menu


Poprzedni temat «» Następny temat
#1 Nikt nie żyje wiecznie
Autor Wiadomość
Holden Marvel


Lives in
fallen cloud

w Berrylane od dziecka


najmilszy chirurg w mieście

został ojcem, taka sytuacja

Wysłany: 2018-01-11, 17:56   #1 Nikt nie żyje wiecznie
  
Holden

  
Marvel

  

  

  

  

  


  
Wyciągnęła do mnie rękę, nie wiedziałem, co mam zrobić, więc połamałem jej palce swoim milczeniem.

  
31 yo

  
180 cm

  


    #3

Rok czasu to jednocześnie bardzo dużo i paskudnie niewiele czasu. Liczone od chwili śmierci kogoś bliskiego od zawsze chyba budzi tak wielkie kontrowersje i wątpliwości. Mówi się, że to dostatecznie wiele, by porzucić żałobę i zacząć żyć. Jednakowo twierdzi się, że to za mało, by zakochać się w kimś innym i o tamtym zapomnieć. W przypadku Holdena oczywiście nic nie odbyło się tak, jak powinno. Nie dość, że na pogrzebie Eli poznał kogoś, bez kogo teraz nie wyobrażał sobie życia (nikomu się jednak nie przyznając). Nie dość, że przyjaźń z Gin wydawała mu się coraz bardziej skomplikowana i niepewna. Nie nie, te dwie sprawy nie wystarczały, bo Marvel z równym co niegdyś oddaniem twierdził, że wciąż Eli kocha i tęskni za nią boleśnie. Z tych powodów wolał całymi dniami siedzieć w domu - nie musiał nikomu tłumaczyć się z jakiejkolwiek decyzji. To znaczy, było to także wymówką dla jego postępującej obsesji dotyczącej sekty działającej w Berrylane. Odkąd tylko usłyszał o niej po raz pierwszy od członków Railroad robił co tylko mógł, by udowodnić ich istnienie. Wiązałoby się to z oczyszczeniem Elisabeth z "haniebnego" czynu jakiego rzekomo dokonała z jego winy. Nic więc dziwnego, że stało się to celem jego życia.
Jego mieszkanie powoli zmieniało się w depresyjną posiadłość psychopaty - wszędzie porozrzucane były książki, wyrwane kartki i mapy; naczynia leżały nieumyte od kilku dni a w koszu piętrzyły się kartony po pizzy. Nie zapraszał nigdy nikogo do siebie, więc nie widział potrzeby sprzątania, proste. Poza tym nie chciało mu się nawet dbać o cokolwiek w tym mieszkaniu, choć wciąż odwagi nie miał, by wynająć coś innego. Dzisiejszego dnia miał akurat wolne, toteż od rana w ogóle nie wychodził na zewnątrz i czekał na dostawcę pizzy. Pewnie wyłącznie dlatego otworzył drzwi, gdy pukanie przerwało ciszę. W ogóle nie pomyślał o tym, że ktokolwiek zechce go odwiedzić.
[Profil]
  MÓW MI: Maju
MULTI: Colter | Darcy | Elio | Fred | Julian | Penny | Philly | Theo
 
Ginevra C. Jones


Lives in
fallen cloud

w Berrylane od zawsze


będę kupować bar

i tylko na tym mi zależy

Wysłany: 2018-01-17, 23:52   
  
Gin

  
Jones

  

  

  

  

  


  
we can just dance to this

  
27 yo

  
163 cm

  


#niepamiętam look

Każdy przechodzi żałobę po swojemu. Dla Gin utrata siostry była najgorszym momentem jej życia, to nie było coś na co była przygotowana, ona nie chorowała, była zdrową i silną kobietą, która nagle, z dnia na dzień postanowiła zakończyć swoje życie. Jones nie potrafiła tego zrozumieć, starała się, ale po prostu to było poza jej umiejętnościami. Zawsze uważała swoją siostrę za wzór do naśladowania, gdy była mała, chciała być taka jak ona, podpatrywała wszystko co robiła i papugowała, nawet ubierały się podobnie, bo dla Gin była ona idolem, niedoścignionym ideałem, który potrafił się postawić rodzicom. Dlatego tak ciężko było się jej pogodzić z faktem, że siostra wykazała się taką głupotą i tchórzostwem, bo jak inaczej można nazwać samobójstwo? Jones zawsze uważała, że odbieranie sobie życia nie jest rozwiązaniem problemów tylko ucieczką, z drugiej strony wiedziała, że nie ma takiego kłopotu, którego nie można w jakiś sposób rozwiązać i takie poddawanie się było oznaką słabości. Sądziła, że w swojej rodzinie to ona ma najsłabszy charakter, w końcu tak przez całe życie jej powtarzano, rodzice bardzo szybo ją uświadomili, że nie dorównuje swojemu rodzeństwo do pięt, jak się okazało, tylko ona była w stanie się im postawić i wziąć sprawy w swoje ręce. Zawsze to robiła. Dzisiaj też, bo wiedziała, że jeżeli ona nie pójdzie do Holdena to on sam zapewne nie będzie miał ochoty na spotkanie z kimkolwiek, a co dopiero wyjście gdzieś do ludzi.
Nie dzwoniła nawet z pytaniem czy jest w domu, bo byłaby w stanie dać sobie rękę uciąć, że sobie tam uwił ciekawe gniazdko, z którego się nie chce ruszać. Nie wypadało jednak iść w odwiedziny z pustymi rękoma, dlatego z rana zrobiła mała zakupy i postanowiła upiec swoje popisowe babeczki, które ozdobiła lukrowymi napisami w stylu "ogarnij się mój przyjacielu", takie motywujące to miało być! Ubrała się , wsiadła do auta i po niedługiej jeździe była pod drzwiami do mieszkania przyjaciela. Uśmiechnęła się szeroko gdy tylko zobaczyła tą dobrze znaną twarz stojącą naprzeciw niej. Nie wiedziała czemu ale zawsze gdy go widziała to jakimś cudem milej na sercu się jej robiło. Znaczy... wmawiała sobie, że nie wiedziała, bo tak było lepiej, dla wszystkich.
- Czy zamawiał pan dziewczynę niewielkich rozmiarów i domowe wypieki? - zapytała i ręką oparła się o framugę drzwi żeby wyglądać bardziej nonszalancko. - Tu ma pan wypieki, a dziewczynę dostaje w gratisie - puściła do niego oczko i przywitała się obdarzając go uściskiem i szybkim całusem w policzek, a później wpakowała się mu do domu, nie musiał jej specjalnie zapraszać, jakimś dziwnym zbiegiem okoliczności Gin wszędzie czuła się jak u siebie. - Nie przeszkadzam Ci? Bo upiekłam trochę i... - ale aż zamarła gdy zobaczyła ten syf jaki zaprowadził w tym mieszkaniu - Czy Twoim planem na przyszłość jest zarażenie się jakąś dziwną chorobą przenoszącą się przez wędrujące resztki z talerzy? - zapytała rozglądając się dookoła, a gdy weszła do salonu to chcąc nie chcąc rzuciły jej się w oczy te wszystkie kartki i książki. - Kupię Ci regał na urodziny, a na imieniny dostaniesz gosposię - wzięła do ręki jedną z map, które walały się gdzieś po okolicy i zmarszczyła czoło przyglądając się temu wszystkiemu. Nie rozumiała za wiele, znaczy była w stanie rozpoznać zarys Berrylane, ale niewiele poza tym. - Co to jest? - była ciekawa po co mu to wszystko ale intuicja jej podpowiadała, że po nic dobrego.
_________________

[Profil]
  MÓW MI: cyc
 
Holden Marvel


Lives in
fallen cloud

w Berrylane od dziecka


najmilszy chirurg w mieście

został ojcem, taka sytuacja

Wysłany: 2018-01-30, 18:16   
  
Holden

  
Marvel

  

  

  

  

  


  
Wyciągnęła do mnie rękę, nie wiedziałem, co mam zrobić, więc połamałem jej palce swoim milczeniem.

  
31 yo

  
180 cm

  


Być może Holden nie miał prawa traktować się w tej sytuacji jako najbardziej zranioną osobę, ale ciężko było mu postawić się na miejscu kogokolwiek innego. Sam miał rodzeństwo, więc doskonale wiedział, że śmierć któregokolwiek z nich mocno by nim wstrząsnęła. Mógł sobie również wyobrażać, co przeżyli jej rodzice, jak bardzo musiało być to dla nich ciężkie. Ale to z nim Eli zdecydowała związać swoje życie, to jemu poświęciła swoją przyszłość. Od dziecka byli nierozłączni, połączyli przyjaźń z miłością i do czasu jej odejścia wydawało im się, że poza sobą nie mają nikogo innego. Na nic się nigdy nie skarżyła, rzadko poddawała się złym nastrojom, w każdej sytuacji odnajdywała plusy. Jak więc mogła się zabić? Jak można było twierdzić, iż cierpiała na silną depresję, której nikt w porę nie zdiagnozował? W całym tym szaleństwie Holdena, jakie zawładnęło nim po jej śmierci nie chodziło o to, że po prostu za nią tęskni. Nie rozumiał. Jak można sprawić taki cios komuś, kogo się kocha? Jak można być tak egoistycznym, by jako ucieczkę od problemów wybrać samobójstwo? Zgadzał się zupełnie z tym, co twierdziła o jej odejściu Gin. Może dlatego jej jednej zdecydował się zaufać po tym wszystkim, i to od niej jedynej przyjmował jakąkolwiek krytykę. Nikt inny nie rozumiał zawiłości tej sytuacji, nawet jeżeli teraz Holden wciąż szukał wszelkich wymówek, by jakoś sobie wytłumaczyć śmierć Elisabeth.
Dość mocno zdziwił się, gdy zobaczył Ginevrę w drzwiach, tym bardziej bez pizzy, którą zamawiał. Nie chciał jej nawet początkowo wpuścić do środka, ale nie potrafił wymyślić żadnej ku temu wymówki. Po prostu pozwolił się więc jej przytulić, wejść do mieszkania i... no właśnie. Westchnął ciężko, drzwi zamknął i zaczął wszystkie swoje papiery z notatkami zbierać z podłogi, stołu i każdego miejsca, w którym się piętrzyły. - Nie miałem czasu - stwierdził krótko wzruszając przy tym ramionami, bo co mógł jej powiedzieć? Było mu wstyd, racja, no ale gdyby tylko go swojej wizycie uprzedziła, pewnie zdążyłby tu posprzątać! Teraz jednak ważniejsze było zebranie papierzysk do kupy, nim Gin mogłaby zobaczyć, że Holden wciąż żyje wyłącznie śmiercią Eli. - Wiesz, że telefony istnieją, nie? Mogło mnie teraz nie być, mogłaś stać pod drzwiami i jeszcze ktoś by ci te babeczki ukradł - stwierdził jeszcze,nim w końcu uśmiechnął się do niej. - A to nic takiego, planuję wycieczkę - tak jej głupio skłamał i szybko zabrał trzymaną przez nią mapę, by nie skupiała się na niej dłużej. Nie chciał się jej przyznawać do tego, że ześwirował. - A co u ciebie, jak ci idzie łamanie cudzych serc? Napijesz się czegoś, kawy, wina, wódki? - no, nie wiedział czy ona tu wpadła tylko go krytykować, czy jednak czas miło spędzić. I nawet zaczął już zmywać szybko naczynia, bo inaczej musieliby pewnie z doniczek pić.
[Profil]
  MÓW MI: Maju
MULTI: Colter | Darcy | Elio | Fred | Julian | Penny | Philly | Theo
 
Ginevra C. Jones


Lives in
fallen cloud

w Berrylane od zawsze


będę kupować bar

i tylko na tym mi zależy

Wysłany: 2018-02-19, 21:44   
  
Gin

  
Jones

  

  

  

  

  


  
we can just dance to this

  
27 yo

  
163 cm

  


Może tak to było, że Holden i jej siostra byli siebie warci, każde z ich myślało tylko o sobie i o tym jak bardzo świat ich krzywdzi. Jej siostra najwyraźniej nie była tak super jak Gin sądziła, bo gdyby chociaż w połowie była taka jak brunetka ją sobie wyobrażała to teraz nie byłoby żadnego problemu. Jones zawsze sądziła, że obie byłyby w stanie sobie ze wszystkim poradzić. Najwyraźniej nie były i Ginevra tylko mogła błagać los, by w chwili kryzysu dał jej silniejszą skorupę na ciele i jak coś ją będzie chciało zranić to nie na tyle mocno, by później chciała odebrać sobie życie.
- A co miałeś takiego do roboty? - zapytała tak o, z ciekawości! Nie kazała mu się spowiadać, bo przecież nie od tego byli przyjaciele, ale po prostu ją interesowało to co robi i dlaczego naraża się na zatrucie jakimiś oparami uchodzącymi z rozkładających się resztek pizzy. Zmarszczyła tylko czoło słysząc jego dalsze rozwodzenie się nad tematem i machnęła ręką - jestem staroświecka... zresztą, nic by się nie stało. Najwyżej bym wróciła do domu, a jakby ktoś chciał mi ukraść babeczki to, bym go po prostu zabiła - powiedziała wzruszając ramionami, bo to przecież było takie oczywiste. Gin co prawda miała charakter czarnej grubaski mieszkającej w Queens, która musi się wydzierać na swoich nierozgarniętych nastoletnich synów, których marzeniem jest zostać białym gangsterem, ale jednak była dość chudziutka i malutka więc gdyby ktoś chciał jej zrobić krzywdę to pewnie, by mu sie to udało.
- A dokąd chcesz jechać? - była dociekliwa i Holden powinien o tym wiedzieć skoro nie znali się od wczoraj. - A co gorsza, to dlaczego mi nie zaproponowałeś wyjazdu? Taki z Ciebie przyjaciel, ze chcesz się cieszyć ciepłem Karaibów sam? - bo dla niej wycieczka zawsze wiązała się z jakimś ciepłym miejscem, gdzie będzie można się poopalać i wypocząć albo pozwiedzać. - Shame on you - dodała spoglądając na niego zawiedziona. Trochę ją smuciło to, że chłopak tak się odizolował, myślała że uda się jej go gdzieś wyciągnąć, ale skoro planował samotne podróże to chyba wcale nie chciał jej towarzystwa.
- Nie łamie żadnych serc - prychnęła, bo ona akurat była totalnie poza wszelkimi miłosnymi aferami ostatnio... no prawie ale to już nie było takie ważne. - Wystarczy woda - uśmiechnęła się do niego i postanowiła mu trochę pomóc ze sprzątaniem żeby zrobić chociaż miejsce na to, by mieć gdzie cokolwiek postawić na stoliku.
- Mój szef proponuje żebym została twarzą promującą jego przemysł erotyczny - powiedziała tak jakby po prostu mówiła o tym, że dzisiaj jest poniedziałek, a jutro prawdopodobnie wtorek. - A raczej.. cyckami - westchnęła, bo wiedziała, że piesi ma spoko, ale ryj też taki 10/10 i szkoda, że miałby być usunięty z bilbordów. - Kupiłbyś prezerwatywy gdybym je reklamowała? - zapytała ale później zrozumiała jak to źle i głupio zabrzmiało i żałowała, że to powiedziała. - Nie odpowiadaj, nie było pytania, nie przemyślałam tego - dodała pośpiesznie, bo chyba nie chciała znać odpowiedzi, bo po pierwsze się jej podobał, po drugie był chłopakiem jej zmarłej siostry, a po trzecie gdyby powiedział, że tak to oznaczałoby, że planuje stosunek seksualny z jakąś kobietą, a na to Jones nie była gotowa. Już wolała żeby przeżywał śmierć jej siostry, przynajmniej żadna wariatka, by się koło niego nie kręciła.
_________________

[Profil]
  MÓW MI: cyc
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  
Strona wygenerowana w 0,05 sekundy. Zapytań do SQL: 6