menu


Poprzedni temat «» Następny temat
Pacific Place Mall
Autor Wiadomość
cora braxton



w Berrylane od zawsze

w pracy jest nieszczęśliwa

19
yo

168
cm

a jak z niej wychodzi to wcale nie jest lepiej

Lives in:
white flower valley

Wysłany: 2019-07-07, 16:44   
  
Cora

  
Braxton

  
Hope is a dangerous thing for a woman like me to have, but I have it

  

  

  

  

  

  


Sama była bardzo podekscytowana wyjazdem. Choć jak na razie chyba jeszcze nie do końca docierało do niej to, że rzeczywiście się na jakiekolwiek wakacje wybierała. I to nie będą żadne lamusiarskie wakacje z rodzicami, tylko wyjazd z prawdziwego zdarzenia! W dodatku towarzystwa też nie mogła mieć lepszego, wiedziała doskonale, że razem z Audrey zapamiętają to lato na długo. A przynajmniej taką miała nadzieję, choć na ten moment obawiała się czy będzie miała w czym wyskoczyć na plażę, gdy póki co każdy kolejny kostium wyglądał marnie. Jakby wybierały się na jakąś plażę nudystów to nie miałaby takiego problemu, ale raczej nie chciała spędzać wakacji w towarzystwie starych, grubych i śmierdzących dziadów, którzy świecą swoim przyrodzeniem. Istotne więc było by dzisiaj załatwić te zakupy do końca i mieć je już z głowy.
Zdziwiona zmarszczyła brwi. Co on jej w tym momencie sugerował? Że ona, Cora Braxton, miałaby nie kochać bajek całym swoim sercem? Odebrałaby to jak obrazę wręcz, ale ze względu na pyszną pizzę, którą zrobił, postanowiła nie skomentować tego oburzonym krzykiem. - Nie wiem czy w promieniu kilkunastu kilometrów znalazłbyś większego sympatyka bajek ode mnie. No, pomijając może najbliższe przedszkola i place zabaw... - zmarszczyła brwi i przechyliła głowę lekko w bok. Ale taka była w sumie prawda. Według niej nie istniało coś takiego jak "za stary na bajki". Pierwsza przepychała się w kolejce, gdy wyszła druga część Iniemamocnych. Nie mówiąc o ogromnej radości, gdy dowiedziała się o kolejnej części Toy Story. Mogłaby tak siedzieć i wymieniać ulubione bajki, ale chyba nie byłaby w stanie wybrać takich najfajniejszych. - To jaką ostatnio oglądałeś? I co z tym kostiumem, serio będą mieli mój rozmiar? - bardziej poważnie nie mogła podchodzić do tematu kostiumu z Pepe panem dziobakiem. Gorzej jeśli narobił tylko nadziei, a strój rzeczywiście będzie na kilkuletnią dziewczynkę.
- Na przykład? - brała go trochę pod włos w tej chwili, ale też z drugiej strony mogłaby się o nim dowiedzieć czegoś więcej. Wiedziała o umiejętności zrobienia pysznej pizzy, zamiłowaniu do bajek i to, że przekonująco kłamał. A może to nie umiejętność kłamania, tylko urok osobisty? Kto wie. No, były to raczej zalążki do poznania go lepiej, ale to już coś! Poza tym była w lepszej pozycji znacznie, bo on to nawet jej imienia nie znał.
_________________
    Those nights when you crave someone to be there at dawn,
    to wake with, cause aren't we all just looking for
    a little bit of hope these days?
[Profil]
  MÓW MI: kotleciku
MULTI: raine i reszta
 
boyd emerson



w Berrylane od kiedy się urodzil

student rysujący komiksy, aktualnie pracujący na kuchni

25
yo

183
cm

z pełną premedytacją wkurza swoją dziewczynę

Lives in:
fallen cloud

Wysłany: 2019-07-09, 17:17   
  
boyd

  
emerson

  
I think we're alone now there doesn't seem to be anyone around

  

  

  

  

  

  


Oburzenie się było jedyną, słuszną reakcją. Gdyby okazało się, że miał co do niej rację musiałby z bólem stwierdzić, że wtedy — w otoczeniu nawalonych typów, ogniska i kalafiora — robiła lepsze wrażenie. Teraz jednak kamień z serca mu spadł trochę, bo od dobrej osoby zapożyczył parę cech. I powiedzonek, ale to jeszcze wymagało doszlifowania i nieco dłuższej gadki z dziewczyną. Na którą — warto pamiętać — nawet nie spodziewał się wpaść. Ich wieczór przecież zakończył się odrobinę zbyt niespodziewanie. Z poparzonymi palcami od pizzy, którą ściskał w dłoni uciekając z akademika.
Uśmiechnął się do niej, ale uniósł brew w takim bezczelnie wątpiącym (ale tylko odrobinę!) geście. Nawet nie wiedział Boyd jaką sympatię sobie zaskarbił faktem, że ją pizzą nakarmił! — No nie wiem. Może i bym znalazł, mógłbym się nawet o to założyć, ale chyba tak zaczyna się uzależnienie od hazardu — powiedział tonem bardzo ostrożnym, marszcząc sobie w międzyczasie brwi lekko, jakby naprawdę się nad tym w międzyczasie poważnie zastanawiał. Dobrze wiedzieć, że nie tylko on miał problem z tym żeby wyrosnąć z bajek. Swoją drogą… nie tylko nie wiedział jak dokładnie dziewczyna miała na imię, ale pojęcia nie posiadał na temat tego, czy wiekiem mu dorównywała, czy była jednak jakoś młodsza Nie wpadłby na to, że dzieli ich kilka lat, bo jednak w jego głowie ludzie koło dwudziestki byli nieco bardziej zdziecinniali. Cały jego światopogląd prawdopodobnie zaburzy swoją osobą. — Potwory i spółka — odparł bez najmniejszego zawahania. — Zaraz ci znajdziemy — obiecał. Oczywiście, że mówił poważnie. Przecież nie narobiłby jej nadziei paskudnie, a później nie zostawiłby jej tak bez stroju.
— Rysuję i cytuję klasyki filmowe, więc mógłbym cię narysować jak jedną ze swoich francuskich dziewczyn — powiedział z pełną powagą. Nie uznał tego za rzecz jakkolwiek nieodpowiednią. No, a to, że był niezwykle czarujący i zabawny z pewnością dopowie sobie sama, bo do niektórych wniosków musiała dojść jednak samodzielnie. Nie może jej się podać tak cały na tacy. I ruszył zaraz potem w stronę alejki na której naprawdę widział ten strój. Inaczej zagwarantuje sobie tutaj jedynie niepotrzebną nienawiść. Make love not war.
_________________
[Profil]
  MÓW MI: ania/dagny
MULTI: milion
 
cora braxton



w Berrylane od zawsze

w pracy jest nieszczęśliwa

19
yo

168
cm

a jak z niej wychodzi to wcale nie jest lepiej

Lives in:
white flower valley

Wysłany: 2019-07-23, 18:09   
  
Cora

  
Braxton

  
Hope is a dangerous thing for a woman like me to have, but I have it

  

  

  

  

  

  


Nie przypuszczała, że jej dziecięca natura, która odzywała się dość często, miałaby jej cokolwiek ułatwić w znajomości z Boydem. Nie sądziła, że mogłaby trafić na kogoś kto równie mocno bronił swojego stanowiska, że wcale nie jest za stary na oglądanie bajek. Cora akurat bardzo sobie ceniła to, że potrafi jeszcze spojrzeć na świat oczami dziecka, wtedy wszystko wydawało się takie proste. Oczywiście musiała też pamiętać o swoich dorosłych obowiązkach, nowym życiu i postanowieniach, ale nie zapominała o tym, że w tym całym wyścigu szczurów trzeba znaleźć miejsce na zabawę. Nawet jeśli formą takiej zabawy miało być tylko byczenie się na kanapie i oglądanie po raz tysięczny 101 dalmatyńczyków, czy jak wytresować smoka. Wcześniej tylko wolała trzymać to dla siebie, bo kiedyś ktoś jej powiedział, że to strasznie lamerskie, że ogląda jeszcze takie głupoty. Dlatego nie chciała się wychylać. Lubiła swoje bajki i lubiła je oglądać w spokoju, bez krytykujących spojrzeń czy komentarzy.
Zaśmiała się, gdy wspomniał o hazardzie. - Mógłbyś się założyć, ale pewnie się cykasz. - tak sobie pozwoliła zasugerować, choć wcale nie miała żadnej pewności. Przyzwyczaiła się już jednak do tego, że jak coś się facetowi sugerowało to zazwyczaj robił na odwrót. A kiedy sugerowało się mu, że czegoś nie zrobi? Olaboga. Ciekawa była czy Boyd też był na tym punkcie jakoś wyczulony. Zdziwiłby ją mocno gdyby jednak wykazał się jakąś zaskakującą, męską dorosłością. Kiedy podał więc tytuł ostatniej bajki, którą oglądał, oczy jej się aż zaświeciły. - Po pierwsze nie pluj. Obrażaj, ale higienę zachowaj! - zarzuciła cytatem, bo nie chciała wyjść na gorszą. A już zwłaszcza wtedy, gdy sugerowała mu, że zna się na bajkach jak nikt inny.
Spojrzała na niego dość sugestywnie. Sama nie miała niczego na myśli w tym momencie, choć jej tekst powinien pewnie ją jakoś obruszyć. Potraktowała to jednak jako żart ostatecznie, bo przecież no.. cytował jej klasyka. Nie powinna brać tego do siebie. - Rysujesz? Naprawdę? No proszę, kucharzący rysownik. Tego chyba jeszcze nie grali. To dużo tych francuskich dziewczyn rysujesz? - uśmiechnęła się sama do siebie, gdy już ruszyła za nim. Bo oczywiście, że musiała zdobyć ten kostium. Czy się w niego wciśnie to była kwestia drugorzędna, nie.
_________________
    Those nights when you crave someone to be there at dawn,
    to wake with, cause aren't we all just looking for
    a little bit of hope these days?
[Profil]
  MÓW MI: kotleciku
MULTI: raine i reszta
 
boyd emerson



w Berrylane od kiedy się urodzil

student rysujący komiksy, aktualnie pracujący na kuchni

25
yo

183
cm

z pełną premedytacją wkurza swoją dziewczynę

Lives in:
fallen cloud

Wysłany: 2019-07-23, 21:01   
  
boyd

  
emerson

  
I think we're alone now there doesn't seem to be anyone around

  

  

  

  

  

  


Trafiła czystym przypadkiem na kogoś, kto z niektórych rzeczy nie zamierzał wyrastać nigdy. Prawdopodobnie jemu też wyrzucali, ze był już nieco za stary na niektóre zainteresowania, ale Boyd pozbywał się wtedy tak niekomfortowego towarzystwa ze swojego życia. Prawdopodobnie dlatego zainteresowała go Safi, bo nie była aż tak ograniczona. A dziewczyna stojąca przed nim uratowała mu tamten wieczór piękną historyjką na starcie. Chyba pękał, gdy dziewczyna miała wyobraźnię, taki był z niego prosty typ! Szkoda, że jemu jej aktualnie trochę brakowało i zupełnie pominął fakt, że miał w tym czasie być gdzie indziej. Szukać prezentu i później wrócić do swojej dziewczyny też. Jakoś jednak nie pomyślał o tym, że poszukiwaniu kąpielowego stroju z prawie obcą panną to coś, co mogłoby klasyfikować się jako nieodpowiednie.
— Nigdy w życiu. Mogę podjąć wyzwanie, ale na pewno nie dzisiaj, bo nie mam aż tyle czasu, żeby zaczepiać ludzi i przeprowadzać ankiety — wyjaśnił rozbawiony. Oczywiście, że urażenie jego męskiej dumy to odpowiedni chwyt. Pod tym względem nie różnił się specjalnie od innych facetów, więc automatycznie obudziła się w nim potrzeba udowodnienia jej, że się nie bal, jasne? — Postaraj się dziecko — rzucił dumny z siebie. Oglądał ten film tyle razy, że trudno jej będzie tutaj pozbawić go głosu. Szczególnie, że nie bez powodu nazwał się tutaj znawcą tematu bajek też.
Oczywiście, że nie miał nic złego na myśli! Pewnie nawet jeśli by się zgodziła to biedny Boyd musiałby odmówić. Żadnych kobiet nie rysował. Nawet jeśli jedna z jego bohaterek ostatnio trochę więcej wspólnego miała z niskimi szatynkami o krótkich włosach, niż dotychczas. To oczywiście był efekt największego przypadku. Uśmiechnął się zaraz potem szeroko, wyraźnie zadowolony. — Jestem oryginałem — potwierdził. Co do tego nie powinna mieć najmniejszych wątpliwości jednak. — Widzisz tamtą dziewczynę? I tamtą kasjerkę? No i tamtą panią, która sprawdza tę bluzkę? No, to żadnej z nich — dodał z szerokim uśmiechem i ruszył zaraz potem za Corą, bo przecież naturalnie musieli znaleźć jej ten komplet, tak?
_________________
[Profil]
  MÓW MI: ania/dagny
MULTI: milion
 
cora braxton



w Berrylane od zawsze

w pracy jest nieszczęśliwa

19
yo

168
cm

a jak z niej wychodzi to wcale nie jest lepiej

Lives in:
white flower valley

Wysłany: 2019-08-17, 19:01   
  
Cora

  
Braxton

  
Hope is a dangerous thing for a woman like me to have, but I have it

  

  

  

  

  

  


Gdyby wiedziała, że na Boyda czekają inne obowiązki, zapewne nie proponowałaby tak ochoczo pomocy w szukaniu tego obiecanego stroju. Poprosiłaby o wskazówkę i pokierowanie i ładnie by się pożegnała. W końcu sama doskonale wiedziała, że musi mieć wszystko poukładane co do minuty. Niestety, ale jej szefostwo nie zawsze było wyrozumiałe dla minuty spóźnienia. Dobrze, że do tego wszystkiego nie musiała jeszcze dokładać obowiązków wobec faceta czy dziewczyny, bo zapewne doby nie wystarczyłoby żeby tak zadowolić każdego. Na szczęście w najbliższym czasie czekały na nią wakacje z przyjaciółką i naprawdę myślami była już tam. Nawet jeśli nie do końca wiedziała, gdzie się wybierają.
- Wymówki.. słyszę tylko koko-wymówki. - zażartowała, strosząc niewidzialne piórka jak te wszystkie kurki. Dowcipnie sugerowała, że się boi tych ruchem, choć tak naprawdę sama miała niewiele czasu na takie zabawy i żarciki. Zamiast skupiać się na takich głupotach powinna rzeczywiście zrobić co do niej należy i wrócić do poważnych obowiązków. Póki jeszcze nie wyjechała, nie mogła tak w pełni olać tej roboty, nie. - Odpuszczę ci, ale tylko dlatego, że my bajkowi powinniśmy trzymać się razem. - pokiwała głową i zachowała powagę na chwilę, jakby co najmniej planowali wspólne interesy. Dla Cory było to wyjątkowo ważne. Nie była wcale tak dziecinna jak słyszała, to normalne, że ludzie zachwycają się animacjami.
Pokierowała swój wzrok tak, jak nakazywały jego instrukcje. Przez chwilę miała wrażenie jakby rzeczywiście wskazywał na swoje modelki i ofiary. Cora nawet się wystraszyła, bo kto wie co to za zboczeniec mógłby być. Na szczęście wszystko okazało się żartem, a Braxton przypomniała sobie o tym jak łatwowierna potrafiła być. Parsknęła śmiechem. - Okej, uspokoiłeś mnie. Jedna z nich ma chyba jakieś 70 lat, nie? - zapytała, bardzo śmiało sobie znowu żartując. Miała jednak wrażenie, że wcale się za to nie obrazi i wyłapie dowcip. Kiedy znaleźli się na odpowiednim dziale, Cora złapała za kostium, który był bardzo malutki. - Mogę co najwyżej założyć go sobie na głowę. - może nie byłby to taki kiepski pomysł?
_________________
    Those nights when you crave someone to be there at dawn,
    to wake with, cause aren't we all just looking for
    a little bit of hope these days?
[Profil]
  MÓW MI: kotleciku
MULTI: raine i reszta
 
boyd emerson



w Berrylane od kiedy się urodzil

student rysujący komiksy, aktualnie pracujący na kuchni

25
yo

183
cm

z pełną premedytacją wkurza swoją dziewczynę

Lives in:
fallen cloud

Wysłany: 2019-08-17, 21:24   
  
boyd

  
emerson

  
I think we're alone now there doesn't seem to be anyone around

  

  

  

  

  

  


Ona akurat miał tego dnia wolne, ale na głowie miał inne zobowiązania. Na szczęście nikt nie zamierzał go ścigać za minutowe spóźnienia, więc mógł całkowicie bezczelnie odsunąć myśli o tamtych rzeczach by jednak pomóc Corze w poszukiwaniach. Przecież sam ją zaczepił i się zaoferował, byłoby to więc bardzo niegrzeczne, gdyby się teraz zawinął i zostawił ją w opresji. O tym, jaką wymówkę wciśnie będzie myślał później. Pod warunkiem, ze ktoś faktycznie przejmie się tym, że Boyd się odrobinę spóźnił. Bo może być tak, że nikt nawet tego nie zauważy. Przecież Safi miała też swoje problemy na głowie obecnie.
— Jesteś bardzo niezabawna — poinformował ją mimo wszystko lekko rozbawiony. Dziewczyna stojąca przed nim właśnie gdakała w jednym ze sklepów nie mógł zachować zupełnej powagi. Na pewno jakaś mijająca ich pani spojrzała na dziewczynę krytycznie, na co Emerson wzruszył jedynie ramionami, bo to nie jego wina zupełnie, ze Cora nie potrafiła się zachować w sklepie! — O jaki przejaw litości, nie wierzę — rzucił lekko rozbawiony. Jakby jednak okazało się, że tutaj presję zamierza na nim wywierać to Boyd musiałby się usunąć szybciej, niż sobie zakładał. Naprawdę nie miał aż tyle czasu. Nawet na rozmowy z nią powinno mu go braknąć, ale to jeszcze wciskał. Pewnie dlatego, że jakąś sympatię względem dziewczyny odczuwał.
— Nie mam pojęcia, ale może tak być — dodał zaraz potem i lekko ramionami wzruszył. A skoro kostium okazał się za mały to zapewne ruszyli na poszukiwanie innego, bo Boyd chciał jej tutaj doradzić odpowiednio. W przymierzalni jej jednak nie podglądał i nawet nie oceniał na żywej modelce, bo byłoby to trochę niepokojące. A później Cora wróciła do pracy, a on ruszył dalej na poszukiwanie tego nieszczęsnego prezentu, bo co innego miał niby zrobić?


zt! <3
_________________
[Profil]
  MÓW MI: ania/dagny
MULTI: milion
 
Wolfgang Hargreeves



w Berrylane od 5 lat

wysyła ludzi w różne podróże

27
yo

180
cm

ma żonę Ellen

Lives in:
fallen cloud

Wysłany: 2019-09-10, 22:27   
  
`wolfie hargreeves

  
`

  
`

  

  

  

  

  

  


#13

Wolfie strasznie się męczył z gipsem na nodze. Serio, nie było dnia, kiedy przez niego nie nabijał sobie nowego siniaka albo kiedy nie nabijał go Ellen, kiedy próbowała mu pomóc. Już się wydawało, że opanował dobrze chodzenie o kulach, a potem potykał się o zabawkę dla psa i wpadał na ścianę. Przez co miał teraz stylowego plasterka na czole w księżniczki, bo wiadomo, w ich mieszkaniu tylko takie super męskie opatrunki były. Wolf robił zakupy, sięgnął po złe opakowanie, które ktoś pewnie przemieścił wcześniej, bo nie chciało mu się szukać odpowiedniego miejsca. No i teraz to miał. Miał też na swoim tyłku spodnie, coś, co nieczęsto na nich gościło ale halo, mieli ważne zadanie i musiał się należycie prezentować i chociaż w ten sposób nie przynosić wstydu swojej szoferce. Bo on, oczywiście, nie mógł prowadzić, więc był zdany na łaskę ludzi dookoła. Nie były to zakupy na okazję urodzin, nie nie, to były zakupy o wiele poważniejsze, dlatego Wolf wkładał w nie tyle entuzjazmu, ile tylko miał w sobie!
- Okej, musisz mi powiedzieć czy chcesz być seksowną kocicą, zadziorną lolitką, czy jednak szukamy czegoś naturalniejszego - oznajmił jej, jak już się wpakowali do środka sklepu z perukami i rozglądali dookoła. Tak, to będzie dobra zabawa, na pewno! - Też jakieś poprzymierzam, myślisz że będę kręcił Ellen jako różowa Polly? - wskazał na jakiś model peruki, która była totalnie różową landryneczką, hehs, brakowało tylko mini i białych kozaczków, które oczywiście, dla Elki by założył, nawet jeśli tylko po to żeby ją rozbawić!
_________________
[Profil]
  MULTI: fin, joey, leanne, scott, nora, maia, callie, perry, adelaide, gal i elfred
 
Penny Mayfield



w Berrylane od dwóch lat

razem z raczkiem nieboraczkiem wybiera sobie trumnę

31
yo

178
cm

a z Wesem skończą jak Romeo i Julia

Lives in:
blue velvet

Wysłany: 2019-09-11, 21:37   
  
Penelope

  
Mayfield

  
don't say we have come now to the end

  

  

  

  

  

  


| przed grą z Wesem, ale po wszystkim innym

Chociaż złamana noga to bardzo poważna sprawa i lepiej takie pokrzywdzone osoby zostawić w spokoju, Penny musiała Wolfa wyciągnąć dzisiaj na miasto. Po pierwsze dlatego, że był to ostatni jej dzień w Berrylane - ostatni przed powrotem do kliniki, a co za tym, ostatni możliwy dzień, by spotkać się z nim bez Ellen. Chciała w końcu z kimś szczerze porozmawiać, bez obawy o nagły dramatyzm, płacz i niedowierzanie. Tak, zamierzała swojemu szwagrowi powiedzieć, że choroba jej nie mija, że jest dużo gorzej, niż było i że rokowania nie są pozytywne. Kiepsko się czuła zmuszając go do tego wyjścia, ale skoro niedługo zabraknie jej na świecie i ich spotkania ograniczą się do... minimum, to chyba jednak miała do tego prawo, prawda? Poza tym nie chodziło tylko o wyjście do centrum handlowego, by sobie jakoś humor poprawiła. Nie, musiała zrobić zakupy, które przerażały ją odkąd dostała pierwszą dawkę chemii. Peruka. Musiała kupić perukę. Gdzieniegdzie zaczynały jej wypadać już włosy i chociaż potrafiła umodelować je tak, by nikt się nie zorientował, wieczorami, stojąc przed lustrem, czuła się naprawdę koszmarnie. Lekarz jej już wcześniej zapowiedział, że kontynuacja leczenia po chwilowej, obecnej przerwie, będzie dużo gorsza i powinna już się odpowiednio na to nastawić. - Hmm, może niech to będzie coś w stylu Cruelli de Mon - powiedziała z powagą, żartując sobie oczywiście. Pewnie przymierzy różne szalone opcje, jakieś różowe czy niebieskie wariacje, ale pewnie i tak kupi coś, co chociaż trochę przypominać będzie jej naturalne włosy. - Zdecydowanie. To pewnie nawet przeniesie wasz związek na wyższy poziom - stwierdziła z przekonaniem, chichocząc przy tym. - Czyli też powinnam jakoś zaszaleć? Wybierz mi coś odpowiedniego - poleciła mu, rozglądając się po sklepie. Przez te wszystkie peruki mdliło ją strasznie, chciało się jej płakać i wymiotować, ale i tak dzielnie udawała, że bardziej ją to wszystko bawi, niż smuci. W końcu to miał być miły dzień, prawda?
_________________
  
[Profil]
  MÓW MI: Maja
MULTI: Colter / Elio / Finn / Holden / Philly / Theo
 
Wolfgang Hargreeves



w Berrylane od 5 lat

wysyła ludzi w różne podróże

27
yo

180
cm

ma żonę Ellen

Lives in:
fallen cloud

Wysłany: 2019-09-12, 23:01   
  
`wolfie hargreeves

  
`

  
`

  

  

  

  

  

  


Tak naprawdę to Wolf się cieszył, że wyszedł z domu. Trochę zaczynał tam już świrować, ciągle te same cztery ściany. I miał wrażenie, że przytył już dobre dziesięć kilo na tym reżimie kanapowym, z którego się nie bardzo można ruszać. I nawet jeśli by chciał coś ćwiczyć, to przecież nie mógł, bo potem będzie jedna noga umięśniona, druga nie i będzie wyglądać strasznie głupio! Oczywiście, to wszystko było niczym w porównaniu z tym, co się roiło w głowie Penny, co miała na głowie i co przechodziła. Dlatego kiedy jechali autem mówił jej milion szczegółów na temat tego co zabawnego robi jego pies, jaka dziwna jest Jolene, która go autem rozjechała i przez którą ma nogę w gipsie (nawet jej wyznał, że zrobiło mu się jej trochę żal, po tym jak z Ellen wyszła lwica i na nią naskoczyła w szpitalu, dlatego pozwala jej przychodzić i je jej wypieki) i wszystkie rzeczy jakie robi głupie z tą kulą, żeby tylko poprawić jej humor i wywołać uśmiech na jej ustach. Miała bardzo ładny uśmiech i bardzo ładne usta, gdyby nie był mężem jej siostry i nie pilnował jej sekretu, to pewnie by się do niej trochę zalecał. Przyprawiając ją zapewne o traumę życia...
- Byłabyś bardzo seksi Crusią, z tymi szczeniaczkami na płaszczu - uniósł brwi - ale skoro jesteśmy w Berry, to chyba muszą być Bambi, takie wiesz, mroczne też, bo to takie małe, ale jednocześnie wersja typowa dla okolicy - pokiwał głową, bo widział w tym sens i spojrzał na nią pytająco, czy ona też widzi. Tak naprawdę, to to miejsce trochę go stresowało ale bardzo się starał dla Penny to przezwyciężyć w tym momencie.
- Nie kuś, bo zaraz będziesz mi dobierać pasujący seksi fartuszek, żebym jej pucował lampy co sobotę w pełnym outficie - mrugnął do niej rozbawiony i zagłębił się w las peruk, co wcale łatwe nie było! Dlatego Penny już po chwili miała pod swoimi nogami pierwszą, toczącą się w jej stronę głowę - ummm... patrz, mam tutaj seksi krótką fryzurę, jak ta laska z Pulp Fiction - pomachał peruką w ręce trzymaną, tą, która przed chwilą była na głowie toczącej się... em... głowy! Założył ją na swoją głowę, żeby pokuśtykać bliżej i spróbować jakoś ją podnieść, ale właścicielka sklepu go uprzedziła, mordując go wzrokiem... - eee... to co, może płomienna ruda?- zapytał, jąkając się trochę, bo go ta kobieta jednak trochę przerażała! I bardzo ostrożnie ściągnął z głowy kolejną perukę, stojąc na jednej nodze. Rude, długie włosy, lekko falowane - z taką fryzurą mogłabyś grać w tych telenowelach, gdzie jeżdżą na koniach... albo nakręcać reklamówkę tamponów na plaży - pokiwał głową, z miną znawcy, aż ta pierwsza, czarna peruka zsunęła mu się na oczy i już nic nie widział.
_________________
[Profil]
  MULTI: fin, joey, leanne, scott, nora, maia, callie, perry, adelaide, gal i elfred
 
Penny Mayfield



w Berrylane od dwóch lat

razem z raczkiem nieboraczkiem wybiera sobie trumnę

31
yo

178
cm

a z Wesem skończą jak Romeo i Julia

Lives in:
blue velvet

Wysłany: 2019-09-12, 23:37   
  
Penelope

  
Mayfield

  
don't say we have come now to the end

  

  

  

  

  

  


Naprawdę doceniała, gdy ludzie próbowali odciągnąć jej myśli od choroby i opowiadali o sprawach beztroskich, zabawnych, pozytywnych. Nawet te opowieści, które wykraczały w daleką przyszłość, traktowała jako coś dobrego - jakieś nieme zapewnienie, że będzie dobrze, że jakoś wszystko się ułoży. Sama nie potrafiła zmusić się do odciągania się od tego wszystkiego, co złe, więc z radością i wcale niewymuszonym śmiechem wysłuchiwała opowiastek Wolfa. Nie zachowywała się jak typowa osoba zmagająca się ze śmiertelną chorobą, właśnie przez te wszystkie cudowne osoby, które przy sobie miała. Nie chciała, by jej smutek i ból przeszły na nich, choć domyślała się, że to podwójna gra pozorów - bo pewnie gdy nie patrzy, oni także z przygnębieniem spoglądają na jej sprawę. Ale hej, grunt, że takie momenty jak ten potrafiła doceniać i wykorzystywać - w zasadzie, uśmiechała się dziś częściej, niż kiedykolwiek w ostatnim czasie. Na moment nawet zapomniała, jak wielka jest powaga jej choroby.
- Chyba mimo wszystko nie chciałabym być mroczna... - stwierdziła z rozbawieniem, bo jednak była teraz ciocią i chciała być taką fajną i radosną ciocią, tym bardziej, że długo nią sobie nie pobędzie. - Fartuszek? - powtórzyła ze zdziwieniem, a jedna z jej brwi powędrowała do góry. Potem się roześmiała, bo wcale nie chciała sobie tego wszystkiego wyobrażać. No, Wolf był jej jak brat jednak, a ta wizja, w której biega po domu w różowej peruce i samym tylko fartuszku, wcale nie była... przyjemna. - Może jednak coś bardziej męskiego, dobra? To znaczy, taki męski fartuszek - stwierdziła, kiwając przy tym głową. Taki jaki noszą panowie w rzeźni na przykład, lekka psychodela, trochę styl na Dextera, ale zabawić się pewnie jakoś można. - W sumie... ona była śliczna bardzo i to trochę cięcie takie, jakie miała Matylda z Leona, nie? Może faktycznie to dobry pomysł? - zaczęła się na głos zastanawiać, bo co prawda dziwnie byłoby jej z grzywką, ale jednak odrobina szaleństwa i zmiany nikomu nie zaszkodziła, prawda? Dlatego zaczęła oglądać te włoski dokładnie, co z tego że na Wolfim były i że jakaś niemiła kobieta posyłała im wrogie spojrzenia. - Rudy to chyba jednak zbyt wielka zmiana - stwierdziła, przyglądając się uważnie kolejnej podsuniętej przez niego opcji. - Nie chcę być kojarzona z tamponami - stwierdziła ze śmiechem, bo jednak niewiele kobiet marzy o czymś takim, okej. Zaraz potem zerknęła na inną jeszcze perukę, taką z kręconymi włosami i znów przykro jej się zrobiło. Chciała swoje włosy, nie chciała takich. Nie wiedziała nawet czy są sztuczne, czy prawdziwe, ale nie miało to znaczenia najmniejszego. Prędko jednak starła samotną łzę z policzka i sięgnęła po pierwszą lepszą perukę, która była w jej zasięgu. Blond seksi fale, totalna abstrakcja. Założyła ją na siebie niedbale i odwróciła się do swojego towarzysza. - Wolfie - powiedziała na wdechu, niby się uśmiechając, ale każdy by się domyślił, że ta mina nie zwiastuje niczego dobrego. - Mam do ciebie prośbę - dodała ciszej, wzrok wbijając w ziemię, bo nie czuła się wcale dobrze z tym, że mu mówi tak wiele, a swoim siostrom jedynie kłamstwa.
_________________
[Profil]
  MÓW MI: Maja
MULTI: Colter / Elio / Finn / Holden / Philly / Theo
 
Wolfgang Hargreeves



w Berrylane od 5 lat

wysyła ludzi w różne podróże

27
yo

180
cm

ma żonę Ellen

Lives in:
fallen cloud

Wysłany: 2019-09-13, 00:46   
  
`wolfie hargreeves

  
`

  
`

  

  

  

  

  

  


Jego wszystkie wypadki, przypadku, upadki i... inne wpadki mogły zostać jej chlebem powszednim, nie przeszkadzało mu to. Gdyby tak było, to zabraniałby Ellen mówić o tym co mu się przytrafiało, ale tego nie robił, wręcz przeciwnie, sam opowiadał czasem takie historie dla poprawienia humoru ludziom dookoła. Kiedy tyle ci się dzieje, trzeba to brać na klatę i się z tego śmiać, bo inaczej musiałby chodzić obwieszony jakimiś talizmanami odganiającymi złe moce.. czy coś. Okej, pewnie tego też próbował kiedyś, ale cii. I tańczenia w nocy na cmentarzu... i maści guru sprzedawanej w chatce nad jeziorem... tak...
- Przez te jelonki czy przez te włosy? Bo one w połowie były białe - przypomniał jej. Żeby zrobić jej perukę Cruelli, to musiałby rozerwać dwie i zszyć. Albo iść do sklepu z kostiumami.
- Tak, no taki wiesz, jak pokojówki w Simsach mają - wyjaśnił, kiwając lekko głową. Tam były bardzo ładne pokojówki i miały bardzo ładne outfity - zawsze próbowałem je w nich poderwać, ale kończyło się na napiwkach i tyle - westchnął ciężko, nawet tam mu podryw nie wychodził, to ssało! Pewnie jego simy też się wiecznie kłóciły, jak je próbował zachęcić do bara-bara... albo stawały w płomieniach bez powodu... albo umierały na kaszel.
- Hej, wyglądałbym super męsko - rzucił niby oburzony, ale ton głosu jakiś taki dziwnie wysoki mu wyszedł i odchrząknąć musiał aż po chwili - tak tak, nigdy nie rozumiałem o co chodzi w tym filmie. Przecież ten kwiatek na pewno tam sobie zginął! I czemu Leon nie mógł z nią zostać? Lubiła go bardziej niż swoją zemstę - wzruszył lekko ramionami, dla niego wszystko było takie proste. Po chwili sięgnął znów po inną perukę, jasny róż, z cekinami - więc może nie rude tampony, ale różowa kicia od gumy hubabuba? - i wskazał jej nową propozycję, z rozbawieniem. A potem on też sięgnął po blondy i założył na głowę bardzo długą blond perukę, trochę krzywo, więc zasłaniała mu oczy, odgarnął ją - jestem teraz rockmanem, możesz we mnie rzucać stanikami - wesoło zaproponował i spróbował zarzucić włosami jak rockman, ale że nie miał pod spodem tego czegoś, to peruka spadła mu na oczy. Odgarnął ją niezdarnie, przypominając teraz zapewne kuzyna Coś
- no co tam Penny? - zapytał, czując zmianę w jej głosie i nie ma co ukrywać, niepokojąc się! - Źle się czujesz? Jak chcesz rzygać, to możesz do głowy różowej kici, zorganizuję dywersję - zaoferował, myśląc, że to o to chodzi. I nieco się zbliżył do niej, hacząc kulą o półkę, ale nieważne, grunt że tym razem nic nie spadło akurat. - Co jest? - zapytał ciszej, trochę niepewnie, gotów ją łapać, gdyby faktycznie się źle czuła.
_________________
[Profil]
  MULTI: fin, joey, leanne, scott, nora, maia, callie, perry, adelaide, gal i elfred
 
Penny Mayfield



w Berrylane od dwóch lat

razem z raczkiem nieboraczkiem wybiera sobie trumnę

31
yo

178
cm

a z Wesem skończą jak Romeo i Julia

Lives in:
blue velvet

Wysłany: 2019-09-13, 23:11   
  
Penelope

  
Mayfield

  
don't say we have come now to the end

  

  

  

  

  

  


- Włosy oczywiście - stwierdziła z lekkim uśmiechem, wzruszając przy tym ramionami. Koncepcja dobra, ale raczej nie dla niej - a już na pewno nie na tę sytuację, kiedy jednak wolała wmieszać się w tłum, niż przyciągać ciekawskie spojrzenia. Wtrącenie i wyjaśnianie simsów nie skomentowała za to zbyt dokładnie, po prostu uroczyła tę opowiastkę kolejnym śmiechem i kiwaniem głową, bo ona na simsach średnio się grała. Raz grała u koleżanki, ale jakoś jej to wszystko nie wciągnęło po tym, jak po pierwszej próbie dom jej sima zajął się ogniem, a biedaczek zginął tragicznie. Miała lekką traumę po tym i chociaż była to jedna z nielicznych gier, w jakie przyszło jej kiedykolwiek grać, uznała, że są one wszystkie zbyt brutalne i nie chce mieć z nimi nic wspólnego.
- Daj spokój, nie żadnym filmie tak nie płakałam - pokręciła głową, wzdychając. - No i oczywiście Leon był moją pierwszą, poważną miłością - dodała, bo lubiła to podkreślać, chociaż pewnie co druga dziewczyna podzielała jej słabość do tej postaci. Należało to oczywiście do spraw typowych. - Pasuje ci - przyznała z uznaniem i nawet telefon wyciągnęła, cyknęła fotkę i stwierdziła, że później pokaże ją Ellen. Bez wątpienia było to coś, co wypadało wydrukować i w ramkę oprawić, bo jednak Wolfi w rockowym, blond wydaniu, wyglądał przesłodko. Pewnie nawet dużo lepiej, niż ona w swojej opcji. Potem nerwowo pokręciła głową, wstydząc się tego, że kolejnej osobie musi trochę pokomplikować życie. Z Wesem jednak było ciężko rozmawiać o czymkolwiek, Stevie była zbyt słodka na rozmowy takiej wagi, Antek był wrażliwy przez zmarłą żonę, Reese miała wystarczająco wiele problemów na głowie, Jasmine za młoda, Paisley zachowałaby się pewnie jak Wes, Sienna miała teraz dziecko a Booker... No jednak niechętnie by się do niego mimo wszystko udała. Deborah już przeżywała załamanie przez to, że Penny zostawiła jej swojego kotka, a Ellen... No cóż, Penny naprawdę nie chciała jej dokuczać, jak i każdemu z rodzeństwa. Dlatego tak, to musiał być Wolfie. Może przez to, że mimo jakichkolwiek problemów, był zawsze taki pozytywny i niezdolny do załamania... - Nie czuję się źle... Znaczy, nie teraz, ale... Te wyniki badań, to wszystko co mówiłam ci i Ellen, to nieprawda - dodała cicho, wzrok odwracając gdzieś pośpiesznie, bo gdyby nawiązała z Wolfem kontakt, to na pewno by się rozpłakała jak debilka. - Mówią, że do końca roku... - mruknęła, wzruszając ramionami. Może załapie się na ostatnie rodzinne święta, przy dobrych wiatrach. - I muszę załatwiać to wszystko teraz, co będzie potrzebne, a one nie dadzą sobie rady - dodała, marszcząc przy tym czoło. One, czyli jej wszystkie siostry. - Potem nie będę miała siły - dodała, tłumacząc się. Zaczęła też kolejną perukę oglądać, by się czymś konkretnym zająć, zamiast panikować. - Pogrzeb. Chciałabym, żebyś zajął się moim pogrzebem - wyjaśniła w końcu tę swoją prośbę, po czym się zaśmiała smutno, bo tragicznie to wszystko zabrzmiało. I raczej nie prosi się ludzi o takie rzeczy. Była jednak realistką i wiedziała, że musi zaplanować to już teraz. Wielu rzeczy by nie chciała na swoim pogrzebie, a więc to ważne, by komuś już teraz o tym opowiedzieć.
_________________
  
[Profil]
  MÓW MI: Maja
MULTI: Colter / Elio / Finn / Holden / Philly / Theo
 
Wolfgang Hargreeves



w Berrylane od 5 lat

wysyła ludzi w różne podróże

27
yo

180
cm

ma żonę Ellen

Lives in:
fallen cloud

Wysłany: 2019-09-15, 00:22   
  
`wolfie hargreeves

  
`

  
`

  

  

  

  

  

  


Wolfgang trochę czytał, razem z Ellen, o minusach chemii i różnych skutkach ubocznych. Oczywiście, najbardziej go przerażały te wszystkie niewydolności i infekcje jakie może mieć w ciele, ale pewnie na jej miejscu też dość mocno przeżywałby utratę włosów. I to nie tylko tych na głowie przecież, znikały też brwi i rzęsy, zabierając człowiekowi takie... poczucie, że wciąż jest sobą. Peruka przykryje łysą głowę, można też mówić, że ta łysa głowa, to taki trend na 11 czy coś, ale brak brwi i rzęs już mówi, że coś jest nie tak... a to przecież taki podstawowy element każdej twarzy, do którego każdy ma prawo, tak po prostu.
- Nawet na królu lwie? - zapytał, podejrzliwie trochę - i na Titanicu? - dodał jeszcze, bo ta dwójka miała tylko siebie! On się totalnie rozklejał, dobrze, że Ellen trzymała takie tajemnice dla siebie. Bo oczywiście, nie oglądał tego filmu z innymi osobami, bo wiedział jak reagował.
- Ale on był całkiem stary. Czemu dziewczyny się tak interesują staruchami? - zapytał, zdziwiony trochę, ale zawsze go to ciekawiło. Jego dziewczyny często wolały starszych chłopaków, wykładowców, nauczycieli... a on zostawał we friendzone, albo dosłownie, na lodzie. Laska też go zdradziła właśnie ze starszym facetem, więc trochę miał uraz!
- Może powinienem pomyśleć o takim kolorze na stałe - mruknął i mrugnął zalotnie do zdjęcia, kiedy je robiła. Chwila lekkości i głupoty, zanim nie przyszły ciemne chmury, na które Wolf nie był ani trochę przygotowany. - Co...? - zapytał, trochę zagubiony, bo przecież to było niemożliwe, czemu miałaby ich okłamywać? Odruchowo obejrzał się za siebie, szukając wzrokiem Ellen, ale jej tam teraz nie było, był z tym sam i musiał się z tym mierzyć - ale dlaczego... jak... - zapytał bardzo cicho, nie rozumiejąc dlaczego ich okłamała i... dlaczego teraz mówi prawdę. Przez moment wpatrywał się w nią jakby mówiła w jakimś nieznanym mu języku, bo nie docierało do niego to, co oznacza to niedokończone zdanie. Dlatego jak rybka, stał, z rozwartymi ustami, przez moment zapominając nawet jak się oddycha. Dopiero po chwili odkaszlnął, pokręcił głową - nie, nie mów tak, proszę, wszystko będzie dobrze, nic ci nie będzie, zobaczysz, będzie dobrze, wyzdrowiejesz jeszcze, zobaczysz... będzie dobrze - zaczął powtarzać cicho, bo sam musiał teraz w to uwierzyć. Podszedł bliżej, upuszczając swoją kulę jedną, ale to nie było teraz ważne, bo teraz musiał ją objąć mocnym uściskiem i przyciągnąć blisko - nie mów tak, nie będzie pogrzebu, wszystko będzie dobrze, wiem to, na pewno będzie dobrze - powtórzył jeszcze, głaszcząc ją jedną ręką po włosach, żeby się w tym wszystkim jakoś odnaleźć, bo cholera, nie potrafił! Już mu się płakać chciało, a przecież miał być dzielny. Głaskał ją jeszcze chwilę, zauważając, że na jego dłoni zostało kilka jej włosów... więc... - chodź, przymierzymy peruki, jak trzeba, przed lustrem, wybierzemy i.... wybierzemy. Peruki - wyjaśnił, bojąc się nawet mówić na głos słowo 'pogrzeb'. Nie był gotowy. Teraz musieli jej założyć ten śmieszny czepek pod perukę i przymierzyć perukę. Dlatego byli w sklepie z perukami. Dlatego wypuścił ją ze swoich ramion i wskazał na stanowisko mierzenia, wymuszając na swoich ustach uśmiech, co tworzyło nieco przerażające połączenie, z jego przestraszonym i zagubionym spojrzeniem, w tym momencie.
_________________
[Profil]
  MULTI: fin, joey, leanne, scott, nora, maia, callie, perry, adelaide, gal i elfred
 
Penny Mayfield



w Berrylane od dwóch lat

razem z raczkiem nieboraczkiem wybiera sobie trumnę

31
yo

178
cm

a z Wesem skończą jak Romeo i Julia

Lives in:
blue velvet

Wysłany: 2019-09-17, 17:06   
  
Penelope

  
Mayfield

  
don't say we have come now to the end

  

  

  

  

  

  


Oczywiście, że Penny obawiała się wszystkiego, co miało nadejść - zmian w ciele, wszelkich dodatkowych i niepotrzebnych chorób, niezdolności do normalnego funkcjonowania. Tych wszystkich igieł, ciągłego wymiotowania, bólu, cierpienia. Wiedziała jednak, że te włosy, to początek - że właśnie one wskazują na to, do czego to wszystko zmierza. Już i tak bywało koszmarnie, czasem naprawdę nie dawała sobie rady, a tu proszę, musiała potwierdzić, że zgadza się na dalszą męczarnię. I kochała jednak swoje włosy, dbała też o siebie zawsze i jednak to, że zaraz straci nie tylko włosy na głowie, ale też te brwi i rzęsy, smuciło ją niezwykle. Niedługo, już niedługo będzie wyglądać jak potwór i wszyscy będą mówić, że przed śmiercią już nie przypominała ani trochę siebie.
- Król lew to jednak coś innego. A Titanic był głupi, nie lubię tego filmu - stwierdziła, wzruszając ramionami. Okej, miłość Jacka i Rose była ładna, romantyczna bardzo, ale zupełnie nie pojmowała tego, co się na tych drzwiach potem wydarzyło. Nie akceptowała takiego niepotrzebnego bohaterstwa, bo zamiast tak się poświęcać, Jack mógł śmiało wskoczyć na drzwi i też przeżyć. Więc nie, nie płakała na tym filmie nigdy. Wkurzała się tylko, więc rzadko po niego sięgała. - Przecież akurat tam nie ma znaczenia czy koleś był stary, czy nie - powiedziała lekko zaskoczona, unosząc jedną brew do góry. Czyżby Wolfi nie zrozumiał, o co w tym filmie chodziło? - I ja się staruchami nie interesuję, ale możesz zapytać o to moje dwie głupiutkie siostry - prychnęła, bo Sienna i Jasmine były dość nierozsądne w swoim działaniu. Ale hej, może o to właśnie chodziło, że na nie bardziej wpłynęło to, że ojciec ich zostawił? - Dobrze, że masz Ellen, bo też byś skończył z jakąś małolatą - westchnęła, bo pewnie poszedłby w ślady wszystkich facetów i też załatwiłby sobie jakąś piękną, młodą i naiwną pannę. Ech, co za życie... - Ja wiem, że głupio postępuję, Wolf. Ale Sienna miała poród na głowie, wszyscy się tym cieszyli! Wszyscy kupowali jej różowe śpioszki i pluszaki, a ja... Ja co, miałam wpaść i zepsuć im to wszystko? Powiedzieć, że terapia się nie sprawdza i że pewnie do końca tego roku już umrę? Miałam im to wszystko odebrać? Jak zwykle miałam skierować wszystkie oczy na siebie? - wycedziła trochę ze złością, bo za długo się to wszystko w niej zbierało. Dobrze wiedziała, dzięki Wesowi, jakie zdanie o niej wszyscy mają. Tyle, że ona nigdy nie chciała na siłę stać w centrum zainteresowania, a odkąd jej to powiedział, to czuła się tak, jakby tak właśnie było. I wolała, żeby wszyscy się cieszyli teraz z tego, że Sienna ma dziecko, żeby to na niej się skupiano, żeby to o niej się mówiło. Źle się i tak z tym wszystkim czuła, więc się popłakała w końcu głupio, bo nie miała już siły, tak po prostu i zwyczajnie. Nikt jej nie rozumiał, a ona nie potrafiła nikomu też spraw tak przedstawić, by chociaż na moment spróbował postawić się na jej miejscu. - Jasne - burknęła urażona, wycierając sobie twarz rękawem swetra. Wcale nie lubiła, gdy ktoś jej mówił, że będzie dobrze - nie kiedy wiedziała, że to nieprawda. Czy miała jednak prawo się o to złościć? Gdy już ją przytulił, to jednak wtedy trochę odpuściła tę złość i nie wytrzymując, rozpłakała się dość mocno. - Ja nie chcę umierać Wolf, ale umrę i nic z tym nie zrobimy - wyjąkała poprzez łzy, chowając twarz w jego ramieniu. Co jeszcze miała powiedzieć? Przecież nie poddawała się wcale, tylko stwierdzała oczywistość. Może ludzie będą mieli czas na pogodzenie się z jej odejściem po tym, jak faktycznie umrze, ale ona musiała oswoić się z tą myślą już teraz. - Nie chcę żadnej głupiej peruki - powiedziała zdecydowanym tonem, chociaż tak naprawdę z trudem łapała oddech na kolejne słowa przez ten dziecinny płacz. Czuła się po prostu nierozumiana, a i przez to samotna.
_________________
[Profil]
  MÓW MI: Maja
MULTI: Colter / Elio / Finn / Holden / Philly / Theo
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  
BERRYLANE POGODA
Strona wygenerowana w 0,1 sekundy. Zapytań do SQL: 5