menu


Poprzedni temat «» Następny temat
Quality Food Center
Autor Wiadomość
Berrylane


Wysłany: 2017-11-04, 16:20   Quality Food Center
  
Berrylane


Quality Food Center
  
[Profil]
 
 
Daphne Langford


Wysłany: 2018-01-12, 23:26   

    [5]



Daphne miała naprawdę podły okres ostatnio. Trudno było się jej dziwić, zważywszy na to, że w jednej chwili życie osobiste się kobiecie posypało. W przeciągu kilku miesięcy zdążyła zmienić swój status, nazwisko i całkowicie życie też. Mimo to radziła sobie świetnie. Nie piła przesadnie wina, nie wypłakiwała sobie oczu, nie obżerała się niezdrowym żarciem i nawet pogardziła Bridget Jones. Była dumna z samej siebie, bo radziła sobie zaskakująco dobrze. Przynajmniej zazwyczaj, bo wiadomo, że w życiu każdego człowieka przychodzi taki moment, kiedy musi się jednak złamać. Dlatego gdy przyjaciółka wystawiła ją i bardzo nieładnie olała wcześniejsze plany (pójście do baru i podrywanie kolesi, których ostatecznie i tak pożegnają, świetna zabawa, tak) ta zmuszona była radzić sobie sama. Udała się więc do najbliższego sklepu żeby zakupić na wieczór coś dobrego. Wybrała więc jakieś wino i zamierzała dorzucić do tego jeszcze pudełko lodów. Okej, niby się tak szczyciła faktem, że nie zajada i nie zapija smutków, ale pms rządzi się własnymi prawami i tak, wiadomka. Dlatego nic dziwnego, że gdy podeszła do półki i zobaczyła, że ostatnie pudełeczko z losami kradnie jej jakiś mężczyzna niemal dostała zawału.
— Przepraszam? Na pewno chcesz te lody? Słyszałam, że jest jakaś awaria, czy coś. Mieli wycofać całą serię, bo ludzie kończą po nich w szpitalu. Podobno coś namieszali — oznajmiła mu z powagą pełną. Wymyśliła to rzecz jasna na poczekaniu z nadzieją, że się podda. Oczywiście, że mogła wziąć inne, ale te sobie właśnie wymarzyła. Dlatego zamierzała walczyć o nie jak lwica, okej?
_________________
[Profil]
 
 
Winnie Bowden
[Usunięty]

Wysłany: 2018-03-04, 17:11   


Piątek wieczór to chyba nienajlepszy czas na uzupełnianie zapasów, ale Winnie i tak nie miała ochoty na dzikie melanże wśród radosnych, rozchichotanych znajomych. Wciąż czuła się paskudnie, po tym jak znów nie udało jej się zajść w ciąże. Na domiar złego pokłóciła się przez to z Timem i od paru dni mieli ciche dni. Miała ochotę zapaść się pod ziemię, nie istnieć na tym świecie chociaż przez chwilę, ale niestety... zapaść to się mogła jedynie w kanapę, ale zanim to nastąpi musiała przecież zaopatrzyć się w jakieś dobre rzeczy, które będzie sobie wcinać i popijać przed telewizorem.
Było dziesięć minut do zamknięcia sklepu, więc kiedy Winnie pojawiła się na dziale warzywnym, który był akurat w trakcie sprzątania pracownicy obrzucili ją morderczym spojrzeniem. Blondynka uciekła stamtąd jak najszybciej - w końcu to zdecydowanie nie był jej dział - kierując się prosto do alejki ze słodyczami i przekąskami, hehe. Tam wrzucała do koszyka prawie wszystko co wpadło jej w ręce począwszy od paprykowych czipsów, a na czekoladzie oreo skończywszy. Wpadła jeszcze na mrożonki żeby dorwać ulubione lody o smaku słonego karmelu, w końcu lądując w dziale alkoholowym. Tam przez jakieś pięć minut wybierała wino, uważnie przyglądając się etykietom i starając się ignorować kręcącą się wokół niej pracownicę. W końcu podniosła wzrok, chrząknęła i przytuliła do piersi dwie butelki słodkiego, różowego wina. - No co? To wasza wina, że macie tu taki wybór, nie moja - mruknęła marszcząc brwi, po czym odwróciła się żeby w końcu udać się do kasy, jednak nie zauważyła mężczyzny stojącego obok i na niego wpadła. Butelka z alkoholem, którą trzymał w dłoniach spadła na podłogę i się roztłukła, podobnie zresztą jak wino Winnie. Blondynka odruchowo odskoczyła na bok i zacisnęła usta w cienką linię, zażenowana całą tą sytuacją. No tak, zrobiło jej się okropnie głupio, więc chciała jak najszybciej przeprosić mężczyznę za tę przeogromną stratę (swoją i jego, ok) ale wtedy podniosła wzrok na jego twarz i... zupełnie ją zatkało. Przełknęła głośniej ślinę i na wszelki wypadek odsunęła się jeszcze o krok. - Ja... zapłacę za to - i wskazała podbródkiem na plamę na podłodze. Tak długo myślała co mu powie, kiedy w końcu dojdzie między nimi do konfrontacji, a teraz gdy w końcu stanęła na przeciw niego miała w głowie jedynie... pustkę.
  
 
 
Scott Henderson


Lives in
fallen cloud

w Berrylane od prawie zawsze, kilka lat w Seattle


zarządza w firmie transportowej

życie singla jest przecież całkiem fajne

Wysłany: 2018-03-04, 23:06   
  
Scott

  
Henderson

  

  

  

  

  


  
`

  
35 yo

  
190 cm

  


#7

Scott za to zawsze widział dobry moment na uzupełnienie zapasów, a już w ogóle kiedy w barku jakoś zbyt mało butelek się nagle znajdowało. Miał zbyt dużo pijących znajomych żeby mieć tam pustki, a nawet jeśli przynosili ze sobą alkohol to i tak jakoś magicznie z barku ubywało. Dlatego właśnie tutaj się znalazł, wybierał to co wybrać miał z tych drogich półek, a potem poszedł po coś jeszcze sobie. Jak zwykle na ostatni moment do sklepu wpadł, ale jednak wtedy jest najmniej ludzi, nie. A ostatnio wpadł na Gin i musiał zapłacić też za jej zakupy, więc no, lepiej uważać tym razem bo biedak do pierwszego nie będzie miał za co żyć. Nie no, żarcik, chętnie by odwiedził Gin, która mogłaby nie być leniem i mi odpisać, ale póki co kompletnie o niej nie myślał, bo patrzył na zupełnie inną kobietę, tak samo dobrze znajomą. Nie był dumny z tego jak się zachował, nigdy nie chciał doprowadzić do takiej sytuacji, no i trochę nie widział w tym swojej winy, bo się jednak zabezpieczali... ale nigdy nie chciał zapładniać żadnej kobiety, a kiedy to się stało z Winnie dobrze wiedział że żadnego dziecka być nie może, po prostu nie. A teraz jeszcze bezczelnie na niego wpadła, więc jedną ręką łapał ją za ramię, drugą łapał alkohol i dopiero upadek butelek na ziemię go trochę otrzeźwił z szoku że no, ją widzi! Spojrzał na plamę, robiąc też krok w tył, trochę z opóźnieniem, ale nieważne - cześć Winnie - rzucił trochę oschle, ale nie bardzo wiedział jak ma na nią reagować i jak się przy niej zachowywać. Więc wziął z półki podobną butelkę wina i podał jej ją - wyglądasz jakbyś potrzebowała jednak tego wina dzisiaj - skinął lekko głową i zerknął do jej koszyku - zgaduję że to nie na randkę? - uniósł pytająco brwi, jakoś zapełniając ciszę między nimi i trochę sprawdzając jak Winnie zareaguje na niego.
_________________
[Profil]
  MULTI: perry, wolf, joey, callie, maia, lea, elfred, adelaide, finley, nora, gal
 
Winnie Bowden
[Usunięty]

Wysłany: 2018-03-06, 22:46   

Niby Winnie powinna być przygotowana na to, że w końcu dojdzie między nimi do konfrontacji, w końcu Berrylane nie było wcale takie duże... i ile to razy widziała go po drugiej stronie ulicy, jak wychodził z piekarni, wyjeżdżał skądś autem, albo jak biegł leśną ścieżką. Było tyle okazji, żeby porozmawiać. Jednak blondynka za każdym razem odwracała wzrok czy uciekała gdzieś na bok, bo najzwyczajniej w świecie nie czuła się gotowa, nawet teraz po tylu latach wciąż nie była. Ale zdaje się, że na ucieczkę było już za późno. - Cześć Scott - odpowiedziała, trochę unikając jego spojrzenia. Jakoś tak wolała skupić się na rozlanym alkoholu niż na jego oczach. Nie chciała żeby wyczuł, że cały czas ma nad nią władzę, że cały czas jest górą. Czuła się przy nim jak mała dziewczynka, a przecież była dorosłą kobietą, tak zdecydowanie być nie powinno! - Co? - jego głos wyrwał ją z rozmyślań. Podniosła wzrok, przez sekundę lub dwie wpatrując się w jego brązowe, połyskujące tęczówki. Cholera. Dlaczego on musiał być taki przystojny? - Przychodzą do mnie przyjaciółki, no wiesz... babski wieczór. Wino, lody i maraton Bridget Jones - zaczęła się tłumaczyć, bo rzeczywiście zawartość jej koszyka mogła sugerować jakąś głęboką deprechę, a Winnie nie chciała wypaść przed Scottem tak żałośnie... a może raczej aż tak żałośnie. Chwyciła wino, które jej podał i od razu włożyła je do koszyka, w końcu nie chcieli tu kolejnych ofiar, prawda? - A co z Tobą? Zabrakło alkoholu na imprezie, czy dzisiaj pijesz w samotności? - zapytała, dopiero po fakcie uświadamiając sobie, że to w sumie nie jej sprawa. Tak czy siak zgarnęła z półki butelkę alkoholu, którą mu przypadkiem stłukła i chwytając swój koszyk zaczęła iść pomału w stronę kas. Teoretycznie wybiła już godzina zero, zamykali już sklep, a oni byli ostatnimi klientami.
 
 
Scott Henderson


Lives in
fallen cloud

w Berrylane od prawie zawsze, kilka lat w Seattle


zarządza w firmie transportowej

życie singla jest przecież całkiem fajne

Wysłany: 2018-03-09, 01:33   
  
Scott

  
Henderson

  

  

  

  

  


  
`

  
35 yo

  
190 cm

  


I tak dość dobrze im wychodziło unikanie się do tej pory, pewnie dlatego że Scott tyle siedział w Seattle. Lubił to miasto, takie deszczowe, każdy w nim był dość anonimowy, pod swoją parasolką, bo jednak co chwile tam tak naprawdę padało i pogoda jakaś super sprzyjająca nie była. A tak w Berry to faktycznie nie rozglądał się aż tak dokładnie, albo po prostu Winnie miała szczęście do chowania się przed nim. Nie sądził że mogłaby to robić specjalnie, raczej stawiała na ot, zwykłe zrządzenie kapryśnego losu, bo los ja los, różne kaprysy miewał. A dzisiaj najwyraźniej zamarzył o zniszczeniu tak wielu butelek tak dobrego alkoholu... chyba ktoś powinien jednak za niego te decyzje podejmować. No ale, Scott nie zamierzał unikać Winnie, chować się przed nią, nie uważał żeby popełnili błąd w przeszłości, nie czuł się winny. Wiedział że nie powinien być ojcem i że gdyby Winnie dowiedziała się jakiego ojca miał on, to nie chciałaby takich genów w sobie i swoim dziecku. Tyle że nie rozmawiał z tym nikim, więc...
- Wiem? - powtórzył za nią, nie do końca pewny czy wie czy nie. Nic nie wiedział o tym jak wygląda jej życie w tym momencie - będziecie narzekać na to jacy faceci są beznadziejni? To chyba potrzebujesz kolejnej butelki... - spojrzał na półkę, ale tym razem nie podał jej kolejnego alkoholu. Prawdę mówiąc czuł się przy niej trochę niezręcznie i wcale nie czuł że 'ma władzę'. Bardziej podejrzewał że zaraz sam może butelką oberwać. - Impreza dopiero co była, muszę uzupełniać swoje zapasy - skinął lekko głową - a teraz jeszcze będę na minusie... chyba wisisz mi przez to drinka - westchnął, trochę zrzucając na nią winę za ten cały bałagan, ale nie przywykł do obwiniania samego siebie - Coś mało pomocne masz te koleżanki, żadna nie pomaga przy zakupach? - dopytał, jednak trochę cwanie, chyba chciał ją przyłapać na przyznaniu że wcale takich planów na wieczór nie ma. A czemu? A tego to jeszcze nie wiedział, więc ze swoim koszykiem podążył za nią.
_________________
[Profil]
  MULTI: perry, wolf, joey, callie, maia, lea, elfred, adelaide, finley, nora, gal
 
Winnie Bowden
[Usunięty]

Wysłany: 2018-03-09, 12:24   

No w tym akurat Winnie była dobra! Za dzieciaka była najlepsza w grze w podchody, a kiedy bawili się w chowanego nikt nigdy nie mógł jej znaleźć, więc wychodzi na to, że umiejętności z dzieciństwa ewoluowały i pomagały także w dorosłym życiu. Chociaż w sumie ciężko nazwać zachowanie blondynki dorosłym, skoro chowała się przed nim po kątach i uciekała na drugą stronę ulicy, gdy tylko pojawiał się w zasięgu jej wzroku.
- Dokładnie tak, a w przerwach między obgadywaniem facetów, malowaniem paznokci, a piciem wina urządzimy sobie bitwę na poduszki w samej bieliźnie i będziemy zaplatać sobie warkocze - nawet się uśmiechnęła, wyobrażając sobie siebie, Gigi, a może nawet i Raine razem skaczące po jednym łóżku. Troszkę absurd, ale chyba tak właśnie babskie wieczory wyobrażała sobie większość facetów! Spojrzała na swoje lody i westchnęła cicho, wyobrażając sobie swój wieczór w zupełnie innej atmosferze, niż tej, którą przedstawiała Scottowi. - Nie przejmuj się tym... to moja wina, wpadłam na Ciebie, więc to ja ureguluje rachunek - machnęła ręką i nawet chciała dodać, że nie przyjmuje odmowy, ale wtedy dotarło do niej, że właśnie zaproponował jej drinka. Spojrzała na niego z lekkim rozbawieniem i niedowierzaniem jednocześnie, postanawiając póki co zostawić to bez komentarza. - Właściwie to miałam zahaczyć o sklep jak wracałam z pracy, ale jakoś niespecjalnie mi się chciało. No a teraz już raczej żadna z nich mi nie pomoże, bo wszystkie są już w klubie i na mnie czekają, więc... - powiedziała, nie zdając sobie chyba do końca sprawy, że właśnie kompletnie pogubiła się we własnych kłamstwach i zaczęła kontynuować swoją opowieść z zupełnie innym zakończeniem, ups. Kiedy dotarli do kasy Winnie poinformowała panią kasjerkę, że w alejce z alkoholem zbiło się tyle i tyle butelek, za taką i taką cenę, że przeprasza i że oczywiście zapłaci za wszystko.
  
 
 
Scott Henderson


Lives in
fallen cloud

w Berrylane od prawie zawsze, kilka lat w Seattle


zarządza w firmie transportowej

życie singla jest przecież całkiem fajne

Wysłany: 2018-03-09, 23:01   
  
Scott

  
Henderson

  

  

  

  

  


  
`

  
35 yo

  
190 cm

  


Scott wiedział o jeszcze jednej rzeczy w której była dobra... i przez którą w ogóle te całe problemy między nimi się rozpoczęły. Zawsze sobie wmawiał że każdą znajomość z kobietą rozpoczyna właśnie dla seksu, bo tak było łatwiej, to miało jakiś sens, skoro był facetem... a to czy trwała dłużej czy krócej też teoretycznie od tego zależała. W praktyce to naprawdę Winnie polubił, ale hej, przecież jej tego nie powie. Tak samo jak tego, że w tamtym czasie nie sypiał jakoś z żadną inną kobietą, przynajmniej nie po jakimś czasie jak już ona w jego łóżku często przebywała. Facet musi mieć swoje sekrety, prawda? No, właśnie.
- Bitwa na poduszki brzmi ciekawie, ale prędzej bym uwierzył że robicie z poduszek podobiznę faceta, przyczepiacie zdjęcie u góry i boksujecie ją - zaśmiał się nawet cicho, trochę nerwowo, ale hej, jakoś trzeba rozładować atmosferę, skoro rozwalające się butelki nie dały rady. Lepiej by było gdyby po prostu je wypili razem, ale cóż, teraz już mleko alkohol się rozlał.
- Dobra, ale tylko za potłuczone - wzruszył ramionami, nie będzie się jak dziecko upierać. Zamiast tego dodał jeszcze dwie nowe butelki do swojego koszyka, bo miał w końcu uzupełniać braki w barku, a ta jedna, która się stłukła nie powinna aż tak portfela Winnie zaboleć. Raczej w Berrylane nie mieli alkoholi po tysiące dolców, bo kto by to kupował? Zwłaszcza w takim markecie. A potem słuchał jej słów, marszcząc lekko brwi kiedy wyłapał nieścisłości - aha aha, okej, klub, tak... - pokiwał głową, stawiając na taśmie swoje zakupy - nie wiem jak tam kluby, ale mam dwie butelki alkoholu, które możemy wypić - rzucił w końcu, sam nie wiedział po co i dlaczego, tak po prostu samo wyszło. Może ten roztrzaskany alkohol i jego opary uderzyły mu do głowy? To chyba nie powinien prowadzić, bo to co właśnie sugerował było trochę szalone.
_________________
[Profil]
  MULTI: perry, wolf, joey, callie, maia, lea, elfred, adelaide, finley, nora, gal
 
Winnie Bowden
[Usunięty]

Wysłany: 2018-03-12, 13:23   

A to ja słyszałam tylko o wersji, w której to kobieta powinna mieć swoje sekrety, ale jak widać w przypadku tej dwójki to działało po prostu odwrotnie! Ona była dla niego jak otwarta księga, odsłoniła przed nim swoje prawdziwe ja, największe sekrety, dziwactwa, marzenia, czy obawy... wiedział też ile ten związek dla niej znaczył i jak ważny był dla niej on sam. To była głupota, bo nie powinna aż tak bardzo się przed nim otwierać, ale cóż! Zakochane baby robiły różne, dziwne rzeczy, nie myślały trzeźwo, ignorowały podpowiedzi rozumu, kierując się tylko i wyłącznie sercem, które koniec końców niestety najbardziej na tym cierpiało. - A no tak, to też obowiązkowo! W sumie Twojego zdjęcia dawno nie aktualizowałam, dasz sobie pstryknąć fotkę? - uśmiechnęła się, może odrobinkę złośliwie, no bo jednak zasugerowała mu właśnie, że przyczepia do poduszki jego podobiznę, jednak po chwili zaśmiała się głośno, dając mu tym samym do zrozumienia, że był to tylko żart. - Hm, no okej, brzmi uczciwie - kiwnęła głową, kiedy zgodził się żeby zapłaciła tylko z potłuczony alkohol. W sumie nawet dobrze, że się zaoferował, bo Winnie pewnie nie miała przy sobie aż tyle kasy! W portfelu miała kilka banknotów, a kartę jak zwykle zostawiła w domu. Kiedy zapłacili za wszystko i oddalili się od kas blondynka trzymając w rękach papierową torbę z zakupami odwróciła się przodem do Scotta i... właśnie wtedy zrozumiała, że dała się przyłapać na kłamstwie, no i że też trochę się przed nim wygłupiła. - W sumie to... chyba nie mam ochoty na te kluby - stwierdziła po chwili, lekko wzruszając ramionami. Co ona najlepszego wyprawiała? Aha, no tak. To przez te opary! - Lubisz chipsy paprykowe? - zapytała, bo chyba mogli się jeszcze cofnąć i zamienić je na jakiś inny smak. Do alkoholu wypadało mieć jakąś zagrychę, no nie? Na szczęście Winnie zrobiła spore zapasy, więc w razie gdyby nie wpuścili ich z powrotem do sklepu to Scott będzie miał w czym wybierać.
 
 
Scott Henderson


Lives in
fallen cloud

w Berrylane od prawie zawsze, kilka lat w Seattle


zarządza w firmie transportowej

życie singla jest przecież całkiem fajne

Wysłany: 2018-03-12, 18:39   
  
Scott

  
Henderson

  

  

  

  

  


  
`

  
35 yo

  
190 cm

  


Wszyscy powinni mieć swoje sekrety, o ile nie krzywdzą one innych. To trochę tak samo jak ze zdradą, czy przyznanie się do niej tak naprawdę przynosi coś dobrego osobie która się przyznaje czy osobie, która to usłyszy? Bo wyrzuty sumienia to też ogromne brzemię, no ale, to dość grząski moralny grunt i na szczęście akurat na ten nigdy Winnie i Scott nie weszli. Musiałoby być większe zaangażowanie z jego strony, przyznane na głos, żeby doszukiwać się zdrad, no i oczywiście mieli swój inny, szeroki moralny problem i swoje rozwiązanie (Scotta rozwiązanie), którego jakaś część społeczeństwa nie akceptuje. I nawet nie spytał tak naprawdę Winnie o zdanie, to była dla niego jedyna opcja. A potem jedyną opcją było dla niego zniknięcie z jej życia, w końcu nie chciał zniszczyć jej go tak jak jego ojciec zniszczył ich życie. Tym bardziej nie wiedział czemu wciąż z nią rozmawia i czemu nie wyjdzie ze sklepu. - Myślałem że spaliłaś jej w rytuale palenia pamiątek, razem z kluczem do mieszkania i biletami z kina - uśmiechnął się krzywo, a potem pokręcił lekko głową, jakby jednak musiał odpowiedzieć na zapytanie o to zdjęcie. Nie, nie chciał żeby jego zdjęcie znajdowało się na jej telefonie, ani numer telefonu. Ale nie chciał też żeby wieczór się właśnie skończył w tym momencie, co i najdziwniejsze z tego wszystkiego... chyba Winnie myślała podobnie.
- Dużo ludzi, tłoczno, duszno, wszyscy mokrzy i spoceni, co to za atrakcja - przytaknął jej, a potem przystanął przy swoim samochodzie, stojącym najwyraźniej bliżej niż jej - lubię - skinął głową i zamiast otworzyć drzwi od strony kierowcy, otworzył te od strony pasażera, zerkając na nią trochę wyczekująco. Czy właśnie popełniał największą głupotę w tym miesiącu? Możliwe, a przecież poszedł na imprezę na której go postrzelili!
_________________
[Profil]
  MULTI: perry, wolf, joey, callie, maia, lea, elfred, adelaide, finley, nora, gal
 
Winnie Bowden
[Usunięty]

Wysłany: 2018-03-12, 21:39   

A wystarczyło, żeby z nią porozmawiał. Tak zwyczajnie, po ludzku. Faceci jednak rzadko rozmawiali o uczuciach, w sumie to w ogóle bali się poważnych rozmów, więc ucieczka była dla nich najłatwiejszym rozwiązaniem. Scott nie był żadnym wyjątkiem, gdy zrobiło się gorąco po prostu zwiał gdzie pieprz rośnie, pobudki nie były dla Winnie ważne, liczyło się tylko, że nie zawalczył o ich związek i uciekł z podkulonym ogonem. No ale czegoś też mogła spodziewać się po mężczyźnie, który najprawdopodobniej nigdy nie pokochał, ani pokocha jej choć w połowie tak bardzo jak ona kochała jego?
- Nieee, to nie w moim stylu - odparła, wciąż utrzymując żartobliwy ton swoich wypowiedzi. Okej, no to pierwsze lody złamane, dalej powinno być już tylko lepiej. A może jednak im dalej w las tym więcej drzew? Pewnie oboje niedługo się o tym przekonają. Właściwie to Winnie sama do końca nie wiedziała dlaczego zgodziła się na to wspólne picie. Wahała się między starym sentymentem, dołkiem związanym z problemami życia codziennego, a przedawkowaniem tych nieszczęsnych alkoholowych oparów. Ech, no istniała jeszcze opcja, że kompletnie jej odbiło, w końcu co za normalny człowiek ze zdrowym rozsądkiem sam pchał się do paszczy lwa? Stanęła przed jego samochodem, a kiedy otworzył przed nią drzwi spojrzała najpierw na wnętrz auta, a potem na niego.
- I nie ma gdzie schować lodów - dodała. Po co? Nie wiem, i ona chyba też nie wiedziała. Może próbowała przekonać samą siebie, że to dobry pomysł? Po kilku sekundach wsiadła do auta i położyła torbę z zakupami na kolanach, nerwowo rozglądając się na boki. - Mieszkasz niedaleko? - zapytała, kiedy zajął miejsce obok niej. Czuła, że znajduje się zdecydowanie zbyt blisko, więc przysunęła się jak najbliżej okna, mając nadzieję, że nie usłyszy w tej ciasnej puszce jej nienaturalnie szybkiego bicia serca i płytkiego oddechu.

/ zt x2
 
 
Chris Allen


Wysłany: 2018-04-24, 18:46   

    1
Doskonale wiedział, że chodzenie z małym dzieckiem do sklepów to jest najgorsza rzecz na świecie, a jednak tego dnia nie mógł zostawić z nikim Elsy. Po prostu nie miał nikogo, wszyscy, którzy zazwyczaj pomagali mu z dziewczynką byli zajęci, przez co Chris, chcąc nie chcąc, zapakował trzylatkę do samochodu, zapiął w fotelik i ruszył na podbój jednego ze sklepów w Seattle (nie chciał w Berry, wciąż wstydził się patrzeć ludziom w oczy), w którym planował zrobić zakupy uzupełniające zapasy w domu. Ostatnimi czasy (dokładniej od powrotu) starał się być najlepszą kurą domową na świecie. Sprzątał, gotował, prał, robił zakupy, zajmował się Elsą, opłacał rachunki i robił wszystkie inne, ważne rzeczy, które konieczne były do wykonywania, ot, takie codzienne obowiązki. Skoro już był największą porażką rodziny Allen, to chociaż chciał odciążyć innych, którzy nie przynosili wstydu rodzinie na każdym kroku.
Po podjechaniu do sklepu Chris wsadził Elsę w koszyk i ruszył między półki i… Bardzo szybko przekonał się, że to nie był najlepszy pomysł na świecie. Dziewczynka ściągała do wózka wszystko co tylko znajdowało się w zasięgu jej rąk, nie odpuszczając ani jednej rzeczy. Wystarczyło, że coś było kolorowe, a już piszczała, że musi to mieć i skamlała jak mały pies, błagając o to, aby Chris się zgodził. A on, jako ojciec, który kompletnie nie nadawał się do wychowywania dzieci pozwalał jej na wszystko, całkowicie świadomy, że rozpieszcza ją niepotrzebnie, jednocześnie nie potrafiąc powiedzieć nie kiedy patrzyła na niego tymi swoimi wielkimi, ciemnymi oczami.
[Profil]
 
 
joshua woodhart


Wysłany: 2018-05-06, 17:24   

    #5

Nawet ktoś tak zapracowany, jak Joshua musiał od czasu do czasu robić zakupy. Jego lodówka od kilku dni świeciła pustkami, dlatego chcąc nie chcąc w końcu musiał wybrać się do sklepu, aby uzupełnić swoje zapasy. Zrobił nawet porządną listę zakupów, mimo że zazwyczaj z niej rezygnował, chociaż dobrze wiedział, że pewnie zapomni o przynajmniej połowie rzeczy, które miał kupić. Dzisiaj jednak był w pełni przygotowany. Wyciągnął nawet ekologiczną torbę na zakupy, którą wziął ze sklepu przypadkowo któregoś razu i nie używał jej od jakichś trzech miesięcy, czyli właściwie od swoich pierwszych poważnych zakupów w Berrylane. Wiedział jednak, że dzisiejszego dnia ledwo będzie w stanie uporać się z siatkami, ponieważ zamierzał zrobić większe zapasy. Uznał, że to lepsze rozwiązanie niż chodzenie do sklepu co tydzień lub dwa. Poza tym może zmusi to go do częstszego przebywania w domu, żeby jego ciężko zarobione pieniądze się nie zmarnowały. Mimo wszystko wziął sobie do serca to, co powiedziała mu Frankie, gdy widzieli się w dniu jego urodzin i postanowił, że trochę więcej czasu poświęci innym sprawom niż jego praca. Póki co wychodziło mu to marnie, ale wierzył, że jest na dobrej drodze.
Nie spodziewał się zobaczyć w sklepie znajomej twarzy, właściwie dwóch, choć córkę Chrisa widział chyba jedynie raz w życiu. W każdym razie gdy zobaczył ich w jednej z alejek, miał już ze sobą przynajmniej połowę rzeczy z listy i był z siebie dumny, jako że udało mu się osiągnąć ten wynik w dość krótkim czasie, jak na jego standardy. W ogóle robienie zakupów zazwyczaj pochłaniało sporo jego czasu, więc pewnie dlatego nie robił ich tak chętnie i regularnie, jak inni. Nie miał jednak nic przeciwko zrobieniu sobie krótkiej przerwy od tego niezbyt przyjemnego dla siebie obowiązku.
Chris, cześć! — przywitał się, uśmiechając się lekko do mężczyzny. Przystanął sobie obok Allena razem ze swoim wózkiem, a następnie potarmosił Elsę po włosach. — Witaj, mała. Boże, ale ty rośniesz! — stwierdził, choć oczywiście nie było w tym nic nadzwyczajnego, bo dzieciaki lubiły rosnąć, jak na drożdżach. Jako nastolatek był pewien, że Frankie za dużo jadła i dlatego tak szybko rosła. Dopiero później ktoś mu wytłumaczył, że dzieci tak po prostu mają i jego młodsza siostra nie stanowi żadnego wyjątku.
_________________
[Profil]
 
 
Chris Allen


Wysłany: 2018-05-08, 22:00   

Był fatalnym ojcem i doskonale zdawał sobie z tego sprawę. Przecież nie powinien jej na to pozwalać, nie powinien nie reagować na każde sięgnięcie przez Elsę po coś i wrzucenie tego do koszyka, a jednak stojąc przed dylematem histerii i wydania odrobiny więcej pieniędzy, chyba wybierał opcję numer dwa. Przynajmniej miał mieć spokój. I przynajmniej właśnie się uczył, że więcej na zakupy z nią nie pójdzie.
Trochę rozczulony spoglądał jednak na Elsę, kiedy ta piszczała uradowana i pokazywała mu jakieś super cudowne ciastka w jednorożce, albo gdy stawała w koszyku, żeby szepnąć mu coś na ucho, jakiś swój mały sekret. I może nie miał w sobie za grosz instynktu prawdziwego pedagoga, za to posiadał wielkie pokłady miłości co do swojej córeczki, którą przytulał, gdy tylko tego chciała i z którą prowadził bardzo poważną rozmowę na temat wyższości koloru różowego nad fioletowym, kiedy to usłyszał znajomy głos wypowiadający jego imię.
Z uśmiechem na ustach spojrzał na Josha, którego widok jako jeden z niewielu w Berry nie wywoływał u Chrisa chęci ucieczki na drugi koniec świata. – Cześć. – odparł, zaraz wędrując wzrokiem do Elsy, która zaśmiała się, a zaraz potem wstała, wystawiając do Chrisa swoje malutkie rączki. Cóż, nie był w szoku, że się zawstydziła, zawsze tak reagowała, dlatego też wziął ją na ręce i pozwolił się schować, samemu odwracając się w stronę Woodharta. – Co cię wygnało na zakupy aż do Seattle? – zagadał, szczerze zaciekawiony. Czyżby miał dosyć kogoś z miasteczka, czy może brakowało mu podróży autem w poszukiwaniu tego jednego jedynego sera żółtego, godnego jego wyrafinowanych kubków smakowych?
[Profil]
 
 
joshua woodhart


Wysłany: 2018-05-11, 21:02   

Gdyby to Joshua był w tym momencie ojcem, pewnie zachowywałby się podobnie do Chrisa i nie potrafił odmówić swojemu synowi tudzież córce. Zapewne też chciałby, aby miało wszystko, czego tylko zapragnie, niezależnie od tego czy chodziłoby o miejsce na wymarzonym uniwersytecie, czy o najzwyklejszą w świecie paczkę żelek. W takiej sytuacji nie byłby w stanie być asertywny, już teraz dobrze o tym wiedział, choć dzieci w jego przypadku były sprawą raczej na przyszłość, nie na teraźniejszość, mimo że miał trzydziestkę na karku. Nie chciałby mieć dziecka, gdy panujące w Berrylane szaleństwo zdawało się jedynie powiększać. O sobie samym zacznie myśleć w momencie, kiedy to wszystko się skończy i szczerze mówiąc, miał nadzieję, że stanie się to jak najszybciej, bo szczerze mówiąc, zaczynał być tym wszystkim zmęczony. Nie chciał jednak dać tego po sobie poznać.
Wiesz, chciałem zrobić większe zakupy, a w Berrylane to często niemożliwe — odpowiedział, bo rzeczywiście kiedy chciało się zdobyć chociażby ten konkretny ser, lepiej było od razu jechać do Seattle niż męczyć się w Berry, chodząc od sklepu do sklepu. Joshua uwielbiał to niewielkie miasteczko, ale pod względem spraw praktycznych, takich jak chociażby zakupy właśnie, bywało uciążliwe i nie dało się tego ukryć. — Przez pracę mam mało czasu na pilnowanie mieszkania, więc moja lodówka stoi pusta, a przecież nie samymi pączkami człowiek żyje, nie? — zaśmiał się cicho, choć on to właściwie nigdy nie był jednym z tych policjantów, którzy podczas służby zajadali się pączkami i wypijali zbyt duże ilości mocnej kawy. On zazwyczaj zapominał w ogóle o jedzeniu, przez co później rzucał się na dowolne źródło pożywienia, kiedy jego brzuch zaczynał w końcu burczeć. — A co u ciebie? Jak się trzymasz? — zapytał, chcąc wiedzieć, co się ostatnio działo u Chrisa. Wychowywanie córki na pewno nie było dla niego łatwym orzechem do zgryzienia, tym bardziej, że do tego dochodziła praca i pewnie masa innych rzeczy. Sam Joshua ledwo wyrabiał ze swoją pracą.
_________________
[Profil]
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  
Strona wygenerowana w 0,09 sekundy. Zapytań do SQL: 8