menu


Poprzedni temat «» Następny temat
NoMa
Autor Wiadomość
Jolly Goldrise



w Berrylane od zawsze

pielęgnuje ludziom twarze i robię biżuterię z modeliny

23
yo

160
cm

zostanę dzieckiem kwiatów a co...

Lives in:
white log mews

Wysłany: 2018-08-03, 12:53   
  
Jolene

  
Goldrise

  
kiss me and take off your clothes

  

  

  

  

  

  


#poHeathie look

Jolly była strasznie podekscytowana tym, że miała udawanego chłopaka. Nie musiała mu kupować prezentów ani prać skarpet ale gdy zaszła potrzeba to mogła zrobić wrażenie na koleżankach. Dobrze, że się Heath napatoczył i z nimi zamieszkał, przynajmniej płaciła mniej za mieszkanie, a i się do czegoś przydał. Goldrise zastanawiała się od dłuższego czasu co powinna założyć i jak się umalować na imprezę zaręczynową do Betsy, której szczerze nienawidziła. No ale skoro Betsy naśmiewała się z niej przez tyle czasu, że Goldrise nie ma chłopaka to teraz jej Jolene pokaże paradując z takim mięśniakiem jak Heath. Miała tylko nadzieję, że Somerest nie zrobi jej wstydu, chociaż na pewno o wiele bardziej powinna się martwić tym, czy sobie sama go nie przyniesie. Znając Jolly, to wszystko było możliwe.
Tak pogrążona we własnych myślach spędziła dzień na zajmowaniu się innymi kobietami. Czyściła im twarz, malowała, robiła paznokcie i tak ciągle i ciągle. Niby z nimi rozmawiała ale była też jakoś nieobecna przy tym wszystkim wciąż w głowie mając nadchodzące wydarzenie i naukę całowania, którą ostatnio zrobił jej Somerest. Nawet się nie zdenerwowała gdy jakaś babeczka odwołała jej wizytę. Może to się i dobrze złożyło? Dzisiaj i tak nie była w najlepszym nastroju do pracy. Zaczęła więc zamiatać i czyścić cały zakład żeby szybciej wyjść do domu, aż tu nagle ktoś jej wparował na świeżo umytą podłogę. - Dzień Dobry - odpowiedziała Jolly unosząc wzrok na kobietę i od razu się do niej wesoło uśmiechnęła, bo w końcu trzeba być miłym dla klientów. - Zależy na co... właśnie pewna Pani odwołała wizytę, podobno zepsuło jej się auto ale tak naprawdę to wszyscy wiedzą, że mąż ją bije więc obstawiam limo pod okiem i wstyd... - Jolly zawsze miała za długi język i za dużo plotkowała, czasem nawet nieświadomie, bo po prostu lubiła gadać. - To w czym mogę pomóc? - zapytała odkładając mopa i stając naprzeciw blondynki z założonymi na piersiach rękoma.
_________________

    I know that I went psycho on the phone I never leave
    well enough alone and trouble's gonna follow where I go
[Profil]
  MÓW MI: Pani Cyc
MULTI: HAYDEN I GINEVRA I DAWSEY I LAILA I MARCY I
 
Louise Howett


Wysłany: 2018-08-14, 17:42   

Życia uczuciowego Louise nie warto omawiać w tym miejscu. W sumie ona sama nie miałaby ochoty o tym mówić, bo ostatnio wydawało się jej, że los robi jej na złość i tyle. Także jakby ktoś ją pytał o zdanie, to nawet udawany facet jest bezsensu. Ze szczęściem Louise szybko by sobie coś nawyobrażał i w końcu wyrósłby kolejny problem przed, którym musiałaby uciec.
Na razie zatem wolała się zająć biznesami i podpatrzeć konkurencję. Trochę ją zdziwiło, że dziewczę tak żwawo zareagowało. Może to dlatego, że miejsce zdawało się być opuszczone i nie spodziewała się, że ktokolwiek może tu mieć w sobie trochę energii życiowej.
Odwzajemniła uśmiech i kiwnęła głową, jakby sama nie wiedząc co dalej. Wzięła kartkę z zabiegami do ręki i przebiegła po niej wzrokiem, a potem jeszcze raz po pomieszczeniu.
- To rzeczywiście poważny powód do odwołania wizyty. - choć Lou (oby nigdy nie była w takiej sytuacji) pewnie byłaby zbyt zajęta użalaniem się nad sobą, żeby pamiętać o wizycie i o odwołaniu jej. Nie mniej jednak była wolnym elektronem.
- Przyszłam zorientować się jaką macie ofertę ii... - założyć wam konkurencyjne studio. - Umówić się na zabieg mikrodermabrazji, o ile umiecie to dobrze zrobić. Nie kwestionuje Twoich umiejętności tylko sprzęt. - kto wie, może kobiecina, która była właścicielką zaopatrywała się na alieexpress, lepiej tego nie przykładać do twarzy. Wiadomo. Niebezpieczeństwo.
- To jak? - spytała Louise przyglądając się dziewczynie, która wyglądała na dwudziestolatkę, ale z pewnością towarzyszyło jej kilka wiosen więcej.
[Profil]
 
 
Isabel Marvel


Wysłany: 2018-10-26, 13:43   

#7 ale chyba przed garrym

Pani Marvel uznała, że skoro przeżywa w miasteczku ostatnie dni swojego życia i nie ma możliwości na spotkanie z córką to chociaż zrobi dla siebie coś przyjemnego. Jednego dnia wybrała się na sushi, a drugiego uznała, że skorzysta z usług kosmetyczki. Wiadomo przecież, że nic kobietom nie poprawia humoru tak, jak zakupy albo nowe paznokcie. Is wybrała to drugie. Nie przewidziała tylko, że kiedy wejdzie do salonu to przy jednym ze stanowisk zobaczy… Opal. Mina Isabel od razu zrzedła. Kobieta zacisnęła dłoń w pięść i gotowa była do odwrotu. Nie czerpałaby przecież radości z wizyty w salonie, kiedy obok, kątem oka oglądałaby tę zakłamaną twarz niewiniątka. Niestety było za późno, żeby się wycofała, bo ta podstępna żmija już ją zauważyła. Uśmiechnęła się więc sztucznie i jak na złość, została poprowadzona przez swoją kosmetyczkę do stanowiska obok tej zdradliwej suki. Jednak Isabel nie miała zamiaru się witać. Zerknęła tylko jak bardzo etap prac na paznokciach byłej koleżanki jest zaawansowany i ze smutkiem doszła do wniosku, że kobieta musiała znaleźć się tam chwilę przed nią. Pech to pech.
-Mam nadzieję, że tu nic nie ukradniesz – mruknęła uszczypliwie w stronę Opal, która nie kryła się nawet z tym, że zerkała na Isabel. Za to Marvel nie umiała ugryźć się w język i wypowiedziała to, co myślała. Owszem, blondynka miała żal do Garretha, że się pocieszył, ale o wiele więcej pretensji miała do swojej przyjaciółki, która zamiast po prostu pomóc mężowi Isabel wpakowała mu się do łóżka i na dodatek „przywłaszczyła” sobie córkę Marvelów. Cóż… Nie o taką pomoc Is prosiła w liście, nie o taką.
[Profil]
 
 
Opal Mayfield


Wysłany: 2018-11-02, 19:24   

Od przyjazdu Isabel w życiu kobiety wiele się zmieniło; choć na pierwszy rzut oka tego nie było widać, Opal odczuwała złowrogą aurę dotyczącej byłej partnerki Garreth'a. Niestety wiedziała, że nie ma prawa mieszać się w ich relację - bo ta sprawa powinna być tylko między nimi, aczkolwiek z drugiej strony blondynkę również to dotyczyło. Wbrew wszystkiemu - a szczególnie temu; jakie zdanie miała o niej panienka Marvel; Opal życzyła jej jak najlepiej. W końcu były kiedyś najlepszymi przyjaciółkami, nieprawdaż? Tylko, że sama Isabel skreśliła ich przyjaźń w momencie wyjazdu; owszem mogłaby jej odpuścić, spróbować w jakiś sposób ją zrozumieć; niestety, ale sama wtedy była w kiepskim stanie. Otóż dopiero co dowiedziała się, że jej mąż ma romans i od niej odchodzi; była wrakiem człowieka, a Is jeszcze wyznaczyła jej za zadanie opiekować się jej rodziną. W tamtej chwili była na nią wściekła, nawet zamierzała sama wziąć się w garść i poszukać przyjaciółki; ale gdy ujrzała Garreth'a oraz jego córkę, zrozumiała że musi im pomóc. Rzecz jasna w żaden sposób nie oczekiwała zadośćuczynienia z jego strony, a tym bardziej nie spodziewała się iż chęć pomocy zamieni się w chęć spędzania z nimi jak najwięcej czasu. Gdy zrozumiała, że poczuła coś do męża przyjaciółki; początkowo obwiniała się, wręcz odsuwała od mężczyzny - wiedząc jakie to niemoralne, ale kiedy zrozumiała, że jego uczucia są podobne; zdecydowała się zaryzykować i ostatecznie wszystko między nimi się poukładało i nastąpił ten oczekiwany od tylu lat w jej życiu spokój, który zniknął w chwili pojawienia się jego żony. Wiedziała, jak bardzo to źle wygląda w oczach jej byłej przyjaciółki; że Is za pewne czuję się zdradzona; ale Opal nie mogła dłużej karać się za to, że chciała ułożyć sobie życie. Dlatego postanowiła egzystować z dala od kobiety - lecz jak wiadomo Berrylane to małe miasteczko i prędzej czy później ich drogi musiały się skrzyżować - choć Mayfield nie spodziewała się, że nastąpi to tak szybko.
Widząc kobietę głośno wypuściła powietrze z ust i za pewne w innych okolicznościach odeszłaby; by nie wpaść z nią w jakąś konfrontację; choć to nie tak, że jej się bała; po prostu wiedziała, iż jasnowłosa nie czuję się najlepiej; w końcu z Garry'm mówili sobie wszystko, po tym co oboje przeszli zdecydowali się wyjawiać nawet tą najgorszą prawdę; ale aktualnie jej paznokcie były w zbyt kiepskim stanie by tak zwyczajnie opuściła pomieszczenie. Słysząc jej słowa wywróciła oczami odwracając się w stronę towarzyszki. - Nawet jeżeli, to pewno nie ucieknę bez słowa wyjaśnienia. - Odbiła pałeczkę odwracając z sztucznym uśmiechem w stronę kosmetyczki.
_________________
[Profil]
 
 
Isabel Marvel


Wysłany: 2018-11-06, 17:29   

Oczywiście, że czuła się zdradzona. Okłamana też. Myślała, że może ufać Opal w pełni, ale się przeliczyła. Isabel nie broniła swojej przyjaciółce układać życia, ale nie pochwalała też tego, że przywłaszczała sobie te należące właśnie do Marvel. Okej, wyglądało to tak jakby sama z niego zrezygnowała, mająć wszystko totalnie gdzieś, ale jak się okazało... Sytuacja była o wiele bardziej skomplikowana. O wiele bardziej od tego prostego świństwa, którego dopuścili się jej "najbliżsi". A głupia Isabel tak długo miała do siebie pretensje, że nie powiedziała Mayfield o swojej chorobie... Całe szczęście, ze tego nie zrobiła, bo pewnie wtedy Opal wypaplałaby wszystko Garrethowi, a przecież zachowanie Isabel miało go wtedy uchronić od tego bólu z jakim wiązałoby się przechodzenie przez kolejne etapy leczenia. Blondynka postanowiła zmierzyć się z tym samodzielnie, jedynie ze wsparciem brata. Nie wygrała, czekała na wyrok. Ale o wiele gorszym wyrokiem była dla niej ta podwójna zdrada, którą odkryła po powrocie w rodzinne strony.
Zaśmiała się kpiąco, słysząc odpowiedź "przyjaciółki". -Może to i lepiej... Mam nadzieję, że dostaniesz na tyle poważną karę, że z poczucia kompromitacji po jej wymierzeniu jednak uciekniesz. I nie wrócisz, mała żmijo - prychnęła, odwracając się do niej plecami. I kiedy tak patrzyła na wodę, którą przyniosła jej kosmetyczka to miała ochotę wylać ją na Opal, ale Isabel postanowiła, że zachowa resztki jakiejś godności i nie będzie się zniżać do poziomu przywłaszczaczki cudzych rodzin. Miała o wiele więcej godności w sobie, nawet jeżeli wszyscy wokół uważali, że tak wcale nie jest. Bo naprawdę miała. Tylko frustrowało ją to, że wszystko było cholernie nie tak, a czasu zostało jej... Naprawdę niewiele. Nie miała gteż pojęcia, czy to bęzie tak, że któregoś dnia się po prostu nie obudzi, może przewróci na ulicy, czy moze będzie znów leżeć w szpitalu i umierać w ogromnym bólu i męczarniach do tego w samotności... Nie miała pojęcia jak ten koniec będzie wyglądał... I już chyba nie jego wizja, a po prostu brak świadomości jak on będzie wyglądał tak bardzo przerażał blondynkę.
[Profil]
 
 
Opal Mayfield


Wysłany: 2018-11-06, 20:41   

Widocznie Isabel nie mogła, a nawet nie chciała postawić się w sytuacji Opal; oczywiście, Mayfield wiedziała, że postąpiła źle, iż popełniła grzech; aczkolwiek nie było wiadome, czy Marvel kiedykolwiek zdecyduję się na powrót; uciekła bez żadnego słowa wyjaśnienia, także blondynka sądziła, że jej przyjaciółka postanowiła spalić za sobą wszystkie posty; co według niej było okrutne, zważając iż miała przecież idealne życie, cudownego męża i roczną córkę, czego chcieć więcej? Dla Opal to było wszystko czego potrzebowała od życia - w końcu zawsze czuła, że musi się spełnić w roli matki; a jak wiadomo los jej to odebrał; dlatego całą swoją miłość przelała na Suzie; i traktowała ją jak własną córkę; bo chyba Isabel tego chciała, prawda? Aby mała miała jak najlepiej - dlatego to właśnie jej ją powierzyła. Rzecz jasna, uczucie jakim obdarzyła jej męża było złe; lecz panienka Mayfield nie mogła już nic na to poradzić; a jeżeli przez długi czas pragnie się szczęścia i gdy nagle je zdajesz sobie sprawę, że masz je na wyciągnięcie ręki - Opka nie mogła z tego zrezygnować - także trzeba przyznać, że wybrała swoje szczęście.
Słuchając jej słów w końcu nie wytrzymała i zabrała dłonie odwracając się całkowicie w stronę swojej towarzyszki. - Wiesz co? Mam dość Twoich popieprzonych insynuacji, szczególnie nie w miejscu publicznym, pomyślałaś chociaż trochę o tym, że inni mogą nie mięć ochoty wysłuchiwać Twoich pretensji? - Uniosła wymownie jedną brew ku górze. - Wiem, że masz ochotę wydrapać mi oczy, bo tak bardzo Cię skrzywdziłam, ale może przez jedną chwilę przestaniesz myśleć tylko o własnych uczuciach i dostrzeżesz to jak wielu ludzi zraniłaś swoją ucieczką? Pomyślałaś co przez Ciebie przeżywali? Oczywiście, że nie. Bo liczyło się tylko to Twoje własne pojebane zdanie. Przykro mi, że tak się stało, ale zakochałam się w nim i nie mogę dłużej za to pokutować. - Odrzekła pewnie cały czas jej się przyglądając. - I tu ode mnie mała rada ze względu na naszą dawną przyjaźń, zamiast wciąż użalać się nad sobą, weź się w garść i spróbuj naprawić to co zniszczyłaś, poznaj swoje dziecko, bo w końcu zostało Ci mało czasu, prawda? - Tym razem jej ton głosu był o wiele spokojniejszy. - Więc nie marnuj go na robienie paznokci. - Zaznaczyła i po tych słowach podniosła się. - Nie będę Ci uprzykrzać dni, więc sobie pójdę.. a po za tym nie mam ochoty być cały czas obrażana. - Mruknęła i w tym momencie wyciągnęła stu dolarowy banknot kładąc go na biurko kosmetyczki. - Umówię się innego dnia na wizytę, przepraszam Panią. - Te zdanie skierowała do kosmetyczki następnie odwróciła się i skierowała do wyjścia czując jak narasta w niej wściekłość.
_________________
[Profil]
 
 
Isabel Marvel


Wysłany: 2018-11-07, 22:31   

Opal nie miała pojęcia przez co przechodziła Isabel i jak ciężko było jej podjąć te wszystkie decyzje, których musiała dokonać przed laty. Nie tak powinny wyglądać ostatnie miesiące przygotowań do macierzyństwa jakiejkolwiek kobiety. Żadna nie powinna mierzyć się z tym, czy urodzić dziecko, czy walczyć o swoje życie. Czuć się gorzej, słabnąć z dnia na dzień... Nie wiedzieć co przyniesie jutro. Marvel nie życzyła tego nikomu, ale kiedy teraz patrzyła na Opal... Gdy słuchała jej bezczelnych tekstów... Chciała, żeby jej ex-przyjaciółka cierpiała bardziej. Właściwie to piekielne otchłanie nie byłyby dla niej wystarczające według Is. Dlatego też nie mogła odpuścić tego, co usłyszała od wielce cudownej i najmądrzej w miasteczku Mayfieldówny. Złotego dzieciątka. Dlatego choć powinna odpuścić i zostać na tych pieprzonych paznokciach to nie zrobiła tego. Zamiast postąpić racjonalnie, dała ponieśc się emocjom. Złapała szklankę, rzuciła krótkie: -Przepraszam - i wyszła za Opal.
-Nie możesz dłużej pokutować za to, że zakochałaś się w moim mężu?! Nie możesz dłużej?! - i w tym momencie Isabel wylała zawartość swojej szklanki, czyli całą wodę, na Opal, która chyba nie była na to przygotowana. Dla większego dramatyzmu puste naczynie stłukła obok swoich nóg, a oskarżający palec wycelowała w blondynkę na przeciwko siebie. -Źle ci było, kiedy rozkładałaś przed nim nogi? Jaka była twoja pokuta? Mizdrzenie się do niego? Zostawanie na noc? Aż wreszcie tam zamieszkałaś? - spytała jadowicie, podchodząc bliżej. -Nie pieprz głupot, Mayfield. Nic ciebie to nie kosztowało. Przywłaszczyłaś sobie mojego męża, moją córkę... Prosiłam się, żebyś się nimi zajęła... Może nie tłumaczyłam czemu, ale od kiedy synonimem troszcz się o nich, bo tylko tobie ufam jest: pieprz się z moim mężem jak króliki, a moją córkę traktuj jak swoją?! - wrzasnęła, popychając Opal. Tak była agresywna, ale Isabel odkąd wróciła była wściekła tak bardzo na cały świat, a najbardziej własnie na Mayfield, że nie mogła udawac, ze wszystko jest okej. I nie mogła słuchać jaka to ona była zła i jaka to ona była egoistyczna... Bo naprawdę nie uciekła z egositycznych pobudek -I uwierz mi, ze marzę o spędzaniu czasu z moją córką... Ale niestety pieprzona oszustka zabrania mi tego, bo to pewnie nie jest dla niej najlepsze. Bo namieszam jej w głowie. Bo znów ucieknę. Myślisz, że było mi łatwo?! Że tego chciałam?! Nawet nie wieesz.... - urwała, bo nie chciała płakać przed Opal. Nie były już przyjaciółkami i Isabel nie miała zamiaru pokazywać swojej słabości przed wrogiem. Bo właśnie jako kogoś takiego aktualnie MArvel traktowała Mayfield. -Jesteś zakłamaną suką. A Garreth jest z tobą z litości. Jesteś nagrodą pocieszenia i nawet tego nie widzisz, bo tak bardzo pragnęłaś idealnej rodziny, że skoro nie potrafiłaś nigdy sama takiej stworzyć, to wzięłaś to, co zostało po mnie. Jesteś chora, chora! Dobrze wiesz, że mam rację. Dwa małżeństwa ci nie wyszły. I co, skarbie? To pewnie wina tych facetów, to oni byli źli, prawda? Wcale nie, ty? A ja myślę, że skoro ze wszystkimi ci nie wychodziło... To z tobą, Opal, coś jest nie tak... Jesteś marną podróbą. I wiesz co? Nie potrzebuję od ciebie żadnych rad, tylko żebyś się odpierdoliła i nie mieszała mojemu mężowi więcej w głowie! I nie decydowała co jest dobre dla Suzie, a co nie, bo gówno wiesz. Tak samo jak gówno wiesz o mojej chorobie, moich motywacjach i o wszystkim co dotyczy mnie. Bo jesteś tylko zakłamaną, egosityczną suką, która szuka jedynie pocieszenia dla siebie. Tak szczęście nie zbudujesz, Mayfield. A może chcesz jużbyć nazywana Marvel? A może jeszcze kogoś innego masz na swoim celowniku? I tak na koniec zostaniesz sama, dobrze o tym wiesz... - syknęła i miała ochotę jeszcze wytargać ją za włosy, ale postanowiła nie zniżać się do poziomu Mayfield. Wygarnęła jej to co chciała i nie miala w tej chwili niczego do dodania. Chyba, że Opal postanowi się odwdzięczyć... Cóż, wtedy Isabel nie będzie stała obojętnie. Bo za wiele ją kosztowało to, co zobaczyła po swoim poworcie. Za wiele bólu, złych emocji i po prostu zwykłego ludzkiego zawodu. Musiała gdzieś wyrzucić z siebie całą tę żółć. Musiała się na kimś wyżyć. A skoro całemu złu winna była Opal... Sprawa wydawała się oczywista, że prędzej, czy później dojdzie między nimi do takiego starcia.
[Profil]
 
 
Opal Mayfield


Wysłany: 2018-11-10, 19:04   

To akurat prawda, Opal nie wiedziała nawet w małym stopniu tego, co przeżywała jej była przyjaciółka, nie była w stanie się tego domyślić, ale także nie chciała tego robić. Nie oszukujmy się, samo słowo rak brzmi niezwykle poważnie, do tego stopnia, że na Twoim ciele mogą pojawić się dreszcze. Mayfield zwyczajnie byłaby przerażona, gdyby to ją spotkało - choć na co dzień miała styczność z takimi przypadkami, w końcu pracowała w szpitalu i za nie długo stanie się pełnoetatowym lekarzem, lecz nigdy nie celowała w specjalizację onkologiczną - sam widok ludzi chorujących całkowicie ją dobijał, szczególnie w przypadku małych dzieci - zbyt bardzo by się do niech przywiązywała i powoli łamałoby ją to gdyby nie była w stanie im pomóc. Także, bardzo współczuła Isabel, nawet jeżeli wcale tego nie okazywała.
Właściwie sądziła, że ich rozmowa już się skończyła i będzie mogła wrócić do domu aby opowiedzieć o tym Garreth'owi, bo w końcu mówili sobie o wszystkim, a tego Opal na pewno nie miała zamiaru zataić. Sama była wściekła, a jej podminowanie wzrosło w chwili gdy usłyszała za sobą głos panienki Marvel. Z poważnym wyrazem twarzy odwróciła się w jej stronę, nagle czując jak robi się mokra. - Co Ty wyprawiasz? - Rzuciła początkowo dość spokojnym tonem strzepując sobie z twarzy ciecz. - Myślisz, że tym zachowaniem cokolwiek osiągniesz? - Dodała marszcząc brwi, ale nadal próbowała zachować powagę - nie chciała zniżać się do jej poziomu, zwłaszcza iż była szanowaną panią doktor, a nie zamierzała dać ludziom tematów do plotek. Niestety, na to było już za późno - w chwili gdy Marvel rozpoczęła swój monolog. - Widzisz, Isabel. - Zaczęła cały czas na nią patrząc. - Nawet do głowy nie może przyjść to, że to wcale nie ja zrobiłam pierwszy krok. - Mówiła spokojnym tonem, choć w środku się w niej gotowało. - Nie przywłaszczyłam sobie Twoje męża, sam do mnie przyszedł.. bo odeszła od niego jedyna osoba, której ufał bezgranicznie. W pewnym sensie go zniszczyłaś, wiesz? Naprawdę Cię kochał. - Trochę ją te słowa, które sama wypowiedziała bolały, lecz ona wcale nie była zakłamaną suką, nigdy nikogo nie okłamała i nie zamierzała tego robić nawet w przypadku osoby, którą na ten moment gardziła. - Chcieliśmy być po prostu szczęśliwi, nie zajęłam Twojego miejsca, a to, że pyta mnie o zdanie to jest normalne jak się z kimś spotykasz. Chcę znać mój pogląd na tą całą sytuację. Widocznie Ty już zapomniałaś, że w związkach tak się robi, aby wszystko współgrało. - Wzruszyła ramionami, chcąc ją w ten sposób obrazić, ale w o wiele inteligentniej niż zrobiła to jej towarzyszka. - Nie wiem czego chciałaś i naprawdę mnie to już nie interesuje, podjęłaś taką a nie inną decyzję, a teraz próbujesz zgonić na wszystkich winę, bo łatwiej jest grać ofiarę niż spojrzeć prawdzie w oczy i dostrzec to, że sama do tego wszystkiego doprowadziłaś. - Mruknęła nadal ją obserwując. Jednak kolejne słowa blondynki sprawiły, że poczuła niewyobrażalnie wielki ból, który przeszywał się wzdłuż jej ciała. Potrafiła trafić w punkt - to było niezaprzeczalne. - W porządku, więc jeżeli jestem nagrodą pocieszenia, to dlaczego od razu rozłożył przed Tobą ramion? W końcu wielka Pani postanowiła wrócić i wszyscy mają padać do jej stóp. Isabel, tak nie wygląda życie.. krążysz w jakimś wielkim wyimaginowanym przez siebie światem i traktujesz wszystkich jak gówno, bo uważasz, że to Twoje potrzeby są najważniejsze? Do końca Cię już pojebało. - Odrzekła pewnie, tak bardzo pragnęła ją teraz postawić do pionu, lecz wiedziała, że nie powinno się taki słów używać w stosunku do umierającej osoby, w pewnym sensie miała w sobie jeszcze odrobinę współczucia. - A Ty wiesz co jest dla niej dobre? Nie było Cię dwa lata, gdyby ktoś teraz przechodził z Suzie nawet byś jej nie poznała. - Prychnęła. - I w taki sposób chcesz, aby Cię zapamiętała? Nie ma już kilku miesięcy.. już wiele rozumie i potrafi dostrzegać wiele ludzkich zachowań. Więc jeżeli myślisz, że przyjdziesz do domu i się z nią spotkasz traktując mnie przy niej właśnie tak jak teraz, zwłaszcza, że to ja jestem osobą, którą zna i kocha, to ona będzie miała dobre po Tobie wspomnienia? Zastanów się. Pomyśl chociaż przez chwilę nie wylewając z siebie tego bezczelnego jadu. Chcę dla niej jak najlepiej, to jest dla mnie najważniejsze, a Twoje zdanie w żadnym wypadku mnie nie interesuję. Więc dopóki Twoje zachowanie będzie zagrażać jej samopoczuciu, zrobię wszystko abyś się z nią nie zobaczyła. Bo nie pozwolę nigdy więcej, abyś ją skrzywdziła. - I nie, nie mówiła tu o Garreth'cie, akurat on miał własny mózg i nie zamierzała za niego decydować, jednak z Suzie było inaczej, zdecydowanie była za mała, aby to wszystko pojąć i Opal wiedziała, że to może zbyt negatywnie na nią wpłynąć.
_________________
[Profil]
 
 
Jolly Goldrise



w Berrylane od zawsze

pielęgnuje ludziom twarze i robię biżuterię z modeliny

23
yo

160
cm

zostanę dzieckiem kwiatów a co...

Lives in:
white log mews

Wysłany: 2019-05-04, 20:12   
  
Jolene

  
Goldrise

  
kiss me and take off your clothes

  

  

  

  

  

  


#poJoey

Miała bardzo dużo pracy, jedna z jej współpracownic poszła na jakieś urojone chorobowe i cóż... wszystko było na jej głowie. Oczywiście Jolene Goldrise się nie poddaje i zawsze daj radę hehe. Podwinęła rękawy i leciała z koksem obsługując kolejne panie, które przyszły do niej na zabiegi. W sumie to nawet była zadowolona, mogła więcej zarobić, a to się przydaje, bo właśnie zaczęła odkładać pieniążki... postanowiła, że nie będzie mogła mieszkać pod jednym dachem z Joey i jej byłym mężem do końca swojego życia. Miała w planach wynajęcie jakiegoś swojego mieszkania ale najpierw musiała odłożyć trochę kasy. Wiele można o niej powiedzieć ale Jolly czasem była odpowiedzialna, może nie jakoś często ale miewała swoje chwile. Te kilka dni pracy bez większego wytchnienia były dla męczace i czasem jej się zdarzało, że pomiędzy jedną klientką, a drugą gdzies się skitrała na zapleczu i chwilę popłakała ze zmęczenia, a później się zbierała w sobie i szła pracować dalej z wielkim uśmiechem na ustach i może lekko czerwonymi oczkami.
No i to był już kolejny dzień z rzędu, ledwo dawała radę ale dawała! Nieco się zagmatwała kto i po co przychodził więc za każdym razem musiała sprawdzać czy aby na pewno robi oczyszczanie twarzy dobrej osobie. To było męczące. No i tak wpadł kolejny klient więc otarła ostatnie łezki z policzka i z szerokim uśmiechem spojrzała na ... faceta? Dziwne. Miał przyjść ktoś na regulację brwi... ona tam nie wiedziała jakich klientów miała koleżanka, którą zastępowała. No więc cóz... - Dzień dobry... proszę siadać zaraz się Panem zajmę - uśmiechnęła się i zaprowadziła go na fotel, nie dając mu za bardzo możliwości, by cokolwiek powiedzieć. - Zrobimy na wosk, zawsze wtedy dłużej się trzyma - stwierdziła i stanęła za nim, a później przyciągnęła jego głowę do góry, by spróbować wyznaczyć jakoś kształt brwi.
_________________

    I know that I went psycho on the phone I never leave
    well enough alone and trouble's gonna follow where I go
[Profil]
  MÓW MI: Pani Cyc
MULTI: HAYDEN I GINEVRA I DAWSEY I LAILA I MARCY I
 
Wolfgang Hargreeves



w Berrylane od 5 lat

wysyła ludzi w różne podróże

27
yo

180
cm

ma żonę Ellen

Lives in:
fallen cloud

Wysłany: 2019-05-05, 17:26   
  
`wolfie hargreeves

  
`

  
`

  

  

  

  

  

  


#2

Wolfgang zdecydowanie był mężem roku. Naprawdę! Starał się żeby ich lodówka była zawsze pełna, kosz z praniem nie przepełniony, sprzątał w domu, nie rozrzucał skarpetek po chacie, sikał z podniesioną deską, którą potem zaraz opuszczał, no facet skarb, naprawdę. I detal, że miał tyle siły na robienie rzeczy w domu właśnie dlatego ze seksu nie uprawiali i nie żyli ze sobą jak mąż z żoną, ale nieważne. Nie narzekał. Ich układ był całkiem satysfakcjonujący, lubił spędzać z nią wieczory i poranki, nie musiał się wieczorami wypuszczać na podrywanie dziewczyn, w czym była absolutnie fatalny i beznadziejny. I to nie było wcale przyjemne, zbieranie odmów i wracanie do mieszkanie solo, a potem rozmawianie ze znajomymi o tym dlaczego wciąż jest singlem. Było to bardzo przykre i udawane małżeństwo sprawiało, że czuł się chociaż bezpieczny od tego typu upokorzeń. To nie tak, że nie tęsknił za całowaniem kogoś, seksem czy w ogóle, za umawianiem się z kimś, to było fajne i przyjemne, ale łatwiej było tego nie robić. Nie narażać się na kolejne zranienie. Tak, dlatego robił dla swojej żony miłe rzeczy, jak na przykład umawianie jej do kosmetyczki, kiedy był w pobliżu. Napisała mu na kartce co dokładnie ma powiedzieć i jakie terminy są okej, no i wysłała go, bo miała nadzieje że recepcjonistka się nad nim zlituje i wciśnie ją wcześniej niż przez telefon zapowiadała. Więc tak właśnie zagubiony Wolfie znalazł się w środku, nie do końca pewny z kim ma porozmawiać, skoro za biurkiem nikogo nie było.
- Tak, dzień dobry, ja właśnie... o, to miłe, mógłbym sobie usiąść, dużo dzisiaj się nachodziłem - przytaknął, kiedy kobieta się pojawiła i siedzenie mu zaproponowała. Chciał usiąść na krześle w kącie, ale kobieta poszła dalej no to... hm, poszedł za nią - ale... co? - uniósł zdziwiony brwi swoje, siadając na fotelu i kartkę w górę uniósł, żeby jej ją dać. Ale wypadła mu, no i oczywiście, musiała sfrunąć do miski z woskiem obok - ojej - sięgnął po nie, ale wtedy odciągnęła mu głowę, więc jego ręka wylądowała w gorącym wosku i go przewróciła - ała ała, ej ała - zawył od razu, bo jednak wosk gorąca sprawa! A miał nim obklejone wszystkie palce, no i narobił przy okazji bałaganu...
_________________
[Profil]
  MULTI: fin, joey, leanne, scott, nora, maia, callie, perry, adelaide, gal
 
Jolly Goldrise



w Berrylane od zawsze

pielęgnuje ludziom twarze i robię biżuterię z modeliny

23
yo

160
cm

zostanę dzieckiem kwiatów a co...

Lives in:
white log mews

Wysłany: 2019-05-07, 00:03   
  
Jolene

  
Goldrise

  
kiss me and take off your clothes

  

  

  

  

  

  


- No wiadac od razu po Panu, że Pan taki zmęczony - rzuciła bo nauczyła się, że klientowi trzeba zawsze przytakiwać i wtedy jest cacy. Klient nasz pan, albo klient ma zawsze rację. Jakieś takie ogólne prawdy są, których jolly przez lata swojej pracy się nauczyła. Może nie była najbardziej doświadczona kosmetyczka w tym salonie ale ludzie ja lubili za jej podjscie do klientów, bo każdego zawsze traktowała tak jakby był dla niej najważniejsza osoba na świecie. No bo w sumie trochę byli, dzięki nim miała co jeść i była im za to mocno wdzięczna. Lubiła jeść.
Nie myślała, że znajdzie się w tym salonie jakaś równie mocna pokraka co i ona, bo ile to razy się oblala ciepłym woskiem, albo ile jej razy zleciał na podłogę albo ile razy przez zupełny przypadek wygolila komuś coś zupełnie inaczej niż ktoś chciał albo zupełnie inne miejsce... wpadki chodziły po ludziach, to było normalne. Goldrise się jednak nie spodziewała takiego rozwoju sytuacji i to ja nieco zaskoczyło, a zaskoczona Jolly zawsze jest dziwna.
- Ojeeej... - jeknela nam chwilę zatykajac ręką usta i obserwując jak facet walczy z woskiem, a później szybko poszła na zaplecze i przyniosła nawilżające chusteczki, które powinny pomoc. - Już, już... proszę się tak nie rzucać, proszę mi dać rękę... to tylko trochę wosku, bardzo Pana przepraszam - zaczęła mówić trochę za szybko i nie miała pojęcia czy gościu wiedział co ona do niego powodziala czy nie ale złapała jego rękę żeby mu jakos te paluchy oczyścić ale zdała sobie z czegoś sprawę... - w sumie to nie, nie przepraszam... to Pana wina, nie wie Pan że są miejsca do których paluchow się nie wkłada? To cud, że Pan jeszcze żyje jak Pan tak bez zastanowienia wklada - prychneła lekko marszczac czoło ale poczuła, że coś nie jasno sformułowala swoją myśl - wklada w sensie palce... chociaż w sumie nie znam Pana więc nie mogę wykluczyć też reszty ciała. Miał Pan w domu zaślepki na kontakty? - zapytała całkowicie poważnie, bo tak czytała, że niektóre fascynację się wynosi z dzieciństwa wiec może lubił tam czuć jakiś mały dreszczyk jak go prąd kopal i tak mu teraz zostało.
_________________

    I know that I went psycho on the phone I never leave
    well enough alone and trouble's gonna follow where I go
[Profil]
  MÓW MI: Pani Cyc
MULTI: HAYDEN I GINEVRA I DAWSEY I LAILA I MARCY I
 
Wolfgang Hargreeves



w Berrylane od 5 lat

wysyła ludzi w różne podróże

27
yo

180
cm

ma żonę Ellen

Lives in:
fallen cloud

Wysłany: 2019-05-07, 20:28   
  
`wolfie hargreeves

  
`

  
`

  

  

  

  

  

  


pokiwał głową, bo wszem, pewnie tak było. Trochę mu cisnęła w tym momencie,ale co się bęczie czepiał jakoś szczególnie... Liczył na jakiś komplement, no ale jak się nie ma co się lubi, to trzeba jakoś z tym handlować! Miał tylko zapisać Elkę na brwi i sobie iść, taki był plan, taka była jego misja, niby prosta i z instrukcją w ręce, ale... Wolfie wciąż był Wolfiem. Można było się spodziewać, że coś pójdzie nie tak! Sam bardziej by stawiał że przypadkiem zapisze ją na jakieś depilacje bikini czy inną dziwną terapię na jakąś część ciała, a nie że sam się w pakuje w jakąś dziwną sytuacją. I jego najwyraźniej niezbyt bystry rozumek nie zrozumiał co się kroi, skoro kobieta posadziła go najwyraźniej na krześle przeznaczonym typowo dla klientów.
- Dlaczego to jest aż takie gorące? Przecież to niebezpieczne, i czemu się tak klei... co to jest? - zmarszczył brwi, bo w sumie nie wiedział w co właśnie łapę wpakował. No i pokiwał głową na jej przeprosiny, przyjmując je na klatę.. do czasu, bo kobieta je wycofywać zaczęła. Zmarszczył brwi, patrząc jak ściera mu z tej dłoni ten wosk - słucham? Przecież ja nie włożyłem, ja przypadkiem tak, zupełnie przypadkiem - wyjaśnił, jąkając się trochę, bo trochę go ta kobieta tutaj przerażała! Dobrze, że obrączki nie zgubił w tym wosku, a z tego wszystkiego o szukaniu kartki zapomniał.
- Co? Ale jak to zaślepki na kontakty? Ja nie noszę kontaktów, więc ja nie wiem jak się je zaślepia - no patrzyła mu w oczy, to myślał że uważa że coś z jego wzrokiem jest nie tak, a przecież wcale nie było! - Pani to jakaś szalona jest, co pani chciała w ogóle robić z moją twarzą? Czy to jakiś fetysz zawodowy? - zapytał, zdeczko podejrzliwie.
_________________
[Profil]
  MULTI: fin, joey, leanne, scott, nora, maia, callie, perry, adelaide, gal
 
Jolly Goldrise



w Berrylane od zawsze

pielęgnuje ludziom twarze i robię biżuterię z modeliny

23
yo

160
cm

zostanę dzieckiem kwiatów a co...

Lives in:
white log mews

Wysłany: 2019-05-12, 14:33   
  
Jolene

  
Goldrise

  
kiss me and take off your clothes

  

  

  

  

  

  


- Co? - zapytała, bo nie rozumiała o co on ja pyta, no bo dla niej i pewnie dla większości ludzi w tym salonie to, że wosk do depilacji jest gorący było dość logiczną informacją. - To wosk, wyrywa się na niego włosy z różnych części ciała, musi być gorący i lepki. W jakim świecie Pan żyje!? - no nie dość, że pakował swoje kończyny do jej narzędzia pracy, które teraz będzie musiała wywalić, bo jednak nie wiadomo gdzie wcześniej tą rękę trzymał i jednak mało to było higieniczne, a Jolly by się brzydziła to komuś teraz nakładać na twarz, to jeszcze był jakiś niedoinformowany, jakby nigdy nie był u kosmetyczki!
- Nie wierzę w przypadki, pewnie jest Pan od konkurencji i chce mi Pan zrobić zły PR - nie było co prawda w okolicy innego salonu kosmetycznego, najbliższy chyba w Seattle ale kto wie, może ktoś chciał coś nowego otworzyć i gościu przyszedł na przeszpiegi!? Okej, Goldrise jak zwykle wpadała w małą paranoję ale to było przecież dla niej typowe. Dobrze, że byli sami w salonie.
- A powinien Pan chyba zacząć nosić skoro jest Pan na tyle ślepy żeby nie widzieć gdzie Pan trzyma łapy - warknęła marszcząc czoło, zwróciła mu uwagę, bo może rzeczywiście coś ma z oczami i teraz pójdzie do okulisty!? - Wie Pan, że taki wosk nie jest tani? A wszystko Pan zepsuł i co ja teraz zrobię? Będę stratna... - okej nie miała pojęcia ile to kosztuje, bo tak jakby nie zajmowała się zaopatrzeniem, a czasem sama trochę rzeczy z salonu wynosiła żeby w domu zrobić depilację sobie i siostrze. No ale to co innego.
- JAKA JESTEM!??!?!? - No teraz to przesadził, Jolene bardzo nie lubiła słowa na "sz", wystarczająco dużo się nasłuchała o tym jaka to szalona nie jest jej matka i, że biedna Jolly jest taka sama, bo to chyba genetyczne. - Czy Pan tu przyszedł mnie obrażać? - zapytała krzyżując dłonie na wysokości piersi - jak to co? Pracuje... przyszedł Pan na regulacje brwi i ma jeszcze do mnie pretensje, że coś robię z Pana twarzą? Proszę się zdecydować - bo skąd ona miała wiedzieć, że gościu przyszedł po coś innego skoro jej nie powiedział! Nie jest przecież alfą i omegą.
_________________

    I know that I went psycho on the phone I never leave
    well enough alone and trouble's gonna follow where I go
[Profil]
  MÓW MI: Pani Cyc
MULTI: HAYDEN I GINEVRA I DAWSEY I LAILA I MARCY I
 
Wolfgang Hargreeves



w Berrylane od 5 lat

wysyła ludzi w różne podróże

27
yo

180
cm

ma żonę Ellen

Lives in:
fallen cloud

Wysłany: 2019-05-12, 17:36   
  
`wolfie hargreeves

  
`

  
`

  

  

  

  

  

  


Właśnie dlatego Wolfie nigdy nie przychodził do takich miejsc, tyle tu było rzeczy, których nie rozumiał! Tak samo jak nigdy nie rozumiał dlaczego kobiety lubią takie długie i ostre pazury, czemu mają na nich aż tyle wzorów, czemu pozbywają się prawie do końca swoich brwi, czemu doklejają sobie rzęsy na rzęsy i czemu niektóre ich fryzury muszą być aż takie duże, o wiele większe niż ich głowy. Czasami jakiejś dziewczyny próbował się o to zapytać, ale one się potem obrażały i na tym ich randka się niestety kończyła... - takim bezbolesnym... - mruknął, z obawą, bo wyrywanie włosów wcale nie brzmiało super przyjemnie! Na pewno nie jak coś, czego chciałby spróbować.
- Ale jakiej konkurencji, jaki PR? - no zagubiony zapytał, marszcząc brwi - ja tu przyszedłem czysto prywatnie, w kwestiach załatwiania spraw - wyjaśnił, bo oczywiście, z tego wszystkiego zapomniał już nawet co na tej kartce było napisane! Kobieta go przerażała w tym momencie, nie chciał zginąć utopiony w tym wosku...
- Jak miałem patrzeć, jak mi pani tutaj głowę chce urwać? - zapytał, bo tak zwalała na niego winę, a wina przecież była jej, mogła się z nim delikatniej obchodzić. - Ale ja nie chciałem, przecież to nie było specjalnie. Ja to pozbieram, nikt nie zauważy, na ziemię nie spadło, więc zasada pięciu sekund nie obowiązuje - o, to był jak dla niego super plan, dlatego nawet spróbował rękami jakoś ten wosk zebrać i do pudełka z powrotem dać. Syknął oczywiście, bo był wciąż gorący.
- No szalona, trochę... odrobinkę - wyjaśnił, bo nie będzie teraz cofać wypowiedzianych słów i zmarszczył lekko brwi - ja nie, w ogóle, to nie była obraza, to była taka... rzucona uwaga... że jeśli chce mi coś pani robić, to nie powinna, bo ja wcale nie chcę - wydukał, mocno zestresowany już w tym momencie, cały z tego cholernego wosku i w ogóle, miał ochotę się położyć i iść spać z tego wstydu. - Ale ja wcale nie, ja tu przyszedłem umówić żonę na regulację, a nie siebie, moje brwi mają się dobrze - i dotknął swojego czoła, zostawiając tam plamę z wosku. Na szczęście tam, a nie na brwi. Głupi ma czasem szczęście.
_________________
[Profil]
  MULTI: fin, joey, leanne, scott, nora, maia, callie, perry, adelaide, gal
 
Jolly Goldrise



w Berrylane od zawsze

pielęgnuje ludziom twarze i robię biżuterię z modeliny

23
yo

160
cm

zostanę dzieckiem kwiatów a co...

Lives in:
white log mews

Wysłany: 2019-05-16, 22:47   
  
Jolene

  
Goldrise

  
kiss me and take off your clothes

  

  

  

  

  

  


- To zazdroszczę ale wie Pan co? Świat jest bardzo bolesny i niesprawiedliwy, wyrywanie włosów jest najmniejszym problemem - prychnęła, bo faceci to jednak były baby... trochę bólu i już przerażenie w oczach. Gdzie się podziali prawdziwi mężczyźni? Jolly zawsze uważała, że to oni są słabą płcią, bo wystarczy im tylko powiedzieć o bólu menstruacyjnym i od razu miękną, o porodzie to już nawet nie ma co mówić, bo by zemdleli już na samym starcie. Kobiety zawsze miały przesrane i Jolene o tym wiedziała, to chyba jedyne czego nauczyła ją matka... oprócz tego jak się skręca fajki.
- To ja się pytam z jakiej konkurencji! - No bo skąd ona miała wiedzieć? To on pewnie szpiegował dla innych o... niech więc ją oświeci, która szmata chce zostać lepszą kosmetyczką niż ona? Jolly będzie zaciekle walczyć i powie o wszystkim siostrze, a siostra spuści im lanie o! Tak będzie. - Nic nie chce Panu urwać, tak się robi przy depilacji - prychnęła wywracając oczami - wystarczy ręce trzymać przy sobie - dodała wzruszając ramionami, bo jego tłumaczenie sie to jakoś nie przypadło do jej gustu i wciąż przeczuwała jakiś spisek. Pewnie zamach i zaraz tu wleci jakaś brzoza. Typowo.
- No jeżeli Pan nie chce tego jeść to tak czy inaczej nie obowiązuje - zauważyła i była z siebie dumna, że tego nie przeoczyła. - A jak jest Pan studentem to i tak można przedłużyć do studenckiego kwadransa, tak słyszałam - bo nigdy sama na studiach nie była więc nie wiedziała. Chciałaby móc chociaż na chwilę być na uczelni ale cóż, nie miały z Joey na tyle kasy, by mogła studiować. Nie można było mieć wszystkiego. Chociaż one to i tak miały tyle co nic.
- Taka drobna uwaga? Miło, by było Panu jakby ktoś mówił, że jest Pan szalony?? - zapytała i aż go tknęła paluchem w klatę naruszając nieco może jego przestrzeń osobistą ale to nic. Była teraz lekko zdenerwowana co nie? Miała prawo. No i dopiero gdy sie w końcu wygadał po co tu przyszedł to się cofnęła marszcząc przy tym nieco brwi. - Yhym... to czemu mi tego Pan nie powiedział od razu jak Pan wszedł? - zapytała dalej patrząc na niego podejrzliwie - a jeżeli Pan myśli, że te brwi są okej to jest Pan w wieeelkim błędzie - dodała wskazując paluchem na jego brwi, mogła się tym na szybko zająć skoro już i tak podgrzała ten wosk. - Okej to zaraz ja umówimy - powiedziała trochę sobie pod nosem i machnęła ręką ale z takim rozmachem, że aż strąciła z półeczki ten gorący wosk, który wylądował centralnie na jego spodniach. - Ojjj... - jęknęła patrząc na całą scenę z lekkim przerażeniem - przepraszam? - dodała szybko i coś jej się zaczęło właśnie wydawać, że raczej ani facet ani jego żona już tu nie przyjdą.
_________________

    I know that I went psycho on the phone I never leave
    well enough alone and trouble's gonna follow where I go
[Profil]
  MÓW MI: Pani Cyc
MULTI: HAYDEN I GINEVRA I DAWSEY I LAILA I MARCY I
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  
BERRYLANE POGODA
Strona wygenerowana w 0,09 sekundy. Zapytań do SQL: 5