menu


Poprzedni temat «» Następny temat
Stoliki III
Autor Wiadomość
Acer Hunter


Wysłany: 2019-01-20, 21:11   

/Początek

Dni Acera wyglądały ciągle tak samo, jakby był zawieszony gdzieś między życiem, a... właśnie, czym? Chyba nie dało się tego ładnie określić. Chociaż w sumie dało. Bardziej wegetował, niż faktycznie żył. Monotonność widoczna była na każdym kroku. Wstawał o tej samej godzinie, chodził do stałych miejsc o tej samej godzinie, wracał do motelu o tej samej godzinie, kładł się również o tej samej godzinie. Co najgorsze, sam nie dostrzegał w tym żadnego problemu. Dzięki temu nie musiał myśleć, analizować tego wszystkiego. Efekt dodatkowo wzmacniał fakt, że odstawił lekarstwa, które powinien brać. Dość źle jednak łączyły się one z alkoholem, którego pochłaniał morze. Lokalny monopolowy już przestawał wyrabiać i nigdzie nie mógł nabyć swojego ulubionego trunku, co dodatkowo wywoływało w nim frustrację. Na ten moment, panował jednak nad sobą. Pytanie, jak długo. W końcu przyjdzie taki moment, kiedy nie wytrzyma i wybuchnie prawdziwą furią. Oby tylko nikt inny przy tym nie ucierpiał. W tym momencie, nie myślał jednak o tym. Siedział w barze, mając wyjebane na wszystkich i wszystko. Najważniejsze, że mógł się w spokoju zalewać w trupa. Tak chyba właśnie wyglądał człowiek, który całkowicie stracił wolę życia i było mu wszystko jedno. Na całe szczęście, w tym towarzystwie zupełnie się nie wyróżniał. Przewijało się tutaj kilku pijaczków, więc nikt nie zwracał uwagi na faceta, który nikomu nie wadząc popijał czystą w rogu sali.
[Profil]
 
 
LEXI RIVERA


Wysłany: 2019-01-20, 21:41   

Dwa lata... Tyle spędziła w Berrylane, w którym żyło się jej nieco lepiej niż w Nowym Jorku. Mniejszy zgiełk, mniej pokus, które nie uderzały w nią z każdej możliwej strony, mniejsze grono znajomych i spokój, którego potrzebowała do pełni szczęścia, kiedy nikt nie prawił jej kazań nad głową i nie robił wyrzutów, gdy przepierdalała swoje pozornie ciężko zarobione w kasynie pieniądze. Nie inaczej było tego dnia. Wypłata, która wpłynęła do jej portfela i wieczór wolny od pracy, w zupełności wystarczyły do tego, by zachęcić ją do wyjścia z ciasnego mieszkania i spędzenia odrobiny czasu wśród ludzi, którzy podobnie jak ona lubili marnować dzień na wlewanie w siebie alkoholu, nie widząc w tym niczego złego. Jedyne co miała wcześniej na uwadze, to konieczność opłacenia mieszkania. Była jaka była, ale z rachunkami wolała się pilnować. Opłacała je regularnie, nie chcąc pewnego pięknego dnia zostać bez dachu nad głową, lub bez przyjemności jakimi były ciepła woda w kranie czy dostęp do prądu, żeby mogła w wolnej chwili zalegnąć na kanapie z pilotem w ręce. Tak czy siak, po uregulowaniu należności czynszowych, od razu skierowała swoje kroki do pobliskiego baru, gdzie spędzała już dobre dwie godziny, zanim nie dostrzegła w drzwiach znajomej sylwetki gliniarza. Po krótkim zastanowieniu zamówiła sobie kolejnego drinka i z tym ruszyła do zajętego stolika, bez pozwolenia zajmując wolne miejsce - Ciągle mnie zaskakujesz. Masz gdzieś, kto i kiedy okrada innych, a w wolnym czasie wisisz nad kieliszkiem. Gliniarz roku - zauważyła, darując sobie powitania i inne uprzejmości, zamiast tego wbijając w męską twarz skonsternowane spojrzenie, nie rozumiejąc co z nim było nie tak.
[Profil]
 
 
Acer Hunter


Wysłany: 2019-01-20, 21:59   

Wyglądało na to, że obojgu pasował fakt, że znajdują się w jakieś dziurze zabitej dechami. Co prawda w jego przypadku nie chodziło o jakieś pokusy, ale o spokój. Ludzie mieli na niego wywalone, póki nie robił dymu, a on miał na ludzi i wszyscy są szczęśliwi. W tym momencie, nie mógł chcieć niczego więcej. Jak zawsze, tak i w tej chwili, był tylko na w pół obecny. Dopiero znajomy głos skierował go znowu do swojego ciała. Wzroku nie przeniósł jednak w stronę, z której padły słowa skierowane do niego. W dalszym ciągu błądził gdzieś wzrokiem.
-Polecam się na przyszłość- odezwał się dość obojętnie. Cóż innego mógł jej odpowiedzieć w tej chwili? Że ma wyjebane na wszystko i wszystkich? W sumie mógł tak zrobić, ale jednak tego nie zrobił. Miał nadzieję, że te słowa jakoś ją zniechęcą do spędzenia choć jednej chwili więcej w towarzystwie tego osobnika, ale najwyraźniej był w błędzie. Dobrze, że darowała sobie jakieś uprzejmości i powitania, bo nie doświadczyłaby ich z jego strony. Pewnie niektórzy odebraliby to tak, że był jakimś bucem. Coś w tym było, choć jednak nie do końca. Słusznie podejrzewała, że jest z nim coś nie tak, bo było i to nawet bardzo. Problem jednak w tym, że nie miał zamiaru się nikomu zwierzać z tego wszystkiego, a i ona nie wyglądała na osobę, która miała zamiar drążyć ten temat, co chyba obojgu pasowało, a przynajmniej takie sprawiali wrażenie. Wszystko się mogło jednak zmienić. Zły humor jednej ze stron, o łyk alkoholu za dużo i równowaga mogła zostać zachwiana. Na ten moment, nie przejmował się jednak tym. Po za tym, Lexi też miała swoje tajemnice, których Acer nie drążył, co pewnie jej odpowiadało. Po co więc to wszystko psuć? No niestety, natura stagnacji nie lubiła. Mimo wszystko, miał nadzieję, że obecny stan jeszcze trochę potrwa, a później zawsze może się przenieść na inne zadupie.
[Profil]
 
 
LEXI RIVERA


Wysłany: 2019-01-20, 22:25   

Jej bardzo odpowiadał. Między innymi dlatego, że wciąż trzymała się tych kręgów społeczeństwa, których normalni ludzie unikali, a zarazem nie musiała się zmagać ze wszystkim tym, co denerwowało ją w wielkich miastach. Berrylane w tym względzie było całkiem przyjemnym miejscem i ku jej zaskoczeniu, nie było aż tak wielką wiochą, za jaką je brała zanim się przeprowadziła.
- Jak ci tak towarzystwo przeszkadza, to nie lepiej jakbyś chlał u siebie? Zerowe szanse na to, że ktoś, na przykład ja postanowi zająć trochę czasu takiemu mrukowi jak ty - spytała, unosząc brew ku górze. Nie wiedziała co go ugryzło. Pamiętała tylko, że był całkiem w porządku kilka lat wcześniej, gdy mieli okazję się poznać. Jej kumpela z imprez, nie szczędziła słów pełnych zachwytu nad swoim mężem, a obecnie miała wrażenie, że ma styczność z zupełnie innym człowiekiem, który w ogóle nie pasował do tego, co zapamiętała. Jeśli więc myślał, że Lexi da sobie spokój, to był w błędzie. Nie odpuszczała łatwo, a kiedy coś ją cholernie interesowało twardo dążyła do tego, żeby uzyskać jakiekolwiek wyjaśnienia. Nie inaczej było w tym przypadku i jedyne co mogła, to żałować tego, że wraz ze zmianą numeru po przeprowadzce do Berrylane, zapodziała gdzieś numer Cassie, do której z chęcią by zadzwoniła, żeby przeprowadzić babską rozmowę o bucowatych facetach. Ci wydawali się momentami mieć gorsze humorki niż nie jedna kobieta. A jeden idealny przykład siedział na przeciwko brunetki - Właściwie to miałam już ostatnio zapytać. Co tu robisz? Sam? - zagaiła chcąc przerwać tą uciążliwą ciszę, która Acerowi w przeciwieństwie do niej najwyraźniej odpowiadała.
[Profil]
 
 
Acer Hunter


Wysłany: 2019-01-20, 22:38   

Acer jednak przywykł do Seattle, które było zdecydowanie większym miastem. Panowała tam większa anonimowość. Tutaj każdy znał każdego w większym lub mniejszym stopniu, czasem tylko z widzenia, ale jednak znał. Ale fakt, życie toczyło się tutaj zdecydowanie wolniej, co miało swoje plusy.
-No nie wiem, zawsze może się zdarzyć, że ktoś postanowi mi zająć trochę czasu, bo jego, a w zasadzie jej prysznic szlag trafił- nie miał racji? Owszem, miał... jak zawsze z resztą. Mógł pić u siebie w pokoju, a zbieg okoliczności i tak mógłby sprawić, że stanęłaby na jego drodze. Nie miał na to żadnego wpływu. Nie odmówiłby jej, choćby ze względu na Cassie. Wiedział, że się przyjaźniły, ba była nawet na ich ślubie, który nie był wielki, więc liczba gości ograniczała się do rodziny i najbliższych przyjaciół. Lexi nie myliła się. Faktycznie miała do czynienia z całkiem innym facetem. Poznała go przecież z całkiem innej strony i nic nie zapowiadało, że tak mógł skończyć. Może jednak lepiej, aby dała sobie spokój. Jak to mówią, mniej wiesz, lepiej śpisz. W jego przypadku to działało, w jej również powinno.
-A gdzie miałbym być nie sam?- odwrócił kompletnie kota ogonem. No i w sumie nie był sam. Byli przecież inni obecni w tym lokalu, także i ona. Nie podobało mu się, dokąd zmierzała ta rozmowa i lepiej dla wszystkich, aby dała sobie spokój z tym wszystkim, zanim zdarzy się komuś krzywda. W jego obecnym stanie nie było ciężko o takową, a najgorsze w tym wszystkim było to, że pewnie niczego by nie żałował, tylko przeszedłby z tym do porządku dziennego.
[Profil]
 
 
LEXI RIVERA


Wysłany: 2019-01-20, 22:54   

- Będziesz mi to wypominać? Trzeba było trzasnąć drzwiami, skoro to taki problem, że w moim pieprzonym mieszkaniu zabrakło wody - skrzywiła się. Nie sądziła, że będzie robił z tego takie halo. Zwłaszcza, że wpadła, zrobiła co miała zrobić, chwilę zadręczała go rozmową i zwinęła swój tyłek do pracy, gdzie był on bardziej potrzebny niż w pokoju Huntera. Nie miała zwyczaju siedzieć komuś na głowie dłużej niż to konieczne, a już na pewno nie znajomym, którzy żyli w nieco innym świecie niż ona. Może gdyby mogła z nim posiedzieć, schlać się i zajarać skręta, to nie miałaby oporów, żeby składać częstsze wizyty nie tylko w celu korzystania z łazienki. Sęk tkwił w tym, że miała do czynienia z gościem, który nie tylko był facetem jej przyjaciółki z dawnych lat, ale też takim który raczej nie przymykał oka na osoby jej pokroju, a co za tym szło, przyznanie że nie była świętą i miała za uszami więcej niż pewnie sądził, mogłoby co najwyżej ściągnąć jej na głowę całkiem pokaźną ilość problemów, z których nawet Cassie nie zdołałaby jej wyciągnąć po znajomości. Wolała więc zgrywać grzeczną dziewczynę z dobrego domu, która czasem poimprezowała albo odwiedzała bary w celach relaksacyjnych.
- Może w Seattle, albo Nowym Jorku z Cassie? - odparła, zagryzając lekko wargę i zastanawiając się nad tym, czy coś jej nie ominęło. Może się rozwiedli? Albo żyli w separacji? A może został oddelegowany na tutejszą komendę, żeby zająć się miejscowym gangiem i wyglądał jak zbity pies bo mu się za żoną zatęskniło? - Co u niej? U was? - zapytała, kiedy upiła nieco swojego drinka i odłożyła szklankę na stolik.
[Profil]
 
 
Acer Hunter


Wysłany: 2019-01-20, 23:28   

-A kto tu mówi o wypominaniu?- broń boże, nic takiego nie przyszło mu na myśl. Po prostu stwierdził fakt. Ona zapytała, czy nie lepiej byłoby mu u siebie samemu, a on stwierdził, że nawet u siebie mógłby nie być sam, to wszystko. Jeżeli miałby coś przeciwko temu, że brała prysznic u niego, to mogła być pewna, że od razu by się o tym dowiedziała. Acer był bezpośredni i nie lubił owijać w bawełnę. Mówił, jak jest, nawet jakby miało to kogoś zranić. Tak, ich światy były zupełnie inne i pewnie jedne drugiego by nie zrozumiało. Choć jakby spojrzeć na to z drugiej strony, to były dokładnie takie same, tylko patrzeli na to z zupełnie innej perspektywy.
Słysząc jej pierwszą część wypowiedzi, jeszcze zachował spokój, lecz z następnymi słowami kufel w jego ręce zamienił się w kupkę potłuczonego szkła, a w jego oczach można było dostrzec... no właśnie, co? Nieprzebrane pokłady złości? Agresję, która nie znała granic? Z całą pewnością wywoływało to olbrzymi niepokój. Mogła mieć jedynie nadzieję, że nie zostanie to skierowane w jej kierunku... i w sumie tak też się stało. Miała szczęście, że dźwięk rozgniatanego szkła skupił na sobie spojrzenia innych, co tylko było zapalnikiem późniejszych wydarzeń. Wszystko zaczęło się dziać nagle. Z początku słowa typu "na chuj się gapisz" skierowane z jego ust w stronę osób, które ośmieliły się spojrzeć w jego kierunku, jakaś pyskówka skierowana w jego stronę i nim zdążyła się odezwać nawet pół słowem, Acer okładał się już z trzema typkami. Jasne, jeden to za mało, dwójka to żadne wyzwanie. Najlepiej rzucić się na całą bandę. W tym momencie jednak nie analizował... w sumie, to w ogóle nie myślał. Kierował nim gniew, że w taki sposób się to wszystko skończyło, że jej życie musiało dobiec końca, a jego się toczyło dalej. To zdecydowanie nie tak mało wyglądać. Jak ktoś miał odejść, to musiał być on. Dostałby pogrzeb z honorami, a Cassie byłaby otoczona przez odpowiednie instytucje pomagające wdowom po funkcjonariuszach zmarłych na służbie. Stało się jednak inaczej, a on musiał uporać się z tym burdelem... choć słowo uporać się było zdecydowanie zbyt mocne. Tkwił w tym gównie i każdego dnia pogrążał się bardziej, a w tym momencie to chyba zaliczył skok na główkę. Miał to jednak gdzieś, o czym przekonał się jeden z typków, który miał zdecydowanie dość i leżał zmasakrowany gdzieś w rogu sali. Niedługo później dołączyła do niego kolejna dwójka... a na dokładkę jeszcze jeden. Zdecydowanie nikt więcej nie chciał stawać mu na drodze. Oczywiście nie był jakimś rambo i sam też solidnie oberwał, jednak nie czuł w ogóle bólu. Adrenalina wciąż w nim buzowała. Głosy wydawały się jakby przytłumione. Przebiło się coś na kształt "nigdy więcej tu nie wracaj". I tak nie miał zamiaru. Po wyjściu uszedł kilkaset metrów, po czym na cały głos krzyknął-kurwa!- co chyba było słyszalne w sąsiednim stanie. Chwilę później usiadł na krawężniku, wyciągnął paczkę fajek i z trudem zapalił jedną, zaciągając się. Ręce trzęsły się Acerowi niemiłosiernie, nie przez ból, bo tego dalej nie odczuwał. Wszystkie wydarzenia zaczęły powracać do niego już nie ze zdwojoną, a ze strojoną siłą. Ponownie zaciągnął się dymem papierosowym-Ona...- odezwał się w końcu po kilku chwilach. Czuł, że Lexi utrzymywała dystans względem niego i było to usprawiedliwione po tym, co zobaczyła-...nie żyje...- słowa te z wielkim trudem opuściły jego gardło. Tak na prawdę, to był to chyba pierwszy raz, kiedy właśnie wypowiedział słowo "nie żyje", mając na myśli swoją żonę. Chciał jeszcze coś powiedzieć, ale zamilkł w tym momencie, gdyż czuł, że zaczyna mu się łamać głos. Nie miał zamiaru dopuścić do tego, aby ktoś zobaczył w nim jakąś słabość, dlatego zajął się papierosem.
[Profil]
 
 
LEXI RIVERA


Wysłany: 2019-01-21, 00:12   

- Tak to odbieram. Kiedyś łatwiej było cię rozgryźć, ogarnąć kiedy żartujesz, a kiedy rzeczywiście masz jakiś problem, a teraz sama nie wiem. Zmieniłeś się – wyjaśniła swój punkt widzenia, który pozwolił jej stwierdzić, że szukanie chwilowej pomocy akurat u niego, mogło być problemem większym niż mogło się jej początkowo wydawać. Z drugiej strony, gdzieś podświadomie wiedziała, że nie był z tych osób, które zgadzały się na wszystko i gdyby jej wizyta przed kilkoma dniami w motelu była czymś totalnie niepożądanym, to dowiedziałaby się o tym fakcie bezpośrednio od Acera. Krótko mówiąc, spotkanie go po dłuższym czasie i to mocno odmienionego, okazało się być dla Lexi sporym wyzwaniem, kiedy próbowała rozgryźć czemu jest taki, a nie inny i gdzie się podział ten facet, którego polubiła i na którego ślubie świetnie się bawiła, chociaż raz w życiu zachowując się w pełni odpowiedzialnie by nie spieprzyć im tego ważnego dnia. Nie przypuszczała, że pozornie niewinne pytanie, do którego zadania miała solidne podstawy, jakimi była chociażby długa znajomość z jego żoną, pociągnie za sobą tyle wydarzeń. Wzdrygnęła się na dźwięk tłuczonego szkła, ale dzielnie zniosła pełne bliżej nieokreślonej furii, męskie spojrzenie. Zanim zdążyła zarejestrować najmniejszy ruch ze strony Huntera, ten zdążył rzucić się z pięściami na jednego ze stałych klientów baru. Nie mogła przejść obok tego obojętnie i wstała od stolika, podchodząc do zaistniałego zamieszania, zachowując przy tym względnie bezpieczną odległość, kiedy próbowała wrzaskami dotrzeć do Acera – Acer, zostaw go do cholery – warknęła, próbując go odciągnąć od jednego z klientów baru, co na nic się zdało, kiedy sam obrywał a ona usunęła się na bok, nie chcąc przypadkowo oberwać. Bliska rwania sobie włosów z głowy, w wyraźnym zszokowaniu obserwowała całą scenkę z boku, odnosząc wrażenie że czas zwolnił kiedy pozornie spokojny dzień zmienił się w coś na wzór ringu z mieszanymi sztukami walki. Nerwowo zerkała w stronę drzwi, nie chcąc by na miejscu zjawiła się policja i odetchnęła z ulgą, kiedy Acer opuścił bar. Bez słowa ruszyła za nim, nie oglądając się za siebie i trzymając na bezpieczną odległość, szła za nim krok w krok, mając nadzieję, że ten nie rzuci się na żadnego niczemu winnemu przechodnia.
- Zwariowałeś? Co z tobą nie tak?! Rzuciłeś się na przypadkowych ludzi, którzy nic ci nie zrobili! – wydarła się, nie kryjąc wściekłości na Acera, który odwalił jak sądziła, niepotrzebną szopkę i miała nadzieję, że miał na nią jakiekolwiek sensowne wyjaśnienie. Ona osobiście była skłonna obstawiać, że przez ostatnie lata zwyczajnie mu odpierdoliło. W końcu normalni ludzie się w ten sposób nie zachowywali. Zatrzymując się tuż obok, zastanawiała się przez krótki moment, czy powinna usiąść obok, czy może olać sprawę i wrócić do domu. Gotowa wrócić do domu, zamarła w pół kroku. Ona. Widziała, że mówił o Cassie, ale nie takich słów się spodziewała. Pierwszy raz zabrakło Lexi języka w gębie. Niedowierzając, usiadła na krawężniku, raz po raz analizując to co usłyszała, jakby w nadziei że coś źle zrozumiała. Bez słowa sięgnęła po papierosa którego trzymał i zaciągnęła się, nie przejmując tym, że był to pierwszy krok do tego, by wrócić do nałogu. Czuła pieczenie w kącikach oczu, na co kilkukrotnie zamrugała, nie chcąc się rozkleić niczym dziecko – Chodź, nie wiemy czy nie wezwali glin. Raczej nie potrzebujesz kłopotów, a na to... Przyda ci się jakiś okład – odezwała się po chwili, oddając mu papierosa i zerkając na jego obitą twarz. Nie wiedziała co więcej mogłaby powiedzieć. Że jej przykro? To niczego by nie zmieniło. A już na pewno nie poprawiłoby samopoczucia Acera.
[Profil]
 
 
Acer Hunter


Wysłany: 2019-01-21, 08:47   

-Nie, to świat się zmienił- to była akurat racja. W swoim przekonaniu był dokładnie taki sam. Po prostu świat zaczął tak przyspieszać, że przestał dotrzymywać mu kroku i odstawał teraz, co było zauważalne. Jasne, gdyby nie chciał, to mógłby jej wtedy nie wpuszczać. Nie była jednak dla niego obca. Dobrze się znała z Cassie i choćby przez wzgląd na nią nigdy by tego nie zrobił. Obiecał jej, że będzie miał oko na osoby, które były dla niej ważne i miał zamiar się tego trzymać. To, co działo się później, rejestrował jakby za mgły. Gdzieś w oddali słyszał jej głos, ale zupełnie nie zwracał na to uwagi. W tym szale pojawiły się przed jego oczami wspólne chwile, które spędził razem z Cassie, dlatego przedłużał ten efekt, jak tylko mógł. Zdecydowanie nie pogodził się z jej stratą i pewnie nigdy się nie pogodzi. W końcu jednak wszystko się uspokoiło, a on opuścił ten przybytek.
Acer zupełnie zbył jej słowa. Fakt, odwalił niezłą szopkę o której będzie pewnie głośno przez jakiś czas. W końcu jednak ludzie zajmą się sobą, zapominając o tym wszystkim. Tak, odjebało mu i nie była to żadna tajemnica w tym momencie. Nie był normalny, ale też jego życie było bardzo dalekie od normalności. Nie miał pojęcia, jak odebrała jego słowa, gdyż w dalszym ciągu gapił się gdzieś przed siebie. Mógł jedynie zinterpretować to, że przejęła na chwilę jego papierosa, co pewnie oznaczało, że w jakimś stopniu i ją to dotykało. Dobrze było wiedzieć, że są ludzie, dla których nie jest obojętna, nawet gdy jej już tutaj nie było.
-W dupie to mam. Niech wzywają cały oddział- zdecydowanie miał to gdzieś. Mogło dziać się, co się chciało. Jego to nie obchodziło. Przez ten cały czas zobojętniał dokładnie, nawet na kwestie, które dotyczyły go bezpośrednio. Dobrze, że nie próbowała poprawiać jego samopoczucia. Pewnie przyniosłoby to odwrotny efekt od zamierzonego. Czasem lepiej jest pomilczeć, ale być obok, tak po prostu. Lexi właśnie to robiła i był jej za to wdzięczny, choć nie było tego po nim za bardzo widać.
-Prowadziliśmy akcję...- odezwał się po kilku chwilach. Niby nie powinien nikomu o tym mówić, ale w obecnym stanie zupełnie się tym nie przejmował-jakieś wypierdki bawiły się w handel bronią...- zaciągnął się znów dymem, aby zająć czymś dłonie, które zdecydowanie nie chciały się uspokoić-...upozorowali wypadek samochodowy... nie była jedyna...- były to pojedyncze słowa, które po połączeniu dały jasny obraz: rozpracowywali jakiś ludzi, którzy handlowali bronią, a jakiś kret w policji dał adres osób, których wyeliminowanie da im czas na ulotnienie się. Tak była to zdecydowanie grubsza akcja, ale teraz wiedziała, skąd ta jego zmiana w zachowaniu. Można powiedzieć, że było to usprawiedliwione. Ludzie różnie przeżywali straty. Jedni rzucali się w wir pracy, aby zapomnieć, a drudzy podążali drogą, którą obrał Acer.
-Zabiję ich, jednego po drugim- rzucił jeszcze gniewnym głosem. Konsekwencje? W dupie je miał. W tym momencie pragnął jedynie zemsty. Chciał aby wyzdychali jeden po drugim, odczuwając przy tym ból, którego on doświadczył. Jasne, mógł iść tą samą drogą i wyeliminować osoby, które były dla nich najważniejsze. Nie był jednak potworem. To nie one zawiniły w tym przypadku.
[Profil]
 
 
LEXI RIVERA


Wysłany: 2019-01-21, 14:14   

Nie mogła się z nim nie zgodzić. Fakt faktem, świat zmieniał się nieustannie i czasami nie sposób było za nim nadążyć, ale nie zmieniało to faktu, że ludzie się z tego powodu nie zmieniali i ku zmianom mieli inne powody, którymi mogli, ale nie musieli się dzielić z innymi. On najwyraźniej nie chciał, a Lexi nie planowała wnikać w to, co się stało, że zmienił się do tego stopnia. Wiedziała jedynie, że nie mogło to być nic dobrego, skoro zmiany te były takie, a nie inne. Nigdy jednak nie połączyłaby zachowania Acera z taką tragedią. Prędzej obstawiałaby zwyczajne rozstanie, problemy w małżeństwie i wszystko inne. Ale śmierć kobiety, która była jej dobrą przyjaciółką i która nie raz trzymała ją z dala od problemów, będąc tą mądrzejszą i bardziej ogarniętą? Tej, dzięki której trafiła do Berrylane? Nigdy nie przyszłoby jej to do głowy.
- To może rusz tą dupę i sam idź na komisariat? Powiedz, że ci odwaliło, podstaw ręce do zakucia i za jakiś czas zacznij żałować tego, że jesteś tak beznadziejnie głupi i bezmyślny? - fuknęła, nie pojmując jak można być tak zrezygnowanym i zobojętniałym. I o ile rozumiałaby kogoś, kto nie miał nic, żył na ulicy, bez jedzenia, bez rodziny i przyjaciół, bez pracy, tak nie rozumiała czemu z takim nastawieniem spotkała się ze strony człowieka, który może i stracił żonę, ale musiał żyć dalej i robić wszystko, by odejście Cass nie poszło na marne. Śmierć przyjaciółki, nie przeszła bez echa i wzbudziła w Lexi sporą ilość emocji, które usilnie próbowała zdusić w sobie, nie pozwalając na to, by te wyszły na światło dzienne. Kilka dłuższych chwil ciszy, która zapanowała poświęciła natłokowi myśli jaki zagościł w jej głowie. Zastanawiała się nad tym, kiedy ostatni raz rozmawiała z Cassie. Wyrzucała sobie, że ograniczyła kontakt do wymiany maili, nie chcąc by ktokolwiek związany z Nowym Jorkiem, próbował utrzymać z nią kontakt. Żałowała również tego, że po wszystkim co żona Acera dla niego zrobiła, ani razu nie nagięła własnych postanowień i nie zaprosiła, tudzież sama nie odwiedziła kobiety. Teraz nie mogła już nic zmienić. Nie dało się naprawić nieświadomie popełnionych błędów. Mogła co najwyżej wysłuchać mężczyzny, który może potrzebował tego, by wyrzucić z siebie co mu na sercu leżało, a sama w ramach niemego wsparcia zdecydowała się jedynie na chwycenie jednej z jego dłoni, na której zacisnęła palce.
- Daj spokój, nie zrobisz tego - mruknęła stanowczo, nie dając mu czasu na reakcję - Wiesz czemu? Bo Cass by tego nie chciała i doskonale o tym wiesz. Nie chciałaby żebyś rozpieprzył sobie życie tylko dlatego, że chcesz zemsty, która w niczym nie pomoże. Myślisz, że ci ulży, jak ich zabijesz? Nie ulży, będziesz musiał z tym żyć i zaczniesz kiedyś żałować - dodała, kręcąc głową, którą zaraz spuściła wpatrując się bezmyślnie w czubki własnych butów.
[Profil]
 
 
Acer Hunter


Wysłany: 2019-01-21, 17:53   

Tak skrajne reakcje na rozstanie? Nie ma opcji. Gdyby mieli problemy i się rozstali, to pogodziłby się z tym faktem. Cóż, najwidoczniej nie było to im pisane. Zająłby się pracą i tyle. Co innego jednak, gdy ktoś z zewnątrz burzył wszystko to, na co pracowali, kończył jedno życie i diametralnie zmieniał drugie.
-Jeszcze czego. Niech sami ruszą swoje tyłki, ja się nie będę fatygował- wywrócił oczami. Można było być tak zobojętniałym i zrezygnowanym, czego jest idealnym przykładem. W sumie, ciężko się dziwić. Świat całkiem mu się zawalił i było teraz Acerowi wszystko jedno. Jasne, musiał żyć dalej, ale co to za życie... w zasadzie, to byłoby mu jedno, czy żył czy też nie. Równie dobrze mogła uderzyć jakaś asteroida, kończąc to wszystko. Lexi niepotrzebnie sobie wyrzucała to wszystko. Nie była przecież nic winna Cassie. To raczej Cassie miała zbyt dobre serce i niektórzy na to nie zasługiwali. Lexi miała swoje życie i na nim miała się skupiać. Gdy chwyciła jego dłoń, poczuł się lekko dziwnie, ale chyba tego właśnie potrzebował. Lekko ją ścisnął, co miało być znakiem, że docenia ten mały gest. Po tym wszystkim mogła być pewna jednego: nawet jakby się zamienił znów w istny huragan, to jego złość nie będzie skierowana w jej stronę, a to już coś.
Lexi była w tym momencie jego głosem rozsądku. Jasne, ona i rozsądna... a jednak tak było. W tym momencie czuł się, jakby w jakimś stopniu przemawiała przez nią Cassie, która z całych sił odciągałaby go od zrealizowania tego głupiego pomysłu. Problem w tym, że złość i żal były w nim zbyt silne, aby analizować to pod względem żałowania za swoje czyny.
-Zdecydowanie ulży, a jeszcze bardziej poprawi mi humor fakt, że będą to robić w męczarniach- powiedział całkiem serio. Był gotowy spieprzyć sobie życie, aby tylko odpowiedzialni za to wszystko dostali to, na co zasługują. Sam mógł ponieść tego najwyższą cenę... w sumie już ją poniósł, więc przyszedł czas zapłaty za to wszystko. Lexi mogła próbować w nieskończoność. Nie było szans, aby zrezygnował z tego planu. Teraz zaczęło do niego docierać, że musi powoli zabrać się za realizację tego, gdyż to był żmudny proces.
[Profil]
 
 
LEXI RIVERA


Wysłany: 2019-01-21, 18:31   

Różne były reakcje. Wszystko zależało od danego człowieka. Jedni potrafili machnąć ręką, w ogóle się nie przejmując i żyli dalej jak gdyby nigdy nic, a inni jedno rozstanie potrafili obrócić w największą katastrofę, jaką trzeba było odreagować na wszelkie możliwe sposoby w tym również agresją skierowaną do postronnych osób, które niczemu nie zawiniły. Grupka pijaczyn z baru, którzy mieli nieszczęście być w niewłaściwym miejscu, o niewłaściwej porze, w oczach Lexi, zdecydowanie należała do tych najmniej winnych. Owszem, rzucali jakimiś głupimi tekstami, które podziałały niczym płachta na byka, tuż po tym, jak nieświadomie sama rozpętała zalążek piekła, ale nie uważała, by upoważniało to Acera do tego, żeby zamienić bar w ring bokserski.
Nie skomentowała jego nastawienia, ale nie podobało się brunetce to, że był gotów tak chętnie spotkać się z policją po tym co zrobił. Gdyby nie to, że była w szoku związanym z tym co spotkało Cassie, już dawno poszłaby do domu, dając mu wolną rękę żeby robił to, na co miał ochotę, bez względu na konsekwencje, ale nie mogła tego zrobić. Znała jego żonę wystarczająco dobrze, by wiedzieć, że ta nie chciałaby, żeby wpakował się po jej śmierci w problemy i żeby nie robił niczego głupiego, czego w kolejnych latach życia mógłby żałować. Nie zamierzała się bawić w cholerną niańkę, ale nie chciała też udawać, że wszystko było w porządku. Chociaż tyle mogła zrobić. Spróbować interweniować i dać Acerowi do myślenia, póki widziała choć cień szansy na to, żeby zrobić coś w imieniu Cassie. Wiedziała, że ta również drążyłaby temat do upadłego, aż nie dałby sobie spokoju z zemstą, która życia nikomu nie wróci.
- Na jak długo? Ile czasu będziesz w dobrym humorze? Parę godzin, dzień, może miesiąc. Poczujesz chorą satysfakcję, że się zemściłeś. Potem dotrze do ciebie, że nie cofnęło to czasu, a Cass wciąż nie żyje. Zatoczysz błędne koło, człowieku i po czasie dojdziesz do wniosku, że nie jest lepiej, bo jej mimo wszystko nie będzie obok. Nie porozmawiasz z nią, nie wyjdziecie na miasto, nie zjecie razem śniadania. Jedyne co się zmieni, to to, że będziesz tacy sam jak oni - stwierdziła, przedstawiając swój punkt widzenia, diametralnie różniący się od tego, którym kierował się Hunter. Wątpiła w to, by zamierzał jej w ogóle słuchać, ale może akurat obudziłaby w nim cień wątpliwości względem tego, że nie kierował się właściwym tokiem myślenia?
[Profil]
 
 
Acer Hunter


Wysłany: 2019-01-21, 18:47   

Acer nigdy taki nie był. Gdyby miał do wyboru zostać w takiej sytuacji albo Cassie wróciłaby do życia, ale nigdy by jej już nie mógł zobaczyć, ani porozmawiać, to bez wahania wybrałby drugą opcję. Najgorsze było w tym wszystkim to, że jej życie się skończyło. Gdyby był choćby w minimalnym stopniu wierzący, to pewnie tłumaczyłby sobie, że jest teraz w lepszym świecie i w ogóle. Był jednak totalnym ateistą i nic takiego na nią nie czekało. To był koniec, po którym nie było zupełnie nic. Moment śmierci, to ostatnia kartka w książce, która nie będzie miała następnych części.
Może właśnie powinna to zrobić. Powinna wstać i pójść do domu. Przekonała się, że w jego towarzystwie raczej spotkają ją kłopoty, niż coś dobrego. Mimo wszystko, z jakiegoś powodu wciąż tutaj była. Całe szczęście, że nie próbowała się bawić w niańkę, bo to pewnie pogorszyłoby wszystko zamiast poprawić. Tak, zdecydowanie za bardzo przypominała swoim postępowaniem Cassie. Ona zawsze robiła tak samo. Była w takich chwilach istnym wrzodem, ale nie wyobrażał sobie, że mogłaby być inna.
-Czasu może nie cofnie, ale przynajmniej rachunki zostaną wyrównane- jasne, życia jej to nie przywróci. Nie próbował sobie nawet wmawiać, że może być inaczej. Był przecież twardo stąpającym realistą. W tym konkretnym przypadku wyznawał zasadę oko za oko i pewnym było,że nie zrezygnuje z tego, co postanowił. Mogła mu tłuc do głowy, że to głupie, nieodpowiedzialne i nie w jego stylu. Na dodatek, miałaby rację. Acer jednak w ogóle nie przyjmował tego do siebie, w tym był cały problem. To była jego osobista wendetta, którą, miał zamiar doprowadzić do samego końca, nie przejmując się, co będzie później. To było nieważne.
[Profil]
 
 
LEXI RIVERA


Wysłany: 2019-01-21, 19:17   

Właśnie... Jej życie się skończyło, a jego życie trwało dalej i chociażby dla własnej żony, powinien był je przeżyć w taki sposób, w jaki wiedział, że sprawiłby iż byłaby z niego dumna. Bo z tego co wygadywał, na pewno by nie była, co nie było dziwne, bo nawet Lexi, która nie była święta i miała w cholerę dużo za uszami, miała serdecznie dość słuchania takich głupot i gdyby mogła, strzeliłaby go w łeb na opamiętanie. Nie robiła tego jednak, nie czując się upoważnioną do takich ruchów, jednocześnie czując upoważnioną do tego by w imieniu Cassie, zrobić co mogła, żeby ogarnąć Acera, póki były na to jakiekolwiek, nawet najmniejsze szanse.
- Czemu od razu nie zabrałeś się za ich wyrównanie? Zamiast zająć się niszczeniem sobie życia, siedzisz w tym cholernym motelu, upijasz się i nawet nie widać po tobie, żebyś planował wracać w najbliższym czasie do Seattle - zapytała z ciekawości, bo nie rozumiała, czemu ktoś tak żądny zemsty zamiast działać, siedział i obijał się na takim zadupiu. Wcale nie zamierzała go prowokować do tego, żeby spakował torbę i wrócił na stare śmieci, ale chciała w nieco podchwytliwy sposób dać mu do zrozumienia, że miał w sobie jakąś część, która podobnie jak Lexi, uważała że wszystko to o czym mówił, nie było tym, co powinien był zrobić. I może była głupią, naiwną dziewczyną, ale wierzyła w to, że poszedłby jeszcze po rozum do głowy i dał sobie spokój z szukaniem zemsty, a pogodził się z tym co się stało i ruszył do przodu, bo jedno zakończone życie nie musiało oznaczać, że powinien pchać ku końcowi swoje własne - Wstawaj, mam jeszcze jakieś piwo w domu. Coś mocniejszego też powinno się znaleźć. Nie mogę na ciebie patrzeć po tej bójce i trzeba cię doprowadzić do porządku - stwierdziła po chwili tonem, nieznoszącym sprzeciwu i podniosła się z krawężnika, wbijając w Acera zniecierpliwione spojrzenie, żeby ruszył tyłek i skończył tak siedzieć jak jakaś sierota, skoro zyskał lepszą perspektywę wlania w siebie kolejnej dawki alkoholu.
[Profil]
 
 
Acer Hunter


Wysłany: 2019-01-21, 19:40   

Ogarnięcie Acera raczej nie było możliwe. Miał swój cel do którego zdążał i nikt ani nic nie było w stanie tego zmienić. Tak, był uparty, nawet bardzo. W tym tkwił cały problem.
-myślisz, że co, wyrównywanie rachunków polega na wpieprzeniu się do budynku niczym rambo i rozwalenie wszystkiego, co staje na drodze?- prychnął pod nosem-mało w takim razie wiesz- zemsta, a przynajmniej ta w jego wykonaniu to był złożony proces. Zbieranie informacji do których w dalszym ciągu miał dostęp, planowanie, a dopiero później realizacja. To wszystko trwało, ale zwykły laik tego nie rozumiał, więc nie zdziwiły go słowa Lexi-A druga kwestia, zemsta najlepiej smakuje na chłodno- gdyby dokonał jej teraz, pewnie co niektórzy uważaliby, że działał w stanie ograniczonej poczytalności czy działał w awersie. Tego zdecydowanie nie chciał. Jego działania mają być przemyślane i miał być w pełni świadomy tego wszystkiego, co mogło przerażać jeszcze bardziej.
-Nic mi nie jest- stwierdził po chwili, wpatrując się w swoje zdarte kostki u palców, aby po chwili sięgnąć po kolejnego papierosa. Dostrzegł jednak jej spojrzenie, na które wywrócił oczami i podniósł się niespiesznie. Nie, nie miał ochoty wdawać się dzisiaj w żadne dyskusje... chyba z resztą nigdy nie miał. Miało być tak, jak on tego chce i kropka. Dziś był jednak jeden z tych dni, gdy było mu wszystko jedno. Dlatego zapalił papierosa i ruszył powoli w towarzystwie Lexi do... no właśnie w sumie nie wiedział, gdzie mieszkała, bo jakoś nie było mu to potrzebne do szczęścia. Powoli jednak adrenalina zaczynała z niego schodzić, a w jej miejscu pojawiać się ból, który tak dobrze znał i który w pewnym sensie stał się jego sprzymierzeńcem. Jasne, dla osoby postronnej mogło się to wydawać co najmniej dziwne, ale py tych wszystkich przejściach wiele dziwnych rzeczy mogło stać się normalne dla człowieka.

/zt x2
  
[Profil]
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  
Strona wygenerowana w 0,09 sekundy. Zapytań do SQL: 8