menu


Poprzedni temat «» Następny temat
Płot między działkami
Autor Wiadomość
lorelei millington



w Berrylane od samych narodzin

praktykantka w laboratorium

20
yo

158
cm

potrzeba do niej dużo cierpliwości

Lives in:
white flower valley

Wysłany: 2019-05-28, 22:19   
  
lorelei

  
millington

  
this happens every time I try to mix decision making with one too many drinks

  

  

  

  

  

  


    [15]



Wyjątkowo była tego dnia zupełnie trzeźwa. Nie zdarzało się to zbyt często mimo wszystko, bo jako zupełnie zestresowana pracą nastolatka, bardzo lubiła zasiąść sobie z winem w dłoni. Na podłodze, bez używania szklanek, bo ceniła sobie oszczędność i prostotę. Poza tym była aktywnym głosicielem przekonania, że wino pite wprost z butelki wchodzi najlepiej. Po jej ostatnim wyskoku z kamieniem w roli głównej postanowiła zrobić sobie dłuższą przerwę — od wszystkich używek i całego świata, więc odgrzebała nawet spod sterty ciuchów swojego starego laptopa i odpaliła jakiś serial. Który najprawdopodobniej by tego samego wieczora skończyła, gdyby nie sms od Aidana. Spodziewała się szalonego kodu rabatowego, więc podniosła się nieco nawet zadowolona. Rozbudził w niej paskudną nadzieję na całe trzy sekundy, która zniknęła w momencie, w którym doczytała smsa do końca. Zastanawiała się przez chwilę, czy lenistwo przypadkiem jej nie pokona. Ostatecznie jednak ciekawość wzięła górę, więc wyplątała się z pogniecionego koca, zastopowała serial i ruszyła w wyznaczone miejsce.
Nawet pojawiła się w nim przed czasem, więc usiadła sobie pod płotem żałując, że jednak nie zdecydowała się na to wino. Może nawet wykorzysta fakt, że Ackermann jest już dorosłym i poważnym obywatelem i namówi go, żeby jej jednak alkohol zakupił? Lorelei była już prawdopodobnie kojarzona przez wszystkich panów wystających pod sklepami monopolowymi, bo dość często musiała ładnie uśmiechać się (wcale nie, bo nie potrafi) do nich i prosić o to, by jej jakąś butelkę, czy dwie zakupili. — Mam nadzieję, że niesiesz pizzę albo dwie — zawołała, gdy usłyszała kroki chłopaka dochodzące gdzieś z oddali. Nawet nie wysiliła się, żeby głowę podnieść, więc jeszcze nie wiedziała, że faktycznie coś niósł, ale niewiele to z pizzą miało wspólnego. Zawsze tez mogło okazać się, że to wcale nie on, tylko właśnie morderca z Berrylane ją dopadł, bo taką tutaj rozwagą grzeszyła sobie.
_________________
[Profil]
  MÓW MI: aneczka
MULTI: dagny i cała reszta
 
aidan ackermann



w Berrylane od urodzenia z przerwami

Kręci placki, masuje plecki

31
yo

185
cm

Dał księżniczce Paisley tamagotchi

Lives in:
auburn pine houses

Wysłany: 2019-05-31, 22:20   
  
Aidan

  
Ackermann

  
- Tutejsza idiotko! - rzekł kretyn miejscowy - Czy pragniesz pójść ze mną na film przebojowy?

  

  

  

  

  

  


Był z siebie zajebiście dumny. Umówmy się, najprawdopodobniej każdy na jego miejscu czułby się dokładnie tak samo. Wprawdzie cała ta historia była totalnie idiotyczna, ale to nie miało żadnego znaczenia. Tak czy siak był z siebie zajebiście dumny i najprawdopodobniej nie istniała rzecz, która mogłaby to zmienić. Czasem tak bywa, nie?
Nie pamiętał dokładnie tamtego dnia, gdy poznał Lorelei Millington. Z pozoru było to popołudnie dokładnie takie samo jak wszystkie inne popołudnia wszystkich innych dni wszystkich innych tygodni wszystkich miesięcy… i tak dalej, i tak dalej. Nie był Humphreyem Bogartem w Casablance i nie posiadał skłonności do podobnych rozkmin. Nie żałował. Mimo że Humphrey Bogart dobrą dupą był. Nie mógłby stwierdzić, kiedy pojawiła się w jego knajpie, nie pamiętał, co takiego zamówiła. Było mu wszystko jedno. Większość klientów pizzerii tak czy siak zlewała mu się w jedną, zupełnie niekształtną masę. Byli mu obojętni do tego stopnia, że nie skupiał się nawet na tych zwyrolach zamawiających pizzę z ananasem. Cokolwiek. Nie mógł sobie tym zawracać głowy. Nie wiedział, czemu tamtego popołudnia Lorelei pojawiła się na zapleczu. Nie potrafił sobie przypomnieć, od czego się to wszystko zaczęło. Grunt, że pamiętał, że ich rozmowa zeszła na bardzo dziwne tory. Salami, szynka, żywe chomiki.
Pojebane jak sam chuj. A jednak z jakiegoś powodu zostało mu w głowie.
Szczerze mówiąc, tamtego wieczora, gdy to się stało, również nie pamiętał zbyt dobrze. Tym razem nie z powodu przepracowania, a dlatego, że zrelaksował się odrobinę zbyt mocno. Wiedział tylko, że obudził się rano, a na jego szafce nocnej siedział wyjątkowo przestraszony chomik. Razem z całą klatką i dobytkiem. Żywy. I wyjątkowo obrzydliwy. Aidan wiedział, że musiał coś z nim zrobić, a tylko jedno rozwiązanie przychodziło mu do głowy…
- Mam coś znacznie lepszego! – oświadczył, nie kryjąc zadowolenia z samego siebie. To, czy było faktycznie szczere czy może przybrał pogodny, entuzjastyczny ton tylko po to, żeby wywołać odpowiednie wrażenie na Lorelei, jest już kwestią dyskusyjną. Najważniejsze było, że namówił ją do spotkania, że przyszła… no i że niósł dla niej chomika razem z całym domem. No czy nie był zajebisty?
[Profil]
  MÓW MI: anko
MULTI: billie, charlie, john, memory, rhys, stevie, wyatt
 
lorelei millington



w Berrylane od samych narodzin

praktykantka w laboratorium

20
yo

158
cm

potrzeba do niej dużo cierpliwości

Lives in:
white flower valley

Wysłany: 2019-06-02, 14:13   
  
lorelei

  
millington

  
this happens every time I try to mix decision making with one too many drinks

  

  

  

  

  

  


Nie spodziewała się na pewno podobnego rozwinięcia. Nie podała swojego numeru telefonu po to, żeby któregoś dnia wcisnął jej w ręce chomika. Liczyła na rabaty i darmową pizzę, bo na pewno miał takiej dużo. I o ile Lorelei była osobą, która dość dobrze radziła sobie z przyswajaniem absurdu i godzeniem się, ze niektóre rzeczy wymagały jedynie kiwnięcia głową, bo człowiek nie był w stanie podejść do tego lepiej, to jednak aktualne rozwiązanie sytuacji pozostawało dla niej odrobinę przesadzone. Gdy stanął przed nią, taki niesamowicie dumny ściągnęła jedynie brwi i powoli, wręcz łaskawie przesunęła wzrokiem na klatkę, w której siedział przestraszony i nad wyraz brzydki chomik. Przerosło ją w tej chwili niesamowicie, więc znów wróciła spojrzeniem na jego twarz. I gdzie ta lepsza od pizzy rzecz?
— Chomik jest lepszy od pizzy? — zapytała zaniepokojona. Nie wiedziała dlaczego go tutaj przyniósł, bo raczej nie spodziewała się, że będzie chciał ją któregoś dnia wyrwać na gryzonia. Pamiętała nawet, że rzeczywiście poruszali któregoś dnia podobny temat, ale nadal nie zgrywało jej się to w żadną całość. Zastanawiała się czy czegoś może nie przegapiła, czy przypadkiem nie nagadała mu wtedy, że może marzy o chomiku, albo że obudziła w sobie zamiłowanie do zbierania zwierząt. No, niby przygarnęła ostatnio prawie umierającą kotkę, ale nie potrzebowała w swojej przyczepie więcej zwierzaków jednak. — No... jest fajny w sumie. Znaczy trochę brzydki, bez urazy, ale na pewno jest miły, czy coś — dodała z powagą. Może gdyby wyjaśnił jej o co dokładnie chodziło to wiedziałaby jak ma się zachować. Jeśli jednak przyniósł go jej, że poinformować, że już w poniedziałek może zamówić pizzę z salami z niego to zdecydowanie podziękuje. Niby trochę spasiony był, ale na pewno chciałaby testować jak smakuje. Dlatego dalej przyglądała mu się z wyrazem uprzejmego zainteresowania w oczekiwaniu aż wyjaśni jej co takiego autor miał na myśli.
_________________
[Profil]
  MÓW MI: aneczka
MULTI: dagny i cała reszta
 
aidan ackermann



w Berrylane od urodzenia z przerwami

Kręci placki, masuje plecki

31
yo

185
cm

Dał księżniczce Paisley tamagotchi

Lives in:
auburn pine houses

Wysłany: 2019-06-02, 15:42   
  
Aidan

  
Ackermann

  
- Tutejsza idiotko! - rzekł kretyn miejscowy - Czy pragniesz pójść ze mną na film przebojowy?

  

  

  

  

  

  


Oczywistym jest, że żaden chomik nigdy nie był i nigdy nie będzie lepszy od pizzy. Niezależnie od tego, jak byłby zajebisty. Mógłby posiadać nawet supermoce! Pizza to jednak pizza i jest ponad wszystkimi chomikami świata i wszechświata. Aidan zdawał sobie z tego sprawę i pod żadnym pozorem nie stwierdziłby, że może być inaczej. Trochę jednak liczył na to, że Lorelei nie będzie tego faktu w pełni świadoma. W końcu mimo tego, że była całkiem sympatyczną małolatą… to jednocześnie była odrobinę specyficzna. Poza tym, kiedy podczas ich pierwszego spotkania w pizzerii, wciskał jej bajeczki o tym, że salami na pizzę robi się właśnie ze świeżych chomików, wydawała się tym faktem całkiem przejęta. A może to jemu się tylko wydawało? To nie była dobra myśl. Umówmy się, miałby spory problem, gdyby okazało się, że Lorelei ani trochę nie obchodzi los chomików, które zjadane są codziennie przez miłośników pizzy z salami. Bo co on niby miałby z tym przeklętym chomikiem zrobić?!
- No nie. Oczywiście, że nie – powiedział naturalnym tonem zupełnie tak, jakby mówił o tym, jaka właśnie była pogoda. Nic nadzwyczajnego ani zaskakującego. Chomiki nie były lepsze od pizzy, koniec kropka. Może zjebał już na wstępie, może faktycznie mógł oprócz chomika przynieść ze sobą też pizzę… Chociaż wtedy musiałby to pudełko złapać chyba w zęby, bo ta klatka była ogromna i totalnie nieporęczna. - Ale posłuchaj, Lolerei… - zaczął poważnie, niemal z natchnieniem, totalnie jak nie-Aidan. - Pamiętasz naszą rozmowę wtedy, w pizzerii? Kiedy mówiłem ci, z czego robi się salami i jak ważne jest, żebyś utrzymała to w tajemnicy… - urwał na moment, wbijając w nią przejęte spojrzenie. - To jest jeden z tych chomików. Dzisiaj miałem zrobić z nim… Zrobić z nim to, co robię z nimi zawsze – wyjaśnił po wymownej pauzie, po czym zrobił kolejną, odwracając wzrok, jakby było mu naprawdę ciężko z tym, o czym właśnie jej mówił. Ba! Jakby zwierzanie jej się z tych uczuć było dla niego czymś naprawdę dużym i trudnym. Westchnął głęboko. - Ale nie potrafiłem. Kiedy on… Kiedy Franciszek spojrzał na mnie tymi swoimi oczami… Ja nie mogłem. Ja już tak nie mogę… - wyznał i westchnął po raz kolejny. - Ja wiem, że on nie jest najpiękniejszym chomikiem na świecie, ale musimy go ratować – zakończył z naciskiem, podnosząc na nią wzrok, pełen determinacji. Jednocześnie przesunął tę nieszczęsną klatkę z małym upasionym pseudo-szczurem bardziej w stronę Millington. Jeśli ta przemowa jej nie przekona, to… To, cholera, może przynajmniej dadzą mu za nią Oscara, bo zdecydowanie zasłużył!
[Profil]
  MÓW MI: anko
MULTI: billie, charlie, john, memory, rhys, stevie, wyatt
 
lorelei millington



w Berrylane od samych narodzin

praktykantka w laboratorium

20
yo

158
cm

potrzeba do niej dużo cierpliwości

Lives in:
white flower valley

Wysłany: 2019-06-15, 15:59   
  
lorelei

  
millington

  
this happens every time I try to mix decision making with one too many drinks

  

  

  

  

  

  


Umówmy się, Lorelei zdawała sobie sprawę z tego, że Aidan nie wyglądał na osobę najbardziej godną zaufania, ale mimo to i tak mu wtedy chyba uwierzyła. Chodziła po tym świecie wystarczająco długo by wiedzieć, że ludzie lubią czasami jeść zwierzątka, które – w jej opinii – się jednak do tego nie nadawały. Cała ta historia o salami z chomików nie była więc nieprawdopodobna aż tak. Przymykała oko na niektóre szczegóły i nawet zamierzała skonfrontować nową wiedzę z nieomylnym Panem Internetem, ale jakoś wypadło jej to z głowy. Nie spodziewała się przecież, że w niedługim czasie temat ponownie wypłynie, tak? I to w taki sposób…
Pokiwała głową, bo chociaż się z nim zgadzała to i tak nie chciała przerywać mu w żaden sposób. Potrzebowała dowiedzieć się co takiego mu po głowie chodziło. Trochę zawiedziona była faktem, że jednak nie przyniósł nic do jedzenia. No, gotowego w każdym razie… – Możliwe. Czyli uratowałeś chomika i przyniosłeś mi go żebym go obejrzała? – zapytała dość ostrożnie, bo nie była pewna, czy dobrze zrozumiała. Zastanawiała się nawet czy przypadkiem nie powinna go w tym momencie poklepać pokrzepiająco po ramieniu, bo wyglądał, jakby naprawdę ciężko było mu z tym tematem. – Franciszek? – powtórzyła ściągając brwi. Spojrzała na tego chomika powtórnie jak gdyby chciała samą siebie przekonać, że ten chomik nie jest taki paskudny. Raczej nieszczęśliwy, więc starała się jakoś łaskawiej na nią zerkać. Zaraz potem przesunęła wzrok na mężczyznę, bo dalej trochę nie rozumiała jaką rolę miała w tym wszystkim odegrać.
– Czyli co teraz? – zapytała w końcu. Trochę bała się rękę włożyć do środka i wyjąć tego chomika, bo wyglądał jakby bez zawahania mógł jej palca odgryźć. Może powinna przejąć od niego tę klatkę? Na pewno zmęczył się niosąc ją. Szczególnie, że w jej głowie to już wszystko prezentowało się tak, jakby musiał biegiem uciekać z nią tutaj. No, chyba ją przekonał.
_________________
[Profil]
  MÓW MI: aneczka
MULTI: dagny i cała reszta
 
aidan ackermann



w Berrylane od urodzenia z przerwami

Kręci placki, masuje plecki

31
yo

185
cm

Dał księżniczce Paisley tamagotchi

Lives in:
auburn pine houses

Wysłany: 2019-06-15, 23:33   
  
Aidan

  
Ackermann

  
- Tutejsza idiotko! - rzekł kretyn miejscowy - Czy pragniesz pójść ze mną na film przebojowy?

  

  

  

  

  

  


Chyba faktycznie mógł pomyśleć o przyniesieniu ze sobą jakiejkolwiek pizzy oprócz tego chomika. Przecież nie był frajerem (lol, tak naprawdę to totalnie był skończonym frajerem, nawet jeśli w pewnych aspektach życie faktycznie znał) i wiedział, że jedną z najlepszych dróg (jeśli nie najlepszą drogą) do kobiecego serca jest właśnie przez żołądek. A głodna kobieta to zła i uparta kobieta. Tylko że fizycznie nie miał możliwości, żeby tę pickę ze sobą przynieść. Po pierwsze, miał ręce zajęte tą nieszczęsną klatką z nieszczęsnym chomikiem Franiszkiem, co nieco ograniczało mu możliwości niesienia czegokolwiek dodatkowego na miejsce spotkania, a po drugie nie szedł tutaj prosto z pracy. Gdyby miał zabrać ze sobą pizzę w takich okolicznościach, to musiałby ją zakupić, a to generalnie było totalnie bez sensu i nieco mijało się z celem. Za dużo zaangażowania w stosunku do zysków. Przecież to tylko głupie żywe jeszcze chomicze salami, nie? Nie warto. Inna sprawa była taka, że mógł przynajmniej zrobić Lorelei kanapkę…
- Franciszek – potwierdził, podnosząc nieco wyżej klatkę, żeby mogła go sobie lepiej obejrzeć, razem z całym inwentarzem – ze smutnymi oczkami patrzącymi na nią z nadzieją, z oklapłymi wąsikami, które nie poruszały się z powodu rozpaczy, że nie mają stałego domu i z głodnym brzuszkiem, który burczał najprawdopodobniej tak samo jak burczał rozczarowany brzuszek Lorelei bez pizzy od Aidana. No jeśli to nie było coś, co zbliżało do siebie ludzi i chomiki, to Aidan nie mógłby stwierdzić, co mogłoby być! - No popatrz, jaki jest uroczy. To najmilszy chomik, jakiego poznałem. Naprawdę. A wiesz, przyszło mi poznać ich naprawdę sporo. Niektóre to prawdziwe gnojki – stwierdził totalnie na poważnie, kiwając przy tym głową. - Ale nie Franciszek. On jest dzielny i honorowy. Wiesz, Kapitan Ameryka wśród chomików. Albo Thor! Thor jest spoko, nie? popatrzył na nią, szukając zrozumienia i w międzyczasie kiwając głową. Bo skąd mógł wiedzieć, którego Avengersa Lorelei lubiła najbardziej? Pojęcia nie miał. A przecież chciał jakoś do niej trafić!
- No… Franciszek potrzebuje domu u jakiejś miłej i odpowiedzialnej osoby – rzucił w ramach wyjaśnienia, zerkając na Lorelei znacząco. Jakby to ona była tą miłą i odpowiedzialną osobą. Wprawdzie Aidan odnośnie obu tych rzeczy miał wątpliwości, ale przecież nie zamierzał się nimi dzielić…
[Profil]
  MÓW MI: anko
MULTI: billie, charlie, john, memory, rhys, stevie, wyatt
 
lorelei millington



w Berrylane od samych narodzin

praktykantka w laboratorium

20
yo

158
cm

potrzeba do niej dużo cierpliwości

Lives in:
white flower valley

Wysłany: 2019-06-30, 13:57   
  
lorelei

  
millington

  
this happens every time I try to mix decision making with one too many drinks

  

  

  

  

  

  


Prawdopodobnie jakiekolwiek jedzenie sprawiłoby, że jej uwaga zostałaby podzielona. A co za tym idzie — nie skupiałaby się teraz jedynie na ten klatce, z brzydkim chomikiem w środku, której obecność była tak pozbawiona sensu, że czuła się zadziwiająco zagubiona. Należy też w tym miejscu zaznaczyć, że Lorelei na co dzień dość nieźle radziła sobie z absurdem — przecież sama czasami robiła coś, czego pojąć nie potrafiła i jakoś udawało jej się to tego później ustosunkować. Klatka z Franciszkiem nadal jednak nieco wykraczała poza jakieś jej logiczne bariery, więc jedynie przyglądała mu się zadziwiająco uprzejme. Bo może po prostu chciał jej się w tej chwili pochwalić nim tylko? I nie powinna go w takim wypadku na pewno oceniać.
— Franciszek to bardzo ładne imię. Niemal majestatyczne — zapewniła go. Chciała go w tej chwili jakoś pocieszyć, bo przecież brzydkie chomiki się zdarzają, nie? Nie musiał się za niego wstydzić w żaden sposób, bo jakieś plusy można tutaj było dostrzec. Mała, naiwna Lorelei dalej nie skojarzyła, że to ona ma być ponoć jego nową mamą. Ale dlaczego by miała? Ludzie nie wpadają na spotkania z klatką i nie wręczają ci partii, która miała zostać przerobiona na salami ot tak. Może po prostu najpierw pytają, czy druga strona w ogóle chce?
— No… ja wierzę. I bardzo ładnie o nim mówisz, to fajne… — dodała i poklepała go nawet po nodze. Ją to prawie przekonało i prawie uwierzyła, że faktycznie ten chomik był takim wspaniałym stworzeniem. Do Thora by go może nie porównywała… chyba, że tego z Endgame’u, kiedy to nabrał masy i był tylko śmieszny i pocieszny. A gdy dotarło do niej co takiego Aidan kombinuje otworzyła szeroko usta, a potem wskazała najpierw na Franciszka, a potem na siebie zadając mu niewerbalne pytanie. Aż wreszcie głos odzyskała.
— Ja mam się nim zająć niby? Nie, nie, nie. Mój kot go zje w trzy sekundy — dodała. Nie mogła mu zabrać chomika przecież Franciszek był jego.
_________________
[Profil]
  MÓW MI: aneczka
MULTI: dagny i cała reszta
 
aidan ackermann



w Berrylane od urodzenia z przerwami

Kręci placki, masuje plecki

31
yo

185
cm

Dał księżniczce Paisley tamagotchi

Lives in:
auburn pine houses

Wysłany: 2019-07-11, 19:43   
  
Aidan

  
Ackermann

  
- Tutejsza idiotko! - rzekł kretyn miejscowy - Czy pragniesz pójść ze mną na film przebojowy?

  

  

  

  

  

  


Dla Aidana wyjątkowy brak atrakcyjności Franciszka wcale nie był czymś oczywistym. Według niego każdy chomik wyglądał mniej więcej tak samo. Trochę jak nieforemna, futrzasta i zdecydowanie przerośnięta, wręcz upasiona glizda (żeby nie powiedzieć kupa, bo wiadomo, trochę niesmacznie). Nie wyobrażał sobie, dlaczego ludzie w ogóle chcieli takie wielkie, okropne glizdy posiadać. Przecież ani nie było to do końca ładne, ani tym bardziej inteligentne, a jedynym, do czego się nadawało, było bieganie przed siebie w kole, dopóki się nie zmęczyło - zwierzę, nie koło. A jakby tego było mało, pomimo tego całego biegania, nie potrafiło utrzymać dobrej formy i figury gryzoniowych modelek. Cały czas tak samo upasione, pewnie dlatego, że tyle żarło. Nic ciekawego, przyjemnego lub godnego zainteresowania. Franciszek nie był w tej kwestii wyjątkiem. Gdyby ktoś go na moment pożyczył i położył obok kilku innych chomików, Aidan wcale by go nie rozpoznał, powiedzmy to sobie wprost. Jedyną różnicą pomiędzy Franciszkiem a innymi chomikami było to, że Franciszek znajdował się teraz w posiadaniu Aidana, a Aidan musiał się go jakoś pozbyć. No przecież zwierzęcia nie utopi. Był idiotą, ale nie sadystą! Mógł go tylko komuś oddać. Stąd ta kampania reklamowa... Najwidoczniej na speca od marketingu nadawał się w równym stopniu co na lekarza...
- No ja wiem, ale wiesz, to nie tak, że ja jestem jakimś wielkim fanem chomików - przez chwilę mogło się wydawać, że Aidan nagle z niewiadomych powodów zdecydował się postawić na szczerość, gdyby nie... - ale on jest naprawdę wyjątkowy i coś we mnie poruszył, wiesz? - gdyby nie to, że chwilę później zapuścił bajerę, jakiej nie powstydziłby się nawet stary Kardashian, broniąc OJ'a Simpsona. - Tylko że ja zupełnie nie mam możliwości, żeby go zatrzymać - westchnął ciężko i po raz kolejny posłał Lorelei znaczące spojrzenie. Musiała się poczuć zobowiązana. Musiała wiedzieć, że jest jedynym ratunkiem dla tego małego brzydala! Musiała go ratować... Aidana, nie chomika, wiadomo. Jako takim dobrobytem chomika Ackermann się przecież nie przejmował. Znacznie bardziej bał się, że gdzieś po drodze może się wydać, że go podpieprzył z gabinetu weterynaryjnego, a wtedy lepiej, żeby nikt nie wiedział, że kiedykolwiek miał Franciszka w posiadaniu. - Kot go na pewno nie zje. Ale moja współlokatorka... Ona jest uczulona na salami. I na chomiki. Wyobrażasz sobie? Na dwie rzeczy na raz! Ja nie mogę go przygarnąć... - rzucił ciężko, siląc się na jak największy dramatyzm i popatrzył na Lorelei błagalnie.
[Profil]
  MÓW MI: anko
MULTI: billie, charlie, john, memory, rhys, stevie, wyatt
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  
BERRYLANE POGODA
Strona wygenerowana w 0,07 sekundy. Zapytań do SQL: 6