menu


Poprzedni temat «» Następny temat
Stolik II
Autor Wiadomość
Christian Osbourne


we're trying hard to make something of what we are


zamyka przestępców

error

Lives in
auburn pine houses


Wysłany: 2018-11-05, 22:26   
  
Christian

  
Osbourne

  

  

  

  

  

  
38 yo

  
189 cm

  
W Berrylane od dłuższego czasu

  


Nie szukał jej ze względu na to, że chciałby z nią spróbować na nowo. Szukał jej wtedy by poznać od niej prawdę, bo jednak wciąż nie znał jej punktu widzenia, a było to dla niego zwyczajnie ważne. Nie ufał do końca ojcu i miał wrażenie, że nie mówi mu całej prawdy. Nigdy jednak nie miał odwagi go o to zapytać, chociaż może inaczej; wiedział, że nigdy by mu jej nie powiedział. Wiele razy próbował go podejść, na różne sposoby, ale koniec końców rezygnował gdy spotykał się z surową miną ojca. Zawsze był taki sam i trudno było cokolwiek zdziałać. Właśnie praca zapewniła mu szersze horyzonty i możliwości, ale w końcu przystanął w tym wszystkim. Kara miała już swoje życie, zapewne poukładane i przecież nie mógł go niszczyć po raz drugi. Dlatego zrezygnował z części poszukiwań i zdał się na to, co będzie. Kara w pewnym sensie zawsze siedziała gdzieś w jego głowie, mimo, że na co dzień zajmował się zwyczajnie zwykłymi rzeczami, to bywały momenty gdy chociażby zasypiał potrafiła mu uderzyć w myślach zupełnie niespodziewanie a potem nie potrafił skupić się przez następny tydzień bo rozmyślał o niej i o tym co się z nią działo.
- No tak, w końcu wiem z kim mam do czynienia - w jego oku zagościł na moment pewien błysk, chociaż Kara mogła tego nie przyuważyć, przy tym, że zapewne była skupiona na ich rozmowie. Nie mógł dopuścić do siebie myśli, że podobała mu się, że była ostra jak brzytwa i, że w gruncie rzeczy trochę mu pyskowała a on dał się zwyczajnie pozamiatać pod stół. Ale co mu się dziwić? Nagle zjawia się kobieta, z którą kiedyś go coś mocnego łączyło a musiał pogodzić się z jej zniknięciem i z myślą, że już nigdy jej nie zobaczy. Kobietą, która wstąpiła do gangu, miała męża jaszczurkę i była matką jego dziecka, o którym właśnie się dowiedział. Dowiedział się, że ma córkę. Niemalże pełnoletnią. Wciąż do niego to nie docierało i zwyczajnie przyjmował te wszystkie ataki Kary na siebie. Nie bronił się przed nimi. Miała do tego prawo, może później to wszystko jeszcze przemyśli, ale w tej chwili za bardzo czuł, że gromadziła się w nim złość. Złość na to wszystko co było duszone przez tyle lat, nagle jakby coś w nim pękło. Będzie musiał zastanowić się czy definitywnie nie zerwać wszelkich kontaktów z ojcem. Nie było to wcale takie łatwe jak mogłoby się wydawać, ale w tej chwili musiał odłożyć to na bok. Miał w końcu przed sobą Karę i chyba musiał się w końcu przebić przez ten lód ich dzielący, ale w tej chwili nie widział nawet czy kiedykolwiek będzie to możliwe - Chciałem cię za to przeprosić. Wiem, że masz teraz to gdzieś, bo wtedy zostałaś z tym sama, ale..uwierz, że strasznie wiele bym teraz dał, żeby było inaczej...żeby inaczej wtedy to wyglądało. - westchnął ciężko, bo w tej chwili tylko tyle mógł dla niej zrobić. Przeszłości już nie zmieni, ale czy nie dałby rady teraz sprawić by choć trochę ją naprawić? Może zrobiłby to znikając z jej życia i chyba taka jedyna opcja była najlepsza. Równie informacja o oddaniu ich córki była dość szokująca, chociaż przecież uświadomił sobie, że taka była istniała opcja. - A...znasz jej imię? - zapytał, bo nie miał pojęcia jak wyglądała ta adopcja. Czy po urodzeniu miała z nią chwilę czasu i dała jej choć cząstkę siebie, czyli to nieszczęsne imię, czy jednak nie bawiła się wtedy w takie rzeczy bo raz na zawsze chciała od tego uciec? Zwyczajnie go ciekawiło, ale nie miał zamiaru jej w żaden sposób oceniać. Nie miał pojęcia, że parę dni temu, właśnie spotkał swoją córkę, a właściwie wybawił ją z kłopotów, jak na ironię.
_________________
  
[Profil]
  MÓW MI: Kama
MULTI: Arizona // Caesar // Diana
 
Kara Belfrey


The more people you love, the weaker you are. You'll do things for them that you know you shouldn't do.


manager w The Lucky Lizard Casino

żona Calluma

Lives in
white flower valley


Wysłany: 2018-11-08, 19:25   
  
Kara

  
Belfrey

  

  

  

  

  

  
34 yo

  
169 cm

  
W Berrylane od zawsze

  


Fakt, jej życie było poukładane. Dziwne, ale poukładane. Nie było w nim miejsca na improwizację i zaskoczenie, a jednak Chrisowi udało się szalenie ją zaskoczyć. Nigdy nie przyszłoby jej do głowy, że akurat on, ojciec jej dziecka, zostanie agentem federalnym. To dlatego reagowała właśnie w ten, a nie inny sposób. Kto wie, może gdyby Osbourne zarabiał na życie jako hydraulik, malarz lub nauczyciel, Kara patrzyłaby na niego zupełnie inaczej. Nie pałałaby chęcią mordu i nie udawałaby bardziej drapieżnej, niż była w rzeczywistości. Trochę grała, owszem. Delikatna stawała się tylko w obecności męża.
Zdaje się, że zbyt wiele wydarzyło się między nimi, żeby Belfrey potrafiła przejść nad tym wszystkim do porządku dziennego. Do tej pory była pewna, że Chris zniknął z jej życia, bo sam tego chciał, że nie zamierzał mieć nic wspólnego zarówno z nią, jak i z dzieckiem, które miała urodzić. Wszystko wskazywało jednak na to, że nie miał o tym zielonego pojęcia. Być może w jakimś stopniu minęła jej złość i byłaby w stanie kontynuować rozmowę w bardziej spokojnym tonie...
Nie. Złość jednak nie minęła.
- Racja, mam to gdzieś. Nie interesuje mnie to, czy żałujesz. Nie było cię wtedy, kiedy cię potrzebowałam, a teraz już nie potrzebuję. Gdyby nie to, że spotkaliśmy się na komisariacie, w ogóle byśmy teraz ze sobą nie rozmawiali. To nic nie zmieni, Chris.
Dopaliła papierosa. Na kolejnego nie miała ochoty, podobnie jak na kolejny kieliszek wina. Wciąż jeszcze miała co pić, nawet pomimo tego, że znów upiła odrobinę. Chyba zaczynało jej smakować, choć nie przepadała za alkoholem. Zdążyła już zauważyć, że delektowanie się nim, nawet udawane, pozwala kupić kilka chwil spokoju, cenny czas, który można spożytkować na obmyślanie najlepszej odpowiedzi na zadane pytanie.
- Chciałam jak najszybciej mieć to za tobą. Nie wzięłam jej na ręce i nie wnikałam w to, jakie dostanie imię - odparła wymijająco. - Gdybym drugi raz miała przez to przechodzić, podjęłabym inną decyzję. Znacznie prostszą. To rozwiązałoby wszystko. Nie musielibyśmy siedzieć teraz w kawiarni, a ty nie musiałbyś udawać, że ci zależy. Każde z nas poszłoby w swoją stronę.
Teraz również pójdą. Z jednej strony już teraz chciała wyjść, ale z drugiej... Szalenie przyjemnie patrzyło się na zakłopotanego Chrisa.
[Profil]
    MULTI: Evan, Josh, Julie
 
Lonnie Wheeler


WE MNIE, PROBLEM JEST NA PEWNO WE MNIE. NIE DOSZUKUJ SIĘ GO W SOBIE. W TOBIE WSZYSTKO JEST OKAY.


Pielęgniarka

Bliżej nieokreślone

Lives in
fallen cloud

Wysłany: 2018-11-30, 23:20   
  
Lonnie

  
Wheeler

  

  

  

  

  

  
26 yo

  
167 cm

  
W Berrylane od jakiegoś czasu

  


[ 2 ]

Lonnie nie była fanką zmian. Raz sobie wyremontowała mieszkanie i chętnie nic by w nim nie zmieniała. Ale niestety nie zawsze tak można, jej mieszkanie było małe, ale zmiany były ostatecznie dość kosztowne. Nowe tapety, nowy dywan, meble. Od tego wszystkiego rozbolała ją głowa. Wszystko poszło dość sprawnie. Sypialnia, salon, kuchnia. Łazienka niby też, miała się rozliczyć z szefem budowy, ale właśnie tego dnia płytki po prosu zaczęły odpadać. Trzy płytki spadły z samego rana z wielkim hukiem przez co nie tylko one trzy się stłukły, ale i kilka kolejnych w podłodze. Nie dość że prawie dostała zawału przy takiej pobudce, to jeszcze wszystko się popsuło. Oczywiście nie zamierzała zapłacić. Bo przecież praca nie została wykonana poprawnie. Bo przecież płytki nie powinny od tak sobie po prostu spaść, no kto to widział. Nie żeby Lonnie jakoś szczególnie się na tym znała, ale odkąd pamięta nie widziała u kogoś latającej łazienki. Wzięła prysznic, ubrała się i ruszyła na autobus. Co prawda nieźle się na niego naczekała, ale ostatecznie jechała na spotkanie z tym całym szefuniem! Jak można zatrudniać takich pracowników i poręczać za nich! Nie ważna jednak, wysiadła z autobusu i od razu pognała do kawiarni. Zdjęła z siebie płaszcz i powiesiła na wieszaku przy wejściu. A potem zaczęła przeczesywać wzrokiem lokal. Gdy tylko zlokalizowała tego pseudo szefa od razu do niego ruszyła i bez dzień dobry usiadła sobie na przeciwko niego. - Nie zapłacę panu dzisiaj. - oznajmiła wielce poważnie. A potem podniosła się z miejsca, jakby właśnie zakończyła całe to spotkanie. Oczywiście nie miała zamiaru wychodzić, zamierzała mu wygarnąć jakich nieudaczników zatrudnia i powiedzieć mu jak niską ocenę da mu na google!
[Profil]
  MÓW MI: Meff.
MULTI: Lula
 
trent mcdowell


oh darling of mine, where have you been? I feel so alive with you in my bed


zbuduje Ci dom na piasku, cena nie gra roli dziś

o miłości pisał kiedyś w książkach

Lives in
magnolia flats

Wysłany: 2018-12-03, 17:18   
  
trent

  
mcdowell

  

  

  

  

  

  
32 yo

  
183 cm

  
W Berrylane od urodzenia

  




Nigdy nie piekliło mu się do zostania właścicielem firmy budowlanej, głównie dlatego, że pomoc w pracy ojcu uznawał za - no właśnie - jedynie pomoc. Nie chciał jego firmy, mając zamiar kierować się w życiu własnymi marzeniami, ale chyba nie było mu z nimi po drodze. Zawsze jednak uznawał się za jedną z tych osób, które potrafią walczyć o swoje niezależnie od kosztów, ale w pewnym momencie i w nim to wszystko po prostu się zatarło. Walka z chorobą okazała się być najcięższą walką jaką przyszło mu w życiu stoczyć, a to z kolei sprawiało, że całą swoją determinację wykorzystał właśnie na nią. Nie potrafił przelać reszty energii na walkę z wiatrakami, nie przypuszczając też, że gdyby faktycznie spróbował, to nagle zostałby Andrzejem Gołotą własnego życia. Nie, każdej walki na pewno nie był w stanie wygrać.
Dlatego właśnie postanowił własne marzenia zepchnąć na boczny tor, wmawiając sobie usilnie, że tak naprawdę nigdy mu aż tak mocno na pisaniu nie zależało. Zajął się czymś bardziej przyziemnym, chociaż najwyraźniej i do tego stworzony nie był. Rzecz w tym, że kiedy znalazł się w kawiarni czekając na jedną ze zleceniodawczyń, nie przypuszczał, że postanowi ona odstawić jakąś scenę. Zanim przyszła, przeglądał grzecznie menu, zastanawiając się nad zakupem jakiejś kawy, ale odepchnął te myśli gdzieś w dal wraz z momentem, w którym zajęła miejsce przy stole. Nie na długo, jak widać, skoro zaraz postanowiła od niego wstać. Spojrzał na nią jakby była niespełna rozumu i nachylił się nad stołem. - Proszę usiąść - rzucił nieco ściszonym głosem, bo jednak nie chciał robić scen w miejscu publicznym i niezależnie od pobudek kobiety, wolał wyjaśnić to na spokojnie. - Jeśli to jakiś problem, możemy przesunąć termin płatności - przecież wystarczyło powiedzieć o tym spokojnie, nie było potrzeby, dla której musiałaby zaraz stąd uciekać. Nie zamierzał zamordować jej z zimną krwią tylko dlatego, że nie mogła mu teraz zapłacić.
  
[Profil]
  MULTI: camden, gale
 
Lonnie Wheeler


WE MNIE, PROBLEM JEST NA PEWNO WE MNIE. NIE DOSZUKUJ SIĘ GO W SOBIE. W TOBIE WSZYSTKO JEST OKAY.


Pielęgniarka

Bliżej nieokreślone

Lives in
fallen cloud

Wysłany: 2018-12-12, 12:55   
  
Lonnie

  
Wheeler

  

  

  

  

  

  
26 yo

  
167 cm

  
W Berrylane od jakiegoś czasu

  


Lonnie była nieziemsko zła że sprawy potoczyły się w taki sposób. Gdyby wiedziała że płytki pospadaja jej że ścian gdy będą robić to fachowcy to sama by się ta sprawa zajęła i wtedy może nie miałaby takich problemów. A tak nie dość że zapłaciła masę pieniędzy. A raczej miała zapłacić. To jeszcze naraziła się na straty w materiałach budowlanych. Życie było zwyczajnie zbyt ciężkie by chodziła usmiechetnie i zadowolona kiedy połowa płytek leży na podłodze kiedy ona chce zrobić poranne siusiu.
Nie mogła tej sprawy zwyczajnie olać. Tatuś ja nauczył że jak się płaci to się również żąda i nie można odpuszczać kiedy coś pójdzie nie tak. Kiedy powiedział że ma usiąść spojrzała niechętnie na niego. A potem na krzesełko. Ostatecznie jednak usiadła. Nie chodziło jej w ogóle o to że tych pieniędzy nie miała. Bo miała je! Nim wzięła się za remont to te pieniądze odlozyła. Była pod takimi względami mocną zorganizowana. - Tu wcale nie chodzi o pieniądze proszę Pana. Tylko o to że Pana firma robi latające płytki. Nie zamawiałam latających płytek. - mówiła już znacznie ciszej. Ale było widać że jest człowiekiem mocno zdenerwowanym. Jeszcze teraz przelałaby mu pieniądze gdyby nie mordowali jej jakiś zmutowanych kafelek. - Trzy płytki po prostu padły że ściany. Zniszczyły się. I te na ziemi również popękały. Dlatego nie zapłacę. - dodała i gdy cała ta kelnerka podeszła to zamówiła sobie kawę. Ale poprosiła w kubku na wynos bo nie planowała teraz spijać sobie kawek z tym panem!
[Profil]
  MÓW MI: Meff.
MULTI: Lula
 
trent mcdowell


oh darling of mine, where have you been? I feel so alive with you in my bed


zbuduje Ci dom na piasku, cena nie gra roli dziś

o miłości pisał kiedyś w książkach

Lives in
magnolia flats

Wysłany: 2018-12-12, 17:41   
  
trent

  
mcdowell

  

  

  

  

  

  
32 yo

  
183 cm

  
W Berrylane od urodzenia

  


Z dwojga złego powinna się cieszyć, że jedyne straty jakie poniosła to właśnie te w materiałach budowlanych, bo przecież taka spadająca płytka spowodować mogła jeszcze uszczerbek na zdrowiu, a za to ktoś na pewno by beknął. Trent był przekonany o tym, że ludzie, których zatrudniał nie odwalali fuszerki, w końcu pracowali dla jego ojca bardzo długi czas i ten nigdy nie wydawał się zawiedziony, ale z drugiej strony..? Przez długi czas przebywał przecież w Szwajcarii i kiedy rozmawiał z rodzicami przez telefon, nie miał nawet okazji zapytać ojca o pracę. Może więc ten nie narzekał bo zwyczajnie nie miał ku temu okazji? Nie zastanawiał się nad tym w ten sposób, ale też nigdy dotąd nie przypuszczał, że faktycznie będzie musiał. W końcu nie spotkał się jeszcze z żadnym zażaleniem. - Latające płytki? - zapytał, nawet nie próbując kryć dezorientacji. Nie miał pojęcia o co chodziło, ale doskonale widział wyraz jej twarzy, który nie wróżył niczego dobrego. Sam starał się jednak zbędnie nie denerwować - może jednak nie było czym? Była to przecież sprawa, którą można było wyjaśnić w logiczny sposób, a przynajmniej taką miał nadzieję. - Spadły? Hm - nie mógł od razu zakładać niekompetencji pracowników. Nie robili tego przecież pierwszy raz i jednak znali się na rzeczy, ale to też nie było tak, że kafelki miały prawo spaść bez powodu. Musiał najpierw rzucić na to okiem, żeby ocenić szkody. - W porządku, jestem pewien, że da się to jakoś załatwić. Może po prostu przyślę do pani kogoś, kto sprawdzi co się stało i to naprawi? Z ceną oczywiście jakoś się dogadamy - bo jednak sprawę jakoś załatwić trzeba było, a on sam lepszego wyjścia nie widział.
[Profil]
  MULTI: camden, gale
 
Lonnie Wheeler


WE MNIE, PROBLEM JEST NA PEWNO WE MNIE. NIE DOSZUKUJ SIĘ GO W SOBIE. W TOBIE WSZYSTKO JEST OKAY.


Pielęgniarka

Bliżej nieokreślone

Lives in
fallen cloud

Wysłany: 2018-12-14, 16:36   
  
Lonnie

  
Wheeler

  

  

  

  

  

  
26 yo

  
167 cm

  
W Berrylane od jakiegoś czasu

  


Och tak mogłaby szukać plusów tej sytuacji. Mogła tam stać i mogło ją to zabić. Płytka mogłaby spać na muszlę klozetową, albo piękną misę umywalki i zniszczyć jeszcze te rzeczy. Ale ona nie chciała szukać plusów. Widziała jeden okropny minus i źle jej się z tym żyło. Nie mogła nawet zaprosić taty by pochwalił zmiany, bo te płytki pokazywały tylko jak okropne zmiany wprowadziła. Najgorsze było to że ona emocjonalnie czuła się ja ta ogołocona ściana co to te płytki straciła! - Jak inaczej mam je nazwać? Coś co teoretycznie powinno przez kilka lat trzymać się ściany.. zwyczajnie runęło na ziemię. - no załamywała ręce. A co jeśli ona byłaby takim specjalistą w swoim fachu i lewatywę podałaby doustnie? Albo notorycznie nie trafiałaby w żyłę pobierając krew? Przecież zaraz by ją zwolnili, albo wysłaliby na jakieś praktyki do innej wrednej pielęgniarki. Może powinien wysłać swoich pracowników na jakieś przyuczenie? Albo najlepiej na studia! To byli bardzo mili, nie pijący panowie. Chętnie robiła im kawkę i przynosiła rogaliki kiedy wracała z pracy, ale teraz to żałowała że im te rogaliki pod nos podsuwała. Może przez to właśnie diable rogale tak się rozbestwili i bubla strzelili jakich mało! - Może po prosty pan to zrobi. - powtórzyła dla niej, bo to było oczywiste że teraz ktoś musiał do niej przyjechać i to naprawić. Nie za tydzień, nie za dwa. A najpóźniej jutro! - Zapłacę tyle ile było umówione, ale nie zapłacę za koszt naprawy i materiały. - no nie jej wina ze wszystko spadło, niech kupią nowe płytki, klej i wszystko co im potrzebne. No po prostu była mocno zniesmaczona. Na co dzień była bardzo miłą osobą, ale to co ją spotkało to już normalnie szczyt chamstwa.
[Profil]
  MÓW MI: Meff.
MULTI: Lula
 
trent mcdowell


oh darling of mine, where have you been? I feel so alive with you in my bed


zbuduje Ci dom na piasku, cena nie gra roli dziś

o miłości pisał kiedyś w książkach

Lives in
magnolia flats

Wysłany: 2018-12-20, 00:28   
  
trent

  
mcdowell

  

  

  

  

  

  
32 yo

  
183 cm

  
W Berrylane od urodzenia

  


Matko i córko! On naprawdę nie przypuszczał, że te latające płytki nie tylko zaburzały jej poczucie estetyki i bezpieczeństwa, ale jeszcze przytłaczały ją emocjonalnie. Gdyby tylko zdawał sobie z tego sprawę, pewnie od razu zafundowałby hardy opierdziel połowie ekipy ale.. no nie wiedział. Właściwie nie miał nawet pojęcia dlaczego te płytki zaczęły odpadać, ale zdawał sobie sprawę z tego, że to nie mogło się dziać tak po prostu. Diabeł tkwił w szczegółach i zanim cokolwiek zrobi, musiał się temu przyjrzeć i sprawdzić, gdzie był pies pogrzebany. Może wystarczyło jedynie naprawić jakieś niedociągnięcia i później wszystko będzie w porządku? Może coś było nie tak z zaprawą? Może ktoś nieumiejętnie to zamontował? No możliwości były przeróżne, ale to do Trenta należało wcielenie się w Boba Budowniczego, który bynajmniej nie zamierzał powiedzieć, że sorry, spierdoliło się na amen. Ściągnął usta jakby potrzebował chwili czasu, żeby się zastanowić. Ostatecznie jedynie skinął głową i po chwili się odezwał. - Brzmi rozsądnie - właściwie, niezależnie od tego co się tam zadziało, wiedział, że w jakiś sposób będzie musiał jej to wynagrodzić. Za błędy trzeba było płacić, a nawet jeżeli jemu samemu średnio uśmiechało się naprawianie wszystkiego za darmo, to jednak i tak nie był na tym taki znowu stratny. No chyba, że zaraz się okaże, że zdemolowana jest cała łazienka, to akurat zmieniałoby postać rzeczy. - Mogę się pojawić za dwa dni. No chyba, że sprawa jest aż tak nagląca to.. mogę zajrzeć jutro, ale bardziej w godzinach wieczornych - rzucił, szybko przebiegając w myślach to, co miał zaplanowane na kilka kolejnych dni. No niestety, trochę był jednak zabiegany i nie był w stanie ot tak oderwać się od roboty. - Więc? - zagadnął jeszcze, chcąc, żeby to ona podjęła ostateczną decyzję. W końcu to jej miało pasować, on już jakoś się dostosuje.
[Profil]
  MULTI: camden, gale
 
Lonnie Wheeler


WE MNIE, PROBLEM JEST NA PEWNO WE MNIE. NIE DOSZUKUJ SIĘ GO W SOBIE. W TOBIE WSZYSTKO JEST OKAY.


Pielęgniarka

Bliżej nieokreślone

Lives in
fallen cloud

Wysłany: 2019-01-06, 14:13   
  
Lonnie

  
Wheeler

  

  

  

  

  

  
26 yo

  
167 cm

  
W Berrylane od jakiegoś czasu

  


Te płytki zniszczyły cały jej dzień. Przestała patrzeć na swoje mieszkanie jak na oazę spokoju. Skąd miała teraz czerpać siłę i odprężenie? Nikt nie rozumiał jej potrzeb. A montowanie byle jak kafelek w jej łazience to objaw zwykłej znienawgi. Gdyby chciała zamówić sobie spadające płytki to na bank by o takie poprosiła i w jej wykonaniu nie byłoby to coś okropnie dziwnego. Ona była bardziej dziwna niż spadające płytki. Powinien Bogu dziękować że nie była w łazience i nic jej się nie stało. Była strasznie przewrazliwiona jeśli chodzi o zdrowie. Więc pewnie umarłaby gdyby nawet skrawek płytki uderzyłby p jej nogę. Cóż nie zamierzała płacić za naprawę. Bo od remontu nie minęło piec lat A zaledwie kilka dni! Więc nie zamierzała za nic płacić. Najwyżej ponownie zapisze w kalendarzu nazwisko właściciela firmy z jakimś chamskim dopiskiem. Na jego propozycje wyciągnęła kalendarz i zaczęła przewracać kartki. Aż na jedną z nich położyła zbyt głośno dłoń. Napisała tam że musi nakrzyczec na Pana właściciela i to drukowanymi literami. Nie musiał tego widzieć. Wystarczy że była tu i zachowywała się niekulturalnie. - Jutro wieczorem. Bo za dwa dni jestem w pracy. - zostawiła na chwilę notes i wzięła się za szukanie długopisu, a to wcale nie było aż takie proste jakby tego chciała. - Ma Pan może długopis? - może i nie zapomni o spotkaniu jutro wieczorem. Ale... musiała mieć to zapisane inaczej czulaby się z tym bardzo źle. Miała kilka swoich głupich przekonań i nic na to nie mogła poradzić. Zdziwienie innych czy zniesmaczenie nie było dla niej ważne. Bo to on musiała się czuć dobrze w swoim ciele i w swoim poukladanym życiu. Z resztą wejdzie do jej domu to zobaczy że wszystko jest na swoim miejscu. Tylko nie kafelki. Ale to już jego wina i nie jest to kwestia sporną.
  
[Profil]
  MÓW MI: Meff.
MULTI: Lula
 
trent mcdowell


oh darling of mine, where have you been? I feel so alive with you in my bed


zbuduje Ci dom na piasku, cena nie gra roli dziś

o miłości pisał kiedyś w książkach

Lives in
magnolia flats

Wysłany: 2019-01-06, 22:02   
  
trent

  
mcdowell

  

  

  

  

  

  
32 yo

  
183 cm

  
W Berrylane od urodzenia

  


Rozumiał jej punkt widzenia, a przynajmniej rozumiał to, że się złościła, kiedy niby-profesjonaliści źle wykonali swoją robotę, za którą przecież płaciła. Zdenerwowanie w tym przypadku było w pełni uzasadnione i nie miał zamiaru udawać, że w jakiś sposób go to dziwiło. Z resztą, powinna była chyba zauważyć, że starał się podejść do całego tematu naprawdę profesjonalnie i chociaż mógł to zrobić, to jednak nie wyparł się, że to na pewno nie była ich wina. Nie, naprawdę miał zamiar zobaczyć to, co rzekomo było uszkodzone i ocenić w jakim stopniu zawinili jego pracownicy; miał zamiar zrobić to szczerze i rzetelnie, niezależnie od tego, że to on będzie musiał później chylić karku. Popełnił błąd przejmując pracowników ojca z pełnym zaufaniem; powinien był przeprowadzić własne testy i sprawdzić, czy aby na pewno nadawali się do pracy. Rzecz w tym, że kiedy przejmował po ojcu tę firmę, nie chciał przewrócić jej do góry nogami. Chciał, żeby mimo wszystko pozostała pamięć o tym, że była to firma ojca, ale jednocześnie nie mógł pozwolić sobie na to, żeby to właśnie jego nazwisko było plamione tylko dlatego, że domniemani budowlańcy nie potrafili odpowiednio poradzić sobie z kilkoma płytkami.
Kiedy jednak usłyszał to plaśnięcie dłonią w kalendarz, trochę się zdziwił. Uniósł jedną brew ku górze i spojrzał na klientkę z powątpiewaniem, ale nie zapytał o nic. W końcu i tak pałała już do niego niechęcią, nie było sensu pogarszać sprawy. - Gdzieś powinien być - rzucił, uśmiechając się z zakłopotaniem, a później uchylił materiał swojej kurtki, żeby przeszukać jej wewnętrzne kieszenie. W końcu znalazł coś do pisania i przekazał to blondynce. - Więc jutro? O dziewiętnastej? Gdybym miał się spóźnić jeszcze do pani zadzwonię - z całą pewnością miał gdzieś jej numer, chociaż wolał pojawić się na czas. Skoro była taka waleczna, lepiej było nie ryzykować, że i z tego powodu zgarnie srogie zjebki.
[Profil]
  MULTI: camden, gale
 
Lonnie Wheeler


WE MNIE, PROBLEM JEST NA PEWNO WE MNIE. NIE DOSZUKUJ SIĘ GO W SOBIE. W TOBIE WSZYSTKO JEST OKAY.


Pielęgniarka

Bliżej nieokreślone

Lives in
fallen cloud

Wysłany: 2019-01-11, 12:15   
  
Lonnie

  
Wheeler

  

  

  

  

  

  
26 yo

  
167 cm

  
W Berrylane od jakiegoś czasu

  


Cieszyła się ze nie musiała zaczynać walki jaką sobie zaplanowała, że nie musiała używać wszystkich tych brzydkich słów które kompletowała d rana specjalnie na to spotkanie. Gdyby jednak jej nie rozumiał, albo co gorsza broniłby bezpodstawnie swoich pracowników, musiała by zacząć wojnę. A w wojnie nigdy nie była dobra. Ani ten słownej, ani pełnej przemocy, ani tej karcianej. W sumie ciężko mówić o przemocy, kiedy nigdy, ale to nigdy się nie biło. Co nie zmieniało faktu, że widziała z góry o swojej porażce kiedy musiałaby to robić.
Nie wiedziała jak mogła zapomnieć o długopisie. Zawsze miała go przy sobie... więc może go zgubiła? To prawdziwy dramat w jej wykonaniu, już dawno niczego nie zgubiła. Poza godnością, ją dawno utraciła, ale nie będzie się tym chwalić. Przejęła od niego długopis i szybko zapisała w odpowiednim miejscu spotkanie z właścicielem firmy. To dziwne że w ogóle znalazła miejsce w zapiskach na coś nowego. Co prawda długopis jaki jej pożyczył wcale nie pasował do tego typu notatek. Powinien być czerwony, albo przynajmniej pomarańczowy. Potem to poprawi, teraz nie miała zamiaru wybrzydzać. Postukała chwilę długopisem jakby na czymś ciężko się zastanawiała, a potem oddała mu długopis i podniosła się z miejsca. Spakowała swoje rzeczy, a z malej przegrody w torebce wyciągnęła swoją wizytówkę. Zrobiła je jakiś czas temu, twierdząc że podawanie słownie numeru może kogoś zmylić, najlepiej mieć to na piśmie. - To mój numer, jeśli mi coś wypadnie będę dzwonić. - miała taką pracę, a nie inną. Jeśli ktoś z załogi zachoruje, będzie musiała zastąpić tą osobę. Miała nadzieję że jednak nic takiego się nie stanie, a pan bob budowniczy będzie mógł spokojnie naprawić jej łazienkę. - W takim razie. Do zobaczenia jutro. - rzuciła na koniec, zabrała swoje rzeczy i już jej nie było. Miała przecież tyle planów!

/ zt
[Profil]
  MÓW MI: Meff.
MULTI: Lula
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  
BERRYLANE POGODA
Strona wygenerowana w 0,12 sekundy. Zapytań do SQL: 5