menu


Poprzedni temat «» Następny temat
#2 Your voice sounds familiar but you're not what you seem
Autor Wiadomość
Deborah Beresford


Lives in
auburn pine houses

w Berrylane od jakiegoś czasu


Don't you love farce?

Im losing interest in everything except my bed

Wysłany: 2018-04-29, 20:31   #2 Your voice sounds familiar but you're not what you seem
  
Deborah

  
Beresford

  

  

  

  

  


  
O kobiecie wiele mówią jej dłonie. Jeśli np. zaciskają się na twoim gardle, dama jest raczej nerwowa.

  
28 yo

  
171 cm

  


Po wyjściu Holdena tamtego wieczora z jej mieszkania wszystko się zmieniło. Nie chodziło tu już tylko o ich relację - ona ucierpiała w tym wszystkim najmniej. Jeszcze tamtej nocy postanowiła opuścić Berrylane i już nigdy do niego nie wracać. Spakowała wszystkie najpotrzebniejsze rzeczy, kupiła bilet lotniczy, który następnego dnia o godzinie dziesiątej rano miał zagwarantować jej opuszczenie Jagodowego Miasteczka raz na zawsze i poszła spać z myślą, że już wkrótce rozpocznie całkiem nowy rozdział w swoim życiu, że zacznie je od nowa. Wszystko wskazywało na to, że plan ten się powiedzie - o świcie pojechała do Seattle do pracy, złożyła wypowiedzenie i z uśmiechem na twarzy ruszyła w stronę lotniska. Niestety, nie było to tak proste, jak sądziła. Nie wiedziała co dokładnie spowodowało, że zaraz przed odlotem wysiadła z samolotu, robiąc tym czynem niemałe zamieszanie. Nie potrafiła tak po prostu zostawić tego miejsca, choć nienawidziła go w tamtym czasie z całego serca. Takim też sposobem jej pobyt w Berry Town przeciągnął się o kolejne kilka dni, co dało jej trochę czasu na przemyślenie pewnych spraw. I kiedy to już zrobiła, los po raz kolejny postanowił sobie z niej zakpić, tym razem sprawiając, że omal nie dostała zawału serca. Informacja o śmierci Holdena wstrząsnęła nią na tyle mocno, że poprzestawiała jej wszystkie przekonania i plany, choć w tamtym momencie jedyne, czego chciała najbardziej, to podzielić jego los i po prostu zniknąć z tego świata. Kiedy jednak okazało się, że dzwoniącą osobą nie był policjant, a psychopata, który kilka dni wcześniej próbował zrzucić ją z mostu, jedyne, czego chciała, to jego śmierci, aresztowania, czegokolwiek, by tylko nie chodził na wolności. Pojechała tamtej nocy do domu Holdena, licząc, że tam znajdzie coś, co pomoże jej go odnaleźć, jednak bezskutecznie. Zaufała więc w tej sprawie policji (a przynajmniej próbowała) wciąż prowadząc swoje własne, małe śledztwo. Kiedy więc po kilku dniach go odnaleziono odetchnęła z ulgą, uświadamiając sobie, że o nikogo nigdy jeszcze tak bardzo się nie bała - nawet o Jeffa, za którego śmierć w pewnym sensie odpowiadała. Nie pozwolili jej jednak odwiedzić go w szpitalu. Nie udzielili jej żadnych informacji. Kazali czekać, sprawili, że omal nie oszalała. A kiedy wypuścili go do domu, bez chwili namysłu od razu się tam udała. Nie liczyło się dla niej nawet to, czy chce ją widzieć, czy chce z nią rozmawiać - musiała go zobaczyć, tylko to było teraz najważniejsze. Stojąc jednak przed budynkiem, w którym mieszkał, nie potrafiła zebrać w sobie tyle odwagi, by przekroczyć próg drzwi. Nawet mimo kropli deszczu spływających teraz po jej włosach, twarzy i ubraniach, mimo dreszczy, jakie nachodziły ją od zimna, nie była w stanie tego zrobić. Bała się, cholernie bardzo i nie wiedziała, czego się po nim spodziewać. Pod wpływem impulsu, po kilkunastu, dłużących się minutach, stanęła w końcu pod jego drzwiami i zapukała, mając nadzieję, że jednak nie będzie go w środku. W głowie przygotowywała to, co chciała mu powiedzieć, jednak kiedy jej otworzył, kiedy go zobaczyła... Nie potrafiła wydać z siebie żadnego słowa.
  
[Profil]
  MÓW MI: zoś
MULTI: astrid, baby, gigi, lou, mae, reese, wes
 
Holden Marvel


Lives in
fallen cloud

w Berrylane od dziecka


najmilszy chirurg w mieście

został ojcem, taka sytuacja

Wysłany: 2018-05-25, 18:31   
  
Holden

  
Marvel

  

  

  

  

  


  
Wyciągnęła do mnie rękę, nie wiedziałem, co mam zrobić, więc połamałem jej palce swoim milczeniem.

  
31 yo

  
180 cm

  


Początkowo nie rozponał jej twarzy, choć towarzyszące mu w nagłym przypływie emocje wskazały, że zapewne już się znają. Nie powinien wstydzić się tego, że nie jest w stanie sobie przypomnieć wszystkich swoich znajomych, bo zważywszy na okoliczności, było to przecież normalne. Uczucie zażenowania jednak było czymś, co nie mogło go opuścić odkąd w szpitalu powiedzieli mu o amnezji. To był jego pierwszy wieczór poza szpitalem, i choć wiele osób chciało dotrzymać mu towarzystwa, błagał o choć kilka godizn spokoju. Olivia jednak powiedziała mu, że może wpaść do niego ktoś „znajomy” z policji, by zadać kilka pytań. Naturalnie Marvel niewiele miał do powiedzenia w sprawie tego, co mu się stało, ale ponoć musieli i tak otrzymać jego oświadczenie. By nie narażać go na stres, miał się stawić u niego ktoś, z kim rzekomo się znał i dlatego uznał, że Deborah to właśnie przedstawicielka wymiaru sprawiedliwości. Uśmiechnął się więc do niej pogodnie, po zaledwie kilkunastu sekundach przypatrywania się jej. Miał nadzieję, że cokolwiek się mu przypomni, ale niestety nie miał najmniejszego pojęcia kim dokładnie jest stojąca przed nim kobieta. – Hej, wejdź – powiedział w końcu, odsuwając się tak, by mogła wejść do jego mieszkania. Nieco go to wszystko jednak dziwiło – nieznajoma wyglądała jakby była równie zagubiona co on, w dodatku nie przypominała policjantki. Uznał jednak, że zapewne skoro jest po służbie, mogła przyjść tu bardziej jako zatroskana koleżanka, niż policjantka sztywno trzymająca się zasad. – Napijesz się czegoś? Kawy, herbaty? – zapytał, przechodząc od razu do kuchni, niesamowicie stresując się jej obecnością. Nastawił czajnik z wodą i ukradkiem zerknął na kartkę ze ściągami, jakie przygotowała dla niego rodzina. „Dzisiaj wpadnie Sarah z policji, by zadać ci kilka pytań. Mów, że niczego nie pamiętasz, to da ci spokój. Znacie się kilka miesięcy, bo byłeś lekarzem jej córki, Ronnie”. Zmarszczył czoło, wychylił się dyskretnie z kuchni i spojrzał na nieznajomą. Kim innym mogła być, jeśli nie właśnie Sarą? Gdy woda się zagotowała, przygotował dla niej do picia cokolwiek chciała i wrócił z dwoma kubkami do salonu, kładąc jeden z nich przed dziewczyną, na stoliku. Drugi ściskał nerwowo, traktując go poniekąd jako swoją tarczę, gwarantującą mu bezpieczeństwo. – Co słychać u Veronici? – zapytał nerwowo, upijając łyk herbaty, przypatrując się jej przy tym uważnie.
[Profil]
  MÓW MI: Maju
MULTI: Colter | Darcy | Elio | Fred | Julian | Penny | Philly | Theo
 
Deborah Beresford


Lives in
auburn pine houses

w Berrylane od jakiegoś czasu


Don't you love farce?

Im losing interest in everything except my bed

Wysłany: 2018-06-03, 16:23   
  
Deborah

  
Beresford

  

  

  

  

  


  
O kobiecie wiele mówią jej dłonie. Jeśli np. zaciskają się na twoim gardle, dama jest raczej nerwowa.

  
28 yo

  
171 cm

  


Wydawał się inny. Miał tak samo na imię, mieszkał w tym samym miejscu, wyglądał tak samo, a jednak czuła się, jakby patrzyła na zupełnie nieznaną jej osobę. Nie wiedziała co dokładnie było tego powodem, co sprawiło, że nie widziała w nim osoby, dla której jeszcze niedawno była w stanie wszystko poświęcić, na której wybudzenie ze śpiączki czekała z zapartym tchem, nie mogąc zasnąć w nocy. To dlatego właśnie zaniemówiła, kiedy otworzył jej drzwi - już od pierwszego spojrzenia na niego, przez jej głowę przedarło się wiele myśli i emocji, które ostatecznie sprawiły, że i ona nie do końca wiedziała, kim mężczyzna był. Weszła jednak za jego poleceniem do środka, uznając, że uczucie to spowodowane jest tak długą przerwą, jaka dzieliła ich od ostatniego spotkania. A to, że nie odesłał jej z kwitkiem, a raczej nie zamknął jej po tym wszystkim drzwi przed nosem, było raczej dobrym znakiem, prawda? Zajęła miejsce na kanapie, wciąż nie odzywając się słowem. Przemoczone ubrania, które przylegały do jej ciała potęgowały dreszcze, które starała się opanować za wszelką cenę, jednak w tym wszystkim najbardziej przejmowała się mężczyzną. - Herbaty, dziękuję - powiedziała zachrypniętym głosem, w końcu odważając się odezwać. Rozejrzała się po całym pomieszczeniu, kiedy mężczyzna zniknął za drzwiami kuchni i zastanawiała się, czy chwila ta nie jest idealnym momentem na ucieczkę z tego miejsca. Była to zapewne ostatnia szansa na wycofanie się. Wiedziała jednak, że prędzej czy później będzie musiała z nim porozmawiać, że nie będzie unikała go do końca życia. Nie wstała więc, nie ruszyła się nawet o centymetr, siedząc sztywno w tym samym miejscu, co wcześniej i czując, jak jej serce zaczyna bić coraz szybciej od stresu. A kiedy wrócił, chwyciła obiema dłońmi kubek z gorącą herbatą, czując, jak ten dzieli się z nią swoim ciepłem i pomaga uporać się z dreszczami. - Jak się czujesz? - zapytała cicho, dokładnie w tym samym momencie, w którym i mężczyzna odważył się odezwać. Jego pytanie jednak wbiło ją w oparcie kanapy i wstrząsnęło do tego stopnia, że o mało stąd nie wyszła. Nie wiedziała co o tym myśleć, jak to interpretować. Pomylił się, przekręcając imię kogoś, kto był dla Debry bliski? A może udawał, że jej nie zna, może w tak szczeniacki sposób próbował pokazać jej, jak bardzo nią gardzi? Nie potrafiła znaleźć na to racjonalnego wyjaśnienia, dlatego w końcu, po uporaniu się z pierwszym szokiem, udało się jej wydobyć z siebie słowa. - U Veronici? - zapytała jedynie, licząc, że nie jest tak źle jak obstawiała, że mężczyzna jakoś to wyjaśni.
_________________
[Profil]
  MÓW MI: zoś
MULTI: astrid, baby, gigi, lou, mae, reese, wes
 
Holden Marvel


Lives in
fallen cloud

w Berrylane od dziecka


najmilszy chirurg w mieście

został ojcem, taka sytuacja

Wysłany: 2018-06-13, 20:03   
  
Holden

  
Marvel

  

  

  

  

  


  
Wyciągnęła do mnie rękę, nie wiedziałem, co mam zrobić, więc połamałem jej palce swoim milczeniem.

  
31 yo

  
180 cm

  


Wpatrywał się w nią nieustannie. Nie chodziło o to, że po prostu był po śpiączce zagubiony i jakiekolwiek towarzystwo wprawiało go w dziwny nastrój, a raczej o dziwne uczucia, jakie się w nim narodziły. Nie znał jej, nie pamiętał, więc dlaczego wydawała się mu tak bliska? Wierzył uparcie w to, że nieznajoma jest policjantką, ale i to nie dawało mu odpowiednich odpowiedzi – bo nikt nie poinformował go, że wdawał się z tą kobietą w jakiekolwiek bliższe relacje. Kilkakrotnie się spotkali. Tyle. A przynajmniej tyle mu powiedziano. Wiedział, że z każdą sekundą jego spojrzenia stają się coraz bardziej nachalne, ale nie potrafił nic na to poradzić.Choć początkowo jej towarzystwo go stresowało, teraz czuł się dobrze. Nawet jeśli przy tym wszystkim był cholernie zagubiony. Gdy zobaczył, czy raczej, gdy dotarło do niego w końcu, że dziewczyna trzęsie się z zimna, wyszedł prędko z pokoju i wrócił po kilkunastu sekundach z grubym kocem. Wręczył go jej w milczeniu, posyłając jedynie przepraszający uśmiech. Koc nie był wcale dobrym rozwiązaniem, ale wiedział, że oboje poczuliby się dziwnie, gdyby zaproponował jej ręcznik i jedną ze swoich bluz. Na jej pytanie westchnął cicho, kręcąc przy tym głową. - Pomyliłem jej imię, prawda? Wybacz, przez to wszystko... Jeszcze przez długi czas będę robić podobne błędy - wyjaśnił, mając nadzieję, że ta pomyłka jej nie urazi. - Jeśli jednak wolisz od razu przejść do rzeczy to śmiało, nie musimy bawić się w żadne uprzejmości. Pytaj o co chcesz, wolę mieć to już z głowy - powiedział spokojnie, nieco przygaszony, jak również na nowo zestresowany. Dobrze wiedziała, że nie udzieli jej takich odpowiedzi na jakie czekała, prawda? Postanowił więc mimo wszystko od razu przedstawić sytuację jasno. - Ostatnim co pamiętam jest to, że czułem się bardzo źle, no wiesz, przez to porzucenie. I uznałem, że dalsze życie nie ma sensu; tak po prostu postanowiłem z tym wszystkim skończyć - zaśmiał się z własnej głupoty, która rok temu nieomal go zabiła.
[Profil]
  MÓW MI: Maju
MULTI: Colter | Darcy | Elio | Fred | Julian | Penny | Philly | Theo
 
Deborah Beresford


Lives in
auburn pine houses

w Berrylane od jakiegoś czasu


Don't you love farce?

Im losing interest in everything except my bed

Wysłany: 2018-06-18, 21:40   
  
Deborah

  
Beresford

  

  

  

  

  


  
O kobiecie wiele mówią jej dłonie. Jeśli np. zaciskają się na twoim gardle, dama jest raczej nerwowa.

  
28 yo

  
171 cm

  


Nie uszło jej uwadze jego wnikliwe obserwowanie jej, wbijanie w nią nieustannie swojego spojrzenia, które sprawiało, że czuła się w tej sytuacji coraz gorzej. Coś się zmieniło i irytowało ją to, że nie potrafiła określić co było tego powodem. Wiedziała, że po ich ostatnim spotkaniu wszystko się zmieni, że będzie między nimi inaczej, nie sądziła jednak, że tak bardzo.
Przyjęła od niego koc, za który zapewne podziękowała i okryła się nim niedbale. Nie chciała go przyjmować, nie chciała nawet się tu dłużej znajdywać, ale nie potrafiła ruszyć się z miejsca. Musiała wiedzieć na czym stoi, jak bardzo ucierpiała ich relacja.
Zupełnie nie wiedziała jak interpretować jego słowa. Myślała, że kiedy o to zapyta, wszystko jakoś się wyjaśni, ale... właściwie, wszystko stało się jeszcze bardziej niezrozumiałe i jej cierpliwość się kończyła. Chciał podkreślić, że tak naprawdę się nie znają, że ich znajomość jest zbyt krótka, by mógł zapamiętać ważne dla niej osoby? Czy może udawał, że już o niej zapomniał, że wyrzucił ją ze swojej pamięci? Jedno i drugie było zagraniem poniżej pasa i... chyba nie chciała dłużej z nim rozmawiać. Brakowało tylko tego, by przekręcił jej imię. Następne zdanie pokazało tylko, jak bardzo jej tu nie chce, jak męczy go jej towarzystwo. A Deborah, cóż, nie czerpała zbyt dużej radości w przebywaniu z kimś, kto wcale jej nie chce. Odłożyła więc na stół kubek z herbatą i ściągnęła z siebie koc, przygotowując się do opuszczenia tego miejsca. Kiedy jednak mężczyzna kontynuował swoje słowa, wstała prędko z kanapy, czując, jak braknie jej powietrza. - Chciałeś... Chciałeś się przeze mnie zabić? - zapytała, omal nie dusząc się tymi słowami. Tego własnie obawiała się najbardziej i przez cały czas, kiedy zaginął, kiedy leżał w szpitalu modliła się, by nie okazała się tego wszystkiego powodem. Odpowiadała już za jedną śmierć, a myśl, że liczba ta o mało co nie wzrosła do dwóch, była dla niej zbyt bolesna. To właśnie ściągała na innych, z znajomości z nią nie wynikało nic dobrego.
_________________
[Profil]
  MÓW MI: zoś
MULTI: astrid, baby, gigi, lou, mae, reese, wes
 
Holden Marvel


Lives in
fallen cloud

w Berrylane od dziecka


najmilszy chirurg w mieście

został ojcem, taka sytuacja

Wysłany: 2018-07-06, 12:53   
  
Holden

  
Marvel

  

  

  

  

  


  
Wyciągnęła do mnie rękę, nie wiedziałem, co mam zrobić, więc połamałem jej palce swoim milczeniem.

  
31 yo

  
180 cm

  


Mieli ze sobą romans. Innego wyjaśnienia na jej zachowanie i jego przedziwne odczucia nie było. Musieli ze sobą sypiać, ukrywać się przed światem i udawać, że nie łączy ich nic szczególnego. Z czyjej winy? Czy Sarah miała męża, którego zdradzała z winy Marvela? Czy może on zmuszony był przed rodziną udawać, że wciąż pogrążony jest w żałobie? Czy wpływ na to wszystko miała jej córka? A może profesja? O cokolwiek chodziło, musiało być sprawą dość złożoną. Mieli jakiś sekret, którego dochować chcieli za wszelką cenę. Sekret, którego on teraz nie pamiętał, a ona chyba nie zdawała sobie z tego sprawy. Powinien się jej przyznać, powinien powiedzieć, wybacz Saro, ale nie pamiętam co nas łączy. Czy mono by się obraziła? Czy uważała, że ich uczucia były na tak wysokim poziomie, że mimo amnezji powinien o nich pamiętać? Chciał pozwolić jej wyjść gdy dojrzał, że sytuacja ta nazbyt ją krępuje. Uznał, że to nawet dobrze – popyta, posprawdza i gdy upewni się, że wie o niej nieco więcej, zadzwoni. Przeprosi, wyjaśni, zaprosi na kawę. Przynajmniej wiedziałby wtedy jak ją traktować, czy powinien być śmiały w swych ruchach, czy może delikatny. Jej pytanie jednak kompletnie go zaskoczyło, nieco mniej jednak niż ogólna jej reakcja. Chciał wstać i ją uspokoić, powiedzieć coś, co rozwiałoby jej wątpliwości. Zamiast tego siedział jednak na swym miejscu, próbując przypomnieć sobie, czy Sarah nie pojawiła się w jego życiu wcześniej. Może o to chodziło? Kilka luk w pamięci odnalazłoby teraz swe wyjaśnienie – Eli zabiła się, bo Holden ją zdradzał. Może chciał ją zostawić i może to Sarah zrobiła coś, przez co dotarli do tak tragicznego momentu. Lekka złość pojawiła się więc na jego twarzy, ale póki niczego nie był pewien, nie mógł oceniać ani jej, ani siebie. – Wydaje mi się, że złożyło się na to wiele czynników, że po prostu poczułem się osamotniony – powiedział zgodnie z prawdą, a jego fascynacja tą kobietą przeminęła gdzieś bezpowrotnie. Był zły na nią, na siebie, na ten pieprzony wypadek i złą pracę lekarzy, bo nie powinni byli dopuścić do momentu, w którym pacjent traci pamięć. W związku z tą złością powinien ją wyprosić, ale zamiast tego pozwolił, by seria niekontrolowanych słów wypłynęła z jego ust. – Nie rozumiem po co te kłamstwa, udawanie, oszukiwanie się i unikanie niewygodnych tematów. Dlaczego nie mówisz mi prawdy o tym, co było między nami, między tobą i Elisabeth, przed tym wszystkim i tuż po. Dlaczego ona w ogóle musiała stać się częścią tej historii – rzucił gniewnie, rojąc w swej głowie jakieś nieprawdziwe opowieści, których nie był w stanie sobie przypomnieć. Musiał ją jakoś jednak sprowokować do mówienia, bo w sposób jaki dotąd się komunikowali, nie dotarliby wcale do początku ich znajomości.
[Profil]
  MÓW MI: Maju
MULTI: Colter | Darcy | Elio | Fred | Julian | Penny | Philly | Theo
 
Deborah Beresford


Lives in
auburn pine houses

w Berrylane od jakiegoś czasu


Don't you love farce?

Im losing interest in everything except my bed

Wysłany: 2018-07-15, 21:50   
  
Deborah

  
Beresford

  

  

  

  

  


  
O kobiecie wiele mówią jej dłonie. Jeśli np. zaciskają się na twoim gardle, dama jest raczej nerwowa.

  
28 yo

  
171 cm

  


Faktycznie całe to spotkanie było wyjątkowo dziwne, nawet jak na nich. Gdyby nie wypadek Holdena, pewnie nawet nie pojawiłaby się w jego mieszkaniu i nie próbowała naprawić ich relacji, tylko najzwyczajniej w świecie stwierdziłaby, że los tak chciał i nic nie może już na to poradzić. Może wysłałaby do niego kilka wiadomości, może próbowałaby do niego zadzwonić, a kiedy ten by nie odpowiedział (bo zapewne tak by właśnie było) porzuciłaby temat wmawiając wszystkim dookoła, że to nie jej wina, że przecież próbowała, a to Holden nie chce jej już znać. Jego zniknięcie wszystko jednak odmieniło, wpędziło ją w okropne poczucie winy, którego nie mogła niczym zagłuszyć. I głupio uznała, że rozmowa z Marvelem nie może przebiec aż tak źle. Gdyby tylko wiedziała, jak bardzo błędne to stwierdzenie będzie, to bez mrugnięcia opuściłaby Berrylane i nigdy już do tego miejsca nie wracała.
Liczyła, że zaprzeczy, że za moment wytłumaczy się jakoś ze swoich słów, zapewniając ją, że źle go zrozumiała i nie ma się o co martwić, ani tym bardziej o co obwiniać. Kiedy jednak tego nie zrobił, a zaczął brnąć w temat, do jej oczu napłynęły łzy, które na całe szczęście skutecznie powstrzymała. Nie zamierzała przy nim płakać, nawet teraz, kiedy mówił jej, że była powodem jego próby samobójczej. Nie rozumiała jak mogła do tego doprowadzić, nie spodziewała się, że tamta noc aż tak bardzo go zraniła, ale najwidoczniej oboje byli na innym stopniu zaangażowania i oboje oczekiwali czegoś innego. - Musiałam sobie wszystko przemyśleć, nie chciałam angażować się w coś bez przyszłości. A tym to właśnie było, Holden, dlatego postanowiłam to przerwać. A potem... szukałam z tobą kontaktu, ale zniknąłeś i wtedy zadzwonił ten przeklęty telefon, policja informująca o śmierci, a ja... - urwała, uświadamiając sobie, że chwila ta nie jest zbyt dobrym momentem na wyjawienie swoich uczuć, bo wiedziała doskonale jak to by się skończyło. Nie wiedziała też, czy Holdena poinformowano o tym telefonie, czy wiedział, że Huntsman próbował wmówić dziewczynie, ze znaleziono martwe ciało Marvela, ale jakie właściwie miało to teraz znaczenie? - Nigdy nie byłeś sam - dodała cicho, odwracając się w stronę wyjścia i tam też się kierując. I zapewne nadszedłby w końcu tak długo wyczekiwany przez nią moment zakończenia tego spotkania (które nigdy nie powinno mieć miejsca), ale najwidoczniej Holden tym razem ją postanowił doprowadzić do samobójstwa. Zatrzymała się gwałtownie, niemalże słysząc rozszalałe bicie swojego serca, które najwidoczniej tak samo jak i ona nie mogło uwierzyć w taki obrót spraw. A więc tak właśnie czuły się osoby, które zostały złapane na kłamstwie. Chciała zapytać się, skąd się dowiedział, jak długo o tym wie, dlaczego nie mówił nic wcześniej, ale... czy miało to teraz jakieś znaczenie? Nie chciała pogrążyć się jeszcze bardziej, nie chciała usłyszeć kolejnych bolesnych słów. - Nie zamierzałam jej w to mieszać, nigdy nie miałam tego na celu - powiedziała, słysząc, jak załamuje się jej głos i wiedziała, do czego to wszystko zmierza. Dlatego nie odwróciła się w jego stronę, za żadne skarby nie chciała na niego spojrzeć. Nic jej nie usprawiedliwiało w kwestii tego okropnego kłamstwa, którym raczyła go przez cały ten rok i nie dziwiła się wcale jego reakcji. Miał prawo być na nią zły, miał prawo jej nienawidzić i nie chcieć mieć z nią nic wspólnego, na jego miejscu zachowałaby się pewnie tak samo, a może i nawet jeszcze gorzej.
[Profil]
  MÓW MI: zoś
MULTI: astrid, baby, gigi, lou, mae, reese, wes
 
Holden Marvel


Lives in
fallen cloud

w Berrylane od dziecka


najmilszy chirurg w mieście

został ojcem, taka sytuacja

Wysłany: 2018-10-19, 11:44   
  
Holden

  
Marvel

  

  

  

  

  


  
Wyciągnęła do mnie rękę, nie wiedziałem, co mam zrobić, więc połamałem jej palce swoim milczeniem.

  
31 yo

  
180 cm

  


Nie oszukujmy się — nawet jeśli ich poprzednie spotkanie zakończyło się w dość przykry sposób, Holden nie potrafiłby trwać w złości na nią. Odebrałby w końcu, małymi kroczkami próbując wrócić do tego, co łączyło ich przedtem. Może nawet zaakceptowałby to, że dla niej ich relacja naprawdę była jedynie przyjaźnią? A może zawalczyłby o nią dzielnie i pokazałby, że oboje mogą jeszcze cieszyć się życiem. I że robić mogą to razem, trwając przy swoim boku.
- Chryste, co? - zamrugał kilkakrotnie i odłożył na bok swoje wzburzenie, bo pogubił się całkowicie w tym spotkaniu. Kim ona jest? Co ich łączyło? Jaki to wszystko miało sens? Głowa go rozbolała, serce rozpędzało się w szaleńczym tańcu i zastanawiał się, czy to nie pierwsze objawy zawału. Jak miał bronić łączącej ich miłości, skoro nawet o jej istnieniu nie wiedział? Czy ich romans był aż tak poważny, że kontynuowali go bezczelnie po śmierci Eli? - Jaka policja, kto umarł? - zapytał, nie kryjąc zdziwienia, bo nic innego nie chciało mu przejść przez gardło. Nawet nie wiedział jak ubrać w słowa to, co obecnie działo się w jego głowie. No oczywiście, że nie miał pojęcia o tym, że przez Huntsmana został uśmiercony! Niewiele wiedział o tym, dlaczego został porwany, ile czasu był nieobecny, dlaczego tak mocno oberwał... Był zagubiony, przerażony, a ona dodatkowo wszystko komplikowała. Chciał pozwolić jej wyjść, nawet mimo tego zapewnienia, przez które poczuł się lepiej, ale... No właśnie, kolejne wyznanie. Konsternacji ciąg dalszy. Podszedł do niej ostrożnie, nie odwracając już od niej wzroku. - Nie twierdzę, że wina leży po twojej stronie. Nie uważam, że... Cholera, bądźmy szczerzy, ja nawet nie wiem, o czym my teraz rozmawiamy. Ale tak chyba jest lepiej, chyba tak powinno być to zakończone - powiedział cicho, i choć początkowo chciał od niej wyjaśnień, teraz wolał zadowolić się ciszą. - Nie pamiętam cię, nie pamiętam tego, co nas łączyło i nie chcę sobie przypominać ani jednego dnia, który spędziliśmy razem. Bo nie ma nikogo, NIKOGO, kto zastąpiłby Lizzy, kto dorównałby jej na jakimkolwiek polu - rzucił ostro, po czym wyminął ją i otworzył jej drzwi. Niech idzie, niech zniknie z jego życia. Kimkolwiek była. Nie interesowało go to już w żadnym stopniu.
[Profil]
  MÓW MI: Maju
MULTI: Colter | Darcy | Elio | Fred | Julian | Penny | Philly | Theo
 
Deborah Beresford


Lives in
auburn pine houses

w Berrylane od jakiegoś czasu


Don't you love farce?

Im losing interest in everything except my bed

Wysłany: 2018-10-28, 20:44   
  
Deborah

  
Beresford

  

  

  

  

  


  
O kobiecie wiele mówią jej dłonie. Jeśli np. zaciskają się na twoim gardle, dama jest raczej nerwowa.

  
28 yo

  
171 cm

  


Nie oczekiwała od niego niczego nadzwyczajnego. Nie planowała się z nim zestarzeć, założyć rodziny i zamieszkać w olbrzymim domu z białym płotkiem, na którego utrzymanie będą musieli zaciągnąć niemałego kredytu. Nie wyobrażała sobie ich na ślubnym kobiercu, nie zastanawiała się jak jej imię będzie brzmieć z jego nazwiskiem i nie robiła niczego, o czym kobiety pozwalają sobie fantazjować na początku związku. Bo dla niej ich relacja nigdy niczym takim nie była i nie chciała wcale, by się to zmieniło. Nawet, jeśli czuła do niego coś więcej niż czystą, niewinną przyjaźń, nawet jeśli wiedziała, że i on pragnie czegoś więcej. Nie była gotowa na takie zobowiązania, nie teraz i właściwie, nie nigdy. Po śmierci Jeffa uznała, że związki przynoszą znacznie więcej straty niż korzyści i od tamtego czasu zdania nie zmieniła. Dlatego dzisiejsze spotkanie nie miało być żadną namową do romansu, czy cokolwiek innego sobie teraz myślał, a jedynie wyjaśnieniem kilku spraw, by ostatecznie nie rozstawali się w niezgodzie. Kiedy jednak ubierał wszystko w takie słowa, przybierając do tego ten okropny ton głosu, zrozumiała, że coś jest nie tak. Coś musiało zdarzyć się między okresem ich rozłąki i najwidoczniej, musiało być to coś bardzo poważnego i związanego z Eli, z nią i... sama nie wiedziała. Nie starczyło jej jednak odwagi, by dowiedzieć się, o co dokładnie chodzi.
Nie odpowiedziała nic na żadne z jego pytań, nie wiedząc po prostu jak. To znaczy, znała na nie odpowiedzi, jednak nie wiedziała, jak mu to wyjaśnić, tym bardziej teraz, w takiej chwili.
- Pewnie masz rację - przyznała, kiedy znalazł się obok niej, jednak jej wzrok wciąż uciekał w bliżej nieokreślone miejsce, starając się nie napotkać jego. - Gratuluję rozwiązania tego w tak dziecinny sposób. Idź więc porozmawiaj ze swoją Lizzy, może w końcu udzieli ci jakichś odpowiedzi - fuknęła, uśmiechając się lekko i kręcąc z niedowierzaniem głową. Wszystko byłoby łatwiejsze, gdyby wiedziała o jego cholernej amnezji - wtedy nie odebrałaby jego słów właśnie w taki sposób, niezwykle szczeniacki i absurdalny i nie zareagowałaby podobnie. Wtedy całe spotkanie przebiegłoby inaczej i oszczędziło nerwów zarówno jej, jak i jemu. Wyszła też od razu, nie odwracając się za siebie i mając szczerą nadzieję, że nigdy go już nie spotka.

/ zt x2 :faint:
  
[Profil]
  MÓW MI: zoś
MULTI: astrid, baby, gigi, lou, mae, reese, wes
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  
Strona wygenerowana w 0,07 sekundy. Zapytań do SQL: 5