menu


Poprzedni temat «» Następny temat
#12 Kim jesteś, co tu robisz i dlaczego jesteśmy nago?
Autor Wiadomość
Wilfred M. Finch


Wilfred M.

Finch


żołnierz na zwolnieniu

adoptował kota

Lives in
white log mews

Wysłany: 2018-10-14, 12:30   #12 Kim jesteś, co tu robisz i dlaczego jesteśmy nago?
  

  
  
  
32 yo

  
189 cm

  

  

  

  

  
od niby zawsze w Berrylane
Ty znów się pojawiasz, jak gdyby nigdy nic

  


/ start

Wilfred po powrocie z frontu nie był w najlepszym stanie. Nawet jeśli fizycznie prawie wszystkie rany, których miał całkiem sporo, mu się już zagoiły i zostały mu po nich tylko blizny na pamiątkę, to jednak psychicznie nie był w najlepszej kondycji, choć oczywiście się do tego nie przyznawał. Na przymusowe wizyty do psychologa czy jakiegoś tam innego terapeuty chodził tylko i wyłącznie dlatego, że bez tego nie miał szans, aby kiedykolwiek wrócić na front i doskonale o tym wiedział. Dlatego zaciskał zęby i pojawiał się tam regularnie raz w tygodniu, oczywiście starając się wypaść jak najlepiej. Co było całkiem trudne, bo na trzeźwo był raczej dość małomówny i zamknięty w sobie, szczególnie przy obcych. Miał spory problem z zaufaniem i nawiązywaniem głębszych relacji, co sporo utrudniało. Dlatego właśnie, aby się nie stresować zbytnio tym wszystkim znalazł swój własny sposób na odreagowanie. Alkohol był dobrym przyjacielem, a przygody na jedną noc z różnymi kobietami dodatkowym urozmaiceniem. Spędzał tak coraz więcej wieczorów i nocy, nie bardzo wiedząc w sumie, co innego mógłby ze sobą zrobić. Poza tym... No nie oszukujmy się, facetowi w wojsku jest dość trudno, ok. Więc czemu miał trochę się nie rozerwać i dobrze bawić, gdy w końcu był w miasteczku, w którym nie panowała otwarta wojna? Żal tracić okazję.
Tej nocy nie było inaczej. Chociaż może trochę, bo jednak wypił o wiele więcej niż zazwyczaj. Tak mu się przynajmniej wydawało, bo głowa bolała go niemiłosiernie i niewiele pamiętał z tego, co się wydarzyło. Obudził się na dość niewielkiej kanapie, z jakąś nagą rudą obok siebie, której imienia nie mógł sobie kompletnie przypomnieć. Zerknął na zegarek, stwierdzając, że jest całkiem wcześnie i planując się po cichu wymknąć, oczywiście, no bo co ją będzie budził, może okaże się jakaś świrnięta. Jednak zanim to zrobił, to stwierdził, że koniecznie musi się napić. I nie jestem pewna, czy Gal ma kuchnię otwartą na salon, w którym spali, ale właśnie do kuchni Wilfred sobie z gołym tyłkiem poszedł w poszukiwaniu wody. Nie znalazła żadnej butelki, więc nalał sobie prosto z kranu do szklanki wypijając ją od razu duszkiem i nalewając zaraz kolejną, bo jednak suszyło go niemiłosiernie.
[Profil]
  MULTI: Efrem, Franklin, Lando, Philemon
 
Gal Ellington


Ellington

Galia


panna krawcowa

i znowu singiel

Lives in
auburn pine houses


Wysłany: 2018-10-15, 23:02   
  

  
  
  
28 yo

  
168 cm

  

  

  

  

  
od zawsze w Berrylane
-

  


#25

Gal wciąż była smutna. Jak widać, nie radziła sobie kompletnie z rozstaniem, dość mocno ugryzło to zarówno jej samoocenę jak i w ogóle, ją całą, no. Może to dlatego że jesień była za rogiem, a jesień zawsze jest nieco depresyjna, a może chodziło o to że dawno się aż tak bardzo nie zaangażowała w relacje z kimś... no trudno ocenić. Mimo że rozmawiała o tym z przyjaciółkami i tak za bardzo nie mogła tego przeskoczyć. Chociaż próbowały ją pocieszać, tu jedzeniem, tu wyjściami w fajne miejsca. I naprawdę próbowała znów wskoczyć w swój worek radości typowy dla niej, ale jak widać, wychodziło jej to słabo. Na dodatek faceci, których poznawała trochę byli bucami, jak ten Aaron, którego pies ją zaatakował bezczelnie i no ogólnie, była wkurzona. I pewnie dlatego uznała że dzisiaj dobrym pomysłem będzie wyjść z dziewczynami do baru. I właściwie nie wiedziała jak to się stało, czy wypiły jakieś dziwne wymieszane ze sobą drinki, czy może jednak coś w tych drinkach było dodatkowego, wrzuconego przez jakiegoś podłego człowieka, ale kiedy obudziła się rano, naprawdę nie pamiętała poprzedniej nocy, tego jak się znalazła w domu ani w ogóle nic. Ale leżała na swojej kanapie, widziała swojego kota i to już był plus! Minus był taki że czuła swój goły tyłek, ale zawsze po powrocie z imprezy się rozbierała, żeby wygodniej było, więc nie uznała tego za tak podejrzane. Zwlekła się z kanapy, najpierw na kolana, dopiero potem wstając na równe nogi. Było jej niedobrze, kręciło jej się w głowie, która na dodatek cholernie bolała, no jednym słowem masakra. Założyła swoją koszulkę, która leżała na stole od wczoraj, bo zszywała dziurkę, no i dopiero wtedy zahaczyła o coś nogą, podniosła to coś i zobaczyła że to... męskie bokserki. Zmarszczyła brwi, pociągnęła nosem, zastanawiając się skąd tu się wzięły, skoro wczoraj nie brała pracy do domu więc nie powinna nic męskiego reperować. Nawet w odruchu chciała powąchać i sprawdzić czy nie pachną perfumami Jacksona i jego nie są, ale na szczęście zorientowała się co zamierza zrobić i jednak spod swojego nosa upuściła je na ziemię. I właśnie wtedy usłyszała ruch w kuchni i przyszedł stamtąd pies jej, który o dziwo, wcale nie szczekał. Z obawą chciała złapać coś do ewentualnej obrony, ale nie miała nic pod ręką, więc no.. złapała swojego kota, jak pistolet pod pachy i pod zadek i powoli do kuchni się skierowała. Ostrożnie wychyliła się zza progu - JEZUS MARIA NAGI CZŁOWIEKU - wykrzyknęła zachrypniętym, przerażonym głosem, za kotem się chowając i nim w niego celując! Kot pewnie wyczuł stres i nawet na niego syknął - co robisz w mojej kuchni i CZEMU JESTEŚ NAGO? - zapytała znów patrząc to na jego twarz, to na jego sprzęt, to znowu na twarz, kompletnie nie rozpoznając w nim podobieństwa do Gabi - Twój penis... nie!- zaczęła, ale nie to chciała powiedzieć więc odchrząknęła i zaraz się poprawiła - co robisz w moim domu? - no, to chciała powiedzieć przecież!
_________________
  
[Profil]
  MULTI: finley, calls, jo, laire, nora, perry, scott
 
Wilfred M. Finch


Wilfred M.

Finch


żołnierz na zwolnieniu

adoptował kota

Lives in
white log mews

Wysłany: 2018-10-21, 11:50   
  

  
  
  
32 yo

  
189 cm

  

  

  

  

  
od niby zawsze w Berrylane
Ty znów się pojawiasz, jak gdyby nigdy nic

  


Takie rzeczy dla Wilfreda były trochę czarną magią. Nigdy do tej pory nie był w żadnym długim, poważnym związku. Jego praca nie sprzyjała kompletnie takim rzeczom, więcej go nie było, niż był na miejscu, a jak wyjeżdżał to istniało spore prawdopodobieństwo, że wróci bez nogi albo w ogóle zamknięty w drewnianej trumnie, przykrytej amerykańską flagą. Po co miał komuś więc tak życie komplikować i wymagać od kogoś, że będzie tu na niego czekał, kiedy on będzie narażał swoje życie i nawet nie będzie mógł wysłać wieczorem głupiego smsa, że wszystko jest w porządku i życzy miłych snów? No niestety, dawno temu dokonał takich, a nie innych wyborów i nie chciał, aby ktokolwiek inny niż on sam musiał ponosić ich konsekwencje. dlatego wszelkie jego związki to były raczej krótkie, wakacyjne znajomości, które powstawały podczas jego urlopów. Albo relacje takie, jak ta tutaj. Czyli przypadkowy podryw w barze, który zapewne za chwilę zakończy się tym, że każde pójdzie w swoją stronę i nie będą nawet pamiętali do końca, jak mają na imię. Imienia Gal za żadne skarby nie umiał sobie przypomnieć. Przez chwilę nawet próbował, ale głowa go bolała na tyle, aby szybko postanowił sobie dać z tym spokój, bo w sumie nie było w tym nawet żadnego głębszego sensu. Napije się przecież tylko wody, znajdzie swoje rzeczy, które były porozrzucane po salonie, i sobie pójdzie. Bez żadnych dramatów czy cokolwiek takiego. Tak przynajmniej naiwnie myślał do czasu, aż Gal nie weszła do kuchni. Słyszał jej kroki już wcześniej, trochę żałując, że nie zwinął się do razu, bo to zawsze był dość dziwny moment. Nigdy nie wiesz, na kogo trafisz. Jak już się wytrzeźwieje, to przecież jest się zupełnie innym człowiekiem. On był doskonałym tego przykładem.
- Jezus, kobieto. Miej trochę litości i nie krzycz tak, co? - skrzywił się od razu, gdy tylko tu wpadła i zaczęła tak głośno mówić. - I nie męcz tego biednego kota, krzywdę mu zrobisz - dodał jeszcze cicho, patrząc na zwierzaka, który może i syknął, ale jak wyciągnął rękę, żeby go po głowie podrapać, to wcale nie miał nic przeciwko. A Wilfred lubił koty, były fajne.
- Piję wodę z Twojego kranu - odpowiedział jej bardzo rzeczowo i zgodnie z prawdą. - A jestem nago, bo mnie rozebrałaś? - dodał jeszcze, wzruszając ramionami, no nie widział w tym nic nadzwyczajnego, okej. - I jeszcze nie tak dawno temu nie narzekałaś na mojego penisa, więc trochę nie rozumiem, o co robisz hałas - przewrócił oczami, dopijając wodę. No, niech nie marudzi, akurat ciało miał ładne, nawet jeśli ozdobione bliznami w różnych miejscach, to jednak widok miała fajny bardzo, więc nie miała na co narzekać.
[Profil]
  MULTI: Efrem, Franklin, Lando, Philemon
 
Gal Ellington


Ellington

Galia


panna krawcowa

i znowu singiel

Lives in
auburn pine houses


Wysłany: 2018-10-21, 22:30   
  

  
  
  
28 yo

  
168 cm

  

  

  

  

  
od zawsze w Berrylane
-

  


A Gal, no Gal była stworzona do związków dłuższych i poważniejszych. Partnerów seksualnych to w ogóle mogła policzyć na jednej ręce spokojnie i może nawet zostałby jej jakiś palec. Nie no, raczej by nie został, ale taka piątka była bardzo realną liczbą. Z tego tylko raz przytrafił jej się one night stand, z Philemonem, ale nie mogła powiedzieć z perspektywy czasu czy nie miała na niego krasza tam po drodze, bo cóż, możliwe że jednak miała. Szybko się zakochiwała, szybko się angażowała, niewiele mogła na to poradzić. Ale jego znała, a tu był przy niej całkiem obcy człowiek, W JEJ DOMU!
- A dlaczego ty nie krzyczysz? - zapytała z niedowierzaniem wielkim, bo halo, byli dla siebie obcy! Chyba! Może gdyby nie miała kaca to uznałaby że oczy ma jakieś takie jakby znajome, ale haloooooooo, nie miała teraz czasu na takie rozkminu przecież kompletnie, ani trochę!
- Wcale go nie męczę, on ma mnie bronić - wyjaśniła oburzona, a to oburzanie tylko wzrosło kiedy facet go pomiział, a ten zaczął mruczeć - to pomruk mordercy - uprzedziła go, chociaż jej obrona totalnie właśnie poległa, mimo wszystko bezpieczniej się czuła z kotem na rękach niż bez niego. A jej pies to cóż, nie było co posiłków wzywać, bo to mała pipa, która od razu by go obskakiwała radośnie, nie bacząc że jest to nagi obcy w jej domu!
- Nie, wcale nie, nie zrobiłam tego - zaprzeczyła od razu, czując jak coś ze stresu ściska ją w dole brzucha. Trochę przerażona, trochę oburzona, trochę nie wiadomo co! - Nie, wcale nie, nic nie robiłam z Twoim penisem ani z Twoim nagim penisem, nie, wcale nie - powtarzała jak mantrę, chociaż... cóż, dowody przemawiały przeciwko nim. Jednak przecież to nie czas i miejsce żeby się przestać okłamywać. - Nic się nie stało, nie, ja takich rzeczy nie robię, nie z obcymi facetami, których nie znam, nie, wcale nie, ja nic nie pamiętam więc nic się nie stało - odparła z przekonaniem, kiwając szybko głową, co tylko skończyło się tym że głowa ją bardziej rozbolała. - Chyba zaraz zemdleje - przyznała w końcu, bo z tego wszystkiego aż jej się w głowie kręciło! - I dlaczego ty wciąż jesteś nagi? - jęknęła zaraz potem, bo jej wzrok ciągle w nieodpowiednim kierunku się kierował, a nie miała ręki żeby sobie oczy zakryć teraz, no wszystko przeciwko niej!
_________________
[Profil]
  MULTI: finley, calls, jo, laire, nora, perry, scott
 
Wilfred M. Finch


Wilfred M.

Finch


żołnierz na zwolnieniu

adoptował kota

Lives in
white log mews

Wysłany: 2018-10-22, 12:32   
  

  
  
  
32 yo

  
189 cm

  

  

  

  

  
od niby zawsze w Berrylane
Ty znów się pojawiasz, jak gdyby nigdy nic

  


No i mamy delikatny problem, bo dla Wilfreda nie było w tym nic dziwnego i nie rozumiał kompletnie, dlaczego ona robi taki hałas. Serio, nic przecież wielkiego się nie stało, co nie? Żyli w dwudziestym pierwszym wieku, takie rzeczy nie budziły już ogólnego zgorszenia wśród społeczeństwa. No ewentualnie jej matka czy ojciec mogli mieć jakieś obiekcje, bo wiadomo jak jest, córeczka to ma być najlepiej porządna i się szanować i takie tam. Jemu to pewnie nawet nikt by nic złego nie zarzucił, bo to chłop przecież w dodatku dopiero co z wojny wrócił, kraju bronił, więc mu się przecież należy, co nie? On się z tym zgadzał, szczególnie, że nikomu krzywdy nie robił, nikogo do niczego nie zmuszał ani nic takiego. Obydwoje byli pijani i obydwoje chcieli pozbyć się ubrań ze swoją wzajemną pomocą. Ba, skoro wylądowali u niej, to istniało nawet spore prawdopodobieństwo, że była to jej propozycja, także cóż. Niech już mu tu świętej nie zgrywa, bo jeszcze niedawno nieźle nagrzeszyli wspólnie. I on osobiście niczego nie żałował, z tego co pamięta, to było bardzo przyjemnie.
- A dlaczego mam krzyczeć? - no on też nie rozumiał, co jej się w głowie uroiło z tym krzyczeniem.
- Bronić? Przed czym i przed kim? Przecież widzisz, że jestem nagi i bezbronny - stwierdził, wzruszając ramionami z nieco chamskim uśmiechem. I tak, było to złośliwe bardzo, trochę go bawiła i miał zamiar się z niej tu chamsko ponabijać i zaprezentować jej swoje wszelkie wdzięki. Taki złośliwiec mały, no co zrobisz, taką już miał naturę. Aż w jego oczach się pojawiły lekki ogniki rozbawienia, co było w sumie rzadkim widokiem, gdy był trzeźwy. Chociaż w sumie istniała możliwość, że jeszcze do końca trzeźwy nie był. To by sporo wyjaśniało, bo na przykład całkiem sporo jak na siebie mówił.
- Skoro nie pamiętasz to wcale nie znaczy, że tego nie było - uniósł lekko brew ku górze. - Ale jak chcesz, to mogę Ci przypomnieć, wystarczy poprosić - dodał jeszcze, zupełnie niewinnie z nieco złośliwym uśmiechem. - Z tego, co pamiętam, to wcale nie narzekałaś, wręcz przeciwnie - zapewnił ją zupełnie szczerze. Okej, zdecydowanie nie był jeszcze do końca trzeźwy, w innym przypadku wcale by nie ciągnął tej rozmowy. A może jednak tak? Trudno stwierdzić, dziwnie się czuł to i dziwnie się zachowywał.
- Daj spokój, nie dramatyzuj. Nic takiego się nie stało, jestem dorosły, ty raczej też, byliśmy odpowiedzialni i takie tam - no zawsze mogli paść jeszcze ofiarą zagorzałej katoliczki z kiosku lub nocnego, w którym kupili po drodze do niej gumki, ale to nieistotne.
- No w sumie nie wiem, bo przyszłaś tu i na mnie krzyczysz, jakbym zrobił Ci krzywdę, a jestem pewien, że było to coś zupełnie innego? - no, więc jak miał się ubrać, jak ona tu jakąś dyskusję zaczęła, niekulturalnie tak wychodzić i gospodarza samego zostawiać tylko po to, żeby gatki ubrać na tyłek.
[Profil]
  MULTI: Efrem, Franklin, Lando, Philemon
 
Gal Ellington


Ellington

Galia


panna krawcowa

i znowu singiel

Lives in
auburn pine houses


Wysłany: 2018-10-24, 13:05   
  

  
  
  
28 yo

  
168 cm

  

  

  

  

  
od zawsze w Berrylane
-

  


Faktycznie Gal by pewnie bardziej pasowała do takich czasów gdzie nosiło się gorsety i wielkie kiecki, pod które tak łatwo się panów nie wpuszczało. I na pewno wszystkie panny w miasteczku chciałby chodzić w jej sukienkach, no jaka to byłaby super zabawa robić sukienki z tylu warstw i tylu ozdób na kole! Mogłaby się wyżyć całkowicie artystycznie, bo teraz takie suknie robiło się co najwyżej na Halloween czy inne takie bale tematyczne. Ewentualnie jeśli ktoś chciał być bardzo strojny i wyszczuplić się trochę na wesele czy studniówkę... a tak? Robiła bardzo dużo zwężeń, poszerzeń, wymian guzików, podszewek, wymian zamków, wypruwanie jakichś detali, no głównie taka robota w detalach. Mało kiedy robiła coś od zera na zamówienie, już prędzej zgodnie z własna wizją i potem komuś wpadało w oko i kupował. Chciała kiedyś przejąć zakład i dobudować mały sklepik obok, ale wiadomo, trochę jeszcze potrwa zanim będzie ją na to stać. Póki co ma dom swój własny, jeszcze trochę musi pooszczędzać, poczekać aż będzie mogła wziąć kredyt i heja. Odpowiedzialne decyzje, planowanie na przyszłość, a nie... szalone przygody, nieprzewidziane, spontaniczne i... zbereźne!
- A DLACZEGO NIE? - nie krzyknęła, podniosła głos, ale szeptem, z niedowierzaniem że on tak spokojnie do sprawy podchodził, a przecież nawet nie znał jej imienia czy... nie wiedział pewnie gdzie jest! - Wcale nie, możesz być groźnym morderca, który zakrada się w nocy przez okno do cudzych domów i morduje kobiety. Nago - uniosła brwi, to było przecież prawdopodobne, nie? I wyjaśniałoby czemu jest nagi w jej domu! - Albo ja mogę być mordercą, czemu nie pokrzyczysz z tego powodu? - prychnęła oburzona, głównie dlatego że nie zgadzał się z nią co do tego jak poważna to sprawa i jak dziwna sytuacja, no halo! I jednak kota nie odstawiała wciąż, jakoś bezpieczniej się czuła, nawet jeśli jej tu purpurał i miał kompletnie gdzieś oburzenie swojej pani.
- A właśnie że znaczy - zaprzeczyła od razu i na kolejne jego słowa cofnęła się o krok! - Ja nie... nie.... Nieeeeeee - no zaprzeczać zaczęła, ale miała tyle do zaprzeczania w jego słów, że totalnie się zacięła i wypowiedzieć nie potrafiła. ONA. To też było dość niezwykłe - muszę się położyć, naprawdę zaraz zemdleje - podsumowała w końcu, jak już jej się udało pokonać chwilowo atak paniki i wypowiedzieć jakieś dłuższe zdanie, bezradnie, wzrokiem znów zsuwając się na jego nagie ciało. - Nie, ja nie robię takich rzeczy, po prostu nie. Nawet cię nie znam i nie wiem kim jesteś - wróciła do nieco oburzonego tonu, ale dla własnego bezpieczeństwa oparła się biodrem o blat w kuchni i kota nawet odstawiła na blat, żeby miał jakieś oparcie pod łapkami, chociaż tylko tylnymi. Nie mógł zwiewać, ona potrzebowała wsparcia, okej. - Nie wiem czy nie zrobiłeś, nic nie pamiętam - przypomniała mu, obrażonym tonem i i w końcu wzięła ścierkę z blatu i mu rzuciła - no zakryj się chociaż, możesz ją zresztą zatrzymać - wyjaśniła, bo naprawdę, kiedy jego penis się na nią patrzył o wiele trudniej jej się było skupić. Jak zakryje go ścierką w kwiatki to niewiele pomoże, ale przynajmniej nie będzie się co chwile na niego patrzeć!
_________________
  
[Profil]
  MULTI: finley, calls, jo, laire, nora, perry, scott
 
Wilfred M. Finch


Wilfred M.

Finch


żołnierz na zwolnieniu

adoptował kota

Lives in
white log mews

Wysłany: 2018-10-28, 15:26   
  

  
  
  
32 yo

  
189 cm

  

  

  

  

  
od niby zawsze w Berrylane
Ty znów się pojawiasz, jak gdyby nigdy nic

  


To trochę przykra sprawa, bo te gorsety to podobno bardzo nie wygodne były. Ale no co kto lubi, skoro była małą masochistką, to co poradzi, jak nic nie poradzi. Właściwie to on nie miał zamiaru mieszać się w jej życie przecież, bo nie bardzo się znali. Nie pamiętał nawet, jak miała na imię, więc już w ogóle, wtrącać się nie będzie, co nie. Życia układać też nie, niech sobie tam otwiera, co chce, z czym chce i z kim chce. Mogła nawet zostać jak na jego burdel mamą, chociaż z takim podejściem do rozwiązłości to trochę słabo mógłby jej interes iść. Oczywiście żart, takich nielegalnych interesów to Wilfred nie popierał i gardził. Na dziwki nie chodził, chyba jednak nie był typowym żołnierzem jak z wojennych romansów.
- Boże, ty zawsze tak wyolbrzymiasz sprawy i szukasz najgorszych czarnych scenariuszy? - przewrócił oczami, nieco zażenowany jej podejściem, no co za laska w ogóle z niej była, no. Taki dramat siać, a oni po prostu się ze sobą przespali po pijaku, no wielkie halo. - Nie wiem z jakimi facetami do tej pory się zadawałaś, ale jeśli krzyczeli na widok rudej laski z rudym, starym kotem jako bronią, jakby miała ich zaraz zabić, to strasznie Ci współczuję i przepraszam bardzo w imieniu całego naszego gatunku - tak jej powiedział ironizując oczywiście troszeczkę, no bo... Serio? Naprawdę pyta się go dlaczego nie krzyczy, skoro ona mu tu starym kotem groziła? Ona to chyba za mało filmów akcji ogląda.
- No nie znasz mnie. Nie wiesz kim jesteś, ja też nie znam Ciebie i nie wiem nawet, jak masz na imię. I co z tego, bo nadal nie rozumiem, o co ten dramat? Byliśmy całkiem odpowiedzialni, nic się nie martw -zapewnił ją, bo tak oczywiście było. Co prawda nigdy nie wiesz, co za prezerwatywy sprzedają w sklepach 24h, ale no co poradzisz, skończyły mu się, to musieli kupić po drodze. Ale nie brał wegańskich z jakiś organicznych i naturalnych substancji, więc chyba nie powinno być źle.
- A szkoda, mam nadzieję, że Ci się przypomni - wzruszył ramionami, no oby, bo będzie żałować! Chciałby swoją drogą to widzieć, jak się budzi z rumieńcami na twarzy, bo jej się przyśni to, co wyprawiali tej nocy. Musiałby być to bardzo piękny widok, a na pewno dający mu sporo satysfakcji, hehs.
Pokręcił głową, zakrywając się tą ścierką, która trochę mała była, ale no dawała radę. Musiał wyglądać fenomenalnie i bardzo męsko. Ale no ona naprawdę słabo wyglądała, jakaś blada się zrobiła i dziwnie sina, więc albo będzie rzygać albo naprawdę zemdleje. Dlatego nalał jej wody, do tej samej szklanki, z której przed chwilą pił i jej podał.
- Napij się, co. Bo serio zaraz zemdlejesz - troski w tym za dużo nie było, ale no podobno liczy się gest. Czy coś takiego.
[Profil]
  MULTI: Efrem, Franklin, Lando, Philemon
 
Gal Ellington


Ellington

Galia


panna krawcowa

i znowu singiel

Lives in
auburn pine houses


Wysłany: 2018-10-30, 00:04   
  

  
  
  
28 yo

  
168 cm

  

  

  

  

  
od zawsze w Berrylane
-

  


Gal też nie miała pojęcia jak mężczyzna miał na imię, chociaż bardzo, baaaaaardzo usilnie wierciła w swojej głowie myślami w poszukiwaniu tego imienia. Albo chociaż znalezienia takiego, którego by do niego z ryja pasowało, bo nie mogła myśleć o nim ciągle jak o nagim mężczyźnie, bo takie określenie przywoływało wizualizację i jego penisa, którego może i z nocy nie pamiętała ani trochę, ale za to teraz widziała go aż za dobrze, wciąż i wciąż i była pewna że będzie do niej wracać w snach. Pewnie nie takich jakie on by chciał, bo znając jej posrany umysł próbowałby z nią porozmawiać o życiu... co jest tylko gorszą traumą, okej.
- E... nie... chyba... jestem optymistką w życiu, okej? ZAWSZE - zapewniła go, trochę oburzona że w ogóle podejrzewał coś innego - tylko ostatnio trochę mniej, ale miałam ciężki miesiąc okej - wyjaśniła mu, wyginając usta w podkówkę, bo to tylko pogarszało jej dzisiejszy nastrój. Zawsze była słonkiem, a ostatnio ciągle w depresji, to nie był jej naturalny stan, było jej z tym bardzo źle.
- Ale z ciebie wredny typ, czy ty wstydu nie masz? - pogłaskała kota żeby mu smutno nie było, chociaż to ona bardziej się urażona czuła. Jeszcze trochę i zacznie mu płakać tutaj, z przejęcia i bezradności i wtedy dopiero się zrobi niezręcznie. Póki co jednak kota odstawiła ostatecznie na ten blat, obawiając się go odkładać na ziemię, bo przy pochyleniu znalazłaby się zdecydowanie zbyt blisko jego męskich części, a nie była gotowa na takie spotkanie oko w oko!
- Odpowiedzialni w czym? - zapytała przerażona, bo... no kurcze blaszka jego mać! - Nic się w nocy nie wydarzyło, powtarzaj za mną - poprosiła go, jakby taka mantra miała cokolwiek zmienić. I cóż, oczywiście że na jego kolejne słowa spłonęła soczystym rumieńcem, utrudniał jej tutaj okłamywanie samej siebie i jeszcze był w tym wszystkim taki zadowolony z siebie!
Trochę z ulgą przyjęła to że się jednak zakrył i zaraz potem podejrzliwie spojrzała na szklankę z wodą, którą jednak wzięła - nie zatrułeś jej? - zapytała podejrzliwie, mimo że sama widziała jak przed chwilą wodę lał i cóż, nie wiedziała GDZIE miałby schować truciznę, ale nie wymagajmy od niej logicznego myślenia, okej. I napiła się tej wody niepewnie trochę, czujny wzrok wciąż zatrzymując na mężczyźnie. Który był przystojny bardzo, co sprawy nie ułatwiało. - Nie jesteś z jakiejś sekty czy innego dziwnego zgrupowania, co? Bo ja cię nie znam wcale z miasteczka, a tyle blizn masz... - nie było to chyba bardzo delikatne, ale próbowała ustalić z kim ma do czynienia. MOŻE WYPADAŁOBY ZACZĄĆ OD IMIENIA, ale cóż, Gal na kacu żyła bardzo daleko od logiki, jak widać.
_________________
[Profil]
  MULTI: finley, calls, jo, laire, nora, perry, scott
 
Wilfred M. Finch


Wilfred M.

Finch


żołnierz na zwolnieniu

adoptował kota

Lives in
white log mews

Wysłany: 2018-11-07, 14:03   
  

  
  
  
32 yo

  
189 cm

  

  

  

  

  
od niby zawsze w Berrylane
Ty znów się pojawiasz, jak gdyby nigdy nic

  


Wilfred to chyba nie chciał wiedzieć, jakie imię by mu nadała. Była dziwna, istniało spore prawdopodobieństwo, że uznałaby go za jakiegoś Indianina albo Meksykanina i skończyłby jako jakiś Juan czy coś takiego. A wcale nie chciał, okej. Chociaż czasami wyrywał laski na swój hiszpański urok, ale to było dość dawno, jak był młody i głupi. No ale, nadawanie sobie dziwnych imion to w sumie nie było głupie, może on też jej powinien wymyślić jakiś pseudonim, bo skoro była taka trzaśnięta, to pewnie by mu nie chciała nawet swojego imienia zdradzić, jakby co najmniej miał ją zacząć teraz prześladować. Co z tego, że już i tak wiedział, gdzie mieszka.
- No nie widać, ale okej, szanuję - wzruszył ramionami lekko, posyłając jej krzywy uśmiech. Jemu do optymisty to było daleko, ale nie zamierzał jej się tu teraz zwierzać czy coś takiego, no nie przesadzajmy, nie znali się aż tak dobrze. Po prostu widzieli się nago. - Tak bywa, nic nie zrobisz - okej, wcale nie miał ochoty słuchać jej marudzenia i żalów na to, że chłopak ją rzucił czy coś tam takiego. Kto wie, może jak była pijana to mu o tym powiedziała, ale na istnieje spore prawdopdobieństwo, że tego nie pamiętał. Albo pamiętał i jak będzie chciał być chamski, to jej to wypomni, hehe. No nie znasz dnia ani godziny.
- Ja nie mam wstydu? To Ty jakieś bezpodstawne oskarżenia rzucasz, a sama mówisz, że przecież w ogóle mnie nie znasz - prychnął oburzony, odwracając kota ogonem. Ale tylko takiego metaforycznego, jej kociaka już nie tykał, i tak wiedział doskonale, że go polubił ten gruby pieścioch stary, hehe.
- Jeśli wolisz sama siebie oszukiwać, to Twoja sprawa, nie moja, okej. Ja nie lubię żyć w zaprzeczeniu, to chore - stwierdził, oczami przewracając. - No ale co kto lubi, życia nie będę Ci układać, eee…. - podrapał się po skroni, zastanawiając się w sumie jak ma na imię. - Jude, tak będę Cię nazywać - postanowił ostatecznie, nawet jej nie pytająco o to, czy mu imię swoje zdradzi, czy jednak nic. No ale co poradzisz, to już taki typ, samodzielny i to.
Potem jej wodę podał, oczami przewracając na jej głupkowate oskarżenie, że mógł ją zatruć i nawet tego nie komentując, no bo czym, jak i kiedy to nie wiedział, ok. Oszczędził jej więc łaskawie szydery ze swojej strony.
- Nie, nie należę - lakonicznie odpowiedział, nie zamierzając wdawać się w szczegóły. No, przynajmniej nie te zgodne z prawdą. - W nocy latam po mieście w przebraniu i ratuję niewinne życia. I czasami wpraszam się do obcych kobiet na noc, wiesz jak jest. Życie superbohatera w tym miasteczku jest trudne, trzeba się odstresować - he, he. Tak, właśnie jej powiedział, że była jego odreagowaniem. Chamsko, wiem.
[Profil]
  MULTI: Efrem, Franklin, Lando, Philemon
 
Gal Ellington


Ellington

Galia


panna krawcowa

i znowu singiel

Lives in
auburn pine houses


Wysłany: 2018-11-09, 00:00   
  

  
  
  
28 yo

  
168 cm

  

  

  

  

  
od zawsze w Berrylane
-

  


Oj na pewno byłaby w tym temacie kreatywna, nie musiałby się o to martwić. Może niekoniecznie brała go za Indianina, miała jako takie pojęcie jednak o ich wyglądzie (nawet jeśli Władca Serwetki byłoby zabawnym określeniem i dość adekwatnym w tym momencie), za Meksykanina chyba też nie. Ale mogłaby go na przykład wziąć za jakiegoś ruska albo innego Latynosa, Hiszpana może? Ci europejscy są chyba bardzo otwarci na takie przygody szalone (Latynosi, nie Hiszpanie, bo wiadomo że Hiszpanie są tylko jedni, w Hiszpanii, w Europie, ok, nie była takim głupkiem z geografii)...
I oj tam, wie gdzie mieszka, Gal mu oczy zakryje, w las wyprowadzi, obróci go siedem razy dookoła i już nie będzie wiedział jak ją znaleźć, taka była cwana. Żarcik, do tego by się raczej nie posunęła...
...okej, posunęłaby się.
Nieważne.
- Bo to sytuacja typu prawdziwe beznadziejna, jak ja sobie teraz w oczy w lustrze spojrzę... - załamana mruknęła, na czoło dłoń kładąc. Tak, powinna oddychać, ale z tego wszystkiego tchu jej brakowało. A jego spokój wcale nie pomagał, chciałaby żeby chociaż trochę był wstrząśnięty. Nie wiedziała dlaczego, ale była to rzecz chwilowo bardzo istotna.
- Nie opowiem ci czemu, nie znam cie. Pomijając fakt że dalej jesteś prawie nagi w mojej kuchni i nawet nie wiem gdzie są Twoje ubrania... - ofc jęknęła dodając to drugie zdanie, bo jej zasady moralne w tym momencie bardzo bolały i nie wiedziała co z tym wszystkim zrobić. A co do zwierzeń po alkoholu, może coś mu nieskładnie powiedziała, ale pewnie zapominają o stu rzeczach i skupiając się na tych najbardziej pobocznych, jak potrącenia samochodem, jego ABS'y czy coś w ten deseń...
- Bo nie znam, a ty nie znasz mnie - no powtórzyła, bo może nie usłyszał - a ty często tak robisz, kobiety nie wiadomo jakie i skąd? Czy ja się mam bać że jakieś robaczki mi dałeś? - przerażona szeptem zapytała, i tak, choroby określając mianem robaczków, bo to słowo było mniej przerażające niż wizje wysypki czy innych rzeczy w narządach intymnych.
- Wcale nie, to nie jest chore, w tym momencie to nawet wskazane - spróbowała go przekonać, kiwając głową, co oczywiście poskutkowało tym, że tylko bardziej ją zabolała.
- Nie jestem Jude - zmarszczyła brwi - ty... ty... - no cholercia, nie pamiętała jego imienia. Kurczaczek mać. - Ty Julio Iglesias psiego kota - proszę bardzo, jednak wylądowała w hiszpańskich imionach. I dodała małe przekleństwo, bo ją denerwował, nawet jeśli kiedy podał jej wodę zrobiło jej sie z tego powodu głupio - okej, może nie jesteś psim kotem - mruknęła, pijąc tą wodę i przyglądając mu się badawczo.
- I pewnie nasza rozmowa zaczęła się od Twoich obcisłych rajtuzków i pelerynki... - mruknęła cicho, wzrok spuszczając na ziemię, bo trochę jej się jednak przykro zrobiło. Nigdy nie traktowała seksu tak przygodowo, ugodził mocno w jej dumę i samoocenę w tym momencie. Dlatego dopiła do końca wodę i odstawiła na blat szklankę, wymijając go żeby kota zestresowanego nakarmić i czymś zająć ręce. - Nie wiem gdzie są Twoje ubrania - powiedziała mu więc, żeby zabić ciszę i nie zapytać go o jego kolekcję...
_________________
[Profil]
  MULTI: finley, calls, jo, laire, nora, perry, scott
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  
BERRYLANE POGODA
Strona wygenerowana w 0,11 sekundy. Zapytań do SQL: 6