menu


Poprzedni temat «» Następny temat
Bar (III)
Autor Wiadomość
Tyler Blackwell


-


prokurator

sobie romansuje

Lives in
auburn pine houses

Wysłany: 2019-02-23, 21:40   
  
`Tyler

  
Blackwell

  

  

  

  

  

  
39 yo

  
183 cm

  
W Berrylane od prawie zawsze

  


To się nazywa poświęcenie... w końcu łapanie takich szczurów to wcale nie taka łatwa sprawa, a na dodatek jaka ryzykowna. Wiadomo ile takie szczury roznoszą paskudztwa, ile zarazków, ile chorób. Jak człowieka przy okazji ugryzą, to przecież może być kaplica. Tyler wolał się trzymać od nich z daleka. Takie plusy tego, że nie musiał odwiedzać miejsc zbrodni, dostawał dokumentacje i foteczki, z dala od smrodu i brudu. Czasami bywał w kostnicy, ale już po sekcji, więc zwłoki były w miarę czyste i zapach trochę lepszy. Nie przepadał jednak za tym miejscem, dołującym, ponurym i mega kripi, kiedy się okazywało, że patolodzy podjadają ciasteczka pracująca tam.
- Głośno i niebezpieczne? - zapytał zaintrygowany - to trochę przerażające jak niektórych czasem mecz ponosi - dodał, kiwając lekko głową i sięgając po leżące menu. Przesunął wzrokiem po oferowanych drinkach, przystawkach, shotach i w końcu jedzonku. Jak tak mu pachniał burger Evana obok, to trochę się głodny robił.
- Nigdy nie byłem w Teksasie - przyznał, z rozbawieniem - ale zawsze mnie trochę kusiło, pojechać, założyć kowbojski kapelusz, pójść na rodeo, dosiąść byka... oczywiście mechanicznego - sprostował rozbawiony, nie był aż taki krejzi żeby wskakiwać na żywego, był rudy, jasne, że by zginął!
- A dla takich sekretów czasem warto jest się na chwilę tam zatrudnić. Wysłałbym brata na zwiady, dobry burger nie chodzi piechotą, nie w czasach tych mielonek z nie wiadomo czego w fast foodach - skrzywił się lekko - jak już mam jeść burgera i zbliżać się do pierwszego zawału, to z foodtrucków albo porządnych restauracji - przyznał, kiwając lekko głową i przyglądając sie tym razem oferowanym burgerom. Westchnął i ostatecznie zamówił, z bekonem. - A ty jesteś miejscowy? - zapytał zaraz potem, bo czemu nie, skoro już znalazł towarzysza do rozmów.
_________________
[Profil]
  MULTI: fin, perry, joey, nora, callie, hal, scott, gal
 
Evan Hanningan


If we'd go again all the way from the start, I would try to change things that killed our love.


współwłaściciel pubu Joe's

mąż Bree

Lives in
blue velvet


Wysłany: 2019-02-24, 14:02   
  
Evan

  
Hanningan

  

  

  

  

  

  
33 yo

  
190 cm

  
W Berrylane od zawsze

  


- Prawda? Dobrze, że w większości przychodzą tu ci, którzy kibicują drużynom z pobliskich miast, więc przynajmniej wszyscy śpiewają razem i nikt nikogo nie zabija, ale można czymś oberwać. Ja oberwałem kiedyś butelką, o tu.
Wskazał niewielki ślad na swoim podbródku. Nie było to nic wielkiego, zwykłe skaleczenie, ale ślad i tak był widoczny. Nie chciał w ten sposób odstraszyć swojego rozmówcy, ale oberwać można wszędzie, nie tylko w Joe's. W zasadzie od tego czasu nie było tu chyba raczej żadnej innej poważnej sprzeczki, więc jeśli gdzieś przychodzić, to tylko tutaj.
- Mechaniczne byki są świetne, zwłaszcza kiedy akurat odbywa się jakiś konkurs i ten, kto najdłużej utrzyma się w siodle, może wygrać na przykład skrzynkę piwa.
Miał taki plan, żeby ustawić kiedyś byka w lokalu i urządzić tego typu konkurs. Z pewnością pogada o tym z Howardem, ale jeszcze nie teraz. Za jakiś czas. Langdon i tak miał już na głowie mnóstwo innych rzeczy.
- Tu nie ma mielonek. W tych burgerach jest porządny kawał dobrze doprawionego mięsa i warzywa z lokalnych upraw. Pieczywo też jest miejscowe - dodał z dumą. Trzeba wspierać lokalny przemysł i lokalnych przedsiębiorców. On robił im reklamę, oni dawali mu upusty na składniki do burgerów. Same plusy. - Tak, miejscowy. Evan - przedstawił się i wyciągnął dłoń. - Mieszkam tu prawie całe życie i znam chyba wszystkich. Czasem to prawdziwe przekleństwo.
O, wiedział na przykład, że pan siedzący przy stoliku po prawej znów przesadzi z alkoholem i Evan będzie musiał dzwonić po jego syna, a pani po lewej szuka czwartego męża i właśnie dlatego zerka na nowego znajomego Hanningana. Wiedział też, że żaden z obecnych gości nie lubi wszczynać burd, więc dziś będzie tu spokojnie.
[Profil]
  MULTI: Barbara, Cooper, Josh, Julie, Kara
 
Tyler Blackwell


-


prokurator

sobie romansuje

Lives in
auburn pine houses

Wysłany: 2019-02-28, 21:32   
  
`Tyler

  
Blackwell

  

  

  

  

  

  
39 yo

  
183 cm

  
W Berrylane od prawie zawsze

  


- Ulalala, to pewnie nie było zbyt przyjemne.. zęby całe? - zapytał marszcząc brwi i patrząc na miejsce, które ten mu wskazywał. Nie nachylał się jednak, bo to jednak facet. - Skończyło się w sądzie czy ty zacząłeś? - zapytał zaraz potem, bo jednak jego zawód sprawiał, że trochę był ciekawy i od tej prawnej strony. Od razu miał w głowie ile za takie coś grozi i jakie były okoliczności łagodzące, lub zaostrzające. W początkach kariery trafiło mu się kilka bijatyk barowych, teraz mało kiedy takimi sprawami się zajmował.
- Najgorsze czym oberwałem to był talerz, od swojej byłej dziewczyny. Miała diabelnie dobrego cela - przyznał, kiwając lekko głową. - Oberwałem w plecy - wyjaśnił zaraz potem, jego twarz na szczęście ocalała. Zastawa nie. Związek tym bardziej rozpadł się właściwie następnego dnia, ale tego już nie dodał, nie znali się aż tak dobrze. Nie znał jeszcze nawet jego imienia.
- Zawsze jak na takiego wsiadam czekam aż poczuje sie jak prawdziwy kowboj, ale nigdy to nie następuje - zaśmiał się cicho - może powinienem kiedyś spróbować w kowbojkach i kapeluszu - dodał, kiwnął lekko głową i z rozbawieniem na ustach wciąż wymalowanym napił się drinka.
- A skąd ty tyle o tym wiesz? Kupują krowę i warzywa od Ciebie? - zapytał zaintrygowany, nie oceniał gorzej nikogo, kto nie skończył fancy studiów prawniczych. Po prostu go zaciekawił, czy ma swój traktor i w ogóle. Jazda na traktorze musiała być zabawna.
- Tyler, niby mieszkam tu od zawsze, ale moja praca i tak trzyma mnie w Seattle - podał mu dłoń i uścisnął, kiwając lekko głową. Zaraz potem westchnął cicho - w tym miasteczku wydaje mi się że lepiej jest znać wszystkich. Każdy tajemniczy gość może sprowadzać kłopoty, z tego co zauważyłem - przyznał, mrużąc lekko oczy. Nie chciało mu się wierzyć, że taki Huntsman czy jakiś jego pomagier to jakiś jego sąsiad czy przyjaciel. Nawet jeśli wielu psychopatów i morderców właśnie tak zaczynało, jako zupełnie niepozorna osoba.
_________________
[Profil]
  MULTI: fin, perry, joey, nora, callie, hal, scott, gal
 
Evan Hanningan


If we'd go again all the way from the start, I would try to change things that killed our love.


współwłaściciel pubu Joe's

mąż Bree

Lives in
blue velvet


Wysłany: 2019-03-04, 16:56   
  
Evan

  
Hanningan

  

  

  

  

  

  
33 yo

  
190 cm

  
W Berrylane od zawsze

  


- Na szczęście całe. Zgarnęli go, dostał kilka miesięcy jakichś prac publicznych i to mu chyba wystarczyło. To syn kolegi mojego ojca, po co ma mieć problemy.
Nic wielkiego się nie stało. Rana Evana szybko się zagoiła, a jego żona miała okazję, by się nim zaopiekować.
- Auć, to musiało boleć - skrzywił się. Mimo wszystko talerzem nie chciał dostać, chociaż jego małżonka czasem pokazywała charakterek i potrafiła czymś w niego rzucić lub wygonić go z domu, aż musiał spać na wycieraczce. Ech, kobiety. Z nimi źle, ale bez nich jeszcze gorzej.
- Może kiedyś będzie okazja - usmiechnął się. Zaczął wyobrażać go sobie nawet nowego znajomego w takim wdzianku, ale jednak lepiej wyrzucić to z pamięci. Jednak lepiej wyobrażać sobie tak jakąś panią, najlepiej jego Bree. Może powinien podsunąć jej taki pomysł? Może to całkiem niezła opcja na domowe igraszki?
- W zasadzie to ja kupuję od nich. Jestem właścicielem Joe's - odparł z dumą. - Technicznie rzecz biorąc współwłaścicielem. Prowadzimy lokal razem z kuzynem.
Ostatnio kuzyn miał swoje problemy, więc Evan wziął na siebie sporą część obowiązków związanych z pubem. Tak powinni robić wspólnicy, przyjaciele, kuzyni, którzy byli dla siebie jak bracia.
- Zdecydowanie. Przynajmniej zawsze wiadomo, do kogo odstawić samochód po stłuczce, od kogo pożyczyć trochę forsy, a z kim lepiej nie zostawiać psa, kiedy wyjeżdża się na weekend.
Evan miał już swoich zaufanych ludzi. Jemu chyba też można było ufać. Zdarzało się czasem, że odwoził niektórych wstawionych gości. Taki facet jak on to prawdziwy skarb.
[Profil]
  MULTI: Barbara, Cooper, Josh, Julie, Kara
 
Tyler Blackwell


-


prokurator

sobie romansuje

Lives in
auburn pine houses

Wysłany: 2019-03-14, 22:34   
  
`Tyler

  
Blackwell

  

  

  

  

  

  
39 yo

  
183 cm

  
W Berrylane od prawie zawsze

  


- Jak pierwszy raz, to zawsze lżej traktują - skinął lekko głową, widywał to na co dzień. Tylko, że w przypadku niektórych zbrodni wolałby jednak, żeby za pierwszym razem szło już srogo. W przypadku takich gwałtów, na przykład. Raczej więzienie nie nauczy ich żeby tego nie robić, zwłaszcza jak dokonano ich ze szczególnym okrucieństwem. Tyler był dość surowy w tych kwestiach. Obrona konieczna to jedno, ale okrucieństwo? Popierał nawet karę śmierci.
- E tam, nie bardziej niż walnięcie się w mały palec o kant stołu - przyznał, z rozbawieniem - albo oberwanie w krocze... - dodał, marszcząc brwi, bo jednak dla faceta to było najgorsze z możliwych. A nie trzeba było nawet rozwścieczonej kobiety kopiącej w nie, żeby zabolało. Czasem wystarczyła gra w piłkę czy po prostu jakiś pech i już się biedny człowiek składał.
- O proszę, siedzę z właścicielem i nawet nie zauważyłem - zaśmiał się cicho, przez moment zastanawiając się czy nie powiedział nic nieodpowiedniego o miejscu w którym się znajdował. Nie chciał żeby mu kucharz napluł do burgera albo drinka.
- Więc, gratulację. Jak idą biznesy rodzinne? Lepszy diabeł znany...? - zapytał, rozbawiony, dopiero wyczuwając grunt, czy można żartować czy nie. Sam by się nigdy nie pakował w biznes ze swoim bratem, byli zbyt różni.
- Gdybym miał psa, na pewno nie powierzyłbym go swojemu bratu - przyznał z rozbawieniem, zaraz potem rozpromieniając się na widok swojego burgera, który do niego przybył. Przez moment mu się przyglądał i spróbował w końcu - masz rację, całkiem niezły - przyznał, kiedy już przełknął.
_________________
[Profil]
  MULTI: fin, perry, joey, nora, callie, hal, scott, gal
 
Evan Hanningan


If we'd go again all the way from the start, I would try to change things that killed our love.


współwłaściciel pubu Joe's

mąż Bree

Lives in
blue velvet


Wysłany: 2019-03-20, 22:29   
  
Evan

  
Hanningan

  

  

  

  

  

  
33 yo

  
190 cm

  
W Berrylane od zawsze

  


- To chyba dobrze?
Wiadomo, każdy człowiek może popełnić błąd. Evan nie miał tu na myśli wielkiego błędu w stylu zabicie kogoś, ale drobny występek nie był chyba czymś, co trzeba od razu karać więzieniem? Od tego są prace społeczne, wyroki w zawieszeniu i tego typu sprawy. On sam, kiedy był młody, czasem sobie szalał i zdarzyło się kilka razy, że ojciec musiał odbierać go z posterunku. Dobrze, że tylko na tym się kończyło, bo mogło być znacznie gorzej.
- Nawet nie chcę o tym myśleć - skrzywił się, bo od razu zaczął wyobrażać sobie, że go boli. O nie nie, jednak nie chciał o tym rozmawiać. Znacznie przyjemniejszym tematem było przecież jego szefowanie w Joe's. - Staramy się nie rzucać w oczy, żeby nikomu nie przeszkadzać - uśmiechnął się. Z Evanem można sobie pożartować, można nawet się z niego pośmiać i bardzo chętnie porozmawia z każdym gościem o lokalu. - Idzie nam całkiem nieźle. Kiedy jeden z nas ma coś do załatwienia, wtedy drugi bez problemu zajmuje się lokalem. Całkiem nieźle się dogadujemy, już od małego świetnie nam szło.
Ech, aż mu się przypomniało, jak dokazywali w dzieciństwie razem z Howardem. To były czasy. Jeden zawsze murem stawał za drugim i zostało im to do dziś. Hanningan nie wyobrażał sobie nawet, że miałby prowadzić lokal z kimś innym. No bo... po co mu inni?
- Jest aż tak źle? - zaśmiał się pod nosem. Oczywiście miał na myśli jego brata, nie burgera, bo przecież burgery w Joe's były najlepsze. Bez dwóch zdań.
[Profil]
  MULTI: Barbara, Cooper, Josh, Julie, Kara
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  
BERRYLANE POGODA
Strona wygenerowana w 0,05 sekundy. Zapytań do SQL: 6