menu


Poprzedni temat «» Następny temat
Finch's Records & Instruments
Autor Wiadomość
Georgia Winfield


Lives in
white log mews

w Berrylane od razu


próbuje jakoś żyć

finnick wyjechał, więc teraz myśli tylko o julianie

Wysłany: 2019-09-10, 14:38   
  
Gigi

  
Winfield

  

  

  

  

  


  
-

  
20 yo

  
167 cm

  


To prawda, było to zdecydowanie za mało godzin na normalne funkcjonowanie. Co jednak miała poradzić, skoro jej organizm ewidentnie wypowiedział jej wojnę i nie miał zamiaru pozwolić jej na zmrużenie oczu? A że Georgia większość walk przegrywała, to i tej nie udało jej się wygrać. Na szczęście nie miała jeszcze na tyle przerażająco mocno podkrążonych oczu, żeby musiała wstydzić się wyjścia z domu. Co oczywiście już wkrótce się zmieni, choć te wory pod oczami z pewnością nie będą jej jedynym zmartwieniem...
- Wiesz, jak raz zadławił się pomidorem koktajlowym, to wyglądał identycznie - zapewniła, ten obraz odtwarzając w swojej głowie. Było to nawet zabawne, przez chwilę, bo potem myślała, że już swojego staruszka straciła na zawsze. - Pewnie masz rację. Choć z troską też można przesadzić - stwierdziła i wzruszyła ramionami. Tak, ta przesadna troska rodziców czasem dzieci mocno krzywdziła. Doskonale pamiętała, jak zawsze po szkole dzieciaki umawiały się na wspólny wypad gdzieś w tajemniczą część miasteczka, albo nawet na zwykły piknik, a ona po postawieniu pierwszego kroku na chodniku była zgarniana przez prywatnego szofera i odstawiana pod sam dom. Nie była przez to zbyt dobrze traktowana potem, ale całe szczęście już do szkoły nie chodziła. - Widziałeś gdzieś takiego? Jeśli tak, to podaj mu koniecznie mój numer - powiedziała, całkowicie poważnie. Faktycznie brzmiało to na jedyne rozsądne (a raczej najfajniejsze) wyjście z tej sytuacji. Co prawda wolałaby takiego Thora albo Kapitana Amerykę, ale Quillem też by nie pogardziła. - Co masz do jego wyglądu? - zapytała nieco oburzona, podnosząc jedną brew do góry. Jasne, wyglądał jak Bill, ale w swojej najlepiej możliwej wersji i nie uważała wcale, że twarz miał jakąś szpecącą... - Nie możesz obrażać mojego pierwszego crusha, do którego wysłałam list miłosny z masą błędów ortograficznych - dodała i zawiedziona pokiwała głową. Może tych błędów nie było aż tyle, może nawet ani jednego, ale była wtedy gówniarą, okej, i to podkreślić chciała, żeby tylko Deacon nie pomyślał sobie, że ona wciąż jest w nim zakochana. Byłoby to dość niekomfortowe, skoro był jej kierowcą i kimś na styl ochroniarza. Boże, nawet w jej głowie to brzmiało beznadziejnie...
Zamyśliła się na moment po słowach Deacona. Nie znalazła się nigdy w takiej sytuacji jak on i trudno było jej coś sensownego mu doradzić. Marną byłaby jednak przyjaciółką, gdyby sprawę po prostu przemilczała. - A może... Może warto byłoby spróbować jednak? Wiem, że nie chcesz mieć dodatkowych zmartwień na głowie i przejmować się jakimś związkiem, ale w sumie... sprawa i tak już poszła za daleko, z tego, co opowiadasz. A jeśli jednak stwierdzicie, że nie jesteście na to gotowi jeszcze, to zawsze będziecie mogli wrócić do przyjaźni, tak myślę. Bo chyba nie chcesz jej stracić, prawda? A skoro ona też się zaangażowała bardziej, niż powinna, to przez unikanie jej i udawanie, że do niczego między wami nie doszło, możesz całkowicie tę przyjaźń zniszczyć - powiedziała niepewnie. Żadna z niej znawczyni w tych sprawach, ale wydawało jej się to rozsądne. Nikt nigdy tak naprawdę nie był na coś całkowicie gotowy, ale życie jednak uwielbiało ludzi zaskakiwać. Może ta niechęć do komplikacji, jakimi był związek, wynikała po prostu ze strachu? I może potem Deacon zdanie zmieni i zły będzie na siebie, że w ogóle jakieś wątpliwości co do tego miał? - No, to prawda, chociaż ta płyta bardziej znalazła mnie niż ja ją. Ej, Deek, jakbym nagle zasnęła, to mnie złap, okej? Nie chce uderzyć głową o regał, to byłoby słabe... - przyznała, już widząc, jak jej głowa trafia akurat w to ostre miejsce i tyle by po niej było. Miała jakieś problemy z koncentracją, wyłączała się w pewnych momentach i miała jakieś wyrwy w pamięci, dość niepokojąco to brzmiało. Trudno, leków żadnych i tak nie weźmie. Nie chciała, by jakaś chemia jej w głowie mieszała, to dopiero ją przerażało.
[Profil]
  MULTI: Kto to wie? Co to jest? Gdzie? Co?
 
deacon hargreeves


Lives in
auburn pine houses

w Berrylane od kilku miesięcy


tłumacz z języka włoskiego, voice actor w grach wideo

wyrwał freddie na swoją głupotę, takie osiągnięcie

Wysłany: 2019-10-20, 12:33   
  
deacon

  
hargreeves

  

  

  

  

  


  
quanto mi guardi negli occhi vorrei finire nel frullatore

  
23 yo

  
174 cm

  


Wysłuchał Gigi, nie odzywając się ani słowem. Głównie dlatego, że bardzo rozbawiła go wizja jej ojca dławiącego się pomidorkiem koktajlowym. Nie chodziło nawet o to, że przypominał Thanosa, naprawdę! Po prostu strasznie zabawnie wydało mu się umrzeć od pomidora. Brzmiało to jak idealny koniec do programu z idiotycznymi śmierciami, który czasem leciał wieczorami na jakimś TLC czy czymś w tym guście. Tak czy siak, nie wypadało się śmiać z takich rzeczy, więc wolał już milczeć i słuchać jej bardzo uważnie, zerkając to na nią, to na płyty.
To prawda. Ale mówię lepsze to niż jakby się tobą w ogóle nie interesował, nie? — rzucił, postanawiając już nic na temat tego dławienia się nie mówić. — Okej, obiecuje, że jak znajdę jakiegoś superbohatera w Berrylane to przekażę mu twój numer — dodał jeszcze, uśmiechając się. Szczerze to trochę wątpił w taką opcję, ale hej, może to zadupie go zaskoczy? Póki co jednak nie spotkał nikogo, kto choćby trochę przypominał aktorów z Marvela czy nawet DC. — Nic! Bill był przystojny, chociaż fryzurę miał okropną. — Charakter też, ale na szczęście jej ochroniarz nie był redneckiem, także akurat o to, że ją skrzywdzi raczej się nie musiał martwić. Szczególnie, że miał za zadanie ją chronić. Swoją drogą chyba trochę marnie mu to szło, skoro puścił ją samą na to spotkanie. W końcu nawet w takich małych sklepikach dochodzi do tragedii, prawda. — Okej, przepraszam. — Nie chciał go obrażać, ale widocznie tak to zabrzmiało. — W ogóle brzmisz trochę jakbyś dalej miała na nim crusha — powiedział, odsuwając się od niej trochę, tak dla własnego bezpieczeństwo. Po prostu był gotowy na atak z jej strony za takie oskarżenie, ale hej, podkreśliła tak to, że nawet on, ameba uczuciowa, wyczuł, że coś może być na rzeczy. Z drugiej strony był tą amebą uczuciową, także mógł się mylić.
Gigi miała rację. Chyba. Pewności nie miał, ale to co mówiła brzmiało dosyć logicznie, a już na pewno brzmiało lepiej niż jego strategia uciekania na sam widok Freddie. — Masz rację. Bo nie chcę jej stracić, wiesz? Za bardzo ją lubię i sobie cenię te nasze wspólne wypady — stwierdził, notując w głowie, że to już najwyższa pora skończyć z tym idiotyzmem i pogadać z Tucker na poważnie. Koniec ze zwiewaniem i udawaniem, że nic się nie dzieje. — Najwyżej przyjdę do ciebie z alkoholem jak mnie rzuci albo coś nam nie wyjdzie, okej? — Postanowił ją od razu uprzedzić o takiej ewentualności. Bo w domu sobie raczej nie ponarzeka i nie popłacze, biorąc pod uwagę fakt, że Freddie była jego współlokatorką. — Jasne, złapię cię — powiedział, jakby nigdy nic. Dopiero po chwili załapał o co go właśnie Gigi poprosiła. — Ej, ale jak to mam cię złapać? W sensie wszystko w porządku? Co się dzieje? Kłopoty ze zdrowiem? — Zmartwił się. Nawet się do niej przysunął, żeby w razie czego rzeczywiście uratować ją przed upadkiem.
_________________
[Profil]
  MÓW MI: karo;
MULTI: antoni; arthur, booker, casper; richard; winston;
 
Georgia Winfield


Lives in
white log mews

w Berrylane od razu


próbuje jakoś żyć

finnick wyjechał, więc teraz myśli tylko o julianie

Wysłany: 2019-11-08, 15:46   
  
Gigi

  
Winfield

  

  

  

  

  


  
-

  
20 yo

  
167 cm

  


Nie obraziłaby się na niego wcale, gdyby się zaśmiał. To znaczy jasne, może tu już chodziło o sam fakt tego, za jakiego człowieka potem sam siebie by postrzegał, ale ogólnie to Gigi nie krytykowała, nie oceniała i ją samą bawiły rzeczy, które raczej powinny ludzi smucić.
Na jego pytanie wzruszyła tylko ramionami, bo szczerze mówiąc nie potrafiła sobie tego wyobrazić. Na moment chciałaby się połączyć z jakąś Georgią z alternatywnego świata, w którym to jej ojciec ma ją kompletnie gdzieś i zupełnie się jej losem nie przejmuje. Pewnie Deacon miał rację i tamta wersja jej byłaby jeszcze bardziej nieszczęśliwa, ale i tak nie była tego tak stuprocentowo pewna. - Okej, trzymam za słowo! - powiedziała, mając teraz nadzieję, że Deek kiedyś kogoś takiego naprawdę spotka. Zdecydowanie jej życie nabrałoby wtedy większego sensu, a przynajmniej byłoby znacznie ciekawsze. Zgadzała się całkowicie z jego opinią o Billym, dlatego pokiwała głową i uśmiechnęła się, bo do głowy przyszedł jej świetny pomysł. - Wiesz, zawsze mogę was sobie przedstawić - rzuciła, oczywiście żartując, bo potem byłaby trochę zazdrosna o jednego i drugiego... Kiepsko. A potem to faktycznie chciała go uderzyć swoją płytą z INXS, co byłoby sporą stratą przecież. - Głupi jesteś? A gdyby on tu teraz był gdzieś i cię usłyszał? - zapytała, głos znacznie ściszając i rozglądając się po całym sklepie dokładnie. Też nie wierzyła w to, że by ją tu puścił tak całkowicie samą. Pewnie siedział na ławce naprzeciwko tego sklepu z lornetką. - Nie wiem Deek, chciałabym zaprzeczyć, szczególnie, że kiedyś tam mam wziąć ślub z Julianem, ale... Wiem, że to mnie czyni straszną osobą, ale chyba się tak nie wyleczyłam z tego całkowicie - przyznała, wciąż jednak cicho mówiąc. I wzrok na ziemię spuściła, bo nie była z siebie dumna wcale w tym momencie. Co miała poradzić na to, że Finnick wciąż był tym samym, zabójczo przystojnym, inteligentnym i zabawnym gościem, co te pięć lat temu, kiedy się w nim głupio zakochała? Teraz jednak żadnego listu mu pisać nie zamierzała. Na szczęście.
Uśmiechnęła się na jego słowa i ucieszyła się bardzo, że jakoś tam mu pomogła. Miała oczywiście nadzieję, że nie udzieliła mu teraz najgorszej rady, jaką słyszał świat i że nie popsuje mu nią wszystkiego... Dobra, teraz się trochę zestresowała. - Wątpię, że będziesz musiał, ale jasne, drzwi mojego domu zawsze stoją przed tobą otworem - zapewniła. I to nie tylko w momentach, kiedy musiał zapić jakąś porażkę. - Nie, wiesz, chciałam spróbować tych ćwiczeń z zaufania - oznajmiła i zaśmiała się, choć wcale z tych spraw żartować nie powinna przecież. Co jednak miała poradzić na to, że ją to rozbawiło mocno? - No w sumie to tak. Pamiętasz, jak wspomniałam ci kiedyś, że nie mogę spać w nocy? To się to utrzymuje już od dłuższego czasu i nic mi nie pomaga - wyjawiła po chwili, już na szczęście się nie śmiejąc. Wzruszyła też ramionami, bo nie uważała tego za jakąś szczególnie poważną tragedię. To tylko sen, prawda. A to, że była z tego powodu jakaś totalnie od siebie, to nic strasznego.
_________________
  
[Profil]
  MULTI: Kto to wie? Co to jest? Gdzie? Co?
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  
Strona wygenerowana w 0,06 sekundy. Zapytań do SQL: 6