menu


Poprzedni temat «» Następny temat
The Central
Autor Wiadomość
Peony Hayward


Lives in
auburn pine houses

w Berrylane od zawsze


Zawodowo wpada w kłopoty

i udaje, że sama się od nich ocali...

Wysłany: 2020-01-13, 22:25   
  
Peony

  
Hayward

  

  

  

  

  


  
Love to just get into one of your stories, just me and all of my plane jane glory...

  
26 yo

  
175 cm

  


Mogłaby go wydać. Oczywiście, że mogłaby... może nawet zyskałaby tym samym więcej rozgłosu, niż przyniosła jej kiedykolwiek ta śmieszna kariera, jaką sobie zamarzyła? Było to wielce prawdopodobnym, ale nie była na tyle głupia, by stawiać na szali tą relację. Nie chodziło tutaj o to, czy była czymś istotnym w ich życiu, czy błahym, chodziło o samo to, że była. Kimkolwiek James był w jej życiu, był w nim z uwagi na nią, a to wcale nie przytrafiało się jej tak często. Samo to, że miała w kimś wsparcie, takie realne, którego namacalne dowody spoczywały w teczce pod jej płaszczem, było więcej warte niż chwilowa sława po tym, jakby na niego doniosła. Ostatecznie przecież nie urodziła się z zamiłowaniem do kryminałów, nie potrafiła nazywać tego pasją, bardziej przystosowaniem. Coś jak dmuchane kółko przy nauce pływania, nawet gdy nauczymy się już samodzielnie unosić na wodzie, czasem po prostu miło jest się go złapać, odpocząć mając jednocześnie przyjemne poczucie, że ta chwila wytchnienia nie ujmuje naszym zdolnością. — Oczywiście — wtrąciła między jego słowa, nieco go przedrzeźniając. Trudno było jej jednak samej ocenić, czy zrobiłaby coś, gdyby faktycznie jej zabronił. Nie, żeby potrzebowała jego pozwolenia, ale... jednocześnie zależało jej na aprobacie. Po prostu, nie czuła potrzeby zastanawiania się dlaczego tak jest. Nie teraz, kiedy miała podejmować decyzje, w czym czuła się dość niepewnie. Nie wyrwała się z odpowiedzią tak jak zwykle, raczej zaczęła podrygiwać nerwowo nogą pod stołem w nieładnym nawyku. — Chcę w tym uczestniczyć, James — mruknęła w końcu, na wydechu, przeczesując przy tym włosy, chociaż po tym manewrze były w znacznie gorszym stanie, niż przed nim. — Fajnie byłoby teraz zakozaczyć — było takie słowo? Kompletnie się tym teraz nie przejmowała. — i wygłosić przejmującą mowę o tym, że to moja sprawa i załatwię ją sama. Wiem jednak, że bez ciebie nie dam rady, ale też przeraża mnie to twoje samodzielne zajmowanie się całością ostatnie słowa powiedziała z naciskiem, równocześnie zniżając głos i łapiąc jego spojrzenie w taki sposób, by nie mógł odwrócić go od jej własnego, a przynajmniej, żeby było to trudne. — Musimy znaleźć jakiś złoty środek... — zakończyła, prostując się, bo nie wiedzieć kiedy zawisła nad stołem. Miała teczkę, miała dane, mogła działać, opracować sobie plan, ale to nie była byle zabawa, wolała to najpierw skonsultować. Może nawet pociągnęłaby temat, gdyby nagle w tym wszystkim nie zaśmiała się cicho, zdawkowo, ale jednak. — Uznam to za komplement, może nawet na tyle niezły, aby złość mi minęła... nie całkowicie, ale jak kupisz mi torebkę orzeszków w karmelu, to będziemy kwita — absurd jakiś, ale gdyby nie zrujnowała tej przyjemnie sentymentalnej atmosfery, mogłaby powiedzieć coś, co za bardzo pokazałoby, jak się o niego martwiła. No i w każdym razie naprawdę orzeszków by nie odmówiła.
  
[Profil]
  MÓW MI: Lilka
MULTI: Lilianne itd.
 
James Widmore


Lives in
white flower valley

w Berrylane od czasu do czasu


czyści miejsca zbrodni za dnia

a nocami je tworzy

Wysłany: 2020-01-13, 23:22   
  
James

  
Widmore

  

  

  

  

  


  
hokus pokus, zapach lata, pora odejść z tego świata

  
37 yo

  
188 cm

  


Owszem, oddając go w dłonie policji zaistniałaby całkiem poważnie w tym zabawnym świecie. Obrażony byłby na nią pewnie przez jedną, długą dobę, a potem po prostu wzruszyłby ramionami. Decydując się na takie życie przewidywał przecież, że pewnego dnia cały czar pryśnie – wiedział, że kiedyś, może przy dobrych wiatrach na starość, trafi do więzienia. Wiedział też, że wówczas zniszczyłby ten niebezpieczny światek od środka – podawałby nazwiska z rozkoszą, czekając spokojnie na to, aż ktoś w końcu postanowi się w go w tym więzieniu pozbyć. Pewnie właśnie Peony zyskałaby ten przywilej długiej rozmowy z nim, kiedy to sprzedałby jej za darmo informacje, dzięki którym dostałaby nagrodę dla dziennikarki roku. Pewnie tak. Może więc dobrze, że dostrzegała w tej relacji jakieś dodatkowe... zalety. Pewnie gdyby jej szczerze wyjawił to wszystko, ta ich jakaś nić porozumienia nie byłaby już dla niej aż taka „ważna”.
Nie przerywał jej, nie chichotał, by ją rozdrażnić. Siedział cicho, przywdziewając na usta poważną minę i kiwał tylko spokojnie głową, próbując jakoś sobie sporo spraw rozplanować w myślach. Naturalnie wręczając jej te wszystkie dokumenty – nawet jeśli nie było ich wiele, nawet jeśli nie musiały niczego konkretnego oznaczać – spodziewał się, że nie będzie chciała tego tak po prostu zostawić. Gdyby uznawał, że może załatwić to sam, a potem zdać jej tylko raport, pewnie po prostu by to zrobił. Może zachował się głupio, ale chciał ją wciągnąć do tego wszystkiego. Nie po to, by ją zepsuć, tak jak już zepsuł samego siebie; chciał jej dać prawo do samodzielnego uporania się z tą sprawą. Chodziło o jej siostrę, nie jego. A dobrze wiedział, że gdyby ktokolwiek zaszkodził jego rodzinie, nie chciałby, żeby ktoś wyręczał go w procesie śledczym. Może takie sytuacje dawały ludziom zbyt wiele władzy, ale jednak wiodły prostą drogą do uzyskania spokoju serca. Wyciągnął z plecaka długopis, zapisał coś na cienkiej serwetce i wręczył ją jej, nachylając się nad stołem. – Bądź tam za trzy dni o drugiej. Powiesz mi swój plan, ja ci powiem swój i wtedy zdecydujemy – powiedział ściszonym głosem, posyłając jej lekki uśmiech. Był całkiem dumny z tego, że nie próbowała jakoś się wykręcić od tego wszystkiego, uznając, że woli anonimowo złożyć donos na policję, by to oni się Mattem zajęli. W takim przypadku zmuszony byłby ją nazwać skończoną kretynką, nawet jeśli przy wypowiedzeniu tych słów, dość mocno zabolałoby go serce. – Kupię ci nawet trzy, może też jakiegoś znicza na zgodę – zaśmiał się złośliwie, po czym już wrócił na swoje miejsce tak, że mógł się spokojnie oprzeć na siedzeniu. – Za trzy dni – dodał jeszcze, nie po to, by jej przypomnieć (nie miał jej przecież za kretynkę), a raczej by wskazać, że to spotkanie mogą uznać za skończone. Nawet jeśli miło się gawędziło, nie mógł sobie pozwolić na tak długie tkwienie w miejscu publicznym.
_________________
[Profil]
  MULTI: colter i reszta
 
Peony Hayward


Lives in
auburn pine houses

w Berrylane od zawsze


Zawodowo wpada w kłopoty

i udaje, że sama się od nich ocali...

Wysłany: 2020-01-15, 21:12   
  
Peony

  
Hayward

  

  

  

  

  


  
Love to just get into one of your stories, just me and all of my plane jane glory...

  
26 yo

  
175 cm

  


Miała świadomość, że po tym, jak omówią ewentualne plany związane z następnymi działaniami, nie nastąpi czas na przyjemną pogadankę o pogodzie i życiu. W zasadzie, czasem miała takie wrażenie, że spotkania z Jamesem są określone wyraźnym limitem czasowym, jakby nad nimi zawieszony był pewnego rodzaju zegar, wybijający ile czasu zostało do momentu, w którym będzie się trzeba rozejść. Oczywiście przesadzała. Wiedziała, że przesadza i jej ocena jest mocno zniekształcona złością spowodowaną jego zniknięciami, tym, że pojawiał się gdy chciał i podobnie zaszywał gdzieś, gdzie nie dało się go znaleźć. Tak przynajmniej sądziła, że się nie da, bo gdyby zaczęła go szukać, pewnie by się o tym dowiedział i wówczas, gdyby mimo to się do niej nie odezwał, żyłaby w przeświadczeniu, że świadomie jej unika. Pokrętna logika, zbyt ciężka jak na ten dzień, ten bar, te spotkanie. Nie mniej jednak właśnie takie jej podejście sprawiło, że nie poczuła zawodu gdy wyciągnął w jej stronę serwetkę. Schowała ją do torebki, kiwając jeszcze głową, jakby na znak, że wszystko rozumie.
— Jasne — dodała jeszcze, a przez jego uśmiech, sama mimowolnie uniosła kąciki ust do góry. W głowie planowała sobie naprawdę obfitą manifestację swojej złości, a tutaj proszę, wyszło jak zawsze. Mogłaby chyba zaryzykować stwierdzeniem, że nie potrafiła się na niego denerwować, zapewne powodem było jego własne usposobienie. Choćby chciała, nie umiała wyzbyć się ze swojej głowy wizji dżentelmena, niezależnie od tego, co robił, co mówił, czy jak się zachowywał. Nawet gdy w grę wchodziły złośliwości, na które tym razem to ona przewróciła oczami. — Ale dla mnie niech będzie biały, pstrokate kolory światełek mnie drażnią — podchwyciła słowa o zniczu mówią co wszystko z całkiem realnym przekonaniem, ale pod koniec nie wytrzymała i parsknęła niezbyt głośnym śmiechem. — Jestem blondynką, ale jeszcze łapię aluzje — tym razem to ona uśmiechnęła się złośliwie. W każdym razie sama wiedziała, że nie powinni za długo pozostawać tak na widoku. Podniosła się zatem założyła płaszcz, nie zamierzała zostawiać kasy za wodę, nie dlatego, że była jakaś pazerna, uznała po prostu, że byłoby to śmieszną i niepotrzebną zupełnie w ich relacji manifestacją niezależności. — James — mruknęła jeszcze, po tym jak już była gotowa do wyjścia. — Cieszę się, że wróciłeś — skinęła mu głową i wyszła. Tyle. Jedna bardziej osobista wypowiedź mogła paść na samym końcu. Było to z resztą prawdą, z wielu względów. Miała wrażenie, że teraz będzie jej nieco łatwiej i chyba to spotkanie tym bardziej zmobilizowało ją do jej małego śledztwa.

<zt x2> :kiss:
[Profil]
  MÓW MI: Lilka
MULTI: Lilianne itd.
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  
Strona wygenerowana w 0,06 sekundy. Zapytań do SQL: 5