menu


Poprzedni temat «» Następny temat
Rezonans magnetyczny
Autor Wiadomość
Berrylane


Wysłany: 2017-11-15, 18:27   Rezonans magnetyczny
  
Berrylane


Rezonans magnetyczny
  
[Profil]
 
 
Mike Heatherton


Lives in
white log mews

w Berrylane od urodzenia


kiedyś zostanie świetnym chirurgiem urazowym

nie układa mu się z dziewczyną

Wysłany: 2019-07-20, 14:23   
  
Mike

  
Heatherton

  

  

  

  

  


  
Do you know you're breaking on me?

  
31 yo

  
187 cm

  


/ start!!

Mike rzadko woził pacjentów na rezonans. Zazwyczaj wyręczał się studentami lub paniami salowymi, ale dziś zrobił wyjątek, prawdopodobnie dlatego, że jego kolejna pacjentka nie była tak do końca pacjentką. Nie leżała już na oddziale, a jednak doktor Heatherton trochę się nią interesował. Lubił Mallory, na swój sposób podziwiał jej zaangażowanie na froncie i doskonale rozumiał wszystkie problemy, z jakimi musiała mierzyć się na co dzień, w domu. Przechodził dokładnie przez to samo. Doskonale znał tę sytuację. Znał też dokładnie to uczucie, jakie towarzyszyło komuś po tym, jak dostało się kulkę na froncie. To dlatego zdecydował się jej pomóc. Zresztą, znał ją nie od dziś i czuł, że gdyby sytuacja była odwrotna, poruszyłaby niebo i ziemię. To dlatego osobiście przyszedł pod pracownię rezonansu mniej więcej wtedy, kiedy Mall miała przyjść na badanie.
Okej, to on wcisnął ją w kolejkę, musiał więc przyjść i z czarującym uśmiechem wytłumaczyć wszystkim staruszkom, że muszą jeszcze trochę poczekać. Jedna zrozumiała bez problemu. Najwyraźniej podziałał na nią urok Michaela, ale z kolejną panią nie poszło już tak łatwo. Musiał obiecać, że nikt więcej nie wepchnie się już przed nią, a odczytywaniem badania zajmie się najlepszy specjalista w całym szpitalu.
- Cześć, wchodź szybko, zanim zlinczują cię te kobiety w poczekalni - zawołał Mallory do gabinetu. Sam badanie będzie wykonywał ktoś inny, ale Mike chciał być przy nim obecny, żeby wszystko widzieć i w razie czego od razu coś doradzić. A może wcale nie będzie musiał? W końcu ona również była lekarzem.
[Profil]
  MULTI: Annie, Eddie, Ellen, Evan, Josh, Julie, Kara
 
Mallory Baker


Lives in
blue velvet

w Berrylane od dzieciaka


rezydentka chirurgii niebawem

z mężem się nie układa

Wysłany: 2019-07-21, 21:15   
  
Mallory

  
Baker

  

  

  

  

  


  
I guess I kinda liked the way you helped me escape.

  
29 yo

  
165 cm

  


Mallory doskonale wiedziała, że musi odstać swoje w kolejkach, ale sobie nie biedowała – ot, miała świadomość, że prawdopodobnie wszystkie starsze panie prawdopodobnie zjadłyby ją, gdyby tylko próbowała się wepchnąć. Na szczęście miała bohatera w postaci Heathertona, który w iście heroiczny sposób przepchnął ją w kolejce.
Nie miała zielonego pojęcia, co zrobiłaby bez niego – serio. Nie dość, że pomagał jej od czasu do czasu znosić tę okropną rehabilitację, to jeszcze pomagał jej zdobywać miejsca w kolejkach i radził sobie ze starszymi, marudnymi paniami, które na niego naskakiwały, bo one były starsze i miejsce im się należało. W każdym razie, kiedy mężczyzna tylko ją zawołał, bez zbędnych komentarzy wpadła do gabinetu i uśmiechnęła się lekko.
– Ratujesz mi życie, wiesz o tym? Lekarz mówił, że potrzebuje tego rezonansu na teraz. Nawet nie wiem po co, wszystko jest w porządku – westchnęła cicho, chociaż nie do końca to była prawda. Mallory dość często pobolewało ramię, a że jeszcze dodatkowo starała się forsować na siłę, by jak najszybciej wrócić do formy… Cóż, to była mieszanka, która bardzo szybko mogła wpakować ją znów w kłopoty z ramieniem, aniżeli pchnąć ku wyzdrowieniu.
– Bardzo marudziły? – spytała, ściągając kolczyki i wymownie spojrzała na drzwi. Wiedziała, że sobie świetnie poradził, ale nie miała pojęcia, za jaką cenę. Po chwili zdjęła też buty i usiadła na ławce. – Zlecili mi kontrast, czy nie? – zapytała jeszcze, kładąc się i wzdychając ciężko. Nie lubiła rezonansów. To znaczy nie miała nic przeciw byciu przy rezonansach, ale nie lubiła być w charakterze pacjenta. Ta tuba kojarzyła jej się zawsze z trumną, a dźwięki, jakie wydawała z siebie ta nieszczęsna maszyneria były istną torturą dla uszu blondynki – jakby ktoś ją zamknął na koncercie dubstepu – innymi słowy – D R A M A T.
[Profil]
  MÓW MI: Ola
MULTI: Bree, Camille, Callum, Howard, Sullivan
 
Mike Heatherton


Lives in
white log mews

w Berrylane od urodzenia


kiedyś zostanie świetnym chirurgiem urazowym

nie układa mu się z dziewczyną

Wysłany: 2019-07-28, 16:58   
  
Mike

  
Heatherton

  

  

  

  

  


  
Do you know you're breaking on me?

  
31 yo

  
187 cm

  


Na staruszki miał niezawodny sposób - swój uśmiech. Umówmy się, nie wyglądał źle i zdaje się, że miał tego świadomość. Nie wahał się wykorzystywać uroku osobistego, bez względu na to, czy chodziło o staruszki w kolejce, panią w okienku na poczcie czy policjantkę próbującą wlepić mu mandat. Szkoda tylko, że nie do końca działało to na jego własną dziewczynę, ale najwyraźniej nie można mieć wszystkiego.
- Jasne. A za dwa dni coś cię rozboli. Skoro masz się przebadać, to się przebadasz. Zresztą, jest okazja, więc korzystaj - wzruszył ramionami. Mallory w żaden sposób go nie przekona. Mike jej nie odpuści. Jeśli będzie trzeba, nakabluje na nią przełożonym, a wtedy oni zrobią z nią porządek. - Nie przejmuj się staruszkami. Jestem pewien, że zrobiłabyś dla mnie to samo. No, może nie w ten sam sposób, bo musiałabyś być równie urocza, jak ja, ale przecież musimy sobie pomagać. Zresztą, pracujesz tu. Gdzie masz się badać, jeśli nie w tym szpitalu?
No właśnie. Tutaj wszyscy ją znali, a Mike miał zamiar oczarować wszystkich, byleby tylko upewnić się, że ze zdrowiem Mallory wszystko będzie w porządku. Co poradzić, lubił ją, szanował, nic więc dziwnego, że zamierzał jej pomagać.
- Tym razem bez - odparł. Kobieta da sobie radę. Przecież w razie czego Heatherton będzie w pobliżu i gdyby tak Baker dostała ataku paniki, na pewno jej pomoże. Póki co spróbuje odwrócić jakoś jej uwagę od tego, że leżała w rurze.
- Wiesz, mój Peter chce zacząć grać w football - pochwalił się. Wiadomo, że młody zacznie od trenowania z dzieciaczkami w jego wieku, ale z czasem - kto wie? Może załapie się do licealnej drużyny, wywalczy sportowe stypendium na dobrej uczelni i zostanie zawodowcem? Mike już teraz był z niego szalenie dumny i zawsze chętnie grał z nim w przydomowym ogródku.
  
[Profil]
  MULTI: Annie, Eddie, Ellen, Evan, Josh, Julie, Kara
 
Mallory Baker


Lives in
blue velvet

w Berrylane od dzieciaka


rezydentka chirurgii niebawem

z mężem się nie układa

Wysłany: 2019-08-01, 20:55   
  
Mallory

  
Baker

  

  

  

  

  


  
I guess I kinda liked the way you helped me escape.

  
29 yo

  
165 cm

  


Fakt faktem, Mike miał świetny uśmiech i nic dziwnego, że staruszki na niego leciały. Mall była przekonana, że nie tylko staruszki by poleciały na Heathertona, gdyby ten ładnie się uśmiechnął i kogoś młodszego poprosił o przysługę. W każdym razie, westchnęła cicho.
– Nie rozumiem po co to wszystko. Nienawidzę rezonansów – powiedziała, odrobinę marudnie, bo jednak prawda była taka, że te głośne dźwięki wzbudzały w niej wspomnienia, o których nie chciała myśleć i mówić. Nawet na terapii miała z tym problem i raczej nie chciała za bardzo się otwierać. Przynajmniej nie w tym temacie.
– Jasne, że tak – westchnęła cicho. Wiedziała, że miał rację i wiedziała, że żadna krzywda jej się nie stanie, a lekarz prowadzący po prostu chciał mieć pewność, że wszystko jest w porządku, jednak nadal Mallory miała wątpliwości, czy to dobry pomysł. Odetchnęła z ulgą, kiedy powiedział, że tym razem będzie bez kontrastu.
– Chociaż tyle. Spędzę tu mniej czasu. Do której pracujesz? – w sumie mogli po jego zmianie pójść na jakieś piwero czy coś. Ona będzie na pewno potrzebowała jakiegoś odstresowania, zanim wroci do domu. Uśmiechnęła się lekko na słowa o Peterze.
– Serio? To świetnie. Kiedy będzie mu można kibicować na meczach? – uniosła brwi i chciała już zerknąć na Heathertona, ale jednak powstrzymała się przed otwarciem oczu. I tak zobaczyłaby tylko białe wieko maszyny, a nie Michaela, więc nie miało to większego sensu.
[Profil]
  MÓW MI: Ola
MULTI: Bree, Camille, Callum, Howard, Sullivan
 
Mike Heatherton


Lives in
white log mews

w Berrylane od urodzenia


kiedyś zostanie świetnym chirurgiem urazowym

nie układa mu się z dziewczyną

Wysłany: 2019-08-03, 19:13   
  
Mike

  
Heatherton

  

  

  

  

  


  
Do you know you're breaking on me?

  
31 yo

  
187 cm

  


Okej, młodsze panie też lubiły jego uśmiech i trzeba zauważyć, że nieco mu to schlebiało. Ha, komu nie byłoby przyjemnie, gdyby młode, ładne panie zachowywały się tak, jak życzyłby sobie tego Mike. Gdyby tak jeszcze tylko podobnie reagowała jego Annie, byłoby super. Szkoda, że nie można mieć wszystkiego.
- Spokojnie, cały czas będę przy tobie - uśmiechnął się. Nie zostawi jej tu. Zresztą, gdzie miał sobie pójść? Sam ją tu przyciągnął i na pewno nie zniknie, kiedy Mallory będzie siedziała w tubie. Musiała się dokładnie zbadać, żeby wiedzieć, w jakim jest stanie, czy może już powoli myśleć o powrocie do pracy, czy warto jednak będzie jeszcze trochę poodpoczywać.
- Niech pomyślę... - zaczął się zastanawiać. - Muszę jeszcze uzupełnić dokumentację jednej pacjentki. Wiesz, wpisać, że źle się poczuła i dlatego nie mogła mieć dzisiaj badania. Sama rozumiesz. Ale to nie potrwa długo. I jeśli chcesz, to możemy gdzieś wyskoczyć albo chociaż podrzucę cię do Berry.
Niby z Seattle nie było aż tak daleko, ale po badaniu mogłaby czuć się lekko skołowana. O nie nie, po co ryzykować, prawda? Dla niego to żaden problem. Wręcz przeciwnie. Chętnie spędzi z nią czas, pogada, skonsultuje stan jej zdrowia lub po prostu napije się zwykłego piwa.
- Najpierw musi zacząć grać. W weekend chciałbym wybrać się z nim do Seattle, żeby skompletować jakiś sprzęt. Potrzebujemy ochraniaczy, porządnej piłki no i jakiejś super koszulki któregoś ze znanych zawodników, żeby młody miał jakiś wzór i inspirację - uśmiechnął się. - Dobrze, że mamy za domem kawałek ogrodu, przynajmniej będziemy mieli gdzie grać.
Oby tylko nie wybili przy tej okazji żadnego okna, bo wtedy Mike zgonie marnie z rąk swojej baby, a mimo wszystko chciał sobie jeszcze trochę pożyć.
- Wszystko w porządku? Nie potrzebujesz żadnej przerwy?
[Profil]
  MULTI: Annie, Eddie, Ellen, Evan, Josh, Julie, Kara
 
Mallory Baker


Lives in
blue velvet

w Berrylane od dzieciaka


rezydentka chirurgii niebawem

z mężem się nie układa

Wysłany: 2019-08-10, 22:53   
  
Mallory

  
Baker

  

  

  

  

  


  
I guess I kinda liked the way you helped me escape.

  
29 yo

  
165 cm

  


Dziwne, gdyby młodsze panie jego uśmiechu nie lubiły – trzeba było oddać Heathertonowi, że był przystojnym mężczyzną i bez wątpienia jego pacjentki bardzo się cieszyły, że bada je młody i przystojny pan doktor, a nie jakiś łysiejący sześćdziesięciolatek. W każdym razie, uśmiechnęła się nieznacznie, kiedy jeszcze ją zapewnił, że cały czas będzie niedaleko. Jakoś pewniej się czuła, chociaż doskonale wiedziała, jak wygląda rezonans i że krzywda zdecydowanie jej się nie stanie. Pokiwała głową i westchnęła cicho, kiedy jednocześnie próbowała się zrelaksować w tej dużej, białej i nieco klaustrofobicznej jednocześnie maszynie.
– W sumie wyskoczenie gdzieś brzmi dobrze. Potrzebuję jakiegoś piwa, jeśli masz czas. Jeśli nie, zadowolę się kawą i plakietką dzielnego pacjenta – uniosła lekko kącik ust, bardzo starając się nie zaśmiać ze swojego własnego, wybornego żartu, coby obraz był wyraźny i nierozmazany, a badania nie trzeba będzie powtarzać. Słuchała jednak cierpliwie wszystkiego o tym, jak Mike zamierzał syna uczyć gry. W sumie to było urocze. Ona i Sullivan nie mieli dzieci i w sumie na razie raczej żadnych nie planowali, jeśli brać pod uwagę ich obecną sytuację w małżeństwie.
- Może zabierz go na najbliższy mecz Seattle Seahawks? W sumie słyszałam, że mają grać niedługo z Minnesota Vikings – uśmiechnęła się, bo w sumie Vikingsów kojarzył chyba każdy, nawet osoba niekoniecznie obeznana z footballem, a Seahawksi byli bardzo popularni w Seattle z oczywistych względów. Sama Mallory lubiła się orientować, zresztą to pewnie w Afganistanie zarażono ją niejako pasją do sportu, bo w sumie głównie to oglądało się w bazie, żeby rozładować stres – A rozważaliście baseball? – w sumie też ciekawym sportem był i chyba mniejsze szanse na urazy, bo jednak football był sportem bardzo kontaktowym.
– Wszystko okej, im szybciej będę miała to z głowy, tym lepiej – westchnęła cicho, nadal z przymkniętymi oczami leżąc na kozetce.
[Profil]
  MÓW MI: Ola
MULTI: Bree, Camille, Callum, Howard, Sullivan
 
Mike Heatherton


Lives in
white log mews

w Berrylane od urodzenia


kiedyś zostanie świetnym chirurgiem urazowym

nie układa mu się z dziewczyną

Wysłany: 2019-08-14, 17:48   
  
Mike

  
Heatherton

  

  

  

  

  


  
Do you know you're breaking on me?

  
31 yo

  
187 cm

  


On też czuł się lepiej, kiedy miał okazję doradzić coś młodszym paniom, niż na przykład tym nieco starszym. Nie oznaczało to, że pogardzi takimi pacjentkami. Był lekarzem, a lekarz nie wybiera sobie pacjentów. Zajmuje się wszystkimi.
Okej, wybrał sobie Mallory, ale taka jedna fajna podopieczna to przecież nic. Każdy mu to wybaczy. Była członkiem załogi, nic dziwnego, że musiała mieć najlepszą możliwą opiekę medyczną.
- No to piwo. Załatwione. A plakietkę i tak dostaniesz, o ile jakaś jeszcze mi została. Niedawno zabrałem Petera do szpitala, młody się nimi bawił, kilka zabrał do domu i rozdał swoim pluszakom za to, że były dzielne - uśmiechnął się. Przyjemnie patrzyło się na pięcioletniego szkraba, który bawi się jego stetoskopem, udaje, że wypisuje recepty lub nastawia złamania. Kto wie, może chłopiec pójdzie kiedyś w ślady swojego taty? Mike nie miałby nic przeciwko temu. Lepsze takie zajęcie, niż to, którym parała się jego dziewczyna. Nigdy nie było jej w domu i tak na dobrą sprawę do on wychowywał ich syna. Nie to, żeby mu to przeszkadzało, uwielbiał młodego, ale momentami Annie trochę przesadzała, a on nie mógł nic z tym zrobić.
- Cholera, myślałem, że cię znam, ale nie miałem pojęcia, że znasz nazwy zespołów. Kobiety zazwyczaj nie wiedzą nic o sporcie - zaśmiał się pod nosem. Jego Anka na przykład kompletnie nie ogarniała, o co w tym wszystkim chodzi. Gdyby jej chłopcy zabrali ją na jakiś mecz, zanudziłaby się na śmierć. - Baseball przerabialiśmy rok temu. Peter nie potrafił utrzymać kija, ale też mu się podobało. Wiesz, niech wszystkiego popróbuje i sam przekona się, co najbardziej go kręci.
Mike nie miałby nic przeciwko temu, żeby syn interesował się sportem. Wiadomo, będzie zdrowszy, a i każdy człowiek powinien mieć jakąś pasję. Może wyniknie z tego coś fajnego?
- Już za chwilkę kończymy. W zasadzie... - odczekał moment. - Okej, mam już wszystko. Daj sobie chwilkę i możesz powoli wstawać.
Mike w tym czasie zerknie już na jej wyniki.
[Profil]
  MULTI: Annie, Eddie, Ellen, Evan, Josh, Julie, Kara
 
Mallory Baker


Lives in
blue velvet

w Berrylane od dzieciaka


rezydentka chirurgii niebawem

z mężem się nie układa

Wysłany: 2019-08-18, 04:45   
  
Mallory

  
Baker

  

  

  

  

  


  
I guess I kinda liked the way you helped me escape.

  
29 yo

  
165 cm

  


Całe szczęście, że czuł się lepiej. W każdym razie, teraz miał okazję doradzić Mallory, która w sumie taka zielona aż wcale nie była. Czuła się całkiem nieźle w swojej dziedzinie i była naprawdę obiecującą panią doktor. Musiała tylko wrócić do zawodu, co przy PTSD nie było wcale takie łatwe. Do tej pory starała się tłumić swoje ataki paniki, za każdym razem, kiedy ktoś – ktokolwiek – robił jakiś większy hałas. Robiła to zupełnie mimowolnie i starała się uspokoić, chociaż jej terapeuta stwierdził, że długo tak nie pociągnie. Może miał trochę racji?
– Wspaniale. W takim razie jesteśmy umówieni. Od razu się czuję bardziej zrelaksowana – uśmiechnęła się pod nosem, bo jednak myśl o chłodnym piwerku była naprawdę bardzo uspokajająca. Chyba dla każdego. W każdym razie, zaśmiała się aż cicho na jego kolejne słowa. Naprawdę nie widział?
– Come on, przecież w jednostce, przy każdej okazji oglądaliśmy Mecze. Trochę się wkręciłam, jeśli mam być szczera. Nie moja wina, tylko twoja i reszty chłopaków. Mogłabym nawet z wami się wybrać, ale nie wiem, czy byście chcieli. Nigdy nie miałam okazji iść na tego typu wydarzenie, z wyjątkiem liceum, ale wtedy tego nie doceniałam – wzruszyła jakoś tak mimowolnie ramionami, by zaraz sobi przypomnieć, że w sumie to nie powinna się ruszać.
– Ech, rozumiem. Baseball to jednak trochę trudny sport. Na początek football może być lepszy, a kto wie? Może jeszcze wróci kiedyś to footballu? – uśmiechnęła się do niego lekko, znów zapominając, ż jej nie widzi.
– O, już? To super – uśmiechnęła się, a kiedy już się jej kozetka wysunęła, podniosła się i zgrabnie z niej zeskoczyła, chociaż chyba zrobiła to za szybko, bo zaraz znów usiadła. Zakręciło jej się trochę w głowie.
[Profil]
  MÓW MI: Ola
MULTI: Bree, Camille, Callum, Howard, Sullivan
 
Mike Heatherton


Lives in
white log mews

w Berrylane od urodzenia


kiedyś zostanie świetnym chirurgiem urazowym

nie układa mu się z dziewczyną

Wysłany: 2019-08-19, 22:17   
  
Mike

  
Heatherton

  

  

  

  

  


  
Do you know you're breaking on me?

  
31 yo

  
187 cm

  


Mike trzymał za nią kciuki i naprawdę wierzył w to, że uda jej się dojść do siebie. Jeśli będzie trzeba, to jej pomoże. Czego nie robi się dla przyjaciół? Mallory niewątpliwie była przyjaciółką, w dodatku naprawdę ładną i fajną, więc tym chętniej coś dla niej zrobi.
- Poczekaj, aż będziesz już po. Wtedy to dopiero będziesz zrelaksowana - uśmiechnął się. Nie mógł się już doczekać ich wspólnego wyjścia. Wydawało mu się oto zupełnie naturalne i czuł, że wspólne spędzenie czasu z Baker będzie przebiegało całkowicie swobodnie, bez żadnej napinki albo zastanawiania się, czy to już czas się pożegnać.
- Nie sądziłem, że aż tak się w to wkręcisz - puścił jej oczko. Rzeczywiście, całkiem nieźle jej szło, ale nie myślał nawet o tym, że Mallory może być aż tak wielką fanką sportu. To raczej męska domena, tyle tylko, że Mike naprawdę to doceniał. - Jeśli tylko masz ochotę, to pewnie. Peter na pewno się ucieszy, a im więcej osób będzie kibicowało, tym lepiej. Tylko wiesz, będziesz musiała założyć koszulkę i namalować sobie na twarzy barwy bojowe. Dasz sobie z tym radę?
Musiała. Inaczej Mike i Peter nigdzie jej nie zabiorą. Czuł, że akurat ona byłaby na to gotowa. Gorzej z Anką. Ona w życiu by na to nie poszła, więc to chyba dobrze, że Heatherton nawet jej tego nie proponował. Znaczy... Zaproponował raz, odmówiła, więc więcej nawet już nie pytał.
- W tym wieku łatwiej jest mu złapać futbolową piłkę, niż piłeczkę baseballową - wyjaśnił jeszcze. Każdy sport był dobry, a on będzie z niego dumny bez względu na to, co wybierze syn. Zamyślił się na moment, ale dość szybko wrócił na ziemię. - Czekaj, pomogę ci.
Wyszedł zza konsoli i od razu do niej podszedł.
- Wszystko w porządku? Daj sobie chwilkę, posiedź tu przez moment. Chcesz wody?
W razie czego może jej przynieść, nie ma żadnego problemu. Doskonale rozumiał to, że leżenie w rurze nie jest komfortowe i może mieć skutki uboczne.
[Profil]
  MULTI: Annie, Eddie, Ellen, Evan, Josh, Julie, Kara
 
Mallory Baker


Lives in
blue velvet

w Berrylane od dzieciaka


rezydentka chirurgii niebawem

z mężem się nie układa

Wysłany: 2019-08-28, 21:41   
  
Mallory

  
Baker

  

  

  

  

  


  
I guess I kinda liked the way you helped me escape.

  
29 yo

  
165 cm

  


Miło, że Michael za nią trzymał kciuki i naprawdę cieszyło ją, że chociaż jedna osoba ma takie podejście. Sama zainteresowana zdecydowanie daleka była od entuzjazmu, ale to dlatego, że zespół stresu pourazowego naprawdę dawał się jej we znaki. Mallory wiedziała, że w końcu sobie z tym poradzi, ale chciała to zrobić jak najszybciej i wrócić do pracy.
– A tak, to na pewno – zaśmiała się pod nosem, starając się nadal nie ruszać szczególnie bardzo. W każdym razie, słysząc jego słowa, wzruszyła ramionami, bo już wyszła z tej wielkiej, medycznej, białej trumny – bo ona nadal uważała, że to trumne przypomina i nikt nie był w stanie jej wmówić, że jest inaczej.
– W sumie to ciężko się nie wkręcić. Nie byłam szczególną fanką sportu, ale nikt nie chciał oglądać ze mną Plotkary – zaśmiała się pod nosem, bo jednak nie miała nikomu tego za złe. Byli bandą facetów, potrzebowali sobie popatrzeć na krew, pot i łzy – przynajmniej te kontrolowane, na boisku, bo to co się działo na ulicach było absolutnie okropne i tego wolała nie wspominać. – Myślę, że dam radę. Podyskutujemy jeszcze nad tymi barwami wojennymi, ale koszulkę bardzo chętnie założę – wzruszyła ramionami, bo totalnie nie miała z tym problemu. Na twarzy też coś namaluje, jeśli chłopaki będą nalegać.
– No tak, jest jeszcze młody. Kto wie, może kiedyś dostanie się na wyższą uczelnię ze stypendium sportowym? – uśmiechnęła się szeroko i spojrzała mu w oczy. Z wdzięcznością przyjęła pomoc od mężczyzny i spojrzała na niego.
– Tak, tak wszystko okej, ale chętnie przyjmę szklankę wody- powiedziała, faktycznie przysiadając. Ona i jej klaustrofobia miały się świetnie, ale teraz jakoś tak jej się duszno zrobiło, sama nie wiedziała czemu. Może dlatego, że właśnie ktoś coś upuścił, a jej serce mimowolnie przyspieszyło, podczas gdy zagubione spojrzenie rozejrzało się z paniką w poszukiwaniu źródła hałasu.
[Profil]
  MÓW MI: Ola
MULTI: Bree, Camille, Callum, Howard, Sullivan
 
Mike Heatherton


Lives in
white log mews

w Berrylane od urodzenia


kiedyś zostanie świetnym chirurgiem urazowym

nie układa mu się z dziewczyną

Wysłany: 2019-09-03, 18:39   
  
Mike

  
Heatherton

  

  

  

  

  


  
Do you know you're breaking on me?

  
31 yo

  
187 cm

  


On sam sobie z tym poradził. Przy czym... Tak, sam to chyba słowo klucz. Pewnie, wolałby, żeby jego dziewczyna była przy tym obecna, ale skoro nie chciała, nie mogła, nie umiała (Mike nie chciał w to wnikać), to przez większą część rekonwalescencji przechodził sam. I tak dał radę. Jego rana nie była specjalnie duża, szybko przeszedł całą rekonwalescencję, odzyskał sprawność i pomagał innym. Teraz przyszedł czas, żeby pomógł Mallory.
- Dziwisz się? Przecież sport jest o wiele ciekawszy, niż jakieś seriale - uśmiechnął się. Przecież to oczywiste, prawda? Nie miał zielonego pojęcia, co kobiety widziały w serialach i wcale nie dziwił się, że kobiety nie wiedzą, co faceci widzą w sporcie. - Ale nie ma żadnej dyskusji. Musisz wymalować sobie coś na twarzy. Od tego całego kibicowania Peter woli właśnie malowanie się i przygotowywania. Przecież kiedy zobaczy, że z nami idziesz, to ci nie odpuści. Jeśli nie zrobisz tego dla mnie, zrób to dla niego.
Czego nie robi się dla dzieci, prawda? No właśnie. Mike zawsze robi wszystko z myślą o młodym. To dla niego zrezygnował z wyjazdów i został na miejscu, a teraz naprawdę się o niego troszczył. To nic, że czasem robił i za ojca, i za matkę. Nie przeszkadzało mu to.
- Byłoby super. Chociaż wiesz, jeśli będzie trzeba, to uzbieramy z Annie trochę pieniędzy na jego studia. Najważniejsze, żeby robił to, co sam będzie chciał.
O ile oczywiście będzie chciał zostać lekarzem albo prawnikiem, hehe. Nie, to żart. Wiadomo, Mike chciał dla niego jak najlepiej i będzie popierał wszystkie jego życiowe wybory. Niech tylko Peter wyrośnie na porządnego faceta, trochę lepszego, niż jego ojciec.
- Jasne, już przynoszę - i zniknął na moment, by pojawić się zaraz ze szklanką. - Jeśli źle się czujesz, możemy wyjść za moment na świeże powietrze. Wyprowadzę cię.
Pójdzie z nią, a co.
[Profil]
  MULTI: Annie, Eddie, Ellen, Evan, Josh, Julie, Kara
 
Mallory Baker


Lives in
blue velvet

w Berrylane od dzieciaka


rezydentka chirurgii niebawem

z mężem się nie układa

Wysłany: 2019-09-11, 22:24   
  
Mallory

  
Baker

  

  

  

  

  


  
I guess I kinda liked the way you helped me escape.

  
29 yo

  
165 cm

  


Właściwie to nie tak, że Mallory chciała przez to przechodzić sama, ale… Mimo wszystko jej mąż nie był do niej zbyt dobrze nastawiony, szczególnie ostatnimi czasy. To nie tak, że w jakiś sposób się na niej wyżywał, broń boże. Po prostu oddalili się od siebie na tyle, że czasami kobieta uważała, że najzwyczajniej w świecie są bardziej współlokatorami dzielącymi łóżko aniżeli faktycznie parą. Było to może trochę okropne i trochę smutne, ale chyba jej mąż myślał w podobny sposób, skoro nawet nie wracał czasami na noc.
– Ośmielę się nie zgodzić, seriale też mogą być super. Jeszcze kiedyś wciągnę cię w Plotkarę albo inne Pamiętniki Wampirów – zaśmiała się pod nosem, bo w sumie nie zamierzała go zmuszać do oglądania czegokolwiek, ale mogła się założyć, że gdyby się wkręcił w akcję i intrygi, to z pewnością chciałby obejrzeć cały sezon w jeden dzień, albo coś.
– No weź. Nie wystarczy koszulka? – uniosła brwi, bo jednak nie chciało jej się malować twarzy, ale jeśli chodziło o Petera, to chyba mogła to dla chłopca zrobić. Zresztą, chyba młody naprawdę lubił swoją ciocię, hehe.
– Nie no, wiadomo. Zawsze dobrze mieć plan awaryjny, nie? – uśmiechnęła się, doskonale wiedziała, że studia mogły być bardzo kosztowne, szczególni te, na które zarówno ona jak i Heatherton skończyli.
– Dziękuję, ratujesz mi życie – uśmiechnęła się szeroko i pokiwała głową, by zejść z łóżka i westchnąć ciężko. – Już drugi raz dzisiaj – dodała jeszcze i pewnie założyła buty, coby jej łatwiej było wyjść na zewnątrz. A potem pewnie sobie wyszli, o!

/zt
[Profil]
  MÓW MI: Ola
MULTI: Bree, Camille, Callum, Howard, Sullivan
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  
Strona wygenerowana w 0,07 sekundy. Zapytań do SQL: 5