menu


Poprzedni temat «» Następny temat
Ulica
Autor Wiadomość
Dorian Hargreeves



w Berrylane od dwóch miesięcy

barman

35
yo

193
cm

podróże

Lives in:
white flower valley

Wysłany: 2019-05-21, 21:37   
  
Dorian

  
Hargreeves

  
...

  

  

  

  

  

  


Całe szczęście, że już od kilku lat ćwiczył i wcale nie był jakimś słabeuszem, w innym wypadku pewnie miałby problem z wyciągnięciem dziewczyny znajdującej się na dole. Był jednak pewien, że jakoś sobie poradzi - no, chyba że ważyła dwieście kilo, ale jakoś w to wątpił - dlatego nie szukał nikogo do pomocy. Wiedział też, że studzienki w Berry głębokie nie są, toteż nie potrzebował również żadnej liny. Wolną dłonią zaparł się o krawędź dziury, zaś tą, którą zwisała w dół, złapał wyciągniętą dłoń dziewczyny i pociągnął ją w górę.
Wbrew pozorom nie była ciężka. Myślał, że będzie gorzej, a tymczasem dość szybko wyciągnął ją na powierzchnię, lekko ją powstrzymując, by nie zaorała twarzą o asfalt. Już i tak pewnie miała obolały tyłek, a woda, od której była mokra, nie pachniała najlepiej. Biedactwo.
Dopiero kiedy dziewczyna znalazła się bezpiecznie na górze, skierował na nią swoje spojrzenie. I aż zmarszczył brwi w zdziwieniu, gdy zorientował się, że osobą, którą wyciągnął był nie kto inny jak Sloane. Na jego ustach pojawił się lekki uśmiech, gdy uważnie skanował drobną postać panny Kennedy.
O, to ja — odpowiedział z rozbawieniem, jakoś tak machinalnie odgarniając z jej twarzy kosmyk włosów. — Wszystko w porządku? — zapytał z troską w głosie, mając nadzieję, że nic groźnego sobie nie zrobiła. Wyglądało jednak na to, że nic takiego się nie stało, choć nie zdziwiłby się, gdyby kość ogonowa bolałaby ją jeszcze przez kilka dni. Sam nie raz zaliczył upadek na tyłek, więc niestety wiedział z czym to się równa.
_________________
[Profil]
  MULTI: Thea
 
sloane kennedy



w Berrylane od dnia narodzin

chciałaby najpierw zwiedzić cały świat

18
yo

163
cm

i dopiero później zacząć poważne życie

Lives in:
auburn pine houses

Wysłany: 2019-05-21, 22:04   
  
sloane

  
kennedy

  
And loving is hard, it don't always work you just try your best not to get hurt

  

  

  

  

  

  


Może za trzy tygodnie uśmiechnie się, gdy będzie dzieliła się z kimś swoją historią. Póki co jednak do śmiechu nie było jej zupełnie, bo gdy stanęła już o swoich siłach zarejestrowała jak bardzo obolała po tym drobnym incydencie była. Dodatkowo ta cholerna mgła wcale nie zniknęła, więc automatycznie zmarszczyła nos niechętnie. Warto też zaznaczyć, że Sloane — która już lata temu pozbyła się wszelkich synonimów słowa wstyd — odczuła lekki zażenowanie, gdy dotarło do niej, że wyciągnął ją z tej dziury akurat Dorian. Minęło jej to jednak już po trzech sekundach, bo mimo wszystko daleko jej było do rumieniącej się nastolatki — nawet jeśli przyjemne ciepło rozeszło się po jej ciele w reakcji na jego drobny gest.
— No nie, bo będę miała siniaka tu, tu i nawet tu — odpowiedziała, wymieniając kolejne miejsca. Wskazała je nawet paluchem, bo pewna była, że fioletowe ślady zagoszczą na jej udzie, przedramieniu i tyłku już za kilka minut. Westchnęła tym samym ciężko dając tym samym do zrozumienie, że jakoś nie mogła pogodzić się ze swoim losem. Zmarszczyła nos, gdy zrozumiała, że w gratisie śmierdziała jeszcze naprawdę paskudnie. — I jeszcze śmierdzę, no zobacz — rzuciła i rękę mu pod nos podstawiła. Prawdopodobnie nie musiała tego robić. Prawdopodobnie całe Berrylane ją teraz czuło i zatykało nos. Nie miała tym samym pojęcia w jaki sposób niby miała dostać się teraz do domu. Nie dość, ze było to zwyczajnie ryzykowne to jednak żenujące. Gdyby oglądała Grę o Tron mogłaby to teraz przyrównać do marszu Cersei, ale niestety. Złapała się więc jedynie za głowę, pozwalając Dorianowi odetchnąć gdzieś w międzyczasie świeżym powietrzem. Powinna ocenić najprawdopodobniej fakt, że dalej z nią stał i jeszcze się nie porzygał. Chociaż gdyby to zrobił to Slo nie miałaby żadnych pretensji.
— Nie mogę tak iść do domu. Jestem pewna, że ciągnąłby się za mną kreskówkowy, zielony obłok smrodu. Co teraz zrobimy? — zapytała go zaraz potem. Oczywiście, że skoro już się pojawił i zechciał ją uratować to obolałe kości i cały ten brud były teraz ich zmartwieniem. Mógł się dwa razy zastanowić przed tym ratunkiem, czy aby na pewno warto.
_________________
[Profil]
  MÓW MI: ania
MULTI: dagny i cała tamta gromada
 
Dorian Hargreeves



w Berrylane od dwóch miesięcy

barman

35
yo

193
cm

podróże

Lives in:
white flower valley

Wysłany: 2019-05-21, 22:46   
  
Dorian

  
Hargreeves

  
...

  

  

  

  

  

  


Ah, mgła. Dorian wątpił, aby zniknęła jeszcze przez kilka najbliższych dni. Była ciężka, gęsta i dawała się we znaki wszystkim mieszkańcom. Rozwalone auta, złamane kończyny czy chwilowe zgubienie się w gąszczu uliczek, niewątpliwie każdemu przytrafiła się jedna z tych rzeczy. On na przykład raz wlazł w ścianę, bo skręcił odrobinę za wcześnie. Całe szczęście obyło się bez złamanego nosa czy wybitego zęba, jedynie nabawił się guza na czole, który pewnie nie zniknął do tej pory. Mimo to, gdy siedziało się bezpiecznie w domu i wyglądało przez okno, taka mgła wyglądała odrobinę magicznie. Pasowała też do Berry, ale wątpił, że mieszkańców choć w najmniejszym stopniu to interesowało.
Ciesz się, że skończy się tylko na tych trzech siniakach, zawsze mogło być gorzej — powiedział, bo wbrew pozorom, Dorian był dość pozytywnym człowiekiem i zawsze szukał jakichś plusów, nawet w najbardziej beznadziejnych sytuacjach. Co prawda dziewczyna mogła tak tego nie widzieć, szczególnie że prócz fizycznych dolegliwości, odrobinę śmierdziała wodą z kanalizacji, a wiedział jak kobiety reagują na takie rzeczy. — Aż tak źle nie jest. Zresztą, zaraz pewnie trochę wywietrzejesz i tak źle nie będzie — dodał, starając się ukryć rozbawienie, bo jednak jego to trochę śmieszyło. Pewnie nie byłoby mu do śmiechu, gdyby sam znalazł się w podobnej sytuacji, więc po chwili spoważniał i cicho westchnął.
Mieszkam niedaleko, jak chcesz możesz ogarnąć się trochę u mnie, a później podwiozę cię do domu — zaproponował, bo naprawdę nie chciał jej zostawiać samej na środku ulicy, na której ledwo co było widać. On w tej okolicy jeszcze całkiem dobrze się orientował, ona chyba niekoniecznie, więc byłoby lepiej, gdyby poszła z nim. Przynajmniej miałby pewność, że jest bezpieczna i nie zrobi sobie niczego więcej. Jakimś dziwnym sposobem bowiem odrobinę mu na niej zależało, choć na samym początku ich znajomości naprawdę go irytowała tym milionem pytań. Może dlatego, że z góry założył, iż jest kolejną upierdliwą gówniarą z sianem w głowie. Cóż, upierdliwa była faktycznie, ale szybko zorientował się, że mimo to była całkiem inteligentna i ciekawa świata - zupełnie jak on.
_________________
[Profil]
  MULTI: Thea
 
sloane kennedy



w Berrylane od dnia narodzin

chciałaby najpierw zwiedzić cały świat

18
yo

163
cm

i dopiero później zacząć poważne życie

Lives in:
auburn pine houses

Wysłany: 2019-05-22, 18:19   
  
sloane

  
kennedy

  
And loving is hard, it don't always work you just try your best not to get hurt

  

  

  

  

  

  


Sloane uważała ją za zabawną. Tak po prostu. Oczywiście umysł osiemnastolatki działał na innych zasadach, więc fakt, że ludzie tak mało widzieli i na siebie wpadali dotychczas ją zwyczajnie bawił. Przestał gdzieś w momencie, w którym próbowała oszacować, czy lądowanie w studzience pokiereszowało ją w jakiś poważniejszy sposób, czy jedynie zagwarantowało lekkie stłuczenie kości ogonowej i kilka siniaków. Teraz za to zastanawiała się, czy uda się wcisnąć ojcu, że przy utrzymującej się sytuacji chodzenie do szkoły było niebezpieczne dość. Prawdopodobnie dodany do tego płacz będzie wystarczająco przekonujący. A przynajmniej taką nadzieję miała, bo nigdy więcej nie chciała tak błądzić na ślepo w tej zabawnej mgle.
— No ja nie wiem, może się okazać, że to wcale nie trzy siniaki. Może to jeszcze adrenalina? Albo mam wstrząs? Co się wtedy robi, wiedziałbyś? I czy możesz mnie w takich warunkach zanieść? — uśmiechnęła się ładnie. Już przecież wiedzieli, że Dorian bez problemu dal radę ją podnieść, więc spojrzała na niego niewinnie. Zapomniała o tym, że prawdopodobnie był ostatnią osobą, którą zdecydowałby się dotknąć ze względu na jej piękny zapach. Sama żałowała, że jeszcze przez jakiś czas będzie musiała tak śmierdzieć. — Jesteś prawdopodobnie najgorszym pocieszycielem na świecie, ale doceniam — mruknęła trochę naburmuszonym tonem i tak. Na szczęście istniała spora szansa, że uda jej się przemknąć w takim stanie niezauważona. Czyli ta cholerna mgła w tym jednym, jedynym aspekcie okaże się nawet pomocna dość.
— Zapraszasz mnie do siebie? — zapytała brwi trochę unosząc. Oczywiście, że jej to pasowało. Nie dość, że ratował ją to jeszcze stwarzał idealną okazję ku temu, żeby dowiedzieć się o nim czegoś więcej. A przyznać musiała, że te jego opowieści trochę przestały jej w którymś momencie wystarczać, chciała wiedzieć o nim jeszcze więcej. — A nakarmisz mnie? — zapytała jeszcze z nadzieją. Była odrobinę głodna, ale nie na tyle, by go tutaj pożegnać i wybrać jednak naleśniki ojca. Skoro więc Sloane stawiała wspólne siedzenie z nim nad jedzenie to znaczyło, że naprawdę go lubiła. Dotychczas przecież nie było niczego (ani też nikogo) w jej życiu co mogłoby równać się chociażby z dobrym burgerem.
_________________
[Profil]
  MÓW MI: ania
MULTI: dagny i cała tamta gromada
 
Maddie Hawkins



w Berrylane od urodzenia

agentka FBI na urlopie

32
yo

165
cm

chciałabym, chciała...

Lives in:
auburn pine houses

Wysłany: 2019-06-08, 21:50   
  
Maddie

  
Hawkins

  
Live a simple life in a quiet town

  

  

  

  

  

  


To miał być spokojny i niewiele znaczący dzień. A przynajmniej na taki się zapowiadał, dopóki Madeline nie znalazła się w centrum wydarzeń, których wolałaby uniknąć. Ale od początku.
Powrót do Berrylane był dla Hawkins powiewem spokoju i świeżego powietrza. Nie starczyłoby jej kartki A4 na opisanie różnic pomiędzy Seattle, a tą małą mieściną. I chociaż w młodości aż przebierała nogami, aby jak najszybciej zobaczyć świat poza granicami Berrylane, tak teraz przyjemnie było jej ponownie przechadzać się tak dobrze jej znanymi uliczkami, pokonywanymi za młodu. Wcale nie przeszkadzał w tym fakt obecności pewnego diabelsko przystojnego i niewiarygodnie wysokiego bruneta, który niegdyś doprowadzał ją do szewskiej pasji, a ostatnimi czasy zagrzał spore miejsce w sercu brunetki. Nie przyznałaby się do tego nawet na torturach, ale faktów nie dało się oszukać i coraz trudniej było jej to ignorować nawet przed samą sobą.
Niestety, nawet gdyby chciała, nie mogła całkowicie odciąć się od otaczającego ją zewnętrznego świata i zaszyć się w rodzinnym mieście, ponieważ rzeczywistość bynajmniej o niej nie zapomniała. Z tego też powodu wracała właśnie z drobnej wycieczki do Seattle, jaką musiała odbyć, celem przedłużenia swojego zwolnienia od czynnej służby. Nie była jeszcze gotowa do powrotu do dawnego życia i szczerze powiedziawszy w tym momencie sama nie była pewna, czy kiedykolwiek będzie. Wszystko tak bardzo się pozmieniało, że nie wiedziała już czego tak naprawdę chce. Przystanęła na czerwonym świetle, na bocznej drodze nieopodal wjazdu do Berrylane i zamyśliła się nieznacznie. Z zadumy wyrwał ją huk, który spowodował, że podskoczyła prawie do samego sufitu. Gdyby nie miała zapiętych pasów, rozbiłaby sobie czoło o maskę rozdzielczą. Kiedy minął pierwszy szok, zjechała na pobocze, zaciągnęła ręczny i wyskoczyła z samochodu, obchodząc go i szacując szkodę. Przeniosła wzrok na blondynkę, która wjechała jej w tylny zderzak. No tak, blondynkom nie powinni wydawać prawa jazdy!
-Nie widziała pani czerwonego światła? - zaczęła w miarę łagodnie, krzyżując ręce na piersi i lustrując kobietę wzrokiem. Może powinna sobie sprawdzić hamulce, ponieważ ewidentnie było z nimi coś nie tak. W takich momentach żałowała, że zdała odznakę. Z nią wszystko było prostsze i przede wszystkim szybsze.
_________________
[Profil]
 
 
Kara Belfrey



w Berrylane od zawsze

manager The Lucky Lizard Casino

35
yo

169
cm

żona Calluma, urodzi Belfrejątko

Lives in:
white flower valley

Wysłany: 2019-06-10, 00:38   
  
Kara

  
Belfrey

  
The more people you love, the weaker you are. You'll do things for them that you know you shouldn't do.

  

  

  

  

  

  


/ pewnie po grach

Rzeczywiście, to miał być spokojny dzień, ale Kara i spokój zazwyczaj nie idą ze sobą w parze. Była dziś totalnie rozkojarzona i kompletnie nie miało dla niej znaczenia to, że brak skupienia może przeszkadzać w prowadzeniu auta. Jej myśli były zajęte czymś zupełnie innym. Była dzisiaj u lekarza, konkretniej u ginekologa i wiedziała już, na jaki kolor pomaluje ściany w pokoju dziecka, które urodzi za kilka miesięcy. Nic dziwnego, że nie zwracała uwagi na drogę. Kto by na nią patrzył, kiedy usłyszało się takie rewelacje? Zresztą, co złego może stać się na ulicy w Berrylane? Huntsman wybiegnie jej przed maskę? Menel? Jakiś dzieciak? Trzeba było uważać, a nie pchać jej się pod koła. Przecież z daleka widać, że jedzie Kara, a chyba każdy, kto ją znał lub przynajmniej coś o niej słyszał, wiedział, że kiedy Belfrey siedzi za kierownicą, trzeba uciekać. Trzeba chować się w najbliższym budynku i mieć nadzieję na to, że blondynka szybko zniknie gdzieś za horyzontem.
Uwaga, nie zniknęła.
Nie miała pojęcia, jak to się stało, że wjechała w auto stojące tuż przed nią. Dlaczego kierowca nie odjechał? Przecież mógł. To nie jej wina, że ktoś tu stał. Już teraz widziała minę swojego męża, kiedy kolejny raz powie mu, że znów rozbiła samochód. Dobrze, że Callum znał się na mechanice, przynajmniej sam wszystko jej naprawi. Chyba przyzwyczaił się już do tego, że jego żona jest całkowicie złym kierowcą, a teraz? Nie dość, że nie zjechała na bok, to jeszcze nie zaciągnęła ręcznego, więc zsunęła się jeszcze nieco w dół podczas blokowania jednego z pasów.
- Przecież jest zielone - wskazała na sygnalizator. Tak, Kara, rzeczywiście. Szkoda tylko, że światło zdążyło się już zmienić. Nic dziwnego, że teraz było zielone. Jeszcze chwilę wcześniej świeciło na czerwono.
[Profil]
    MULTI: Eddie, Ellen, Evan, Josh, Julie
 
Maddie Hawkins



w Berrylane od urodzenia

agentka FBI na urlopie

32
yo

165
cm

chciałabym, chciała...

Lives in:
auburn pine houses

Wysłany: 2019-06-12, 10:13   
  
Maddie

  
Hawkins

  
Live a simple life in a quiet town

  

  

  

  

  

  


Zdaniem Maddie, nawet tak ogromne rewelacje nie są powodem do bycia rozkojarzonym na drodze. Powinna odczekać w szpitalnej kafeterii do czasu, aż emocje opadną i dopiero potem usiąść za kółkiem. Nie była pewna, czy to zawód jaki wykonywała sprawiał, że była tak bardzo odpowiedzialna w tego typu momentach, czy działały jeszcze nauki jakie kładł jej do głowy ojciec. Jedno było pewne, nie tolerowała osób, stanowiących zagrożenie na drodze, ponieważ najczęściej to one wychodziły be szwanku, a obrywało się niewinnym. Na szczęście w tym przypadku oberwały tylko samochody. Kobieta westchnęła i przesunęła obiema dłońmi po głowie, a następnie włosach, obserwując lekko wgnieciony zderzak. Jeszcze tego jej brakowało. Nienawidziła użerać się z mechanikami, jeszcze nigdy nie miała z nimi pozytywnych wrażeń, a teraz będzie do tego zmuszona.
Drgnęła, słysząc odpowiedź kobiety. Jej wzrok automatycznie powędrował do sygnalizacji świetlnej. Patrząc na pięknie zielony kolor, policzyła w myślach do pięciu, zanim odwróciła się w stronę blondynki i z najlepszym uśmiechem na jaki było ją w tym momencie stać. Bardzo mocno walczyła ze sobą, żeby nie rzucić jej spojrzenia zatytułowanego "czy ty masz nierówno pod sufitem?!". Na szczęście jej się to udało.
-Teraz, teraz jest zielone. Wcześniej nie było - westchnęła, kręcąc głową - Jeśli tylko skupiałaby się pani na drodze, z pewnością by to zauważyła - dodała, nie mogąc się powstrzymać. Sięgnęła do torebki, przeszukując ją celem znalezienia telefonu. Musiała zadzwonić po najbliższy patrol i to zgłosić, takie były zasady. A co jak co, ona się zasad trzymała.
_________________
[Profil]
 
 
Kara Belfrey



w Berrylane od zawsze

manager The Lucky Lizard Casino

35
yo

169
cm

żona Calluma, urodzi Belfrejątko

Lives in:
white flower valley

Wysłany: 2019-06-12, 15:24   
  
Kara

  
Belfrey

  
The more people you love, the weaker you are. You'll do things for them that you know you shouldn't do.

  

  

  

  

  

  


Już samo to, że Kara wsiadła do auta, stwarzało zagrożenie dla zdrowia i życia wszystkich mieszkańców Berrylane. Wystarczyłoby, żeby wjechała w stację benzynową i spowodowała wybuch paliwa. Najlepiej byłoby, gdyby Belfrey w ogóle nie siadała za kierownicą, ale jak miałaby przemieszczać się po mieście? Naprawdę starała się uważać, tylko co z tego, skoro inni nie uważali na nią? To nie jej wina, że wjechała w to auto. To wina tej kobiety. Źle stanęła. Nie zachowała odpowiedniej odległości od samochodu Kary.
- Było - odparła automatycznie. Na pewno było. Musiało być. - Przecież się skupiałam. To nie moja wina, że ta droga jest krzywa, a światła niewyraźnie świecą.
I dlaczego kobieta w ogóle próbowała ją pouczać? Może jeszcze zaraz powie jej, że Kara powinna podpisać sobie pedały gazu i hamulca? Fakt, czasem jej się myliły i być może rzeczywiście powinna to zrobić, ale wtedy patrzyłaby na karteczki, a nie skupiałaby się na drodze. Koło się zamyka.
- Serio? Będzie pani dzwonić po policję? Nie możemy po prostu się dogadać i odjechać? Przecież to się wyklepie.
Ona też zanurkowała do torebki, ale nie sięgnęła po telefon, tylko po portfel. Zerknęła na tył uszkodzonego auta, potem przeniosła spojrzenie na kobietę, aż w końcu wyciągnęła sto dolarów i podała je ciemnowłosej.
- Tyle wystarczy?
Pojęcia nie miała, więc spytała. Nie znała się na prowadzeniu samochodu, więc tym bardziej nie miała pojęcia o jego naprawie i cenach części. Nieszczególnie uśmiechało jej się tłumaczenie policji i zgarnianie kolejnego mandatu, a zdaje się, że mocno na niego pracowała nawet w tym momencie, bo za nią, na jej pasie, czekało już kilka samochodów. Jeśli komuś się spieszy, to niech ją wyprzedzi, bo Kara nie zamierzała się stąd ruszać.
  
[Profil]
    MULTI: Eddie, Ellen, Evan, Josh, Julie
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  
BERRYLANE POGODA
Strona wygenerowana w 0,09 sekundy. Zapytań do SQL: 5