• Zaloguj
  • Rejestracja
  • Berrylane :: Faodail
    nieznajomy
  • ABY FORUM DZIAŁAŁO PRAWIDŁOWO, ZALECAMY WYKONANIE TWARDEGO RESETU - CTRL + F5, CTRL +FN +F5 LUB COMMAND +OPTION +R
  • Jedna z drużyn gry terenowej znalazła zwłoki ukamienowanego Edwarda Raymonda! Burmistrz obiecuje, że morderca zostanie znaleziony!
  • Las w White Hills sceną zbrodni! Podczas zabawy z okazji Armed Forces Day nie tylko znaleziono zwłoki zaginionego mężczyzny, ale doszło też do morderstwa jednego z opiekunów gry terenowej.
  • Wycinka w Crimson Woods nadal trwa! Aktywiści wyszli na ulicę żądając od miasta wyjaśnień.
  • Pink Waters jeszcze niebezpieczniejsze! Czy grozi nam wojna gangów? Czy Jaszczurki stracą pozycję?
  • WYKORZYSTAJ SWÓJ KUPON - WARUNKI REALIZACJI KUPONÓW GRACZA
  • DZIENNIKI ODZNACZEŃ - ZBIERAJ PUNKTY I WYMIENIAJ JE NA NAGRODY
  • WIADOMOŚCI LIPIEC/SIERPIEŃ
  • ZADANIA LOSOWE
  • - SZYBKIE POSZUKIWANIA ZNAJDŹ PARTNERA DO GIER
  • Stevie / ANKO
    Naomie / Martyna
    Lilianne / Lilka
    Kara / Jola
    Raine / Ada


    Berrylane Strona Główna » Seattle » Downtown » Faodail
    Poprzedni temat «» Następny temat
    Wyatt Harlowe



    nie ma miłości, jest matematyka


    profesjonalna asystentka w miejscowym Kasynie


    szuka dla siebie odpowiedniej drogi

    Wyatt
    Harlowe








      
    WHITE LOG MEWS
       od roku mieszka u ciotki

      
    Slow down, you crazy child, you're so ambitious for a juvenile

      
    22 y.o.

      
    174 cm

      


    2020-05-25, 23:25


    Nie miała w zwyczaju pakować się w takie sytuacje ani tym bardziej nie miała w zwyczaju pakować się w takie znajomości. I nie, nie miała jeszcze bladego pojęcia, dokąd może tę konkretną znajomość zaprowadzić ten wieczór, jednak to, co działo się do tej pory, było wystarczająco niestandardowe w porównaniu z jej dotychczasowymi doświadczeniami i nawykami, żeby gdzieś z tyłu jej głowy zaczęła zapalać się czerwona ostrzegawcza lampka. Którą usilnie starała się ignorować. Bo było miło. Przecież to był tylko spacerek, tylko rozmowa, tylko picie drinków, a potem wspólna noc w jakimś hotelu. Niby co złego mogłoby się stać? W jaki sposób miałaby się narażać na jakiekolwiek negatywne konsekwencje? I niby od kiedy przejmowała się negatywnymi konsekwencjami swoich poczynań?
    Może od momentu, w którym zaczęła się niebezpiecznie odsłaniać…
    Postanowiła zignorować migotanie i przyszło jej to zaskakująco łatwo. Znikło równo z tym, gdy podjęła decyzję, żeby o nim nie myśleć i wrócić do tu i teraz, do totalnie sztampowej rozmowy na chodniku o psach i kotach. A konkretnie o wyższości psów nad kotami – bo co do niej Wyatt posiadała dość silne przekonania. Odpowiedź Jamesa ją jednak rozbawiła i parsknęła cicho śmiechem pod nosem. - I to wszystko? – zadała kolejne pytanie, zerkając na niego z lekkim, uprzejmym niedowierzaniem. - Nie przeszkadza ci to, że w sumie zawsze robią, co chcą i nigdy nie możesz się niczego po nich spodziewać? I że w najmniej oczekiwanym momencie zrzucą szklankę z twoją najlepszą whiskey z blatu na podłogę? No i że to one mają wrażenie, że udomawiają ciebie, a nie na odwrót – wyrzuciła kilka argumentów, które do niej jak najbardziej przemawiały. I nie, nawet przez moment nie przeszło jej przez myśl, że być może te wszystkie rzeczy – niezależność, robienie tego, co się chce i wredność od czasu do czasu – brzmią zaskakująco znajomo. Przecież nie była kotem. Była Wyatt. Już bez przesady. Ale faktem było, że naprawdę lubiła psy, a do większości kotów nie pałała szczególną miłością. A spacery… Zerknęła na niego. On chyba lubił. Tak jej się wydawało. Chociaż oczywiście mogła go źle odczytywać, wcale nie bylaby zaskoczona. Nie była mistrzynią psychologii. Ludzie nie byli matematycznym równaniem. - Nie lubię chodzić bez celu, jeśli o to chodzi… - zdecydowała się w końcu na szczerą odpowiedź i dała sobie kilka kolejnych chwil na próbę wyczytania z niego jakiejś reakcji na to oświadczenie… Kurwa, dlaczego w ogóle zależało jej na jego reakcjach? Co było z nią nie tak?! - Ale ludzie, którzy spacerują, zazwyczaj mają jakiś cel. Niekoniecznie dotarcie w jakieś konkretne miejsce – wyjaśniła. Czy tak to działało? Czy po to ludzie to robili? Wychodzili i szli przed siebie, w międzyczasie zrzucając z siebie jakiś ciężar i się relaksując? Nie miała bladego pojęcia. Dla niej zazwyczaj celem spaceru było konkretne miejsce. Nawet jeśli to właśnie w tamtym miejscu miała spokojnie usiąść i cieszyc się chwilą tylko dla siebie. Chyba ten spacer mogła uznać za wyjątek, bo wcale nie spieszyło jej się w żadne konkretne miejsce, nawet jeśli konkretne miejsce teoretycznie znajdowało się na końcu ich małej wycieczki.
    Nie chciała tego przyspieszać. Może powinna. Może inna Wyatt, w innych okolicznościach, przy innym człowieku chciałaby zrobić wszystko, żeby jak najszybciej zakończyć tę niebezpieczną część wieczoru i przejść do takiej, w której czułaby się znacznie pewniej. Która nie wzbudzałaby aż tylu emocji. A przynajmniej nie takich. Tylko że ta Wyatt pocałowała go z zupełnie innych powodów – po prostu dlatego, że chciała. Bez chłodnych kalkulacji, bez myślenia o tym, co będzie dalej. W tamtym momencie bardzo chciała i już. Było warto. Naprawdę było warto. Po odsunięciu się od niego nadal przez kilka chwil miała przymknięte oczy. Zagryzła lekko wargę. Myślała, że takie gesty robią tylko marne aktorki w marnych filmach. A jednak… Uśmiechnęła się szerzej – trochę na tę myśl ale przede wszystkim z zupełnie innych powodów. - To nie miało znaczyć, że mam dosyć twojego gadania i próbuję cię uciszyć – postanowiła wyjaśnić, bo chyba to jego pytanie zostawiła wiszące gdzieś w powietrzu. Bardzo niekulturalnie z jej strony. - Możemy iść zobaczyć tamto zielone… A ja chętnie jeszcze posłucham – dodała żartobliwie, przekrzywiając nieznacznie głowę. Noc była w końcu jeszcze długa…


    Anko
    aidan, billie, john, kayleigh, laine, memory, rhys, stevie
    piszę posty
     
    James Turner



    EOS 1D X Mark III


    zanudzam dzieciaki historią sztuki


    gdyby nie ta kawa, to już bym nie żył

    James
    Turner








      
    AUBURN PINE HOUSES
       od dwóch lat

      
    I don't have time to be reckless.

      
    29 y.o.

      
    192 cm

      


    2020-05-26, 00:52


    Znaleźli się w podobnej. podbramkowej sytuacji, i obydwoje pozwolili nic z tym nie zrobić i pozwolić się sytuacji rozwijać. Mógłby się bardziej się nad tym wszystkim zastanowić. Mógłby pomyśleć, dlaczego ten spacerek jest inny, niż każdy inny, dlaczego to tańczenie na chodniku znaczyło dla niego trochę więcej i dlaczego stąpał po płytkach z zupełnie inną lekkością, niż robił to normalnie. Mógłby. Ale z drugiej strony nie było to niczym nowym, że wcale nie chciał tego robić i pozwolił się sytuacji po prostu rozwijać. W przeciwieństwie od zwykłych tego typu scenariuszy, ten był znacznie spokojniejszy i na swój sposób.. Bardziej satysfakcjonujący na głębszym poziomie? Miał wrażenie, że w tym wszystkim chodzi o nieco więcej niż tylko fizyczną bliskość. Gdyby o to chodziło, już dawno byliby nadzy w hotelu, powiedzmy sobie szczerze. Lubił z nią rozmawiać. Lubił z nią spacerować. Lubił poruszać zupełnie trywialne tematy, bo tak, bo to robiło dobrze w rozmowę i na swój sposób było ciekawe. -Pewnie. Byłbym w stanie to znieść.- bo był. Chodzenie własnymi ścieżkami uskuteczniał czasami na swój sposób i był pewny, że mógłby przeżyć rozlaną whiskey czy dwie.. Kochał zwierzaki. A jak coś rzeczywiście kochał, to nie wystarczyła jakaś-tam zbita szklanka czy drapnięcie przez twarz, żeby to zmienić. Kochał spacery, ale gdyby przygarnął jakiegoś kota.. To pewnie i tak by się przyzwyczaił na tyle, by móc to jakoś doprowadzić swoją normę o średniej. Nie zawsze usiał mieć kompana do spacerów. Mógł spacerować sam. -To zależy jak na to popatrzeć. Lubię spacerować i myśleć. To orzeźwiające. Relaksujące? Zależy. Ale jak mam dużo na głowie, a nie mam z kim o tym porozmawiać, spacer to dobra opcja. Wtedy rozmawiam ze sobą.- może to było trochę pretensjonalne, ale rozmowy ze sobą trzymał na tym samym poziomie, co te, prowadzone z innymi ludźmi. Uważał, że są tak samo wartościowe i jednak własne przemyślenia były warte dużo.. No, chyba, że je sam przed sobą ukrywał, ale te nie były wynikiem spacerów. Spacery były całkiem budujące.
    Urzekła go. Sam fakt, że nie otwierała oczu jeszcze przez chwilę, że przygryzła wargę, mniej czy bardziej świadomie; te male rzeczy. Bo w gruncie rzeczy liczyły się przecie te małe rzeczy. -Gdyby to znaczyło, całkiem by mi się podobał ten sposób.- odpowiedział nawet nie próbując zabrzmieć tak, jakby to był żart. To była prawda i tylko prawda, jak większość rzeczy tego wieczoru. Uśmiechnął się odrobinę szczerzej, słysząc, że odkryje z nim jeszcze ten zielony fragment, który wypatrzył w oddali, ale zamiast odpowiadać werbalnie.. Najpierw przesunął kciukiem po jej policzku, przy pomocy dłoni, która nadal znajdowała się na jej szyi, potem musnął wargami jej własne, następnie policzek, by w końcu na nieco dłużej popieścić dość niewinnie jej szyję. w gruncie rzeczy niewinnie, przecież z punktu widzenia miejsca z którego zaczęli, powinni robić zupełnie inne rzeczy. Jego gesty, o ile pieszczotliwe, o tyle miał ciepły, nie naglący charakter. Nad tym też się nie zastanawiał. Złapał ją znów za dłoń, uścisnął lekko i pociągnął w stronę tamtej zielonej plamy, w istocie zaciekawiony, czy to był balkon, okno, ogródek, czy jakiś przebłysk parku..


    Ago
    Ian, Chance, Addy, Marcus, Rob
    piszę posty
     
    Wyatt Harlowe



    nie ma miłości, jest matematyka


    profesjonalna asystentka w miejscowym Kasynie


    szuka dla siebie odpowiedniej drogi

    Wyatt
    Harlowe








      
    WHITE LOG MEWS
       od roku mieszka u ciotki

      
    Slow down, you crazy child, you're so ambitious for a juvenile

      
    22 y.o.

      
    174 cm

      


    2020-05-28, 20:56


    Z jakiegoś powodu uśmiechnęła się do niego, być może nieco tajemniczo, przekrzywiając przy tym lekko głowę. Trochę jakby nie dowierzała w to, że w legendarnej debacie o to, czy psy posiadają wyższość nad kotami czy może na odwrót, nie obejmował żadnego stanowiska, poniekąd będąc w stanie tolerować obie strony. Z jednej strony całkiem to szanowała. Brzmiało zaszczytnie. Z drugiej strony uśmiechała się, bo wydawało jej się całkiem abstrakcyjnym, że tak duże znaczenie zdawała się przypisywać czemuś tak trywialnemu i totalnie nieznaczącemu jak to, czy ktoś wolał psy czy koty. Zwłaszcza że sama nie miała żadnego i oficjalnie nie zajmowała w tej kwestii stanowiska. Mimo że nieoficjalnie wolała psy. Ups. - Cierpliwość i oddanie godne podziwu – stwierdziła i mimo że uśmiechała się szeroko a w jej głosie pobrzmiewały żartobliwe nuty, w jej słowach kryło się także ziarnko szczerości. Bo chyba na tym właśnie polegał jej problem z kotami – nie miała do nich ani cierpliwości i nie potrafiła wykrzesać z siebie oddania dla stworzenia, które nie wykazywało większych oznak oddania samo z siebie. Ceniła psy, ceniła ich lojalność i to, jak cieszyły się na widok człowieka. Ceniła ich przyzwyczajenia, chęć i zdolność do nauki… No ale po raz kolejny – to nie miało żadnego znaczenia. - Ja ich chyba nie mam – wyznała bardzo szczerze i wzruszyła jednym ramieniem, przewracając przy tym oczami. Gest, który powtarzała często, gdy chciała zbagatelizować stwierdzenie, które chwilę wcześniej wypadło z jej ust. - Wiesz, to zabawne, że ludzie często uważają rozmawianie ze sobą za objaw czegoś niepokojącego, a chyba tak naprawdę każdy to robi w jakimś stopniu – stwierdziła, pozornie zmieniając temat. Ale tak naprawdę chyba nie do końca. - Ja też. Zazwyczaj znajduję sobie do tego jakiś wyludniony kąt – wyznała, tym razem odwracając wzrok i patrząc gdzieś przed siebie, mimo że starała się zabrzmieć jak najbardziej neutralnie. Już i tak mówiła mu o sobie sporo. Przyznawała się do wielu dziwnych rzeczy. Zresztą, sam sposób, w jaki o nich mówiła, był dość dziwaczny, ale nie do końca była w stanie nad tym zapanować. Kiedy wkraczała nieco bardziej na terytorium swojej własnej prywatności, nie do końca wiedziała, jak powinna się zachować. Może ktoś nie chciał o tym słuchać. Może to nic nie znaczyło i nikogo nie obchodziło. Albo może nie powinna tego mówić, żeby ktoś później nie wyciągnął tego przeciwko niej. Chociaż przede wszystkim trzymała swoje problemy dla siebie, żeby przypadkiem nikt nie zaczął jej współczuć i nie próbował jej naprawiać.
    Sama też nie próbowała się naprawiać – nie w tamtym momencie, mimo że przez kilkanaście ostatnich minut intensywnie o tym myślała. Naprawić się i nie zachowywać jak kretynka. Naprawić się i nie odsłaniać. Naprawić się i… Chrzanić to wszystko. - To by było niegrzeczne, chociaż… miłe – przyznała, uśmiechając się nieco szerzej. Zrozumiała, o co mu chodziło, ale mimo wszystko nie uważała takiego uciszania kogoś za stosowne. Nawet jeśli było przyjemne. - Miłe mi często nie wychodzi. Bywam bezpośrednia – dodała na znak, że gdyby chciała mu przerwać, bo ją nudził, pewnie powiedziałaby mu o tym wprost. Tak jak kiedy podszedł do jej stolika i powiedział coś, co nie do końca jej się spodobało. Dała mu to jasno do zrozumienia. Taki miała klimat. Ten pocałunek miał być po prostu bezpośredni – czymś, co chciała zrobić, więc po prostu zrobiła. Bez większej filozofii. Nie żałowała. Chętnie złapała go za rękę i poszli przed siebie, ale kilka kroków dalej zdała sobie sprawę, że jej wolna ręka jest dziwnie pusta. Obróciła się przez ramię… No tak, szklanka z drinkiem została na chodniku. Była pusta? Już nie kojarzyła za dobrze. Ostatecznie wzruszyła ramionami. - Czy zielony to twój ulubiony kolor? – palnęła głupio, ale skoro najwidoczniej tego wieczora pytali się o najgłupsze, najbardziej trywialne rzeczy…


    Anko
    aidan, billie, john, kayleigh, laine, memory, rhys, stevie
    piszę posty
     
    James Turner



    EOS 1D X Mark III


    zanudzam dzieciaki historią sztuki


    gdyby nie ta kawa, to już bym nie żył

    James
    Turner








      
    AUBURN PINE HOUSES
       od dwóch lat

      
    I don't have time to be reckless.

      
    29 y.o.

      
    192 cm

      


    2020-05-28, 22:36


    Sama nie zajmowała stanowiska, ale mimo wszystko nie wierzyła, że on też go nie zajmował? Hipokryzja! Po prostu nie miał nic przeciwko typowej, kociej naturze, która sprawiała, że zachowywały się w większości tak, jak się zachowywały. Ludzi też takich znał. Rozwalić coś tylko po to, żeby patrzeć jak płonie. Nie wyrażanie żadnej ochoty na kontakt, mimo że w rzeczywistości było zupełnie inaczej... No, zdarzało się. On sam był beznadziejny w utrzymywaniu kontaktu ze znajomymi i to wcale nie znaczyło w jego głowie, że o nich nie dbał.. Ot, miał rzeczy, oni mieli rzeczy, byli w innych miejscach, ich plany dnia i tak się nie zgadzały i.. No, życie. Zdarza się. Cierpliwości nauczył się w większości w zawodzie, chociaż gdyby się głębiej zastanowił, rzeczywiście nigdy nie miał z nią problemu. Stąd zaskarbiał sobie sympatię znacznej części znajomych, bo nie oceniał i zwykle był tym pozytywnym gościem, który przyjmował wszystko jak leci. Może był po prostu łatwy. Właściwie całkiem by się z tym zgodził. -Przyszło z zawodem.- zgodnie z prawdą, co do oddania i cierpliwości. Nie mógłby zaprzeczyć. Miał te dwie cechy i w całości poświęcał je na jedną i drugą karierę.. Znaczą większość na tą nauczycielską. W końcu tu mowa była o nauczaniu młodych umysłów, szanował tą pracę. I to było w porządku, że ona tych cech nie miała. W gruncie rzeczy, znał bardzo niewielu ludzi, którzy rzeczywiście je mieli. Zwykle wychodziły z uporu, albo były wyuczone. -Każdy mówi do siebie w głowie. Nie? Nie słyszałem jeszcze o ludziach, którzy nie mówią do siebie w głowie..- zastanowił się przez chwilę, marszcząc brwi. Bo czy nie na tym polegało myślenie? Trochę słyszało się swój głos, trochę obrazki, trochę przemyślane słowa rozbrzmiewające gdzieś w tle.. Jego mózg definitywnie tak wyglądał. Trochę chaotyczny, działający na cały zegar. -Mówisz do siebie na głos w takim razie?- zagadnął, całkiem zaciekawiony, zerkając na nią z boku. -Przy malowaniu tak robię. Albo śpiewam. Prawie to samo.- muzyka była ważna. Na tyle ważna, że stawiał ją na tym samym poziomie co własne myśli w procesie tworzenia. Grała bardzo istotną rolę i właściwie, towarzyszyła mu znacznie częściej, niż zdawał sobie z tego sprawę; między kolejnymi zakładkami w swojej własnej, trochę chaotycznej głowie. Kto chciałby to naprawić? Mówienie do siebie było zdrowe, nie ważne, czego dotyczyło. To trochę tak, jakby uważać siebie samego za dobrego powiernika własnych myśli, nie? Czyli tak, jak być powinno. Czasami po prostu te, wypowiedziane na głos, brzmiały nieco inaczej i były znacznie łatwiejsze do zrozumienia w głębszej formie.
    Zaśmiał się bezgłośnie pod nosem, tylko trochę próbując stłumić własny, szeroki uśmiech. Z jakiegoś powodu poczuł się śmiesznie lekko. To było proste, naprawdę. Cały ten spacer, ta małą konwersacja niby o niczym, ale naprawdę o wszystkim. Ten mały, chociaż wcale nie mały pocałunek też. -Bezpośredniość jest dobra. Czasami brakuje mi bezpośredniości.- przyznał szczerze, bo i szczerze podziwiał tą cechę. Serio. Nie raz by mu się przydała, gdyby nie pakował szczerości w opakowanie stworzone z uprzejmości czy innych uprzejmych masek. -Ale nie koniecznie musi być nie-miła, prawda? Teraz była miła..- dodał jeszcze, chociaż wiedział, że w sumie to nic nie wnosiło. Bo nic nie wnosiło. Całus był miły. Bezpośredni też, miała taki kaprys, więc go pocałowała. Był z tym okay. Na chuj drążyć temat? -Hm?.. Nie... To nie jest takie proste.- zaśmiał się lekko, najpierw marszcząc brwi w konsternacji, a potem lekko wzruszając ramionami. Był artystą. Rozmowy o kolorach nie były takie proste przy nim. -To zależy. Jeśli jestem na spacerze, to tak. Jeśli robię zdjęcia, to wolę neutralne kolory, bo robią świetne tło. Tak na co dzień, lubię wszystko, co zwraca moją uwagę, czyli w sumie kompozycje. Wiesz, połączenia kolorów.. Żółty z szarym, czerwony z czarnym...- pozwolił swojemu głosowi zgasnąć, wiedząc, że większość osób jednak nie lubi mówić o kolorach. -Ty masz jakiś?- właściwie nie sądził, żeby kiedykolwiek zadał to pytanie. Wydawało mu się totalnie abstrakcyjne i inne od wszystkiego, o co mógłby w tym momencie zapytać.. Że aż całkiem mu się podobało.


    Ago
    Ian, Chance, Addy, Marcus, Rob
    piszę posty
     
    Wyatt Harlowe



    nie ma miłości, jest matematyka


    profesjonalna asystentka w miejscowym Kasynie


    szuka dla siebie odpowiedniej drogi

    Wyatt
    Harlowe








      
    WHITE LOG MEWS
       od roku mieszka u ciotki

      
    Slow down, you crazy child, you're so ambitious for a juvenile

      
    22 y.o.

      
    174 cm

      


    2020-06-09, 21:48


    Może faktycznie był łatwy. Nie żeby znajdowała się w pozycji, w której mogłaby to faktycznie obiektywnie oceniać. Nie znali się przecież zbyt dobrze. Spotkali się zaledwie dwa razy i oba w dość specyficznych okolicznościach, nie wspominając o tym, że to pierwsze spotkanie ledwo pamiętała. Kojarzyła głównie, że po prostu się wydarzyło, reszta była zbiorem luźnych wspomnień i skojarzeń, niewiele konkretów. Czy w takich okolicznościach można powiedzieć, że cokolwiek się o drugim człowieku wie? Ona raczej by się do takich stwierdzeń nie posunęła. Mogła jedynie stwierdzić, że dla niej spacerowanie z nim i rozmawiania o najbardziej trywialnych rzeczach, wydawało się łatwe. Jego podejście również. Sprawiał wrażenie, jakby jej nie oceniał, nawet kiedy mówiła ewidentnie dziwne rzeczy i zachowując jak totalny dzikus. Wydawał się być otwarty na jej opinie, a nawet ich ciekawy. Na dodatek chyba jeszcze nigdy nie spotkała kogoś takiego jak on, chociaż pewnie nie wiedziałaby, jak ubrać w słowa swoje wrażenia, gdyby ktoś zapytał, co konkretnie było w nim wyjątkowe. Po prostu było i już… - Zawodem? – podłapała. - Chodzi o pracę czy o jakiś życiowy zawód? – być może pytanie było głupie, ale przynajmniej zdawała sobie z tego sprawę. Skoro już poruszył tę kwestię, równie dobrze mogła się dowiedzieć, gdzie pracował. Zakładała, że miała to coś wspólnego z fotografią lub filmem, skoro z taką pasją z nią o tym rozmawiał – i to podczas obu ich spotkań. Chwilę później porzuciła jednak swoje przypuszczenia i zdała sobie sprawę, że może się za bardzo rozpędziła, od razu chcąc go wrzucić do jakiejś szufladki na podstawie jednej mocno okrojonej informacji na jego temat. - Poczekaj… Robisz zdjęcia, interesujesz się filmem, do tego malujesz, śpiewasz… I trochę też tańczysz. Jest coś, czego nie potrafisz? – spytała, uśmiechając się do niego szerzej. Brzmiała na rozbawioną, ale wcale sobie z niego nie szydziła. Zwyczajnie ją to zaskakiwało. Jeśli kiedyś zastanawiała się nad tym, dlaczego ona nie posiadała takich talentów, najwidoczniej odpowiedź szła tuż obok niej chodnikiem, trzymając ją za rękę – wszystkie trafiły właśnie do Jamesa. - Czasami mówię, chociaż raczej nieświadomie. Nie licząc przekleństw oczywiście, ale to raczej nie jest mówienie do siebie, bardziej reakcja – stwierdziła. - Nie, częściej rozmawiam ze sobą w głowie. Wiesz, mamy podobne zainteresowania – to miało być śmieszne. Lubię mówić do siebie, bo mamy podobne zainteresowania z jakiegoś powodu w jej głowie brzmiało jak coś dowcipnego. Poczucie humoru było jedną z kolejnych rzeczy, których Wyatt nie posiadała. Być może kiedyś znajdzie też kogoś, kto zgarnął jej przydział dobrego dowcipu…
    Uśmiechnęła się, kiedy przyznał, że pocałunek był miły. Lekko i łagodnie, nie do końca zdając sobie z tego sprawę. - To było pod wpływem chwili – wyznała. - Nie lubię owijać w bawełnę, przepraszam z góry – dodała, stwierdziwszy, że uczciwie będzie go ostrzec. Tak na wypadek, gdyby jeszcze tego nie zauważył. Chociaż domyślała się, że mógł to już podejrzewać… W końcu dała mu kilka powodów… - Bo czasami do niektórych kwestii lepiej jest podchodzić nieco bardziej łagodnie… Chyba… - nie wiedziała, po co to mówiła, jakby cokolwiek na ten temat wiedziała. Nie miała zbyt wielu doświadczeń z łagodnością, raczej nie potrafiła być subtelna. Albo oznajmiała swoje myśli wprost albo zachowywała je całkowicie dla siebie, rzadko zdarzało jej się coś pomiędzy. Chyba nie działała zbyt dobrze… - Niebieski – palnęła w swoim stylu konkretem po krótkiej chwili na zastanowienie. - Jest taki szczególny rodzaj niebieskiego, który ma niebo wieczorem, tuż przed tym aż zapadnie zupełna noc i całkiem się ściemni… - uzupełniła jeszcze. - Ale tandeta, wiem – podsumowała swoje bzdurne gadanie i przewróciła oczami, po czym wzruszyła jednym ramieniem. Zazwyczaj tak nie brzmiała. W sumie nie wiedziała, czy była jakakolwiek osoba oprócz niego, która wiedziała, jaki był jej ulubiony kolor… Raczej nie.


    Anko
    aidan, billie, john, kayleigh, laine, memory, rhys, stevie
    piszę posty
     
    James Turner



    EOS 1D X Mark III


    zanudzam dzieciaki historią sztuki


    gdyby nie ta kawa, to już bym nie żył

    James
    Turner








      
    AUBURN PINE HOUSES
       od dwóch lat

      
    I don't have time to be reckless.

      
    29 y.o.

      
    192 cm

      


    2020-06-09, 22:36


    Już tak miał, po prostu; odkąd pamiętał był otwartym chłopaczkiem, który próbował sobie zjednać świat. Po co? A cholera by to raczyła wiedzieć, on sam tego nie wiedział! Po prostu lubił być z ludźmi, lubił ich poznawać, spędzać z nimi czas i chyba nie było w tym niczego głębszego. Typowy, standardowy miły człowiek? Taki który nie oceniał i był otwarty na rozmowę właśnie, bo przecież każda nowa opinia którą usłyszał i którą pozwolił rozwinąć, poszerzała jego horyzonty. Był w końcu artystą, oczy szeroko otwarte były trochę w specyfikacji zawodu i, jego zdaniem, sztuka zawsze miała na celu pomoc w dokumentowaniu historii. Opowiadała historie ludzi, uwieczniała ich, czasami używała kłamstw, by pokazać w mocniejszym świetle prawdę i wykrzyczeć jakąś swoją ideę mocniej. Kreatywne sztuki były super. Ekspresja była super. Kochał wszystko co było z nią związane, a zwłaszcza fakt, że to ludzie ją tworzyli. Trywialne, tak, ale nikt nie mówił, że wszystko musi być głębokie. Otworzył usta, żeby bez najmniejszych oporów przedstawić jej jakoś w skrócie to, czym się zajmował na co dzień, ale całkiem szybko kazała mu czekać, więc tak też zrobił. A potem roześmiał się, kręcąc lekko głową. -To miłe, ale wiesz.. Nie powiedziałem, że jestem w tym dobry, nie?- bo to, że coś robił, nie znaczyło, że robił to dobrze, prawda? Bardzo lubił malować, ale nie był fanem własnych prac. Potrafił odtwarzać usłyszaną melodię, ale nie byłby w stanie stworzyć własnej. Śpiewał czasem nieświadomie, ale pamiętał, że krzywił się niesamowicie, kiedy raz z ciekawości się nagrał. -Lubię się uczyć rzeczy, zwłaszcza kreatywnych.- przyznał jednak, wzruszając delikatnie ramionami. Był miękką, artystyczną kluchą i nie, żeby był z tego jakoś specjalnie dumny, ale nie widział powodu, żeby jakoś to skrywać. Szkoła średnia już dawno za nim, rzadko kto go za to rzeczywiście oceniał w negatywny sposób w dorosłym życiu. -Totalnie, czasami trzeba pogadać z kimś na swoim poziomie.- dorzucił swój marny żarcik, do jej marnego żarciku, z początku bardzo poważnie, zaraz jednak się uśmiechnął, kiwając głową. Bycie zabawnym nie było jego forte. Szanował ludzi z poczuciem humoru, ale sam miał je raczej marne; bywał sztywniakiem, ze zmarszczeniem brwi próbującego zrozumieć większość stand-upowców. Miał wiele zainteresowań, ale to definitywnie nie należało do jednych z nich.
    Zastanowił się przez chwilę, ważąc słowa, zanim miałby się zdecydować je wypowiedzieć. Szczerze uważał, że skrajności to bardzo grząski grunt w niektórych rozmowach; zbyt duża bezpośredniość mogła z łatwością urazić co bardziej wrażliwych, natomiast nadmierna uprzejmość i owijanie w bawełnę mogło sprawić, że rozmowa stawała się bezużyteczna. Jeśli jedna strona musiała na swój sposób cenzurować własne myśli, by przypadkiem nie zranić uczuć drugiej osoby, to czy dalej była szczera? Trochę jak z białymi kłamstwami i niedopowiedzeniami. -Pewnie tak.. Ale z drugiej strony nikt nie lubi być traktowanym jak jajko. Chyba? Ja nie lubię.- był w stanie stwierdzić, kiedy ktoś się z nim cackać. Wiedział też, że czasami aż sam się prosił o policzek, taki słowny albo nawet nie-słowny.. I po co się patyczkować? Dobór odpowiednich słów czasami był po prostu niemożliwy i on sam był na siebie często zły, że w pewnych sytuacjach się wycofywał; właśnie, żeby się nie cackać, ale też żeby swoją opinią nie skrzywdzić czyichś uczuć. -Hm.. Ten jaśniejszy, czy ten ciemniejszy?- w jego wyobraźni takie niebo miało kilka przechodzących kolorów.. Ale jak już miał to uprościć, to rzeczywiście podzieliłby to na ciemniejszy i jaśniejszy. Uśmiechnął się lekko, gdy stwierdziła, że to tandeta, ale pozostawił dla siebie komentarz, że w takim razie jego własna głowa jest bardzo tandetna, bo podobne opisy nie były mu obce. Nie znał się na nazwach kolorów i prędzej wymyśliłby ich numer w photoshopie, niż rzeczywistą nazwę, trzeba sobie było jakoś radzić..


    Ago
    Ian, Chance, Addy, Marcus, Rob
    piszę posty
     
    Wyatt Harlowe



    nie ma miłości, jest matematyka


    profesjonalna asystentka w miejscowym Kasynie


    szuka dla siebie odpowiedniej drogi

    Wyatt
    Harlowe








      
    WHITE LOG MEWS
       od roku mieszka u ciotki

      
    Slow down, you crazy child, you're so ambitious for a juvenile

      
    22 y.o.

      
    174 cm

      


    2020-06-14, 21:43


    ie wiedziała zbyt wiele o kreatywnych sztukach. Nigdy nie aspirowała do miana jakiejkolwiek artystki. Właściwie nie przypominała sobie, żeby kiedykolwiek czuła jakiś większy pociąg do wyrażania się właśnie w taki sposób. Nie rysowała, nie malowała, nie grała na żadnym instrumencie, czasami zdarzało jej się śpiewać, ale nie było w tym niczego głębokiego ani twórczego – przecież chyba każdemu od czasu do czasu zdarzało się nucić pod nosem. Na wyżyny kreatywności wzbijała się, gdy raz na kilkadziesiąt obrotów planety wokół własnej osi zdarzało jej się namalować sobie twarz na mordzie, wpiąć kwiaty we włosy albo założyć na siebie coś nie do końca modnego, może nawet ekstrawaganckiego. Lubiła wprawdzie myśleć o abstrakcyjnych konceptach, jednak nie klasyfikowała tego jako sztuki. To była nauka. Zakrawająca o naukową fikcję i dopełniona szkicami, wzorami oraz szalonymi pomysłami, jednak nadal – nauka. Bo Wyatt uważała siebie za naukowca, nie artystkę. Nie żeby widziała cokolwiek złego w artystycznym wyrażaniu siebie. Ani trochę. - Podobno najważniejsze jest, żeby się dobrze bawić i czuć satysfakcję – powiedziała lekko i luźno wzruszyła ramionami. - Ostatecznie wszystko i tak jest tylko krótkotrwałe – dodała, być może nieco enigmatycznie, jednak nie wiedziała, czy powinna rozwijać tę myśl. Bądź co bądź, nie była przesadnie optymistyczna. Wręcz przeciwnie. Zresztą, mniej więcej tak samo jak Wyatt. Nie powiedziałaby, że jest optymistką. Raczej realistką. Może czasami marzycielką, jednak w życiu by się do tego nie przyznała. Jej filozofia opierała się na życiu chwilą, bo do dyspozycji miała ich tylko ograniczoną ilość. Pewnego dnia umrze, nie zabierając ze sobą absolutnie nic. Dlatego wszystkim, co miała, było to, co udało jej się wyszarpać od świata w tym krótkim okresie własnego życia.
    Kurwa, najebane filozofie zawsze jak złoto. Tak głębokie, że słychać je aż z Wielkiego Kanionu.
    - Ja też nie – przyznała i skinęła głową, po czym przeniosła na niego nieco dłuższe spojrzenie. - Wolę brutalną prawdę niż jakieś totalne pierdolenie – dopowiedziała jeszcze i dopiero potem odwróciła wzrok. Jedną z rzeczy, których szczerze nie znosiła, kiedy jeszcze mieszkała w Bostonie i chodziła do szkoły, były spojrzenia pełne współczucia albo taryfa ulgowa, którą niektórzy przyznawali jej w ramach jej sytuacji rodzinnej. Nigdy nie prosiła o specjalne traktowanie i wcale go nie potrzebowała. Była tak samo kompetentna i normalna jak wszyscy inni jej rówieśnicy, po prostu dom, w którym się wychowywała nie był do końca standardowym domem. Nieważne. Każdy niósł swój krzyż, nie? To naprawdę nie powód do tego, żeby robić z siebie ofiarę. A jednak z jakiegoś powodu ludzie zaczynali się do niej inaczej odnosić, gdy dowiadywali się o jej historii… Wkurwiające.
    Zerknęła do góry, kiedy zapytał ją o konkretny odcień, zupełnie jakby miała tam zobaczyć to, o co jej chodziło. Niestety, nie tym razem, noc była już (albo jeszcze) zdecydowanie za ciemna. Bardziej granatowa niż błękitna. - Ten pomiędzy? – rzuciła, po czym parsknęła, zdając sobie sprawę z tego, że jest wyjątkowo niekonkretna. - Nie sądziłam, że kiedykolwiek będę z kimś rozmawiać o swoim ulubionym kolorze… Hej, to chyba czyjś ogródek – rzuciła, bo znaleźli się bliżej tajemniczej zieleni, w której stronę postanowili zmierzać chwilę wcześniej. - Zawsze podziwiałam ludzi z ogródkami – wypaliła i pokręciła głową. Utrzymanie roślin przy życiu było kolejną z rzeczy, do których najwidoczniej nie została stworzona.


    Anko
    aidan, billie, john, kayleigh, laine, memory, rhys, stevie
    piszę posty
     
    James Turner



    EOS 1D X Mark III


    zanudzam dzieciaki historią sztuki


    gdyby nie ta kawa, to już bym nie żył

    James
    Turner








      
    AUBURN PINE HOUSES
       od dwóch lat

      
    I don't have time to be reckless.

      
    29 y.o.

      
    192 cm

      


    2020-06-21, 15:55


    Pojęcie pasji było bardzo złudne, według niego przynajmniej. Wydawało się... Przytłaczające i naładowane w mocno negatywny sposób? Zawierało w sobie mimochodem to coś, co kazało się nerwowo zastanawiać nad jak najlepszą odpowiedzą i równie nie prowadzącego do niczego domniemania, czy to była "dobra odpowiedź". Jasne, nie każdy to odczuwał, on osobiście lubił odpowiadać naokoło, przyznając, że robi wiele rzeczy, ale żadnej z nich nie wybiera na główną. Nie zależało mu na byciu popularnym czy ciekawym, chociaż wiedział, że leży to przecież głęboko w ludzkiej naturze. Każdy chciał być lubiany, pasować gdzieś, nawet jeśli miała to być bardzo mała grupka osób. Dostrzegał więc, jak pojęcie pasji (artystyczne, bądź nie), mogło mocno podcinać skrzydła i hamować rozwój. -Chodzi w sumie o znalezienie czegoś, co rozpala tą iskrę, moim zdaniem. Jeśli coś wydaje się dobre i popycha do działania, to po co się nad tym zastanawiać? Zainteresowania mijają, prace się zmieniają, znajomi i uczucia też; wszystko jest krótkotrwałe, jak powiedziałaś.- nie należał do ludzi, którzy nadawaliby się na przeprowadzanie jakichś rozmów na filozoficzno-egzystencjalne tematy, głównie dlatego, że jego własne podejście często gęsto formowało się w mocno chaotyczną formę. -Zamykanie się na tylko jedną rzecz jest zabójcze. I dążenie do perfekcjonizmu jest zabójcze.- tu wskazał na swoją twarz, wzruszając lekko ramionami. Ten fragment akurat znał z pierwszej ręki i mógł definitywnie stwierdzić, że nic tak nie zabija motywacji, jak obsesja na punkcie perfekcji. To nie było dobre, to nie było zdrowe i prowadziło tylko do całkowitego zastoju.
    Pokiwał głową, zgadzając się też z jej podejściem do protekcjonalności i nadmiernej delikatności. Nikt tego nie lubił, to prawda, chociaż.. Wszystko zależało od sytuacji, prawda? To co wypadało nie zawsze spotykało się z tym, co należało powiedzieć albo zrobić, nic nie było do końca czarno białe, a ludzie rzadko pozostawali obiektywny w swoich osądach. On, na przykład, doskonale wiedział, że nie oceniał jej obiektywnie; oceniał ją przez pryzmat czasu, który ze sobą spędzili dotychczas i wszystkich tych przyjemnych rzeczy, które robili w trakcie. Jego prawda na jej temat na pewno różniłaby się w jakimś stopniu od kogoś, który patrzył na to wszystko z boku. -Dobry kop jest czasami potrzebny.- zgodził się, bo też szczerze w to wierzył. Zwłaszcza w przypadkach osób, nad którymi przez całe życie się użalano; tymi definitywnie trzeba było potrząsnąć i takie przypadki znał osobiście.
    Przyglądnął się jej krótko, kiedy zadarła głowę do góry i uśmiechnął się, z początku nieświadomie i lekko, a później znacznie szerzej, gdy przyznała się do tego, że rozmawia o tym po raz pierwszy. -Polecam się na pierwsze razy. W granicach rozsądku, oczywiście..- to właściwie nie miało być dwuznaczne, zwyczajnie lubił obserwować ludzi, którzy robili coś po raz pierwszy? Po raz pierwszy bawili się ustawieniami w profesjonalnym aparacie, albo patrzyli na różnicę między obiektywami. Po raz pierwszy malowali. Po raz pierwszy sprawdzali jak działa naciskanie strun w odpowiednich miejscach. -Znajduję coś naprawdę magicznego w pierwszych razach.- sprostował, chociaż postanowił pozostawić dla siebie precyzyjne określanie sytuacji. Już i tak za dużo filozofował, niestety miał do tego tendencję. -Oh, cool! Patrz, nawet ma skrzata.- zauważył, kiedy podeszli nieco bliżej, wskazał nawet niekulturalnie paluchem w stronę wymienionego gnoma. Gnomy były dziwnym wyborem dekoracji, ale nie jemu było oceniać. -Ja też, mam w dalekich planach nawet organizację tego.. Bardzo dalekich.- bo wszystko po kolei. Najpierw remontowanie domu dziadków, później dopiero ogród.. Jeszcze musiał sobie do tego załatwić jakąś pomoc designersko-wykonawczą, ale o tym pomyśli na pewno dopiero, kiedy przedstawi pomysły dziadkom.


    Ago
    Ian, Chance, Addy, Marcus, Rob
    piszę posty
     
    Wyatt Harlowe



    nie ma miłości, jest matematyka


    profesjonalna asystentka w miejscowym Kasynie


    szuka dla siebie odpowiedniej drogi

    Wyatt
    Harlowe








      
    WHITE LOG MEWS
       od roku mieszka u ciotki

      
    Slow down, you crazy child, you're so ambitious for a juvenile

      
    22 y.o.

      
    174 cm

      


    2020-07-30, 19:46


    Istniała tylko określona ilość filozofii, jaką Wyatt była w stanie przyswoić w przeciągu jednego wieczora. Nawet pod wpływem alkoholu, który – co jest powszechnie wiadome – w znaczący sposób zwiększał skłonności do filozofowania. Jeszcze mniejszą ilośc filozofii była w stanie sama z siebie wypluć. Raczej nie była typem myślicielki – albo przynajmniej nie miała skłonności do myślicielstwa abstrakcyjnego o wszystkim tym, co by mogło być ani tym bardziej o tajnikach ludzkiej natury. Nie skupiała się na tym, czym było życie i jak je najlepiej przeżyć. Nie zastanawiała się nad tym, czy to, co lubiła i w jaki sposób się temu oddawała, miało sens. Po prostu żyła. Z dnia na dzień. Łapiąc się tego, co akurat w danej chwili wydawało jej się słuszne. Czasem była to spontaniczna wycieczka z Bostonu na drugi koniec kraju, innym razem dłoń całkiem sympatycznego faceta, który tak technicznie wcale nie był dla niej. Na szczęście zdawała sobie sprawę. Na jeszcze większe szczęście – w tamtym momencie niczego to nie zmieniało. Zerknęła na niego, gdy wskazał na swoją twarz. Przekrzywiła nieznacznie głowę. - Jak dla mnie wyglądasz na całkiem żywego – stwierdziła, siląc się po raz kolejny na dowcip. Okej, może i wyrywał randomowe panienki w barach, ale mimo wszystko wcale nie wyglądał na kogoś, kto zażynał się z powodu własnych pasji i nie dorastania do jakichś ideałów. Chociaż oczywiście, Wyatt niewiele mogła na ten temat wiedzieć. Widziała go drugi raz w życiu, a z tego pierwszego niewiele pamiętała z ich rozmow. Wyciąganie wniosków w tej sytuacji było lekko nie na miejscu.
    Najprawdopodobniej, biorąc pod uwagę jej kilka wcześniejszych doświadczeń, powinna totalnie zrezygnować z jakichkolwiek prób wykrzesania z siebie czegoś na kształt dowcipu. Nie była w tym mistrzynią. Kiedy jednak James powiedział o pierwszych razach, nie potrafiła się powstrzymać. Zerknęła na niego z tajemniczym uśmiechem. - No, jeden z moich pierwszych razów już jest twój – rzuciła, starając się nadać tonowi swojego głosu wymowne brzmienie. Zaraz zresztą zawiesiła głos. O tak, humor naprawdę wysokich lotów. Zwłaszcza że w sumie było to trochę pół-żartem, a trochę też pół-serio… I póki co mógł się tylko domyślać, która połowa była którą.
    - Organizację skrzata? – zapytała głupio. - Po co ludzie to sobie robią? To znaczy te skrzaty. Nie mówię o ogródkach tak generalnie. To jest calkiem pozytywne. Moja ciotka ma coś w stylu ogródka. Właściwie to bardziej umiejętnie rozplanowane iglaki wzdłuż drogi na małe molo… - powiedziała, zupełnie mimochodem wspominając o otoczeniu, w którym przyszło jej mieszkać przez ostatni rok. Nie sądziła, żeby kiedykolwiek wspominała mu o kimkolwiek ze swojej rodziny. Pewnie nawet nie przyznała się do tego, że w gruncie rzeczy mieszka w willi. Jej samej wydawało się to mocno abstrakcyjne.


    Anko
    aidan, billie, john, kayleigh, laine, memory, rhys, stevie
    piszę posty
     
    James Turner



    EOS 1D X Mark III


    zanudzam dzieciaki historią sztuki


    gdyby nie ta kawa, to już bym nie żył

    James
    Turner








      
    AUBURN PINE HOUSES
       od dwóch lat

      
    I don't have time to be reckless.

      
    29 y.o.

      
    192 cm

      


    2020-08-05, 09:48


    Filozofie, filozofiami, on właściwie nic nie mógł poradzić na to, że czasami po prostu zastanawiał się, co by było gdyby. Wiedział, że nie miało to totalnie żadnego sensu, nie powinno mieć racji bytu i tylko zajmowało mu czas, energię i czasami odbierało humor i chęci do życia tego, co powinien żyć. Nie dość, że zatrzymany był w przeszłości dość mocno, kurczowo trzymając się jednego, konkretnego wspomnienia i jednej, konkretnej osoby, to jeszcze to jego gdybanie czasami okazywało się zgubne. Na co dzień przekonany był, że wiedział kim był, co lubił robić, kogo nie lubił, kogo chciał unikać, jakie rozrywki preferował w wolnym czasie, jaką lubił kawę i która kuchnia świata najbardziej mu podchodziła, jaką muzykę lubił grać, a jakiej słuchać, kogo kochał, a kogo wydawało mu się, że kochał.. rozgraniczał te rzeczy, jak mu się wydawało, obiektywnie, kiedy tak siedział i bujał się na krześle zupełnie do tego nie przeznaczonym, jak skończony gówniarz. A potem znajdował się w sytuacji, w której taka teza miała zostać potwierdzona albo obalona, robił coś zupełnie sprzecznego, a przy następnej chwili zamysłu przy kawie, znów miał do siebie pretensje, że nie posiada żadnej ciągłości w swoim zachowaniu, w postanowieniach, morałach, a tylko zachcianki i nawyki pozostają te same. Beznadziejny człowiek, pracoholik, który oprócz tej cechy, raczej niczego sobą nie reprezentuje, skoro nie potrafi w tej samej sytuacji zachować się dokładnie tak samo dwa razy. Był nawet całkiem przekonany, że kiedy ostatnio widzieli się z Wyatt, był trochę inną wersją siebie. Nie pamiętał jaką, ale to było naprawdę bardzo możliwe. Był też w tym momencie całkiem przekonany, że mógłby się do tego przyzwyczaić. Do takich nocnych spacerów i trzymania ją za rękę; że mógłby to naprawdę polubić i przyjąć za pewniak w swojej codziennej rzeczywistości. Mógłby. Jedyny problem leżał tylko w tym, że do takiej zachcianki potrzebował, żeby i ona posiadała podobną. -Jeszcze.- odrzucił jednak tylko na jej śmieszka i posłał jej oko. Trochę tajemniczo? Meh, może, na pewno nie zalotnie, bo w zalotność nigdy nie umiał się bawić. -Doprawdy? A co by to było? Rozmawianie o kolorach, dywagacje w temacie filmografii i fotografii..? Bo raczej wątpię, żebyś pierwszy raz ukradła szklankę z baru.- no, mógł też celować, że mają swój pierwszy raz nawzajem, w spotykaniu się po raz drugi i w dodatku zupełnym nie-pośpiechu w stronę najbliższego hotelu. Nie chciał insynuować, że niby podobne wyskoki zaliczała często, kobiety bywały w tym temacie całkiem drażliwe, z tego co zauważył przynajmniej.. -Ty mój też.- wzruszył lekko ramionami, uśmiechając się pseudo-niewinnie, chociaż również nie mając zamiaru tak od razu rozwijać o co mu chodziło. A może wolała pozostawić dla siebie tylko domysły? Czasami domysły były lepsze od realiów.
    -Nie, ogrodu u dziadków. Remontu generalnie. Wyślę ich na wakacje i pobawię się w boba budowniczego.. Już prawie mam hajs na to.- gdyby nie przepijał części z tego hajsu notorycznie w barach i nie przepalał w tych swoich śmiesznych e-śmieciach, na pewno już by był ponad planowanym budżetem, ale.. Wątrobie trzeba pokazywać kto tu rządzi, a raka należy dokarmiać, o zwierzątka trzeba dbać. Przyglądnął się jej ciekawie natomiast, gdy mówiła o domu swojej cioci, bo to był chyba pierwszy raz, kiedy w ogóle wspominała coś o miejscu w którym mieszkała. Albo o czymś tak prywatnym, tak na dobrą sprawę, co nie byłoby ulubionym kolorem. Tak, kolory to też była prywatna sprawa, bardzo intymna. -To już wiem do kogo będę namiętnie pisał w upalne dni.- skoro miała molo, to pewnie wodę też miała, nie? Pozostawało tylko wymienić się numerami i umówić na jakiś ładniejszy dzień, żeby się pomoczyć i sobie popływać. Nic prostszego. Trochę wbrew tej śmiesznej regule o pannach na jedną noc i nie zawierania z nimi znajomości, ale właściwie już dawno ją złamali, więc..


    Ago
    Ian, Chance, Addy, Marcus, Rob
    piszę posty
     
    Wyatt Harlowe



    nie ma miłości, jest matematyka


    profesjonalna asystentka w miejscowym Kasynie


    szuka dla siebie odpowiedniej drogi

    Wyatt
    Harlowe








      
    WHITE LOG MEWS
       od roku mieszka u ciotki

      
    Slow down, you crazy child, you're so ambitious for a juvenile

      
    22 y.o.

      
    174 cm

      


    Dzisiaj 19:30


    Zaskakiwało ją to, jak bardzo miły okazał się ten wieczór. Kiedy wychodziła na miasto z dwojką swoich nowych znajomych, nie spodziewała się, że wszystko może przebiec właśnie w ten sposób. Przewidywała raczej spokojny wieczór w towarzystwie kilku piw, może jakieś karaoke, kiedy za bardzo by ich poniosło (nie znosiła karaoke), a potem nie do końca trzeźwą podróż do domu, być może nawet z kilkoma przygodami po drodze (nie znosiła spokojnych podróży do domu). Na następny dzień miała odczuwać łagodnego moralniaka, ale niezbyt wielkiego i dotkliwego. W końcu to nie byłby pierwszy raz, kiedy upiłaby się aż tak bardzo i robiła głupie rzeczy. Zresztą, nie podejrzewała, że w towarzystwie Bowie i Nico zrobiłaby rzeczy głupsze niż te, które przydarzało jej się odwalać jeszcze w Bostonie. Nie byli nudziarzami, ale raczej nie byli też tym typem ludzi, w jakich towarzystwie zdarzało się obracać Wyatt w poprzednim życiu, to na pewno.
    Tylko że wszystkie przypuszczenia dotyczące wieczora mogła wyrzucić do śmieci już w momencie, w którym James wypatrzył ją w tamtym pubie i postanowił się do niej przysiąść. Cały ten wieczór zjechał momentalnie na zupełnie inne tory. To była nieco inna bajka. Jedna z rodzaju tych, które w wielu innych przypadkach nie miały szczęśliwego końca. W tym przypadku przynajmniej początek był całkiem udany, a środek… Cóż, musiałaby przyznać, że środek sprawiał jej znacznie więcej frajdy, niż kiedykolwiek mogłaby przypuszczać. Nie sądziła jednak, żeby to cokolwiek zmieniało…
    Parsknęła na jego przypuszczenia, częściowo rozbawiona także tym, że nie złapał się na podtekst, który starała się przemycić gdzieś w tym swoim małym żarciku odnośnie pierwszego razu. Może nie była wystarczająco wymowna? Albo może z jakichkolwiek innych powodów nie było szans, żeby uwierzył w to, że Wyatt mogła być niewinną dziewicą, zanim się na niego natknęła? W sumie istniało takie prawdopodobieństwo… Chciała nawet wymyślić coś odpowiednio kreatywnego w odpowiedzi albo nawet bezceremonialnie ciągnąć tę szopkę i całkiem wprost wciskać mu, że to był jej pierwszy raz, ale… Sytuacja bardzo szybko się odwróciła. - Ale… Chyba to nie był twój pierwszy raz… Prawda? – postanowiła zapytać, przerabiając nieco swój żarcik, który nie wylądował odpowiednio. Zerknęła przy tym na niego z udawaną powagą, wręcz przejęciem. Po chwili nawet przyłożyła dłoń do własnych ust, już ewidentnie zdając sobie sprawę z tego, że przeaktorzyła. Całkiem celowo, nie ukrywajmy. Naprawdę nie sądziła, żeby przeżył z nią swój pierwszy raz. Przynajmniej nie taki. Bo jeśli chodziło o inne… Brzmiało dość intymnie. Jak coś, do czego wypadałoby podchodzić z nieco większą powagą i o czym rozmowa posiadała nieco większe znaczenie.
    Jej wyznanie chyba też zresztą posiadało trochę większe znaczenie. Nagle zaczęli rozmawiać o znacznie bardziej życiowych kwestiach niż jeszcze chwilę przedtem. - Potrafisz takie rzeczy? – zapytała ze szczerym zainteresowaniem, zerkając na niego uważnie. Opiekowanie się ogrodowymi skrzatami to jedna kwestia. Zajmowanie się prawdziwymi roślinami i na dodatek urządzanie ogródka przy pomocy własnych rąk ,to już zupełnie inna sprawa. Z cała pewnością znacznie bardziej skomplikowana. - Do mojej ciotki? – odbiła piłeczkę, uśmiechając się do niego wymownie. - Nie ma sprawy, jeśli chcesz, zaraz ci podam do niej numer. Na pewno bardzo się ucieszy - dorzuciła tym samym żartobliwym tonem co chwilę wcześniej. Przecież nie mogła tego potraktować tak zupełnie na poważnie. Tym bardziej nie mogłaby tak po prostu go zaprosić. Uciekanie się do żartów (być może nie na miejscu) było znacznie bardziej w stylu Wyatt.


    Anko
    aidan, billie, john, kayleigh, laine, memory, rhys, stevie
    piszę posty
     
    Wyświetl posty z ostatnich:   
    Odpowiedz do tematu
    Nie możesz pisać nowych tematów
    Nie możesz odpowiadać w tematach
    Nie możesz zmieniać swoich postów
    Nie możesz usuwać swoich postów
    Nie możesz głosować w ankietach
    Nie możesz załączać plików na tym forum
    Możesz ściągać załączniki na tym forum
    Dodaj temat do Ulubionych
    Wersja do druku

    Skocz do: