o pogrzebie i uśmiech, na który od razu zwróciła uwagę. Odruchowo go odwzajemniła automatycznie zaczesując włosy za ucho. Skąd to zachowanie?
- Taaa.. może lepiej znajdę coś mniej kosztowanego zanim przypadkowo to zniszczę. – nikt nie powiedział, że na pałeczce się skończy. Nie było jej stać na kupno zepsutej przez siebie perkusji i szczerze wątpiła by dziewczyna ze sklepu była gotowa to podmienić i naliczać straty. – Poza tym perkusja to nie moja ‘rzecz’. – przyznała, nie wiedzieć czemu decydując się na taką małą wylewność. Wcześniej nie miała z Finchówną zbyt wiele do czynienia. Kumplowały się z tą samą osobą, więc znały z widzenia i krótkich grzecznościowych zwrotów, ale nigdy nie miały okazji dłużej ze sobą porozmawiać głównie przez fakt, że gdy już do tego miało dojść to Bowie gdzieś znikała. – Ale walenie w bębny jest lepsze od bicia pięściami w ścianę. – westchnęła ciężko i spojrzała na swoje dłonie, które mogły być teraz poharatane. – Nie ma dowodów – nie ma pytań. – a ostatnie czego chciała to rodziców zastanawiających się czemu miała obite pięści a potem kazania na temat zachowania, które i tak nie było złe nie licząc codziennych wybryków, ale te i tak nigdy nie należały do ‘karalnych’. – Mogę o coś zapytać? – perkusja zadziałał tylko na chwilę, więc potrzebowała więcej, znacznie więcej. – Co robisz kiedy jesteś wściekła? – niestandardowe pytanie, ale po prostu była ciekawa czy istniały jeszcze jakieś inne opcje, bo te z uspokojeniem się w swej samotni (pokoju) nie zdały testu zwłaszcza, że na dole ciągle było słychać krzyki rodziców.
[Profil]
 
 
Alexa Finch


Wysłany: 2018-08-13, 01:13   

Alexa może i bywała wściekła na rodziców i czasami miała chęć zamordować ich we śnie, ale gdyby ich straciła to było by najgorsze co mogło się jej przydarzyć. Mimo wszystko byli jej rodzicami i jakoś nie widziało jej się samotne życie bez nich.
Musiała przyznać, że dziewczyna była serio urocza. Nic dziwnego, że Alexa zwróciła na nią uwagę. Jakoś nie kryła się z tym, że płeć piękna ją interesuje, ale też nie rozpowiadała tego na prawo i lewo.
-To jest jakieś wyjście - wyszczerzyła się bardziej i zaraz schowała pałeczki, bo widoczne Bowie nie miała zamiaru więcej grać. - W takim razie co jest twoją rzeczą? - uniosła brew nieco zaciekawiona. Dobra, bardzo była ciekawa tej dziewczyny z racji tego, że ta zawsze gdzieś uciekała i nie mogły się poznać jakoś bardziej. A jak pytała Evie to też mało czego się dowiadywała. To frustrujące! Szczególnie, że była naprawdę ciekawa i chciała poznać dziewczynę. -Bicie pięściami w ścianę jest trochę brutalne nie uważasz? - zmarszczyła brwi -Ale znam sposoby by takie rzeczy ukryć przed dorosłymi - uśmiechnęła się lekko. Nie to, ze pochwalała jej wybory wyładowywania złości. Jednak była na tyle bystra i zaradna by takie rzeczy mogła ukryć. Zawsze można zwalić to na nową modę i zacząć nosić jakieś skórzane rękawiczki bądź coś w tym stylu. Pomysłowość nie zna granic.
Skinęła głową opierając się łokciami o ladę i skupiając całą swoją uwagę na dziewczynie. Kij z tym, że właśnie do sklepu wszedł klient. Zajmie się nim za chwilę, albo dopiero jak zapyta o coś. Skinęła głową. Kto pytanie nie błądzi i takie tam. Poza tym Alexa nigdy nie miała problemów z odpowiadaniem na dziwne pytania. Jeśli nie będzie chciała odpowiedzieć to nie odpowie i tyle. -Kurcze to ciężkie pytanie - przygryzła wargę chwilę grzebiąc w pamięci -Najczęściej wygarniam rodzicom co o nich myślę - prychnęła pod nosem. Jakie to śmieszne. Nawet jak tym razem nic nie zrobili to i tak im się obrywało za wszystko. Nie jej wina, ze stali na jej linii ognia wtedy. Trudno! -Poza tym siedzę w pokoju i gram na gitarze. Ewentualnie jestem gdzieś w Berry i wycinam ludziom numery. Nie wiem dlaczego, ale ich reakcje sprawiają, że jakoś mi lepiej - stwierdziła bawiąc się ołówkiem trzymanym teraz w dłoni. -O! Najlepiej wyładować złość podczas uprawiania sportów. Godzinami wtedy gram w kosza - dodała jeszcze na szybko. -Jak potrzebujesz się wyładować to zawsze mogę asystować czy coś - zaproponowała uśmiechając się uroczo. A co, nie zaszkodzi spróbować. Może chociaż raz spędziłaby dłużej z Bowie niż kilka sekund na przywitaniu. To nic, że musiała spędzić w sklepie jeszcze trochę czasu.
[Profil]
 
 
Bowie Bowden


Wysłany: 2018-08-13, 21:08   

- Tamburyno. – odpowiedziała od razu i bez zastanowienia, bo dobrze wiedziała za czym przepadała, ale też była świadoma, jak inni reagowali na jej ulubiony instrument. Alexa jednak na pewno zrozumiała, że tamburyno, będące raczej wesołym instrumentem, nie nadawało się do wyżycia. Perkusja owszem. – Fortepianem też nie pogardzę. – nie wiedzieć czemu nie wspomniała o gitarze. Wydawało jej się to oczywiste, na pewno bardziej niż wspomniane instrumenty, dlatego uznała, że brunetka o tym wiedziała, domyślała się albo Evie jej powiedziała. Ciężko stwierdzić, co w tej chwili kierowało Bowie, której myśli często nie nadążały za wypowiadanymi słowami.
- Brutalna. – przytaknęła. – Dlatego tutaj jestem. – przyznała dziewczynie rację, bo sama nie miała tendencji do agresji chyba, że ktoś zagrażał jej bliskim, ale walenie w ścianę z wściekłości raczej odpadało. Raczej.
Na kolejne słowa machnęła ręką, bo nie zamierzała robić tego, o czym wcześniej wspomniała, ale zapamięta, że w razie czego o porady ‘jak coś ukryć przed dorosłymi’ mogła sięgnąć do Alexy, o ile ktoś inny wcześniej nie wykaże się kreatywnością (albo sama na coś nie wpadnie).
Zerknęła w stronę drzwi, przez które wszedł mężczyzna, zapewne nowy klient, ale nie przejęła się nim aż tak bardzo jak spojrzeniem Alexy wspartej o blat. Patrzyła na nią, nawet kiedy się odwróciła, co dla Bowie było dziwnie krępujące. Nigdy nie miała z tym problemu, ale w spojrzeniu Finchówny było coś, czego nie potrafiła nazwać. To właśnie ów rzecz sprawiała, że blondynka nie wiedziała, jak ma się zachować i na dodatek latała wzrokiem na boki patrząc na jakieś płyty przy ladzie, kostki do gry na gitarze i inne drobne gadżety w pobliżu (bo niby była nimi bardzo zainteresowana).
- Prawda?! – zareagowała gwałtownie na temat żarcików robionych znajomym. Gra na gitarze sprzyjała jej kiedy była smutna albo melancholijna, zaś wygarnianie czegoś rodzicom.. cóż, nigdy nie chciała Bowdenom sprawiać problemów, bo wiedziała ile im zawdzięcza. Starała się ograniczać ‘wygarnianie im’ czegokolwiek, chociaż niedługo rozważała taką opcję. Jak nie marchewką to kijem; jak to się mówi. – Wczoraj nad jeziorem przyjaciel przegrał zakład i musiał pływać nago. Potem mu te slipki zabrałam i w sumie było zabawnie, ale jak tak teraz o tym mówię to czuję się dziwnie. – jak dzieciak, którym była, ale po całym dniu i spojrzeniu na całą sytuację z dystansu uznała, że to było głupie. – W kosza? – zapytała zaskoczona i w końcu spojrzała na Alexe nieco dłużej niż wcześniej. – Wybacz, ale nie jesteś za niska? – była niewiele wyższa od Bowie, która w porównaniu z wielkoludami z drużyny koszykarskiej wypadała marnie.
Czy tylko w jej głowie słowo ‘asystować’ brzmiało inaczej? Nie ‘towarzyszyć’ a ‘asystować’. Niby nie było w tym wielkiej różnicy, ale Bowie wyczuła nutkę czegoś, co znów zbiło ją z tropu. Dobrze, że w tym samym czasie klient poprosił Alexe o pomoc. Bowden mogła odetchnąć i przywołać się do porządku, bo to przecież była normalna rozmowa koleżanek. Tylko dlaczego czuła się tak dziwnie?
[Profil]
 
 
Alexa Finch


Wysłany: 2018-08-16, 07:13   

Każdy przepadał za jakimś innym instrumentem, ale jednak tamburyno było nawet na dalekiej pozycji listy używanych instrumentów. Uniosła brew -Ciekawy dobór instrumentu - jej zaskoczenie zastąpił szeroki uśmiech. W sumie jak tak spojrzeć na tą blondynkę to tamburyno do niej w jakiś niewyjaśniony sposób pasowało. Poza tym Alexa ostatnio uczyła się grać na harmonijce, więc nie jej oceniać gusta innych ludzi.
-No tak, bo nie ma jak to się wyżyć na perkusji - przytaknęła. Kurde dziwnym sposobem ludzie wybierali właśnie perkę na sposób wyładowania się. Walenie w bębny to chyba jednak dobry patent i może Alexa tez powinna z tego kiedyś skorzystać? Gorzej gdyby rozwaliła ją. Całe oszczędności musiałaby oddać, a i tak rodzinka by jej to wypominała przy każdej możliwej okazji.
O ile się nie grało na elektryku udając najlepszych gitarzystów świata to było to bardziej smutne niż robienie na złość znajomym.
-Czemu dziwnie? Ja też tak bym zrobiła! Pewnie panikował jak mało kto - zaśmiała się krótko. Oj dawno takiego numeru znajomym nie wywinęła. Zresztą ostatnio coraz mniej szalała w taki sposób. Nie było okazji, a praca w sklepie zajmowała jej też większość wolnego czasu. Kara za niezdecydowanie się na jakieś studia. A z tym to już jej się całkowicie nie śpieszyło.
Aż normalnie musiała sobie wstać i zmarszczyła lekko brwi -Wypraszam sobie. Najniższa zawodniczka WNBA miała niespełna 1.59, więc się nadaję. Poza tym nie trzeba być strasznie wysokim. Są pozycje idealne dla osób nieco niższych od reszty - normalnie aż zaraz jej żyłka pęknie. Nie chciała wdawać się w szczegóły pozycji koszykarskich, ale sama w drużynie była niskim skrzydłowym i dobrze jej z tym było. Bycie wysokim to nie wszystko, a Finczówna była szybka i zwinna. Już pomijając też rzuty za trzy. Gdyby mogła to by się zmierzyła z Allie Quigley o to kto jest lepszy w rzutach za trzy.
Uśmiechnęła się przepraszająco i ruszyła w stronę klienta, który potrzebował o pomoc. Uroki bycia sprzedawcą. Czasami trzeba rozmawiać z klientami, nawet jeśli akurat robi się zupełnie coś innego. Gorzej, że mężczyzna nie był zdecydowany co do wyboru marki gitary (jakby to miało jakieś znaczenie). Widać było, że zdecydowanie patrzył na koszt takiego cuda. Wreszcie stwierdził, że się jeszcze zastanowi i Alexa mogła spokojnie wrócić do Bowie -Nie znoszę niezdecydowanych klientów - rzuciła siadając na krześle za ladą. -Chcesz klapnąć? Co tak będziesz stała. Nogi na starość będą cię boleć albo coś - poklepała drugi stołek tym samym zapraszając Bowden za ladę. A co? I tak nic się dzisiaj nie działo, więc czemu nie!
[Profil]
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  
Strona wygenerowana w 0,1 sekundy. Zapytań do SQL: 7