• Zaloguj
  • Rejestracja
  • Berrylane :: Sala #311
    nieznajomy
  • ABY FORUM DZIAŁAŁO PRAWIDŁOWO, ZALECAMY WYKONANIE TWARDEGO RESETU - CTRL + F5, CTRL +FN +F5 LUB COMMAND +OPTION +R
  • Wraz z majem w centrum Berrylane ruszyły przygotowania do obchodów Armed Forces Day. Tegoroczny festyn zostanie wzbogacony o grę terenową.
  • Policja donosi, że na terenach White Hills, dookoła drzwi wielu domów nieznany sprawca rozmazał czerwoną ciecz. Zgłoszono też znalezione w okolicy niepokojące ołtarzyki.
  • W Crimson Woods zauważono tajemniczą wycinkę drzew, a władze miasta milczą na ten temat.
  • Granica między gangiem, a praworządnymi mieszkańcami Berrylane w ostatnim czasie zaczęła się zacierać - zaleca się omijać tereny Pink Waters.
  • WYKORZYSTAJ SWÓJ KUPON - WARUNKI REALIZACJI KUPONÓW GRACZA
  • DZIENNIKI ODZNACZEŃ - ZBIERAJ PUNKTY I WYMIENIAJ JE NA NAGRODY
  • #5 WIADOMOŚCI MAJ/CZERWIEC
  • ZADANIA LOSOWE
  • UWAGA! ZAGINĄŁ EDWARD R
  • - SZYBKIE POSZUKIWANIA ZNAJDŹ PARTNERA DO GIER
  • urodzinowa loża - wyniki głosowania
  • Stevie / ANKO
    Colter / Maja
    Lilianne / Lilka
    Bowie / Ania
    Raine / Ada


    Berrylane Strona Główna » Seattle » Downtown » Northwest Hospital & Medical Center » Sala #311
    Poprzedni temat «» Następny temat
    Laila Marlowe









    2020-02-27, 14:58


    - Pocieszyło... będziemy się czuć niezręcznie razem... prawie jak przy naszym pierwszym seksie - żarty i żarciki podobno często rozluźniały atmosferę więc Marlowe postanowiła trochę tego spróbować. Czy jej wyszło czy nie to już inna sprawa. Nie był to jej wymarzony scenariusz na przyszłość, oczywiście, że wolałaby aby wszystko było po staremu, tylko ona i syn. Niestety, to co ona wolała teraz było już nie istotne. - To żadne poświęcenie, jest moim synem, to normalne. Wynagradza mi to pobudką o 7 w sobotni poranek - powiedziała z lekkim uśmiechem. Z dziećmi było ciężko, człowiek się chciał wyspać chociaż na weekend, a one na to nie pozwalały. Niby kto rano wstaje temu pan bóg daje, więc może powinna być mu za to wdzięczna. - Na razie nie ma o czym mówić, ubezpieczenie to rzeczywiście dobry pomysł, na pewno masz lepsze niż ja - no nie ma się co oszukiwać. - Potrzeba do tego jakis papierów? - nie znała się na tym kompletnie, a teraz trochę zmian ją czekało. Po pierwsze jednak syn nie powinien miec w papierach "ojciec nieznany" skoro ten ojciec jednak siedzi tutaj obok. Nie wiedziała co prawda jak się do tego zabrać, trzeba będzie zrobić research i nie wykluczone, że jakieś testy potwierdzające ojcostwo.
    - Ty będziesz musiał mu zrobić pogawędkę o zabezpieczaniu i bezpiecznym seksie, ja wypadam trochę mało wiarygodnie w tej roli - westchnęła, bo no niestety... nie wypadało być wielką hipokrytką i poczuać go o czymś, na czym sama poległa. Mógł się uczyć na jej błędach, miała szczerą nadzieję, że nie zostanie młodą babcią. Na wszystko będzie jeszcze czas!
    - Super - uśmiechnęła się - zobaczymy czy się ze sobą dogadacie zanim się o szystkim dowie, lepsza metoda małych kroczków niż skok na głęboką wodę - no lepiej nie serwować dziecku traumy na dobry początek. - Mam nadzieję, że będziesz się dobrze czuć... i jeszcze raz dziękuję... będziemy w kontakcie. Pójdę zobaczyć co z małym i dam Ci znać jak lekarze mi coś powiedzą - chociaż i tak on pewnie będzie wiedział więcej z tego medycznego bełkotu. Laila jak powiedziała tak zrobiła i w końcu zostawiła Eprahima żeby sobie odpoczywał, a ona wróciła warować przy łóżku synka.

    2xzt <3 <3 <3



    Pani Cyc
    hayden, ginevra, william, jolly, dawsey, marcy, eliana, marshall, philemon
     
    Cece Baker



    namieszała sobie w życiu


    pracuje jako detektyw w wydziale zabójstw


    w Seattle PD

    Colette
    Baker








      
    AUBURN PINE HOUSES
       7 roku życia

      
    I don't wanna leave you lonely, but I've run out of love this time

      
    28 y.o.

      
    170 cm

      


    2020-06-29, 23:02


    | outfit + po grze z Tess, zaraz ze ślubu tu przyjechała

    To miał być najpiękniejszy dzień w jej życiu. Piękna suknia, wspaniały mężczyzna u boku, goście, z którymi miała później bawić się do białego rana na weselu... I wszystko trafił szlag. Oczywiście, że nie puściła Fitza zupełnie samego. Oczywiście, że musiał być na podsłuchu i całe szczęście, że był. Tylko dzięki temu udało jej się zadzwonić po karetkę i dojechać na miejsce, cały czas pilnując, by nie stracił przytomności. Jeszcze tuż przed przyjazdem karetki doskonale pamiętała jego zakrwawiony garnitur. W ogóle, krew była wszędzie, nawet na jej sukni, ale na to nie zwracała większej uwagi. Jechała za karetką do szpitala i potem drżała o jego życie, gdy w szpitalu powiedzieli, że go tracą i że doszło do zatrzymania akcji serca. Nikt nie pytał, kim była dla mężczyzny, którego przywieźli w karetce - chyba naturalnym założeniem było, że panną młodą, a ona nie próbowała nawet tego prostować, zwyczajnie zbyt roztrzęsiona, by tym wszystkim się zająć. Tak czy siak, kiedy przeniesiono go do sali i powiedzieli, że jest stabilny, czekała. Nie ruszała się nawet na chwilę od jego łóżka, trzymała go pewnie za rękę i mamrotała pod nosem:
    - Masz mi tu kurwa nie umierać, rozumiesz? Jak umrzesz, to osobiście cię zabiję, Fitzgerald - w gruncie rzeczy koszmarnie się bała. Pierwszy raz widziała Blackwooda tak... Bezbronnego. Pod wszystkimi kabelkami i profesjonalną aparaturą wyglądał dla niej wręcz abstrakcyjnie. Nadal nawet nie zwróciła uwagi, że jej suknia jest ubrudzona jego krwią i nie zamierzała się stąd ruszyć. Zresztą, pielęgniarki nawet jej nie wyganiały, chyba współczując "parze młodej" tak beznadziejnego dnia. Colette nawet nie myślała o tym, żeby gdziekolwiek wracać. Zapomniała o ślubie, zapomniała o pierścionku na swojej dłoni i właściwie wszystko sprowadziła do czuwania przy Fitzgeraldzie, wcześniej informując Carrie i prosząc, żeby zajęła się jego córką. Oczywiście blondynka wpadła tu na chwilę, ale potem istotnie zajęła się bratanicą, a Cece czekała dalej, aż mężczyzna się wybudzi.


    -
    Carrie, Callum, Camille, Caspian
    piszę posty
     
    Fitz Blackwood



    baby nie są dla niego


    detektyw w SPD


    samotny ojciec

    Fitzgerald
    Blackwood







      
    WHITE LOG MEWS
       w mieście od urodzenia

      
    My shadow's the only one that walks beside me.

      
    35 y.o.

      
    194 cm

      


    2020-07-01, 20:56


    / start!

    Światełko w tunelu? Fitz niczego takiego nie widział. Właściwie nie widział niczego, bo prawdopodobnie umierał. Nie było tunelu, światła, ciepła i przyjemnego nastroju. Pamiętał tylko, że oberwał, a potem... Potem jakby nic.
    Nie miał pojęcia, jak długo to trwało. Nie miał pojęcia, co lekarze z nim robili, a czego nie robili, bo uznali to za zbyteczne. Tak naprawdę nie wiedział niczego. No, prawie. Wiedział tylko, że nie może się poddać. Nie może, bo ma córkę, którą musi się zająć, ma siostrę, której musi pilnować, ma niedokończone sprawy, które musi doprowadzić do finału, na garnitur z wypożyczalni, który musi zwrócić.
    Cholera, garnitur.
    Co podkusiło go, żeby sprawdzać trop akurat w dniu ślubu swojej zawodowej partnerki? To jej dzień, mógł poczekać do jutra. Nic wielkiego by się nie stało. Nie powinien robić tego akurat teraz, kiedy był całkiem nieźle ubrany. Co stało się z jego ciuchami? Córka córką, rodzina rodziną, obowiązki mogły poczekać, kara za niezwrócenie garnituru będzie straszna. Zresztą, umówmy się, każda (K)kara jest straszna. Tak, to chyba to sprawiło, że jego rozum powoli zaczął wracać na właściwe miejsce. Z ciałem było chyba nieco gorzej, bo nie do końca chciało reagować tak, jak chciał, żeby ono reagowało. Chciał wstać, a tymczasem był w stanie ledwo poruszyć palcem. Chciał oddychać, a tymczasem czuł tylko ogromny dyskomfort wynikający z tego, że wsadzono mu rurę do tchawicy. Jasne, rozumiał samą ideę, ale teraz... Teraz tak jakby trochę go to dusiło. Wciąż nie miał siły, żeby otworzyć oczy, ale jego mały palec zaczął poruszać się jakby nieco intensywniej. Chyba.
    Na początku nie do końca zdawał sobie sprawę z tego, kto czuwał przy jego łóżku. Założył, że to siostra, ale pełnym imieniem zwracała się do niego tylko jedna osoba, ta, której akurat dzisiaj raczej nie powinno tu być. Najchętniej od razu spytałby ją o to, co tu robi, ale chyba nie do końca był w stanie. Chyba coś wycharczał, chyba mruknął, ale ciężko nazwać to słowami.
    Jebana rurka.


    jolanta
    Ellen, Gwen, Josh, Kara, Keith
    zaraz wracam
     
    Cece Baker



    namieszała sobie w życiu


    pracuje jako detektyw w wydziale zabójstw


    w Seattle PD

    Colette
    Baker








      
    AUBURN PINE HOUSES
       7 roku życia

      
    I don't wanna leave you lonely, but I've run out of love this time

      
    28 y.o.

      
    170 cm

      


    2020-07-02, 22:38


    Colette biadoliła cicho przy jego łóżku, bardziej mówiąc do siebie niż do niego – nie podejrzewała, że wybudzi się tak… Szybko? Wolno? Nie była właściwie pewna, ile godzin już tutaj spędziła. Wyglądała jak panna młoda rodem z horroru – w pobrudzonej krwią sukni i zmierzwionych włosach na których spoczywała lekko przekrzywiona tiara. Rolety były zasunięte, ale chyba na zewnątrz było już całkowicie ciemno. Z pewnością jej telefon dzwonił kilkakrotnie odkąd opuściła kościół, ale wyłączyła go, zbyt przejęta Fitzem, by z kimkolwiek rozmawiać. Zresztą, jak miałaby to wszystko wyjaśnić. Nawet nie myślała o kościele, przyjęciu, czy czymkolwiek innym skoro jej partner w pracy i przyjaciel prywatnie (chociaż pewnie sam Blackwood by temu ostatniemu zaprzeczył), walczył o życie.
    Tak czy siak, siedziała z twarzą w dłoniach, kiedy usłyszała jakieś charczenie. Jej dłoń natychmiast powędrowała do dłoni Fitza. Spojrzała na niego z troską i odetchnęła mimowolnie. Wybudził się. To chyba dobry omen. Oczywiście, zaraz sobie przypomniała pielęgniarkę, która kazała kogoś wezwać, kiedy mężczyzna odzyska przytomność.
    – Poczekaj chwilę, spokojnie. Lekarze muszą cię obejrzeć – powiedziała cicho, z troską i pewnie zawołała lekarzy, którzy oczywiście ją wyprosili, sprawdzili co trzeba i zapewne umożliwili mu mówienie, wyjaśniając dokładnie co mu jest. W końcu ponownie pozwolili wejść „niedoszłej żonie”, a Cece skorzystała z okazji, ponownie nie starając się sprostować informacji. Całe szczęście jej narzeczony nie miał szczególnych znajomości na tym oddziale, bo by zaliczyła przypał stulecia.
    – Przepraszam, ale gdybym powiedziała im, że nie jestem z rodziny, to by mnie tu nie wpuścili – powiedziała od wejścia, odetchnąwszy ciężko i zajmując swoje stałe już miejsce przy jego łóżku. – Napędziłeś mi ogromnego stracha, Fitzgerald – stwierdziła, przygryzając dolną wargę, ale w gruncie rzeczy nie była aż tak zła. – Jak się czujesz? – uniosła brwi, z troską się w niego wpatrując i mając nadzieję, że działają jeszcze jakieś leki przeciwbólowe.


    -
    Carrie, Callum, Camille, Caspian
    piszę posty
     
    Fitz Blackwood



    baby nie są dla niego


    detektyw w SPD


    samotny ojciec

    Fitzgerald
    Blackwood







      
    WHITE LOG MEWS
       w mieście od urodzenia

      
    My shadow's the only one that walks beside me.

      
    35 y.o.

      
    194 cm

      


    2020-07-05, 23:34


    Nie chciał leżeć spokojnie. Chciał wyszarpać z siebie tę cholerną rurę, ale nie miał siły, żeby podnieść rękę. Zresztą, wolną miał tylko jedną, w dodatku tę, po stronie której oberwał, więc mięśnie były nieco słabsze, a on sam był zbyt zmęczony, żeby porywać się na takie szaleństwa. Niby nie chciał widzieć lekarzy i pielęgniarek, nie chciał, żeby zbyt wiele osób widziało go w takim stanie, totalnie bezbronnego i zdanego na łaskę innych, ale rozumiał, że personel musi zrobić swoje. Mimo to wciąż charczał.
    W końcu wyjęto mu rurę z tchawicy. Potrzebował chwili, żeby dojść do siebie i cieszył się, że w końcu może oddychać sam. To wcale nie było łatwe. Przeciwnie, to było chyba jeszcze gorsze, niż oddychanie przy pomocy rurki. Czuł się jak gówno, prawdopodobnie wyglądał jak gówno, do tego siedziała przy nim Cece, która powinna być teraz w zupełnie innym miejscu.
    - Daj mi wody - szepnął. Zaschło mu w gardle. Zdecydowanie musiał się napić, bo inaczej nie będzie w stanie z nią rozmawiać. - Gdzie Katie?
    Wiadomo, pytał o córkę. Nic dziwnego, że była pierwszą osobą, o której pomyślał, była jego dzieckiem i prawdopodobnie nie wiedziała nic o tym, że on był w szpitalu, że walczył, że się starał, że chciał wrócić dla niej.
    - A jak mam się czuć? - wciąż charczał, ale nieco mniej. - Kiedy mogę wyjść?
    Nie ukrywajmy, chciałby wyjść tak szybko, jak tylko się da, najlepiej jeszcze dziś. W zasadzie nie czuł się jakoś szalenie źle. Ha, w ogóle się nie czuł, więc nie skłamie, kiedy lekarz spyta, czy czuje się źle. Nie powie też prawdy, kiedy powie, że czuje się doskonale. O, już teraz chciał się nieco podnieść, co miało być chyba pierwszym krokiem do wyjścia, ale opadł bezwładnie na łóżko.


    jolanta
    Ellen, Gwen, Josh, Kara, Keith
    zaraz wracam
     
    Cece Baker



    namieszała sobie w życiu


    pracuje jako detektyw w wydziale zabójstw


    w Seattle PD

    Colette
    Baker








      
    AUBURN PINE HOUSES
       7 roku życia

      
    I don't wanna leave you lonely, but I've run out of love this time

      
    28 y.o.

      
    170 cm

      


    2020-07-06, 00:18


    Colette domyślała się, że Fitz nie będzie chciał tutaj szczególnie długo zostać. Oczywiście, znała go na tyle dobrze, że miała świadomość, że będzie też biadolił, że chce wyjść, trując przy tym wszystkim lekarzom o tym, że naprawdę fantastycznie się czuje. Dokładnie tak samo, jak charczał z tą pieprzoną rurką w tchawicy. Pieprzony uparciuch. Oczywiście, kiedy tylko wróciła do sali, westchnęła cicho i istotnie dała mu wodę w plastikowym kubeczku, chociaż to ona go poiła, bo jednak był trochę osłabiony i nie mógł za bardzo siadać.
    – Proszę. Katie jest z Carrie, nie martw się. Rozmawiałam z nią i zajmie się małą tak długo, jak będziesz tutaj siedział- oświadczyła spokojnie. Była naprawdę pod dobrą opieką, skoro Blackwood wychowała trójkę dzieci, nie? Inna sprawa, że Cee nie miała zielonego pojęcia, w jaki sposób dokładnie Carrie wytłumaczyła dziecku, że taty nie ma.
    – Nie wiem jak, ty mi powiedz – westchnęła mimowolnie, bo o ile wcześniej była naprawdę załamana całą sytuacją i jego walką o życie, tak teraz jego podejście zaczynało Colette irytować. Skoro ona mogła opuścić własny ślub, żeby czuwać przy jego łóżku, on mógł wysiedzieć swoje w szpitalu. – Chryste, Fitz, dopiero co się wybudziłeś po poważnej operacji. Przez jakiś czas miałeś zatrzymanie akcji serca, a ty pytasz, kiedy możesz wyjść? Nie jestem lekarzem, ale obstawiam, że kurwa nieprędko – wywróciła oczyma, wzdychając ciężko. – Mam sobie pójść? Chcesz odpocząć? – spytała, bo nie była pewna, dokąd powinna pójść. Nie pójdzie przecież do domu narzeczonego, którego wystawiła w dniu ślubu, Gwen pewnie jeszcze nie było w jej domu i dopiero teraz zaczęła ją przytłaczać rzeczywistość, którą zostawiła za drzwiami szpitala. Dotarło do niej, że pewnie nie ma do czego wracać.


    -
    Carrie, Callum, Camille, Caspian
    piszę posty
     
    Fitz Blackwood



    baby nie są dla niego


    detektyw w SPD


    samotny ojciec

    Fitzgerald
    Blackwood







      
    WHITE LOG MEWS
       w mieście od urodzenia

      
    My shadow's the only one that walks beside me.

      
    35 y.o.

      
    194 cm

      


    2020-07-07, 01:20


    Pewnie, że będzie charczał, jęczał i marudził, bo przecież nie były sobą, gdyby tego nie robił. Nienawidził szpitali. Serio. Nienawidził. Jego niechęć nie wynikała tylko z tego, że miał tu leżeć, po prostu tego, kurwa, nienawidził. Tyle dobrego, że jego dzieckiem zajęła się jego siostra. Miał do niej zaufanie i wiedział, że Carrie wszystko odpowiednio jej wyjaśni, nawet to, że ojciec dostał kulkę. Robił to w czasie pracy. Zarabiał na jej lalki.
    - Kurwa, dzisiaj wracam - szepnął. Taki był jego plan. Taki miał zamiar. Chciał jeszcze dzisiaj wyjść do domu i najlepiej już jutro wrócić do pracy, ale zdaje się, że to nie działa tak szybko. A szkoda. On by sobie tego życzył.
    - Czuję sie jak gówno - przyznał szczerze. Co innego miał jej powiedzieć, skoro właśnie tak się czuł? Najchętniej odesłałby ją gdzieś daleko, żeby na niego nie patrzyła, bo jednak czuł się nieco nieswojo. Nie chciał, żeby widziała jego chwile słabości, tym bardziej, że przecież był jej kolegą.
    - Ale chcę stąd wyjść, tak ciężko to zrozumieć?
    Tyle dobrego, że chociaż nie chciał długo tu leżeć, więc pewnie prędko zwolni tu łóżko. Władze szpitala powinny być mu wdzięczne. To i tak było jedno z dłuższych zdań, które powiedział, więc chyba nie było źle.
    - Nie idź. Zostań. Chyba że chcesz pójść do swojego faceta - bo jednak przypomniało mu się, że jednak ona kogoś miała i gdyby nie dostał kulki, to pewnie byłaby teraz jego żoną. Jego, nie Fitza. To nie on powinien jej teraz szukać i pilnować. Jemu zależało na małej Katie.


    jolanta
    Ellen, Gwen, Josh, Kara, Keith
    zaraz wracam
     
    Cece Baker



    namieszała sobie w życiu


    pracuje jako detektyw w wydziale zabójstw


    w Seattle PD

    Colette
    Baker








      
    AUBURN PINE HOUSES
       7 roku życia

      
    I don't wanna leave you lonely, but I've run out of love this time

      
    28 y.o.

      
    170 cm

      


    2020-07-07, 16:04


    Colette rozumiała nienawiść do szpitala, serio. Sama za nimi nie przepadała, chociaż pracował tutaj przecież jej… Narzeczony? Niedoszły mąż? Eks? Sama nie do końca wiedziała jak nazywać człowieka, którego wystawiła w dniu ślubu, bo martwiła się o kumpla z pracy. Problem polegał na tym, że nawet nie pomyślała o nim, kiedy Fitzgerald był operowany. Jej myśli były zajęte wyłącznie nim i sama nie była pewna, czy to dobrze. Wróciła do rzeczywistości, gdy Fitzgerald stwierdził, że dzisiaj wraca. Pokręciła gwałtownie głową.
    – Wiem, że nie lubisz szpitali, ale pomyśl o Katie. I tak się nią nie jesteś w stanie zająć, bo wszystko cię boli. Miałeś poważną operację. Nie zgrywaj bohatera, zostań tutaj ile będzie trzeba, żeby cię ustabilizować – westchnęła mimowolnie, bo jednak jego stan nadal był dość ciężki, nawet jeśli sam zainteresowany niemal wyrywał się z łóżka i chciał stąd wyjść. – Tak też wyglądasz – uniosła minimalnie kąciki ust, bo istotnie tak było. Jasne, mógł chcieć ją gdzieś odesłać, ale teraz nie byli na służbie i Cece mogła robić co jej się żywnie podobało.
    – Nie zachowuj się jak rozpuszczony dzieciak, Fitzgerald – powiedziała spokojnie, mrużąc oczy i splatając dłonie na wysokości piersi. No wkurzał ją, wkurzał jak nikt inny, ale z tym żyła. No i w tym momencie po raz kolejny przypomniała sobie o istnieniu swojego faceta.
    – Nie jestem pewna, czy jakiegokolwiek mam. Właściwie nie odzywałam się do niego odkąd zwiałam z zakrystii i pojechałam do ciebie – przyznała, nerwowo drapiąc się po głowie i przeszła się po pomieszczenia. Odetchnęła mimowolnie. – Nieważne, zostanę tutaj. Trzeba cię pilnować, żebyś nigdzie nie spierdolił. Carrie poradzi sobie z Katie, a ty naprawdę musisz odpocząć. I nigdy więcej nie sprawdzać tropów beze mnie, bo widać jak to się kończy – uniosła nieco brodę, ale usiadła znów na krzesełku, bo szczerze nie miała pojęcia, co ze sobą zrobić.


    -
    Carrie, Callum, Camille, Caspian
    piszę posty
     
    Wyświetl posty z ostatnich:   
    Odpowiedz do tematu
    Nie możesz pisać nowych tematów
    Nie możesz odpowiadać w tematach
    Nie możesz zmieniać swoich postów
    Nie możesz usuwać swoich postów
    Nie możesz głosować w ankietach
    Nie możesz załączać plików na tym forum
    Możesz ściągać załączniki na tym forum
    Dodaj temat do Ulubionych
    Wersja do druku

    Skocz do: