menu


Poprzedni temat «» Następny temat
Pokój VIP
Autor Wiadomość
Booker Flanagan


Go hard and watch the sun rise, I swear one night'll change your whole life.


a charming owner of the lucky lizards casino

didn't plan to become a parent with sienna

Lives in
white flower valley

Wysłany: 2018-02-17, 18:44   
  
booker

  
flanagan

  

  

  

  

  

  
35 yo

  
191 cm

  
W Berrylane od zawsze

  


Obserwował resztę rozmowy z boku, już się nie odzywając. Nie widział takiej potrzeby, Roscoe radził sobie świetnie. Poza tym Peter chyba wreszcie odzyskał panowanie nad sobą i już nie próbował udawać, że porwanie czy rozmowy o Raine wcale go nie obchodzą. Obchodziły i, jak się po chwili okazało, dzięki temu doszli do porozumienia. Booker miał tylko nadzieję, że tym razem już nie będą mieli większych problemów z Goldnerami, bo naprawdę nie miał ochoty znowu męczyć się z całą ich rodzinką. Mieli ważniejsze sprawy na głowie, nie? Zresztą, Peter pewnie też, a te pieniądze, które miał im zwrócić raczej nie należały do największych, biorąc pod uwagę ile dolarów jego rodzina przepierdalała na niepotrzebne rzeczy czy organizowanie równie idiotycznych, oczywiście zdaniem Flanagana, eventów. Tak czy siak, Roscoe w końcu skończył rozmawiać. Zamienił z bratem jeszcze kilka słów z dala od Goldnera, po czym zawołał z korytarza dwójkę swoich ludzi. Kazał im rozwiązać Petera, a następnie wyprowadzić go z klubu. Chyba, że miałby ochotę na skorzystanie z propozycji Roscoe, wtedy mógł dłużej zabawić w kasynie. A Booker? Po wyszczekaniu poleceń spojrzał ostatni raz na starszego mężczyznę, posyłając w jego kierunku czarujący uśmiech, po czym wyszedł z pokoju, znikając z pola widzenia Goldnera. To by było na tyle po wyrównywaniu rachunków. [zt x2]
_________________
[Profil]
  MÓW MI: karo;
MULTI: casper; arthur;
 
Dawsey Blackwell


lets go out tonight


księgowy w kasynie

joey mnie denerwuje dlatego muszę dużo pić

Lives in
white log mews

Wysłany: 2019-01-06, 13:08   
  
Dawsey

  
Blackwell

  

  

  

  

  

  
32 yo

  
185 cm

  
W Berrylane od zawsze

  


#3

Oczywiście, że praca w kasynie różniła się od jego poprzednich robót. Trzeba było robić tak, by nikt się nie zorientował, gdyby coś było źle i hajsik się nie zgadzał. Miał jednak nadzieję, że większość faktur będzie się zgadzać i własny brat go nie posadzi za oszustwa podatkowe, bo jednak byłby przypał i trochę by było niefajnie. Trzymał kciuki, że do tego nie dojdzie ale jak na razie kończył to co miał do zrobienia i wyłączył swój komputer chowając go do szuflady, a później wyszedł z gabinetu zamykając go na klucz i poszedł tam gdzie miał iść czyli na spotkanie ze swoją szefową. Musieli się przecież lepiej poznać skoro zamierzał tu pracować trochę dłużej niż miesiąc czy dwa. No, a skoro Kara nie była taką sztywną szują i pozwalała mu na drobne picie w robocie to uważał ją za naprawdę wspaniałą szefową i nie wymieniłby jej na inną... inna pewnie, by mu nie pozwalała.
W każdym raze zszedł schodami do piwnicy gdzie mieścił się klub ze striptizem, więc nic dziwnego, że chcąc nie chcąc oczko zawiesił na jakiejś pannie, ale później się otrząsnął, bo w końcu nie po to tu przylazł! Skierował swoje kroki w stronę miejsca, w którym umówił się z Karą po drodze zamawiając jeszcze dwie szklanki whisky i w końcu pojawił się w pomieszczeniu gdzie czekała jego szefowa.
- Nie warto siedzieć o suchym pysku - stwierdził i podał blondynce szklankę - więc jak na razie znalazłem kilka dziur w rozliczeniach finansowych ale się z tym postaram uporać jeszcze przed wystawieniem kwitów podatkowych żeby nikt się nie mógł dojebać - powiedział siadając gdzieś obok niej i uniósł szklankę do ust, by napić się łyka. - Wiem, że mój starszy brat pomógł wpakować Twojego męża za kratki ale mam nadzieję, że nie masz mi tego za złe - takie rzeczy trzeba było załatwiać od razu, bo nie chciał pracować w jakiejś niemiłej atmosferze.
_________________
[Profil]
  MÓW MI: cyc
MULTI: laila,gin,hayden,jolly
 
Kara Belfrey


The more people you love, the weaker you are. You'll do things for them that you know you shouldn't do.


manager w The Lucky Lizard Casino

żona Calluma

Lives in
white flower valley


Wysłany: 2019-01-12, 22:13   
  
Kara

  
Belfrey

  

  

  

  

  

  
34 yo

  
169 cm

  
W Berrylane od zawsze

  


/ po rach

Jakie więzienie? Jakie oszustwa podatkowe? Nie, w tym kasynie coś takiego na pewno się nie zdarzy. Kara była zbyt dobra i zbyt drobiazgowa, żeby pozwolić sobie na jakąkolwiek wpadkę. Miała pełną świadomość tego, dla kogo pracowała i że miejsce to było z tego względu niejako pod ostrzałem, więc nie było tu miejsca na żadne potknięcie. Każdą fakturę sprawdzała dwa razy, każdą umowę czytała po kilka razy, ale nie wszystko mogła zrobić sama. Nie chciała nawet robić tego w pojedynkę. Miała życie prywatne, którym zamierzała się zająć, dobrze więc się stało, że w kasynie pojawił się księgowy. Musiała lepiej go poznać, zobaczyć, jak będzie radził sobie z fakturami, a przede wszystkim, jak poradzi sobie z tym, że w środku aż roiło się od Jaszczurek. Nie każdemu musiało się to podobać, tyle tylko, że podejmując pracę w takim miejscu, należało być tego wszystkiego świadomym. Ciekawe jak zapatrywał się na to wszystko Blackwell.
Siedziała w sali dla VIPów, ale tańczące w lokalu dziewczyny nie robiły na niej większego wrażenia. Owszem, zerkała na nie, ale tylko dlatego, by wypatrzeć tę najsłabszą sztukę, przyciągającą najmniej spojrzeń i generującą najmniejszy zysk. Nie, nie wyrzuci jej. Przynajmniej nie dziś. Za jakiś czas znów tu usiądzie i znów popatrzy na tancerki. Jeśli nie spodoba jej się praca tej samej dziewczyny, którą wybierze dzisiaj... Kasyno i klub muszą zarabiać. Ten, kto w tym nie pomaga, nie pasuje do tego miejsca.
- Widać, że jesteś tu nowy i nie znasz wszystkich zwyczajów. Nie przepadam za alkoholem. Jesli do mnie przychodzisz, lepiej robić to z paczką papierosów - odparła zgodnie z prawdą. - Ale jeśli mam już coś pić, to chyba nieźle wybrałeś.
Upiła niewielki łyk. Tak, to był dobry wybór. Drugi łyczek upiła w czasie, kiedy Dawsey prezentował swoje osiągnięcia. Zdaje się, że Kara przytaknęła i rzuciła ciche "dobra robota". Nigdy nie była specjalnie wylewna, a już zwłaszcza wtedy, gdy w grę wchodziły komplementy, ale kto wie, może będzie z niego pożytek?
- Twój brat zabrał się za coś, za co nie powinien się brać. Zadarł z ludźmi, z którymi nie powinien był zadzierać. Nie będzie tu raczej mile widziany. Za to ty... Jeszcze nie wiem, co o tobie myśleć.
Upiła kolejny łyczek whisky i wlepiła spojrzenie w Blackwella, trochę tak, jakby chciała odczytać coś konkretnego z jego twarzy.
[Profil]
    MULTI: Barbara, Cooper, Evan, Josh, Julie
 
Dawsey Blackwell


lets go out tonight


księgowy w kasynie

joey mnie denerwuje dlatego muszę dużo pić

Lives in
white log mews

Wysłany: 2019-01-22, 20:02   
  
Dawsey

  
Blackwell

  

  

  

  

  

  
32 yo

  
185 cm

  
W Berrylane od zawsze

  


- Dobrze, będę pamiętać tak na przyszłość... ale całe szczęście jestem zawsze przygotowany - powiedział spoglądając na szefową i wyciągnął z kieszeni paczkę fajek, bo sam palił więc to nie było nic dziwnego, pytanie tylko czy ona wolała jakieś mentolowe gówna, czy prawdziwe fajeczki, bo mentoli to on nie palił. Pewnie przez pewien czas go nie było stać na normalne fajki więc kupował wagony od ruskich z przemytu.
W pracy starał się jak mógł żeby nikt mu nie zarzucił, że się opierdala czy, że próbuje się wymigiwać od roboty tylko dlatego, że to kasyno jaszczurek, z którymi jego brat miał na bakier. To nie tak. Jeżeli miał jakąś robotę do zrobienia to starał się ją zrobić jak najlepiej, nieważne czy to byłaby księgowość w banku, klinice dla noworodków czy w kasynie. Liczyło się tylko to żeby jakoś wszystko funkcjonowało, grało i aby ludzie byli z niego zadowoleni, w kocu za coś mu płacili.
- Mój brat jest jaki jest, kieruje się swoją głową i przekonaniami, działa zgodnie ze swoim sumieniem. Ja także, z tym, że moje jest bardziej elastyczne - powiedział i wzruszył ramionami, a później otworzył paczkę papierosów i wystawił ją w stronę Kary żeby się poczęstowała. - Nie lubię niedomówień i niewyjaśnionych spraw, które tylko utrudniają życie. Jeżeli będzie coś co nie będzie Ci się w mojej pracy podobać, to mi to powiedz wprost ale nie chciałbym żeby decyzje mojego brata rzutowały na moją pracę. - Wyjaśnił i sam wziął sobie fajkę, którą włożył w usta i podpalił, zaciągnął się mocno i po chwili chmura dymu zakryła pomieszczenie. - Jestem tylko prostym księgowym- skwitował na sam koniec sięgając po whisky żeby zwilżyć trochę przełyk.
_________________
[Profil]
  MÓW MI: cyc
MULTI: laila,gin,hayden,jolly
 
Kara Belfrey


The more people you love, the weaker you are. You'll do things for them that you know you shouldn't do.


manager w The Lucky Lizard Casino

żona Calluma

Lives in
white flower valley


Wysłany: 2019-01-26, 13:16   
  
Kara

  
Belfrey

  

  

  

  

  

  
34 yo

  
169 cm

  
W Berrylane od zawsze

  


Wschodnie fajki to coś, co Kara naprawdę lubiła. Sama paliła ostatnio papierosy sprowadzane nielegalnie z Ukrainy. Mówią tam po rosyjsku? Tak, chyba tak. Dla niej te wszystkie dziwne znacznie wyglądały dokładnie tak samo, a że kompletnie nie znała języka, nie miała żadnego problemu z tym, że nie rozumiała ostrzeżeń na paczkach. Tym lepiej. Było jej wszystko jedno czy pisano tam życzenia noworoczne, czy coś w tylu "Palenie obniża potencję". Tych ostatnich zdecydowanie nie dawała mężowi do palenia. Nigdy nie narzekała, ale po co kusić los?
Kara podglądała go czasem w pracy. Nie tylko jego. Lubiła czasem popatrzeć na pracowników wtedy, kiedy nie mieli pojęcia, że są obserwowani. Wtedy mogła w pełni ocenić ich zaangażowanie w pracę.
- Wiesz, na początku chciałam zatrudnić cię tylko po to, żeby zobaczyć minę twojego brata, kiedy dowiedziałby się, że pracujesz w The Lucky Lizard - przyznała, częstując się papierosem. Odpaliła, zaciągnęła się, poczekała chwilę z wypuszczeniem dymu, a kiedy już to zrobiła, wlepiła spojrzenie w Blackwella. - Ja też nie lubię niedopowiedzeń i jeśli coś będzie nie tak, powiem ci o tym, ale póki co... Jesteś dobry. Naprawdę dobry. Pracuj tak dalej, a wtedy będę z ciebie zadowolona i może nawet porozmawiamy za jakiś czas o premii.
Puściła mu oczko. Nie chciała mówić o tym, co będzie, jeśli jej nie zadowoli. Wtedy prawdopodobnie go zastrzeli, ale akurat tego Dawsey nie musiał jeszcze wiedzieć. Również upiła łyczek ze swojej szklanki.
- Opowiedz mi coś o sobie. Lubisz czasem w coś zagrać? Jest szansa na to, że zobaczę cię kiedyś przy jednym ze stołów?
Pytała z czystej ciekawości. Ona sama lubiła grać i nie miała nic przeciwko temu, gdy niektórzy pracownicy również to robili. Pod warunkiem oczywiście, że są już akurat po pracy, bo w pracy się pracuje, a Kara wszystko widzi!
[Profil]
    MULTI: Barbara, Cooper, Evan, Josh, Julie
 
Dawsey Blackwell


lets go out tonight


księgowy w kasynie

joey mnie denerwuje dlatego muszę dużo pić

Lives in
white log mews

Wysłany: 2019-03-04, 21:08   
  
Dawsey

  
Blackwell

  

  

  

  

  

  
32 yo

  
185 cm

  
W Berrylane od zawsze

  


Ruskie fajki potrafiły dać kopa i doprowadzić do porzygu nawet największych Amerykańskich twardzieli, ale Dawsey wcale by się nie zdziwił gdyby Kara miała gdzieś pochowane po kątach szlugi ze wschodu. Już sie przekonał, że jest silną kobieta i zapewne kilka takich szlugów to by zjadła na śniadanie i popiła ruskim spirytem, o ile piłaby alkohol. Sam nie wiedział czemu tak sobie wyobrażał jej poranki. Może miał jakiś mylny obraz gangsterów? Naoglądał się filmów, a mając brata prokuratora, to często się słyszy jakie to te mafie i gangi to organizmy zbudowane z ludzi bez serca.
- Mogłem Ci ją nagrać - powiedział z lekkim rozbawieniem - mój brat nie jest ciekawym obiektem do oglądania, przecież jest o wiele mniej przystojny niż ja i na dodatek jest rudy - dodał oczywiście żartując sobie, bo wiedział do czego Kara piła ale wolał nie słuchać o tym, że nie dostał pracy tylko dlatego, że jest dobry, a dlatego, by można było zrobić Tylerowi na złość. Jakoś to trochę godziło w jego kompetencje i męska dumę.
- Cieszę się, że sobie to wyjaśniliśmy - no wiedział, że jest dobry... w końcu został doceniony i nie można było tak od początku!? Uśmiechnął się też na informację o możliwej premii, kasa by się zawsze przydała, tym bardziej, że chciał znów odłożyć hajs na kolejną wycieczkę, a niestety powietrzem auta nie napełni. Zdecydowanie nie chciał wiedzieć co będzie jak coś schrzani, biedny by się stresował tym, że ma pistolet przy głowie. Wolał jednak żyć w nieświadomości i robić swoje na tyle dobrze na ile potrafił.
- Hmmm nie koniecznie, nie mam szczęścia w kartach, pewnie szybko był przegrał całą wypłatę - przyznał szczerze, bo hazard nie był dla niego jakoś super pociągający, a raczej nie hazard w takim stylu. Lubił się zakładać, ale wolał nie mieszać w to osób trzecich pod postacią krupiera lub automatów, które są w stanie każdego oszukać. - Wolę liczyć hajs niż go tracić - dodał uśmiechając się przy tym, a później napił sie alkoholu. - Chociaż lubię obstawiać wyścigi konne, w ogóle gonitwy są super, byłaś kiedys? - zapytał przyglądając się jej z zainteresowaniem. W sumie lepiej było poznać szefa, żeby zobaczyć na ile można sobie pozwolić podczas luźnych pogawędek.
- Kiedyś byłem w kasynie w Vegas i cóż... nie skończyło się to dla mnie najlepiej - powiedział z wyraźnym rozbawieniem, chociaż powinien chyba płakać, bo wyszedł bez hajsu, za to z panną młodą. Co poszło nie tak!?
_________________
[Profil]
  MÓW MI: cyc
MULTI: laila,gin,hayden,jolly
 
Kara Belfrey


The more people you love, the weaker you are. You'll do things for them that you know you shouldn't do.


manager w The Lucky Lizard Casino

żona Calluma

Lives in
white flower valley


Wysłany: 2019-03-08, 14:20   
  
Kara

  
Belfrey

  

  

  

  

  

  
34 yo

  
169 cm

  
W Berrylane od zawsze

  


Niczego nie popijałaby ruskim spirytem. Nie przepadała za alkoholem, więc gdyby zabrała się za coś tak mocnego, od razu trafiłaby w stanie zapaści na ostry dyżur najbliższego szpitala. Daleko było jej do obrazu stereotypowego członka lokalnego gangu. Może dlatego, że była kobietą, w dodatku blondynką, która wciąż chodziła na szpilkach. Jedynym, co mogło budzić niepokój, kiedy się na nią patrzyło, był niezbyt przyjazny wyraz twarzy, ale nie płacili jej za to, żeby była miła.
- Dobrze, że ty nie jesteś rudy. Nie byłbyś dobrą wizytówką kasyna - puściła mu oczko. Nie to, żeby miała coś do rudych. Czasem wydawało jej się, że jej własny chłop miał na głowie jakieś rude prześwity (na szczęście zaczął już trochę siwieć, więc zaraz nie będzie nic widać), ale rudy od razu kojarzył jej się z prokuratorem, który grzebał tam, gdzie nie powinien. No i proszę, doczekał się. Jego brat pracował w kasynie. Kara wciąż będzie miała go na oku, chociaż chyba nieco już z niego zejdzie. Nieco. To słowo klucz.
- Niektórzy goście wygrywają - uśmiechnęła się. Rzeczywiście, części klientów udawało się coś wygrać, ale kiedy przychodzili tu następnego dnia, przegrywali o wiele więcej, niż wyrwali wcześniej z jaszczurzej kieszeni. - Nie lubię gonitw. Zbyt wiele zależy tam od czynników, na które nie ma się wpływu. Forma konia, forma dżokeja, warunki atmosferyczne, za dużo tu zmiennych. Wolę karty. O, taki porem na przykład. Czysta matematyka.
No i jednak przy stole w kasynie jest wygodniej, niż gdzieś na widowni na torze wyścigów konnych. I nie śmierdzi. Konie śmierdzą. Nie, to zdecydowanie nie dla niej.
- Nasze kasyno jest lepsze od tych w Vegas - puściła mu oczko. Niekoniecznie mówiła prawdę, bo jednak w Vegas było więcej przepychu i atrakcji, ale The Lucky Lizard nie miało tu prawie żadnej konkurencji. Nawet gdyby miało, to i tak byłoby najlepsze. Z takim managerem i księgowym nikt by im nie podskoczył.
[Profil]
    MULTI: Barbara, Cooper, Evan, Josh, Julie
 
Dawsey Blackwell


lets go out tonight


księgowy w kasynie

joey mnie denerwuje dlatego muszę dużo pić

Lives in
white log mews

Wysłany: 2019-03-10, 14:00   
  
Dawsey

  
Blackwell

  

  

  

  

  

  
32 yo

  
185 cm

  
W Berrylane od zawsze

  


- Brat próbuje mi wmówić, że jestem rudy w środku ale to tylko dlatego, żeby poczuł się lepiej - zaśmiał się cicho, cieszył się, że ma normalne włosy i ludzie o jego kolorze włosów nie układają okropnych kawałów ani powiedzonek. W sumie, jego brat był prokuratorem, poważnym mężczyzną, nie to co Dawsey, który wiecznie wszystko brał za dobry dowcip. W każdym razie, starszy Blackwell zdecydowanie był człowiekiem, którego częściej obdarzano zaufaniem niż Dawseya, a podobno się mówi, że rude to takie dwulicowe.
- Taaaa. Wygrywają tylko po to żeby wszystko co wygrali zostawili w barze albo oglądając dziewczyny - już on się znał na tych wszystkich chwytach. Tak czy inaczej ludzie w większości są stratni. On nie ufał tym wszystkim ruletkom i pokerom. Zupełnie nie. Wolał jednak mieć swój los w swoich rękach, a nie w kieszeni krupiera.
- Nieee... jeżeli się już interesujesz gonitwami to śledzisz kto jest w jakiej formie, zawsze możesz zobaczyć trening czy pogadać z dżokejem, ale to jest dość fair. Liczy się to jak kto jest przygotowany ile ciężkiej pracy włożył w rozwój swojej formy i konia. Krupierzy nie wzbudzają mojego zaufania, a już szczególnie gdy się słyszy co mówią między sobą w szatni - przyznał i wzruszył ramionami, odkąd pracował z tymi ludźmi i wiedział jakie sztuczki stosują żeby wyszło tak jak oni chcą, to już w ogóle stracił ochotę na karty.
- Tak zdecydowanie, tutaj nie można się hajtnąć - zaśmiał się, chociaz był to taki trochę śmiech przez łzy, bo przecież nosił obrączkę przez krótką chwilę, właśnie po takiej zabawie w kasynie. Co gorsza, teraz ze swoją byłą przecież mieszkał! - Jak wyglądał Twój ślub... jeżeli mogę zapytać - sam nie wiedział czemu go to ciekawiło. Może się naoglądał ojca chrzestnego i chciał wiedzieć czy u Kary i Calluma było podobnie.
_________________
[Profil]
  MÓW MI: cyc
MULTI: laila,gin,hayden,jolly
 
Kara Belfrey


The more people you love, the weaker you are. You'll do things for them that you know you shouldn't do.


manager w The Lucky Lizard Casino

żona Calluma

Lives in
white flower valley


Wysłany: 2019-03-14, 19:15   
  
Kara

  
Belfrey

  

  

  

  

  

  
34 yo

  
169 cm

  
W Berrylane od zawsze

  


No właśnie. Jak można zaufać rudemu, zwłaszcza kiedy jeszcze był prokuratorem? Może Kara powinna pójść do adwokata i razem z nim napisać jakieś odwołanie od decyzji o aresztowaniu Calluma na podstawie tego, że prokurator był rudy? Może małżeństwo dostałoby jakieś odszkodowanie? Kto to wiedział, słuchać rudego w tak ważnej sprawie?
- Bar ma dobre wyposażenie, a dziewczyny są najlepsze w branży. Za to się płaci.
Czasami czuła się jak burdel mama, zwłaszcza wtedy, kiedy zachwalała tancerki, ale to również pewien element jej pracy. Zresztą, nikt nie tańczył tu wbrew swojej woli, to legalna praca z niezłymi zarobkami i świetnymi napiwkami, co Dawsey, jako księgowy, mógłby potwierdzić. Gdyby Kara miała dwadzieścia lat mniej, może sama trochę by potańczyła, żeby podreperować domowy budżet, ale klienci wolą chyba młodsze od niej. Ich strata. Nie wiedzą, co tracą.
- Wytłumacz mi jedną rzecz. Co ma do tego forma dżokeja? To koń biegnie - zwróciła uwagę na jedną, dość istotną chyba rzecz. - Żałuj, że nie poznałeś mnie wtedy, kiedy byłam krupierką. Byłam najlepsza.
Ech, to były czasy. Rozdawała karty, wyciągała od ludzi ostatnie dolary i była szalenie dumna z tego, że poprawiała dochody kasyna. Gdyby nie była dobra, nie dostałaby szansy wykazania się wyżej, jako manager. Tutaj też świetnie sobie radziła. Chyba nawet lepiej, niż wtedy, gdy była krupierką. To stanowisko zostało stworzone po to, by objęła je kiedyś Kara Belfrey.
- Całe szczęście. Nie wpuściłabym tu weselnego kiczu. Wyobrażasz to sobie? Przy jednym stoliku Elvis, przy drugim para, której ślubu udzielił kosmita.
Nie zapominajmy też o tym, że w tutejszym kasynie rządził gang. Po co wpuszczać tu stada pijanych turystów? Śluby powinny odbywać się jednak w niego innej atmosferze.
- Mój? - spytała wyraźnie zaskoczona, bo jednak nie spodziewała się takiego pytania. - Był... normalny. On, ja, kilkoro najbliższych znajomych, urzędnik. Niczego więcej nie było nam trzeba.
Oboje z Callumem byli raczej minimalistami. Nie byli też specjalnie romantyczni. Chcieli wziąć ślub, więc go wzięli.
[Profil]
    MULTI: Barbara, Cooper, Evan, Josh, Julie
 
Dawsey Blackwell


lets go out tonight


księgowy w kasynie

joey mnie denerwuje dlatego muszę dużo pić

Lives in
white log mews

Wysłany: 2019-03-18, 22:01   
  
Dawsey

  
Blackwell

  

  

  

  

  

  
32 yo

  
185 cm

  
W Berrylane od zawsze

  


- Są? Chyba powinienem jednak częściej tu schodzić i sam sprawdzić - powiedział z rozbawieniem lekkim, bo jednak jakoś tak go to trochę śmieszyło. Nie żeby miał coś do striptizu, było bardzi miło popatrzeć na ładne panie bez ciuchów ale jednak nieco słabo gdy się za to płaciło. Gdzie wyzwanie!? Gdzie poczcie jakiejś męskości czy czegoś tam. Nie wiedział jak faceci mogą sie podniecić wiedząc, że na przykład zapłacili jakiejś prostytutce za seks... to było uwłaczające. W sensie, po co płacić tyle kasy, skoro wystarczy kupić dwa drinki i sama będzie chciała wpaść do łóżka. Tak, Dawsey miał doświadczenie tylko z łatwymi kobietami.
- No koń biegnie ale dżokej go utrzymuje na wodzy, musi być bardzo sprawny by zgrać się z rytmem konia, to nie takie proste. Ciężko jest utrzymać konia, szczególnie takiego rozpędzonego... - no muszą mieć mocne ręce i nogi, pomimo tego, że sami nie biegną to jednak trzeba się umieć utrzymać w siodle. - Nie wiedziałem, że zaczynałaś od stołu - pokiwal głową z uznaniem,najbardziej lubił gdy ktoś wspinał się po szczeblach kariery, a nie od razu został na niej posadzony. W ten sposób ludzie wiedzieli ile pracy trzeba włożyć w poszczególnych miejscach żeby całość jakoś działała. Dzięki temu doceniało się później swoich pracowników.
- Króla to Ty szanuj... - przecież Elvis stworzył jedną z najpiekniejszych piosenek o miłości! Trochę to smutne, że w Vegas tak zbrukali jego wizerunek, ale pewnie Dawsey i Joey też się pobrali przy Elvisie żeby było tradycyjnie.
- Brzmi fajnie - taka mala uroczystość wydawała się być mniej problematyczna niż jakieś wielkie wesele. Na takiej dużej imprezie to zamiast sie dobrze bawić i cieszyć magicznym dniem to się człowiek denerwuje czy wszystko będzie tak jak być powinno. - Myślisz, że to dziwne, że mieszkam ze swoją byłą żoną? - zapytał wprost, bo odpowiedź swojego brata już znał, był ciekaw kobiecego punktu widzenia.
_________________
[Profil]
  MÓW MI: cyc
MULTI: laila,gin,hayden,jolly
 
Kara Belfrey


The more people you love, the weaker you are. You'll do things for them that you know you shouldn't do.


manager w The Lucky Lizard Casino

żona Calluma

Lives in
white flower valley


Wysłany: Wczoraj 22:50   
  
Kara

  
Belfrey

  

  

  

  

  

  
34 yo

  
169 cm

  
W Berrylane od zawsze

  


- Zdecydowanie powinieneś - puściła mu oczko. Co prawda nie jej oceniać kobiecą urodę, bo w żaden sposób nie była koneserką kobiecych wdzięków, ale potrafiła całkiem obiektywnie przyznać, że dziewczyny pracujące w lokalu był całkiem niezłe. Najlepszym dowodem były chyba dochody kasyna, a te były niezłe. Naprawdę niezłe. Jeszcze trochę, a Kara dostanie gigantyczną premię, której na pewno by nie zwróciła. Zasłużyłaby. A panowie, którzy tu przychodzili, wiedzieli jednak, na co się piszą i czego tu szukają. Kara nie oceniała. To nie jej sprawa.
- Nie wiem, nadal to do mnie nie trafia - westchnęła. Tego też nie oceniała. Ona szalała z kartami, tasowała je jak mistrz, potrafiła podmienić coś tak, by nikt nawet tego nie zauważył i to była prawdziwa sztuka, ale być może dżokej też musiał być zdolny. Nie, wyścigi konne zdecydowanie nie były dla niej. - Kiedy wyszłam za mąż, zaczęłam tu częściej bywać. Kasyno potrzebowało krupiera. Całkiem nieźle mi szło, byłam po studiach, poprzedni manager poszedł siedzieć i dostałam szansę.
Kara nie była pierwszą lepszą osobą wybraną na to stanowisko. Okej, polecono ją, ale gdyby nie wykształcenie, nic by z tego nie wyszło. Znała się na swojej robocie i chyba cieszyło ją to, że Dawsey naprawdę jej pomagał.
- Szanuję. Po prostu nie chcę go w tym kasynie - odparła szczerze i zaraz nieco się zamyśliła. Chyba rozumiała już, skąd wziął się ten wstęp o jej własnym ślubie. - Zdefiniuj słowo mieszkam.
To chyba kluczowe. Można z kimś mieszkać i można też z kimś mieszkać. To dwa różne słowa, dwie różne czynności, dwie zupełnie inne rzeczy, które nie muszą, ale mogą się ze sobą łączy. Jeśli Blackwell chciał wiedzieć, co Belfrey o tym myśli, musiał wszystko doprecyzować.
[Profil]
    MULTI: Barbara, Cooper, Evan, Josh, Julie
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  
BERRYLANE POGODA
Strona wygenerowana w 0,06 sekundy. Zapytań do SQL: 5