menu


Poprzedni temat «» Następny temat
Między budynkami
Autor Wiadomość
janey campbell


Wysłany: 2019-06-21, 19:29   

Berrylane było niemal taką bezludną wyspą. Janey często myślała o tym miasteczku, jak o takim punkcie na samym końcu świata, gdzie wszystko się zatrzymało. Z tą jedynie różnicą, że było lepiej wyposażone i gwarantowało całkiem przystępne smakowo rzeczy w tutejszych restauracjach, więc nie trzeba było jeść sobie ręki. Nawet lewej.
— Chciałam kiedyś wlepić koleżance we włosy gumę, żeby musiała je uciąć. Myślisz, że z twoimi zrobiłoby się to samo? Bo jak tak to weźmy w ogóle bez sera, lubię twoje włosy — wyrzuciła z siebie brwi ściągając. Minę miała jasno wskazującą na to, że wzięła to serowe gniazdo zupełnie na serio. Oczywiście, że ich zazdrościła Lou — były długie, tak? I był to wystarczający powód do tego, by mogła robić nadąsaną minę na sam ich widok. Zupełnie zapominając, że to ona z uporem maniaka podcinała je ostatnio za każdym razem, gdy odrobinę urosły. — Na pewno jeszcze kiedyś przydadzą ci się pięty — zauważyła bystrze. Mogła iść więc boso, żeby tylko stopy Lou uratować. Poza tym nie miało to za grosze sensu — z chusteczkami też byłoby jej niewygodnie. Bardzo rozsądnie więc decydowała się na mniejsze zło. Nic więc dziwnego, ze na propozycje blondynki dość ochoczo pokiwała głową, uznając wspólne pójście boso za najlepsze rozwiązanie. Chyba odrobinę samolubna była, albo zwyczajnie pijana, bo jakoś zapomniała nagle, ze początkowo to tylko ona miała problem z butami. Bardzo więc ładne to było ze strony Lou. — To pilnuj się, okej? Nie wchodź w nie tylko po to żebym i ja weszła — poprosiła śmiertelnie poważnym tonem. Najwidoczniej święcie przekonana co do tego, że Lou rzeczywiście mogłaby się na coś podobnego zdobyć. I tak ostatecznie nigdzie się przecież nie ruszyły. Próbowała za to Janey odnaleźć jakąś wygodniejszą pozę na środku tej drogi, prawie wierząc w to, że jej się uda.
— A takie bryczki chyba nie jakoś dużo, prawda? Zdążymy uciec żeby nie umrzeć? — tak jej się wydawało, ale uważała, że Lou jest mądrzejsza od niej zupełnie, więc zerknęła na nią w celu potwierdzenia tej swojej złotej myśli. Tyle, że ta chyba bardziej zajęta była teraz duszeniem się ze śmiechu, więc Janey ściągnęła brwi lekko zagubiona. Zaraz jednak podchwyciła to jej nagle pobudzenie, więc otworzyła szerzej oczy i pokiwała głową. — Okej, okej! To mów, cały czas słucham — zapowiedziała jej jeszcze, bo nie musiała się krępować w żaden sposób.
[Profil]
 
 
Lou Steinfeld


Mieszka w
magnolia flats


związki są trudne

praca jeszcze trudniejsza

W Berrylane od zera do bohatera

Louie

Steinfeld

Wysłany: 2019-06-25, 20:41   
  
"
and suddenly - the dreams started chasing me

  
 25 y.o.

  
 169 cm

  

  

  

  

  

  


Gdyby była zmuszona obciąć swoje włosy, to głowę też by kazała sobie uciąć. W krótkich wyglądałaby paskudnie - ta fryzura dodałaby jej dziesięciu lat i wtedy jeszcze trudniej byłoby jej kogoś znaleźć. A skoro teraz to już graniczyło z cudem, to co dopiero wtedy! - Nie mów tak brzydko nawet, nie chcę być łysa. Dzięki, teraz to ja już nigdy nie zjem sera! - zakomunikowała głośno, mając nadzieję, że następnego dnia o tym postanowieniu nie zapomni. Nie wzięła pod uwagę tego, że faktycznie ktoś by musiał się dobrać z nożyczkami do jej włosów, dopiero Janey jej to uświadomiła. Może dzięki tej strasznej wizji uda jej się w końcu przejść na weganizm? Ten koszmar miał w sobie jakieś plusy. A co do tego, że dziewczyna przyznała, że lubi jej włosy... Cóż, Lou wolała o tym za bardzo nie myśleć. Lubię twoje włosy nie równało się przecież kocham cię, wyjedźmy razem na koniec świata oglądać zachody słońca na białym koniu, prawda? Poza tym, o czym ona teraz myślała, przecież to całe zauroczenie już minęło...
- No nie wiem, nigdy tak naprawdę nie odkryłam ich funkcji. To znaczy, bez nich pewnie za każdym razem traciłabym równowagę, ale wtedy ucięłabym sobie też palce i byłoby po problemie - stwierdziła, sądząc, że to ma wiele sensu. I ktoś taki chciał ludzkie głowy leczyć? Po co ona cokolwiek chciała sobie ucinać, tak właściwie? Nieważne zresztą, miała teraz ciekawsze sprawy na głowie. Tak w sumie to teraz Janey była dla niej najważniejsza, nie mogła z niej przecież spuścić uwagi tylko dlatego, żeby myśleć o swoich stopach. - Myślisz, że wchodzenie w krowie gówno gołą stopą sprawia mi radość? I że ucieszyłabym się, gdybyś ty też musiała w takie wejść? - zapytała trochę zdziwiona, bo... brunetka serio ją miała za taką osobę? Jeśli tak, to bardzo kiepsko. Steinfeld nie czerpałaby radości z żadnych takich numerów, takie złośliwości wcale jej nie cieszyły, a na pewno nie przy Janey. Musiała się też podnieść z tej ulicy w końcu do siadu, bo faktycznie było na niej nieco niewygodnie. Trudno się też jej mówiło, kiedy tak leżała, a jeszcze ciężej było jej się śmiać, co przecież robiła bez przerwy od kilku minut. Przez to aż zignorowała jej pytanie, bo w sumie nie było na tyle ważne, by przerwać to duszenie się. Lou udawało się już wyjść z tylu kryzysowych sytuacji, że żadne bryczki nie były jej straszne. - Pamiętasz, jak wyjechałam do New Haven i przestałam się do ciebie odzywać? To słuchaj Janey, słuchaj, bo ja się zaraz uduszę - taki wstęp postanowiła zrobić, biorąc potem krótką przerwę na powrót do tego śmiechu. Nie miała pojęcia, dlaczego AŻ TAK ją to bawi, ale trudno, była pijana, nie musiała mieć powodu, prawda. - Kiedy ktoś chciał mnie wyciągnąć na miasto, to mówiłam za każdym razem: nie, zaraz może zadzwonić Janey. I siedziałam jak głupia przy tym telefonie i sprawdzałam, czy mam wifi i od zmysłów odchodziłam, kiedy jednak nie dzwoniłaś, rozumiesz? - w tym momencie postanowiła na chwilę skończyć, by upewnić się, że Janey nadąża i wszystko do niej dociera, bo Lou nie umiałaby już tego powtórzyć potem.
[Profil]
  MÓW MI: zosia
 
janey campbell


Wysłany: 2019-06-30, 15:21   

Teraz nie pozostało jej nic innego jak tylko otworzyć usta w geście zdziwienia. Straciła trochę wątek i nie bardzo wiedziała jak to się stało, że w jednej chwili przeskoczyły do etapu kiedy to Lou wyrzeka się sera. A było to tak abstrakcyjne, że Campbell musiała pokręcić głową natychmiast. Nieco nawet zbyt zamaszyście. — Nie możesz nie jeść sera — powiedziała z mocą. Mogła jej nawet bez zawahania wygłosić całą opowieść na temat tego, dlaczego nie warto z niego rezygnować. I czy życie pozbawione sera było cokolwiek warte? Zdaniem Janey nie, a naprawdę paskudnie czułaby się z myślą, że pozbawiła blondynki tak ważnego sensu ludzkiego istnienia.
— Ja myślę, że istnieją po to żeby nowe buty miały cię gdzie obcierać — przyznała. Jak na razie widziała w tym jedyny powód dla którego powinni istnieć. To podobnie jak mały palec, który musiał w nocy odnajdować rzeczy na twojej drodze. Prawdopodobnie nic, o czym teraz rozmawiały nie miałoby za grosz sensu, gdyby były trzeźwe, ale to nic. Nie pozbawiło to Janey tego poważnego wyrazu twarzy, gdy wygłaszała te swoje mądrości. — Pewnie nie. Ale nie wiem, bo razem raźniej — zauważyła bystrze. Nie była to bezpośrednia odpowiedź na jej pytanie, ale prawda jest taka, że Campbell nie do końca wiedziała co sobie myślała. Od dobrych dwudziesty minut mówiła tylko dlatego, że mogła. Niespecjalnie się nad słowami zastanawiała. Poszła jednak za przykładem blondynki i sama też chwilę później podniosła się. Janey nie dusiła się wprawdzie ze śmiechu, ale i tak uważała ten asfalt za wysoce niewygodny. Musiała też skupić swoja uwagę na Lou, bo chciała jej coś przekazać między tym śmiechem chyba. — Pamiętam to doskonale — zapewniła ją. Nie chciała żeby Lou się udusiła, więc zaraz potem zamilkła pozwalając jej dokończyć. A głupio byłoby gdyby się nigdy nie dowiedziała, skoro Steinfeld już zaczęła mówić. Musiałaby umrzeć razem z nią wtedy. W zupełnie nieromantyczny sposób. — Nie rozumiem. Bo ty się do mnie nie odzywałaś — zauważyła bystrze. No nieźle. Zgubiła się już na początku opowieści Lou, a była pewna, że to nie koniec. Czy obrazi się na nią, gdy okaże się zbyt głupia i nie będzie się śmiała?
[Profil]
 
 
Lou Steinfeld


Mieszka w
magnolia flats


związki są trudne

praca jeszcze trudniejsza

W Berrylane od zera do bohatera

Louie

Steinfeld

Wysłany: 2019-07-17, 19:48   
  
"
and suddenly - the dreams started chasing me

  
 25 y.o.

  
 169 cm

  

  

  

  

  

  


Popatrzyła na nią uważnie, nic nie mówiąc przez krótką chwilę, podczas której przetwarzała wszystko w swojej głowie. To wzburzenie Janey, które spokojnie można było nazwać także rozkazem, dość mocno ją zdziwiło i niezbyt wiedziała jak zareagować. - Ale nie chcę być łysa - powiedziała cicho i trochę nieśmiało, bo podejrzewała, że w Campbell drzemał cichy morderca, który za moment się uaktywni i uderzy ją w głowę butelką od wina za to, że nie chce jeść sera. Życie bez tego przysmaku faktycznie było pozbawione sensu, ale co miała poradzić? To przecież nie tak, że ser był jak powietrze i bez niego się umierało, prawda? No chyba, że się myliła w tej kwestii i faktycznie mogłaby jej grozić śmierć, wtedy nie śmiałaby dyskutować na ten temat.
- To musimy się przeprowadzić do Grecji, żeby chodzić w sandałach - zakomunikowała, naprawdę chcąc się tam przeprowadzić. To znaczy nie tyle chciała, co musiała, tak. Nie miała teraz tak jakby wyjścia, bo nie chciała przecież stracić pięt i tym bardziej nie chciała, by Janey je straciła. Z nią to wszędzie mogłaby się przeprowadzić tak naprawdę. Nigdy nie była w tamtych stronach, ale chyba chodzili właśnie w takim obuwiu, prawda? Na jej następne słowa pokiwała tylko lekko głową, bo miały sporo sensu, a raczej tak się jej obecnie wydawało. Skoro nie były żadnym atakiem w jej stronę, to co się miała wykłócać? Chciała tylko podkreślić, że szczęście Campbell było dla niej najważniejsze i nie chciała, żeby ta na stopie miała część krowiego placka, czy coś takiego.
Faktycznie spoważniała przez to spostrzeżenie Janey. Jednak nie dlatego, że uraziła ją tymi słowami, tylko... W sumie tak, uraziła ją. Tylko i wyłącznie dlatego, że pomyślała, że Lou mogłaby coś jej zarzucać. - Nie, Janey, nie rozumiesz. Ja cię o nic nie obwiniam, nie śmiałabym. Po prostu słuchaj, zastanawiałam się wtedy, czy nie pójść się leczyć, wiesz? Taką obsesję miałam na twoim punkcie, choć to niezbyt dobre słowo jest jednak... - zauważyła, zastanawiając się, jak to inaczej nazwać, bo teraz brzmiało co najmniej przerażająco. Zupełnie jakby dniami i nocami szukała jej na instagramie, znając tylko jej imię i nie dopuszczała do świadomości faktu, że ta po prostu jej nie lubi i wcale nie chce zostać odnaleziona... Uśmiechnęła się zaraz potem lekko, żeby pokazać tym samym, że wcale teraz nie wprowadza jakiejś poważnej atmosfery, że nie oczekuje niczego, tylko po prostu chciała jej opowiedzieć coś, co dręczyło ją kiedyś bardzo, a o czym dziewczyna nie miała pojęcia. Na szczęście już się nie śmiała jak nawiedzona i z powrotem się położyła na asfalcie, bo niezbyt chciała utrzymywać z nią kontakt wzrokowy, kiedy o tym opowiadała. - Chodzi mi o to, że ustawiłam sobie twoje imię jako hasło do laptopa i wtedy zrozumiałam, że coś ze mną mocno nie tak, bo ty przecież wcale mnie nie lubisz. W sensie... w TEN sposób. I tak mnie irytował ten twój Thomas i nie potrafiłam być dla ciebie taką przyjaciółką, jakiej wtedy potrzebowałaś i musiałam się od ciebie odciąć, co było najtrudniejszą decyzją, jaką kiedykolwiek podjęłam - powiedziała na jednym wdechu, licząc, że teraz już nie brzmiała jak totalna wariatka. Choć nie zdziwiłaby się wcale, gdyby Janey uciekła od niej teraz z krzykiem. - Tylko teraz nie uciekaj ode mnie, okej? Bo ja nie mam siły cię gonić, a to miała być tylko taka zabawna historia o tym, jaka kiedyś byłam stuknięta, bo wiesz, już mi przeszło, zupełnie jak to, że teraz nie chcę już jeść sera - wyjaśniła, tak w razie czego i westchnęła ciężko, bo ten śmiech strasznie ją zmęczył i już nie miała siły na kontynuowanie go. I nagle tak jakoś... zrobiło jej się strasznie głupio, bo doszło do niej, że to wcale nie było śmieszne.
[Profil]
  MÓW MI: zosia
 
janey campbell


Wysłany: 2019-07-21, 18:39   

Głupio byłoby jej po prostu, gdyby zrezygnowała z niego tylko dlatego, że Janey wygadywała dużo niespójnych rzeczy. Może nie powinna się rządzić, dlatego zaraz brwi zmarszczyła i kilka sekund poświęciła na to, by jednak swoją odpowiedź trochę lepiej przemyśleć. — Nie musisz — dorzuciła w końcu. Najwidoczniej jej zdaniem teraz wypadki (chociaż ten byłby akurat bardzo absurdalny) wcale nie chodziły po ludziach i mieli oni możliwość wyboru, czy czegoś chcą, czy nie. Bez względu na to, co to było. Bardzo utopijna wizja, Janey.
— Możemy iść do mnie to ja się spakuję. A potem do ciebie i ty się spakujesz — podsunęła. Skoro nie miały wyjścia najmniejszego i wybierały między przeprowadzką, a utratą pięt to zdecydowanie nie było na co czekać. Szczególnie, że Grecja to piękny kraj, więc wybrzydzanie byłoby zupełnie nierozsądne. Zawsze mogłyby trafić gorzej. Poza tym taka wyprowadzka nagła z Lou wydawała jej się zaskakująco dobrym pomysłem, poważnie. Pewnie dlatego, że była pijana i leżała z nią pośrodku pustej ulicy, a do tego uwierzyła, że była to jedyna możliwość ku temu, by pięty zachować.
Zdecydowała się milczeć przez dłuższą chwilę. Taką, która wystarczy by Lou wyrzuciła z siebie wszystko, a cały ten obraz sklei się w głowie Janey w spójną całość. Skoro nic nie rozumiała to chyba musiała dać sobie więcej czasu. Nawet jej kolejne słowa nie obudziły w niej żadnych rozsądnych wniosków, tylko mrugała zagubiona. Nie chciała jednak siedzieć tak bez celu, wiec idąc za przykładem przyjaciółki po prostu położyła się tuż obok. I tak nie mówiła niczego, nie wiedziała nawet co mogłaby dodać. Po prostu czekała na wyjaśnienia i coś, co sprawi, że w jej głowie wszystko kliknie. I gdy to się stało, to wyrzuciła z siebie tylko ciche och, A potem nie wiedziała, czy to już moment na to, żeby coś powiedziała. Szczególnie, że nie miała pojęcia co miała powiedzieć i czy powinna coś mówić, gdy leży, czy może jednak na miejscu byłoby usiąść. — Ty mnie lubiłaś? W sensie… Ja nie wiedziałam nigdy Lou — powiedziała zagubiona. Zdecydowała się nawet nie podnosić, bo bała się, że minę miała jakąś absurdalnie głupią. Nikt jej nie nauczył jak reaguje się na podobne rzeczy, dlatego trawiła to sobie powoli. — Nie uciekam i skoro przeszłość to chyba dobrze, nie? Bo ja nie chciałabym też, żebyś nie odbierała ode mnie więcej telefonów — dopowiedziała jeszcze. Nie wiedziała, czy reaguje odpowiednio, czy może gada niczym idiotka. Potrzebowała jednak coś powiedzieć, co nie brzmiałoby żałośnie. No, ale wyszło jak zawsze.
_________________
[Profil]
 
 
Lou Steinfeld


Mieszka w
magnolia flats


związki są trudne

praca jeszcze trudniejsza

W Berrylane od zera do bohatera

Louie

Steinfeld

Wysłany: 2019-08-14, 14:41   
  
"
and suddenly - the dreams started chasing me

  
 25 y.o.

  
 169 cm

  

  

  

  

  

  


Może ta wizja była bardzo absurdalna i raczej takie wypadki nie przydarzały się zbyt dużej ilości osób (a może nikomu), ale Lou była pewna, że jak coś było niedorzeczne i dość nieprawdopodobne, to na pewno ją to spotka. Prędzej czy później, ale zawsze los postanowi sobie z niej zakpić, w taki oto durny sposób. Wiedziała też, że jej śmierć będzie niecodzienna i na jej nagrobku nie napiszą wcale "umarła śmiercią tragiczną" a raczej śmiercią dziwną, czy po prostu głupią. Idealnie podsumowywałoby to jej całe życie.
Pomysł Janey był bardzo dobry, dlatego pokiwała głową. A raczej byłby, gdyby Lou wiedziała, gdzie mieszka, bo póki co nie znała nawet swojego nazwiska. Nie wiedziała nawet, która strona jest lewa, a która prawa, choć to była jej częsta zagwozdka, nawet jak pijana nie była, ups. I cóż, może gdyby nie wypaliła nagle z tą swoją niepokojącą rozmową o nieodwzajemnionym zauroczeniu, to faktycznie udałoby im się wyjechać? Grecja była świetna, ale wątpiła, że Janey chciałaby tam wciąż pojechać, znając te nowe informacje. No chyba że przed Lou by tam uciekła, ale ona była małą stalkerką i wszędzie by ją znalazła. To dopiero było niepokojące.
Im dłużej Campbell milczała, tym fatalniej się Steinfeld czuła. Zastanawiała się, czy nagle nie obrócić tego wszystkiego w żart, ale byłby on dość okrutny, prawda? Najlepiej chyba było po prostu ten temat zostawić, bo drążąc go mogło wyjść coś dużo gorszego, przez co faktycznie Lou chciałaby znowu zerwać z dziewczyną kontakt, albo odwrotnie. Nie była zadowolona z obecnego stanu rzeczy, ale też nie była szczególnie załamana, dlatego powinna się cieszyć. Sama nie wiedziałaby jak zareagować, gdyby była na miejscu przyjaciółki, bo takie wyznania były przecież bardzo głupie i nikomu niepotrzebne. - Okej, dobra, słuchaj, bo ja... - zaczęła, ale zanim kontynuowała, to westchnęła jeszcze ciężko i podniosła się lekko, opierając się na łokciach. - Nie chcę, żeby teraz się to wszystko popsuło, okej? To naprawdę przeszłość, nie musisz się bać, że ta przyjaźń z mojej strony jest nieszczera bo liczę na coś więcej. Już sobie z tym poradziłam, nauczyłam się z tym żyć, a do dzisiaj nawet o tym nie pamiętałam. I nie mówiłam ci o tym wcześniej, bo ten czas, kiedy z tobą nie rozmawiałam, był nie do zniesienia i bałam się, że jak się dowiesz, to coś się zmieni i przestaniemy się do siebie odzywać, a ja, no wiesz, nie dałabym sobie bez ciebie rady - powiedziała cicho, spalając się wciąż ze wstydu. Nie lubiła opowiadać o swoich uczuciach, upokarzało ją to niezwykle i czuła się, jakby właśnie sklejała słowa do najgorszej książki romantycznej, jaką widział świat. Musiała jednak podkreślić, że Janey nie ma się czego obawiać i w większości mówiła prawdę, tylko... Nie przypomniała sobie o tym wcale tylko dzisiaj. Często jej to po głowie krążyło, choć starała się sobie wmówić, że to już przeszłość i tyle, że jej myśli wybiegają sobie w złym kierunku i musi skupić się na czymś innym. Załatwiało to nawet sprawę i może by o tym zapomniała w najbliższym czasie, gdyby się nie upiła dzisiaj głupio i nie zdecydowała się na szczerość. Co za głupi pomysł, mówić prawdę... Musiała jednak podkreślić, że ta przyjaźń jest dla niej ważniejsza niż jakieś tam głupie uczucia, które nigdy nie powinny się pojawić tak naprawdę.
Na koniec dodała jeszcze, że spać się jej zachciało od tego leżenia i że czas się ruszyć z tej ulicy, dlatego najpierw sama wstała, a potem podała rękę Janey, by pomóc się jej podnieść. A że tego upokorzenia jak na jeden dzień już było za dużo, to pewnie zakończyły to spotkanie, bo kto wie, co ta Lou jeszcze przy takim jedzeniu pizzy mogłaby wymyślić. Choć oczywiście zapewniła wcześniej, że to wcale nie z tego konkretnego powodu, by Janey przypadkiem nie miała żadnych wyrzutów sumienia. Naprawdę nie chciała, by Campbell źle się czuła przez to wszystko. A potem taksówki pewnie wezwały i sobie odjechały, w innych kierunkach, bo jednak Lou to w inną stronę miała do mieszkania.

koniec <3
[Profil]
  MÓW MI: zosia
 
Margo O'Leary


Wysłany: 2019-09-03, 06:11   

– 5 –


Myślała, że zdążyła już zapomnieć. Jednorazowa akcja, kiedy ktoś się jej wbija do mieszkania w nocy, a jednak kiedy wracała po wieczornej zmianie z pracy, jakoś ciaśniej się opatuliła jeansową kurtką, obejmując ramionami, bo miała wrażenie, ze coś, albo ktoś za nią idzie. Próbowała sobie powiedzieć, że to przecież tylko paranoja, nigdy nie wierzyła w miejskie legendy, a i horrory oglądała zawsze lekką ręką, nie przekładając tego specjalnie na jakieś codzienne lęki, bała się jedynie potworów spod łóżka, ale to akurat było całkiem logiczne.
Mrowienie w karku i to uczucie, ze jest obserwowana wcale nie minęło, kiedy weszła między budynki, wręcz się nasiliła, a brak słuchawek nie pomagał przy każdym szeleście i dźwięku odbitej o krawężnik puszki, prawdopodobnie przez wiatr. Prawdopodobnie. Bo coraz bardziej czuła się nieswojo, coraz szybciej biło jej serce i coraz szybciej chciała już być w domu, a jednak jeszcze kawałek miała przed sobą, żywej duszy na uliczce. Prawie. Zobaczyła nikłe światło na klatce, któregoś z bloków i puściła się biegiem w jej kierunku, taranując prawie osobę, która właśnie z budynku wychodziła, tak jakoś dziwnie znajomo pachnącą sosem pomidorowym, mąką i papierosami. – Jake! – Odetchnęła chyba z ulgą, chociaż zaraz sobie przypomniała, jak bardzo się pokłócili ostatnim razem o te gacie, o smsy, o obietnice, których nigdy sobie nie składali, więc też się od niego zaraz odsunęła, bo dosłownie przecież na niego wpadła. – Uhm, ja muszę tu wejść, przejdź. – Powtórzyła jakoś gorączkowo, próbując sobie łokciem, nogą, albo całym ciałem utorować drogę do środka, a on jednak cały czas stał w drzwiach, jak się tak gorączkowo odwracała i rozglądala, czy jednak ktoś za nią nie idzie.
[Profil]
 
 
Jake Vodecky


Wysłany: 2019-09-03, 07:08   

    5


Totalnie nie potrafię w początki, więc tym samym napiszę jakieś pierdołki, w tym to jak bardzo zmarzłam dzisiaj w drodze do robo. Vodecky pewnie nie zmarzł, bo tak zimno w Berrylane nie było jak u mnie więc pewnie całkiem na luzie sobie palił fajeczki w pracy, bo pracował tego wieczora pewnie do późna, znając życie pizzeria była otwarta do późna, a on w jakimś firmowym polo zapierdalał na skuterze albo rowerze. Uznam, że rower jednak, bo to małe miasteczko na tyle, że skuterami by się nie opłacało. Ale miał taki śmieszny plecak na pickę, jak dostawcy z Dominosa.
W sumie to kończył pracę powoli i jedno z ostatnich zamówień ogarnął u jakiś przećpanych kolesi, z którymi ni w ząb nie potrafił się dogadać na temat zapłaty, bo najzwyczajniej w świecie zapomnieli chyba sobie o tym, ze zamówienie złożyli. I schodząc schodami, już miał w perspektywie fajeczkę i powolny powrót do pracy, bo przecież najwyżej powie, że ten Anderson to jakoś płacić nie chciał i dlatego tyle mu zeszło. W sumie to miglancował tak często dość migając się od jakiegoś pracowania, żeby się nie przepracować chyba. I skupiony był na wyciągniętym papierosie, którego prostował w palcach, mrucząc jakąś melodię pod nosem. AŻ NIE DOSTAŁ W BRZUCH. W sumie we wszystko i ta fajka aż się złamała i koniec jej dyndał na filtrze. - Kurwa - mruknął i dopiero wzrok podniósł na Margo, ale entuzjazmu wcale nie podzielił. - A, to ty - krótko podsumował mierząc od góry. - Złamałaś mi szluga - oskarżycielsko wyciągnął przed siebie dłoń z tym fajkiem. - Co, do tych zjaranych gości? Czy rzeczywiście mnie śledzisz - uśmiechnął się wrednie i wcale się nie przesunął blokując to wejście. - Naćpałaś się? - bo tak się zachowywała patrząc co chwilę za siebie i próbując go przepchać aż ją w końcu złapał za nadgarstki i odepchnął od siebie i nawet przygwoździł do ściany. Co ona odpierdalała? I takie właśnie nieme pytanie odbijało się w jego oczach.
[Profil]
 
 
Margo O'Leary


Wysłany: 2019-09-03, 07:36   

No artysta kombinator z niego prawdziwy, ona to aż tak bardzo się od pracy nie migała, ale też po prostu w niej siedziała i nie próbowała być sztucznie miła, bo nawet nie miała szansy zgarnąć jakiegoś napiwku, czy coś, więc po co generalnie, nie? A on to pewnie na ładne oczy dostawał resztę jako napiwek właśnie i z tych groszy mógł po całym dniu kupić, eee, nie wiem ile napiwków dostają dostawcy pizzy, no może paczkę szlugow na przykład, czy coś.
Ale widocznie nie był z dzisiejszych zadowolony, bo na powitanie rzucił jej kurwą i tym takim ach to ty i oskarżeniami właśnie. – Eeee, sorki? – Świat się przecież nikomu nie zawalił, ona ostatnio straciła wazon na przykład i jakoś przeżyła, poza tym ważniejsze się rzeczy teraz działy, co ja obchodził ten jego papieros tuż po, czy pocałunek tuż przed, czy jak to leciało. – Co? Jakich gości? – Zmarszczyła brwi, tak po prostu zaskoczona, bo co on miał za problem ją po prostu przepuścić, wpuścić, cokolwiek. – Co? Śledzę? – Już zapomniała, ze tam sobie z tego może zaśmieszkowali, bo to pewnie ze trzy dni wcześniej była w mieszkaniu Jake’a (Boże, jak nie znoszę odmieniania tych hamerykańskich imion), a pamiętała już samo darcie kotów. – Co zrobiłam? Popierdoliło cię? – Jakby była taka niewinna, że się rzeczywiście wzbraniała rękami i nogami od jakiejś przypadkowej tabletki zaproponowanej na imprezie, ale no nie dał jej wcale wytłumaczyć, ze czyściutka była jak łza, a już poczuła uderzenie zimnej powierzchni na plecach, co zmieniam po namyśle na twardej, bo kurtkę jeansową przecież miała. – W co ty się, kurwa, bawisz, puszczaj! – Syknęła, wiercąc się znów niemiłosiernie, ale że ręce to ona co najwyżej ćwiczyła grając w kulki na telefonie, tooo… - No bo on tam chyba za mną szedł. – Ciszej powiedziała i się chciała zza winkla jakoś obrócić, wyjrzeć, cokolwiek, ale jej włosy podstanowiły upodobnić ją do Samary chyba i wszystko miała na twarzy.
[Profil]
 
 
Jake Vodecky


Wysłany: 2019-09-03, 12:40   

Murarz, tynkarz, akrobata i być może miał jakieś polskie korzenie, że wyznawał tą odwieczną zasadę, która mówiła o tym że jakby to zrobić, żeby zarobić a się nie narobić. Czy coś w tym guście. I w każdym razie szło mu nawet nieźle, chociaż z tej swojej pensji na zbyt wiele pozwolić nie mógł, ale imał się też innych dorywczych prac, szczególnie takich szemranych i mniej legalnych, bo to łatwa kasa, a ludzie często potrzebowali jakiegoś głupka odważniaka. Z napiwków to najczęściej dostawał nic albo jakieś numery jak dobrze bajerkę prowadził, ale też nie zawsze.
Nie był zadowolony, bo nadal był na nią wkurwiony, obrażony, zły i w sumie to miał nadzieję, że nigdy się nie spotkają po tym ostatnim, kiedy to naprawdę utworzyła się zadyma (no musi się już teraz utworzyć, nie ma przebacz). - Do tych tam - głową jeszcze za siebie wskazał. - Im chcesz się włamać z wazonem? Czy może też masz dla nich jakieś gacie i się pomyliłaś? - uśmiechnął się szeroko, wrednie i złośliwie, a ten uśmiech po paru sekundach zmienił się w biczfejs. - Nieważne - powiedział tylko jak nie załapała, bo tak naprawdę mu się z nią gadać teraz nie chciało i znów poczuł, że powoduje w nim tylko irytacje i wkurwienie, chociaż tak naprawdę nie powinno tak być, nie? Bo przecież co ich łączyło? Jakby nic?
- Może - no popierdolony to on trochę był i nie mogła temu zaprzeczyć, chociaż jak byli razem to to popierdolenie mogło być trochę słodkie, bo różne głupie rzeczy robili razem. A teraz nie istniało żadne razem. - A ty w co? Bo jakoś... Co? - no chciał jej kilka rzeczy powiedzieć, nie wiem znów się pokłócić albo najzwyczajniej dokuczyć, ale zbiła go z tropu. - Kto szedł? Ty jesteś normalna? Nikogo tam nie ma - się zapytał ale nadal nie puścił. HALO TO JEST NAPAŚĆ CZY JESZCZE NIE!?
[Profil]
 
 
Margo O'Leary


Wysłany: 2019-09-03, 13:21   

No ją przecież na taką bajerkę wyrwał kiedyś. Jeszcze dopłacił do interesu, jakby nie patrzeć, ale no jakby wygrał na loterii przecież, lato zycia mieli dosłownie, opłacało się za tego dolara i dwajściapięć centów, ale no jednak ostatnie ich spotkanie się nie zakończyło jakoś najszczęśliwiej, w sensie totalnie chujowo się skończyło, bo rozeszli się mocno w złości, a przecież się tak szczycili przy tym rozstaniu, że zupełnie pokojowo, no i Vodecky jednak miał jakiś pływ na nią, w sensie sentyment jakiś czuła i tak no trochę więcej wina, trochę mniej jej sukienki i mogli skończyć zupełnie inaczej. – Jezu, nie wiem, nie znam. – Spojrzała gdzieś tam za niego, ale no serio, serio nie znała w tym bloku nikogo, po prostu chciała do niego wejść, bo jakoś tak klatka się jej wydawała bezpieczniejsza, może by zadzwoniła po współlokatorkę, żeby po nią wpadła, albo Finny, albo Jolly, jak tgrzymała dezodorant na złoczyńców w kuchni. – Nie powinieneś się raczej spieszyć do swojej ukochanej, zamiast mnie przepytywać? – Bo ją rozeźlił tak maaaksymalnie, no już z tymi gaciami to chuj, ale że o wazonach i włamaniach wspominał, to nie na miejscu trochę, bo przecież ona PRZEŻYWAŁA. – Ta, kurwa, może. – Prychnęła złośliwie też, bo to jego może to tak mniej więcej sto pro tak, co nie? – No ja właśnie w nic, więc puszczaj! – Powtórzyła, znów unosząc głos, że ją tak szedł. – No był, mówię ci, był, jak kto TEN typ. – Głową kiwnęła dla potwierdzenia, ze no właśnie ten typo, co mu mówiła. – Ale to może się ciebie przestraszył. – Wymruczała ciszej, bo jakby nie chciała mu przyznawać racji, ze może wcale nikogo nie było, więc dla niepoznaki i odwrócenia uwagi, znowu zaczęła się szarpać i wyrywać.
[Profil]
 
 
Jake Vodecky


Wysłany: 2019-09-04, 12:45   

Wyrwał. Ale nawet jeśliby to nie podziałało, to wymyśliłby coś innego bo był uparty i normalnie od razu jak ją zobaczył i jej w oczy spojrzał, a ona się uśmiechnęła to wiedział, że musi być kiedyś jego laską. No i była przez prawie całe lato, które wspominał kiedyś dobrze, a teraz po tym ich ostatnim spotkaniu uznawał za duży błąd. No wkurwiony nadal na nią był i obrażony maksymalnie. - Taaa, pewnie kolejna twoja ściema - uśmiechnął się pod nosem, trochę cynicznie, trochę z rozczarowaniem, trochę złośliwie. Bo on już doskonale wiedział, że szła tam pewnie do jakiegoś innego fagasa. No właśnie! - Chyba że tam jest ten koleś od tych gaci, który tylko czeka żeby cię uratować, cooo? - to co było totalnie takie przesłodzone powiedziane na smutno jak jakiś dzieciaczek. W sumie jak dzieciak się zachowywał to pasowało. - Będę robić to na co mam ochotę. Zresztą nie twoja sprawa - wyraźnie podkreślił, że nie jej i nie podobało mu się to, że całkowicie zmienia retorykę, bo to on był zły i wkurwiony, a ona nie powinna wcale tamtego tematu tykać. - Przestań się rzucać, bo zachowujesz się jakbyś dostała do głowy - w sumie to odwrotnie, ale nieważne, nie? To są takie małe szczegóły tylko. I wcale jej nie puścił. - Tak? Ten typo? - trochę ten chwyt rozluźnił i się odwrócił, ale no cisza i spokój, nikogo nie było. - Jak chcesz teraz nagle zgrywać ofiarę i nie wiem, liczysz że nagle sobie zapomnę o tym ostatnim to jakby, jesteś kurwa w błędzie - przewrócił oczami tylko ze złością. - To do kogo tu przyszłaś, co? Mogę iść z tobą? - i ją trochę od tej ściany odciągnął i w sumie puścił po chwili gdy zatrzymali się przed domofonem. - No, który to numer? - ze zniecierpliwieniem powiedział gdy nic nie nacisnęła.
[Profil]
 
 
Margo O'Leary


Wysłany: 2019-09-04, 13:34   

No wyrwał, poderwał, usidlił, zaklepał, zakręcił jej światem, co wolisz. Bo była totalnie wkręcona w niego wtedy, no nie planowała dzieci, ani nic, ale no dobrze się przecież ze sobą bawili, spędzali czas, jak w bajce. – Jezu, co ty tworzysz? – Było tak fajnie, a on nagle odstawiał dramaty, jakby była mitomanką, czyli prawdziwszymi słowami, prawdziwą kłamczuchą, a ona tylko lekko malowała rzeczywistość innymi kredkami i coś dopowiadała. – Jezu, jaki koleś? – Bo okej, no głupio maksymalnie, że te gacie nie jego mu dawała, ale bez przesady, nie spotykała się przecież z nikim W PRZECIWIEŃSTWIE DO NIEGO, poza tym i tak nie miał praw i podstaw, żeby robić jej wyrzuty. – Ale nagle twoja sprawa, co tu robię, tak? – To jednak działało w dwie strony. On może ją wypytywać co robi i robić wyrzuty, ale ona za to jak tylko odpowie, to nie jej sprawa, tak? – To mnie puść! – Widocznie podziałało, skoro rozluźnił jakoś ten uścisk, jakby całkowicie puścił, to by zaczęła nadgarstki rozmasowywać ostentacyjnie, żeby widział, że nie może sobie tak o jej łapać. – Tak, ten typo. – Przedrzeźniała go strasznie, no ale głupio pytał po prostu. – A, no co sobie zapomnisz, PRZEPRASZAM BARDZO, ale mój świat nie kręci się wokół ciebie, jesteś w moim systemie planetarnym Plutonem, więc z łaski swojej przestań. – Wkurwił ją, trochę jeszcze była zestresowana, ale świetnie odciągał jej uwagę od strachu. – Nie, nie możesz. – Odpowiedziała krótko, już chciała powtórzyć to puszczaj, ale ja znowu gdzieś ciągnął i jak puścił, to pewnie mruknęła jakieś ała i spojrzała na niego oporowo naburmuszona. – No o co ci chodzi? Co ty chcesz teraz udowodnić? – Trochę patrzyła jak takie małe dziecko, które dostało opierdol od dorosłego, ale też wcale nie uważało, ze to jego wina. I tak w ciszy patrzyła przez chwilę, ale nie wyglądał, jakby miał coś odpuścić. – Do nikogo nie szłam, chciałam wejść na klatkę, bo wydawało mi się, że kogoś za sobą słyszę, pomyślałam, ze to ten typo, a że mam ostatnio trochę paranoję przez to, to mogło mi się wydawać, nie wiedziałam, że to ty, nie chcę zgrywać przed tobą żadnej ofiary, bo nie mam ochoty w ogóle cię widzieć, jeszcze jak mi odstawiasz takie sceny z dupy, kiedy nie masz w ogóle prawa tego robić, NIE ŻEBYM SIĘ MUSIAŁA TŁUMACZYĆ. – Na jednym oddechu to wszystko powiedziała, właśnie spróbowałam, ciężko, więc ciężko wciągnęła powietrze do płuc, ale się jakoś spod tych drzwi nie ruszyła, nie wiem na co liczyła, bo jak na przepraszam, to chyba mogła się nie doczekać.
[Profil]
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  
Strona wygenerowana w 0,1 sekundy. Zapytań do SQL: 8