menu


Poprzedni temat «» Następny temat
Stoliki III
Autor Wiadomość
Berrylane


Wysłany: 2018-01-28, 18:16   Stoliki III
  
Berrylane


Stoliki
[Profil]
 
 
KANE HAYWOOD


Wysłany: 2018-02-19, 22:22   

trzy.


Czy przez jedną dziewczynę można aż tak oszaleć? Oczywiście, że można i to nie w taki miłosny sposób. Kane od kilku dni nie miał żadnego kontaktu z Sally, nie przychodziła do pracy, znów go olewała. Wtedy gdy dorwał ją pod barem niezbyt wiele sobie wyjaśnili, ale mężczyzna miał wrażenie, że trochę to poprawiło ich stosunki. Głupi był sądząc, że to cokolwiek zmieniło. Musiał teraz przepraszać szefa i tłumaczyć zachowanie Lyons. Następnym razem musi pamiętać by nikomu nie pomagać. Bo to jedynie odbija się na jego osobie i nic nawet w zamian nie dostaje. Dzisiaj cały dzień przesiedział w pracy, nie żeby coś, ale przyjął na klatę zmiany swojej przyjaciółki. Lepsze takie siedzenie tutaj niż randkowanie przez internet. Swoją drogą Haywood nie pamiętał, kiedy ostatnio był na takiej randce no minęły dobre tygodnie od tego czasu. Ten facet nie nadawał się do niczego, a szczególnie poważnego związku. Był za bardzo dziecinny, nie rozumiał jeszcze tak dobrze życia jak powinien. Dobrze, że chociaż robienie drinów mu wychodziło i to całkiem nieźle. Co by robił gdyby okazało się, że ma dwie lewe ręce? Nikt takiego by nie zatrudnił, nawet do skręcania długopisów. Stał sobie za tym barem obserwując ludzi, jedni siedzieli samotnie, drudzy dość intensywnie rozmawiali. W pewnym momencie Kane ujrzał swoją sąsiadkę, która swoją drogą niezbyt za nim przepadała nie wiedząc czemu. Przecież z niego to był super facet, materiał na przyjaciela i w ogóle, a nie kogoś kogo się nie lubi. - Coś do picia Ci podać? - grzecznie zapytał z uśmiechem szerokim na twarzy. Allen pewnie by chciała żeby obsłużył ją inny barman, ale w tym przypadku musiała znieść towarzystwo Haywooda.
[Profil]
 
 
Gwendolyn Allen


Wysłany: 2018-02-22, 10:23   

Jak to dobrze byłoby mieć takie problemy, jakie miał Kane! Niestety, czas, kiedy Gwen martwiła się o takie rzeczy raczej minął, prawdopodobnie bezpowrotnie. Zamiast tego przybyło jej dużo całkiem nowych zmartwień, głównie związanych z pracą i sytuacją, jaka panowała w mieście. Ostatnio nawet nie wracała do domu, zostając na noc w Seattle, choć i tak praktycznie nie sypiała, spędzając całe dnie w szpitalu. Dopiero dzisiaj, korzystając z chwili wolnego czasu, postanowiła przyjechać do miasteczka i odwiedzić choćby rodzinę. Traf chciał, że nikogo nie zastała i zdecydowała się poczekać na nich w pobliskim barze. Gdyby choć przeczuwała, że prawdopodobnie spotka tam znienawidzonego sąsiada, który notorycznie ją zalewał, do tego stopnia, że sufit już ciągle jej przeciekał, pewnie wybrałaby inny. A gdyby wiedziała, że ten sam osobnik będzie ją obsługiwał, to kto wie, czy zupełnie nie porzuciłaby pomysłu.
W każdym razie, niczego nieświadoma wkroczyła do środka, wybierając uroczy stolik, gdzieś w odosobnieniu, bo nie miała ochoty na interakcje z innymi ludźmi, a nie daj boże jeszcze z kimś znajomym. Z przejęciem waliła palcami w klawiaturę laptopa, pisząc coś bardzo energicznie, gdy usłyszała dobrze sobie znany głos. Równie dobrze mógłby powiedzieć "nie będę cię już więcej zalewać, obiecuję". Przełknęła głośno ślinę i odwróciła głowę w stronę mężczyzny, siląc się na uśmiech. Już nawet nie na to, by był szczery, ale... jakikolwiek. Choć pewnie i tak wyszło z tego coś, co bardziej przypominało grymas, no ale. Starała się, tak? - Kawę poproszę. Dużą. Białą. - wycedziła słowo po słowie, co by czasem jej czegoś nie pomylił. Tylko mi tam nie napluj, chciała jeszcze dodać, ale ugryzła się w język, bo całkiem możliwe, że właśnie wtedy by napluł! Trochę ryzykowała, no ale.
[Profil]
 
 
seamus bowden


Wysłany: 2018-03-05, 00:01   

    [1]



Nawet nie pamiętał kiedy ostatnio dzień w pracy ciągnął mu się aż tak. I to nie tak, że całą zmianę spędzili jedynie w remizie — odhaczyli dwa wezwania, mniej lub bardziej poważne, ale i tak Seamus na koniec czuł się niesamowicie wykończony. Rano myślał jedynie o tym, by wrócić do domu i wygodnie ułożyć się w łóżku. A potem? Potem okazało się, że znowu ma cały dzień i znowu nie wie jak zagospodarować sobie czas. Naprawił drzwi do szafy, które opadły tydzień wcześniej, ugotował obiad i rozwalił się na kanapie. Alice nie było, bo była w trakcie przewożenia ostatnich rzeczy do mieszkania. Dopiero wieczorem odzyskał jakąś siłę, czy nawet chęć, dlatego właśnie ruszył do baru. Wybrał ten po którym kręciło się najwięcej znajomych twarz. Był już po trzecim z kolei drinku, gdy dostrzegł gdzieś tam Matty. Normalnie ograniczyłby się jedynie do przywitania, ale z racji tego, że spotkali się na poprzedniej zmianie mężczyzny postanowił się do niej pofatygować. Nie zapytał nawet, czy przypadkiem na kogoś nie czekała. Po prostu opadł na siedzenie tuż obok niej i usmiechnął się ładnie.
— Jesteś prawdziwym wrzodem na tyłku, mówił ci to ktoś? — zapytał nawiązując do sytuacji sprzed kilkunastu godzin. Rzadko zdarzało mu się trafić na kogoś, kto tak uparcie walczyłby o swoje. W tamtym momencie Seamus nie był jednak pełen podziwu, był raczej sfrustrowany i miał ochotę zwyczajnie nawrzeszczeć na nią. Opanował się jednak i tylko kilka niemiłych słów jej dorzucił. — Ale ja to doceniam, serio — zapewnił ją jeszcze, bo przecież nie chodziło mu o to, by jakkolwiek ją tutaj obrazić. Rozdzielał życie zawodowe od tego prywatnego, toteż spory, które toczył w czasie wezwania raczej starał się nie przekładać na relacje międzyludzkie. Szczególnie, że dotychczas raczej dość dobrze się z nią dogadywał i szczerą sympatią do niej pałał. — Czego się napijesz? — zapytał jeszcze, bo sam już powoli kończył swojego drinka. Skoro już się do niej przyczepił to nie mogła go olać, musiała się z nim napić przecież.
_________________
[Profil]
 
 
Matty Ellington


Wysłany: 2018-03-11, 23:47   

    |03|

Ostatni tydzień był dla niej niezwykle intensywny i tym samym sprawiał też wrażenie, jakby nie trwał on siedem dni, a zaledwie dwa. W przeciwieństwie do mężczyzny, dla niej czas pędził w zawrotnym tempie do przodu i w rezultacie sprawił, że nie wiedziała nawet, jaki jest dzisiaj dzień. Zarwane noce nie pomagały jej wcale w pracy - wciąż nie mieli pojęcia kim może być naśladowca Huntsmana, wciąż nie mieli żadnego tropu. Nie mogła jednak w całości poświęcić się tej sprawie, bo zawsze dochodziły jeszcze mniej istotne, związane z kradzieżą, stłuczką czy innym, mało ważnym zdarzeniem. W każdym razie, dla niej to właśnie morderstwa dokonywane w Berrylane były teraz najważniejsze i irytowało ją, kiedy musiała się od nich odrywać, dla mniej istotnych spraw. To też było powodem, dla którego przesadziła dzisiaj nieco na miejscu wypadku, jednak chciała mieć tę sprawę jak najszybciej z głowy. A skoro już tam była, skoro podejrzany był przytomny, to uznała, że nic nie stoi na przeszkodzie, by od razu go przesłuchać. No ale niestety, tą przeszkodą okazał się Seamus. Ponoć swój gniew powinno rozładowywać się na siłowni, a nie na pierwszej lepszej, napotkanej osobie, jednak Matty dzisiejszego dnia nie myślała zbyt logicznie i dlatego właśnie wdała się w niepotrzebną kłótnię z mężczyzną. Rzadko zdarzało się jej przepraszać, dlatego też i w tym przypadku nie zdecydowała się na podobny gest i postanowiła najzwyczajniej w świecie o tym zdarzeniu zapomnieć. Niestety, ktoś doniósł o tym zastępcy szeryfa, który uznał, że dziewczynie przyda się przerwa i odesłał ją do domu. Nikogo jednak nie powinno zdziwić, że zamiast do domu powędrowała do baru, bo kto tak naprawdę chciałby wrócić do miejsca, w którym nic i nikt na niego nie czeka?
- Pewnie, słyszę to średnio raz dziennie - uśmiechnęła się nawet, kiedy Seamus usiadł obok niej. Nie była wcale na niego zła, skądże, zdawała sobie doskonale sprawę z tego, że powinna bardziej nad gniewem panować. - Doceniasz? Chyba za dużo wypiłeś i nie wiesz już, co mówisz - zaśmiała się nawet, bo nie wiedziała, jak ktoś może jej niewyparzony język doceniać. - Whisky rocznik '42 z trzema kroplami limonki i połową kostki lodu - pewnie myślał, że zamówi wódkę żurawinową jak każda kobieta, ale przez jej ojca takie typowe kobiece drinki niestety w grę nie wchodziły.
  
[Profil]
 
 
seamus bowden


Wysłany: 2018-03-17, 15:06   

Gdyby go teraz wygoniła, bo jej urażona duma zabroniłaby siedzieć z nim i pić drinka, to najpewniej niespecjalnie by się tym przejął i tak. Na szczęście jednak nie kontynuowała ich śmiesznego sporu, który na sile nabrał jedynie przez wzgląd na okoliczności. I nawet ją trochę w tym momencie rozumiał, bo przecież teraz też żył sobie samotnie dość, bo jego dziewczyna podbijała świat. Na szczęście jednak miało się to niebawem zmienić. Niby nie był specjalnie społecznym typem, niby nie potrzebował ludzi wokół, żeby jakoś żyć, bo lubił ciszę i względny spokój, ale wystarczająco długo żył z żoną u boku by przyzwyczaić się do myśli, że ktoś na ciebie czekał, gdy wracasz z męczącej zmiany. A teraz? Teraz miał bar, drinka i Matty u boku, na którą spojrzał aż i uśmiechnął się trochę leniwie.
— Tak właśnie czułem — przyznał, bo przecież Seamus się nie mylił w tego typu kwestiach. Trochę to było ryzykowne zagranie z jego strony, bo równie dobrze mogło się okazać, że zaraz — korzystając z okazji, że już może — przywali mu gdzieś w nos. Nie tylko za ten tekst, ale za nakablowanie przełożonemu i za pokrzyżowanie planów. Jak widać jednak tyle z babami Bowden żył, w średnio miał wykształcony instynkt samozachowawczy. Wywrócił oczami na jej słowa i napił się drinka jeszcze. — Oczywiście, że doceniam. Ale najlepiej, jak patrzę na to z boku, a nie muszę się użerać z krzykliwymi karzełkami w czasie pracy — odpowiedział jeszcze rozbawiony trochę. Chociaż z drugiej strony — Bowden pewnie już do perfekcji opanował sztukę wpuszczania wiadomości jednym uchem i wypuszczania drugim. Nawet krzyki nie robią na nim aż takiego wrażenia, bo się uodpornił trochę. Dobrze jednak, że zawód, który wykonywał był typowo męski to podobne sytuacje są czysto sporadycznymi przypadkami. Uniósł brwi słysząc jej zamówienie, a następnie uśmiechnął się rozbawiony. — Dla mnie to samo — powiedział, bo nawet nie chciało mu się tego powtarzać. I tak pewnie whisky pił dotychczas, ale bez takich szaleństw.
_________________
[Profil]
 
 
Blair Woodhart


Wysłany: 2018-06-02, 21:24   

Czasem musiała porozmawiać ze znajomymi. Przebywanie samotnie we własnej willi, pławienie się w luksusach i rozmyślanie nad swoimi błędami życiowymi nie należało do najprzyjemniejszych zajęć na świecie... właściwie to pocieszała ją jedynie myśl, że wzięła nieoficjalny ślub z Alfim Goldnerem. To oznaczało, że mogła szczycić się nowym tytułem: Blair von Goldner. Lepsze niż jakieś Woodhart.
No ale nieważne. Przysiadła sobie przy wolnym stoliku i poczekała aż Zoya przyjdzie - umówiła się z nią na krótką rozmowę. Niedawno odkryła, że miały więcej wspólnego niż samej Blair się wydawało. A jak nie mogła wesprzeć przyjaciółki? Akurat ona najbardziej zasługiwała na pomoc doświadczonej von Goldner. Przecież nie mogła pozwolić jej puszczać się za niewielkie pieniądze skoro mogła znaleźć sobie jakiegoś tępego chuja z majątkiem. Nie powinna się tak poniżać, och, nie powinna... zresztą, samo dawanie dupy wydawało jej się już naprawdę głupin pomysłem. Bler przechodziła przez to samo i nie skończyła zbyt dobrze. Kiedyś spokojna dziewczyna, potem patologia, a teraz... cóż, stała się arogancką zdzirą. Musiała ję przed tym przestrzegać. Ostrożnie, żeby dziewczyny nie urazić.
- Och, nareszcie jesteś! - wrzasnęła, gdy ujrzała ją niedaleko stolika. - Chodź tutaj, słońce! - buziaczki, przytulaski i tego typu sprawy. - Opowiadaj co tam u ciebie? Wydarzyło się coś ostatnio?
[Profil]
 
 
casper haggstrom


Lives in
fallen cloud

w Berrylane od dwóch lat


jego podpis widnieje pod artykułami w the stranger

od kilku tygodni daje z siebie wszystko jako samotny ojciec

Wysłany: 2018-07-08, 20:34   
  
casper

  
haggstrom

  

  

  

  

  


  
Your hair was wild just like a lion's fur, I want to lie with you and make you purr.

  
29 yo

  
176 cm

  


#9

Spokój. W końcu. Nie spodziewał się, że praca dziennikarza w tak małym miasteczku może być wykańczająca, a jednak przez te ostatnie morderstwa, porwania i oskarżenia ciągle miał coś do roboty. Dzisiejszy wieczór był jego pierwszym dniem wolnym od dwóch tygodni, także postanowił go dobrze wykorzystać i wybrał się do baru na, oczywiście, nic innego jak picie. Wiedział, że nie może sobie pozwolić na wydojenie za dużej ilości piwa czy alkoholu, ale hej, dwa czy trzy drineczki mu nie zaszkodzą chyba, co? Zresztą, trudno, najwyżej ktoś go wyciągnie z baru i wsadzi w taksówkę, jakby się upił i był narąbany jak Messerschmitt. O, może to nawet dobry pomysł? Znaleźć sobie kogoś, kto wygląda na godnego zaufania i zapytać go czy się nim zajmie, jak już trzeźwość zniknie z jego radaru. Podniósł się więc od swojego stolika ze szklaneczką wypełnioną ciemną colą i czystą, po czym ruszył przed siebie w poszukiwaniu jakiejś ofiary do rozmowy i zarzucenia jej wcześniej wspomnianego pomysłu. Problem w tym, że zrobił zaledwie kilka kroków i nie wyhamował przed pojawiająca się znikąd nieznajomą. Jego drink wylądował na jej koszulce, a sam Casper zamiast się rzucić do przepraszania patrzył to na jej mokre ubranie, to na swoją pustą szklankę. Dopiero po chwili zarejestrował co się właśnie wydarzyło i tak, nadeszła chwila na przeprosiny i ubolewanie nad zaistniałą sytuacją.
- O nie, o nie. Nie chciałem, naprawdę! Przepraszam - zaczął, rzucając się do swojego stolika po jakąś serwetkę. Szybko z nią zawrócił, żeby podać ją dziewczynie, bo na szczęście nie był na tyle jeszcze podpity, żeby zacząć sam jej majstrować przy koszulce. Wtedy pewnie dostałby jeszcze w łeb, a tego nie chciał. Zresztą, opierdzielu za niepatrzenie przed siebie też nie chciał, bo kto lubi słuchać jaką to gafę popełnił? Nikt. Casper nie zaliczał się w tej kwestii do żadnej grupy wyjątków. - Może mogę Ci kupić drinka w zamian za ten wypadek? Albo piwo? Albo nie wiem, jakąś colę? Bo w sumie to nie wiem co pijesz, może jesteś alkoholiczką? - znowu się przeraził. - O nie, w takim razie przepraszam, już Ci nie proponuje żadnego alkoholu. Ale ogólnie to Ci kupię co chcesz, okej! - rzucił, dopiero teraz przyglądając się lepiej nieznajomej. Nie wyglądała na żadną alkoholiczkę, to zdecydowanie. Właściwie to była bardzo ładna i pewnie w normalnych okolicznościach spróbowałby się z nią zaprzyjaźnić, może nawet zaprosić na randkę, ale teraz? Teraz to marzył jedynie o zapadnięciu się pod ziemię. - W ramach rozsądku, bo nie jestem milionerem - dodał jeszcze tylko, już ciszej, patrząc na nią błagalnie i zmuszając kąciki swoich ust do uniesienia się. Taki żart, żeby rozluźnić atmosferę! Chociaż, nie tak do końca, bo naprawdę nie miał jakoś strasznie dużo pieniędzy. Ciężkie życie dziennikarza, eh.
_________________
[Profil]
  MÓW MI: karo;
MULTI: antoni; arthur, booker, deacon; richard; winston;
 
LAINEY HATFIELD


Wysłany: 2018-07-18, 15:43   




Odkąd rozpoczęła pracę jako barmanka raczej stroniła od tłocznych barów. Naoglądała się pijanych ludzi wystarczająco dużo, by uznać, że ma dość na kilka najbliższych lat. Ostatecznie jednak ktoś musiał się uprzeć, postawić na swoim i rzeczywiście Lainey z domu wyciągnąć. Szczególnie, że miasteczko wielkości Berrylane nie obfitowało w zastraszającą ilość atrakcji. Nie było w czym wybierać, jeśli chciało się spędzić wieczór poza domem. Początkowo naprawdę zamierzała wypić jedynie kilka drinków i wrócić. Szybko jej jednak w głowie zaszumiało, więc zamiast opuścić lokal Lainey rozpoczęła naprawdę porządną zabawę. Wirowała przez kilkanaście minut na parkiecie, aż wreszcie zdecydowała zahaczyć o drinka, bo naprawdę potrzebowała zwilżyć gardło. Nie dane jej było jednak dotrzeć do baru, bo na jej drodze stanął jakiś ogromny facet, który naznaczył jej koszulę paskudną plamą.
— Ej! — zawołała w pierwszej chwili i spuściła wzrok na mokry materiał próbując zarejestrować co takiego właśnie się wydarzyło. Chwyciła od niego serwetkę i zaczęła wycierać sobie koszulę z niesamowitym zaangażowaniem. Ostatecznie jednak na niewiele się to zdało, więc odłożyła brudny papier na stoliku. Ściągnęła brwi, bo mówił tyle, że jej pijany umysł miał problem z przetrawieniem tego wszystkiego. — Alkoholiczki są pomarszczone i brzydkie. Jestem pomarszczona już? — zapytała, bo musiała się upewnić, że to co powiedział przypadkiem nie było ukrytym przytykiem. Zapomniała z tego wszystkiego, że sama szła po drinka, bo najpierw musiała załatwić z mężczyzną sprawę zalanego ubrania. Na szczęście Lainey nigdy nie chowała urazy, więc koniec końców wzruszyła ramionami, bo naprawdę nie zamierzała się tym przejmować aż tak. Sama przecież co i rusz oblewała klientów, więc chyba z tego tytułu zdecydowała się na wyrozumiałość. Poza tym była pijana, więc kompletnie nie przejmowała się takimi drobnostkami też. — Ej, wiem co. Bierzmy po drinku i idziemy na karaoke. Nikt nie chce ze mną śpiewać, a ty musisz odkupić winy — przypomniała mu rozsądnie, bo skoro oferował się tak pięknie, że swoje winy odkupi to ona właśnie znalazła na to sposób. Wspomniałam, że pijana Lainey zawsze szukała sobie najlepszych przyjaciół pod słońcem na jedną imprezę? Przed chwilą taką jedną przyjaciółkę miała, ale teraz wybrała tego faceta, który ją prawie potrącił. Wyglądał śmiesznie i miała na niego haka, więc idealnie. Nawet uśmiechnęła się ładnie. Chociaż bardziej przypominać to mogło takie wygięcie ust podstępne, jakie zwykle sprzedają dzieci, kiedy wiedzą, że musisz naprawić sytuację, więc mogą to wykorzystać.
_________________
[Profil]
 
 
casper haggstrom


Lives in
fallen cloud

w Berrylane od dwóch lat


jego podpis widnieje pod artykułami w the stranger

od kilku tygodni daje z siebie wszystko jako samotny ojciec

Wysłany: 2018-07-28, 15:55   
  
casper

  
haggstrom

  

  

  

  

  


  
Your hair was wild just like a lion's fur, I want to lie with you and make you purr.

  
29 yo

  
176 cm

  


Ogromny facet? Kurde, ale szkoda, że jeszcze nikt nie wynalazł urządzenia do czytania w myślach. Jakby Casper usłyszał, że ktoś go tak nazwał to chyba oszalałby ze szczęścia. Bo jednak, niestety, był dosyć przeciętnego wzrostu. Zazdrościł tym wszystkim facetom mierzącym ponad metr osiemdziesiąt, bo jemu w genach dostało się jedynie metr siedemdziesiąt pięć. Okej, to nadal lepiej niż być kurduplem, ale jednak czuł, że jako potomek wikingów powinien być dużo większy. Zresztą, takie same miał odczucia w stosunku do swoich dosyć marnych mięśni, ale to już inna sprawa. Jakby był najebany jak Messerschmitt zapewne zamęczyłby Lainey właśnie takimi swoimi ciekawymi rozmyśleniami. Na szczęście był lekko podpity, więc zachowywał się jeszcze w miarę.
Ale gafę popełnił z tą alkoholiczką. A moder mówiła mu, żeby myślał zanim coś powie! Szkoda, że się jej nie słuchał nigdy i, jak widać na załączonym obrazku, nie wychodził na tym za dobrze. Swoją drogą obrażenie ładnej dziewczyny w środku baru to kiepski początek znajomości. Trochę jak z jakiejś idiotycznej komedii romantycznej, ale w takich filmach to miało sens. W prawdziwym życiu? To była po prostu tragedia. - Nie, nie jesteś. Jesteś bardzo ładna. Zupełnie nie przypominasz mi alkoholiczki. Wręcz przeciwnie! Wyglądasz jak jakaś modelka. Chociaż... w sumie trochę jednak przypominasz mi kogoś. W Mamma Mia jest taka aktorka młoda i właściwie to podobna do niej jesteś, wiesz? Ale ona jest blondynką i ma miliony, także na pewno nie jesteś nią - machnął ręką, bagatelizując sprawę. Znowu się rozgadał. - Karaoke? - zmarszczył lekko nos. To nie brzmiało źle, nawet mu się taki pomysł podobał. Nic dziwnego, że już po chwili się wyszczerzył i przytaknął. - Pewnie, drink i darcie się przed tłumem pijanych ludzi brzmi jak świetny pomysł. Jestem na tak! To co, jakiego drinka chcesz? Bo ja to chyba sobie wezmę jakiś wynalazek kolorowy z ciekawości. Piłaś kiedyś te wymyślne drinki? Dobre są? Bo ja to zawsze lecę po wódkę z colą, tak najprościej - tak jej gadał, kiedy ruszył do baru, żeby kupić im coś na zwilżenie gardła podczas nadchodzącego występu. - No, to co bierzesz? - ponowił pytanie, kiedy już stanęli przy barze. Zerknął też na wolne miejsce na scenie do tego nieszczęsnego karaoke. Skoro im tyle zajmuje wybranie drinków to ciekawe ile czasu zajmie im wybranie piosenki do śpiewania? Właśnie, skoro już mają chwilę to może warto to obgadać. - Ej, a co chcesz śpiewać? Jakieś stare hity czy coś nowego? - bo to naprawdę ciekawa kwestia była. Jak się okaże, że mają podobny gust muzyczny to normalnie jakieś przeznaczenie, nie? Brunetka się już na pewno od niego nie uwolni po tym. - I tak właściwie to jak się nazywasz? - taka ważna sprawa, a oni zupełnie o przedstawieniu się sobie zapomnieli. - Casper. Albo Cas, jak wolisz - zaraz zarzucił swoim imieniem, uśmiechając się. No to sobie znalazł znajomą na dzisiejszy wieczór.
_________________
[Profil]
  MÓW MI: karo;
MULTI: antoni; arthur, booker, deacon; richard; winston;
 
LAINEY HATFIELD


Wysłany: 2018-07-31, 14:51   

Prawdopodobnie alkohol nieco jej realną ocenę zaburzał, ale to nic. Gdyby wiedziała, że taką radość sprawiłaby mu podobnym komentarzem to te swoje głupoty, które jej się w głowie po pijaku rodziły śmiało by w przestrzeń rzucała. Zamiast tego przyglądała mu się tutaj badawczo, jakby starała się wydedukować sobie jeszcze, czy ma być na niego zła, czy może mu odpuścić i sobie spokój dać. Pięć sekund później jednak zapomniała o tym i nawet mokra plama nie była odczuwalna aż tak.
Na szczęście Lainey nie zamierzała się obrażać na niego. Ani za plamę, ani za zarzut, że mogłaby być alkoholiczką, ani nawet wtedy, gdy stwierdził, że nie może być sławną aktorką, bo tamta zarabia miliony. Jakby nie była pijana to pewnie rozsądek kazałby jej zapytać teraz, czy wygląda jak jakiś biedak mały. Zamiast tego śmiać się zaczęła z niego, chociaż pewna nie była, czy aby na pewno cały ten jego monolog do niej dotarł, bo mówił zbyt dużo jak na środek baru i pijany umysł Lainey.
— O, serio? Jeszcze nigdy mi nikt nie powiedział, że wyglądam jak modelka albo aktorka. Chyba nawet wiem o której mówisz, ale nie dostrzegłam tego podobieństwa jeszcze. Czy też powinnam ci powiedzieć kogo mi przypominasz? — zapytała i nawet zamyśliła się poważnie, by odszukać jakieś skojarzenia. Niestety nic mądrego jej do głowy nie przychodziło. Na szczęście jednak zaraz ją z opresji wybawił, bo zgodził się na jej propozycję. Oczywiście, że Lainey była momentalnie wniebowzięta i już zapomniała zupełnie o tym, że jest brudna trochę i średnio w takim stanie podbijać scenę. — Są spoko, ale musisz poprosić barmankę, żeby zrobiła męską wersję. Wtedy naleje więcej alkoholu. A przynajmniej ja tak robię jak kolorowe drinki zamawiają faceci — zdradziła mu, bo taką dobrą duszą była. Pewnie łamała tym samym jakiś regulamin, ale oczywiście Lainey była zupełnie beznadziejną barmanką i wyrzucenie jej z pracy to pewnie tylko kwestia czasu. Stanęła obok baru i zerknęła na scenę, gdy mężczyzna wybierał drinki. Już nie mogła się doczekać aż wskoczy tam żeby zrobić z siebie prawdziwą gwiazdę przecież. Dobrze, że zapytał o to, bo aż brwi zmarszczyła i na chwilę w pełni skupiona pozostawała. Musiała przecież zdecydować co takiego będą śpiewać, nie ma to tamto. — Może Enrique Iglesias? — zapytała z pełną powagą i spojrzenie na nim zawiesiła. Oczywiście, że musiał jej w tej chwili ulec, bo przecież ją poturbował na starcie, drinkiem oblał, więc trochę w garści go miała. Dlatego mu się tak bacznie przyglądała i nawet uśmiechnęła się. Trochę pewnie jak jakiś mały gremlin. — Lainey, ale może też być Lai — rzuciła, bo skoro on tutaj skrót proponował to ona nie będzie gorsza! Nawet rękę wyciągnęła w jego stronę, bo teraz musiała ją uścisnąć, żeby wszystko grać zaczęło.
_________________
[Profil]
 
 
casper haggstrom


Lives in
fallen cloud

w Berrylane od dwóch lat


jego podpis widnieje pod artykułami w the stranger

od kilku tygodni daje z siebie wszystko jako samotny ojciec

Wysłany: 2018-08-06, 15:09   
  
casper

  
haggstrom

  

  

  

  

  


  
Your hair was wild just like a lion's fur, I want to lie with you and make you purr.

  
29 yo

  
176 cm

  


Bardzo dobrze! Idealnie się dogadają, jeśli Lainey dalej będzie ignorowała jego dosyć nieudolne próby trzymania buzi na kłódkę. Koniec końców Haggstrom starał się być miły i naprawdę nie chciał jej obrazić w żaden sposób, chociaż czuł, że trochę mu to nie wychodzi. Szczególnie po tym tekście o alkoholizmie, ale hej, jemu chodziło tylko o jej zdrowie! Nie chciał się przyczyniać do jej nałogu, tak jakby jednak miała z tym problemy. Na szczęście okazało się, że żadną alkoholiczką nie jest, więc mógł na spokojnie wprowadzić w życie swój plan postawienia jej drinka. A to, że po chwili znowu zrobił z siebie idiotę to już inna sprawa. Pewnie pod koniec wieczora Hatfield zdąży się już przyzwyczaić do jego dosyć nietuzinkowego sposobu myślenia.
- Naprawdę? - aż się zdziwił. - Nie wierzę Ci. Na pewno faceci co chwila mówią Ci jaka to jesteś piękna i jakim to idealnym materiałem na modelkę jesteś. Chociaż dobra, właściwie to nie wiem jak konkretnie podrywają panowie z Berrylane. Może mają jakąś inną technikę? - ciekawa sprawa, prawda. Szkoda, że zaraz skupił się na kolejnej części jej odpowiedzi. - Ja to akurat nie jestem podobny do nikogo, ale śmiało, jeśli jakimś cudem kogoś Ci przypominam to mów - chociaż wątpił, bo miał dosyć nietypowy wygląd. A raczej taki, który się nie pojawiał na ekranach kin ani pierwszych stronach gazet. Zdarza się. Przynajmniej jego imię i nazwisko pojawiało się pod jego artykułami. - O, jesteś barmanką? Zawsze wydawało mi się, że to dosyć ciężki zawód. Wiesz, to całe radzenie sobie z pijanymi ludźmi, bieganie za barem i wysłuchiwanie żali pijaków - słaba robota. Nie dla niego. Pewnie zaraz by kogoś zdenerwował albo rozbijał szklanki na prawo i lewo. - Ale dobra, poproszę o więcej alkoholu, bo nie chcę żadnej słabizny - wiadomo, był wikingiem i pił mocne drinki! Nawet te kolorowe. Zgodnie z wcześniejszą obietnicą przy barze wyciągnął portfel i zapłacił za dwa drinki, a do swojego poprosił podwójną ilość alkoholu. Już po chwili wręczał szklankę Lainey, a sam próbował tego zielonego specyfiku, który wręczył mu barman. Na szczęście nie był tragiczny, dało się go wypić, ale chyba jednak wolał swoją japońską whisky tak na przyszłość. - Propsuję maks. Ale jaką piosenkę? Bailamos, Hero czy co? - proszę, jaki obcykany. Trochę wstyd, ale lubił Enrique i go słuchał jak się nadarzyła okazja. Inna sprawa, że rzeczywiście głupio mu było się kłócić w sprawie hitu, bo przecież to był pomysł Lainey, żeby iść i śpiewać, nie? To ona powinna wybrać hit. - Jeszcze nie spotkałem żadnej Lainey - stwierdził, po czym uścisnął jej dłoń, szczerząc się. - Dobra, to lody przełamane. Możemy iść na scenę - to powiedziawszy pociągnął kilka sporych łyków ze swojej szklanki. Okej, teraz to już był gotowy w stu procentach na bycie gwiazdą na tej małej scenie. [zt x2]
_________________
  
[Profil]
  MÓW MI: karo;
MULTI: antoni; arthur, booker, deacon; richard; winston;
 
Vivianne Barnes


Wysłany: 2018-09-05, 09:33   

Pojawienie się jej w barze nie powinno nikogo dziwić. Co prawda, wolała nie pić aż tak dużo ale nie miała nigdy problemu z tym żeby wyluzować właśnie w taki sposób. Piła więc drinka, obserwując obecnych ludzi z wręcz zawodowym zboczeniem. Ten wykonał dziwny gest, pewno coś chce ukryć, tamten poruszył się zbyt nerwowo, jakby miał uciekać... potrząsnęła głową. Przyszła tu przecież aby odpocząć od pracy. Zamówiła kolejnego drinka, tym razem w jakimś jaskrawym kolorze, na widok którego aż się skrzywiła, bo co to ma być? Chciała się napić czegoś co fajnie brzmi, a nie być ofiarą kolorowego drineczka jak dla dziewczątek z liceum. Zamiast jednak zrobić komuś raban, po prostu spróbowała. Szczęście barmana, że smakowało całkiem ok, oraz miało pewną nawet można powiedzieć że naleciałość smakową cytrusów, które nie wybiły się na pierwszy plan. Ostatecznie więc zaakceptowała ten napój, wracając do obserwowania sali. Zabawne, ale wydawało jej się że każdy tu ma coś za uszami, ale nie każdy może być Huntsmanem. Legendarny zabójca, potrzebował w końcu nielada intelektu aby tak zgrabnie manewrować policją, a ona sama nie uważała aby ktokolwiek w sumie tutaj miał chociaż zalążek mózgu. Na starość chyba stawała się po prostu zrzędliwą babą, która skończy z dwudziestoma kotami...nie przeszkadzała jej ta wizja. Kotom można było trochę ufać.
[Profil]
 
 
Scott Henderson


Lives in
fallen cloud

w Berrylane od prawie zawsze, kilka lat w Seattle


zarządza w firmie transportowej

Laila go kopnęła w dupę, więc chodzi po lesie z Deni

Wysłany: 2018-09-09, 23:27   
  
Scott

  
Henderson

  

  

  

  

  


  
`

  
35 yo

  
190 cm

  


#20

W każdym czasem budzi się mały party animal i chęć na małe imprezowanie. Ze Scottem nie było inaczej! Czasem musiał założyć swoje dancing shoes (okej, dla niego były to po prostu buty, czarne i klasyczne), wyjściowe gatki, przeczesać żelem włosy, żeby trzymały się w trakcie tańca tam gdzie powinny i wyjść z domu. Wybierał różne lokale, nie przepadając za monotonią, czasem nawet wybywając aż do Seattle. Kiedy był zbyt pijany na taką długą jazdę taksą, to zawsze mógł zatrzymać się na noc na kanapie Haydena, pewnie miał swój klucz do jego chaty, żeby podlewać mu kwiatki kiedy ten gdzieś wyjedzie. Żarcik, żeby go nie budzić jak wpada w środku nocy, wiadomo że żaden kwiatek by nie przetrwał u lyonsa, a tym bardziej pod dodatkową opieką henersona. Ale na pewno pogrzeb tego kwiatka by sobie sowicie opili! Dzisiaj jednak nie miał żadnego towarzysza na piwie, był sam. Nie wiem co jego psiapsie robili, ale pewnie coś mało interesującego z babami z którymi się umawiali (poza Franklinem, ale on pewnie szedł do pracy jutro czy coś). Nie zamierzał jednak z tego powodu siedzieć w kącie i podpierać ścian, czy płakać! Skąd, był dużym chłopcem, dawał sobie radę sam, zresztą... przeczuwał że wcale tak długo sam nie zostanie. Podszedł do baru po kolejnego drinka, zamówił czystą whisky i zerknął na dziewczynę przy stoliku obok. Bardzo ładną dziewczynę
- łał, ten drink ma bardzo interesujący kolor - zauważył, z rozbawieniem lekkim. Trochę to było fascynujące jak te kolorowe wręcz czasem świeciły w ciemności. - Znudził ci się babski wieczór czy po prostu lubisz pić coś innego niż wszyscy? - zaintrygowany zapytał bo cóż, po tym drinku uznał że dziewczyna nie będzie potrzebowała jakiegoś wytwornego podrywu.
_________________
  
[Profil]
  MULTI: perry, wolf, joey, callie, maia, lea, elfred, adelaide, finley, nora, gal
 
Vivianne Barnes


Wysłany: 2018-09-10, 10:29   

Ona miała wyjątkowo daleko do party animal. Nie była jednak sztywniarą. Właściwie ciężko powiedzieć czy lubiła w końcu imprezy czy nie. Zarzekała się, że to dla hołoty, ona nie ma ochoty ani czasu ale ostatecznie kończyła i tak przy barze, pijąc kolorowego drinka i obserwując ludzi wzorkiem godnym bazyliszka we własnej osobie. Tego dnia nie było inaczej. Przynajmniej dopóki nie usłyszała męskiego głosu, należącego do jegomościa, który najwyraźniej uznał ją jednak za dziewczynkę z liceum. Ona sama by się zresztą uznała, widząc tego drinka, ale mniejsza z tym. Wyprostowała się zaraz dumnie, odsuwając od siebie szklankę odrobinę żeby zrobić miejsce aby położyć na blacie łokcie.
- Dlaczego nie oba? Znudził mi sie babski wieczór, później stwierdziłam że napiję się czegoś innego niż wszyscy. Wyszło jednak jak wyszło i skończyłam z drinkiem rodem z babskiego wieczoru. - Posłała mu przeuroczy uśmiech, obserwując każdy jego ruch. Zaraz się jednak doprowadziła do porządku, nie powinna patrzeć na wszystkich jak na potencjalnych złoczyńców, tudzież przestępców. Nawet w tym mieście musieli być normalni, zdrowi psychicznie ludzie. Prawda?
- Zerwałeś się z męskiego wieczoru, szukasz przygód czy zamierzałeś pić do lustra ale akurat się napatoczyła dziwną laska z kolorowym drinkiem? - Uniosła brew, czekając na jego odpowiedź z niekrytym rozbawieniem. Może to wina alkoholu, ale towarzysz nie wydawał się tak męczący jak inni.
[Profil]
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  
Strona wygenerowana w 0,08 sekundy. Zapytań do SQL: 6