menu


Poprzedni temat «» Następny temat
Staw
Autor Wiadomość
Finley Bowden



w Berrylane od już nie

studentka robotyki

18
yo

152
cm

bajka z Haydenem i złą czarownicą

Lives in:
capitol hill

Wysłany: 2019-09-11, 00:27   
  
`finny bowden

  
`

  
`

  

  

  

  

  

  


To chyba powinna w inny sposób to pokazać, nie taki wrogi, nie taki... oziębły. Tak jakby robiła łaskę innym ludziom, że pozwala im być obok. A nie o to chodziło przy tworzeniu rodziny czy odbudowywaniu jej.
- To był tylko tekst o wołowinie... który nie miał żadnego podtekstu, był tylko propozycją zrobienia mięsa - uniosła brwi, kręcąc powoli głową. To naprawdę była normalna rozmowa, nie rozumiała czemu Kara z niej zrobiła jakąś dziką potyczkę. - Czy ty myślałaś, że to był dwuznaczny tekst o masturbacji? Przy Twoim bracie? I mężu? - no serio, nie czaiła, normalnie to by się pewnie roześmiała w tym momencie, ale póki co tylko rozbawione iskierki Kara mogła dostrzec przez kilka chwil w jej oczach. Bo serio, to było tak durne... Nie żeby kłótnia o dosłowną wołowinkę była mniej durna, bo Fin totalnie powiedziała to normalnym tonem.
- Okej - odpowiedziała tylko, bo cóż, przez sekundę najwyraźniej liczyła, że coś się zmieni i jednak Kara postanowi się przed nią otworzyć. Ale najwyraźniej była tak naiwna jak często przy jej bracie i po raz kolejny się zawiodła. Chyba się powinna przyzwyczaić, a jednak, to wcale nie było miłe. Kara nie chciała z nią rozmawiać o poważnych sprawach, nie chciała o głupotach, więc jak właściwie chciała z nią utrzymywać kontakt? Znakami dymnymi? Przez osmozę?
A teksty, że potrzebowała czasu spełzały trochę na niczym, skoro rok się już ponad znały...
Nie zaprotestowała na jej słowa, ale i tak zamierzała pójść za nią i upewnić się, że nic jej się nie stanie. Z bezpieczniej odległości. Nie zdążyła się jednak żadna wytworzyć, a Kara wróciła i tym razem Finley pozwoliła jej dokończyć i odezwała się dopiero po jej monologu. - Tak, myślę że wiem o nim prawie wszystko i że poznałam go dogłębnie. I tak, wydaje mi się, że kocham każdą jego zaletę i każdą jego wadę. I może się mylę, ale co z tego? To nie quiz, który trzeba zaliczyć na daną ilość punktów, to człowiek, który jest dla mnie całym światem i który zmienia się z każdym rokiem, a ja chce być obok tych zmian i nie mam problemu z uczeniem się jego... po prostu, od nowa - wzruszyła lekko ramionami - i jak będę chciała od Ciebie radę, to o nią poproszę. Chcesz mi dawać rady bez zapytania o to o co się pokłóciliśmy? Czyja to była wina? Nie możesz przeskoczyć do pozycji wszystko wiedzącej siostry, bo nią nie jesteś. A ja nie jestem żadną typową lalą, którą możesz sobie wpisać w jakiś schemat zachowań w związku, który skądś tam znasz - pokręciła głową, to nie było takie proste. Fin nie była projektem, do którego była jakaś instrukcja obsługi, Hayden też nie.
- Nikt ci nie mówi, że masz wszystkich głaskać po głowie czy niańczyć - zmarszczyła brwi - ale nie mów, że wiesz jak on reaguje, bo te ostatnie osiem lat było bardzo znaczące w jego życiu. Wiesz jak radził sobie po złamaniu serca przez pierwsze dziewczyny, ale co wiesz o tym, co przechodził po tym ostatnim, z udziałem pierścionka? - zapytała, już nie wściekła. Bo tak naprawdę, to w tym momencie trochę jej było Kary żal. Widziała, że się starała, widziała też, jak kompletnie nie potrafi się za to zabrać. - I co w tym złego, że uważam że go znam? Powinnam po dwóch latach uważać, że jest dla mnie obcym człowiekiem? Mimo że razem mieszkamy i planujemy wspólną przyszłość? Czemu uważasz za takie straszne to, że robimy to po swojemu i uczymy się na błędach? To jakieś upokarzające w Twoich oczach, je popełniać? Po jednym każdy jest skreślony i nie warto z nim rozmawiać? Jakoś nie wpisuje się w to, jak sobie wymarzyłaś szwagierkę? W takim razie bardzo mi przykro, ale jakoś musisz się z tym pogodzić. I z tym, że jak nie porozmawiasz z Haydenem o tym, co się stało w waszej rodzinie przez ostatnie lata, to nie zrozumiesz jak dużo jeszcze sama musisz się o nim dowiedzieć. I może wtedy będziemy mogły rozmawiać o dawaniu rad, ale teraz? Na czym chcesz je opierać? Na tym w czym Hay jest do Ciebie podobny? - zapytała, bo serio, nie rozumiała. Jeśli liczyć te osiem lat bez bliskich kontaktów, to Hayden miał ile, 21 lat? Był jeszcze dzieciakiem. Starszym o trzy lata od Finley teraz, ale cóż...
_________________
  
[Profil]
  MULTI: ada, gal, jo, lea, scott, nora, callie, elfred, perry, maia, wolfie
 
Kara Belfrey



w Berrylane od zawsze

manager The Lucky Lizard Casino

35
yo

169
cm

żona Calluma, urodzi mu syna

Lives in:
white flower valley

Wysłany: 2019-09-15, 15:41   
  
Kara

  
Belfrey

  
The more people you love, the weaker you are. You'll do things for them that you know you shouldn't do.

  

  

  

  

  

  


- Oszalałaś... - spojrzała na nią z lekkim przerażeniem. - Chodziło mi tylko i wyłącznie o to, że nie dzielę się swoimi przepisami i nie lubię, kiedy ktoś patrzy mi w kuchni na ręce. Jeśli dopowiedziałaś sobie coś innego...
To w Seattle na pewno są odpowiedni specjaliści. Okej, być może nieco rozbawiło ją to skojarzenie, ale w tym momencie bardziej denerwowało ją to, że Filney kompletnie źle zinterpretowała jej słowa, a skoro zrobiła je teraz, to Kara miała już pewność, że źle zinterpretowała też całą resztę tego, o czym mówiła blondynka. Chciała dobrze i co? Bowden na nią naskoczyła. Nic dziwnego, że początkowo Belfrey początkowo chciała sobie pójść. Dobrze, że doszła jednak do wniosku, że to nie ona powinna to zrobić.
- Masz rację. To wasze życie i wasze problemy. Jeśli mam się nie wpieprzać, to nie będę tego robić, ale zastanów się nad tym, czego chcesz. Z jednej strony nie chcesz rad, bo wszystko chcesz robić sama, a z drugiej masz do mnie pretensje o to, że ja robię coś po swojemu, bo inaczej nie umiem? Wiesz, jak to się nazywa? Hipokryzja.
Kara miała jej nie pouczać, ale Fin może pouczać Karę. Tak to wyglądało w jej oczach. Jeśli było coś, co łączyło obie panie, to właśnie to, że obie nie lubiły słuchać rad innych, chociaż chętnie dawały je innym.
- Jeszcze chwila i okaże się, że to przeze mnie Hayden nie rozmawia z tobą o uczuciach, bo starsza siostra, mająca swoje problemy, nie rzucała wszystkiego i nie ciągnęła go za język - przerwała jej. - A co twój wspaniały Hayden wie o mnie, co? Ma pojęcie o tym, jak radziłam sobie, kiedy Callum siedział? Ile razy zaproponował, że podwiezie mnie do niego na widzenie? Co on wie o mojej pracy? Wie o tym, że po pobiciu wciąż boję się wracać sama do domu? Że martwię się o to, czy dziecko będzie zdrowe? Nie tylko ja spieprzyłam nasze relacje, więc daruj sobie, dobra? Nie obwiniaj mnie o wszystko, bo Hayden jest dokładnie taki sam, jak ja. Nie jesteśmy idealnym rodzeństwem, ale oboje do tego doprowadziliśmy. Oboje. Jeśli masz zamiar wciąż zrzucać całą winę na mnie, to spierdalaj, bo na pewno nie wymarzyłam sobie szwagierki, która robi z mojego brata życiową pizdę i jeszcze wmawia mi, że to przeze mnie - odetchnęła nieco głębiej. - Rob, co chcesz. Nigdy więcej nie wtrącę się do waszego życia, skoro tak bardzo ci na tym zależy.
Znów odetchnęła, ale tym razem nie ze względu na emocje, które znów zaczęły w niej szaleć. Tym razem chodziło o dziecko. Dotknęła brzucha, kilka razy się po nim pogładziła i spojrzała na grób rodziców. Jak ona nienawidziła w tym momencie swojej matki i tego, że jej u teraz nie ma. To ona powinna sprzeczać się teraz z Finley o uczucia Haydena. Kara miała własną rodzinę. To o nią powinna się martwić, nie o wszystkich wokół niej.
- Nie mam już na to siły, rozumiesz? Po prostu nie mam siły.
[Profil]
    MULTI: Annie, Eddie, Ellen, Evan, Josh, Julie, Mike
 
Finley Bowden



w Berrylane od już nie

studentka robotyki

18
yo

152
cm

bajka z Haydenem i złą czarownicą

Lives in:
capitol hill

Wysłany: 2019-09-15, 16:11   
  
`finny bowden

  
`

  
`

  

  

  

  

  

  


- No teraz jak powiedziałaś o zajmowaniu się SWOJĄ wołowiną, to właśnie tak zabrzmiało - wzruszyła lekko ramionami - jeśli z tego powodu chciałaś mnie zabić, to chyba sama oszalałaś... - podsumowała tylko chłodno, bo Kara nie wychodziła w tym momencie zbyt dobrze. Bo wtedy to była tylko zwykła rozmowa o gotowaniu, skoro Kara z tego powodu chciała się bić to chyba bardziej zdziczała na tym terenie jaszczurek niż myślała. Dziwna sprawa, to Callum siedział w więzieniu tyle lat, a to ona zachowywała się jak wściekły zwierz.
- Nie wyjeżdżaj mi tu z hipokryzją, bo jedyne co robisz, to odwracanie kota ogonem. Powiedziałam, chcesz udzielać rad, najpierw zainteresuj się w sytuacji, tak to działa. Sory, ale do tej pory nie dałaś mi specjalnych podstaw żeby szukać u Ciebie rad i wsparcia w czymkolwiek - przypomniała jej, bo chyba Kara zapomniała jak przebywają ich rozmowy i spotkania.
- O tak, oczywiście, właśnie to zamierzam zrobić, obwinić cię za całe zło świata, dziurę ozonową i pożary w Los Angeles też - wzniosła oczy ku niebu - musisz być taką drama queen? - zapytała zdenerwowana, bo naprawdę próbowała jej tu coś wyjaśnić, ale Kara jedyne co potrafiła, to atakować w odwecie. Westchnęła po jej pytaniu kolejnym i zmarszczyła lekko brwi.
- Nie zrzucam całej winy na Ciebie. Rozmawiam teraz z Tobą, nie z Tobą i Haydenem, Z Haydenem już swoje o tym rozmawiałam, gdybym tego nie zrobiła, to nie przyjeżdżałby do Ciebie aż tak często - zauważyła, starając się brzmieć spokojnie. - I sama spierdalaj, wiesz? To, że ktoś rozmawia o swoich uczuciach wcale nie robi z niego pizdy, już mi tu nie wyskakuj z toksyczną wersją męskości, której najwyraźniej zbyt wiele widzisz na osiedlu jaszczurek. Tak, wszyscy wiemy że tam są sami cierpiący w ciszy, a jak potem w ramach tego cierpienia strzelają sobie w łeb albo leją swoją żonę, to przecież nic takiego, wszystko zostaje w rodzinie, za zamkniętymi drzwiami, nie kwestionuje się niczego co jaszczurki robią, nigdy - wzniosła oczy ku niebu. Czemu to Callum wydawał się bardziej kobiecy i delikatny z Brelfrey'ów?
- Czego ty właściwie ode mnie oczekujesz, co? Mam cię teraz przepraszać za to, że się martwię o Haydena? Że zawsze będę stać po jego stronie? A może za to, że nie uważam, że nie wiedząc co się między nami dzieje możesz się wymądrzać i sypać radami? - no podsumowała, bo chyba nie wiedziała, więc hej, skoro Kara jest taka wszystkowiedząca, to może ona wie?
_________________
[Profil]
  MULTI: ada, gal, jo, lea, scott, nora, callie, elfred, perry, maia, wolfie
 
Kara Belfrey



w Berrylane od zawsze

manager The Lucky Lizard Casino

35
yo

169
cm

żona Calluma, urodzi mu syna

Lives in:
white flower valley

Wysłany: 2019-09-15, 17:22   
  
Kara

  
Belfrey

  
The more people you love, the weaker you are. You'll do things for them that you know you shouldn't do.

  

  

  

  

  

  


- Tak. Jasne - wymamrotała pod nosem. Nie chciała już ciągnąć tego tematu. Wtedy, w kuchni, Fin wszystko źle rozumiała i zdaje się, że wciąż nie widziała, o co chodziło wtedy Karze. Pewnie nie zrozumie tego również teraz. Może to kwestia różnicy wieku, może życiowego doświadczenia, ale Belfrey kompletnie nie rozumiała tego, co się tu właśnie działo. Brakowało tylko księdza, który przyszedłby na cmentarz zaalarmowany ich głośną rozmową, a mimo wszystko ksiądz był ostatnią osobą, z którą chciałaby teraz rozmawiać. Był w hierarchii nawet niżej, niż Finley, więc trzeba to docenić.
- I dobrze. Szukaj ich u kogoś innego - ucięła krótko. Nie komentowała wzmianki o pożarach i dziurze ozonowej, bo ani trochę jej to nie interesowało. Interesowało ją jej życie i, wbrew temu, co próbowała wmówić jej Finley, interesowało ją jej rodzeństwo, ale nie zamierzała zmuszać nikogo do rozmów i do tego, żeby wszyscy radośnie podali sobie ręce. - Czyli co, chcesz nas do siebie zbliżyć? Jeśli tak, to naprawdę kiepsko ci idzie. Byłoby lepiej, gdybyś na mnie nie naskakiwała i nie wmawiała mi, że nie znam własnego brata, okej? - wyjaśniła. Ona również stała się mówić nieco spokojniej. Kiedyś nie wierzyła w to, że dziecko może odczuwać nastoje matki, ale zdaje się, że teraz zaczynała się do tego przekonywać. Mały ruszał się jak szalony, zupełnie tak, jakby chciał kopnąć Finley za to, że ta zdenerwowała jego mamę. Nic dziwnego, że blondynka gładziła się teraz po brzuchu. W tym momencie nie mogła skupić się na niczym innym, tylko na swoim dziecku.
- Nic nie wiesz o moim życiu i ludźmi, z którymi żyję - skwitowała krótko. Nie zamierzała tego nawet nikomu powtarzać, bo kto wie, czy jakiś Jaszczur nie poczułby się dotknięty słowami Bowden i opinią, jaką dziewczyna miała na ich temat. - Niczego od ciebie nie oczekuję. Już nie. Nawet nie liczyłam na to, że chociaż spróbujesz docenić to, że chciałam się przemóc, być miła, chociaż pewnie już wiesz, że kiepsko mi to idzie i coś ci podpowiedzieć. I błagam, nie komentuj już tego, i nie mów kolejny raz, że nie znam Haydena. Wygrałaś. Rób co chcesz. Nie mam już siły się z tobą sprzeczać.
Jeśli jeszcze raz usłyszy coś o tym, że nie powinna jej doradzać, to po prostu sobie pójdzie. To nic, że chodzić chyba jeszcze nie powinna, po prostu opuści cmentarz
- Cieszę się, że cię ma, wiesz? I że będziesz stać po jego stronie, bo wydrapiesz oczy każdemu, kto spróbuje skrzywdzić. Ja nie chcę. Pamiętaj o tym.
Zdobyła się nawet na coś na kształt uśmiechu. Krzywego, ale jednak uśmiechu. Ten bardziej naturalny zachowała dla dziecka, które nieco się już uspokoiło. Mimo to Kara nie chciała jeszcze wstawać. Kilka głębszych oddechów naprawdę jej pomogło.
[Profil]
    MULTI: Annie, Eddie, Ellen, Evan, Josh, Julie, Mike
 
Finley Bowden



w Berrylane od już nie

studentka robotyki

18
yo

152
cm

bajka z Haydenem i złą czarownicą

Lives in:
capitol hill

Wysłany: 2019-09-15, 17:58   
  
`finny bowden

  
`

  
`

  

  

  

  

  

  


Finley nie podnosiła głosu. Podniosła go może raz-dwa razy, ale nie zamierzała krzyczeć na ciężarną. Może gdyby była pijana, to byłoby jej wszystko jedno, ale nie była. Była trzeźwa i żałowała, że nie może się napić drinka, bo logika niektórych słów Kary była jakaś taka z Marsa...
- Mówię, że chciałam i mówię, że tak było. Teraz się już generalnie nie mieszam, chyba że Hayden sam chce o was rozmawiać. A czasem chce - uniosła brwi. - Nie powiedziałam, że go nie znasz, tylko że masz zaległości. Zresztą, sama się dziwiłaś, że Hayden w ogóle tańczy przy naszym ostatnim spotkaniu, więc sama dobrze wiesz, że te zaległości są - przypomniała jej, a potem pokręciła głową - przeprosiłam za naskok, reszta to tylko próba wyjaśnienia. Nie zamierzam się z Tobą szarpać, bo mamy inne zdanie - westchnęła. W sumie trochę to robiły od kilku minut, ale kto by się czepiał szczegółów... Fin nie zamierzała jej denerwować, nie zamierzała w ogóle z nią tu rozmawiać i siedzieć, przecież chciała sobie pójść jak tylko Kara przyszła. Może lepiej by było gdyby to faktycznie wtedy zrobiła...
- Chyba zapominasz, że mój wujek też jest jaszczurką - przypomniała jej, unosząc brwi. Wiedziała o tym świecie więcej niż Kara myślała, bo miała też wśród nich kilkoro przyjaciół, ale sama nigdy nie chciałaby do nich dołączyć. I dziwiła się że Kara tam wciąż siedzi, jaszczurki odebrały jej męża na osiem lat. Nie wybaczyłaby im tego.
- Chciałaś być miła? W którym momencie? Sugerując, że nie wiem jak rozmawiać z Haydenem o uczuciach? - zapytała, bo serio nie widziała gdzie w tym wszystkim było bycie miłym. - Już milsza byłaś kiedy przyjechałaś sprawdzić czy nie umarłam po wypadku samochodowym, to był jedyny raz kiedy byłaś dla mnie miła - przypomniała jej, zakładając ręce na piersi. - Przykro mi, ale starałam się przez rok z Tobą dogadać, teraz Twoja kolej. I będzie to wymagało więcej niż... zgadywanki. Też widzę podobieństwa między Tobą a Haydenem, ale to nie znaczy, że na wszystko patrzycie i reagujecie tak samo - wyjaśniła, starając się brzmieć delikatnie. Przygryzła na moment wargę, zastanawiając się co jeszcze powinna dodać, ale wtedy usłyszała słowa Kary, których się nie spodziewała. W pierwszej chwili rozejrzała się, żeby się upewnić że nie stoi za nią ktoś, do kogo Kara te słowa kieruje. Ale nie, nikogo tam nie było.
- Postaram się zapamiętać - skinęła lekko głową - chodź, upewnimy się że nie ściągnie cię do żadnego rowu po drodze i dostaniesz czystą wodę do picia - zaoferowała, wracając do tematu odprowadzenia Kary. Wciąż nie czuła się dobrzse zostawiając ją samą tutaj, bez nadzoru.
_________________
[Profil]
  MULTI: ada, gal, jo, lea, scott, nora, callie, elfred, perry, maia, wolfie
 
Kara Belfrey



w Berrylane od zawsze

manager The Lucky Lizard Casino

35
yo

169
cm

żona Calluma, urodzi mu syna

Lives in:
white flower valley

Wysłany: 2019-09-15, 20:27   
  
Kara

  
Belfrey

  
The more people you love, the weaker you are. You'll do things for them that you know you shouldn't do.

  

  

  

  

  

  


A logika Finley była z Wenus. To wciąż daleko do Ziemi.
- Wiem, że mamy zaległości. Oboje nie byliśmy ostatnio zbyt wylewni. Hayden też nie wie o mnie wielu rzeczy, ale to, że się nimi z nim nie dzieliłam, było tylko i wyłącznie moim wyborem. Jeśli on chciał mi się z czegoś zwierzyć, zawsze mógł do mnie przyjść i wysłuchałabym go, bo naprawdę nie jestem aż takim potworem, za jakiego mnie masz. Nie dziw się, że reaguję w taki sposób na to, że najpierw na mnie naskakujesz, a dopiero później mówisz o tym, że Hayden z tobą rozmawia.
Może dzięki temu Bowden zrozumie, o co jej chodziło i dlaczego trochę się uniosła. Nie zrobiłaby tego, gdyby Finley nie zaczęła jej atakować, a Kara... Co tu dużo mówić, nie lubiła, kiedy ktoś wytyka jej błędy.
- Więc nie patrz na innych przez jego pryzmat - stwierdziła. Pod tym względem akurat mocno się różniły. Kara miała świadomość tego, że Jaszczurki były rodziną Calluma. Nigdy nie chciała, żeby rezygnował dla niej z życia w swoim świecie. Zamiast tego ona weszła do jego świata. Jaszczurki przyjęły ją jak swoją i tylko dzięki ich pomocy przetrwała odsiadkę męża.
- Ostatni rok był dla mnie trudny. Ja jestem trudna. Jestem chłodna, niezbyt wylewna i nie dogaduję się z ludźmi, ale próbuję nad sobą pracować. Nie zmienię się na pstryknięcie palcem - mówiąc to wykonała właśnie ten gest. - Nie jestem tą siostrą Haydena, która zaprosi cię na wspólne gotowanie albo wspólne zakupy. Jestem tą, która trzyma dystans, rzadko się odzywa, ale dla swoich bliskich zrobi wszystko. Jeśli Hayden... i ty... Jeśli będzie trzeba, wskoczę za nim w ogień.
Nie powie, że wskoczy również za Finley, ale jeśli będzie z Haydenem, a trzeba będzie wskoczyć za bratem, to pomoże obojgu. Taką siostrą była i trzeba nauczyć się z tym żyć. Nie umiała być miła, ale ostatnio naprawdę się starała.
- I tak spędziłam tu już za dużo czasu - odparła na znak, że chętnie sobie już stąd pójdzie. Z jednej strony nie chciała patrzeć na grób rodziców, bo wciąż miała żal do matki za to, że nie pomogła jej przed laty i nie pomagała również teraz, ale z drugiej... Pani Lyons naprawdę by się przydała. To ona powinna odpierać ciosy Finley i być tą, której Bowden mogła się bać.
[Profil]
    MULTI: Annie, Eddie, Ellen, Evan, Josh, Julie, Mike
 
Finley Bowden



w Berrylane od już nie

studentka robotyki

18
yo

152
cm

bajka z Haydenem i złą czarownicą

Lives in:
capitol hill

Wysłany: 2019-09-15, 20:54   
  
`finny bowden

  
`

  
`

  

  

  

  

  

  


- Właściwie to... nie powiedziałam wtedy że nie rozmawia. A to, że od razu założyłaś, że nie, nie było najmilsze - przyznała, unosząc lekko brwi. To ją zdenerwowało. Bo to zdanie zakładało, że Fin prawie go nie zna i co, jest od dwóch lat obok niego tylko do seksu? Na tym ich związek nie polegał. - I... to nie tak, że nie przejmuje się Twoją napaścią. Martwił się często, że mieszkasz w takiej okolicy, ale dobrze wie, że jak ci to powie, to się nie przeprowadzisz ani nic z tych rzeczy. Albo obrazisz, że uważa jaszczurki za zagrożenie - wyjaśniła, wracając do jej wcześniejszych słów. - To gdzie pracujesz też nie pomaga. W moim przypadku chociaż wie, że typ jest za kratkami i może skrzywdzić kogoś tylko tam, ale u Ciebie sprawcy mogą czaić się wszędzie - dodała po chwili, chociaż trochę niechętnie. Nie chciała mówić o swojej napaści, bo zabroniła Haydenowi mówić Karze, że jej napastnik wtedy wyszedł i jej groził. Nie chciała żeby prosił o ingerencję Calluma i inne jaszczurki i narażał go na powrót za kratki. A potem jeszcze do tego doszła ciąża i w ogóle.
Tematu gangu już nie skomentowała. Lepiej było tego nie robić.
- Ostatni rok był ciężki nie tylko dla Ciebie. Ale okej, skoro chcesz nad sobą pracować to dobrze - skinęła lekko głową, bo nie wiedziała jak inaczej to skomentować. Hayden też nie miał łatwego roku, dziewczyna napadnięta, siostra zaatakowana, dziewczyna mająca wypadek, no i oczywiście ujawnianie ich związku, mierzenie się z ryzykiem więzienia, zmiana pracy, zmiana miejsca zamieszkania... no sporo było tego wszystkiego. - Następnym razem możesz zacząć od pytań o pracę, studia albo deszcze w Seattle - podpowiedziała i nawet uśmiechnęła się lekko. To nie było miłe, że Fin miała nową pracę od ponad roku i Kara nigdy nie zadała o nią nawet pół pytania. No ale, skoro zamierzała się zmienić, to to też się pewnie zmieni...
- Nawet mnie nie zauważysz - obiecała jej, no i w sumie odprowadziła ją w ciszy. Wystarczająco dużo dzisiaj powiedziały, a czasem trzeba sobie odpocząć, tak o, po prostu, przemyśleć wszystko co było powiedziane i to, co powiedziane nie zostało. Zwłaszcza to ostatnie.

/zt x2
_________________
[Profil]
  MULTI: ada, gal, jo, lea, scott, nora, callie, elfred, perry, maia, wolfie
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  
BERRYLANE POGODA
Strona wygenerowana w 0,07 sekundy. Zapytań do SQL: 6