menu


Poprzedni temat «» Następny temat
Stoliki III
Autor Wiadomość
Nicole Parrish


Lives in
magnolia flats

w Berrylane od dziecka do liceum


agentka/life-cleaner

grywa w szarady

Wysłany: 2019-06-04, 20:40   
  
Nicole

  
Parrish

  

  

  

  

  


  
You will never win trying to manipulate a Scorpio. They're the masters of reverse psychology

  
32 yo

  
170 cm

  


out

Odwiedziny najstarszej Parrish, babci, która przeżyła całą piątkę swego rodzeństwa, wiązały się również ze spotkaniami z dawnymi znajomymi ze szkoły. Można by rzec, że piekła dwie pieczenie na jednym ogniu, bo nie witała do miasteczka aż tak często, żeby móc pochwalić się kartą stałego klienta w którymkolwiek z barów. Nie ona też wybrała ten konkretny. Gdyby mogła, z pewnością poszłaby do lokalu Melbourne’a, ale to nie ona decydowała a znajomi, do których zadzwoniła w ostatniej chwili, gdy oni już siedzieli w barze przy drugim z kolei piwie.
Dołączyła do nich pełna entuzjazmu, nawet jeśli w swej szklance miała jedynie mieszankę soku porzeczkowego z bananowym. Praca w Seattle miała to do siebie, że picie poza obrębem miasta wymagało uprzedniego zaplanowania i już nie chodziło o nocleg, bo ten miała zapewniony u babci, a masę innych rzeczy, jak obowiązki dnia następnego, które na swe nieszczęście jutro miała ustawione od piekielnej szóstej rano. Jaka praca, takie życie. Jedni prowadzili bar przesiadując w nim do czwartej nad ranem a inni o szóstej już musieli być na nogach, bo tylko tak zdążyliby załatwić wszystko zanim pozamykają urzędy, lokale, sklepy, hurtownie itp.
Nicole nie narzekała. Nigdy nie miała do tego predyspozycji, dlatego nie jęknęła słowem, gdy do ich stolika dosiadł się wstawiony Rufus. Przepraszająco spojrzała na swych towarzyszy, którzy z początku chcieli pozbyć się natręta, bo nie ładnie tak pakować się komuś do towarzystwa, jednak Parrish w porę zatrzymała wszystkich zapewniając, że wszystko było w porządku i gdy doszło do błagalnych próśb właściciela konkurencyjnego baru, poprosiła towarzyszy o pozostawienie ich na chwilę samych.
Temu uśmiechowi nie dało się odmówić.
- O co tym razem poszło? – musiała znać szczegóły, chociaż kojarzyła ogół sprawy. Nowa pracownica Rufusa trochę się rządziła i miała w tym sporo racji, bo ktoś musiał utemperować tego Piotrusia Pana. – I zanim zaczniesz mówić, że to była najgorsze decyzja na świecie, sam przyznaj – zyski baru poszły w górę, koszty się zmniejszyły i ogół przychodów jest lepszy niż przez ostatnie lata. – dotrze to do pijanego umysłu, czy nic nie zrozumie, ale przyjmie ten argument jako słuszny, bo dużo mądrych słów musiało oznaczać coś prawdziwego? – Nie patrz tak na mnie. – jakby właśnie się wymądrzała. Zapewne już zabierał swą dłoń, ale ona w ostatniej chwili znów ją złapała i mocno zacisnęła. – Teraz mów. – bo wcześniej nawet nie zdążył niczego wybełkotać. – Czym cię tak wkurzyła? – wysłucha i nie będzie kręcić nosem ani oczami. Może westchnie raz lub dwa, ale przecież to nie tak, że murem stała za menagerką baru. Po prostu wiedziała, że wybranie jej na to stanowisko było dobrą decyzją dla lokalu. To, że właściciel się z nią nie dogadywał to już inna kwestia.
[Profil]
  MÓW MI: Amazon
 
Rufus Melbourne


Lives in
auburn pine houses

w Berrylane od zawsze, z przerwami


jestem taki sam jak palec albo coś tam

problemów rośnie stos, samotność ciężki los

Wysłany: 2019-06-21, 02:44   
  
Rufus

  
Melbourne

  

  

  

  

  


  
One day I will find the right words, and they will be simple.

  
30 yo

  
193 cm

  


Zapewne wszystkiego pożałuje wraz z nadejściem ranka i potwornego kaca. Dziś jednak średnio się tym przejmował, konkretnie w tym momencie średnio go to obchodziło, bo był już nieźle wstawiony. Nie zwalniał też tempa i choć na co dzień miał mocną głowę, tak dzisiaj zdążył już wlać w siebie parę kufli, więc trochę już od niego zalatywało. Nie wojował jednak, nie podbijał do starszych i silniejszych z chęcią bitki. To zupełnie nie było w jego stylu. Zamiast tego, gdy tylko spostrzegł Nicole, nasunęła mu się jedna myśl. A było to oczywiście zepsucie jej wieczora, w podzięce za tą nieszczęsną kobietę z którą przyszło mu współpracować.
Nic sobie nie robił z tych słownych przytyków w jego stronę. Teraz miał jeden cel, a było nim przedstawienie kobiecie fatalnej sytuacji i błagać ją o to by to naprawiła. W końcu to ona sprowadziła na niego cały ten bałagan w postaci tego…. Tornada! Bo nawet nie potrafił tego inaczej nazywać. – Wiesz, o ile dobrze pamiętam to ja jestem właścicielem i szefem. Ale może się mylę, uświadom mnie, proszę. – odstawił kufel, gdy znowu ściągnął z niego parę łyków. Potem złapał się za czoło i pochylił tak trochę nad tym stołem, czując beznadziejność sytuacji. A raczej sporo ją wyolbrzymiając, bo teraz jak był pod wpływem to łatwiej było to robić. Nie mógł po raz kolejny słuchać tego ile jej zawdzięczał. Wiedział o tym. Ona też bardzo często mu to przypominała, na wszelki wypadek jakby o tym zapomniał. Skrzywił się więc i znowu napił. – To była najgorsza decyzja. Najgorsza, bo mnie przekonałaś, że to wypali! Że to będzie dobra decyzja… kurwa, jakim kosztem. – znowu musiał pochylić się nad swoim losem, ale zdał sobie sprawę z tego w jaką frustrację wpadł, skoro zdecydował się tu jeszcze do niej bluźnić. – Wybacz język. – nie przywykł do tego by tak reagować. Jak widać dość mocno musiał brać to do siebie. – Rozstawia mnie po kątach. Jak to wygląda, Nicole?! Że moja pracownica mnie poucza i mówi co mam robić, co zamawiać i może jeszcze kiedy puścić bąka! A daj mi spokój… – pokręcił głową, coraz mocniej zrezygnowany i upity też, ale znów podniósł kufel.
_________________

    « I WAS TERRIFIED OF LOSING HER BEFORE
    SHE WAS EVEN MINE TO LOSE »
[Profil]
  MÓW MI: kotleciku
MULTI: raine i reszta
 
Nicole Parrish


Lives in
magnolia flats

w Berrylane od dziecka do liceum


agentka/life-cleaner

grywa w szarady

Wysłany: 2019-06-23, 21:32   
  
Nicole

  
Parrish

  

  

  

  

  


  
You will never win trying to manipulate a Scorpio. They're the masters of reverse psychology

  
32 yo

  
170 cm

  


- Wszyscy szefowie mają swoich doradców. – nie mówiła tego by wytknąć mu złe myślenie, ale żeby uświadomić, że bycie właścicielem nie oznaczało bycia głuchym na sugestie kogoś, kto chciał dobrze. Nicole była pewna, że nowa menagerka pubu robiła dokładnie to co trzeba, żeby utrzymać ten padołek w Berrylane, chociaż po ostatnich wydarzeniach mieszkańcy byli skłonni do alkoholizmu (do tego nie potrzeba żadnych badań). – Za każdym wielkim przywódcą stoi kobieta i przewraca oczami. – dokończyła swój wywód i choćby chciał musiał pogodzić się z faktem, że kobieca ręką była mu potrzebna. Nie mówiła o jego życiu towarzyskim, chociaż doprawdy nie rozumiała, czemu Rufus nikogo nie miał (był złotym facetem), ale nawet przy prowadzeniu interesu potrzeba trochę więcej uczucia od męskiej ignorancji (ale jak widać z Rufusa taki ignorant co z Parrish przyszła królowa Anglii).
Zachowała spokój i uśmiechała ciepło, nieco z rozczuleniem wpatrując w pijacką wersję Rufusa. Miał problem i przyszedł z tym do niej. Nie planował tego, ale tak zrobił zapewne w celach mało przyjemnych, bo przecież odgonił jej znajomych, lecz to.. to mogła załatwić. Melbourne’a już nie każdy mógł ogarnąć (a Nicole miała super moce).
- Ale to ty możesz obciąć jej pensję. – i kto tu miał ostatnie słowo? – Posłuchaj.. - rzuciła okiem na kufel gotowa zabronić Rufusowi dalszego picia, ale zaraz i na nią się rzuci, że go po kątach rozstawia. Może jeszcze zaraz klapsa da i każe klęczeć na grochu? – ..wiem, że nie pasuje ci ‘pani, rządzę się ile wlezie, więc niech mnie szef cmoknie w dupę’. – słownictwo słownictwem. Czasem było potrzebne. – Tylko, że ona miała dać szansę nie tylko dla twojego baru, który lekko podupadał – zrobiła krótką pauzę aby zmienić miejsce i usiąść bliżej mężczyzny. – ale też po to, żebyś mógł z czystym sumieniem wziąć wolne, wyjechać, zrelaksować się, pomyśleć o sobie i życiu poza barem, któremu od zawsze poświęcałeś się w całości. – nie tylko zyski miały znaczenie. – To twoje dziecko – bar rzecz jasna. – ale ono już dojrzało i pora, żebyś pomyślał o życiu poza nim. – nie całkowicie. Nie kazała mu rzucać roboty i wyjechać z plecakiem dookoła świata. Po prostu niech trochę odpuści odpowiedzialność za lokal i pomyśli o sobie. – A teraz powiedź mi, co cię tak naprawdę trapi. – bo nie wierzyła, że tylko o menagerkę z baru się rozchodziło. Do takich rzeczy miała nosa i gest, bo choć Rufus przyjaźnił się z jej byłym (teraz przyjacielem) to jego także traktowała jak kogoś bliskiego, dlatego bez wahania ułożyła dłoń na karku mężczyzny i delikatnie gładziła palcami (w ramach relaksu i może żeby go nieco odsunąć od pomysłu dalszego picia).
[Profil]
  MÓW MI: Amazon
 
Rufus Melbourne


Lives in
auburn pine houses

w Berrylane od zawsze, z przerwami


jestem taki sam jak palec albo coś tam

problemów rośnie stos, samotność ciężki los

Wysłany: 2019-07-11, 14:09   
  
Rufus

  
Melbourne

  

  

  

  

  


  
One day I will find the right words, and they will be simple.

  
30 yo

  
193 cm

  


- Ja myślę, że ona nie chce być moim doradcą. Chce być moją zgubą i zająć moje miejsce! - wiadomo, że trochę teraz podkoloryzował to wszystko. Menadżerka była dobra, każdy mu to powtarzał. Zdecydowanie pomogła mu się wybić z interesem i on też na pewno zdawał sobie z tego sprawę. Teraz jednak był podpity, po kolejnej sprzeczce z nią a Nicole miała takiego pecha, że spędzała dzisiejszy wieczór w tym samym barze co on. No więc chcąc nie chcąc musiał ją wybrać za cel, bo przecież to wszystko była jej wina! Nawet jeśli jutro będzie tego żałował i ją przepraszał. Musiał sobie pogadać, taką miał potrzebę. Zwłaszcza, gdy miała to być w sumie tylko nagonka na swoją pracownicę. O wiele łatwiej było ją sobie z kimś obgadać niż stawić czoła problemowi i wspólnie z menadżerką rozwiązać ten problem. Choć zapewne w jego przeświadczeniu z nią nie dało się rozmawiać. - Niech ona sobie przewraca czym tylko chce. Ale słuchaj, ona niedługo pewnie odetnie mi jaja i zrobi sobie z nich breloczek! - spragniony musiał znowu się napić. Wyolbrzymiał, ale chyba lepiej się czuł, gdy mógł to komuś powiedzieć. Znaczy tak ogólnie wygadać się, nie tylko paplać o tym, że niedługo straci swoją męskość na przykład.
Kolejne słowa kobiety dały mu do myślenia. Powstrzymał się nawet przed kolejnym łykiem piwa, analizując sobie to w swojej pijanej głowie. Mógłby to zrobić. Znaczy mógłby, ale nie zrobi. Czułby się nie w porządku. Nawet jeśli darli ze sobą koty, nie mógł odmówić jej profesjonalizmu w tym co robiła. A za to nie mógł chyba zmniejszyć jej pensji. Nawet jeśli była to bardzo kusząca propozycja. Nicole jednak dalej mówiła. I to całkiem sensowne rzeczy, które pijany umysł Rufusa na pewno lepiej doceni jutro. Kiwał jednak głową, wszystko rozumiał i wciąż milczał. - No właśnie, Nicole. To moje dziecko. Czy normalny rodzic porzuca swoje dziecko? - zmarszczył brwi. Wiedział, że Parrish tymi słowami chciała otworzyć mu nieco oczy na inne sprawy, w końcu miał już swoje lata i powinien myśleć o czymś poza tym barem, ale.. no co miał poradzić na to, że tak bardzo chciał mieć wpływ na dalszy rozwój tego miejsca. Nie chciał wszystkiego zawdzięczać tej kobiecie. - Co mnie trapi? No przecież ci mówię.. nawet twoich znajomych wystraszyłem. - parsknął śmiechem, odrobinę się relaksując. Przez chwilę milczał. Znowu się nawet napił, bo pomimo przyjemnego gestu kobiety, potrzeba zwilżenia ust była chyba większa. - Wiesz, od jakiegoś czasu spotykam się z kimś. To miało być.. no wiesz, byłem wrakiem po rozstaniu z Haddie. - westchnął. - No ale Clyde.. jak to Clyde... - zaśmiał się. - Uznał, że jak znajdę sobie.. no wiesz, coś przejściowego to wyjdę z dołka. No... i rzeczywiście. Gabby jest ekstra. Naprawdę, nie wiem jakim cudem nawet się mną zainteresowała. Myślisz, że Clyde mógł jej zapłacić? - uniósł brew do góry. Żartował, ale tylko dlatego, że oboje znali Faradaya dość dobrze. - No i jakiś czas temu przyszła do mnie. Powiedziała, że jest w ciąży. Ucieszyłem się, bo cholera, Nicole. Zobacz na mnie. Młodszy nie będę. Tyle, że..że to był tylko fałszywy alarm. - westchnął przeciągle na koniec. - Naprawdę myślałem, że będę miał dziecko. Dziecko, które nie będzie miejscem w którym ludzie pogłębiają swój nałóg alkoholowy, tylko takie wiesz.. prawdziwe dziecko. Sądzisz, że byłbym dobrym ojcem? - wystrzelił nagle, zerkając na Parrish.
_________________

    « I WAS TERRIFIED OF LOSING HER BEFORE
    SHE WAS EVEN MINE TO LOSE »
[Profil]
  MÓW MI: kotleciku
MULTI: raine i reszta
 
Nicole Parrish


Lives in
magnolia flats

w Berrylane od dziecka do liceum


agentka/life-cleaner

grywa w szarady

Wysłany: 2019-07-15, 21:25   
  
Nicole

  
Parrish

  

  

  

  

  


  
You will never win trying to manipulate a Scorpio. They're the masters of reverse psychology

  
32 yo

  
170 cm

  


- Mówisz, o czymś takim? – brelok to nie był, ale bransoletka z kolorowych koralików na jej nadgarstku idealnie odzwierciedlała wizję Rufusa. Rozmiar może nie ten, ale rzecz kryła się w żarcie i chęci rozluźnienia ciężkiej dla mężczyzny atmosfery. Niestety z pijanymi już tak było, że jak się uparli, to nie ma zmiłuj – będą smęcić do samego końca. Widziała to już nie raz; u klientów, rodziny i znajomych. Była świadoma tego, że wyciągnięcie towarzysza z chwilowego dołka to sprawa trudna do osiągnięcia bez odpowiedniej muzyki, bo to ani potańczyć ani powyć do księżyca. Trzeba wysłuchać a w tym była wręcz doskonała, więc nakierowywała nieco myśli Melbourne’a na inne tory wspominając coś o – dziecko po osiemnastce wyrzuca się z domu – co powinno zamknąć temat baru. Interes dorósł i mógł żyć własnym życiem choćby przez dwa tygodnie bez swego rodzica. Niech się Rufus tak nie martwi i pogodzi z dorosłością swego dzieciaczka, bo nigdy nie doczeka się tego prawdziwego z rączkami i nóżkami.
- A ty myślisz, że wydałby na ciebie choćby dolara? – nie licząc kupna piwa lub innego alkoholu kumplowi, ale żeby od razu załatwiać panienki? Clyde’a stać na więcej, a raczej nie wydawałby kasy na jakąś laskę dla kumpla. Szkoda kasy.
Uśmiechnęła się delikatnie, nie za mocno, bo po minie Rufusa wyczuwała, że informacja o ciąży nie była ostatecznie taka dobra. Nie samo jej zaistnienie a końcówka i konsekwencje świadomością posiadania dziecka, które kiedyś sama miała mieć. To miłe uczucie. Pamiętała je, jakby to było wczoraj. To coś, czego się nie zapominało. To coś, o czym się myślało i kochało jeszcze zanim się urodziło. To coś, co ludzie przedwcześnie tracili i nagle Nicole pomyślała, że tęskniła za czymś, czego nawet nie widziała na oczy. Za czymś, co jej odebrano.
- Jeżeli nie będziesz marudził na matkę swego dziecka tak, jak na menagerkę, to tak. – znów sobie żartowała, ale z pełną dozą sympatii do mężczyzny. – Ta cała Gabby.. on też tego chciała? – dziecka, które jak wnioskowała było miłym wypadkiem przy ‘pracy’? – Może postaracie się o kolejne? I tylko nie pleć mi głupstw o ślubie przed. – Nicole to chyba jedyna z nielicznych kobieta, która wcale nie musiała mieć pierścionka na palcu, żeby móc wychowywać dziecko. – Znaczy, mów, jeżeli o tym marzycie, ale wiesz, że czasami to nie jest konieczne. Wiele osób żyje w konkubinacie, chociaż znając ciebie – musiała wziąć poprawkę na to jaki był Rufus. – wolałbyś mieć full wypas rodzinę. – taką z domem, żoną i dziećmi. – Kochasz ją? – podstawowe pytanie o niejaką Gabby. Bez tego nie poruszy tematu ani w lewą ani w prawą stronę (czyt. albo go kopnie do roboty albo każe się nie przejmować niepewnością wobec stanu małżeńskiego, bo wiele osób obchodziło się bez tego).
[Profil]
  MÓW MI: Amazon
 
Rufus Melbourne


Lives in
auburn pine houses

w Berrylane od zawsze, z przerwami


jestem taki sam jak palec albo coś tam

problemów rośnie stos, samotność ciężki los

Wysłany: 2019-09-04, 12:56   
  
Rufus

  
Melbourne

  

  

  

  

  


  
One day I will find the right words, and they will be simple.

  
30 yo

  
193 cm

  


Rzeczywiście, żarcik pomógł. Nawet jeśli na chwilę, ale Rufus parsknął sobie tym śmiechem głośno, gdy Nicole jak na zawołanie wyciągnęła w jego stronę breloczek. Nie do końca takich kształtów był w jego wyobrażeniach, ale chodziło o to samo. Pokręcił głową z rozbawieniem wciąż, ostatecznie ciesząc się, że przyszedł z tym do niej chyba. - Jesteś zabawniejsza od Clyde'a, wiesz. - skomentował, mrużąc oczy przez chwilę, gdy dokonywał tej głębokiej analizy porównawczej jej i jej byłego, który też był jego kumplem. Gdyby tylko porzucenie tych zmartwień było takie proste. Tak żeby na zawsze już podchodzić do tego na luzie, nie spinać się niepotrzebnie. Niestety, Rufus chyba uwielbiał martwić się na zapas. - Masz rację. To durne. - machnął ręką. Nie mógł też tak nieładnie podejrzewać kumpla o takie rzeczy, ale wiedział też, że wcale nie radzi sobie dobrze na własną rękę. Gdyby Faraday uznał, że warto mu jednak trochę pomóc w szczęściu? Nawet jeśli, i tak by się teraz o tym nie dowiedział.
Napił się. Zrzucił z siebie ciężar i poczuł się lżej. Naprawdę musiał w końcu z kimś to obgadać, czemu by i nie Nicole. Ona i tak miała raczej lepsze pomysły od jego przyjaciela. Taka bardziej życiowa się wydawała, z tym swoim życiem i sukcesem. - Wydaje mi się, że tak. - a przynajmniej tak ocenił tę obserwację, której dokonał wraz z biegiem czasu, gdy oboje dostosowywali się do tych newsów. Zaśmiał się ze wzmianki o ślubie. - To źle, że jestem tradycjonalistą? - westchnął. Skrycie pewnie też marzył o pięknym ślubie, bo taki już był. Co zrobić. Ostatnie pytanie jednak całkiem zbiło go z tropu i musiał znowu się napić. - Ja... nie wiem. Chyba tak. Wydaje mi się, że tak. Widzę nas razem. Ona jest mądra, piękna i zabawna. W dodatku w kuchni wyrabia takie rzeczy.. - zabrzmiało jakby mówił coś maks zbereźnego, a tu tylko komplementował gastronomiczne zdolności.
Pogadali sobie jeszcze o tym, Rufus w końcu miał trochę jasności w głowie i postawił jej drinka. Musiał, bo Nicole okazała się być jak zawsze niezastąpiona. Melbourne miał nadzieję, że wszystko się ułoży rzeczywiście. Nawet nie wiedział jak bardzo się mylił.
/zt <33
_________________

    « I WAS TERRIFIED OF LOSING HER BEFORE
    SHE WAS EVEN MINE TO LOSE »
[Profil]
  MÓW MI: kotleciku
MULTI: raine i reszta
 
Cornelia Powell


Lives in
white log mews

w Berrylane od niedawna


neurochirurg

czuje za dużo do robin

Wysłany: 2019-10-07, 19:36   
  
cornelia

  
powell

  

  

  

  

  


  
i need somebody to heal, somebody to know, somebody to have, somebody to hold

  
32 yo

  
173 cm

  


#4

Po kłótni z Robin w windzie i wielkim zerwaniu Nel się trochę podłamała. W pracy funkcjonowała jakby nigdy nic, ale po to właściwie nie żyła tylko się snuła. Nic nie sprawiało jej przyjemności i ogólnie czuła się jak ci wszyscy ludzie w piosenkach o złamanych sercach. Nie podejrzewała, że kiedyś będzie się tak czuć. Zawsze była bardziej zdystansowana, ostrożniejsza, ale z Robin się nie dało. Po prostu wpadła. Zabolały ją słowa które padły, rzucone aluzje i zawziętość. W zasadzie gdyby nie był takie uparte i twardo nie stały przy swoim połowy kłótni by nie było. Wystarczy odrobina empatii. Od razu byłoby łatwiej, jednak żadna z nich jej nie posiada. Nie wiem czemu są dobrymi lekarzami i jak w ogóle radzą sobie z pacjentami. Tak czy inaczej Powell miała już dość. Żadna kobieta jeszcze nie sprawiła, że się tak zachowywała. Dlatego zamierzała przestać. Tu i teraz. Dzisiaj zamiast pojechać prosto do domu zajechała do baru. O dziwo liczyła, że odrobina towarzystwa dobrze jej zrobi. Zamówiła drinka, usiadła przy jednym z wolnych stolików i popijając trunek gapiła się w telewizor. Zdecydowanie nie tak zachowują się normalni ludzie w barze, ale warto podkreślić że Nel nie jest normalna. Słabo radzi sobie w takich sytuacjach, a jej social skills są chyba na minusie. To co widniało na ekranie wcale jej nie zainteresowało, więc wyjęła telefon z chęcią napisania do kogoś znajomego, kogoś kto uratowałby ją przed samotnością. Totalnie nie wiedziała co ze sobą zrobić, więc stukając paznokciami o blat zaczęła rozglądać się dookoła, aż w końcu zobaczyła ją. W zasadzie nie pamiętała do końca skąd ją znała i kim jest, więc chamsko wpatrywała się w kobietę. Pewnie gdyby nie ciekawość skąd ją zna zorientowałaby się, że to co robi jest trochę nie na miejscu.
[Profil]
  MÓW MI: yang
MULTI: lorna, rory
 
rowan mackenzie


Lives in
fallen cloud

w Berrylane od narodzin, z przerwą


leczy zwierzaki

bez zobowiązań to jej drugie imię

Wysłany: 2019-10-09, 17:27   
  
rowan

  
mackenzie

  

  

  

  

  


  
Baby, I don't need dollar bills to have fun tonight. I love cheap thrills!

  
33 yo

  
163 cm

  


trzynaście

Po nocy spędzonej z Ephraimem, Rowan sama nie wiedziała, co powinna zrobić. Kłębiło się w niej dużo sprzecznych uczuć. Od dawna ją do niego ciągnęło i, jak się okazało, nie było to jednostronne odczucie, które, razem z alkoholem, doprowadziły do tej decyzji. Obawiała się, że to zniszczy ich przyjaźń, którą ceniła sobie bardziej niż jakąkolwiek jednorazową przygodę. A nie od dziś było wiadome, że Mackenzie nie angażuje się w nic stałego i ucieka na pierwszą sugestię, że jej relacja mogłaby się przerodzić w coś poważniejszego. Dlatego dawno temu postanowiła, że nie będzie spać ze swoimi przyjaciółmi. Niby zasady są po to, żeby je łamać, ale potem człowiek niejednokrotnie żałuje. A jak żałuje to pije. Przynajmniej ona. Więc już następnego wieczora zawitała po pracy do miejscowego pubu. Usiadła sobie przy barze, zamówiła mocnego drinka i zaczęła popijać w spokoju. Potrzebowała towarzystwa, kogoś kto zajmie ją rozmową i sprawi, że zapomni chociaż na chwilę o swojej zagwozdce. Już miała dzwonić do Faradaya, Dusty albo innego znajomego, żeby ją wspomogli w tym małym kryzysie, kiedy poczuła na sobie czyjś wzrok. Odwróciła nieznacznie głowę i jej oczy spotkały się z innymi, które znała. A raczej kojarzyła. Idealnie, nie będzie musiała na nikogo czekać. Uśmiechnęła się delikatnie, jakby nieśmiało i płynnym ruchem wstała ze swojego miejsca. Pokonała dzielącą ją od kobiety odległość i przystanęła, opierając jedną rękę o oparcie krzesła, a drugą, w której trzymała alkohol, podniosła do ust.
- Cześć – przywitała się, po upiciu łyka ze swojej szklanki i przechyliła lekko głowę. Długie włosy opadły na jedną stronę. Nie zastanawiała się za długo nad podejściem tutaj, zadziałała instynktownie i nawet nie wiedziała, czego by od kobiety w tym momencie chciała. – Nel, prawda? – wolała się upewnić, że dobrze kojarzy.
_________________
[Profil]
  MÓW MI: panda
MULTI: jacob + reszta
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  
Strona wygenerowana w 0,1 sekundy. Zapytań do SQL: 6