menu


Poprzedni temat «» Następny temat
Sala #253
Autor Wiadomość
Michael Hatfield



w Berrylane od 2 miesięcy

pracownik schroniska dla zwierząt

22
yo

177
cm

David

Lives in:
flamingo motel

Wysłany: 2019-05-10, 14:31   
  
Mikey

  
Hatfield

  
I don't know just where I'm going But I'm gonna try for the Kingdom, if I can

  

  

  

  

  

  


Nikt się nie interesował? A Mike? Gdyby David spojrzał teraz na telefon zobaczyłby z 200 nieodebranych połączeń i tonę smsów, bo dobijał się do póki telefon Davida nie padł. Help... No mało od zmysłów nie odszedł, gdy przeczytał wiadomość. Nie od razu, bo wyszedł pobiegać bez telefonu, bo ten mu się ładował. Minęło może z pół godziny... Gdyby odczytał od razu i oddzwonił... Miał cholerne wyrzuty sumienia, a najgorsze, że przez cały ten czas nie wiedział co się stało. Czekał i czekał i nic. Poszedł nawet do niego do domu, ale nikogo nie było. Pół dnia tam chyba przesiedział. Nawet gotowy był na kolejną konfrontację z jego żoną, ale jej też nie było. No masakra jakaś! Porwali ich?! Bo tak to wyglądało.
W końcu pojechał do "3AM", ale za wiele to się tam nie dowiedział. Davida nie ma, i nie będzie, a Margaret wyszła godzinę temu. Numeru do niej oczywiście mu nie dadzą, zadzwonić z kliniki też nie pozwolili. No wpadł w szał. Groził, że nie wyjdzie, do póki nie porozmawia z Davidem. W końcu ktoś zaproponował mu, że jeśli potrzebuje porozmawiać, to żeby wybrał sobie jakiegoś terapeutę, bo - uwaga- pan Russel jest w szpitalu i prędko nie wróci.
Ile jest szpitali w Seattle? Ile by ich nie było, to Mike z prędkością światła sprawdził wszystkie, aż znalazł ten, w którym leżał David. I był przy nim cały ten czas! Na korytarzu, bo nie był członkiem rodziny i nie pozwolili mu wejść. Ale zakazy są po to, żeby je łamać, prawda? Korzystając z jakiegoś zamieszania, które zrobiło ię obok w korytarzu, bo chyba przywieźli kilka osób z jakiegoś strasznego wypadku, wślizgnął się do pokoju Davida w całym tym śmiesznym szpitalnym stroju ochronnym. Aż mu serce pękło na widok mężczyzny.
- David... - padł na kolana przy jego łóżku i złapał go za rękę. - Przepraszam! Tak strasznie przepraszam - pociągnął nosem, bo cały czas płakał odkąd tu był.
[Profil]
 
 
Margaret Russell



w Berrylane od 15 lat

pielęgniarka w hajskul

37
yo

170
cm

zamężna

Lives in:
white log mews

Wysłany: 2019-05-10, 20:10   
  
Margaret

  
Russel

  
Małgośka mówią mi.

  

  

  

  

  

  


Margaret to w ostatnich dniach nie było w domu, ani w pracy. Po tym, jak zostawiła leżącego Davida w domu i poszła z torbami w siną dal, jej załamanie nerwowe osiągnęło punkt kulminacyjny. Zamieszkała w tym śmierdzącym motelu Flamingo, w którym przeżyła 36 prób samobójczych, oraz jeszcze więcej alkoholowych libacji w pojedynkę. W międzyczasie dostała informację ze szpitala, że jej mąż to w sumie dostał wtedy podczas ich kłótni zawał i leży teraz pół żywy w szpitalu w Seattle. Gośka była bystrą dziewczyną i wiedziała, że ten jego stan, to jest tak trochę przez nią, więc do jej i tak już opłakanego stanu można było dodać jeszcze jakieś tam poczucie winy. Poczucie winy, że go tak wtedy zostawiła i pozwoliła mu przeżyć.
A jednak przyjechała tu pewnego dnia, wypytując lekarza o jego stan. Nie miała jednak ochoty patrzeć na tę jego smutną, acz parszywą, zakłamaną mordę, której obraz mógł być dla niej jak sztylet wbity prosto w serce - więc wróciła do tego śmierdzącego motelu Flamingo.
Minęły pewnie z dwa-trzy kolejne dni i Gocha znowu przyjechała. Tym razem jednak zebrała się na odwagę, by posiedzieć przy łóżku męża.
No to wchodzi do tej sali w którym leży ten jego niedoszły trup, A TAM MICHAŁ. Siedzi i ryczy. Ja może od razu uprzedzę, że kobieta to w ostatnim czasie była mocno rozchwiana emocjonalnie i się raczej nie zanosiło na jakieś wyważone reakcje. Tak więc weszła do sali, a widok jaki tam zastała był jak szpadlem prosto w ryj. No aż ją zatkało z tego nagłego wzburzenia.
- Co ty tu, KURWA, robisz, Michael?! - zapytała grzecznie, acz na górnym C. - Tatusia odwiedzasz?! - no bo pamiętała, jak ją gówniarz robił w ciula i ściemniał, jaki to David dla niego nie jest jak ojciec. Nie czekała jednak na odpowiedź i zagrzmiała:
- Wypierdalaj, karykaturo człowieka. I odwal się od mojego męża. - warknęła, wskazując paluszkiem na drzwi. Paluszek drżał nie tylko z emocji. Gośka to właściwie na kacu gigancie aktualnie funkcjonowała. Potęgował on tylko te wszystkie emocje, które teraz czuła.
  
[Profil]
  MÓW MI: mamo
 
Michael Hatfield



w Berrylane od 2 miesięcy

pracownik schroniska dla zwierząt

22
yo

177
cm

David

Lives in:
flamingo motel

Wysłany: 2019-05-11, 13:27   
  
Mikey

  
Hatfield

  
I don't know just where I'm going But I'm gonna try for the Kingdom, if I can

  

  

  

  

  

  


Czy to do końca była wina Margaret? Na pewno powinno ją zżerać sumienia za to, że mu nie pomogła i zostawiła go samego. O cała resztę obwiniał się Mike. Bo przecież pieprzyli się pół nocy, drugie pół się kłócili. Gdyby David sie z nim nie spotykał, nie stresowałby się tym, że jego żona się dowie, a gdyby się tak nie stresował, to jego serce nie miałoby powodów, by sobie zastrajkować. W dodatku nie od razu zareagował na smsa. Gdyby go odczytał na czas... Tak, Mike obwiniał się o całą tę sytuację i dlatego cały czas ryczał ściskając dłoń Davida w żelaznym uścisku. Drugą ręką machinalnie głaskał go po głowie odgarniając raz po raz włosy do tyłu jak to miał w zwyczaju robić sam David.
Spojrzał na drzwi, gdy te się otworzyły i do sali weszła Margaret, ale nic sobie z tego nie zrobił. Przez chwilę bał się, że to pielęgniarka i zaraz go wyrzuci. Słowa kobiety jednak spłynęły po nim jak po kaczce. Niby co miał jej wtedy powiedzieć? "Przepraszam, pani Russell, daję dupy pani mężowi"? Jak to sobie wyobrażała? Czy gdyby to ona miała kochanka i wpadłaby na jego żonę, to przyznałaby się od tak? To tak nie działa.
Czy ona myślała, że ten drżący paluszek zmusi go do wyjścia? Otóż Mike zaprze się ręcami i nogami, albo przywiąże się do łóżka Davida, ale na pewno stąd nie wyjdzie.
- Przypomniała sobie Pani, że ma męża? Szkoda, że dopiero teraz. Powinna Pani być tu z nim przez cały czas i modlić się, żeby z tego wyszedł. Zostawiła go tu Pani samego - powiedział cicho nawet na chwilę nie przestając głaskać mężczyzny po głowie. Mike nie wiedział, że ona wie. Nie wiedział też, że była przy Davidzie wtedy, gdy to się stało i mu nie pomogła. Gdyby się dowiedział... No nie chciał być w jej skórze.
[Profil]
 
 
Margaret Russell



w Berrylane od 15 lat

pielęgniarka w hajskul

37
yo

170
cm

zamężna

Lives in:
white log mews

Wysłany: 2019-05-11, 19:44   
  
Margaret

  
Russel

  
Małgośka mówią mi.

  

  

  

  

  

  


Michałek w swojej bezczelności przechodził właśnie samego siebie, zarzucając Maggie to, że dopiero teraz "przypomniała" sobie o swoim mężu. Nie miał prawa tak mówić, nie tylko z tego względu, że łgał jej wcześniej w żywe oczy (nie mówiąc już o tym jak bardzo ją z Davidem skrzywdzili), ale także dlatego, że sobie chyba zdawał sprawę, że Gośka poświęciła długie i cenne lata swojego życia, by wspierać męża w walce z nałogiem, a potem w rozmaitych terapiach. Nie raz go już ratowała, ale najwidoczniej na ratunek tym razem sobie nie zasłużył. Wszystko co aktualnie miał: dom, psa, klinikę, względne zdrowie (no... chociaż może nie teraz akurat) - miał dzięki niej. W zamian Małgonia dostała od niego bardzo chybotliwe poczucie bezpieczeństwa, wodę z mózgu, zerowe poczucie własnej wartości i złamanie nerwowe. Nawet, jak na tak posrany układ w jakim tkwili - no to super transakcja! Może więc rzeczywiście lepiej by było, gdyby Eddie go jednak pod płotem gdzieś zakopał. Skoro partnerem życiowym był tak beznadziejnym, to może spełniał by się lepiej w roli nawozu do kwiatków.
No ale czy Gonia miała zamiar teraz uświadamiać Michała w tym, jak wygląda tak naprawdę cała ta sytuacja i jak bardzo była dla niej bolesna? OCZYWIŚCIE, że nie. Najchętniej, to by zdjęła lacza i rozgniotła go gdzieś na ścianie, jak komara. Obawiała się jednak, że takie rzeczy to były nielegalne, a ona przez takiego wafla kłamliwego nie miała zamiaru siedzieć.
- Jesteś OSTATNIĄ osobą, która może mnie strofować. - teraz ten paluszek wcześniej wspomniany był wycelowany w Michaela. - A teraz przestań odwalać ten cyrk. Gdybyś się naprawdę przejmował Davidem, to byś się do niego nie zbliżał. Wszyscy wiemy, że możesz mu ofiarować jedynie ponowne zderzenie z dnem. - wysyczała, zupełnie jakby był wężem w komentarzu pod postem Taylor Swift.
Swoją drogą, mimo tego całego gówna, to ostatnią rzeczą, jaką chciała (przed którą daleko był nawet śmierć tego nieszczęsnego Russella na ten zawał) było ponowne stoczenie się Dawida. Gdyby tak się w końcu stało, to mogło się okazać, że to całe poświęcenie dla niego z jej strony, było już tak na maksa kompletnie bez sensu.
[Profil]
  MÓW MI: mamo
 
Michael Hatfield



w Berrylane od 2 miesięcy

pracownik schroniska dla zwierząt

22
yo

177
cm

David

Lives in:
flamingo motel

Wysłany: 2019-05-13, 02:55   
  
Mikey

  
Hatfield

  
I don't know just where I'm going But I'm gonna try for the Kingdom, if I can

  

  

  

  

  

  


To, że Margaret poświęciła Davidowi długie lata swojego życia nie zwalniało jej z obowiązku udzielenia mu pierwszej pomocy teraz. To trochę tak, jakby powiedziała, że przez całe życie dbała o higienę, więc już nie musi. Naprawdę lepiej, żeby Mike się nie dowiedział, że zostawiła Davida na pastwę losu widząc w jakim jest stanie, bo z reguły nie bił kobiet, ale w tym wypadku zrobi wyjątek i jej tak przypierdoli, że się nie pozbiera. Czy David zasłużył, czy nie, miała obowiązek mu pomóc. Tak zwyczajnie po ludzku.
Szczerze? Mogła go sobie uświadamiać, miał to teraz gdzieś. Teraz liczył się tylko David leżący bez życia podpięty do tej całej pikającej aparatury.
Spojrzał powoli na kobietę i aż mu broda zadrżała słysząc jej słowa. Ledwo powstrzymał kolejny wybuch łez.
- Cyrk? Jaki cyrk? Że co, że niby udaję? - zapytał nie bardzo rozumiejąc, o co jej chodzi. Dla Margaret ta sytuacja była bolesna tak jak dla Michaela mówienie mu prosto w twarz, że się w niego nie wierzy. Nie znała go. Nie wiedziała przez co przechodził i czemu zaczął ćpać, a jednak oceniała go przez pryzmat tego, że przez pewien okres swojego życia miał problemy. Dlaczego z góry go skreślała? Wierzyła w Davida pomimo tego, że on przecież ćpał dłużej i był w jeszcze większym gównie. A jednak z jakiegoś powodu od początku skreśliła Hatfielda. To wszystko jeszcze bardziej utwierdzało go w przekonaniu, że tylko David w niego wierzył, więc na przekór jego żonie, będzie trzymał się go kurczowo.
- Nie wrócę tam, a już na pewno nie pociągnę go za sobą - wycedził przez zęby. W tej chwili wychodził z tego samego założenia - jeśli teraz zacząłby znowu ćpać, to wszystko to, co zrobił dla niego David nie miałoby sensu. I jeszcze niby miałby ściągnąć go na złą drogę? Niby jak to sobie wyobrażała? Że co, że któregoś dnia przyniesie działkę i go poczęstuje, a ten tak najzwyczajniej się skusi? Serio? No chyba, że chodziło jej o to, że David wróci do ćpania, jeśli Mike go zostawi. No na to wpływu nie miał. Ale z drugiej strony, czy Gocha nie pomyślała o tym, że David mógłby przyćpać po tym, jak to ona go zostawiła? Zapewne istniało takie prawdopodobieństwo, ale zawał stanął temu na przeszkodzie.
- Wszystkim ćpunem w klinice tak Pani podcina skrzydła? - zapytał cicho ocierając oczy wierzchem dłoni. Naprawdę było mu z tego powodu przykro. Pewnie gdyby wiedział, że ona wie , to miałby jakieś wytłumaczenie. Ale nie to było powodem, bo Margaret nie wierzyła w niego od samego początku.
[Profil]
 
 
Margaret Russell



w Berrylane od 15 lat

pielęgniarka w hajskul

37
yo

170
cm

zamężna

Lives in:
white log mews

Wysłany: 2019-05-13, 14:40   
  
Margaret

  
Russel

  
Małgośka mówią mi.

  

  

  

  

  

  


Małgośka nie udzieliła Davidowi pomocy, a fakt, że powinna to zrobić już nie jako jego żona, ale jako człowiek, był bezdyskusyjny. Nie potrafiła jednak w tamtym momencie myśleć logicznie.
Logicznie myśleć nie potrafili również Michael i David - jako narkomanom ta umiejętność będzie im kulała do końca życia. "Wspieranie się w trzeźwości" może brzmiało jak super koncept, jednak na każdej terapii mogli usłyszeć, że wiązanie się z uzależnionym nie pomoże im w walce z nałogiem. Tu już nie chodziło o to, czy ktoś w kogoś "wierzy", bo to absurd. Oboje byli narkomanami i zawsze nimi będą. Parę tygodni bez ćpania było jak nic, ale najwidoczniej Michael nie myślał w takich kategoriach. Farmazony które sadził tylko obnażały jego niedojrzałość w tym wszystkim, oraz emocjonalne problemy, których świadoma była pewnie jeszcze nawet przed ich uroczą pogawędką w lesie.
Ale czy Margaret go kiedykolwiek wcześniej skreśliła? No nie. Dlaczego więc Michaś tak sobie wkorbił, że miała go cały czas w dupie, mimo że absolutnie tak nie było? Może po to, by móc lepiej się ze sobą poczuć, bzykając jej męża? W końcu zawsze jest wygodniej się ze wszystkiego usprawiedliwić, robiąc z siebie ofiarę. Mike ignorował wszystko to, co Gonia dla niego robiła. W przeciwieństwie do Davida była wykwalifikowaną pielęgniarką, więc to ona pewnie zmieniała mu przepocone pościele, podawała mu leki, znosiła agresję słowną z jego strony, kiedy siedział w klinice na głodzie, sprzątała jego wymiociny, podawała mu jedzenie... a potem nawet w razie kłopotów zaproponowała mu nocleg w swoim domu, mimo iż NIE POWINNA. Wierzyła jednak, że Mike jest na dobrej drodze do pokonania nałogu, stąd jej frywolność w tym zakresie. W każdym razie łatwo było ją ignorować, w końcu była w tym postacią drugo, a może i trzecioplanową. Niczego również nie zrobiła, by zasłużyć sobie na takie skurwysyństwo z ich (a już zwłaszcza z Dawida) strony.
W każdym razie pytanie Michała ją wytrąciło z pionu do tego stopnia, że odpowiedziała podnosząc głos tak skutecznie, że typ z sali obok pewnie się wybudził ze śpiączki:
- Tylko takim, co pierdolą mi męża! - no i jakaś piguła się już nimi zaczęła interesować, no bo co to mają być za sceny!
  
[Profil]
  MÓW MI: mamo
 
Michael Hatfield



w Berrylane od 2 miesięcy

pracownik schroniska dla zwierząt

22
yo

177
cm

David

Lives in:
flamingo motel

Wysłany: 2019-05-14, 14:49   
  
Mikey

  
Hatfield

  
I don't know just where I'm going But I'm gonna try for the Kingdom, if I can

  

  

  

  

  

  


Cóż, Mike błędnie wierzył, że narkomanem już nie jest, bo przecież już nie ćpa. Był czysty od pół roku, więc wierzył, że ten problem już go nie dotyczy. Nie czuł głodu, więc to tylko utwierdzało go przekonaniu, że tak właśnie jest. Z drugiej jednak strony wiedział, że jeśli teraz zostanie pozostawiony sam sobie, to prędzej czy później wróci do ćpania, bo sobie nie poradzi. Nie był przystosowany do życia. Zawsze miał wszystko podstawione pod nos i dostawał wszystko na co miał ochotę. Potem zaczął ćpać, więc inne potrzeby wyższego i niższego rzędu były zepchnięte na dalszy plan, bo liczyło sie tylko to, żeby się naćpać. Teraz uczył się samodzielności, chociaż trudno o tym mówić, skoro David nad wszystkim czuwał i dysponował jego forsą. Opłacał mu motel, kupował żarcie... Zapewne dokładał coś od siebie, bo z tej jego marnej pensyjki na wiele by nie starczyło. Teraz, gdy David był w szpitalu nie pomoże mu. To będzie cud jeśli nie przepieprzy całej forsy pierwszego dnia. Nie umiał oszczędzać, więc to mało prawdopodobne, że mu się uda. Jak nic albo zdechnie z głodu, albo wyląduje z powrotem na ulicy. Pewnie dalej będzie musiał się puszczać, albo znaleźć jakaś dodatkową robotę.
No niestety, ale Mike widział tylko to, co chciał widzieć. Widział Davida siedzącego bez przerwy przy jego łóżku w szpitalu, gdy przedawkował, podczas gdy Margaret próbowała zmusić go, by wracał do domu. Widział Davida, który zaglądał do niego kilka razy dziennie zapytać jak się czuje. Margaret sprzątała wokół niego, bo leżał w rzygach, a nie dlatego, ze się nim interesowała.
W końcu widział Davida, który dał mu swój prywatny numer, by mógł prosić o pomoc o każdej porze dnia i nocy. Widział Davida, który pomógł mu ogarnąć nocleg i pracę, a mógł przecież zostawić go wtedy na ulicy pod domem siostry i mieć wszystko gdzieś.
Spojrzał powoli na kobietę. Wiedziała. Mógłby znowu zacząć ją zwodzić i odkręcać wszystko, ale po co?
- To on pierdoli mnie - odpowiedział beznamiętnym głosem wracając spojrzeniem na Davida, którego zaczął głaskać teraz po policzku z większą śmiałością. Chyba odczuł w pewnym sensie ulgę, że już nie musi się kryć.
- I jest w tym zajebisty - dodał z lekkim uśmiechem, jakby chciał wbić Margaret szpilę.
[Profil]
 
 
David Russell



w Berrylane od 14 lat

Wyciąga narkomanów na prostą

46
yo

185
cm

chyba właśnie rozwala sobie małżeństwo

Lives in:
auburn pine houses

Wysłany: 2019-05-15, 12:01   
  
David

  
Russell

  
Drugs take you to hell, disguided as heaven...

  

  

  

  

  

  


Odkąd się David obudził spał tak twardym snem, że dopiero trzęsienie ziemi byłoby w stanie go obudzić. Nie, nie był pod wpływem leków przeciwbólowych, bo w tym szpitalu to go dobrze znali. Nie, żeby był tutaj stałym bywalcem szpitalnych łóżek, ale współpracował akurat z tym szpitalem, więc tu lekarze wiedzieli, że on nie może mieć przeciwbólowych podawanych niezależnie od skali bólu, którego doznawał. Leki nasenne też odpadały, bo były równie uzależniające. Dlaczego wobec tego spał jak zabity? Odpowiedź jest prosta. Był tak wykończony zawałem a do tego miał pewien nawrót depresji, że praktycznie mógł spać i spać. Wyłączał się jakby ktoś go odłączył od gniazdka, więc nic dziwnego, że spał gdy pojawił się Michael.
Wrzask Margaret wywołał go natomiast z letargu, ale był tak nieobecny umysłem w pomieszczeniu, że zajęło mu dobrych kilka minut przez które Michael i Margaret zdążyli wymienić kilka...naście nieprzyjemnych słów. Jedyne co usłyszał David to ostatnie słowa Michaela "To on pierdoli mnie... i jest w tym zajebisty". W normalnych okolicznościach by się ucieszył nie tylko z obecności Michaela, ale też jego słów. W normalnych, bo powodem jego wylądowania w łóżku szpitalnym była niedawna konfrontacja z Margaret. Do tego sam fakt, że Hatfield powiedział te słowa na głos skłoniły Davida to myślenia co nie było takie proste zważywszy na okoliczności. Skoro mówił na głos to znaczy, że ktoś jeszcze tu był.
Otworzył oczy powoli i pierwsze co go uderzyło to jasność żarówek od lamp sufitowych. Musiał zamrugać kilkakrotnie, by oczy przyzwyczaiły się do jasności. Dłoni chłopaka na swojej dłoni w ogóle nie czuł, ale za to poczuł ją na swoim policzku. Łaknął bliskości jak ryba wody, ale nie mógł za bardzo tego okazać na ten moment.
Spojrzał najpierw na Michaela a dopiero potem zauważył Margaret stojącą w wejściu do pokoju. Zachrypiał chcąc coś powiedzieć, ale z jego gardła nic nie wyszło (oprócz chrypy) bo praktycznie nie odzywał się od momentu wybudzenia... no i zaschło mu w gardle. Jak on by teraz chciał wstać. Jedyne co jednak mógł w tej chwili zrobić to wbijać swój wzrok w małżonkę próbując jej przekazać jak bardzo ją przeprasza. Zrobił jej ogromne świństwo, doskonale o tym wiedział. Żałował... i to bardzo. Nie zasługiwała na takie potraktowanie. Fakt, że trochę mu się odgryzła zostawiając go w trakcie zawału, ale nie miał do niej żalu. Zasługiwał na to... Zasługiwał na to, że nie miał teraz kontroli nad własnym ciałem, które było podłączone do kroplówki, cewnika, monitorów i cholera wie czego jeszcze. Cud, że nie potrzebował transplantacji serca, bo by nie dostał. Ćpuny są na samym końcu listy. W zasadzie każdy miał pierwszeństwo. Wiedział, że tak było fair w stosunku do tych, którzy o siebie dbali a i tak mają przejebane, więc po prostu cieszył się z tego, że na ten moment wystarczyła operacja, w której udrożnili serce i naprawili na tyle na ile się dało.
_________________
[Profil]
  MÓW MI: Daddy
MULTI: Dante & Ian & Rupert
 
Margaret Russell



w Berrylane od 15 lat

pielęgniarka w hajskul

37
yo

170
cm

zamężna

Lives in:
white log mews

Wysłany: 2019-05-15, 18:43   
  
Margaret

  
Russel

  
Małgośka mówią mi.

  

  

  

  

  

  


Aż ją dźwignęło po słowach Michała. Najchętniej to by pewnie się teraz zerzygała z tego poczucia obrzydzenia i upokorzenia.
Dalsza dyskusja chyba nie miała żadnego sensu. Dlatego też Małgośka tę dyskusję definitywnie w tym momencie postanowiła zakończyć.
Siarczystym policzkiem wymierzonym w ryło Michaszka.
Zaraz potem obróciła się napięcie i wyszła, cała roztrzęsiona. Raczej Dawida już w szpitalu nie odwiedzi.

zt
[Profil]
  MÓW MI: mamo
 
Michael Hatfield



w Berrylane od 2 miesięcy

pracownik schroniska dla zwierząt

22
yo

177
cm

David

Lives in:
flamingo motel

Wysłany: 2019-05-15, 22:38   
  
Mikey

  
Hatfield

  
I don't know just where I'm going But I'm gonna try for the Kingdom, if I can

  

  

  

  

  

  


- David! - aż niemal krzyknął z radości widząc, jak mężczyzna otwiera oczy. I wtedy spojrzał z tym uśmiechem na Margaret chcąc jej oznajmić radosną nowinę, gdy niespodziewanie dostał z liścia. Zabolało. Naprawdę zabolało. I wcale by się nie zdziwił, gdyby na ryju został mu ślad jej dłoni. Normalnie jakoś by na to zareagował, ale poza chwilowym wstrzymaniem oddechu w celu uspokojenia się, nie zrobił nic. Cóż, zasłużył. Gdy tylko drzwi za kobietą zatrzasnęły się znowu spojrzał na Davida rozmasowując piekący policzek. Niech sobie idzie, oszczędzi nerwów mężowi. Dobrze, że nie mógł teraz głośno powiedzieć, że żałuje, bo Mike odebrałby to bardzo personalnie i pewnie też by wyszedł zostawiając go samego.
- Ale narobiłeś mi strachu, Kocie - mruknął cicho znowu gładząc go po zarośniętym policzku. Chyba będzie musiał pomóc mu się ogolić, skoro już się obudził. To znaczy, będzie musiał sam to zrobić, bo jeszcze nie wiedział w jak poważnym stanie był David. - Ten Twój sms... Myślałem, że wyjdę z siebie nie mogąc się do Ciebie dodzwonić. Nawet nie wiesz ile czasu zajęło mi, żeby Cię znaleźć - dodał. Bardzo chciał, żeby David wiedział, że Mike go nie zostawił i bardzo się o niego martwił. Nawet nie chciał myśleć co musiał czuć, gdy obudził się wcześniej, a przy nim nikogo nie było.
- Potrzebujesz czegoś? Chcesz wody? - zapytał, bo ta chrypa bardzo mu się nie podobała, a na szafce obok łóżka stał kubek z wodą i patyczkiem do zwilżania ust.
[Profil]
 
 
David Russell



w Berrylane od 14 lat

Wyciąga narkomanów na prostą

46
yo

185
cm

chyba właśnie rozwala sobie małżeństwo

Lives in:
auburn pine houses

Wysłany: 2019-05-16, 11:18   
  
David

  
Russell

  
Drugs take you to hell, disguided as heaven...

  

  

  

  

  

  


Co zrobisz jak nic nie zrobisz. Dave nawet nie złapał kontaktu wzrokowego z żoną, gdy ta plasnęła z całej siły dłonią w twarz Michaela i wręcz wybiegła z pokoju. Chciał się podnieść, ale... no właśnie... Nie miał kontroli nad własnym ciałem, więc mógł tylko ją odprowadzić wzrokiem, po czym przerzucił swój wzrok na Michaela.
Znów chciał się odezwać, ale jedyne co udało mu się osiągnąć do kaszel czego nie powinien robić, bo miał wciąż świeże rany na klatce piersiowej. W miarę szybko się pozbierał z tym kaszlem, choć ból przeszywał go nieznośny przez całe ciało. Aż mu zły popłynęły z kącików oczu z bólu i bezsilności. Trochę nie docierały do niego słowa Michaela. Nie żeby go nie słuchał, ale po prostu ból był silniejszy od jego skupienia na ten moment. Znowu leżał w łóżku szpitalnym bez przeciwbólowych i pragnął śmierci. Wrócił do punktu wyjścia. Różnica polegała na tym, że nie odczuwał głodu narkotykowego... teoretycznie, bo miał teraz ochotę rzucić to wszystko i się po prostu naćpać, zaćpać na śmierć.
Na słowa o wodzie spojrzał na Hatfielde i delikatnie kiwnął głową, że chce. Bezgłośnie powiedział też, że będzie musiał mu pomóc podnieść głowę a gdy już się napił wody i zwilżył usta mógł w końcu cokolwiek wydusić z siebie. - Zabij mnie. - Rzucił tylko zrezygnowany. Radosne dzień dobry nie było w stylu Davida jak widać.
_________________
[Profil]
  MÓW MI: Daddy
MULTI: Dante & Ian & Rupert
 
Michael Hatfield



w Berrylane od 2 miesięcy

pracownik schroniska dla zwierząt

22
yo

177
cm

David

Lives in:
flamingo motel

Wysłany: 2019-05-16, 22:03   
  
Mikey

  
Hatfield

  
I don't know just where I'm going But I'm gonna try for the Kingdom, if I can

  

  

  

  

  

  


Gdyby David zaczął teraz ćpać... Nawet nie chciał myśleć, co by mu zrobił. No kopa w dupę to by zarobił na pewno. Tak bardzo walczył o Michaela, a sam chciał się poddać, bo żonka strzeliła focha? Przecież wiedziała na co się pisze wychodząc za niego za mąż, więc o co ma teraz pretensje? Ok, nie był z nią szczery i o to może być zła, ale nie o to, że po tylu latach w końcu uległ. Nie można mieć pretensji do psa o to, że szczeka. Gdy emocje już opadną na pewno sobie wszystko wyjaśnią na spokojnie.
Podał Davidowi wodę ostrożnie unosząc mu głowę, a gdy ten się napił odstawił szklankę i poprawił mu poduszkę. Usadowił się wygodniej na taboreciku i znowu ścisnął dłoń mężczyzny.
- Jasne. Który kabelek mam odłączyć? - zapytał ironicznie i wywrócił oczami. Zawał to jeszcze nie koniec świata. rozwód też. Nie on pierwszy i nie ostatni. Żył i to było najważniejsze. No i nie był sam, bo wciąż miał Mike'a. Marne pocieszenie ale zawsze coś, bo przecież mógł zostać z tym samiuteńki jak palec.
- Będzie dobrze, zobaczysz. Za kilka dni wyjdziesz do domu i wszystko się jakoś ułoży - uśmiechnął się blado. Marny był to uśmiech, bo oczy wciąż miał zaczerwienione od łez i podkrążone z braku snu. Ale David żył i to było najważniejsze.
[Profil]
 
 
David Russell



w Berrylane od 14 lat

Wyciąga narkomanów na prostą

46
yo

185
cm

chyba właśnie rozwala sobie małżeństwo

Lives in:
auburn pine houses

Wysłany: 2019-05-19, 11:50   
  
David

  
Russell

  
Drugs take you to hell, disguided as heaven...

  

  

  

  

  

  


Gdyby tylko czuł ściśnięcie dłoni i mógł jeszcze odwzajemnić... ale nie, jego dłonie leżały jak zimne ryby i nic z tym nie mógł na razie zrobić. - Nie wyjdę... - Jęknął z bezsilności i w pewnym sensie wściekłości. Chciałby teraz walnąć pięścią w ścianę, ale jedyne co mu się udało osiągnąć to podnieść delikatnie głową, by zaraz po tym opaść nią o poduszkę z impetem. - Nie wiem czy kiedykolwiek wyjdę o własnych siłach... - Rzucił tylko i spojrzał w ścianę. Nagle stała się taka interesująca, choć już ją wcześniej obserwował, gdy nie mógł w nocy spać. Teraz się nawet zabić nie może... Nawet udusić poduszką się nie może, bo leży jak długi na wznak na plecach i sobie tak leży. Wyglądał jedynie jak trup, ale był jak najbardziej żywy. Zbyt żywy.
- Lekarze nie wiedzą czy to paraliż tymczasowy czy stały... - Dodał po chwili milczenia by wytłumaczyć Michaelowi o co chodzi. I co teraz będzie? Nie zdziwi się jeśli Hatfield ucieknie teraz... Przecież praca z kaleką to cała seria wyrzeczeń. Dave nie chciał, żeby chłopak się nim opiekował. Miał młodość, której nie powinien dłużej marnować. Już zmarnował wiele.
_________________
[Profil]
  MÓW MI: Daddy
MULTI: Dante & Ian & Rupert
 
Michael Hatfield



w Berrylane od 2 miesięcy

pracownik schroniska dla zwierząt

22
yo

177
cm

David

Lives in:
flamingo motel

Wysłany: 2019-05-19, 13:03   
  
Mikey

  
Hatfield

  
I don't know just where I'm going But I'm gonna try for the Kingdom, if I can

  

  

  

  

  

  


A gdyby tylko Michael wiedział... Ale nie wiedział. David nie odwzajemniał tego uścisku, ale może to dlatego, że był na niego zły i nie miał ochoty? Albo nie miał siły?
- David, proszę Cie. Przestań pierdolić, ok? Już Ci mówiłem wcześniej, że masz zakaz użalania się nad sobą - mruknął. W prawdzie mówił to w kontekście jego kompleksów, ale teraz też pasowało.
- Co? - zapytał głupio nie do końca rozumiejąc o co mu chodzi. Paraliż? Jaki kurwa paraliż?! Spojrzał na jego dłoń, którą wciąż ściskał i ścisnął ją mocniej. Podniósł ją do góry i puścił, a ta opadła na pościel bezwładnie. Przerażenie, które malowało się na twarzy chłopaka było wręcz nie do opisania. Odsunął się gwałtownie wstając, aż przewrócił z hukiem taboret i niemal podbiegł do drzwi. Tak, powinien uciec jak najszybciej i jak najdalej, i przez ułamek sekundy tak chciał właśnie zrobić. Zatrzymał się jednak i stał tak chwilę plecami do mężczyzny zasłaniając usta dłonią, by stłumić emocje. Nie umiał powstrzymać szlochu. Dlaczego on? Dlaczego David? Za jakie grzechy? Czuł się taki bezsilny. W końcu wziął kilka głębszych oddechów i odwrócił się do niego z powrotem. Podszedł znowu do łóżka i podniósł taboret, na którym znowu usiadł.
- Damy rade, Kocie. Małymi kroczkami - uśmiechnął się przez łzy i pogłaskał jego zarośnięty policzek. - Byłeś przy mnie, kiedy ja tu leżałem. Teraz ja będe przy Tobie. Nie zostawię Cię - jak Twoja zona...
[Profil]
 
 
David Russell



w Berrylane od 14 lat

Wyciąga narkomanów na prostą

46
yo

185
cm

chyba właśnie rozwala sobie małżeństwo

Lives in:
auburn pine houses

Wysłany: 2019-05-20, 14:30   
  
David

  
Russell

  
Drugs take you to hell, disguided as heaven...

  

  

  

  

  

  


David wcale się nie zdziwił reakcją Michaela. Wręcz zdziwiłby się, gdyby ten zareagował odwrotnie. Nie zmienia to jednak faktu, że miał delikatne zaskoczenie w oczach, gdy ten jednak nie wyszedł z sali jak Margaret tylko został i co więcej usiadł z powrotem przy łóżku szpitalnym. Tego David to się już nie spodziewał, choć w głębi duszy liczył właśnie na taki obrót spraw. Nie chciał być sam, zwłaszcza teraz, kiedy bezsilność go trawiła od środka i najchętniej by sobie strzelił w łeb, ale nawet podnieść broni by nie mógł a co dopiero wycelować w swój głupi łeb i wystrzelić. - Nie musisz zostawać... Jeśli wolisz odejść to droga wolna. I tak Ciebie nie powstrzymam z logistycznego punktu widzenia. - Odparł chcąc wzruszyć ramionami, ale zamiast tego leżał jak głowa i jedynie wywrócił oczyma. - Nikt nie chce być z kaleką. W sumie mogli mnie nie ratować od tego zawału... - Odpowiedział z trudem, bo nie zapominajmy, że ten zawał być dość szkodliwy dla niego z racji, że mózg był delikatnie mówiąc niedotleniony, więc jego wysławianie się też nie było takie płynne jak było przed zawałem. Przynajmniej się nie ślinił, ale to marne pocieszenie dla kogoś kto by chciał się właśnie zabić.
_________________
[Profil]
  MÓW MI: Daddy
MULTI: Dante & Ian & Rupert
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  
BERRYLANE POGODA
Strona wygenerowana w 0,09 sekundy. Zapytań do SQL: 5