menu


Poprzedni temat «» Następny temat
Miejsce kempingowe
Autor Wiadomość
Celia Lewis


Lives in
fallen cloud

w Berrylane od dwóch lat


pracuje na kręgielni i studiuje psychologię

nie bardzo rozróżnia uczucia

Wysłany: 2019-07-15, 13:55   
  
Celia

  
Lewis

  

  

  

  

  


  
Am I the king of nothing at all? Then you're the queen of nothing at all

  
20 yo

  
163 cm

  


#5? Potem sprawdzę.

Celia Lewis chyba przepadała za kempingami – to już drugi taki wypad w przeciągu ostatniego czasu, a wakacje dopiero się przecież zaczęły. Początkowo wraz z koleżanką zajęła się rozkładaniem namiotu. Dopiero później zaczęła przyrządzać coś do zjedzenia, jakieś steki i inne mięska na tackach do rożna oraz kiełbaski. Sama była dość przygotowana jeśli chodzi o wszelki ekwipunek, na wypady pod namioty pakowała się już w zasadzie z automatu. Niby kochała wielkie miasta, kochała to, że na każdym rogu w NY był McDonald albo KFC, albo inny fast-food. Że mogła wyjść o której godzinie tylko chciała, a i tak zawsze wracała mobilnie, bo jeździły taksówki, nocne autobusy i inne tego typu rzeczy. Nie to co w Berrylane, ale i tak mimo wszystko zdołała się przyzwyczaić do tego miejsca. I polubić kempingi. Zwłaszcza ze studencką ekipą. Trochę żałowała, że znów nie udało jej się wyciągnąć Sloane, żałowała też, że za późno się zorientowała, by zaproponować może Lou taki wypadzik, zwłaszcza, że dziewczyny nieźle się ze sobą dogadywały, a już na pewno można je było określić mianem drinking-buddies.
Miles dostrzegła dopiero po chwili (nie pamiętam czy mamy jakieś relki Ada), ale Celia na pewno go kojarzyła. Może rozmawiała z nim raz czy dwa i na pewno też wiedziała kim jest. Dlatego podeszła z tym całym jedzeniem, powrzucała ziemniaczki w sreberku i po chwili przysiadła się ze swoim patykiem i piwerkiem obok Milesa. – Cześć, Appleby – przywitała się standardowo ze swoim uroczym acz łobuzerskim uśmiechem. Poprawiła bluzę na swoich ramionach i zerknęła na zapasy chłopaka. – Widzę, że z głodu raczej nie umrzesz – zażartowała, bo w sumie to chyba zawsze najlepiej zagadać właśnie w temacie jedzenia. Jej znajomi tymczasowo gdzieś wyparowali, a ona sama i tak stwierdziła, że pora jeść.
_________________
[Profil]
  MÓW MI: Anu
MULTI: Caleb | Olivia | Chandler | Connor | Hugo | Cookie
 
Miles Appleby


Lives in
auburn pine houses

w Berrylane od dziesięciu lat


studiuje i pracuje

serduszko puka w rytmie cha-cha

Wysłany: 2019-07-15, 14:42   
  
Miles

  
Appleby

  

  

  

  

  


  
Wyglądasz słodko, tęskniłem sam nie wiem odkąd. Ciepło wiosną, pachniesz noce i dnie, i teraz non stop

  
23 yo

  
190 cm

  


Był dość mocno pochłonięty struganiem tego kija. Chciał w końcu żeby był jak najbardziej doskonały. Trochę też zaczynał mocniej odczuwać głód, który jak na razie musiał zapijać tylko piwem. Nie było to takie znowu najgorsze, ale zdecydowanie wolałby władować sobie do buzi jakieś konkretne mięcho a nie tylko chmiel. Cieszył się, że żaden pijany koleżka mu nie przeszkadzał, bo mógł się na tym skupić. Niestety, nie na długo. Zwrócił uwagę, że ktoś się koło niego przysiada z piwkiem i uroczym uśmiechem na powitanie. Spojrzał na Celię, którą myślę, że znał całkiem dobrze. Sam przyjaźnił się ze Sloane, choć sporo osób dopowiadało sobie do tego jakieś niestworzone historie. Chcąc nie chcąc musiał natknąć się już kiedyś na Lewis. Tak więc taka relka, Anu! A co będzie dalej to nigdy nie wiadomo hehehe.
Przerwał to struganie by odwzajemnić ten uśmiech. - Hej, Lewis. - skoro postanowiła witać się z nim w ten sposób, nie zamierzał pozostać jej dłużny. - Czekaj, ty sama? Myślałem, że nie ruszacie się z domu bez siebie. - tak sobie palnął, nie precyzując o kogo mu w sumie chodzi. Chyba uznał, że Celia domyśli się, że chodzi mu oczywiście o Sloane. Kiedy usłyszał jej żarcik, odruchowo zerknął na te swoje zapasy. Skinął głową z rozbawieniem, następnie wskazując na to co ona przyniosła. - Ale widzę, że ty też nie odstajesz. - poruszył przy tym brwiami. - Steki, karkóweczka, szaszłyczki... cholera! Lewis, chyba wypadasz lepiej niż ja. - zaśmiał się znów. - Podzielisz się? Chyba nie zjesz tego wszystkiego sama? - on by jej z chęcią pomógł się tego pozbyć. Jego brzuch był najlepszym do tego miejscem. Podniósł więc swoje piwko, stuknął o jej i napił się. - Jak się bawisz? - zagadnął, wracając do tego strugania jednak. No, już prawie był idealny ten patyk.
_________________

    MAYBE THIS IS WISHFUL THINKING, PROBABLY MINDLESS
    DREAMING... BUT IF WE LOVED AGAIN, I SWEAR

    I'D LOVE YOU RIGHT
[Profil]
  MÓW MI: kotlecie
MULTI: raine i reszta
 
Celia Lewis


Lives in
fallen cloud

w Berrylane od dwóch lat


pracuje na kręgielni i studiuje psychologię

nie bardzo rozróżnia uczucia

Wysłany: 2019-07-15, 14:55   
  
Celia

  
Lewis

  

  

  

  

  


  
Am I the king of nothing at all? Then you're the queen of nothing at all

  
20 yo

  
163 cm

  


Celia nie miała żadnych przeciwskazań, by mu przeszkodzić. Zwłaszcza, że jak mówisz, kojarzyła go jednak całkiem nieźle. Dzięki Sloane. Możliwe, że nigdy nie miała sposobności by przebywać w jego towarzystwie dłużej tylko sama, ale bądź co bądź to prawda, że głównie ze Sloane trzymały się razem. Jak to przyjaciółki przecież. - Zabawne – mruknęła ironicznie dziewczyna i wywróciła oczyma. Wbrew pozorom obydwie spędzały bez siebie całkiem sporo czasu, co później Slo nie omieszkała za każdym razem Celce wypomnieć, ale to już szczegół. – Wyobraź sobie, że wychodzimy bez siebie. Poza tym nie chcę podpaść Arthurowi i doprowadzić do kolejnego szlabanu Sloane. – Nie żeby była powodem tego pierwszego szlabanu, bo to jednak nie z nią tyle wypiła Slo, więc nie brała odpowiedzialności za jej powrót w stanie nietrzeźwości (i nieważkości pewnie też) do domu. Wzruszyła przy tym bezradnie ramionami. – Jestem mega głodna – przyznała i chwyciła się za brzuch, żeby powstrzymać jego głośne burczenie. – Ale podzielę się. Jestem Kubanką, my zawsze dzielimy się jedzeniem, taka natura – dodała po chwili z rozbawieniem. Jasne, że miała zamiar się podzielić z chłopakem, bo dlaczego by nie? Sama by pewnie przypominała potem małą świnkę albo jednak małego słonia, gdyby to wszystko sama pochłonęła. Zaczęła nawet ustawiać to wszystko na odpowiednim rożnie niedaleko ich miejsca siedzenia. – Całkiem nieźle – stwierdziła z niedbałym wzruszeniem ramion. – Chociaż… trochę tu za spokojnie. Nie wiem czy to spowodowane tym, że dopiero się wszyscy ogarniają i szykują do jedzenia, czy po prostu trafiliśmy na drętwą imprezę – powiedziała na głos to, co w tej chwili myślała. Bo jednak na tak spokojnym wypadzie to jeszcze nie była i trochę się dziwiła, że nikt jej nie zaproponował jeszcze, żeby się sztachnęła, o.
_________________
[Profil]
  MÓW MI: Anu
MULTI: Caleb | Olivia | Chandler | Connor | Hugo | Cookie
 
Miles Appleby


Lives in
auburn pine houses

w Berrylane od dziesięciu lat


studiuje i pracuje

serduszko puka w rytmie cha-cha

Wysłany: 2019-07-15, 15:19   
  
Miles

  
Appleby

  

  

  

  

  


  
Wyglądasz słodko, tęskniłem sam nie wiem odkąd. Ciepło wiosną, pachniesz noce i dnie, i teraz non stop

  
23 yo

  
190 cm

  


Zaśmiał się, gdy usłyszał jej odpowiedź. Wcale nie miał niczego złego na myśli. Dziewczyny chyba już tak miały, że lubiły chodzić w stadzie. Znaczy dwie osoby to średnio stado, ale przecież do łazienki zawsze chodziły razem (co wciąż stanowiło dla Milesa nie do rozgryzienia zagadkę), na większości imprez też pojawiały się we dwie. No Appleby przyzwyczaił się po prostu do tego, że tam gdzie Sloane, tam najprawdopodobniej gdzieś była również Celia. Nie miał nic przeciwko, bo kto by się tam wykłócał o towarzystwo ładnych koleżanek. - Niemożliwe. - pokręcił głową, choć głównie po to by po prostu zaobserwować jak się zabawnie denerwuje i marszczy przy tym brwi. - Wow, jesteście na ty? - uniósł brew do góry, choć znów robił to żartobliwie. Sam znał ojca Sloane, nawet u niego pracował. Spoko był z niego gość, nawet jeśli Kennedy czasem na niego narzekała. Był dobrym szefem z którym zawsze dało się dogadać. - Kolejnego? To twoja sprawka? Chciałem ją zabrać, ale mówiła coś o szlabanie.. - parsknął śmiechem. Sam nie pamiętał już kiedy ostatni raz miał szlaban. Chyba dawno i to bardzo dawno temu. A przynajmniej tak czuł, bo wiadomo, że po osiemnastce to czas leci tak szybko, że zanim się obejrzysz a już trzeba się rozglądać za jakąś przyjemną, wygodną trumienką. - Tak? Czymś jeszcze się dzielicie? - zapytał, patrząc na nią z rosnącą ciekawością. Trochę brał ją pod włos, trochę w sumie naprawdę chciał wiedzieć. - Lubię waszą kuchnię. Takie coś... z niczego. - nie chciał żeby to brzmiało jak obraza, bo w żadnym razie nie o to mu chodziło. Ale jako kucharz trochę już zdążył zgłębić wiedzy. Tej gastronomicznej głównie, choć słyszał też o kubańskich cygarach. Na razie jednak skupiał się tylko na jedzeniu. - Czekaj, jak to się nazywa... - zaczął pstrykać wolną ręką, próbując sobie przypomnieć jakieś nazwy tych potraw. - A! Aj..iiacco? - uniósł brew do góry, koślawo pewnie to wymawiając.
Parsknął. - A co byś chciała? Żebyśmy wszyscy rozebrali się do naga, skakali dookoła ogniska a potem wbiegli razem do jeziora? - nie żeby miał coś przeciwko jakby tak się to skończyło, mógłby sobie poobserwować ładne panie. - Może... czekają aż rozkręcisz towarzystwo? - szturchnął ją lekko, nadziewając na tego kija kiełbaskę i przechylając ją nad ognisko.
_________________

    MAYBE THIS IS WISHFUL THINKING, PROBABLY MINDLESS
    DREAMING... BUT IF WE LOVED AGAIN, I SWEAR

    I'D LOVE YOU RIGHT
[Profil]
  MÓW MI: kotlecie
MULTI: raine i reszta
 
Celia Lewis


Lives in
fallen cloud

w Berrylane od dwóch lat


pracuje na kręgielni i studiuje psychologię

nie bardzo rozróżnia uczucia

Wysłany: 2019-07-16, 21:12   
  
Celia

  
Lewis

  

  

  

  

  


  
Am I the king of nothing at all? Then you're the queen of nothing at all

  
20 yo

  
163 cm

  


W takim razie Miles nie widział chyba tego krążącego po necie mema z wyjaśnieniem, dlaczego dziewczyny chodzą do łazienki parami. Ale miał raczej słuszność; zazwyczaj Celia i Sloane trzymały się razem i wszędzie raczej chodziły razem. Zwłaszcza na imprezy czy wypady, ale chyba nic w tym dziwnego skoro się przyjaźniły, prawda? Znów zatem zmarszczyła nosek, bo rzeczywiście Miles trochę się z nią drażnił. Tym razem mu jednak nie odpowiedziała tylko wymownie wywróciła oczyma. – No nie do końca na ty, ale… halo, nie widzę tutaj ojca Sloane, więc mogę sobie pozwolić na nazywanie po imieniu mojego przyszłego ojca, bo myślę, że jeszcze chwilę, a mnie adoptuje – zażartowała. Hehe, była nawet bliżej prawdy niż myślała – jakby nie patrzeć. Ale o tym jeszcze nie wiedziała. – Oczywiście, że nie! Chciałam ją zabrać na poprzedni wypad pod namioty, ale miała szlaban i musiała pracować – odparła z ciężkim westchnieniem Celka. Parsknęła zaraz śmiechem i w pierwszej chwili miała ochotę go żartobliwie pacnąć w ramię albo szturchnąć, ale zamias tego po prostu odruchowo odpowiedziała: - To zależy czego byś chciał. Możemy ponegocjować. – Trochę flirtowała, bo tak już miała, ale w większej mierze jednak żartowała sobie, bo jednak umówmy się – Miles nie do końca odpowiadał jej typowi, to znaczy pod względem charakteru, bo wiadomo, że przystojny był i przyjemnie się na niego patrzyło, o. Zmarszczyła jednak brwi, gdy spróbował odgadnąć potrawę o którą mu chodziło. – Tabacco? – zaśmiała się serdecznie i ironicznie w sumie, bo zapewne nie o to mu chodziło, ale hej, on też się z nią droczył.
- Nie jestem od zabawiania towarzystwa – stwierdziła przekornie i wystawiła mu koniuszek języka nawet. – No i nie wiem w sumie. Przyzwyczajona jestem do działania a tutaj nawet nikt sobie jedzenia nie robi. Poza nami – zauważyła i zaraz się uśmiechnęła szeroko. – A tak w sumie skoro przy temacie znajomych jesteśmy. Gdzie jacyś twoi przystojni kumple? – rzuciła zaczepnie, trochę prowokacyjnie nawet.
_________________
[Profil]
  MÓW MI: Anu
MULTI: Caleb | Olivia | Chandler | Connor | Hugo | Cookie
 
Miles Appleby


Lives in
auburn pine houses

w Berrylane od dziesięciu lat


studiuje i pracuje

serduszko puka w rytmie cha-cha

Wysłany: 2019-07-17, 13:31   
  
Miles

  
Appleby

  

  

  

  

  


  
Wyglądasz słodko, tęskniłem sam nie wiem odkąd. Ciepło wiosną, pachniesz noce i dnie, i teraz non stop

  
23 yo

  
190 cm

  


Mema może i kojarzył, ale czy była to prawda? Nigdy nie wiadomo. Może dziewczyny, właśnie chcąc by prawda nie wyszła na jaw, zdecydowały się stworzyć takiego mema, który miał być wabikiem. No i sprawdzał się jak widać w tej roli, bo jakoś mniej już tych pytań było. A raczej coraz rzadziej chyba ktoś o to pytał. Miles jednak był bardzo podejrzliwy, uwierzyłby w to, że to jedna wielka mistyfikacja. On wszędzie wywęszy spisek. Zaśmiał się, gdy wspomniała o adopcji. - Już myślałem, że planujecie ze Sloane potajemny ślub. - zarechotał głupkowato. To nie tak, że kiedykolwiek sobie to wyobrażał. Był w końcu dżentelmenem. - Arthur na pewno wolałby żebyś przerzuciła się na sok, albo coś bezalkoholowego. Chyba ktoś kupił parę radlerków.. - zmarszczył brwi. No cały czas intensywnie ją sobie testował, a raczej na ile on może sobie pozwolić. Ostatecznie Celia mogła sobie robić co tam chciała, co ją Miles miał rozliczać z czegokolwiek. Sam nie był święty, na pewno również wtedy, gdy był od niej młodszy. - A rzeczywiście. Dzięki niej miałem chyba nawet wolny wieczór wtedy. - zaśmiał się, bo zawsze miło było dostać telefon od szefa z informacją, że dzisiaj zastąpi go Sloane. Czy jakaś inny pracownik. Nigdy nie wiadomo kiedy człowieka najdzie ochota na naleśnika. Ktoś pracować musiał, żeby ktoś inny mógł mieć wolne. - Jeszcze nie wiem. Ale coś wymyślę. - poruszył przy tym zawadiacko brwiami i uśmiechnął się, przez krótką chwilę jej się przyglądając. Oj na pewno na coś wpadnie, potrzebował tylko chwili. - Tabacoo też jest okej, tak słyszałem. Masz takie? - zapomniał więc o tej zupie z ziemniakami i kukurydzą, chętnie przerzucając się na rozmowę o cygarach. Wiedza w każdym temacie się przyda, nie?
- Szkoda. Wydaje mi się, że mogłabyś być w tym świetna. - wziął swoje piwko i napił się, po chwili z powrotem odstawiając je na miejsce. - Może nie są głodni? No, część spożyła też swój płynny posiłek. Ja zanim się rozkręcę wolę chyba jednak coś wszamać. - bo taki był odpowiedzialny. Zje coś tłustego, będzie mógł więcej wypić. No przecież to było proste jak drut. Czy coś tam. - Nie wystarczam ci? - wypiął lekko pierś do przodu, jakby chciał zwrócić jej uwagę. Dziwne, że jeszcze nie wypinał przed nią mięśni. Pewnie był za trzeźwy. - Poszli po drewno. Zaraz wrócą, spokojnie. Którego sobie upatrzyłaś, może ci pomogę. - poruszył zachęcająco brwiami. Miles był idealnym skrzydłowym, powinna to przemyśleć!
_________________

    MAYBE THIS IS WISHFUL THINKING, PROBABLY MINDLESS
    DREAMING... BUT IF WE LOVED AGAIN, I SWEAR

    I'D LOVE YOU RIGHT
[Profil]
  MÓW MI: kotlecie
MULTI: raine i reszta
 
Celia Lewis


Lives in
fallen cloud

w Berrylane od dwóch lat


pracuje na kręgielni i studiuje psychologię

nie bardzo rozróżnia uczucia

Wysłany: 2019-07-25, 15:25   
  
Celia

  
Lewis

  

  

  

  

  


  
Am I the king of nothing at all? Then you're the queen of nothing at all

  
20 yo

  
163 cm

  


Roześmiała się, ale widząc minę Milesa tylko trzepnęła go w ramię. – A tobie nic do tego! – zawołała, ale wciąż się śmiała w sumie, bo głupkowate zachowanie Milesa niespecjalnie robiło na niej jakiekolwiek wrażenie. W końcu był tylko facetem i potrafiła mu wybaczyć w tej chwili jakieś podteksty i głupie odzywki. – Ale może… W sumie pierścionek już mam wypatrzony, Sloane jest super, nie zdradziłaby mnie na pewno w przeciwieństwie do jakiegoś faceta. I przynajmniej nie ma czegoś dziwnego, co przypomina martwego ptak między nogami… także tego. Stwierdzam oficjalnie, że Sloane jest idealna! – obwieściła zadowolona. Możliwe, że troszkę wcześniej wypiła, oglądając stand up Ilizy i stąd to skojarzenie, ale cóż. Akurat prawda, że Sloane była super.
Wywróciła na niego oczyma. – No widzisz. To przynajmniej skorzystałeś i miałeś wolne – odparła ze wzruszeniem ramion. Przynajmniej tyle dobrego, prawda? Ona się trochę pomęczyła, ale przynajmniej Miles mógł jakoś dobrze spożytkować swój czas. Roześmiała się serdecznie i potrząsnęła głową. – To się zastanów dobrze i daj znać – zawyrokowała i upiła trochę swojego piwka. Zaraz posłała mu nieco sceptyczne i przeciągłe spojrzenie. – Może, może by się coś znalazło w moim plecaczku – stwierdziła ze śmiechem. Może faktycznie miała tabacoo na czarną godzinę. Sama się teraz zaczęła nad tym zastanawiać, bo wiedziała, że kiedyś miała, ale czy to w tym plecaku? W końcu była typową dziewczyną i zawsze gubiła rzeczy po torebkach i plecakach. Pewnie sprawdzi później.
- Ja tak samo! Tak jest bezpieczniej – stwierdziła, kiwając głową, bo nie od dziś wiedziała, że picie na pusty żołądek zawsze się źle kończy. Znów się uśmiechnęła, trochę z politowaniem, ale jednak ciepło i serdecznie. – Tego blondyna o tajemniczym spojrzeniu stalowych tęczówek. – Aż się rozmarzyła, gdy to mówiła, bo jednak halo, wiadomo, że ten opis idealnie oddawał opis Draco Malfoya, a to marzenie wszystkich nastolatek. Kiedyś. Podobno.
_________________
[Profil]
  MÓW MI: Anu
MULTI: Caleb | Olivia | Chandler | Connor | Hugo | Cookie
 
Miles Appleby


Lives in
auburn pine houses

w Berrylane od dziesięciu lat


studiuje i pracuje

serduszko puka w rytmie cha-cha

Wysłany: 2019-08-18, 22:28   
  
Miles

  
Appleby

  

  

  

  

  


  
Wyglądasz słodko, tęskniłem sam nie wiem odkąd. Ciepło wiosną, pachniesz noce i dnie, i teraz non stop

  
23 yo

  
190 cm

  


Zaśmiał się. Wcale się nie zdziwił, że tak wychwalała Sloane. On też ją przecież lubił, znał jej zalety (i wady też, oj tak) i na pewno chciał żeby sobie ładnie życie ułożyła. Jeśli zamierzała to zrobić z Celią, czemu nie. Jakby wymieszać ich geny na pewno wyszłoby z tego coś fajnego. - Jakbyście kiedyś planowały powiększyć rodzinkę.. wiesz.. azjatyckie geny w 99% gwarantują spłodzenie geniusza... - poruszył brwiami wymownie. Jasne było, że jaja sobie robił. Nie wiedział co on wygaduje tak właściwie, sam był jeszcze dzieckiem. - No i nie żeby coś, ale kobiety wcale nie są takie święte. Też zdradzacie, okłamujecie. A nawet wychodzi wam to łatwiej. - wymierzył w nią palec, jakby próbował jej jakąś nauczkę przedstawić w ten sposób. Spodziewał się też, że zaraz mu się za to oberwie i dostanie pętem kiełbasy czy czymś, ale jak widać Miles lubił prowadzić. ryzykowne życie.
- Jeśli masz, to powinnaś podzielić się ze swoim ulubionym kolegą, czyli mną. Tak żeby była jasność. - napomknął całkiem niewinnie, choć i bez tabacoo bawił się świetnie. Celia i jej humor dużo ułatwiało, wraz z klejącą się ogólnie gadką, bo Lewis nie miała kijka w tyłku. - Widzisz? - otworzył szerzej oczy, jakby było to dla niego mega szokujące. - Nie wszyscy posiadają tę starodawną wiedzę, że po tłustym najlepiej się pije. No cóż, nie wszyscy są godni by doznać takiego olśnienia. - uniósł ramię do góry, bo on nie zamierzał wszystkich uczyć jak pić. Nie chcieli go słuchać to będą cierpieć już niedługo. A Miles i Celia pewnie wypiją resztę alkoholu, gdy tamci będą zdychać. - Serio, Dennis? - skrzywił się, ale był też po prostu bardzo zszokowany. Ten opis idealnie pasował do jego kolegi. - Znaczy nie wiem jaki ma kolor oczu, ale to jedyny blondyn.. wow, Celia. Serio? - znowu się skrzywił i łbem pokręcił. - Nie podejrzewałbym... ale okej, to jaką masz taktykę? Wy dziewczyny też macie taktyki, nie? - wolał się upewnić. Najlepiej jest sobie wszystko rozplanować krok po kroku. Miles chciał być dobrym kolegą, Celia powinna to docenić.
_________________

    MAYBE THIS IS WISHFUL THINKING, PROBABLY MINDLESS
    DREAMING... BUT IF WE LOVED AGAIN, I SWEAR

    I'D LOVE YOU RIGHT
[Profil]
  MÓW MI: kotlecie
MULTI: raine i reszta
 
Celia Lewis


Lives in
fallen cloud

w Berrylane od dwóch lat


pracuje na kręgielni i studiuje psychologię

nie bardzo rozróżnia uczucia

Wysłany: 2019-08-28, 08:39   
  
Celia

  
Lewis

  

  

  

  

  


  
Am I the king of nothing at all? Then you're the queen of nothing at all

  
20 yo

  
163 cm

  


Spojrzała na niego ze szczerym powątpiewaniem i sceptyzmem, ale mimowolnie prychnęła pod nosem z rozbawieniem. – Jasne, będziemy pamiętać o twojej hojnej propozycji spermy – zaśmiała się. Gdyby ktoś akurat przechodził lub przysłuchiwałby się ich rozmowie to ciekawe czy pomyślałby sobie, że oboje nie są zbyt normalnymi ludźmi. Ale czasem trzeba sobie takie głupotki pogadać i nie ma w tym niczego złego, bo przecież trzeba w jakiś sposób wyrzucić z siebie jakieś durnotki z głowy. – Okej, fair enough – oznajmiła ze skrzywieniem, bo faktycznie kobietki też święte nie były i zdarzały się podłe żmije i wredne wiedźmy, ale Celia taka nie była. W każdym razie, świadomie starała się czynić wszystko tak jak należy, inna sprawa, że różnie wychodziło. Pewnie musiał się nieźle zdziwić, że nie dostał, hehe.
Spojrzała na niego wymownie i zamachała sugestywnie brwiami. – Zapraszam później do mojego namiotu, może coś się uda wymyślić – stwierdziła ze wzruszeniem ramion, rozkminiając czy faktycznie ma trochę tabacoo, ale jeśli nie to po prostu mu powie, że ups, wypaliła już. – A co złego jest z Dennisem? – spytała, marszcząc wymownie brwi i pokręciła głową. – Okej, wydaje się trochę wycofany i nieskory do rozmowy, ale może po prostu jest nieśmiały? – zaryzykowała choć po reakcji Milesa, spodziewała się raczej innego, nieco trafniejszego opisu charakteru tego blondyna. – Najpierw mi powiedz, co jest z nim nie tak! – zażądała. W zasadzie nie miała taktyki, liczyła po prostu na to, że Miles ją przedstawi i samo jakoś pójdzie. Zresztą, zagadując o blondyna tylko się droczyła, bo przecież nie przyjechała tutaj na podryw – inna sprawa, że jeśli się nadarzy przypadkiem okazja, to ona po prostu z niej skorzysta. Spoglądała uważnie na Milesa, oczekując jakiejś reakcji z jego strony i słów wyjaśnień chyba też.
_________________
[Profil]
  MÓW MI: Anu
MULTI: Caleb | Olivia | Chandler | Connor | Hugo | Cookie
 
Miles Appleby


Lives in
auburn pine houses

w Berrylane od dziesięciu lat


studiuje i pracuje

serduszko puka w rytmie cha-cha

Wysłany: 2019-10-03, 16:58   
  
Miles

  
Appleby

  

  

  

  

  


  
Wyglądasz słodko, tęskniłem sam nie wiem odkąd. Ciepło wiosną, pachniesz noce i dnie, i teraz non stop

  
23 yo

  
190 cm

  


Propozycja może i została rzucona żartobliwie, ale Miles wszystko sobie kodował, okej. Może i nie był najmądrzejszym gościem na tej planecie, ale nie był też najgłupszy. No i pamięć miał całkiem dobrą, więc takie słowa na pewno utkną mu w pamięci. W końcu to byłaby dopiero mieszanka wybuchowa, jakby tak dodać ich wszystkie geny do siebie. Dziecko byłoby kosmopolitą, na sto procent. Mimo wszystko zaśmiał się, bo Celia też to zrobiła. Raczej nie zrozumiał, że to wszystko była bujda na resorach. Kto wie, może niedługo będzie kontynuować ten temat? Dumny poczuł się również wtedy, gdy Lewis przyznała mu rację. On może był słabym wyznacznikiem tego, choć w sumie nigdy nie zdradził Arii. Po rozstaniu rzeczywiście wpadł w jakiś dziwny wir przypadkowych i jednorazowych relacji, ale kiedy miał wobec kogoś zobowiązania to traktował to poważnie. Teraz nie miał nikogo i może nawet tęsknił za tym uczuciem, które towarzyszyło mu przy Gallagher, ale wiedział też, że byłby naprawdę nieźle postrzelony gdyby robił sobie nadzieję na to, że mogliby wrócić do czasów, gdy było łatwiej. Nie chciał też myśleć o Arii w tym konkretnym momencie, bo i tak jej tu nie było. Była za to Celia, bardzo przyjemna towarzyszka. Nie tylko przyjemna dla oka, ale miała też taki pazur, który bardzo imponował Milesowi. – Wybacz, ale takie zaproszenie można rozumieć w różny sposób. Powinnaś dobitnie nakreślić granice. – przyznał i pokiwał głową. Wcale nie zamierzał z nią flirtować, ale czasem takie sytuacje działy się same. Dlatego na koniec obdarował ją zawadiackim uśmieszkiem i puścił oczko. – Nie wydaje się wycofany, tylko jest wycofany. Jara tyle zielska, że wszystkie styki mu się przepaliły. Ale słyszałem, że jest bardzo oddanym kochankiem, więc w sumie musisz sobie wykalkulować mniejsze zło. – zarechotał, bo już nie mógł się powstrzymać. Wcale nie wiedział czy rzeczywiście jest oddanym kochankiem, po prostu plótł głupoty bez zastanowienia. Czasem tak miał. – Tak serio to porządny koleś. Choć nie przypuszczałem, że blondyni są w twoim typie. – wzruszył ramionami na sam koniec i władował sobie jakieś żarło do gęby.
Potem jeszcze trochę pogadali, pośmiali się. Miles przedstawił Celii w końcu też Dennisa by dziewczyna mogła sobie sama ocenić czy jest sens się w to pakować. Appleby odwalił kawał dobrej roboty, jedzenia z resztą też. Wszyscy się ochlali, pojedli i świetnie bawili. Zabawa była przednia i do samego rana. Miles potrzebował takiego resetu przed następną walką. Pamiętał jednak o tym by przy najbliższej okazji zapytać Lewis o to czy Dennis rzeczywiście okazał się tym oddanym kochankiem.

/zt
_________________

    MAYBE THIS IS WISHFUL THINKING, PROBABLY MINDLESS
    DREAMING... BUT IF WE LOVED AGAIN, I SWEAR

    I'D LOVE YOU RIGHT
[Profil]
  MÓW MI: kotlecie
MULTI: raine i reszta
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  
Strona wygenerowana w 0,11 sekundy. Zapytań do SQL: 5