menu


Poprzedni temat «» Następny temat
Municipal Court of Seattle
Autor Wiadomość
Berrylane


Wysłany: 2017-11-19, 00:01   Municipal Court of Seattle
  
Berrylane


Municipal Court of Seattle
[Profil]
 
 
dodie marvel


Lives in
auburn pine houses

w Berrylane od siedemnastu lat


nieugięta pani prokurator

I wanna pretend that it's not true oh baby that you're gone

Wysłany: 2019-10-09, 16:24   
  
Dorothy

  
Marvel

  

  

  

  

  


  
You make me laugh on days were I thought I’d never be able to ever again

  
30 yo

  
168 cm

  


Powrót do pracy sprawił, że w Dodie pojawiło się nieco więcej energii, choć nadal nie uratowało jej to całkowicie humoru, tym razem jak ktoś pytał co u niej, odpowiadała zwykłym jest okej, jednocześnie powstrzymując się z całych sił, by tylko nie zagłębić się w swoje życie prywatne (ta, jakby jeszcze je miała) i nie zanudzać przy tym osobników, sprawiając że nie odważyliby się zapytać po raz drugi. Chciała wziąć się w garść, zacząć nowy rozdział w swoim życiu, a może nawet być szczęśliwa? Już dawno przestała przypominać samą siebie, pewną kobietę, ale dzisiejszego dnia gdy stała przed lustrem szykując się na umówione spotkanie zrozumiała, że to naprawdę musi się zmienić, bo ile można użalać się nad sobą? Zwłaszcza, że zdawała sobie całkiem z tego sprawę, iż takim zachowaniem nie sprawi, że cokolwiek się polepszy.
Można rzec, że odczuwała lekkie przerażenie na myśl o dzisiejszym spotkaniu - niby miała być to tylko rozmowa czysto zapoznawcza klienta z obecną sytuacją, ale nie do końca znała się na prawie rodzinnym, aplikację robiła w karnym, dlatego pomimo wszystko musiała poduczyć się, sprawdzić czy przypadkiem nie weszły żadne nowe przepisy. Przez miniony tydzień przeanalizowała całą sprawę, ale strach nadal pozostał w jej organizmie.
Na miejsce przyjechała kwadrans wcześniej przed klientem - chciała jak najlepiej wypaść - w końcu była to pierwsza sprawa od czasu urlopu, a spóźnienie nie robiło dobrego wrażenia, po za tym sama nigdy nie cierpiała na nikogo czekać niezależnie od tego czy spóźnienie było zależne od tego osobnika, czy nie. Gdy weszła do swojego gabinetu, dopiero wtedy poczuła się jak w domu - nie mogła się nazwać pracoholikiem, ponieważ potrafiła rozdzielić czas, aby mięć również życie prywatne, ale bycie prokuratorem stanowiło w jej życiu duży punkt, czuła się spełniona - i traktowała to stanowisko z wielkim szacunkiem, czasem miała wrażenie, że to jest jej hobby. Wyciągnęła wszystkie dokumenty na biurko i w tym samym czasie usłyszała głos swojej sekretarki świadczący o tym, że Maxwell Galloway już przybył. - Wpuść go. - Rzuciła do słuchawki i kiedy zza jej drzwi słychać było pukanie podniosła się z krzesła. - Zapraszam. - Dodała, chwilę później dostrzegając przed sobą blondyna. - Dzień dobry, proszę usiąść. - Wskazała ręką na fotel znajdujący się na przeciwko niej, następnie sama usiadła na swoim. - Dziękuję, że Pan przybył, Panie Galloway. - Zaczęła spokojnym tonem najpierw spoglądając w papiery, aby zaraz powrócić wzrokiem do towarzysza. - Wiem, że kontaktował się Pan z moją znajomą Estellą Montez, a ona skierowała Pana do mnie. Nazywam się Dorothy Hargreeves. - Akurat w pracy posługiwała się swoim panieńskim nazwiskiem (i tak do niego całkowicie niedługo wróci, ech). - I zamierzam odpowiedzieć na wszystkie Pana pytania, z tego co wprowadziła mnie w sytuację Pani Montez, to chciałby się Pan dowiedzieć się jak może ucierpieć finansowo, gdy złoży Pan pozew o rozwód, tak? - Zapytała prostując się, pomimo tego, że nigdy nie wprowadzała swoich własnych emocji do danych spraw, na ten moment poczuła lekkie ukłucie, bo co jeśli jej mąż Leo, również był na takim spotkaniu ze swoim adwokatem? W sprawie ich rozwodu?
[Profil]
  MÓW MI: różal
MULTI: Deonne | Boniface
 
MAXWELL GALLOWAY


Lives in
white log mews

w Berrylane od miesiąca


Bardzo lubi swoje pieniądze,

nieszczególnie lubi swoją żonę.

Wysłany: 2019-10-13, 14:16   
  
Maxwell

  
Galloway

  

  

  

  

  


  
I'm out here tonight, so if You wanna start a fight, We'll get loaded on the things that I can't change...

  
33 yo

  
191 cm

  


*8*

Maxwell nie był typowym służbistą, często w swoim życiu pozostawiał miejsce na zabawę, czy spontaniczne sytuacje losowe, ale czuł, że kwestia jego związku z Billie nie może zostać zignorowana w żaden sposób i aby uniknąć jakiejś katastrofy, warto zaczerpnąć opinii odpowiednich osób. Przede wszystkim po tym, czego się już dowiedział, jego żona nie należała do osób majętnych, a jeśli jego ktoś by pytał o zdanie, to powiedziałby nawet, że nie miała stabilnej sytuacji finansowej. Słowem, rozwód z kimś tak bogatym, jak Maxwell mógłby być dla niej nie lada okazją do dobrania się do funduszy Gallowaya. Na to pozwolić nie zamierzał. Nie chodziło tutaj o skąpstwo, a o zasady, jak i to, że umówmy się, nikt bez przyczyny nie lubi oddawać połowy swojego majątku. Jeszcze co innego, gdyby ich związek z Billie coś sobą reprezentował, ale nie, to od początku były jedynie wygłupy i teraz należało w końcu wziąć się za naprawianie tych błędów nie tak odległej młodości. Nawet cieszył się na myśl o swojej wyprawie do Seattle. W Berrylane starał się nie wychylać, mocno zmieniając swoją garderobą, obniżając ją do standardów miasteczka, a chociaż mu to nie wadziło, to był niewątpliwie z tych mężczyzn, którzy w garniturach czuli się najlepiej. Dlatego miał już z założenia dobry humor, kiedy mógł przywdziać na siebie taki strój, dobrać pasek i zegarek, a nade wszystko, nie obawiać się, że z tego powodu będzie przyciągał jakieś dziwne spojrzenia, jakby się urwał z innej planety. Nie spóźnił się. To też w jego stylu nie było, ale podobnie wielkim fanem przyjeżdżania za wcześnie również nie był. Zaparkował samochód pięć minut przed umówionym spotkaniem, wszedł do biura, dotarł w odpowiednie miejsce, sekretarka go zapowiedziała i proszę, już po chwili wchodził do gabinetu kobiety, z którą przyjdzie mu omawiać jego farsę-nie-małżeństwo.
— To raczej ja powinienem dziękować za przyjęcie mnie. W końcu to głównie w moim interesie te dzisiejsze spotkanie — powiedział grzecznie, ale zdobył się przy tym na charakterystyczny uśmiech. Odpiął marynarkę, zajmując następnie wskazane miejsce i zaraz zaczął przysłuchiwać się kobiecie, teraz już wiedząc, że to nie do końca z nią rozmawiał. Kiwał głową rzeczowo, analizując jej słowa i cierpliwie czekał na swoją kolej.
— Dokładnie tak — przyznał jej racje, poprawiając się nieco na fotelu, by zając dogodniejszą pozycję. — Widzi pani, moja żona któregoś dnia zniknęła, zabierając moje karty kredytowe i rzeczy, które jej kupiłem — uznał, że zacznie od konkretów. Dorothy była kobietą, więc jakoś tak odruchowo wolał na wstępie pokazać jej, że to nie tak, że jest zimnym draniem, który chce się pozbyć swojej żony i nie dać jej ani centa. — Znalazłem ją dopiero teraz w małej mieścinie, gdzie wiedzie raczej nieciekawe życie, ale formalnie wciąż jest moją żoną. Sama pani rozumie, czuję się oszukany i pokrzywdzony, więc nie widzę powodu, aby komuś takiemu oddawać jakąkolwiek część swojej fortuny — nie bał się tego słowa, wiedział, jakim kapitałem dysponuje, a lubił jasne sytuacja, zamiast krążenia dookoła tematu bez nazywania pewnych kwestii po imieniu. — Moje zamiary — teraz przyszedł czas na kłamstwo, bo jednak nie zamierzał pani prokurator mówić, że ożenił się z Billie dla zakładu. — Były jak najbardziej szczere, to też ani myślałem o intercyzie, jednak w obecnej sytuacji... złamano mi serce i chyba tu moje cierpienie mogłoby już się skończyć, prawda? — spojrzał jej w oczy, mając nadzieję, że kobieta go zrozumie.
_________________
  
[Profil]
  MÓW MI: Lilka
MULTI: Lilianne itp.
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  
Strona wygenerowana w 0,06 sekundy. Zapytań do SQL: 5