menu


Poprzedni temat «» Następny temat
#3 I'm not a postman, but I have a letter from your..
Autor Wiadomość
Frankie Harvey



w Berrylane od urodzenia

Chirurg ogólny

34
yo

169
cm

Zaczęło się w piątek

Lives in:
magnolia flats

Wysłany: 2018-10-14, 16:59   #3 I'm not a postman, but I have a letter from your..
  
Frankie Michelle

  
Harvey

  
Zapoznaj się z treścią ulotki dołączonej do opakowania bądź skonsultuj się z lekarzem lub farmaceutą.

  

  

  

  

  

  


outfit
Przyjście tutaj nie było łatwe nie dlatego, że słusznie czuła się jak obca osoba, która zamierzała wtargnąć do czyjegoś życia, ale też przez wspomnienia nawarstwiające się za każdym razem, gdy w końcu zbierała się w sobie by odwiedzić Marrero. Tak przynajmniej teraz miała na nazwisko młodsza siostra Mahayli. Znalazła ją dzięki poprzedniemu adresowi zapisanym na kopercie. Ciężko opisać, jak wielkie zdziwienie dopadło Frankie, gdy okazało się, że młoda mieszkała teraz w Berrylane. Mimo wszystko, na wszelki wypadek, sprawdziła tę informację dzięki bratu pracującemu w biurze szeryfa. Potwierdził, że pod danym adresem mieszka rodzina Marrero, ale sama Tallulah wyprowadziła się do nowego lokum i trochę nielegalnie podał siostrze ów adres.
Nie od razu zdecydowała się na wizytę. Zapewne powinna w momencie, gdy dostała wszystkie informacje, ale nie potrafiła tak po prostu tego zrobić. Znała ich historię. Mahayla opowiedziała jej o siostrze, domu dziecka i tym co wydarzyło się potem, ale nie tylko to miało wpływ na rozwlekanie wizyty w czasie. Frankie najwyraźniej w świecie się bała, ale nie spotkania samego w sobie a tego, że jedyne o czym będzie wtedy myśleć to poparzone ciało bez nogi, którą oderwało podczas wybuchu.
W końcu to zrobiła pod wpływem chwili i kiepskiej nocki w szpitalu. Nie uprzedziła brata o tym, że zamierzała przyjechać do Berrylane. Po wszystkim i tam powinna wrócić do szpitala, więc to nie była długa wizyta a impulsywna decyzja, z której chciała zrezygnować przyglądając się budynkowi, gdzie podobno teraz urzędowała Tallulah. Przesiedziała w samochodzie dobre pół godziny nie mogąc zebrać się w sobie by jednak z niego wyjść. Raz po raz zerkała w kierunku głównych drzwi nagle doznając szoku.
Była tam.
Mahayla, a raczej jej młodsza wersja, bo martwi nie wstawali z grobów i na pewno nie tracili przy tym paru lat.
- Weź się w garść. – upomniała samą siebie czując, jak żołądek ścisnął się tak mocno, że miała ochotę zwymiotować na chodnik. – To tylko jej siostra. Dasz list i sobie pójdziesz. W końcu nie przyszłaś tu na pogawędki przy herbatce. – starała się uspokoić, ale gdy znów zerknęła w kierunku dziewczyny, która właśnie oddalała się od głównego wyjścia, widziała zmarłą kobietę a nie żyjącą istotę.
Na Hipokratesa, były takie podobne.
Nie była pewna, czy bardziej chce jej się wymiotować czy zagadać tamtą, która swoją drogą zbliżała się do aut zaparkowanych równolegle do chodnika.
Nie wytrzyma.
Otworzyła drzwi i pochyliła się do przodu nad kostką brukową głośno wypuszczając powietrze przez usta. Nic. Żołądek ścisnął się po raz kolejny, ale prócz płynów nie miał nic do oddania. Ostatni raz jadła.. ze stresu prawie nic, więc nic dziwnego, że teraz puszczała niewidzialnego pawia.
Jedną ręką podtrzymywała się za otwarte drzwi a drugą za blachę z boku pozwalając by krótkie włosy opadły po bokach i lekko przysłoniły twarz.
Trzeba przyznać, że miała niezłe wejście.
  
[Profil]
  MÓW MI: Amazon
MULTI: Nicole & Rocky
 
Tallulah Marrero


Wysłany: 2018-10-20, 23:54   

Cytat:
Skorpiony mogą trochę marudzić. Potrzebujecie dziś więcej czułości i odpoczynku niż zwykle. Po południu niespodziewana wiadomość sprawi, że wydarzenia nabiorą tempa. Wizyty i spotkania towarzyskie okażą się wyjątkowo udane.


#outfit

Potrzebowała kawy. Czarnej jak jej dusza i słodkiej jak uśmiech, którym zamierzała obdarować tego przystojnego baristę, który pracował na poranne zmiany. Tak, kawa to zdecydowanie było to, czego jej właśnie teraz potrzeba było do pełni szczęścia. Kawa i cynamonowa bułka, i Lulu spokojnie mogłaby się nazwać ukontentowanym człowiekiem. A to wszystko niemalże na wyciągnięcie ręki, gdyby nie fakt, że najpierw musiałaby się wyczołgać z łóżka i wcisnąć w coś sensowniejszego od zdecydowanie za dużej koszulki Caesara i króliczych kapci, które grzały jej stopy. Było to do zrobienia, owszem, ale chęć zrzucenia laptopa z kolan i opuszczenia pościeli była równa niemal zeru… I nie było w tym nic dziwnego, skoro, zamiast pójść spać o przyzwoitej godzinie jak normalny człowiek, panna Marrero zdecydowała się na nocny maraton nowego sezonu Iron Fista, którego, jednorożcowi niech będą dzięki, wytwórnia postanowiła skasować. W końcu. Dojście do tego zajęło im aż dwa, bardzo słabe sezony. Żenada.
Najważniejsze jednak było to, że przygody Danny’ego Tallulah miała już za sobą i tak naprawdę nigdzie nie musiała się spieszyć. Pracę zaczynała dopiero za kilka godzin, miała więc czas, by zafundować sobie krótki spacer po śniadanie, prysznic i drzemkę przed samą pracą. Nie spodziewała się dzisiaj wielkiego ruchu w kwiaciarni – pogoda nie zachęcała do spacerów, nie zbliżało się żadne większe święto, a wszystkie zamówienia, które należało dostarczyć, przygotowywało się przed piętnastą. Najpewniej spędzi tych kilka godzin, rozmawiając z ludźmi na Messengerze.
Z jęknięciem niezadowolenia udało jej się zrzucić z siebie puchatą kołdrę i zsunąć stopy na o dziwo niezawalone schody. Odnalezienie czegoś, co nadawałoby się do wciągnięcia na tyłek było zdecydowanie prostsze – wystarczyło sięgnąć po świeże dżinsy i czarną bluzę, którą miała na sobie wczoraj. Umycie twarzy, założenie butów i odnalezienie w torbie przeciwsłonecznych okularów zajęło jej niespełna pięć minut i Tallulah była właściwie gotowa do wyjścia.
Już za drzwiami wcisnęła kartę płatniczą do tylnej kieszeni spodni, razem z paczką chusteczek, które wzięła tak na wszelki wypadek, gdyby od porannego słońca zaczęły jej łzawić oczy, zatrzasnęła drzwi i przekręciła w zamku klucz. Mieszkała w tym miejscu niespełna miesiąc i nie chciała, by podczas półgodzinnej nieobecności wynieśli jej z mieszkania kolekcję komiksów. I laptopa. Laptop też był cenny.
Drewniana brama zamknęła się za nią ze zgrzytem starych zawiasów, ale Tallulah nie zwróciła na niego uwagi, zajęta skanowaniem najbliższego otoczenia. Ciemne okulary miały tę zaletę, że mogła zza nich bezczelnie przyglądać się ludziom, którzy pozostawali w błogiej nieświadomości, co do istnienia jej oceniającego spojrzenia. Posłała uśmiech sąsiadce, która wracała właśnie z zakupów i ustąpiła kobiecie miejsca, radosnym krokiem schodząc z kamiennego stopnia, by ta miała jak dostać się do środka.
Zapach kawy dochodzący z pobliskiej kawiarni drażnił jej nos i Marrero ruszyła przed siebie, mijając kilka zaparkowanych przy krawężniku samochodów, dopóki drzwi jednego nie otworzyły się przed nią dość gwałtownie. Zareagowała instynktownie, odskakując na kilka kroków do tyłu.
Hej! – wyrwało jej się, bo gotowa była opieprzyć kierowcę za niezaglądanie w lusterka, ale ugryzła się w język, gdy usłyszała chrapliwe łapanie powietrza w płuca i nieudolne próby wyrzucenia z siebie zawartości żołądka. Jej spojrzenie złagodniało, a ona sama postąpiła kilka kroków do przodu, kucając przy samochodzie.
Wszystko w porządku? – zapytała, wyciągając z kieszeni chusteczki. Instynktownie chciała odgarnąć kobiecie włosy, ale doświadczenie nauczyło ją, by nie naruszać przestrzeni osobistej obcych, więc po prostu czekała obok, aż ta uspokoi wariujący żołądek. – Potrzebujesz czegoś? Wody?
[Profil]
   
 
Frankie Harvey



w Berrylane od urodzenia

Chirurg ogólny

34
yo

169
cm

Zaczęło się w piątek

Lives in:
magnolia flats

Wysłany: 2018-10-21, 11:22   
  
Frankie Michelle

  
Harvey

  
Zapoznaj się z treścią ulotki dołączonej do opakowania bądź skonsultuj się z lekarzem lub farmaceutą.

  

  

  

  

  

  


Nie tak to wszystko miało wyglądać. Brała pod uwagę wiele scenariuszy raz po raz rozkrajając je na kawałki, które mogła wyrzucić albo poprawić. Po prostu chciała postąpić jak należy. W końcu to standardowa procedura osób bliskich albo tych z jednego oddziału, gdy nawzajem wymieniali się listami w razie gdyby jedno z nich umarło. Sprawa wyglądała inaczej w przypadku śmierci obojga, ale wtedy każdy, nawet obcy żołnierz, miał prawo przeszukać ich rzeczy i tylko wyłącznie od jego dobrej woli zależało, czy cokolwiek trafi do rąk rodziny nieboszczyka. Niby istniały na to odpowiednie protokoły, ale rabunki wśród oddziałów naprawdę się zdarzały, nawet jeśli to moralnie nieetyczne, bo po świętą kiszkę komu był potrzebny jakiś tam list? Chyba tylko dla chwilowej uciechy, jak wtedy, gdy Mahayla przekazując kopertę Frankie, straciła ją równie szybko przez wrednego porucznika uważającego się za pępek świata mający prawo do czytania prywatnej korespondencji. Tamtego dnia Harvey straciła prawo do aplikowania na kapitana w najbliższych terminach, przez złą postawę i dosłownie rzucenie się na (nie)kolegę z oddziału.
Ten sam list, którego jedynie wstępu doczytał się wredny porucznik, miał dzisiaj trafić do rąk dziewczyny przypominającej ducha swej zmarłej siostry. Nie była blada i nie miała na sobie prześcieradła, ale gdyby Frankie przypadkiem ujrzała ją na ulicy to bez wątpienia wzięłaby za lekarkę poznaną w Afganistanie.
- Tak. Nic mi nie jest. Ja tylko.. – musiała wziąć parę głębokich wdechów by doprowadzić organizm do stanu normalnego użytkowania a nie jakiejś pijanej przybłędy albo skacowanego kierowcy, który za późno zorientował się, że nadal było mu niedobrze. – ..źle się poczułam. – dokończyła wpatrując w kostkę brukową oraz chusteczki, które w końcu zdecydowała się przejąć wraz z uniesieniem tułowia i umożliwieniem sobie spojrzenie na życzliwą personę.
To ona.
Zawiesiła się wpatrując w ciemne oczy dłużej niż powinna. Mahayla wspominała, że młodsza siostra wyglądała zupełnie jak ona na starych zdjęciach, które myliła nawet matula i gdyby nie różnica w jakości fotografii zapewne nie spostrzegłaby się, że patrzyła właśnie na Tallulah a nie jej siostrę. Z wiekiem na pewno coś się zmieniło. Nie były identyczne w każdym calu, ale Frankie dostrzegała podobieństwa, przez które paczka chusteczek wypadła jej z rąk. Poczuła ulgę. To już nie był duch a obietnica, którą właśnie spełniała.
- Przepraszam. – zorientowała się o trzy sekundy za późno i nie zdążyła sięgnąć po chusteczki. Przetarła wargi wierzchem dłoni. – Tallulah, prawda? Tallulah Coe..Marrero? – w porę się poprawiła, chociaż dla niej młoda zawsze była Coetzee (Kutsi), bo inaczej nie potrafiła postrzegać jej w opowieściach M. – Przepraszam, że nachodzę, ale – na moment zanurkowała w samochodzie, z plecaka na siedzeniu pasażera wyciągając lekko pomiętą kopertę, która ciągle pachniała pyłem, piaskiem i suchym klimatem tak, jakby nigdy nie opuściła tamtego miejsca. – mam coś dla pani. – ostrożnie wyszła z auta z ulgą przyjmując do świadomości, że dała rady ustać na dwóch nogach. Pierwszy szok minął. Mogła działać. – List. – pach, koperta wylądowała w dłoniach młodej. Ilekroć w wyobraźni brała pod uwagę wstępne przedstawienie się oraz informacje, że znała siostrę Tal, to za każdym razem widziała jak tamta od razu zatrzaskuje drzwi przed jej nosem albo krzyczy coś niezrozumiałego i ucieka. Postawiła więc na mało subtelne przekazanie koperty i dopiero potem wszelkie konwenanse. – Jestem Frankie Harvey, znałam twoją siostrę, a to jest list od niej. – krótko, szybko i na temat. Mogła iść. Mogła?
_________________
[Profil]
  MÓW MI: Amazon
MULTI: Nicole & Rocky
 
Tallulah Marrero


Wysłany: 2018-12-05, 00:44   

Gdybyś ktoś poinformował dziewczynę, że właśnie tego dnia przyjdzie jej się zmierzyć z demonami przeszłości, najpewniej odpuściłaby sobie oglądanie seriali do samego rana i wybrałaby jednak te osiem godzin snu, by zebrać siły przed nadchodzącą walką. Tego potrzebowała zdecydowanie bardziej niż nadrobienia przeklętego Iron Fista, choć z samego faktu pozbycia się tego tytułu ze swojej listy „Do obejrzenia” była szczerze zadowolona. Prawdopodobnie byłaby jeszcze bardziej zadowolona, gdyby poranny rzut oka na horoskop przepowiedział jej pierdoloną życiową katastrofę – mogłaby zakopać się pod kołdrą na resztę dnia, odmawiając opuszczenia domowych pieleszy, wzięłaby wolne na żądanie i nigdy nie spotkałaby tej dziwnej kobiety, która miała wyraźny problem ze skupieniem myśli i wyartykułowaniem porządnie skleconego zdania. Niestety, na jej nieszczęście horoskop zapomniał napomknąć o mknącej w jej kierunku z prędkością rozpędzonego tira na autostradzie tragedii w postaci niewielkiej, jasnej koperty z jej imieniem w miejscu, w którym powinno się uzupełnić dane adresata.
Tallulah spojrzała na brunetkę skonsternowana. Nie rozumiała, dlaczego kobieta się jej przyglądała. Dobra, może nie wyglądała najlepiej, w końcu nie spała przynajmniej od 26 godzin, wcisnęła tyłek w podarte dżinsy i powyciąganą bluzę, a jej warkoczyki rozsypywały się w typowym dla nich nieładzie, ale było naprawdę wcześnie rano i nikt nie powinien wymagać od niej cudów… Zwłaszcza przed pierwszą kawą.
Jesteś pewna? – zapytała, gdy kobieta zapewniła ją, że nic jej nie było. Nie wyglądało to na takie nic i tyle Lulu potrafiła wywnioskować nawet bez ukończonych studiów medycznych. – Mieszkam tu niedaleko, mogłabym… – urwała w połowie zdania, słysząc swoje imię. Nie przedstawiała się, prawda? Była przekonana, że jeszcze nie zdążyła.
Jej brwi ściągnęły się ku sobie, a jakiekolwiek odruchy sympatii, jakie powodowała w niej kobieta, zniknęły jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Cóż, jej życie nigdy nie należało do najnormalniejszych, ale posiadanie stalkera na takim zadupiu, jakim było Berrylane, było naprawdę wyczynem godnym wzmianki w lokalnej gazecie. Nie znała tej kobiety, nigdy w życiu nie widziała jej na oczy, jak inaczej mogłaby wyjaśnić fakt, że ta zwraca się do niej po imieniu?
Dziewczyna wstała i odsunęła się o krok, zupełnie ignorując fakt, że jej chusteczki wylądowały na chodniku i nikt nie zamierzał sobie zawracać głowy podnoszeniem ich, a kiedy brunetka zniknęła w samochodzie, przemknęło jej przez myśl, że powinna wziąć nogi za pas, uciec do bramy i jak najszybciej znaleźć się we własnym mieszkaniu, pozamykać je na wszystkie spusty i udawać, że nie istnieje. Nigdy jednak nie grzeszyła zdroworozsądkowym podejściem do życia. Została, przypatrując się z nieukrywaną podejrzliwością, jak ta zagląda do plecaka. Świetnie. Pewnie szuka pistoletu.
Kiedy z ust Frankie padły kolejne słowa, a pomięta koperta znalazła się w dłoniach dziewczyny, Tallulah zaczęła żałować, że nie był to żaden przeklęty gnat. Prawdopodobnie, gdyby dostała z bliska w trzewia, bolałoby to mniej.
Ja… – zaczęła, ale głos uwiązł jej w gardle. Była zdezorientowana, cholernie skołowana i tak właściwie nie wiedziała, co ma jej odpowiedzieć. Tak zaskoczona nie była chyba jeszcze w tym życiu, a przynajmniej nie przypominała sobie takiej sytuacji.
Ale nie mogła zbyt długo trwać w tym stanie. Pierwszy szok zabarwiło najpierw rozdrażnienie, które malowało się grymasem na jej twarzy, gdy ciemne tęczówki wpatrywały się w kawałek papieru tkwiący między palcami, a następnie narastającą irytacją, gdy pozwoliła, by koperta wyślizgnęła jej się z dłoni i opadła na bruk.
Nie chcę tego – odparła na tyle spokojnie i stanowczo, na ile pozwalały jej targające wnętrzem nerwy, rzuciła ostatnie spojrzenie na stojącą przed nią Harvey i odwróciła się, by szybkim krokiem odejść w kierunku kawiarni. Przecież nic więcej nie musiała dodawać, prawda?
_________________
[Profil]
   
 
Frankie Harvey



w Berrylane od urodzenia

Chirurg ogólny

34
yo

169
cm

Zaczęło się w piątek

Lives in:
magnolia flats

Wysłany: 2018-12-08, 21:31   
  
Frankie Michelle

  
Harvey

  
Zapoznaj się z treścią ulotki dołączonej do opakowania bądź skonsultuj się z lekarzem lub farmaceutą.

  

  

  

  

  

  


To było dla niej trudne z wielu powodów, ale nie przyszła tutaj rozwlekać wszystkiego, jak wycięte na żywca jelita. Przyświecał jej konkretny cel, a ten nie składał się z żali ani wspomnień. Miała przekazać list. Zapewne powinna dodać, że należało to zrobić ‘za wszelką cenę’, ale pominęła ów fakt, nawet jeśli podświadomie to przewidywała. Mahayla opowiadała o swojej rodzinie i relacjach z siostrą. Harvey wiedziała, jak to wszystko wyglądało i spodziewała się różnych reakcji młodszej, ale nie zamierzała niczego zmieniać. Nie przyszła tu rozgrzeszać starszej Coetzee a tylko przekazać słowa jej siostrze. Nie była adwokatem ani sędzią. Nie oceniała, bo każda miała swoje powody a ona utknęła pomiędzy nimi z myślą, że list koniecznie musi trafić do odpowiednich rąk. Tylko po to tutaj była. Nie mogła niczego więcej.
- Poczekaj. – zawołała za nią pośpiesznie łapiąc za list i zgubione chusteczki. Zrobiła dwa kroki przed siebie, ale musiała się wrócić by zamknąć pożyczone od brata auto, bo ciągle trzymała w nim swoją torebkę. Berrylane, choć małe, nie było spokojne i każdy zapewne czyhał na takie okazje nie tylko by ukraść portfel, ale by również odczytać z niego adres zamieszkania, czekać w kuchni spowitej w mroku, a potem dziabnąć nożem. Takie właśnie było Berrylane. Tu nie dochodziło do zwykłych i nieistotnych kradzieży. Tu rozchodziło się o morderstwa, o których Frankie nigdy nie myślała zbyt wiele. To była działka jej brata policjanta i również znajomej (od niedawna) z biura szeryfa. – Tallulah, poczekaj! – ponowiła, gdy dziewczyna skręciła za rogiem mogąc w każdej chwili rozpłynąć się za budynkiem. Podbiegła w tamtym kierunku z ulgą przyznając, że tamta nie zaszła za daleko, o ile nie postanowiła uciekać od niej sprintem. – Tallulah. Musisz to wziąć. Twoja siostra tego chciała. Prosiła o to. – starała się jakoś przemówić do młodej, ale szczerze powiedziawszy nie miała wprawy w przekazywaniu tego typu listów zwłaszcza komuś, kto nie chciał znać ów persony. – Wiem, że ciągle jesteś na nią zła. Ona też o tym wiedziała. Była świadoma każdej krzywdy, którą ci wyrządziła, dlatego musisz wziąć ten list. Nie dla niej ani dla mnie. Musisz zrobić to dla siebie. – nie przejmowała się przechodniami, którzy zwrócili na nie uwagę. Miała ich głęboko w powierzaniu tak bardzo, że gdyby faktycznie wsadziła ich do swego tyłka to bez problemu sięgnęliby do jej zębów (tak, kurde głęboko). - Po prostu go miej. Nie musisz czytać od razu. Schowaj nawet do najbrzydszego pudełka, a potem pod łóżko. Otworzysz, kiedy będziesz gotowa. - mówiła tyle, ile mogła się domyślić z opowieści Mahayly, której wcale nie zamierzała rozgrzeszać. Postąpiła źle, ale miała na to swoje własne argumenty. Nie wszystkie Harvey popierała, ale starała się zrozumieć, podobnie jak próbowała wczuć się w sytuację Tallulah.
_________________
[Profil]
  MÓW MI: Amazon
MULTI: Nicole & Rocky
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  
BERRYLANE POGODA
Strona wygenerowana w 0,07 sekundy. Zapytań do SQL: 5