menu


Poprzedni temat «» Następny temat
Kawiarnia
Autor Wiadomość
Berrylane


Wysłany: 2017-11-15, 18:34   Kawiarnia
  
Berrylane


Kawiarnia
[Profil]
 
 
Margaret Mickelson


Wysłany: 2018-01-14, 22:31   

Dzisiaj był jej pierwszy dzień po tygodniowym urlopie. Tak się wysiedziała w domu, że nie chciało jej się wracać do pracy. Wstawała o której chciała, nie miała żadnych obowiązków, było jej po prostu dobrze. A najgorsze były dojazdy. Z reguły nie narzekała, bo była przyzwyczajona, ale dzisiaj po takim długim wolnym, wszystko jej przeszkadzało. Do pracy zawsze dojeżdżała swoim autem i to się wcale nie zmieniło. Tylko oczywiście dzisiaj wszystko musiało być przeciwko niej. Utknęła w korku. Na szczęście nie miała zaplanowanych żadnych operacji, więc nie musiała się stresować, że nie zdąży i informować szpitala o tym.
Do pracy dojechała jakieś czterdzieści minut po czasie. I kiedy tylko przekroczyła próg wejścia od razu została zaczepiona przez jedna z rezydentek, która podlizywala jej się od samego początku. Maggie jej nieznosila i dawała to dziewczynie odczuć, ale ona nic sobie z tego nie robiła. Dziewczyna była dobra, dawała sobie radę, ale Mags Nie znosiła jak ktoś wchodził jej w dupę. Zawsze znajdowała jej najgłupsze zadania i też zrobiła to dzisiaj żeby mieć święty spokój. Dzień mijał spokojnie, miała kilka wizyt z pacjentami którzy byli u niej jakiś czas temu. A kiedy miała już chwilę wolnego skierowała swoje kroki do kawiarni żeby trochę odpocząć. Zamówiła sobie kawę i usiadła przy wolnym stoliku. W pewnej chwili zauważyła wchodzącego Archibalda więc zawołała go gestem ręki.
[Profil]
 
 
william lovecraft


Wysłany: 2018-03-04, 19:11   

    #4


Prawda była taka, że William spędzał w pracy połowę swojego życia, przy czym wcale się tym nie przejmował i ani trochę go to nie martwiło. Idąc na medycynę, dobrze wiedział, na co się decyduje i wcale go to nie odrzucało. Jednakże wcale nie było tak dlatego, że miał potrzebę niesienia pomocy innym. To znaczy, na pewno gdzieś tam tliła się w nim ta chęć, bo przecież nie był jakimś bezdusznym człowiekiem, którego życie drugiego człowieka w ogóle nie obchodziło, ale gdy szedł na studia, przede wszystkim chodziło mu o wyzwanie. Lubił sobie wysoko stawiać poprzeczkę, dlatego wybrał jeden z najtrudniejszych kierunków. Poza tym lubił mieć się czym zająć, a dobrze wiedział, że na medycynie bez wątpienia będzie miał pełne ręce roboty. W tamtym czasie lubił czytać, ale czytanie nie jest w stanie wypełnić całego dnia, a także na dłuższą metę nie stanowi większego wyzwania. Poza tym nie miał żadnych innych, specjalnych zainteresowań, którym mógłby się poświęcać, w związku z czym doszedł do wniosku, że medycyna idealnie wypełni te wszystkie luki czasowe. Oczywiście nie pomylił się, bo na studiach zdecydowanie miał co robić, po nich również, a obecnie więcej czasu spędzał w szpitalu niż we własnym domu, ale to nikogo nie dziwiło, bo przecież w Berrylane nikt na niego nie czekał, nawet jego córka. Po co miał więc tam marnować czas, skoro tutaj bawił się o wiele lepiej? Rozważał nawet przeprowadzkę do Seattle, bo wtedy miałby łatwiejszy dojazd do szpitala.
Mimo wszystko nawet ktoś taki, jak Lovecraft potrzebował chwili na odpoczynek, napicie się kawy i zjedzenie czegoś porządnego. W związku z tym w którymś momencie podczas swojego dyżuru zszedł do kawiarenki, gdzie zamierzał trochę odetchnąć. Trafił niestety na taką chwilę w czasie dnia, gdy pomieszczenie to było zatłoczone, w związku z czym gdy w końcu wybrał to, na co miał ochotę i zaczął rozglądać się za wolnym miejscem, żadnego nie znalazł. Jednakże po kilkunastu sekundach udało mu się dojrzeć znajomą twarz, dlatego skierował się w stronę stolika, przy którym siedział Camden. Może nie byli najlepszymi kumplami pod słońcem, ale konsultowali się ze sobą wielokrotnie i poza tym również zdarzało im się ze sobą rozmawiać, dlatego William doszedł do wniosku, że mężczyzna nie będzie miał nic przeciwko temu, że się do niego dosiądzie.
Można? — zapytał, gdy znalazł się przy stoliku, bo przecież nie był aż takim bucem, żeby wpraszać się bez pytania.
_________________
[Profil]
   
 
Scott Calvert


Wysłany: 2018-03-30, 22:09   

    6
Zamknął oczy, wciąż czując palące ciepło na twarzy, jak gdyby wcale nie wydostał się z budynku, a nadal pozostawał w nim zamknięty. Niby siedział w karetce, niby wepchał się do niej na siłę, mówiąc, że musi jechać z dzieckiem, a jednak jakaś jego część wciąż pozostawała w tym przeklętym budynku, z którego chwilę wcześniej się wydostał.
Naciskał raz za razem na swoją krótkofalówkę, jednak nikt mu nie odpowiadał, a on z przerażeniem patrzył na dwie przygniecione belką osoby, które nieprzytomne były coraz bliżej tej cienkiej granicy, za którą jest śmierć i nic, poza tym. Jego wzrok przeskakiwał raz na młodą kobietę, a raz na trzyletnią dziewczynkę, obie wyglądające, jak gdyby spały, a belka nie przygniatała ich do podłogi płonącego domu. Po raz kolejny spróbował połączyć się z kolegami czekającymi na zewnątrz, jednak nikt z nich nie odpowiadał, kontakt został całkiem urwany, a Scott doskonale wiedział, że nie uda mu się uratować zarówno kobiety jak i dziecka. Choćby nie wiadomo jak chciał, nie był w stanie wynieść obu osób, wrócić po drugą z nich, nim pożar się rozprzestrzeni tak bardzo, że wchodzenie do budynku będzie groziło śmiercią…
Kiedy karetka się zatrzymała, najpierw dał wyjechać sanitariuszom noszami wraz z dzieckiem, a dopiero potem sam wyskoczył z samochodu, kierując się zaraz za małą poszkodowaną. Chciał być cały czas z nią, chociaż wyraźnie słyszał, że ma pozostać na poczekalni, chociaż drzwi od sali, do której ją zabrali zostały mu zamknięte przed nosem, a sam Scott udał się do kawiarni, tam chcąc po prostu czekać na informację, czy chociaż dziewczynka przeżyje, czy też będzie miał na sumieniu dwie niewinne osoby…
  
[Profil]
 
 
Peggy Marvel


Wysłany: 2018-03-30, 23:50   

    4.
Słyszała o całej sytuacji nawet jeśli akurat tego dnia padła jej kolej na zszywanie ran i zakładanie opatrunków na izbie przyjęć i nawet nie było mowy, by udało jej się potowarzyszyć gdzieś na bloku operacyjnym. W takich chwilach zazwyczaj cały szpital wiedział, nie było w tym nic dziwnego. Szczególnie jeśli chodziło o ratowanie dziecka. I gdyby nie to, to pewnie dalej żałowałaby, że nie udało jej się dzisiaj wkręcić w jakąś poważniejszą robotę, niż złamane palce i rozcięte łuki brwiowe, ale w takiej sytuacji… Cieszyła się, że ją to ominie, że nie musiała tego oglądać. Nawet nikomu o tym nie mówiąc wiedziała doskonale, że powinna się tego wyzbyć - tego dziwnego uczucia, gdy przychodziło jej zająć się dzieckiem w krytycznym stanie, a ona zamiast skupiać się na tym, co ma robić, zaczynała przeżywać całą tę sytuację i panikować.
Teraz jednak wiedziała, że panikę mogła schować do kieszeni, bo dziewczynka, po chwilowej walce lekarzy, miała się już dobrze i jej życiu nic nie zagrażało. Gdy tylko się dowiedziała, starała się skupić na pracy i więcej tym nie emocjonować, ale czuła, że nie da rady, więc korzystając z okazji, że na izbie przyjęć zrobił się luz, postanowiła wykorzystać swoją przerwę i iść po jakąś kawę, a może nawet coś zjeść. Widząc Scotta siedzącego przy jednym ze stolików, chciała zająć sobie miejsce w kompletnie innej części kawiarni, ale… Zrozumiała, że czekał. Czekał, aż ktoś raczy przyjść do niego i powie, że spisał się na medal, bo dziecko przeżyło operację i oddycha samodzielnie. I wiedziała, że jeśli nie ona, to nikt się tutaj nie zjawi i nie powie mu tego chociaż na to zasługiwał. Może jako człowieka nie szanowała go ani odrobinę, ale jako strażaka… Nie umiałaby nie. Dlatego właśnie podeszła niepewnie ze swoją tacą, na której stały dwa gorące napoje i jej skromna sałatka. - Wolne? - spytała niepewnie.
  
[Profil]
 
 
Scott Calvert


Wysłany: 2018-03-31, 17:02   

Nie czuł się dobrze. Ba, dalece odległe było od niego czucie się w tej sytuacji dobrze, kiedy to non stop w jego pamięci odgrywała się ta sama scena, która przecież wcale nie miała miejsca tak dawno temu. I miał dziwne wrażenie, że w tym momencie działało to na jego korzyść, że gdy przyjdzie co do czego i całkowicie uświadomi sobie powagę swojej decyzji poczucie winy jak i cała masa negatywnych emocji zaleją go ta mocno, że nie będzie w stanie wstać z łóżka przez kilka następnych dni. Teraz jednak martwił się tylko i wyłącznie o dziecko, o małą dziewczynkę, która nie zasługiwała przecież na to, aby spotkało ją coś złego.
Decyzję musiał podjąć już, nie mógł czekać w nieskończoność, nie mógł stać i rozważać kogo powinien uratować najpierw, a kto miał szansę na ewentualne przeżycie do czasu jego późniejszego wejścia do budynku. Decyzję musiał podjąć już i ta myśl dzwoniła mu w głowie, kiedy w końcu podbiegł do poszkodowanych i spojrzał najpierw na nie, a następnie na belkę. Nie mógł dłużej zwlekać. Nie mógł. Złapał za jedyny, nie dotknięty jeszcze ogniem fragment drewna i uniósł ją, a już chwilę później chwycił…
Słysząc czyjś głos wyrwał się ze swoich myśli i uniósł spojrzenie, wzrokiem szukając osoby, która się do niego zwracała. I gdy dostrzegł Peggy, westchnął wyłącznie cicho i wzruszył ramionami. Jeżeli zamierzała go teraz styrać za nachodzenie jej w pracy to wcale nie miał ochoty tego słuchać. Ba, nawet nie chciał być w tym szpitalu. Dłońmi przetarł twarz aby po chwili ukryć ją w nich na moment, próbując w ten sposób chociaż trochę opanować emocje.
[Profil]
 
 
Peggy Marvel


Wysłany: 2018-03-31, 19:23   

Raczej nie spodziewała się po nim dobrego samopoczucia i całego tego optymizmu, który zawsze wokół siebie rozsiewał i który był mu przypisany, w pewnym sensie nawet charakterystyczny. Nie spodziewała się zobaczyć na jego ustach uśmiechu, usłyszeć kolejnego okropnie niewłaściwego żartu ani nic z tych rzeczy. Wiedziała, że jeśli zdecyduje się przysiąść, udrzy w nią fala smutku i poczucia winy, w których pewnie - choćby chciała z całego serca - nie będzie w stanie mu pomóc. Peggy i pocieszanie zazwyczaj omijały się szerokim łukiem, a jeśli jej znajomi oczekiwali wsparcia, rzadko kiedy kierowali się do niej. Wyjątkiem była chyba Charlotte, ale ją znała odkąd umiała chodzić, a Scotta - z dwóch spotkań, z czego żadne z nich nie skończyło się zbytnio przyjemnie, więc czego tutaj oczekiwać? Teraz jednak czuła, że albo ona, albo nikt i jeśli zależało jej chociaż w małym stopniu, by Calvert nie zadręczał się dłużej bez powodu, musiała się przysiąść i przełamać do porozmawiania z nim w jakiś miły, ludzki sposób. Nie miało być nawet tak trudno jak zazwyczaj, bo wyglądał przecież jak siedem nieszczęść i jakoś nie była w nastroju na bycie ósmym. Nawet jeśli ich relacja była raczej napięta, nie zasługiwał dziś na jej docinki, a na chociaż jedno miłe słowo i jakieś pocieszenie. Nie była przekonana co do tego, że to ona powinna to zrobić, ale… Innej opcji chyba nie było, więc zajęła sobie miejsce obok niego i niemal od razu podsunęła mu duży, przytkany plastikową pokrywką kubek, z którego wystawała zawieszka z logo herbaty. - To melisa, na uspokojenie. Nie słodziłam - zakomunikowała, rozpakowując sobie widelec i zerknęła na sałatkę sceptycznie, nie będąc pewną, czy w ogóle cokolwiek teraz przełknie.
[Profil]
 
 
Scott Calvert


Wysłany: 2018-03-31, 19:30   

Ostatnią osobą, którą by podejrzewał o chęć spędzenia z nim czasu była właśnie Peggy. Dosadnie mu ostatnimi czasy uświadamiała jak bardzo nie chce z nim spędzać czasu i jak męczy ją każda ich wspólna rozmowa, dlatego też był w lekkim szoku, kiedy zdecydowała się do niego dosiąść. Wmusił na samym sobie lekki uśmiech w podziękowaniu za melisę, zamykając kubek w dłoniach. I chociaż normalnie bardzo szybko by je cofnął, czując wręcz parzące gorąco, dzisiaj nawet przez myśl nie przyszło mu zabranie dłoni.
Chwycił dziewczynkę za ramię i lekko wysunął spod belki. Bardzo chciał odrzucić drewo na bok, tak, aby dać kobiecie jakiekolwiek, większe szanse, jednak była zdecydowanie zbyt ciężka i już chwilę później musiał ją odłożyć na miejsce, z przerażeniem patrząc jak na nowo przygniata młodą kobietę. Bez najmniejszego problemu wziął dziecko na ręce i jeszcze raz spróbował złapać łączność, jednak nic z tego nie wychodziło.
Palący wręcz ból dłoni sprawił, że cofnął je, spoglądając na nie chwilę później, na czerwoną skórę na nich, na jej stan, który, jak dla niego, wyglądał jak na chwilę przed poparzeniem pierwszego stopnia. Westchnął cicho i uniósł napój powoli do ust, siorbiąc mały łyk gorącej melisy, po czym spojrzał niepewnie na Peggy i na jej sałatkę, która ani trochę nie wyglądała apetycznie. – Mój królik, którego miałem za dziecka jadał więcej na obiad. – silił się na jakąkolwiek rozmowę, jednak nie miał na nią ani trochę ochoty. Nie mógł jednak znieść tej ciążącej ciszy, która mocno go przygniatała.
[Profil]
 
 
Peggy Marvel


Wysłany: 2018-03-31, 19:58   

Gdyby ktoś jej powiedział hej, dziś przysiądziesz się do stolika tego typka ze straży, którego bardzo nie lubisz, pewnie zaśmiałaby się tej osobie w twarz. Peggy nie należała do osób, które robiły rzeczy, których robić z zasady nie chciały. Nie była masochistką ani uległą, nieśmiałą dziewczynką, której słowo "nie" w ogóle nie mogło przejść przez gardło. Ona zawsze stawiała sprawę jasno i czarno na białym dawała innym do zrozumienia, jeśli coś jej nie pasowało. Dzisiaj jednak poszła na kompromis sama ze sobą, siadając obok mężczyzny. Wiedziała, że to duże wyrzeczenie, ale była chyba ostatnią deską ratunku dla niego, jedyną osobą, która pamiętała, że w ogóle czeka tutaj i chciałby wiedzieć... I nie umiała przejść obok tego obojętnie, jakoś tak. Nawet jeśli sama była tym mocno zdziwiona, pewnie nawet mocniej, niż Scott. - To nie jest dobry dzień na jedzenie - powiedziała cicho, wbijając widelec gdzieś w tą mieszankę sałaty, sera fety, pomidorków koktajlowych i kilku innych składników, do których nie przywiązywała większej wagi w tym momencie, nie będąc głodną ani trochę, nawet jeśli jeszcze parę chwil wcześniej czuła ścisk w żołądku. Korciło ją spytanie go, co tutaj właściwie robił, ale... Przecież wiedziała doskonale, więc po co miała udawać idiotkę? Westchnęła cichutko, biorąc kęs i zerknęła na niego na momencik, niepewnie.
[Profil]
 
 
Scott Calvert


Wysłany: 2018-03-31, 20:20   

Nie podejrzewał nikogo o chęć spędzania z nim czasu. Gdyby był na miejscu innych osób prawdopodobnie sam siebie by omijał szerokim łukiem. Bo dzisiaj nie tryskała z niego energia, nie był też pozytywny ani nie rzucał żartów na lewo i prawo. Jego dzisiejsze bytowanie było trochę jak obrazem z krzywego zwierciadła, kiedy wszystko wyglądało nie tak jak trzeba. Ba, wszystko było nie tak jak trzeba.
Przytulając do siebie mocno dziewczynkę ruszył w kierunku wyjścia z budynku, próbując osłonić ją najlepiej jak był w stanie przed płomieniami. Nie chciał, aby ucierpiała jeszcze bardziej niż do tej pory, nie chciał, aby stała jej się gorsza krzywda, chciał, żeby był bezpieczna i aby miała możliwość wyzdrowienia, wyjścia z tego w jednym kawałku. Wciąż mocno ją obejmując wybiegł z budynku dosłownie na chwilę przed tym, jak z okien uderzyły jeszcze mocniejsze płomienie. Dziecko przekazał sanitariuszom, po czym spojrzał na dom, przełykając głośno ślinę.
Zamrugał kilkukrotnie i spojrzał na Peggy, a potem ponownie na jej sałatkę, krzywiąc się lekko im dłużej się jej przyglądał. – Ludzie są w stanie się czymś takim najeść? – nie potrafił rozmawiać o niczym innym, bojąc się zapytać czy cokolwiek wie o stanie dziewczynki, czy ma jakieś informacje, których oczekiwał. Bał się, gdzieś w środku rosła w nim panika, że skoro po takim czasie wciąż nikt nie przyszedł i nie powiedział mu ani słowa to wcale nie było dobrze. Przecież gdyby jej życiu już nic nie zagrażało, to by mu powiedzieli, prawda? Nawet pamiętając o tajemnicy lekarskiej, powiedzieliby mu, że wyjdzie z tego i tak mocno tkwił w tym przekonaniu, że każda kolejna minuta czekania wyłącznie rodziła w nim jeszcze większy strach. Że nie dał rady uratować ani matki, ani dziecka.
[Profil]
 
 
Peggy Marvel


Wysłany: 2018-03-31, 22:13   

Może właśnie podświadomie to skłoniło ją do zajęcia miejsca obok niego? Może to przez ten obecny u obojga, grobowy nastrój, który emanował od nich na kilometr? Był przecież wywołany nawet tą samą sprawą tak właściwie, więc było to możliwe - koniec końców jednak, Peggy nie wiedziała. Powtarzała sobie, że musi go powiadomić o tym, że z dziewczynką jest już wszystko w porządku i to właściwie byłoby na tyle, nie chciała nawet na moment dopuścić do siebie myśli, że mogłaby odczuwać ze Scottem jakiekolwiek porozumienie, a już na pewno nie na poziomie emocjonalnym bądź duchowym. Nie była chyba psychicznie gotowa przyznać się do tego, że w ogóle była zdolna współodczuwać z tym człowiekiem w jakikolwiek sposób. Na pewno nie dzisiaj, nie teraz. Udało jej się uśmiechnąć krzywo na jego słowa, ale zaledwie na momencik. - Nie zawsze. Ale czasem się udaje - wzruszyła ramionami, przerzucając kolejne kawałki pomidorów czy sałaty, jakby szukała w tej miseczce czegoś specjalnego, innego. Czuła, że każdy kęs rośnie jej w ustach i niewiele będzie w stanie teraz zjeść, jednak jej żołądek irracjonalnie domagał się pokarmu, więc nabrała kolejną porcję na widelec. Po zjedzeniu tego sięgnęła jednak po swoją herbatę, jednocześnie kątem oka zerkając na Scotta. - Pij póki ciepła, dobrze ci zrobi - poinstruowała, uciekając spojrzeniem na swoją tackę, wciąż zastanawiając się, czy kiedykolwiek poczuje, że nadszedł dobry moment na poruszenie tematu uratowanego dziecka.
[Profil]
 
 
Scott Calvert


Wysłany: 2018-03-31, 22:47   

Chciał wbiec do budynku ponownie, był gotów to zrobić, jednak jeden z jego kolegów złapał go za ramię, mówiąc, że nie może tego zrobić, że to narażanie własnego życia, że nie mogą mu na to pozwolić. Scott jednak nie mógł pozwolić na to, aby pozostawić tę kobietę w środku, krzyczał i tłumaczył, że w środku jest człowiek, który potrzebuje ratunku, jednak było to na nic, wyłącznie stał i patrzył jak inni strażacy ugaszają pożar, próbują go chociaż trochę okiełznać, jak sanitariusze zajmują się dziewczynką.
– Calvert, nie wejdziesz do środka. – usłyszał, i chociaż chciał walczyć, poczuł szarpnięcie za ramię, odwracające go w przeciwnym kierunku. – To jest rozkaz.

Po raz kolejny zamknął oczy i przetarł twarz dłońmi, czując, że balansuje na granicy jakiejś dziwnej agresji, frustracji, strachu, poczucia winy i zwyczajnego żalu. Czuł się jak odbezpieczony granat, który tylko pozornie był spokojny i nie niósł za sobą zagrożenia. Z tym, że Scott największym zagrożeniem był dla samego siebie. I wiedział, że gdy tylko wróci do domu dowie się o urlopie, a także o kilku sesjach u psychologa, który miał pomóc mu przepracować to wszystko, jednak prawda była taka, że mimo, że idąc do straży miał świadomość, że nie zawsze uda się wszystkich uratować i mimo, że to nie był pierwszy raz, kiedy kogoś nie udało się uratować, to po raz pierwszy to, kto zginie było w jego rękach. Pierwszy raz musiał podpisać na kogoś wyrok i już wiedział, że z tym nie będzie się żyło łatwo.
Przytaknął i bez słowa ponownie złapał za kubek, tym razem upijając kilka większych łyków, mając nadzieję, że naprawdę mu pomoże i chociaż trochę ukoi nerwy. Potrzebował czegokolwiek, co da mu chociaż chwilową ulgę i modlił się w myślach, aby te paskudne ziółka posiadały tę magiczną moc.
[Profil]
 
 
Peggy Marvel


Wysłany: 2018-04-02, 19:47   

Zawahała się z braniem kolejnego kęsa i ostatecznie odpuściła, odsuwając widelec od ust i wsadziła go ponownie do plastikowej miseczki stojącej przed nią na tacce, którą teraz odsunęła. Nie była w stanie jeść choć bardzo chciała, ani w tej sytuacji, ani widząc tak załamanego Scotta. Co z tego, że nadal irytował ją i nie lubiła go, a co najwyżej ostatnio polubiła jego psa - koniec końców to, że raz zachował się przy niej jak buc nie oznaczało, że był złym człowiekiem. To nie szłoby w parze z byciem dobrym strażakiem, wiedziała o tym doskonale. Nie musiała go zresztą lubić, by być trochę bardziej ludzka i okazać trochę serca. Przecież po to tutaj przyszła, prawda? Wyprostowała się więc na swoim krzesełku, najpierw sięgając po swoją herbatę, jakby chcąc się trochę przygotować na to, co miało nadejść. I dopiero, gdy kubek odstawiła, podniosła wzrok ze swoich butów, przenosząc go na mężczyznę. - Słuchaj, Scott... - zaczęła cicho, na wszelki wypadek nawet rozglądając się wokoło, czy czasem żaden lekarz z urazówki nie je właśnie śniadania i nie usłyszy tego co , za co na pewno zostałaby zjechana z góry na dół i kto wie, czy po tym kiedykolwiek wyszłaby poza izbę przyjęć w ramach kary. - Wiem, że nie powinnam ci tego mówić, bo są tu zasady i te sprawy, ale... Nie obchodzi mnie to teraz szczerze - powiedziała niepewnie, jeszcze po lekkim zawahaniu kontynuując. - Ta mała, którą wyciągnąłeś dzisiaj... Wszystko z nią dobrze. Operacja się udała, z tego co wiem, jest przytomna, przyjechał nawet jej ojciec. Oni by ci tego nie powiedzieli, bo w sumie to mają gdzieś, że tu siedzisz i czekasz, no ale... Już wiesz. - Zakończyła, kiwając krótko głową i złapała za swój kubeczek raz jeszcze, przystawiając się do swojej herbaty, trochę zakłopotana faktem, że właśnie udało jej się okazać drugiej osobie jakieś ludzkie emocje.
[Profil]
 
 
Scott Calvert


Wysłany: 2018-04-02, 20:07   

– Tam jest jeszcze jedna kobieta, pod belką. – powiedział, gestykulując szybko, spoglądając na dowódcę, który wyłącznie pokręcił przecząco głową i oddalił się, aby nadzorować akcję gaszenia. Scott jeszcze chwilę stał i patrzył na budynek, w głowie mając, że właśnie żywcem pali się tam niewinna kobieta, a on sam nie może nic z tym zrobić. Że jeśli wejdzie do środka, to prawdopodobnie sam zginie.
Gwałtownie odwrócił się tyłem do płonącego budynku i podszedł do ambulansu, w którym zdawało mu się, że była mała dziewczynka. I gdy okazało się, że rzeczywiście tam jest, a sanitariusze chcą odjechać, wepchnął się na siłę do środka, krzycząc tylko komuś, że jedzie do szpitala.

Upijał co i rusz kolejnego łyka melisy, świadom, że gdy wróci do domu zacznie zastanawiać się nad pobudkami Peggy do kupienia mu tego naparu jak i zwyczajnego spędzenia z nim czasu. Zdawał sobie doskonale sprawę z tego, że w oczach kobiety nie był kimś wartym uwagi i nawet nie starał się tego dzisiaj zmienić, wyłącznie opierając się w pewnym momencie łokciami i blat, aby zawiesić między nimi głowę i spleść na karku dłonie. I pewnie siedziałby tak jeszcze długi czas, gdyby nie jego imię wypowiedziane przez brunetkę, które sprawiło, że uniósł się powoli i spojrzał na nią niepewnie.
Słysząc słowa o dziewczynce poczuł, jak dosyć spory ciężar zostaje odpięty od jego szyi i jak robi mu się lżej. Myśl, że mała żyje, że operacja się udała i nie grozi jej już żadne niebezpieczeństwo sprawiała, że momentalnie odetchnął z ulgą, czując, jak chociaż trochę mięśnie mu się rozluźniają i wszystko zaczyna schodzić z niego. – Ja… Dziękuję. – powiedział cicho, obracając się bokiem aby móc spojrzeć na Peggy. Był jej naprawdę wdzięczny, wdzięczny jak mało komu i czuł, że wyświadczyła mu w tym momencie tak wielką przysługę, że nigdy nie będzie w stanie jej się odwdzięczyć. Zaraz jednak dotarła do niego kolejna informacja, która sprawiła, że ponownie zaczął się spinać. – Jest tutaj jej ojciec? W budynku, razem z dziewczynką, była jeszcze jedna osoba, kobieta, jednak nie byłem w stanie jej zabrać... – przerwał, czując, jak w jego gardle narasta gula, a poczucie winy ponownie zaczyna go zalewać tak potężną falą, że ledwo był w stanie to znieść.
[Profil]
 
 
Peggy Marvel


Wysłany: 2018-04-03, 14:45   

To nie tak, że zależało jej, by Scott nagle pomyślał, że go polubiła. Bo nie zależało i jej stosunek do mężczyzny wcale się nie zmienił, co więcej, nie zanosiło się nawet na to. Chodziło o zwykły, ludzki odruch, na który ona mimo wszystko była w stanie się zdobyć, w odróżnieniu od reszty personelu szpitala. Nie była idiotką i rozumiała, że obowiązywała ich tajemnica lekarska plus w dzisiejszych czasach zasady dotyczące ochrony prywatności były momentami wręcz szalone, ale... Mężczyzna uratował życie temu dziecku, do chuja, tak? Nie interesowało ją, czy to był Scott, czy ktoś zupełnie inny - uważała, że zasługiwał, by wiedzieć choć tyle, że przeżyła i była stabilna. Chociaż tyle mogli powiedzieć, czy to w jakiś sposób naruszało prywatność tej rodziny? W jej mniemaniu nie. A przy okazji mogło zapewnić innemu człowiekowi trochę spokoju ducha i ulgi, którą wyraźnie Calvert teraz poczuł. Widziała to po nim i chociaż nie sądziła, że wywrze to na niej jakieś wrażenie, wywarło naprawdę ogromne. - Mnie? Ależ za co? Nic nie powiedziałam - udała zdziwioną, rozglądając się wokół, jakby szukała innej osoby, której Scott teraz dziękował. Nawet miała ochotę się uśmiechnąć, mimo zmęczenia i głodu, ale pohamowała się. - Ja... Nie wiem nic o kobiecie, widziałam tylko jej ojca, Scott. On przyjechał pierwszy i pytał o dziecko, nie wiem czy ktoś z nim był - wyjaśniła lekko spięta, a widząc, że mężczyzna znów powraca do poprzedniego stanu i wydaje się szalenie zestresowany, zawahawszy się krótko po chwili odnalazła jego dłoń, którą teraz lekko ścisnęła. - Spokojnie. Wszystko już będzie dobrze - powiedziała z brzmiącym szczerze, ale zdecydowanie wymuszonym przekonaniem w głosie, starając się uśmiechnąć, co jednak chyba wyszło jej średnio, bo kąciki jej ust drgnęły tylko nieznacznie.
  
[Profil]
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  
Strona wygenerowana w 0,07 sekundy. Zapytań do SQL: 6