• Zaloguj
  • Rejestracja
  • Berrylane :: The Central
    nieznajomy
  • ABY FORUM DZIAŁAŁO PRAWIDŁOWO, ZALECAMY WYKONANIE TWARDEGO RESETU - CTRL + F5, CTRL +FN +F5 LUB COMMAND +OPTION +R
  • Wraz z majem w centrum Berrylane ruszyły przygotowania do obchodów Armed Forces Day. Tegoroczny festyn zostanie wzbogacony o grę terenową.
  • Policja donosi, że na terenach White Hills, dookoła drzwi wielu domów nieznany sprawca rozmazał czerwoną ciecz. Zgłoszono też znalezione w okolicy niepokojące ołtarzyki.
  • W Crimson Woods zauważono tajemniczą wycinkę drzew, a władze miasta milczą na ten temat.
  • Granica między gangiem, a praworządnymi mieszkańcami Berrylane w ostatnim czasie zaczęła się zacierać - zaleca się omijać tereny Pink Waters.
  • WYKORZYSTAJ SWÓJ KUPON - WARUNKI REALIZACJI KUPONÓW GRACZA
  • DZIENNIKI ODZNACZEŃ - ZBIERAJ PUNKTY I WYMIENIAJ JE NA NAGRODY
  • #5 WIADOMOŚCI MAJ/CZERWIEC
  • ZADANIA LOSOWE
  • UWAGA! ZAGINĄŁ EDWARD R
  • - SZYBKIE POSZUKIWANIA ZNAJDŹ PARTNERA DO GIER
  • urodzinowa loża - wyniki głosowania
  • Stevie / ANKO
    Colter / Maja
    Lilianne / Lilka
    Bowie / Ania
    Raine / Ada


    Berrylane Strona Główna » Seattle » Suburbs » The Central
    Poprzedni temat «» Następny temat
    Peony Hayward



    Sprawia problemy każdemu facetowi w jej życiu


    Szefa nie wykluczając,


    więc skupia się na odbudowaniu relacji z Rue

    Peony
    Hayward








      
    AUBURN PINE HOUSES
       do 19 roku życia, wróciła pół roku temu

      
    Love to just get into one of your stories, just me and all of my plane jane glory...

      
    26 y.o.

      
    175 cm

      


    2020-01-13, 22:25


    Mogłaby go wydać. Oczywiście, że mogłaby... może nawet zyskałaby tym samym więcej rozgłosu, niż przyniosła jej kiedykolwiek ta śmieszna kariera, jaką sobie zamarzyła? Było to wielce prawdopodobnym, ale nie była na tyle głupia, by stawiać na szali tą relację. Nie chodziło tutaj o to, czy była czymś istotnym w ich życiu, czy błahym, chodziło o samo to, że była. Kimkolwiek James był w jej życiu, był w nim z uwagi na nią, a to wcale nie przytrafiało się jej tak często. Samo to, że miała w kimś wsparcie, takie realne, którego namacalne dowody spoczywały w teczce pod jej płaszczem, było więcej warte niż chwilowa sława po tym, jakby na niego doniosła. Ostatecznie przecież nie urodziła się z zamiłowaniem do kryminałów, nie potrafiła nazywać tego pasją, bardziej przystosowaniem. Coś jak dmuchane kółko przy nauce pływania, nawet gdy nauczymy się już samodzielnie unosić na wodzie, czasem po prostu miło jest się go złapać, odpocząć mając jednocześnie przyjemne poczucie, że ta chwila wytchnienia nie ujmuje naszym zdolnością. — Oczywiście — wtrąciła między jego słowa, nieco go przedrzeźniając. Trudno było jej jednak samej ocenić, czy zrobiłaby coś, gdyby faktycznie jej zabronił. Nie, żeby potrzebowała jego pozwolenia, ale... jednocześnie zależało jej na aprobacie. Po prostu, nie czuła potrzeby zastanawiania się dlaczego tak jest. Nie teraz, kiedy miała podejmować decyzje, w czym czuła się dość niepewnie. Nie wyrwała się z odpowiedzią tak jak zwykle, raczej zaczęła podrygiwać nerwowo nogą pod stołem w nieładnym nawyku. — Chcę w tym uczestniczyć, James — mruknęła w końcu, na wydechu, przeczesując przy tym włosy, chociaż po tym manewrze były w znacznie gorszym stanie, niż przed nim. — Fajnie byłoby teraz zakozaczyć — było takie słowo? Kompletnie się tym teraz nie przejmowała. — i wygłosić przejmującą mowę o tym, że to moja sprawa i załatwię ją sama. Wiem jednak, że bez ciebie nie dam rady, ale też przeraża mnie to twoje samodzielne zajmowanie się całością ostatnie słowa powiedziała z naciskiem, równocześnie zniżając głos i łapiąc jego spojrzenie w taki sposób, by nie mógł odwrócić go od jej własnego, a przynajmniej, żeby było to trudne. — Musimy znaleźć jakiś złoty środek... — zakończyła, prostując się, bo nie wiedzieć kiedy zawisła nad stołem. Miała teczkę, miała dane, mogła działać, opracować sobie plan, ale to nie była byle zabawa, wolała to najpierw skonsultować. Może nawet pociągnęłaby temat, gdyby nagle w tym wszystkim nie zaśmiała się cicho, zdawkowo, ale jednak. — Uznam to za komplement, może nawet na tyle niezły, aby złość mi minęła... nie całkowicie, ale jak kupisz mi torebkę orzeszków w karmelu, to będziemy kwita — absurd jakiś, ale gdyby nie zrujnowała tej przyjemnie sentymentalnej atmosfery, mogłaby powiedzieć coś, co za bardzo pokazałoby, jak się o niego martwiła. No i w każdym razie naprawdę orzeszków by nie odmówiła.

      

    Lilka
    Lilianne itp.
    piszę posty
     
    James Widmore









    2020-01-13, 23:22


    Owszem, oddając go w dłonie policji zaistniałaby całkiem poważnie w tym zabawnym świecie. Obrażony byłby na nią pewnie przez jedną, długą dobę, a potem po prostu wzruszyłby ramionami. Decydując się na takie życie przewidywał przecież, że pewnego dnia cały czar pryśnie – wiedział, że kiedyś, może przy dobrych wiatrach na starość, trafi do więzienia. Wiedział też, że wówczas zniszczyłby ten niebezpieczny światek od środka – podawałby nazwiska z rozkoszą, czekając spokojnie na to, aż ktoś w końcu postanowi się w go w tym więzieniu pozbyć. Pewnie właśnie Peony zyskałaby ten przywilej długiej rozmowy z nim, kiedy to sprzedałby jej za darmo informacje, dzięki którym dostałaby nagrodę dla dziennikarki roku. Pewnie tak. Może więc dobrze, że dostrzegała w tej relacji jakieś dodatkowe... zalety. Pewnie gdyby jej szczerze wyjawił to wszystko, ta ich jakaś nić porozumienia nie byłaby już dla niej aż taka „ważna”.
    Nie przerywał jej, nie chichotał, by ją rozdrażnić. Siedział cicho, przywdziewając na usta poważną minę i kiwał tylko spokojnie głową, próbując jakoś sobie sporo spraw rozplanować w myślach. Naturalnie wręczając jej te wszystkie dokumenty – nawet jeśli nie było ich wiele, nawet jeśli nie musiały niczego konkretnego oznaczać – spodziewał się, że nie będzie chciała tego tak po prostu zostawić. Gdyby uznawał, że może załatwić to sam, a potem zdać jej tylko raport, pewnie po prostu by to zrobił. Może zachował się głupio, ale chciał ją wciągnąć do tego wszystkiego. Nie po to, by ją zepsuć, tak jak już zepsuł samego siebie; chciał jej dać prawo do samodzielnego uporania się z tą sprawą. Chodziło o jej siostrę, nie jego. A dobrze wiedział, że gdyby ktokolwiek zaszkodził jego rodzinie, nie chciałby, żeby ktoś wyręczał go w procesie śledczym. Może takie sytuacje dawały ludziom zbyt wiele władzy, ale jednak wiodły prostą drogą do uzyskania spokoju serca. Wyciągnął z plecaka długopis, zapisał coś na cienkiej serwetce i wręczył ją jej, nachylając się nad stołem. – Bądź tam za trzy dni o drugiej. Powiesz mi swój plan, ja ci powiem swój i wtedy zdecydujemy – powiedział ściszonym głosem, posyłając jej lekki uśmiech. Był całkiem dumny z tego, że nie próbowała jakoś się wykręcić od tego wszystkiego, uznając, że woli anonimowo złożyć donos na policję, by to oni się Mattem zajęli. W takim przypadku zmuszony byłby ją nazwać skończoną kretynką, nawet jeśli przy wypowiedzeniu tych słów, dość mocno zabolałoby go serce. – Kupię ci nawet trzy, może też jakiegoś znicza na zgodę – zaśmiał się złośliwie, po czym już wrócił na swoje miejsce tak, że mógł się spokojnie oprzeć na siedzeniu. – Za trzy dni – dodał jeszcze, nie po to, by jej przypomnieć (nie miał jej przecież za kretynkę), a raczej by wskazać, że to spotkanie mogą uznać za skończone. Nawet jeśli miło się gawędziło, nie mógł sobie pozwolić na tak długie tkwienie w miejscu publicznym.


     
    Peony Hayward



    Sprawia problemy każdemu facetowi w jej życiu


    Szefa nie wykluczając,


    więc skupia się na odbudowaniu relacji z Rue

    Peony
    Hayward








      
    AUBURN PINE HOUSES
       do 19 roku życia, wróciła pół roku temu

      
    Love to just get into one of your stories, just me and all of my plane jane glory...

      
    26 y.o.

      
    175 cm

      


    2020-01-15, 21:12


    Miała świadomość, że po tym, jak omówią ewentualne plany związane z następnymi działaniami, nie nastąpi czas na przyjemną pogadankę o pogodzie i życiu. W zasadzie, czasem miała takie wrażenie, że spotkania z Jamesem są określone wyraźnym limitem czasowym, jakby nad nimi zawieszony był pewnego rodzaju zegar, wybijający ile czasu zostało do momentu, w którym będzie się trzeba rozejść. Oczywiście przesadzała. Wiedziała, że przesadza i jej ocena jest mocno zniekształcona złością spowodowaną jego zniknięciami, tym, że pojawiał się gdy chciał i podobnie zaszywał gdzieś, gdzie nie dało się go znaleźć. Tak przynajmniej sądziła, że się nie da, bo gdyby zaczęła go szukać, pewnie by się o tym dowiedział i wówczas, gdyby mimo to się do niej nie odezwał, żyłaby w przeświadczeniu, że świadomie jej unika. Pokrętna logika, zbyt ciężka jak na ten dzień, ten bar, te spotkanie. Nie mniej jednak właśnie takie jej podejście sprawiło, że nie poczuła zawodu gdy wyciągnął w jej stronę serwetkę. Schowała ją do torebki, kiwając jeszcze głową, jakby na znak, że wszystko rozumie.
    — Jasne — dodała jeszcze, a przez jego uśmiech, sama mimowolnie uniosła kąciki ust do góry. W głowie planowała sobie naprawdę obfitą manifestację swojej złości, a tutaj proszę, wyszło jak zawsze. Mogłaby chyba zaryzykować stwierdzeniem, że nie potrafiła się na niego denerwować, zapewne powodem było jego własne usposobienie. Choćby chciała, nie umiała wyzbyć się ze swojej głowy wizji dżentelmena, niezależnie od tego, co robił, co mówił, czy jak się zachowywał. Nawet gdy w grę wchodziły złośliwości, na które tym razem to ona przewróciła oczami. — Ale dla mnie niech będzie biały, pstrokate kolory światełek mnie drażnią — podchwyciła słowa o zniczu mówią co wszystko z całkiem realnym przekonaniem, ale pod koniec nie wytrzymała i parsknęła niezbyt głośnym śmiechem. — Jestem blondynką, ale jeszcze łapię aluzje — tym razem to ona uśmiechnęła się złośliwie. W każdym razie sama wiedziała, że nie powinni za długo pozostawać tak na widoku. Podniosła się zatem założyła płaszcz, nie zamierzała zostawiać kasy za wodę, nie dlatego, że była jakaś pazerna, uznała po prostu, że byłoby to śmieszną i niepotrzebną zupełnie w ich relacji manifestacją niezależności. — James — mruknęła jeszcze, po tym jak już była gotowa do wyjścia. — Cieszę się, że wróciłeś — skinęła mu głową i wyszła. Tyle. Jedna bardziej osobista wypowiedź mogła paść na samym końcu. Było to z resztą prawdą, z wielu względów. Miała wrażenie, że teraz będzie jej nieco łatwiej i chyba to spotkanie tym bardziej zmobilizowało ją do jej małego śledztwa.

    <zt x2> :kiss:


    Lilka
    Lilianne itp.
    piszę posty
     
    mickey davies









    2020-02-02, 22:45


    [3]

    Nie powinna była dzisiaj w ogóle wychodzić z domu. Powinna się zaszyć pod kołdrą albo zrobić nadgodziny w jakimś barze albo zająć się szukaniem sensu w życiu. Co ją podkusiło żeby iść tam w ciemno? Dalej to przeżywała, mimo ze minęło już od tego momentu prawie pol dnia. Gdyby mogła parsknelaby właśnie śmiechem. Żal jej było samej siebie. Nie mogła w ot tak po prostu go unikać. Zresztą skoro jej na nim już nie zależało - a przynajmniej takie pozory sprawiała - dlaczego nie mogła wysłuchać tego co miał do powiedzenia i mieć wreszcie święty spokój? Znała odpowiedź aż za dobrze, ale nawet przed samą sobą nie chciała się do tego przyznać. Wiedziała co oznacza przyspieszone tętno na jego widok, fala gorąca która sprawiała, ze traciła grunt pod nogami. Ale nie mogła. Obrazy jej głowie nie straciły ostrości, a teraz gdy na niego znowu wpadła, odezwały się powodując dziwne ssanie w żołądku. Podobno mówią na to motylki. No nic. Nie było jej wcale źle. Potrafiła się zająć sobą. A gdzieś w głębi jej podświadomości wiedziała, ze to spotkanie sprawiło jej cicha przyjemność.
    Głowa bolała ją po wczorajszym graniu, al nie od muzyki, a od ilości alkoholu jaka w siebie wlała. Mamusia mówiła zawsze - lecz się tym czym się strułeś, dlatego postanowiła znaleźć jakiś cichy bar w pobliżu, w którym będzie mogła się zaszyć. Było już grubo po południu, wiec nikt nie mógł jej zarzucić alkoholizmu, No nie? I wszystko byłoby fajnie gdyby do jej miejscówki nie przysiadł się jakiś mężczyzna o nieprzymnym zapachu, którego żadne słowa nie chciały go od niej odpędzić.
    - Blagaaaam chce umrzeć - jęknęła żałośnie i zamaszyście odrzuciła włosy. Na tyle mocno, ze ten mały drineczek, którego wypiła sprawił, ze spadła z krzesła wprost na twarda posadzkę, wywracając gościa który stał za nią. Upsi.


    She moves like she don't care
    Smooth as silk, cool as air
    Ooh it makes you wanna cry

     
    Eelia B. Simmons



    podjął się misji beznadziejnej


    bo chce wrócić na wojnę


    aby uciec przed koszmarami

    Eelia Bowen
    Simmons








      
    FALLEN CLOUD
       pojawił się ponownie kilka miesięcy temu

      
    You are all the things that are wrong with you.

      
    37 y.o.

      
    190 cm

      


    2020-03-14, 21:09


    trzy

    Bycie wśród ludzi nie było jego ulubionym zajęciem. Nigdy nie należał do osób najbardziej społecznych i otwartych na innych, a nawiązywanie nowych, trwałych relacji było dla niego ogromnym wyzwaniem. Po powrocie z frontu odnalezienie się tutaj, wśród normalnych ludzi wydawało mu się praktycznie niemożliwe. Stale czuł się inny od nich, jakby jego blizny wcale nie były już ładnie zagojone i częściowo zakryte ubraniem, tylko nadal intensywnie czerwone i widoczne z daleka. Jakby był elementem zupełnie innej układanki, która gdzieś się zagubiła, a on jeden został, więc wrzucono go do innego, przypadkowego zestawu. Niby znał tych ludzi w większości naprawdę długo, ale miał wrażenie, że była to bardzo powierzchowna znajomość, chociaż pewnie część z nich nazwałaby go swoim przyjacielem. Eelia na chwilę obecną nie wiedział, czy aby na pewno ma jeszcze przyjaciół. Albo raczej, czy sam potrafił być przyjacielem. Wiedział jednak, że nie może unikać ludzi. Jakkolwiek było to okrutne, te wszystkie spotkania były jednym z elementów do osiągnięcia celu, czyli powrotu na front. Musiał przejść terapię, musiał pokazać, że jest normalny, a jego blizny gdzieś tam głęboko w środku zagoiły się tak samo jak te, które miał rozłożone po ciele. I to nawet nie tak, że ich nie lubił, czy coś. Byli w porządku, te wyjścia były całkiem ok i nawet czasami dobrze się bawił, ale… No ale to po prostu nie było jego życie. On po prostu wiedział, że musi wrócić i bardzo kurczowo trzymał się tej myśli, w nadziei, że jednak mu się to wkrótce uda.
    Podejście do baru po kolejnego drinka było możliwością odetchnięcia na chwilę, dlatego często przeciągał ten moment, czasami zdarzało się, że jednego dawał na szybko radę wypić przy barze, po czym szedł dalej dopiero z kolejnym. Trzeba sobie radzić, w tym akurat był całkiem niezły. I właśnie zbierał się znowu, aby tam wrócić, gdy jego uwagę przyciągnęła dziewczyna nieopodal, która sączyła sobie jagodowe piwo. Tak, mieszkali w jagodowej krainie, gdzie wszystko musiało być jagodowe. Obleszka. I trochę chora faza, ale no w sumie był ostatnią osobą, która mogła oceniać zafiksowanie się przez kogoś na jeden temat.
    - Pijesz to ohydztwo z własnej, nieprzymuszonej woli? - nie planował w sumie wdawać się w żadną rozmowę, ale jednak to było silniejsze od niego. Miał okazję spróbować tego tylko raz. I szczerze? Było to tak obrzydliwe jego zdaniem, że był bliski wykupienia wszystkich zapasów i ich zutylizowania w studzience kanalizacyjnej, czy coś, ale ostatecznie doszedł do przykrego wniosku, że i tak nikt by tego nie docenił. Nie mógł jednak zrozumieć, dlaczego kobieta sobie to robiła. Miał nadzieję, że był to zakład o coś sensownego, ewentualnie okrutna kara za przegraną, bo innego wyjaśnienia nie widział za bardzo.



      Because I need something more than everything
      A higher self deep within.

    Patka
    Ephraim, Elfriede, Erlantz, Eldar, Errol, Eudora
    piszę posty
     
    rory marvel



    lubi jak vince ją rozumie


    maluje obrazy i ściany


    kradzież dla dobrego celu nie jest zła, chyba

    rory
    marvel








      
    FALLEN CLOUD
       prawie jakby nigdy nie wyjechała

      
    the question isn't who is going to let me, it's who is going to stop me

      
    25 y.o.

      
    170 cm

      


    2020-03-16, 21:08


    #24

    Po rozmowie z Raine musiała trochę odetchnąć. Zupełnie nie wiedziała co tym wszystkim myśleć. Niby opracowały idealny plan kradzieży, ale to było tylko pijackie gadanie. Nic więcej. Tak właśnie sobie powtarzała. Jakby chciała przekonać samą siebie, bo przecież im więcej będziesz coś sobie wmawiać to w końcu stanie się to prawdą. Jakoś tak to szło. Przynajmniej w teorii, bo w praktyce to totalna porażka. Za cholerę nie działa. Rory bowiem zdawała sobie sprawę, że podeszła do tego tematu zbyt poważnie. Gdyby tak nie było to nie zaprzątałoby jej to tak głowy. Jako artystka musiała być świadoma swoich uczuć i szczera z samą sobą. Ale tym razem nie rozmawiały o weekendowym wyjeździe czy wejściu na dach budynku, na którym nie powinno ich być, a o złamaniu prawa. O przestępstwie, za które mogłyby pójść siedzieć. A jednocześnie o czym co pozwoliłoby jej spełnić swoje marzenie. Ahh. Właśnie dlatego tu była. Musiała o tym pomyśleć i napić się czegoś innego niż tanie, odkręcane wino z posmakiem siarki. Niestety nie wybrała dużo lepiej, bo jak tylko spróbowała jagodowego piwa to skrzywiła się mocniej, niż jakby miała przed sobą najmocniejszy trunek znajdujący się w tym budynku. Zamówiłaby coś innego, gdyby zrywanie etykiety nie stało się nagle takie fascynujące. Zupełnie się wyłączyła ignorując to co działo się dookoła. Wszystkie dźwięki, ludzi. Ignorowała większość zaczepek czy osoby znajdujące się obok.
    Dopiero jego głos wyrwał ją z własnych myśli. Podniosła głowę słysząc pytanie dobiegające z ust nieznajomego. Do tej pory nie zwróciła na niego uwagi, czego żałowała, jak tylko go zobaczyła. Był przystojny, nawet bardzo. Dokładnie w jej typie. Nie żeby patrzyła na niego przedmiotowo, ale takie rzeczy od razu wpadają do głowy, jak tylko się na kogoś spojrzy. Zaśmiała się cicho - Raczej z własnej głupoty - poprawiła go - Lubię zamawiać rzeczy, których nazw nie znam albo takich których nigdy nie próbowałam - wyjaśniła - Dzisiaj padło na to i ciężko płacę za swoje wybory - dodała rozbawiona. Piwo nie było pierwszych lotów, ale do tej pory była tak zamyślona, że było jej zupełnie wszystko jedno co przed nią stoi. Przyjście tu nie do końca zadziałało tak, jak planowała. Przynajmniej nie do tej pory, bo widziała potencjał w tej rozmowie. Co prawda mężczyznę widziała pierwszy raz na oczy, ale wydał jej się na tyle interesujący, że może uda mu się utrzymać jej uwagę na dłużej czego bardzo chciała, bo bycie we własnej głowie ją męczyło, jak nigdy - Ale chętnie to na coś zamienię, o ile masz jakąś sugestię? Której nie będę żałować dla odmiany - spojrzała na niego pytająco. Alkohol jaki się pije dużo mówi o człowieku, więc ciekawa była jaka nazwa teraz padnie.


    yang
    lorna, cornelia, naia, wade, morgana
    piszę posty

     
    Eelia B. Simmons



    podjął się misji beznadziejnej


    bo chce wrócić na wojnę


    aby uciec przed koszmarami

    Eelia Bowen
    Simmons








      
    FALLEN CLOUD
       pojawił się ponownie kilka miesięcy temu

      
    You are all the things that are wrong with you.

      
    37 y.o.

      
    190 cm

      


    2020-03-21, 22:40


    Nie nadawał się zupełnie jako kompan do planowania przestępstw, był na to raczej zbyt prawym człowiekiem. W końcu poświęcił swoje życie na ratowanie ojczyzny i walkę w jej imieniu, więc to mówiło samo za siebie. I na szczęście mimo dość trudnych przeżyć, jakie dopadły go na froncie, nie stał się na tyle szalony, aby bawić się w wojnę tutaj, więc żył jak porządny obywatel. Jeśli jednak chodzi o wybijanie sobie z głowy natrętnych myśli i towarzystwo w tym procesie – nadawał się już o wiele bardziej. Robił to sam bardzo wytrwale i skrupulatnie, i na co dzień naprawdę dobrze mu się to udawało. Najgorzej było wieczorami i w nocy, gdy cały ten rozgardiasz dookoła cichł i musiał zasnąć, a potem spróbować choć trochę zregenerować siły. Na ten czas nie pomagały ani proszki nasenne, które dostał do terapeuty, ani dobre chęci. Alkohol niestety też nie, ale w tym momencie był całkiem niezłym towarzystwem. Lepszym niż jego dawni kumple, którzy zdawali się zostać mentalnie dokładnie tam, gdzie byli, gdy on zaciągał się do wojska. Być może to właśnie dlatego odważył się zagadać do nieznajomej. A może po prostu zaintrygowało go to skupienie i głębokie zamyślenie na jej twarzy? Trudno stwierdzić. To, że była bardzo atrakcyjna ,też nie ulegało wątpliwości, ale Eelia nie należał raczej do barowych podrywaczy. Był w tym mocno średni, żeby nie powiedzieć słaby.
    - Rozumiem - skinął głową na jej wyjaśnienie, bo miało ono sporo sensu. - Jest to ryzykowna gra - dodał jeszcze, unosząc lekko brew i uśmiechając się bardzo delikatnie. Przekonała się zresztą o tym na własnej skórze, a właściwie własnych kubkach smakowych, dość dobitnie, więc niestety było nieco zbyt późno na ostrzeżenia w tej kwestii.
    - Sam jestem dość nudny w tej kwestii i prawie zawsze wierny dobrej szkockiej - przyznał szczerze, bo i kłamstwo żadne raczej nie wchodziło w grę, skoro szklaneczka z tym właśnie alkoholem stała przed nim. Raczej rzadko dawał skusić się na eksperymenty z jakimiś bardziej wymyślnymi drinkami. Jak już zostało wspomniane, była to mocno ryzykowna zabawa, a on sam w swoim życiu miał stanowczo zbyt mało okazji, aby się napić czegoś porządnego, więc chyba trochę żal mu było tracić ten czas. Zapewne sporo go omijało z tego powodu, ale chyba coś za coś, prawda? - Ale jeśli chcesz pozostać przy piwie, to mają bardzo dobrą IPĘ - zapewne podał jej nawet pełną nazwę, ale w to akurat lepiej nie brnijmy, bo poza tym, że IPA jest raczej mocna i jasna, a Portery ciemne i ciężkie, to niewiele więcej wiem niestety i nie ma co kłamać, bo nic dobrego z tego nie wyniknie. Eelia to na szczęście nieco inna bajka, bo naprawdę unikał słabego alkoholu i zapewne w kwestii piw też się nieco ostatnio dokształcił. Brodę miał, pasującą koszulę też, no to mógł zostać fanem piwa kraftowego, co nie?



      Because I need something more than everything
      A higher self deep within.

    Patka
    Ephraim, Elfriede, Erlantz, Eldar, Errol, Eudora
    piszę posty
     
    rory marvel



    lubi jak vince ją rozumie


    maluje obrazy i ściany


    kradzież dla dobrego celu nie jest zła, chyba

    rory
    marvel








      
    FALLEN CLOUD
       prawie jakby nigdy nie wyjechała

      
    the question isn't who is going to let me, it's who is going to stop me

      
    25 y.o.

      
    170 cm

      


    2020-03-22, 19:38


    Rory w życiu nie pomyślałaby, że coś takiego nawet przyjdzie jej do głowy. Tym bardziej, że będzie to na prawdę rozważać, bo to zdecydowanie decyzja która zmieni jej życie. Nie wiedziała jednak w jaki sposób. Mogło to się potoczy w tylu różnych kierunkach to chyba najbardziej ją przytłaczało. Jak niespodziewanie to wszystko może się skończyć. Na szczęście nie musiała już o tym myśleć. Z zupełności skupiła się na swoim nowym towarzyszu. Przynajmniej na tą chwilę. Nie myślała jeszcze o tym jak poradzi sobie z tym, kiedy ten ją opuści. Miała cichą nadzieję, że tego nie zrobi. W zasadzie to mogli pomóc sobie na wzajem, z czego żadne z nich nie zdawało sobie sprawy, jednak Rory taka wizja już przebiegła przez myśl. Był zbyt przystojny, żeby mogła uniknąć takiej wizji. Teraz jednak skupiała się na lustrowaniu go wzrokiem, bardzo subtelnie, nie jak jakiś natrętny świr. Liczyła, że coś co wypatrzy zdradzi jej coś na jego temat, bo w zasadzie pierwszy raz go tu widziała. Może nie była stałym bywalcem tego miejsca, jednak zdarzało jej się je odwiedzić.
    - Ooo tak - kiwnęła głową - Nawet sobie nie zdajesz sprawę, jak bardzo - dodała i na samo wspomnienie najgorszej potrawy jaką miała w ustach, aż się wzdrygnęła - Ale czasem można się dzięki temu miło zaskoczyć - powiedziała na swoje usprawiedliwienie, bo w zasadzie dlatego wymyśliła sobie tą zabawę. Chciała doświadczać nowych rzeczy regularnie, urozmaicić sobie jakoś tą często monotonną codzienność - A ty co ryzykownego lubisz robić? - zapytała patrząc na niego zaciekawiona. Było w nim coś. Sama nie do końca wiedziała co. Nie potrafiła tego rozgryźć, przynajmniej jeszcze nie i miała nadzieję, że będzie miała dzisiaj okazję.
    - Okej - kiwnęła głową - Dwie szkockie poproszę - zwróciła się do barmana, który kręcił się niedaleko nich. Liczyła, że nie odmówi jej wspólnego drinka, szczególnie że ten jego już my się kończył, chociaż bezpośrednio nie zaproponowała. W zasadzie nie wiedziała czy był tu z kimś czy sam. Nawet nie wzięła pod uwagę, że może być tutaj na randce czy spotkaniu ze znajomymi, którzy na pierwszy rzut oka zupełnie do niego nie pasowali. Zaraz jednak na pewno dostanie swoją odpowiedź - Powiem Ci w tajemnicy, że nie jestem fanką piwa - skrzywiła się na samą myśl o smaku tego trunku - Nie mam pojęcia czemu to zamówiłam, ale chyba ostatnio mam problemy z podejmowaniem dobrych decyzji - stwierdziła dość zagadkowo, jednak miała nadzieję, że jej nowy towarzysz nie będzie drążył tematu. Nie był na tyle pijana, żeby urządzić sobie tu kącik zwierzeń, chociaż on nie wyglądał na fana tego typu spędzania czasu. Eelia idealnie pasował na drwala z piwem, także wiedza na ten temat by się przydało, jednak Rory była zdecydowanie fanką taniego wina, ewentualnie jakichś babskich drinków. Nie ma się czego wstydzić.


    yang
    lorna, cornelia, naia, wade, morgana
    piszę posty

     
    Eelia B. Simmons



    podjął się misji beznadziejnej


    bo chce wrócić na wojnę


    aby uciec przed koszmarami

    Eelia Bowen
    Simmons








      
    FALLEN CLOUD
       pojawił się ponownie kilka miesięcy temu

      
    You are all the things that are wrong with you.

      
    37 y.o.

      
    190 cm

      


    2020-04-06, 17:59


    Rory wydawała się zdecydowanie ciekawszym towarzystwem niż jego marudzący na życie koledzy, którzy z każdą chwilą zaczynali go coraz bardziej irytować. Nie miał w zwyczaju zagadywać przypadkowych osób przy barze, właściwie zazwyczaj uważał to za dziwne i w jego przypadku zupełnie nienaturalne. Ale jednak postanowił skorzystać z tej wygodnej możliwości ucieczki. Wygodnej i całkiem przyjemnej, o dziwo. Zawsze był przekonany, że takie rozmowy będą wprowadzały go w zakłopotanie i sprawią, że będzie czuł się nieswojo, ale w tym momencie był pozytywnie zaskoczony. Może to zasługa Rory, a może alkoholu, który już dzisiaj wypił. A może jedno i drugie. Któż to wie, nie było to w sumie wcale przesadnie ważne, dlatego też nie rozmyślał o tym za bardzo i nie doszukiwał się sensu.
    - Jest to duży plus, dla którego warto zaryzykować - trudno było się z nią nie zgodzić. - Poza tym jest to jakieś tam osiągnięcie, gdy spróbuje się wszystkich najdziwniejszych opcji dostępnych w danej kategorii - dodał, przekrzywiając lekko głowę. No bo przecież nie musiało dotyczyć to tylko piwa, ale też wielu innych rzeczy. Właściwie wszystkiego i nie miał tutaj nic dwuznacznego na myśli, ale no w tym kierunku też można było to pociągnąć.
    - Zdarzało mi się rozbrajać bomby, czy to wystarczająco ryzykowne? - zapytał z uśmiechem dość tajemniczym. Powiedział to takim tonem, że w sumie trudno było odgadnąć, czy mówi poważnie, czy raczej robi sobie żarty, zgrywając tutaj Jamesa Bonda czy innego super speca od takich spraw. Chociaż blizny na rękach, które były ledwo widoczne w nieco przyciemnionym świetle baru, ale jednak dało się je zauważyć pod podwiniętymi rękawami koszuli, mogły go zdradzić. Nie przejmował się tym jednak, bo raczej nie ukrywał przed nikim, czym się zajmował i nie traktował tego jako tematu tabu. Chociaż rzadko zdarzało mu się o tym mówić w ten sposób.
    - Czy to zaproszenie? - zapytał, przyglądając się jej uważnie i unosząc lekko brew. Cóż, lepiej się upewnić. Może po prostu chciała, żeby ją szybciej sponiewierało. Albo bała się, że jedną nie uda się jej zapić smaku tego obrzydliwego piwa. W każdym razie, jeśli jednak rzeczywiście szkocka była przeznaczona dla niego, to nie miał zamiaru odmówić.
    - Ja też nie - przyznał po chwili namyślenia. - Piję tylko takie, które nie smakuje praktycznie jak piwo, więc chyba się nie liczy - no chmielowe pilznery to jednak nie jego bajka. Ale na szczęście wybór był spory!
    - To brzmi, jakby kryła się za tym jakaś ciekawa historia - stwierdził, przyglądając się jej z zainteresowaniem i nawet zajmując ostatecznie miejsce przy barze, bo do tej pory stał oparty o ladę. Ale nigdzie się nie wybierał, więc podsunął sobie jeden z wysokich stołków, aby usiąść obok.



      Because I need something more than everything
      A higher self deep within.

    Patka
    Ephraim, Elfriede, Erlantz, Eldar, Errol, Eudora
    piszę posty
     
    rory marvel



    lubi jak vince ją rozumie


    maluje obrazy i ściany


    kradzież dla dobrego celu nie jest zła, chyba

    rory
    marvel








      
    FALLEN CLOUD
       prawie jakby nigdy nie wyjechała

      
    the question isn't who is going to let me, it's who is going to stop me

      
    25 y.o.

      
    170 cm

      


    2020-04-13, 22:12


    Marvel wręcz poczułaby się urażona, gdyby wolał towarzystwo jakichś gości w średnim wieku, niż jej. Znaczy zdawała sobie sprawę, że nie każdy ja musi lubić. Była przecież specyficznym człowiekiem. Roztrzepana, nieodpowiedzialna artystka, która na trzeźwo wymyśla bardziej szalone rzeczy, niż po pijaku? No ją się albo kocha, albo nienawidzi. Nie ma nic pomiędzy. Nawiązywanie nowych znajomości nigdy nie było dla niej trudne. Studencie życie wręcz tego wymagało, tak samo podróż po Europei. Jasne, mogła tam radzić sobie sama, jeździć od punktu A do B, ale gdzie w tym zabawa? Takie podejście zniszczyłoby cały wyjazd, pozbawiłoby ją możliwości nie tylko poznania innych kultur, a też historii. Nie ma przecież nic bardziej inspirującego niż ludzkie życie. Czuła to od niego. Nie był nudziakiem z małego miasteczka, dlatego tak chętnie do niego zagadała. Nudne osoby to nie towarzystwo dla niej.
    - Dokładnie - przytaknęła kiwając głową - Niektórzy ludzie ratują życia, inni budują rakiety, a ja mogę się pochwalić wypiciem wszystkich alkoholi w tym barze - skomentowała na początku zachowując powagę, jednak po chwili się roześmiała. Rory w tej kwestii skupiała się wyłącznie na trunkach i jedzeniu, natomiast była otwarta na inne opcje. Może to niezbyt odpowiedzialne, ale słowa "lepiej żałować, że cię zrobiło niż nie" to coś czym kieruje się w życiu.
    Spojrzała na niego lekko zaskoczona próbując wybadać czy żartuje czy nie. Przez dłuższą chwilę badała go wzrokiem, czego wcale nie ukrywała ostatecznie decydując, że mu wierzy - Wow - powiedziała tylko kiwając głową z uznaniem - Koleś... wiesz jak zniszczyć wartość osiągnięć życiowych drugiego człowieka - przyznała, jednak uśmiech, jaki po chwili mu posłała wskazywał, że żartowała. W końcu nie znali się tak długo, musiała pilnować żeby dawać mu do zrozumienia, kiedy mówi poważnie, a kiedy nie - Gdzie służyłeś? - zapytała po chwili już poważnie popijając swojego drinka. Wbrew jej własnej opinii na ten temat podziwiała tych, którzy decydowali się jechać w sam środek wojny i walczyć o jakąś większą ideę zupełnie do niej nieprzemawiającą. Jeśli to nie jest odwaga to nie wiem co jest.
    - Tylko jeśli się zgodzisz - odpowiedziała utrzymując z nim kontakt wzrokowy dłuższą chwilę. Jego osoba zdecydowanie bardziej działała na odwrócenie uwagi od myśli, które ją męczyły, niż samotne picie. Nie tylko, dlatego że był niesamowicie przystojnym mężczyzną i ciekawym rozmówcą. To jednak zdecydowanie duże plusy.
    - Historie - poprawiła go. Nie chciała zagłębiać się w szczegóły. Jasne, rozmowa może jej pomóc, ale nie z nieznajomym i zdecydowanie nie chciała poruszać takich tematów. Przyszła tu, żeby o tym zapomnieć a nie na publiczną spowiedź - Zbieram je odkąd skończyłam jakieś piętnaście lat - dodała - Ale tak jest zdecydowanie ciekawiej. Przynajmniej mam o czym zgadać do przystojnego gościa w barze - powiedziała posyłając mu delikatny uśmiech. Lubiła flirtować ze starszymi od siebie, przystojnymi mężczyznami. Nic nie mogła na to poradzić - Jestem Rory - przedstawiła się w momencie, kiedy zdała sobie sprawę, że nie wie nawet jak jej towarzysz ma na imię. A skoro rozsiadł się obok niej wygodnie to taka wiedza zdecydowanie by jej się przydała.

      

    yang
    lorna, cornelia, naia, wade, morgana
    piszę posty

     
    Eelia B. Simmons



    podjął się misji beznadziejnej


    bo chce wrócić na wojnę


    aby uciec przed koszmarami

    Eelia Bowen
    Simmons








      
    FALLEN CLOUD
       pojawił się ponownie kilka miesięcy temu

      
    You are all the things that are wrong with you.

      
    37 y.o.

      
    190 cm

      


    2020-05-03, 20:47


    Całe szczęście więc, że nie podjął żadnej głupiej decyzji – miałby pewnie z tego powodu potem wyrzuty sumienia, bo przecież nie lubił sprawiać ludziom zawodu. Nie chciał jej też tym bardziej urazić. Niewiele co prawda o niej wiedział, ale miała w sobie coś, przez co naprawdę był jej ciekaw. Może nie każdy ją lubił, ale trudno raczej było przejść obok niej obojętnie. Skoro nawet on skusił się na to, aby po prostu ją zaczepić tutaj, to chyba mówiło to samo za siebie, bo w tej kwestii zdecydowanie byli swoimi przeciwieństwami. Pewnie na jej miejscu wybrałby samotną podróż i zwiedzanie na własną rękę i zdecydowanie ograniczyłoby liczbę poznawanych po drodze ludzi. Ale podobno na tym polega piękno gatunku ludzkiego, że jednak wszyscy się od siebie w mniejszym lub większym stopniu różnią. Czy jakoś tak, Eelia szczerze mówiąc, unikał raczej aż takich egzystencjalnych przemyśleń na ten temat. Przynajmniej na trzeźwo. Alkohol różnie na ludzi działał, to wiadomo. Inne używki również, ale w tym zakresie nie miał dużego doświadczenia. Zdarzało mu się zapalić skręta, ale ostatni raz chyba ze sto lat temu, jako czynny żołnierz był często sprawdzany pod tym kątem przecież, a we krwi niestety ślady tego utrzymują się naprawdę długo.
    - Nie wiem, jak z profesjonalnego punktu widzenia prezentowałoby się to w CV, ale osobiście uważam, że jest to dość oryginalne osiągnięcie, którym warto się pochwalić - stwierdził, siląc się na dość poważny i profesjonalny ton, jakby co najmniej był specjalista od HR-u, ale jednak ostatecznie rozbawienie wygrało i jego usta wygięły się w lekkim uśmiechu. - Pewnie wiesz więcej na temat tego, co mogą tu zaserwować od właściciela - dodał, zerkając na ścianę alkoholu, jaka była za barmanem. No wybór był spory i pewnie miała jeszcze sporo do sprawdzenia.
    - Daj spokój, przecież każdy głupi wie, że zawsze trzeba przeciąć czerwony kabelek - stwierdził z przekornym uśmiechem, wzruszając lekko ramionami, jakby rzeczywiście było to takie łatwe, jak w filmach akcji z Tomem Cruisem. Tak naprawdę nie było, ale nie był to temat, w który należało się teraz zagłębiać. Tak samo jak w to, czy jego służba dla ojczyzny rzeczywiście była taka chwalebna, bo przecież sporo osób miało bardzo dużo do zarzucenia wojskowym działaniom USA. - Trochę w Afganistanie, później głównie w Syrii - powiedział zgodnie z prawdą, bo nie widział sensu w tym, aby tutaj kłamać czy wymigiwać się od odpowiedzi, ale po sposobie, w jakim wypowiedział te nazwy, dość łatwo można było wywnioskować, że raczej nie chce się w to zagłębiać. Gdyby wypytywała, to zapewne oznajmiłby, że to ściśle tajne i nie może o tym mówić. To było dość wygodne.
    - Chętnie - odpowiedział, również nie odrywając przez dłuższą chwilę od niej wzroku. Właściwie to podczas ich krótkiej rozmowy zdążył zapomnieć, że miał wrócić do swoich znajomych, z którymi tu przyszedł. Nie przejmował się tym jednak za bardzo, wierzył w nich i ich umiejętności przetrwania. Poza tym nie zostawił nikogo w samotności na pastwę losu, prawda?
    - Muszę przyznać, że to całkiem skuteczny sposób - przyznał jej, unosząc lekko brew i przechylając delikatnie głowę. - Chociaż myślę, że tak naprawdę to jednak zapach jagodowego piwa tak na mnie zadziałał - dodał przekornie, z nieco zaczepnym uśmiechem i wcale niezgodnie z prawdą, bo pewnie gdyby byłaby kimś innym (to nie byłaby sobą, wiadomo), to olałby tę kwestię.
    - Eelia - przedstawił się również, bo rzeczywiście była to informacja, którą warto poznać. Mogło to nieco ułatwić konwersację. - [b]Jak wrażenia?[b/] - zapytał z ciekawością, gdy upiła łyk poleconej przez niego szkockiej. No nie każdy był fanem czystej whiskey, więc był ciekawy jej opinii. Jeśli przegrał w poleceniach, to mogą następną kolejkę wypić z jej rekomendacji, był to jakiś plan na upicie się wspólne i poznanie się od dość ciekawej strony. Preferencje w kwestii wybory alkoholu przecież sporo o ludziach mówią podobno.



      Because I need something more than everything
      A higher self deep within.

    Patka
    Ephraim, Elfriede, Erlantz, Eldar, Errol, Eudora
    piszę posty
     
    rory marvel



    lubi jak vince ją rozumie


    maluje obrazy i ściany


    kradzież dla dobrego celu nie jest zła, chyba

    rory
    marvel








      
    FALLEN CLOUD
       prawie jakby nigdy nie wyjechała

      
    the question isn't who is going to let me, it's who is going to stop me

      
    25 y.o.

      
    170 cm

      


    2020-06-29, 23:34


    Rory w stu procentach zgadza się z tą tezą. Świat byłby niesamowicie nudny, gdyby wszyscy myśleli, mówili i postrzegali otoczenie tak samo. Jasne, wszystko byłoby łatwiejsze. Nakładające się poglądy pozwoliły uniknąć wielu konfliktów. Może nawet całkowicie je zlikwidować. Zero kompleksów. Wszystko byłoby idealne. Niektórzy pewnie uznaliby to za raj. Najlepsza wersja rzeczywistości. Do Rorki zupełnie to nie przemawiało. Fajnie byłoby usunąć całe zło ze świata, ale wtedy dobro straciłoby na znaczeniu. Nie mówiąc o tym, jak nienawidzi słowa "idealny". Ona miała taka być. Rodzice pragnęli móc ją tak określić, a ona okazała się być przeciwieństwem pod każdym możliwym względem. Poza tym nuda zniszczyłaby świat. Przynajmniej jej. Nic by nie inspirowało, nie motywowało. Okropna wizja.
    - Jestem artystką, więc nie byłoby aż tak nieprofesjonalne patrząc na to, że nikt i tak nigdy nie zobaczy mojego CV - wzruszyła ramionami - No chyba, że pani z monopolowego, jak już oficjalnie nie będę miała za co zapłacisz czynszu - dodała. Sama nie wiedziała czemu w ogóle to powiedziała. To nie tak, że procentu już zaczynały uderzać jej do głowy i nie panowała nad tym co mówi. Chociaż to własnie to ciągle chodziło jej po głowie. Brak wymarzonej kariery i kasy - To było trochę ponure - rzuciła po chwili krzywiąc się przy tym zabawnie - Niezbyt dobry podryw - skrytykowała samą siebie, jednak na jej twarz wkradł się delikatny uśmiech. Jeśli chodzi o bycie subtelną to zdecydowanie nie jej metoda. Była zbyt bezpośrednia i szczera, żeby bawić się w jakieś gierki mające jej ułatwić uwiedzenie kogoś. Zdecydowanie waliła prosto z mostu co dla niektórych było bardziej pociągające, niż cokolwiek innego. I właśnie tacy mężczyźni byli w jej typie - Możliwe. Na pewno wiem u kogo warto zamawiać jakiego drinka - to mógł być już powód do dumy. Z barmanami była na cześć, co zdecydowanie ułatwiało sprawę. Nie tylko jeśli chodzi o kolejki, które czasem były tu kolosalne.
    - Na filmach to jest zawsze podchwytliwe - powiedziała zgodnie z prawdą. Na filmach wszystko z zasady jest bardziej skomplikowane. Muszą przecież sprzedać dobrą historię. Swoją wiedzę w temacie wojska czy wojny miała tylko z ekranu, więc to był jej jedyny punkt odniesienia. Prawdę mówiąc nie chciała tego zmieniać. Szanowała tych ludzi za odwagę i głupotę, ale przemoc na takim poziomie to coś czego unikała. Zarówno w życiu, jak i w rozmowie - To brzmi... - zaczęła szukając odpowiedniego słowa - Szczerze to brzmi strasznie - dokończyła zgodnie z prawdą. Nie miała zamiaru owijać w bawełnę mówiąc jak bohatersko to brzmi. Dla niej przy po prostu przerażająco. Żadne z tych miejsc nikomu chyba dobrze się nie kojarzy.
    - Zazwyczaj działa - przyznała kiwając głową przez dłuższą chwilę utrzymując z nim kontakt wzrokowy. Sposób w jaki to powiedziała zabrzmiało trochę, jakby chciała rzucić mu wyzwanie. Sprawdzić czy na niego też zadziała. A może się oprze? Kto wie - Myślę, że chcesz mnie sprowokować, żebym wypiła resztę - stwierdziła rozbawiona. To coś co na pewno się nie stanie. Za żadne pieniądze świata. To piwo było na prawdę obrzydliwe.
    Słysząc jego imię zamyśliła się na chwilę, po czym kiwnęła głową - Podoba mi się stwierdziła. Lubiła oryginalnych ludzi, oryginalne imion, a jego zdecydowanie do takowych należało. Pijąc trunek skrzywiła się trochę. To nie tak, że nigdy nie piła szkockiej, ale za każdym razem reagowała na nią tak samo. Starała się pozbyć tego grymasu, żeby jej odpowiedź była wiarygodna, jednak to coś czego nie mógł nie zauważyć - Lepsze niż tanie wino, nie umywa się do piwa jagodowego - zażartowała. A tak naprawdę Marvel nie zamierzała wybrzydzać. Dobre towarzystwo i alkohol w zupełności jej wystarczyło - Więc Eelia... jesteś tak ciekawy jak Twoje imię? - zapytała patrząc mu w oczy i przygryzając delikatnie wargę. Ale nie jak ta laska z Greya (zawsze mi się z tym kojarzy, więc muszę uściślić) - Jaka jest najbardziej szalona rzecz jaką zrobiłeś? - wypaliła prosto z mostu - Nie związana z wojskiem - zastrzegła. Tam robił pewnie rzeczy jakie nie przyszłyby jej nawet do głowy. Niekoniecznie w pozytywnym tego słowa znaczeniu.


    yang
    lorna, cornelia, naia, wade, morgana
    piszę posty

     
    Wyświetl posty z ostatnich:   
    Odpowiedz do tematu
    Nie możesz pisać nowych tematów
    Nie możesz odpowiadać w tematach
    Nie możesz zmieniać swoich postów
    Nie możesz usuwać swoich postów
    Nie możesz głosować w ankietach
    Nie możesz załączać plików na tym forum
    Możesz ściągać załączniki na tym forum
    Dodaj temat do Ulubionych
    Wersja do druku

    Skocz do: