menu


Poprzedni temat «» Następny temat
The Central
Autor Wiadomość
casper haggstrom



w Berrylane od ponad roku

jego podpis widnieje pod artykułami w the stranger

29
yo

176
cm

od kilku tygodni daje z siebie wszystko jako samotny ojciec

Lives in:
fallen cloud

Wysłany: 2019-07-10, 17:38   
  
casper

  
haggstrom

  
Your hair was wild just like a lion's fur, I want to lie with you and make you purr.

  

  

  

  

  

  


Po roku spędzonym w Berrylane Haggstrom zapomniał już jak wyglądają lokale w nieco większym mieście. Bo jednak w małym miasteczku ciężko o nowoczesne wnętrza i alkohole z całego świata, nie? Czym bardziej, że Berry utknęło w latach osiemdziesiątych i od tamtego czasu niewiele się w knajpach w mieście zmieniło. Nie żeby Casper na to jakoś strasznie narzekał, miało to w końcu jakiś swój urok, który Szwed doceniał.
Rozgadał się znowu. Na szczęście nie chodził jeszcze na pełnych obrotach, więc Andrew po chwili miał okazję, żeby się odezwać. Haggstrom wysłuchał go wyraźnie zainteresowany tym, co jego nowy znajomy ma do powiedzenia. — Jak to nie? Nie oglądałeś Need for Speed? Albo Fast and Furious? — zapytał rozbawiony, przypominając sobie wspaniale fabuły filmów i gier z tych serii. — Niektórzy mechanicy jednak jakieś przygody mają. Przynajmniej na wielkich ekranach — zaśmiał się cicho, zerkając na szklankę z zamówionym drinkiem. Sięgnął po nią i obrócił ją w dłoni kilka razy, po czym podniósł ją do góry i pociągnął z niej spory łyk. Nie chciał się nawalić, więc zaraz po tym odstawił szklankę na blat. — Czyli przygodę masz w żyłach. Zupełnie jak Nathan Drake — rzucił, chociaż pojęcia nie miał czy Hawthorne wie kto to w ogóle jest taki Nathan Drake. Najwyżej mu zaraz wszystko wyjaśni. — Też kiedyś szukałem adrenaliny, wiesz, węszyłem za ciekawymi tematami. Ale teraz zostałem ojcem, więc w sumie nawet wolę to bycie przykutym do biurka. Przynajmniej wiem o której będę w domu, ile konkretnie zarobię, taki spokój ducha chociaż mam — wyjaśnił, zerkając na kręcącego się za blatem barmana. — Za podróże — powtórzył i uniósł szklankę, żeby stuknąć się z Andrew. Zaraz po tym napił się też whisky, ale znowu wypił dosłownie łyczek, żeby nie przesadzać. Wiedział, że nie należy do najmocniejszych ludzi, kiedy chodziło o alkohol, więc chciał się pilnować. Trochę słabo upić się na pierwszym spotkaniu z nowym znajomym, prawda? — Dlatego, że inaczej podchodzicie do życia. To mnie jednocześnie ciekawiło i przerażało. Poza tym mam rodzinę w Szwecji, a tutaj w Ameryce jestem zupełnie sam. A raczej byłem sam, bo teraz mam Viggo i Creę. Ale i tak czasami tęsknię za Skandynawią — odpowiedział, nawet się lekko uśmiechnął. Bo niby tęsknił, ale chyba już nie chciałby wrócić tak na stałe do rodzinnego miasta. Ułożył sobie życie tutaj, w Berrylane, i nie chciał tego wszystkiego za sobą zostawiać. — A ty? Bo w sumie to nawet nie wiem... masz kogoś? Dzieci? — pytał z czystej ciekawości. — Nie musisz mi mówić jak nie chcesz. Bo to trochę za prywatne pytanie chyba było, co? — To, że sam lubił o swoim synu mówić nie znaczyło, że inni ludzi równie chętnie się dzielili informacjami na temat rodziny. Szkoda tylko, że za późno o tym Casper pomyślał. Aż się napił znowu whisky, kiedy tak czekał na jakąś reakcję Andrew.
_________________
[Profil]
  MÓW MI: karo;
MULTI: booker i cała reszta;
 
Andrew Hawthorne



w Berrylane od urodzenia z przerwą

fotograf w National Geographic

32
yo

183
cm

nie potrafi się ustatkować

Lives in:
fallen cloud

Wysłany: 2019-07-22, 20:06   
  
Andrew

  
Hawthorne

  
x

  

  

  

  

  

  


Lewa brew uniosła się do góry. Patrzył na niego, niezdolny do wypowiedzenia choćby pojedynczego słowa. I kiedy wyglądało na to, że ta cisza wydłuży się do kolosalnych rozmiarów, parsknął śmiechem. Zgiął się w pół, ale nawet nie próbował powstrzymać swojego rozbawienia. Jedna jego ręka wystrzeliła do przodu i wkrótce klepał już Casa po ramieniu. — Ty to masz wyobraźnię — stwierdził, kiedy wreszcie dał radę cokolwiek powiedzieć. — Takie rzeczy dzieją się tylko w filmach. Chociaż powiem ci, że mechanik ratujący świat, albo miasto, brzmi jak profesja godna rozważenia — przyznał w końcu.
Nathan Drake? — powtórzył jego słowa. W miarę jak w jego głowie pojawiały się kolejne wspomnienia, wzrok Andrew opadał coraz niżej. W końcu utkwił spojrzenie w szklance whiskey, którą dosłownie przed chwilą postawił przed nim barman. Chociaż trzymał już bezpiecznie kieliszek w swojej dłoni, zawartość nadal niespokojnie obijała się o szklane ścianki. Ostatecznie skusił się na delikatny uśmiech. — Tak sądzę — stuknął palcem w bok szklanki, ponownie wprawiając trunek w ruch. — Mniej w tym wszystkim broni i najemników, ale można tak powiedzieć — teraz już patrzył wprost na niego. Nachylił się w stronę Haggstroma kiedy usłyszał o jego skłonności do bardziej ekstremalnych wyczynów, chociaż ostatecznie rozmowa zeszła na trochę inny tor. — O stary! No to zdecydowanie należą ci się gratulacje. Ile ten twój dzieciak ma teraz lat? — spytał ze szczerym zainteresowaniem. Wychowywanie potomstwa nie leżało w naturze Andrew i zupełnie się na tym nie znał, ale zawsze był otwarty na nowe wrażenia. Równie dobrze mógł więc porozmawiać i o tym. — Viggo? — od razu wyłapał nietypowe imię. — Niech zgadnę. To oznacza wspaniały? Nie, chwilę. Waleczny. Tak, stawiam na to — nie posiadał wystarczającej wiedzy o imionach, z któregokolwiek kraju by nie pochodziły, w związku z czym starał się to rozszyfrować na własną rękę. Był świadomy tego, jak bardzo mógł się pomylić. Uśmiech nie schodził jednak z jego twarzy i nawet można było założyć, że świetnie się przy tym bawił.
Zdecydowanie nie spieszył się z opróżnianiem swojego kieliszka i chociaż dłoń często lądowała gdzieś w pobliżu, niekiedy natrafiając nawet na szklaną teksturę, upijał dopiero drugi łyk whiskey. Pytanie usłyszał w chwili, kiedy odstawiał trunek na blat. Brew powędrowała do góry gdy zrozumiał że Casper wycofuje się z pytania. — Daj spokój, stary. Tak się nie robi, mężczyzna nigdy nie cofa swoich słów. Poza tym, możesz pytać o co chcesz — zapewnił. — W tej chwili spo-- — chociaż wystrzelił z odpowiedzią, zaraz przerwał. Zmarszczył brwi, jakby właśnie przypomniał sobie o czymś istotnym, co na moment uciekło z jego głowy. — Właściwie, z nikim się teraz nie widuję. Chwilowo — brzmiał na pewnego siebie. — Ale dopóki tego nie zmienię zgaduję, że jestem kawalerem do wzięcia — zażartował.
[Profil]
 
 
casper haggstrom



w Berrylane od ponad roku

jego podpis widnieje pod artykułami w the stranger

29
yo

176
cm

od kilku tygodni daje z siebie wszystko jako samotny ojciec

Lives in:
fallen cloud

Wysłany: 2019-08-13, 20:24   
  
casper

  
haggstrom

  
Your hair was wild just like a lion's fur, I want to lie with you and make you purr.

  

  

  

  

  

  


Przez chwilę obawiał się, że jakimś cudem go uraził. Powtórzył jeszcze raz w głowie swoje słowa, ale nie, nie widział w nich nic obraźliwego. Już miał się go nawet zapytać czy wszystko w porządku, ale akurat w tym momencie Andrew zaczął się śmiać, a Haggstrom mógł odetchnąć z ulgą. — Uznam to za komplement. — Z taką wyobraźnią mógłby pewnie zająć się czymś innym, tak na przykład pisaniem książek, a nie durnych artykułów. — Kto wie. Może wszyscy żyjemy w symulacji? A może kiedyś rzeczywiście jakiś mechanik uratuje miasto? Nigdy nie wiadomo! — Teraz to już sobie żartował, chociaż z drugiej strony różnie to w życiu bywa, prawda.
Taki poszukiwacz skarbów z serii gier Uncharted. Nie grałeś nigdy? Kurde, musisz do mnie wpaść to ci pokaże co i jak. Poza tym to są serio bardzo dobre gry, na pewno się tobie spodobają — rozgadał się znowu, żadna nowość. — O, czyli jednak znasz Nathana! — rzucił, uśmiechając się aż za szeroko. Co zrobić, zawsze się cieszył jak się okazywało, że ma z rozmówcą więcej wspólnych tematów niż zakładał. Zaraz jednak przeszli do nieco poważniejszej sprawy. — Niedługo skończy rok. Nie wiem, kiedy to minęło. Pamiętam jak gnałem z Creą do szpitala, a teraz już jest taki duży. Pewnie niedługo zacznie mi pyskować i trzaskać drzwiami — zaśmiał się, chociaż wizja takiego Viggo jako nastolatka trochę go przerażała. Sam zachowywał się często jakby miał te szesnaście lat, także nie czuł się zupełnie przygotowany na wychowywanie takiego nastolatka. Ale okej, miał jeszcze te kilkanaście lat, żeby się do tego mentalnie przygotować. — Zgadłeś. Są różne teorie, ale wolą tą, że Viggo oznacza wojnę czy bitwę. Także można to podciągnąć pod walecznego — przyznał z uśmiechem. — Przyznaj się. Przygotowałeś się do tego spotkania? Czy może znasz znaczenie wszystkich imion? — zażartował. Tak czy siak, Hawthorne zaimponował mu w tym momencie.
Co zrobić, Haggstrom jednak nie chciał aż tak wtykać nosa w nie swoje sprawy. Zajmował się tym zawodowo, także powstrzymywał się czasem, kiedy wyczuwał, że i w życiu prywatnym zaczyna bawić się w dociekliwego dziennikarza. Tak jak w tej chwili. — Wiesz, taka oferta to trochę kuszenie losu, kiedy rozmawia się z dziennikarzem — rzucił rozbawiony, nie spuszczając z niego wzroku. Wysłuchał go jednak, nie odzywając się, o dziwo, ani słowem. Pierwsza odpowiedź nie uszła jego uwadze, ale uznał, że za słabo się znają, żeby zaczął dopytywać o co z tym chodzi. — Naprawdę? Ciężko mi w to uwierzyć — stwierdził koniec końców, posługując się chyba jedną, jedyną szarą komórką. Zaraz sobie zdał sprawę jak to brzmiało i... cóż, najpierw napił się whisky, a dopiero potem zaczął się tłumaczyć. — Znaczy, wiesz. Chodziło mi o to, że dobrze wyglądasz, masz pracę i wydajesz się bardzo miły. To dziwne, że nikogo nie masz — wyjaśnił, jeszcze bardziej się pogrążając. Typowo.
_________________
[Profil]
  MÓW MI: karo;
MULTI: booker i cała reszta;
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  
BERRYLANE POGODA
Strona wygenerowana w 0,05 sekundy. Zapytań do SQL: 5