menu


Poprzedni temat «» Następny temat
Brimmer
Autor Wiadomość
leonard marvel



w Berrylane od dzieciaka

zastępca naczelnego w the stranger

31
yo

184
cm

żona go zostawiła, więc układa sobie życie na nowo

Lives in:
auburn pine houses

Wysłany: 2019-02-24, 14:08   
  
Leonard

  
Marvel

  
There's no point getting drunk alone grab your coat and make a call

  

  

  

  

  

  


Przyglądał jej się uważnie, gdy otwierała podarunek, bo chciał wyłapać czy rzeczywiście udało mu się trafić w jej gust. Zawsze naprawdę żałośnie wybierał prezenty. Ostatnim razem pomogła mu Fallon doradzając przy wyborze gwiazdkowego podarunku — teraz był w pełni samodzielny. Chciał żeby Moulin się rozchmurzyła, bo mimo iż byli na dobrej drodze ku temu, żeby rzeczywiście znów się ze sobą dogadać to jednak wydawała się odrobinę nieobecna. Miło jednak było widzieć, że faktycznie się spisał. Miał tym samym nadzieję, że te ich wspólne sprawy wreszcie się unormują i nie skończy się to wszystko katastrofalnie. Zdaje się, ze na przestrzeni ostatnich miesięcy zarówno Moulin, jak i Leo na te kilka sekund pomyślało o tym, że rozwód to chyba jedyne rozwiązanie. Zdecydowanie nie chciał do tego wracać.
Ściągnął brwi, gdy wspomniała o podarunku, ale nie przerywał jej. Kiedy więc padły te słowa Leo na chwilę wmurowało. Na kilka sekund zatkało go zupełnie, by później spłynęła na niego taka fala radości, jaką odczuwał zapewne w momencie, gdy blondynka powiedziała mu kilka lat temu tak. — Naprawdę? Jesteś w ciąży? — zapytał nie kryjąc radości. Oczywiście, że się cieszył. Jak mógłby nie, skoro marzył o tym od dłuższego czasu? Już ostatnio dał jej do zrozumienia jak bardzo chciałby żeby ich rodzina wreszcie się powiększyła, prawda? Dlatego nic dziwnego, że wstał ze swojego miejsca i klęknął przed siedzącą dziewczyną. Najpierw po to, żeby ją do siebie przyciągnąć i zamknąć w ramionach, a potem żeby pocałować. Siedzieli nieco w odosobnieniu, więc pozwolił sobie ten gest przeciągnąć odrobinę, bo zazwyczaj nie był jednak fanem okazywania sobie uczuć w miejscu publicznym. — To wspaniałe — dodał i jeszcze ją w czoło pocałował, nim wreszcie na swoje miejsce wrócił. Nie przejmował się już niczym. Wszystko to, co dotychczas zajmowało jego umysł jakoś odeszło w niepamięć. Miał zostać ojcem, co mogło się z tym równać w ogóle? — Powinnaś się umówić do lekarza. Zrobiłaś to? Jeśli nie to zadzwoń jak wrócimy do domu. Wezmę wolne i cię zawiozę — dodał, bo przecież musiał być przy tym, okej? Oczywiście, ze tak, nie wyobrażał sobie tego inaczej.
_________________
[Profil]
  MÓW MI: aneczka
MULTI: dagny i pozostali
 
moulin marvel


Wysłany: 2019-02-24, 18:31   

Przecież doskonale ją znał. Wiedział, że nie jest fanką krzykliwej biżuterii, która z dalekiej odległości rzucała się w oczy. Uwielbiała wszystko, co subtelne i delikatne, bo nie była kobietą wyzywającą. W ten sposób znacznie łatwiej było wyglądać dobrze, Moulin w każdym przypadku była zachowawcza, nie ryzykowała w żadnym aspekcie. Może otwierając firmę, może przyjmując niektóre zlecenia, ale zawsze wszystko dokładnie analizowała, nie chciała pozwalać sobie na błędy. Na szczęście miała też do wielu spraw nosa. Ale najważniejsze było to, że nie była wybredna. Podobał jej się każdy prezent, który dostała od Leo, bo wbrew jej ostatniemu zachowaniu, kochała go i doceniała wszystko, co dla niej robił. Nie wymagała od niego absolutnie niczego materialnego, potrzebowała jedynie uwagi i jego wsparcia, i miłości. A wtedy wszystko na pewno się ułoży. Była głupia, jeśli myślała, że nie chce spędzać z nim walentynek, była głupia, zastanawiając się, dokąd zabrnie ich związek, dlatego obiecała sobie, że dzisiaj będzie tylko szczęśliwa i nie pozwoli, żeby cokolwiek im tę radość zniszczyło.
Pokiwała głową, zupełnie zapominając o tym, że Leo był przekonany, że bierze te tabletki i, że może zacząć zadawać pytania. Liczyła, że jednak tego nie zrobi, a nawet, jeśli miałby to dzisiaj nie chciała z nim o tym rozmawiać. Ale wiedziała, że to zrobi. Obiecała sobie, że w końcu powie mu prawdę, mając nadzieję, że kiedyś wybaczy jej te wszystkie kłamstwa i pomoże się z tym wszystkim uporać. W tym momencie, widząc radość Leonarda, przytulając się do niego z całej siły, wiedziała, że nic złego nie może się stać, że poradzą sobie absolutnie ze wszystkim. Śmiała się i płakała jednocześnie, a potem odwzajemniła jego pocałunek, chcąc przedłużyć go o jeszcze jedną chwilę. – Nie byłam, bo wczoraj wieczorem zrobiłam test, ale jutro rano zadzwonię, obiecuję – odpowiedziała, a potem zerknęła do karty, bo przyjechali tutaj zjeść, a Moulin była cholernie głodna. – Skoro nie mogę wina, to może wezmę… świeżo wyciskany sok z pomarańczy i… makaron carbonara. Mam ochotę na podwójną porcję – powiedziała, przeglądając dalej kartę. – Ale najpierw deser, mogę najpierw deser? – spojrzała na swojego męża z niewinnym uśmiechem.
_________________
[Profil]
 
 
leonard marvel



w Berrylane od dzieciaka

zastępca naczelnego w the stranger

31
yo

184
cm

żona go zostawiła, więc układa sobie życie na nowo

Lives in:
auburn pine houses

Wysłany: 2019-03-04, 19:25   
  
Leonard

  
Marvel

  
There's no point getting drunk alone grab your coat and make a call

  

  

  

  

  

  


Sam nie wiedział w którym momencie tak bardzo zaczęło zależeć mu na tym, by powiększyć ich rodzinę. Prawdopodobnie wiązało się to z tym, że zapewnił już sobie wystarczająco stabilną sytuację materialną, że nie potrzebował na te kilka chwil rozwijać kariery dalej. Chciał za to skupić się na rodzinie. Sama myśl ostatnio o tym, ze odstawiła tabletki i rzeczywiście może dane będzie mu zostać ojcem wzbudzała w nim swego rodzaju euforię. Nic więc dziwnego, że informacja o ciąży, wypowiedziana z pełnym przekonaniem, sprawiła, że w jednej chwili poczuł się jak najszczęśliwszy facet na świecie. Sprawy z Moulin jakoś się unormowały, a oni mieli zostać rodzicami. Był to zdecydowanie radujący go scenariusz. Nie myślał teraz o tabletkach, które widział ostatnio. Wszystko to było w tej chwili najmniej istotne.
Nie spuszczał z niej jeszcze wzroku przez kilka długich chwil, a następnie pokiwał powoli głową. Leonard był oczywiście typem, który nie zamierzał Moulin tak łatwo odpuszczać. Dopilnuje żeby zadzwoniła do lekarza i podała mu datę. Zamierzał rzecz jasna pojechać razem z nią i upewnić się, że wszystko gra. Nie był specjalnym pesymistą, ale rozmowa z lekarzem to zdecydowanie coś, czego teraz oczekiwał.
— Okej, umówimy się na jakiś dzień. Zapytam w pracy, czy ktoś zna dobrego lekarza. Thomasowi ostatnio urodziły się bliźniaki, więc może się orientuje — dodał i faktycznie, sięgnął w końcu po tę kartę. Teraz i tak nie był głodny, bo za bardzo pochłonięty był przyswajaniem tych wszystkich informacji by tak po prostu skupić się na jedzeniu. Wybrał coś dla siebie i uśmiechnął się, gdy jego żona wybierała. Zachowując się przy tym jak dziecko. Albo jak kobieta w ciąży właśnie. Póki co uważał to za cholernie urocze — nic dziwnego, przed nim jeszcze dziewięć miesięcy, zdąży mu się to wszystko znudzić jeszcze. — Pewnie. Na co masz ochotę? Możemy wziąć też na wynos na wypadek gdybyś miała ochotę potem. Teraz chyba będziesz jadła więcej ode mnie, nie? — zapytał rozbawiony. Taki był właśnie wspaniałomyślny. I jeśli Leonard nie był najlepszym facetem na świecie to ja nie wiem.
_________________
[Profil]
  MÓW MI: aneczka
MULTI: dagny i pozostali
 
moulin marvel


Wysłany: 2019-03-07, 20:38   

Wszystko sprzyjało powiększeniu rodziny, nie tylko sytuacja materialna, ale również ich wiek. Leo miał już ponad trzydzieści lat, a Moulin zbliżała się do trzydziestki, a im dłużej będą zwlekać, tym będzie im trudniej. To był dla nich najlepszy czas. Kochali się, byli szczęśliwi, a przynajmniej starali się tacy być, więc nie widziała powodu, dla którego nie mogłaby zostać matką. To znaczy widziała, ale dzisiaj ten dzień był zarezerwowany tylko dla Leonarda i ich dziecka. Moulin nie myślała o tym, że za kilka dni ma spotkanie z lekarzem i, że być może okaże się, że jej ciąża w tym momencie nie powinna mieć miejsca. Odłożyła to na dalszy plan, a widząc uśmiechniętą buzię Leo, sama również nie potrafiła opanować swojej radości. Nie potrafiła się nie cieszyć, bo tak bardzo o tym marzyła. Może nie do końca zdawała sobie z tego sprawę albo wcześniej nie mówiła o tym na głos lub nie okazywała tego szczególnie bardzo, ale zanim nastąpił jakiś przełom w ich dawnej relacji, kiedy kochali się tak, że nie widzieli po za sobą świata, a praca wtedy była jakimś dodatkiem do ich życia, nie priorytetem, chciała, żeby właśnie tak wyglądało ich życie. Wspólna kolacja, dziecko, chciała widzieć swojego męża w roli ojca, bo wiedziała, że Leo byłby idealnym tatą.
- Po prostu pójdę do mojego ginekologa, Leo. Znam go, lubię go, to znaczy… ufam mu i wiem, że jest dobry w swoim fachu, okej? Po prostu jutro do niego zadzwonię i poproszę o jak najszybszy termin – zdecydowała. Nie potrzebowała szukać kogoś innego, nie chciała, żeby Leo jakoś w tej kwestii panikował, bo nawet ona się nie denerwowała. Przynajmniej nie teraz. Ciąża wydawała jej się czymś naturalnym w ich życiu, skoro zdecydowali się mieć dziecko i nie widziała powodu, dla którego mieliby się teraz stresować. Przecież spełniło się jedno z ich marzeń, prawda? – Mam ochotę… – przesunęła wzrokiem po menu, szukając odpowiedniego deseru. – Na lody, dużą porcję lodów z żelkami i polewą truskawkową – zdecydowała i dopiero po chwili zorientowała się, że skorzystała z pozycji przeznaczonej dla dzieci. Ale mało ją to w tym momencie interesowało. – Mam nadzieję, że nie, będę gruba z powodu dziecka, nie chcę być gruba z powodu jedzenia – żartowała. A kiedy kolacja minęła, okazało się, że Moulin rzeczywiście zjadła więcej od swojego męża, dlatego nie biorąc porcji na wynos, wrócili do domu.

[zt]
_________________
[Profil]
 
 
Finley Bowden


Wysłany: 2019-04-14, 00:56   
  


#78

O wiele lepiej jej się żyło kiedy wiedziała że Hayden się na nią nie gniewa, a Cox jest znowu za kratkami. Oczywiście wiedziała, że to rozwiązanie tymczasowe tylko i ten czas w końcu minie (zależnie jaki będzie wynik rozprawy sądowej), ale przed nią były studia w Seattle, więc i tak w Berry jej prawie nigdy nie będzie. Niby mogła uciec jeszcze dalej, ale szczerze? Nie chciała. Miała dość uciekania, chowania się i pozwalania na ograniczanie ją przez tego świra. Nie kłamała kiedy powiedziała Haydenowi, że teraz przede wszystkim czuje złość jak o tym wszystkim myśli. Zajęło jej to prawie rok, ale wyleczyła swoje rany i przepracowała traumę, odzyskała swój spokój ducha, odzyskała po prostu... no swoje życie. Bo co to za życie w strachu, kiedy człowiek jest nękany przez koszmary? Oczywiście wciąż pozostawał nierozwiązany temat smsów z pogróżkami, ale skoro pół miasta też je otrzymywało i nikomu się nie działo nic złego, to zdecydowała się go jednak nie traktować aż tak poważnie. Ostatnie dwa miesiące w szkole, bal tuż za rogiem, musiała się skupić na pozytywach i zostawić to miasto z dobrymi wspomnieniami. Póki co jednak musiała jeszcze iść na posterunek i złożyć odpowiednie zeznania. Tym razem nie była nagrywana na taśmę, jak zaraz po napaści, tym razem siedziała z policjantem i opisywała to co się działo. Nie miała ze sobą ani prawnika ani ojca, wzięła to na klatę, a razem z nią był Hayden, który grał sobie w candy crush. I po wyjściu zdecydowała, że zabierze Haydena na obiad na mieście, tak więc wybrała włoską restaurację, którą bardzo lubił i tam się znaleźli. Usiedli, a ona poszła sobie na chwilę do łazienki, na siku i ręce umyć, uprzednio mówiąc Haydenowi że ona stawia, więc ma wziąć taką pizzę na jaką ma ochotę i to w rozmiarze XXL. A dla niej lemoniadę. A jak wróciła już widziała że kelnerka skrupulatnie notuje jego zamówienie, więc przez kilka chwil przyglądała mu się z delikatnym uśmiechem, bo jednak i przystojnego miała tego mężczyznę i z taką pasją zamawiającego swoje ulubione danie. Podeszła bliżej dopiero jak kobieta się ulotniła, obejmując go od tyłu za szyję i całując w nią trzy razy, delikatnie - dziękuję że poszedłeś tam ze mną - zamruczała mu do ucha i wychyliła się lekko, żeby na niego spojrzeć, z delikatnym uśmiechem, żeby spojrzeć mu w oczy - jesteś moim bohaterem. Jaką pizzę zamówiłeś? - i zgrabnie przeszła do lżejszych tematów, hehs.
_________________
[Profil]
 
 
Hayden A. Lyons



w Berrylane od x

x

1
yo

1
cm

x

Lives in:
capitol hill

Wysłany: 2019-04-14, 22:36   
  
x

  
x

  
x

  

  

  

  

  

  


hyc

Ten dzień budził w nim bardzo mieszane uczucia. Przygotował się psychicznie na to, że pójdzie z Finley na komisariat żeby dotrzymać jej towarzystwa w oczekiwaniu na moment, w którym będzie mogła złożyć zeznanie w sprawie Coxa. No i niby okej... umówili się, że załatwią to po jego pracy, a że zajęcia kończył chwilę po dwunastej to mogli się ze wszystkim dość sprawnie uporać. Jednakże rano dostał informację o tym, że pieprzone NASA po raz kolejny strzeliło mu soczystego kopa w cztery litery robiąc zdjęcie czarnej dziury, pierwsze w historii na dodatek. Oczywiście, że było to coś wielkiego i cały świat się o tym dowiedział i nawet się zaczęły pojawiać pierwsze memy z tym obrazkiem... ech. No i z jednej strony Lyons się cieszył, ze coś takiego się wydarzyło, w końcu czarne dziury od lat były obiektem jego zainteresowań i doskonale sobie zdawał sprawę jak ciężko jest ją znaleźć, a co dopiero sfotografować. Z drugiej strony chyba nigdy nie był o nic tak zazdrosny. Jaka istnieje możliwość, że chwile po takim wydarzeniu nastąpi jakieś kolejne przełomowe odkrycie, tym razem przez Haydena? No szanse były nikłe, tym bardziej, że na najlepszy sprzęt na świecie to Lyons nie mógł liczyć chociaż gdzieś z tyłu głowy miał plany na rozpisanie kilku grantów, które miałyby pozwolić na zakup jakiś lepszych maszyn dla uniwersytetu. W tym projekcie NASA brało udział wiele młodych ludzi, niektórzy nawet w wieku Haydena lub i młodsi, dlaczego jego to musiało ominąć?! NASA na Florydzie już go raz odtrąciło, nie był najwidoczniej na to wystarczająco mądry i nadawał się tylko do tłumaczenia odkryć innych ludzi, którzy zdecydowanie byli mądrzejsi od niego. Życie ssie.
Gdy wyszedł z pracy starał się jednak zachowywać normalnie, bo teraz najważniejsze było to żeby Fin czuła się jak najbardziej komfortowo podczas ich wycieczki na komisariat, ktora w sumie nie była jakaś długa, a że później go chciała nakarmić to oczywiście nie narzekał.
- To nic takiego, od czegoś mnie w końcu masz - powiedział uśmiechając się do niej, bo skoro nie był tylko do seksu, no to do czegoś na bank, a chyba wspieranie wliczało się w obowiązki chłopaka, a on był najlepszym wiadomo... - pół ostrej pepperoni i pół tej ze szpinakiem - szpinak był więc to prawie tak jakby się zdrowo odżywiali - no i dwie lemoniady - dodał, bo sobie też wziął chociaż ochotę to miał raczej na litr wódki, ale chyba tu nie mieli takich mocnych trunków. - Jak było w szkole? - zapytał, bo to był neutralny temat i zawsze warto być na bieżąco z tym co dzieje się w Berry. - Wiesz może jaka ma być pogoda na weekend? Może byśmy pojechali gdzieś tak na jeden dzień... pochodzić po górach, czy gdzieś - no bo ostatnio nie robili wspólnie zbyt wielu rzeczy, a Hayden jakoś tak nie mógł się zrelaksować od momentu, w którym zaczął się uczyć do obrony. Nawet teraz, chociaż już było po wszystkim to i tak trzymał go stres, pierwsze zajęcia na uczelni, akcja z Fin i gonienie terminów w wojsku. Jeszcze biedak dostanie wrzodów.
_________________
[Profil]
  MÓW MI: cyc
 
Finley Bowden


Wysłany: 2019-04-14, 23:01   
  


Hayden zdecydowanie powinien usiąść i przeanalizować swoje priorytety, bo wszystko brzmiało tak jakby sam nie wiedział czego do końca chciał. A Fin nie miała siły za każdym razem domyślać się czy coś go tam przypadkiem nie gryzie, a jeśli tak, to co. I czego tak naprawdę oczekuje. Bo nie zamierzała wymagać od niego jakichś wielkich poświęceń, nie kiedy właśnie w taki sposób na to wszystko reagował. Dobrze wiedział, że nie czuła się jakoś super pewnie na swojej pozycji, no i nawet jeśli z każdym dniem i każdą kłótnią to się zmieniało, pewnie nigdy nie będzie w stanie przyjąć aż tak roszczeniowej postaci wobec niego i wymagać wyboru między jego karierą a nią. Inna sprawa, że sama też jeszcze nie wiedziała czego chce od swojej kariery w życiu, bo dopiero robiła w jej stronę pierwsze kroki i nie wiedziała co wyjdzie, a co niekoniecznie, ale ona miała 18 lat, a on jednak o ponad dekadę więcej. Miał czas się zastanawiać po drodze. Nie miała jakoś specjalnie czasu dzisiaj myśleć o zrobionym zdjęciu czarnej dziury, co najwyżej zdążyła powiedzieć, że wygląda totalnie tak jak Hayden ją opisywał w swoim doktoracie i obiecała mu na pewno, że załatwi mu nową okładkę do jego pracy właśnie z jej zdjęciem na okładce, hehs. A potem skupiła się już w pełni na zeznaniach, które miała złożyć. Na szczęście nie w sądzie, liczyła że jednak bez tego się obejdzie, nie chciała patrzeć na twarzy Coxa już nigdy więcej. Ale na tę decyzję będzie musiała jeszcze trochę poczekać.
- Od bardzo wielu rzeczy - zapewniła go, z uroczym uśmiechem, jedną dłonią głaszcząc go po policzku. I pocałowała go też teraz, bo czemu nie, był tak blisko, nic tylko korzystać. Zaraz potem puściła go i usiadła sobie naprzeciw niego, zerkając na niego z uśmiechem ładnym - dobry wybór - pochwaliła go, bo sama by się pewnie z pół godziny zastanawiała na co ma ochotę. W takim była dziwnym nastroju. A jak kelnerka przyniosła lemoniadę, napiła się jej, zakładając nogę na nogę i dość standardowo opierając łydkę o kolano Haydena pod stołem.
- Sama nie wiem, nie za bardzo mogłam się na czymkolwiek skupić - przyznała, wzruszając lekko ramionami - ale wszyscy jarali się zdjęciem czarnej dziury i nawet nie wiesz ile osób porównało ją do Oka Saurona. Wiesz co? Powinniśmy chyba sobie to zdjęcie oprawić w ramkę i postawić w salonie - zaproponowała, z rozbawieniem lekkim, kompletnie nie wyczuwając tego, że Hayden nie do końca jest tylko szczęśliwy z powodu tego zdjęcia. A na jego kolejne pytanie, po prostu sprawdziła telefon - mamy szczęście, wygląda na to że będzie lało przez cały tydzień poza weekendem - pokazała mu zaraz potem pogodę - u nas w Berry chcesz pochodzić czy gdzieś dalej? - zapytała zaraz potem, z delikatnym uśmiechem. Wieki nie była w górach, chociaż najchętniej to by poszła na skałki... ale jednak Hayden nie był na tym wspinaczkowym poziomie.
_________________
[Profil]
 
 
Hayden A. Lyons



w Berrylane od x

x

1
yo

1
cm

x

Lives in:
capitol hill

Wysłany: 2019-04-15, 14:01   
  
x

  
x

  
x

  

  

  

  

  

  


Hayden nie uważał, że jego kariera jest najważniejsza, po prostu denerwowało go to jak wiele rzeczy go omija, bo Seattle nie było naukowym ośrodkiem na wysokim poziomie. Powinien pewnie się pogodzić z tym, że nigdy nie wniesie do nauki niczego nowego, nie przysłuży się światu i tak dalej. Swoje ambicje powinien mierzyć na siły, a w Seattle nie było ich za wiele i już. Jakoś się z tym pogodzi prędzej czy później, nie każdy astrofizyk musiał przecież być wybitny i coś odkrywać. Najwyżej on miał być tym przeciętniakiem. Życie. Kto wie może się coś zmieni za te pięć lat gdy Fin skończy studia i będą mogli się przeprowadzić gdzieś gdzie oboje będą mieć większe szanse na rozwój, przez ten czas Lyons akurat zdąży skończyć projekt wojskowy i zdobędzie jakieś doświadczenie w pracy na uniwersytecie, może będzie mu dzięki temu łatwiej znaleźć pracę w jakiejś innej placówce badawczej.
- Taki jestem wielofunkcyjny robocik - zaśmiał się i gdy go pogłaskała po policzku to pewnie na chwilę też złapał jej rękę żeby ją ucałować w wierzch dłoni. Pewnie ludzie w lokalu nie mogli na nich patrzeć, bo byli słodsi niż najlepszy deser. No nie ich wina! Kiedyś nie mogliby sobie na coś takiego pozwolić, a teraz? Teraz nie było problemu. Mogli się macać wszędzie, gdzie tylko chcieli i to na legalu! Chociaż lepiej jeszcze przez 24 lata nie wspominać jak tak naprawdę wyglądał ich związek. Trzeba poczekać na przedawnienie tego małego wykroczenia.
- Już i tak większość jest za Tobą, egzaminy masz zdane, studia ogarnięte... teraz już prawie wakacje - no prawie może i robiło pewną różnicę ale nie aż taką wielką w tym wypadku. Niedługo będą już mogli zamknąć za sobą rozdział w Berrylane i tamtejszym liceum. - Oko Saurona? - zaśmiał się pod nosem, bo coś w tym było, czyżby Peter Jackson i Tolkien wiedzieli coś nad czym naukowcy pracowali od lat? - Wiesz co? Może lepiej nie? Nie chce mieć w salonie coś co będzie mi przypominać o tym jakim jestem życiowym nieudacznikiem - westchnął sobie i napił się tej lemoniady przenosząc wzrok gdzieś na bok, bo było mu głupio, że jest takim debilem i niczego, równie fajnego jak to zdjęcie, w życiu nie osiągnie.
- Może być Berry, w sumie obojętnie, byle się gdzieś przejść, pooddychać świeżym powietrzem, może jakieś ładne widoki będą czy coś - mógłby wziąć aparat i spróbować zrobić jakieś fajne zdjęcia, w sumie to dawno się nie bawił a pseudo fotografa. - Tesla się wybiega - będą mieć później spokój na tydzień jak się pieseł zmęczy.
_________________
[Profil]
  MÓW MI: cyc
 
Finley Bowden


Wysłany: 2019-04-15, 17:16   
  


To był ten moment kiedy już go nic z Seattle zawodowo nie łączyło, znaczy się wtedy kiedy skończył doktorat. Teraz sprawa miała się trochę inaczej, skoro kupił mieszkanie, no i wojskowy kontrakt też go przez jakiś czas tutaj trzymał. Nie wiem jak długo miało to trwać w co się wpakował, ale pewnie mieli bazy w innych miastach. Kontraktem na uczelni też się super nie musiał przejmować, skoro za dwa miesiące był koniec semestru i nie musiał podpisywać kolejnego. Jeśli chciał, mógł sobie odlecieć w stronę zachodzącego słońca. Mógł proponować inne miasto Fin kiedy ta składała papiery na studia, ale tego nie zrobił, nie biorąc pod uwagę zbyt wielu wspólnych planów, poza mieszkaniem w tym mieszkaniu i ślubem w przyszłości. Mieszkanie i ślub można sobie zorganizować wszędzie w końcu.
- Kto wie, może jak mi pójdzie na robotyce, to dorobię ci kolegę po kilku semestrach - zaproponowała z rozbawieniem, bo jednak nie powiedziałaby że to nie jest ekscytująca myśl, przykładać się do powstawania jakichś... no, tworów. Była podekscytowana myśląc o tych studiach, czuła że mogłaby zostać inżynierem. Mogła też się cieszyć wszystkimi złapaniami za dłoń i całusami po drodze, bo w końcu nie musiała się obawiać że ktoś ich przyłapie. A chodzenie za rękę z nim było po prostu super miłe.
- Kilka ostatnich prac i sprawdzianów jeszcze przede mną - przypomniała mu, z rozbawieniem lekkim. Ale nie stresowała się tym, SAT było za nią, przyjęcia do szkoły też. A jednak miała już kilka tygodni na pogodzenie się z tym, że astrofizyka w tym roku była poza jej zasięgiem - zaczęłam się też rozglądać za sukienką na bal, myślisz że komuś będzie przeszkadzać jak będzie czarna? - zapytała rozbawiona, bo pewnie nie spodziewał się po niej innego koloru. Fin lubiła czerń i zajmowała ona sporą część jej garderoby, którą Hayden teraz widywał codziennie. Pewnie kilka kompletów pościeli mieli w tym odcieniu, Fin je mieszała z szarościami i srebrem od czasu do czasu.
- Tak, Saurona, kota, przeróżne są opcje, pooglądamy w domu - obiecała mu, z lekkim uśmiechem, który po chwili zniknął, słuchając jego kolejnych słów - słucham? - zapytała zdziwiona - jak możesz tak mówić? Właśnie obroniłeś doktorat, pracujesz dla amerykańskiej armii, a to dopiero pierwszy krok w Twojej karierze. Nie można być nieudacznikiem z tego powodu. Już pomijając fakt, że to zdjęcie wykonano przez algorytm napisany przez polkę lata temu - zmarszczyła zdenerwowana brwi - nieudacznicy to ci,, których badania kompletnie nie wychodzą, wynalazki wybuchają, a skoro mówisz że jesteś "życiowym nieudacznikiem" to przy okazji obrażasz też mnie - wypomniała mu, marszcząc brwi, bo skoro uogólniał, to najwyraźniej miał na myśli cały ogół. A to nie było miłe dla uszu jego dziewczyny.
- Okej, więc niech będzie Berry - przytaknęła, zakładając ręce na piersi. Uraził jej dumę i nie będzie mu łatwo się z tego wykaraskać. Przesunęła wzrokiem po lokalu, sprawdzając czy kelnerka nie idzie już z ich pizzą, ale cóż, jeszcze nie. Dopiero po chwili spojrzała na Haydena - wiesz co? Wyślij im swoją pracę doktorską i CV. Serio, wyślij. Zobaczą, że jesteś idealnym kandydatem do ich zespołu i na pewno uda ci się zrobić zdjęcie czarnej dziury z innego kąta albo na innym tle - zaproponowała, starając się brzmieć jak najbardziej spokojnie i neutralnie.
_________________
[Profil]
 
 
Hayden A. Lyons



w Berrylane od x

x

1
yo

1
cm

x

Lives in:
capitol hill

Wysłany: 2019-04-15, 23:08   
  
x

  
x

  
x

  

  

  

  

  

  


Fin nie chciała innego miasta przecież, on był tylko wierzchołkiem góry lodowej, a tutaj miała rodzinę i wszystkich przyjaciół. Nie miałby serca jej prosić żeby zostawiła to wszystko tylko dlatego, że on ma jakieś widzimisię. Kupił tu mieszkanie, podjął pracę w wojsku i w sumie nie żałował żadnej decyzji, która doprowadziła go do tego miejsca, w którym się znajdował. Jednak było mu smutno, że inni ludzie mają swoje pięć minut i odkrywają same fajne rzeczy, a on no cóż... nie zaszalał za bardzo.
- Wtedy to każda impreza byłaby nasza - robo taniec i te sprawy, gorzej jakby było nagłe powstanie robotów obdarzonych sztuczną inteligencją... jako pierwsi oberwaliby Ci, którzy je zbudowali więc jednak ta inżynierka nie była wcale taka bezpieczna! Może się Fin powinna na tym zastanowić jednak. Hayden jej puści kilka filmów na ten temat.
- To już tyle co nic - uśmiechnął się - hmmm... chyba nie, w końcu to Tobie się ma podobać... ale nie będziesz mnie ciągać po sklepach? - zapytał lekko przerażony, bo baaardzo nie lubił ciuchowych zakupów. Garniak na swoją obronę też chciał zamówić przez neta! Nie przepadał za przymierzaniem, szukaniem i łażeniem po tych wszystkich galeriach.
Wywrócił oczami słuchając jej wywodu, bo nie zgadzał się trochę z tym co mówiła. Każdy głupi mógłby napisać doktorat gdyby mu dać możliwość. To nie było wielkie osiągnięcie, przynajmniej nie naukowe, bo 99% naukowców przynajmniej tytuł doktora miało. - Tu nie chodzi o Ciebie - odpowiedział od razu, bo jak zwykle łapała go za słówka, a tego nigdy nie lubił. - Zresztą nieważne, skończmy ten temat - bo wiedział, że raczej na wiele się ta rozmowa nie zda. Finley miała tendencje do tego, że nawet gdy on się czuje źle i ma z czymś problem to i tak z siebie zrobi największą ofiarę. Nie był dzisiaj w nastroju, by znów odtwarzać scenę, w której po raz milionowy mówił, że jest dla niego najważniejsza. Chciała żeby jej mówił o tym z czym mu jest źle, ale gdy mówił to i tak za wszelką cenę starała się jego słowa zrozumieć tak jakby to ją atakował. Lepiej więc było przejść na jakieś neutralne tematy, a góry są super. - Jesteśmy umówieni... może Twoi rodzice będą też chcieli iść? - no trzeba było dbać jakoś o to, by relacje Haydena z tatą Fin nie uległy znacznemu pogorszeniu się, chociaż miał nadzieję, że pan Bowden nie będzie zainteresowany ale doceni gest ze strony Lyonsa.
- Nieważne, zmieńmy temat, to nie jest takie istotne - stwierdził i też rozejrzał się dookoła, chociaż apetyt mu osłabł i stracił ochotę na tą pizzę, to kto wie, może jej widok mu przywróci chęci.
_________________
[Profil]
  MÓW MI: cyc
 
Finley Bowden


Wysłany: 2019-04-15, 23:18   
  


Hayden nigdy jej nie zapytał czy chciała inne miasto czy nie. I ona sama nigdy się nad tym nigdy aż tak bardzo nie zastanawiała.... okej, w ogóle się nad tym nie zastanawiała. Kiedy myślała o dalszej przyszłości owszem, ale poza tym? Wiedziała, że kusi ją złożenie papierów na astrofizykę, ale kto wie czy nie będąc z Haydenem w ogóle by się na złożenie papierów odważyła? A nikt. I szczerze? Ona sama nigdy nie zaczęła tej dyskusji, bo zawsze miała w tyle swojej głowy cichy głos, mówiący jej że Hayden pójdzie tam gdzie jego kariera go zaciągnie, bez niej. I ten cichy głos nawet powiedział to na głos Haydenowi... kilka razy. Więc doskonale znał odpowiedź na to pytanie i wiedział, że Fin nigdy nie chciała mu mówić gdzie ma żyć. 'Jak ma' to już inna sprawa...
- Zdecydowanie będę. Będziesz musiał popatrzeć, powiedzieć jak leży, doradzić. I dobrać dobry krawat do niej - uprzedziła go, z wesołym uśmiechem. Nie było tak łatwo, musiał też sam się zastanowić nad tym jaki kwiatek jej kupi do tego bukieciku, który zakłada się na rękę, bo bez tego to przecież nie ma balu. Bez wpadki Haydena nie ma też rozmowy o przyszłości.
- Nie, skąd, w ogóle. Stwierdzenie, że nie wychodzi ci w życiu w ogóle się nie ma do tego z kim to życie dzielisz... - mruknęła z przekąsem, bo teraz totalnie czuła się źle. Jako ewentualna nagroda pocieszenia przy nieudanym życiu Haydena nie czuła się wcale lepiej. Chciał narzekać na pracę? Spoko. Ale jak narzekał na całe swoje życie, to narzekał też na nią i ciężko jej było nie brać tego osobiście.
- Możesz ich zapytać - wzruszyła lekko ramionami, jego pomysł, niech próbuje. W ten sposób też szybciej zaplusuje niż wtedy jak Fin zapyta, bo od razu pomyślą że to jej ukartowany plan był. Nie mogła jednak planować żadnego pikniku z entuzjazmem po jego wcześniejszych słowach.
- Nie, nie zmienimy tematu. Mówię poważnie, jak wrócimy do domu uaktualnimy Twoje CV i je wyślesz do każdego ośrodka NASA badającego w tej chwili zagadnienia czarnych dziur. Skoro nie jesteś szczęśliwy z tego co masz, trzeba spróbować to zmienić. Zresztą, wyrzucałeś mi że złożyłam w ogóle papiery na Stanford, więc... to jest Twoje Stanford. Będziesz wiedział na sto procent jakie masz opcje i szanse się tam znaleźć, a jak będziesz miał od nich ofertę i możliwość wyboru... to będziemy się nim martwić wtedy - podsumowała krótko, wzruszając lekko ramionami. Trochę czuła się jak idiotka, bo już kilka razy próbowała z nim porozmawiać o jego priorytetach, a teraz jak byk było widać, że kariera wciąż jest numerem jeden, bo bez niej jest nieszczęśliwy i tyle. Nie była na niego zła, przecież sama to mówiła.
_________________
[Profil]
 
 
Hayden A. Lyons



w Berrylane od x

x

1
yo

1
cm

x

Lives in:
capitol hill

Wysłany: 2019-04-16, 16:28   
  
x

  
x

  
x

  

  

  

  

  

  


- Seriooooo? Wiesz, że nie będę w tej kwestii obiektywny? Przecież dla mnie we wszystkim wyglądasz super - tak myślał! Dla niego to było obojętne w czym pójdzie, byle miało golf i było minimum za kolano. Reszta to tam nie była przecież istotna. - Możesz mi wybrać krawat - on się nie znał na tym, nie był najlepszy w ciuchy, ani w zakupy, szczególnie, że wszystko zazwyczaj zamawiał jakieś niebieskie, bo ktoś mu kiedyś powiedział, że to mu podkreśla oczy... więc dużo ciuchów miał w tym kolorze, no i w takich neutralnych jakiś beżach czy brązach.
- Gdybym miał narzekać na Ciebie to bym mówił wprost - powiedział spoglądając na nią i lekko kręcąc głową - chociaż może coś w tym jest skoro się kłócimy przez 90% wspólnie spędzanego czasu, najwyraźniej chłopak ze mnie równie marny co naukowiec - westchnął, bo może rzeczywiście nie wychodziło mu też w związki, może Fin z nim zerwie albo go zdradzi tak jak to zrobiła Pasiley. To w końcu pewnie też była jego wina, bo za mało uwagi jej poświęcał przez swoją pracę. W życie rodzinne też mu nie szło, chociaż i tak już było lepiej niż na samym początku. - Myślisz, że słaby ze mnie chłopak? - zapytał w końcu ignorując już temat wyjazdu, bo być może nigdy do niego nie dojdzie jeżeli zaraz z nim zerwie. - Pewnie wolałabyś kogoś kto odnosi jakieś sukcesy - a on cóż? No jego największym sukcesem jak na razie jest to, że obronił doktorat, tak jak reszta jego znajomych ze studiów doktoranckich. Nie robiło to z niego nikogo wyjątkowego.
- Wysyłałem już CV do NASA, nie chcieli mnie wtedy na Florydzie, teraz też nie będą chcieli, nic się nie zmieniło przez ten rok - powiedział, bo przecież nagle nie zmądrzał, a był tam na rozmowie, gdyby miało coś z tego być to już by było - teraz jestem zobowiązany kontraktem z wojskiem, nie chce wkurzyć armii... Trump jest w końcu nieobliczalny jeszcze się zdenerwuje, że jakiś drugorzędny dzieciak udający dorosłego nie chce mu budować zabawki - to raczej nie było prawdopodobne - mam 3 lata pracy przed sobą, nad resztą będziemy się zastanawiać jak skończysz swoje studia - powiedział i lekko się uśmiechnął - na razie nie jestem wystarczająco mądry, by mieć wielkie odkrycia... ale spoko, skończę to co mam, najwyżej się przekwalifikuje. Kochałabyś mnie gdybym pracował w banku? Umiem liczyć szybko, przydałbym się tam. - Trzeba było po prostu szukać jakiś innych ścieżek kariery, nie każdy musi pracować w zawodzie, chociaż pewnie Haydnowi przejdzie i za trzy dni będzie gadać jaka to super jest jego robota. Na razie jednak miał doła i nawet fakt, że pani kelnerka przyniosła ich zamówienie nie poprawił mu humoru.
_________________
[Profil]
  MÓW MI: cyc
 
Finley Bowden


Wysłany: 2019-04-16, 17:56   
  


W kwestii sukienek się zobaczy, tak czy siak Hayden będzie się musiał pomęczyć na prywatnym pokazie mody. Z krawatem za to kiwnęła lekko głową na znak zgody, bo podejrzewała że właśnie w ten sposób się to rozegra. Miała dobry gust, nie miał co narzekać przecież. A kto wie, może w nagrodę pójdą do sklepu z bielizną, jak już sukienka i krawat będą odhaczone? Się zobaczy jak to będzie.
Póki co zmarszczyła brwi na jego kolejne słowa, bo świetnie, dalej ją obrażał.
- Nie narzekasz na mnie ale narzekasz, no tak, to ma sens - podsumowała sucho, bo tu się czepiał że za dużo się kłócą, a dopiero co sam twierdził że mieszkając z kimś trzeba się dotrzeć i że jak się człowiek nie kłóci, to mu nie zależy. Hayden powinien się zastanowić poważnie nad sobą.
- Słucham? Pytasz mnie, czy jesteś słabym chłopakiem, bo ktoś inny zrobił zdjęcie czarnej dziury? - no czy on się właśnie słyszał? A potem wywróciła oczami zirytowana - spędziłeś na uczelni wystarczająco dużo czasu żeby wiedzieć czym jest freudowska pomyłka. I z tego co ostatnio słyszałam, pryz dokładnie tym stoliku, ja nie mówiłam nic o tym że nie osiągasz żadnych sukcesów, a wręcz przypominałam ci o pracy na której ci kilka miesięcy tak zależało i którą dostałeś. Za to ty bardzo dosadnie podsumowałeś całe swoje życie jako nieudane, więc chyba ty się powinieneś nad tym poważnie zastanowić - podsumowała sucho, bo chyba go coś jebło jeśli uważał, że ona teraz da sobie wmówić rzeczy, których nigdy na głos nie powiedziała. I że w ten sposób odwróci kota ogonem, no nie z nią, nie ma szans.
- Nie, wysłałeś CV do NASA na Florydzie i dowiedziałeś się, że interesują się tylko doktorantami już po obronie. A jesteś nim dopiero od tygodnia, więc wypada im wysłać ten doktorat i dać im znać, że już jesteś odpowiednim kandydatem. Nie mówiąc już o tym, że to nie jest jedyny ośrodek zajmujący się czarnymi dziurami, do którego możesz wysłać CV - zmarszczyła zdenerwowana brwi, bo nie okłamie jej w takiej kwestii, kiedy dobrze wiedziała dlaczego nie dostał tamtej pracy.
- Kontrakt zawsze można zerwać albo renegocjować, nawet z armią - zaprzeczyła, a zaraz potem na kilka chwil przygryzła dolną wargę. - Nie mamy trzech lat, skoro teraz jesteś nieszczęśliwy. Dlatego wyślesz to CV jak wrócimy do domu - odpowiedziała, ignorując kwestię jej studiów kompletnie w tym momencie. Nie kiedy i tak miała poczucie, że jest kotwicą ciągnącą go w dół.
- Nie. Nie mogłabym kochać kogoś, kto poddaje się zamiast chociaż spróbować spełnić swoje marzenia. I już na pewno nie mogłabym kochać i żyć obok kogoś, kto tylko narzeka i się dołuje bez chociażby próby zmienienia tego stanu. Nie będę ci podawać piwa w trakcie Twoich wywodów o tym jak wiele mógłbyś osiągnąć i przy jak wielu odkryciach mógłbyś być obecny, jeśli nawet nie zamierzasz spróbować i faktycznie dać im szansy ocenić czy jesteś dość mądry dla nich czy nie - podsumowała krótko i sięgnęła po kawałek pizzy, bo jednak ją zdenerwował. Może jeszcze spasie się na tej pizzy i będzie jej znad zestawu rozszerzonego płakać jaki to nie jest gruby i nieatrakcyjny? Od takich zachowań tylko krok do lania swojej żony, żeby wyładować swoje życiowe frustracje.
_________________
[Profil]
 
 
Hayden A. Lyons



w Berrylane od x

x

1
yo

1
cm

x

Lives in:
capitol hill

Wysłany: 2019-04-16, 19:23   
  
x

  
x

  
x

  

  

  

  

  

  


- Nie narzekam na Ciebie, nigdzie nie powiedziałem, że to Twoja wina - powiedział wzruszając ramionami. No takie słowa z jego ust nie padły, ciągle mówił o sobie i siebie stawiał jako powód ich kłótni. - Pytam się Ciebie czy jestem słabym chłopakiem, bo się ciągle kłócimy więc nie wiem, może nie spełniam Twoich oczekiwań - wyjaśnił o co mu dokładniej chodziło. Może był za głupi i dlatego się tak kłócili? Nie potrafił wymyślić nic odkrywczego w kwestii prowadzenia badań nad czarnymi dziurami to może i w relacjach się nie spisywał, nie potrafiąc określić tego czego potrzebuje druga strona. - Nie, nie studiowałem nigdy psychologii wiesz? Sama mówiłaś, że to kierunek ostatniej szansy - wzruszył ramionami, bo go już zaczynała denerwować, chociaż może nadawał się tylko na to albo na jakąś pedagogikę czy inne dziennikarstwo. Sam najlepiej wiedział o co mu chodziło i o nic do Fin nie miał pretensji, nawet jeżeli sobie wmawiała inaczej. Nie uważał żeby jego życie było porażką przez to, że się ze sobą spotykali, ale najwyraźniej Fin wiedziała lepiej. - Tak zależało mi, nie mówię, że mi teraz na niej nie zależy - bo to nie tak, że nie był z niej zadowolony, ale nie łudził się, że podczas tego projektu nagle odkryje coś ciekawego, bo tak nie będzie. Poruszali się w tych bezpiecznych obszarach, które były doskonale wszystkim znane i nie były daleko, to w końcu miał być tylko dobry satelita, nic wielkiego. - I chyba Ci już powiedziałem, że nie o Tobie w tym wypadku mówiłem ale najwyraźniej wolisz się łapać tylko tych moich słów, które Ci pasują i zarzucać mi Freudem - znów wzruszył ramionami i wziął głęboki oddech. Miał dość. Nie chciało mu się już jeść, ani tu siedzieć.
- Gdyby byli mną zainteresowani to by mi powiedzieli, że mam się do nich odezwać po obronie, nic takiego nie było - trzeba było się z tym po prostu pogodzić, że nie był wystarczająco dobry, by się do NASA dostać i już. Nie był drugim Hawkingiem, jego mózg był najwyraźniej przeciętny.
- Jak będę wyglądać w oczach potencjalnych, przyszłych pracodawców jeżeli po trzech miesiącach pracy będę z niej rezygnować? Zobowiązałem się do czegoś i to zrobię - był odpowiedzialnym facetem, jeżeli się na coś zdecydował to zrobi to do końca, przynajmniej o ile będzie miał taką możliwość. - Nie mówiłem, że jestem nieszczęśliwy - bo znów mu wciskała coś czego nie powiedział - jestem tylko zazdrosny i wkurzony, zmarnowałem tyle lat studiów na coś w czym nie jestem wystarczająco dobry i nikt mi wcześniej nie powiedział, że powinienem się zająć czymś pożytecznym. W końcu jakie są szanse na to, że rzeczywiście wpadnę na coś na co nikt nigdy wcześniej nie wpadł? Twój ojciec miał rację z tymi żartami - powiedział wzruszając ramionami. Mógł pójść do zawodówki i razem z Frankiem otworzyć zakład samochodowy. Też byłoby fajnie. - To nawet nie chodzi o to gdzie się pracuje, obliczenia można robić wszędzie, ale najwyraźniej jestem za głupi żeby wpaść na to co można w ogóle obliczać i na czym skupić uwagę, no zdarza się - westchnął i znów wzruszył ramionami.
- Okej, czyli przynajmniej jedna rzecz jest jasna - skwitował dość krótko jej słowa, bo najwyraźniej "na dobre i na złe" nie było dla Fin, jakoś inaczej będą musieli sformułować przysięgę małżeńską, jeżeli kiedyś im się przyda. Jakoś stracił apetyt przy tym wszystkim i nawet pizza, która wyglądała zachęcająco, nie przemawiała do jego brzucha. - Teraz mnie tak namawiasz na pracę po drugiej stronie Stanów, a gdy ja próbowałem Cię namówić na Stanford to z góry założyłaś, że związki na odległość nie działają - przypomniał jej tylko i odwrócił wzrok patrząc przez szybę na chodnik. - Bardzo mi przykro, że Cię tak zawiodłem mając inne priorytety niż uważałaś, że mam - chociaż tak naprawdę to jemu było przykro, że uważała wciąż jego pracę za istotniejszą niż ich związek.
_________________
[Profil]
  MÓW MI: cyc
 
Finley Bowden


Wysłany: 2019-04-16, 19:58   
  


- A ja nigdy nie powiedziałam że ty powiedziałeś, że to moja wina. Ale jak twierdzisz, że w całym swoim życiu jesteś nieudacznikiem, więc sory, ale co najwyżej traktujesz mnie w tym stwierdzeniu jako nagrodę pocieszenia - wywróciła oczami. Nie było to zbyt romantyczne ani pokrzepiające. I była tu żeby go wspierać, ale nie zgadzała się na rozlewanie błota na ich relację. - A to powinnam mieć jakąś listę wytycznych? - zapytała zdziwiona, marszcząc brwi. Serio, zapomniał już jak przebiegała ich ostatnia kłótnia? Może gdyby Hayden zwracał większą uwagę na to co i dlaczego Finley mówi, to mogliby uniknąć dobrej połowy tych kłótni. - I właściwie co zamierasz osiągnąć przez takie odwracanie kota ogonem, co? - zapytała, bo może niech powie na głos, że chce zerwać i użalać się nad sobą w kącie pokoju, kiwając się w rytm.... e... soundtracka sali samobójców czy czegoś.
- Freud jest w podstawie programowej w liceum, nie trzeba go studiować - wypomniała mu, bo co to to nie, nie będzie się teraz wykręcać ze swoich słów. Najwyraźniej podświadomie był nieszczęśliwy i tyle.
- No to skoro ci na niej zależy, to o co chodzi? Pracujesz w zawodzie, może i nie nad tym samym zagadnieniem o którym piszę pracę, ale nie skończyłeś czarnodziurologii, tylko astrofizykę - przypomniała mu, zdenerwowana teraz na niego za takie podejście. W ogóle ją denerwował, pretensjami do całego świata - powiedziałeś, że jesteś życiowym nieudacznikiem, więc sory, ale osoba z którą to życie dzielisz wlicza się w to równanie. Nie powiedziałbyś tego gdyby gdzieś w Twojej podświadomości to nie siedziało - rozłożyła ręce i ostatecznie odłożyła ten kawałek pizzy, nawet go nie próbując. Nie miała apetytu. Wytarła palce o serwetkę, mnąc ją w swoich rękach.
- To nie pani przedszkolanka, która sprawdza jak radzą sobie jej uczniowie po opuszczeniu jej grupy, tylko światowej klasy placówka badawcza - przypomniała mu, bo chyba naoglądał się za dużo filmów w których to praca biega za człowiekiem. - A wysłanie im swojej pracy i CV cię nie zaboli, czego się tak bardzo boisz? Już byłeś u nich na rozmowie raz, jeszcze zanim obroniłeś doktorat uznali cię za interesującego kandydata, przecież nawet wiedząc że jeszcze nie masz doktoratu chcieli z Tobą rozmawiać. Serio będziesz mi wmawiać, że to nic nie znaczy? - no zdenerwował ją takim podejściem, nawet nie wiedział jak bardzo. Czuła się tak jakby rozmawiała z obrażonym przedszkolakiem w tym momencie.
- Nie wiem, mogłeś pomyśleć o tym jak będziesz wyglądać w oczach pracodawców takich a takich kiedy szedłeś na rozmowę o pracę do wojska. Wiedziałeś ile to trwa, więc skoro wolałbyś pracować dla NASA, czemu nie wysyłałeś wtedy od razu tam swojego CV? - zapytała, całkiem szczerze. Chciała mu po prostu uświadomić, że NASA nigdzie nie ucieknie przez te trzy lata i jednak z jakiegoś powodu na obecnej pracy mu zależało. I wiele się tam uczył i nabierał doświadczenia, które będzie interesująco wyglądało w jego CV. I chciała mu też przypomnieć dlaczego w ogóle się tam pakował.
- Tylko że Twoje życie to porażka, to wcale nie oznacza niezadowolenia, skąd - wywróciła oczami, bo przesadzał i mógłby to zauważyć. - Kto powiedział, że zmarnowałeś? Pracujesz w swoim zawodzie, może i przy innych projektach, ale co z tego? Kto powiedział, że to co robicie nie może prowadzić do jakichś odkryć? - pokręciła głową, bo to było idiotyczne co mówił - poza tym kosmos jest wielki, a najprawdopodobniej cały czas się powiększa, naprawdę jesteś przekonany że nie ma nic do odkrycia już tam w górze czy tu na ziemi? Czy ty się w ogóle słyszysz? Dopiero skończyłeś szkołę, a zachowujesz się jakbyś miał 70 lat i wciąż pracował na kasie w warzywniaku, bo nikt cię nie chce zatrudnić w zawodzie. Ale wiesz co? Jesteś w nim zatrudniony - rozłożyła ręce, bo nie rozumiała jak on może się dołować z powodu głupiego zdjęcia, które zrobiły maszyny przy pomocy algorytmu, który napisano lata temu. - Wiesz co? Gdyby cię wywalili z roboty albo gdybyś wciąż czekał na jakikolwiek telefon z ofertą pracy w astrofizyce po wysłaniu stu CV, to mógłbyś takie rzeczy mówić. Ale użalasz się teraz nad sobą na podstawie... gdybania, rzeczy, które się nigdy nie wydarzyły. Więc proszę, chcesz pracować do NASA, wyślij im swoje dokumenty i prace. Nawet jeśli tylko cię zaproszą na rozmowę i powiesz im na niej, że musisz tu jeszcze pracować przez trzy lata dla wojska, przynajmniej będziesz mógł mówić czy cię chcą czy nie na podstawie prawdziwych informacji - no teraz to ją już totalnie wkurzył, ale byli w miejscu publicznym, więc nie chciała podnosić głosu ani na niego krzyczeć.
- Tak, jest jasna. Jak kiedyś przez pizzę się roztyjesz do wagi dwustu kilogramów, to też nie będę ci mówić nad zestawem powiększonym z McDonalda, że nie martw się, wcale nie jesteś gruby i nie zabijasz się wcinając kolejnego BigMaca zamiast iść na spacer czy na siłkę. Kocham cię za bardzo żeby pozwolić ci się zmienić w biadolącą marudę, która swoje frustracje na kim będzie wyżywać? No jasne że na mnie - podsumowała tą niezbyt piękną wizją, ale niech ma jakąś analogię, która pomoże mu może zrozumieć, że taka miłość i takie wsparcie... to wcale nie jest wsparcie ani oznaka miłości do drugiej osoby. Fin nie pozwoli mu iść pracować w głupim banku kiedy on bez problemu jest zatrudniany przy ważnych rządowych projektach.
- Praca to praca, studia to coś innego. Studia zawsze można odłożyć o rok, zawsze można później złożyć gdzieś indziej papiery, zawsze można przenieść się na inną uczelnię. Z pracą nie jest tak samo, praca nie czeka na człowieka i dobrze o tym wiesz. I przestań odwracać kota ogonem z tym cholernym Stanford - poprosiła go już w tym momencie, bo serio była zmęczona tą dyskusją. Hayden powie wszystko żeby tylko wyszło na jego.
- Zawodzisz mnie teraz, narzekając na coś, czego nawet nie próbujesz zmienić. Odkąd tylko cię poznałam gwiazdy i astrofizyka była dla ciebie ważniejsza niż wszystko, interesowałeś się nią o wiele bardziej niż własną rodziną. I w końcu nie trzyma cię w Seattle uczelnia, masz skończony doktorat i możesz składać papiery w każdej placówce badawczej jaka tylko istnieje, na całym świecie. Więc powiedz mi, czemu tego nie robisz, co? Skoro tak bardzo cię boli to, że nie stałeś obok komputera, na którym pojawiło się zdjęcie czarnej dziury, skoro nagle projekt dla armii przestaje cię jarać jak wtedy, kiedy tę pracę dostałeś, a zaczyna być nudną, uwłaczającą ci pracą - bo chyba tak właśnie się stało, skoro nagle za swoją porażkę życiową uważasz również pracę tam... wyjaśnij mi - poprosiła go więc, zakładając ręce na piersi i patrząc na niego wyczekująco.
_________________
[Profil]
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  
BERRYLANE POGODA
Strona wygenerowana w 0,1 sekundy. Zapytań do SQL: 6