menu


Poprzedni temat «» Następny temat
Ulica
Autor Wiadomość
Berrylane


Wysłany: 2017-11-15, 11:36   Ulica
  
Berrylane


Ulica
[Profil]
 
 
Ronnie Conway


Wysłany: 2017-12-29, 15:47   

Była na spacerze ze swoimi psiakami, które przygarnęła jakiś czas temu z ulicy. Czuła się dzięki temu bezpieczniej mieszkając w lesie. Nie miała tutaj systemu ochronnego, a dwa duże psy pewnie całkiem dobrze odstraszały potencjalnych włamywaczy i złodziei. Chociaż tutaj nie było sensu żeby się skradac po to żeby coś ukraść, kto w takich domkach mógł trzymać coś cennego? Na pewno nie Ronnie, która cały swój majątek zostawiła kilka lat temu w Miami. Najdroższa jej rzeczą był naszyjnik, który zawsze nosiła. Miała go po matce. Niczego więcej nie miała. Zero ciuchów od projektantów, ładnych butów czy torebek. Żyła cholernie skromnie, ale potrafiła sobie z tym poradzić. Nigdy nie była panią ą ę, której tylko zależało na rzeczach materialnych. Dzisiaj była ubrana w jakąś grubsza kurtkę bo pizgalo złem i ocieplane buty z korzuchem. Była strasznym zmarzluchem, ale na spacery z pasami musiała czasem wychodzić. Wypuszczała je z domku, ale nigdy nie wiedziała gdzie są gdy biegały same po lesie. A teraz, kroczyły grzecznie obok niej idąc wzdłuż drogi. Taka cisza i spokój, nie to co w Miami. To była miła odmiana. Mogła pomyśleć w spokoju, odgłosy miasta jej nie denerwowały. Słuchawki w uszach grały jakąś spokojna muzykę, trzymała dłonie w kieszeniach kurtki, a czasami rzuciła jakiś patyk żeby psy trochę pobiegaly. Jej typowy wolny dzień. Jeśli nie czytałam jakiejs książki w domu to właśnie tak go spędzała.
_________________
[Profil]
 
 
Carrie Paddington


Wysłany: 2018-01-14, 21:35   

1.

Nie wiedziała, co znowu podkusiło ją do pojawienia się w okolicach zamieszkania panny Stardust. Rozmyślając o niej kilkukrotnie w ciągu mijającego tygodnia, czas pomiędzy ostatnim spotkaniem a dzisiejszym wieczorem, spędzała na przeglądaniu zdjęć, jakie udało jej się zrobić. Szczególnie nad jednym, wykonanym zupełnie przez przypadek. Tym wyjątkowym, przedstawiającym Caitlin na tle rozgwieżdżonego nieba, które z taką pasją obserwowała. Zupełnie pochłonięta pięknem nocy, nie zwracając uwagi na otoczenie, dla Carrie wydała się zjawiskiem jeszcze ciekawszym niż setki gwiazd na tle bezchmurnego nieba. Nawet nie wiedząc jakim magnesem stała się dla blondynki, nie miała pojęcia o fascynacji, którą Carrie poczuła. Zupełnie niewinnej ale nie potrafiącej wylecieć z głowy.
Paddington nie mogła powstrzymać uśmiechu na widok zamyślonej Caitlin, bez namysłu wyciągając aparat i bez pozwolenia naciskając spust migawki. Nie było mowy o ustawionym zdjęciu. Carrie łapiąc ten piękny obraz, nie myślała nad tym co dalej. Skupiając się tylko na aktualnej chwili, przeciągała ją tak długo, póki sama Caitlin nie postanowiła przerwać.
Dziś liczyła na to samo. W pośpiechu opuszczając mieszkanie, nie wiedziała, czy uda jej się ujrzeć kobietę. Przypadkowe spotkanie na ulicy, jakie miało miejsce kilka dni temu, już jej nie wystarczyło. Szukając Stardust w świetle dnia, Carrie zatęskniła za jej uśmiechem, rysami twarzy i tym wyjątkowym spojrzeniem, otulonym przez nocne cienie.
Nawet temperatura, mocno spadająca wraz z zachodem słońca, nie była w stanie odwieść blondynki od głupiego i niepoważnego pomysłu. Opatulona szalikiem, chowając głowę pod kapturem i trzymając aparat uwieszony na szyi, Carrie wolno spacerowała po ulicy, przecinającej osiedle domków. Nie pierwszy i nie ostatni raz sama zapuszczając się daleko poza miejsce swego zamieszkania, wcale nie musiała wydawać się podejrzana.
Chyba, że już wcześniej ktoś zwrócił uwagę na częste spotkania.
_________________
[Profil]
 
 
Caitlin Stardust


Wysłany: 2018-01-15, 21:48   

/po spotkaniu z Barrym

Była zmęczona. Okropnie wręcz przemęczona. Ostatni tydzień pracowała na zwiększonych obrotach poświęcając dzień praktycznie tylko na sen i pracę. Nawet nie robiła tego dla pracy samej w sobie, dla ścigających projektów, czy gwiazd przeszywających niebo z wielkimi problemami. Absolutnie nie. W końcu praca astrofizyka dla kogoś postronnego może być zupełnie nudnym zawodem, w którym tak na prawdę nie da się za nadto przemęczyć. Jednak Caitlin zawsze brała sobie dyżury nocne i nadgodziny. Ze zwykłej pasji, z prostego uwielbienia dla swojej pracy. Nawet dziś kiedy poszła do restauracji na zwykłą kawę i coś do zjedzenia pracowała analizując plany wzięte z pracy. Ostatecznie przez swoje roztargnienie i zbytnią gestykulację wylała drinka, który został jej postawiony przez Barry'ego na te właśnie plany. No właśnie...Barry. To właśnie dziś jej dobry przyjaciel zaprosił ją na randkę. Tylko, że Caitlin nie miała najmniejszego pojęcia na ile był to żart, a na ile prawdziwa, poważna propozycja. Nie wiedziała co ma względem tego czuć. Ale doskonale pamiętała ten ułamek sekundy kiedy jej sercem coś zatrzęsło, na policzku wstąpił rumieniec, dłoń zadrżała, a jej mózg zachował się jakby należał do rozemocjonowanej nastolatki. Dosłownie moment, ale czuła że to coś znaczyło i nie miała pojęcia jak się względem tego zachować. Szczerze mówiąc, to miało być najbardziej stresujące wyjście do kina w historii wyjść do kina. Dlatego rudowłosa zamiast pójść spać, jak każdy normalny, przemęczony człowiek zrobiła coś zupełnie odwrotnego. Weszła do domu, w którym wiało samotnością. Mimo że, tak bardzo spersonalizowany był to przez ciągłe nieobecności Caitlin zdawał się wręcz opuszczony, pusty. Zrobiła sobie ogromny kubek czarnej kawy, okryła się różowym, puchatym kocem i tak przygotowana wyszła na dwór, gdzie trzymała swój teleskop. Złapała po drodze składane krzesło, które rozstawiła na podwórku i zasiadła szczelnie się opatulając kocem. Ustawiła odpowiednio teleskop i poświęciła się patrzeniu w niebo, nawet nie zauważając przechodzącej Carrie. Kochała gwiazdy. Było w nich coś tak niesamowitego, tak wolnego, odległego. Małe punkciki na wielkim płótnie nieba, malutkie jak ludzie w całym Wszechświecie, a na każdej z tych gwiazd mogło być życie. Nie, oczywiście, że nie mogło... Caitlin dobrze wiedziała, że to nierealne, ale jej dusza romantyczki tak bardzo chciała wierzyć w małe ludziki mieszkająca na gwiazdach jak w Małym Księciu. W pewnym momencie kobieta oderwała wzrok od nieba by napić się kawy i wtedy zauważyła krążącą tu Carrie. Skądś kojarzyła tą twarz. Tylko skąd?
-Hej! -zawołała do niej, ciekawa o co tu właściwie chodzi.
[Profil]
   
 
Carrie Paddington


Wysłany: 2018-01-16, 21:09   

Obserwacja ludzi nie była dla Carrie niczym nowym, ale każda mała fascynacja konkretną osobą, była jak pierwszy raz. Jak miłość od pierwszego spojrzenia, co jednak nie często przekładało się na dłuższą relację. Ta, nie mogąc być budowana tylko przez jedną stronę, wymagała zaangażowania dwóch osób. Blondynka nigdy nie wiedziała jak nowe zauroczenie miało się zakończyć. Z obawą podchodząc do myśli o złamanym sercu, nieczęsto decydowała się zaczepiać obiekty swego zainteresowania.
Zadowalając się obserjwacją z daleka, cicho marzyła o rozmowie, spotkaniu sam na sam i uśmiechu kierowanym bezpośrednio do niej. Nie gdzieś obok, ale dla niej.
Często zawieszając się na podziwie z daleka, Carrie nie chciała przerywać momentu, który przyszło jej obserwować. Tak jak i dziś, gdy zapatrzona w dal, Caitlin wydawała się taka spokojna i oczarowana. Wyglądała zupełnie inaczej niż w czasie zwykłych, codziennych czynności. Carrie nie potrafiła oderwać oczu, podnosząc aparat i robiąc nowe zdjęcie. Była pewna, że pozostanie niezauważona i będzie mogła do woli się napatrzeć, uwieczniając tę krótką chwilę. Na moment odwracając swoją uwagę w celu zmiany ustawień, nie zauważyła spojrzenia Caitlin.
Aż podskoczyła, słysząc wołanie. Podnosząc głowę, miała nadzieję, że nie dostrzeże gniewu na ładnej twarzy Stardust. Uśmiechając się przepraszająco, Carrie zerknęła na aparat w dłoniach i była pewna, że wpadła jak śliwka w kompot.
- Dobry wieczór. Przeszkodziłam, przepraszam.
Powinna się wycofać, pozostawiać Caitlin z przekonaniem o przypadkowym spotkaniu. Tym czasem stała dalej w miejscu i uśmiechała się, chyba coraz bardziej głupio. Tak jej się wydawało.
- Wypatrzyła pani coś ciekawego?
Bo ja tak. Zapytała zaraz, żeby jakoś odwrócić uwagę kobiety od swego niecnego czynu. Bo to, że Caitlin się zorientowała w czym rzecz, było pewne. Musiała mieć już swoje podejrzenia, a jesli dodała dwa do dwóch, wiedziała już wszystko.
_________________
[Profil]
 
 
Caitlin Stardust


Wysłany: 2018-01-18, 18:02   

Były wieczory kiedy Caitlin nie potrzebowała nic innego jak tylko siedzieć i patrzeć w niebo. Nawet nie przez teleskop, ale jak zwykły szaraczek patrząc się na nieboskłon. Nie było chyba nic co by ją równie mocno uspokajało, co by potrafiło tak mocno ją pochłonąć. Tę drugą metodę preferowała w te noce kiedy kładła się na dachu swojego domu, podkładała ręce pod głowę i spokojnie oddychała. Kiedyś nawet sąsiad pytał się czy czuje się dobrze bo zaczął się zamartwiać czy aby przypadkiem nie zeszła z tego świata. Gdy postanawiała usiąść w ogródku tak jak teraz brała swój ukochany sprzęt. Miała do niego ogromny sentyment, mimo że ten był już mocno zmaltretowany. Kupiła go kilka lat temu za swoją pierwszą wypłatę i musiała przez to spędzić miesiąc na pożyczkach od znajomych i chlebie z masłem. Nigdy nie była tak głodna jak w tamtym okresie i nigdy tak często nie wpadała do rodziny na obiad jak wtedy. Nadal uważa, że było warto. Jak postanowi kupić lepszy teleskop znów prawdopodobnie zapłaci całą swoją wypłatą. Są w życiu rzeczy ważne i ważniejsze.
Caitlin była na tyle zmęczona i jednocześnie skupiona na niebie, że właściwie nie wzięła pod uwagę, że robione przez kobietę mogło być skierowane bezpośrednio na nią, a nawet jeśli to, że było to działanie celowe. Podejrzewała raczej, że Carrie tak jak ona lubi nocny klimat i postanawia go uwiecznić.
-Pani? Caitlin jestem. Caitlin Stardust. -powiedziała uśmiechając się na to zabawne określenie, którego używa się wobec dorosłych ludzi. Bo Caitlin tak na prawdę nigdy nie czuła się w pełni dorosła. Była trochę takim nieogarniętym, marzycielskim dzieciakiem w ciele kobiety. Niby robiła te wszystkie ważne i trudne rzeczy, które robią dorośli, ale wewnątrz była najprawdziwszą bułką maślaną.
-I to jak ciekawego. Kosmos jest najpiękniejszą i najciekawszą rzeczą na świecie. Idealny i niezmierzony, tak wielki, że wykracza to poza nasze pojęcie. Jest taki nieokiełznany, a jednocześnie taki spokojny. Zwłaszcza dzisiaj. Jakby gwiazdy się do nas uśmiechały.-mówiła odchylając głowę by spojrzeć na nieboskłon. Dzisiejszego wieczoru był faktycznie piękny.
[Profil]
   
 
Inka Freeborn


Wysłany: 2018-02-04, 19:34   

* * *

Alice zwiała. Nie z własnej inicjatywy, to zupełnie nie w jej stylu. Zwiała dlatego, że moja głupia siostra przyprowadziła do domu psa i “Zupełnie nie wpadła na to, że ten twój obszczaniec może przerazić się tak bardzo, że ucieknie, gdzie pieprz rośnie przez okno na piętrze. NA PIĘTRZE! Przecież mogła połamać sobie szczękę, spadając, mógł potrącić ją samochód, och… wybiegam z domu tak szybko, że nie zauważam, że nie zdjąłem z wieszaka swojej kurtki, tylko zimowy płaszczyk Konstanze, który jest, no… damski. Wyjątkowo nie odcina się to aż tak od mojego wyglądu, bo w domu zawsze wyglądam “tak, jak powinienem”, czyli noszę niewygodne, obcisłe spodnie i koszulkę która nie może ukrywać moich kształtów, więc przylega ciasno do przeklętego, delikatnego wcięcia w talii, które posiadam, a którego tak nie znoszę.
Ale prawdę mówiąc zarówno ubranie, jak i moje ciało niewiele dla mnie w tej chwili znaczą, bo jest mi obrzydliwie, nienaturalnie gorąco, drżę, a serce wali jak oszalałe. Kręci mi się w głowie, więc zatrzymuję się na środku chodnika i biorę dwa głębokie wdechy. Zamykam oczy, licząc że pierwszy szok związany z ucieczką przyjaciółki minie i będę w stanie trzeźwo myśleć. Nie widziałem nawet, czy uciekła w lewo, czy w prawo, ale od jej niemal samobójczego skoku przez puste rabaty kwiatowe nie mogła minąć nawet minuta. Samochód sąsiada na prawo jest odpalony, więc skręcam w lewo, uznając że hałas raczej zniechęcił kotkę do wybrania tego kierunku. Idę szybko, zapinając wielkie guziki płaszcza, bo w końcu dociera do mnie, że na zewnątrz jest naprawdę zimno, a chłodny powiew pozwala nieco trzeźwiej myśleć. Muszę po prostu iść i się rozglądać, inaczej nie mam szans jej znaleźć. Zastanawiam się, czy nie powinienem teraz siedzieć w domu i drukować ogłoszeń o zniknięciu, ale wciąż tli się we mnie nadzieja, że znajdę ją na którymś z drzew, przestraszoną, brudną, ale całą i zdrową.
Jak to się właściwie stało, że Konstanze sprowadziła do domu psa i nie raczyła nikogo spytać o zdanie? Była na jakimś evencie, gdzie schronisko wystawiło się ze swoimi podopiecznymi, którzy nie mogli wcześniej znaleźć domów. To, co sprowadziła do domu wygląda, jak biegający mop, ale szczeka tak głośno i często, że naprawdę wolałbym, żeby było owym mopem i stało w kącie. Ona twierdzi, że to Yorkshire Terrier, a mnie się wydaje, że co najwyżej jego matka mogła kiedyś stać w pobliżu takiego psa. Nie widziałem yorków w brudnobiałym kolorze.
Idę wzdłuż ulicy, co jakiś czas wołając Alice po imieniu. Rozglądam się za nią, spoglądając na drzewa i pod mijane samochody, ale z każdym kolejnym metrem moja nadzieja maleje, a tłoczące się do moich oczu łzy stają się coraz bardziej realne.
[Profil]
 
 
Vincent Heathcliff


Wysłany: 2018-02-10, 20:41   

    #chyba 7, przed rocznicą

Ależ on nie lubił tej dzielnicy. Po pierwsze dlatego, że o ile dobrze pamiętał, to właśnie tą okolicę pomieszkiwała jego nieszczęsna familia, a po drugie przez to, że za każdym razem, kiedy przyszło mu spacerować po jednej z tutejszych ulic, czuł się wyrwany z kontekstu. Vincent pośród willi i drogich domów był jak słoń w składzie porcelany. Miał wrażenie, że zaraz jakiś oburzony obywatel, prawdopodobnie członek którejś z najbardziej wpływowych rodzin tego miasta, ewentualnie milioner na spokojnym weekendzie w Berrylane, wychyli się zza swojej pozłacanej okiennej ramy i krzyknie na niego, żeby stąd spadał, ewentualnie pogrozi mu swoim rasowym dobermanem z najlepszej hodowli w całym stanie. Właśnie dlatego nie bywał tu często, tym bardziej, że w pobliżu nie było nic specjalnie ciekawego, a większość domów była strzeżona równie dobrze, albo może i nawet lepiej, co Biały Dom. Jednak mimo to, czasem nie odmawiał sobie tej wątpliwej przyjemności jaką była przechadzka po tej okolicy - zdarzyło się już nie raz, że i z takiego spaceru dało się zrobić pożytek. Tak jak na przykład dziś. Zapodział się tu całkiem przypadkiem, a właśnie z czymś na wzór lekkiego uśmiechu na twarzy spokojnym krokiem wracał do domu, bo udało mu się zwinąć portfel jakiemuś snobowi w garniturze za pieniądze zapewne większe niż auto sąsiadów. Tym sposobem w ciągu niecałych piętnastu minut, Vincent był o siedemdziesiąt siedem dolarów i trzydzieści dwa centy bogatszy. Całkiem miła to była odmiana po ponad tygodniu klepania biedy.
Szedł więc po losowej uliczce całkiem zadowolony z siebie, racząc się jednym z papierosów, które dopiero co udało mu się cudem zdobyć - długo musiał zarzekać się przed sprzedawcą, że naprawdę ma już tą osiemnastkę. Najwyraźniej Vince mimo wszystko wydał się mężczyźnie wiarygodny, bo po dziesięciu minutach intensywnych dyskusji skapitulował i sprzedał mu te cholerne fajki. I całe szczęście. Więc czego chcieć więcej? Do tego miał ciszę i dużo przestrzeni, bo naokoło nie było żywej duszy. Przynajmniej do czasu.
Słysząc wołanie zmarszczył czoło, zastanawiając się, kto i kogo może szukać o takiej porze. Zaraz namierzył źródło - jeśli dobrze słyszał - powtarzającego się imienia, czując jakąś niezdrową ciekawość dotyczącą tego, kto zniknął i w jakich okolicznościach.
- Zgubiłaś dziecko...? - Zapytał, kiedy dystans między nimi zmalał na tyle, żeby mieć pewność, że nieznajoma go usłyszy. Zorientował się, że coś definitywnie jest nie tak, bo sprawiała wrażenie mocno przerażonej. Czy w takim razie jego obywatelskim obowiązkiem było, żeby nadejść jej z pomocą?
_________________
  
[Profil]
 
 
Inka Freeborn


Wysłany: 2018-02-16, 10:48   

Świat wali mi się na głowę, kiedy idę dalej ulicą, a Alice wciąż nie ma i nie ma. Panika wzrasta we mnie, niemal nie panuję nad sobą, wciąż na nowo wyobrażając sobie najgorsze możliwe scenariusze. Walczy we mnie rozpaczliwe niedowierzanie z pesymistyczną częścią mojej natury, która ma już niemal całkowitą pewność, że ukochana przyjaciółka leży gdzieś za rogiem zrównana z powierzchnią asfaltu. Jestem bliski łez, a jednocześnie wściekły i pełen nienawiści do całego świata. A przede wszystkim do mojej siostry, która jak zawsze, zapewne i w tej sprawie będzie miała po swojej stronie matkę, która nie znajdzie niczego złego w jej zachowaniu. Nienawidzę też mojej matki, która mnie nie rozumie i nie chce zrozumieć. No i nienawidzę tej kreatury, która tak śmiertelnie przeraziła moje dziecko. To znaczy, nie prawdziwe dziecko, ale zdarza mi się tak ją nazwać. W końcu kocham ją tym samym rodzajem miłości, którym ojciec darzy córkę.
Ktoś przerywa jednak moje poszukiwania, co w pierwszej chwili budzi mój gniew, bo jak można odrywać od tak ważnej czynności! Hamuję mimo wszystko wybuch i szukam krótko wzrokiem osoby, która do mnie przemówiła. Osoba okazuje się chłopakiem, którego widzę po raz pierwszy, z pewnością nie mieszka w okolicy. Zadaje, jak mi się w tej chwili wydaje, głupie pytanie. Czy ja wyglądam na młodą matkę?
- Kotkę. - mówię, niechętnie odrywając się od przeszukiwania okolicy, żeby uważniej spojrzeć na nieznajomego. Przez sekundę lustruję go spojrzeniem, na tyle jednak długo, żeby dostrzec, że jesteśmy w podobnym wieku, ale należymy do zupełnie innych światów. Swoją drogą, prawdę mówiąc w moim głosie drży niebezpiecznie płaczliwa nuta, którą próbuję usunąć, przełykając ślinę i biorąc kilka głębszych oddechów. Już nie patrząc na niego, kontynuuję więc. - Niebieską, z oklapniętymi uszami. - mówię, po czym kucam by upewnić się, że nie ma jej pod jaskrawozielonym samochodem, obok którego właśnie przechodzę. Kiedy jej tam nie znajduję, wstaję i znowu spoglądam na chłopaka, będąc tak rozgorączkowanym, że ledwo zdaję sobie sprawę z jego obecności. Idę dalej przed siebie, co jakiś czas wołając kotkę po imieniu. Zaglądam na każde drzewo i pod każdy samochód, mając nadzieję, że w końcu zobaczę jej szeroko otwarte pomarańczowe oczy i będę mógł zabrać ją do domu. Do domu, w którym nie będzie brzydkiego, biegającego mopa, na to ostatnie jednak raczej nie mogę liczyć.
- Widziałeś ją? - pytam i znowu głos mi drży, co uświadamiam sobie ze zgrozą, bo z jakiegoś powodu nie mam ochoty wyjść na słabeusza przed tym obcym kolesiem. Chociaż i tak zapewne już się to stało po tym, jak oświadczyłem mu, że niemal płaczę otwarcie na ulicy, bo zgubiłem kota. Och nie jakiegoś tam kota! Moją Alice! Z resztą, najwyraźniej ma mnie za dziewczynę, bo mam wrażenie, że usłyszałem płeć żeńską w jego pytaniu. Nie budzi to jednak mojego zaskoczenia, wyszedłem dopiero co z własnego domu, w którym jestem zmuszony udawać kogoś, kim nie jestem
[Profil]
 
 
Vincent Heathcliff


Wysłany: 2018-02-21, 21:13   

Kotkę. Dotąd zmarszczone brwi całkiem nagle powędrowały w zaskoczeniu ku górze, jakby Vincent w bardzo oczywisty sposób chciał dać do zrozumienia, że w takim razie nie rozumie już niczego. Nie wiedział za bardzo, jak to jest mieć ukochanego zwierzaka, więc zaraz przemknęło mu przez myśl, że trochę to dziwne - taka panika, a to przecież tylko kot. Niewielkie miał pojęcie na temat kotów, ale wydawało mu się, że to chyba całkiem normalne, że czasem uciekały, tylko po to żeby za dwa dni wrócić, stęsknione za pełną miską. Chyba. Ale zabrakło czasu na to, żeby się nad tym zastanawiać, bo kiedy tak przyglądał się temu obrazkowi, to jest tak wybitnie przerażonej osobie, zaraz poczuł wyrzuty sumienia, że jeszcze jej w żaden sposób nie pomógł. A z drugiej strony, pojęcia nie miał, w jaki sposób miałby w tym momencie swoje wsparcie okazać - w przeciwieństwie do nieznajomej szczerze wątpił w to, żeby przebieżka po całym osiedlu miała doprowadzić do czegokolwiek. Może trochę naiwnie wierzył, że to zwierzę nie było na tyle głupie, żeby po prostu popędzić przed siebie i zatrzymać się na drugim końcu Berrylane. Gdzieś tutaj musiało być.
- No, nie wiem. Chyba tak, ale nie wiem, czy to ten był. - Bynajmniej nie próbował robić jej nadziei. W istocie, gdzieś po drodze mignął mu kot, najpierw jeden, potem drugi, i jeżeli nie był już całkiem ślepy, to któryś z nich miał klapnięte uszy. - Chodź - mruknął, obracając się na pięcie po to, żeby ruszyć w stronę, z której się tutaj przypałętał. Trochę mu niewygodnie było z tym, że musi się wracać, a jeszcze gorsze było to, że z kimś u swojego boku, ale chyba mimo wszystko naprawdę chciał pomóc. Może mu się włączył tryb współczucia, a może nie miał lepszych rzeczy do roboty - w to wnikać nie warto.
I tym sposobem bez pytania sam siebie zaangażował w szukanie niebieskiego kota z klapniętymi uszami. Nie miał pojęcia, dlaczego to robi, bo to raczej się nieczęsto zdarzało, żeby aż tak go sumienie od środka żarło, żeby pomagał całkowicie nieznajomym osobom, ale proszę bardzo, jest późny wieczór, na dworze zimno, a Vincent jak ostatni idiota idzie chodnikiem, a jego spojrzenie skacze z drzewa na drzewo, jakby z nadzieją, że z którejś gałęzi całkiem niespodziewanie spadnie obiekt całych tych wielkich poszukiwań.
- Wchodzi ten Twój kot czasem na drzewa? - A pytasz dzika czy robi w lesie, Vincent? - Albo inaczej. Czy to się już kiedykolwiek zdarzyło? - Poprawił się, nie przestając się rozglądać i prowadząc nieznajomą tą samą trasą, jakby z nadzieją, że tamten kot o którym myślał nigdzie się nie przemieścił. Niespecjalnie mu się wydawało, żeby to pytanie było niezbędne, żeby wydedukować gdzie też to stworzenie mogło się podziać, ale wychodził z założenia, że skoro czysto teoretycznie każda informacja mogłaby się przydać, to chyba niewiele było do stracenia. Co najwyżej przyjemna cisza. Ale skoro jego towarzyszka już uskuteczniała nawoływanie imienia swojego pupila, to na ciszę raczej nie mógł już liczyć.
[Profil]
 
 
Gabriel Morningstar


Wysłany: 2018-05-02, 13:51   

Kiedy miał dzień wolny, to starał się nie ubierać jakoś oficjalnie. Wystarczy, że każdego dnia musi być pod krawatem w pracy. Wybrał więc coś luźniejszego.
Wstał dziś wcześniej niż zazwyczaj i rutynowo poszedł biegać. Nigdy nie żałował, że wylądował w tej dzielnicy. Jest pełna szczytów, nierównych dróg. Idealne dla jego interwałowego treningu. Przez pierwsze trzy tygodnie dużo spacerował. Musiał sobie przypomnieć, jak zbudowane są okoliczne lasy, ich ścieżki, punkty ze schroniskami, budki leśniczego.
Wspomnienia z dzieciństwa wracały i był z tego faktu zadowolony.
Staną przed rezydencją należącą do jego dziadków, którą wyremontował, dodał basen, na nowo zaprojektował ogród. Wszystko z pomocą okolicznego znawcy oczywiście.
Wrócił na chwilę do wspomnień z przeszłości, kiedy jako mały brzdąc latał z gromadką dzieci po okolicznych lasach i śmiali się do rozpuku, czasy bez problemów.
Założył sobie na plecy worek z NIKE i zapakował do niego dwie kanapki i pudełka z owocami oraz termos z herbatą i mały kocyk, żeby mieć na czym dupę posadzić i wybrał się na polanę obok uliczki. O tej porze roku wszystko kwitło i było bajkowe, warte zatrzymania się i chwili reelekcji na temat tego piękna.
Rozłożył się z całym sprzętem i ułożył na bujnej trawie z uśmiechem na ustach. Wsłuchiwał się w dźwięki ptaków i rozkoszował samotnością, nie to, żeby na co dzień siedział w tym wielkim domu dam, ale ok.
Nagle promienie słońca zostały zabrane, jakiś wielki cień się zjawił. Pomyślał, że to pewnie tylko chwilowe zachmurzenie i zaraz przejdzie. Nie ma po co otwierać oczu.
_________________

<div style="width:390px;"><div style="font-family:'Satisfy'; font-size:28px; text-transform:lowercase; line-height:80%; color:#B2C0C1;text-shadow: 1px 1px #000000;">
Gabriel Morningstar
<img src="https://media.giphy.com/media/E64uD8fEYhL9u/giphy.gif" style="border:5px double #B2C0C1; width:180px;height:100px;"><img src="https://78.media.tumblr.com/e93d299dcd166b3b9401085842d6652f/tumblr_ncg7igMmH01r1yekxo3_400.gif" style="border:5px double #B2C0C1; width:180px;height:100px;">
<div style="width:380px; background-color:#B2C0C1; font-family:calibri; font-size:9px; text-transform:uppercase; text-align:justify; line-height:8px; color:#000000;"><div style="padding:2px;">
Jest taki rodzaj pocałunku, po którym piekło zamarza i Anioły płaczą.
[Profil]
 
 
Isabella Ranar


Wysłany: 2018-05-02, 17:58   

Nie często zdarzało się, że Izzy miała wolne, lubiła swoją pracę przez co wolała do niej chodzić niż siedzieć bezczynnie. No chyba, że sytuacja tego wymagała i tak jak dzisiaj musiała udać się z babcią do lekarza. Na szczęście wszelkie sprawy załatwiły już od rana, więc teraz mogła zająć się swoim psem. Powoli zaczynała się jej ulubiona pora roku gdzie wszystko budziło się do życia, na dworze robiło się pięknie, a temperatura rosła w górę, przez co mogła założyć nieco bardziej odkryte stroje. Zdecydowała się na spacer do parku między innymi dlatego żeby Tamasha miała się gdzie wybiegać, po ostatniej ucieczce w lesie za jeleniami starała się im zrobić lekki detoks od tego miejsca no i dzisiaj nie miała ochoty na pogoń za psem. Stwierdziła, że w mieście będzie mniej bodźców do polowań, nie sądziła jednak, że ktokolwiek będzie wylegiwał się na kocu, takie osoby były wtedy na głównym celowniku psa. Mimo iż od adopcji mineło trochę czasu Tami nadal nie mogła się powstrzymać przed przywitaniem osób siedzących czy leżących, a skoro spuściła ją ze smyczy trochę minęło nim dotarła na miejsce by odciągnąć psa. Do tego czasu ta zdążyła się już wytarzać przy obcym mężczyźnie i prawdopodobnie zalizać na śmierć.
W końcu udało jej się dotrzeć do mężczyzny i psa i odciągnąć ją na bok. Zrobiło jej się głupio więc zaczęła bez opamiętania przepraszać, jak wtedy jej się wydawało nieznajomego.
-Przepraszam Pana najmocniej, nie potrafi przepuścić okazji na przywitanie się - westchnęła zapinając psa. Była tam skupiona na Tami, że nawet nie spojrzała na leżącego nieznajomego. Jednak wystarczył rzut okiem by zorientowała się, że jednak go zna i zastanawiała się za co los ją tak pokarał. Bez zastanowienia cofnęła się do tyłu, najchętniej odbiegłaby z tego miejsca. Przeklinała psa, że wybrał akurat tą osobę.
[Profil]
 
 
Gabriel Morningstar


Wysłany: 2018-05-02, 20:30   

Nie pragnął w tej chwili niczego bardziej, jak spokoju. Chwili dla siebie. Wytchnienia po morderczo długich tygodniach w sądzie, ciągając tych idiotów za język.
Na tę polanę często zabierała go jego babci. Miała bardzo dużą wiedzę na temat rośli, gleb i innych odżywkach dla niej. Zadziwiała go zawsze, że tak swobodnie poruszała się w tym temacie ale nie był jej środkiem dochodów. Nazywała to raczej pasją.
Nie minęła dłuższa chwila, a spokój został zaburzony, sielance mówimy dość. Jakaś wielka włochata kulka się na niego rzuciła. Jakby zareagował normalnie w takiej sytuacji ? Tak samo, jak teraz czyli wybuchając melodyjnym śmiechem i głaszcząc czworonożnego przyjaciela za uchem.
- Zgubiłeś się, mały ? - spytał i jego uśmiech zgasł w jednej chwili, kiedy usłyszał jej głos. Kobiety, którą tak bardzo zranił sprzed lat. Był zły na siebie, był zły na nią, bo nie rozumiała, tylko go uderzyła. Nigdy by jej nie dał tego, czego od niego chciała, nie był do tego stworzony, nie umiał odwzajemniać uczuć, w cale nie chciał tego robić. Nie wiedziała ileż to nieprzespanych nocy miał, próbując zapomnieć o czekoladowej, aksamitnej skórze.
Westchnął i podniósł głowę.
- Witaj Izzy. - powiedział. Starał się być obojętny, ale głos go delikatnie zdradził. Jej imię w jego ustach brzmiało niczym pieszczota, wyznanie katuszy, ale przecież nic do niej nie czuł, więc czemu tak bardzo poruszyło jego serce to, że widzi ją tutaj, na środku polany. Jeszcze piękniejszą niż za tamtych studenckich lat.
Nie wiedział, co jeszcze ma powiedzieć. Widział co się dzieje w jej oczach. Nie wiedział czy ponownie mu się oberwie.
Chciał coś powiedzieć ale kompletnie zabrakło mu tego ciętego języka pana prawnika.
_________________

<div style="width:390px;"><div style="font-family:'Satisfy'; font-size:28px; text-transform:lowercase; line-height:80%; color:#B2C0C1;text-shadow: 1px 1px #000000;">
Gabriel Morningstar
<img src="https://media.giphy.com/media/E64uD8fEYhL9u/giphy.gif" style="border:5px double #B2C0C1; width:180px;height:100px;"><img src="https://78.media.tumblr.com/e93d299dcd166b3b9401085842d6652f/tumblr_ncg7igMmH01r1yekxo3_400.gif" style="border:5px double #B2C0C1; width:180px;height:100px;">
<div style="width:380px; background-color:#B2C0C1; font-family:calibri; font-size:9px; text-transform:uppercase; text-align:justify; line-height:8px; color:#000000;"><div style="padding:2px;">
Jest taki rodzaj pocałunku, po którym piekło zamarza i Anioły płaczą.
[Profil]
 
 
Isabella Ranar


Wysłany: 2018-05-02, 21:05   

Nie spodziewała się spotkać go tutaj, była to ostatnia rzecz, o której by pomyślała. Była pewna, że robi karierę prawnika gdzieś w wielkim mieście otoczony wianuszkiem kobiet. Zaczęła się nawet zastanawiać co takiego zrobiła, że los pokarał ją jego osobą, w końcu skrzywdził ją i to bardzo mocno. Mogło to być trochę za jej winą, w końcu nie obiecywali sobie niczego, ale miała do niego ogromny żal o to w jaki sposób ją potraktował, że nawet nie dał im szansy, a przecież tylko o to jej wtedy chodziło.
A teraz nie miała bladego pojęcia jak wybrnąć z całej sytuacji, emocje sprzed lat opadły, sama kobieta stała się bardziej opanowana i spokojna, ale zadra w sercu nadal pozostała, nie potrafiła mu od tak przebaczyć.
-Hej. Powinnyśmy już wracać, chodź Tami - zachęciła suczkę do zmiany kierunku. Unikała spojrzenia w kierunku mężczyzny jak i jego wzroku. Nie chciała wdawać się w dyskusję i nie chciała go słuchać. Powinien o tym pomyśleć kilka ładnych lat temu, słów już nie cofnie, ona swojej reakcji też. Chociaż gdyby mogła to pewnie by tego nie zrobiła, jej zdaniem reakcja była adekwatna do sytuacji. W tamtym momencie wydawało jej się, że oberwał za mało. Na szczęście wyrosła z porywczości, a teraz nie mogła tak po prostu odejść, bo psu załączył się tryb uparciucha, w najmniej odpowiednim momencie.
[Profil]
 
 
Gabriel Morningstar


Wysłany: 2018-05-03, 15:46   

On też się nie spodziewał, że ją tu spotka. Przecież wyjechała, nie było jej, nawet nie jest w stanie określić ile jej nie widział. Zmieniła się a plus, to prawda, ale tych oczu nie zapomni nigdy. Miały w sobie coś z waleczności ale płonęły zarazem ciepłem.
Nie chciała nawet na niego spojrzeć, nie dziwił jej się. Z perspektywy czasy, jak na to spojrzy, to zachował się, jak tchórzliwy szczeniak, ale wyrósł z tego. Nauczył się wychodzić naprzeciw opatrzności losu, takim, jak teraz.
W końcu wstał i widząc, że się wycofuje złapał ją za nadgarstek.
- Poczekaj, ja... - zaczął ale zobaczył, że pies przystępuje nerwowo z nogi na nogę.
- Spokojnie, psino, to mnie powinieneś zaraz ratować. - mruknął do czworonożnego przyjaciela, a ten najzwyklej na świecie się uśmiechnął i wywalił język. Zmroził go wzrokiem.
- Nie możesz do końca życia mnie ignorować i unikać. - powiedział i zmarszczył czoło.
- Nie możemy zapomnieć o tym rozdziale naszego życia ? Przecież próbowałem Cię potem przeprosić, nie chciałaś słuchać. - no pięknie Panie Morningstar, najlepiej zrzucaj winę na te piękną kobietę. Chcesz, żeby jeszcze bardziej się obraziła ? Schowaj dumę do kieszeni. - drwiła jego podświadomość z założonymi rękami.
Może i n codzień był prawnikiem bez serca ale nie wiedzieć czemu po raz pierwszy w życiu poczuł, że chce aby ktoś wybaczył mu jego winę i to do tego tak stara, że nie pamięta, kiedy to było.
Mimowolnie prześlizgnął wzrokiem po jej ciele, skóra błyszczała w świetle popołudniowego słońca, delikatny wiatr rozwiewał włosy. Znali się tyle lat, a on wciąż nie znał jej tak dobrze, jak tego chciał, a teraz ? Teraz juz pewnie nie będzie okazji.
_________________

<div style="width:390px;"><div style="font-family:'Satisfy'; font-size:28px; text-transform:lowercase; line-height:80%; color:#B2C0C1;text-shadow: 1px 1px #000000;">
Gabriel Morningstar
<img src="https://media.giphy.com/media/E64uD8fEYhL9u/giphy.gif" style="border:5px double #B2C0C1; width:180px;height:100px;"><img src="https://78.media.tumblr.com/e93d299dcd166b3b9401085842d6652f/tumblr_ncg7igMmH01r1yekxo3_400.gif" style="border:5px double #B2C0C1; width:180px;height:100px;">
<div style="width:380px; background-color:#B2C0C1; font-family:calibri; font-size:9px; text-transform:uppercase; text-align:justify; line-height:8px; color:#000000;"><div style="padding:2px;">
Jest taki rodzaj pocałunku, po którym piekło zamarza i Anioły płaczą.
[Profil]
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  
Strona wygenerowana w 0,11 sekundy. Zapytań do SQL: 7