• Zaloguj
  • Rejestracja
  • Berrylane :: Blue Rabbit
    nieznajomy
  • ABY FORUM DZIAŁAŁO PRAWIDŁOWO, ZALECAMY WYKONANIE TWARDEGO RESETU - CTRL + F5, CTRL +FN +F5 LUB COMMAND +OPTION +R
  • Jedna z drużyn gry terenowej znalazła zwłoki ukamienowanego Edwarda Raymonda! Burmistrz obiecuje, że morderca zostanie znaleziony!
  • Las w White Hills sceną zbrodni! Podczas zabawy z okazji Armed Forces Day nie tylko znaleziono zwłoki zaginionego mężczyzny, ale doszło też do morderstwa jednego z opiekunów gry terenowej.
  • Wycinka w Crimson Woods nadal trwa! Aktywiści wyszli na ulicę żądając od miasta wyjaśnień.
  • Pink Waters jeszcze niebezpieczniejsze! Czy grozi nam wojna gangów? Czy Jaszczurki stracą pozycję?
  • WYKORZYSTAJ SWÓJ KUPON - WARUNKI REALIZACJI KUPONÓW GRACZA
  • DZIENNIKI ODZNACZEŃ - ZBIERAJ PUNKTY I WYMIENIAJ JE NA NAGRODY
  • WIADOMOŚCI LIPIEC/SIERPIEŃ
  • ZADANIA LOSOWE
  • - SZYBKIE POSZUKIWANIA ZNAJDŹ PARTNERA DO GIER
  • Stevie / ANKO
    Naomie / Martyna
    Lilianne / Lilka
    Kara / Jola
    Raine / Ada


    Berrylane Strona Główna » Berrylane » Pink Waters » Pearl Bird Trace » Blue Rabbit
    Poprzedni temat «» Następny temat
    Danielle Shaw









    2019-08-25, 12:02


    A są na tym świecie kobiety, które nie przepadają za takimi rzeczami i pewnie by zrobiły aferę na sto dwa, bo im coś takiego nie odpowiada. Romantyzm to teraz często jest w cenie. Na jego szczęście Danielle akurat doceniała takie małe i urocze gesty. Zresztą on o tym doskonale wiedział, bo ze sobą byli naprawdę szmat czasu. Zresztą był jej pierwszą prawdziwą miłością, więc też nic dziwnego, że miała małą słabość do gestów Warrena.
    -I ty myślisz, że się tak łatwo dam? - uniosła brew. No chyba kogoś tu główka boli. Może się z nim siłować dniem i nocą, ale chyba mało bezpiecznie będzie to robić na chybotającej się łódce. Ostatecznie oboje mogliby skończyć w wodzie, a potem choroba murowana. No i będą przemoknięci, a w takim stanie to raczej nie jest miło wracać do domu.
    Szczerze powiedziawszy nie spodziewała się tylu rzeczy. Kocem się opatuliła, bo oczywiście wiedziała, że pewnie za niedługo będzie jej zimno. Przy Warrenie mogła pokazać wszelkie słabości i wcale nie musiała udawać twardej babki.
    -Za ten wieczór - uśmiechnęła się i zaraz upiła kilka łyków wina.-To zdecydowanie jest lepsze niż piwo w knajpie - stwierdziła sięgając po kawałek sera i pakując sobie go momentalnie do dzioba. -Poza tym co Cię naszło byśmy spędzili czas tutaj - przekrzywiła delikatnie głowę uśmiechając się lekko. W summie to była po prostu ciekawa. Przez ostatnie kilka tygodni widywali się jedynie gdy albo Warren zabierał małego albo ona podrzucała Connor'a ojcu.


     
    warren collins









    2019-08-26, 17:29


    - Nawet nie śmiałem tego zakładać. Z Tobą nigdy nie jest łatwo - uniósł lekko brew, bynajmniej nie mówiąc tego jako zarzutu. Komplement to też jednak nie był. W życiu różnie bywa, ale zdecydowanie nie jest łatwo. A Danielle była konkretną kobietą. Wiedziała, czego chciała i nie decydowała się na pierwsze lepsze. Dzisiaj jednak nie miał zamiaru wywalać nikogo przez burtę. Chyba że jakiegoś nieproszonego gościa w postaci ryby dajmy na to. Kiwnął tylko głową, jemu ta sceneria też o wiele bardziej odpowiadała. Cisza, spokój. Można normalnie porozmawiać, a nie przekrzykiwać siebie nawzajem. - Chciałem zrobić dla Ciebie coś miłego - sam również upił kilka łyków. Nie potrzebował specjalnych okazji, żadnych urodzin czy innych ważnych wydarzeń. Sam z siebie lubił robić takie rzeczy. Miło było po prostu sprawić komuś nieoczekiwaną przyjemność. - Jesteśmy przynajmniej z dala od ciekawskich spojrzeń i wścibskich języków - z pewnością ktoś z osiedlowego monitoringu by się zainteresował. Dwie minuty później poszłaby plotka, że wracają do siebie albo już są z powrotem małżeństwem. Albo Danielle jest w ciąży. Małe miasteczko, prymitywne rozrywki. - Gdzie tym razem Cię wysyłają? - zapytał sięgając po koreczka, nawet zaciekawiony tym, jak będzie smakował. Miał wrażenie że z misji na misję jeździła coraz dalej. Niedługo wyślą ją na drugi koniec świata. I to wcale nie było aż takie nieprawdopodobne jak mogłoby się wydawać. Martwił się tylko jak Connor to przyjmie. Młody w życiu się nie przyzna, ale zawsze przeżywał wyjazdy matki. Warren zresztą też. Nigdy nie wiedział czy jego (teraz już była) żona wróci cała czy w kawałkach. O ile w ogóle wróci.


     
    Danielle Shaw









    2019-09-02, 07:16


    Uśmiechnęła się jedynie na ten komentarz. Z nią nigdy nie było łatwo. Rodzice też na to narzekali, bo Danielle była upartą dupą, która wiedziała czego chciała i ciężko było ja przekonać do czegoś innego. To ona najczęściej zaczynała też małe sprzeczki między nią a Warrenem.
    -Dziękuję - to było miłe, że jeszcze mu na tyle zależało, że robił dla niej coś miłego. Tak naprawdę nie musiał. Nie byli już razem i jedynie czym się mógł przejmować to ich syn. Przynajmniej z takiego założenia wyszła Danielle. Poza tym minęło już trochę czasu, więc i mógł spokojnie założyć nawet i nową rodzinkę.
    -Uroki mieszkania w tak małym mieście. Cokolwiek się nie wydarzy to będzie na ustach połowy miasteczka. Przynajmniej tej starszej - zaśmiała się cicho. Z tego naprawdę trzeba było się śmiać, bo inaczej można zwariować. Ile była na ustach tych wszystkich sąsiadek gdy się okazało, że poszła do wojska. Nie obyło się też bez bezpośrednich komentarzy na ten temat. Nie daj boże by jeszcze teraz poszła plota, że się zeszli.
    -Jeszcze nie wiem dokładnie - westchnęła ciężko. Z jednej strony nie była chyba jeszcze w stanie wracać. Od śmierci matki minęło pół roku i nie była pewna czy jest gotowa mierzyć się ze światem szczególnie tak brutalnym. Zresztą sam psycholog jej to odradzał -Pewnie dowiem się na odprawie jak zwykle. A to już za niecałe dwa miesiące - koniec siedzenia w domu. Wreszcie oficjalnie przyznała kiedy wylatuje. I znowu nie będzie jej na święta. Kolejny raz zawiedzie młodego i nie spędzą świątecznego poranka odpakowując prezenty przy choince.


     
    Caesar Flanagan



    od jakiegoś czasu zabiera Maze na randki


    pilnie studiuje i barmanuje w jaszczurzym kasynie


    .

    Caesar
    Flanagan








      
    WHITE FLOWER VALLEY
       od zawsze

      
    I hardly open my eyes but I can see you and I know it can't get any worse.

      
    24 y.o.

      
    190 cm

      


    2020-07-31, 22:56


    Odkąd dowiedział się o przyszłych planach swojej dziewczyny był nieco tym wszystkim wstrząśnięty. Uważał, że zbyt szybko o niej zadecydowała, chociaż rudowłosa upierała się, że przemyślała wszystkie plusy i minusy. Według niego, to nie było takie proste - naprawdę chciał być pewien, że była to jej własna decyzja. Nie chciał, by dla niego zmieniała całe swoje życie - była dla niego ważna, po raz pierwszy wierzył, że to naprawdę mogło im się udać. Dołączenie do gangu to była największa zmiana na jaką mogła się zgodzić ale miała wpływ na całe przyszłe jej życie. Chciał by była przy nim szczęśliwa i starał się to robić, ale ostatnie wydarzenia wcale nie utwierdzały go w przekonaniu, że robiła dobrze. W gangu znowu działo się źle - już sama śmierć Rocky była sporym niepowodzeniem nie mówiąc już o tym jak świetnie dał jej przykład, że nie zawsze było tu bezpiecznie. Właściwie trzeba było być ciągle czujnym, nawet jeśli było się na własnym terenie - najpierw ona później on a mimo to Maze dalej nie zmieniała zdania.
    Odczuwał dodatkowo stresy z egzaminami zakończającymi kolejny rok i na szczęście obyło się bez warunków - oficjalnie mów zacząć wreszcie wakacje. Oczywiście zdał raport ojcu jak mu poszło w jednej z wolnej chwili ale głównie skupili swą uwagę na Sam, z którą ostatnio nie działo się najlepiej. Oczywiście Roscoe nie zdradził mu tego, co zrobiła jego własna siostra z mordercą ich barmanki więc nawet niczego się nie domyślał i żył sobie w słodkiej nieświadomości, wierząc, że po prostu nie może pozbierać się po stracie najbliższej przyjaciółki. To wszystko również go mocno dobijało. Nieprzespane noce z powodu nauki (i nie tylko heheh) zrobiły swoje, ale prawdę mówiąc dopiero teraz nastał mógł zregenerować siły - dlatego postanowił późnym popołudniem zabrać Maze nad jezioro.
    Nie mówił dziewczynie w jakim konkretnym celu tutaj jadą - Ostatnio nie miałem dla ciebie zbyt dużo czasu...i mam nadzieję, że mi to wybaczysz, co?- zapytał gdy wreszcie przystanął autem na parkingu jak zwykle otwierając jej drzwi będąc już do tego gestu zwyczajnie przyzwyczajony. Prawdę mówiąc trochę był zdenerwowany ich ostatnią rozmową gdy Maze znów próbowała go przekonać, że naprawdę to wszystko przemyślała. Z bagażnika wyjął koc a także wiklinowy kosz, w którym schował różne przekąski. Piwo też zabrał, ale miał ze sobą jeszcze butelkę wina - jej ulubioną, którą pili jakiś czas temu na wspólnej zmianie, jakoś nie mógł się powstrzymać by jej nie zabrać. - Pomyślałem, że czas to zmienić - dodał idąc w stronę brzegu jeziora. O tej porze nie powinno się tutaj kręcić zbyt wielu ludzi i tak jak przypuszczał byli z tej strony właściwie sami, więc bardzo go to cieszyło. Rozłożył na piasku koc aby mogli sobie spokojnie usiąść a w jego rogu ustawił kosz aby obydwoje mieli w razie co swobodny dostęp. Zaczął z niego wyjmować przekąski - zakupił kilka crossiantów, pokroił arbuza w paski, w miseczce znajdowały się winogrona, był też jakiś słonecznik - prawdę mówiąc, powoli otwierał się przed nią i pokazywał się od tej zupełnie nieznanej nawet romantycznej strony - Wszystko w porządku, Maze? - zapytał, spoglądając z zainteresowaniem na rudowłosą Hargeeves posyłając jej uśmiech.


    Kama
    Arizona // Christian // Hector // Jackson // Courtney
    piszę posty

     
    Wyświetl posty z ostatnich:   
    Odpowiedz do tematu
    Nie możesz pisać nowych tematów
    Nie możesz odpowiadać w tematach
    Nie możesz zmieniać swoich postów
    Nie możesz usuwać swoich postów
    Nie możesz głosować w ankietach
    Nie możesz załączać plików na tym forum
    Możesz ściągać załączniki na tym forum
    Dodaj temat do Ulubionych
    Wersja do druku

    Skocz do: